Noelle, ja nie chcę się z nim rozstać. Co to to nie! Ale coraz ciężej jest tak żyć. Do tego jeszcze dochodzi nasz kontakt... Kilka smsów na dzień i to wszystko. Teraz nawet nie dzwonimy do siebie. Jak byłam w Polsce to On dzwonił jak miał czas. Teraz mu się nie opłaca, bo ma za drogo, ale dobrze wie, że ja mam do Polski na komórkę z domowego 4-5 centów za minutę. I dobrze wie, że wystarczyłoby, żeby napisał smsa, że ma chwilę i żebym zadzwoniła. Jestem tu od 23 czerwca, a dzwoniłam do Niego tylko raz. Przecież nie będę wydzwaniać, skoro On nie potrafi napisać, że ma czas i chce pogadać. To samo jest jak jest w domu na przepustce. Przyjechał przedwczoraj w nocy. Wczoraj nie rozmailiśmy nawet na gg, a dzisiaj jakieś 10 min rano, bo wyszedł do miasta. I pewnie już rozmawiać nie będziemy, bo przecież on nie ma czasu. Musi pooglądać TV, pograć na kompie, wyjść z chłopakami, jechać gdzieś, iść na piwo, na imprezę, wyspać się. Cholera jasna!
Właśnie w tej dzisiejszej rozmowie przez smsy wyszło na to, że to ja mam wątpliwości, a On twierdzi, ze wystarczy trochę cierpliwości i będzie znów wszystko ok. Tak mi napisał. Także tu ma plusa, bo gdyby mu nie zależało, to napisałby, że jak mi nie pasuje to mam robić co chcę, że jego już to nie obchodzi. A jednak pisze, że będzie dobrze i że nie ma co się zastanawiać nad tym, czy damy radę, tylko przetrwać jeszcze te pół roku i będzie już dobrze.
Nie wiem jakie ma plany co do tej przeprowadzki do mnie. Podczas tej rozmowy, w której powiedział, że lepiej by było, gdyby został u rodziców uznałam, ze puszczę to na razie mimo uszu, bo nie sensu kłócić się o to pół roku wcześniej i że może przez ten czas zmieni zdanie. Ale jak dzisiaj zobaczyłam w smsie od Niego, że "trzeba jeszcze trochę zaczekać" to nie wytrzymałam i napisałam Mu, że dla Niego to "trochę" to są kolejne 4 lata. Odpisał, że nie, na co ja Mu napisałam, ze i tak wiem, że nie przeprowadzi się do Gdańska.
Sama już nie wiem. Jedyne co wiem, to to, że mam dosyć takiego życia razem, a jednak osobno. Czekania, aż łaskawie napisze smsa, albo zadzwoni. Aż napisze na gg. Aż przyjedzie, aż Go zobaczę. Aż wyjdzie z OPP, przeprowadzi się do mnie... Dosyć. Ale wiem też, że nie chce tego kończyć, bo jak już się spotkamy i jesteśmy razem kilka dni to jest dobrze. W miarę, ale to jest kwestia dotarcia się i "wychowania" siebie nawzajem. Najgorsze to czekanie.
Yvette, ja właśnie Mu to wszystko napisałam, co Wam tutaj. On to wszystko wie. Tylko, że ma to nie powiem gdzie. Dla Niego jest dobrze, tak, jak jest i już. Wydaje mi się, że jemu wystarcza sama świadomość tego, że jestem. Mi niestety nie.