Kolejna terapia za mną... dzisiaj było całkiem fajnie... pośmiałam się troszeczkę ....
Rozmawiałyśmy o tym co było ... i o tym co być może... muszę pracować teraz nad dziećmi... one bardzo przeżywają.... już za długo jesteśmy u babci i chyba dociera do nich że faktycznie coś jest nie tak... zwłaśzcza starsza córka... w piątek idę z nimi do psychologa... myślę że jest to konieczne!!!
mąż nie odzywa się p wczorajsze rozmowie... ja też nie mogę zrobić pierwsza kroku...
dzieci chcęą tam jechać!!!! terapeutka mówi że na 2 godz. mogę... troche boje się że znów będzie płacz,i ból kiedy bedziemy wracać... szkoda mi moich dzieciaczków!!!!!
Podobne tematy
Czekamy na jutro bedzie jeszcze lepszy dzien ![]()
Bądź cierpliwa i wytrwała;=)
Mam pytanie.
Pozew o rozwód złożyłaś?
Niektórzy już mnie znają. Mam męża alkoholika. Pił codziennie(do wczoraj póki co).
Przyszedł do domu pijany,zaczął się awanturować kopał w drzwi chciał rozwalić barierkę przy schodach... Wyzywał,przeklinał,popychał mnie... Jakoś wszedł do domu. Chciał kawę wypić z wujkiem,więc im zrobiłam. Między czasie też nie przebierał w słowach... Wołał do siebie córeczkę nie chciała podejść...Chwycił ten kubek z gorącą kawą i rzucił o ścianę...szczęście że nikomu nie stała się krzywda...
Z płaczem zadzwoniłam na policję nawet nie wiecie jak sie bałam- nie jego ale tego co ja robię!!!
Pierwszy raz to zrobiłam.
Pytał tylko kto zawiadomił policję...jego mama powiedział zę ona...zaczął wyzywać...
Policjanci nie mogli się z nim polubownie dogadać-założyli mu kajdanki i zabral do izby wytrzeźwień......On wyszedł...jest w domu...nie chce rozmawiać z mamą...ma żal do niej i do mnie o to że zabrali go w kajdankach jak kryminalistę...i jak on teraz na wiosce się pokarze...
Jego rodzina ma do mnie pretensje że tak zrobiłam...tylko co by było gdyby zrobił dla mnie lub dzieci krzywdę...nikt już (od wczoraj)o tym nie pamieta...
nie wiem co przyniesie jutro...jak długo będzie w nim ta nienawiśc do mnie...czy to faktycznie koniec...
nie wiem czego mogę się spodziewać...
to bardzo boli.........................
dzwoniła jego mama, pytała czy jutro przyjedziemy... powiedziałm jej że mąż do mnie nie dzwonił w tej sprawie, a na takie tematy będę rozmawiać tylko z nim... on nie chce mnie widzieć , więc wszystko jasne...
zadzwonił po 3 godz. zapytał o to samo odp. że dzieci same nie pojadą, bo ja mu nie ufam i nie widzę żeby był odpowiedzalny, jak zobaczę zę to się zmieni wtedy będzie mógł zabierać dzieci!
ZGODZIŁ SIĘ - przyjedzie ok 10..chciał też córkę, powiedziałm że pod warunkiem że nie będzie jej niczego obiecywał póki nie porozmawia o tym ze mną!!!--DOBRA-usłyszałm w słuchawce!!
jakos za gładko to poszło - nie uważacie????
dan1982 a może to ten lepszy dzień
masala - nie złożyłam pozwu... ludziom trzeba dawać szansę,bo zmieniaja się, jeżeli tego chcą oczywiście... myślę że mój mąż zmądrzeje i podejmie ważne decyzje w swoim życiu... jak się mylę to nie będziemy ze sobą,a on skończy jak większośc alkoholików...
Na razie walcze z wiatrakami... ale gdzieś tam głęboko mam nadzieję że, że dzięki temu co robie uda się nam to jeszcze skleić... zapytasz dlaczego, przeczytaj co napisałś wcześniej,zobacz jaki on jest...
Ja wiem najlepiej jaki on jest, nie wiem dlaczego tak czuje ,ale go kocham za to kim był...
On nie był złym mężczyzną to alkohol zrobił z niego takiego człowieka...
Kocham mojego męża, nie nawidzę alkoholika!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!a jednoczesnie mu współczuję...
Bo jakby się to nie skończyło ja sie pozbieram,a on .... wiesz co chcę napisać....
Celia - staram się ale czasem nerwy mi puszczają... myślę że słoneczko jeszcze dla mnie mocno zaświeci!!
Bardzo dobrze ze dajesz mu szanse . Rozmawiajcie rodzinie i nie pozwól zeby Historia sie powtórzyła
Nie daj się łatwo zwieść. Bądź czujna i obserwuj, czy rzeczywiście on pragnie się zmienić, czy to jakaś chwilowa taktyka.
annika80 pierwsze co robię wchodząc na forum to szukam tego posta by zobaczyć co u Ciebie....Trzymam za Ciebie kciuki by wszystko Ci się poukładało z nim czy bez niego....Jestes wspaniałą kobietą i żal by było gdybys zmarnowała życie.....Mamy tylko jedno.Jesli Twój mąż zaprzepasci taką szansę to powiem szczerze,że nawet nie bedzie mi go żal.Bedę tylko zdumiona jego głupotą.Ale to już jego problem.Nie daj się złamać....a ze wszystkim sobie poradzisz....Widać,że jesteś silna.Pozdrawiam serdecznie!
Witam STEFCIA...dawno Cie tu nie było.. myslałam że sie troszeczkę obraziłaś na mnie;)Fajnie że jesteś:)
Nie dam się ,na razie jestem silna ,bo WY dodajecie mi siły... ale wiesz moja terapetuka wczoraj rozmawiał ze mną tak jakby ona była miom mężem... wyglądało to tak,że prowadziłysmy dialog... ja byłam sobą ona nim... sprawdzała mnie co ja bym w danej sytuacji zrobiła, jak bym reagowała na jego zaczepki, manipulacje,prośby,przeprosiny.... dobrze było do czasu kiedy powiedziała tak:
proszę wróć do mnie, jak tego nie zrobisz to się zabiję,wsiądę w samochód i piepsznę w pierwsze drzewo jaie napotkam.... i tu mnie zamórowało.... tu by mnie miał... wymiękłam i nie wiedziałm co powiedzieć....
oczywiście terapeutka powiedziała mi jak powinnam odpowiedzieć na takie biadolenie... ale na razie musze to przetrawić ... bo troszeczke mnie martwi ta sprawa... mam wielką nadzieje że nie będzie miała miejsca....
pozdrawiam
Wiesz co annika to,że powiedziałam Ci kilka słów prawdy nie znaczy że jestem do Ciebie jakos negatywnie nastawiona czy obrażona.Nic z tych rzeczy.Poprostu potrafie byc czasem szczera do bólu ale w dobrej wierze.Nienawidzę głupoty, a Ty jestes bardzo madra kobieta,wiec ci kibicuję
Widzę że ta terapia to swietna sprawa.A co do Twojego męża jestem pewna że nic sobie nie zrobi.Wiec nie martw sie na zapas.Nie warto.
masala - nie złożyłam pozwu... ludziom trzeba dawać szansę,bo zmieniaja się, jeżeli tego chcą oczywiście... myślę że mój mąż zmądrzeje i podejmie ważne decyzje w swoim życiu... jak się mylę to nie będziemy ze sobą,a on skończy jak większośc alkoholików...
>>> I tego Ci życzę.
Na razie walcze z wiatrakami... ale gdzieś tam głęboko mam nadzieję że, że dzięki temu co robie uda się nam to jeszcze skleić... zapytasz dlaczego, przeczytaj co napisałś wcześniej,zobacz jaki on jest...
Ja wiem najlepiej jaki on jest, nie wiem dlaczego tak czuje ,ale go kocham za to kim był...
On nie był złym mężczyzną to alkohol zrobił z niego takiego człowieka...
>>> To nie alkohol. On alkohol wybrał świadomie. Dobrzy ludzie wybierają inne rozwiązania. To on sam takim się zrobił.
Kocham mojego męża, nie nawidzę alkoholika!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!a jednoczesnie mu współczuję...
Bo jakby się to nie skończyło ja sie pozbieram,a on .... wiesz co chcę napisać....
>>> Myślę, że jesteś współ-uzależniona. Żony alkoholików często tak mają. Nie wyobrażają sobie życia bez faceta, sądzą, że sobie nie poradzą i nawet gdy facet znęca się nad nimi (fizycznie/psychicznie), a one nadal twierdzą, że go kochają. Dopiero jak stanie się tragedia i ucierpi fizycznie ona albo dziecko wtedy rwą włosy z głowy.
masala - nie złożyłam pozwu... ludziom trzeba dawać szansę,bo zmieniaja się, jeżeli tego chcą oczywiście... myślę że mój mąż zmądrzeje i podejmie ważne decyzje w swoim życiu... jak się mylę to nie będziemy ze sobą,a on skończy jak większośc alkoholików...
>>> I tego Ci życzę.
Na razie walcze z wiatrakami... ale gdzieś tam głęboko mam nadzieję że, że dzięki temu co robie uda się nam to jeszcze skleić... zapytasz dlaczego, przeczytaj co napisałś wcześniej,zobacz jaki on jest...
Ja wiem najlepiej jaki on jest, nie wiem dlaczego tak czuje ,ale go kocham za to kim był...
On nie był złym mężczyzną to alkohol zrobił z niego takiego człowieka...>>> To nie alkohol. On alkohol wybrał świadomie. Dobrzy ludzie wybierają inne rozwiązania. To on sam takim się zrobił.
Kocham mojego męża, nie nawidzę alkoholika!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!a jednoczesnie mu współczuję...
Bo jakby się to nie skończyło ja sie pozbieram,a on .... wiesz co chcę napisać....>>> Myślę, że jesteś współ-uzależniona. Żony alkoholików często tak mają. Nie wyobrażają sobie życia bez faceta, sądzą, że sobie nie poradzą i nawet gdy facet znęca się nad nimi (fizycznie/psychicznie), a one nadal twierdzą, że go kochają. Dopiero jak stanie się tragedia i ucierpi fizycznie ona albo dziecko wtedy rwą włosy z głowy.
masala annika to wszystko wie, i dlatego chodzi na terapię.Przeczytaj całego posta.
Witaj anniko widze ze idziesz jak burza swietnie naprawde podziwiam Cie czuc w postach jak rosniesz w siłę .Twoje rozmowy z mezem rodziną krotkie sensowne odpowiedzi tak trzymac
.Napisz jak poszło u psycholozki z dzieciakami? Pozdrawiam cieplutko
hejka...
u psychologa było całkiem,całkiem... ale rozmawiała raczej ze mną niż z dziećmi... z nimi zamieniła kilka zdań i troszeczke im wytłumaczyła dlaczego tak się dzieje a nie inacze inaczej i że narazie musza mieszkać ze mna u babci...
wczoraj zaś ja dałam plamę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! choć pani psycholog uświadomiła mi że nic złego się nie stało----ale boje się jak z tego wybrnąć...
z mężem nie rozmawiałam do wieczora(bylismy u nich), wieczorem kazał mi zabrać swoje rzeczy, ,,,jak ci przeszkadzaja to je spakój''-powiedziałam... zrobił to.... między czasie zdarzyło sie bardzo dużo....
po pakowaniu powiedziałm że czas najwyższy pogadać o dzieciach... był wzburzony ja starałam się być opanowana choć serce waliło mi jak młot... nie czuje do mnie nienawiści-ale focha miał jak cholera... ja też powiedziałm mu że nie gniewam się za te krzywdy które mi wyrządził...
powiedziałam też że jak nie mamy być ze soba to przynajmniej rozmawiajmy o dzieciach, i jak chce miec normalny kontakt z dziećmi to musi być bardziej odpowiedzialny... trochę to trwało...
podałam mu rekę na zgodę i powiedziałam że chce ratować ten związek...ale to musi potrwać i on musi tego chcieć... że przed nami tygodnie a nawet miesiące walki i samozaparcia...
chciał bysmy już zostały-nie zgodziłam się, potem że w niedziele po na przyjedzie i zabierze do domu- nie zgodziłam się... powiedziałam,że na to potrzeba czasu...
dzisiaj ma przyjechać...córka bardzo płakała wczoraj więc nie mogłam z nim porozmawiać i dokładnie wytłumaczyć mu czego od niego oczekuję... powiem mu dziasiaj na jakich warunkach wrócimy i co on musi z siebie dać by mieć nas przy sobie... chyba nie spodziewa sie tego co mam mu do powiedzenia---choć juz nie raz i ja i córka mówiła o tym.... że będziemy rodziną jak on pójdzie na leczenie....
nie wiem jak to strawi--bo myslę że on mysli że ja juz wrócę tak na słowo...
To że podałam mu rękę i rozmawiamy nie oznacza że ja wrócę na jego warunkach....
będę dalej mieszkać u rodziców...on będzie spotykać się z dziećmi, ze mną też...
dzisiaj albo uzmysłowi sobie że ja naprawdę nie żartuję, albo z znów będą ciche dni...
będę mówić spokojnie, będę upierać się przy swoim-jak zacięta płyta
pani psycholog mówi że jak ja okazałam mu uzucia to może być mi łatwiej przekonać go do leczenia, bo gdy jest w nas złość to jedno i drugie będzie sobie robić SPECJALNIE na przekór...
dodała jeszcze jedno że jak jest między nami uczucie to nie można bać się go okazywać - tylko na dzień dzisiejszy musi mieć ono swoje granice... granice których mój mąż nie może jeszcze przekroczyć...
Bravo! Jesteś bardzo dzielna ![]()
![]()
byłam z dziećmi u pani psycholog... szczerze mówiąc to rozmawiała ze mną... opowiedziałam jej całe zajście i w skrócie życie z moim mężem... uznała że to my rodzice z przede wszystkim ja powinnam rozmawiać z dziećmi na ten temat... nie siedzieć tylko bawić się z nimi,zajmować im czas... a płakac i tęsknić one będą bo to są uczucia, one kochają tatę. Mówiła że widza to tak:kiedy tato pije jest zły, krzyczy, złości się wtedy się go boją, uciekają od niego i nie lubia go takiego?ale w momencie kiedy tato nie pije , bawi się z nimi, smieje się ? one automatycznie wymazują te złe chwile z pamięci i cieszą się że są z tatusiem?. A teraz tata nie pije i one dlatego tak to przeżywają i chcą być z nim, a gdyby tylko zobaczyły go pijanego ich uczucia znów by się zmieniły i tak w koło? dlatego ważna jest moja konsekwencja w tym co ja robie i mówię? wszystko zależy ode jaką będą miały przyszłośc moje dzieci? bo kiedy będą żyły jak do tej pory to prawdopodobnie będą żyły tak jak ja lub same będą sięgać po alkohol lub spotkać ich może coś smutniejszego w ich życiu? dlatego ważne jest teraz moje nastawienie i moje postanowienie i trwanie w nim-a tego boję się najbardziej?
dla dzieci powiedziła coś bardzo mądrego? ,,jak tata przestanie już naprawdę pić(pół roku conajmiej) wtedy będzie bohaterem!!!!!!! Ale na razie nie jest nim bo pije czasem piwko?i nie możecie wrócić do niego póki on nie zrobi czegoś czyl pki nie pójdzie na leczenie?tata was kocha i jak będzie chciał być z nami to zrobi coś by być tym bohaterem? ?? pytała tez o to w co lubią się bawić,czego by chciały,czego pragną? nie rozmawiała z nimi długo, ale powiedziała co trzeba, reszta należy do mnie?
a z mężem już rozmawiam?uścisnęlismy sobie rękę na zgodę? rozmawialiśmy troszeczkę? ja wyciągnęłam do niego rękę ?choć tak się zarzekałam? ale pani psycholog powiedział że dobrze zrobiłam, bo szybciej wskóram coś po dobroci, z okazaniem uczuć( a to własnie zrobiłam w niedzielę), niż kiedy oboje będziemy drzeć koty?
wczoraj też był?mało rozmawialiśmy, okazywałam mu uczucia, ale on jest bardzo pasywny, oschły, zero ruchu w moja stronę? troche mnie to martwi?ale teraz czekam na jego gesty? bo na razie jest tak jak było kiedyś-ja zabiegałam o jego uwage a on nie?.
Myśle że on zobaczył że ja już robię tzw. Podchody to zaraz wrócę do niego na jego warunkach? ale tak jak radziła pani psycholog: można okazywać uczucia, bo przeciez pani je ma, ale muszą mieć one swoje granice, których absolutnie nie mogę przekroczyć, których nie może przekroczyc mąż? ale muszę być konsekwentna w tym co mówię...
ok 22.00 jechał do domu... myślę że czekał aż powiem ,,zostań''... sprowadziłam go na dół... wyszedł... ,,cześć'' i tyle... zamknęłam drzwi...dzwonił dzisiaj ale do dzieci... mysle że takie relacje jeszcze potrwaa bo ja nie będę się mu narzucać... zrobiłam i tak za dużo... samo to że wyciągnęłam pierwsza rękę... a ile ja będę nadskakiwać...
jutro jedziemy do zoo... nie wiem czy jego tam nioe zistawię ![]()
pokażę mu co traci... sukienka wisi w szafie... ale czy będzie ładna pogoda?? mam nadzieje, bo mój plan nie wypali...
piszę to dla Was i sama się do sibie śmieję... a jeszcze parę tygodni płakałm jak bóbr;)
a dzisiaj
nie wiem co będzie dalej... na na razie nie wracam do niego... niech zacznie walczyć o swoją kobietę!!!! teraz zobaczył że go kocham, że mi na nim zależy, zresztą on wiedział to zawsze....
kocham go ,ale nie będę z nim za cene własnego i dzieci życia.... ja daję z siebie wiele,on nich da troszeczkę...
trzymajcie za mnie kciuki...
wiem że powtarzam się w postach... ale jestem teraz troszeczkę zakręcona... a gęba mi się cieszy tak, że gdyby nie uszy smiałabym sie na okrągło!!!!;)
CZAS LECZY RANY
marzy mi się super impreza.... myślicie że wypada mi iśc samej na dyskoteke w tym wieku...
149 2009-06-13 21:43:07 Ostatnio edytowany przez shania (2009-06-13 21:44:21)
hehhe co znaczy w tym wieku kochana nie pisz tak bo zamkne sie na dobre w domu
heheehheh
wiesz ..dwie córki... mąż gdzieć tam ... teraz moje rodzeństwo chodzi na imprezy(20 i 15 lat) i z tego co słyszę to własnie taka młodzież bawi się na dyskotekach- zreszta ja też wtedy chodziłam... oj minęło juz pare ładnych latek od ostatniej imprezy... nawet nie wiem czy ruchy mam te same;)
:):):)
Ty Anniko za swoją postawę, w nagrodę masz prawo ,,przebalować,, cały tydzień:)) Jesteś tak super babką, że aż brak słów. Gdyby kobiety w ciężkich momentach postępowały tak mądrze jak Ty, to nie byłoby nieszczęśliwych rodzin!!! Trzymam kciuki aby udało Ci się z mężem, ale wydaje mi się, że jeśli nawet wyjdzie inaczej, to Ty i Twoje dziewczynki będziecie i tak szczęśliwe!!! A wszystko za sprawą bardzo mądrej i młodej kobietki, która zasługuje na wszystko co najlepsze!!!!!
Złoty medal dla Ciebie za odwagę i konsekwencję!!!!
Oj alex29 wiesz jak było na samym początku tej drogi... bardzo ciężko... gdyby nie moi rodzice,wy,terapia pewnie tkwiłabym po uszy w tym g...
ale jakos dałam radę... tzn. jeszcze muszę walczyc o lepsze jutro...
wczorajszy cały dzień spędzilismy razem z mężem w zoo... nie zostawilismy go bo klatek nie było ![]()
zanim dojechaliśmy zapytał czy wracamy z nim do domu... odp. że musimy porozmawiać na ten temat...
i rozmawialismy... mówłam że to musi potrwać nawet kilka tygodni... nie był zadowolony... ale powieziałm że się boję powrotu-bo nie wróce na starych zasadach...i że mu nie ufam jeszcze na tyle bo to że nie upija sie od 2 tyg. nie znaczy że tego nie zrobi... powiedziałm czego oczekuje od niego... zgodził się na terapię... ale nikomu nie powiem o tym prócz WAM... mam umówić nas na spotkanie... w sumie to będzie najpierw poradnia rodzinna... nie chcę go zrazic tak od razu do tych spotkań... bo czeka mnie też wyprawa z nim do psychologa zajmującego sie alkoholikami... na razie idziemy do por. rodz. o innej nie mówię-choć mówiłam by nie zraził się jak na szylkdzie zobaczy AA bo właśnie w takich placówkach też są poradnie rodz...
okazywał mi wczoraj uczucia... jak przed 6 laty... pytałam jak podobał mu sie dzień z rodziną... był zadowolony... my też...
odwiózł nas ok 22.00 do domu,a sam przed 23.000 wyjechał od nas...
na razie mieszkam tu i póki nie uznam, że mogę wrócić -zostanę u rodziców...
I bardzo dobrze!!! Im dłużej on będzie o Was walczył, tym bardziej doceni:))
A o tym, że chodzi do poradni alkoholowej nie mówcie nikomu, pewnie będzie mu lepiej, najważniejsze, że chce tam iść!!! Teraz wypada trzymać kciuki za niego:)) Jak to mówią - cierpliwy to i kamień rozgotuje:)) U Ciebie jest bardzo dużo cierpliwości, aż zazdroszczę ( ale pozytywnie).
o kurcze!!! a widzisz? jednak cos zaczyna do niego docierac:) Ale fajnie:) Oby było lepiej... oby nie zniechęcił sie i poszedł na terapie!:) Trzymam kciuki:)
Pozdrawiam
znów nie jest dobrze z moim mężem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
zadzwonił po południu.... był po 3 kieliszkach... powiedział wracasz dzisiaj czy nie... jak nie to dowidzenia... ostatni raz się pytam.... masz ostatnia szansę....
z a m u r o w a ł o m n i e !!!!!!!!
wczoraj było tak świetnie,miło... czy ja jestem az tak naiwna że dałam się zwieść jego zapewnieniom... mówił że nie może już tak dalej... rozmawialismy o tym wczoraj; o czasie jaki jest potrzebny...
myślałam że uż się to jakos ułoży... a tu kolejny cios z jego strony....
powiedziałm że nie wracam... mysle że on wyczół, że ja już do niego podeszłam i zmieknę jak on tak się zachowa stanowczo i wrócę na jego zasadach... byłam zaskoczona....
popłakałam się troszeczkę ale szybko doszłam do siebie... mama i siostra dali mi kolejną mądrą lekcję...
myśle też że on próbuje mną manipulować-ale ja juz chyba nie daję!
wypomniał policję i stwierdził że nie ma mnie za co przepraszać!!!
zobaczcie co kilka kieliszków robi z człowieka!!!!
zobaczy teraz, że ja jednak nie żartuję...
ciężko mi z tym ale wiem że dobrz robię
Nie jesteś naiwna!!! Jesteś dzielną kobietą walczącą o spokój i dobro swojej rodziny!!! Ponieważ go kochasz zawsze jego lepszy dzień będzie dla Ciebie nadzieją na poprawę i lepsze jutro razem, nie ma w tym nic złego, najważniejsze abyś twardo stała przy swoich racjach!
On i jego rodzinka są nie przyzwyczajeni, że nowa Ty, to nie uległa i pokorna kobietka, znosząca wszystko, tylko dzielna i konsekwentna kobieta, walcząca o dobro swoje i swoich dziewczynek!!!
On się ,,łamie,, więc może coś tam do jego łepetyny jednak dochodzi? Ty nadal musisz być silna, doszłaś już tak daleko!!!
Jesteś silną kobietą, która walczy o dobro rodziny. I to Ci się chwali. Tak więc nie poddawaj się, bo i tak już naprawdę wiele zrobiłaś. A Twój mąż niestety jest słabym człowiekiem, w dodatku walczącym z nałogiem. On napewno Was kocha i chce być z Wami, ale silniejszy jest jak narazie alkohol. Może rzeczywiście myślał, że jak spędzicie razem dzień to on Ciebie zmiękczy i znów będziesz tą potulną kobietą. A tu się pomylił. Jestes silna, mądra i nie poddawaj się. A my trzymamy kciuki ![]()
anniko robisz bardzo dobrze !!!Nie bedzie idealnie musisz trwac w swoim postepowaniu i niestety brac pod uwage ze on jazdy bedzie robil raz bedzie ok raz narobi dziadostwa poki nie pojdzie na terapie nie zroumie nic! Taka jest prawda na nic mile spacery dopuki nie zacznie sie leczyc przerabialam to i wiem ani Twoja milosc czy wsparcie on musi znalesc poklady u siebie a poki w siebie wlewa .Nie wiem gdzie mieszkasz ale znam dobry osrodek gdyby tylko sie zdecydowal moge dac namiary
Chyba masz rację, to za szybko sie dzieje... on chce mnie wypróbować... czy zmięknę... bo wie że tęsknię, ale nie spodziewał się że ja tak łatwo nie wrócę... miło czułości, okazywanych uczuć chcę postawic na swoim... on tego nie wie tak do końca....
a co do ośrodka, dzwoniłam już do Woskowic Małych... w sumie to nie daleko ale on nie chce o tym słyszeć... wogóle o leczeniu...uważa że jest mu ono nie potrzebne...(ma nawet termin na 6, 8 sierpień... ) zgodził sie jedynie na poradnię rodzinną... ale dzisiaj już mogę o tym zapomnieć... on jest zmienny jak pogoda...
Anniko, jak widzisz, nie możesz dać się zwieść pozornym aktom poprawy Twojego męża, jak to było w niedzielę. Odegrał teatrzyk, a dzień później znowu to samo - alkohol...On musi się zmienić i pokazać to nie tylko kilkoma słowami na spacerze w zoo, ale wieloma czynami.
To jest ciezka praca niestety i niestety tacy jak on musza dotknac dna widac jescze go nie dotknal oby stalo sie to szybko i sie ocknał.Musisz byc gtowa na wszytko i przedewszytkim pracuj nad tym ze to co teraz robisz robisz dla siebie i dzieci bo moze walczysz jak inni mowia bo masz nadziej ale w glebi robisz to dla niego masz to zrobic dla siebie bo scenariusz moze byc inny niz mysisz wiem jak maja kobiety kochajace za bardzo.Ja trzymam mocno kciuki za Ciebie pozdrawiam
162 2009-06-16 17:30:46 Ostatnio edytowany przez Bożena (2009-06-17 11:14:02)
To jest jak błędne koło. Jak go nie przerwiesz to całe życie tak będziesz miała. Pamiętaj, on jak sam nie będzie chciał się leczyc to tak zostanie.
,,...Jak kto napawdę kocha, to mu słowa do tego nie potrzebne!
Ty sobie kochanie, zapamietaj, że w miłości słowa nic nie znaczą!
W miłości to sam człowiek sie liczy, a nie jego gadanie!!!...'
nie wiem skąd znam ten cytat, ale pasuje na obecną chwilę!!!
Dzień dobry kochani!!!
Wiecie-wczoraj byłam na kolejnej terapii... opowiedziałam jej o wszystkim ... chyba była zadowolona z mojej postawy-choć nie powiedziała mi o tym... ale sie uśmiechała kiedy mówiłąm jej o tym... powiedział że jestem silniejsza!! chyba ma rację...
nie przejmuję się tym że mójemu męzowi wódka w głowie szumi!!!
dała mi kolejne zadanie... mam teraz żyć jakbym była po rozwodzie... czyli sama za siebie odpowiadam i nikomu nic do tego... jestem wolnym człowiekiem... powiedziała że w małżeństwie też tak powinno być... z tą różnicą że człowiek musi iść na kompromisy i rozmawiać ze sobą w sprawach dotyczących rodziny... ale nikim nie można rządzić,nikt nie jest niczyją własnością..
jestem spokojna... i żyję na razie tą chwilą... nie wiem co będzie jutro... za tydz... za miesiąc...
czas pokaże!!!
Masz swietną psycholozke widac ze wie co robi i ciesze sie ze dala Ci takie wskazowki i ja zaczerpne cos dla siebie:)Ma racje ze kazdy jest wolnym człowiekiem i kazdy ma obowiazek dbac o siebie i oczywiscie o dzieci Ty nie masz obowiazku dbac o doroslego faceta musi dbac sam o siebie.Jestes bardzo dzielna
166 2009-06-17 10:54:10 Ostatnio edytowany przez Bożena (2009-06-17 11:12:51)
Jezeli nie jesteś teraz z nim to dobrze. Moze to przemyśli i się zmieni, ale pamiętaj: nie daj się. Musisz postawić na swom, nie ulegaj jego zachciankom. Ty tez jesteś człowiekiem i potrzebujesz zrozumienia i ciepła.
znów telefony od dziadka i jego mamy... mówią że powinnam w końcu wrócić... bo mąz tak tęskni i denerwuje się że nas nie ma... ale dlaczego to nie on dzwoni tylko oni... to jest po prostu chore ... mówia bym nie żałowała tego... juz mój spokój trafił .................... !!!!!!!!!!
już gniecie mnie w piersiach... ci ludzie mnie wykończą...
już mam chore myśli...
że wrócę... ale on musi chodzić ze mną na terapię... nie może pić!!!!!!!!!!!!!!!!
ale z drugiej strony - boję się że jak wrócę on wcale tam nie pójdzie...
jestem niby silna ale jeden telefon burzy mój spokój!!!!!!
168 2009-06-17 18:35:49 Ostatnio edytowany przez shania (2009-06-17 18:38:00)
Nimi sie nie interesuj wysłuchaj lub nie co ich to obchodzi wiem jak to jest do mnie tez tesciowa dzwonila wszyscy chca zebym to ja zrobila cos .U mnie inna sytuacja ale wiem dobrze jak sie czujesz znam ten scisk w żoładku nie daj sie nie musisz nawet sluchac tego co maja do powiedzenia Ty wiesz najlepiej co czujesz i jak jest masz racje on ma zadzwonic jesli juz a pic nie przestanie sam. Kochana patrz na siebie i dzieci juz zaszłas tak daleko nie mozes sie cofnac bedziesz zła na siebie.To szantaz emocjonalny nic wiecej i te wyzuty sumienia znasz to wiesz co masz robic.....
Ty chcesz wrocic owszem ale jak on przejdzie terapie i kropka
Rany, Anniko, to nie odbieraj od nich tel, skoro tak męczą Cię rozmowy z nimi. Myślę, że oni to wiedzą i tym mają (i Twój mąż też)nad Tobą przewagę, bo jesteś rozchwiana, łatwo się załamujesz). Mam wrażenie, że zamiast być silną, pewną siebie - bo chyba bezpieczeństwo Twoje i dzieci jest dla Ciebie najważniejsze?- a do tego potrzebne jest to, aby Twój mąż przestał pić i urządzać awantury - sama jeszcze nie wiesz, czego chcesz. Bądź spokojniejsza i bardziej cierpliwa. A jeśli Twój mąż nie widzi żadnego problemu i tylko Ciebie obarcza o niepotrzebne wyprowadzki, to chyba daje Ci coś do myślenia takie zachowanie??
Matko kochana, nie wracaj!!! Mój ideał silnej, wlczącej o dobro swojej rodziny kobiety, nie może się poddać!!! A już napewno na tym etapie!!! Oni kochana pewnie mają już dość troszczenia się o Twego mężulka i za wszelką cenę chcą Cię sprowadzić do domu!!! Ty wrócisz, im spada kłopot z głowy, tylko że już nigdy nie zostaniesz przez niego potraktowana serio. Pamiętaj, że jeśli teraz się poddasz to Twoje życie powróci do stanu od którego uciekłaś! Tyle nierównej drogi za Tobą, warto wracać z powrotem na wyboje?
Nawet jeśli miałabyś być bez swojego męża, to pomyśl czy to nie byłoby lepsze (choć na początku bardzo bolało), niż życie które prowadziłaś?
Ty i dziewczynki na górze, on na piwku u siostry... Chyba nie po to podjęłaś walkę?
Mam nadzieję, że to tylko chwilowe załamanie, niestety pewnie nie ostatnie:((
Trzymaj się kruszynko, pozdrowienia dla Ciebie i dziewczynek.
Dziewczyny dobrze że jestescie ze mną... DZIEKUJĘ!!!!!!!
dzisiaj czuję sie lepiej... wieczorem znów dzwonił dziadek... zaprosił nas na odpust... przyjęłam zaproszenie... ale powiedziałm że jeżeli ktoś cokolwiek powie mi na tema powrotu i dawania szansy-wsiadam z dziewczynkami do samochodu i dowidzenia....
mówiłam mu jak masz mi coś mówic to mów teraz bo ja jadę autem i nie mam zamiaru martwić sie o powrót jak mnie ktos poddenerwuje... powiedział - to wasza sprawa... i ulżyło mi na tę chwile... podziekowałam mu że nie wyprowadził mnie z równowagi i mnie nie zdenerwował...
bo moja teściowa doprowadziła mnie wczoraj do granic wytrzymałości...
mam problemy z serduchem... miałam badania holtera i w sume moje serducho w każdej godzinie bije różnym rytmem... raz 60 raz 90 a nawet 160...i tak przez 24 godz. na dobę...
to jest stres... tak powiedział kardiolog... a ta kobieta-czyli moja teściowa wie o tym i dobija mnie najbardziej....
nie poddam się ... jeszcze nie ... póki mam siły by walczyć będę to robić!!!!!!!!
wiecie co kocham mojego męża i wogóle nie mam do niego żalu...jestem spokojna... i pokażę mu to że nie jestem zła... wybuchowa... ZMIENIŁAM SIĘ :)on jak to zobaczy, jak to zauważy, to zrozumie że mimo tego,że go tak bardzo kocham nie wrócę do niego póki ze soba czegos nie zrobi...
pisze do niego miłe sms, puszczam syg., robie podchody-ale nie wrócę...on musi tego chcieć...
a teściowa niech zajmie sie swoim małżeństwem... bo to jest sprawa moja i mojego męża ...
dzisiaj usłyszałam słowa takiej ładnej piosenki
,,MOje serce jest pełne miłosci
Moje serce nie chowa urazy
W swojej głowie zaprowadzam spokój...'
To o mnie ![]()
alex ze mnie jest właśnie taka kruszynka o wielkim srecu!
Anniko, co u Ciebie. Niebezpiecznie długo milczysz:))
I ja czekam??:))
Witajcie kochane kobiety!! Nie było mnie bo komputer miałam zepsuty... Ale juz jestem.
U mnie zmiany nastąpiły... Z mężem rozmawiam... jest lepiej... w tym tygodniu idziemy na terapię małżeńską... bylismy na randce w sobotę... sami bez dzieci pierwszy raz od dnia narodzin naszej pierwszej córeczki... było fajnie... ale nie umiem za bardzo z nim rozmawiać... choć bardzo bym chciała... mam nadzieje że terapia nam pomoże.... po randce zawiózł mnie do domu... a sam pojechał do swojego... wczoraj tez spędzilismy razem dzień... jest mo o tyle trudno z nim rozmawiać dlatego że nie wiem o czym moge mu mówic a o czym nie, by nie prowokowac kłótni i pretekstu do wypicia ale mysle też póśc na terapie dla współuzaleznionych kobiet-tam sie napewno czegos dowiem...
mysle że wszystko się ułozy, bo póki co oboje tego chcemy--terapii... mąż nie jest możę do końca przekonany, ale to jedyny warunej bysmy znów tworzyli rodzinę... nie będzie od razu kokosowo ale najwyższa pora zacząć...
trzymajcie kciuki kochane... będę zaglądac to jak zawsze!!!!
Trzymam kciuki.............najbardziej za to by Twój mąż przestał tak często zmieniać zdanie bo tego się obawiam najbardziej.Jest strasznie niekonsekwentny.
Popieram Stefcię, zwłaszcza co do ostatniego zdania. Anniko, same skrajności tu widać, raz jest bardzo źle, a za chwilę bardzo dobrze. Sama przyznajesz, że nie wiesz jeszcze o czym z nim rozmawiać, by nie prowokować kłótni. J już się trochę w tym pogubiłam. Mam nadzieję, że Ty wiesz, co robisz i nie będziesz tego żałowała za jakiś czas albo nawet za chwilę.
Witajcie kochane kobiety!! Nie było mnie bo komputer miałam zepsuty... Ale juz jestem.
U mnie zmiany nastąpiły... Z mężem rozmawiam... jest lepiej... w tym tygodniu idziemy na terapię małżeńską... bylismy na randce w sobotę... sami bez dzieci pierwszy raz od dnia narodzin naszej pierwszej córeczki... było fajnie... ale nie umiem za bardzo z nim rozmawiać... choć bardzo bym chciała... mam nadzieje że terapia nam pomoże.... po randce zawiózł mnie do domu... a sam pojechał do swojego... wczoraj tez spędzilismy razem dzień... jest mo o tyle trudno z nim rozmawiać dlatego że nie wiem o czym moge mu mówic a o czym nie, by nie prowokowac kłótni i pretekstu do wypicia ale mysle też póśc na terapie dla współuzaleznionych kobiet-tam sie napewno czegos dowiem...
mysle że wszystko się ułozy, bo póki co oboje tego chcemy--terapii... mąż nie jest możę do końca przekonany, ale to jedyny warunej bysmy znów tworzyli rodzinę... nie będzie od razu kokosowo ale najwyższa pora zacząć...
trzymajcie kciuki kochane... będę zaglądac to jak zawsze!!!!
Miłość miłoscią ale po co Ci taki mąż? Pijak,naburmuszony cham i w dodatku nie macie wspólnego języka.Chcesz tak spędzić całe życie?
178 2009-06-22 19:46:06 Ostatnio edytowany przez shania (2009-06-22 19:48:06)
Miłość miłoscią ale po co Ci taki mąż? Pijak,naburmuszony cham i w dodatku nie macie wspólnego języka.Chcesz tak spędzić całe życie?
widocznie ma taki kaprys a tak na powaznie to gdybys troszke bardziej zaglebila sie w problematyke wiedzialabys ze to wszytko ma głebsze podłoze i wcale nie jeste takie proste .annika zdaje sobie sprawe jaki jest i nie nam to oceniac daje mu szanse najzwyklejsza na swiecie najlatwiej jest odejsc moja droga i nie robic nic trudniej jest zostac i walczyc a robi to wlasnie dlatego- bo niechce tak zyc. anniko bardzo dobze ze idziesz na spotkanie tam napewno wiele sie dowiesz zwlaszcza jak rozmawiac a przedewszytkim jak zadbac o siebie bo to jest najwazniejsze tez trzymam kciuki
ale pamietaj tez o sobie zeby tez samej gdzies sie ruszyc zrobic cos tylko i wylacznie dla siebie wtedy latwiej zlapaic pion swoj wewnetrzny!!!
mowa- trawa "głębsze podłoże" poświęcić życie dla samoluba który jest starym koniem a sam nie wie czego chce.
moze Cie to dziwic gabrielko ale to jest jej decyzja kazdy ma swoja historie.Widac Ty bardziej potrafisz wytyczyc granice byc tą "zołzą"
ale nie kazdy tak potrafi bo kazdy ma takie a nie inne podejscie do zycia i kazdy ma swoje doswiadczenia mysle jednak ze chodz nie zgadzasz sie z jej decyzja moze potrafilabyc dac pare konstruktywnych rad anice wesprzec ja w jej dzialaniach moze przyjdzie taki czas ze sama bedzie potrafila zadbac bardziej o swoj komfort troche wiecej wyrozumialaci dla jej postepowania.Ja cale zycie sie zastanawialam czemu niektore kobiety poddaja sie takiemu zyciu sama blagalam niejednokrotnie moja mame zeby rozwiadla sie z ojecem bo niszczy siebie i nasze dziecinstwo a byl dla niej okrotny w koncu przyszed dla niej taki moment chodz juz jak bylysmy dorosle i wiele w nas mnie i mojej siestrze zostalo to nazywa sie wspołuzaleznienie. Niektorzy maja wpojone potrafia jasno i stanowczo powiedziec nie, niektorzy sie tego musza nauczyc .
181 2009-06-22 21:58:42 Ostatnio edytowany przez alex29 (2009-06-22 22:00:19)
mowa- trawa "głębsze podłoże" poświęcić życie dla samoluba który jest starym koniem a sam nie wie czego chce.
Ale Annika właśnie teraz nie poświęca życia dla niego, tylko ratuje rodzinę, którą kocha i robi to także dla siebie!!! Ona zrobiła więcej niż niejedna kobieta, nie poddała się, pomimo trudności. Postawiła mu warunki (dla niego na początku nie do przyjęcia) i twardo przy nich stoi!!! Ja Ją podziwiam, nie każda tak potrafi. I wydaje mi się, że jeśli mąż Anniki nie wykorzysta swojej szansy, to pomimo Jej wielkiej miłości do niego - odejdzie, dla dobra swojego i dziewczynek. Nadal mocno trzymam kciuki, powodzenia ,,Wielka Anniko,,:))
A ja myślę, że annika jest na początku swojej walki...Randka, terapia z mężem,...nie ma sie co podniecać, anniko. Boję się, że zaaferowana tymi 'sukcesikami' zdecydujesz sie wrócić szybciej, niż myślimy - wtedy przegrasz!! Musisz mieć świadomość, że on jeszcze wiele razy - mimo tych randek i terapii - Cię zawiedzie. Jeżeli będziesz wracać i odchodzić po kilka razy - po Tobie!
Siedź u rodziców, nie wymiękaj - idź na czystą, przejrzystą sytuację.
Zgadzam sie z Toba koma5 .Musisz wiedziec anniko ze nawet najwieksza miłosc nie zmieni alkoholika tylko jego decyzja lub to dno ktore musi osiagnac ty jak najbardziej mozesz wspierac to swoimi dzialaniami,ale tez musisz wiedziec ze pewnych rzeczy nie przeskoczysz obrałas dobra droge ale odmienic alkoholika to dluga mozaolna praca i to nie stanie sie teraz.To co pisalam kiedys masz to robic dla siebie ale w ten zdrowy sposob na spotkaniach dla wspołuzaleznoinych napewno dowiesz sie jak mozna nie zatracuic siebie.Trzymaj sie tez tego co mowila Twoja psycholozka probuj zyc tak jakbys była sama to pardzo wazne i cenna wskazowka.Jesli maialabys okazje to moze jakies wakacje nawet tydzien bez tego wszytkiego dobrze Ci zrobi sama z dziecmi trzymam kciuku i nie daj sie ![]()
A ja myślę, że annika jest na początku swojej walki...Randka, terapia z mężem,...nie ma sie co podniecać, anniko. Boję się, że zaaferowana tymi 'sukcesikami' zdecydujesz sie wrócić szybciej, niż myślimy - wtedy przegrasz!! Musisz mieć świadomość, że on jeszcze wiele razy - mimo tych randek i terapii - Cię zawiedzie. Jeżeli będziesz wracać i odchodzić po kilka razy - po Tobie!
Siedź u rodziców, nie wymiękaj - idź na czystą, przejrzystą sytuację.
Boże, o tym nie pomyślałam. Mam nadzieję, że Annika nie wróci dopóki on ,,nie stanie na nogi,, a to przecież długa droga... Mam nadzieję, że wytrzyma, trzymam kciuki!!!
Wszystko co piszecie jest waszym odczuciem,moim po części też... że mąż taki czy siaki,że ja chce ratowac to wszystko,żebym sie poddała,że moge przegrać... to wszystko może sie zdarzyc... ale ja nie chce mysleć o tym co będzie jutro... żyje dniem dzisiejszym i jak jest mi dobrze... dzieci sie usmiechają..., ja mimo że rozmawiam z mężem o wszystkim i o niczym mam jeden dzień fajny inny gorszy...jak każdy człowiek...
myslicie że chce wrócić---owszem tak jest... piszecie że może zdarzyc sie to szybciej - tez tak może byc... ale wiem jedno chce by było dobrze w naszym związku... od samego poczatku w swoim poscie pisze że chce być z mężem, że chcę mimo wszystko ratowac ten związek, jeżeli gdzieś sie zawacham ,gdzieś popełnie błąd po drodze-to mam takie prawo-jestem wolnym człowiekiem i moge popełniac błędy jak każdy z nas... jestem w trudnej sytuacji,zwłaszcza teraz kiedy z nim rozmawiam... bo jak nie miałam z nim kontaktu było mi o wiele łatwiej!!!!!! wacham sie - uwierzcie, że wacham sie... tyle tygodni juz przeszłam...
mamy termin terapii... ale to tylko termin i zdaje sobie z tego sprawe!!!może wcale sie na niej nie pojawić... może zrezygnuje....
myslicie że jak będzie ze mna chodził na terapie i potem jak wróce do niego po terapiach, , to juz nigdy nie usłyszę: na co poszły ci pieniądze, dzieci są rozpieszczone przez ciebie, duzo ciągniesz ze mnie i takie inne zdania które doprowadzały mnie nieraz do szału???? nie sądzę by tak było-pewnie nie raz mi to powie, a ja jemu nagadam tak że wyjdzie zdenerwowany z domu...
dla mnie ważne jest to by nie pił, by troche inaczej reagował na niektóre sprawy, by nie był wybuchowy i żeby spędzał z nami czas-tego od niego potrzebuje!! a kłótnie były i będa o błachostki nawet...
na początku tej drogi chciałam męża ideała, który będzie tańczył jak mu zagram,myslałam że tak własnie bedzie, ale dzisiaj dzięki wizycie u psychologa wiem że mąż zmieni niektóre zachowania jeżeli przestanie pic alkohol-wtedy automatycznie jego zachowanie bedzie lepsze, nie zmieni sie natomiast charakteru człowieka... może za jakis czas kiedy alkohol nie będzie szalał w jego mózgu i on sam zauważy pewne zmiany w sobie...
każdy zasługuje na druga szanse, ale nie w nieskończoność---tak mówi moja mama...
trzymajcie się KOBIETY, będe tu jak zawsze :*
186 2009-06-23 16:15:59 Ostatnio edytowany przez shania (2009-06-27 10:51:24)
anniko mysle, ze troszke nas zle zrozumialas tak mi sie wydaje my nie mowiłysmy, ze masz do niego nie wracac w ogole tylko nie wracac na dzien dzisiejszy w momencie kiedy wlaczysz o to wszytko.Oczywiscie ze moze byc roznie, ale to Ty decydujesz<Masz takie prawo dltego tez pisalam , to sa Twoje decyzje my jedynie mozemy Cie wspierac jesli tego bedziesz chciala.To ,ze stwierdzam ,ze musisz nauczyc sie zyc tak jak bys byla sama czyli tak jak podowiada Ci psycholozka ma na celu mysle nauczenie sie mniejszego podpoządkowania drugiemu.Zebys wlasnie wychodzila cieszyła sie zyciem po swojemu, robila cos dla siebie organizowala sobie czas sama, bo masz takie prawo, zebys nauczyla sie zdrowego egoizmu ,ktorego brak kochajacym za bardzo :*
masz racje... chyba o to jej chodziło... ale teraz raczej nie wiem jak to zrobic... on jest u mnie codziennie po kilka godzin... rozmawiamy i milczymy... wczoraj juz było ostro... nie chciałam tego ciągnąc wie wsiadłam w samochód i pojechałam sobie ... nie wiedziałam co ze soba zrobic więc pojechałam do koleżanki... on został z dziećmi...
wróciłam po 3 godz. był zły ale opanowany, powiedział że jak tak ma był to chyba lepiej że mieszkam u mamy... rozpałakałam sie bo nerwy mi puściły... po dłuższej chwili powiedział że nie umie poradzic sobie z emocjami, kocha mnie i jak coś jest nie tak mówił te przykre rzeczy... mysle, że zgodzi sie tez na psychologa, bo tak byc nie może... jestem z nim (choć na odległość), ale jak będzie źle to sie rozstaniemy na zawsze, bo ja nie chce zyc jak kiedyś-i powiedziałam mu to...
wiem, że jeszcze nie raz jak pisałyscie sie sparze i on mnie zawiedzie ale czeka nas duze wyzwanie.... trzeba tylko chcieć - na razie chcemy oboje... co bedzie jutro - nie myśle o tym...
wiecie myslałam że jestem silna po terapiach... moze troszeczke ,ale wystarczy jedno słowo,które mnie zaboli i jest tak samo... mysle że przed namu dłuuuuuuuuuuuuda droga...
trzymajcie kciuki KOCHANIUTKIE
188 2009-06-24 10:45:46 Ostatnio edytowany przez shania (2009-06-27 10:55:26)
Nie martw sie po terapi tak jest niestety. To,ze placzesz dotykają Cie słowa to normalne nie bedzie tak, ze nagle wszytko przeksztalcisz pomysl zyjesz na swiecie 29 lat kilka miesicey terapi mialo, by to zmienic ?to proces ktory trwa i bedzie sie wszytko zmieniało pomalutku po za tym terapia tez musi potrwc. Juz wiesz jakie mechanizmy Toba kieruja uwazam ,ze dobrze korzystasz z tej wiedzy. Czasem tak jest, ze dopada nas zwatpienie terapia tak dziala ,ze pewne rzczy docieraja inne sie zamazuja po za tym zyjesz w stersie wiec jak masz nie plakac to cholernie trudna sytuacjai nawet jesli bys postawila na jedna karte i odeszla od meza nic, by Ci to nie dało, bo mialabys poczucie ze nie zrobilas wszytkiego ogarneła, by Cie pustka i poczucie winy.Nawet kochana jesli kiedys tak zdecydujesz ze odejdziesz dalej bedzies kobieta ktora kocha za bardzo i znow te wstretne mechanizmy Cie dopadna wiec musisz pracowac tu i teraz, ale oczywiscie wytyczajac sobie zdrowe granice . Nie masz siły nie martw sie, kto mialby siłe pracowac nad sobą i jeszcze mieć problem małzeniski i problem z alkoholikiem, to przeciez ogrom wiec nie zatruwaj sobie głowy Popatrz, ile juz wiesz o sobie wiesz juz, ze niechcesz tak zyc, a to bardzo duzo i bardzo wazne.Terapia to ciąg pewnych symulacji ktore po czasie wygladaj, inaczej poniewaz pewne rzczy juz zostaly poukladane zostanie esencja Twojej pracy.Pocieszajacy jest fakt ze mąz przyznał ze nie radzi sobie z uczuciami to bardzo wazne mam nadziej ze bedzie trzymal sie tego, czyli faktu ze sobie nie radzi i sprobuje popracowac nad soba .Pamietaj ze to dorosły człowiek ma sam obowizek dbac o siebie to nie mały chlopiec ktoremu cos sie tłumaczy ty odpowiadasz za siebie i dzieci on za siebie i za dzieci nie masz obowiazku tulenia jesgo smutow musi nauczyc sie tego sam. Ty jedynie mozesz go wspierac. Wazne jest to zebys swiadomie kierowała swoim zyciem czy sie to komus podoba czy nie nikt nie przezyje zycia za Ciebie, ale twojego zycia w zaleznosci jak sobie poscielisz tak sie wyspisz
Ja chodzilam na terapie ponad rok mialam tak jak ty jkąs burze mozgu i emocji juz widze postepy wprowadzam pewne zmiany i dlategoczasem sie "mądrze", ale na dzien dzisiejszy chodz jetme spokojniejsza czasem poddaje sie temu i płyne nie wiem w ktorym kierunku i nie czuje zeby ktory kolwiek był moim wyborem czasem tak jest Kciuki trzymamy ![]()
Ciężko jest nie byc ,,kochajacą za bardzo'''... ja nadal myslę za niego-jak ma mówić i czego nie mówić , co ma robić a czego nie... zapominam że musze sie zająć sobą a nie mysleniem za niego... ale to jest chwila i już mysle co i jak... ale łapie sie na tym i wycofuje się... lepiej późno niż wcale... nieraz juz mu mówię tak czy tak i myslę sobie -kurcze ja mysle za niego, już mu mówie jak co powiino wyglądać... a to przecież dorosły człowiek a nie małe dziecko... musze zająć się sobą... wiesz może gdybym poszła do pracy to zajęłaabym sie praca a nie myśleniem co ma robić mój mąż!!!
jeju jakie to żałosne... zamiast zająć sie tym co ja mam robić - myśle co robi mój mąż.. wiesz teraz to do mnie dotarło...
Shania Ty jesteś tez ,,kochjąca za bardzo'' napisz co robiłas po terapiach... jak doszłaś do tego... podpowiedz mi coś, bo w sumie moja terapeutka zajmuje sie mna jako ofiara przemocy w rodzinie, nie wiem czy robi cos w kierunku tym bym nie była taka ,,kochająca''... a to co wiem, to przypomina mi sie po przeczytaniu kilka miesiecy temu książki o tym tytule...
pzdrawiam i czekam na wskazówki ![]()
190 2009-06-24 14:48:19 Ostatnio edytowany przez shania (2009-06-27 10:56:25)
I tak przeskoczylas wiecej jak ja, nie mowie o porownywaniu problemu jaki masz Ty, a jaki ja chodzi o sam fakt naszego funkcjonowania przeczytaj moje posty w mojej histori.Ja tez cigle siedze na przeciwko niego i tlumacze jak dziecku tlumacze i tlumacze podszywam sie pod nastroje dostosowuje sie wiem ze zatracilam siebie.Mysle,ze gdybym na poczatku kazała mu sie wyprowadzic zebym mogła w spokoju przemysle moze bylo by, inaczej ja jednak ze strachu tego nie zrobilam i bylo mi go zal Wiem ze podloze tego ma dom w jakim sie wychowalam odbieram sobie prawo do siebie .Jakies dwa lata temu bylam na warsztatach z asertywnosci nie byl to klepanie reguł czy przykladow jak odmowic pani w sklepie, to byly przyklady z naszego zycia co zrobic gdy.... na koncu otrzymałysmy kartke z podstawowymi prawami jakie powinnysmy sobie dac, bo to wrecz jest nasz obowiazek. Duzo kobieta mowila o tm, ze dorosly jest dorosły i ma obowiazek dbac o swoj komfort i dla niekogo nie powinno byc to dziwne ze dazy sie do spokoju ,ze trzeba nuczyc sie zdrowego egoizmu .Dla mnie to byl kubeł zimnej wody nie wiedzialam ,ze nie musze tylu zeczy robic, że moge powiedziec nie nie bojac sie reakcji ,że nie musze sie tlumaczyc. To bylo bolesne otrzezwienie Byly tez warsztaty z "dojrzewlni roz"-PROGRESSTERON FESTIWAL DLA KOBIET tam w osrodku gesthald tez po jednym ze spotkan duzo dowiedzialam sie o sobie czytałam ksiazke O KOBIETACH KOCHAJACYH ZA BARDZO to ja napewno i te mechanizmy ,ktore wcigaja nas w te wszystkie dzialania dla nas trudne, ale jak ze znane schematy dajace prowizorke szczscia Na terapi nie rozmawialam o tym ze mam takie syndromy jakos doslownie, ale pracowalaysmy nad tym ze brakuje mi zewnetrznych granic ze pozwalam wchodzic innym sobie na glowie moze obcy juz nie robia na mnie takie wrazenia, ale najblizsi tak i wobedz nich najtrudniej przychodza zmiany. Ćaigle poczucie winy, bo odmawiam albo ze ide gdzies ba mam parwo, ale zdrugiej strony sobie go odmawiam .Ja ucze sie zyc na nowo troche z ta osoba ktora byla wesoła ciekawa zycia negujac troche swoje strachy .Polubilam siebie wiem ,ze jestem atrakcyjan dochodzi to do mnie, ze jestem ok, ale tak nie bylo nie nawidziłam siebie. Prawda jest inna trzeba byc soba oczywiscie sa granice, ale poniekad dla kazdego inne trzeba mowic ostwarcie o swoich potrzebach i je egzekwowac jesli grozi to odejsciem drugiego smute, ale moze czasem trzeba Takim jak my nie grozi skrajny egoizm my kochajace za bardzo musismy jeszcze sie go uczyc .Po za tym, kto powiedzial ze mamy mniejsze prawo niz druga osoba jestesmy sobie rowni.Samo przykazanie Boze KOCHAJ BLIZNIEGO SWEGO JAK SIEBIE SAMEGO -czy my kochamy siebie tak mocno, jak innych, czy dajemy sobie tak wiele wyrozumialsci, jak innym pochelbstw .czy my siebie tlumaczymy nie ciagle negujemy same siebie .Nie dbamy o siebie a podstawowym naszym obowiazkeim jest dbanie o siebie > jest ksiazka GRZECZNE DZEWCZYNKI IDA DO NIEBA NIEGRZECZE IDA TAM GDZIE CHCĄ jescze jej nie przeczytalam, ale mysle ze warto dlaczego ? Bo czestą sprzatajc piorac dbajac o dom odmawiamy sobie prawa do tego czemu ma nam on słuzyc czyli-BEZPIECZENSTWA SZACUNKU CHWILI DLA SIEBIE myslimy ze bedac milymi szlachetnymi wskuramy wiecej tu link i http://chomikuj.pl/SANDEMO?fid=23571862 anniko sama sie musze duzo nauczyc, ale idzie mi coraz lepiej ![]()
Popraw automatycznie
Cięzko zyc takim kobietom jak my... najlepiej było by, gdyby ktoś napisał odpowiedzi na nurtujące nas pytania, oraz odpowiedzi na zaczepki czy uwagi męża które doprowadzaja nas do obłędu... tyle czasu godziłysmy sie na to... ja sama łapię się na tym teraz... częściej mówię,,przestań'' kiedy uzywa nie takich słow lub takich które mi nie odpowiadaja... najczęściej słyszę ,, ale o co ci chodzi'' denerwuje mnie to bo wiem że on dobrze wie o co mi chodzi... wytedy mówie ,, przestań udawać''
nawet teraz gdy próbjemy na nowo, kiedy staramy sie jeden o drugiego, wypalimy takie zdanie że w pietach zastyga... widze pewne zmiany w tym co robimy... ale to dopiero początek - choc minęło juz półtora miesiąca... niby dużo -ale jak mało...
sytuacja z mężem jest taka dla mnie lekko napieta... kiedy przyjeżdża zachowuje sie troszeczke inaczej,choc wiele zachowań ma tych samych... denerwuje mnie jego zmiana nastrojów w ciągu tych kilku godzin... tak było i jest nadal..
myslicie ze jak bedziemy chodzic do poradni to to ulegnie zmianie, bo to mnie teraz najbardziej denerwuje.. nieraz mówię ,,, jedź już '' bo mam dośc tej jego miny...
zastanawiam sie na czym polega taka terapia małżęńska... jestesmy umówieni z Duszpasterzem Rodzin. To jest ksiądz... ale nie wiem czy nie umówic nas na wizyte u psychologa do spraw rodzinnych... samam sie wtym gubię...
czy ktos z was chodził do poradni małżeńskiej? jak to wygląda od środka??? ja chodze na terapi,ę sama tam gdzie zaczęłam, chciałabym tam chodzic z mężem ale nie ma takiej mozliwości, moja terapeutka nie zgadza sie na to... dlatego musze szukac gdzie indziej pomocy... szkoda - bo tam jestem juz zadomowiona....
192 2009-06-25 13:47:38 Ostatnio edytowany przez shania (2009-06-27 10:47:24)
Kochana moze nie kazdy, ale ja mialam złe doswiadczenia z Duszpasterzami chyba ze to ma jakies nowatorskie podejscie do sprawy .Jesli ma wykształcenie psychologiczne i praktyke jako terapeuta rodzinny idz, ale jesli nie, nie warto na dzien dzisiejszy sie w to angarzowac lepij idzcie na terapie małzenską do psychologa rodzinnego który zajmuje sie terapiami małzenskimi, to jest istotne!!!.Ja zaczełam chodzic dowiedzialm sie juz, że zawsze bedziemy razem na tych spotakaniach,ze nie bedzie obstawac po zadnej ze stron .Wypytala nas o rozn sprawy jakie mamy podejscie do siebie teraz czy sypiamy czy rozmawiamy ,czy maz pije czy ja pracuje.Bede pisac co i jak dalje w przyszłym tyg idziemy na nastepna.Oprocz takiej terapi maż powinien isc na terapie dla alkoholikow to napewno ty dl;a wspołuzależnionych ciezko bedzie pracowac na normalnej terapi malzenskiej jesli on bedzie drinkował,Na terapi dla alkoholikw maz tez musi nie pic, to jest podstawia przyjecia na spotkania na niektorych nawet sprawdzaja alkomatem czy jest trzezwy.Jeli zacznie terapie małzenska musisz przerwac terapie swoja.Anniko musisz nauczyc sie nie dawac wciągać w jego gierki bądz bardziej asertywna .Porozmawiaj ze swoja psycholozka, jak masz to robić jest taka ksiazkaDLACZEGO ON NIE KOCHA A ONA ZANIM SZLEJE Susan Forward może tam znajdziesz wskazówki
shania własnie o to mi chodzi ...jak nie dac sie wciągac w te jego gierki...jakieś wskazówki przykłady... może jak on zobaczy że mnie to nie rusza lub odpowiadam tak a nie inaczej, przestanie ta sie zachowywać...
194 2009-06-25 18:21:40 Ostatnio edytowany przez shania (2009-06-27 10:49:23)
Tak aniko poprostu jesli nie masz ochoty czegos słuchac ,to poprostu mowisz mu -"nie podoba mi sie to co mowisz jesli nie przestaniesz to nie rozmawiam z toba" lub " jesli zaczniesz skonczymy rozmowe "i rzeczywiscie jesli tak bedzie to koncz rozmowe badz konsekwetna Masz prawo być traktowana w sposób, który nie narusza Twojej godności osobistej. Masz prawo domagać się takiego traktowania.!Jesli kiedykolwiek poczujesz dyskomfort w jego obeznosci pod pływem jego zachowania zawsze mozesz powiedziec nie.Tak naprawde on jest zalezny od Ciebie wiesz dlaczego, bo jego "siła"jest w Twojej słabosci, ktora mu okzaujesz w danym momencie ,nie boj sie byc silna zdecydowana kobietą nie bedzie wtedy ta,k podskakiwał.Tak naprawde jest pewnie zakompleksony i pokazuje jaki to on nie jest, ale pamietaj nie zmienia to faktu że to stary chłop, którego nie trzeba nianczyc.
to samo powiedziala mi terapeutka ... byłam dzisiaj... muszę byc silna i konsekwentna... ale jestem znów na początku tej drogi... nieci silniejsza,ale znów na początku... muszę wyznaczyc granice, a jest mi to zrobic bardzo ciężko!!!!
pisz cos więcej na ten temat... to bardzo mądre co piszesz... Shaniu dziekuję że jesteś ze mną!!!
--
annika