Pojechałem z dziewczyną do jej rodziny - ojca [55 lat] i babci [85 lat], którzy mieszkają razem na gospodarstwie, bo małżonkowie już umarli (mąż babci niedawno). Ojciec jest strasznie wybuchowym człowiekiem, chodzącym dyktatorem. Jak tylko babcia zaczyna coś mówić, np. proponować dokładkę do obiadu, to ten zaczyna sapać, odwraca się w jej stronę i strofuje ją poniżającym tonem. Są to teksty w stylu:
- cicho siedź tam, nie odzywaj się jak widzisz że jedzą
- oni nie chcą słuchać twoich historii, cicho tam
Czasami aż wstaje i zaczyna chodzić bo nie jest w stanie usiedzieć po tym, jak babcia się odezwała. Wcześniej takie ataki szły głównie w stronę dziadka, ale że już nie żyje, to teraz kolej babci. Kolejna rzecz to potrzeba kontroli - ma być tak jak on chce, zdanie innych się nie liczy. Poprosiłem dziewczynę by zaczęła zwracać mu uwagę. Niestety ojciec reaguje wyparciem, jak gdyby nic się nie stało + gaslighting.
Rozmawiałem też z babcią, że skoro jej mąż umarł rok temu, to może chciałaby się przenieść gdzieś do jakiegoś domu opieki (chodziło mi tak naprawdę o uwolnienie się od swojego syna), ale ona jest strasznie oporna na jakieś zmiany - przykładowo od 15 lat narzeka na obrus że jest źle przybity do stołu, ale też nowego nie chce. Siedzi na tej wsi sama, gdzie prawie nikogo nie, na imprezy rodzinne nie chce jeździć bo twierdzi że już nie te zdrowie (a jest bardzo sprawna fizycznie, a umysłowo jeszcze bardziej). Całe życie w 1 miejscu i cały czas była tak traktowana (najpierw przez teścia, teraz przez syna).
Nie wiem też czy to jakiś syndrom sztokholmski, ale nie widać bo babci żeby ją to jakoś bardzo ruszało, a może to dobrze ukrywa. Dodam też, że ojciec waży ze 150kg i to, że potrafi zjeść cały talerz ciasta na deser pewnie nie pomaga z kontrolowaniem emocji.
Zastanawiamy się nad eskalowaniem tego informując resztę rodziny, bo z zewnątrz oczywiście tego nie widać. Mnie też już nosi by coś mu powiedzieć, ale głupio mi to robić jako gość w domu (widzieliśmy się kilka razy). Co myślicie?