Ale ja Ci powtarzam że ja nie mam urojeń i wyobrażeń że ludzie mnie nienanawidzą czy ignorują.
Prosty przyklad -spotkanie z klientem w poprzedniej firmie. W ramach integracji gramy w siatkówkę. Ja się wzbraniam ale w końcu próbuję. Ani razu nie udaje mi się odbić piłki czy nawet zaserwować. Potem wszyscy siadają, coś jedzą, piją. Gadka-szmatka, kupa śmiechu. Ja nic. Ktoś probuje wciągnąć mnie do dyskusji.A ja wyduszam z siebie coś w guście 'a moja koleżanka w Polsce jest dyrektorem w swojej firmie', po czym natychmiast zdaję sobie sprawę z infantylności tego co powiedziałam. Ktoś przytomnie zmienia temat. Dalej gadka-szmatka, wszyscy się smieją. Następny dzień -powtórka z rozrywki. A potem już nikt nie szuka mojego towarzystwa jeśli nie musi- po co w towarzystwie ktoś kto nic do niego nie wnosi? Ja nie mam żadnych urojeń, ja realnie oceniam fakty.
Na co mam przestawić myslenie? Że jestem fajna a te dupki się na mnie nie poznały? No sorry, ale w powyższej sytuacji to byłoby raczej żałosne.