netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

772 odpowiedzi65 070 wyświetleńzałożony przez brzydulla, 02.12.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 12 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 773 ]

66

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
Lilia86 napisał/a:

Mi się wydaje, że brzydullla tutaj wszystkich podpuszcza i ma niezłą zabawę.

Nie chce mi się wierzyć, żeby tak zakompleksiona osoba, o tak niskiej samoocenie drążyła tak długo ten temat jakim to ona jest nieudacznikiem. Po paru krytykach dałaby sobie już spokój.

Och Lilia, dziecie naiwne... Niestety osoby takie jak Brzydulla uwielbiaja sie nad soba uzalac, bo dzieki temu same siebie moga przekonac, ze sa zupelnie do kitu, a wiec nie sa odpowiedzialne za wlasna sytuacje zyciowa. Mam taka kolezanke ze studiow. Znam ja 10 lat i przez te cale 10 lat  co slysze to jej jeczenia na temat braku urody, okropnosci facetow, braku okazji w zyciu...itd. Prawda jest taka, ze jest ladna, filigranowa blondynka, ktora zawsze wybiera sobie jakis psychopatow na chlopakow (chociaz ja i znajomi zawsze jej trabimy, zeby sie z daleka od takich typow trzymala), a pracowac wcale nie musi bo ojciec zostawil jej kupe pieniedzy i dom.

67 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-12-05 16:06:32)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Piszesz, że miałaś problemy w kontaktach z rówieśnikami, ja też miałam i byłam przezywana za bardzo krzywy zgryz (ogólnie krzywe zęby, przerwa między jedynkami 5mm, pomiędzy innymi też niemałe odstępy, piszę, by pokazać skalę, jak to wygląda, każdy może sprawdzić na linijce big_smile). No i nie powiem wtedy przejmowałam się tym i zamknęłam w sobie... Potem poznałam parę koleżanek na podwórku obok mnie, ale i tak często miewałam myśli, że być może to wszystko nie jest szczere, a ja jestem beznadziejna... Mimo wszystko starałam się zmienić myślenie i teraz już rzadko dopadają mnie takie myśli, mimo że nadal mam taki krzywy zgryz, to potrafię się uśmiechać, choć nie wygląda to estetycznie. Jak zarobię na aparat, to będę mieć, ale jeżeli taki zgryz by mi został, to nie będę robić problemu, nie jest ładny, mało kto taki ma, ale ja nauczyłam się z tym żyć smile

Ludzie przede wszystkim nie lubią takich ludzi jęczących jak Ty. Nadal nie mam dużo znajomych, ale z 2-3 koleżanki mam, z którymi czasem mogę wyjść. A ludzi np na uczelni, z którymi się nie dogaduję olewam- nic na siłę.

Teraz uważam, że wszystkie te ograniczenia siedzą w głowie, bo obiektywnie rzecz biorąc jestem poniżej przeciętnej z wyglądu (zazwyczaj tak byłam oceniana i sama wiem, że piękna nie jestem), ale mimo tego staram się być pozytywnie nastawiona smile

Piszesz- grube uda, krótkie uda, a wiesz, że można to zamaskować strojem? Wiesz jak dużo dziewczyn ma krótkie, grubsze nogi? Grunt, by się tego nie wstydzić, wtedy przestaje to być problemem. A śnieżnobiałe zęby? Chyba w większości na reklamach, niewielu widuję ludzi z takim śnieżnobiałym uśmiechem. Mnie też zresztą nigdy na tym nie zależało. Grunt, że nie są skrajnie żółte, kobietą z reklamy nie jestem.

68

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
Lilia86 napisał/a:

Mi się wydaje, że brzydullla tutaj wszystkich podpuszcza i ma niezłą zabawę

Mnie też się tak wydaje.
Brzydulla się dobrze bawi, ja też ale dłużej nie da rady tego pociągnąć, scenariusz się sypał od początku.
Muszę przyznać, że jest niezła, udało jej się rozciągnąć to na 3 strony wątku.

69

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
Lilia86 napisał/a:

Mi się wydaje, że brzydullla tutaj wszystkich podpuszcza i ma niezłą zabawę.

Nie chce mi się wierzyć, żeby tak zakompleksiona osoba, o tak niskiej samoocenie drążyła tak długo ten temat jakim to ona jest nieudacznikiem. Po paru krytykach dałaby sobie już spokój.

Uważasz, że co konkretnie mnie bawi?

Do krytyki jestem przezwyczajona. Wszyscy mi mówią 'nie jesteś? no to bądź!' Nawet moja własna mama. Do niej mam największy zal -  bo jak jej zapytam np dlaczego nie starała się awansować w pracy czy chociaż zrobić prawa jazdy, odpowiadami: 'no co ty, ja? Takie beztalencie?'

Poza tym -chociaż ktoś się do mnie odzywa a nie, jak zwykle, ignoruje...

I jeszcze jedno -dlaczego myślisz że to normalne jest mieć 10 stron dyskusji mówiąc 'ja jestem ok ale ktoś mnie skrzywdził' ale coś 'nienormalnego' jest w stwierdzeniu 'ok, dostaję kopa za kopem ale to dlatego że mam po prostu trefne geny'?

70

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
helen 5 napisał/a:

ale dłużej nie da rady tego pociągnąć, scenariusz się sypał od początku.

Możesz rozwinąć?

71

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

A ja myślę, że to nie podpucha.To depresja, samotność, lata życia w cieniu.Widzę w brzydulli trochę siebie, ja w odpowiednim momencie życia MUSIAŁAM zacząć działać.I dzięki temu mam znajomych i przyjaciół.Wyszłam z cienia, bo spotkałam fantastycznych ludzi, którzy zobaczyli we mnie to czego ja w swoim zakompleksieniu nie widziałam.
I po raz kolejny powiem to bliscy  ludzie, nie bzdurne amerykańskie pseudoporadniki  ,  sprawiają , ze się zmieniamy.Zmieniamy się, by ich nie zawieść, by zasłużyć na ich uwagę, zainteresowanie i przyjaźń.Zmieniamy się dla nich i dzięki nim.Poradniki na życie, to tylko teoria, często nie przystająca do ludzkiego życia, polskich warunków i naszej osobowości.Nie wierzę w ich zbawczą moc.

72 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2012-12-06 01:05:50)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Bardzo mi głupio za mojego wcześniejszego posta. Przepraszam.
Brzydulla nie chciałam Cię urazić.

Następnym razem, jak komuś nie będę dowierzała, to zachowam to dla siebie.
Lepiej przemilczeć, niż komuś zaszkodzić.
Niech piszą te osoby, co mają pojęcie o takich problemach jak Ty masz.

Powodzenia życzę brzydulla! wink

73 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-12-06 23:01:47)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Brzudullo, czybyś był moim mentalnym klonem? Przeczytałam Twój wątek i miałam wrażenie, że w wielu aspektach piszesz o mnie, także jestem tu przez wszystkich pouczana że mam pokochać siebie, nauczyć się być szczęśliwą, "nie robić kwasu" na forum swoim użalaniem się nad sobą, wziąźć się za siebie, za swoje życie, być szczęśliwą. Aha, rada która powala mnie na łopatki :"Wyjść do ludzi" - komunał pierwszej wody. Mam jeszcze kształtować w sobie nawyk pozotywnym myśli, a wtedy czarodziejskim sposobem ściągnę do siebie wielkie powodzenie w życiu, ludzi o niesamowitych wibracjach energetycznych i inne takie psychokity.

74

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

Brzudullo, czybyś był moim mentalnym klonem? Przeczytałam Twój wątek i miałam wrażenie, że w wielu aspektach piszesz o mnie, także jestem tu przez wszystkich pouczana że mam pokochać siebie, nauczyć się być szczęśliwą, "nie robić kwasu" na forum swoim użalaniem się nad sobą, wziąźć się za siebie, za swoje życie, być szczęśliwą. Aha, rada która powala mnie na łopatki :"Wyjść do ludzi" - komunał pierwszej wody. Mam jeszcze kształtować w sobie nawyk pozotywnym myśli, a wtedy czarodziejskim sposobem ściągnę do siebie wielkie powodzenie w życiu, ludzi o niesamowitych wibracjach energetycznych i inne takie psychokity.

Dzięki! Twoja odpowiedź pomogła mi chyba najbardziej. Potrzebuję po prostu, żeby mi ktoś uwierzył.

75 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2012-12-07 12:30:31)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Brzydulla, jezeli naprawde tylko takie wypowiedzi jak Missnowegojorku chcesz, to idzcie i zalozcie sobie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji.

Czy Ty nie widzisz, ze chcesz sie utwierdzic w malkontenctwie, ktore niczego nie rozwiazuje, a tylko chyba daje Ci usprawiedliwienie do siedzenia na czterech literach i nieruszania nawet malym palcem??????? Moze to drastyczne porownanie, ale spotkalam osoby takie jak Ty na odwyku- takie bidne sierotki, co zupelnie nie umialy sobie z niczym poradzic i tylko jak drzwi sie kliniki za nimi zamknely, to siegaly po butelke. Zgadnij, gdzie teraz sa...- albo na n-tym odwyku, albo dwa metry pod ziemia.

Od nich tez bylo slychac te same argumenty- bo pozytywne myslenie niczego nie daje, bo ja za gruba, za stara, za glupia, przez zycie pokrzywdzona...itd.

OBUDZ SIE KOBIETO.

76

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:

Brzydulla, jezeli naprawde tylko takie wypowiedzi jak Missnowegojorku chcesz, to naprawde, idzcie i zalozcie sobie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji.

Może to zrobimy.

Chciałam poprzednio trochę rozwinąć swoją odpowiedź, ale przez przypadek skasowałam i zrezygnowałam.
Właśnie: pozytywne myślenie nic nie daje. Powiem nawet więcej: szkodzi. Myśląć pozytywnie przeceniam swoje możliwości i pakuję się w kłopoty.
Np - w Polsce miałam stabilną pracę. Ale jak to w polskiej służbie zdrowia na prowincji - mało rozwijającą niestety. Wszystko robiło się tak samo, mimo postępu w medycynie, pod dyktando NFZ i szefa. Chciałam rozwinąć horyzonty - znalazłam pracę w badaniach klicznych, ale ściagnęli mnie do UK. No i zaczęły się schody - praca bardziej 'biznes-like', potrzebne zdolności negocjacji, prezentacji itp- zaczęłam się wykładać. Poza tym coraz mniej zajmowałam się rzczywiście medycyną i bałam się że zapomnę to czego się nauczyłam. I tak by się pewnie stało. Pomyślam: co tam-mądra przecież jestem, w Polsce sobie radziłam, znajdę pracę w szpitalu w UK. Bałam się,ale myślałam pozytywnie: dam radę. Znalazłam ale na rok. Pomyślałam: dam radę, znajdę potem cokolwiek - w innym szpitalu czy wrócę do badań. No i bum. Nie dość, że na stanowisku teoretycznie poniżej moich kwalifikacji nie radzę sobie merytorycznie to jeszcze ciągle skarżą sie na mnie pacjenci za nieumiejętność komunikacji. Nie wszyscy ale sporo. Staram się, ale to trochę jakby słoń tańczył na linie.
Oczywiście muszę odejść. Nikt mi tego nie powiedział ale przyzwoitość mi nakazuje. Balansując na granicy akceptowalnego poziomu merytorycznego mogę być zagrożeniem.
Mam wszystko robić odpoczątku? Trudno jest pozytywnie myśleć jak się musisz w edukacji cofnąc o 10 lat.
Wniosek: jak mi szósty zmysł podpowiada że sobie z czymś nie poradzę to lepiej się w to nie pakować. Bo katastrofa gotowa. Trzeba być świadomym swoich wad.
Noi teraz szukampracy od roku, bezskutecznie.
Ostatnio znalazłam ofertę która mi odpowiadała - praca głównie przy papierach i komputerze, doświadczenie mam,pomyślałam: tego mi trzeba. Ale przepuscili mnie przez magiel zwany 'competence based interview' czy opowiedz o sytuacji jak byłaś motywatorem do działania w swojej grupie i przywiodłaś ją do sukcesu no i poległam.

77 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-12-07 10:10:37)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Brzydullo, powiem Ci, że ja nawet samochodu nie mogę nauczyć się prowadzić, a wszyscy mi wmawiają, że to niemożliwe, Gdybym ich usłuchałą to zabiłabym kogoś albo siebie, albo nawet wszystko na raz. Dlatego znając swoje ograniczenia, nie przeceniam siebie i nie pakuję się w niepotrzebne kłopoty, ponadto wynika z wypowiedzi jednego z użytkowników forum, że skoro nie myślimy pozytywnie, to nie tu dla nas miejsca, następna dyskryminacja się szukuje dla nas... Malkontenci i użalacze z tego forum won. Bo nie gadają pod publiczkę... Czy wszyscy ludzie na świecie mają obowiązek bycia roześmianymi i zakochanymi w sobie? Z tego wynika, że dla introwertyków i pesymistów nie ma miejsca nigdzie ani w życiu, ani nawet w sieci.

78

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:

(...)Właśnie: pozytywne myślenie nic nie daje. Powiem nawet więcej: szkodzi. Myśląć pozytywnie przeceniam swoje możliwości i pakuję się w kłopoty.
(...)Trudno jest pozytywnie myśleć jak się musisz w edukacji cofnąc o 10 lat.
Wniosek: jak mi szósty zmysł podpowiada że sobie z czymś nie poradzę to lepiej się w to nie pakować. Bo katastrofa gotowa. Trzeba być świadomym swoich wad.(...)

Pozytywne myślenie nie wyklucza świadomości własnych wad. smile

Pozytywne myślenie nie polega na bujaniu w obłokach, nie polega na udawaniu, że rzeczywistości nie ma, nie polega na okłamywaniu.
Pozytywne myślenie, to zauważenie, że szklanka jest do połowy pełna. smile Pozytywne myślenie, to umiejętność dostrzegania dobrych stron. To świadome koncentrowanie się na pozytywach tego, co nas otacza: ludzi, zdarzeń i sytuacji.

Przeciwieństwem takiego myślenia jest myślenie negatywne. Negatywne myślenie powoduje stres, bo niszczy nasze zaufanie w to, że jesteśmy w stanie wykonać stojące przed nami zadania. Myślimy negatywnie, gdy nisko siebie oceniamy, krytykujemy się za popełnione błędy, wątpimy w swoje możliwości, spodziewamy się klęski mimo posiadania umiejętności, wiedzy, możliwości.

Pozytywne i negatywne myślenie są dwoma odmianami podejścia do życia: pierwsze nastawione jest na wychwytywanie plusów, drugie - minusów. Pozytywne myślenie różni też się od metody stosowanej przez Polyannę. smile

Świadomość własnych wad jest, moim zdaniem, niezwykle ważną rzeczą. Nie ma jednak nic wspólnego z istnieniem lub brakiem pozytywnego myślenia. Jedno nie wyklucza drugiego. smile Świadomość własnych wad zapobiega "porywaniu się z motyką na słońce", podejmowaniu działań sprzecznych z własnymi ograniczeniami. Znajomość własnych wad może zmobilizować osobę do podjęcia pracy nad sobą. I nie chodzi mi o to, by kusić się na rzeczy nierealne, czyli pracować nad tym, by z małej, drobnej osoby stać się osobą niezwykle wysoką.




By uniknąć nieporozumień. smile
Szczęście, na szczęście, nie jest obowiązkowe.

79 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-12-07 11:02:43)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Chciałam Ci jeszcze powiedieć Brzydullo, że zauważyłam u Ciebie niezwykły dar elokwencji i oczytania a także wysoki zasób słownictwa. Pisząc, wykazujesz ogromną umiejętność komunikacji i prezentowania własnych myśli. Ciekawe co może byc powodem tego, że w kontakcie osobistym z inną osobą czujesz się zagubiona i niekomunikatywna?


"-jak relacjonują badacze, osoby z wysokim poczucie własnej wartości, które mówiły "JESTEM PRZEMIŁĄ OSOBĄ" uzyskały średnio 31 punktów na skali nastroju - w porównaniu ze średnią 25 punktów zdobytych przez osoby z wysokim poczuciem własnej wartości, które sobie tego nie mówiły. A zatem w tym miejscu pozytywne myślenie im pomogło.
W grupie osób z niskim poczuciem własnej wartości, te osoby, które powtarzały sobie, że są kochane - uzyskały średnio 10 punktów na skali nastroju (maluteńko), podczas, gdy ci, którzy tego nie mówili - aż 17 (o dziwo! - więcej).

---
Jaki z tego wniosek ?

Wg pani Joanny Wood, pozytywne nastawienie u osób z niskim poczuciem własnej wartości działa negatywnie na ich nastrój, ponieważ wywołuje konflikt z ich własnym postrzeganiem samych siebie.

Ja bym ten mechanizm opisał w ten sposób:

"To nieprawda, że mogę zostać pokochany, przecież wiem, że jestem do niczego, a oszukiwanie samego siebie, że mogłoby być inaczej jeszcze bardziej mnie dobija" - znalezione w sieci

80 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2012-12-07 17:09:45)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Brzydulla, Twoj przyklad nie potwierdza nieskutecznosci pozytywnego myslenia, ale raczej cos zupelnie odwrotnego. Zobaczmy:

a) Zmienilas prace i czegos sie trzeba bylo douczyc, podksztalcic sie w negocjowaniu i prezentacji- co zrobilas? Poddalas sie na pierwszym schodku, nawet bez probowania

b)W pracy nastepnej dostalas kilka negatywnych komentarzy co do zdolnosci komunikowania sie z pacjentami. Zamiast dokladnie dowiedziec sie na czym problem polega, stchorzylas i sie zwolnilas.

c)Teraz szukasz pracy, ale juz na wstepie koncentrujesz sie na tym, ze jestes do niczego.

Podsumujmy Kolezanko: sama siebie sabotujesz. Zamiast wlozyc nawet troche wysilku w rozwiazywanie najmniejszego problem, Ty od razu uciekasz, przy okazji wyolbrzymiajac problem, by sie usprawiedliwic. My tu nawet nie mozemy mowic o braku pozytywnego myslenia, ale o braku REALISTYCZNEGO myslenia na calej dlugosci i szerokosci.

Slyszalas kiedys o pojeciu "wyuczona bezradnosc"?

81

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:

Brzydulla, Twoj przyklad nie potwierdza nieskutecznosci pozytywnego myslenia, ale raczej cos zupelnie odwrotnego. Zobaczmy:

a) Zmienilas prace i czegos sie trzeba bylo douczyc, podksztalcic sie w negocjowaniu i prezentacji- co zrobilas? Poddalas sie na pierwszym schodku, nawet bez probowania

A kto powiedział że nie próbowałam? Byłam tam ponad 2 lata, i w tym czasie, i wczesniej, byłam na co najmniej 3 szkoleniach z prezentacji. Dobrze już wiem, że jasna chcionka na ciemnym tle wygląda lepiej, że nie należy czytać slajdów tylko  umieszczać tam schematy czy wykresy i o nich mówić. No i tu własnie jest problem: NIE KLEJĄ MI  SIĘ ZDANIA! brakuje mi słów, zapętlam się we własne myśli, itp itd. Chyba już zresztą gdzieś o tym pisałam. A robiłam chyba za 100 prezentacji.
Stąd mój wniosek -te kursy NIE ZASTAPIĄ 'drygu'. Tak jak żadna szkoła nie zrobi wokalisty z kogoś kto kompletnie nie ma słuchu. Szkolenie może doszlifować zdolność ale nie zastąpi jej braku.


adlernewman napisał/a:

b)W pracy nastepnej dostalas kilka negatywnych komentarzy co do zdolnosci komunikowania sie z pacjentami. Zamiast dokladnie dowiedziec sie na czym problem polega, stchorzylas i sie zwolnilas.

Nigdy nie mówiłam że się zwolniłam. Siedzę tu już 15 miesięcy. I wciąż mam problemy z komunikowaniem się. Siedzę czasem godzinę, produkuję się jak mogę, i na twarzy pacjenta widzę tylko przerażenie czy zakręcenie. Przyjdzie konsultant czy pielęgniarka, 5 minut, mówią niby o tym samym, i na twarzy zaraz uśmiech.
Faktycznie myślę żeby odejść bo to nie prowadzi donikąd.

adlernewman napisał/a:

c)Teraz szukasz pracy, ale juz na wstepie koncentrujesz sie na tym, ze jestes do niczego.

Ale mimo to szukam. Tylko że jestem starsznie ograniczona. Nie NHS bo bez sensu,jak tu sobie nie radzę to czemu gdzie indziej ma być lepiej? A w badaniach szukają głównie dyrektorów czy menadżerów, na takich stanowiskach oczekują np że będę budować relacje z profesorami czy innymi wiodącymi specjalistami w imieniu firmy no ale sorry, to nie dla mnie. Nawet gdybym jakimś cudem dostała taką pracę to nie czułabym się w niej dobrze.
A na niższe stanowiska brak mi doświadczenia. Co w czasach recesji ma ogromne znaczenie.

Podsumujmy Kolezanko: sama siebie sabotujesz. Zamiast wlozyc nawet troche wysilku w rozwiazywanie najmniejszego problem, Ty od razu uciekasz, przy okazji wyolbrzymiajac problem, by sie usprawiedliwic. My tu nawet nie mozemy mowic o braku pozytywnego myslenia, ale o braku REALISTYCZNEGO myslenia na calej dlugosci i szerokosci.

adlernewman napisał/a:

Slyszalas kiedys o pojeciu "wyuczona bezradnosc"?

Reasumując wcale nie uciekam tylko ciąglę próbuję. Ale niestety te próby potwierdzają moje podejrzenia. I nabrałam przekonania że jeśli coś budzi mój wewnętrzny sprzeciw czy lęk to znaczy że raczej sobie z tym nie poradzę.

82

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Witaj Brzydullo, ja Cię polubiłam.... smile

83 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2012-12-07 22:28:19)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Wielokropek - w odpowiedzi na twój post (żeby już nie cytować i nie marnować przestrzeni)- nie sądzę, że bujam w obłokach. Tzn - jak bym złowiła złotą rybkę to jasne że bym chciała być piekna i mądra. W dobry dzień, bo w zły poprosiłabym o natychmiastową śmierć.

Niemniej - dawno temu zdałam sprawę że jestem brzydką myszką i że np partnera nie znajdę. Zupełnie się tym nie przejęłam, pomyślałam że nawet lepiej, mam całkowitą wolność,mogę sobie podróżować, nie muszę się użerać z żadnym facetem (np jak moja mama z pijakiem), mogę się bez przeszkód rozwijać zawodowo, nie mam dzieci więc nie muszę tracić czasu i kasy na ich wychowanie (nie lubię dzieci).
Kiedy już w końcu pojęłam że szybko nie nawiązuję kontaktów pomyśłam OK, ważniejsza jest jakość niż ilość, mam kilku dobrych i wystarczy.
Nie potrafię tańczyć - OK, nawet wcale nie lubię dyskotek czy czego tam, wolę sobie zostać wieczorem pod kocem i poczytać dobrą książkę.

Tylko, jakkolwiek o tym mysle czy nie, te moje braki mają ogromny wpływ na moje życie.
Np lubiąc podróżować, ale nie nawiązując łatwo znajomości muszę podróżować sama. Nikt z moich znajomych, z róznych przyczyn, nie lubi podróżować tam gdzie ja. A jednak, jadąc np do Azji, byłoby raźniej i bezpieczniej jechaćz kimś. Byłam kiedyś z koleżanką, ale nie podobało jej się,widać było aż nadto po jej skwaszonej minie. OK, warunki były trudne ale kto inny (nie taka dziumdzia jak ja) potrafiłby nadrobić humorem. Ja się starałam, ale chyba marnie mi wyszło. Nigdy więcej już nie chciała ze mną jechać.

Zwykłe umiejetności, np prowadzenie auta - dla większości to czynność prawie automatyczna, ok, może zdają za 5 razem, ale większość osób z którymi jechałam prowadzi dobrze i pewnie. Dla mnie to ciągle walka o przetrwanie. A mam prawko od 15 lat. W Warszawie bym poległa. Tzn może jakbym się skoncentrowała to może udałoby mi się jechać przepisowo, ale mało prawdopodobne że dotarłabym do celu.

A w pracy - poza komunikacją,co nie ułatwia sprawy- poległam też merytorycznie.Pracuję na stanowisku które wymaga może 25% mojego doświadczenia a mimo to (ciągle!) robię wiele rzeczy nie tak. To daje do myślenia. I co,mam zaczynać cała edukację od początku, czyli od stażu?

No i w ogóle robi się za dużo. Każdy potzrebuje czegoś,co robi dobrze. W czym się spełnia, nawet jak wszystko/wiele innych rzeczy idzie nie tak. Narzekanie, zakładam się nie liczy.

Niestety to też ma implikacje finansowe. Jak tak dalej pójdzie to bedę musiała do 50tki wynajmować pokoj i dzielic wannę i lodówke z obcymi. Mam  w Polsce 2 mieszkania, jedno niestety kupione w najgłupszym momencie na kredyt we frankach. Naprawdę muszę oszacować swoje mozliwości i pozbyć się jednego z ich. Wszystko na razie wskazuje że będę biedniutka, szczególnie na emeryturze, i łatwiej bedzie mi utrzymać stare. No OK, może być, malutkie jest, ale co mi tam potrzeba, wyremontuję kiedyś i będzie fajnie. Tylko sprzedając nowe mniej więcej połowę oszczędności swojego życia wyrzucam w błoto... a  nie mam ich znowu tak duzo

84

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

To jednak zakładasz pożyć do emerytury, skoro masz jakieś plany na odległe czasy. Komu śpieszno do śmierci takich planów nie czyni.

85

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

Brzydullo, powiem Ci, że ja nawet samochodu nie mogę nauczyć się prowadzić, a wszyscy mi wmawiają, że to niemożliwe.

Mozliwe,możliwe. smile

missnowegojorku napisał/a:

Dlatego znając swoje ograniczenia, nie przeceniam siebie i nie pakuję się w niepotrzebne kłopoty, ponadto wynika z wypowiedzi jednego z użytkowników forum, że skoro nie myślimy pozytywnie, to nie tu dla nas miejsca, następna dyskryminacja się szukuje dla nas... Malkontenci i użalacze z tego forum won. Bo nie gadają pod publiczkę... Czy wszyscy ludzie na świecie mają obowiązek bycia roześmianymi i zakochanymi w sobie? Z tego wynika, że dla introwertyków i pesymistów nie ma miejsca nigdzie ani w życiu, ani nawet w sieci.

Właśnienigdy nie mogłam pojąć dlaczego postawa typu 'jestem fajna tylko swiat mnie skrzywdził' zyskuje więcej akceptacji niż przyznanie 'ok,nie jestem fajna dlatego mi nie wychodzi'.

Przecież nie każdy jest fajny. Istnieją przecież nudziarze, osoby z marnym poczuciem humoru, osoby mało zdolne...

Rozumiem, że od wszystkich oczekuje się postawy takiej jak od pana prowadzącego familiadę który cotydzień opowiada nieśmieszny dowcip ale uważa się za mistrza humoru..

86

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ależ Ty masz niesamowite poczucie humoru z pewną dozą sarkazmu smile

87

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

To jednak zakładasz pożyć do emerytury, skoro masz jakieś plany na odległe czasy. Komu śpieszno do śmierci takich planów nie czyni.

Chciałabym nie dożyć ale na razie nic nie wskazuje że to się spełni. Psuje się to i owo (zęby, wypadają włosy, wzrok mi sie pogorszył, mam coraz więcej alergii, przewlekłe zapalenia ucha - tego typu głupotki) ale to niestety nie zabija.

88

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ja marzę o peruce, o dlugich włosach. łysa co prawda nie jestem, ale mam takie "widzimisię". smile A zęby? Walniesz se protezkę i też będzie cool.

89

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

To jednak zakładasz pożyć do emerytury, skoro masz jakieś plany na odległe czasy. Komu śpieszno do śmierci takich planów nie czyni.

Chciałabym nie dożyć ale na razie nic nie wskazuje że to się spełni. Psuje się to i owo (zęby, wypadają włosy, wzrok mi sie pogorszył, mam coraz więcej alergii, przewlekłe zapalenia ucha - tego typu głupotki) ale to niestety nie zabija.

Zamień się ze mną. Biorę wszystkie Twoje dolegliwości, odstępuję Ci moją chorobę. Nie musisz nic robić - przestaniesz brać sterydy i po miesiącu leżysz sobie spokojnie pod marmurkową płytką.

O wrrr...

90

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

vinnga - biorę

91

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

Ja marzę o peruce, o dlugich włosach. łysa co prawda nie jestem, ale mam takie "widzimisię". smile A zęby? Walniesz se protezkę i też będzie cool.

do tego nie trzeba wróżek ani złotych rybek,są sklepy z perukami

zęby w szklance jednakmnie przerażają...nie no,sorry

92

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:

(...)zdałam sprawę że jestem brzydką myszką i że np partnera nie znajdę. (...) że szybko nie nawiązuję kontaktów (...)Nie potrafię tańczyć (...) te moje braki (...)Nigdy więcej już nie chciała ze mną jechać(...) Dla mnie to ciągle walka o przetrwanie. (...) W Warszawie bym poległa.(...) robię wiele rzeczy nie tak. (...)

Itd. itp.
To tylko urywki z jednego Twojego posta. Naprawdę robi mi się słabo, kiedy to czytam. A uwierz mi, że ja sama potrafiłam sobie dać nieźle do wiwatu. Przebiłaś mnie tysiąckrotnie. Gratulacje.

Kobieto, poczytaj sobie w szczególności Wielokropka. Sto, dwieście razy, tyle, ile potrzeba. Przemyśl. Nie chce Ci się? Chcesz pigułkę? Oto ona:
"Przestań być skoncentrowaną na sobie.
Skieruj swój wzrok na innych. " (Wielokropek)
Przepisz to 100 razy. Zastosuj.

Pomoże błyskawicznie (przetestowane na zwierzęciu - żeby nie było niedomówień: mej własnej osobie). Genialne w swej prostocie smile

Głaskanie po główce na pewno nic Tobie akurat nie da.

93

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

No, ale czy wszyscy ludzie muszą być jak np. Wielokropek? Muszą być i tacy jak Brzydulla... Inaczej żylibyśmy w jakimś legendarnym Edenie i anioły grałyby nam na harfach...

94

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

brzydulla,
kilkakrotnie zabierałam się do napisania postu. Zaczynałam, kasowałam, zaczynałam, kasowałam, itd. Zastanawiałam się nad celowością jakiejkolwiek jeszcze mojej wypowiedzi w Twoim wątku. W końcu zdecydowałam się na jedno zdanie. Na to:

Gdy stwierdziłam, że moje braki mają wpływ na moje życie (i to wpływ negatywny) rozpoczęłam pracę nad sobą - nie żałuję jej.

95

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

I wtedy już nic negatywnego się nie dzieje, po tej pracy?

96

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

missnowegojorku,
w który poście napisałam, że moje życie to jedna wielka nirwana?
Pamiętam za to zdanie, w którym napisałam, że jestem szczęśliwą MIMO różnych trudności, zmartwień, kłopotów, które mnie spotykają.

A pracę nad sobą skończę w momencie swej śmierci. smile
A może pracować nad sobą będę dalej? Kto to wie?

97

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Kumam, kumam.... Po prostu złośliwością poprawiam sobie nastrój... wink

98

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

Kumam, kumam.... Po prostu złośliwością poprawiam sobie nastrój... wink

Uważaj!
Zaczynasz gubić kolce. Jeszcze trochę i pokażesz miękki brzuszek, jeżu. big_smile

99

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

O nie.... Tylko nie to.... Postawa totalnej bezbronności ? O Dżizys.....

100

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Wielokropek -ale co konkretnie mam robić? Ale nie ogólniki proszę tylko konkretne rady. Co konkretnie zrobiłaś np w pierwszym tygodniu tej pracy?
Tylko nie mów że mam się wziąc w garść czy coś w tym rodzaj. Akurat zważywszy na to jak się czuję, uważam, że mam się mocno w garści. Do pracy jednak chodzę, nie rzuciłam mimo że mi źle. Szukam następnej, bardziej dostosowanej do moich mozliwości. Nikomu w pracy nie mówię jak się czuję, jakkolwiek nędznie by mi nie było. W ogóle nie mówię zbyt wiele o sobie, jak to w Anglii...

Czyli - budzę się jutro rano i...?

101

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
MaryAnn napisał/a:

Chcesz pigułkę? Oto ona:
"Przestań być skoncentrowaną na sobie.
Skieruj swój wzrok na innych. " (Wielokropek)
Przepisz to 100 razy. Zastosuj.

No czyli praktycznie co?

102

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Rany!
Precz ze stereotypami!
To, że czujesz, że przeżywasz, że porzuciłaś swą skorupę, że nie patrzysz na wszystkich dokoła spode łba, nie oznacza, że jesteś bezbronną. smile Owszem, czasem przeżywa się różne trudne uczucia, ale przeżywa się też (a może przede wszystkim) mnóstwo pięknych uczuć.

Można jednak wybrać inną drogę (ślimaka w skorupie), wówczas nie przeżywa się żadnych uczuć (tych przyjemnych też nie), tylko dużo o nich mówi.

103

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

No, ale czy wszyscy ludzie muszą być jak np. Wielokropek? Muszą być i tacy jak Brzydulla... Inaczej żylibyśmy w jakimś legendarnym Edenie i anioły grałyby nam na harfach...

Czy tacy ludzie jak Brzydulla muszą być? Nie wiem, wiem, że są. Czy gdziekolwiek zasugerowałam, że ma być JAK Wielokropek? Coś Ty smile
Powołałam się na Wielokropka, bo akurat jej wypowiedzi zawierają zwykle konkretne wskazówki, które z resztą bardzo cenię.

W pierwszym poście Brzydulli, pośród całego elaboratu o jej brakach, wadach były takie kluczowe zdania:
"Nie chcę takiego zycia. Nie prosiłam o nie i nie zgadzam się na taką siebie"
Wiele osób wypowiadało się w tym wątku, a Brzydulla wciąż na nie. Jak nie, to nie. Jak jednak można działając i myśląc wciąż tak samo, spodziewać się innego efektu?

104

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

No, ale czy wszyscy ludzie muszą być jak np. Wielokropek? Muszą być i tacy jak Brzydulla... Inaczej żylibyśmy w jakimś legendarnym Edenie i anioły grałyby nam na harfach...

Myślę że po prostu tym, którym coś przychodzi coś łatwiej nie mogą zrozumieć że inni po prostu czegoś nie mogą.
Ja też nigdy nie mogłam pojąc jak ktoś może mieć trudności z zapamiętaniem tabliczki mnożenia, dla mnie to było takie naturalne.

Wielokropek porównuje mnie ciągle do siebie ale przecież nie wie czy jesteśmy porównywalne.
Nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Niektórzy z nas mają bardzo ograniczone mozliwości.
Jasne że są ludzie którzy bedą np śmieciarzami, i będą siebie lubili, i bedą oczekiwali wszystkiego co najlepsze dla siebie. No i fajnie,nie mówię że to coś złego.

Ja po prostu lubię jakość i mam wymagania. Ale zaczynam od siebie. Czegoś w końcu trzeba od siebie wymagać.

105

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Budzę się rano i... uśmiecham się, bo żyję. smile
Inni nie mają, niestety, tyle szczęścia.


Od czego zaczęłam swą pracę?
Od stwierdzenia, że stoję przed ścianą, że się duszę, że NIE CHCĘ TAK ŻYĆ.
Później zaczęłam się kłócić (zupełnie jak Ty); kłócić i zaprzeczać, gdy inne osoby mówiły mi trudną prawdę o mnie samej. A ja wówczas robiłam dużo, by udać, że rzeczywistość jest inna.
Moją terapię zaczęłam od uświadomienia sobie przyczyn takiego mego funkcjonowania. Temu zaś towarzyszyły różne mało przyjemne uczucia: rozpacz, strach, złość, wściekłość. Odpłakałam, odzłościłam się, odsmarkałam. Było to możliwe, gdy "rozpięłam się", gdy przestałam wyrabiać się, gdy przestałam brać się w garść, gdy przestałam odcinać się od niechcianych uczuć. Pogodziłam się z tym, że czasu nie cofnę, że przeszłości nie uczynię inną. Uświadomiłam sobie, że będąc dorosłą osobą jestem odpowiedzialna za siebie, że to ja dokonuję wyborów, że głupio jest skarżyć się na "nie taką" przeszłość. Zaczęłam też czytać mnóstwo mądrych książek. Wyszłam ze skorupy, pozbyłam się kolców, pokazałam miękki brzuszek (mimo, że bałam się bardzo). I nie żałuję. smile

Teraz nie zadaję sobie pytania "Czy sobie poradzę?"; teraz pytam się "Co mam zrobić, by sobie poradzić?"


Kiedyś byłam bardzo srogą dla siebie. Bardzo krytyczną. Złagodniałam. I nie żałuję. smile

106

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
MaryAnn napisał/a:

W pierwszym poście Brzydulli, pośród całego elaboratu o jej brakach, wadach były takie kluczowe zdania:
"Nie chcę takiego zycia. Nie prosiłam o nie i nie zgadzam się na taką siebie"
Wiele osób wypowiadało się w tym wątku, a Brzydulla wciąż na nie. Jak nie, to nie. Jak jednak można działając i myśląc wciąż tak samo, spodziewać się innego efektu?

Pozwól, że rozwinę: znaczy że, moi rodzice stworzyli mnie bez pytania mnie o zdanie (no wiem, jak i wszystkich). Niestety, od początku miałam marne szanse. Nie znam mojego ojca, umarł jak miałam 4 lata, ale ja jestem fizycznym klonem mojej mamy. I w pewnym sensie psychologicznym tzn obie mamy podobne braki (pisałam gdzieś o stosunku mojej mamy np do zrobienia prawa jazdy). Różni nas tylko nastawienie.Tzn moja mama jest bardzo religijna, uważa że życie na ziemi to tylko chwila i słuzy tylko temu żeby zasłużyć na zycie wieczne, że wcale nie ważne czy mamy prawo jazdy czy nie, czy odniesiemy jakiś sukces zawodowy czy nie itp. Jest chyba z tym szczęśliwsza ale powiedzmy że niekoniecznie chcę ją w tym nasladować. Zawodowo o tyle było jej łatwiej że 90% jej czasu pracy przypadło w głębokiej komunie, gdzie jej praca polegała na podliczaniu słupków na kalkulatorze. Nigdy nie pomyślała żeby zmienić bo uważała że na nic więcej jej nie stać, i że  w ogóle nie będzie w stanie nauczyć się robić coś innego.

Mówiąc to co powyzej chciałam powiedzieć że mam żal że mnie w ogóle urodzono i że mam przesrane z uwagi na geny.

I, pomijając już fakt że nie lubię dzieci i nigdy nie miałam z kim ich mieć, to i tak bym ich nie chciała bo po co przekazywać takie trefne geny następnemu pokoleniu? I żałuję że moi rodzice o tym nie pomyśleli.
Może okrutne (trzymam się ze wszystkich sił żeby nigdy tego mojej mamie nie powiedzieć, w końcu, mimo wszystko dała mi co mogła i dużo poświeciła żeby mi samotnie wychować) ale tak własnie mysle.

107 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2012-12-08 00:27:10)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Wielokropek, a co takiego złego jest w byciu martwym? To boli i straszy tylko przed, bo to jednak wrota w wielkie nieznane, przez które w dodatku powrotu już nie ma. Ale potem już nie boli. Nie trzeba się martwić o kredyt we franku ani o to czy się ma czy się nie ma umiejętność komunikacji.

Jeśli chodzi o odzłaszczanie i płakanie to robię to od dawna. I zastanawiam się nad przyczyną. I wychodzi mi, jak to napisałam do MaryAnn,że to niestety genetyczne. Czyli, że równie dobrze mogę marzyć żeby dodać sobie parę centymetrów (to może nawet bardziej realne - podobno w Rosji robią takie zabiegi)

108

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:

No czyli praktycznie co?

No to praktycznie, zacznij od najprostszych rzeczy i powoli. Na moim przykładzie. Możesz spróbować skorzystać.
Zadbaj o siebie, kup jakieś witaminy (jest w końcu jesienno-zimowo). Ja łykałam jakiś czas dodatkowo Deprim (ziołowe, na bazie dziurawca). Ugotuj sobie codziennie coś dobrego i zdrowego, ryby, warzywa, owoce. Oprócz korzyści zdrowotnych (w zdrowym ciele zdrowy duch), zajmiesz czymś głowę i ręce. Codziennie. Nie ma, że nie umiesz. Zrobisz jak umiesz smile A zajęcie na dobrą godzinę. A z wyszukaniem przepisu i zakupami na jeszcze dłużej. A potem pomyśl, co ugotujesz jutro. A weź do pracy. Pochwal się, co ugotowałaś.
Wyskocz na basen, spacer, cokolwiek. I skup się najpierw na tym, co robisz, co widzisz. Jak jest? Zimno? Ciepło? Chodzi w tym wszystkim o to, żebyś jak najmniej myślała jak dotąd "na czarno" i się nakręcała, bo moim zdaniem to jest swego rodzaju nawyk myślenia. Wyrwij się z niego. Jak się zmęczysz fizycznie, to chociaż przez 5 minut będziesz analizowała, że Cię bolą mięśnie, a nie rozmyślała o swoich wadach, słabościach, minusach itd.
Kup jakąś krzyżówkę. Przeczytaj coś lekkiego. Mnie na początku było trudno się skoncentrować na tym, co czytam, ale z czasem udawało mi się na coraz dłużej. Po to, żeby nie międlić w głowie czarnych myśli. Obejrzyj komedię, romansidło, żadnych psychologicznych, ciężkich filmów. I tak masz w głowie wystarczająco ciężkie myśli smile
Ja kupiłam sobie na przykład druty i włóczkę i robiłam szalik (nie jestem emerytką;). Wolno mi szło, ale robiłam. Taka terapia zajęciowa. I odliczałąm ile oczek już zrobiłam. Zrób cokolwiek twórczego, co będzie Ci sprawiało przyjemność.

W tym wszystkim chodzi po prostu o to, żebyś miała jak najmniej czasu na to "skupianie się na sobie", analizowanie. Głowa też musi odpocząć. Po prostu więcej neutralnego myślenia. Będzie Ci wtedy łatwiej porozmawiać z kimś innym, bo pierwszą myślą, która Ci przyjdzie do głowy nie będzie to, że jesteś taka czy owaka, albo nie taka czy też nijaka. Będziesz mieć coraz więcej pomysłów, jak wypełnić sobie czymś ciekawym dzień. Samoocena Ci się poprawi.
Po prostu spróbuj zrobić coś inaczej niż dotychczas. Nie wszystko naraz, ale twardo krok po kroku.

109 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2012-12-08 01:20:58)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

MaryAnn,

*Witaminy biorę od dawna (z powodu wypadania włosów),dodatkowo też skrzyp.
*Z anty-depresantami gorzej. Mam wrażenie, że obniżają we mnie zdolność oceny rzeczywistości. Brałam kiedyś Deprim. Jechałam samochodem (wycofywałam na wąskim przejeździe) i porysowałam facetowi samochód. I to nie tylko że jestem marnym kierowcą, ale pamiętam dokladnie że widziałam że już zahaczam lusterkiem ale pomyslałam: a co tam, przejadę. Byłam trzeźwa jak świnia,alkoholu nawet nie widziałam nawet przez co najmniej kilka tygodni w tamtym czasie. Innym razem próbowałam venlafaksynę (to już silniejszy antydepresant, na receptę) ale trzęsłam się po nim jak narkoman na głodzie i w ogóle nie wiedziałam co się dzieje. Ponieważ mam jednak odpowiedzialna pracę to wolę nie ryzykować. No chyba żebym posmęciła mojemu GP to może by mi dał zwolnienie, ale tu na
zwolnieniu płacą jakieś 80 funtów tygodniowo, a może i mniej jak się ma tylko 4 lata pracy, nawet na czynsz by mi nie starczyło.
*Z gotowaniem też nie tak prosto bo mam małą kuchenkę indukcyjną + mikrofalówkę, więc mogę gotować tylko 1 rzecz w na raz, inaczej robi się zamieszanie, jedno już jest zimne i w ogóle. Upiec nic się nie da. Staram sie (ale jak już to na 2 dni za jednym razem). Ale to raczej gimnastyka, częściowo muszę robić tona podłodze.No i ta cała mini-kuchenka jest właściwie jednym pomieszczeniem z pokojem mieszkalnym więc muszę uważać żeby za bardzo nie zasmrodzić bo inaczej cała garderoba do prania.
*Basen mnie nawet bawił (nauczyłam się pływać w zeszłym roku) ale ten tutaj trochę brudny, zniechęciły mnie pływające w nim plastry i włosy. No i prysznic wspólny z facetami.
*Filmy oglądam, na youtubie. Nawet romansidła. Ostatnio Oshin i BrzudUlę (:) ). Ale lubię też historyczne, np o łagrach radzieckich.No tylko jestem uzalezniona od tego co inni wsadzą na youtube. Kiedyś kupowałam, ale drogo a właściwie najczęściej obejrzy się tylko raz i potem lezy gdzieś na półce. Ale film się kiedyś kończy...
*Nie no, szydełkowanie jednak odpada.. poza tym szydełkując umysł ma się jednak wolny
*Krzyżowki w dzisiejszych czasach to nie wyzwanie, z google w 10 min można rozwalić każdą
*Czasem gram na komputerze. Jakimś tam zaciekłym graczem nie jestem, ale mam taką jedną grę którą mi lata temu kuzyn pokazał i do dziś czasem do niej wracam. Tylko po jakiejś godzinie najczęściej mi sie nudzi...


A w ogóle - jak to wszystko ma się do 'zwracania oczu na innych' czy jak to tam było?

110

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Brzydullo, a czego oczekujesz na tym forum? To nie krytyka tylko ciekawość...

111

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Jesteś straszna dla siebie samej, a żeby otworzyć się na innych trzeba zacząć od siebie. Kto ma Cię lubić skoro ty sama siebie nie lubisz. Poświęć może trochę czasu i postaraj się polubić siebie. Na pewno jak każdy masz zalety tylko, że jesteś tak wobec siebie krytycznie nastawiona, że ich nie dostrzegasz. Piszę z własnego doświadczenia. Pozdrawiam!

112

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

brzydulla, przeczytałam Twój wątek. BYŁAM podobna, tzn podobnie myslałam. Co mnie zmieniło: podjęcie decyzji o zmianie i ruszenie dupska.
Myślałam sobie: tego nie zrobię, bo coś tam. Tamtego nie zrobię, bo coś tam... Teraz myślę: To tak,to zrobię,  pomimo czegoś tam (pomimo strachu, lęku, obaw, niepewności).
Zakładasz z góry, że coś ci się nie uda. Pierwszy raz jest najczęściej bardzo trudny. Ale zamiast się poddawać i myśleć,że jestem do d*py, można się zastanowić gdzie popełniłam błąd i co mogę zrobić, by następnym razem poszło lepiej.
Kolejna sprawa, to Twoje wymagania. Może cel,który chcesz osiągnąć jest tak duży,że aby go zdobyć, potrzeba czasu i po drodze potrzebnych jest tysiące innych drobnych kroków, mniejszych ale ważnych.
Domyślam się,że jest Ci ciężko. Mnóstwo energii i pracy włożyłaś w swoje dotychczasowe życie. Myślę, że nie przez przypadek trafiłaś tutaj na to forum.
Polecam Ci książeczkę "Stanowczo, łagodnie, bez lęku". Są tam zawarte wszystkie aspekty jak być asertywną. Teoria, przykłady, konkrety.
Polecam też różnego rodzaju grupy wsparcia. Ja akurat uczęszczam na zajęcia dla Dorosłych Dzieci Alkoholików, ale są grupy autonomii na przykład. Możesz nauczyć się, poprzez różnego rodzaju ćwiczenia, pokonywać lęki przed wystąpieniami publicznymi, jak być asertywną itp. Grupa jest miejscem, gdzie czujesz się bezpiecznie, gdzie możesz pokonać swój pierwszy lęk strach, a potem, w życiu codziennym idzie łatwiej.
Żyj dniem dzisiejszym, nie patrz w przeszłość i nie martw się o przyszłość. To co zrobisz dzisiaj, wpłynie na to, jak będzie wyglądała Twoja przyszłość.
Jest wiele osób podobnych do Ciebie, mających podobne problemy.  Tylko chęć zmian i działanie, pomimo lęku, obaw i niepewności, pozwoli ruszyć nam na przód.
I zacznij (jeśli tego jeszcze nie zrobiłaś), czytać książki (poszperać w internecie) o samoświadomości, jak zdobywać cele, o emocjach itp itd
Powodzenia! Wierzę w Ciebie, bo z tego co czytam, masz w sobie ogromny potęcjał.

113

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

missnowegojorku, ja chyba nigdy niczego nie oczekiwałam
tzn na pewno nie tego ze mnie ktoś uzdrowi czy da złotą radę jak z tego wybrnąć
po co więc pisałam posta?
powiem Ci po co
zawsze kiedy ktoś zapyta 'czy warto zyć' czy wspomni że chce umrzeć czy cokolwiek zaraz pojawiają się setki odpowiedzi: oczywiście że warto żyć, życie to dar od Boga, życie jest piekne i takie tam
a ja zastanawiam się dlaczego nikt w tej kwestii nie dopuszcza żadnego indywidualizmu
no bo można lubić albo nie lubić zimę, podróże, sport, zwierzęta, dzieci ( z tym już trochę gorzej - często słychać/widać wypowiedzi, że kobieta która nie lubi/nie chce dzieci to jakiś mutant) ale to wszystko przejdzie
ale zycie TRZEBA lubić
no bo jest piękne i już, nie ma innej wersji
a ja bym chciała choć raz usłyszeć, że zycie nie daje równych szans i OK jest go nie lubić i  być wściekłym że się w ogóle żyje...

oczywiście, że jest wielu ludzi którym wiedzie się jeszcze gorzej- ale uważam że mają prawo nie lubić swojego zycia, i w zyciu bym im nie powiedziała 'ciesz się że zyjesz'
co za głupie powiedzenie
gdybym się nie urodziła,to nawet gdyby najwspanialsze życie mnie omineło to przecież bym o tym nie wiedziała -a jak mówią, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal

114

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Życie można lubić lub życia można nie lubić.
To Twój wybór, czy lubisz swoje życie, czy go nie lubisz. Masz prawo wyboru.
Mój wybór: Kocham życie! pomimo...

115 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2012-12-08 17:03:31)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Anstawia, ja właśnie mówię, że ciągle próbuję
I to właśnie te próby mnie pogrązają. Jak już wspominałam, to własnie mnie rózni od mojej mamy. Ona zasadniczo na wszystko zawsze mówiła: ja jestem beztalenciemi  nie dam rady. I niczego nie próbowała. Ja nie, nie chciałam w to wierzyć. Np prowadzenia samochodu. Przerażała mnie ta wizja zanim poszłam na prawko ale myślałam no ok, nie umiem bo się nie uczyłam, pójdę, nauczę się i będę umiała,jak miliony innych. A gdzie tam. W końcu zdałam. Ale jeżdżę słabo. I na nieznanym terenie bym poległa. I, co gorsza jestem oczywiście zagrożeniem dla innych.
W szkole jeszcze, bez zdawania sobie sparwy dlaczego najbardziej bałam się np muzyki i wfu. Nigdy matmy. Bo matmę po prostu rozumiałam. A na muzyce mogli kazać mi spiewać, co instynktownie budziło mój lęk. Teraz już wiem dlaczego. Nie mam za grosz słuchu i spiewanie jest dla mnie po prostu niewykonalne. Ale próbowałam, nawet starałam się dostać do szkolnego chóru.
I tak z wieloma innymi rzeczami. Chodziałam np kiedyś na szkolne dyskoteki. Zaczynało się zwykle tak że najpierw tańczyłyśmy sobie razem z koleżankami,a po pewnym (dosć krótkim czasie) koledzy prosili koleżanki do tańca i zostawałam sama. No a że nie chciałam tam sobie podrygiwać sama,to stałam kilka godzin pod ścianą (krzeseł pamiętam nie było). W końcu przestałam chodzić, no bo co, żeby sobie postać pod ścianą? Mogę sobie postać w domu, jak tak bardzo chciałam...
Publicznych wystapień się boję bo prostu nie jestem dobrym mówcą. Nie każdy jest dobrym mówcą, tak jak nie każdy jest dobrym tancerzem. Daj tą samą prezentację 2 różnym osobom - 1 jest w stanie Cię zainteresować, nawet jak temat jest nudny,a druga położy ją całkowicie.

116

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
smutna123 napisał/a:

Jesteś straszna dla siebie samej, a żeby otworzyć się na innych trzeba zacząć od siebie. Kto ma Cię lubić skoro ty sama siebie nie lubisz. Poświęć może trochę czasu i postaraj się polubić siebie. Na pewno jak każdy masz zalety tylko, że jesteś tak wobec siebie krytycznie nastawiona, że ich nie dostrzegasz. Piszę z własnego doświadczenia. Pozdrawiam!

cośby się znalazło -np nie wiem, jestem uczciwa, punktualna, mam dobre serce (na ogół)... tylko to takie zwyczajne rzeczy i nietrudne do posiadania - tzn jesli ktoś jest nieuczciwy i mu to przeszkadza,to jaki problem stać się uczciwym?

117 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-12-08 17:46:06)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Brzydulla, a może Ty za wszelką cenę starasz się udowodnić sobie i innym (mamie), że możesz być najlepsza we wszystkim?
Nikt od razu nie jest mistrzem w danej dziedzinie, a tym bardziej w każdej dziedzinie. Owszem, są geniusze, ale i oni do sukcesu dochodzą ciężką pracą. I są mistrzami w jednej dziedzinie, ale w innych polegliby. Ale co z tego?
Prezydent państwa może być idealnym mówcą, ale prawka nie potrzebuje, bo ma szofera, nawet przemówienia mogą pisać mu inni ludzie, on ma dar przemawiania.
Skrzypek pięknie gra na skrzypcach, bo ciężko nad tym pracował, pomimo blędów, porażek... Ale na przykład może nie umieć gotować, liczyć... I co z tego?
Zastanów się, czego chcesz. Chcesz byćdobrym mówcą? Poszukaj informacji na ten temat, może kursów? Zastanów się co oznacza Twoje: nie jestem dobrym mówcą. Może chodzi o to, że nie jesteś przekonana do tego o czym będziesz mówić. Może za krótko się przygotowywałaś? Może zamiast przygotować się do prezentacji, wolałaś oglądać filmiki na youtube?
Ludzie na prawdę ciężko pracują, żeby być dobrym mówcą, dobrym tancerzem, dobrym...
Poza tym, nie należy starać się być perfekcyjną, wystarczy być "wystarczająco dobra" w tym co się robi.
Dlaczego ludzie odnoszą sukces? Bo robią coś, pomimo strachu i nie poddają się pomimo błędów. Każdy błąd jest cenną wskazówką a nie porażką. Ale żeby to zrozumieć trzeba zacząć działać.
Jeśli coś nam nie idzie tak, jak byśmy tego chciały, możemy porzucić to i poszukać czegoś innego, możemy też zastanowić się co powoduje to,że nam nie idzie i starać się to zmienić.

W pon mam "publiczne wystąpienie". Boję się. Ale przygotowuję się do niego od tygodnia. Ćwiczę przed lustrem, słucham motywującej muzyki, czytam motywujące blogi i mam ogromną chęć "zrobić to", by przełamać swój lęk.

118 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2012-12-08 18:13:12)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Problem lezy w tym, Brzydulla, ze ty mylisz rzeczy fizycznie niemozliwe z trudnymi, wkladajac je do tego samego wora.

Nie masz sluchu? To po kiego grzyba staralas sie dostac do choru? Spiewanie nie jest obowiazkowym miernikiem czlowieczenstwa. Jedni umieja, inni nie. Nie lepiej po prostu zaakceptowac i wlozyc wysilek w to, co Ci dobrze wychodzi, jak matma? Gram na pianinie ale Chopin zaden nigdy ze mnie nie bedzie, to co, mam powiedziec sobie, ze jestem porazka i nigdy klawiszy nie dotknac? Przeciez to bzdurne podejscie! Marnie gram w gry zespolowe, i co mam sie zdepresowac z tego powodu? Absurd!

Kazdy ma plusy I minusy. Nie ma zajec, hobby czy talentow "lepszych" i "gorszych". Bledem jest natomiast staranie sie byc dobrym we wszystkim, i potem zgorzkniale sie utwierdzac w tym, ze jak w czyms nie odnosimy sukcesu, to jestesmy na calej linii do bani.

119

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Powiem tak: mam wiele z Tobą wspólnego, chociaż jestem bardzo wysoka jak na kobietę, miałam jakieś tam związki (choć wszystkie były toksyczne i krótkotrwałe), ale w nauce jazdy samochodem, matmie, wf jestem nie wyuczalna. Też nie umiem brylować na spotkaniach towarzyskich i wydaję się sobie a nudna i za poważna. Mam nerwicę i dystymię, musiałam zrezygnować z dobrej pracy, bo ze stresu spałam jedynie po godzinie nocą, obecnie czuję się jak wrak człowieka, chociaż od kilku lat się leczę i wciąż nie widzę żadnych zmian.

120

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Tak jak inni mogłabym napisać - "miałam podobnie", itd. Gdyby ogromna większość ludzi z 7 mld na Ziemi oceniała siebie w ten sposób doszłaby do podobnych, dość druzgoczących wniosków. Jak wiadomo, większe poczucie realizmu, racjonalizm, spory obiektywizm - to wszystko się przydaje, ale bardziej w nauce niż w życiu codziennym. Tu potrzeba czasem spojrzeć na drugiego człowieka, po prostu się uśmiechnąć, przysłowiowo wrzucić na luz. Jeśli zbyt długo siedzisz sama, czytasz, pracujesz, wchodzisz na zbyt duży poziom abstrakcji, staje się to dla Ciebie naturalne i w kontaktach z ludźmi zachowujesz się sztywno i niepewnie jednocześnie. Ludzie to wyczuwają, Ty zamykasz się w sobie jeszcze bardziej no i mamy błędne koło. Wiem to z własnego doświadczenia. Osobowości w sposób magiczny się nie zmieni, bo ona w sposób magiczny się nie kształtuje. Krucjalnym okresem jest dzieciństwo. Jednak nad cechami składowymi osobowości pracować można. Masz w sobie sporo obiektywizmu (nie powiem, że jesteś obiektywna, bo nikt nie jest), takim żyje się trudniej. Jak wspomniałaś ludziom, którzy nie są fajni (właściwie dlaczego nie są?), a wydaje się, że jednak są jest łatwiej mimo że nie są lubiani. Pamiętaj, że życie nie jest czarno - białe (taki banał, ale z tych najważniejszych) i to nie jest tak, że ktoś jest mało zdolny, brzydki i z góry przegrany. Ty np. wydajesz się być osobą o co najmniej nieźle rozwiniętym ośrodku intelektu, znasz język angielski na tyle dobrze, żeby móc pracować w UK (większości Polaków tylko wydaje się, że znają dobrze język, patrz statystki), mającą pewne zasady, uprzejmą, punktualną, wykształconą, lubiącą matematykę (jesteś w chlubnej mniejszości), w dodatku będącą w tej dziedzinie dobrą (nie zawsze idzie w parze). Widzisz, z 1 rzeczy już 2 zalety. Dzieciństwa łatwego nie miałaś, a jednak nie powieliłaś schematu rodziców. Oczywiście, że nie da się mieć wszystkiego. Nie da się być spontanicznym i poukładanym. Jedna zaleta generuje wadę. No, chyba, że ktoś ma zaburzenia osobowości, ale z tym też jest trudno żyć. Masz coś, co jest ważne - poczucie tożsamości, masz pewną wiedzę o sobie i wiesz, co chciałabyś zmienić.
PS: Kilka dni temu wysłałam do Ciebie maila. Pozdrawiam.

121

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:

Daj tą samą prezentację 2 różnym osobom - 1 jest w stanie Cię zainteresować, nawet jak temat jest nudny,a druga położy ją całkowicie.

Jasne, ale czy to znaczy, że ta druga nie może się nauczyć?

Wiesz, teraz żyję z tego że mówię żywo i ludzie mnie słuchają. Ale początki... Ćwiczyłam każde zdanie 100 razy. Przed lustrem, jak się dorobiłam kamery, przed kamerą. Do dziś (a pracuję całe lata) jak się nagram, widzę błędy. Poprawiam i wyłażą następne. Znów poprawiam - znów wyłażą. Końca nie widać. Widocznie jestem skazana na pracowanie niedoskonałe.

Nie trzeba być doskonałym. Im jest się słabszym, tym więcej czasu trzeba na naukę (zwykle), tylko tyle. Dotyczy to każdej dziedziny.

Ale ja nie o tym chciałam. Gdybym była sama, pewnie też bym miała takie myśli. Gdybym nie miała dzieci, męża, gdybym odpowiadała tylko za siebie, może też bym w chwili zwątpienia myślała: i po co całe to życie. Gdy zostałam sama, tak właśnie miałam.

Potrzebowałam dużo czasu na przemyślenia. Bardzo dużo. I w którymś momencie poczułam się szczęśliwa sama z sobą (i to pomimo, że miałam kłopoty rozmaite). Krótko potem spotkałam kogoś, kto do mnie pasował. Teraz jestem z nim - szczęśliwa jak nigdy. Wciąż jednak pamiętam tamten mrok. I to, że tkwiłam w nim na własne życzenie, wyszłam z niego na własne życzenie.

Nie ma sensu przywoływać śmierci. Przyjdzie i tak. A dopóki się żyje, dopóty od nas zależy, czy nam będzie dobrze czy źle. Kurczę, mam nadzieję, że ktoś mi to przypomni, gdybym sama kiedyś znów trafiła do dołka...

122

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Tak jak piszą Anstawia, Artemida i inni - po wybraniu tego, w czym się czujesz najlepiej, nad czym chcesz pracować, każdego czeka ogromna praca. Człowiek sukcesu nie równa się człowiek dobry w większości dziedzinach. Problem z tym, że Ty zdajesz sobie mocno sprawę ze swoich niedostatków, które ma każdy i silnie to przeżywasz, a osoba, która np. nie zna w ogóle matematyki nie ubolewa z tego powodu. Pytanie które podejście jest lepsze. Zakładając, że życie jest 1 - to 2.Wiem, że kontakty interpersonalne są bardzo ważne. Jeśli chodzi o mnie, to też jest mój nie najmocniejszy punkt, choć ktoś mógłby powiedzieć, że słabo sobie radzę, ja wolę właśnie tak to nazwać. Mogę nad tym pracować. Najważniejsze jest, żeby obrać swoją drogę - wiedzieć, w czym radzę sobie najlepiej i w tym się rozwijać, robić, coś, co daje Ci radość, znaleźć ludzi, którzy Cię rozumieją, bo kontakty z ludźmi każdemu są potrzebne do normalnego funkcjonowania. Nie daj sobie wmówić, że są jedni ludzie są piękni, mądrzy, dobrzy, a inni brzydcy, głupi i źli. To nie baśnie braci Grimm, to życie, gdzie każdy jest trochę głupi, trochę mądry, trochę brzydki, trochę ładny, a wreszcie trochę dobry i trochę zły.
Co do pojęć życia i śmierci, posłużę się cytatem: "Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie."
(Richard Dawkins "Unweaving the Rainbow", 1988)

123

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:

Nie masz sluchu? To po kiego grzyba staralas sie dostac do choru?

Miałam wtedy 10 lat. Jeszcze tego nie rozumiałam. I w ogóle to chyba chodziło że moje koleżanki zostawały na zajęciach z chóru a ja wracałam sama do domu. Szybko pojęłam bezsens tego przedsięwzięcia.
Wspomniałam o tym bo każdy mi mówi że nie próbuję tylko z góry zakładam że mi się nie uda.

adlernewman napisał/a:

Spiewanie nie jest obowiazkowym miernikiem czlowieczenstwa. Jedni umieja, inni nie. Nie lepiej po prostu zaakceptowac i wlozyc wysilek w to, co Ci dobrze wychodzi, jak matma? Gram na pianinie ale Chopin zaden nigdy ze mnie nie bedzie, to co, mam powiedziec sobie, ze jestem porazka i nigdy klawiszy nie dotknac? Przeciez to bzdurne podejscie! Marnie gram w gry zespolowe, i co mam sie zdepresowac z tego powodu? Absurd!

Kazdy ma plusy I minusy. Nie ma zajec, hobby czy talentow "lepszych" i "gorszych". Bledem jest natomiast staranie sie byc dobrym we wszystkim, i potem zgorzkniale sie utwierdzac w tym, ze jak w czyms nie odnosimy sukcesu, to jestesmy na calej linii do bani.

Dawno temu zaakceptowałam że nie umiem spiewać -i nie spiewam nawet 100 lat. Tak jest lepiej, uwierzcie mi.
Zaakceptowałam że nie umiem tańczyć i nie chodzę na imprezy z tańcami.
Jestem marna w grach zespołowych więc nie gram.
Marnię prowadzę auto i tu akurat trochę boli, bo w dzisiejszych czasach  to akurat potrzebna umiejętność.
Słabo radzę sobie z dziećmi więc ich nie mam i unikam i wisi mi to.
itd

Tylko jakoś brakuje mi już pomysłów na bycie w czymś dobrym. Nie mówię żeby byc dobrym we wszystkim ale chociaż w czymś.
Hobby to co innego. Hobby to np książki o historii komunizmu. To coś co lubię robić wieczorami, czytam sobie i nikt mnie nie ocenia nawet ja sama czy jestem w tym dobra  czy nie. Nie obchodzi mnie czy jestem w tym dobra.

No tylko moje hobby to nie jest coś co pozwoli mi realizować się w pracy. Czy nawiązywać kontakty towarzyskie, a to jedno z drugim się wiąze, bo osoba łatwo nawiązująca kontakty i radząca sobie z nowymi sytuacjami pędzej znajdzie pracę niż inna bez tych zdolności choćby ta druga miała nawet lepsze kwalifikacje.

124 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2012-12-08 22:17:03)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

I tak już hurtowo do wszystkich - nie chodzi mi o to żeby mieć jakiś a najlepiej wszystkie talenty na poziomie co najmniej geniusza.
Mi chodzi o zwykłe ludzkie umiejętności który wszyscy na około wydają się mieć ot tak, naturalnie...
A skoro już nie, to czy nie mogłabym być chociaż (przeciętnie) dobra w  tym co jest moim zawodem i na uczenie się czego poświęciłam co najmniej 10 lat? To co mnie znokautowało to to, że pracując jakieś 5 lat poniżej kwalifikacji daję plamę za plamą...

Sorry DrOctagon,od pary dni nie zagładałam na maila.

125

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Wiesz, a ja zastanawiam się nad jednym.Masz wykształcenie medyczne, jesteś dyspozycyjna i inteligentna.Nie rozumiem , jak osoba, która tak fajnie formułuje myśli, ma świetne ironiczne poczucie humoru , może nie mieć znajomych.A nie myślałaś o poszukaniu kogoś, chorego, niepełnosprawnego fizycznie, któremu mogłabyś pomóc, zaprzyjaźnić się i spędzić z nim trochę czasu?W każdym kraju jest wielu takich ludzi, którzy mają lepiej niż w Polsce, bo nie tkwią w DPSach, ale potrzebują kontaktu z drugim człowiekiem?Żyją sami, bo nie moga wyjść, bo nie są sprawni fizycznie przez to strasznie samotni.Myślę, że to przy okazji możliwość dorobienia do skromnej pensji i zrealizowania się jako człowiek.Czucia, że jest się komuś potrzebnym, że ktoś na Ciebie czeka by porozmawiać, uśmiechnąć się usłyszeć co się dzieje w świecie.Bo przekaz telewizyjny przyprawia o depresję.

126

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Oto jak pomaga pomoc innym: spotkałam dziś kolegę z Ruchu AA, znamy się już wiele lat, spotykamy się jednak przypadkowo. Ostatnio widziałąm go dwa lata temu, był w dobrej formie, jeżdził na rowerze, miał dziewczynę, udzielał się w świetlicy dla dzieci z rodzin patologicznych. Dziś był pijany, pije od wielu dni, we wtorek idzie na odwyk. Facet jest przystojny, inteligentny, niesamowicie czaruje kobiety, da się z nim ciekawie porozmawiać, ale coś w nich "krzyczy", coś w nim nie pozwala mu być szczęśliwym, jest po niezliczonych terapiach, chodzi na mitingi, próbuje normalnie żyć i co? Co jakiś czas powraca do picia, traci pieniądze, związki z kobietami i szacunek do siebie. Tak już jest, jeden człowiek poradzi sobie z samym sobą, inny nie.

127

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ok, masz problem. Jak sama napisałaś - próbowałaś, nie wychodziło, jeśli chodzi o kontakty interpersonalne w pracy. Wyjścia są co najmniej 3. 1) zmienić pracę (tak, wiem, że to trudne i bez gwarancji powodzenia) 2) nadal próbować zmienić tę cechę osobowości odpowiadającą za kontakty interpersonalne (to samo) 3) pozostać przy status quo. Ciężko jest zrealizować punkt nr 2, szczególnie będąc samemu i bez terapii, no ale może warto dalej próbować? Myślę, że tylko wtedy, kiedy choć trochę sprawia Ci ta praca radość. Nie ma co się zmuszać. Rozważasz na poważnie powrót do Polski?

128

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Nie, nie rozważam powrotu do Polski. Niestety możliwości pracy są tam dla mnie ograniczone a moje miejsce jest już zajętę,i nikt się w ciągu najbliższych 20 lat na emeryturę nie wybiera.
W innym mieście zaś byłoby bardzo skomplikowane - mam 2 mieszkania w swoim 'starym' mieście, musiałabym  je oba opłacać + kredyt, plus musiałabym jakieś wynając sobie w nowym miejscu, to nie na polskie zarobki

129

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Asterka10, mój problem polega na tym  że ja lepiej wypadam na piśmie niż ustnie. Szczerze mówiąc ze swoim nastrojem bardziej mogłabym zaszkodzić... tzn oczywiście bym nie narzekała, ale w taki bardziej paskudny dzień mam  po prostu ochotę uciec od wszystkich, zamknąć się gdzieś i oglądać Oshin albo BrzydUlę. Potem mi przechodzi i wracam do normalności która jest taka jak widać.

Może po prostu internet to jedyne miejsce gdzie mogę funkcjonować towarzysko?

130

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Jak to - masz 2 mieszkania i oba musialabys oplacac? Moglabys komus wynajac. Niewazne. Swoja droga, piszesz, ze nie sprawiaja Ci trudnosci formulki. W takim razie czy grzecznosciowe formulki w pracy nie wystarcza? To, ze zala sie na Ciebie pacjenci to nie znaczy, ze robisz wszystko zle. Co Tobie obiektywnie najbardziej przeszkadza w swoim zachowaniu w kontaktach z tymi ludzmi?

Posty [ 66 do 130 z 773 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 12 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026