Brzydullo, gdzieś tam w wątku pisałaś, że inne osoby zawsze "wiedzą co powiedzieć", a to, co tobie przychodzi do głowy, jest głupie i smieszne. A czy przyglądałaś się tak krytycznie słowom tych osób? Wsadzałas je w swoje usta?
Wydaje mi się, że byłyby wtedy podobnie "głupie" 
brzydulla napisał/a:Ja nawet jakbym poszła to bym posiedziała, wypiła piwo czy dwa czy co bym tam zamówiła i wyszła.. jakbym powiedziała do kogoś 'hi' to by mi odpowiedział 'hi' i wrócił do swoich spraw.
No to nie chodzę, bo taniej jest kupić piwo w markecie i wypić w domu.
No to potem mówisz kolejną rzecz ;P Typu "nie wiem, czy to piwo jest dobre", "jestem pierwszy raz w tym barze, czy mógłby pan coś polecić?", itd. Jesli człowiek czuje się dswobodnie, to nawet się przed powiedzeniem tego nie stresuje. Na tym właśnie polega to ''wyjście do ludzi", na zaryzykowaniu, zainicjowaniu rozmowy, "narażeniu" się.
Ostatnio miałam takie zdarzenie: przechodziłam przez pasy, takie z sygnalizacją świetlną. Pomyslałam, że jest to strasznie głupio urządzone, więc rzuciłam te słowa w kierunku człowieka idącego za mną. Ten po chwili mi odpowiedział, a potem właściwie przez parę minut opowiadał mi o niebezpiecznych sytuacjach na drodze, których był świadkiem (co nawet nie miało związku z pierwotnym tematem
)
Albo np. na dwrocu: zagaiłam, że pani ma fajne ceny w sklepiku, zapytałam, jak idzie biznes, ilu ma klientów, i rozmawiałyśmy tak z 10 minut.
Albo po pewnym wykładzie: odbył się w obcym budynku, więc pytałam o drogę jakiegoś chłopaka, bo nie mogłam poitem trafić do wyjścia, w koncu poszłam za nim i zaczełam go pytać o wrażenia z wykładu, bo byłam ich ciekawa. Rozmawialiśmy tak przez cała drogę do przystanku, schodząc później na inne tematy.
Trzy lata temu stresowało mnie nawet pytanie obcych osób o drogę. Ale musiałam, bo byłam w nowym mieście, a orientację mam tragiczną. Starałam się wtedy wybierać emerytów
Chłopak w moim wieku to był tak groźny target, że palpitacji dostawałam. Teraz - nawet nie patrzę, kogo pytam, robię to spontanicznie.
Czy kiedykolwiek porozmawiałaś dłużej (5, 10 minut) z kims obcym? Wystarczy zadawac pytania, wtrącić coś o sobie, znów pytania. Te pierwsze pytania, komentarze mogą się wydawac śmieszne, głupie, banalne, ale ogólnie ludzie lubią mówić o sobie i lubią się dzielić swoimi poglądami.
Odnosnie tej "gadki-szmatki", to myślę, że potrafi to większość osób, O ILE czuje się w danym towarzystwie swobodnie. Jesli dana osoba się spina, jest niepewna siebie, to wszystkie potencjalne teksty wydaja jej się głupie albo niezręczne. Sama tak mam. Wtedy zawsze "bezpieczniej" się czujesz, rozmawiając na tematy rzeczowe. Z bliskimi osobami znajduję mnóstwo takich "żartów sytuacyjnych", z innymi - tylko, kiedy czuje się pewnie i swobodnie, a już szczególnie, kiedy lepiej je znam (odprężam się, kiedy wydaje mi się, że one mnie lubią).
To, że lubisz spędzać czas sama (o ile lubisz), to nic złego. To w porządku. Też tak mam. "Socjalizacja" dość szybko mnie męczy, jestem typem komputerowym i książkowym. Jednak mam tez dwie bliskie osoby, z którymi kontakty są dla mnie odpoczynkiem. Jedną z nich jest mój chłopak, który, tak się składa, od dziecka jest bardzo nieśmiały i zamknięty w sobie. Poznaliśmy się przez internet. Na początku trząsł się ze stresu, kiedy miał wykonać telefon w sprawie pracy. Dzięki moim zachętom pokonał wiele swoich barier - ostatnio, kiedy szukaliśmy czegoś w sklepach, zachęcałam, żeby zapytał kogoś o pomoc - za trzecim razem już nawet nie musiałam o tym mówić, bo sam to zrobił.
Swojej natury nie zmieni - nie musi, introwertycy są super - jednak powinien zwalczać rzeczy, które mu życie utrudniają (a czasem uniemożliwiają). Introwertyk "traci" energię, kiedy jest z innymi, zyskuje, kiedy jest sam. I dobrze, niech utrzymuje kontakty tylko z bardzo bliskimi ludźmi, niech spędza dużo czasu samotnie. Niech robi co chce, dopóki rzeczywiście może robić to, co chce, a nie dlatego, że sytuacja go zmusza i że nie może odważyć się na nic innego.
PS Jestem pełna podziwu, że potrafiłaś się uczyć pół roku do egzaminu, przez parę godzin dziennie. Ja nie mam takiej samodyscypliny i wytrwałości, co zawsze w ludziach podziwiam. (Np. w mojej mamie). Ja jestem leniwa i wiem, że dużo przez to tracę. Chciałabym potrafić tak wziąć się w karby. Jak dotąd próbuję - w sumie mam lepsze efekty, bo jakiekolwiek, niż nie próbując wcale..
PS 2 Dość rzadko pisze posty, ale jak już jakiś walnę, to czasem jest taki długi, że sama się przerażam 