tez jest to problem bo niestety widzimy sie raz na tydzien najwyzej a jak ja mam sesje np teraz to juz sie 2-3 tyg nie widujemy ;/
ale coz
80 km ach aż ci zazdroszczę, też bym chciała mieć taka odległość a jak długo już ze sobą jesteście Kachaaa?
Wiecie co, denerwują mnie inne laski co otaczają mojego faceta... I chociaż mu ufam, wiem, że jestem bardzo ważna i nie chodzi o to że zdradzi bla bla bla... To i tak mnie denerwują... Bo czemu jakaś przypadkowa niunia mieszka tak blisko jego a ja nie mogę
... To co piszę jest piekielnie głupie, wiem... Ale jestem potwornie zazdrosna... I pewna, że gdyby był blisko, to tej zazdrości by nie było... Ale nie daję mu tego odczuć i nie chcę go tym męczyć, bo wiem że to głupie myślenie...
Wy też tak macie? Musiałam się wyżalić
...
grrrrrrrrrrr
A ja znam kogoś z dalej niż 80 km i ufam. Bo jeśli ktoś jest za Tobą, zawsze się to czuje ![]()
a moj zwiaek sie rozpadł juz...od 4 miesiecy jestem sama! zostawił mnie po 4 laatch dla stazystki z pracy! i zerwal dzwoniac w nocy przez telefon i z krzykiem mnie ponizyl...a wczesniej przed tym telefonem pisal jeszcze w sms...ze kocha itp a juz w tym roku mielismy razem mieszkac! nienawidze go! a te ponad 500km ktore nas dzieliło ach...... widac nie da sie wygrac z odlegloscia
juz nigdy zwiazku na odleglosc! nigdy!
a moj zwiaek sie rozpadł juz...od 4 miesiecy jestem sama! zostawił mnie po 4 laatch dla stazystki z pracy! i zerwal dzwoniac w nocy przez telefon i z krzykiem mnie ponizyl...a wczesniej przed tym telefonem pisal jeszcze w sms...ze kocha itp a juz w tym roku mielismy razem mieszkac! nienawidze go! a te ponad 500km ktore nas dzieliło ach...... widac nie da sie wygrac z odlegloscia
juz nigdy zwiazku na odleglosc! nigdy!
Bliźniaczko, ja naprawdę Cię nie poznaję.
Byłaś taką fajną, pogodną dziewczyną, a teraz widzę tylko frustrację i zgorzknienie... I nie pisz, że to przez rozstanie, bo jak na razie na Forum widzę tylko, jak jątrzysz w sobie to wszystko. Szkoda.
Bo widzisz yvette, on daje znac o sobie moim znajomych...pisze do nich sms ze mnie kocha itp, że walczy o mnie że mnie skrzywdził i by mna sie opiekowali... itp juz gadalam im by nic mi na ten temat nie gadali bo chce zapomnieć i nie wytrzymałam i zadzwonilam do niego ten ostatni raz od bardzo dawna...z pytaniem od kiedy przestałeś mnie kochać...a ten nawet mnie nie poznał itp, pisałam już o tym tu... i juz dzis wszystko wiem byłam w jakimś toksycznym zwiazku
Yvette ma rację.. zmieniłaś się..
Smutne, że się Wam nie udało.. Ale tego jaki on jest nie zmienisz, i obrażanie go, nazywanie takim czy owakim, niczego nie zmieni. Tylko staniesz się bardziej zgorzkniała, a on nadal będzie z nią..
Rozstanie zawsze boli, każdy związek jest ważny i to normalne że cios w serce boli.. ale musisz przez to przejść, nikt poza Tobą samą nie da Ci siły i wiary że będzie lepiej.
Musisz unieść się honorem i mieć w nosie to co on mówi Waszym znajomym, ignorować jakieś maile, smsy, to nie pozwoli zapomnieć o tym jak skończył się Wasz związek. Sama widzisz że nie był wart Twojego czekania i starań, więc nie pokazuj mu że jest wart byś nadal za nim tęskniła, dzwoniła do niego i pytała o to kiedy przestał Cię kochać.. smutek smutkiem, ale nie pokazuj facetowi który Cię tak potraktował, że ma nad Tobą przewagę.
A ja się ostatnio zastanawiam, czy nie jestem w związku na odległość... takie związki zawsze znaczyły dla mnie, że para mieszka z dala od siebie jakieś setki kilometrów, na dwóch przeciwległych krańcach Polski) i dlatego może się widzieć ze sobą bardzo rzadko. My niby mieszkamy względnie blisko (w tygodniu to jakieś 100 km, a w weekendy koło 20) ale i tka możemy się widzieć tylko i wyłącznie raz w tygodniu na 4 godziny. Znaczy, dawniej było częściej, ale wszystko zmieniło się wraz z wakacjami i przez najbliższy rok lepiej nie będzie, a może być tylko ciężej.
a_normalna, ale Wy już planujecie ślub, i z tego co zawsze piszesz to jesteście w sobie bardzo zakochani
więc wydaje mi się że to troszkę zmienia postać rzeczy, choć każdy związek na odległość niesie za sobą ryzyko rozpadu..
Tylko właśnie - czy "związek na odległość" jest tylko w pewnym określonym przypadku? Czy małżeństwa (przecież takie są), które w pewnym momencie muszą przez jakiś dłuższy okres czasu rozdzielić się i zdać jedynie na komunikatory nie są "na odległość"? Czy może jednak "związek na odległość", to jeden z rodzajów związku i nie jest to jakiś okres przejściowy, a jego stała cecha?
Tak mnie wzięło na rozważania w tym temacie
Tak czy siak, taki związek na pewno jest trudniejszy ale czasem zastanawiam się czy niektóre osoby nie preferują właśnie takiej odległości. Mam przyjaciółkę, która wybiera facetów, którzy właśnie są daleko od niej. Nigdy nie była z chłopakiem, który byłby blisko niej i mogli się normalnie spotykać. Zawsze jest z kimś, z kim może jedynie smsować, mailować i skypować.
Bliźniaczko, zauważyłam, że przez większość czasu piszesz tylko i wyłącznie o NIM. ON zrobił, ON opowiada, ON przestał, ON zaczął, ON... A gdzie w tym wszystkim jesteś TY?
Nie ma smutniejszego obrazu niż porzucona kobieta, która z tego porzucenia uczyniła sobie centrum wszechświata. Taka, której słowa i działania krążą wokół byłego. Która zamiast skupić się na sobie, podnieść i udowodnić wszystkim, że nie wymaga teraz żadnej opieki, rozpamiętuje, rozgrzebuje i... Stoi w miejscu.
Tak mnie wzięło na rozważania w tym temacie tongue Tak czy siak, taki związek na pewno jest trudniejszy ale czasem zastanawiam się czy niektóre osoby nie preferują właśnie takiej odległości. Mam przyjaciółkę, która wybiera facetów, którzy właśnie są daleko od niej. Nigdy nie była z chłopakiem, który byłby blisko niej i mogli się normalnie spotykać. Zawsze jest z kimś, z kim może jedynie smsować, mailować i skypować.
Tak, są ludzie, którzy dążą (najczęściej nieświadomie) do związków nierealnych. Nierealnych w sensie trudnych, w których nie można liczyć na codzienną bliskość. Podobnie jak są kobiety, które w firmie pełnej młodych, fajnych, wolnych facetów zwiążą się zawsze tylko z niewdzięcznym i żonatym.
Jest dobry artykuł psycholożki Zofii Milskiej-Wrzosińskiej: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obc … ;startsz=x. Polecam go każdej kobiecie, bo oddaje to, o czym mówisz.
Macie racje racje Kobitki...po prostu w tym "związku" cała zagubiłam siebie, muszę wrócić do siebie, do dawnej ja
takiej jaką byłam przed byciem z facetem. Powoli i tak już sporo udało mi się zmienić, bo było bardzo źle, ale z czasem wierzę że los w końcu się do mnie uśmiechnie. Pozdrawiam Was serdecznie ![]()
Witam dziewczynki:)
Podobnie jak wy też żyję w związku na odległość, a różnica jaka nas dzieli to nie jest 100, 200 czy 500 km, ale ponad 2000! Trwamy tak już od ośmiu miesięcy i chociaż jest czasami baaardzo ciężko, to wiem, że w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. Ta rozłąka tylko nas umacnia, była w pewnym sensie sprawdzianem dla łączących nas uczuć i wiem, że wychodzimy z tego zwycięsko. To co przeżyliśmy jest nasze, dużo kłótni, sporów o błahostki, problemów wynikających z codzienności i tęsknoty ... Wiem, że teraz będzie już tylko lepiej ![]()
Pozdrawiam wszystkie pary borykające się nie tylko z emigracją, ale po prostu z życiem na odległość:)
cześć dziewczyny,
napiszę w tym wątku coś optymistycznego i może mój sposób na rozląke zainspiruje was jak nie tęsknić zbyt mocno:0
jesteśmy razem z M. 3,5 roku. pisalam już kiedyś, że zamierza zostać marynarzem, i stalo się...nie ma go już dwa miesiące, a jeszcze dwa do powrotu, no i tak cale życie, bo planujemy ślub. Przed tym pierszym kontraktem nie potrafilam sobie tego wyobrazić, plakalam średnio co godzinę jak tylko sobie pomyślalam o rozlące, ciszy w telefonie, braku jakiejkolwiek lączności przez kilka tygodni, bo wiadomo zasięg jest tylko w portach.
na początku chodzilam bardzo zdołowana ,nic mi się nie chcialo, plakalam, aż któregoś slonecznego dnia stwierdzilam, że nie chce marnować ani jednej chwili na użalanie się nad sobą i sytuacją, która nie patrząc sami sobie stworzyliśmy. Zajęlam się rzeczami ważnymi tylko dla mnie. żwiązek wymaga poświeceń dla drugiej osoby, czasem trzeba z czegoś zrezygnować, a teraz kiedy M. nie ma mam czas dla siebie , swoich pasji, rozwijam się, spotykam z przyjaciólmi i jednocześnie nie mogę się doczekać kiedy pojadę na lotnisko!
pozdrawiam was netkobietki
potrzebuję pomocy, nie wiem co robić...a nerwy mnie już zjadają, nie mogę spać itp. znacie już moją historię, w skórcie, facet mnie rzucił w marcu br. kiedy już się pogodziłam z tym, zerwałam kontakty z ludźmi zmnieniłam namiary na siebie itp...(bo pisal do mnie i wogóle) to wczoraj palant dzwonił kilkanascie razy do mojej rodziny (dziadków) ja mieszkam osobno z mamą i gadał im że mnie kocha, że to nie prawda, że ma inną laske itp, że miał powazny wypadek na motorze i operację i chce ze mną telefonicznie gadac bo ma mi coś waznego do powiedzenia, a ja nie chce z nim gadac a on ciagle napastuje moich chorych dziadkow, a oni mi o tym mowia a ja sie tylko denerwuje....na dodatek boje sie ze on przyjedzie do mnie a nie chce znów ulec jego sprytnym sztuczką i zeby robił mi pranie mózgu, co mam zrobić jak on sie zjawi w mym domu np?
Bliźniaczka, nie otwierać. Albo poprosiłabym jakiegoś znajomego o przekazanie Twojemu byłemu, że nie masz mu nic do powiedzenia i jeżeli będzie dalej wydzwaniał po Twojej rodzinie zgłosisz się z tym na policję. Ostre, ale powinno podziałać. Musisz być stanowcza i konsekwentna, jeżeli już kiedyś się ugięłaś i dałaś sobie tą "wodę z mózgu" robić, on teraz uderza w to samo miejsce, bo liczy na Twoją amnezję.
Z doświadczenia wiem, że im więcej zajęć sobie teraz znajdziesz, tym lżej Ci będzie nie myśleć o nim.
wiem, szukam pracy robie tyle by nie myslec itp mam nadzieje że to blef i nie wpadnie do mnie do domu, normalnie jak serial jakiś moje życie się stało, jakby mało miałam problemów ![]()
Dołączam ! ![]()
Odległość między mną a moim lubym to zaledwie 80 km., jednak daje nam się we znaki. Dążymy do tego, żeby zamieszkać razem, dość odległościowej udręki. Muszę tylko poukładać sobie wszystko z studiami... i oby do przodu !:)
Jestem nowa, tez chcialabym dolaczyc
Od nie dawna czyli od 3 miesiecy spotykam sie z facetem w sumie w Polsce daleko mieszkamy od siebie, on jezdzi ciezarowkami, 2 razy sie widzielismy, wyjechalam tydzien temu za granice wiec nie wiem jak to sie potoczy, nie mamy jak sie poznac.
Moze ktos mi doradzi, kto byl w takiej sytuacji ze dopiero sie poznaliscie i byliscie na odleglosc?
hey dziewczyn pozwolicie że do was dołączę też jestem w związku na odległość mój mąż pracuje za granicą i często wyjeżdża zresztą odkąd jesteśmy razem jeszcze w narzeczeństwie wyjeżdżał ale nasz związek przetrwał wzięliśmy ślub 3 mieś temu , jednak za każdym razem gdy się rozstajemy jest trudno, najgorzej jest wypełnić te pustkę w sercu którą czuje , myślę sobie muszę zrobić obiad mojemu słoneczkowi a jego nie ma to trudne , czuje się wtedy taka samotna i ściska mnie normalnie w gardle wiem ze musi tak być bo w tym kraju jest ciężko godnie pracować. Z kazdym dniem przyzwyczajam się do tej samotności ale czasem nic tylko siąść i płakać
Witam.
Moja historia dopiero sie zaczeła. Wyjechal jakies dwa tygodnie temu. ja nie wiem co sie ze mna dzieje jestem strasznie rozdrazniona , na gg rozmawiamy codziennie ale nie daje rady.Tesknie strasznie on wyjechal bo za granica dostal lepsza prace. Pozwoli nam to stworzyc nowy start na przyszlosc- tak mowi. Dla mnie to bardzo ciezkie. Jak wspomnialam rozmawiamy codziennie na gg ale to tylko gg . Do tego wydaje mi sie ze ta rozmowa jest jakas taka jałowa. Jakbym to ja ciagle wyciagala od niego co slychac itd. Nie wiem co jest grane , czy cos sie dzieje czy to sie uda, czy to tylko moje schizy..mam strasznego doła. Powiedzcie co robic bo wariuje.Dodam ze bedzie dopiero za miesiac.;( . Pozdrawiam
pomozcie co mam zrobic usiluje dzwonic pisac nie odzywa sie nie kontakuje juz od tygodnia...w glowe zachodze co sie dzieje...nic tylko siasc i plakac... ![]()
284 2012-05-08 17:57:44 Ostatnio edytowany przez Anielek (2012-05-08 18:02:14)
Witam,
chciałabym do was dołączyć i może sie trochę wyżalić.
czy ta grupa dalej istnieje??
I ja chciałabym dołączyć- czy ten interes jeszcze się kręci? ![]()
Gothka, ciebie już spotkałam w jakimś wątku
Też ci sie przytrafiło żyć w związku na odległość?
Nemezys może jakaś netkafejka?
Ja też Cię kojarzę ![]()
Tak się jakoś złożyło, że my też żyjemy w dużej mierze na odległość. Jesteśmy ze sobą ponad 4 lata, dzieli nas 70 km. Ja studiuję dziennie w jego rodzinnym mieście więc w ciągu tygodnia mamy możliwość się spotykać ale każde weekendy, święta, wakacje i wolne jesteśmy zmuszeni spędzać osobno.
W czerwcu oboje kończymy studia i właściwie nie wiemy, jak to będzie dalej. Na pewno chcemy być nadal razem, bardzo się kochamy ale raczej nie będę mogła zostać w ,,studenckim" mieście ze względu na brak pracy. Będziemy musieli jakoś to wszystko inaczej rozwiązać.
Na razie jeszcze o tym wszystkim nie myślę. Wiadomo, czasem się tęskni i brakuje ukochanego na co dzień przy sobie ale z drugiej strony wracając do domu mam czas dla przyjaciół i na swoje pasje
Wszystko ma swoje plusy i minusy ![]()
Oczywiście, wszystko ma swoje plusy i minusy
Nas dzieli prawie 2000 km... i też jakieś to plusy pewnie ma ![]()
Zagląda tu ktoś jeszcze czy kafejka umarła?? ![]()
No trochę lat minęło
jak widać grupa "wymarła". Jak wiecie mi nie wyszedł związek na odległość i postanowiłam...nigdy więcej...pozniej po kilku latach prawie 2,5 roku poznałam faceta z tego samego miasta. Jestem z nim już dobre kilka lat
no ale niestety...wyjechał za praca (zagranica) i siła wyższa znów jestem w związku na odległość...
A wam jak się losy ułozyły?
Mój związek zaczął się na odległość
Mojego M. kompletnie nie znałam, na innym forum była taka sytuacja, że poprawiłam jego zdanie i tak od słowa do słowa trafiliśmy na wiadomość prywatną. Później było codziennie gg, bo M. był a Anglii, a ja w Polsce. I ta nasza internetowa znajomość trwała... dziewięć miesięcy. I gdzieś po drodze się do siebie przywiązaliśmy. Takie życie z kimś na odległość nie jest łatwe, później przez jakiś czas jak już oboje byliśmy w kraju dzieliła nas odległość zaledwie stu kilometrów ale bez możliwości bycia razem często. Widywaliśmy się raz na jakiś czas. I jak wracam myślami do tego momentu to nie jest miło, ciągle myślałam tylko o nim, nie skupiałam się na wielu rzeczach, wyczekiwałam aż w końcu napisze. I był to czas ciężki dla nas obojga, myślę, że gdyby M. nie zdecydował, że zostaje w kraju naszego związku dzisiaj by nie było. Jesteśmy ze sobą już kawałek czasu, dość szybko ze sobą zamieszkaliśmy. Chyba zrekompensowaliśmy sobie miesiące internetowego pisania ![]()