brzydulla napisał/a:Bo nie da się zmienić tego czego w sobie nie lubię. Nieśmiałości,nieumiejętności wypowiadania się itp.
Przykład alkoholika podałam bo skoro nie akceptujemy pewnych cech w innych i jak sama twierdzisz wcale nie musimy tego robić to dlaczego mamy robić dla siebie wyjątek? Ja osobiście też nie przepadam za osobami które w towarzystwie albo nic nie mówią albo jak już się odezwą to zawsze walną jakieś faux pais inie szukam specjalnie kontaktu z nimi. Więc się nie dziwię ze mało kto mnie lubi. No i nie robię dla siebie wyjątku. Skoro nie lubię osób nie ciekawych a sama taka jestem to siebie też nie lubię.
Brzydulla, ale my na innych możemy nie miec wpływu, na siebie samych jednak tak.
Nie akceptujemy pewnych cech w innych, ale właśnie dla siebie robimy wyjątek.
brzydulla napisał/a:.
strzała napisał/a:Pisałam raczej chyba wszystko o tym, jak udało mi się "stanąc na nogi" i w czym odnalazłam szczęście.
Zapisałam to w mojej historii "Ofiara losu" post nr 61 i trochę dalszych.
strzała, jeszcze jedno, przeczytałam Twoja historię, przynajmniej jej fragmenty. Strasznie Ci współczuję i cieszę się że udało Ci się zostawić to wszystko za sobą.
Piszesz też że pomogła Ci terapia i rekomendujesz ją każdemu. I tu chyba popełniasz zasadniczy błąd logiczny.
Ty prawdopodobnie urodziłaś się z potencjałem tylko zabili go w Tobie matka i ojczym. I zgadzam się, tu terapia może być bardzo pomocna.
Ale zadna terapia nie pomoże osobom takim jak ja, którzy urodzili się z ograniczonymi możliwościami. Pisałam już nieraz czego mi brak. Nie wierzę że jakaś terapia może to wypracować. Żadna terapia nie da mi np sluchu muzycznego czy wyczucia rytmu bo ich BIOLOGICZNIE NIE MAM. Natura stworzyła mnie na człowieka prostego: zapewnić sobie jeść, pić, siusiu,obejrzeć M jak Miłość i familiadę, wyjść za jakiegoś prostego niewykształconego pana przez biuro matrymonialne albo z pomocą znajomych czy rodziny...i tyle. A ja chcę więcej i jestem sfrustrowana że natura tylko na tyle mi pozwala. Lobektomia czołowa może by mi na to pomogła ale nie żadna terapia. W sensie że z nieszczęśliwego głupka stałabym się szczęśliwym głupkiem.
Dzięki Brzydulla 
Nie wiem, czy ja się urodziłam z jakimś potencjałem. Widzisz na terapii mnie uczono od nowa życia, wyrażania emocji, zrozumienia co jest dobre, a co złe.
Chociaż to wszystko ze mnie wypływało, ja gdzieś tam w głębi sama wiedziałam, jakie są właściwe drogi. Ale na nie nakierowywała mnie moja psycholog.
Ciężko mi jest zrozumiec czasem ludzi, bo wydaje mi się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli czegoś bardzo się chce, to wszystko można zmienic.
Nawet, gdyby ktoś kazał mi przenieś górę w inne miejsce, to też bym to zrobiła, nie za dzień, nie za dwa, może nawet za miesiąc, ale bym ją przerzuciła 
I przecież ja nie jestem Bóg wie kim, jestem zwyczajnym człowiekiem. Jestem uparta i zawzięta w dążeniu do celu.
Nikt nie ma ograniczonych możliwości. Ma je ten, kto sam je sobie ograniczy.