To juz KONIEC-zabrał wczoraj wszystkie swoje rzeczy!!! Płakałam strasznie, cała jego rodzina jest przeciwko mnie. Powiedział, że jeśli nie chce żyć na jego warunkach i w innym domu to on nie chce ze mną być!!! Ciężko i bardzo, ale wiem, że chyba to co on do mnie czuje miłością nazwać nie można-tak postępuje facet mający rodzinę, dziecko???
Podobne tematy
nie tak nie postępuje facet który kocha, tymbardziej facet który ma rodzinę.!
Masz rację, Liwio. To nie jest miłość ani dojrzały związek.
Twój mąż myśli tylko o swoich potrzebach, spychając na margines potrzeby Twoje i Waszego dziecka. Musisz więc zamiast niego myśleć o Waszej (Twojej i dziecka) przyszłości. On już zdecydował i chyba tak będzie lepiej.
Jestem z Tobą ![]()
Dziękuję Wam!
Jestem wciąż rozgoryczona od soboty. W sercu mam smutek i żal i myśli, że może rzeczywiście byłam nieczuła i nie strałam się o niego przez te 2 miesiące-jak tu nie mieszkał i że mogłam jeszcze coś zrobić, żeby byc z nim? Nie wiem już co mysleć, nie poznaję męża i jego zachowania. W sobotę wypomniał mi nawet , że rozmawiam czasem na gadu z innymi mężczyznami. Że gdybym go kochała to bym była z nim a nie w domu przy komputerze. Ciężko mi , bo wiem że kawał zycia poświęciłam dla tego mężczyzny, a została potraktowana w taki sposób. Przez 7 lat małżeństwa nie spojrzalam na innego faceta. Może byłam czasem zmeczona, nieczuła, przygaszona dniem codziennym, ale tak chyba ma każda kobieta??! Staram się zbierac w sobie siły, by rano móc iść do pracy i żyć-ale smutek jest wielki. Czy to kiedyś minie??
Liwio ! Strasznie mi przykro ,bo domyślam się co czujesz . Nie myśl ,że źle zrobiłaś nie odchodząc z nim , z czasem zobaczysz że będzie lepiej . Ty go kochasz i to właśnie jest problem . Nie wiem tylko czy on cie kochał , bo mi to na miłość z jego strony nie wyglądało. A jego rodzinką się nie przejmuj , żyj dla siebie i dla dziecka .
Liwio nie myśl ,że mogłaś coś jeszcze zrobić, wiem, że napewno dałaś z siebie wszystko. Masz w sobie teraz poczucie winy że Wam nie wyszło, ale zauważ że tylko Ty starałaś się coś zmienić, Twój mąż tylko rozkazywał Ci co masz robić. To jemu nie zależy na Tobie, Przykro mi ale sama nic tu nie naprawisz, on nie wykazuje żadnej chęci więc...
Uspokój się, żyj- wiem że rozstanie boli, ale zobacz ile czasu trwa ta cała szopka z jego strony- ile jeszcze możesz dać z siebie?
137 2009-09-08 08:47:26 Ostatnio edytowany przez Bianca (2009-11-16 12:15:08)
Liwia - nie czytałam wszystkich postów, ale te z ostatniej strony mi wystarczyły.... Twój mąż to bardzo niedojrzały facet, taki Piotruś pan, któremu wszystko się należy i każdy, a w szczególności Ty musi się podporządkować jemu i jego zachciankom:( czytając posty z ostatniej strony i wyobrażając sobie Twojego męża miałam wrażenie, że to jakiś rozpieszczony gówniarz, którego rodzice nauczyli, że wszystko mu się należy, a inni są nieważni:( Od takiego człowieka uciekałabym gdzie pieprz rośnie, nie ustąpiłabym na krok!!!!
Przez jakiś czas na pewno będzie Ci źle, ale zobaczysz minie trochę czasu, Ty podniesiesz się bo jesteś silną kobietą!!! i wtedy będziesz dziękować, że nie jesteś z tyranem i możesz decydować sama o sobie. Jeszcze będziesz szczęśliwa i tego Tobie z całego serca życzę!!!!:)
Witaj Liwio .Domyslam sie co czujesz i jak bardzo jesteś skołowana.Bo tu on mówi ,ze kocha ale jego zachowanie jest inne niż Ty byś oczekiwała .Znam to u mnie podobnie mowi ,ze kocha, ze nie widzi zycia poza mną ,ale wszystko ma byc jak on chce .On Cie nawet nie słyszy, moze słucha, cos dociera, ale nie rozumie Cie w ząb. Jego racja jest racjejsza nie umiesz sie zdecydowac wiec kara. Mam tak samo mieszkamy osobno od kilku tygodni.Mowi ze koniec, za chwile jak mu zle ,ze chce wrocic . Jak sie postawie to jestem egoistką ,ktora nie patrzy na dzieci i rozwalam małżeństwo .Paranoja!Musisz mocno się zastanowic nad sobą nie nad nim.Jak nie wiem co mam zrobic mysle o sobie to najlepsza wskazówka .Postepuj wg swoich zasad nie kieruj sie tym ,ze Ci go zal lub jestes mu coś winna.Nie skupiaj sie tak bardzo nad tym czy byłas czuła mniej czuła i w ogóle bo oszalejesz dziewczyno.Badz sobą umiesz sie czasem złościc?On nie zastanawia się ,a moze nie umie inaczej i takiego nie zmienisz.On uważa,że ma racje, a skoro tak uważa to nie ma na to siły.Poki będziesz potulna jest ok ale jak pokżesz pazurki to juz nie ok można zwariowac.To dorosły facet nie dziecko nad którym trzeba sie zastanowic i cos tłumaczyc.Wiec rób tak jak Ty chcesz i trzymam kciuki ,bo wiem jak to trudno jak emocje wchodzą w gre i łapie dołek i smutno i w ogóle wszytko .Pozdrawiam
Dziekuję dziewczyny!
We wtorek zadzwonił do mnie i zapytał czy jestem w stanie zrobić coś jeszcze dla tego małżeństwa? Mówię: tak. On: czy pójdę z nim na terapię? Ja: tak. Na drugi dzień zadzwonił, że jakieś mieszkanie jest do wynajecia-pojechałam zobaczyć, on też był. Powiedziałam mu , że pójdę z nim na to mieszkanie, ale wieczorem przeanalizowałam sparwę i stwierdziłam, że będziemy za wynajem płacic ok. 1300zł na miesiąc z opłatami. Poprosiłam go o rozmowę-tłumaczyłam, że szkoda kasy na to mieszkanie skoro ja podjęłam już remont u mnie w domu i wejście będzie osobno. Wczoraj nawet moi rodzice chcieli z nim rozmawiać-ojciec mówił do niego spokojnie, że oni w nic nie będą się wtrącać, ża mamy zostać w domu, bo szkoda naszych pieniedzy, a góra domu zostanie pusta., i że mamy wziąć nieporozumienia w niepamięc i byc razem. On wyszedł jak oparzony i powiedział, że dla niego nie liczy się czy będzie ze mną na jednym pokoju czy na dużym mieszkaniu, a ja według niego patrzę na pieniądze tak jak moja rodzina. Chodziło o to, żebysmy kasy nie wydawali na wynajem tylko zostali u siebie, a nie o to, że ktos na kasę "leci". Wieczorem zadzwoniłam do niego i powiedziałam, bierz ciuchy i wracaj do domu, przestań się stawiać i głupoty opowiadać. Niby się wahał, ale nie przyszedł. A dziś rano napisał, że muszę zasłużyc sobie na jego powrót, niby żartem, ale brak mi słów................
Liwio, skoro sam zaproponował terapię to nie wszystko stracone
Słusznie upierasz się przy mieszkaniu z rodzicami, którzy naprawdę zasługują na szacunek. Zgodzili się oddzielić się od Was, a przecież dla nich to także kłopotliwa sytuacja. O kosztach wynajmu nic nie napiszę, bo w pełni popieram Twoją opinię.
Oby Twój mąż wytrwał i poszedł na terapię. W Ciebie wątpić nie muszę, wiem, że jesteś gotowa na taki krok. Czy to terapia ma być przejawem Twojego oddania? Jeśli tak - wspaniale, może w końcu zauważy nie tylko swoje poświęcenie, którego szczerze mówiąc w jego zachowaniu nie widzę.
Powiem Wam, że dziwna ta moja historia....
Mąż dziś zdzwonił, że wraca do domu. Powiedział, że chce żebyśmy byli rodziną i kochali się jak rodzina. Czekam na niego- być może za chwilę telefon zadzwoni, a on powie, że jednak się rozmyślił.....
Nie wiem już czy cieszyć się, że wraca? Moja głowa jest pełna obaw.....
Powodzenia Liwio!napisz potem co i jak
Wczoraj syn marnotrawny wrócił do domu. Jak na ten moment jest miły i nawet całkiem , całkiem......co dalej zobaczymy. I tak mam głowę pełną różnych myśli.......
Jedno wiem na pewno-byłyście tu dla mnie wspaniałe, miałam tu wiele serdeczności od Was i wsparcia i nie dam mu się, albo nasze stosunki bedą lepsze i będziemy żyć jak rodzina, albo będzie definitywny koniec i rozwód. Innej drogi nie ma.
Będę pisała tu co i jak i dzieliła się z Wami dalej tym co mnie trapi!
Dziękuję:***
Liwio, naprawdę się cieszę
Oby teraz było już tylko lepiej.
to cudownie z jednej strony ze wrócił, może w końcu pomyślał rozsądnie, daj Boże Wam szczęścia!!!!
Liwio , super ! Tylko pamiętaj , nie daj sobą pomiatać , on musi wiedzieć że to ty jestes pania domu . Ne nadskajuj mu ,to on powinien tobie nadskakiwać , za to wszystko co przez niego przeszłaś .
Życzę powodzenia !!!
Sobota wieczór i co robię-jestem tu......
On wyszedł o 20.00 i do tej pory go nie ma-jest u brata, który podobno zrobił mu kolację.........
Drugi wieczór po jego powrocie do domu i co? Jestem sama, chyba naiwna i głupia, myśląca, że będzie lepiej..............
Porozmawiaj z nim i powiedz ,że musicie ustalic pewne zasady , jak się nie zgodzi to facet ma nie równo pod sufitem . Ustal z nim , że ma nie wychodzić bez ciebie , raz na jakiś czas może , ale nie częściej . Czy ten facet nie zna swoich obowiązków co do ciebie ? Potraktuj go stanowczo , bo znów mu coś odbije . Albo jak się bedzie gdzieś wybierał to powiedz , że nie może wyjść bo np. ty wychodzisz.
Kurcze ! Ale kretyn z niego !
Jestem tu znów. Siedzę i płaczę pisząc do Was. Przykro mi strasznie, żal i smutek są tak wielkie , że nie potrafię ich opisać. Jego już nie ma!!!!!!!!!!!! Wyprowdził się, zostawił mnie i dziecko. Wczoraj od rana do 16 łowił ryby z bratem. Potem wrócił i o 20 do 00.30 był znowu u brata. Gadał jeszcze z kimś przez telefon pod domem-chyba z pół godziny. Kiedy wołałam go przez okno-schował się za drzewo, po czym przyszedł do domu i twierdził, że rozmawiał z bratem. Chciałam zobaczyć w telefonie z kim gadał, ale wymazał ostatnie połączenie. Znów była nocna kłótnia-płakałam strasznie, a on do mnie kilka razy "co ty odpierdalasz kur...", nawet przepraszam nie usłyszałam. Zasnęłam około 2, rano spałam do 11 i znów miałam wygarnięte, że za długo śpię. Że nic wczoraj nie zrobiłam, aby nie poszedł do brata-tylko jak wychodził do niego powiedział "oddam mu tylko auto i pieszo wrócę". Wrócił po północy. Dziś pojechał na ryby znów-o 15 wyjazd o 20 powrót. Mówię do niego-nie chcę tak żyć, jest niedziela, a Ciebie nie było znowu w domu. Wkurzyłam się-powiedziałm rób tak dalej a zobaczysz dziecko raz na miesiąc. A on-Ty jestes niepoczytalna-udowodnię Ci to w sądzie, chcesz wojny, będziesz ja miała. Tak zakończyło się moje małżeństwo. Wiecie co najbardziej boli-to że on był zawsze na 1miejscu dla mnie, potem dopiro ja. I tak zostałam potraktowana!!!!!!!! Przykro mi!!!! Chce mi się wyć!!!!!
Jestem tu znów. Siedzę i płaczę pisząc do Was. Przykro mi strasznie, żal i smutek są tak wielkie , że nie potrafię ich opisać. Jego już nie ma!!!!!!!!!!!! Wyprowdził się, zostawił mnie i dziecko. Wczoraj od rana do 16 łowił ryby z bratem. Potem wrócił i o 20 do 00.30 był znowu u brata. Gadał jeszcze z kimś przez telefon pod domem-chyba z pół godziny. Kiedy wołałam go przez okno-schował się za drzewo, po czym przyszedł do domu i twierdził, że rozmawiał z bratem. Chciałam zobaczyć w telefonie z kim gadał, ale wymazał ostatnie połączenie. Znów była nocna kłótnia-płakałam strasznie, a on do mnie kilka razy "co ty odpierdalasz kur...", nawet przepraszam nie usłyszałam. Zasnęłam około 2, rano spałam do 11 i znów miałam wygarnięte, że za długo śpię. Że nic wczoraj nie zrobiłam, aby nie poszedł do brata-tylko jak wychodził do niego powiedział "oddam mu tylko auto i pieszo wrócę". Wrócił po północy. Dziś pojechał na ryby znów-o 15 wyjazd o 20 powrót. Mówię do niego-nie chcę tak żyć, jest niedziela, a Ciebie nie było znowu w domu. Wkurzyłam się-powiedziałm rób tak dalej a zobaczysz dziecko raz na miesiąc. A on-Ty jestes niepoczytalna-udowodnię Ci to w sądzie, chcesz wojny, będziesz ja miała. Tak zakończyło się moje małżeństwo. Wiecie co najbardziej boli-to że on był zawsze na 1miejscu dla mnie, potem dopiro ja. I tak zostałam potraktowana!!!!!!!! Przykro mi!!!! Chce mi się wyć!!!!!
Kobieto , wymaż go z pamięci , taki człowiek sie juz nigdy nie zmieni , upokorzy cię i zniszczy . Zajmij sie dzieckiem i sobą , on nie zasługuje na miano ojca ni mężą . Ułożysz sobie życie na nowo , jak tylko ochłoniesz , zobaczysz . Wkońcu ktos doceni twój trud i twoją miłość , bo to co on wyprawia jest chore i należało by to leczyć . Trzymaj sie i głowa do góry , nie pozwól niszczyć sobie zycia .
Liwia - sama popatrz co za życie z nim miałaś, nie ma co płakać.... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ktoś komu poświeciłaś się bez reszty tak Cię potraktował.... Szkoda, że nie docenił tego jak bardzo starałaś się dla niego- kiedyś może do niego dotrze:(
Trzymaj się kobietko- masz dziecko, masz siebie i nas:)
Liwio, cierpiałaś mając go z dala, a gehennę przeżywasz dopiero teraz! Nie wiem czym Twój mąż kierował się wracając do domu, ale na pewno nie Twoim dobrem. Jest egoistycznie zły do szpiku kości.
Widzę, że nic do niego nie dociera, pozostaje głuchy na Twoje argumenty. Miałam nadzieję, że po powrocie do domu zmieni się na lepsze. Ale, Liwio, on znów chce tylko brać, brać, brać! W zamian g.... dając. Miała być zmiana, szkoda, że nie pomyślał o Was obojgu, bo on chciał zmienić tylko Ciebie, przecież siebie - ideału - zmieniać nie musi.... Zauważa tylko Twoje błędy (prozaiczne zresztą i uargumentowane), myśli o swoich nawet nie dopuszcza!
Niestety, przez jego samolubstwo całe Twoje zaangażowanie poszło na marne. Ty wiesz, że zrobiłaś ogrom aby ratować małżeństwo. On nawet nie raczył dostrzec Twojego oddania. I jego strata!
Dlatego uważam, że rozmowa nic tu już nie da. Twój mąż i tak jest przekonany o Twojej winie.
Jesteś wspaniałą kobietą, przykładną żoną i matką. Nie pozwól zbrukać Twojego dobrego imienia ani przed sądem, ani prywatnie! Pamiętaj, że jesteś wartościową kobietą i za to ja, i pewnie inne dziewczyny z forum, lubimy Cię i cenimy.
Dziękuję Wam kobietki!
Dziś nawet musiałam wziąć wolne, nie byłam w stanie iśc do pracy. Ból w sercu nadal mam ogromny i żal, że tak zostałam potraktowana przez człowieka dla którego życie byłam gotowa oddać. Dziś nawet do własnego dziecka nie zadzwonił, mimo, że wiedział, że jest chore. Nie poznaję go, to nie jest człowiek za którego wyszłam. Jeszcze dzień w dzień wysky pije. Przez te 3 dni kiedy był w domu-wracał pod wpływem alkoholu i normalnie w oczach miał "agresora". Wiecie-najbardziej żal mi mojego dziecka, ogladała cierpiąca matke, cieszyła się, że ojciec wrócił-a on znów ją zostawił. Czy to się na niej nie odbije, tyle naogladała się mnie płaczącej. Ma dopiero szcześć lat, a takie przeżycia za sobą! Przyzwyczaiła się niby, że ojca z nami nie ma, ale czy ona nie przeżywa, że kolejny raz odszedł?
dobrze że o tym myślisz, dziecku nie można fundować takich atrakcji- raz tata jest a raz go nie ma, ma dopiero 6 lat ale napewno wie że jest cos nie tak.
Nie pozwół aby ten dupe.. zniszczył Tobie życie a jej dzieciństwo.
Liwio, miałam podobne zdarzenia, tyle, że nie z ojcem, bo tego, po rozwodzie rodziców - miałam 1,5 roku, poznałam dopiero w wieku 8 lat. Pamiętam pijanego ojczyma, jego agresję wobec mamy, mój strach, płacz mamy i mój. Ona nawet nie wie, że tyle pamiętam. Chyba myśli, że byłam zbyt mała.
Nie wiem czy ta sytuacja odbije się na Twojej córci. Jeśli chodzi o mnie to dość widziałam, żeby bać się ślubu. Dwa małżeństwa mamy dały mi do myślenia. Przez nie, niegdyś w ogóle o ślubie nie myślałam, wolałam żyć na kocią łapę, bo co będzie jak się nie uda? Dopiero niedawno zmieniłam zdanie. A przez brak ojca w dzieciństwie, szukałam starszych partnerów. Może miała to być namiastka ojcostwa? Też nie tak dawno przeczytałam, że moje kontakty z facetami mogą odzwierciedlać relacje z ojcem, no i tak jest. Obecnie jestem w ponad siedmioletnim związku z chłopakiem/ mężczyzną
trzydziestojednoletnim. Miałam siedemnaście lat a on dwadzieścia cztery, na szczęście teraz różnica się zatarła, a ja przez też czas wydoroślałam.
Przez moje przeżycia, przypuszczam, że Twoja córeczka także się boi. Może nie jest świadoma sytuacji w domu i jej nie rozumie, jednak ma oczy i widzi. A dla niej to koszmar, bo nie czuje się bezpiecznie.
Kiedy podpity ojczym z mamą kłócili się, uspokajałam się dopiero, gdy mama mnie przytulała. Ale jeśli sama płakała, ja denerwowałam się bardziej.
Dlatego przestrzegam Cię, przy dziecku staraj się opanować. Wiem, że łatwo pisać. Nie znam lekarstwa na złość i łzy. Za to doskonale zdaję sobie sprawę z tego, co czuje Twoja córeczka. Jeśli chcesz jej ograniczyć bólu, znajdź siłę w sobie, przynajmniej przy córci.
Ech dziewczyny-ciężko mi idzie "wykreślanie" z myśli i z pamięci mojego juz byłego męża. Najgorsze są wieczory, gdy moje dziecko śpi a ja siedzę sama. Wiecie, że jestem w takim stanie, że mam bardzo niską samoocenę. I zastanawiam się czy jeszcze kogoś w życiu spotkam z kim będę mogła ułożyć sobie życie?:( Czy będę mogła jeszcze komukolwiek zaufać??
Liwia JESZCZE BĘDZIE DOBRZE:) Teraz najważniejsze to abyś się podniosła- pomyśl o sobie, o dziecku.... Pomyśl, że teraz to będzie tylko lepiej , nie myśl negatywnie:) Zobaczysz, że czas leczy rany- tylko różnie to trwa. Dasz radę, jakby działo się źle - to pisz- a my zawsze pomożemy:) My kobietki musi się wspierać:)
Dziękuję Bianco!
Źle mi wciąż:(. Choc z jednej strony mam niedosty tego, że może za mało zroniłam, żeby ratować ten związek. A z drugiej stronu-czy warto cierpieć całe życie, bo "ktoś" nie dojrzał do małżeństwa?:(
Wczoraj dowiedziałam się od męża kolegi, że on mówi, że miał mało sexu i wtrącającą się teściową i dlatego odszedł. Czy to są powody do rozstania? Bożeee
tak jeszcze może zwal całą winę na siebie!!!!!!!
dAJ SPOKÓJ zrobiłaś wszystko co mogłaś, i dałaś wszystko co miałaś.
Zal będziesz miała jeszcze długo niestety nie da się tak po prostu zapomniec i nie myśleć, ale powtarzaj sobie ze zrobiłaś wszystko co mogłaś, to on okazał się dupkiem!!
Czuję sie bardzo samotna!!!! On wciąż powtarzał, że zawsze mnie będzie kochał- a teraz........została mi pustka w sercu, smutek i żal.....czy ja to przetrwam??????
Czuję sie bardzo samotna!!!! On wciąż powtarzał, że zawsze mnie będzie kochał- a teraz........została mi pustka w sercu, smutek i żal.....czy ja to przetrwam??????
Kochana nikt Ci nie obiecywał, że będzie łatwo. Nigdy nie jest łatwo, na wszystko trzeba czasu to święte słowa.
Smutek, żal, wspomnienia- to jak najbardziej normalne, ale zobaczysz będą te lepsze dni one nadejdą, jesteś przecież młoda, zaradna, dasz sobie radę, wierzę w to.
I Ty uwierz w siebie !!
Liwia, sece mi peka podwojnie gdy czytam pytanie czy przetrwasz, bo ja sobie ostatnio to pytanie tez zadawalam miliony razy. Ja powoli uswiadamiam sobie, ze moj maz nigdy mnie nie kochal. Nigdy. To bolesne ale trzeba to przelknac. Pamietaj- nic w zyciu nie dzieje sie bez przyczyny. Wiec obie damy rade. I bedziemy silniejsze, madrzejsze i bedziemy w siebie znowu wierzyc. Glowa do gory.
Pewnie Babuleńko-jakoś przetrwać musimy:/
Mąż od ponad tygodnia nie zadzwonił-dzwoni na mój telefon i rozmawia z córką, spotyka się z nią także. Ja nie widząc go i nie słysząc chyba nawet jestem "zdrowsza". Coraz bardziej dochodzi do mnie fakt, że on wybrał taką drogę a nie inną. Nadal nie wiem czy kogoś ma czy nie, ale szczerze powiedziawszy przestaje mnie to interesowac jak na ta chwilę. Przypuszczam, że jeśli on się nie zmieni-to prędzej czy później każda babka pozna się na jego egoistycznym charakterze. On potrafi kochać, ale wiem, że jeśli coś nie jest po jego myśli-już jest jazda. Nadal mam w sercu żal-bo nigdy nie przypuszczałam, że moje małżeństwo tak się zakończy, właściwie jak dla mnie bez żadnego poważnego powodu.
Miał możliwość powrotu-bycia ze mną i dzieckiem, ale wybrał "wolne" życie, czego nie mogę zrozumieć-bo po 17 lat nie mamy, jest życie, jest dziecko, rodzina, a on tak bezmyślnie zakończył wszystko:/
Myslę, że za duzo mu dałaś i trochę się rozpuścił! Kochana kobietko najwyższa pora zacząc myśleć o sobie . Trochę egoizmu nikomu nie zaszkodziło. Szczera rozmaowa, podział obowiązków i angażujące cię hobby to wcale nie przesada. Mąż traktuje cię trochę jak swoją matkę, ma w domu wszystko i nie chce się mu nic zmieniać. Jeśli trochę go ukrócisz, myślę że wyjdzie to na zdrowie. Nie możesz się załamywać, tylko mimo że to ciężkie wziąć się w garść. Facet musi być zacząć zazdrosny i zacząc się starać o ciebie!!! Naprawdę to pomaga. Niech wie , że nie jesteś tylko żoną, ale piękną, mądrą, wspaniałą kobietą, fantastyczną matką. Nie pozwól się dołować. Nie wolno ci. Poza tym musisz pokazać córce, jak być silną kobietą!!!! Trzymam kciuki.
Liwio minął tydzień nic nie piszesz, jak sprawy jak Ty się czujesz? Napisz czekam ![]()
Wszystko po staremu........
Nie widuję się z mężem. Ostatnio widziałam go w środę-jak byłam z córką u lekarza, nie powiedział nawet cześć, ani dzień dobry do mojej matki. Nieważne....Potem widziałam go w niedzielę, kiedy zabierał córkę....i powiedział "ładnie wyglądasz"-i drążył temat znowu.....po czym pisał do mnie smsy, że jestem bardzo atrakcyjna 30-latką i mógby się teraz ze mna umówić. Na co ja odpisała, że z pewnością ma dobre rozeznanie i na około jest mnóstwo atrakcyjnych 30-latek, a on mi na to, że w takich nie gustuje-to ja mu -że ma znaleźć sobie jakąś na moje podobieństwo......krótko mówiąc chciał się ze mną z 2 razy w tygodniu spotkac na kawę i pewnie na sex, bo "wszystcy mamy potrzeby" jak to stwierdził. Był pewnie z lekka zaskoczony, ze nie poleciałam na jego kiwnięcie........Zaczynam myśleć, że z nim chyba jest coś nie tak........Wyjaśniłam mu, że jeśli będę miała ochotę na kawę czy na cokolwiek innego to na pewno z nim się nie umówię, będzie to na pewno inny facet!!!!!
A co do mojego samopoczucia-to raz tak, raz tak......mam dookoła dużo życzliwych ludzi...staram się żyć spokojnie, a jak go nie widzę stresu mam mniej, dużo mniej.........
cieszę się że mu nie uległaś ![]()
Widzisz wszytko idzie w dobrym kierunku dla Ciebie, a to co on robi i co mówi to świadczy o bardzo niskim poziomie kultury.
Naprawdę dobrze będzie
Liwio, Yostynka świetnie podsumowała Twój ostatni post ![]()
A Ty, Liwio, świetnie dajesz sobie radę. Jestem z Ciebie dumna! ![]()
Liwia, bez niego bedzie Ci lepiej. Ja, mimo wszystko, odzywam. Inni zauwazyli to pierwsi. Przestalam byc zgaszona- jak to okreslili. Trzymam kciuki. Jak mnie dopadaja mysli o nim, zal i bol, wmawiam sobie, ze teraz nie czas o tym dumac. Pomysle jutro. To pomaga.
Dzięki dziewczyny:)
Nie jest lekko, ale próbuję podnosić się. Mam nadzieję, że przyjdą jeszcze lepsze dni. Zadziwia mnie tylko jego "dziwne" postępowanie, ale już coraz mniej myślę na ten temat, już mi się zwyczajnie nie chce.......
Jakiś czas temu, żeby poprawić sobie nastrój-zaliczyłam fryzjera-zmieniłam kolor i fryz, codziennie makijaż, czasem sukienki i krótsze spódniczki;) i wiecie, że chyba najgorzej nie wyglądam, bo sa mężczyźni, którzy spogladają na mnie na ulicy. A mój były wiele zrobił, żeby moja samoocena była niska.........
A teraz nieświadomie zrobił wszystko, żebyś zmieniła stosunek do samej siebie
Nabrałaś pewności i dostrzegłaś swoją kobiecą wartość. Może w takim razie powinnaś być mu wdzięczna? Eee, chyba jednak nie ... W końcu z dala od niego stałaś się gorącą trzydziestką
Też chcę taka być, za te parę lat - oczywiście ![]()
Liwio jak mija kolejny tydzień?
yostynko-dzięki, że pytasz.
W sumie-kolejny tydzień taki jak poprzedni. Mam chyba większość chwil, gdzie już wcale nie myślę o moim związku i o mężu, staram sie zajmować innymi sprawami, praca, córką, sobą. Ale wieczorami, gdy kładę się do łóżka brakuje mi go, wtedy przypominaja mi sie dobre chwile naszego wspólnego życia, bo było ich wiele........:(
Na jutro umówiłam sie na kawę z pewnym męzczyzna, którego poznałam na stronie netu. Często rozmawialiśmy na gg od średnio 2 miesięcy. On bez zobowiązań, rozwodnik....ale jakoś nie mam ochoty już na tą kawę z nim, nie wiem , może ja jestem jakaś dziwna??
Wiem, to chyba każdy tak ma że w dzien jest w porządku ale jak przychodzi noc i trzeba iść spać to wracają wspomnienia i przypominają się te dobre chwile. Ze mną było identycznie ale to też przechodzi, potem było mi bardzo dobrze jak byłam sama, mogłam robić to na co miałam ochotęi rozwalać się na łóżku
nawet nie brakowało mi jego przytulenia. Idź na tą kawę. szczerze nie wierzyłam że można kogoś poznać na necie, ale przekonałam się że jest inaczej tydzien temu i jakoś cięzko mi jest teraz się rozstać z Nim ![]()
Gratuluje, dziewczyny
. Ja jakos jeszcze dlugo chyba nie bede mogla sie umawiac z facetem (chyba, ze z gejem). Jakos na sama mysl o facetach i ich podejsciu do zycia, robi mi sie niedobrze. Taki jakis wstret ;/. Ale Wam gratuluje z calego serca ![]()
Ech babuleńko-nie ma czego gratulować, ja w sumie tego spotkania też nie jestem pewna tak do końca. W ogóle nie mam doświadczenia w kontaktach z facetami, przecież od prawie 14 stu lat byłam tylko z jednym. A co do Twojego wstrętu to się nie dziwię- ja mam czasem wrażenie, że każdy facet to samiec, któremu zależy tylko na pójściu z kobietą do łóżka:-(
Ja juz nie umiem inaczej myslec
... Gratuluje checi, Liwio. Idz i baw sie dobrze. Na przekor wszystkiemu!
Liwio jak "randka" , z tego co pisałaś u mnie chyba jesteś zadowolona? Ale opowiedz więcej szczegółów prosimy. Niech w końcu będzie coś pozytywnego w tej historii!
No tak Yostynko! W sumie nie miałam ochoty spotkać się z tym mężczyzną, chociaż jak wspominałam-rozmawialiśmy ze sobą w necie od ponad 2 miesięcy.
Bałam się tego spotkania-przecież od prawie 14 lat-nie umawiałam się z nikim-tylko z mężem. Ale moje obawy były bezpodstawne-facet jest miły, inteligentny, prawdziwy gentalman i przystojny. Traktował mnie jak prawdziwą kobietę. Było miłe powitanie, winko, długa rozmowa, przytulenie, dotykanie po dłoniach......naprawdę miło się rozczarowałam:-)
Powiecie może, że szybko się pocieszyłam po rozstaniu z mężem-otóż NIE! Miło mi było znów poczuć się jak prawdziwa kobieta, miło było czuć się atrakcyjną, miłą kobietą! O mężu rozmyślam. Chwilami zastanawiam się czy ja nie popełniłam w tym związku jakiś błędów? Myślę czasem czy wystarczająco dużo zrobiłam, żeby to wszystko spróbować naprawić?
"naprawdę miło się rozczarowałam :-)"
nierozumiem???
ja wcale nie uważam żebyś za szybko się pocieszyła, Tobie w końcu też coś od życia się należy. Trzeba być dobrej myśli, a "ów" pan może Ci naprawdę pomóc w tych ciężkich chwilach.
miło się rozczarowałam- tzn. myślałam sobie, że na nikogo tak miłego nie trafię, może to jakiś zboczeniec , albo coś w tym stylu, a tu zaskoczenie-to ten sam facet, z którym rozmawiałam na gg, a może i jeszcze lepszy....
... chyba założyłaś że nie ma na świecie "normalnych" mężczyzn, a tu okazuje się że jednak są!!! Mam nadzieje, że jest Ci teraz dobrze tak jak jest, i że nie cierpisz już tak bardzo. Ja całym sercem jestem z Tobą i czekam że teraz będziesz tu pisać tylko jak jest miło ![]()
183 2009-10-18 22:54:05 Ostatnio edytowany przez Liwia (2009-10-18 22:55:39)
Ech, teraz nie jest mi miło:( bo widziałam dziś męża jak przyjechał po córkę: Był miły, uśmiechał się do mnie i jest nadal szalenie przystojny:-(Tęsknię za nim, za tymi dobrymi chwilami, które razem przeżyliśmy. Pewnie nie powinnam już rozmyślać nad tym, ale nie potrafię, kiedy go widzę wraca wszystko, wracają także myśli, że to może jednak przeze mnie, że ja nie dałam mu tego co chciał, że go zaniedbałam......:(Dowiedziałam się także, że w ostatnią sobotę "balował" w klubie z kolegami w naszym mieście i był pijany okrutnie:(
Z tamtym facetem mam kontakt przez smsy i gg. Jest nieufny i w sumie chce niezobowiązującej znajomości, ponieważ sam jest po rozwodzie i przejściach. Ustaliliśmy, że jeśli chcemy się spotykać to nie będziemy spotykać się z innymi. On powtarza mi: czas pokaże czy coś do siebie poczujemy i czy zwiążemy się na dłużej....Nie wiem co myśleć na ten temat??
Liwio, ja jestem ostatnia osoba, ktora moglaby udzielac rad. Sama w koncu nie wyszlam ze skorupy i nie zyje normalnie, bo siedze w domu i nigdzie nie wychodze, z nikim sie nie spotykam. Ale Ty to co innego! Masz przeciez dziecko. O pomimo, ze radzic nie powinnam, to jednak poradze
. Nie mysl za duzo. Od tego naprawde boli glowa. Jesli masz energie w sobie, to po prostu zyj.
CIESZĘ SIĘ ZE JESTEŚ SZCZĘSLIWA ,POZNAŁAŚ MĘSZCZYZNĘ , MĄŻ ZACZOŁ CIĘ UWODZIĆ WZROKIEM NIEZMARNUJ TEGO CO SERCE CI PODPOWIADA POZDRAWIAM
Nie wiem w zasadzie czy jestem szczęśliwa. Wiem, że za dużo rozmyślam. Ale brakuje mi mężczyzny u mojego boku...zaczynam znów robić "głupie" rzeczy-piszę do męża smsy-krótkie, ale wiele znaczące...widziałam w niedzielę, że podoba mu się to-ale do czego to prowadzi......pewnie do sytuacji bez wyjścia-bo za dużo się stało i za dużo słów padło, żeby to naprawić???!!!:((
Liwio, jesli chcesz posluchac mojej rady, to pamietaj: nie wchodz do tej samej rzeki. Wyciagnij nauke z popelnionych bledow. Jesli nie chcesz cierpiec cale zycie.
Boje się Babuleńko o to, że gdybyśmy moooożżżżże do siebie wrócili to i tak będę musiała znosić jego nocne powroty itp, że on zmieni się tylko "na chwilę". Choć momentami zastanawiam się czy byśmy oboje nie wynieśli dobrej lekcji z tego co było i nasz związek dążyłby do lepszego. Nie wiem. Tęsknota za nim jest silna, a ja lubię mieć strasznie poczucie bliskości i uwielbiałam to, kiedy on mi je dawał. Wiem też, że miłość jest ślepa i bardzo dużo ludzi stojących obok (moja przyjaciółka, itp.)uważają, że on nie jest wiarygodnym człowiekiem, że zrobi ze mną co zechce, który nigdy nie da mi stabilizacji w uczuciach, bo zmienia zdanie jak wiatr zawieje...........ciężkie to życie:(
Witaj Liwio ! Wiem ,że tęsknisz za bliskością osoby którą kochasz , ale pomyśl co będzie , jak on np. wyjdzie wieczorem ,zostawi cię samą . Wtedy dopiero poczujesz sie samotna . A nie ma nic gorszego jak byc samotnym mając męża , ktory twoje uczucia ma gdzieś .
Roxana ma racje. Teraz jestem sama, nie samotna. Inaczej bylo przed zostawieniem bylego meza. Wtedy bylam naprawde samotna. Mialam czarne, straszne mysli i nic nie mialo sensu. A jesli chodzi o Ciebie i Twoje poczucie bliskosci- tylu facetow chodzi wolnych po ziemi. I zapewniam Cie, ze wiekszosc lepsza od Exa.
Ja tracę nadzieję na to, że są jednak mężczyźni lepsi od męża.......
Kiedy przestanę tęsknić za nim, kiedy to się skończy????Bardzo chciałabym być tak kochana przez niego jak kiedyś..........:(
Liwio , musi dotrzeć do ciebie , że już nigdy nie bedzie tak samo , choc bys nie wiadomo co robiła , skończyło się . Gdybyście schodzili sie nawet 20 razy , to nigdy nie będzie tak jak kiedyś .Ty teraz musisz dbać o siebie i przestac myśleć o przeszłości . Napewno poznasz faceta , ktory będzie ciebie wart , tylko musisz zapomniec o czymś co być może było pieknę , ale zabijało w tobie całą wiarę w siebie.
Wiem Roxano! Ale czemu to wciąż boli, czemu nie mogę zapomnieć??? Kochałam go i to jak! Czy kiedykolwiek komuś jeszcze zaufam:(?
kurczę tak tylko przejrzałam ten post, nie chcę pisać kolejnego wątku, choć może powinien to być osobny temat. Też mam dylemat z facetem, też podobnie zawsze on się o mnie starał, a ja podobnie wyciągnęłam go z kompleksów, zawsze byłam tą silniejszą, była przyjaźń między nami, potem zaszłam w ciążę, on pracował za granicą - nie było go przy mnie przez te 9 miesięcy, zaskoczyło mnie jak przyjechał któregoś razu i przyszłam do niego on powiedział, że chciałby pobyć sam, to chyba był taki punkt zmiany. Przyjechał na kilka dni a nie chce być ze swoją kobietą w ciąży. Potem oddaliliśmy się jeszcze bardziej, urodziłam i przez rok istne szaleństwo, łączyłam studia z noworodkiem, organizowałam przeprowadzkę na nasze, a on siedział po nocach grzebiąc coś przy komputerach, wzięliśmy ślub, właściwie bardziej dla świętego spokoju rodziców niż dla nas samych... Wszystkie organizacje przedweselne spadły na mnie, on się wydawał nieobecny, a ja właściwie do wszystkiego siebie zmuszałam. Wściekła jestem, że nie stać mnie było na powiedzenie rodzicom dość - to nie tak jak ja chcę. Przyjęłam pozę marionetki, na ślubie zagrałam księżniczkę, choć nie powiem, że się nie wzruszyłam. Potem było chwilę naprawdę fajnie. Ja się wyzwoliłam, obroniłam dyplom, mam pracę w zawodzie. Z mężem mimo jego znikań na całe noce przy samochodzie dzieliliśmy się względnie obiązkami domowymi (względnie tzn jakieś 30% jego i 70% mojego wkładu). Rozbił samochód. Miał swoje humory i straszne doły. Nie chciał rozmawiać, widziałam, że coś zaczyna kręcić. Przestał dorzucać się do budżetu domowego. Ok chciał naprawić auto. Potem przyjechał innym. I dalej to już się sama pogubiłam. Stopniowo tylko dowiadywałam się od osób trzecich o długach. Stracił pracę. Okazało się, że ma na koncie wzięte kredyty, z których nie wiem gdzie podziały się pieniądze. Rodzina zaczęła się wtrącać, bo ciężko mi było samej zapracować na wszystko. Stanęłam za nim, chociaż żal niesamowity, że to wszystko za moimi plecami. I niby chwila była dobra, naobiecywał się poprawy itp. Ale jakoś średnio to widzę. Mam czasem wrażenie, że mu jest tak wygodnie, ja siedzę po nocach, żeby dorobić. On co złapie jakąś fuchę wszystko do banku albo w samochód. Nie wiem jak wstrząsnąć tym facetem, żeby wziął się w garść. Siedzi np cały dzień w domu, nawet się nie pofatyguje, żeby odebrać dziecko od babci, w domu syf, a on śpi, albo przed kompem. Ja wracam małego wykąpać, posprzątać i usiąść do dodatkowej pracy. Czuję że wszystko jest na mojej głowie. Mam wrażenie, że on jest tylko ciężarem, mam ochotę spakować jego rzeczy, wrzucić do tego samochodu i niech się sam martwi co będzie jadł. A potem on okazuje się pomocny, zabierze dziecko na wycieczkę, żebym mogła się wyspać, albo spotkać się z koleżanką, więc mi mija. A potem znów to samo. Nie wiem jak mam zmotywować tego faceta do działania, na które zresztą sama siły nie mam. Przepraszam zdecydowanie za długi wpis mi wyszedł.
195 2009-10-24 21:20:33 Ostatnio edytowany przez Agatka (2010-01-09 15:46:19)
Wiem Roxano! Ale czemu to wciąż boli, czemu nie mogę zapomnieć??? Kochałam go i to jak! Czy kiedykolwiek komuś jeszcze zaufam:(?
Wiesz Liwo , a może powinnaś jeszcze raz spróbowac szczęścia ze swoim facetem? Albo ci sie uda , albo wkońcu dotrze do ciebie fakt , że miłośc to tylko chemia i hormony , przywiązanie . Rozmiawiałam z wieloma koeżankami i znajomymi , każdy tweirdzi że miłośc trwa tylko pare lat , a później to tylko przyzwyczajenie . A ty kobieto nie przyzwyczajaj sie do tego ,że cię ktoś nie traktuje tak jak powinien , bo w końcu zaczniesz myslec że to twoja wina ! Tęsknisz , bo straciłaś coś czego tak naprawdę jeszcze nie zaznałaś , ale uwierz mi ,że jak znow się zejdziecie powinny otworzyć się oczy twojego serca , bo to w nim mieszka twój ból . Zrobisz jak uwarzasz , to twoje zycie , nikt za ciebie nie będzie cierpiał , pamiętaj tylko , że niektórzy ludzie nigdy sie nie zmieniają .
gozdzik- współczuję , nie ma nic gorszego jak facet darmozjad . Pomyśl nad swoim szczęsciem i wypędź tego lenia z domu . Nich zacznie zarabiać , bo po to bóg dał mu rączki . Nie korzystaj z jego pomocy , bo on i tak to podwójnie wykorzysta. Wcale nie jest mu cię żal , że musisz ciężko pracować , weź go wywal , bo takich lompów jest pół Polski i znajdź porządnego faceta !Albo postaw ultimatum temu swojemu , że w zamian za wyżywienie i mieszkanie ma być pracowitą gosposią w domu a nie śmierdzielem leżącym na kanapie .Sorki za brzydkie słowa ! Ale Taki facet jak twój , to ciota nie facet !!!