Wielokropek - w odpowiedzi na twój post (żeby już nie cytować i nie marnować przestrzeni)- nie sądzę, że bujam w obłokach. Tzn - jak bym złowiła złotą rybkę to jasne że bym chciała być piekna i mądra. W dobry dzień, bo w zły poprosiłabym o natychmiastową śmierć.
Niemniej - dawno temu zdałam sprawę że jestem brzydką myszką i że np partnera nie znajdę. Zupełnie się tym nie przejęłam, pomyślałam że nawet lepiej, mam całkowitą wolność,mogę sobie podróżować, nie muszę się użerać z żadnym facetem (np jak moja mama z pijakiem), mogę się bez przeszkód rozwijać zawodowo, nie mam dzieci więc nie muszę tracić czasu i kasy na ich wychowanie (nie lubię dzieci).
Kiedy już w końcu pojęłam że szybko nie nawiązuję kontaktów pomyśłam OK, ważniejsza jest jakość niż ilość, mam kilku dobrych i wystarczy.
Nie potrafię tańczyć - OK, nawet wcale nie lubię dyskotek czy czego tam, wolę sobie zostać wieczorem pod kocem i poczytać dobrą książkę.
Tylko, jakkolwiek o tym mysle czy nie, te moje braki mają ogromny wpływ na moje życie.
Np lubiąc podróżować, ale nie nawiązując łatwo znajomości muszę podróżować sama. Nikt z moich znajomych, z róznych przyczyn, nie lubi podróżować tam gdzie ja. A jednak, jadąc np do Azji, byłoby raźniej i bezpieczniej jechaćz kimś. Byłam kiedyś z koleżanką, ale nie podobało jej się,widać było aż nadto po jej skwaszonej minie. OK, warunki były trudne ale kto inny (nie taka dziumdzia jak ja) potrafiłby nadrobić humorem. Ja się starałam, ale chyba marnie mi wyszło. Nigdy więcej już nie chciała ze mną jechać.
Zwykłe umiejetności, np prowadzenie auta - dla większości to czynność prawie automatyczna, ok, może zdają za 5 razem, ale większość osób z którymi jechałam prowadzi dobrze i pewnie. Dla mnie to ciągle walka o przetrwanie. A mam prawko od 15 lat. W Warszawie bym poległa. Tzn może jakbym się skoncentrowała to może udałoby mi się jechać przepisowo, ale mało prawdopodobne że dotarłabym do celu.
A w pracy - poza komunikacją,co nie ułatwia sprawy- poległam też merytorycznie.Pracuję na stanowisku które wymaga może 25% mojego doświadczenia a mimo to (ciągle!) robię wiele rzeczy nie tak. To daje do myślenia. I co,mam zaczynać cała edukację od początku, czyli od stażu?
No i w ogóle robi się za dużo. Każdy potzrebuje czegoś,co robi dobrze. W czym się spełnia, nawet jak wszystko/wiele innych rzeczy idzie nie tak. Narzekanie, zakładam się nie liczy.
Niestety to też ma implikacje finansowe. Jak tak dalej pójdzie to bedę musiała do 50tki wynajmować pokoj i dzielic wannę i lodówke z obcymi. Mam w Polsce 2 mieszkania, jedno niestety kupione w najgłupszym momencie na kredyt we frankach. Naprawdę muszę oszacować swoje mozliwości i pozbyć się jednego z ich. Wszystko na razie wskazuje że będę biedniutka, szczególnie na emeryturze, i łatwiej bedzie mi utrzymać stare. No OK, może być, malutkie jest, ale co mi tam potrzeba, wyremontuję kiedyś i będzie fajnie. Tylko sprzedając nowe mniej więcej połowę oszczędności swojego życia wyrzucam w błoto... a nie mam ich znowu tak duzo