a jakie szkoły skończyłaś?
Podobne tematy
Brzydullo od pierwszych słów Twojego postu poczułam się jak w domu.Czuje się jak Ty,nieudacznikiem,chociaż daleko mi do Ciebie,ja nie mam wykształcenia medycznego,w sumie w ogóle nie mam wykształcenia.,a egzamin na prawko zdawałam 10 razy.Nigdy nie będę w Anglii,pracę mam najniżej płatną.Czuję się strasznie samotna, ludzie mnie odsuwają,a może to ja sie odsuwam,w każdym razie od małego byłam dziwolągiem i czas tego nie zmienił.Problemu z zachowaniem się w grupie nie mam od lat nigdzie nie chodzę,tylko praca i dom.Piszę po to,żebyś wiedziała,że nie jesteś sama.P.S.Masz poczucie humoru,to też zaleta.
263 2013-02-16 12:40:18 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-02-16 12:43:16)
Brzydullo od pierwszych słów Twojego postu poczułam się jak w domu.Czuje się jak Ty,nieudacznikiem,chociaż daleko mi do Ciebie,ja nie mam wykształcenia medycznego,w sumie w ogóle nie mam wykształcenia.,a egzamin na prawko zdawałam 10 razy.Nigdy nie będę w Anglii,pracę mam najniżej płatną.Czuję się strasznie samotna, ludzie mnie odsuwają,a może to ja sie odsuwam,w każdym razie od małego byłam dziwolągiem i czas tego nie zmienił.Problemu z zachowaniem się w grupie nie mam od lat nigdzie nie chodzę,tylko praca i dom.Piszę po to,żebyś wiedziała,że nie jesteś sama.P.S.Masz poczucie humoru,to też zaleta.
Nie że mnie to jakoś pociesza...
Jak myslisz, dlaczego taka jesteś?
Ja jestem wierną kopią mojej matki, i z wyglądu i z wielu zachowań. I zastanawiam się czy to kwestia genów czy po prostu wychowała mnie ja kopię siebie (o zachowaniu i wzorcach myślenia mówię, nie wyglądzie).
Szkoda,że Cię to nie pociesza.U mnie to wynika chyba z tego,że wychowałam się w rodzinie z problemem alkoholowym.Tata pił,mama była i jest bardzo krytyczna.W domu były ciągle kłótnie i wyzwiska,a ja przyjęłam rolę "dziecka,którego nie ma" i takim dzieckiem zostałam,chociaż mam 39 lat i własną rodzinę.Myslę,ze już za późno na zmiany.
O proszę,to nawet w wieku jesteśmy podobnym ![]()
Nie, nie pociesza, dlaczego miałoby mnie pocieszać że innym też jest źle?
U mnie było trochę podobnie w rodzinie,chociaż całe zycie walczyłam inie chciałam pogodzić się że jestem gorsza i nic mądrego ze mnie nie wyrośnie... Życie jednak udowodniło że się myliłam.
A co do przyczyn to zastanawiam się na ile to wychowanie a na ile geny.
Nigdy się nie dowiemy co by z nas było,gdybyśmy mieli optymalne warunki do rozwoju emocjonalnego w rodzinnych domach.Ale ja wychodzę z założenia,ze w takim,a nie innym domu człowiek sie rodzi,ma tych a nie innych rodziców-bo taki był zamysł Boga,to Bóg tak nas ukształtował.Co prawda co my z tym zrobimy w życiu dorosłym to juz nasza sprawa.Ale ja mówię,jakiego mnie stworzyłeś,takiego mnie masz.
I po co w ogóle żyć?
Marzę, żeby mieć raka i umrzeć. Albo umrzeć z jakiegokolwiek innego powodu, ale wreszcie umrzeć.
oj kochana, ty lepiej wez i przestan o czyms takim marzyc, bo jak wiadomo marzenia sie spelniaja .... A i czesto wtedy, kiedy juz o nich zapomnielismy !!!!!
lepiej to szybciutko i skutecznie odwolaj I OD ZARAZ zacznij marzyc inaczej !!!
pozdrawiam
No jesli to kwestia tylko warunków emocjonalnego rozwoju to powinno to być korygowalne. Ale zaczynam podejrzewać że nie bo próbuję i nic. A co do Boga to tak lekko tego nie biorę. Jeśli istnieje, to z jakiej racji daje komuś wybrakowane życie i jeszcze oczekuje wdzięczności? Niesprawiedliwe.
Geny też tu mają coś do rzeczy.Mam siostrę,która wychowała się w tym samym domu,
a skończyła 3 fakultety.Jest wykształcona,ambitna,dobrze sobie radzi w życiu.Tylko ja
jestem tą czarna owca w rodzinie,która nigdy nie dała rodzicom powodów do dumy.Nie
poszłam na studia,bo zawsze źle się czułam w szkole(chyba miałam fobie społeczną,ale
dopiero niedawno to odkryłam).Teraz biorę leki antydepresyjne i jakoś tam żyję.
Z Twoim wykształceniem myslę,że masz powody do dumy.,i do wdzięczności.
Ja też źle czułam się w szkole.Jedynie w podstawówce jakoś się odnalazłam,ale tez trochę uczepiona za rękaw bardziej przebojowej koleżanki. Odwdzięczałam się pisząc za nie klasówki z matmy. Ale szło mi dobrze i bez większego wysiłku więc parłam na przód. Oczywiście im wyżej tym wysiłek większy.
I na każdym kroku przechodziłam etap odrzucenia przez grupę.
I też niedawno odkryłam ze chyba mam fobię społeczną,a przynajmniej jestem patologicznie nieśmiała,mimo mojego wieku. Wszystko co piszą o tym jak myslą i funkcjonują nieśmiali pasuje do mnie jak ulał.
No a życie pokazuje że na nic wykształcenie i dyplomy jesli się nie ma umiejętności spolecznych więc to wszystko zmarnowany wysiłek. za co i komu mam być wdzięczna? Bogu że się namozoliłam i nic z tego nie mam?
Ja jestem wdzięczna,że w ogóle mam pracę.Inna sprawa,że pracuję w jednym miejscu dziesięć lat,
na najniższym szczeblu,ale staram sie tego nie rozważać.
podpisuje sie pod postem ENKELI nic dodac nic ujac MADRA RADA
Ja jestem wdzięczna,że w ogóle mam pracę.Inna sprawa,że pracuję w jednym miejscu dziesięć lat,
na najniższym szczeblu,ale staram sie tego nie rozważać.
No,tylko nie łyknę tego tak łatwo że musimy być wdzięczne za chwasty podczas gdy inni dostają róże.
brzydulla napisał:
I po co w ogóle żyć?
Marzę, żeby mieć raka i umrzeć. Albo umrzeć z jakiegokolwiek innego powodu, ale wreszcie umrzeć.
oj kochana, ty lepiej wez i przestan o czyms takim marzyc, bo jak wiadomo marzenia sie spelniaja .... A i czesto wtedy, kiedy juz o nich zapomnielismy !!!!!
lepiej to szybciutko i skutecznie odwolaj I OD ZARAZ zacznij marzyc inaczej !!!
pozdrawiam
po to mam marzenia żeby chcieć żeby się spełniały
Ale wiesz,ja widzę,że przeważnie awansują ludzie,którzy maja gadanę i wiedzą z kim się przyjaźnić.
A ja z założenia współbratam się z takimi zwykłymi ludźmi,ze sprzątaczkami albo takimi jak ja szarymi
pracownikami,bo oni są mi blizsi.To chyba dobra cecha,że nie nadskakuję tym,którzy mogliby mi
załatwić awans.Za to,że jestem bezinteresowna,dziekuję losowi,że tak mnie uformował.
Mieć gadane to takie perelowskie określenie.
Awansują ludzie którzy mają zdolność komunikacji, negocjacji, autoprezentacji, rozwiązywania problemów. O to mnie ostatnio pytają na interview i mimo że CV mam ok nie chcą mnie bo z moich odpowiedzi jasno wynika że nie będę osobą która będzie przynoszącym dochód nabytkiem. Z czym się zgadzam boja potrafię robić pewne,głownie papierkowe zadania jak mi ktoś pokaże jak ale sama nic nie wymyślę. Podobnie jest w obecnej pracy - pracuję poniżej kwalifikacji i sobie nie radzę. Nie,nie jestem wdzięczna losowi że mnie tak uformował.
- w podstawówce byłam popychadłem ,ciągle się naśmiewali bez powodu
- w technikum było jeszcze gorzej : naśmiewali się ,
- dostałem sie na studia ,ale mi sie nie podobalo
- nie mam zadnego faceta, pewnie jestemzbyt brzydka albo malo wylansowana
- obecnie siedze w domu ,trace czas na forach i nie wiem co ze sobą zrobic
- planuje nażreć się chlorkiem potasu i wykitować
277 2013-02-17 14:29:14 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2013-02-17 14:38:35)
Brzydulla, ale to nie jest tak, że na fobię społeczną się zapada i już, jesteś na to skazana do konca życia. To też się leczy.
Nie pracowałaś nad sobą w tym obszarze, ty się tylko uczyłaś. A sfera społeczna leżała odłogiem. Nie dziwne, że nic się w niej u ciebie nie zmieniło..
To, że ci słabo idzie, jest moim zdaniem w dużej mierze efektem samospełniającej się przepowiedni (niech ktoś spróbuje powtarzać sobie z pełnym przekonaniem, że jest do niczego, po każdym potknięciu). A już zwłaszcza, jesli własna matka takie rzeczy wbija do głowy przez całe zycie ![]()
Ty własne potknięcia (które mogą być spowodowane wieloma czynnikami) uznałaś za dowód na to, że do niczego się nie nadajesz. A kto tak naprawdę wie, jakie są czyjekolwiek mozliwości? Ale nawet jesli nie masz żadnych specjalnych zdolności, niczego - wtedy też można być zadowolonym z siebie i szczęśliwym.
Wygoogluj sobie może ebooki Pokonywanie lęku społecznego, Terapia leku społecznego, Overcoming social anxiety (napisane przez dra Richardsa, który sam na to cierpiał). Możesz chociażby z ciekawości poczytać.
PS Ty się chyba nigdy nie denerwujesz, nie?
W sensie - złości na kogoś. Tak zauwazyłam na forum. Ale dla mnie to pozytywne ![]()
Edit: aha, dziewczyny, co do tego bycia popychadłem. To nie ejst tak, że to wypływa z naszej osoby, że to w nas dosłownie ejst coś takiego, co trzeba odrzucać.
Ja byłam odrzucona w gimnazjum, kiedy stałam się bardzo nieśmiała. W podstawówce w ogóle nie bałam się ludzi i nie miałam nawet cienia takiego problemu (a nawet jedna koleżanka mi raz splunęła pod nogi, tyle że nie traktowałam takiego czegoś jako wyznacznika swojej wartości).
To nie ejst zależność: my, nasze wnętrze, nasza cała osoba -> odrzucenie
tylko: nieśmiałe zachowanie, niepewne, izolowanie się -> odrzucenie
Nieważne, jak wartościowy jest taki człowiek,co ma do zaoferowania, takie zachowanie najczęściej prowokuje odrzucenie. Taki świat.
Brzydulla, ale to nie jest tak, że na fobię społeczną się zapada i już, jesteś na to skazana do konca życia. To też się leczy.
Nie pracowałaś nad sobą w tym obszarze, ty się tylko uczyłaś. A sfera społeczna leżała odłogiem. Nie dziwne, że nic się w niej u ciebie nie zmieniło..
To, że ci słabo idzie, jest moim zdaniem w dużej mierze efektem samospełniającej się przepowiedni (niech ktoś spróbuje powtarzać sobie z pełnym przekonaniem, że jest do niczego, po każdym potknięciu). A już zwłaszcza, jesli własna matka takie rzeczy wbija do głowy przez całe zycie
Ty własne potknięcia (które mogą być spowodowane wieloma czynnikami) uznałaś za dowód na to, że do niczego się nie nadajesz. A kto tak naprawdę wie, jakie są czyjekolwiek mozliwości? Ale nawet jesli nie masz żadnych specjalnych zdolności, niczego - wtedy też można być zadowolonym z siebie i szczęśliwym.Wygoogluj sobie może ebooki Pokonywanie lęku społecznego, Terapia leku społecznego, Overcoming social anxiety (napisane przez dra Richardsa, który sam na to cierpiał). Możesz chociażby z ciekawości poczytać.
Już pisałam na innym wątku że własnie to robię. Trochę nieświadomie ale całe życie robię to co się robi w terapii niesmiałości i fobii społecznej. Czyli wychodzę i próbuję. Nie mam problemu żeby wyjść do sklepu. Mogę zapytać o coś obsługę; wolę nie, ale jak muszę to to robię. Robiłam już i bardziej zaawansowane rzeczy: prezentacje, nowa praca, pół formalne/nieformalne przyjęcia ze współpracownikami i klientami. I to wcale nie pomaga. Wcale nie jest za każdym razem lepiej. Wręcz przeciwnie, moje lęki że nie będę miała co powiedzieć albo że powiem coś głupiego okazują się uzasadnione!
Nie chcę płacić 200 zł za terapię żeby mi powiedzieli że mam robić coś co już robiłam i zawiodło.
PS Ty się chyba nigdy nie denerwujesz, nie?
W sensie - złości na kogoś. Tak zauwazyłam na forum. Ale dla mnie to pozytywne
Najczęściej na siebie.
Zdarzyło mi się też wyładowywać frustracje na kocie.
Zupełnie jak mama - na zewnątrz nie pokażę nic a wyładuję się na sobie podległych i słabszych. Nie jestem z tego dumna, żeby nie było wątpliwości.
paulina20 napisał/a:Brzydulla, ale to nie jest tak, że na fobię społeczną się zapada i już, jesteś na to skazana do konca życia. To też się leczy.
Nie pracowałaś nad sobą w tym obszarze, ty się tylko uczyłaś. A sfera społeczna leżała odłogiem. Nie dziwne, że nic się w niej u ciebie nie zmieniło..
To, że ci słabo idzie, jest moim zdaniem w dużej mierze efektem samospełniającej się przepowiedni (niech ktoś spróbuje powtarzać sobie z pełnym przekonaniem, że jest do niczego, po każdym potknięciu). A już zwłaszcza, jesli własna matka takie rzeczy wbija do głowy przez całe zycie
Ty własne potknięcia (które mogą być spowodowane wieloma czynnikami) uznałaś za dowód na to, że do niczego się nie nadajesz. A kto tak naprawdę wie, jakie są czyjekolwiek mozliwości? Ale nawet jesli nie masz żadnych specjalnych zdolności, niczego - wtedy też można być zadowolonym z siebie i szczęśliwym.Wygoogluj sobie może ebooki Pokonywanie lęku społecznego, Terapia leku społecznego, Overcoming social anxiety (napisane przez dra Richardsa, który sam na to cierpiał). Możesz chociażby z ciekawości poczytać.
Już pisałam na innym wątku że własnie to robię. Trochę nieświadomie ale całe życie robię to co się robi w terapii niesmiałości i fobii społecznej. Czyli wychodzę i próbuję. Nie mam problemu żeby wyjść do sklepu. Mogę zapytać o coś obsługę; wolę nie, ale jak muszę to to robię. Robiłam już i bardziej zaawansowane rzeczy: prezentacje, nowa praca, pół formalne/nieformalne przyjęcia ze współpracownikami i klientami. I to wcale nie pomaga. Wcale nie jest za każdym razem lepiej. Wręcz przeciwnie, moje lęki że nie będę miała co powiedzieć albo że powiem coś głupiego okazują się uzasadnione!
Nie chcę płacić 200 zł za terapię żeby mi powiedzieli że mam robić coś co już robiłam i zawiodło.paulina20 napisał/a:PS Ty się chyba nigdy nie denerwujesz, nie?
W sensie - złości na kogoś. Tak zauwazyłam na forum. Ale dla mnie to pozytywne
Najczęściej na siebie.
Zdarzyło mi się też wyładowywać frustracje na kocie.
Zupełnie jak mama - na zewnątrz nie pokażę nic a wyładuję się na sobie podległych i słabszych. Nie jestem z tego dumna, żeby nie było wątpliwości.
Na kocie? A comu robiłaś?
Na kocie? A comu robiłaś?
Nie lubię o tym mówić. Wciąż strasznie mi wstyd i szkoda zwierzątka.
281 2013-02-17 23:33:07 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2013-02-17 23:34:15)
Już pisałam na innym wątku że własnie to robię. Trochę nieświadomie ale całe życie robię to co się robi w terapii niesmiałości i fobii społecznej. Czyli wychodzę i próbuję. Nie mam problemu żeby wyjść do sklepu. Mogę zapytać o coś obsługę; wolę nie, ale jak muszę to to robię. Robiłam już i bardziej zaawansowane rzeczy: prezentacje, nowa praca, pół formalne/nieformalne przyjęcia ze współpracownikami i klientami. I to wcale nie pomaga. Wcale nie jest za każdym razem lepiej. Wręcz przeciwnie, moje lęki że nie będę miała co powiedzieć albo że powiem coś głupiego okazują się uzasadnione!
Nie chcę płacić 200 zł za terapię żeby mi powiedzieli że mam robić coś co już robiłam i zawiodło.
Brzydullo, w takim razie gratuluję! Naprawdę. Niektórzy wcale nie wychodzą poza ten etap. Zamykają się w domu i nawet nie próbują. Ty potrafiłaś się sama zmobilizować, sama motywować do prób. Mimo porażek próbowałaś dalej. Nie zauważyłaś u siebie naprawdę żadnej poprawy?
Poza tym, myślę, że na forum bardzo się otworzyłaś. Pewnie nikt w realu nie wie o tobie tyle, co my w internecie. I tutaj udowodniłaś, że jesteś osobą inteligentną, z poczuciem humoru, która potrafi ładnie się wypowiadać. Potrafi pisac długie posty i wyczerpująco odpowiadać na pytania. Gdybym nie wiedziała o twoich problemach od ciebie, nawet nie pomyslałabym, że tak trudno jest ci otwierać się w stosunku do innych (i że mogłabys miec jakiekolwiek problemy z wypowiadaniem się).
Co do rezultatów twoich prób: czy wokół nie dostrzegasz ludzi, którzy nie wiedzą co powiedzieć? Albo mówią coś głupiego/potencjalnie głupiego?
Mysle, że taka jest cena otwierania się. Tak naprawdę ciągle narażasz się na jakąś śmieszność. Czy każdą swoją wypowiedź oceniasz jako głupią, czy jednak są te 'w porządku'?
I ostatnie pytanie: czy nie sądzisz, że ludziom bardziej na tym, byś powiedziała coś mądrego, zalezy na tym, bys okazała im sympatię, zainteresowanie, dała tym znak, że TY ich lubisz i akceptujesz i że dobrze się czujesz w ich towarzystwie?
Najczęściej na siebie.
Zdarzyło mi się też wyładowywać frustracje na kocie.
Zupełnie jak mama - na zewnątrz nie pokażę nic a wyładuję się na sobie podległych i słabszych. Nie jestem z tego dumna, żeby nie było wątpliwości.
O, widzisz. Czyli jednak gdzieś ta frustracja ulatuje. Czułaś jeszcze złość na mamę, o ile wiem.. To rzeczywiście przykre, że kot musiał cierpieć, zwłaszcza, że zależy mu na tym samym co tobie (spokoju i akceptacji). Mówisz, że mama wyładowywała się na słabszych, czyli po części tobie?
Brzydullo, w takim razie gratuluję! Naprawdę. Niektórzy wcale nie wychodzą poza ten etap. Zamykają się w domu i nawet nie próbują. Ty potrafiłaś się sama zmobilizować, sama motywować do prób. Mimo porażek próbowałaś dalej. Nie zauważyłaś u siebie naprawdę żadnej poprawy?
No własnie -efektem jest pogorszenie.
Teraz własnie zamierzam się zamknąć w domu. Już nie mam siły na dalsze eksperymenty.
Dzisiaj po urlopie 1 dzień w pracy myślałam o Tobie,jak się czujesz?.
Brzydullo,może jednak masz za duże ambicje,
a po prostu trzeba trochę więcej czasu i doswiadczenia,żebyś
była dobra w tym co robisz? co myślisz o słowach desideraty:
"Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna.
Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu." ?
Może nie zabunkrowałaś się w domu,bo nie piszesz:).
Przypomnę całą desideratę:
"Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.
Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.
Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.
Jeśli porównujesz się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.
Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami, jak i planami.
Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.
Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty: wielu ludzi dąży do
wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.
Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.
Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości.
Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.
Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie.
Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jak być powinien.
Tak więc, bądź w pokoju z Bogiem cokolwiek myślisz o jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą.
Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami, ciągle jeszcze ten świat jest piękny.
Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy."
Może więc nie jesteśmy nieudacznikami tylko dlatego,że nie brylujemy w towarzystwie.
284 2013-03-28 09:44:18 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-03-28 10:08:36)
Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: (...)
Może więc nie jesteśmy nieudacznikami tylko dlatego,że nie brylujemy w towarzystwie.
Nie tylko nie brylujemy w towarzystwie...
W zasadzie w ogóle nie mamy żadnych znajomych. A jak się znajdziemy w jakiejś sytuacji towarzyskiej to albo nie mówimy nic albo strzelamy gafy. Ponieważ nigdy nie wiemy co powiedzieć to pracodawcy nas nie chcą. Nie potrafimy też nauczyć się prowadzić samochodu, tańczyć, ładnie się ubrać i uczesać itp
Ogólnie nasze życie jest na uboczu,wszystko co fajne jest nie dla nas bo jesteśmy gorsi, nieudani...
Jak ja już chciałabym wreszcie umrzeć, skończyć tą nędzną bezsensowną egzystencję...
PS. Bycie sobą to to co boli mnie najbardziej.
W zasadzie w ogóle nie mamy żadnych znajomych. A jak się znajdziemy w jakiejś sytuacji towarzyskiej to albo nie mówimy nic albo strzelamy gafy.
Gdybyś chociaż pogodziła się z tym, że każdemu się zdarzają gafy i starała się nimi nie przejmować..
Brzydullo, naprawdę, ściągnij sobie książkę z ćwiczeniami dla ludzi z social anxiety, jeśli nie chcesz iść do psychologa.
Brzydulla te Twoje teksty o checi zakonczenia zycia chyba nie przystoja doroslej kobiecie, gdybys miala 13 lat to co innego. Powinnas troche docenic to zycie, ze wlasnie jestes zdrowa (o ile to nie depresja) i mozesz o sobie decydowac . W drodze do satysfakcjonujacego zycia przeszkoda jestes Ty sama
Brzydulla te Twoje teksty o checi zakonczenia zycia chyba nie przystoja doroslej kobiecie, gdybys miala 13 lat to co innego. Powinnas troche docenic to zycie, ze wlasnie jestes zdrowa (o ile to nie depresja) i mozesz o sobie decydowac . W drodze do satysfakcjonujacego zycia przeszkoda jestes Ty sama
Samobójstwa zdarzają się każdym wieku.
A mojego zycia po prostu nie chcę.
Czuję się niczym. Nie jestem zadowolona ze swojego wyglądu, no bo jak być zadowoloną z tym cholernym uczuleniem na twarzy. Do tego wydaje mi się, że: jestem gruba, stara, parę lat temu z blond włosami wyglądałam o niebo lepiej, ludzie mnie nie lubią, nikt mnie nie kocha i na dodatek zastanawiam się czy nie jestem czasem nieśmiała a to już znak, iż jestem w tragicznym stanie. Podsumowując to wszystko ? już nawet nie tracę czasu na zastanawianie się dlaczego jestem stanu wolnego. Czuję się taka samotna. Odnoszę wrażenie, że wszyscy moi znajomi spotykali się w tym wolnym wiosennym czasie na piwku, grillu, rowerze i innych miłych imprezach towarzyskich, a ja gniłam zapomniana przez wszystkich. Pewnie zbyt wiele wymagam.
Czuję się niczym. Nie jestem zadowolona ze swojego wyglądu, no bo jak być zadowoloną z tym cholernym uczuleniem na twarzy. Do tego wydaje mi się, że: jestem gruba, stara, parę lat temu z blond włosami wyglądałam o niebo lepiej, ludzie mnie nie lubią, nikt mnie nie kocha i na dodatek zastanawiam się czy nie jestem czasem nieśmiała a to już znak, iż jestem w tragicznym stanie. Podsumowując to wszystko ? już nawet nie tracę czasu na zastanawianie się dlaczego jestem stanu wolnego. Czuję się taka samotna. Odnoszę wrażenie, że wszyscy moi znajomi spotykali się w tym wolnym wiosennym czasie na piwku, grillu, rowerze i innych miłych imprezach towarzyskich, a ja gniłam zapomniana przez wszystkich. Pewnie zbyt wiele wymagam.
Z tym ostatnim to akurat możesz się pocieszyć -nie było grilowania bo padał śnieg ![]()
Nie wiem czy poprawia Ci to nastrój.
Dobrze wyglądasz w ciemnych włosach. Ale jak uważasz że lepiej Ci było w jasnych to dlaczego nie przefarbujesz?
Apropo włosów -coś się stało i moje od jakiegoś tygodnia jakoś mniej się puszą...
Dziewczyno, kobieto czy jakkoliwiek, opamietaj sie..czlowiek docenia to co ma dopiero jak to straci, w zyciu kazedego czlowieka jest cos co chcialby zmienic..jesli ciagle skupiasz sie na swoich brakach nikt dziwnego ze nie masz znajomych, ludzie wola otaczac sie osobami ktore sa pozytywnie nastawione do zycia, bo to procentuje, wiec zamiast marudzic co ci sie w tobie nie podoba, skup sie na tym co jest dobrego w twoim zyciu, moze narazie tego nie widzisz bo nie chcesz
Przeczytałem wszystko, rozumiem Cię doskonale, jeśli nie chcesz pracować z ludźmi możesz wykonywać prace zdalną, dużo jest takiej roboty, wystarczą chęci. Po tym co napisałaś możesz zostać programistką, koderką xhtml/css. Tylko uważaj, bo jest to praca w totalnej samotności i przy świecącym monitorze także po jakimś czasie stajesz się kosmitą :-D
Dziewczyno, kobieto czy jakkoliwiek, opamietaj sie..czlowiek docenia to co ma dopiero jak to straci, w zyciu kazedego czlowieka jest cos co chcialby zmienic..jesli ciagle skupiasz sie na swoich brakach nikt dziwnego ze nie masz znajomych, ludzie wola otaczac sie osobami ktore sa pozytywnie nastawione do zycia, bo to procentuje, wiec zamiast marudzic co ci sie w tobie nie podoba, skup sie na tym co jest dobrego w twoim zyciu, moze narazie tego nie widzisz bo nie chcesz
Jak umrę to niczego już nie docenię ani nie będę żałować bo nie będę o tym wiedziała. A w prawdziwym życiu nie mówię ludziom o swoich brakach, jestem milutka jak cukierek i ... śmiertelnie nudna.
Przeczytałem wszystko, rozumiem Cię doskonale, jeśli nie chcesz pracować z ludźmi możesz wykonywać prace zdalną, dużo jest takiej roboty, wystarczą chęci. Po tym co napisałaś możesz zostać programistką, koderką xhtml/css. Tylko uważaj, bo jest to praca w totalnej samotności i przy świecącym monitorze także po jakimś czasie stajesz się kosmitą :-D
To by wymagało kolejnych studiów które bym skończyła w bedąc pod 50tkę i musiała wejśc na rynek pełen geniuszów komputerowych którzy zaczęli programować pewnie w podstawówce. A ja geniuszem komputerowym nie jestem...
Pisalas ze jestes dobra z matmy a to jest podobne. Wystarczy silna wola, samemu sie tego nauczysz, masz ksiazki, masz internet wiec do roboty. I pamietaj nie odrazu krakow zbudowano
Byłam dobra z matmy ale skończyłam z nią w liceum, w dodatku miałam ją na podstawowym nie rozszerzonym poziomie
Co mają równania kwadratowe do programowania? Widziałam jak wyglądają podstawy, zrobiłam studia podyplomowe z informatyki. Szanse że nauczyłabym się na tyle dobrze żeby się zmierzyć z współczesną mlodzieżą są mizerne.
....jesli ciagle skupiasz sie na swoich brakach nikt dziwnego ze nie masz znajomych, ludzie wola otaczac sie osobami ktore sa pozytywnie nastawione do zycia, bo to procentuje...
taaa lekkoduchy być może.
Osobiście bardziej od pozytywnego nastawienia do życia cenię sobie w ludziach realizm,dobroć naturalnie wypływającą z serca jak i doświadczenie życiowe.
Oszołomy z wiecznym uśmiechem na twarzy budzą we mnie obawy ![]()
A w prawdziwym życiu nie mówię ludziom o swoich brakach, jestem milutka jak cukierek i ... śmiertelnie nudna.
skoro
taka świadoma swych zalet jak i wad...to czemu brak ci odwagi aby coś w tym kierunku zmienić?
Czytam Was dziewczyny ,brzydulla i missnowegojorku takie inteligentne ,bystre aż czasami czuję jakby nas nabijano w butelkę ![]()
Wierzyć mi się nie chce ,że takie osoby jak Wy dziewczyny są całkowicie samotne ?!
Wciąż tylko czytam i czytam "nie podobam się sobie" "jestem brzydka,gruba "
Cóż z tego?!!
Może Bóg czy też Gen nie zawsze równo dzieli urodą ale ja osobiście wolałabym dobrego i mądrego człowieka obok siebie jak tego cud-urok lecz pustego jak bęben.
Nie brak odwagi tylko moich wad NIE DA SIĘ ZMIENIĆ. Czuję sie jakbym rozmawiała z moja mamą i słuchała jej 'złotych rad': 'jestem nudna' - 'to nie bądź'. Tego że w towarzystwie nie masz nic do powiedzenia nie da się zmienić. Twój mózg tak funkcjonuje i koniec.
Promykslonca napisał/a:....jesli ciagle skupiasz sie na swoich brakach nikt dziwnego ze nie masz znajomych, ludzie wola otaczac sie osobami ktore sa pozytywnie nastawione do zycia, bo to procentuje...
taaa lekkoduchy być może.
Osobiście bardziej od pozytywnego nastawienia do życia cenię sobie w ludziach realizm,dobroć naturalnie wypływającą z serca jak i doświadczenie życiowe.
Oszołomy z wiecznym uśmiechem na twarzy budzą we mnie obawybrzydulla napisał/a:A w prawdziwym życiu nie mówię ludziom o swoich brakach, jestem milutka jak cukierek i ... śmiertelnie nudna.
skoro
taka świadoma swych zalet jak i wad...to czemu brak ci odwagi aby coś w tym kierunku zmienić?Czytam Was dziewczyny ,brzydulla i missnowegojorku takie inteligentne ,bystre aż czasami czuję jakby nas nabijano w butelkę
Wierzyć mi się nie chce ,że takie osoby jak Wy dziewczyny są całkowicie samotne ?!
Wciąż tylko czytam i czytam "nie podobam się sobie" "jestem brzydka,gruba "
Cóż z tego?!!
Może Bóg czy też Gen nie zawsze równo dzieli urodą ale ja osobiście wolałabym dobrego i mądrego człowieka obok siebie jak tego cud-urok lecz pustego jak bęben.
jakoś ludzie nie chcą się ze mną kolegować, ciągle ja jedynie zabiegam o ew. kontakt, ale po entym razie passuję ponieważ nie chcę się narzucać i być intruzem na czyimś terytorium. Ludzie nie chcą się kolegować z osobami powaznymi, nielubiącymi gadac i d. maryni, a ja o niczym nie umiem trajlować.
Nie brak odwagi tylko moich wad NIE DA SIĘ ZMIENIĆ. Czuję sie jakbym rozmawiała z moja mamą i słuchała jej 'złotych rad': 'jestem nudna' - 'to nie bądź'. Tego że w towarzystwie nie masz nic do powiedzenia nie da się zmienić. Twój mózg tak funkcjonuje i koniec.
a jak odbierasz ludzi? jako tych bez wad?
Czytając Twoje wypowiedzi tu na forum aż się wierzyć nie chce ,że w towarzystwie milczysz.
jakoś ludzie nie chcą się ze mną kolegować, ciągle ja jedynie zabiegam o ew. kontakt, ale po entym razie passuję ponieważ nie chcę się narzucać i być intruzem na czyimś terytorium. Ludzie nie chcą się kolegować z osobami powaznymi, nielubiącymi gadac i d. maryni, a ja o niczym nie umiem trajlować.
Tu masz rację ,poważna osoba znaczy dla wielu nudna ale wiesz co? Ja mam takich głęboko w poważaniu i nie zabiegam o kontakt z ludźmi którzy o niczym innym pogadać nie potrafią jak tylko o popierduchach.
Rozmowni, bynajmniej nie są jak dla mnie najciekawszymi osobami na świecie ![]()
Takie osoby często pokazują jakim to się jest ekstra a faktycznie to się ma nijak do rzeczywistości.
299 2013-04-11 18:22:30 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-04-11 18:23:53)
brzydulla napisał/a:Nie brak odwagi tylko moich wad NIE DA SIĘ ZMIENIĆ. Czuję sie jakbym rozmawiała z moja mamą i słuchała jej 'złotych rad': 'jestem nudna' - 'to nie bądź'. Tego że w towarzystwie nie masz nic do powiedzenia nie da się zmienić. Twój mózg tak funkcjonuje i koniec.
a jak odbierasz ludzi? jako tych bez wad?
Czytając Twoje wypowiedzi tu na forum aż się wierzyć nie chce ,że w towarzystwie milczysz.missnowegojorku napisał/a:jakoś ludzie nie chcą się ze mną kolegować, ciągle ja jedynie zabiegam o ew. kontakt, ale po entym razie passuję ponieważ nie chcę się narzucać i być intruzem na czyimś terytorium. Ludzie nie chcą się kolegować z osobami powaznymi, nielubiącymi gadac i d. maryni, a ja o niczym nie umiem trajlować.
Tu masz rację ,poważna osoba znaczy dla wielu nudna ale wiesz co? Ja mam takich głęboko w poważaniu i nie zabiegam o kontakt z ludźmi którzy o niczym innym pogadać nie potrafią jak tylko o popierduchach.
Rozmowni, bynajmniej nie są jak dla mnie najciekawszymi osobami na świecie
Takie osoby często pokazują jakim to się jest ekstra a faktycznie to się ma nijak do rzeczywistości.
no, ale z tego powodu jestem samotna....a samotnosc przyczynia sie do bycia nieszczesliwym i narzekajacxym...
Tu masz rację ,poważna osoba znaczy dla wielu nudna ale wiesz co? Ja mam takich głęboko w poważaniu i nie zabiegam o kontakt z ludźmi którzy o niczym innym pogadać nie potrafią jak tylko o popierduchach.
Rozmowni, bynajmniej nie są jak dla mnie najciekawszymi osobami na świecie
Takie osoby często pokazują jakim to się jest ekstra a faktycznie to się ma nijak do rzeczywistości.
Dla mnie są. Oczywiście rozmowne 'inteligentnie' a nie takie których wypowiedź składa się w 50% ze słów na k.,ch., czy p.
Każda porażka do krok bliżej do sukcesu ![]()
A może zamiast zbijać wszelkie argumenty "za", wyszukiwać kolejne wymówki- może jednak znajdź SAMA coś na "plus" . Przyznam się, że przeczytałam 1 stronę postów całą, drugą- pobieżnie, trzeciej nie miałam siły. Może trochę SAMA się postaraj. Może jednak znajdź coś pozytywnego. Jesuuu tyle negatywnych myśli, kto to udźwignie. Kobieto, zrzuć z siebie ten czarny płaszczyk. Skoro wyjechałaś do UK to nie możesz być ofiarą losu. To trzeba mieć odwagę żeby to zrobić i za to Cię podziwiam. Przed Toba życie i szeroki świat a ty siedzisz w kątku i się użalasz. Do przodu!
wszystko co istotne jest na minus, jak już pisałam nie raz
nie będę wmawiać sobie że jest OK i jeszcze do tego robić z siebie pośmiewiska
Brzydulla, znam Cie wirtualnie- netowo od wielu miesiecy, i z reka na sercu moge powiedziec, ze jestes inteligentna, ciekawa osoba.
Ale jestem powalona na kolana tym jak Ty sie nad soba aktywnie wyzywasz. Toc to przecie ekwiwalent codziennego biczowania i chodzenia w koszuli siermieznej! Tlamsisz wszystkie swoje mozliwosci w zarodku. Pisalam juz z tysiac razy, ze warto by bylo sprobowac terapii. I przy tym zostane.
Brzydulla, znam Cie wirtualnie- netowo od wielu miesiecy, i z reka na sercu moge powiedziec, ze jestes inteligentna, ciekawa osoba.
Ale jestem powalona na kolana tym jak Ty sie nad soba aktywnie wyzywasz. Toc to przecie ekwiwalent codziennego biczowania i chodzenia w koszuli siermieznej! Tlamsisz wszystkie swoje mozliwosci w zarodku. Pisalam juz z tysiac razy, ze warto by bylo sprobowac terapii. I przy tym zostane.
Ja spróbowałam i g. mi to pomogło. WIęc nie bądż taka pewna...
To, ze Tobie nie pomoglo, nie znaczy, ze nie pomoze innym. Mnie pomoglo, na przyklad. Lepiej sprobowac czegos niz siedziec na czterech literach jeczac.
mój charakter jest bardziej zbliżony do miss niż Twojego. Napisałam kiedyś do psychologa online, zaczeła mi mówić o terapii poznawczo behawioralnej, dziekuję bardzo, CBT to stosowałam sama i tylko mi się pogorszyło,bo w pełni uświadomiłam sobie jak bardzo jestem gorsza od innych...
zważywszy że ta próba miałaby mnie kosztować 40 f/h i narazić na kolejne stresy to wolę nie ryzykować
No, ale przeciez nie musisz isc prywatnie. Na NHS terapeute dostaniesz za darmo. Serio, gorzej Ci juz nie bedzie.
Adler pomogło, tobie na pewno też, adler nie kuma że ktoś nie umie nauczyc się szyc toi znaczy że tak nie jest, więc terapia ci pomoże...
Misska, ale jak mozna wiedziec z gory, ze nie pomoze, jak czlowiek nawet nie sprobowal? Przeciez to masakra jakas. Brzydulla sie zniecheca bo uslyszala o CBT (ktorej sama nie lubie), ale przeciez to nie jedyny dostepny rodzaj terapii. Jest naprawde wiele, i to za darmo na NHS.
to osoba dorosła i sama wie co ma robic, ja jej nie trzymam siła...
Oczywiscie, zrobi co chce. Jednak ja chcialabym ja przekonac do podjecia jakis krokow, bo dziewczyna sie meczy.
Oczywiscie, zrobi co chce. Jednak ja chcialabym ja przekonac do podjecia jakis krokow, bo dziewczyna sie meczy.
Nasze dolegliwości emocjonalne są niezwykle podobne, poznałuyśmu się już w realu i kilka razy nawet spotkałyśmy. Uwierz mi, że bliżej jej do mnie niż do ciebie (chodzi o osobowośc)...
Ale przeciez chec pomocy komus nie ma zwiazku z tym czy jestesmy podobni czy nie! Jestem charakterologicznie na zupelnie odwrotnym biegunie niz Brzydulla, co nie wyklucza tego, ze nie tylko chce Jej pomoc, ale moze mam inny, bardziej obiektywny wglad w sytuacje
Na NHS to najwyżej dostanę receptę na citalopram... chyba że tam wejdę i z miejsca poproszę o skierowanie do Holandii na eutanazję (czytalam że niektórzy rozszerzają warunek cierpienia które jest nie do wytrzymania i nie rokuje na poprawę o np.brak umiejętności społecznych więc jest szansa)ale raczej mało prawdopodobne żebym zdobyła się na taką odwage wobec calkiem obcej osoby.
Miss próbuje Ci powiedzieć że skoro mój problem jest zbliżony do jej problemu to całkiem słusznym jest oczekiwać że w moim przypadku terapia będzie nieskuteczna tak jak i w jej.
Bzdura. Ja dostaje na NHS Cymbalta, lek rzadko w UK stosowany, bo po prostu o niego poprosilam. Terapeutow tez mozna dobrych znalezc. Ja mam Warneford Hospital w Oxfordzie (przodujaca jednostka w zaburzeniach osobowosci), jestem pewna, ze rownie dobre jednostki psychiatryczne istnieja gdzies indziej.
Wg mnie to Ty depresje przyjelas jako swoja osobowosc, dlatego tak sie bronisz przed pomoca.
Moja depresja jest reakcją na braki mojej osobowości.
Ja nie umiem i boję się prosić. I często jak się odważę to dostaję opieprz jak smiałam. Co mam odpowiedzieć jak mi GP odpowie że mam go nie uczyć jak ma wykonywać swoja pracę?
No i co? Mnie nigdy tak lekarz nie odpowiedzial, zeby byc szczera. A mialam pomysly na kombinacje lekow ksiezycowe.
Co Ci szkodzi zapytac?
" piep**** się" i wyjść ![]()
mi czesto, nie lekarz co prawda bo nie chodzę, ale jakby mi lekarz powiedział że mam wziąć citalopram to bym uprzejmie podziękowała i wyszła i jeszcze czuła się winna że mu zajęłam czas
Nina, gdybym ja umiała tak odpowiadać to by mnie miała problemów a przynajmniej o połowę mniej
321 2013-06-21 20:36:41 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-06-21 20:41:16)
Gdybym ja tak umiała tobym powiuedxziała mojej terapeutce, że mi ta terapia nie pomaga....Ja nawet nie umiem jej zakończyć....Powiedziałabym, że ona zupełnie mnie nie zna, nie rozumie i błędnie ocenia...Ale ja nie potrafię, nie umiem wyjść ze spotkania na którym się źle czuję, nie umiem odebrać telefonu jak ktos dzwoni, jak idzie ktoś znajomy na ulicy, to modlę się, żeby mnie nie zauważył i żebym nie musiuała prowadzić smile talku, a jak już muszę, to nie mogę się doczekać końca rozmowy, bo tak żle się czuję....Nie umiem nikomu odmówić jeśli coś mi nie pasuje, niue umiem oddać w sklepie zepsutej rzeczy czy nieświeżej....Tzn. raz na jakiś czas mogę się zmusić alem to jest za każdym razem jak skok z 8 pietra, za każdym razem silny strach, chęć unikania i objawy paniki...
Gdybym ja tak umiała tobym powiuedxziała mojej terapeutce, że mi ta terapia nie pomaga....Ja nawet nie umiem jej zakończyć....Powiedziałabym, że ona zupełnie mnie nie zna, nie rozumie i błędnie ocenia...Ale ja nie potrafię, nie umiem wyjść ze spotkania na którym się źle czuję, nie umiem odebrać telefonu jak ktos dzwoni, jak idzie ktoś znajomy na ulicy, to modlę się, żeby mnie nie zauważył i żebym nie musiuała prowadzić smile talku, a jak już muszę, to nie mogę się doczekać końca rozmowy, bo tak żle się czuję....Nie umiem nikomu odmówić jeśli coś mi nie pasuje, niue umiem oddać w sklepie zepsutej rzeczy czy nieświeżej....Tzn. raz na jakiś czas mogę się zmusić alem to jest za każdym razem jak skok z 8 pietra, za każdym razem silny strach, chęć unikania i objawy paniki...
Może warto powiedzieć o tym terapeutce ? Jak terapia ma działać, jeżeli nie jesteś szczera ?
missnowegojorku napisał/a:Gdybym ja tak umiała tobym powiuedxziała mojej terapeutce, że mi ta terapia nie pomaga....Ja nawet nie umiem jej zakończyć....Powiedziałabym, że ona zupełnie mnie nie zna, nie rozumie i błędnie ocenia...Ale ja nie potrafię, nie umiem wyjść ze spotkania na którym się źle czuję, nie umiem odebrać telefonu jak ktos dzwoni, jak idzie ktoś znajomy na ulicy, to modlę się, żeby mnie nie zauważył i żebym nie musiuała prowadzić smile talku, a jak już muszę, to nie mogę się doczekać końca rozmowy, bo tak żle się czuję....Nie umiem nikomu odmówić jeśli coś mi nie pasuje, niue umiem oddać w sklepie zepsutej rzeczy czy nieświeżej....Tzn. raz na jakiś czas mogę się zmusić alem to jest za każdym razem jak skok z 8 pietra, za każdym razem silny strach, chęć unikania i objawy paniki...
Może warto powiedzieć o tym terapeutce ? Jak terapia ma działać, jeżeli nie jesteś szczera ?
Pewnie warto, ale skoro nie jestem w stanie to jak to mam zrobić?
just.love.me napisał/a:missnowegojorku napisał/a:Gdybym ja tak umiała tobym powiuedxziała mojej terapeutce, że mi ta terapia nie pomaga....Ja nawet nie umiem jej zakończyć....Powiedziałabym, że ona zupełnie mnie nie zna, nie rozumie i błędnie ocenia...Ale ja nie potrafię, nie umiem wyjść ze spotkania na którym się źle czuję, nie umiem odebrać telefonu jak ktos dzwoni, jak idzie ktoś znajomy na ulicy, to modlę się, żeby mnie nie zauważył i żebym nie musiuała prowadzić smile talku, a jak już muszę, to nie mogę się doczekać końca rozmowy, bo tak żle się czuję....Nie umiem nikomu odmówić jeśli coś mi nie pasuje, niue umiem oddać w sklepie zepsutej rzeczy czy nieświeżej....Tzn. raz na jakiś czas mogę się zmusić alem to jest za każdym razem jak skok z 8 pietra, za każdym razem silny strach, chęć unikania i objawy paniki...
Może warto powiedzieć o tym terapeutce ? Jak terapia ma działać, jeżeli nie jesteś szczera ?
Pewnie warto, ale skoro nie jestem w stanie to jak to mam zrobić?
Może spróbuj napisać na kartce i daj ją terapeutce ?
missnowegojorku napisał/a:just.love.me napisał/a:Może warto powiedzieć o tym terapeutce ? Jak terapia ma działać, jeżeli nie jesteś szczera ?
Pewnie warto, ale skoro nie jestem w stanie to jak to mam zrobić?
Może spróbuj napisać na kartce i daj ją terapeutce ?
W życiu, jedynie na co byłoby mnie stać, to przestać chodzić....bez podania usprawiedliwuenia...ale i to wymagałoby sporego nakładu emergii i silnej reakcji stresowej