netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

772 odpowiedzi65 071 wyświetleńzałożony przez brzydulla, 02.12.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 12 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 773 ]

131

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:

Asterka10, mój problem polega na tym  że ja lepiej wypadam na piśmie niż ustnie. Szczerze mówiąc ze swoim nastrojem bardziej mogłabym zaszkodzić... tzn oczywiście bym nie narzekała, ale w taki bardziej paskudny dzień mam  po prostu ochotę uciec od wszystkich, zamknąć się gdzieś i oglądać Oshin albo BrzydUlę. Potem mi przechodzi i wracam do normalności która jest taka jak widać.

Może po prostu internet to jedyne miejsce gdzie mogę funkcjonować towarzysko?

Ja wypadam dobrze w mowie jak znam lepiej ludzi i wiem mniej więcej czego mogę się spodziewać. Masz jakichś znajomych w UK?Bo jeżeli tylko te koleżanki w PL, to ja się nie dziwię, że masz tak podły nastrój. Każdy człowiek bez życzliwych, szczerych kontaktów z innymi mógłby dostać przysłowiowego świra. Miałam tak jak wyprowadziłam się do innego miasta i mieszkałam sama, zostawiłam wszystkich znajomych, których i tak mam mało. Możesz mieć depresję. Z kontaktami w UK, jak jest to sama doskonale wiesz, ludzie są kulturalni, grzeczni, ale to w gruncie rzeczy wielu jest zamkniętych w sobie i trudno o szczere, życzliwe, naturalne relacje. Bez bliskich Ci ludzi będzie Ci bardzo trudno.

132

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

No, to ja juz nic nie rozumiem.

Jezeli masz specyficzne zainteresowania to przeciez mozna sie nimi w rozmowach dzielic. Sama chetnie bym pogadala z kims kto interesuje sie historia komunizmu. To chyba raczej plus, nie minus, manie jakiejs wiedzy.

A co do rzeczy, ktore nie robisz najlepiej, przeciez nie o to chodzi, zeby byc jakims szalonym perfekcjonista. Jezeli nie jestes wspaniala tancerka, przeciez nog dwoch lewych nie masz, mozna sie bawic dobrze nawet jak z czlowieka zadna ballerina. Przez to, ze masz taka blokade, ze albo cos sie robi topowo albo wcale, duzo tracisz. Pisalam wczesniej, ze gram na pianinie, i chociaz bardzo daleko mi do jakiegos pianisty koncertowego, lubie grac gdy znajomi nas odwiedzaja. Polykam czasem nuty, myla mi sie palce, ale i tak ludzie sie ciesza kiedy gram. No widzisz, a moglabym sie walic w glowe twierdzac, ze jestem zupelnie do kitu i nawet nie przyznawac sie, ze umiem grac.

133

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Wynajęcie komuś mieszkania na prowincji to nie taka prosta sprawa. Sprawdziłam ofertę- wmoimmieście na jednym portalu było ich ok. 600. Tzn podobnej wielkości. I  musiałabym przedtem je wyremontować - nowe, bo jest puste, stare bo już jest naprawdę stare. te króre widziałam w ofercie były znacznie bardziej atrakcyjne i tak stały niechciane. No chyba że portal nie uaktualnia swoich danych. Alei tak na pewnojest ich sporo.
Nawet nosiłam się się z takim zamiarem przez pewien czas.Tylko że zakładałam że lokator będzie szanował mieszkanie tak jak ja to zawszerobię wynajmując. Ale ostatnio szukałam czegoś dlasiebie, i widziałam kilka, masakrycznie zapuszczonych, zwłaszcza jesli mieszkał tam samotny facet.
Więc rzeczywistość jest taka że jeśli wezmę pod uwagę że pewnie przez  większośćczasu pozostanie ono niewynajęte, plus że trzeba będzie zapłacić podatek, plus ryzyko ewentualnych napraw i remontów to mogę nieźle stracić na tym biznesie.

Co mi przeszkadza w kontaktach? Nie wiem jak to dokładnie nazwać. Już pomijając sytuację lekarz pacjent, zauważyłaś że są osobą które mogą Ci poprawić humor samą rozmową, nawet jesli będą Ci przekazywać złą wiadomość? A na drugim biegunie tacy, z którymi rozmowa się po prostu nie klei?
Ja należę do tych drugich.
Z mojego punktu widzenia to wygląda to także po prostu najczęściej nie potrafię wyczuć sytuacji, oczekiwań rozmówcy i znaleźć właściwych słow żeby przekazać to co mam do przekazania.
Na pismie jest latwiej, mam więcej czasu żeby się zastanowić, mogę przeczytać to co napisałam i poprawić jak tzreba.

134

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ok. Starasz się ważyć słowa, mówisz spokojnie, powoli czy raczej zachowujesz się nerwowo w kontaktach z pacjentami?

135

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:

No, to ja juz nic nie rozumiem.

Jezeli masz specyficzne zainteresowania to przeciez mozna sie nimi w rozmowach dzielic. Sama chetnie bym pogadala z kims kto interesuje sie historia komunizmu. To chyba raczej plus, nie minus, manie jakiejs wiedzy.

A co do rzeczy, ktore nie robisz najlepiej, przeciez nie o to chodzi, zeby byc jakims szalonym perfekcjonista. Jezeli nie jestes wspaniala tancerka, przeciez nog dwoch lewych nie masz, mozna sie bawic dobrze nawet jak z czlowieka zadna ballerina. Przez to, ze masz taka blokade, ze albo cos sie robi topowo albo wcale, duzo tracisz. Pisalam wczesniej, ze gram na pianinie, i chociaz bardzo daleko mi do jakiegos pianisty koncertowego, lubie grac gdy znajomi nas odwiedzaja. Polykam czasem nuty, myla mi sie palce, ale i tak ludzie sie ciesza kiedy gram. No widzisz, a moglabym sie walic w glowe twierdzac, ze jestem zupelnie do kitu i nawet nie przyznawac sie, ze umiem grac.

No to jesteś pierwszą osobą z którą mogłabym porozmawiać o historii komunizmu. Zresztą, to dość ciężki temat i najczęściej nie pasuje do sytuacji. Zwykle ludzie plotą o niczym ,i tu mój problem, ja nie potafię o niczym.

Jeśli chodzi o taniec to po prostu nie mam wyczucia rytmu.

136

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

A jednak na tym forum doskonale udało Ci się zaciekawić interlokutorów i adwersarzy swoją historią. wink

137

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
DrOctagon napisał/a:

Ok. Starasz się ważyć słowa, mówisz spokojnie, powoli czy raczej zachowujesz się nerwowo w kontaktach z pacjentami?

Nerwowo raczej nie, nawet jak oni są agresywni.
To nie o to chodzi. Znasz takich nauczycieli którzy potrafią tak wyłożyć temat że Cie to zainteresuje, zrozumiasz go i zapamiętasz? A z drugiej strony takich co tez niby sie staraja, ale generalnie nudzą i jak starają sie cos wytłumaczyc to tylko jeszcze bardziej wszystko zakręcą?

138

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

A jednak na tym forum doskonale udało Ci się zaciekawić interlokutorów i adwersarzy swoją historią. wink

No...
Tylko że w prawdziwym zyciu nie mogę ograniczać się do narzekania...

139

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ha. No to jestem kolejną osobą, która lubi rozmawiać o historii komunizmu (mam 22 lata) i o innych jeszcze bardziej nudnych z punktu widzenia wielu ludzi tematów, dla mnie bardzo ciekawych jak ekonomia, nauka, polityka, prawo. Też nie lubię rozmów o niczym. Nie interesuje się ani kwestiami mody, na tyle, żeby o tym rozmawiać, ani plotkami ze świata show-biznesu, ani kto gdzie z kim i dlaczego. Ale nie wyciągam z tego wniosków, że to ja jestem ta ułomna. A co ludziom przeszkadza w kontaktach z Tobą? Moje spostrzeżenia - jeśli piszesz tak jak teraz to źle to działa na ludzi. Po prostu. Ludzie wyczuwają negatywne emocje, to, że siebie nie lubisz, chociażbyś nie wiem jak się starała być miła, jest duże prawdopodobieństwo, że się nie dadzą na to "nabrać". Także jeśli nie zmienisz swojego życia, nastawienia, na pewno nie zbudujesz normalnych relacji z ludźmi. Cudów nie ma. A ludzi o podobnych zainteresowaniach nie znajdziesz, siedząc w domu i narzekając. Musisz wyjść do ludzi, jeśli chcesz się poczuć lepiej. Napij się sporo i wtedy powinno Ci być latwiej, zależy jak mocną masz głowę.

140 Ostatnio edytowany przez DrOctagon (2012-12-08 22:55:23)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:
DrOctagon napisał/a:

Ok. Starasz się ważyć słowa, mówisz spokojnie, powoli czy raczej zachowujesz się nerwowo w kontaktach z pacjentami?

Nerwowo raczej nie, nawet jak oni są agresywni.
To nie o to chodzi. Znasz takich nauczycieli którzy potrafią tak wyłożyć temat że Cie to zainteresuje, zrozumiasz go i zapamiętasz? A z drugiej strony takich co tez niby sie staraja, ale generalnie nudzą i jak starają sie cos wytłumaczyc to tylko jeszcze bardziej wszystko zakręcą?

Nie nerwowo nawet jak sa agresywni? No to już masz duza zalete - panowanie nad soba i wzgledny spokój, to dziś raczej deficytowa cecha. Co do nauczycieli - ok, jeden mówi ciekawie, drugi mniej ciekawie. Z tym, że nie znaczy to, że ten co mówi ciekawie jest lepszy we wszystkim. Wniosek taki, żeby poszukać pracy, która umożliwi Ci wykorzystanie Twoich największych atutów jak rzeczowość, fachowość, spokój i opanowanie. Nic takiego nie widzisz dla siebie? Do competance based interview mozna sie przeciez wczesniej przygotowac,opracowac schemat, jesli takowy wymagany jest do stanowisk nie wymagajacych wiele interakcji z ludzmi.

141

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

No nie, znowu komunał "wyjść do ludzi", to straszne... To nic konkretnego nie znaczy... Można "wyjść do kur" na podwórko...ziarna im sypnąć...

142

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

No jak ktos woli do kur, to moze i do kur. Do ludzi sie wychodzi wlasnie, sami rzadko przychodza, chyba ze, ci ktorych nie za bardzo chcemy, zeby przychodzili. No to proste i logiczne. Jest jakas impreza w pracy- trzeba przyjsc, zagadac. Jak ktos ma postawe roszczeniowa i chce wszystko na tacy, to niech sie nie dziwi, ze nie wychodzi.

143

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
DrOctagon napisał/a:

Nie interesuje się ani kwestiami mody, na tyle, żeby o tym rozmawiać, ani plotkami ze świata show-biznesu, ani kto gdzie z kim i dlaczego.

Oni nie rozmawiają omodzie czy celebrytach. Oni rozmawiają o niczym. Literalnie. Bo ja wiem jak to nazwać - jakieś takie aktualne żarty sytuacyjne.

Nie wiem co ludziom we mnie przeszkadza, ja powiedziałam co ja myśle a bardziej konkretnie to już by trzeba ich zapytać.

144

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:

Wynajęcie komuś mieszkania na prowincji to nie taka prosta sprawa. Sprawdziłam ofertę- wmoimmieście na jednym portalu było ich ok. 600. Tzn podobnej wielkości. I  musiałabym przedtem je wyremontować - nowe, bo jest puste, stare bo już jest naprawdę stare. te króre widziałam w ofercie były znacznie bardziej atrakcyjne i tak stały niechciane. No chyba że portal nie uaktualnia swoich danych. Alei tak na pewnojest ich sporo.
Nawet nosiłam się się z takim zamiarem przez pewien czas.Tylko że zakładałam że lokator będzie szanował mieszkanie tak jak ja to zawszerobię wynajmując. Ale ostatnio szukałam czegoś dlasiebie, i widziałam kilka, masakrycznie zapuszczonych, zwłaszcza jesli mieszkał tam samotny facet.
Więc rzeczywistość jest taka że jeśli wezmę pod uwagę że pewnie przez  większośćczasu pozostanie ono niewynajęte, plus że trzeba będzie zapłacić podatek, plus ryzyko ewentualnych napraw i remontów to mogę nieźle stracić na tym biznesie.

Co mi przeszkadza w kontaktach? Nie wiem jak to dokładnie nazwać. Już pomijając sytuację lekarz pacjent, zauważyłaś że są osobą które mogą Ci poprawić humor samą rozmową, nawet jesli będą Ci przekazywać złą wiadomość? A na drugim biegunie tacy, z którymi rozmowa się po prostu nie klei?
Ja należę do tych drugich.
Z mojego punktu widzenia to wygląda to także po prostu najczęściej nie potrafię wyczuć sytuacji, oczekiwań rozmówcy i znaleźć właściwych słow żeby przekazać to co mam do przekazania.
Na pismie jest latwiej, mam więcej czasu żeby się zastanowić, mogę przeczytać to co napisałam i poprawić jak tzreba.

Jeżeli nie wiesz co oczekuje Twój rozmówca, to się go po prostu zapytaj. Mało jest osób, które "wyczuwają" intencje innych. Interpretują sytuację według siebie, a potem tworzą się konflikty, niedomówienia. Po pierwsze komunikacja. Pytaj czego oczekuje od Ciebie rozmówca. Poza tym, masz prawo się zastanowić, masz prawo czegoś nie wiedzieć, masz prawo popełniać błędy.

145

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
DrOctagon napisał/a:

Jest jakas impreza w pracy- trzeba przyjsc, zagadac. Jak ktos ma postawe roszczeniowa i chce wszystko na tacy, to niech sie nie dziwi, ze nie wychodzi.

Hahahaha. Przyjść to jeszcze mogę, ale zagadać to już gorzej. Bo nie wiem co powiedzieć o niczym. Efekt -przyjdę, postoję, posiedzę, może ze 2 razy japę otworzę w trakcie wieczoru, pomijając konsumpcję, dobrze jak niczego takiego nie chlapnę że nie wiadomo czy śmiać się czy płakać i w końcu wyjdę. W codziennym zyciu nic się nie zmienia.

146

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
Anstawia napisał/a:

Jeżeli nie wiesz co oczekuje Twój rozmówca, to się go po prostu zapytaj. Mało jest osób, które "wyczuwają" intencje innych. Interpretują sytuację według siebie, a potem tworzą się konflikty, niedomówienia. Po pierwsze komunikacja. Pytaj czego oczekuje od Ciebie rozmówca. Poza tym, masz prawo się zastanowić, masz prawo czegoś nie wiedzieć, masz prawo popełniać błędy.

Trochę trudno zadawać takie pytania czego rozmówca oczekuje kiedy mówi się o tym, że ma śmiertelną chorobę którą można podleczyć ale nie wyleczyć, i że proponuje mu się leczenie które może mu trochę to życie przedłużyć ale może też spowodować że będzie się czuł jak zbity pies...

Małojest osób które wyczuwają oczekiwania innych? Mam wrażenie że wszyscy tutaj to mają, z pewnością cały personel medyczny

147

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Jeżeli nie wiesz co oczekuje Twój rozmówca, to się go po prostu zapytaj. Mało jest osób, które "wyczuwają" intencje innych. Interpretują sytuację według siebie, a potem tworzą się konflikty, niedomówienia. Po pierwsze komunikacja. Pytaj czego oczekuje od Ciebie rozmówca. Poza tym, masz prawo się zastanowić, masz prawo czegoś nie wiedzieć, masz prawo popełniać błędy.

Trochę trudno zadawać takie pytania czego rozmówca oczekuje kiedy mówi się o tym, że ma śmiertelną chorobę którą można podleczyć ale nie wyleczyć, i że proponuje mu się leczenie które może mu trochę to życie przedłużyć ale może też spowodować że będzie się czuł jak zbity pies...

Małojest osób które wyczuwają oczekiwania innych? Mam wrażenie że wszyscy tutaj to mają, z pewnością cały personel medyczny

Ciężki temat. Śmierć. Nie mam pojęcia jak rozmawiać z ludźmi w takiej sytuacji. Myślę, że tutaj jest potrzebna jakaś praktyka, przeszkolenie no i empatia.
Co do Twojego wrażenia, że wszyscy to mają-może to tylko Twoje wrażenie? Pytałaś cały personel medyczny, jak oni sobie z tym radzą? Może warto?

148

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

No.... niby mam jakieś 10 lat praktyki... przecież by mnie marudziła gdyby to był mój 1 rok pracy

149

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

To może warto zadać pytanie - jak Ty chciałabyś być potraktowana w takiej sytuacji? Jeśli inaczej niż sama się zachowujesz, to może warto wyjść poza formułkę i okazać ludziom, trochę serca, zwyczajnie, po ludzku, naturalnie. Potrafisz to. Każdy to potrafi, jeśli tylko się odblokuje. A Ty nie lubisz siebie, piszesz, że gdybyś była ciężko chora, nie podjęłabyś leczenia. Oczywiste, że takie sytuacje i Twoje słowa tego typu mają ze sobą związek. Piszesz, że zazwyczaj "masz dobre serce". Nie bój się tego ludziom okazać. Niech to będzie naturalne, tak jakbyś mówiła to swojemu znajomemu. Staraj się spojrzeć na każdego indywidualnie. Komunały? Cóż, zawsze można spróbować.

150

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Zmień pracę.

151

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
Anstawia napisał/a:

Zmień pracę.

No właśnie, skoro inne sposoby niewiele dają, źle się tam czujesz, bo inni źle się czują m.in z Twojego powodu, jak twierdzą, to możesz przecież robić co innego? Wiadomo, że nie jest łatwo, ale Ty jesteś po kierunku lekarskim, a nie po politologii np, więc masz spore szanse. Ja np. studiuję prawo, ale raczej nie widzę siebie w sądzie. To nie znaczy jednak, że mam się z tego powodu załamywać. A co do spotkań towarzyskich - jak nie masz  na tyle pewności siebie, by coś zainicjować, to lepiej rzeczywiście nie zaczynać, przynajmniej nie od czerstwych żartów, do których, wnioskując, z tego co piszesz tutaj, Ci daleko. Bądź sobą, nie spinaj się za bardzo i będzie dobrze. Mam wrażenie, że wymyśliłaś sobie, że coś jest takie, a nie inne "z urzędu", człowiek się z tym rodzi, miał takich rodziców i nic się z tym nie da zrobić. Każdy ma w sobie jakieś poczucie humoru, każdy potrzebuje bliskości. Nie ukrywaj tego, a znajdziesz w końcu takich, którzy to docenią. Nie martw się za dużo, nie staraj się być perfekcyjna. Wypróbowane na sobie.

152

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:
DrOctagon napisał/a:

Nie interesuje się ani kwestiami mody, na tyle, żeby o tym rozmawiać, ani plotkami ze świata show-biznesu, ani kto gdzie z kim i dlaczego.

Oni nie rozmawiają omodzie czy celebrytach. Oni rozmawiają o niczym. Literalnie. Bo ja wiem jak to nazwać - jakieś takie aktualne żarty sytuacyjne.

Nie wiem co ludziom we mnie przeszkadza, ja powiedziałam co ja myśle a bardziej konkretnie to już by trzeba ich zapytać.

Czasem jest po prostu tak, że jedni ludzie nie pasują do drugich. Zwyczajnie. Ja np. nie interesuję się piłką nożną i nie szukam przyjaciół, którzy tym żyją. Tak jak Ty nie lubisz rozmów o niczym, oni je lubią - brak punktu odniesienia. To nie świadczy, że z Tobą jest coś nie tak, na tyle, żebyś nie mogła mieć znajomych. Nie wiem jak znaleźć w UK poza sposobem via net i chodzeniem do klubów o pewnej specyfice "Twoich ludzi". Może zmiana pracy byłaby jakimś początkiem. Szkoda życia, żeby się męczyć, gdzie możesz coś zmienić.

153

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
DrOctagon napisał/a:

To może warto zadać pytanie - jak Ty chciałabyś być potraktowana w takiej sytuacji? Jeśli inaczej niż sama się zachowujesz, to może warto wyjść poza formułkę i okazać ludziom, trochę serca, zwyczajnie, po ludzku, naturalnie. Potrafisz to. Każdy to potrafi, jeśli tylko się odblokuje. A Ty nie lubisz siebie, piszesz, że gdybyś była ciężko chora, nie podjęłabyś leczenia. Oczywiste, że takie sytuacje i Twoje słowa tego typu mają ze sobą związek. Piszesz, że zazwyczaj "masz dobre serce". Nie bój się tego ludziom okazać. Niech to będzie naturalne, tak jakbyś mówiła to swojemu znajomemu. Staraj się spojrzeć na każdego indywidualnie. Komunały? Cóż, zawsze można spróbować.

zwykłe współczucie nie wystarcza czy własciwie nawet nie o to chodzi

154

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

szukam pracy, juz prawie od roku tylko marnie mi idzie
myslę że po prostu tam gdzie moje cv pasuje to dyskwalifikuje mnie charakter (raz mi to nawet powiedzieli), żeby robić coś innego nie mam odpowiedniego doświadczenia a w kryzysie znajdują pewnie 5 innych którzy mają i robi się błedne koło
dlatego się tak wściekam o tą wybrakowaną osobowość bo wyszło na to że nieważne uniwersytety i certyfikaty jeśli się ma myszowatą osobowość
oczywiście mogłoby być gorzej, gdybym była np po zarządzaniu ale pewnielepiej gdybym była po jakiejś uczelni technicznej i znała chiński

155

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Wiesz dobrze, że pisanie na forum niczego nie zmieni. Jeśli chcesz pracować nad osobowością, zapisz się na jakąś terapię, kurs osobowości, itp. Można się trochę poużalać, ale oczywistym jest, że nikt Ci tu nie da gotowego optymalnego rozwiązania. Wiele przykładowych rozwiązań już padało, Ty zdajesz się ciągle przekonywać, że każde z nich jest bez szansy powodzenia. Pisząc tu znowu uciekasz od problemu, tak jak napisałaś chowasz się w mysią norkę. Moim zdaniem brakuje Ci zwyczajnie wsparcia ze strony ludzi i to jest Twój główny problem. Nie masz żadnych bliskich relacji z ludźmi, dlatego trudno jest Ci utrzymywać nawet te prostsze interakcje w pracy. Zawsze miałaś mało kontaktów z ludźmi, jak sama pisałaś, dlatego trudno było Ci siebie wykształcić w kontaktach z innymi. Jeśli będziesz mieć nadal takie nastawienie - "nie uda się, trzeba mieć to naturalnie", to mniej więcej tak jakby osoba nie umiejąca matematyki pisała na forum matematycznym, jaka to ona jest ułomna i wybrakowana, że nie zna matematyki, a nic z tym nie może zrobić, no bo przecież matematykiem trzeba się urodzić, a ona ma pracę, gdzie wymagana jest podstawowa chociażby znajomość matematyki.

156

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ależ autorka nie chce żadnych porad.

157 Ostatnio edytowany przez luc (2012-12-09 14:13:40)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

Ależ autorka nie chce żadnych porad.

Gdyby nie chciała to nie pisałaby pierwszego postu o takiej treści jak napisała.
Zadała tam dużo pytań. Wyraźnie wskazała, że nie wie jak żyć, jak sobie radzić z sytuacją w jakiej się znalazła. Wydaje mi się, że uważa, że weszła w "zaklęty krąg", z którego Jej zdaniem nie ma wyjścia.
Wyjście jest zawsze, tylko nie zawsze je dostrzegamy, albo nie chcemy dostrzec.
Czasem też może kogoś dopaść rezygnacja, a wtedy to sytuacja jest naprawdę trudna.

Nie wierzę (mogę się mylić), że ktoś lubi takie życie. Z postów Autorki też to nie wynika.

158

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

Ależ autorka nie chce żadnych porad.

To czego chce? Wspólnego użalania się czy może wolnych słuchaczy i klakierów do gorzkich żali? Każdy ma czasem takie stany, to jest wpisane w życie człowieka. Jednak jeśli trwa to zbyt długo, idzie się do lekarza, tak jak, gdy psuje się wzrok.

159

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

missnowegojorku, ja chyba nigdy niczego nie oczekiwałam
tzn na pewno nie tego ze mnie ktoś uzdrowi czy da złotą radę jak z tego wybrnąć
po co więc pisałam posta?
powiem Ci po co
zawsze kiedy ktoś zapyta 'czy warto zyć' czy wspomni że chce umrzeć czy cokolwiek zaraz pojawiają się setki odpowiedzi: oczywiście że warto żyć, życie to dar od Boga, życie jest piekne i takie tam
a ja zastanawiam się dlaczego nikt w tej kwestii nie dopuszcza żadnego indywidualizmu
no bo można lubić albo nie lubić zimę, podróże, sport, zwierzęta, dzieci ( z tym już trochę gorzej - często słychać/widać wypowiedzi, że kobieta która nie lubi/nie chce dzieci to jakiś mutant) ale to wszystko przejdzie
ale zycie TRZEBA lubić
no bo jest piękne i już, nie ma innej wersji
a ja bym chciała choć raz usłyszeć, że zycie nie daje równych szans i OK jest go nie lubić i  być wściekłym że się w ogóle żyje...

to wypowiedz autorki wątku

160

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Dziewczyno! znajdź choć jedną pozytywną ceche w sobie, bo wszystkie posty które piszesz są tak naładowane negatywnie, że to aż głowa boli... Ciągle wynajdujesz jakies "ale", albo jakąś wymówke, a to musiałabym znać chiński, a to musiałabym byc taka czy owaka... Doceń to co już osiągnęłaś. Wiem, wiem, łatwo sie pisze. Uwierz, każdy ma jakieś problemy i wygląd to sprawa drugorzędna. Wszystko to sprawa nastawienia psychicznego. Ja mam 174cm wzrostu i nie ma to żadnego znaczenia dla mego samopoczucia psychicznego, bo na pierwszy plan wychodza zawsze cechy ktorych w sobie nie lubie, niesmialosc, podobnie jak Ty kłopoty w porozumiewaniu sie z ludźmi, to że patrzą na mnie jakoś dziwacznie jakbym była kosmitą, no i generalnie mam niską samoocene. Ale po pewnym czasie dołowania się (raz dłuzszym, raz krótszym) biorę się w garść i próbuje coś zmienić. Ide pod prąd bez względu na wszystko, na to co sobie pomyślą ludzie... Inaczej bym tkwiła w martwym punkcie. Teraz tez nie mam najlepszego momentu w zyciu, ale próbuje sie jakoś ogarnąć i iść dalej. Szukać nowej drogi bez względu co znajde na jej końcu.
Przy okazji pozdrawiam Artemide, Twoje posty dały mi dużo do myslenia i małego kopa w d... i uswiadomiły ze czas sie ruszyc:)
i masz fajne poczucie humoru:)  I generalnie pozdrawiam wszystkich w ten mrozny dzien:)

161

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Jeżeli celem brzydulli jest narzekać i nie podejmować żadnych działań, niestety nic to nie zmieni.
Jeżel chce coś zmienić, musi zacząć robić to, czego jeszcze nigdy nie robiła.
To,że znalazła się tutaj na tym forum, ma duży plus. Poczyniła pierwszy krok. Jednak jeżeli się tutaj zatrzyma i nie pójdzie dalej, to nic się nie zmieni.
Powodzenai!

162

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Najprawdopodobniej nic, człowiek rzadko się zmienia.

163

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Missnowegojorku, jakieś statystki? Jak ktoś z góry zakłada, że nie wyjdzie, to najprawdopodobniej nie wyjdzie, szczególnie w kontaktach z innymi. Tu nie trzeba wielkiej filozofii. Brzydulla chce coś zmienić, dlatego pisze, a, że jest jej źle to i się wyżali. Pisała, że szuka nowej pracy. Takie okresy ma każdy z nas.
Mi się podoba jak pisze Anstawia - też nie miała łatwo, a pokazała, że można myśleć inaczej.

164

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
DrOctagon napisał/a:

Moim zdaniem brakuje Ci zwyczajnie wsparcia ze strony ludzi i to jest Twój główny problem. Nie masz żadnych bliskich relacji z ludźmi, dlatego trudno jest Ci utrzymywać nawet te prostsze interakcje w pracy. Zawsze miałaś mało kontaktów z ludźmi, jak sama pisałaś, dlatego trudno było Ci siebie wykształcić w kontaktach z innymi. Jeśli będziesz mieć nadal takie nastawienie - "nie uda się, trzeba mieć to naturalnie", to mniej więcej tak jakby osoba nie umiejąca matematyki pisała na forum matematycznym, jaka to ona jest ułomna i wybrakowana, że nie zna matematyki, a nic z tym nie może zrobić, no bo przecież matematykiem trzeba się urodzić, a ona ma pracę, gdzie wymagana jest podstawowa chociażby znajomość matematyki.

No chyba własnie oto chodzi - rzeczywiście nie mam z kim pogadać... A jak już to nie wypada narzekać. A na forum to uchodzi, większość wątków to jakiś problem.
Co do rad -jestem oporna, bo tego wszystkiego już próbowałam i nie działało.
Więc doszłam do takiego etapu że zamiast walić głową w mur wolę się zaszyć w mysiej dziurze i nie musieć nikogo spotykać. I wtedy byłabym na swój sposób szczęśliwa. Czy tam przynajmniej spokojna. Tylko finanse nie pozwalają mi na takie rozwiązanie, z czegoś trzeba żyć.

165

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
Anstawia napisał/a:

Jeżel chce coś zmienić, musi zacząć robić to, czego jeszcze nigdy nie robiła.

Czyli co? Mam zacząć tańczyć na rurze?

166

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Brzydullo dostałaś tyle wsparcia od ludzi, że widzisz przyszłość w trochę jaśniejszych barwach, prawda?
Ktoś tu nawet napisał, już nie pamiętam kto (watek jest długi) :

zauważyłam u Ciebie niezwykły dar elokwencji i oczytania a także wysoki zasób słownictwa.

Ja bym to nawet krócej ujęła, dziewczyno - po prostu ...masz dar.
A na Twoje pytanie czy warto żyć

brzydulla napisał/a:

zawsze kiedy ktoś zapyta 'czy warto zyć'

to Ci odpowiem tyle, że warto.
Nie będę tego rozwijać, niżej podsyłam Ci link, do fachowców.

http://www.youtube.com/watch?v=PikyS4XQXD4

167

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

O,zesz to forum mnie też uzależnił o i rozmowy z wami bo jestem poza domm i pisze z telefonu, tak was polubilam

168

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Mnie się czasem wydaje że mnie w ogóle nie miało być, Bóg czy biologia, czy ktokolwiek steruje światem,może jedno i drugie widzieli że takiej osoby jak moja mama nie radzą sobie w zyciu i dlatego nie chciał jej żaden facet żeby jakoś wyeliminować te geny... no ale ona się uparła że chce rodzinę i wyszła choćby nawet i za pijaka...

169

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Chciałabyś pójść na terapię?

170

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
DrOctagon napisał/a:

Chciałabyś pójść na terapię?

Myslałam o tym ale nie jestem przekonana czy mi pomoże. Kosztuje ok 40 funtów za godzinę czyli 160 na miesiąc za to mogłabym np wynająć samodzielne mieszkanie a nie tylko pokój, pozytywny wpływ na nastrój gwarantowany.

Ale jeśli to w nawiązaniu do mojego ostatniego postu to coś w tym jest jak się głębiej zastanowisz...

171

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

No tak, rozumiem. A rozmawiasz na skype, przez telefon z koleżankami z PL, chociaż to? Naprawdę, nie powinnaś uważać siebie za dziwną dlatego, że tak się czujesz. Skoro nie masz prawie w ogóle kontaktów z ludźmi takich szczerych naturalnych poza pracą czy wychodzeniem do sklepu, to każdy by się tak czuł. Ja miałam podobnie. W sumie nadal miewam, ale ja jestem w Polsce i jakichś tam znajomych mam, choć zdecydowaną większość czasu spędzam sama, także to rozumiem. Gdybym mieszkała sama tak jak 1,5 roku temu byłoby znacznie gorzej. Gdyby popatrzeć z boku - jestem dość atrakcyjna, niegłupia, itd. Są tacy, którzy patrząc obiektywnie powinni mieć gorzej, ale jednak mają lepiej, takie czary. Mają znajomych, partnerów, czują się akceptowani, czasem kochani. Do tego nie potrzeba doskonałości. Tylko jak tych ludzi znaleźć w UK... Masz kontakty z Polakami tam?

172

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Nie.
Mówiłam masę razy że nie nawiązuję łatwo kontaktów.
Tak naprawdę nigdy nie miałam przyjaciól czy znajomych poza pracą, jak już to byli znajomi albo rodzina znajomych...
No a tu nie ma Polaków w pracy. A Anglicy są bardzo z rezerwą, nie wiem nawet czy oni miedzy sobą utrzymują jakieś kontakty poza praca...

173

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:
DrOctagon napisał/a:

Chciałabyś pójść na terapię?

Myslałam o tym ale nie jestem przekonana czy mi pomoże. Kosztuje ok 40 funtów za godzinę czyli 160 na miesiąc za to mogłabym np wynająć samodzielne mieszkanie a nie tylko pokój, pozytywny wpływ na nastrój gwarantowany.

Terapia łatwa nie jest. Kosztuje sporo kasy i ogromną ilość pracy nad samą sobą. Jeżeli ktoś wybiera albo terapia, albo mieszkanie, to proponuję wynająć to samodzielne mieszkanie.

U mnie nie było albo albo. Było: terapia, chęć zmian, pomimo... kosztów, dojazdów, zmiany godzin pracy, powrót do domu o północy, na drugi dzień praca od 6tej rano, pomimo łez, huśtawek nastrojów, lęków, obaw, niepewności... Ale warto! Mam "mapę" i cel, wystarczy.

Co do tańca na rurze, jeżeli to jest Twój cel i chcesz to robić, to dlaczego nie?!

174 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-12-09 19:38:46)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:

Nie.
Mówiłam masę razy że nie nawiązuję łatwo kontaktów.
Tak naprawdę nigdy nie miałam przyjaciól czy znajomych poza pracą, jak już to byli znajomi albo rodzina znajomych...
No a tu nie ma Polaków w pracy. A Anglicy są bardzo z rezerwą, nie wiem nawet czy oni miedzy sobą utrzymują jakieś kontakty poza praca...

I co zamierzasz z tym dalej zrobić, chodzi mi o ten brak łatwości nawiązywania kontaktów?

175

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Wiem, że tacy właśnie są Anglicy. Oni nawet jak piją, nie przechodzą na "Ty", co dla przeciętnego Polaka jest niewyobrażalne. Jesteś odważną osobą, zdecydowałaś się lecieć do pracy tam, by się rozwijać. Próbowałaś. Niestety, problem kontaktów z ludźmi, to coś, co nie ucieknie. Hm, a może odezwać się do którejś ze znajomych w PL?

176

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Na ty to oni akurat są zawsze taki język, nawet pacjent do konsultanta mówi często po imieniu albo lekarz do pacjenta.

Czasem się odzywam no ale oni mają własne życie - budują domy,wychodzą za mąż itp...

177 Ostatnio edytowany przez DrOctagon (2012-12-09 20:00:04)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Mieszkam z ludźmi, którzy pracowali długo w Londynie i mówili, że nawet jak pijesz z Anglikami to nie mówią po imieniu, tylko zwracają się tak formalnie, siedzą sztywno w swojej formułce kurtuazji i poprawności. No, ale jak wiadomo i wśród nich są różni, to ich doświadczenia. Jak nie znajdziesz nikogo, z kim będziesz mogła nawiązać bliższe relacje, będzie tylko gorzej. Jak ich znaleźć, tego nie wiem. Może po prostu iść do baru, napić się, pogadać...

178

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ja tam bym sama do baru nigdy nie poszła.

179

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ja nawet jakbym poszła to bym posiedziała, wypiła piwo czy dwa czy co bym tam zamówiła i wyszła.. jakbym powiedziała do kogoś 'hi' to by mi odpowiedział 'hi' i wrócił do swoich spraw.
No to nie chodzę, bo taniej jest kupić piwo w markecie i wypić w domu.

180

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Zaraz kto Ci powie że nie wychodzisz do ludzi i nie dajesz sobie szansy.

181

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

To odpowiem że już to robilam i nie działało.Tzn nie zupelnie szłam sama, szlam ze znajomymi na piwo/dyskoteke, w pewnym momencie oni szli tańczyć i nie było ich przez dłuższą chwilę a ja, skoro i tak nie lubię tańczyć zostawałam żeby popilnować toreb i piłam tam sobie piwo ... i w życiu nie nawiązałam tak żadnej znajomości.

182

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Napisałam do Ciebie maila. Pozdr.

183

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Oczywiscie ze wyglad i charyzma maja podstawowy wplyw na nasze zycie. Pracodawcy wola ludzi wzbudzajacych pozytywne emocje, rowniez estetyczne. Korzystnie jest poprawiac te atrybuty w miare swoich mozliwosci.

A jesli wolisz unikac ludzi to studia techniczne jak najbardziej, mozesz sobie siedziec i w samotnosci glowic sie nad projektami, za duze pieniadze. Mysle ze dobra by byla informatyka, programowanie, skoro dysponujesz ponadprzecietnym talentem matematycznym i zdolnoscia logicznego myslenia :-)

184 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2012-12-12 22:18:27)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
xerxes napisał/a:

A jesli wolisz unikac ludzi to studia techniczne jak najbardziej, mozesz sobie siedziec i w samotnosci glowic sie nad projektami, za duze pieniadze. Mysle ze dobra by byla informatyka, programowanie, skoro dysponujesz ponadprzecietnym talentem matematycznym i zdolnoscia logicznego myslenia :-)

Teraz to już nie wiem jak z moim talentem matematycznym od 20 lat matmy na oczy nie widziałam.
Z tymi studiami, zwłaszcza technicznymi to trochę problem jak 40tka prawie na karku.

Ale dzięki że się ze mną zgadzasz, już mam dość słuchania że zmyślam albo że jak nie jesteś to bądź.

185

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

może studia to za długa droga, ale jeśli jesteś zdeterminowana to myślę ze ta informatyka jest dobrym wyjściem, chyba jest duże zapotrzebowanie nawet na ludzi którzy znają się na programowaniu bez studiów, ale w temacie nie siedzę więc byś musiała się podowiadywać

186 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2012-12-13 01:50:14)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Brzydullo, gdzieś tam w wątku pisałaś, że inne osoby zawsze "wiedzą co powiedzieć", a to, co tobie przychodzi do głowy, jest głupie i smieszne. A czy przyglądałaś się tak krytycznie słowom tych osób? Wsadzałas je w swoje usta?
Wydaje mi się, że byłyby wtedy podobnie "głupie" tongue

brzydulla napisał/a:

Ja nawet jakbym poszła to bym posiedziała, wypiła piwo czy dwa czy co bym tam zamówiła i wyszła.. jakbym powiedziała do kogoś 'hi' to by mi odpowiedział 'hi' i wrócił do swoich spraw.
No to nie chodzę, bo taniej jest kupić piwo w markecie i wypić w domu.

No to potem mówisz kolejną rzecz ;P Typu "nie wiem, czy to piwo jest dobre", "jestem pierwszy raz w tym barze, czy mógłby pan coś polecić?", itd. Jesli człowiek czuje się dswobodnie, to nawet się przed powiedzeniem tego nie stresuje. Na tym właśnie polega to ''wyjście do ludzi", na zaryzykowaniu, zainicjowaniu rozmowy, "narażeniu" się.

Ostatnio miałam takie zdarzenie: przechodziłam przez pasy, takie z sygnalizacją świetlną. Pomyslałam, że jest to strasznie głupio urządzone, więc rzuciłam te słowa w kierunku człowieka idącego za mną. Ten po chwili mi odpowiedział, a potem właściwie przez parę minut opowiadał mi o niebezpiecznych sytuacjach na drodze, których był świadkiem (co nawet nie miało związku z pierwotnym tematem tongue)
Albo np. na dwrocu: zagaiłam, że pani ma fajne ceny w sklepiku, zapytałam, jak idzie biznes, ilu ma klientów, i rozmawiałyśmy tak z 10 minut.
Albo po pewnym wykładzie: odbył się w obcym budynku, więc pytałam o drogę jakiegoś chłopaka, bo nie mogłam poitem trafić do wyjścia, w koncu poszłam za nim i zaczełam go pytać o wrażenia z wykładu, bo byłam ich ciekawa. Rozmawialiśmy tak przez cała drogę do przystanku, schodząc później na inne tematy.
Trzy lata temu stresowało mnie nawet pytanie obcych osób o drogę. Ale musiałam, bo byłam w nowym mieście, a orientację mam tragiczną. Starałam się wtedy wybierać emerytów tongue Chłopak w moim wieku to był tak groźny target, że palpitacji dostawałam. Teraz - nawet nie patrzę, kogo pytam, robię to spontanicznie.

Czy kiedykolwiek porozmawiałaś dłużej (5, 10 minut) z kims obcym? Wystarczy zadawac pytania, wtrącić coś o sobie, znów pytania. Te pierwsze pytania, komentarze mogą się wydawac śmieszne, głupie, banalne, ale ogólnie ludzie lubią mówić o sobie i lubią się dzielić swoimi poglądami.

Odnosnie tej "gadki-szmatki", to myślę, że potrafi to większość osób, O ILE czuje się w danym towarzystwie swobodnie. Jesli dana osoba się spina, jest niepewna siebie, to wszystkie potencjalne teksty wydaja jej się głupie albo niezręczne. Sama tak mam. Wtedy zawsze "bezpieczniej" się czujesz, rozmawiając na tematy rzeczowe. Z bliskimi osobami znajduję mnóstwo takich "żartów sytuacyjnych", z innymi - tylko, kiedy czuje się pewnie i swobodnie, a już szczególnie, kiedy lepiej je znam (odprężam się, kiedy wydaje mi się, że one mnie lubią).

To, że lubisz spędzać czas sama (o ile lubisz), to nic złego. To w porządku. Też tak mam. "Socjalizacja" dość szybko mnie męczy, jestem typem komputerowym i książkowym. Jednak mam tez dwie bliskie osoby, z którymi kontakty są dla mnie odpoczynkiem. Jedną z nich jest mój chłopak, który, tak się składa, od dziecka jest bardzo nieśmiały i zamknięty w sobie. Poznaliśmy się przez internet. Na początku trząsł się ze stresu, kiedy miał wykonać telefon w sprawie pracy. Dzięki moim zachętom pokonał wiele swoich barier - ostatnio, kiedy szukaliśmy czegoś w sklepach, zachęcałam, żeby zapytał kogoś o pomoc - za trzecim razem już nawet nie musiałam o tym mówić, bo sam to zrobił.

Swojej natury nie zmieni - nie musi, introwertycy są super - jednak powinien zwalczać rzeczy, które mu życie utrudniają (a czasem uniemożliwiają). Introwertyk "traci" energię, kiedy jest z innymi, zyskuje, kiedy jest sam. I dobrze, niech utrzymuje kontakty tylko z bardzo bliskimi ludźmi, niech spędza dużo czasu samotnie. Niech robi co chce, dopóki rzeczywiście może robić to, co chce, a nie dlatego, że sytuacja go zmusza i że nie może odważyć się na nic innego.

PS Jestem pełna podziwu, że potrafiłaś się uczyć pół roku do egzaminu, przez parę godzin dziennie. Ja nie mam takiej samodyscypliny i wytrwałości, co zawsze w ludziach podziwiam. (Np. w mojej mamie). Ja jestem leniwa i wiem, że dużo przez to tracę. Chciałabym potrafić tak wziąć się w karby. Jak dotąd próbuję - w sumie mam lepsze efekty, bo jakiekolwiek, niż nie próbując wcale..

PS 2 Dość rzadko pisze posty, ale jak już jakiś walnę, to czasem jest taki długi, że sama się przerażam big_smile

187

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

paulina20 to co mnie ostatnio rozstroiło to praca... do niedawna zyłam sobie spokojnie ze swoimi niedostatkami i za bardzo się nimi nie przejmowałam
Ale ostatnio mam strasznego doła związanego z pracą... otóż jakiś rok temu miałam głupi przypływ wiary w siebie i postanowiłam znaleźć pracę w swoim zawodzie, tym do którego uczyłam się pól roku.Tzn pół roku na finiszu bo tak w ogóle to o wiele więcej- 6 lat studiów (ciągłe rycie), potem 1,5  roku stażu za 500 zł, potem rok w przychodni  za niecałe 800zł, następny egzamin do którego musiałam się przygotować w tym samym czasie kiedy musiałam wstawać o 3:30 do pracy i wracałam o 18... potem 5 lat specjalizacji za 1700 zł brutto, max 2200-2300 netto z 8 dyżurami i dopiero ten egzamin do którego musiałam się uczyć pół roku, i zdałam jako druga w kraju... A teraz pracuję w UK, na stanowisku takim prawie ledwo po stażu, i rezydenci, którzy teoretycznie są jakieś 5 lat i jeden wielki egzamin za mną robią szybszy postęp niż ja, oni robią specjalizację od 3 miesięcy i mają większe kompetencje niż ja, siedząc już w tej pracy rok i 3 miesiące, nie mówiąc już że tak w ogóle to ja mam papier o który oni dopiero się starają.
No dobra, muszę zaakceptować że jestem głupia, ale nie mówcie mi że mam się wziąć w garśc bo jak się wziąć w garść kiedy się okazuje że 10 lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń nadaje się do kosza.
No i brak zdolności interpersonalnych pogarsza sytuację bo trudniej znaleźć mi pracę gdzie indziej i w ogóle niewesoło widzę przyszłość (mam tylko kontrakt na czas ograniczony).
Naprawdę nienawidzę życia.

188 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-12-15 01:00:11)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:

paulina20 to co mnie ostatnio rozstroiło to praca... do niedawna zyłam sobie spokojnie ze swoimi niedostatkami i za bardzo się nimi nie przejmowałam
Ale ostatnio mam strasznego doła związanego z pracą... otóż jakiś rok temu miałam głupi przypływ wiary w siebie i postanowiłam znaleźć pracę w swoim zawodzie, tym do którego uczyłam się pól roku.Tzn pół roku na finiszu bo tak w ogóle to o wiele więcej- 6 lat studiów (ciągłe rycie), potem 1,5  roku stażu za 500 zł, potem rok w przychodni  za niecałe 800zł, następny egzamin do którego musiałam się przygotować w tym samym czasie kiedy musiałam wstawać o 3:30 do pracy i wracałam o 18... potem 5 lat specjalizacji za 1700 zł brutto, max 2200-2300 netto z 8 dyżurami i dopiero ten egzamin do którego musiałam się uczyć pół roku, i zdałam jako druga w kraju... A teraz pracuję w UK, na stanowisku takim prawie ledwo po stażu, i rezydenci, którzy teoretycznie są jakieś 5 lat i jeden wielki egzamin za mną robią szybszy postęp niż ja, oni robią specjalizację od 3 miesięcy i mają większe kompetencje niż ja, siedząc już w tej pracy rok i 3 miesiące, nie mówiąc już że tak w ogóle to ja mam papier o który oni dopiero się starają.
No dobra, muszę zaakceptować że jestem głupia, ale nie mówcie mi że mam się wziąć w garśc bo jak się wziąć w garść kiedy się okazuje że 10 lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń nadaje się do kosza.
No i brak zdolności interpersonalnych pogarsza sytuację bo trudniej znaleźć mi pracę gdzie indziej i w ogóle niewesoło widzę przyszłość (mam tylko kontrakt na czas ograniczony).
Naprawdę nienawidzę życia.

Tyle, że twoje posty nie świadczą o tym, że jesteś głupia. Serio, serio. A jestem bardzo krytyczna pod tym względem.
Poza tym, żeby zdać tyle egzaminów, też coś pod czaszka musisz mieć. Więc może jest inna przyczyna?

Chociażby:
Wklejanie linków do stron internetowych jest niezgodne z regulaminem forum.
"Miałam podobnie, brak koncentracji, brak orientacji, zapominanie...sądziłam,że to moja wina, że to ze mną jest coś nie tak. Okazało się,że to był wynik stresu i mobbingu jaki miałam w pracy. "

Wikipedia napisał/a:

Zaburzenia_depresyjne
Kryteria diagnostyczne:
obniżenie sprawności myślenia, zaburzenia uwagi i koncentracji, niemożność podjęcia decyzji

Zaznaczam, że nie "diagnozuję" ci depresji, bo to może zrobić fachowiec. Chce ci dac do myslenia. Trop "jestem głupia" - którym podążasz - wydaje mi się wysoce nietrafiony i nielogiczny.

Odwiedź psychiatrę, bo życie jeszcze może być piękne. Nam na forum na Tobie zależy.

189

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
paulina20 napisał/a:

Trop "jestem głupia" - którym podążasz - wydaje mi się wysoce nietrafiony i nielogiczny.

Odwiedź psychiatrę, bo życie jeszcze może być piękne. Nam na forum na Tobie zależy.

Myślę że ten trop to sedno sprawy.

Moja mama kiedy ją pyta no dlaczego czegoś tam nie zrobiła,odpowiadała: no co ty,ja,takie beztalencie?
Ja,niestety jestem jak jej klon.
Tylko że ona była mądrzejsza: z góry wiedziała że nie niczego nie osiągnie. Chciała tylko urodzić dzieci.  Co było akurat najgorsze co mogła zrobić bo po co mnozyć geny beztalencia?
Ja głupio myslałam że mogę coś w zyciu osiągnąć. Zycie mi utarło nosa i pokazało jak bardzo się myliłam.

190 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2013-01-07 01:22:54)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Cóż, ja, gdybym skończyła medycynę, byłabym z siebie dumna ;p

Twoja mama chyba wszczepiła ci takie myślenie. Dostrzegasz tylko to, co ci się nie udaje..

Wiem, jest ci przykro, bo to skończenie medycyny ''nic ci nie dało'', nie sprawdzasz się i tak dalej. Myślisz, że coś z tobą, gdzieś głęboko, jest nie tak, że jesteś jakaś inna. Nie powinnas się urodzić, bo od urodzenia masz defekt, on nie pozwala ci niczego osiągnąć ani być zadowoloną z tego, co już masz. Gdzie tkwi ten defekt, w twoich genach? Przez całe życie czujesz, że nie jesteś wystarczająco dobra do czegokolwiek?

191

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
paulina20 napisał/a:

Cóż, ja, gdybym skończyła medycynę, byłabym z siebie dumna ;p

Skończyć (zdać testy)to jedno. Asystenci mówili czesto że średnio inteligentny szympans by to potrafił. Umieć wykorzystać to w praktyce +w ogóle umieć się sprzedać to zupełnie coś innego.

paulina20 napisał/a:

Twoja mama chyba wszczepiła ci takie myślenie. Dostrzegasz tylko to, co ci się nie udaje..

Przez całe życie czujesz, że nie jesteś wystarczająco dobra do czegokolwiek?

Nie,skąd. Jakbym całe zycie tak myslała to bym poszła do zawodówki a nie porywała się na studia. To efekt  moich ostatnich przemyśleń i analizy mojego życia.

192

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:
paulina20 napisał/a:

Cóż, ja, gdybym skończyła medycynę, byłabym z siebie dumna ;p

Skończyć (zdać testy)to jedno. Asystenci mówili czesto że średnio inteligentny szympans by to potrafił. Umieć wykorzystać to w praktyce +w ogóle umieć się sprzedać to zupełnie coś innego.

paulina20 napisał/a:

Twoja mama chyba wszczepiła ci takie myślenie. Dostrzegasz tylko to, co ci się nie udaje..

Przez całe życie czujesz, że nie jesteś wystarczająco dobra do czegokolwiek?

Nie,skąd. Jakbym całe zycie tak myslała to bym poszła do zawodówki a nie porywała się na studia. To efekt  moich ostatnich przemyśleń i analizy mojego życia.

Kochana, ja studiowalam medycyne jako pierwszy kierunek (nie skonczylam, ale to inna historia), i wcale nie uwazam, ze bylo lekko! Mialam dobre oceny, stypendium itd, ale musialam ryc jak glupia na to. W porownaniu z AM we Wroclawiu, Oxford to byl pikus (skonczylam teologie). Badz z siebie dumna kobieto, bo zostanie lekarzem to jest prawdziwy wyczyn!

Ty sie naprawde sama dolujesz. Wmawiasz sobie, ze jestes do kitu, a to ZWYKLA NIEPRAWDA.

193

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Nie jesteś głupia i dobrze o tym wiesz. Jesteś po prostu skrajnym introwertykiem i to z niską samooceną i skłonnością do perfekcjonizmu, brakiem umiejętności społecznych.

Introwertycy zwykle(za Wikipedią):
    -zyskują energię kiedy są w samotności, a tracą wśród ludzi,
    -czerpią energię ze świata wewnętrznego, tj. uczuć, idei, wrażeń,
    -są dobrymi słuchaczami,
    -myślą zanim coś zrobią lub powiedzą,
    -utrzymują większy kontakt wzrokowy podczas słuchania kogoś, niż podczas mówienia do niego,
    -mają niewiele zainteresowań, ale w każde zainteresowania bardzo się zagłębiają,
    -tylko głębokie relacje z innymi nazywają "przyjaźnią",
    -wolą rozmowy w cztery oczy niż w grupie,
    -mówią wolno, z przerwami,
    -aby się skupić potrzebują ciszy, nie lubią gdy im się przerywa pracę lub jakiekolwiek inne zajecie (np. dzwonkiem telefonu),
   - korzystają z pamięci długotrwałej, przez co często mają uczucie "pustki w głowie" i mogą mieć problemy ze znalezieniem odpowiedniego słowa podczas rozmowy,
    -lepiej niż ekstrawertycy radzą sobie z zadaniami wymagającymi skupienia uwagi,
    -na studiach osiągają lepsze wyniki niż ekstrawertycy,
    -łatwiej uczą się czytając niż przez rozmowę z innymi,
    -wolą dowcip ujawniający niestosowność i niedopasowanie,
    -pracują tak samo niezależnie od tego, czy są chwaleni, czy nie,

Można powiedzieć, iż w dzisiejszych czasach bycie skrajnym introwertykiem to rodzaj kalectwa. Wiem bo sama nim jestem.   
Pamiętam jak kilka lat temu poszłam na domówkę, na której  znałam tylko jedną osobę. Poszłam  tam bo chciałam coś zmienić, wyjść do ludzi, się otworzyć (haha). Byli tam sami ekstrawertycy i to starsi ode mnie. Przez większość imprezy myślałam "nic jeszcze nie powiedziałam, co powiedzieć, kurde musze coś powiedzieć, ale głupio powiedziałam, bez ładu i składu..itp". W końcu jeden z gości powiedział: mało mówisz, nie nadajesz się na imprezy. smile  Pomyślałam sobie wtedy, czy gdyby przyszedł na taką imprezę ktoś kto fizycznie nie może mówić też by go tak ocenił? Możliwe, że tak ale przynajmniej nie powiedziałby tego głośno. Zresztą, pewnie taka osoba  za pośrednictwem gestów, mimiki i tak mówiła by więcej niż ja.

Ludzie nie rozumieją że można mieć bariery psychiczne. Można i są czasem trudne do przejścia tak jak te fizyczne, a wynikają one w dużym stopniu z genów.  Nikt Ci nie da renty na brak umiejętności społecznych. Niestety big_smile

Ja wierzę, że da się jakoś to przezwyciężyć. Czytałam komentarze osób na tym form, które swoimi życiem świadczą, że można  z tym walczyć. Dla mnie te komentarze są trochę pokrzepiające...

194

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:

Kochana, ja studiowalam medycyne jako pierwszy kierunek (nie skonczylam, ale to inna historia), i wcale nie uwazam, ze bylo lekko! Mialam dobre oceny, stypendium itd, ale musialam ryc jak glupia na to. W porownaniu z AM we Wroclawiu, Oxford to byl pikus (skonczylam teologie). Badz z siebie dumna kobieto, bo zostanie lekarzem to jest prawdziwy wyczyn!

Ty sie naprawde sama dolujesz. Wmawiasz sobie, ze jestes do kitu, a to ZWYKLA NIEPRAWDA.

Moim zdaniem skończenie polskiej uczelni,w szczególności medycyny to pikuś w porównaniu z jakąkolwiek angielską uczelnią. Nie studiowalam w UK ale przygotowywałam się do TOEFLa i było napisane że listeningi to oryginalne zajęcia uniwersyteckie. No jak tak tu wyglądają zajęcia uniwersyteckie to ja bym skończyła 5 fakultetów w tym samym czasie - tłumaczą jak dzieciom w podstawówce. Na mojej AM w Gdańsku) asystent przyszedł na zajęcia albo i nie, coś tam odklepał, albo,jak który ambitniejszy to zawalił takimi detalami że głowa pękała a potem na egzamin trzeba było wyryć książkę którą lubi profesor z precyzją jakiej wymaga profesor. Do tego nie trzeba zdolności tylko samozaparcia i twardej d***. Zdolności to potrzeba żeby potem używać tego w praktyce. No i tu poległam, dlatego uważam siebie za głupią.

195

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
lolapalmer napisał/a:

Pamiętam jak kilka lat temu poszłam na domówkę, na której  znałam tylko jedną osobę. Poszłam  tam bo chciałam coś zmienić, wyjść do ludzi, się otworzyć (haha). Byli tam sami ekstrawertycy i to starsi ode mnie. Przez większość imprezy myślałam "nic jeszcze nie powiedziałam, co powiedzieć, kurde musze coś powiedzieć, ale głupio powiedziałam, bez ładu i składu..itp".

Mam tak samo. W końcu przestałam chodzić chyba że w bardzo zamkniętym gronie bo inaczej to tylko stres.

lolapalmer napisał/a:

Nikt Ci nie da renty na brak umiejętności społecznych. Niestety big_smile

A szkoda. Bo w dzisiejszych czasach brak umiejętności społecznych to gorzej jak brak matury.
Nawet gorzej -możesz się urobić po pachy zdobywając certyfikaty a i jak skończysz na nizinach społecznych. Oraz finansowych.

lolapalmer napisał/a:

Ja wierzę, że da się jakoś to przezwyciężyć. Czytałam komentarze osób na tym form, które swoimi życiem świadczą, że można  z tym walczyć. Dla mnie te komentarze są trochę pokrzepiające...

Jakieś sukcesy?

Posty [ 131 do 195 z 773 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 12 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026