netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

73 odpowiedzi10 376 wyświetleńzałożony przez koniczynka957, 09.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 74 z 74 ]

66

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Nie wiem czy pożałuje i będzie jeszcze próbował coś naprawić, chociażby moje zdanie o nim. Nie mam pewności co do tego.
Wyrzuciłam wszystkie zdjęcia, nawet z profili społecznościowych go wywaliłam (dziś widziałam, ze podmienił zdjecie na to kiedy go poznałam)...

A teraz? 15tego kwietnia mam egzamin na prawo jazdy, co więcej od października chcialabym rozpocząć kolejne studia, zastanawiam się nad tym coraz poważniej no, chciałabym również rozwijać swoje hobby.

Jeszcze troszkę nie mogę uwierzyć w to wszystko.

Naprawdę sądzisz, że on jeszcze przyjdzie? Wszyscy mi to mówią, ale ja wiem jaki jest zawzięty.

Wiedziałam, ze nie powiedzial rodzinie o tym wszystkim, zadzwoniłam do jego siostry, zaznaczyłam, że nie nie chcę deski ratunku, tylko proszę o pomoc, bo rozstalismy sie, bo nie bede mogla i nie chce wiecej byc przy nim, ale czuje, ze On ma problem, ze tego jest za duzo i bedzie potrzebowal wsparcia, nie chodzi przeciez o zwiazek ze mna i jego rozpad tylko o te jego ataki zlosci, powiedzialam jak wygladaly klotnie i dlaczego sie wyprowadziłam. Niech coś z tym zrobi, bo nie mozna tego bagatelizować, my sie moze nie dobralismy, ale jednak on ma klopot i trzeba mu chociazby wsparcia. Tak czulam, tak zrobiłam.

67 Ostatnio edytowany przez syntia (2013-03-19 15:07:20)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

MNIE też było trudno uwierzyć, że to wszystko koniec, czułam się tak jakby to mnie nie dotyczylo... ALe pomógł mi fakt, że ja zrobiłam wszystko by ratować swój związkem, a to on pozwolił by się zakończył ..

KAżdy, ale to każdy facet który zawalił sprawę w związku, szuka ponownego kontaktu, myślę że on jeszcze potrzebuje trochę a nawet sporo czasu, jednak nie chcę byś się ludzila, że nagle wszystko się odwróci, bądź on cudownie zmieni. Znaczy jasne on obieca 1000 rzeczy które zmieni ale to tak nie działa, zwłaszcza u takiego typa jak on...

BArdzo fajnie z TWojej strony, że zadzwoniłaś do jego siostry i dalaś znak, będziesz spokojniejsza.

TO świetnie, że masz plany i rzeczy które chcesz robić, oby tak dalej. WYjdź gdzieś się rozerwać, pogadać z przyjaciółką. ROzmowy bardzo pomagają. MNie one pomogły podjąć dobrą decyzję, gdyż w pewnych momentach sądziłam, że to wszystko moja wina i niedługo stanęłabym na głowie, a on dalej by tego nie widział...

Wiadomo dni które nadejdą będą różne, raz radość, raz smutek, żal. ALe potem zawsze wschodzi słońce.

MOja przyjaciółka powiedziała mi takie słowa : "TY nic nie tracisz, TY możesz tylko zyskać, zasługujesz na szczęście, idź szukać go gdzie indziej..."

68

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Dobrze? Uwierz, wahałam się, bo nie wiedziałam, czy nie rozpętam burzy, kto wie? On może przecież zwalić wszystko na mnie. Oskarżyć mnie, posądzić o to, że to ja prowokowałam, pojęcia nie mam. Chciałam jednak aby ktoś pomógł mu, bo problem jest i sam nie zniknie, a ja niestety już mu w tym nie pomogę, bo się rozstalismy na dobre.

Z tymi facetami to poważnie tak jest? Że gdy zawalą, po pewnym czasie chcą coś naprawić? Mój tata uważa, że on jeszcze przyjdzie do mnie, ale on mi go skutecznie z głowy wybije. Nie boje się tego, że przyjdzie, bo wiem jaki był zawzięty, gdy sie nie odzywał i to ja musialam wyciagnac reke, chyba ze byl taki bo to ja zwialam? ja wzielam rzeczy... A teraz sytuacja sie odwroci bo to on zniszczył wszystko, do tego upokarzając mnie?

69

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

TAk, myślę, że dobrze zrobiłaś dzwoniąc. Wyobrażam sobie, że balas się Jak to zostanie odczytane, ale TY napewno lepiej się czujesz.

Co z tego że zwali na CIebie?  Pewnie, że może to zrobić ale czy to takie ważne dla CIebie? Nie przejmuj się zdaniem innych, przecież ich tam nie było jak to wszystko się działo... POZA tym mogę dać rękę, że powiedziałaś to tak by nikogo nie urazić ani nie nastawiać przeciwko sobie.

Mojemu trochę zeszło ale gdy uświadomił sobie co mi zrobił to bardzo chciał się ze mną widzieć...

Ale taka osoba jak on nie chciałabym by kiedykolwiek stanęła mi na drodze.

TAk potrzebuje pomocy ale nikogo do niczego nie zmusisz. To on musi chcieć i rozumieć istotę problemu, by moc zacząć działać...

Jak TY się trzymasz?

70

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Średnio.
Nie mogę zapomnieć o tym co zrobił, ciągle mam w głowie ten jeden dzień (miły dzień) i ten wieczór i całą noc.
Jest mi tak straszliwie z tym wszystkim.
Jemu jest pewnie dobrze, prawda? Usunelam go ze wszystkich możliwych miejsc, nawet z telefonu wyrzucilam jego numer, ale jak tu zapomniec, skoro mielismy prawie takie same, bo kupil mi specjalnie taka karte... sad Weszłam na jego profil w jednym z portali społecznościowych, zmienił zdjęcie, co tam pozmieniał - nie wiem, bo go ubiegłam, pousuwalam zdjecia z nim, wszystko co mogloby swiadczyc o tym, ze jestesmy razem - usunełam. Pewnie teraz będzie szukał kobiety. Jest mi źle z tym, bo zrobił w tym wszystkim ze mnie potwora sad

71

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Koniczynko,

Jak tam sprawy się mają u Ciebie? Trzymasz się jakoś?
Pozdrawiam Cieplutko;)

72

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Witajcie, sytuacja rozwiązała się już definitywnie.
Zadzwoniłam do niego w weekend, trzeba bylo przecież coś ustalić, zabrać rzeczy. Przyjechał. Kłóciliśmy się jak nie wiem, już byłam pewna, że chce odejśc, nagle złapał mnie za ręke, mówił, że kocha, że chce zabrać mnie do domu. Nie wiedziałam co zrobić, wahałam się, pomyślałam - pojadę, ostatni raz, przekonam się co będzie. Chciałam podjąc decyzje ostateczną, takiej, której w 100% będę pewna. Zabrałam dosłownie kilka rzeczy, nawet komputera do pracy nie zabrałam... Powiedziałam rodzicom aby dali mi kilka dni, zrozumieli, bo musze przekonać się ostatni raz.

Pojechaliśmy, tulił mnie, całował, mówił, że tęsknił. W mieszkaniu panował okropny bałagan. Czułam się w nim nieswojo, ale patrzyłam, obserwowałam, w duchu powtarzałam sobie, że musze spróbować aby wiedzieć dokładnie czego chcę.

Rozmawialiśmy trochę, poszliśmy spac, miał ochote mnie dotykać, odmówiłam. Dopiero rano doszło między nami do czegoś. Na jednym razie się nie skończyło. Zaraz dowiecie się dlaczego akurat o tym wspominam (prawdę mówiąc wolałabym zachować to dla siebie). Pół dnia w łózku, później kolejne pół na... oglądaniu i szukaniu dla mnie roweru (mówił, że musze koniecznie miec podobny do niego), żebyśmy mogli razem jeździć, oglądaniu planów domów (sam mi to wszystko pokazywał, pytał czy mi się podobają...), wiedział, że podjęłam się nowej pracy, mówił, że będzie mi teraz pomagał w domu, że ja sobie będę mogła spokojnie pracować. Patrzył na mnie i mówił mi, że mnie kocha naprawde i jestem najwazniejsza. Przed wieczorem zebraliśmy się na kolację, później do kina... i wyobraźcie sobie, że kładąc się spać rozbolał go brzuch, zaparzyłam mu miętę, masowałam go aby nie bolało, chciałam mu jeszcze jakoś pomóc. Nagle powiedział "Ty mnie naprawdę kochasz, nie jest to przyzwyczajenie, prawda?" - "no pewnie, że kocham", pocałowałam go, on nagle wstał, usiadł obok na łóżku i powiedział mi, że jestem taka wspaniała, że tyle dla niego robie, a on w głębi siebie czuje, że nie zrobiłby tyle dla mnie (cóż.. wcześniej robił dla mnie i to wiele), byłam w szoku, nagle spytał czy nie chciałabym jechac w poniedziałek do domu (dodam, że we wtorek chciał ze mną wrocic po moje rzeczy, do czego jeszcze nie byłam przekonana) spytalam o co chodzi, więc zaczął, że on nie wie co do mnie czuje, że nie chce abyśmy byli razem, byłam w szoku, bo przecież ściągnął mnie do "domu" abym znów mogła z nim być, mówił, że mnie kocha, kochał się ze mną i nagle zmienił zdanie.... To było potworne, świadomie wrocilam aby sie przekonac no to się przekonałam! Powiem Wam, że wybaczyłam mu te wszystkie kłótnie, ale nigdy  nie wybaczę mu tego ostatniego dnia, tego, że zrównał mnie z ziemią, nie uszanował mnie. Bolał mnie najbardziej fakt, że zbliżał się do mnie, że chciał być blisko (wcześniej często ja inicjowałam bliskość). Poczułam się jak szmata, uderzyłam go w twarz, nazwałałam najgorszymi, nie dlatego, że nie chciał być ze mną, ale dlatego, że tak skrzywdził mnie tym, że mówił, że kocha, kochał się i zmienił zdanie! Powiedziałam aby się leczył, wyobraźcie sobie, że walnął ręką z całej siły 3 razy w futrynę, ręka spuchła, leciała krew, okładałam ją lodem mimo tego co zrobił, chciałam mu pomóc, bo każdemu człowiekowi pomogłabym. Męczyłam się z nim tak całą noc, płakał, później mówił, że wie, że mnie skrzywdził, ze nie chciał tego i więcej krzywd dla mnie nie chce, mówił nawet, że należał mu się ten policzek, że on to rozumie. Wcześniej oczywiscie nie patrzył na to tak, bo mówił, ze wiedział, ze go kiedys uderze (zrobił ze mnie potwora, super! kobietę, która bije!). Dziewczyny nie chciałam go uderzyć, jestem na siebie zła, że to zrobiłam, ale to było silniejsze ode mnie, z szacunku do siebie wymierzyłam ten policzek, bo zranił mnie tym wszystkim tak bardzo, że musiałam bronić siebie jako kobiety, już nie jako narzeczonej, czy przyszłej żony, ale jako kobiety.

Koniec z tym wszystkim. Bez słowa, zaczęłam pakować rzeczy, chciał mi pomóc, odmówiłam, poprosiłam tylko aby odwiozł mnie do domu. Spakowałam wszystko, kwiaty z zaręczyn wyrzuciłam przez balkon, potargałam przy nim nasze zdjęcia, rzuciłam ramką, był zły, mówił, ze nie szanuję pamiątek, pamiętałam tylko o tym, że on nie uszanował mnie jako kobiety. Płakał, że nie chciał tak zrobił, a później znów był surowy i mówił, że postanowił, że musi jak mężczyzna podjac decyzje ostateczna, dla mnie jego wahania i zmiennosc nie czynily z niego mężczyzny.

5 razy wracałam do mieszkania aby znieść swoje rzeczy, nie pozwoliłam mu sobie pomóc, czekał w samochodzie i tylko otwierał mi drzwi. Odwiózł mnie, po drodze płakał, żebym przebaczyła mu to wszystko, przepraszał, mówił, że nie chciał aby się tak stało, powiedziałam, ze wybaczam mu te wszystkie klotnie, ale tego jednego dnia nie wybacze mu nigdy, bo chodzi tutaj już o moją godność jako kobiety. Dojechaliśmy. Wypakowałam torby z samochodu, zadzwoniłam po tatę, prosiłam aby do niego nie wychodził tylko pomógł mi z rzeczami. Zabrałam ostatnią rzecz, powiedziałam żegnaj i to, że to on to zniszczył.. i trzasnęłam drzwiami.

W sumie to wiecie co? Lepiej, że to on zerwał te zaręczyny, skrzywdził mnie, ale teraz wiem, że nie był nic wart!

A! Jeszcze jedno, pierścionka podobno się nie oddaje, bo zwraca się tym samym komuś swoje szczęście, na biżuterii mi nie zależało, wierzcie, ale jak w przesądy nie wierze tak krzyczalam, że mogę oddać mu całą moją miłość do niego, ale SWOJEGO SZCZĘŚCIA MU NIGDY NIE ODDAM!!!!!!

To koniec, dychnę od tego wszystkiego, czuję, że to bardzo boli, boli to, że okazał się NIKIM. Jak zapomnieć? Jak poradzić sobie z tym wszystkim?

Jeżeli chodzi o moje zdanie, to uważam, że on jednak Cię kocha, ale to bardzo smutny, nieszczęśliwy człowiek. Naprawdę jestem wręcz pewna, ze on Cię kocha, ale ma tak wielkie problemy z sobą, że strach myśleć. Do tego nie chce  nic z tym zrobić!
Odeszłaś nie dlatego, że nie było miłości. Ona była, ale problem Twojego faceta jest silniejszy...
Wybrałaś siebie i dobrze.

73

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Z tymi facetami to poważnie tak jest? Że gdy zawalą, po pewnym czasie chcą coś naprawić?

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć - poważnie tak jest wink

Posty [ 66 do 74 z 74 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026