Witam,
Jestem tu nowa, zalogowałam się dziś. Ale jak w temacie, mam poważny problem.
Przez 18 miesięcy mieszkałam z chłopakiem. Wiadomo jak to w związku było z górki i pod górkę. Ale zawsze jakoś z tego wychodziliśmy. A teraz, wiem że to głupie ale mój świat zawalił mi się na głowę. Dowiedziałam się, że mój były Zdradził mnie. Rozstaliśmy się 29 grudnia rano, przed późnym wieczorem - bo coś koło 21 zabrałam wszystkie swoje rzeczy od niego i wróciłam do rodziców - płakałam, prosiłam by dał nam szansę, cierpiałam, i nadal odczuwam ból. Z tęsknoty, z głupienia, z cierpienia. A on wieczorem 29 Grudnia był już z nową dziewczyną. Wiem, że wcześniej już z nią bywał - podczas gdy nadal mieszkaliśmy razem, utwierdzał mnie codziennie aż do ostatniego dnia że mnie kocha, że jest ze mną szczęśliwy, że Moje miejsce jest tu przy nim. I tak do ostatniej chwili. A okazało się że Perfidnie mnie okłamywał. Powtarzał mi, te wszystkie piękne słowa. A w tym samym czasie, zdradzał. Kiedy mieliśmy 1 rok bycia szczęśliwą parą - przyjęła się do firmy w której on pracuje dziewczyna. Która najwyraźniej wpadła mu w oko. Gdy o nią pytałam, zaprzeczał że mu się nie podoba, że tylko ja się liczę, że gdyby było inaczej mnie dawno by już tu nie było - wiec uwierzyłam. Od listopada zauważyłam, że zaczyna z nią pisać na sławnym portalu Facebook. Ja tam profilu nie mam, ale on nigdy nie miał przeciwko żebym sobie mogła posiedzieć na jego profilu. I zmartwiło mnie właśnie to, że z nią pisze, jak dotąd mojej daty urodzin nie pamiętał, tak pytał się jej kiedy ma urodziny. Wciąż się złościł na mnie, i utrzymywał to że to tylko koleżanka. Okazało się inaczej. Wiedziałam że dzieje się coś nie tak (dodam że ja też pracuję w tej samej firmie co i on lecz miałam inne zmiany więc ciągle się mijaliśmy, a oni mieli zmiany ze sobą) Aż w końcu doszło do sytuacji, do rozmowy kiedy mój ukochany stwierdził że potrzebuje 2 tygodnie wolnego żeby sobie przemyśleć nasz związek czy ze mną być. Wtedy do mnie doszło, i zrobiliśmy sobie rozmowę. Spytałam się go "czy jest ktoś inny?" odparł "mam kandydatkę na dziewczynę" więc, zapytałam się właśnie o tą dziewczynę. Miałam rację, stwierdził że ona jest "inna", że on mnie już nie kocha, że od kilku tygodni nie jest szczęśliwy, że mam nie mieć Na Razie nadziei i że mam nie walczyć. Kiedy spytałam się go "czy to już jest pewne na 100%" to odpowiedział że "nic nie jest pewne na 100%, że jeszcze wszystko może się zmienić" Wyglądało to tak, jakby bolało go to, że tak długo pozwalał mi wierzyć w tą szczęśliwą miłość, w ten związek. Aczkolwiek, wątpię w te jego "cierpienie" bo jak można tak bawić się cudzymi uczuciami i zwodzić dziewczynę do ostatniego momentu. Zastanawiam się czy gdybym sama się nie wyniosła czy dalej by to ciągnął. Bo jak się zapytałam go, "dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej" w odpowiedzi usłyszałam "bo widziałem że jesteś szczęśliwa i nie chciałem Cię ranić" Spytałam go wtedy, czy zdaje sobie sprawę że teraz zranił mnie o wiele bardziej, bo to po prostu Zdrada z jego strony. Jak mógł tak postępować, wiedząc że ja w domu, czekam na niego z obiadami, sprzątałam dla niego, że każda chwila spędzona z nim jest dla mnie tak bardzo cenna i pożądana. Jak mógł brnąć w to dalej, wiedząc że ma mnie i utwierdzał do samego końca że kocha i że jest szczęśliwy. A ta dziewczyna, również wiedziała że on ze mną jest, że mieszkamy razem. Tego samego dnia napisałam do niej e-maila, ona również nie zaprzeczyła. A w jej wypowiedzi, wyszło że oni tworzą ze sobą "coś" od dłuższego czasu. To nie jest 1 raz, kiedy mi to zrobił. Za 1 razem, kiedy się "zakochał" w innej, straciliśmy kontakt na 2 lata. Ale ponieważ tamta była mężatką, to nie miał u niej szans, był z inną dziewczyną. A napisał do mnie ponownie bo jak twierdził, męczyły go wyrzuty sumienia że mógł mnie tak zostawić na lodzie. Wiec teraz, jest 2 raz. Lecz tym razem nie mogę pozwolić na to, by wrócił - jeżeli znów będzie chciał. Na co wiele osób jest zdania - że będzie chciał. Bo on wie, że mu wybaczę i że go kocham. Jestem również DDA. Wydaje mi się że kocham za bardzo. Wiadomo, z dnia na dzień nie pozbędę się uczuć do byłego chłopaka, bo kocham go szczerze, ufałam mu i wierzyłam że nam się uda. Wspólne urlopy. Wspólnie razem mieszkaliśmy. Różne zapewnienia z jego strony i słowa sprawiały że na prawdę mu wierzyłam. Wiem, że muszę trochę przecierpieć. I nie ma na to żadnej rady. Biorę tabletki na ukojenie nerwów "Kalms" zapisałam się do psychiatry - pierwszą wizytę mam 8 Stycznia. Lecz niestety, do tego czasu mam poważniejszy problem i muszę znaleźć sobie jakiś sposób na niego. Ponieważ, od 7 Stycznia. - Ja, i mój ex mamy razem zmiany. Razem będziemy pracować. Niestety zwolnienie moje nie wchodzi w grę, w tym roku komunia mojej chrześnicy, i praca mojej mamy w tej również firmie jest niepewna, więc trzeba oszczędzać na w razie co by wesprzeć rodziców. Również nie mogę iść na inną zmianę gdyż przypisana jestem do danej brygady, z którą chodzę, wiecie brygadzistka daje też premie itd. i też może dlatego że zakład pracy jest w innym mieście (wiecie takie pobliskie) i mam możliwość stałego dojazdu z innymi osobami 1 autem. Gdybym sama miała jeździć 400 stówki w miesiącu nie moje. a Dzięki nim tylko 100. Wiec, proszę o pomoc, jak poradzić sobie z obecnością byłego chłopaka (i możliwie również że z jego nową dziewczyną) w miejscu pracy? Jak mam się zachować? Staram się nie poddawać, przeczesałam trochę te forum, i jestem zaskoczona (pozytywnie) waszym wsparciem. Mi ono jest potrzebne. Mam jeszcze siostrę starszą której zamierzam te forum polecić. I kuzyna z którym codziennie rozmawiam przez Skype (ponieważ rozmowa z nim daje mi ulgę) moja mama również jest dla mnie wsparciem. Ale oni nie mogą zajmować się mną non stop, ponieważ mają swoje obowiązki i życie. A najgorzej jest kiedy jestem sama. Wiem, że były mnie zdradził, czuję się zraniona, mimo to kocham, nie potrafię tak jak on zapomnieć o uczuciu z dnia na dzień. Ani również nie padnę, pierwszemu lepszemu w ramiona. Ale nie wiem co mam ze sobą zrobić, jak wyzbyć się tego bólu? Co zrobić w zwiazku z pracą? Macie jakieś rady, to jestem otwarta na nie. Proszę o wsparcie bo tego potrzebuję, a wiem że nawet wizyta u psychiatry nie da natychmiastowego rezultatu.
Pozdrawiam