netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradzona - a miłość moja w pracy...

113 odpowiedzi20 089 wyświetleńzałożony przez UrokGrozy, 02.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 114 ]

1

Temat: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Witam,
Jestem tu nowa, zalogowałam się dziś. Ale jak w temacie, mam poważny problem.
Przez 18 miesięcy mieszkałam z chłopakiem. Wiadomo jak to w związku było z górki i pod górkę. Ale zawsze jakoś z tego wychodziliśmy. A teraz, wiem że to głupie ale mój świat zawalił mi się na głowę. Dowiedziałam się, że mój były Zdradził mnie. Rozstaliśmy się 29 grudnia rano, przed późnym wieczorem - bo coś koło 21 zabrałam wszystkie swoje rzeczy od niego i wróciłam do rodziców - płakałam, prosiłam by dał nam szansę, cierpiałam, i nadal odczuwam ból. Z tęsknoty, z głupienia, z cierpienia. A on wieczorem 29 Grudnia był już z nową dziewczyną. Wiem, że wcześniej już z nią bywał - podczas gdy nadal mieszkaliśmy razem, utwierdzał mnie codziennie aż do ostatniego dnia że mnie kocha, że jest ze mną szczęśliwy, że Moje miejsce jest tu przy nim. I tak do ostatniej chwili. A okazało się że Perfidnie mnie okłamywał. Powtarzał mi, te wszystkie piękne słowa. A w tym samym czasie, zdradzał. Kiedy mieliśmy 1 rok bycia szczęśliwą parą - przyjęła się do firmy w której on pracuje dziewczyna. Która najwyraźniej wpadła mu w oko. Gdy o nią pytałam, zaprzeczał że mu się nie podoba, że tylko ja się liczę, że gdyby było inaczej mnie dawno by już tu nie było - wiec uwierzyłam. Od listopada zauważyłam, że zaczyna z nią pisać na sławnym portalu Facebook. Ja tam profilu nie mam, ale on nigdy nie miał przeciwko żebym sobie mogła posiedzieć na jego profilu. I zmartwiło mnie właśnie to, że z nią pisze, jak dotąd mojej daty urodzin nie pamiętał, tak pytał się jej kiedy ma urodziny. Wciąż się złościł na mnie, i utrzymywał to że to tylko koleżanka. Okazało się inaczej. Wiedziałam że dzieje się coś nie tak (dodam że ja też pracuję w tej samej firmie co i on lecz miałam inne zmiany więc ciągle się mijaliśmy, a oni mieli zmiany ze sobą) Aż w końcu doszło do sytuacji, do rozmowy kiedy mój ukochany stwierdził że potrzebuje 2 tygodnie wolnego żeby sobie przemyśleć nasz związek czy ze mną być. Wtedy do mnie doszło, i zrobiliśmy sobie rozmowę. Spytałam się go "czy jest ktoś inny?" odparł "mam kandydatkę na dziewczynę" więc, zapytałam się właśnie o tą dziewczynę. Miałam rację, stwierdził że ona jest "inna", że on mnie już nie kocha, że od kilku tygodni nie jest szczęśliwy, że mam nie mieć Na Razie nadziei i że mam nie walczyć. Kiedy spytałam się go "czy to już jest pewne na 100%" to odpowiedział że "nic nie jest pewne na 100%, że jeszcze wszystko może się zmienić" Wyglądało to tak, jakby bolało go to, że tak długo pozwalał mi wierzyć w tą szczęśliwą miłość, w ten związek. Aczkolwiek, wątpię w te jego "cierpienie" bo jak można tak bawić się cudzymi uczuciami i zwodzić dziewczynę do ostatniego momentu. Zastanawiam się czy gdybym sama się nie wyniosła czy dalej by to ciągnął. Bo jak się zapytałam go, "dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej" w odpowiedzi usłyszałam "bo widziałem że jesteś szczęśliwa i nie chciałem Cię ranić" Spytałam go wtedy, czy zdaje sobie sprawę że teraz zranił mnie o wiele bardziej, bo to po prostu Zdrada z jego strony. Jak mógł tak postępować, wiedząc że ja w domu, czekam na niego z obiadami, sprzątałam dla niego, że każda chwila spędzona z nim jest dla mnie tak bardzo cenna i pożądana. Jak mógł brnąć w to dalej, wiedząc że ma mnie i utwierdzał do samego końca że kocha i że jest szczęśliwy. A ta dziewczyna, również wiedziała że on ze mną jest, że mieszkamy razem. Tego samego dnia napisałam do niej e-maila, ona również nie zaprzeczyła. A w jej wypowiedzi, wyszło że oni tworzą ze sobą "coś" od dłuższego czasu. To nie jest 1 raz, kiedy mi to zrobił. Za 1 razem, kiedy się "zakochał" w innej, straciliśmy kontakt na 2 lata. Ale ponieważ tamta była mężatką, to nie miał u niej szans, był z inną dziewczyną. A napisał do mnie ponownie bo jak twierdził, męczyły go wyrzuty sumienia że mógł mnie tak zostawić na lodzie. Wiec teraz, jest 2 raz. Lecz tym razem nie mogę pozwolić na to, by wrócił - jeżeli znów będzie chciał. Na co wiele osób jest zdania - że będzie chciał. Bo on wie, że mu wybaczę i że go kocham. Jestem również DDA. Wydaje mi się że kocham za bardzo. Wiadomo, z dnia na dzień nie pozbędę się uczuć do byłego chłopaka, bo kocham go szczerze, ufałam mu i wierzyłam że nam się uda. Wspólne urlopy. Wspólnie razem mieszkaliśmy. Różne zapewnienia z jego strony i słowa sprawiały że na prawdę mu wierzyłam. Wiem, że muszę trochę przecierpieć. I nie ma na to żadnej rady. Biorę tabletki na ukojenie nerwów "Kalms" zapisałam się do psychiatry - pierwszą wizytę mam 8 Stycznia. Lecz niestety, do tego czasu mam poważniejszy problem i muszę znaleźć sobie jakiś sposób na niego. Ponieważ, od 7 Stycznia. - Ja, i mój ex mamy razem zmiany. Razem będziemy pracować. Niestety zwolnienie moje nie wchodzi w grę, w tym roku komunia mojej chrześnicy, i praca mojej mamy w tej również firmie jest niepewna, więc trzeba oszczędzać na w razie co by wesprzeć rodziców. Również nie mogę iść na inną zmianę gdyż przypisana jestem do danej brygady, z którą chodzę, wiecie brygadzistka daje też premie itd. i też może dlatego że zakład pracy jest w innym mieście (wiecie takie pobliskie) i mam możliwość stałego dojazdu z innymi osobami 1 autem. Gdybym sama miała jeździć 400 stówki w miesiącu nie moje. a Dzięki nim tylko 100. Wiec, proszę o pomoc, jak poradzić sobie z obecnością byłego chłopaka (i możliwie również że z jego nową dziewczyną) w miejscu pracy? Jak mam się zachować? Staram się nie poddawać, przeczesałam trochę te forum, i jestem zaskoczona (pozytywnie) waszym wsparciem. Mi ono jest potrzebne. Mam jeszcze siostrę starszą której zamierzam te forum polecić. I kuzyna z którym codziennie rozmawiam przez Skype (ponieważ rozmowa z nim daje mi ulgę) moja mama również jest dla mnie wsparciem. Ale oni nie mogą zajmować się mną non stop, ponieważ mają swoje obowiązki i życie. A najgorzej jest kiedy jestem sama. Wiem, że były mnie zdradził, czuję się zraniona, mimo to kocham, nie potrafię tak jak on zapomnieć o uczuciu z dnia na dzień. Ani również nie padnę, pierwszemu lepszemu w ramiona. Ale nie wiem co mam ze sobą zrobić, jak wyzbyć się tego bólu? Co zrobić w zwiazku z pracą? Macie jakieś rady, to jestem otwarta na nie. Proszę o wsparcie bo tego potrzebuję, a wiem że nawet wizyta u psychiatry nie da natychmiastowego rezultatu.

Pozdrawiam

2

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

To przykre.. Nie dawaj sie nie jestes przedmiotem ktory mozna przestawiac to tu to tam.. Bo on powiedzial, ze nic nie jest na 100 procent to Ty bedziesz czekac.. On wie, ze moze Cie miec w kazdej chwili i jak z tamta nie wyjdzie to Ty bedziesz zawsze... To juz nie ma sensu im wczesniej to zrozumiesz to bedzie dla Ciebie lepiej.. Jedynie pokaz, ze bez niego jest Ci swietnie.. Nowe uczesanie, duzo usmiechu na twarzy moze jakas znajomosc zyj pelna piersia smile wiem, ze teraz to wszystko swieze i nie jest latwo ale uwierz mi czas leczy rany ...

3

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

wiesz co zmarla mi ostatnio ciocia, pierwsza osoba tak bliska mi zmarla i tak jak tobie, niespodziewanie i nagle chlopak zerwal tak i moja ciotka nagle umarla...
wiesz co najgorszy nie byl pogrze tylko wlasnie mysli dreczace mnie wiele dni, az poszlam na grob, zapalilam lapke, posiedzialam, to mi pomoglo, mam zamiar znow isc i widywac sie z nia i przyswoic sie do tej sytulacji.
tak samo ty, na poczatku bedzie ciezko, ale tak jak mowisz, nie masz wyjscia wiec badz nad tym wszytskim, powiedz "czesc" do bylego  i do pracy, sama pomysl czy nie dalo by sie tak ze nawet byscie sie za bardzo niewidzieli, moze stan dalej, a przerwe spedz ze znajomymi z ktorymi bedzesz jechala itd...
trzymam za ciebie kciuki, ciesze sie ze zdecydowalas sie na psychologa, napewno ci pomoze
powodzenia

4

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Dziękuję za odpowiedź.

Szczerze, czekałam z niecierpliwością aż otrzymam jakąś odpowiedź na mojego posta. Od osób postronnych. Dziękuję za radę, tak jak Ty julita29 piszesz, tak również mówi mi rodzina, siostra, mama, kuzyn i inne osoby. Ale wiem że są związane ze mną emocjonalnie. Dlatego nie wiedziałam, Czy faktycznie mam tak robić, być uśmiechniętą itd. Syla135 współczuję Ci - i dlatego dziękuję, że mimo Twojego bólu, masz na tyle siły żeby wesprzeć inne osoby, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że to co Ja przechodzę, jest pewnie błahostką w porównaniu do Ciebie. Aczkolwiek, jak pisałam w każdej skórze problem wydaje się być poważny. Wiec obie cierpimy. Mam nadzieję, że wytrwam w tej sile... Nawet wiem, że to może być głupie ale ta nowa piosenka Gossip - Move in the right direction daje mi takiego kopa, jakby mocy żeby się nie poddawać i iść dalej. Ale też wiem, że potrzebuje wsparcia innych osób. Dziękuję za to że jesteście.

Pozdrawiam cieplutko

5

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Pewnie, nawet powinnas tak robic usmiechac sie itd. to doda Ci pewnosci siebie smile a jak on zobaczy, ze promieniejesz i ze masz go gleboko w d.... tak po prostu tego nie zostawi smile bedziesz wtedy mogla mu powiedziec nawet jesli tak nie bedzie : ,, ...przepraszam, ale ja juz zaczelam zyc na nowo i nie ma tam miejsca dla Ciebie... "

6

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

julita dobrze mowi pokaz mu ze cie to nie zlamalo, wytrzymaj te 8h pracy  a potem placz ile wlezie ale nie przy nim, nie daj mu tej satysfakcji
kochana ja sie trzymam gdy ludzie patrza a jak jestem sama to oczy wylewam, lzej jest

7

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Będę się starała, nie pokazywać tego przy nim po sobie, że cierpię. Niech go teraz ściska w żołądku, żeby myślał sobie, co zrobił, co stracił. Ale z tym płakaniem, to też tak nie za bardzo - wszyscy mówią mi, że wyglądam jak Cień. Z fajnej, zgrabnej i pełnej dziewczyny - przemieniłam się w kościotrupa. Właśnie przez takie płakanie, bo to stres i nerwy i wtedy odmawiam sama sobie jedzenia. Ale dzięki wam - tu na forum - znalazłam ciekawą książkę Rhonda Byrne - Sekret, i że za 20 dni są moje urodziny (a moje 2 stałe przyjaciółki nie wiedziały co zrobić) podsunęłam im to jako formę prezentu. Ponadto zamówiłam sobie 3 inne książki.
- Rhonda Byrne - Siła
- Batko Andrzej - siła sekretu praktyczny poradnik
- Batko Andrzej - Haker umysłu.

Wiem, że nie mogę się poddać. Dlatego szukam różnych sposobów na zajęcie siebie. Swoich myśli - a ponieważ, to jest coś co mnie zainteresowało, to mam większą pewność, że nie będą mnie dręczyły czarne "myśli" - co on to teraz z nią robi - oraz wspomnienia. Bo to jest wyniszczające. Więc szukam sposobów, szukam pomysłów, żeby mój umysł się nie nudził. Dziewczyny dziękuję wam za wsparcie. Naprawdę, jest mi lepiej, kiedy wiem, że są osoby którym "męczenie się" lub "cierpienie" innych nie jest obojętne. Czuję, że nie jestem z tym wszystkim sama. Że nie muszę się tego wstydzić, że nie zostanę przez was wyśmiana.
Jesteście super. Dzięki !! wink

8

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Ja się może podepnę bo niektóre elementy historii pasują i do mnie... tylko ja raczej byłam na miejscu tej która w zdradzie uczestniczyła.  Spotykałam się z kimś kto jest w związku... na początku oczywiście twierdził, że jest wolny, że nie ma partnerki. Aż po miesiącu znajomości dowiedziałam się, że ma kogoś ale było za późno... mi zaczęło cholernie na nim zależeć. Gdy mu powiedziałam, że znam prawdę sprzedał mi taką bajeczkę, że uwierzyłam w każde jego słowo... podobno się nie spotykali od jakiegoś czasu, podobno się im nie układało i co najważniejsze mówił, że od niej odejdzie bo nic nie czuje tylko nie ma okazji a nie chce tego zrobić przez telefon. Kilka razy chciałam sobie dać z nim spokój i zakończyć te spotkania ale za każdym razem wciągałam się bardziej i bardziej aż się zakochałam... mówił, że nie chce mieć dziewczyny na razie... ale pomyślałam dam mu czas.... i stało się najgorsze spędziliśmy ze sobą nic. To było największą głupotą jaka zrobiłam w swoim życiu.... nie dość, że okazało się teraz że kłamał od samego początku bo spotykał się z nami równocześnie... z nią w tyg a ze mną w weekendy... sypiał z nią i ode mnie oczekiwał tego samego a ja głupia uległam raz jeden jedyny raz. Przed świętami spotkaliśmy się bo chciał poważnie pogadać... a raczej zakończyć spotkania bo stwierdził że nie pasujemy do siebie, że mamy inne charaktery... zresztą dużo by tego pisać... powtarzał, że nie chce mieć dziewczyny... i że nie będzie ani z  nią ani ze mną...
A jak sie okazało co wiem od jego kolegi który ma dość krycia go... spędzili święta normalnie... on nie wie o niczym a obiecał się przyznać. raz tylko widziała moją wiadomość na gg i smsy jak spał u niej ale jej też potrafił zamydlić oczy... Boi się, teraz że jej o tym powiem... powinnam? dziewczyny? Uchronić tą kobietę przed kimś takim? Wiem ja też zawiniłam i mam nauczkę do końca życia ale czuję, że nie mogę przemilczeć tego co stało??? On do niej nic nie czuje ma tylko zabawkę do zaspokajania swoich potrzeb seksualnych... kolega to potwierdza. Zdradzona będzie się czuć tak autorka postu... ale ja naprawdę wierzyłam, że się nie spotykają i że chce się z nią rozstać.... a on co chciał mieć nas obie... mnie raczej tylko w łóżku bo jak mi później powiedział nic do mnie czuje tylko mnie lubi. Nie zaufam już nigdy chyba żadnemu mężczyźnie.... moja głupia naiwność sięgnęła zenitu.

Teraz szukam sposobu jak jej powiedzieć o występkach chłopaka? Czy powiedzieć?? czy odpuścić?? Ja wiem jedno nie chce mieć z nim nic wspólnego sad
A i przepraszam autorkę postu, że się tak wcisnęłam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz a i sama coś doradzisz?
proszę...

9

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

o pani wodniczko haha ja tez mam urodxinki ale 5 dni po Tobie wink        mysle, ze nikt Cie tu nie wysmieje.... Sama zaryzykowalm choc wstydzilam sie bardzo ale opisalam swoja historie.. Zycie jest czasem trudne i lubi platac figle, ale nie mozna sie mu dawac bo tak serio to Twoje zycie smile dasz rade zobaczysz tylko caly czas rob krok do przodu bedzie dobrze .. Placz nic raczej Ci nie da a mysle, ze on nie jest wart nawet jednej Twojej lzy.. Mam nadzieje, ze za jakis czas powiesz sobie dobrze, ze tak sie stalo teraz jestem szczesliwa smile

10

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

O proszę, Wodniczka smile Super.
Przeczytałam Twój post. Szczerze, jestem zaskoczona Twoją historią.
Ja też początkowo czułam opory. Ale jakieś 3 dni temu - tak bardzo się tego wstydziłam.
Ale stwierdziłam że potrzebuję pomocy, że potrzebuję wsparcia.
I wydaje mi się, że podążę za Twoimi słowami.
Dobrze, że tak się stało. Teraz boli, ale moc osób które utwierdzają mnie w tym, że dobrze że teraz tak się stało,
że on nie jest wart mnie, ani moich łez. Że jeszcze mogę trafić na kogoś - kto będzie mnie wart.
Moja mama teraz ciągle mi powtarza - nie jesteś ani garbata, nie masz krzywych nóg, brzydka nie jesteś.
Dzięki waszemu wsparciu - czuję się z chwilą na chwilę coraz silniejsza.
Mam nadzieję, że uodpornię się na tyle, że w dniu 7 Stycznia kiedy w pracy stanę z nim -twarzą w twarz.
Będę na tyle silna, żeby spojrzeć mu prowokacyjnie w oczy i szczerze się uśmiechnąć. Następnie odejść.
Wiem, że w głębi serca mnie zaboli i będę cierpiała katusze gdy tylko go zobaczę. I całe moje uczucie wróci do mnie - niczym grom z jasnego nieba. Ale muszę wytrzymać.
Niech się zastanawia jaka we mnie zaszła zmiana. I jak to możliwe.
Chcę zrobić krok do przodu, nie chcę stać w miejscu tym bardziej się cofać. Bo wiem, że nie warto.
Dziś, dzięki temu forum - dzięki wam. Odniosłam mały sukces.
Nie wzięłam tabletek uspokajanych. I czuję się dobrze.
Niestety przed pracą będę musiała je wziąć bo wiem co tam mnie czeka.
Miliony pytań od osób z którymi pracuję, co się stało? dlaczego? jak to możliwe?
I wszystko do mnie wróci, a nie chcę się rozklejać. Są tam osoby które przyjmą mnie ze zrozumieniem.
Ale niestety w firmie w której pracuję jest wiele bab - które są po prostu wredne i okrutne.
Które nie rozumieją a tylko pastwią się nad nieszczęściem innych. Dlatego muszę dać sobie radę.
Być silną i się pozbierać do jednego kawałka.
Być uśmiechniętą i pokazać że nie da się mnie tak szybko "zabić"
Muszę Walczyć.

11

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Tulipanek89
przeczytałam Twoją historię... Nie jestem zła.
Ale uważam, że powinnaś powiedzieć tej dziewczynie o tym co się stało.
O tym, że on tak postąpił, że wmawiał Ci że jest sam.
Różnica między dziewczyną która jest teraz obiektem zainteresowania mojego ex a Tobą, - jest taka -
że ona wiedziała że razem ze sobą mieszkamy. Że jesteśmy ze sobą. Ba co więcej, wiedziała jak on się wobec mnie zachowuje.
Ja czuję się zdradzona. Bo zostałam zdradzona.
Ale Ty mozesz uchronić tą dziewczynę przed takim skrzywdzeniem jakiego ja doznałam.
Na prawdę, mydlenie oczu jest o sto kroć gorsze, niżeli prawda.
Bo gdyby mi mój ex od razu powiedział. Że ona mu się spodobała. Że "nasz" związek nie ma sensu. I pora się rozstać.
Nie cierpiałabym aż tak bardzo. Bo chociaż wiedziałabym że chce być fair wobec mnie.
Ale boli to, kiedy się kogoś kocha, a się wie - że zostało się przez osobę ukochaną zdradzonym.
I to w tak perfidny sposób. Oszukaną. Zdradzoną i zostawioną. Jakby odłożoną na bok.
Ta dziewczyna będzie cierpiała - możesz jej pomóc o ile nie jest za późno.
Tak by sama odeszła od tego kolesia. Bądź by on spróbował siebie zmienić (w co szczerze nie wierzę jeżeli z niego taki typ)
Powiedz jej. Pierw będzie zła - ale kiedyś zrozumie - może nawet kiedyś Ci podziękuje za to.
Gdybym to była ja - to chciałabym żeby mi to powiedziano za w czasu.
Mam nadzieję że podejmiesz odpowiednią decyzję.
Pozdrawiam.

12

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

O proszę, Wodniczka smile Super.
Przeczytałam Twój post. Szczerze, jestem zaskoczona Twoją historią.
Ja też początkowo czułam opory. Ale jakieś 3 dni temu - tak bardzo się tego wstydziłam.
Ale stwierdziłam że potrzebuję pomocy, że potrzebuję wsparcia.
I wydaje mi się, że podążę za Twoimi słowami.
Dobrze, że tak się stało. Teraz boli, ale moc osób które utwierdzają mnie w tym, że dobrze że teraz tak się stało,
że on nie jest wart mnie, ani moich łez. Że jeszcze mogę trafić na kogoś - kto będzie mnie wart.
Moja mama teraz ciągle mi powtarza - nie jesteś ani garbata, nie masz krzywych nóg, brzydka nie jesteś.
Dzięki waszemu wsparciu - czuję się z chwilą na chwilę coraz silniejsza.
Mam nadzieję, że uodpornię się na tyle, że w dniu 7 Stycznia kiedy w pracy stanę z nim -twarzą w twarz.
Będę na tyle silna, żeby spojrzeć mu prowokacyjnie w oczy i szczerze się uśmiechnąć. Następnie odejść.
Wiem, że w głębi serca mnie zaboli i będę cierpiała katusze gdy tylko go zobaczę. I całe moje uczucie wróci do mnie - niczym grom z jasnego nieba. Ale muszę wytrzymać.
Niech się zastanawia jaka we mnie zaszła zmiana. I jak to możliwe.
Chcę zrobić krok do przodu, nie chcę stać w miejscu tym bardziej się cofać. Bo wiem, że nie warto.
Dziś, dzięki temu forum - dzięki wam. Odniosłam mały sukces.
Nie wzięłam tabletek uspokajanych. I czuję się dobrze.
Niestety przed pracą będę musiała je wziąć bo wiem co tam mnie czeka.
Miliony pytań od osób z którymi pracuję, co się stało? dlaczego? jak to możliwe?
I wszystko do mnie wróci, a nie chcę się rozklejać. Są tam osoby które przyjmą mnie ze zrozumieniem.
Ale niestety w firmie w której pracuję jest wiele bab - które są po prostu wredne i okrutne.
Które nie rozumieją a tylko pastwią się nad nieszczęściem innych. Dlatego muszę dać sobie radę.
Być silną i się pozbierać do jednego kawałka.
Być uśmiechniętą i pokazać że nie da się mnie tak szybko "zabić"
Muszę Walczyć.

Ciesze sie, ze mogalm Ci jakos pomoc koniecznie daj znac 7 jak poszedl Ci dzien w pracy i zabraniam plakac usmiech, usmiech i jeszcze raz usmiech smile

13

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Dobrze. wink Postaram się wytrwać.
Ponadto, będę tu zaglądała od czasu do czasu.
Może ktoś jeszcze dorzuci jakąś złotą myśl bądź radę.
Dziękuję i pozdrawiam. A teraz kładę się przed pracą bo na nocce padnę.

14

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

UrokZgrozy! Nie da się zabić w sobie miłości tak po prostu na życzenie -- to tak jakbyś sobie sama chciała wyciąć kawałek serca. Dlatego lepiej tego nie robić. Kochasz go. Ale on Ciebie nie kocha, albo kocha, ale się zauroczył inną. Niestety nie zawsze możemy być z osobami, które kochamy. Taka jest naturalna kolej rzeczy.

Proponuję nie odcinać się od niego całkowicie. Przeczytaj 34 punkty mark21 metody 180 stopni -- gdzieś na tym forum znajdziesz. To dla małżeństw, ale stanowi drogowskaz jak się zachowywać.

No i pozostaje czekać, czas leczy rany. Miłość może nigdy nie zginąć jeśli była bardzo głęboka. Dlatego też bardzo uważaj -- nie odtrącaj chłopców, którzy do Ciebie się uśmiechają. Nie bądź niemiła i zgorzkniała.

Życzę Ci powodzenia. Na serce nie ma rady.

15

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Witaj ban.
Milo że napisałeś, masz rację nie da się zabić w sobie miłości tak po prostu. Przeczytaj mój 1 wątek. Napisałam tam, że wiem że nie potrafię zapomnieć o miłości tak z dnia na dzień. Dlatego też cierpię. Ale muszę jakoś sobie poradzić w konfrontacji z nim.
Nie twierdzę że będę odtrącała innych mężczyzn tylko dlatego że zostałam zdradzona.
Miło że się o to zatroszczyłeś. - z tego też moja decyzja odnośnie innych facetów - że chcę iść do specjalisty.
W tym żeby nie rzucić się pierwszemu lepszemu w ramiona tylko być rozsądną, ale też żeby żadnego nie odtrącić. I być wiecznie niechętną.

Dziękuje Ci również za sugestie. Jutro kiedy tylko wstanę, poszukam i przeczytam to co mi poleciłeś.
Na prawdę, nie zamykam się na propozycję innych osób.
Co do odcięcia się od niego całkowicie - to i tak nie mogę, będziemy razem jednak pracowali - i póki góra (kadry) tego nie zadecydują,
pomieszać zmiany. To będziemy szli równo prawdopodobnie aż do września. Więc będę miała z nim sporo kontaktu - i równocześnie sporo bólu.

Dzięki za zainteresowanie i odpowiedź.

16

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Hej,
No i jestem po 1 nocce w pracy = 1 dzień w pracy od momentu rozstania z "chłopakiem".
Ogółem, jego nie widziałam - a była taka możliwość kiedy ja schodziłam z hali a on na nią wchodził.
Ale, coś gorszego... Niestety widziałam JĄ (jego nową oblubienice) i niestety, moja styczność
z tym odrażającym dla mnie obiektem będzie trwała chyba przez X czasu - już tłumaczę - na szczęście,
sprawdziłam sobie w grafiku, że nie mam zmian razem z jej brygadą, więc będziemy się mijać,
a to że będę ją widywała to dlatego że ma szatnie tam gdzie ja - i niestety, szafkę w miejscu gdzie,
jest to dla mnie widoczne (dla niej też - mam nadzieje że będzie jej głupio za każdym razem jak się tylko,
spojrzy w moją stronę) ja nie wiem, jak taka osoba może patrzeć sobie w oczy patrząc w lustro? To normalne?
No i więc, jak mam się zachować? Ignorować ją (jak powietrze = wiem że jest ale jej nie widzę) Czy może zabijać?
Wzrokiem morderczo - krwawym jak profesjonalnego killera (dodam że takie coś dość nieźle mi wychodzi)
A w pracy, naturalnie wieści szybko się rozchodzą (ludzie przecież głupi nie są i oczy swoje mają) - ale powiem wam,
że doznałam szoku, bo poza pytaniami typu: dobrze się czujesz?
To nikt o nic, się nie wdrażał. Niestety, leki z apteki chyba trochę szwankują kiedy jestem zła. W brygadzie pracuję, z dziewczyną
która też ma konto na tym słynnym portalu "FB" i ona kliknęła "lubię to" kiedy mój EXs ogłosił wszem i wobec że ma inną.
Byłam na nią zła o to, bo wcześniej obie się wspierałyśmy kiedy były mniejsze konflikty. I cały dzień w pracy ją ignorowałam.
Co się potem okazało - ona zrobiła to z ironii - żeby pokazać "jemu" że zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Ponoć -
ale tego to nie wiem osobiście - miała dodać mu jakiś komentarz do tego kpiący, ale stwierdziła że nie będzie się wtrącała.
Więc, chyba należałoby ją przeprosić. Co wy o tym wszystkim sądzicie?

17

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Już nie popadajmy w paranoje, aby kłócić się za lajki... Powinnaś być dojrzała w swoim wieku a zachowujesz się jak dziecko (no bo ona polubiła coś, czego ja nie lubię). Co za czasy

18

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
majszter napisał/a:

Już nie popadajmy w paranoje, aby kłócić się za lajki... Powinnaś być dojrzała w swoim wieku a zachowujesz się jak dziecko (no bo ona polubiła coś, czego ja nie lubię). Co za czasy

Nie kłóciłam się z nią o to. Tylko źle ją odebrałam i ignorowałam ją całą noc w pracy. Dlatego napisałam, że ją przeproszę, wytłumaczę jej - dlaczego tak postąpiłam. Dojrzale - ostatnio definicja tego słowa kłóci się z przyjmowaną prawdą. Więc przymknę na to oko.

19

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

za co tu przepraszac ? Laika dala a skomentowac to juz nie bo nie bedzie sie wtracac zenujaca jest ta panna ... Najpierw dala mu doping a Tobie tlumaczy sie ironia.. To tak jak ja bym Cie tu wspierala a na innym poscie smarowalabym Ci d... Mysle, ze nie powinnas sie na nia fukac tylko zlac gada to gada nie gada to nie proste a w ten sposob pokazalas, ze Ci na nim nadal zalezy a nie ta droge mialas obrac .. Mialbyc usmiech i totalna zlewka a przy lubej powinnas tym bardziej byc usmiechnieta ona mu przekaze wszystko... Nie ma co ja obwiniac bo moze to nie jej wina... Masz bliskich ktorzy Cie wspieraja im opowiadaj o swoich emocjach a w pracy zachowaj kamienna twarz ..

20

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
julita29 napisał/a:

Laika dala a skomentowac to juz nie bo nie bedzie sie wtracac zenujaca jest ta panna ... Najpierw dala mu doping a Tobie tlumaczy sie ironia

Weź... Chyba Twoim życiem komputer rządzi. Przecież tak nie wolno podchodzić do tego typu spraw.

21

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
majszter napisał/a:
julita29 napisał/a:

Laika dala a skomentowac to juz nie bo nie bedzie sie wtracac zenujaca jest ta panna ... Najpierw dala mu doping a Tobie tlumaczy sie ironia

Weź... Chyba Twoim życiem komputer rządzi. Przecież tak nie wolno podchodzić do tego typu spraw.

a jak Twoim zdaniem ? Dziewczyna dostala po dupie od bylego spiknal sie z dziewczyna znajoma z ich wspolnej pracy a ona ma wszystkim pokazac ze jest slaba? Daj spokoj... Kolezaneczke tez ma nie od parady widac, ze lekko falszywa a Ty sie czepnales jednego watku ... Dziewczyna cierpi nie zazdroszcze jej tej sytuacji bo widzac i ja i jego razem serce by mi peklo ...

22

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Ja bym ją traktował tak samo jak każdą inną kobietę w pracy... nie ignorować, nie zabijać. Neutralnie. Nawet jak się w tobie będzie gotowało to pasuje zachować pokerową twarz. Wiem, że to trudne.

23

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
ban napisał/a:

Ja bym ją traktował tak samo jak każdą inną kobietę w pracy... nie ignorować, nie zabijać. Neutralnie. Nawet jak się w tobie będzie gotowało to pasuje zachować pokerową twarz. Wiem, że to trudne.

Dokladnie ... Tak samo do tego podchodze ... W pracy luzik do wszystkich...

24

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Widzę że podczas kiedy mnie nie było trochę tu zawrzało...
Ogółem to - kamienna twarz była przy 1 spotkaniu z "nową" mojego Ex'sa - bo nie wiedziałam co mam zrobić,
przebrałam się w ciuchy, i wyszłam. Tak obojętnie zareagowałam bo w sumie nie wiedziałam jak mam się zachować.
A tak jak to napisaliście, powiedziałam o tym moim bliskim. Którzy podpowiadają mi to samo co i wy.
Za co jestem wdzięczna.
Co do innych osób w pracy (kobiet) to są w porządku. Rozmawiałyśmy dziś z koleżanką, śmiałyśmy się.
O dziwo trochę, zaszokował mnie paletowy (pracuję na lini produkcyjnej tak w razie ścisłości) - a dlatego -
że kiedy powiedziałam o tym koleżance takiej która na prawdę mi pomaga, i przejmuje się moim "losem" on niestety to usłyszał.
I będąc dziś na palecie (układanie zgrzewek z produktem gotowym) stał przy mnie, i pomagał mi się uśmiechać.
Wiec, tak praktycznie nie chcę się wybielać ale starałam się być uśmiechnięta. To o złości, owszem byłam zła -
ignorowałam tą "lajkujacą" ale nocy mi to nie popsuło.
julita29 - dziękuję Ci, jesteś super osobą - może nie znamy się osobiście ale miło jest wiedzieć, że ma się wsparcie.
Co do sytuacji z "nową" od mojego ek's zrobię jak mi radzicie - neutralnie. A może jeżeli mi się uda - to nawet wyskoczę w szatni z uśmiechem, mam tam też kilka znajomych co się ze mną przebiera, wiec postaram się robić z nimi jaja i żarty.
Tak Ban ma rację - będzie mi trudno - ale dam radę.
Nie po to tyle się produkujecie i doradzacie mi - żebym miała olać to. Co to, to Nie.
Pójdę za waszymi radami - będę się starała mieć "poker face" a przy kontaktach z resztą "uśmiech"
Na pewno - wiem że to dla mojego dobra - nie pokażę że jestem "słaba" bo nie jestem słaba i nie chcę być, za taką postrzeganą.

25

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Dzielna kobieta z Ciebie wiem, ze dasz rade smile

26

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Trzymam za Ciebie mocno kciuki smile Poradzisz sobie bez większych problemów smile

27

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

ananaasowa_ dzięki wielkie !! im więcej osób trzyma za mnie kciuki.
Tym więcej mam dzięki wam siły i odwagi by stawić temu wszystkiemu czoło.
Dzięki !!

28

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Dasz sobie radę:) Nie daj ani jemu ani jej satysfakcji:) Pomyśl ,że lepiej ,że to potoczyło się w ten sposób:) Wyobrażasz sobie ,że teraz mogłabyś z nim być a on nadal urabiał by tamtą na boku? FUUUUUJ!!!!!! tongue Sama zaczęłaś zauważać ile osób dookoła Ciebie uśmiecha się , stara pomóc i wesprzeć:) Bierz ten optymizm i uśmiechy garściami a kiedy już staniesz na równe nogi dawaj innym to co Tobie tak bardzo pomogło:))

29

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

ananaasowa_

Właśnie też o to mi się rozchodzi. Co by było gdybym nadal z nim była? Wciąż by mnie oszukiwał, a ja bym o tym nie wiedziała...
Z tą by skończył, i znalazł by sobie inną zabawkę.. a ja bym była jego sprzątaczką, kucharką, i utrzymywała cały dom na głowie i dbała o niego i o wszystko dookoła. Cieszę się, że tak się stało i że odkryłam to teraz, nim byłoby jeszcze później - mimo to - wiadomo wciąż boli. Nawet dziś siedziałam i oglądałam z nudów ten horror sinister (swoją drogą słaby jak dla mnie) na tyle słaby, że przypominały mi się sceny, jak się wtulam z tą całą czułością i miłością do niego. Jak stoję w kuchni, robiąc śniadanie o on przychodził mnie całować, i momenty kiedy szliśmy gdziekolwiek a on łapał mnie za rękę pokazując wszystkim że jestem tylko jego. - wiem. Nie powinnam tego rozpamiętywać. Ale pewnie trochę to potrwa zanim będę w stanie wypędzać te wszystkie myśli.
Ale idę za waszą radą!!
Nie dam ani jemu, ani jej satysfakcji. Będę uśmiechnięta. Pełna energii i żywa. Będę przyciągała innych tym co kiedyś w sobie miałam - żywą radość. Pamiętam, że kiedyś właśnie to ludzi we mnie cieszyło, że byłam taka uśmiechnięta. Żywa.
Wracam, i stąpam twardo po ziemi.
Idę na kolejną nockę do pracy. Jutro oczywiście zdam relacje jak mi poszło.
Póki co życzę wam miłej nocy. I Dziękuję.

30

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Wiem,że to boli...Wiem,że ciężko się tego wszystkiego wyzbyć...Ale próbuj dobre wspomnienia zastępować myślami o tym jak się zachował, jakim jest gnojem...
Nie jest wart takie fajne dziewczyny jak Ty:) A Ty w pełni zasługujesz na szczęście i na szacunek !

31

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

kochana wspolczuje Ci jakbym mogla to bym Cie przytuliła, pogadała, to jest masakra co przeżywasz a radzisz sobie świetnie i oby tak dalej!

32

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Hej dziewczyny...
Przed pracą jeszcze trochę pomęczyły mnie wspomnienia, kiedy wchodził "on" lub Ja na hale, i dawaliśmy sobie buziaka w usta - często nie jednego a kilka, mój "ex's" początkowo miał opory, ale potem się do tego przekonał a baby to widziały i akceptowały. Potem jakoś mi przeszło i.. (niżej)
Moja 2 Nocka za mną. Wchodzę do szatni by się przebrać i myślę sobie (na szczęście nie ma tej jego "nowej") 
wiec, przenoszę się na jadalnie (tam czekamy aż wybije odpowiedni czas by iść na halę do pracy) i co, spotykam 2 koleżanki -
które wiedzą o co kaman. Jedna woła mnie do siebie i kiwa mi głową w stronę wejścia i wchodzi "ona" - co się okazuje dziewczyny znają "nową" - pytam się ich "jaka ona jest?" a jedna odpowiada "jak zjebane radio"
Dziewczyny zabrały mnie na halę - i tak jak wam obiecałam tak zrobiłam - uśmiechnięta i wesoła. Na wszystko miałam "pozdro 600 i do przodu" tak mi sie uciachało to w głowie i tak do każdego mówiłam - koleżanki się ze mnie śmiały tak że brzuchy je bolały.
Niestety było nieuniknione to - bo co jakiś czas jakaś osoba coś się mnie pytała odnośnie jej lub jego - ale to też mnie nie zabiło.
Nadchodzi koniec szychty - jest wielkie sprzątanie - jak to po każdej nocce.
I teraz:
Zazwyczaj z poprzednich miesięcy - kiedy ja kończyłam zmianę, to kazdy mechanik idzie do warsztatu (bo musi), wiec gdzieś tam zawsze mykał między liniami. My skończyłysmy sprzątać naszą linię 06:04 i wiecie co - nie pojawił się.
Jak myslicie dlaczego?

Ze spokojem wróciłam do domu - torchę mama mnie też o to męczyła ale prosiłam jak każdą inną osobę żeby nie poruszała tego tematu zbytnio, bo w końcu chcę zapomnieć, wyleczyć się. W domu spałam praktycznie aż do godziny 15 (rezleniwiłam się troszku)
Ale dopadła mnie jakaś melancholia - nie brałam tabletek na ukojenie nerwów i troche myśli mnie pomęczyło, nie miałam ochoty wstać (zupełnie jak przy depresji) mama zrobiła mi herbatę, z ledwością zjadam śniadanie. Chyba w domu, mogę trochę zwolnić prawda?

ananaasowa_ ciągle staram się mieć to w głowie jak mnie potraktował - naturalnie kiedy wcale nie myślę to nie zaprzątam sobie głowy o tym, i czymkolwiek z nim związanego - ale kiedy jest taka sytuacja, to próbuję. W każdym bądź razie wiem, ze potrafię już poradzić sobie w pracy (dopóki go nie widzę)
Najgorszy będzie nastepny tydzień (kiedy będę zmuszona pracować - i już nie ma opcji żeby udało mu się uniknąć kontaktu wzrokowego ze mną, i dla mnie nie będzie szansy żebym go nie zobaczyła) - To będzie dla mnie najcięższe.

Tegan - dziękuję Ci za wsparcie - wiedz, że na prawdę taka postawa by mi pomogła - w domu też udaję twardą, żeby mama się o mnie nie martwiła. Jedyną osobą która mogłaby mnie przytulać non stop bez ograniczeń to mój kuzyn - lecz on studiuje daleko i jest to niemożliwe. Siostra ma wlasne problemy w domu z mężem - chociaż i tak bardzo mocno się zaangażowała w to wszystko.
Wiem że nie jestem sama, ale czasem tak się czuję. W chwili obecnej, kiedy siedzę i opisuję wam to wszystko - nie czuję się źle, chociaż przyznam się że po wyspaniu pierwsze co zrobiłam (po wyjsciu z kibla) to załaczyłam komputer, żeby odnaleźć wasze wsparcie.

Dziękuję Wam. I mam nadzieję, że w tych najcieższych chwilach - kiedy zacznę pracować z "ex's" i wiem, że bedę musiała dać z siebie bardzo wiele, i bardzo wiele się starać. Mam nadzieję że mnie nie opuścicie. I że będę mogla się wam wygadać. Wiem, że to takie męczące kiedy ktoś nawija o jednym i tym samym. Ale to chyba najlepszy lek.

Pozdrawiam cieplutko.

33

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

ale jestes dzielna smile dzis jest ciezka pogoda bo ja tez na nic nie mam ochoty od rana sad a co do ex no coz wydaje mi sie, ze bal sie smile wstyd mu i nie wie jak sie zachowac hehe dobrze mu tak smile

34

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

julita29 smile ja siedzę jeszcze w piżamie (za jakąś chwilę musiałabym się ubrać i wyjść z psem) bo byłam rano jak z pracy wróciłam...
Co do zachowania mojego "ek's" to też mi się tak wydaje. wstyd mu spojrzeć mi teraz w oczy - czyli chociaż wie że spie*rzył sprawę...
I dobrze że się boi. Na szczęście dużo dziewczyn w pracy pociesza mnie, i mówi że jestem młoda, że jeszcze znajdę szczęście...
Boję się trochę - bo wiem że kocham - i wiem jak było to za 1 razem... Też się "zakochał" w jakiejś tam kobiecie zwał ją "najpiękniejsza Gosia" a ja zostałam ze swoim bólem sama. I mimo to, że uczucie wygaslo, mimo że nie miałam z nim kontaktu... To jakby moja świadomość, przez te 2 lata braku kontaktu - niwelowała możliwosć stworzenia związku z innym facetem bo wciąż gdzieś tam tliła się nadzieja.
Boję się że i tym razem będzie - moje uczucie zgaśnie, zapomnę. Będę poznawała nowych facetów - wiadomo nie na siłę i nie zobowiązująco, ale kiedy zauważę że któryś stanie się interesantem - to, będę się cofała w myslach mając byłego... Wiem że to złe postępowanie, ale już raz tak miałam... Chciałabym się uchronić przed tym, tym razem.

35

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

I tak Cie podziwiam dajesz rade stawic czola bede brala z Ciebie przyklad smile trzymaj za mnie kciuki jutro moj wielki dzien boje sie jak cholera sad jak mi sie uda bede klikac co i jak smile

36

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

A właśnie -trochę się pochwalę..
Bo myślałam że ciężko mi będzie wytrzymać tego - że nie mam kontaktu z byłym.
Myślałam, że wbrew zdań innych osób - złamię obietnicę i będę do niego pisywała wiadomości, i sms'y. -
Odziwo, kochani nie robię tego. Od momentu 29 Grudnia kiedy zrobił mi to świństwo - nie piszę do niego wcale.
Ani jednego sms'a ani jednej wiadomości na gg. Nic.
Nie złożyłam mu życzeń noworocznych. - Nic. 0 skrupułów.
Wiem, że to małe osiągnięcie - ale dla mnie ogromne.
Mimo tęsknoty, mimo miłości i tego bólu które w sobie noszę.
Ale najcięższy krok jeszcze przede mną - wspólna praca. Na którą jestem skazana.
Mam jeszcze trochę czasu - żeby postarać się uodpornić na ból na te kłócie w sercu, tęsknotę i wiem że pewnie wiele wspomnień powróci jak było kilka dni temu - gdy go tylko zobaczę. To będzie mój najcięższy egzamin. Wiem że nie mogę się poddać.
Wiem, że nie mogę dać tego po sobie poznać że mnie boli. Że mam iść z uśmiechem.
Oby mi się udało.

37

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Trochę późno ale wstałam...
I zaczął się weekend - a mnie dopadło uczucie samotności...
Tyle szczęścia że nie męczą mnie już okropne "myśli" - na temat "co robi moj ek's i jak teraz sie cieszy"
jakoś co chwila myślę o czymś innym - ale mam te uczucie pustki.
Czuję się sama. Wzięłam tabletki żeby się nie denerwować. Ani żeby nie rozpaczać zbytnio.
Ale jakoś smutno mi - nie wiem co mam ze sobą począć.
Mam pomysł żeby zacząć pisać kolejną krótką "powieść" - taką wiecie na odreagowanie.
Ale i tak - czuję pustkę. I czuję te swoje obawy - przed popełnieniem tego samego błędu co kiedyś.

38

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Za świeże to wszystko żebyś nie czuła strachu przed kolejnymi 'razami'... Może jakieś hobby? Taniec? Siłownia? może nauka jakiegoś obcego języka? Coś co TOBIE przyniesie korzyść i ukojenie:)

39

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

ananaasowa_ tak, właśnie znalazłam sobie cel który chcę zrealizować.
A mianowicie - w przyszłym roku - jako w ramach prezentu urodzinowego jadę na wycieczkę 15 dniową.
A miejsce to jest Tajlandia - Bangkok wink -> kierunek świątynia tygrysów
To będzie wycieczka mojego życia - naturalnie będę musiała długo odkładać pieniążki -
ale nie mam zobowiązań, a to "marzenie" jest czymś co daje mi kopa do działania.
Coś co mnie unosi. Co chcę spełnić. I To będzie również moja motywacja w pracy - za wszystkie trudy,
związane z przebywaniem w obecności byłego i jego nowej.
A wiadomo koszt takiej wycieczki nie jest malutki - ale bynajmniej mam cel do osiągnięcia. wink
Więc mam dużo pracy z tym postanowieniem - trzeba sobie paszport wyrobić,
zapoznać się tam z klimatem na ten okres, poszukać ofert.
Kocham robić zdjęcia - mam aparat lustrzankę sony Alpha 200.
Teraz to już stare pudło bo takie cuda wychodzą ale dla mnie wystarczająco dobre.
Wiec będę musiała poszukać karty pamięci o większej pojemności.
Ponadto zamówiłam sobie książki w empiku - ale odbiór dopiero 15 Stycznia - więc trochę sobie poczekam.
Ponadto chcę zrobić mamie prezent w Marcu - kolejny cel do spełnienia.
Zauważyłam że takie pozytywne myślenie o przyszłości i ustalanie sobie marzeń jako cele do spełnienia -
daje mi dużo przyjemności. Dążenie do nich jest pracochłonne.
I dodatkowo postanawiam zadbać o siebie, i samodoskonalić się wink
Więc czeka mnie dużo pracy. Na pulpicie sobie zrobiłam listę takich "marzeń" - które są realne do spełnienia -
i za każdym razem jak będzie mnie łapał dół. Będę wchodziła w plik i przypominała sobie o tym.
Co Ty na to? - Co Wy na to?
Moja rodzina się już zapoznala z moimi planami i popierają mnie. W tym roku na urlop wybiorę się do rodziny do Bieszczad.
Po najniższej lini oporu, a też kuzyn na pewno zabierze mnie nad Solinę. Na zamek Odrzykoński.
Tam osiągnę też spokój, relaks a ciocia już na pewno się postara o to - bym wróciła do swojej wagi i prawidłowego wyglądu.

40

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Hej UrokGrozy,
Czy ja dobrze zrozumiałem, czy Ty go prosiłaś, by dał Wam szansę? Po tym jak Cię zdradzał i jeszcze tego samego dnia, gdy Ty postanowiłaś wrócić do rodziców on już był z nową? Tą samą którą opisał jako ?mam kandydatkę na dziewczynę?, tak? A wtedy jak Ci to powiedział, to tym kim dla niego byłaś? Dodatkiem jakimś na samotne wieczory? Swoją drogą sprytnie to rozegrał, nic nie jest pewne, na 100%, więc jak mu się z tamtą nie uda, to chce sobie zostawić furtkę, by dalej być z Tobą, tak?
Wiesz, skoro już drugi raz byliście razem, to myślę, że w żadnym wypadku nie powinnaś pozwolić na ewentualny kolejny raz. Jemu się odwidzi koleżanka z pracy i znów wróci mówiąc, że nie mógł Cię tak na lodzie zostawić, a Ty go przyjmiesz w ramiona, wszystko przebaczysz i zapomnisz? Musisz się cenić, ba jak nie Ty sama, to kto?
Jeśli będziecie razem na zmianie, to staraj się unikać z nim kontaktu, cześć i tyle, albo nawet bez tego. Pokaż, że świetnie sobie bez niego dajesz radę, nie zwracaj na nich uwagi, zwłaszcza jak będzie z nia razem w pracy.
Samo uczucie z dnia na dzień nie minie [sam coś o tym wiem, bo długo przeżywałem rozstanie z kobietą po niemal czteroletnim związku, w którym to akurat ona okłamywała], a czas pomoże jak zawsze w takich sytuacjach. Kupiłaś książki, świetnie, będziesz mieć zajęcie, bo myślenie o tym co było do niczego nie prowadzi, po co się zadręczać? Skoro on nie docenił tego co mu dałaś, to niech teraz żałuje.
Co do fb, podobnie jak Ty, nie mam tam portalu. Nie rozumiem tylko dlaczego Ty się przejmujesz co ktoś tam wypisuje, zaznacz, że lubi, czy cokolwiek innego? Zupełnie niepotrzebnie dorzucasz sobie problemów, nad którymi bezustannie rozmyślasz. Albo to sprawdzanie, kiedy ona pracuje, czy będziesz się z nią wiedzieć, ? do czego Ci to jest potrzebne? To samo z szatnią, skoro ona ma swoją szafkę dalej, to dla Ciebie dobrze, wchodzisz, zabierasz swoje rzeczy i wychodzisz, nie rozglądasz się czy ona jest czy nie. Jak chcesz przestać o nim myśleć, to musisz przestać zwracać uwagę na takie rzeczy, bo się tylko zadręczasz.
O ile dobrze pamiętam, masz z nim jutro pracować razem na zmianie, tak? Ale jak tak czytałem kolejne wypowiedzi, to widzę, że się uśmiechasz i tym nie przejmujesz, lub przynajmniej nie dajesz tego po sobie poznać. Tak też zrób jutro, skup się na pracy, on niech będzie dla Ciebie powietrzem i nie zwracaj na niego uwagi. Jeśli będzie coś zagadywał, to ignoruj.
Jestem pewien, że dasz radę, powodzenia smile

41

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Hej martinez

Wszystko co napisałeś jest prawdą. Nie mylisz się w tej kwestii wcale a wcale.
Po co sprawdzam grafik jak "ona" chodzi - żeby być pewną że jej nie będę widywała.
Gdybym miała widywać ich obojga jednocześnie mój - uśmiech - byłby trudny do osiągnięcia.
A tak, jak jest teraz jest dobrze - nie wyobrażam sobie powrotu już do niego. Wiedząc jak on zrobił tak otwarcie i tak perfidnie.
Masz rację w pracy mam wsparcie wielu koleżanek - co było dla mnie zaskoczeniem - chyba jednak w pewien sposób, budzę sympatię mimo że o tym nie wiedziałam.
Co do pracy z "nim" - tak od jutra zaczynam zmiany jak i on ale - powoli i coraz bardziej jest mi to obojętne. Oczywiście boję się swojej własnej reakcji kiedy go zobaczę (bo dotychczas od momentu zerwania nie widziałam go) Więc, boję się wiesz "szybsze bicie serca, robi się gorąco itd" ale na pewno będę go ignorowała i szczerze uśmiechała się, i śmiała się z dziewczynami w pracy które mnie wspierają w tej całej sytuacji. Będę na pewno musiała walczyć ze sobą - żeby nie próbować zerkać w jego stronę. To też będzie dla mnie trudne - ale też nie do nieosiągnięcia.
Za Twoje rady dziękuję - na pewno ich nie pominę. Wsparcie które mi dałeś jest dla mnie kolejnym cennym nabytkiem.
A też wiem, że jeżeli po całej nocy zmagań i trudów będę mogła napisać relacje z tego wydarzenia.
Dziękuję Ci bo naprawdę miło jest wiedzieć - że jest ktoś kto pomoże. Kto nie jest obojętny na problemy innych.
Dzięki wielkie jeszcze raz. Pozdrawiam wink

42

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

hej ciekawa jestem jak dzisiejszy dzien Ci minal, jak wygladalo Twoje spotkanie z panem ex ?

43

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Hej julita29
Ja dopiero przed pracą - mam nocki...
Ale ogółem psychika fatalnie u mnie - co chwila dowiaduję się nowych faktów.
Np. że na pasterce (gdzie jeszcze oficjalnie byliśmy parą ale po prostu nie pojechałam bo byłam zmęczona) - on już tam z nią był - i moja niedoszła teściowa o tym wiedziała (i nic mi nie powiedziała)
a teraz - że ta jego "nowa" już się do niego wprowadziła... i to nie ploty bo są pewne.
To wszystko to dla mnie za dużo - stanowczo za dużo...
A ja nawet nie mam żadnego kolegi z którym mogłabym wyjść gdziekolwiek,
na pizze, do kina, na spacer żeby nie siedzieć samą, żeby nie czuć aż tego że jestem sama...
staram się odizolować od tego wszystkiego mówię każdemu że mają mi nic na jego temat nie mówić - żadnych nowinek itd.
Bo chcę się uwolnić - ale co chwile ktoś, coś swoje 5 groszy dołoży i ja cierpię... Tym że jak można być takim człowiekiem i tak oszukiwać... Tym że romansował z nią mają jeszcze mnie...
I ja się staram, robię sobie plany ale znów coś ktoś do mnie mówi na jego temat i moja podbudowana psychika lega w gruzach...
Jest fatalnie...

44

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

Hej julita29
Ja dopiero przed pracą - mam nocki...
Ale ogółem psychika fatalnie u mnie - co chwila dowiaduję się nowych faktów.
Np. że na pasterce (gdzie jeszcze oficjalnie byliśmy parą ale po prostu nie pojechałam bo byłam zmęczona) - on już tam z nią był - i moja niedoszła teściowa o tym wiedziała (i nic mi nie powiedziała)
a teraz - że ta jego "nowa" już się do niego wprowadziła... i to nie ploty bo są pewne.
To wszystko to dla mnie za dużo - stanowczo za dużo...
A ja nawet nie mam żadnego kolegi z którym mogłabym wyjść gdziekolwiek,
na pizze, do kina, na spacer żeby nie siedzieć samą, żeby nie czuć aż tego że jestem sama...
staram się odizolować od tego wszystkiego mówię każdemu że mają mi nic na jego temat nie mówić - żadnych nowinek itd.
Bo chcę się uwolnić - ale co chwile ktoś, coś swoje 5 groszy dołoży i ja cierpię... Tym że jak można być takim człowiekiem i tak oszukiwać... Tym że romansował z nią mają jeszcze mnie...
I ja się staram, robię sobie plany ale znów coś ktoś do mnie mówi na jego temat i moja podbudowana psychika lega w gruzach...
Jest fatalnie...

oj nie fajnie... ale sama widzisz, ze nie byl Ciebie wart a patrzec tylko jak zaraz zrezygnuje z nowej znajomej... Co to za czlowiek ? Jakos nie mam litosci do takich elementów .. wypaczony dupek ... Nie przejmuj sie mimo, ze w srodeczku czujesz zal moze nawet jeszcze cos czujesz do niego to spojrz na to z tej strony, ze to czlowiek nie nadajacy sie do niczego... A gdyby byl Twoim mezem? Latalby z kwiatka na kwiatek... Niech sobie mieszka z ta sucza niech sobie go bierze .. Zobaczysz nim sie obejrzysz bedzies w ramionach rycerza na zlotym koniu smile glowa do gory smile

45

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

dzięki za słowa otuchy...
jestem tak zdenerwowana tym wszystkim - że musiałam znów wziąć te tabletki...
wolałam kiedy nic do mnie nie dochodziło, kiedy nic nie wiedziałam - tyle starań i ja znów cała się trzęsę
nie wiem jak poradzę sobie w pracy - liczę bardzo na wsparcie koleżanek...
tu wszyscy radzicie że mam się uśmiechać, ignorować go - a teraz jestem w takim stanie że nie wiem jak sobie poradzę.
Na prawdę nie mam pojęcia jak się podbudować znów - żeby uciec myślami...
Czuję się fatalnie, fizycznie i psychicznie... - to mnie wykańcza i ja czuję to...
To jest teraz jak jakiś koszmar który chcę żeby się skończył a on mimo wszystko trwa... -
a ja nie potrafię się obudzić...

46

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Dodatkowo czuję w środku jakby coś we mnie płonęło - jakby posypała się cała moja dusza...

47 Ostatnio edytowany przez ban (2013-01-07 18:55:03)

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Hej UrokGrozy!

Nie jest twoim zdaniem uśmiechać się. Jest Ci smutno to się nie uśmiechaj. Ale w pracy łzy są niewskazane -- na tyle ile możesz po prostu zachowaj twarz pokerzysty, a w najgorszym wypadku zaciśnij zęby, nie patrz, nie mów, nie słuchaj, tylko rób to co byś normalnie robiła (ubierała się, pracowała, itd).

Nie dasz rady nigdzie uciec myślami. To musi potrwać. Trzeba to przetrawić -- jak truciznę na mocz i wysikać. Dusza musi się z tym uporać i trzeba czasu.

Naprawdę nie ma wokół Ciebie ani jednego faceta, który poszedłby pomilczeć w knajpie? Który poszedłby na pizzę niekoniecznie paplać non stop? Albo do kina?

Ponownie namawiam Cię, że jeśli kochasz go dalej i bardzo abyś miłości nie próbowała w sobie zabijać, bo to jak wycinanie sobie kawałka serca. Sugeruję, abyś tę miłość zaakceptowała i wzięła pod uwagę, że to standardowa historia, że nie może się być z osobą, którą się kocha. Tak się zdarza. Nieraz ludzie kochają "na zabój", ale nawet nie mogę się spotkać z tą osobą. Ty z nią byłaś i nie jest ona kryształowa. Takie życie. Masz jeszcze szanse poznać kogoś lepszego.

48

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

ban ale to tak bardzo boli.
Nie potrafię zabić tej miłości - ale zaakceptować też nie mogę. Mam przez to duże szarpnięcia nerwowe.
Dziś jestem rozstrojona totalnie. Czuję się zraniona i sama.
Na prawdę nie mam nikogo takiego - miałam 2-ch przyjaciół (byli gejami) - ale dobrze czułam się w ich towarzystwie,
zawsze, wszędzie razem odkąd zaczęłam być z chłopakiem (który teraz mnie kopnął) oni postanowili, że dla mojego dobra -
wyjadą do Hiszpanii - i tak też zrobili nasz kontakt urwał się. Oni pozmieniali telefon, e-maile nie dochodzą do nich.
Zostałam sama. Kuzyn mieszka za daleko.

49

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

A myślałaś o jakimś kursie tańca, siłowni? Jakimś zajęciu które tak Cię zmęczy ,że nie będziesz chciała myśleć o niczym...
DOmyślam się jak jest źle...Ale trzymaj się, trzymaj się pionu i nie uginał się pod nawałem tego co się stało...
Wierze,że dasz rade:)

50

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Nie lubie siłowni - w sensie zatłoczonych miejsc czuję się wtedy nieswojo kiedy patrzą na mnie.
W pracy jakoś te przyzwyczajenie już jest. Kursy tańca - problem w tym że pracuję w trybie 3 zmianowym.
Więc, nie dopasuję się do żadnych zajęć czasowo. I tak ze wszystkim.
Wiem że muszę się trzymać - ale wziełam sobie już najsilniejszą dawkę tych tabletek z apteki - a i tak czuję, jak serce mi skacze.
To nie pojęte tak źle czułam się w dzień rozstania (mojej wyprowadzki)

51 Ostatnio edytowany przez ban (2013-01-07 19:23:00)

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

Nie potrafię zabić tej miłości - ale zaakceptować też nie mogę. Mam przez to duże szarpnięcia nerwowe.

Nic z tym się nie da zrobić. Boli Cię, że nie możesz z nim być.


Czuję się zraniona i sama. Na prawdę nie mam nikogo takiego ....

Wiesz co... a czy nie możesz po prostu powiedzieć koledze, o którym wiesz, że jest sam, aby poszedł z Tobą na jeden wieczór? Tak po prostu... albo koleżance? Nie musisz z nimi być nawet blisko. Poza tym na grupie jest też masa wątków gdzie samotni faceci szukają dziewczyn. No i co z tego, że teraz masz kryzys -- można iść na piwo, na pizzę, do kina... nawet na byle jaki film...

Jak masz dzisiaj czas to idź chociaż do kawiarni z gazetami, albo z laptopem, posiedź i w okno popatrz. Coś zrób... nie mówię, abyś szkła na jakieś kursy, treningi, itd -- chodzi o to, aby wyjść teraz, zaraz, jutro, gdzieś, najlepiej z kimś...

52

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

ban
dzięki za radę. poszukam - może znajdę kogoś do spotkań na spacery czy też kina...

53

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

ban
dzięki za radę. poszukam - może znajdę kogoś do spotkań na spacery czy też kina...

No to zaglądnij do działu o samotności -- może z twojego miasta jest ktoś i już dzisiaj możesz iść na kawę, albo na pizzę. Najlepiej aby ktoś zaakceptował, że nie będziesz zbytnio gadatliwa i że on też nie musi być "czarujący" (niektórzy się boją, że rozmowa nie będzie się kleić). Napisz z jakiego miasta jesteś -- może ktoś się znajdzie (chociaż anonse nie są dozwolone, ale widziałem wątki np. samotność w Krakowie).

W każdym razie gdybym był sam teraz to pewnie bym szukał na siłę jakąkolwiek (!!!) kobietę, która jest w stanie pójść do kawiarni/do kina/na pizzę/na spacer. Powiedziałbym, że chcę iść, ale nie sam, bo mam problem, ale niczego w zamian nie oczekuję.

54

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Zaglądnę do tego działu - ale dziś już pisać nie będę - jestem przed nocką...
Więc wypad już nie wchodzi dziś w grę...
Ale dzięki za podpowiedź.

55

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

No to idź na pizzę, wybierz najlepszą, plus najlepszy najbardziej niezdrowy napój, posiedź, odpręż się, idź na spacer w deszczu i zimnie, a potem dopiero taka naładowana do pracy.

56

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Dla wszystkich śledzących: oto relacja z 1 nocki...

Unikałam go jak mogłam, szłam z uśmiechem - od koleżanek dostałam odpowiedź że mi pomogą jeśli trzeba.
Cały czas bolało mnie serce (bilo zupełnie tak jakby nie miało miejsca w klatce piersiowej) - potem trochę się rozluźniłam,
wciąż nie miałam z nim żadnego kontaktu - byłam w stanie żartować z dziewczynami i śmiać się...
Zawołałam kolegę mechanika - oni nie widzieli jego "nowej" i nic im mój "ek's" nie mówi zbytnio chociaż są zdziwieni dlaczego...
Porzuciłam ten temat już całkiem, pośmiałam się jeszcze z nim, powspominałam stare czasy. I bęc - stłuczka na kole.
Brygadzistka do mnie, że mam iść po DKJ - wiec idę, przechodzę przez halę numer 2 przez linię numer 5 - mój eks znajduje się na lini nr. 6 ignoruje to że tam jest, nie patrzę w jego stronę - idę w konkretnym celu.
Stoję przed szybą i pukam do pań z kontroli jakości na palcach pokazuję im numer naszej lini (8) uśmiechnęły się do mnie i kiwnęly głową że jedna z nich już idzie. Więc zbieram swoją kruchą d*pe w kroki i wracam się z powrotem  również z uśmiechem na twarzy (ponownie przez linię numer 5) wychodze z strefy otwartej (strefa która jest odgrodzona płytami plastikowymi aby nic nie dostalo się do słoi z produktem przez czas kiedy my je zakręcimy nakrętką) i wychodzę w strefę otwartą z tym moim beztroskim uśmiechem (tam gdzie na słoje lecą pod etykieciare) i patrze przed siebie - stoi "ON" wyciera ręce w ręczniki papierowe. Więc myślę sobie "przejdę obok" i idę na przód - widzę że wykonuje ruch ręką w moją stronę jakby chciał złapać mnie za rękę lecz rezygnuje - aczkolwiek po tym złapał mnie "zaczepliwie" za biodro - nie zareagowalam szłam dalej. Nie odwracając się.
Serce podskoczylo mi do gardła (udało mi się?) Nie zareagowałam, nie spojrzałam w jego stronę, ale ten dotyk jego tak bolał. Tak dla mnie utęskniony ale tak bolacy bo przecież uczę się żyć bez niego.
Ogarniają mnie myśli "co on sobie w ogóle wyobraża? Jak śmiał w ogóle patrzeć na mnie, oczekiwać czegokolwiek, jak śmiał mnie dotknąć po tym wszystkim, tym całym cierpieniu które mi zadał i które trwa nadal?" Na te pytania dalej nie mam odpowiedzi, i nachodzą mnie kolejne "jak teraz on się poczuł?, czy tym mu dopiekłam chociaż trochę? Czy poczuł się mniej pewny siebie wobec mojej osoby, że stracił nademną kontrolę?"

Na linię wróciłam, trochę zmieszana ale szybko wróciłam do równowagi - opowiedziałam o tym mamie i koleżance z linii, stwierdziły że dobrze zrobiłam. Co chwile na linię przychodzili inni mechanicy "jego koledzy" miałam wrażenie jakby mnie obserwowali, coś na styl sprawdzali jak się zachowuję - a ja, czułam się świetnie, wręcz taka odprężona. I rozmawiałam, żartowałam.

Spotkanie 2-gie:

Koniec zmiany, sprzątamy linie po pracy. Idę wynieść śmieci i potem powrót znów do brygadzistki pomóc jej liczyć produkcję (uczę się)
niosę worek na plecach, idę na magazyn "ciepły" idę do miejsca gdzie zostawiamy śmieci a naprzeciwko mnie - znów wychodzi "ON" a ja nic, z workiem na plecach pogwizduję sobie i skręcam w bok żeby tam śmieci zostawić. Kiedy to robię, wychodzę z pomieszczenia i wracam się na linię - idę za nim - nie odwrócił się - mimo iż pewnie wie że za nim szłam. Nie wygladał na zbyt zadowolonego tym razem jak go mijałam. Moja mama powiedziała też mi, że jak szłyśmy na przerwę (również unikałam spogladania w stronę lini nr. 6) to stwierdziła że ogółem nie wyglądał na zbytnio szczęśliwego czy też zadowolonego.

No i koniec - to teraz czytać, i dawać mi wnioski i odpowiedzi na moje pytania. Co o tym wszystkim sądzicie??

57

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Twardziel z Ciebie no no smile bardzo dobrze zrobilas co innego gdyby powoedzial czesc co tam ? Ale co slowa nie umial wydusic tylko jakies szczeniackie gesty.. Mysle, ze probowal wybadac reakcje niestety dajac mu po uszach opadly mu skrzydelka i pewnosc siebie .. Tak trzymaj kochana nie uginaj sie pod zadnym pozorem zobacz ile juz dalas rade zrobic smile a on teraz rozmysla dlaczego i wciaz bije sie z myslami.. Tu masz plus bo ma Cie w glowie.. Zobaczymy jak bedzie sie zachowywal dalej.

58

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

No i super. Ale abyś nie cierpiała jak wczoraj jednak znalazłbym kogoś na piwo/pizzę. Sama widzisz, że wśród ludzi jest Ci dobrze.

59

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
ban napisał/a:

No i super. Ale abyś nie cierpiała jak wczoraj jednak znalazłbym kogoś na piwo/pizzę. Sama widzisz, że wśród ludzi jest Ci dobrze.

Ja moge skoczyc i zjesc z Toba cos pysznego smile skad jestes kochana?

60

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

julita29
Śląsk, J-bie Zdrój smile a Ty?

Powiem wam że i tak ciężko się czuje. Serio muszę porozmawiać ze specjalistą bo zeświruję.
Na szczęście wizyta moja za 30 minut. i mam nadzieje że chociaż trochę ulgi.

61

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Wiecie co - chyba jest mi tak ciężko...
Bo "On" tak szybko podjął nowe kroki z tą dziewczyną "nową"
Że ona już u niego nocuje (mieszka/ nie wiem)
To że wychodzi po nią po pracy (tak jak kiedyś robił to ze mną)
Chyba to mnie tak najbardziej boli - że tak szybko sie pocieszył inną.
Że ON nic nie żałuje... - jak mam sobie z tym poradzić?

62

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

Wiecie co - chyba jest mi tak ciężko...
Bo "On" tak szybko podjął nowe kroki z tą dziewczyną "nową"
Że ona już u niego nocuje (mieszka/ nie wiem)
To że wychodzi po nią po pracy (tak jak kiedyś robił to ze mną)
Chyba to mnie tak najbardziej boli - że tak szybko sie pocieszył inną.
Że ON nic nie żałuje... - jak mam sobie z tym poradzić?

sad ja mazowieckie szkoda bo byloby fajnie.. Nie martw sie jak moi znajomi z forum mowia ten czas takiego zalu pustki minie tylko ttzreba sie wspierac wlasnie miedzy innymi tym forum smile

63

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Wiem - ale boli cholernie
Ok jadę do psychologa - moja 1 wizyta. Mam nadzieje że "coś" da.

64

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...
UrokGrozy napisał/a:

Wiem - ale boli cholernie
Ok jadę do psychologa - moja 1 wizyta. Mam nadzieje że "coś" da.

trzymam kciuki smile

65

Odp: Zdradzona - a miłość moja w pracy...

julita29 lekarz nie mógł przyjechać...
siedzę i płaczę
czuję się źle, te nerwy mnie niszczą...
te wszystkie myśli mnie niszą... - nie wytrzymam do jutra.

Posty [ 1 do 65 z 114 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzona - a miłość moja w pracy...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026