juz zobaczyl, ale chyba za krótko.............
nie mam siły walczyc.... dzisiaj terapeutka kazała mi usiąść obok Życia lub obok Śmierci... wybrałam to drugie... jestem w rozsypce...
wyobrażałam sobie jak siedzi obok mnie... boje sie jej, choc dzisiejsza terapia pokazala mi jej inny obraz... teraz juz nie widze jej jak staruchy z kosa w reku, tylko białaą damę ze skrzydłami aniola...
nie wiem ale gdzie sie nie obracam tam ja spotykam, to w myslach, to w zadaniu dla siostry... wczoraj ze strachu do lekarza trafiłam, ale nie żebym ja widziała, tylko poprostu boje sie umrzeć... i ta mysl o tym paralizuje mnie jak nie wiem co..........
Podobne tematy
Hej anniko Chyba musimy porozmawiac, mailowo, trza Cię na nózki postawic Kochaniutka!!!!!!Będe wieczorkiem .
anniko wiem ze Ci cięzko ale odezwij sie choć ciut ciut.....
Odezwe sie jak będę sama w domu... mąż nie wie, że spotykam sie z Wami...
sprawdza komputrer codziennie, mysli, że pisze z ,,kimś'''-z facetem.... wmawia mi, że kogos mam i robie do w bambuko....
a ja nie chcę sie mu tłumaczyć... w końcu mam prawo do prywatności no nie...
ale czuję się lepiej... dziękuje Shania ![]()
Jesteś jeszcze młodą kobietą. Na pewno znajdzie sie ktoś kto pokocha ciebie i twoje dzieci.
Gdzieś tam czeka na nas ktoś kto nas pokocha. Nasze wady i zalety.
Pojechał na festyn... juz drugi dzień... pewnie znów pijany przyjedzie... nie boje się... tytlko żeby dzieci sie nie czepiał... nikt go nie chciał zawieźć więc stopa zatrzymał... nie płaczę , nie jestem zła...
jeszcze troche i będzie miec dośc... tylko moja w tym głowa by nie zamydlić sobie jego słówkami oczu... bo duzo wiem jak i co robic ,ale jak przychodzi co do czego to jestem zdezorientowana...
może i tak jest że gdzies ktos czeka, ale ja jeszcze nie potrafie wyjśc szczęściu na przeciw... jeszcze nie...
trzymaj się Annika...będzie dobrze kochana...
Witam!!!
czy będzie dobrze,tego nikt nie wie... ale cały czasmam taka nadzieje...
po festynie przyjechał pijany oczywiście... trafił jeszcze do miasta na pizze... to mnie rozzłosciło... nas nie zabiera ale sam - owszem.
nie rozmawiam z nim, nie mam ochoty... przegiął na maxa... o wszystkim opowiedziałam dla jego brata... był wstrząśniety tym co usłyszał... wie że nie kłamię... nie wiem jak i co ale chyba jego rodzina podejmie decyzję te którą od początku im sugerowałam.... leczenie przymusowe... mówią o tym bo maja już serdecznie dosyć... mnie jest o tyle lepiejżekozystam z pomocy terapeuty od uzaleznień...
a mąż... próbuje mie na każdym kroku rozzłościs;wyjazdy z domu, siedzenie na górze, ogląda gołe panienki w interneci, teraz nawet ekran obraca bym nie widziala co ogląda... nie wie jednak, że koputer ma w sobie HISTORIĘ....
raz był zaszokowany tym że mu dogadałam o tym co on sledzi w internecie...
no, ale chyba nie wychodzi mu to denerwowanie mnie... ja juz chyba sie uodporniłam na to...
tak mysle jak jemu zagrac dobrze na gulu, by to jeg trafialo... w sumie zaczęłam; fajne ciuszki nawet w domu, makijaż nie tylko w niedziele ale codziennie, robię sobie wypady do miasta 1 raz w tyg- wtedy jak na terapie jade, ale nie spiesze sie zaraz po do domciu...
nic innego mi do głowy nie przychodzi...
wiem, że on jest cholernie zazdrosny, ale tez tak wypiera sie tego ,że czasem mu wierzę ![]()
dzisiaj mam dobry dzień... jestem pogodna i pozytywnie nastawiona do ztcia... oby tak dalej...
Witaj anniko ja biegam po innym dziale i pewnie z tąd nieznajomosc Twojej" nieobecności "widze ,ze nie zagladasz do działu zdrada bo jakoś tam Cie nie spotkałam,a na inne zagladam zadko.Ale juz odkryłam ze bywasz tu i tam Pozdrawiam cie cieplutko.ps jutro jade o tą prace sie zorientować dobrze by było wiedzieć z kąd jesteś moze mailowo ,zebym wiedziała czy tam juz kogoś mają,chyba ,ze nie jesteś zinteresowana całusek
witam...
ostatnio zajeta jestem szukanie pracy... czas najwyższy chyba... ale czuje sie juz na tyle silna by wyruszyć na przód... wiem że nie będzie mi łatwo znaleźć pracy i do tego jednozmianową... nie chce, by wieczorem dzieci pilnowały pijanego tatusia... boją sie go, nie pozwole by on nimi pomiatał... a zaczyna to robic kiedy jest pijany, a przede wszystkim jak nie chca z nim rozmawiać...
często sie awanturuje, a wiem, że tylko mnie one ufaja i przy mnie czują sie bezpiecznie ...
mysle ,że cos mi sie uda... może jeszcze nie tak od razu, ale uda mi sie to...
nie rozmawiamy długo... jemu duma nie pozwala... a ja... za co niby mam przepraszać i prosic o rozmowę... nie zniżę sie do tego stopnia... juz nie...
robi mi na złość dalej... nawet telewizora wczoraj nie pozwolił mi oglądać/... smieszy mnie to, a jego denerwuje moje nastawienie... wciea sie bardzo... widzi że juz nie płaczę, nie marudzę...
juz mu tego nie pokażę...
stwierdził wczoraj że nie zna moich słaby stron... nie wie co mnie może wyprowdzic z równowagi... i o to mi chodziło... juz nie dam mu sie zdołować... już po mnie to spływa... może w srodku zakłóje ale jemu tego nie pokażę... w jego oczach chyba już jestem twardzielką...
prwda jest ,że co nas nie zabije to wzmocni...
annika80 dlaczego tak sie poswiecasz?
anniko, czytam Twoją historię z zaciekawieniem. Przez te kilka miesięcy zaszła niesamowita metamorfoza Twojego stanowiska.
Na początku wystraszona, zabiedzona szara kotka, uciekająca przed mężem - pijakiem. Teraz świadoma siebie, odporna kobieta, która wie, czego chce. I najciekawsze - chce zupełnie czegoś innego, niż przedtem.
Błagałaś o miłość męża, wierzyłaś, że los Cię wysłucha i odmieni tego Twojego alkoholika. Usprawiedliwiałaś go nawet...
Teraz masz świadomość, że tam jest również Twój kawałek podłogi i go nie oddasz tak łatwo. Otrząsnęłaś się , wyprostowałaś...I chociaż nie jest łatwo, nie kurczysz się przed mężem-pijakiem.
A on? Wydawało mi się - zresztą to napisałam kiedyś - że Twoje odejście z domu dało mu do myślenia, zgłupiał i poczuł się niepewnie. Napisałam, że to jest jakaś szansa, nawet obiecał Ci, że pójdzie może na terapię.
Gdy wróciłaś, przestał o tym myśleć. Przewidywałam to...
No cóż...Coś za coś...
chyba sie nie poswięcam już... jak pisze koma5 mój jest ten kawałek podłogi i o niego walczę... dlaczego mam wszystko poddac ot tak...
mówie dzisiaj mu wprost, że nie wyprowadzę sie choćby pił do końca swiata...
jak chce sobie niszczyc zdrowie to niech to robi... jak pisałam wczesniej tez psychicznie nie daje sie dłować... jest mi przykro ,ale wmawiam sobie na głos,że mi to zwisa... i tak jest,,, on to widzi i wie, że to nie ta sama żona co kilka miesiecy temu...
Koma5 dawno do mnie nie pisałaś... miło mi, że tu jesteś... Ty potrafisz człowiekowi przygadac jak trzeba
:0
nie wiem jak sie zakonczy moja historia, a może będzie bez zakończenia...
najważniejsze są dla mnie moje dzieci i ja... reszta mnie nie obchodzi, no najmiejsze minimum-owszem...
teraz jestem skupiona na rozpoczęciu robienia pokoju dla dziewcznek i dla siebie... czy mąż w nim będzie mieszkał razem ze mna, nie wiem....
ja chce miec swoja sypialnię, chce by dziewczynki miały swoja... a mąz niech spi na kanapie w salonie... na razie jest mu tam chyba dobrze... i tak niech zostanie póki co...
pozdrawiam i dziekuje, że jesteście jeszcze...![]()
I tak trzymać a remont na pewno jeszcze bardziej go zdziwi bo go zrobisz sama i o ile się nie mylę to będzie albo Ci doradzał albo krytykował -pewnie wybierze to drugie bo będzie chciał zachować twarz .Ja jak zrobiłam taki remont to on powiedział:" wzięłaś telefon bo może nie będziesz wiedziała co masz zamówić" Nie powiedział znowu nie będziesz wiedziała.Więc Ja na to to jedź ze mną i pojechał i teraz jest dumny bo zawiózł mnie do sklepu.
Albo to wykorzysta do pogodzenia się z Tobą .
-----------------
Tamara
chyba raczej nie... jest nieugiety... dzisiaj się spakował... chce sie wyprowadzić... juz wie, że mnie niczym nie złamie mówiąc żebym to ja sie wyprowadziła... ja tu mieszkam i koniec...
dziwi mnie ta jego postawa... woli spac sam, nie podejdzie a ma pretensje o byle co... nie chce zrobic pierwszego kroku... woli sie wyprowadzić... a może faktycznie mnie juz nie kocha...
wiecie że od dwóch dni zabrania mi ogladac wieczorem telewicji... bo jest w salonie tam gdzie on śpi... robi tocelowo by mnie zdołowac... mówi to wtedy jak jest pijany... a ja nie staje okoniem bo wiemże by powyrywał kable z gniazdka... dlatego go nie czepiam ...ide sobie czyrac do sypialni... ale jak jest trzeźwy nie ustepuję... dzisiaj dwa razy wyrwałam mu z ust papierosa,bo palił w domu... to tez na złośc mi robił... ale nie popusciłam... postawiłam na swoim... doprowadził mnie do łez, bo mnie pchnął mocno i sie uderzyłam , ale w efekcie wywaliłam go z mieszkania i zamknęłam na klucz... powiedziałam że nie chce go widzieć w tym mieszkaniu... TAKIEGO...są pewne granice których musi przestrzegac... powiedziałam mu o tym... zapytał tylko czy ta poj...... terapeutka kazałam mi tak mówić... potem podsmiechiwał się pod nosem... bylismy na polu, a jak wrócilśmy od razu zaczął sie pakować... smiac mi sie chciało, ale jakos tak dziwnie sie czułam... nie zatrzymywałam go... nie powiedziałm ani słowa... do tej pory nic nie odzywam sie....
rzeczy lerzą w garderobie w torbie ... z łazienki zabrał swoje przybory... gdzie pójdzie... nie wiem...
i czy wogóle pójdzie... a może mnie straszy... chce bym powiedziała zostań...
czy powiem .... nie wiem.... chyba nic juz mówic nie będę...
chyba raczej nie... jest nieugiety... dzisiaj się spakował... chce sie wyprowadzić... juz wie, że mnie niczym nie złamie mówiąc żebym to ja sie wyprowadziła... ja tu mieszkam i koniec...
dziwi mnie ta jego postawa... woli spac sam, nie podejdzie a ma pretensje o byle co... nie chce zrobic pierwszego kroku... woli sie wyprowadzić... a może faktycznie mnie juz nie kocha...
wiecie że od dwóch dni zabrania mi ogladac wieczorem telewicji... bo jest w salonie tam gdzie on śpi... robi tocelowo by mnie zdołowac... mówi to wtedy jak jest pijany... a ja nie staje okoniem bo wiemże by powyrywał kable z gniazdka... dlatego go nie czepiam ...ide sobie czyrac do sypialni... ale jak jest trzeźwy nie ustepuję... dzisiaj dwa razy wyrwałam mu z ust papierosa,bo palił w domu... to tez na złośc mi robił... ale nie popusciłam... postawiłam na swoim... doprowadził mnie do łez, bo mnie pchnął mocno i sie uderzyłam , ale w efekcie wywaliłam go z mieszkania i zamknęłam na klucz... powiedziałam że nie chce go widzieć w tym mieszkaniu... TAKIEGO...są pewne granice których musi przestrzegac... powiedziałam mu o tym... zapytał tylko czy ta poj...... terapeutka kazałam mi tak mówić... potem podsmiechiwał się pod nosem... bylismy na polu, a jak wrócilśmy od razu zaczął sie pakować... smiac mi sie chciało, ale jakos tak dziwnie sie czułam... nie zatrzymywałam go... nie powiedziałm ani słowa... do tej pory nic nie odzywam sie....
rzeczy lerzą w garderobie w torbie ... z łazienki zabrał swoje przybory... gdzie pójdzie... nie wiem...
i czy wogóle pójdzie... a może mnie straszy... chce bym powiedziała zostań...
czy powiem .... nie wiem.... chyba nic juz mówic nie będę...
Przerabiałam podobną (bardzo) historię. On zimny drań alkoholik,ja zakochana w nim i ufająca że zdarzy się cud. Cud się nie zdarzył a ja jestem po rozwodzie i teraz wiem że to była najlepsza decyzja w moim życiu.
Droga Anniko ty doskonale wiesz.On próbuje Cię przestraszyć.Nie wyprowadzi się .
Ja też uważam ze się nie wyprowadzi.On teraz jest na etapie że traci grunt pod nogami i robi wszystko by zwrócić na siebie Twoja uwagę .Żeby rozładować sytuacje zanieś mu szczoteczkę do zębów i powiedz ze zapomniał spakować ,lub inna rzecz .Bardzo dobrze niech wie że już cie nic nie zdziwi i nie zaskoczy.
Nawet słonia nauczą tańca tylko potrzeba czasu i trzeba wiedzieć jak z nim postępować .
Kobieto_38 na rozwód zawsze jest czas
Moja koleżanka miała alkoholika i na jego przemianę czekała długo ale się doczekała i teraz to im zazdroszczą nawet te niby wzorowe małżeństwa. Myślę ze o swoje trzeba walczyć albo przynajmniej pomóc dla dzieci .
----------------
Tamara
nie wyprowadził się... przyszedł w nocy do mnie...
dzisiaj juz pytał o sex... nie zgodziłam się... nie odzywam sie do niego... nie wiem co sobie myslał,że jak pozwoliłam mu sie w nocy przytulać to od razu będe miec ochote na sex... o wszem mam bardzo na to chote i w nocy zapomniałam o tym wszystkim na jakis moment... dzisiaj pamietam dalej...
dlaczego on pyta o jedno... czy jest jak ten koń, który ma klapki na oczach... w głowie tylko jedno...
nie chcę mówić juz więcej i wzbudzac w nim poczucia winy... mysle ,że napisze do niego t co mam do powiedzenia w skrócie i na temat... leiej mi to będzie wyrazić...
słucham właśnie fajniutkiej pioseneczki... posłuchajcie też..
http://www.youtube.com/watch?v=FqYb3tKq … re=related ![]()
napisałam do niego pod wpływem chwili takiego sms'a ,, nie wiem jak mam z toba rozmawiać by nie wzbudzać w tobie poczucia winy, dlatego nic nie mówie..do póki nie podejmiesz działań a nie deklaracji,że coś zrobisz,będzie tak jak do tej pory.nie wiem kto lepiej sobie poradzi, ale wiem, że chcę życ inaczej.Juz chyba wiesz, że nic mnie nie zdziwi i nie zaskoczy.''-tu posłuzyłam sie twoim cytatem Tamarko
bardzo mi sie to podobało... bo to prawda co piszesz...
Pisałam juz Tobie kiedyś,że piszesz bardzo mądre rzeczy... wiem, że swoje przeszłaś w życiu...
dziękuje, że jesteście ze mną...... a to co piszecie sprawia ,że staję się silniejsza w tym co robie i pewniejsza siebie...
dziekuję ![]()
annika...mój poszedł na terapię tzn. ja czasem z nim chodzę, tylko mamy osobnych terapeutow ...on już nie pije prawie dwa miesiące...i mam nadzieję że do końca zycia będzie trzeźwy..trzymaj tak dalej UDA SIĘ NA PEWNO...trzeba tylko być dobrej mysli..
trzymam za Ciebie kciuki ![]()
dziekuje Gonia...
wiem ... mam trzymac tak dalej... ale czasem mam takie zachwianie równowagi i nie wiem co w danej chwili zrobic, powiedziec, jaka podjąc decyzje... często podejmowałam tę złą....
nie chce spiepszyc tego tym razem... albo dalej będziemy miec ciche dni, które do niczego nie doprowadzą, albo on faktycznie wyprowadzi sie by potem wrócic jak ten syn marnotrawny, albo zacznie cos robić, zacznie działac...
zycze Tobie i sobie wszystkiego co najlepsze...
pozdrawiam.....
Gonia zapomniałam zapytać, jak Tobie sie udało skłonic go do leczenia... jestem pełana podziwu... ja chodze na terapie ale on nie chce... jeszcze nie widzi powagi sytuacji... a może juz widzi :rolleyes
wiesz ona sam doszedł do takich wniosków...duzo rozmawialismy, były już składane dwie sprawy rozwodowe...do tego doszły problemy zdrowotne i sam się na to zdecydował...oczywiście powiedziałam mu że pójdę razem z nim więc przychylił sie do tego pomysłu...chodzę z nim na spotkania aa ale te otwarte bo na zamknięte nawet jako osoba współuzalezniona nie mogę, wtedy sam chodzi
trwało to długo bo jakieś 2,5 roku ale udało się jak na razie i jestem dobrej myśli...może staraj sie z nim rozmawiać...złóż sprawę separacyjną...wiesz nie znam Twojego męża więc trudno mi radzić
czy za założenie sprawy separacyjnej sie cos płac i gdzie sie to składa... nie jestem obeznana w tym wogóle...
a z mążem rozmawiałam juz wiele razy na pokojnie... powiedziałam że z nim pójdę...juz obiecywał nie raz, że pójdzie na terazpie... przegrał ze na 2 zakłady w których było pójście na terapie... sam mówił, że musi iśc, nie tylko mnie ale i tu na około każdemu... a jak przyjdzie taki dzień mówi, że pierd... że on nie potrzebuje a ja mnie terapia szkodzi i mam iśc do psychiarty...
wiesz po mnie to teraz spływa , bo wiem jum jak to działa...
nie chcę juz go namawiać ani awać nadzieji... tyle razy dawałam mu szansę i co nic.... teraz wole sie chyba nieodzywać...
on wie że go kocham ale tak dłużej życ juz nie chcę...
może faktycznie złożę ten pozew... chyba nie jest to takie straszne, a lżejsze od skierowania go na komisje rozwiącywania problemów alkoholowych...
a w sądzie powiem dlaczego wystąpiłam o separację... może sąd skieruje wtedy go na leczenie??? jak myslisz, może wiesz cos na ten temat??/
tzn na komisję możesz go skierować ale nie zapomnij że swiadków musisz na to mieć...jest jeszcze jedno wyjście...ustaniowienie kuratora zeby go pilnował czy pije...taką sprawę kieruje sie też do sądu ale też musisz mieć świadkow... ile kosztuje separacja to nie wiem ale chyba tyle samo co rozwód ale od razu składaj z alimentami...jest mozliwość nie płacenia wpisu sądowego...musisz w necie znaleźć taki wniosek...
kurcze nie wiem już co Ci doradzić...wiesz jest takie przysłowie że pijak musi spaśc na samo dno i musi się od niego odbić..
...albo na nim zostać...
annika80, może faktycznie trzeba mu pokazać dobitnie że nie masz juz ochoty z nim walczyć, może dokumenty rozwodowe coś mu dadzą do myslenia. Wiem też że zanim odbędzie się taka sprawa obojga małżonków kieruje się na takie spotkanie z mediatorem-to osoba, która będzie starała się odwieźć was od rozwodu, która będzie z Wami rozmawiała i probowała nakłonić Was jednak do rozmów i walczenia o małżeństwo.
Co do opłat za złożenie sprawy z tego co pamiętam (moja mama brała rozwód) można w podaniu napisać prośbę o anulowanie kosztów sądowych ze względu na trudną sytuację materialną- to oczywiście będziesz musiała udokumentować.
wszystko sie okaże juz niedługo... dzisiaj jestem spokojna... on mówi do mnie, prosi o pomoc... jest taki potulny, ale ja nie rozmawiam jak zawsze, nie ciesze się chwilą... juz nie chce poprostu... to że spalismy dzisiaj w jednym łózku nic nie znaczy... dla mnie było to miłe, dla niego może mniej bo nie odwazyłam sie go przytulić, jakos nie mogłam... może chciałam... serce chciało ale nie umysł...
nie będe sie bronic przed tym czego potrzebuje, ale nic wiecej póki co nie mogę mu dac... chyba juz nie chcę.... muszę zobaczyc jego dzialania.. solidne dzialanie...
Ja też uważam ze się nie wyprowadzi.On teraz jest na etapie że traci grunt pod nogami i robi wszystko by zwrócić na siebie Twoja uwagę .Żeby rozładować sytuacje zanieś mu szczoteczkę do zębów i powiedz ze zapomniał spakować ,lub inna rzecz .Bardzo dobrze niech wie że już cie nic nie zdziwi i nie zaskoczy.
Nawet słonia nauczą tańca tylko potrzeba czasu i trzeba wiedzieć jak z nim postępować .
Kobieto_38 na rozwód zawsze jest czas
Moja koleżanka miała alkoholika i na jego przemianę czekała długo ale się doczekała i teraz to im zazdroszczą nawet te niby wzorowe małżeństwa. Myślę ze o swoje trzeba walczyć albo przynajmniej pomóc dla dzieci .
----------------
Tamara
Nie chodzi tylko o to,że jest alkoholikiem.Ale o jego zachowanie.Jest wielka różnica między alkoholikiem a alkoholikiem. Z postów anniki wynika że jej mąż nawet gdy nie pije ma problemy z emocjami. Popada w skrajności raz jest taki że do rany przyłożyć, a za chwilę "bez bata nie podchodź"To przykre bo bardzo go kocha,ale takie są fakty.A ja przeszłam identyczną sytuację.Jak bym czytała o moim M...I wiem,że tacy ludzie sie nie zmieniają.
Nie wiem czy zrozumie to trudny orzech do zgryzienia..
Wczoraj sie wyprowadził ok 22... był podpity... sprawdzał mnie w komputerze....
był zły... troszeczkę z nim rozmawiałam... mówiłam co sie dzieje i jak ja to widzę... wkurzył sie w pewnym momencie , u brał sie wziął swoją spakowaną torbę i pojechał...
jego mama odchodziła od zmysłów, płakała... a ja chyba jak ten zimny drań nie przejmowalam sie za bardzo... dzwoniłam do niego ale nie odbierał... napisalam smsa... nic żadnej reakcji... zrobiłam to bo może on na to czekal... ale nie, chcial pokazać, że nie i koniec... mama obdzwoniła pół rodziny by go przekonali by wrócił... na policje chciala dzwonić... dzisiaj rano tez napisałam ... milczał i milczy dalej...
ale zdążył wrócić... pojechał na pole, sieje... nie odzywałam sie do niego... on do mnie też... nawet komputer rozłączył z sieci bym nie siedziała przed nim...
co w tym wszystkim mnie wyprowadziło z równowagi to to, że ok 1 w nocy jak teciowa siedziała na telefonie i obdzwaniała rodzinę , po tych wyczrpujących rozmowach powiedziała że on nie wróci dopóki ja sie ztąd nie wyprowadzę... teściowa powiedziała że może powinnam pojechać na tydz. dwa do mamy z dziećmi...
wkurzyłam się... powiedziałam, że nigdzie nie pojade to jest mój dom a przedewszystkim moich dzieci!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
jak może tak mówić... to że on ma problem i chce rządzic to nie znaczy że będzie tak do końca zycia... a ja nie pozwole by moje dzieci znów przezywały traumę rozstania, zwłaszacza starsza córcia...
a jak ja sie stąd wyprowadzę to będzie to tylko i wyłącznie moja decyzja... nikt mnie do tego nie zmusi... powiedziałam tez zę jak mi nie będą dawać poieniędzy na dzieci, to pójdę do opieki, i tam mi od ręki dadzą pieniądze...
on jest kryminalista i za to co robi powinien siedziec w więzianiu... i jeszcze jedno , jak tak dalej pójdzie to ogranicze mu prawa rodzicielskie bo jest nieodpowiedzialny i jest alkoholikiem który nawet dzieci sie czepia... więc niech nie podskakuje bo ja mam na wszystko dowody... m.in. nagrania jak wyzywa nie patrząc na dzieci, jakimi słowami operuje wtedy i do mnie i do nich...
troche sie nakreciłam , ale czuję że swoim postepowaniem coś wskuram ... a to co oni mówią to troche mnie dołuje... gdyby nie ich ,,niemądra'' pomoc może juz byłby w trakcie leczenia
teraz jestem samotna bo mąż ma mnie gdzieś i reszta jest przeciw mnie... dobrze że mam terapeutkę , ona rzyma mnie przy nadzieji i mnie wspiera w tym co robie...
WYJDĘ Z TEGO ZWYCIĘSKO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! JESTEM TEGO PEWNA!!!!
jAK BY SIE TO NIE SKOŃCZYŁO JA WYGRAM SIEBIE!!!!!!!!!!! WYGRAM SWOJE ŻYCIE
355 2009-09-25 15:00:02 Ostatnio edytowany przez koma5 (2009-09-25 15:01:12)
Anniko, jesteś w wieku mojej córki...Bardzo Ci współczuję, a jednocześnie podziwiam za wytrwałość i konsekwencję. Masz charakter i tak trzymaj.
Mam nadzieję, że zwyciężysz i wygrasz swoja rodzinę. Że go złamiesz.
On wyprowadza się, buntuje, burzy - bo Cie kocha, ale nałóg miesza mu w głowie.
Gdyby Cie nie kochał, walnąłby sie pijany na kanapie i w nosie miałby Twoje odsuwanie sie od niego.
koma5 piszesz prawdę do bólu, która albo powali albo podniesie na duchu....
pamietam jak na poczatku mnie zjechałaś za moje biadolenie... byłam zła na ciebie wtedy... ale juz wiem że to co pisałas bylo poprostu czymś co może człowiekowi dać porządnego kopa w tyłek... pisze to i sama sie usmiecham do siebie i do Ciebie... czuje jkak napełnia mnie energia, energia od słów które przeczytalam od Ciebie...
Życze sobie by własnie tak było jak piszesz...
A Tobie wszystkiego co najlepsze w życiu, bo zasługujesz na to ... jesteś mądrą kobietą i zycie nauczyło Cię o wiele więcej niż jakiegos wykwalifikowanego terapeute..
jeszcze raz dziekuję
-----------
annika
357 2009-09-28 13:12:01 Ostatnio edytowany przez zrezygnowanaaa (2009-09-28 13:16:22)
Masochizm,głupota,strach czy brak zaradności bo juz sama nie wiem co mysleć o Twojej postawie.Może ostro zabrzmi to co napisze ,ale widocznie tylko takie argumenty przemówią:
Któraś z dziewczyn pisze"dobrze zrobiłaś,ze wezwałaś policję-chroń dziewczynki itp" Ale jakoś nie mogę się doszukać w jaki sposób chronisz córki-serwując im każdego dnia niepokój,nieprzespaną noc,strach.Ile razy dasz mu szanse jak sugeruję większość? Jaką szanszę ,ten facet nic sobie z tego nie robi ,nie wykorzystuje twojej naiwności wręcz na niej bazuje.Kiedy pękniesz,gdzie bedzie granica ,aż rzuci sie z łapami na dziewczynki? pakuj sie jak pisze Koma ,wracaj do rodziców masz ich od tego ,aby Ci pomogli.
Najważniejsze w tej patologii ,którą opisujesz jest nie Twoja miłość,czy on się zmieni tylko Twoje córki,które za chwilke będą zakompleksione,frustratki i będą sie pozwalały tak traktować swoim facetom-bo przecież skad mają wiedzieć ,ze mozna się szanować,że mozna inaczej.Zaczełaś walczyć ,ale o co o dom,o męża?Walcz o spokój kochana dla dzieci.
jego rodzinke miałabym w nosie ;biedny synek ,a jaka zła synowa((((((((((((((((((((
Popieram w 100% Zerezygnowana,Kochana zabieraj sie stamtad...odzyskaj spokoj ducha,powiedz mi jak Ty masz sie lepiej poczuc,zaczac zyc jak widzisz Go i nadal zyjesz w tym balaganie nieporozumien,niedomowien?!
Nawet nie wiesz annika80 , jak bardzo mi pomogłaś jak wiele spraw mi wyjaśniłaś , kochana wysyłam Ci same pozytywne fluidki i całym serduchem jestem z Tobą
Tamara985 napisał/a:Ja też uważam ze się nie wyprowadzi.On teraz jest na etapie że traci grunt pod nogami i robi wszystko by zwrócić na siebie Twoja uwagę .Żeby rozładować sytuacje zanieś mu szczoteczkę do zębów i powiedz ze zapomniał spakować ,lub inna rzecz .Bardzo dobrze niech wie że już cie nic nie zdziwi i nie zaskoczy.
Nawet słonia nauczą tańca tylko potrzeba czasu i trzeba wiedzieć jak z nim postępować .
Kobieto_38 na rozwód zawsze jest czas
Moja koleżanka miała alkoholika i na jego przemianę czekała długo ale się doczekała i teraz to im zazdroszczą nawet te niby wzorowe małżeństwa. Myślę ze o swoje trzeba walczyć albo przynajmniej pomóc dla dzieci .
----------------
TamaraNie chodzi tylko o to,że jest alkoholikiem.Ale o jego zachowanie.Jest wielka różnica między alkoholikiem a alkoholikiem. Z postów anniki wynika że jej mąż nawet gdy nie pije ma problemy z emocjami. Popada w skrajności raz jest taki że do rany przyłożyć, a za chwilę "bez bata nie podchodź"To przykre bo bardzo go kocha,ale takie są fakty.A ja przeszłam identyczną sytuację.Jak bym czytała o moim M...I wiem,że tacy ludzie sie nie zmieniają.
Jak również jest wielka różnica między kobietą a kobietą -jedna walczy o miłość o to by zrozumiał swoje błędy,a druga mówi idź w cholerę jestem piękna i młoda więc coś od życia mi się należy.Powiedz której byś pomogła ?
Który alkoholik nie ma huśtawki nastrojów pokaz mi takiego?
Bo wiem że on będzie szukał sposobu żeby się napić i wygodnie dla niego będzie obarczyć winą kochana osobę by tylko nie widziec tego ze to on jest winien całej sytuacji dumny alkoholik nie przyzna sie do problemu trzeba mu ten problem uświadomić i udowodnić jak winę złodziejowi ,
A jak zawioda wszystkie sposoby i jego argumenty że to jednak jest problem to i Tak On wie lepiej chociaż wszyscy wokół mówią mu że ma problem.TO I TAK ON WIE LEPIEJ.
Tacy ludzie się zmieniaja mogę Ci podac mnóstwo przykładów że tak jest i teraz nadrabiają stracone lata .
Wiele zależy od rodziny od żony i matki i wsparcia jakie otrzymaja .
Dlatego zawsze piszę że to nie koniecznie jest walka z wiatrakami.Trzeba tylko bardzo dużo wytrwałości i samozaparcia.
Gdy Ja chciałam odejść wiesz co powiedziało moje dziecko że: chce tatę nawet takiego jakim jest ale żeby był -dosłownie.Musze już kończyć na pewno wrócę
-----------------
Tamara
nie odejde bo to jest mój dom! nie pozwole by przepił go... on juz wie, że ja sie nie wyprowadze... więc sam to zrobił... szkoda tylko,że na jedna noc...
to prawda wpada w szal, nie wie już co robic by postwic na swoim, bym była taka jak kiedyś... nie może pogodzic sie z tym jaka jestem teraz...
mówi juz o sobie jestem alkoholikiem,pijakiem... dwa dni temu zapytał jak ty ze mna wytrzymujesz, co czujesz jak tak sie zachowuję... powiedziłam mu wszystko...
jestem na etapie pisania wniosku o zobowiązanie sadowe do leczenia odwykowego... nie wiem kiedy go złożę... i czy wogóle go złożę... ale mój mąz wie że jak będzie dalej tak jak jest to będziemy życ w separacji... razem a jednak osobno...
mysle że i tak zrobiłam milowy krok do przodu...
362 2009-10-01 12:59:55 Ostatnio edytowany przez zrezygnowanaaa (2009-10-05 19:15:34)
annika80 to co robisz to nie jest kochana akt twojego silnego charakteru,"co nie zabije wzmocni",przetrwam wszystko...to jest....pozwól,że CI przedstawie pewna historię..
Moja ciocia dzis juz 60 letnia kobieta wychowała 2 wspaniałych chłopaków,wychowała ich w takiej samej patologii w jakiej Ty wychowujesz dzieci.Wiesz co jej powiedzieli jak brali slub?
Jakie podziekowanie jej złozyli...dziękują jej za wszystko,za to ,że ich wychowała na wartościowych ludzi,nauczyła szacunku do innych, wykształciła....ale tez pamiętają jak co noc płakali ze strachu czy ojciec wróci pijany i znowu będzie awantura, pamietają jak inne dzieciaki się śmiały z nich ,ze ich ojciec jak menel pod sklepem stoi ,albo wraca pijany jak bąk.Tak bardzo przyzwyczaili się do widoku policji,która co druga noc do nich pukała na wezwanie jej lub sąsiadów,ze sami zostali policjantami.Wisz co mówią jak jadą na interwencję do takiej rodzina jak Twoja,żę dziś zabieraja męża ,ale następnym razem zabiorą ją być moze we worku.Straszne prawda,może brutalnie to ujęłam ,ale człowiek w amoku nie panuje nad sobą.Czego pilnujesz domu,dla kogo bo gwarantuje Tobie ,ze Twoje dzieci uciekać będą jak tylko będą miały okazje zostaniesz sama z nim ,w domu,który byc moze sprzedaż bo będzie zadłużony,będzie za duzy dla Was dwoje.Po co dla domu-pieniędzy,które za niego dostaniesz.Pieniądze rzecz nabyta jak masz zdrowie zapracujesz,a Tobie gwarantuję,że prędzej się nerwicy i wrzodów nabawisz niz on wytrzeźwieje albo się zapije.A pić kochana on będzie nie zmieni sie dlatego,że ma wsparcie w swojej rodzince z tego co piszesz według nich to Ty jesteś przyczyna jego picia,on nic złego nie robi.Może tez wychowasz dzieciaki na "fajnych "ludzi ,ale juz pedagogika mówi patologia rodzi patologię czy społeczna czy socjalną.
Witaj Anniko po długiej przerwie. Miałam nadzieje, że jak dziś tu zaglądnę (po tak długiej nieobecności) przeczytam, że wszystko się ułożyło... tym czasem, tak naprawdę sprawa stoi w miejscu. Poniekąd popieram Twoja determinacje ale z drugiej strony, zaczynam wierzyć w to co mówią kobiety które już to mają za sobą. W wypadku alkoholika, nadzieja jest złudzeniem.
Zostaniesz - dla Niego i dzieci źle
Odejdziesz - dla Ciebie i dzieci źle
Tak czy siak, dziewczynki będą poszkodowane. Lecz jest szansa, że jeśli odejdziesz, ten człowiek zatęskni za Tobą. Tylko, pytanie czy ma za kim tęsknić ? Czy człowiek jest w stanie tęsknić za osobą która w każdej chwili go neguje, jest wciąż smutna i zdenerwowana... Czy On jest w stanie za tym zatęsknić ?
Jeśli tak... odejdź.
witam Was!!!
czytam to co piszecie i nie wiem co mam wam napisać...
Życie pokaże co będzie dalej...
Zrezygnowana NIE JESTEM PRZYCZYNA JEGO PICIA... TO BZDURA!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie wiem czy to twoje oskarżenie mojej osoby czy mojej rodziny, według twoich przypuszczeń
... Tu tak nikt nie uważa... A jeżeli tak było, to dawno zostało rozwiane...
Mcrka na mojego męza nie podziałało nasze odejscie... przeszłam wiele prób odciągnięcia go od nałogu, ale wszystkie zawiodły... Nie są skuteczne..To co dla jednych będzie szokiem , tragedią ,dnem, dla innych małym potknieciem i odwrotnie...
Nie wiem czy może nie doczytałaś moich postów, ale ja nie jestem juz nerwowa, gderliwa, krzycząca... juz mnie nic nie rusza..Czasem mam doła , nie powiem, ale szybko sie podnoszę...
I to dla mojego męża jest tym, z czym on sam nie może sobie poradzić!!! Mój spokój... To,że nic nie mówie, nie krzycze , nie reaguje na jego zaczepki... Nie sprawdzam ile pije, gdzie pije, z kim, ile traci na to pieniedzy i czasu... nie mówie nic... chodze usmiechnieta, zajmuje sie domem, dziećmi i soba....
Nie jest to łatwe ale możliwe...
On na wszelkie mozliwe sposobypróbuje mnie rozwscieczyc, zezłościś, zrobic mi przykrość... każę mu przestać i słowa: po mnie spływa to co mówisz!!! rozstrajają jego nerwy... wie że juz niczym mnie nie zaskoczy... wszystko co robi nie robi na mnie żadnego wrażenia... wszystko co robił!!!! bo od tygodnia jest trzeźwy... jest inny... nie wiem czy próbuje uspic moją czujnośc, by znów zacząć atakować... jedno jest pewne, nie dam sie zaskoczyc, a jak zacznie atakować wiem co robic... powiedziałam mu ,że jak znów zacznie zadzwonie na policje bez oporów, bo on nie wie co robi kiedy jest pijany, a druga rzecz mam napisany wniosek do komisji rozwiązywania problemów alkoholowych... lezy w szafie... jak tylko zacznie robic to co wczesniej , wyląduje na biurku w gminie...
a teraz, jest swietie... spedzamy dużo czasu ze soba... mówie głosno o tym co czuje i mysle... juz nie kryje sie z myslami...
i jestem czujna...
365 2009-10-05 14:46:33 Ostatnio edytowany przez zrezygnowanaaa (2009-10-05 14:50:13)
annika80 źle mnie zrozumiałaś ja Ciebie nie obarczam winą tylko z tego co napisałaś o jego rodzinie podjęłam ironie!Bo z tego co napisałaś o teściach maja takie zdanie i dlatego on nie przestanie pić bo nikt oprócz Ciebie nie pokazuje mu w piciu nic złego.
Kobieta_38 napisał/a:Tamara985 napisał/a:Ja też uważam ze się nie wyprowadzi.On teraz jest na etapie że traci grunt pod nogami i robi wszystko by zwrócić na siebie Twoja uwagę .Żeby rozładować sytuacje zanieś mu szczoteczkę do zębów i powiedz ze zapomniał spakować ,lub inna rzecz .Bardzo dobrze niech wie że już cie nic nie zdziwi i nie zaskoczy.
Nawet słonia nauczą tańca tylko potrzeba czasu i trzeba wiedzieć jak z nim postępować .
Kobieto_38 na rozwód zawsze jest czas
Moja koleżanka miała alkoholika i na jego przemianę czekała długo ale się doczekała i teraz to im zazdroszczą nawet te niby wzorowe małżeństwa. Myślę ze o swoje trzeba walczyć albo przynajmniej pomóc dla dzieci .
----------------
TamaraNie chodzi tylko o to,że jest alkoholikiem.Ale o jego zachowanie.Jest wielka różnica między alkoholikiem a alkoholikiem. Z postów anniki wynika że jej mąż nawet gdy nie pije ma problemy z emocjami. Popada w skrajności raz jest taki że do rany przyłożyć, a za chwilę "bez bata nie podchodź"To przykre bo bardzo go kocha,ale takie są fakty.A ja przeszłam identyczną sytuację.Jak bym czytała o moim M...I wiem,że tacy ludzie sie nie zmieniają.
Jak również jest wielka różnica między kobietą a kobietą -jedna walczy o miłość o to by zrozumiał swoje błędy,a druga mówi idź w cholerę jestem piękna i młoda więc coś od życia mi się należy.Powiedz której byś pomogła ?
Który alkoholik nie ma huśtawki nastrojów pokaz mi takiego?
Bo wiem że on będzie szukał sposobu żeby się napić i wygodnie dla niego będzie obarczyć winą kochana osobę by tylko nie widziec tego ze to on jest winien całej sytuacji dumny alkoholik nie przyzna sie do problemu trzeba mu ten problem uświadomić i udowodnić jak winę złodziejowi ,
A jak zawioda wszystkie sposoby i jego argumenty że to jednak jest problem to i Tak On wie lepiej chociaż wszyscy wokół mówią mu że ma problem.TO I TAK ON WIE LEPIEJ.Tacy ludzie się zmieniaja mogę Ci podac mnóstwo przykładów że tak jest i teraz nadrabiają stracone lata .
Wiele zależy od rodziny od żony i matki i wsparcia jakie otrzymaja .
Dlatego zawsze piszę że to nie koniecznie jest walka z wiatrakami.Trzeba tylko bardzo dużo wytrwałości i samozaparcia.
Gdy Ja chciałam odejść wiesz co powiedziało moje dziecko że: chce tatę nawet takiego jakim jest ale żeby był -dosłownie.Musze już kończyć na pewno wrócę
-----------------
Tamara
Pamiętam Tamaro że w którymś poscie pisałaś że miałaś alkoholika brata i ojca.Teraz Twój mąż popija....a Ty nie odeszłaś bo dziecko powiedziało Ci że chce takiego tatę. Przykro mi to pisać ale mam wrażenie że dla Ciebie to jest standard. Gdybyś wychowała się bez alkoholu inaczej byś do tego podchodziła.A to co mówi dziecko....Czy ono wie co jest dla niego dobre? Ono kieruje sie jeszcze emocjami.A prawda jest taka,że każdy zasługuje na normalny dom bez patologii. I chwała kobietom które zabierają dzieci z takich domów.Bo dzieci przejmują wzorce przekazane przez rodziców....albo wyrastają na ludzi z syndromem DDA
367 2009-10-05 19:37:26 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-10-05 19:39:50)
wiesz Aurora...masz troszeczkę racji w tym co napisałaś...ale wiesz co Twoje ostatnie zdanie mi się nie podoba...ja sama razem z mężem jesteśmy ludzmi z syndromem DDA i nie widzę w sobie nic złego...owszem mój mąż zbłądził ale nadrabia to co zepsuł a do siebie nie mam najmniejszych zastrzeżeń jako matka i jako żona...
nasuwa mi się jedna myśl...każdy popełania błędy i powiela zachowania rodziców ważne jest to żeby to zrozumieć i nie popełaniać tych schematów i żyć w zgodzie ze swoim sumieniem...
napisałaś też z "takich domów" a myślisz że w "na niby" kochających się rodzinach gdzie tak naprawdę nie ma miłości i ciepła to wyrastają ludzie którzy są wspaniali...że tam nie ma pataolgii??? na zewnątrz są kochającą się rodziną a wewnątrz ...moim zdaniem również są gnijącą się rośliną...cóż można by na ten temat polemizować czy dzieci z takich domów są ciepłe, kochające i wrażliwe na cudzą krzywdę ???
nie chcę tutaj się kłócić...ale jestem Twoim postem na swój sposób zniesmaczona
368 2009-10-05 21:46:06 Ostatnio edytowany przez Tamara985 (2009-10-05 21:56:32)
Aurora napisała:Pamiętam Tamaro że w którymś poscie pisałaś że miałaś alkoholika brata i ojca.Teraz Twój mąż popija....a Ty nie odeszłaś bo dziecko powiedziało Ci że chce takiego tatę. Przykro mi to pisać ale mam wrażenie że dla Ciebie to jest standard. Gdybyś wychowała się bez alkoholu inaczej byś do tego podchodziła.A to co mówi dziecko....Czy ono wie co jest dla niego dobre? Ono kieruje sie jeszcze emocjami.A prawda jest taka,że każdy zasługuje na normalny dom bez patologii. I chwała kobietom które zabierają dzieci z takich domów.Bo dzieci przejmują wzorce przekazane przez rodziców....albo wyrastają na ludzi z syndromem DDA
Auroro alkoholizm to choroba która trzeba leczyć a nie przed nią uciekać .
Czy zostawisz bliską tobie osobę która jest połamana i potrzebuje twojej pomocy -nie bo wiesz że wyzdrowieje .
Czy zostawisz bliską osobę która jest chora na białaczkę i nie wiesz kiedy umrze-nie bo ją kochasz i będziesz walczyć o to żeby żyła choćby Twoje starania poszły na marne wykorzystasz wszystkie możliwe sposoby.
Czy wtedy też napiszesz żeby odejść uciekać lub oddać do domu opieki?
Nie podpisałam się pod żadnym postem gdzie jest patologia,gdzie chłop bije pije i znęca się nad rodz.
Annika pisze że jej mąż był fajnym facetem ,więc rozumiem że walczy o tego fajnego .
Wychowałam się w takiej rodzinie i nigdy nie powiedziała bym że to była patologiczna rodzina zawsze wiedziałam że ojciec mnie kocha i mama również myślę że dzięki temu wiem jak zapobiegać i na co zwracać szczególną uwagę i dzięki temu rozumiem kobiety które przez to przechodzą .
Ale zbulwersował mnie Twój post nie dlatego że mnie dotknął tylko że nie można uciekać przed problemami ,tylko stawić im czoła .
Resztę pięknie ujęła Gonia_73 więc nie będę się powtarzać.
-----------------------
Tamara
P.S
Moje dziecko spojrzało trzeźwiej wtedy niż Ja,bo Ja chciałam się wyprowadzić i działałam pod wpływem impulsu -nie myślałam racjonalnie a moje dziecko kochało ojca i widziało jaki był i jest.Pomagamy sobie nawzajem Teraz ale było naprawdę różnie .Nie poddałam się i wygrałam wojnę z bitwami było różnie .
Byle nie zapeszyć .
369 2009-10-06 13:21:28 Ostatnio edytowany przez Aurora (2009-10-06 13:36:54)
Aurora napisała:Pamiętam Tamaro że w którymś poscie pisałaś że miałaś alkoholika brata i ojca.Teraz Twój mąż popija....a Ty nie odeszłaś bo dziecko powiedziało Ci że chce takiego tatę. Przykro mi to pisać ale mam wrażenie że dla Ciebie to jest standard. Gdybyś wychowała się bez alkoholu inaczej byś do tego podchodziła.A to co mówi dziecko....Czy ono wie co jest dla niego dobre? Ono kieruje sie jeszcze emocjami.A prawda jest taka,że każdy zasługuje na normalny dom bez patologii. I chwała kobietom które zabierają dzieci z takich domów.Bo dzieci przejmują wzorce przekazane przez rodziców....albo wyrastają na ludzi z syndromem DDA
Auroro alkoholizm to choroba która trzeba leczyć a nie przed nią uciekać .
Czy zostawisz bliską tobie osobę która jest połamana i potrzebuje twojej pomocy -nie bo wiesz że wyzdrowieje .
Czy zostawisz bliską osobę która jest chora na białaczkę i nie wiesz kiedy umrze-nie bo ją kochasz i będziesz walczyć o to żeby żyła choćby Twoje starania poszły na marne wykorzystasz wszystkie możliwe sposoby.Czy wtedy też napiszesz żeby odejść uciekać lub oddać do domu opieki?
Nie podpisałam się pod żadnym postem gdzie jest patologia,gdzie chłop bije pije i znęca się nad rodz.
Annika pisze że jej mąż był fajnym facetem ,więc rozumiem że walczy o tego fajnego .Wychowałam się w takiej rodzinie i nigdy nie powiedziała bym że to była patologiczna rodzina zawsze wiedziałam że ojciec mnie kocha i mama również myślę że dzięki temu wiem jak zapobiegać i na co zwracać szczególną uwagę i dzięki temu rozumiem kobiety które przez to przechodzą .
Ale zbulwersował mnie Twój post nie dlatego że mnie dotknął tylko że nie można uciekać przed problemami ,tylko stawić im czoła .
Resztę pięknie ujęła Gonia_73 więc nie będę się powtarzać.
-----------------------
Tamara
P.S
Moje dziecko spojrzało trzeźwiej wtedy niż Ja,bo Ja chciałam się wyprowadzić i działałam pod wpływem impulsu -nie myślałam racjonalnie a moje dziecko kochało ojca i widziało jaki był i jest.Pomagamy sobie nawzajem Teraz ale było naprawdę różnie .Nie poddałam się i wygrałam wojnę z bitwami było różnie .
Byle nie zapeszyć .
Jakoś mnie nie przekonujesz....jaką wojnę wygrałaś skoro jeszcze pół miesiąca temu pisałaś :
"U mnie niestety nie jest tak różowo wpadka na całej linii Byliśmy na weselu -uchlał się jak świnia a co wyczyniał na drugie już odmówiłam nie chcę tego wstydu przechodzić od nowa .
było juz całkiem fajnie i miło między nami .Zafundował mi taki ubaw że głowa boli .
Razem zatańczyliśmy może trzy utwory a potem mój rozrywkowy pan zaczął podrywac dziewczyny w które mogły byc jego córkami żenujące .Wsyd,wstyd,iwstyd
Co ja mam z tym teraz zrobić?"
z innego posta "Jak czytam twoje posty a w szczególności te z wyzwiskami zawsze mam uśmiech na twarzy bo w naszym środowisku chyba oni inaczej nie umieją tylko rzucają mięsem ile wlezie a potem się dziwią że ktoś jest obrażony."
Wiesz co? Ja podziękuję za taką wygraną. Nie rozumię dlaczego dotknąłł Cię mój post...Przecież niczego Ci nie narzucam, ale mam prawo nie rozumieć dlaczego kobieta pozwala by ktos marnował jej życie. Tak alkoholizm to choroba którą trzeba leczyć...i szacunek dla tych którzy CHCĄ się leczyć.A co do patologii dla mnie to co robi Twój mąż (przykład powyżej) to już jest patologia.Ale jak napisałaś w któryms z postów Ty kochasz za bardzo...A to też nie jest zdrowe.
370 2009-10-06 13:25:50 Ostatnio edytowany przez Aurora (2009-10-06 13:31:39)
wiesz Aurora...masz troszeczkę racji w tym co napisałaś...ale wiesz co Twoje ostatnie zdanie mi się nie podoba...ja sama razem z mężem jesteśmy ludzmi z syndromem DDA i nie widzę w sobie nic złego...owszem mój mąż zbłądził ale nadrabia to co zepsuł a do siebie nie mam najmniejszych zastrzeżeń jako matka i jako żona...
nasuwa mi się jedna myśl...każdy popełania błędy i powiela zachowania rodziców ważne jest to żeby to zrozumieć i nie popełaniać tych schematów i żyć w zgodzie ze swoim sumieniem...
napisałaś też z "takich domów" a myślisz że w "na niby" kochających się rodzinach gdzie tak naprawdę nie ma miłości i ciepła to wyrastają ludzie którzy są wspaniali...że tam nie ma pataolgii??? na zewnątrz są kochającą się rodziną a wewnątrz ...moim zdaniem również są gnijącą się rośliną...cóż można by na ten temat polemizować czy dzieci z takich domów są ciepłe, kochające i wrażliwe na cudzą krzywdę ???
nie chcę tutaj się kłócić...ale jestem Twoim postem na swój sposób zniesmaczona
"DDA ? Dorosłe Dzieci Alkoholików- osoby które dorastały w domu, gdzie przynajmniej jedno z rodziców było alkoholikiem i w związku z tym osoby te wykształciły cechy ułatwiające egzystowanie w takiej rodzinie, lecz wydatnie utrudniające życie poza nią." Nie ja to wymyśliłam....
371 2009-10-06 13:52:10 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-10-06 14:04:45)
nie mówię Aurora że Ty to wymyśliłaś...widzę że źle oceniasz ludzi z syndromem DDA...nie wiem co masz im do zarzucenia...uważasz ich za gorszych od innych tak ???
a więc Aurora...uważam że nie mam utrudnionego życia poza rodzina...razem z mężem mamy dużo znajomych, mąż jest po studiach (jest informatykiem, ma swoją działalność gospodarczą), ja kończę zaocznie licencjat...mam stałą pracę, jestem specjalistą d/s księgowości...mam dwoje porządnych, inteligentnych i dobrze wychowanych dzieci... mój 11-stoletni syn nawet pomaga choremu sąsiadowi nosić siatki z zakupami ![]()
wiesz co Aurora życzę Ci naprawdę dużo pwodzenia w życiu...niestety...teraz Twoim postem jestem oburzona...nie zniesmaczona i to jest moja ostatnia odpowiedź na twoje posty...nie widzę sensu rozmowy z Tobą...widzę że wyuczona jesteś regułek...a może jesteś panią psycholog ??? i zgadzam się z tym co napisałaś w jednym ze swoich postów "30-sto latka z wyglądem nastolatki" a co z rozmumem ??? ![]()
pozdrawiam
372 2009-10-06 14:07:58 Ostatnio edytowany przez Aurora (2009-10-06 14:18:44)
nie mówię Aurora że Ty to wymyśliłaś...widzę że źle oceniasz ludzi z syndromem DDA...nie wiem co masz im do zarzucenia...uważasz ich za gorszych od innych tak ???
a więc Aurora...uważam że nie mam utrudnionego życia poza rodzina...razem z mężem mamy dużo znajomych, mąż jest po studiach (jest informatykiem, ma swoją działalność gospodarczą), ja kończę zaocznie licencjat...mam stałą pracę, jestem specjalistą d/s księgowości...mam dwoje porządnych, inteligentnych i dobrze wychowanych dzieci... mój 11-stoletni syn nawet pomaga choremu sąsiadowi nosić siatki z zakupami
wiesz co Aurora życzę Ci naprawdę dużo pwodzenia w życiu...niestety...teraz Twoim postem jestem oburzona...nie zniesmaczona i to jest moja ostatnia odpowiedź na twoje posty...nie widzę sensu rozmowy z Tobą...widzę że wyuczona jesteś regułek...a może jesteś panią psycholog ??? i zgadzam się z tym co napisałaś w jednym ze swoich postów "30-sto latka z wyglądem nastolatki" a co z rozmumem ???
pozdrawiam
W żaden sposób nie oceniam ludzi z syndromem DDA ...Stierdziłam tylko fakt, że istnieją i nie jest to mój wymysł.Być może nie masz z tym syndromem nic wspólnego....A raczej na pewno nie masz bo ludzie DDA unikają powielania sytuacji z przeszłosci we własnym związku......A Ty żyjesz z alkoholikiem....
Pytasz co z moim rozumem? Zastanów się raczej co z Twoimi nerwami...bo jak widać trudno Ci nad nimi zapanować. Pozdr.
373 2009-10-06 14:21:34 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-10-06 14:28:16)
wiesz co Aurora...z emocjami może nie z nerwami Pani psycholog ![]()
napisałam już że mam z tym sydromem wiele wspólnego (czytaj dokładnie)...moja rodzina jeszcze 3 lata temu była w kryzysie, bardzo głębokim..był alkoholizm, zdrada ze strony mojego męża...przeżyliśmy to wspólnie...podniósł sie z tego...leczy się a ja mu w tym pomagam...
oceniasz źle ludzi z syndromem DDA i źle oceniasz ludzi walczących o swoje drugie połówki...alkoholizm to choroba i da się ją wyleczyć...o ile ta druga osoba zrozumie że robi źle i niszczy swoją rodzinę...mnie zajęło to prawie trzy lata...ale jesteśmy i się kochamy...i słyszę od mężą...dziękuję że przy mnie jesteś i że mi pomogłaś...
uświadomię Cię jeszcze...uczęszczam z nim do klubu AA jako osoba współuzależniona....bo jeżeli ja żyję z alkoholikiem to jestem również uzalezniona...ba mało tego mamy osobnych terapeutów ponieważ nie możemy mieć wspólnego...
a że żyję z alkoholikiem to moja sprawa, kocham go mocno tak samo jak mocno kocham nasze dzieci...i powiem Ci jeszcze jedno...pomyliłaś się z regułką w takim układzie...
wiesz co Aurora...z emocjami może nie z nerwami Pani psycholog
napisałam już że mam z tym sydromem wiele wspólnego (czytaj dokładnie)...moja rodzina jeszcze 3 lata temu była w kryzysie, bardzo głębokim..był alkoholizm, zdrada ze strony mojego męża...przeżyliśmy to wspólnie...podniósł sie z tego...leczy się a ja mu w tym pomagam...
oceniasz źle ludzi z syndromem DDA i źle oceniasz ludzi walczących o swoje drugie połówki...alkoholizm to choroba i da się ją wyleczyć...o ile ta druga osoba zrozumie że robi źle i niszczy swoją rodzinę...mnie zajęło to prawie trzy lata...ale jesteśmy i się kochamy...i słyszę od mężą...dziękuję że przy mnie jesteś i że mi pomogłaś...
uświadomię Cię jeszcze...uczęszczam z nim do klubu AA jako osoba współuzależniona....bo jeżeli ja żyję z alkoholikiem to jestem również uzalezniona...ba mało tego mamy osobnych terapeutów ponieważ nie możemy mieć wspólnego...
a że żyję z alkoholikiem to moja sprawa, kocham go mocno tak samo jak mocno kocham nasze dzieci...i powiem Ci jeszcze jedno...pomyliłaś się z regułką w takim układzie...
Skąd to wzięłaś że źle oceniam ludzi z DDA? Czy ja to gdzieś napisałam?
375 2009-10-06 14:39:29 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-10-06 14:46:50)
" I chwała kobietom które zabierają dzieci z takich domów.Bo dzieci przejmują wzorce przekazane przez rodziców....albo wyrastają na ludzi z syndromem DDA" - przeczytaj i zinterpretuj to co napisałaś w takim układzie...
pozatym jest to wątek Anniki i nie chcę w sumie już na ten temat dyskutować...z tego co widzę jesteś osobą która uważa że tylko Ty masz rację...cóż niech tak będzie... ![]()
376 2009-10-06 16:05:50 Ostatnio edytowany przez szerek (2009-10-06 16:08:02)
nie mówię Aurora że Ty to wymyśliłaś...widzę że źle oceniasz ludzi z syndromem DDA...nie wiem co masz im do zarzucenia...uważasz ich za gorszych od innych tak ???
a więc Aurora...uważam że nie mam utrudnionego życia poza rodzina...razem z mężem mamy dużo znajomych, mąż jest po studiach (jest informatykiem, ma swoją działalność gospodarczą), ja kończę zaocznie licencjat...mam stałą pracę, jestem specjalistą d/s księgowości...mam dwoje porządnych, inteligentnych i dobrze wychowanych dzieci... mój 11-stoletni syn nawet pomaga choremu sąsiadowi nosić siatki z zakupami
wiesz co Aurora życzę Ci naprawdę dużo pwodzenia w życiu...niestety...teraz Twoim postem jestem oburzona...nie zniesmaczona i to jest moja ostatnia odpowiedź na twoje posty...nie widzę sensu rozmowy z Tobą...widzę że wyuczona jesteś regułek...a może jesteś panią psycholog ??? i zgadzam się z tym co napisałaś w jednym ze swoich postów "30-sto latka z wyglądem nastolatki" a co z rozmumem ???
pozdrawiam
Ja to widzę trochę z innej strony dla mnie ludzie DDA -sama nim jestem- są bardziej odpowiedzialni itp. ale uważam że jednak różnimy się od innych ludzi, niby tych normalnych, chociaż ja nie wiem co to znaczy normalny...
Widzimy różne rzeczy inaczej i mamy inny pogląd na swiat, może jesteśmy bardziej nieufni, ale myśle że na pewno nie jesteśmy gorsi, a nasze życie jest w naszych rękach niezależnie od tego gdzie i w jakich warunkach zostaliśmy wychowywani...
377 2009-10-06 18:10:21 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-10-06 18:11:48)
świetnie to ujęłaś szerek... zgadzam się z Tobą w 100 procentach
mnie też o to mniej więcej chodziło...
to że po swoich rodzicach coś dziedziczymy (wszak alkoholizm siedzi w genach) i czasami się pogubimy nie oznacza że jesteśmy gorsi od innych...ważne że ludzie potrafią się opamiętać i naprawiać swoje życie
Nigdzie i nigdy nie powiedziałam,że ludzie z DDA są gorsi lub mniej wartościowi...ale mam przyjaciółkę która jest osobą z syndromem DDA jest wspaniałą osobą a jednocześnie pełną lęków.Piękna,wykształcona.inteligentna...a jednak o bardzo niskim poczuciu własnej wartości...Prowadzi normalne życie, a jednak....to są tylko pozory.
Auroro zastanawiałam sie co Ci odpisać bo tak naprawdę nie wiem o co CI chodzii do czego zmierzasz bo z Twoich postów nie wynika to jednoznacznie.Więc uznam że nie podoba Ci sie mój punkt widzenia co do bycia z alkoholikiem i walczenia o dalszy związek.
Napisałaś co to jest DDA ale tylko jedną cześć definicji więc pozwolę dopisać drugą :
W źródłach amerykańskich obecnie równolegle pojawiają się nazwy ACoA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) i ACA (Anonimowe Dorosłe Dzieci), dla odzwierciedlenia, że podobne problemy mogą dotyczyć nie tylko osób z rodzin z problemem alkoholowym, lecz także wychowanych w rodzinach, w których istniały innego rodzaju dysfunkcje (nadużycia seksualne, przemoc, perfekcjonizm, nadmierna religijność, emocjonalny rozpad małżeństwa rodziców, zakaz wyrażania uczuć itp.) W Polsce dotychczas funkcjonuje głównie pojęcie DDA, czasem z zaznaczeniem, że chodzi także o DDD (Dorosłe Dzieci rodzin Dysfunkcyjnych).
A więc niby normalnych :ale tez mogącymi mieć problemy -prawda jest taka ze nie odpowiedziałaś na moje pytania ?
Czy warto żyć z takim człowiekiem nadal twierdzę że warto,przytoczyłaś Mój post ale nie wiesz wszystkiego .Post został bez odpowiedzi od żadnej z Netkobietek więc nie dopisywałam reszty bo sytuacja zmieniła się po 5 dniach .
Coś co wydawało mi się końcem było nakręceniem przez moją teściową opowiadaniu bzdur mojemu mężowi a On dureń po raz kolejny dał złapać się jak mucha na lep.
Mam straszną teściową nie życzę nikomu takiej dosłownie ,jest tak zazdrosna o wszystko że żeby zrobić mi na złość potrafi tak nastawic swoje własne dziecko i to jest największy Mój problem
.Ale odbiegłam od tematu
Namawiam kobiety do podejmowania walki a nie ucieczki bo dzieci z takich rodzin są naprawdę mądrymi ludźmi i nie zawsze powielają rodzinę alkoholika za wszelką cenę chcą tego stereotypu uniknąć .
To opisali CI inni t.j Gonia_78 Szerek czy oni są gorsi NIE to NIE patologia
Odmawiałabym walki gdyby chodziło o patologie społeczną -dewiacje odstające od ogólnie przyjętych norm społecznych .
Auroro Ja nie widzę w swoim Anniki Goni Szereka i innych związkach patologii
Dla mnie patologia to brak odpowiedzialności za własne postępowanie krótko dom to "melina" gdzie dzieci chodzą brudne głodne a rodzice troszczą sie tylko o to by meli co wypić .
I naprawdę w jakich postach używam wulgaryzmów -nie przypominam sobie .
Zawsze wyznaję zasadę nie można byc liściem na wietrze jeśli tworzysz z kimś związek formalny lub nie nie mozna za każdym razem uciekać od problemu .Po każdej kłótni mam brać dzieci i uciekać .Czy rozmawiać i wyjaśniac co Mi sie nie podoba. To nie jest trwanie na siłę by tylko z kimś być .To samo życie.
Jeśli czytałaś wszystkie Moje posty to wiesz że stałam się niezależna kobietą mam własną hurtownie wprawdzie małą ale własną ,nie wiesz tylko bo nie pisałam że nie pozwoliłam sie zaszufladkować czym naraziłam sie mojej treściowej i Ona jest największym mącicielem w moim domu ,ale coraz rzadziej jej intrygi odnoszą skutek.Tak jak to było ostatnim razem.
Nie wiem czy taki związek ma sens życie pokaże czy Moja decyzja była słuszna .Wierzę że tak .
Bo odejść rzucić wszystko można zawsze ,tylko po jakimś czasie zrobisz rachunek sumienia i co napiszesz nic nie osiągnęłam bo mój mąż pił i nie miałam kiedy czegoś stworzyć dla moich dzieci.
Wytrwać jest trudno bardzo trudno czasem wydaje sie ze to nie możliwe a jednak .
Profesor który dostał Nobla nie spoczął na lurach tylko dalej drążył temat . Stworzył teorie za którą dostał nagrodę .Czy by ją otrzymał gdyby uciekł bo po co ma sie przmęczać?
Odpowiedz sobie już sama na to pytanie .
-----------------------
Tamara
380 2009-10-07 17:57:23 Ostatnio edytowany przez Aurora (2009-10-07 18:01:25)
"Auroro zastanawiałam sie co Ci odpisać bo tak naprawdę nie wiem o co CI chodzii do czego zmierzasz bo z Twoich postów nie wynika to jednoznacznie.Więc uznam że nie podoba Ci sie mój punkt widzenia co do bycia z alkoholikiem i walczenia o dalszy związek."
Nie miałam żadnego konkretnego celu. Wyraziłam tylko moje zdanie na ten temat...Prawdą jest że mam nieco inny punkt widzenia na całą sprawę.W mojej rodzinie nie było tego problemu ale jak już pisałam w rodzinie mojej przyjaciółki tak.Dlaczego mam taki pogląd a nie inny? Pamiętam co się działo w tamtym domu.Na pozór wszystko było normalnie.Ludzie nawet nie domyślali się że jej ojciec jest alkoholikiem.Wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami.Kiedy pił w domu była taka atmosfera,że nawet pies wyczuwał coś dziwnego.Nie zapraszała nikogo do siebie ponieważ się wstydziła.Często nocowała u mnie ja u niej nigdy.Dorastające dziecko potrzebuje pewności siebie i bezpieczeństwa.Ali tego brakowało.Kiedyś zrobiłyśmy imprezkę piżamową....Każda z nas mówiła jak wyobraża sobie przyszłego męża. Ala powiedziała,że nigdy za mąż nie wyjdzie, ponieważ NIE MOŻNA WIERZYĆ MĘŻCZYZNOM.....Tego nauczył ją ojciec i ta myśl pozostała w niej do dziś.Jej mama walczyła o niego całe lata....Bez skutku.Dziś nic nie zostało z tamtej pewnej siebie kobiety.A ojciec dopiero teraz przestał pić gdy dopadła go ciężka choroba.
Moja przyjaciółka ma 31 lat i żadnego poważnego związku za sobą, choć nie jeden dałby wiele by z nim była.Chodziła na różne terapie a lęk przed związaniem się został w niej. Nie potrafi zaufać.
/www.netkobiety.pl/t1667.html
381 2009-10-07 19:58:20 Ostatnio edytowany przez Tamara985 (2009-10-07 22:30:52)
Auroro nie można każdej rodziny porównywać z tą którą opisałaś każda jest inna .Tak jak każdy alkoholik jest inny.
Jeden jak przyjdzie pijany idzie spać drugi robi awantury ,trzeci bije i naprawdę krzywdzi,inni robią jeszcze gorsze rzeczy.Mama Ali czekała za długo i piszesz ze walczyła ,lecz gdy walka nie przynosi rezultatu i powiela sytuacje to powinna odejść.
" Ala powiedziała,że nigdy za mąż nie wyjdzie, ponieważ NIE MOŻNA WIERZYĆ MĘŻCZYZNOM"
Może widziała w nich coś co ją powstrzymało albo nie było "motyli w brzuchu"Gdyby facet naprawdę chciał z nia być zrobił by wszystko by zdobyć jej zaufanie,Ona ma szósty zmysł pod tym względem i wie że za łatwo się poddają .
Ale masz rację jest coraz więcej patologicznych rodzin zbyt szybko zawierane małżeństwa a potem rozstania.Ludzie gonią za pieniędzmi ,dzieci wychowują się same lub na ulicy i skąd mogą brać wzorce -nie ma idealnych rodzin nawet gdy nie ma problemu alkoholu to jest inny,
Przepraszam dokoncze jak wrócę bo muszę zawieźc moje dziecko do sklepu.
Nie możesz wrzucać wszystkich do jednego wora ,Dlatego jestem przeciwna rozwodom ,dla mnie rozwód to ostateczność .Po coś w końcu los ,Bóg połączył w coś co jest rodzina więc był jakiś cel ,nic w naturze nie ginie ,więc wierzę ,jestem święcie przekonana że jeśli los czy Bóg połączył nas to miał jakiś cel.
Przeważnie tak dwoje ludzi sie dobiera że się uzupełniają ,ale rutyna w zwiazku robi swoje wszystko powszednieje zaczyna nam brakować nazwijmy czegoś tam i zaczynamy sie rozglądać wokół.Gonimy za pieniędzmi nasz partner też i zaczynamy się mijać .Dlatego powinna być rozmowa i wspieranie siebie nawzajem,tylko że tego zabrakło i zaczynamy wypominać sobie wszystko co złe ,a to co złe to chcemy zapomnieć ,więc jak kochać taką osobę ,która ma o wszysko pretensje jak długo mozna czekać ,Dlatego trzeba ROZMAWIAĆ i mówić co nam leży na wątrobie .
A z alkoholikiem jest inaczej on nie widzi problemu .
oj dzieje sie tu troszeczkę... ![]()
nie bede tego komentowac, bo nie jestem DDA ...
u mnie raz do przodu raz do tyłu...
mielismy miodowy tydzień... było wspaniale, razem spędzony czas, duzo smiechu, przygotowywanie obiady... normalna kochająca i sznująca sie rodzinka... kilka razy jakies niedumówienia, zakończone szybkim rozwiązniem z usmiechem... wypad w góry z dziećmi, do rodziców... zero pretensji... mój mąz był trzeżwy...
we wtorek poszedł ze mna na terapię, kiedy usłyszał o sobie same dobre rzeczy,że jest wspaniały ,dobry , uczynny bo jest trzeźwy , zdenerwował sie i wyszedł...
nie chce tam chodzic bo nieczuje takiej potrzby,,, złocszczą go komplementy????? ?!!!!!!! to jet jakies nieporozumienie...
wczoraj nie wytrzymał napięcia i abstynencjii... uciekł na cpn i sie napił...
mimo że po tej terapii było normalnie bo nie robiłam mu wyrzutów,tak go dopadł głód alkoholowy, że wygrał z tym co mielismy przez tan cały tydzień....
nie wytrzymał... a ja nie byłam zaskoczona,,, nosiomnie ale on zobaczył to dopiero dzisiaj....
"Auroro zastanawiałam sie co Ci odpisać bo tak naprawdę nie wiem o co CI chodzii do czego zmierzasz bo z Twoich postów nie wynika to jednoznacznie.Więc uznam że nie podoba Ci sie mój punkt widzenia co do bycia z alkoholikiem i walczenia o dalszy związek."
Nie miałam żadnego konkretnego celu. Wyraziłam tylko moje zdanie na ten temat...Prawdą jest że mam nieco inny punkt widzenia na całą sprawę.W mojej rodzinie nie było tego problemu ale jak już pisałam w rodzinie mojej przyjaciółki tak.Dlaczego mam taki pogląd a nie inny? Pamiętam co się działo w tamtym domu.Na pozór wszystko było normalnie.Ludzie nawet nie domyślali się że jej ojciec jest alkoholikiem.Wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami.Kiedy pił w domu była taka atmosfera,że nawet pies wyczuwał coś dziwnego.Nie zapraszała nikogo do siebie ponieważ się wstydziła.Często nocowała u mnie ja u niej nigdy.Dorastające dziecko potrzebuje pewności siebie i bezpieczeństwa.Ali tego brakowało.Kiedyś zrobiłyśmy imprezkę piżamową....Każda z nas mówiła jak wyobraża sobie przyszłego męża. Ala powiedziała,że nigdy za mąż nie wyjdzie, ponieważ NIE MOŻNA WIERZYĆ MĘŻCZYZNOM.....Tego nauczył ją ojciec i ta myśl pozostała w niej do dziś.Jej mama walczyła o niego całe lata....Bez skutku.Dziś nic nie zostało z tamtej pewnej siebie kobiety.A ojciec dopiero teraz przestał pić gdy dopadła go ciężka choroba.
Moja przyjaciółka ma 31 lat i żadnego poważnego związku za sobą, choć nie jeden dałby wiele by z nim była.Chodziła na różne terapie a lęk przed związaniem się został w niej. Nie potrafi zaufać.
/www.netkobiety.pl/t1667.html
To przykre co spotyka Twoją przyjaciółkę, ale pozwolę sobie skomentować Twoją wypowiedź bo ja jestem DDA.
faktycznie ja też nigdy nikogo do domu nie zapraszałam, bo się wstydziłam. Zawsze byłam gdzieś obok, stałam obok nie udzielałam się, mając 15 lat zaczęłam chodzic na spotkania z panią reedukator, zmieniłam się strasznie. Zaczełam walczyć o swoje, zaczęłam opowiadać o sobie i o ojcu już się nie wstydziłam bo to on powinien sie wstydzić. Teraz mam 23 lata i jestem bardzo zadowolona ze swojego życia, naprawdę mimo kłopotów i ciężkich lat uważam że dużo osiągnełam SAMA, nie mam pociągów ani do narkotyków ani do alkoholu, jedyny błąd w moim życiu to poprzedni związek z typem identycznym jak mój ojciec, tu objawia się DDA czyli to że nie widziałam tego związku tak jak inni z boku. Byłam głupia i ślepa ale na szczęście to już za mną, na szczęście nie opełniłam tego samego błędu co maja mama. teraz wiem że mogę być szczęśliwa w życiu osobistym również.
p.s moi znajomi nie wierzą w to co się u mnie działo w domu rodzinnym, zawsze słysze że to nie możliwe że u mnie cos takiego było, że przecież jestem normalną fajną dziewczyną ![]()
384 2009-10-08 21:26:37 Ostatnio edytowany przez Tamara985 (2009-10-08 21:36:48)
Anniko uważam że mieszają jego rodzice lub jego siostra-może to głupie co napiszę ale często jest tak że Ty nie zwracasz uwagi na to co oni do niego mówią i robią-nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bliscy dla Niego ludzie mogą wcale nie chcieć jego dobra .
Wręcz są szczęśliwi że u was jest źle tylko Tobie mydlą oczy,że są z Tobą nie chcę nastawiać Cię przeciwko nim nie o to chodzi
Tylko trzeba znaleźć źródło dlaczego sie tak zachowuje to ze nie wytrzymał to standard ,jeszcze nie raz zaliczy takie wpadki.
Twój sukces To to ze w ogóle poszedł na terapie choć wyszedł -to już coś wreszcie zaczyna mu świtać ,może pochwalił sie siostrze lub matce że pójdzie dla świętego spokoju i zrobi Ci wstyd a tu klops zostałaś nie wyszłaś i bardzo dobrze -
Nic nie piszesz na tematy związane z siostrą i matką zreszta pisałas ze byłaś w szoku jak matka stanęła po jego stronie ,ona nie rozumie że swym zachowaniem robi mu krzywdę.
Wiesz jak takie kobiety podchodzą szczególnie na wsi -Przyszła tu taka jedna a teraz się rządzi.
Nadal trzymam kciuki
Yustyna dziękuje za ten post jestes przykładem ze można nad sobą pracować i nie powielać swej rodziny nasz los w naszych rękach ,jesteśmy tym czym chcemy być .Dlatego uważam ze My DDA nie spoczywamy na laurach tylko życie tak dało nam w kość że dmuchamy na zimne,co nie których denerwuje mało tego rzadko spotyka sie rodzinę bez tego problemu.
------------------------
Tamara
Tamaro, tak zatsanawiam sie nad tym co piszesz na temat jego rodziny...
Faktycznie nie wiem do konca co i jak jest... ale prawda jest że na drugi dzień oni z nim rozmawiaja jakby nic sie nie stało... tesciowa tylko przychodzi i pyta jak było, czy był spokojny czy sie awanturował... i dzisiaj zapytała o to samo(bo wczoraj znów był pijany) ale również czy był wypity czy nachlany...
a jaka to róznica do jasnej cholery!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! powiedziałam, nie dośc, że pije i to jest problem to jeszcze gra na maszynach... w tydzień przepił i przegrał 1000 zł... a mnie tyle ma starczyc na życie na caly miesiąc + opłata za przedszkole,telefon, gaz (prąd i wode płaci tesciowa)...
Może napiszę dlaczego(według mnie sie napił)... wujek nie pozyczył mu siewnika do zborza(nasz sie zepsół) raz na jeden dzień mu dał... ale z 40ha obsiał 10... wszyscy juz posiali - my nie... chodził do niego a ten grał z nim w kotka i myszkę i nie pożyczył mu... on nie wytrzymał napięcia i nerwów-napił sie w najmniej spodziewanym momencie... wczoraj powtórzył... a dzisiaj wujek pozyczył juz mu ten siewnik!!!1
jaki z tego morał... teraz wie że musi sie nachlać to dostanie to co potrzebuje od rodzinki.... a oni zamiast mu dać(jeżeli wogle maja taki zamiar) to nagradzają go jak pochleje... ale robią to bo juz pochlal i żeby sie nie martwił to mu pożyczają... nie rozumieja że robią wielki błą w sztuce!!!!
ale mysle że przeprowadze z tym wujaszkiem rozmowę... nie wiem czy zrozumie, ale musze próbowac !!!
Jak pisalam ja nie jestem DDA... Moje dzieci mając takiego tate mogą mieć ten problem... mysle że zdając sobie z tego sprawę, będe kożystac razm z nimi z porad psychologicznych...
Yostynka po przeczytaniu twojego postu wiem ,że można uchronic dzieci przed trudnym zyciem w ich dorosłym życiu... A wiem że takieporady zdziałaja cuda i nie bedą miały takiego zycia jak ja... tylko musze tego przypilnowac dla ich dobra...
Anniko można uchronić dzieci ??
Ja daje sobie radę ok, walczę z tym ale nigdy w życiu nie chciałabym mieć takiego dzieciństwa jeszcze raz. I gdybym miała wybór wtedy czy żyć z rodzina i KOCHANĄ mama czy w domu dziecka uwierz mi wybrałabym dom dziecka. Może to głupie ale wtedy wolałam tak, kocham mamę ale nawet sobie nie wyobrażasz ile jej przykrych słów mówiłam i ile źłych rzeczy robiłam- teraz po kilku latach żałuje bo wiem że jej też ciężko było. Ale ona miała wybór mogła odejść, zostawić go a ja? Ja nie mogłam nic.
Niby jestem normalna ale zobacz co przeżywałam przez ostatnie 4 lata z byłym- to jest właśnie efekt DDA.
Dlatego zawsze mówię że dzieci są najważniejsze. Rób tak aby im nie działa się krzywda. Powodzenia
Nie czytałam wszystkich twoich postów... z tego ostatniego tak wywnioskowałam.. ale teraz to rozdarło mi sie serce...
rozmawiala z wieloma osobami które miały ojca alkoholika i uwierz że rózne usłyszałam wypoeidzi... najczęsciej takie, że kochały tate i kochaja nadal i nie maja żalu do matki tylko do ojca, że był takim a nie innym człowiekiem...
pamietaja jak mama płakała, jakojciec przychodził pijany a one siedziały cicho... tylko jedna z tych osób mówiła,żeby mama sie wyprowadziła od niego...ona jednak tego nie zrobiła... dzisiaj nadal jest z mężem alkoholikiem... ale z tego co wiem to NIGDY nie walczyła o to by przestał pić... nawet jej tesciowa mówiła dziecko zastanów sie on jest alkoholkiem i lubi pić, zostaw go póki czas... jakoojciec nigdy sie nimi nie zajmował, adorował tylko jedną corke(a miał 3 dzieci, a po latach przyszło jeszcze jedno)...
mysle że każdy w swoim domu wie czy zostac czy odejśc... każde dziecko inaczej to widzi...
moje dzieci wiedza jedno , ja nie dam ich skrzywdzić, jestem jak ta lwica która altakuje kiedy ktos zbliża sie do młodych.... ale tez nie zostawię ich domu dla człwieka, który jest pije... nie chodzi tu o to pieniądze... dom stoi na mojego teścia, więc nie mam do niego prawa w rzie ,,w'', ale w imie czego mam ustapić człowiekowi,który nie mysli i postepuje tak a nie inaczej...
predzej dopowadze dotego ,że on sie wyprowdzi, juz raz to zrobił... a jak sie ugne wiem że przegram tą bitwę, wygra alkohol... póki jest co ratowac to będę to robić... a czas pokaże jaka podejme decycje...
Przeszłam taki bój i wyszlam z niego zwyciesko dla siebie i dzieci... mąż nawet nie ma siły by mnie dalej prowokować... pije, niech pije ja jemu sprzed nosa nie zabiore... ale predzej on sie przewróci niz ja sie pooddam...
troche sie nakreciłam, ale tak jakos wyszło...
Ja oczywiście nie mówie, że robisz źle. Moja mama po prostu nic nie robiła, potrafiła tylko dalej go prowokować do awantur nawet jak już szedł spać, dlatego mam pretensje do mamy. Ojciec jest mi teraz obojętny pewnie gdzieś tam w głębi też go kocham, ale nigdy ani ja ani on tego nie mówiliśmy sobie. Największy żal mam chyba za to że musiałam być świadkiem tych awantur i wysłuchiwac jak ojciec wyzywa i bije matkę. Wiesz to boli jak dziecko widzi matkę która jest przerażona i ojca z siekierą w ręku który mówi jej że ją zaraz zabije. A ty masz wtedy 7 lat i nie wiesz co się dzieje. Proszę tylko nie dopuść do takiej sytuacji, nie pozwól aby dzieci były świadkami takich sytuacji.
Teraz staram się zrozumieć mamę, teraz po tym co przeszłam z ex wiem i naprawdę ją rozumiem. Rozumiem jak można być z człowiekiem który tak cię upokarza, wtedy bylo dla mnie najłatwiej odejść ale nie rozumiałam że moja mama go kocha...
Dopiero jak doznałam tego samego uczucia zobaczyłam jak to jest naprawdę.
Różnica taka że moja mam nadal jest ojcem, mnie P. rzucił i dziękuje mu za to naprawdę bo nie wiem czy ja znalazłabym w sobie natyle siły by to zakonczyć.
Teraz doceniam swoją mamę bo wiem jak to jest jak się kogoś kocha...
Anniko można uchronić dzieci ??
Ja daje sobie radę ok, walczę z tym ale nigdy w życiu nie chciałabym mieć takiego dzieciństwa jeszcze raz. I gdybym miała wybór wtedy czy żyć z rodzina i KOCHANĄ mama czy w domu dziecka uwierz mi wybrałabym dom dziecka. Może to głupie ale wtedy wolałam tak, kocham mamę ale nawet sobie nie wyobrażasz ile jej przykrych słów mówiłam i ile źłych rzeczy robiłam- teraz po kilku latach żałuje bo wiem że jej też ciężko było. Ale ona miała wybór mogła odejść, zostawić go a ja? Ja nie mogłam nic.
Niby jestem normalna ale zobacz co przeżywałam przez ostatnie 4 lata z byłym- to jest właśnie efekt DDA.
Dlatego zawsze mówię że dzieci są najważniejsze. Rób tak aby im nie działa się krzywda. Powodzenia
Właściwie chciałam powiedzieć to,co Ty napisałaś....Yostynko. Annika pisze,że rozmawiała z osobami które nie mają żalu do matki że nie odeszła od alkoholika.Ja z kolei znam osoby które mimo,że wybaczyły mają żal nie tylko do ojca który pił,ale i do matki za to że nie odeszła.Ile osób tyle zdań na ten temat.
Z drugiej strony czytając wszystkie posty dochodzę do wniosku, że to miłość trzyma kobiety przy tych mężczyznach....i zdumiewa mnie siła tej milości.Bo nie wyobrażam sobie na na co dzień obcować,mieszkać i kochać się z osobą,która mnie nie szanuje.Może dlatego tak trudno mi przychodzi zrozumienie tego fenomenu.
annika jesteś silną i rozsądną osobą.Wierzę w to, że podejmiesz właściwe decyzje.I nie pozwolisz by Twoje dzieci musiały się bać...Teraz czy w dorosłym życiu. Pozdrawiam !
Widzisz Aurora...ja na przykład nie mam żalu do matki, ona próbowała stworzyc mi normalny dom, dbała o mnie, zapewniła wykształcenie, nauczyła mnie kochac i sznowac mojego ojca bez względu na to co robił...5 lat temu moja mama zmarła i pozostał mi ojciec, który mimo tego jaki był pomógł mi przejśc przez jej śmierc...powiem nawet tak gdyby nie mój mąż, ojciec i dopiero co urodzona w tym okresie córeczka nie wiem jakbym przez to przeszła tym bardziej że przez całą sytuację byłam z nią cholernie zżyta...do ojca nie mam żalu ponieważ pomaga mi do tej pory...zmienił się i jest mi bardzo pomocny do chwili obecnej...
Wydaje mi się że włąśnie moja mama nauczyła mnie szacunku do ludzi bez względu na to co zrobili...wiem że każdy może się zmienic ważne jest to żeby to umiec...
Masz rację w tym co napisałaś...my kochamy swoich mężów bezgranicznie i chcemy żeby byli prawdziwymi mężami i ojcami...chcemy ich takimi jakimi byli kiedyś...o to właśnie walczymy...tak jak mówiłam wcześniej...ja swoją walkę zaczęłąm wygrywa i mam nadzieję że wygram ją do końca...jeżeli nie to... cóż pozew już raz złożyłam