netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradzona - a miłość moja w pracy...

113 odpowiedzi20 090 wyświetleńzałożony przez UrokGrozy, 02.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 114 z 114 ]

66

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

julita29 lekarz nie mógł przyjechać...
siedzę i płaczę
czuję się źle, te nerwy mnie niszczą...
te wszystkie myśli mnie niszą... - nie wytrzymam do jutra.

halo halo kochana zabraniam Ci sie dolowac ... Nie mozesz tak sie zadreczac .. Nie warto .. Uwierz mi nie warto.. Wiem, ze boli wiem ale zobazc ile juz zdzialalas nie mozesz sie poddac.. Nie lam sie tylko wstawaj z podniesionym czolem .. Na spacer idz albo zajmij mysli czyms innym pogadaj z mama z przyjaciolka o czyms innym niz eks no juz wycieramy lzy smile jestem z Toba

67

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

muszę wytrwać do jutra, muszę zjeść...
moja siostra zadzwoniła do mamy, a ta wyszla rozmawiac z nią do łazienki - pewnie tyczy sie to mojej osoby,
mojej kondycji, slabej kondycji psychicznej...
musze zagrać jeszcze tą nockę, i zeby jutro ten lekarz był...
zeby odpowiedział mi na te krążące pytania i dał mi coś - żebym się nie załamała...
czekam tez na wypłatę i pedzę po książki (2 są na pewno) trudno odbiore je wczesniej, musze poczytac cos ciekawego,
co wymaga intensywnego myslenia, cos psychologicznego, a pozostala ksiazke odbiore jak przyjdzie z magazynu...
czuję się tak - jakby moje serce nie miało miejsca gdzie bić - że jest mu ciasno

68

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Jeśli tak cierpisz, to aż strach się odzywać, bo można pogorszyć sytuację.

Kochasz go, a on Cię zostawił. Ale z drugiej strony wiele osób kocha osoby, z którymi nigdy nie mogą być. Zatem to wszystko co było w związku to jest przeszłośc, której nikt Ci nie zabierze -- to sa piękne chwile, których niektórzy nawet nie doświadczą. Ale się skończyło. U innych nawet się nie zaczęło. Czy sądzisz, że chciałabyś aby on wrócił i abyście byli razem do końca? Czy jesteś pewna, że on był właściwym człowiekiem? Czy jesteś pewna, że w przyszłości nie poznasz kogoś bardziej wartościowego i za kilka lat nie będziesz o dzisiejszych chwilach myśleć "jak dobrze się stało, że tak potoczył się mój los" i wtedy się przerazisz, gdzie byś się znalazła, gdyby on odpowiednio wcześnie nie odszedł?

Teraz cierpisz, ale za parę miesięcy możesz zupełnie inaczej na to wszystko już patrzeć. Ale teraz pozostaje zacisnąć zęby i jakoś znieść ten ból. Powodzenia! Szkoda, że nie wyjdziesz z kimś gdzieś...

69

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Czy sądzę że chciałabym aby wrócił? - chciałabym
abyśmy razem byli do końca - tak chciałabym
czy jestem pewna że on był właściwym człowiekiem - dla mnie i w moim mniemaniu był.
Czy jestem pewna że w przyszłości poznam kogoś bardziej wartościowego - nie wiem i chyba tego nikt nie wie.
On nie odszedł - on mnie zdradził - a to ja się spakowałam i odeszłam bo by oszukiwał mnie dalej.
Nie wiem co będzie za kilka miesięcy - bo o tym nie myślę,
czuję to co jest teraz i tu - cierpię.
Boję się o samą siebie nawet teraz z tego wszystkiego - bo serce zaczyna mnie coraz bardziej pobolewać.
Czuję się sama siebie wykańczam - staram się zawrócić i walczyć.
Sama i razem z wami. Biorę wasze wsparcie.
Napiszę coś więcej - mam nadzieję że kiedy to wszystko minie - ja się ustabilizuję, nie tyle co zapomnę ale będzie to dla mnie "miłym wspomnieniem" - kiedy już będę znów spokojna, radosna sama z siebie jak kiedyś - mam nadzieję że poznam kogoś, kogoś wartościowego, z kim będę równie szczęśliwa i nawet bardziej. Mam nadzieję że będę w stanie zaufać, nie czekać na "jego" powrót tylko iść do przodu. Że znów poczuję się bezpieczna, i spokojna.
Mam nadzieję że uda mi się, że uda mi się to przetrwać, pokonać i zrealizować swoje cele i marzenia.
Że nie zabiję przez to w sobie uczuć które noszę - żebym potrafiła kochać jeszcze raz, kogoś kto na to zasługuje.
Bez obawy że będę marionetką, że nie będę sprowadzała wszystkim mężczyzn do parteru bo "On" taki był.
Ale mam wciąż wiele pytań, do psychologa, osoby która ma doświadczenie i odpowie mi. Nasyci mój głód intelektualny.
Póki co tabletki chyba zaczęły działać, czuję się troszkę bardziej spokojna. Nie czuję takie mocnego rwania wewnątrz.
Walczę. Pomożecie mi? Nie opuścicie mnie w tej chwili? ....

70

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

I dodam jeszcze - bo wiem co mnie boli ...
Boli mnie to że on przytula teraz "ją"
boli mnie to że usta które kiedyś całowały mnie całują teraz "ją"
boli mnie to że sypia teraz z nią i przytula się do niej w nocy - jak kiedyś do mnie.
boli mnie to - że odebrał mi wszystko to co kiedyś było moje.
Że obiecywał i złamał dane mi słowo.
Boli mnie to wszystko co się dzieje. Że tak szybko się to dzieje.
Że nawet nie odczekał chociaż odrobiny czasu - tylko że tak od razu zmienił sobie kobiety.
Bolą mnie te myśli - staram się od nich uwolnić. odpędzić. Ale one są.
To mnie rani. To mnie boli. - z tego powodu cierpię.

71

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Właśnie przeczytałam jak zachowałaś się na tych dwóch zmianach z nim smile GRATULUJE !! Najważniejsze żeby nie widział ,że Cię boli, a popłakać możesz od czasu do czasu żeby 'rozładować' to wszystko:)  Masz głęboko w sobie dużo siły żeby to przezwyciężyć , żeby się oprzeć jego dotykowi, nie reagować na jego widok:) Poradzisz sobie :*

72

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

No i jestem...
Kolejny dzień - zjebany totalnie, po wczorajszej rozterce jakoś do pracy się zebrałam.
Trzymałam się dzielnie. O mały włos dostałam zawału bo okazało się że pakujemy na lini, którą obsługuje mój "ek's"
Jeden plus z tego taki - każdy mówi że jest strasznie zmieszany.
Na szczęście wysłano mnie do pomocy na inną halę - i spędziłam tam cały dzień.
Na moje nieszczęście - los chyba dla mnie jest złośliwy - co chwila natykałam się na Ek'sa. A raz o mało co - na sam koniec kiedy już byłam przebrana i wychodziłam z jadalni - wpadłabym na niego.
Oczywiście z mojej strony 0 zatrzymania, poszłam dalej, nie obracając się za siebie. Nie wiem jaka była jego reakcja.
Trochę się uspokoiłam - najgorzej jest w pracy.
Byłam dziś u tego psychiatry - nie powiedział mi nic konkretnego. Wypisał mi receptę - na wizytę u psychologa.
Wizyta 30 Stycznia.
Nie dał mi żadnych leków - bo stwierdził że to jeszcze za wcześnie. - i jeżeli mój stan będzie się utrzymywał dłużej. To mam się ponownie do niego za jakiś czas zapisać. Zadawał mi pytania - czy czuję żal, smutek, złość, i takie podstawy. Szybko, krótko, mało wnikliwie.
I praktycznie 0 efektów. Jutro po pracy idę się zarejestrować do swojej pani doktor - żeby dała mi coś mocniejszego niż to co mam z apteki (bo po tych źle reaguje moje serce) Więc ponownie muszę wytrzymać kolejną nockę - na szczęście i mam taką nadzieję że,
będę na 1 hali (czyli tam gdzie go nie będzie).
Dostałam wiadomość że moje zamówione "książki" - zostały dziś wysłane z magazynu - mam ponownie nadzieję, że przyjdą do piątku.
Żebym na weekend miała co robić - kiedy będę już po szkole i po egzaminach.
Jeja jeja Nic, absolutnie Nic mi się nie chce. Jestem już zmęczona.
Fajnie że lekarz stwierdził że nie potrzebuję leków na depresję bo jak on to powiedział "chodzi pani do pracy czyli nie jest z panią jeszcze tak źle, proszę przyjść jak pani stan będzie się tak przez dłuższy czas utrzymywał" - ale mniej pocieszające jest to ile walki mnie to kosztuje i ide zdrowia i nerwów. A on raczej powinien mi pomóc na nadszarpnięte nerwy. No cóż, wyczekuję jutra. Mam nadzieję że moja pani doktor będzie bardziej łaskawa dla mojego zdrowia.

Jakieś rady? Wnioski? Wsparcie?

73

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Zamiast siedzieć przy książkach umów się z kimś.

74

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

właśnie rejestruje sie do portalu - gdzie są ludzie z mojego miasta...
gdzie mogę napisać swoje oczekiwania a raczej czego "szukam"

75

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

właśnie rejestruje sie do portalu - gdzie są ludzie z mojego miasta...
gdzie mogę napisać swoje oczekiwania a raczej czego "szukam"

hej smile uwazaj prosze z tym portalem... Wiesz roznie w zyciu bywa trzeba byc ostroznym .. A mezczyzna zeby zdobyc kobiete juz gdzies to pisalam na forum potrafi nawet stanac na rzesach...

76

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

kochana jak u Ciebie ? Trzymasz sie jakos ?

77

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Hej kochana julita29

No to tak - portal randkowy "jest" przeglądam sobie opcje ale nie czuje zainteresowania w ogóle - wiec nie wiem czy skorzystam.
Tabletki - są - poratowała mnie moja pani Doktor dzięki którym czuję się wspaniale i piszę to całkiem szczerze.
Nie boli mnie serducho, nie denerwuje sie, i nawet myśli odeszły głupie - ale za to śniło mi się coś głupiego odnośnie "ex'sa" - mam nadzieje że to sie nie powtórzy wiecej !!
Poza tym - podszedł do mnie w pracy - bo chciał pogadać..
Pogadaliśmy - ale to ja byłam ta co była górą !! big_smile Sukcess (rozmowa została niedokończona bo tak sie speszyl i nie wiedział co powiedzieć że wymigał się obowiązkami z pracy)
Ogółem dalej ignor - póki sam nie podejdzie - niech dalej chodzi po kanałach smile
Więc julita29 jest dobrze. Wiem że to nie sukces bo to działanie tabletek - ale serio czuję się o wiele lepiej.
A u Ciebie jak sprawy się mają?
Pozdrawiam smile

78

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

ciesze sie, ze dajesz rade tak trzymaj jestes bardzo dzielna smile u mnie no coz mam od czasu do czasu jazdy z jm .. Dzis dowiedziala sie moja rodzina ze go popedzilam sam sie naskarzyl i zamaist stac za mna tluka mi do glowy co ja wyprawaim.. Z dnia na dzien jakas lipa do mnei dochodzi ale staram sie twrado stapac po ziemii:)

79

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Nie poddawaj się !! Szkoda że Twoja rodzina tego nie rozumie - a mówiłaś im co on Ci wyprawiał w domu?
Powiedziałaś im o "nimfomance" ?
Wydaje mi się - że kiedy im trochę nerwy opadną - żeby zebrać ich i wytłumaczyć jak sprawa wygląda.
Jeżeli są normalnie myślącymi ludźmi (tak jak my tutaj) - to powinni zrozumieć, a może nawet i przeprosić.
Ale powinni być dla Ciebie wsparciem - a jeżeli nie Oni to JA zapisuję się na ochotnika (jako młodsza siostra) smile
Jedną mam, ale chętnie będę miała drugą w szczególności tak fajną jak Ty smile
Więc jak co - to pisz - papiery da się załatwić !! Ba wszystko się da i wszystko jest możliwe smile

80

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

smile haha rozbroilas mnie smile a Ty wiesz ze zawsze chcialam miec siostre mam 3 braci i ja sama to bylo moje marzenie ale tata umial tylko chlopakow robic hahah to co siostra ?:)  co do rodziny hmm wszystjo powiedzialam z wyjatkiem tego ze podnosi na mnie reke ale powiedzieli, ze nie moga uwierzyc, ze nie on bo to zbyt przykladny facet.. Juz nastawil przeciw mnie ale tylko mame i 2 braci zostal jeszce jeden ktory cale zycie jest za mna moze i teraz bedzie...

81

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Siostra...
Co do 3-ciego brata jeżeli on za Tobą jest, to może uda się przekonać i innych.
I też dobrze że jeden z forumowiczów napisał żebyś zbierała dowody - to była racja - szkoda że tak późno.
Ale przygotuj się - jeżeli zdarzy się jakaś kłótnia czy cokolwiek - żeby był dowód nie tylko dla prawa ale i dla rodziny.
Może masz gdzieś kopie tych e-maili co z nią pisał? - jeżeli masz - pokaż im to!!
Nie daj się, nie jesteś popychadłem, jesteś córką! Siostrą! Matką 2-ki dzieci!
I nie wyssiewasz sobie takich historii z paluszka bo masz takie widzi mi sie - jesteś poważną kobietą!!
Nie daj się !!

82

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Droga Autorko jak sobie radzisz?:)

83

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

ananaasowa_

No to tak. Teraz kiedy biorę tabletki jest spoko.
Ale kiedy nie wezmę <z kuli grypy> bylo fatalnie.
Niestety nie uniknęla mnie sytuacja kiedy zobaczyłam "ich razem" bo ona do niego ciagnie jak mucha do gówna.
Zaś ja jestem mocna w swych postanowieniach i dałam mu - ignora - po całej lini horyzontu.
Ani cześć, ani spie***, ani żadnego spojrzenia ani nic.
Niestety nie mogę tego samego powiedzieć z jego strony - on zaś podchodzi do mnie.
Zagaduje. Dziś przyszedł kiedy była chwila stania a ja dosć długo czekałam na kole - to siadł obok mnie na schodkach takich metalowych.
I ni z tąd ni z ową t pyta sie mnie, jak ja sobie radzę itd. A ja nie wiedziałam co zrobić.
Odpowiadałam krótko i nie wnikliwie.
To doszlo do tego że stwierdził "no przestań przecież znamy się" a ja mu odp "nie, nie znamy" (bo ja w rzeczywistosci po tym jego czynie stwierdziłam ze nie wiem jakim on jest czlowiekiem" i mowie mu "idź stad bo Cię nie lubie" a on beszczelnie "wiem... ale ważniejsze jest że..." i tu nie dokończył
jak sie zapytałam go "wazniejsze jest ze co?" ...
a on "nie nic, nie wazne"... miałam wrazenie ze chciał powiedziec "wazne ze jeszcze go kocham czy cos w tym stylu"
W pewnym omomencie stwierdził że nie jestem dzis zbytnio gadatliwa i że on idzie.
A ja nic. To siedział tak dalej aż mu coś powiem, to powiedziałam "miałeś czas wczęsniej do rozmów - wtedy trzeabylo pomysleć ale spieprzyłeś to na lini prostej" odpowiedział "wiem" wstal i poszedł. Ale gdziekolwiek bylam to się ogladał za mną. Pod koneic szychty to stał na końcu linii na piecu oparty i patrzył się na mnie grubo ponad 30 minut (ja już byłam na zakręcaniu i niestety nie mogłam zmienić miejsca pobytu) A on ponownie złapał mnie bok - to go zabiłam spojrzeniem że odszedl w końcu.
Ale co jego zachowanie ma znaczyć?
Ja go unikam, ba może nie tyle co unikam ale ignmoruje go - nie patrze w jego strone, nie rozmawiam na jego tematy w ogóle a tu taki zonk.
A co do życia po pracy - to męczą mnie sny - nad ranem zawsze codziennie już tak z 4 dzień śni mi się on - w różnych sytuacjach.
Ja tłumaczę sobie to tak że lek przestaje działać i mózg zaczyna intensywniej mysleć i nawet mam takie uczucie ucisku w klatce piersiowej - i tego że te sny jest pozbywaniem się po kolei jakiś wspomnień które z nim miałam.
A ja tak się staram żeby było Mi dobrze, o nim nie myśleć...
I co o tym sądzisz?

84 Ostatnio edytowany przez wiadro (2013-01-28 19:24:12)

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

UrokGrozy:
Jak sobie z tym wszystkim radzisz? Dawno już nie pisałaś, czy to aby na pewno koniec, czy starasz się z tym wszystkim wytrwać i walczysz?
1. Czy rodzice dalej Cie wspierają, przyjaciółki, ... czy dalej nalega Twój ex.
2. Plan marzeń w dalszej realizacji ?
3. Czy kolejny tydzień w pracy musisz zmagać się z jego spojrzeniami i docinkami w pracy ?
Przyznam się że jestem bardzo ciekawa co dalej, i trzymam kciuki za Ciebie.

85

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Hej Wiadro...
Masz rację dawno nie pisałam..
Jakby to określić raz jest lepiej raz jest gorzej ( z przewagą na lepiej)
W odpowiedzi na Twoje pytania to:
Wydaje mi się że radzę sobie świetnie w kwestii uczuciowej, nieco mniej w kwestii fizycznej po zrobieniu badań dostałam niezły plik kompleksów witamin, ale muszę pochodzić jeszcze po lekarzach bo w wynikach badań wyszło mi coś niedobrego i nie wiadomo co to jest dokładnie, więc kolejne badania mnie czekają żeby określić co to i dobrać do tego odpowiednie leczenie. Czy to aby na pewno koniec? - Tak. Z mojej strony tak. Ja nie chcę mieć już nic wspólnego z moim "byłym" w pracy stosunki czysto służbowe. Walczę o siebie.
1. Tak rodzice, przyjaciółki, kuzyn, znalazło się kilku kolegów z pracy którzy również okazali się być dla mnie wsparciem - mój eks boi sie do mnie podchodzić. I ma w tym słuszność bo naraził by się na gniew nie tylko na mój ale również na gniew wspomnianych kolegów i koleżanek - przeważnie nie zostaję już sama.
2. Plany marzeń - tak w dalszej realizacji i z każdym dniem z powodzeniem pnę się do przodu - o tyle dobrze, że nawet awansowałam.
3. Niestety nasze zmiany wciąż zachodzą się razem - co do jego spojrzeń nie wiem, Ja nie patrzę w jego stronę, dla mnie on przestał istnieć i ja dla niego umarłam. Na prawdę mam dużo problemów ze zdrowiem przez niego, żeby być żywą dla niego. Docinki - 0 docinków. Moje ego się obudziło - i mogłabym go zmiażdżyć na każdą głupią docinkę. Nie jestem głupia - nie pozwolę sobie na poniżenie z jego strony. Więc po prostu ignoruję go. Nie wiem co robi, gdzie przebywa, czy się patrzy w moją stronę czy też nie. Mam swoje obowiązki które muszę wypełniać terać i się uczyć. Dziś akurat przechodzimy z hali nr. 1 na halę nr. 2 i niestety on tam na maszynach pracuję ale i tym zbytnio się nie przejmuję. Coraz bardziej jestem obojętna, i najważniejsze jest to że coraz mniej boli mnie jego widok, jej widok, nawet ich widok razem - jakbym patrzyła zupełnie na obce mi osoby. Uodparniam się. Ale przyznam się - głównie dlatego że nie jestem sama, że zawsze ktoś przy mnie jest, jakaś osoba koleżanka, kolega. Nie wiem jak by było gdyby te otaczające mnie osoby zniknęły - przypuszczam że byłoby gorzej. Ale teraz nie myślę nawet o tym. Czekam na 2 wizytę u psychologa. I nadal biorę tabletki żeby zejść z nerwowości. Więc to też dużo mi daje i przede wszystkim znalazłam sobie dużo zajęć smile Które pozwalają mi ucieć.
Jeżeli chcesz, to pytaj - odpowiem. smile
Pozdrawiam i dziękuję za Twoje wsparcie to dla mnie kolejna iskierka nadziei że będzie dobrze.

86

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Bardzo się cieszę ,że tak się pozbierałaś smile Teraz będzie już tylko lepiej:) Nie poddawaj się bo dużo dokonałaś i przeszłaś - masz pełne prawo do bycia szczęśliwa:) Trzymam za Ciebie kciuki:) i gratuluję tego awansu:)

87

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Hej kochani smile
piszę bo trochę czasu minęło - a zdobylam na swoim koncie mały sukces smile
główny to to - że już nie biorę tabletek na uspokojenie smile i czuję się całkiem dobrze... (zaznaczam że nie biorę już od soboty a moje zmiany w pracy złączyly się z zmianami jego i jej więc widzę ich oboje - co mnie nie rusza - a z czego bardzo się cieszę)
mniejsze to takie - że w pracy mam totalną zlewkę i ignora na mojego "byłego" i czuję się z tym dobrze (przyznam się bez bicia że jak gdzieś mi mignie to wzorkiem na krótki ułamek sekundy powodzę za nim - ale zaraz wracam do siebie)
dziś pojechałam po resztę swoich rzeczy (okazało się że jednak coś tam zostało - w tym droga wiertarka mojego taty wiec musiałam) ale nie pojechałam tam sama a z moim dobrym kolegom - wydaje mi się że "ex" odebrał go jako mojego nowego partnera bo minę miał baaaardzo zaskoczoną smile i co najlepsze profesjonalnie odebrałam swoje rzeczy (nie odzywalam się nic poza tym że brakuje jeszcze mojego koca i formy na muffinki) a gdy oddał mi tą resztę to spytał się "coś jeszcze?" a ja już szlam do niego odwrócona plecami i krótko, zwięźle odpowiedziałam "Nie' i zniknęłam - razem z moim kumplem hehe smile i nie pozostawiłam chyba swoim zachowaniem mu żadnych wątpliwosci - że nie może być już taki "pewny" siebie, że Ja nie jestem naiwna żeby sobie czasem nie myślał że wszystko mu wolno. Że moze robic co mu sie żywnie podoba i podciełam mu te nieupierzone skrzydełka big_smile
Kurdę cieszę się bardzo - nie mam już żadnych wątpliwości. Dobrze że stalo sięto teraz niżeli potem gdyby miały być dzieci, lub chocby ślub bo bardziej by bolało. Nie mam wątpliwości że mnie oklamywał i oszukiwał.
U pani psycholog naturalnie poruszam ten temat - bo to przez niego teraz tak ciezko mi wrócić do formy (przez ten długotrwały stres) waga niestety mi nie wróciła... I to chyba jeszcze trochę potrwa. Ponadto poprosila bym napisała do niego list (ale nie dając mu go tylko żeby przynieść go jej) w którym gdzieś tam napisałam że to nie on dla mnie umarł - lecz to Ja umarłam dla niego. I suma sumarum wyszło tak - że poza kontaktem służbowym (który i tak będzie ograniczony do minimum przez moją brygadzistkę) to nie będzie dla mnie ten czlowiek istniał smile)
I jak? Mam nadzieję że chociaż trochę jesteście dumni z mojego postępowania. Z tego rozwinięcia się i że nie stoję w miejscu.
Jedyne co biorę to magnez (zalecony przez panią doktor) i kompleks witamin (również zalecony przez panią doktor żebym nie popadła w anemię) więc wiecie... chyba jest dobrze - choć nie zaprzeczę czasem mam ochotę znaleźć się w ramionach (uwaga) mojego kuzyna, żeby mógł mnie przytulić mocno i na chwile żebym mogła zapomnieć o wszystkich problemach - a dlaczego kuzyn - bo jest to jedyny mężczyzna którego mogę zaangażować w tą sprawę który będzie zwiazny ze mną emocjonalnie aczkolwiek który nie będzie wymagał odemnie w zamian za troskę - związku. taki komfort psychiczny wtedy bym miała. Nie chcę angażować w to kumpli bo w razie ich zaangażowania emocjonalnego - czułabym się winna, że tak ich wykorzystałam, i że kogoś skrzywdziłabym bo sami wiecie jak to jest - teraz nie mam ochoty zaczynać związku póki mi nie przejdzie całkowicie.
Jakaś na to rada??
Pozdrawiam smile)

88 Ostatnio edytowany przez wiadro (2013-02-14 03:31:59)

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

UrokGrozy: Cieszy mnie Twoje podejście do "ex" ale też niech wie że dla niego czas się skończył, znalazł do swego boku inną. I na tym zakończmy.
Widzę że masz wsparcie w kuzynie, psycholog, i sama sobie odpowiednio realizujesz czas wolny. Ja po rozstaniu z byłym długo nie mogłam znaleźć swojego miejsca w domu czy też pracy, u Ciebie jest ten dyskomfort iż pracuje z Tobą. Ale przy odpowiednim olewaniu jego poczynań dasz radę. Na forum rzadko zaglądasz, czy coś się w Twoim życiu zmienia gorsze/lepsze czy stoi w miejscu?
Myślę że czas najwyższy odstawić tabletki, i wziąść się w garsć... One Ci nie zastąpią życia smile

Nie brakowało Ci jego jak zbierałaś swoje rzeczy, nie chciałaś aby Cie przytulił po raz ostatni? ... w przeciwieństwie mi same łzy poleciały z oczu jak zamykał dzwi. Nie mówiąc nic, ale z drugiej stony wiedziałam że na nim się świat nie kończy, widocznie nie był Ciebie wart jak poszedł do innej.

Sama się zbierałam po jego utracie do psychologa, było ciężko, ale po coś w końcu oni są, w poradni psychologicznej poznałam fajnego, troskliwego faceta który miał problem z byłą, i mimo iż bałam się na początku to zaufałam mu. Super partner, po przejsciach ale bynajmniej rozumie i wie jak ja się z tym wszystkim czułam.

Nie dawno dostałam informacje iż mój były ma 2-gą dziewczynę, obie w ciąży... Co mi tam nie obchodzi mnie on odpisałam mu tylko "Fajnie". Mam swoje szczęście u boku.
Czego i Tobie życzę.

89

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Czesc siostra smile moj nowy nick ale ja ta sama jak u Ciebie ??

90

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Hej no to zaczynam smile

Wiadro smile - Tabletki - odstawione - dziś jest 14 dzień odkąd przestałam ich zażywać.
Na forum rzadko zaglądam - staram się codziennie patrzeć - ale po ostatnim dodanym moim poście, dlugo nie dostawałam odpowiedzi wiec troszkę wpadłam w wir nowych obowiązków smile Może też troszkę dlatego że, czasu mam mało (obecnie pracuje na 2 zmianę - chyba najgorszą dla mnie więc praktycznie całymi dniami nie ma mnie w domu, rano jakiś spacer z psem, zakupy, pakowanie się do pracy obiad i już czas mija a wieczorem człowiek zmęczony wiadomo) Co się zmieniło - niewiele, wszystko to samo tylko ja zaczęłam z powrotem otwierać się do ludzi. Ostatnio załapałam znów kontakty z kolegami w pracy, którzy nie ukrywam cieszą się na powrót starej uśmiechniętej mnie. Ale ogółem to chyba wszystko zmierza w kierunku na lepsze. Co do "ex"-sa cóż... - przyszedł chyba już taki czas że obojętne mi to jest... Przy zabieraniu swoich rzeczy, czułam się strasznie - nie, nie płakałam. Ale siedziałam mu jeszcze na kolanach - tak jak byśmy byli parą, i przytulał mnie do siebie mówiąc że będę jeszcze szczęśliwa - i w tym miał rację. Bez niego jestem szczęśliwa. Idę za radą wielu osób które tłumaczyli mi tutaj, że ja sama dla siebie jestem najwazniejszą osobą i o siebie samą powinnam najbardziej się troszczyć. Więc też tak i robię.

I widzisz kochana - dla Ciebie też lepiej że stało się jak stało. Życie jest zbyt piękne i kolorowe aby rozpaczać. Bo wiele ciekawych i nowych wydarzeń stoi na naszej drodze. I oby tak było dalej. Damy radę kochana smile

A teraz Moja siostra smile) no gdybyś się nie przyznała to bym nie połapała że Ty to Ty smile heh u mnie - jak widać postępy. Idę do przodu, realizuję swoje zachcianki, czas efektownie wypełniam po brzegi, chociaż przyznam się czasem sobie jeszcze "coś" wspomnę. I przeważnie jest to pozytywne wspomnienie - ale już tak nie boi. Mogę już zostawać sama smile I nie jest wtedy źle, nie boję się. nie popadam w jakiś obłęd. Jest już  fajnie - zaczynam się przyzwyczajać do obecnego stanu rzeczy. Koszmary również mnie już nie męczą więc nawet się wysypiam smile) A jak u Ciebie? Trzymasz się? Radzisz sobie? smile)

Pozdrawiam was cieplutko smile)

91

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

Hej no to zaczynam smile

Wiadro smile - Tabletki - odstawione - dziś jest 14 dzień odkąd przestałam ich zażywać.
Na forum rzadko zaglądam - staram się codziennie patrzeć - ale po ostatnim dodanym moim poście, dlugo nie dostawałam odpowiedzi wiec troszkę wpadłam w wir nowych obowiązków smile Może też troszkę dlatego że, czasu mam mało (obecnie pracuje na 2 zmianę - chyba najgorszą dla mnie więc praktycznie całymi dniami nie ma mnie w domu, rano jakiś spacer z psem, zakupy, pakowanie się do pracy obiad i już czas mija a wieczorem człowiek zmęczony wiadomo) Co się zmieniło - niewiele, wszystko to samo tylko ja zaczęłam z powrotem otwierać się do ludzi. Ostatnio załapałam znów kontakty z kolegami w pracy, którzy nie ukrywam cieszą się na powrót starej uśmiechniętej mnie. Ale ogółem to chyba wszystko zmierza w kierunku na lepsze. Co do "ex"-sa cóż... - przyszedł chyba już taki czas że obojętne mi to jest... Przy zabieraniu swoich rzeczy, czułam się strasznie - nie, nie płakałam. Ale siedziałam mu jeszcze na kolanach - tak jak byśmy byli parą, i przytulał mnie do siebie mówiąc że będę jeszcze szczęśliwa - i w tym miał rację. Bez niego jestem szczęśliwa. Idę za radą wielu osób które tłumaczyli mi tutaj, że ja sama dla siebie jestem najwazniejszą osobą i o siebie samą powinnam najbardziej się troszczyć. Więc też tak i robię.

I widzisz kochana - dla Ciebie też lepiej że stało się jak stało. Życie jest zbyt piękne i kolorowe aby rozpaczać. Bo wiele ciekawych i nowych wydarzeń stoi na naszej drodze. I oby tak było dalej. Damy radę kochana smile

A teraz Moja siostra smile) no gdybyś się nie przyznała to bym nie połapała że Ty to Ty smile heh u mnie - jak widać postępy. Idę do przodu, realizuję swoje zachcianki, czas efektownie wypełniam po brzegi, chociaż przyznam się czasem sobie jeszcze "coś" wspomnę. I przeważnie jest to pozytywne wspomnienie - ale już tak nie boi. Mogę już zostawać sama smile I nie jest wtedy źle, nie boję się. nie popadam w jakiś obłęd. Jest już  fajnie - zaczynam się przyzwyczajać do obecnego stanu rzeczy. Koszmary również mnie już nie męczą więc nawet się wysypiam smile) A jak u Ciebie? Trzymasz się? Radzisz sobie? smile)

Pozdrawiam was cieplutko smile)

Wróciłaś do nas ... myślałam że to nie realne, dużo osób się tu przewija, jedni napiszą posta i uciekają, inni poczytają ... ale czasem są tacy co Tu wracają smile. Z tym czasem to i ja mam nie lada problemy, zaganiana dom, praca... a trzeba mieć czas jeszcze na relaks a wszędzie gonią.
Pozdrawiam

92

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Wiadro - ja ciągle z wami jestem smile
tylko wydaje mi się, że potrzebowałam czasu żeby sie w jakiś sposób ustabilizować.
Nabrać jakiegoś rytmu bycia - bo uprzednio wszystko było chaotyczne.
Na forum zaglądam codziennie smile - ale widziałam że mój temat chyba poszedł w odstawkę (wydaje mi się z tego powodu, że sobie radzę)
Ale jestem, jestem smile ...

93

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Gratuluje:) Poradziłaś sobie świetnie:) to na serio godne podziwu:)
Trzymaj tak dalej:)

94

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

przeczytalam kazda strone smile fajnie, ze tak latwo i szybko sobie z tym poradzilas i wierze, ze z czasem bedzie lepiej smile Teraz powinnas byc caly czas wesola a i nawet badz mila dla niego! Tacy ludzie sa poprostu biedni i to nie ty a on bedzie zyl z poczuciem winy. Napewno jest mu teraz zle i ma takiegooo gula gdy widzi ciebie szczesliwa i usmiechnieta! Trzymaj tak dalej!

95 Ostatnio edytowany przez wiadro (2013-02-18 18:58:56)

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
DodoMashallah napisał/a:

Napewno jest mu teraz zle i ma takiegooo gula gdy widzi ciebie szczesliwa i usmiechnieta!

Na pewno ma gula, skoro poszedł do innej big_smile

Moim zdaniem przerosły go obiecanki, którymi ją tak "karmił" Nie mógł więcej nic obiecać wiec poszedł do innej, mówić jej to samo. Kwestia czasu aż znów zmieni partnerkę, i być może jego nowa miłość nie zamknie mu furtki, i bd miał do czego wracać.

UrokGrozy: znakomicie sobie z tym poradziła dzięki osobom takim jak psycholog, rodzinie czy też znajomym z pracy czy też życia prywatnego.

UrokGrozy napisał/a:

teraz nie mam ochoty zaczynać związku póki mi nie przejdzie całkowicie.

UrokGrozy: Z czasem możesz pomyśleć o nowym partnerze, w końcu życie przed Tobą  smile

Ps. Zostaje tu z wami na dłużej, czasem by tylko poczytać, i napisać kilka słów

96

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

siostra jestem z Ciebie dumna poradzilas sobie swietnie.. Mowilam Ci ze czas jest potrzebny ktory nam wylize rany albo do nich przyzwyczai .. A Ty dalas rade sie podniesc z ogromnego cierpienia smile

97 Ostatnio edytowany przez DodoMashallah (2013-02-19 11:52:04)

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
wiadro napisał/a:
DodoMashallah napisał/a:

Napewno jest mu teraz zle i ma takiegooo gula gdy widzi ciebie szczesliwa i usmiechnieta!

Na pewno ma gula, skoro poszedł do innej big_smile

Mogl sobie pojsc do innej ale tu chodzi o to, ze mysla, ze bedzie za nim plakac i go blagac a wyszlo zupelnie inaczej! Nie rozumiesz "ekspertko"?

98

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Dziękuję wam - powiem szczerze, że dużo osiągnęłam dzięki waszym radom smile
Bardzo dużo wyniosłam dzięki wam.
Nie było tak łatwo i prosto - bo bardzo z sobą walczyłam żeby osiagnać takie skutki smile
Ale warto bylo - teraz nawet już nie chodzi o chęć zemsty. - jeżeli skacze mu gul - to bardzo dobrze.
Nie powiem że nie cieszyłabym się z takiego obrotu sprawy - ale wyniosłam że najwazniejszą osobą dla mnie jestem ja sama.
I to ja mam być szczęśliwa smile ale nie egoistycznie aż tak... smile

Siostra a Ty jak sobie radzisz?? wink

p.s w tym tyg. jestem częściej tutaj - bo mam na rano smile więc praktycznie caly dzień dla siebie smile

99 Ostatnio edytowany przez wiadro (2013-02-20 21:46:04)

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

p.s w tym tyg. jestem częściej tutaj - bo mam na rano smile więc praktycznie caly dzień dla siebie smile

Fajnie, a co do wcześniejszego postu i "expertki" nie wypowiem się, prawdopodobnie po to do tego stworzone jest forum, no ale chyba ktoś bardziej nieżeli ja jest obeznany w tematach.

100

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Urok Grozy jestes na prawdę dzielna, przeczytałam wszystko. Też mialam 23 lata jak mi się rozpadła kilkuletnia miłość, byłam w szpitalu a mój były mnie wtedy zdradzał z inną, a do mnie łysej - leżącej na onkologii przychodził z kwiatkami i mówił że jestem piękna. Faceci (niektórzy!) tacy są. Po tym zdarzeniu nikomu nie ufalam, spotykalam sie z jednym ale zwiazek sie rozpadl przez moj brak zaufania, facet czul sie osaczony i poszedl do innej. Teraz mam prawie 26 lat i od roku mam faceta, od wrzesnia jestesmy zareczeni, we wrzesniu tego roku slub,myslalam po rozstaniu ze juz nikomu nie zaufam, w szpitalu chcialam odstawic leczenie, nie radzilam sobie tak dobrze jak Ty! Jestes wielka! Ja wyszlam ze szpitala i pomimo leków zaczęłam pić, dużo przytyłam i poza wychodzeniem do pracy to ciągle siedziałam w domu. Podziwiam Cię i życzę jak najlepiej!

101

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Tegan - dziekuję Ci za wsparcie smile
I powiem Ci - że nie jestem wiele większa od Ciebie smile w sensie - bo w końcu Ci się udało.
Udało pokonać Ci się brak zaufania do mężczyzn, jesteś zaręczona i planujesz ślub.
Udało Ci się jednak odstawić %. Udało Ci się zwyciężyć najcięższą ze wszystkich walk - zdołałaś uwierzyć.
To że przytyłaś to nie znaczy nic smile bo kiedy już wszystko się stabilizuje (moim zdaniem) w końcu reszta wraca do normy -
a nawet i być może - jest lepiej.
Co do wychodzenia - gdyby nie rodzina, i znajomi - pewnie też bym nie wychodziła nawet z pokoju. - Bo tak jak pisalam wczesniej -
przez pewien okres czasu nie zostawałam sama w ogóle - ciagle, ktoś ze mną był, choćby w tym samym pomieszczeniu ale był.
Potem te tabletki - było łatwiej - i był to ten czas przyswajania się do bycia samą. I odstawiłam tabletki - na dobre - zaczęły się koszmary - gdzie nigdy bym w to nie uwierzyła gdyby ktoś mi powiedział że tak się ma - a jednak teraz już wierzę. Ale postanowiłam to przezwyciężyć, kołatanie serca, te sny, te myśli, musiałam.
A z czasem - kiedy siedziałam sama było mi nudno i smutno - wiec to już bylo kwestią czasu, jak zachaczę się o kilku znajomych i będę chciała przebywać w toarzystwie - bo wtedy jestem wesoła.
Teraz swój czas poświęcam na to co lubię - moje zwierzaki smile A ich grono powiększyło mi się o sztuk 2., I ostatnio zaczęłam znów pisać moje śmieszne "opowiastki" - ale nie będę wysyłała nikomu na pocztę (wstydzę się)
Więc uważam - że sukces odniosłaś na prawdę wieeeelki.
Bo ja - na chwilę obecną - mam tak jak Ty po rozstaniu - nie wiem czy jestem w stanie komuś zaufać (w sensie jakiemuś mężczyźnie) wiem, że kiedyś kogoś poznam i jest całkiem możliwe że tak się stanie. Ale na chwile obecną jest to chyba dla mnie zbyt duże wyzwanie - a przecież wszystko przyjdzie z czasem smile) Więc, jeszcze walczę i jak to powiedziałam swojej pani psycholog "zostawiam stare ruiny zamku za sobą, a buduję nowy zamek osobowości - nad przepiękną tęczą - który będzie moją, nadzieją i fortecą" smile Tak deczko pozytywnie (sorka za takie określenia ale mam troszkę poetycką duszę)

Więc Tegan - dziękuję Ci jeszcze raz, i pozdrawiam serdecznie i cieplutko. smile) Jak coś, to pisz big_smile

Wiadro - spokojnie kochana smile) każdy wypowiada się wedle swoich myśli smile Nie koniecznie musimy się z nimi zgadzać, Więc i Ty nie musisz smile Ale najważniejsze jest to żeby żadne z nas się nie poddawało smile) I jak najbardziej pisz, pisz i pisz smile Mi lepiej jest ze świadomością - że ktoś o mnie pamięta smile Nowa znajomość - internetowa - ale sympatyczna i miła smile
Więc niech nikt się nie unosi i nie obraża smile
Pozdrawiam i piszcie kochani, piszcie smile

102 Ostatnio edytowany przez wiadro (2013-02-28 20:18:16)

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

Wiadro - spokojnie kochana smile) każdy wypowiada się wedle swoich myśli smile Nie koniecznie musimy się z nimi zgadzać, Więc i Ty nie musisz smile Ale najważniejsze jest to żeby żadne z nas się nie poddawało smile) I jak najbardziej pisz, pisz i pisz smile Mi lepiej jest ze świadomością - że ktoś o mnie pamięta smile

Piszę w miarę wolnego czasu, niestety na za wiele on mi nie pozwala, coraz to mniej czasu na wszystko. A niby wszędzie obecna ta nowoczesność. Na szczęście kończę nocki, od jutra idę na zasłużony urlop. smile
Pozdrawiam

103

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

a u mnie nocki poszły w ruch... przez to wszystko jestem strasznie zmierzła, potem będę miała jeszcze mniej czasu, bo pełne 2 tygodnie będę robiła na południowe zmiany i masakra... niby poświęcam teraz wiele czasu swojej osobie, a w rzeczywistości mam go tak malutko... w kolo tyle osób i odkąd uśmiech mi wrócił na buźkę to obróciło się jak w kalejdoskopie i ciągle mam jakiegoś stręczyciela - a ja marzę o wolnym, spokojnym dniu dla siebie... no ale już jutro (sobota) rodzinka wyjeżdza (co prawda tylko na dzień) ale zostanę sama i ale będę miała relaxss...

Rozumiem też Twój brak czasu - więc akceptuję to w jakim trybie piszesz, ważne że nie jesteś zła smile) Pozdrawiam cieplutko i jakby co to pisz, i zdawaj relacje smile

104

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

i ciągle mam jakiegoś stręczyciela - a ja marzę o wolnym, spokojnym dniu dla siebie...
Rozumiem też Twój brak czasu - więc akceptuję to w jakim trybie piszesz, ważne że nie jesteś zła smile) Pozdrawiam cieplutko i jakby co to pisz, i zdawaj relacje smile

Taki już urok kobiet, z jednej strony lubimy być adorowane i doceniane przez facetów, a czasem po prostu mamy ich dość.

Na razie z tego co widzę nie w głowie Ci faceci, a oni się niech bardziej postarają w końcu mają o co... jak to sama powiedziałaś "Kobieta z uśmiechem".

105

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

No widzisz kochana - niestety taki nasz urok smile
I masz rację - na razie nie w głowie mi faceci, wydaje mi się że pomimo iż czuję się dobrze - wiesz nie czuję tego kłucia w sercu, ani nie usycham z tęsknoty - to uważam że jest to dla mnie jeszcze za wcześnie. A nie chcę popełnić żadnego błędu - nie chcę się pomyslić biorąc czystą sympatię za coś głębszego i odwrotnie - dlatego uważam że potrzebuję czasu.
A może po prostu w żadnym z nich nic mnie nie tchnęło? ... Sama nie wiem smile)
Dlatego czas wszystko wyjaśni, ja nie zamierzam bynajmniej stać w miejscu i patrzeć - tylko realizuję siebie - realizuję swoje plany i dążę do tych marzeń które chciałam spełnić od zawsze smile Wydaje mi się że teraz mam do tego najlepszy czas smile Że nikt za bardzo nie powoduję że muszę z tych marzeń rezygnować, czy odstawić w czasie a potem nigdy do nich nie powrócić smile
Wiadomo nie jest idealnie - bo czasem jak to normalnie - myśli różne krążą po głowie.
Czasem te myśli odnoszące się tego jak bardzo szkoda mi tego minionego czasu, tych wszystkich miejsc - troche tego mi brak... Ale i z tym barkiem sobie radzę na tyle dobrze, że mogę go skutecznie zamaskować. I wyciszyć. Ale są takie chwile - więc nie twierdzę że jest to definitywnie zakończone, i że nie mam problemu - po prostu walczę z nim i robię wszystko by ta walka była z mojej strony skuteczna smile

Mam nadzieję że Ty też sobie radzisz, a gdybyś potrzebowała wsparcia - to jestem smile
Pozdrawiam cieplutko.

106

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Jakieś nowe plany odnośnie nowych miłości ? ... A może zauroczenie smile

107

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Heh nowe miłości - na razie Nie smile Chcę ponownie dojść do takiego stanu kiedy żadne wspomnienie nie będzie mnie bolało smile) Kiedy każdy dzień będzie super, a jeżeli wydarzy się coś pozytywnego będzie świetny smile Kiedy będę odporna i nie wyjdę z nerw z byle powodu, i wszystko znów wyda mi się takie banalne i łatwe big_smile
Poza tym chciałabym sobie dać czas - na ukojenie, przemyślenie swojej własnej postawy, na porobienie zmian w moim życiu - niewielkich ale takich, przyjemnych smile w jakimś sensie ustabilizować się i po spełniać jakieś tam swoje marzenia smile
Mam wytyczony jeden jasny cel którego się skrupulatnie trzymam, i mam kilka mniejszych smile o których nie chciałabym zapomnieć - a przy zauroczeniu czy innych tak intensywnych emocjach można łatwo się zatracić.

Ale nie zaprzeczę że jeżeli mnie trafi - o co raczej u mnie trudno - ale jeśli... to nie wykluczam.
Póki co specjalnie do tego nie dążę smile) Zaczynam na nowo czuć się szczęśliwą i dobrze mi z tym uczuciem.

A u Ciebie jak tam?

108

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

U mnie ciężko to określić, mój partner ma wypad za granicę, co prawda służbowy ale nie wyklucza tego że tam może zostać na dłużej iż to miał planowane, ale mam nadzieje że dam radę sobie z tą chwilą rozłąki. Sama planuje zająć się obowiązkami domowymi, i nie ukrywam iż coraz ich więcej na mojej głowie.

Optymistka, realistka z Ciebie ale jak już się pojawi stały partner to napiszesz o tym?

109

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

też tak o sobie zawszę mówię że jestem realistką ale z optymistycznym nastawieniem do życia smile
Odnośnie partnera - jezeli się pojawi - czemu nie, nie musze tego ukrywać to mnie teraz ani nie grzeje ani nie ziębi smile
Ale zapowiadam że prędko to nie będzie smile

pozdrawiam cieplutko :*

110

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Witaj UrokGrozy !
Dawno już tutaj nie zaglądałem. Klik, klik, klik. Na chybił-trafił. Trafiłem na Twój wątek. Chyba zaintrygował mnie Twój nick, ale nie wiem...
Przez piętnaście minut przelatywałem po postach z tych czterech stron i muszę przyznać, że jestem w lekkim szoku smile. Już mówię dlaczego.
Po pierwsze: Przepięknie opisujesz otaczającą Cię rzeczywistość ! Dosłownie widziałem przed oczami hale nr 1, 2, 6 i inne. Przechodziłem między stanowiskami mechaników, etykietyciarkami. Widziałałem panią z jakości jak macha do mnie ręką smile Byłem kilka razy w szatni (nawet tej damskiej) i w jadalni. Naprawdę piszesz super i proszę pisz swoje opowiadania. Po wielu latach to będzie skarb dla Ciebie, dla bliskich. Może i wydasz swoje opowiadania, kto wie ?
Po drugie: Dziękuję Ci. Jestem mężczyzną i mógłbym próbować opisywać to wszystko widziane oczami NIEGO. Jestem pewien, że on czuje że błądzi, że wie dobrze jak Ciebie mocno zranił. Nie odczytuj tego jako usprawiedliwienie. Wiem po sobie jaki facet może być głupi i uparty jak osioł. Pewnie tego sam wszystkiego jeszcze nie może objąć. Chyba nawet nie chce. Daje się ponieść uczuciom, pragnieniom i źle rozumianym potrzebom. Kiedyś pewnie więcej zrozumie, ale może być już za późno. Dziękuję Ci, bo potwierdzasz usłuszaną kiedyś tezę, że kobiety są mądrzejsze od nas w sprawach damsko-męskich. Twoje słowa pięknie przypominają mi, w czym różni się kobieta od faceta. Czego oczekuje, co dla niej jest aż tak ważne.
Jestem starszy od Ciebie, ale pewne sprawy pozostają dalej aktualne. Ba, pomału zaczynam dostrzegać że czas na pewne rzeczy pomału mija.
Wśród dziewczyn i chłopaków jest dużo niedojrzałych i nieodpowiedzialnych osób. Dzięki historiom opowiadanym na tym forum widać to bardzo wyraźnie.
Moim zdaniem Ty do nich nie należysz !
Byc może tak musiało się stać... Przecież potem inaczej patrzy się na życie. Inaczej układają się priorytety. Sens słów jest głębszy, mocniejszy...
Dałaś się poznać jako mądra i sympatyczna osóbka i wiem że jesteś warta bardzo wiele !
Pozdrawiam serdecznie !

111

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

@UrokGrozy: Jak w ogóle u Ciebie po tych przejściach, myślę że wszystko już okej ... ?
Pogodziłaś się z myślą o stracie swojej miłości, i nie kolej na nowe, a i w pracy jest Ci on obojętny, jak i jego nowa miłość.
Czy może już z niej zrezygnował, i przyszła kolej na nową.

Szkoda że ja tez nie mam czasu na pisanie, a i głowa mała od obowiązków.
Wesołych Świat

112

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Witam was smile - co u mnie slychać? - obrót o 360 stopni i niby ten sam obraz ale już całkiem inne kolory...
Więc zacznę może skromnie ale mam dziwne odczucie że teraz wiele porobilo się w koło mojej osoby - jak dotychczasowo miałam 3-ch adoratorów (z którymi podpisalam pakt na - tymczasowe koleżeństwo - do momentu aż będę wiedziała co czuję, bądź co chcę) tak teraz z 3 zrobiła się 5-tka z czego jeden robi w moim zyciu istną rewolucję.. i nie mogę zaprzeczyć że z tego może urodzić się coś głębszego (oczywiście podchodzę do wszystkiego z dystansem - nadzieja jest jaka taka - i muszę pierw zaufać a to łoo wymaga czasu) I dalej kochani - co u mnie ciekawego? - doczekałam się 1 miotu jajeczek lamparcikow (2 szt.) ale niestety mój siostrzeniec otworzył inkubator (z kuli że mieszkanie małe wiec stroi obok łóżka na podlodze) i stracilam 1 z nich (nad drugim już trzymam pieczę pilnuję, mam nadzieję i czekam na kolejne jajeczka)
Czy wszystko u mnie okej - jak najbardziej - według wskazówek koleżanek które pisywały mi rady i pomagały w najcięższych chwilach - stałam się niepodległą, pełną zycia młodą kobietą i wiecie co wam do tego napiszę... wszystkim to odpowiada - mój charakter, moj wyglad (wydaje mi się że z kuli na adoratorów musi być dość atrakcyjny bądź to ta nieskromna osobowość?) Nie wiem co się stało - bo w sumie tylko się uwolniłam, za bardzo się nie zmieniłam bo otwarta byłam a tu takie coś...
Wiadro smile) Kochana Ty moja odpowiadam Ci na pytania:
Więc jeżeli chodzi czy wszystko okej - mogę napisać że Tak czuję się szczęśliwa i pogodziłam się ze stratą - chociaż nie powiem czuję gdzieś tam głęboko jak tli się maleńki żal do byłego aczkolwiek - nie grzeje mnie to i nie ziębi - ani jego widok, ani jej widok... i jest mi to wszystko obojętne co o mnie mówią smile co do jego stosunków z nią i ich miłością - nie wiem, nie mam pojęcia i szczerze nie interesuje mnie to bo po 1 jest to do mnie nie podobne a po drugie niepotrzebne bo i po co?
i dalej

facet39 - dziekuję nie spodziewałam się takiej opinii co prawda nie przypominam sobie abym jakoś dokładnie opisywała swoje miejsce pracy, aczkolwiek osoba o rozwiniętym zmyśle wyobraźni =P że tak to śmiesznie określę połączy sobie to tu to tam i wyjdzie. Jeżeli chodzi o wspomniany wiek przez ciebie - potwierdzę co napisaleś - pewne sprawy się nie zmieniają. Wiec różnica czasem nie ma żadnego znaczenia. Dziekuję Ci za cieple słowa wobec mojej osoby - masz rację - to co przeżyłam teraz powiem Ci nie jest jedynym moim przeżyciem. Jest jedno głębsze, ale to jest czyste i piękne, które dokładnie pielęgnuję w sercu tak by nigdy nie zginęło. Co do sposobu mojego pisania - przyznam się bez bicia mam jakieś tam krótkie własne opowiastki - ale jak to jest domeną wszystkich "wielkich" pisarzy wszystkie swoje dzieła chowają do szuflady by mogły nabrać wartości dopiero z czasem po ich śmierci (mi do tego ostatniego daleko) Co do uczuć byłego - jakoś nie bylo to moim zamiarem - jezeli mam być szczera bardziej chodzilo mi w ten czas o przekazaniu siły mojego bólu, zagubienia, zaklopotania, i wołania o pomoc... ale jeżeli coś tam się napomknęło no to cóż smile nic na to nie poradzę.

No to jeżeli chcecie o coś pytać smile To piszcie do mnie śmiało - zaglądam tu w miare możliwości czasowej (teraz skupiam się dużo na moim piesku - wyszlo że jest chora na niedoczynność tarczycy - więc troszkę pracuję z nią nad nią hehe) ale tyle o ile to zaglądam i kiedy mogę to odpowiadam.

Pozdrawiam cieplutko głowy do góry wysoko tak by zobaczyć tęczę !! muaah :*

113

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

Witam was smile - co u mnie slychać? - obrót o 360 stopni i niby ten sam obraz ale już całkiem inne kolory...

Świat zawsze kręci się w około, myslę stąd te zawirowania. smile

UrokGrozy napisał/a:

A Więc zacznę może skromnie ale mam dziwne odczucie że teraz wiele porobilo się w koło mojej osoby - jak dotychczasowo miałam 3-ch adoratorów (z którymi podpisalam pakt na - tymczasowe koleżeństwo - do momentu aż będę wiedziała co czuję, bądź co chcę) tak teraz z 3 zrobiła się 5-tka z czego jeden robi w moim zyciu istną rewolucję.. i nie mogę zaprzeczyć że z tego może urodzić się coś głębszego (oczywiście podchodzę do wszystkiego z dystansem - nadzieja jest jaka taka - i muszę pierw zaufać a to łoo wymaga czasu)

Kochana widzę że nadal chcesz być szczęśliwą, i do tego dążysz

UrokGrozy napisał/a:

Więc jeżeli chodzi czy wszystko okej - mogę napisać że Tak czuję się szczęśliwa i pogodziłam się ze stratą - chociaż nie powiem czuję gdzieś tam głęboko jak tli się maleńki żal do byłego aczkolwiek - nie grzeje mnie to i nie ziębi - ani jego widok, ani jej widok... i jest mi to wszystko obojętne co o mnie mówią smile co do jego stosunków z nią i ich miłością - nie wiem, nie mam pojęcia i szczerze nie interesuje mnie to bo po 1 jest to do mnie nie podobne a po drugie niepotrzebne bo i po co?

Opowiedz coś o tym nowym więcej smile
Pozdrawiam

Posty [ 66 do 114 z 114 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026