netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

772 odpowiedzi65 075 wyświetleńzałożony przez brzydulla, 02.12.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 586 do 650 z 773 ]

586

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ty chcesz w koncu czuc sie lepiej czy nie? Bo z tego co czytam to najbardziej Ci zalezy na tym, zeby udowodnic wszystkim, ze to Ty masz racje, a nie, zeby poprawic swoje samopoczucie.

587

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Spotkałaś kiedyś typowego 'buraka' który twierdzi że jest świetny,mądry i wszystko mu się należy? Taki na pewno czuje się lepiej.

No ale jeśli to ma oznaczać to czucie się lepiej to ja dziękuję.
Zresztą uważam że tow moim przypadku awykonalne.

588

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Awykonalne???? Alez Ty przeciez nic w tym kierunku nie robisz!

589

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

a wyobrażasz sobie mnie mówiącą że jestem super i że mi się wszystko nalezy?

590

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
brzydulla napisał/a:

a wyobrażasz sobie mnie mówiącą że jestem super i że mi się wszystko nalezy?

smile Ja  tak...wyobrazam sobie Ciebie taką....Ale ja mam bujną wyobraźnię smile

591

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Nie czytałem wszystkich postów w tym temacie ale jeśli chodzi o wątek pomocy psychoterapeuty / psychologa czy tam innego profesjonalisty od głowy to skłaniam się ku poglądom brzydulli. Myślę że jeśli człowiek nie potrafi ułożyć sobie w głowie całego tego gówna które nas otacza to wcale nie musi znaczyć że coś z nim nie tak. Może te wszystkie próby pokazania nam że ten shit trzeba akceptować jest karygodny? Może czasem warto stanąć okoniem i samemu się uporać ze swoimi demonami.
Chyba tylko jakieś myśli samobójcze mogłyby mnie skłonić do wizyt u tych profesjonalistów.
Jeśli ktoś ci włoży papkę do głowy i każe mówić że wszystko jest ok to co? W końcu ze względu na to podejście może kogoś znajdziesz ale po czasie te wszystkie problemy które cię dręczyły wyjdą i co wtedy. Jak sam nie jesteś w zgodzie ze sobą to nikt nie pomoże.

592

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ja też uważam że newagowskiego pitolenie "cacy cacy, pierdu pierdu" jest do bani.

593

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

Ja też uważam że newagowskiego pitolenie "cacy cacy, pierdu pierdu" jest do bani.

Prawdziwie skuteczna terapia nie polega na wkladaniu nikomu papki do glowy. Polega na konfrontacji ze swoimi ograniczeniami. Wy mylicie poprawe zyciowego nastawienia z bezmyslnym hurra optymizmem. Troche tak jakby doroslej osobie co plywac sie chce nauczyc, obiecywac, ze zostanie olimpijskim mistrzem- nie zostanie, ale plywac sie nauczy, co jest tysiac razy lepsze od toniecia.

594

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Ja też uważam że newagowskiego pitolenie "cacy cacy, pierdu pierdu" jest do bani.

Prawdziwie skuteczna terapia nie polega na wkladaniu nikomu papki do glowy. Polega na konfrontacji ze swoimi ograniczeniami. Wy mylicie poprawe zyciowego nastawienia z bezmyslnym hurra optymizmem. Troche tak jakby doroslej osobie co plywac sie chce nauczyc, obiecywac, ze zostanie olimpijskim mistrzem- nie zostanie, ale plywac sie nauczy, co jest tysiac razy lepsze od toniecia.

Ja jestem jak najbardziej skonfrontowana z moimi ograniczeniami, niestety inni uważają , że nie.

595

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Miss, polega ta konfrontacja na rozpoznawaniu swoich ograniczen, ktore niestety w wiekszosci sami sobie fundujemy, i uczeniu sie ich obalania. Nie sztuka jest powiedziec "boje sie ludzi". Sztuka jest zobaczyc to w sobie i zapytac sie "co z tym fantem moge zrobic? dlaczego mam takie a nie inne leki?"

596

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:

Miss, polega ta konfrontacja na rozpoznawaniu swoich ograniczen, ktore niestety w wiekszosci sami sobie fundujemy, i uczeniu sie ich obalania. Nie sztuka jest powiedziec "boje sie ludzi". Sztuka jest zobaczyc to w sobie i zapytac sie "co z tym fantem moge zrobic? dlaczego mam takie a nie inne leki?"

No i co mi to da? Przestanę się bac?

597

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
Patrycja1990 napisał/a:

Kurde,jestem jeszcze przed poranną kawą ale muszę się wypowiedzieć.
Brzydula,jeśli całe życie i przy każdej czynności którą wykonujesz będziesz wmawiała sobie że jesteś pierdołą to rzeczywiście tak będzie.I jeżeli z góry założysz że jakaś czynność ci nie wyjdzie to podświadomie będziesz robiła wszystko żeby tak się właśnie stało.Więc nie dziw się że nic ci nie wychodzi bo z ciągłym nadąsaniem do całego świata nic ci się nie uda.Jeżeli zaczynamy coś robić (np.chociażby prawo jazdy) to musimy sobie powiedzieć "Co z tego że teraz wiem jedynie gdzie jest kierownica,za parę jazd będę tak wyszkolona że zdam na pewno ten egzamin".Takie podejście zawsze jakoś motywuje.A jak na starcie powiesz sobie "Kurde,mnie nie da się nauczyć" to oczywiście tak się uprzesz i tak właśnie będzie.Ja mając skończone 18 lat poszłam na prawko i je przerwałam,ponieważ byłam chyba jeszcze za młoda do tego i czułam się źle jako kierowca.Ale to nie było tak że nie próbowałam,próbowałam,z chęcią poszłam na kurs.A że później okazało się że to jeszcze nie dla mnie-no to już inna sprawa.Ale nie mówię sobie "nie",bo chcę zrobić to prawko i kiedyś je zrobię,muszę się tylko odważyć i przełamać.Brzydula,naprawdę zmiana nastawienia wiele daje.Spróbuj,przecież to nic nie kosztuje.
Piszesz tutaj izie że niewiele od nas w życiu zależy,tak jakbyś chciała ją sprowadzić do twojego toku myślenia.Nie rób tego,bo to jak ty myślisz jest dziwne i lepiej żeby nikt nie brał z ciebie przykładu.I nie odbierz tego źle,nie piszę tego ze złośliwością,ale po prostu tak zaobserwowałam.

Historia mojego prawa jazdy gdzieś już tu jest ale nawet sama jej już chyba nie znajdę więc się wysilę i powtórzę:
Pierwszy raz na kurs poszłam jak miałam 17 lat (jeszcze na maluchu smile ) Zrobiłam 20 obowiązkowych jazd i koncertowo oblałam a w tamtych czasach tylko wyjątkowe jełopy drogowe oblewały bo ruch był mniejszy i manewr tylko jeden do zrobienia (parkowanie tyłem). Manewru nie zrobiłam nawet w przybliżeniu no i egzaminator nawet jeśli wziął flaszkę od kursantów przepuścic mnie nie mógł o co zresztą nie mam pretensji. Wyszłam wtedy z trudem powstrzymując łzy i przysięgłam sobie że never ever.
Ale gdzieś pod koniec studiów pomyslalam sobie że no dobra, byłam młoda, może nie podeszłam do sprawy dojrzale,zresztą wszyscy mi mówi że każdy może się nauczyć tylko trzeba chcieć. Poszłam na kurs po raz drugi(miałam wtedy 26 lat), już zanim podeszłam pierwszy wykupiłam dodatkowe jazdy no i oczywiście oblalam. Zdałam za 4 razem, pow sumie chyba 40 czy 50 godzinach jazdy, zmieniając po drodze instruktora bo może instruktor niedobry.
Już mając prawko wyjechałam na miasto parę razy, z czego pamiętam 2 (może to były tylko 2 razy). Raz zupełnie sama i mało się nie zrąbałam w portki ze strachu,chyba jednak nie popełniłam żadnego większego wykroczenia poza tym że przejechałam przez całe miasto w piękny słoneczny dzień na długich światłach. Drugi raz wyjechałam z ojczymem, blisko domu zresztą i urwałam lusterko boczne bo się nie wyrobiłam obok autobusu. Nie pamiętam po którym wyjeździe konkretnie ale przestałam jeździć,podświadomie ze strachu a tłumacząc sobie że taniej autobusem  i przecież jak będę musiała to pojadę.
Po kilku latach znowu postanowiłam coś z tym zrobić ( a byłam już wtedy pewnie po 30tce). Znowu wykupiłam dodatkowe jazdy,chyba minimum 10. Po tym zaczełam trochę jeździć i jako tako sobie radzę ale tylko po znanym terenie.Na nieznanym terenie potrafię popełnić błąd typu niezauważenie że jestem na drodze jednokierunkowej czy wpakowanie się na trakt dla rowerzystów bez upewnienia się że nie jedzie rowerzysta.

A teraz krótkie streszczenie mojego życiorysu (po raz n-ty)
Jako piątkowa uczennica z liceum dostałam się na trudne studia (medycynę). Wybrałam je bo wierzyłam że moje oceny i łatwość nauki dają mi możliwości osiągnięcia czegoś i wierzyłam w powiedzonka typu 'jesteś kowalem swojego losu' i 'ucz się ucz bo nauka to potęgi klucz'.Nie wiem czy znasz jakichś studentów medycyny ale zapewniam Cię że to jest zupełnie inne studiowanie, ale dałam radę. Potem dostałam się na specjalizację (pracowałam w tym czasie w odległej miejscowości, musiałam wstawać o 4:30 a wracałam o 18:00 i po tym wszystkim jeszcze się uczyłam. Dostałam się na specjalizację, dostałam pensję 1000 zł,trochę potem mogłam dorobić dyżurami (ok. 7-8 na miesiąc),w międzyczasie nauczyłam się angielskiego chodząc na dodatkowe kursy i konwersacje (szkołami w tym zakresie nic nie dała), zrobiłam studia podyplomowe na wydziale informatyki UW (dojeżdzałam przez 2 lata co 2 weekend jakieś 350 km do wawy), pracowałam jako wolontariusz w hospicjum.
Wyglądałam przy tym jak mała szara myszka, bo ani kasy nie było na ubrania, ani to wygodne w szpilkach latać nocą do pacjentów hospicyjnych albo tłuc się pociągiem nocnym na wykłady do warszawy, a do wymyslania 'czegoś z niczego' talentu nie mam, no i zrąbana strasznie byłam. 30tka mi w tym czasie stuknęła a nigdy mnie nikt na randkę nawet nie probował zaprosić jak już o facetach mowa... Znajomości jakoś też nie zawieralam a te ze studiów jakoś się porozjeżdżały,ludzie powracali do domów, poznajdowali prace w innych miastach, zajęli się swoim zyciem... Została mi prawie że tylko ta koleżanka z liceum, z którą to radziłaś mi zerwać kontakty...
W końcu zdałam egzamin specjalizacyjny.Kosztowało mnie to pół roku kucia,totalnej izolacji towarzyskiej i wściekania się że znajomi sobie grilują i dawno zapomnieli jak to jest zdawać egzaminy a ja tu jak wybrakowana ofiara losu...
Wkrótce potem znalazłam pracę w międzynarodowej firmie zajmującej się badaniami klinicznymi. Balam się jak cholera, np robienia prezentacji ale znowu  tłumaczyła sobie że przecież każdy dorosły wykształcony człowiek da sobie z tym radę. Na kursach z robienia prezentacji też byłam. Niestety,ciągle mnie upominali,a to że za dużo 'yyy' używam, a to coś innego... w ocenach meetingów ciągle miałam bardzo niskie noty za moje prezentacje. Musiałam w tej pracy jeździć na spotkania z klientami gdzie jak już pisałam nie raz nie odzywałam się za bardzo bo nie wiedziałam co powiedzieć. Musiałam też czasem odwiedzać lekarzy, a ci często traktowali mnie jak nieopierzonego dzieciaczka (odzywkami typu: 'wiesz co to jest zapalenie dróg żółciowych w ogóle?' - nie musze dodawać że nie dawałam im powodu mysleć że nie wiem,i w ogóle to formalnie jestem specjalistą jak i ten pan doktor który tak powiedział, i jestem przekonana że gdybym była wysoką atrakcyjną kobietą to by tak nie powiedział, nawet gdyby wciąż nie wiedział jakie mam wykształcenie, to tak w nawiązaniu do 'słodziutkiego młodego wyglądu').
Pracę w końcu zmieniłam 2 lata temu żeby być blizej tego czego się uczyłam. Zatrudniłam się w NHS na stanowisku jakieś 5 lat poniżej swoich formalnych kwalifikacji. Teoretycznie powinnam błyszczeć i wierzyłam, szczerze wierzyłam że sobie świetnie poradzę a niestety dawałam i daję plamę za plamą. No i się załamałam...Bo się okazało że całe moje ksztalcenie się psu na budę...
Chciałam znaleźc jakąs inną prace ale niestety, nie przechodzę przez interview nawet jesli jestem jedynym kandydatem i moje CV im sie podoba bo nie mam 'soft skills' ogólnie mowiąc.
Więc reasumując mam prawie 40lat, siwe włosy, zęby w 80% z tworzywa sztucznego (każdy wielki egzamin kończył się jakimś ropniem i potężnym wypełnienie), zero doświadczenia w kontaktach z facetami i kilku przyjaciół. I kontrakt na czas określony który jak mi się skończy tonie wiem co.

Więc sorry, ale krew mnie zalewa kiedy ktoś, kto prawie mógłby być moim dzieckiem mówi mi że nie próbuję, jestem nadąsana i mam zmienić nastawienie.
Napracowałam się w życiu bardziej niż Ty możesz to sobie wyobrazić, i trochę sie po świecie poszlajałam. Widzę gdzie mnie to pozytywne nastawienie i wiara w siebie zawiodły i powiem Ci jestem bardzo rozczarowana.
Co mi Ciociu Dobra Rada sugerujesz? Mam iśc na kurs prawa jazdy po raz trzeci (czy czwarty właściwie)? Czy nie przejmować siei jeździć najwyżej kogoś rąbnę?
Mam rozpocząć specjalizację od nowa, z perspektywą skończenia diabolicznych egzaminów około 50tki? I swiadomością że zdanie egzaminów nie idzie w pakiecie z nabyciem umiejętności miekkich?

598

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

dobra,no to jesteś pierdoła i tyle.ja dobrze ci radziłyśmy to to olewałaś więc powiem to co chyba ty aż pragniesz słyszeć.

599

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

ale co radziłyście? zmienić nastawienie? całe życie (do 2011) miałam inne nastawienie i nic mi to nie dało

600

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Ja też uważam że newagowskiego pitolenie "cacy cacy, pierdu pierdu" jest do bani.

Prawdziwie skuteczna terapia nie polega na wkladaniu nikomu papki do glowy. Polega na konfrontacji ze swoimi ograniczeniami. Wy mylicie poprawe zyciowego nastawienia z bezmyslnym hurra optymizmem. Troche tak jakby doroslej osobie co plywac sie chce nauczyc, obiecywac, ze zostanie olimpijskim mistrzem- nie zostanie, ale plywac sie nauczy, co jest tysiac razy lepsze od toniecia.

Boję się ludzi ponieważ będąc wśród nich nie wiem co powiedzieć.
Boję się ludzi ponieważ stosunkowo często traktują mnie jak natrętne dziecko i 'zbywają' co jest szczególnie uciązliwe jeśli muszę coś z nimi załatwić np.w ramach pracy.

Zdefiniowane mam.
Tylko co mi terapia na to pomoże? Uświadomi że OK jest plątać się na przyjęciu i nie powiedzieć ani slowa? A co za,do grzmota cięzkiego, przyjemność z pobytu na przyjęciu w takiej sytuacji?

601

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

jak nie chcesz rad to po cholere się użalasz?nie odzywaj się i nie pisz jak to ci źle skoro nie chcesz niczego.

602

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

I w drugą stronę - jeśli nie lubisz czyjegoś podejścia do życia i ktoś Cię denerwuje to go nie czytaj.Wiesz, jak miałam 20 lat, też wydawało mi się, że życie ułoży się tak jak mi się wymarzyło.Będę miała męza, dzieci, szczęśliwą rodzinę.Niestety, choćby się człowiek starał NIE WSZYSTKO W ŻYCIU ZALEŻY OD NIEGO.Nie spotkałam odpowiedniego faceta, nie mam rodziny i jestem z tego powodu cholernie sfrustrowana.Masz może dobrą radę dla mnie?

603

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Brzydulla, piszesz tu ile wyrzeczen, niewdziecznosci i ciemnych dni Cie kariera lekarska kosztowala. A ja sie zapytam prosto- kto Ci kazal lekarzem zostac, jezeli Cie te wszystkie egzaminy i niewygody dolowaly? Przepraszam, ale to byla Twoja decyzja, zeby kuc, odizolowac sie od ludzi jak mnich; Twoja decyzja, zeby trwac w swoim zawodzie. Wiem, bo mam podobna przeszlosc. Tylko, ze ja sie zorientowalam, ze to nie dla mnie i walnelam ta medycyne w cholere, idac zamiast tego studiowac teologie- z czego jestem bardzo dzis zadowolona. Wiec nie fandzol tutaj jak Cie to zycie okropnie potraktowalo, bo kariere masz na wlasne zyczenie.

Co do tego, ze ludzie Cie niby traktuja jak dziecko, to ja sie osmiele zaproponowac, ze ten obraz istnieje tylko i wylacznie w Twojej glowie. Tony kobiet Ci tu pisza, ze mozna byc baardzo niska, a ma to zerowy wplyw na to ile szacunku dostajemy od innych. Zadna babka nie musi miec 1.80 cm wzrostu by byc traktowana powaznie. Masz kompleksy, ktore w sposob irracjonalny przenosisz na innych ludzi.

Nie wiem, czy Tobie ktokolwiek jest w stanie pomoc, ale gdyby jakis terapeuta odniosl sukces przekonujac Cie, ze wiekszosc Twoich przekonan na swoj temat (tych takze dotyczacych wzrostu) to wierutne bzdury, to byloby to prawdziwe zwyciestwo psychologii nad patologia. Oczywiscie mozesz mi powiedziec, ze to Ty masz racje, a te "wierutne bzdury" to prawdy w kamieniu wykute, ale zwroc uwage, ze praktycznie 95% ludzi, ktorzy odpowiadaja na Twoje posty, ma podobna opinie jak ja. Jedna osoba?- trafilo sie; prawie wszyscy?- chyba nie.

604

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Adler, jak po co studiowała medycynę? Zeby robić coś wartościowego i podołać nauce trudnej dziedziny nauki...A co lepiej miała zalewać swojego robaka wódą, jak np, czynią ci co idą na łatwiznę życiową i nie chca ponosić żadnych niedogodności i trudow?

605

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:

Miss, polega ta konfrontacja na rozpoznawaniu swoich ograniczen, ktore niestety w wiekszosci sami sobie fundujemy, i uczeniu sie ich obalania. Nie sztuka jest powiedziec "boje sie ludzi". Sztuka jest zobaczyc to w sobie i zapytac sie "co z tym fantem moge zrobic? dlaczego mam takie a nie inne leki?"

Jest jedynie rozczarowana, ponieważ sądizła że będzie lepszym specjalistą...A Ty tak wszystko wiesz z wyprzedzeniem?

606

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Miss, ja czytam w wypowiedziach Brzydulli wiele goryczy z powodu wybranego zawodu, a nie li tylko rozgoryczenie, ze nie jest nastepnym Pasteurem. Ludzie z powolaniem, ktorzy faktycznie lubia byc lekarzem, nie wylewaja zolci z powodu wszystkich lat, ktore spedzili wkuwajac, zamiast latac po imprezach. Jak sie profesje wybiera poniewaz jest "ambitna", a nie dlatego, ze sie chce ja wykonywac, to takie sa tego rezultaty. Chyba Brzydulla miala dostatecznie lat praktyki kiedy byla dwudziestokilkulatka, by zdac sobie sprawe, ze sie nie spelnia. Kazda normalna osoba w takiej sytuacji (szczegolnie jak nie jest obarczona rodzina) zmienia kierunek i sie przeszkala, a nie jak uparty osiol brnie w bagno.

607

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

No, ale co po tym masz? Nie jestes w stanie sie sama utrzymac....

608 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-07-20 15:37:12)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Kolezanko Miss, ja sie bardzo dobrze sama utrzymywalam przez dziesiec lat. Do tego od pazdziernika zaczynam prace jako asystant na katedrze. Nie wydaje mi sie, ze jest to zly wynik. Mialam szczescie, ze spotkalam faceta, ktory uwaza, ze jak sie studiuje, to sie nie rozdrabnia pracujac w biurze- ale to bardziej traf niz moja wlasna kalkulacja. Gdybym go nie spotkala, tez bym sobie poradzila. Jednak jezeli moglam spokojnie pisac prace doktorancka bez zaklocen, to z jakiego powodu mialabym sie przed tym bronic? Przepraszam, ale nie mam oporow jezeli ktos chce uczynic moja egzystencje latwiejsza.

No i widzisz, do tego lekarzem byc nie trzeba. Wcale.

Mnie zal Brzydulli, ale nie jestem slepa. Kobieta sama sie nakreca negatywnie, sama sobie zycie komplikuje. Glowe ma pelna bzdetow, ktore Jej matka nawijala tak dlugo i skutecznie, ze sama w nie uwierzyla.

609

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:

Kolezanko Miss, ja sie bardzo dobrze sama utrzymywalam przez dziesiec lat. Do tego od pazdziernika zaczynam prace jako asystant na katedrze. Nie wydaje mi sie, ze jest to zly wynik. Mialam szczescie, ze spotkalam faceta, ktory uwaza, ze jak sie studiuje, to sie nie rozdrabnia pracujac w biurze- ale to bardziej traf niz moja wlasna kalkulacja. Gdybym go nie spotkala, tez bym sobie poradzila. Jednak jezeli moglam spokojnie pisac prace doktorancka bez zaklocen, to z jakiego powodu mialabym sie przed tym bronic? Przepraszam, ale nie mam oporow jezeli ktos chce uczynic moja egzystencje latwiejsza.

No i widzisz, do tego lekarzem byc nie trzeba. Wcale.

Mnie zal Brzydulli, ale nie jestem slepa. Kobieta sama sie nakreca negatywnie, sama sobie zycie komplikuje. Glowe ma pelna bzdetow, ktore Jej matka nawijala tak dlugo i skutecznie, ze sama w nie uwierzyla.

Jakoś Twój żal jej nie pomaga, a wręcz szkodzi.

610

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Szkodzi Jej wylacznie wlasne nastawienie do zycia.

611

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Czy zauważyłaś że Twoje słowa daly jej jakąkolwiek pomoc? Ale szczerze....

612

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Jezeli chcialaby mnie posluchac, pomoc jest na wyciagniecie reki. Nic nie poradze na to, ze chce byc slepa i glucha na racjonalne rady.

613

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Też się wtrącę. Ja Brzydulle bardzo dobrze rozumiem. Z tą medycyną to mnie się wydaje, jak tak ją czytam, że Brzydulla wcale nie ma antypatii do zawodu, który wybrała. Boli ją, że musi pracować poniżej swoich kompetencji tylko dlatego, że ma problemy z komunikacją międzyludzką. Tylko tyle i aż tyle.
Nie dziwię się Brzydulli, że nie chce chodzić do psychologów. Ja też chodziłam i żaden psycholog nie potraktował mojego przypadku poważnie. Dokładnie jak u Miss też psycholożki-terapeutki nie potrafiły zrozumieć jak można bać się telefon odebrać. Po latach trafiłam na psychiatrę. Niestety na początku dał złą diagnozę, bo kierował się opinią psycholożki, a ja zwyczajnie prawie nic nie mówiłam. Pewnego dnia zdenerwował się na mnie i mi dosadnie powiedział: ty się chcesz leczyć czy nie? wyszłam wtedy z gabinetu wściekła, że nikt mnie nie rozumie, że nie potrafię wyjaśnić lekarzowi co mi jest, że leki mi nie pomagają, a ja jak zaczynam mówić to się cała trzęsłam jak galareta i zaczynałam płakać. Wyobraźcie sobie jak można komuś coś wytłumaczyć jak się płacze i trzęsie. siedząc w autobusie zaczęłam już inaczej myśleć. zrozumiałam że miał rację. bo ja miesiąc się leczyłam potem dwa miesiące przerwy potem znowu z miesiąc leczenia kilka miesięcy przerwy itd. W końcu pojechałam do niego znowu i pomyślałam: mam to w nosie, że płaczę i się trzęsę i że on to widzi. wyjaśniłam mu co się dzieje nie tak i dostałam dobre leki. Z nazwy pamiętam tylko jedne Zoloft, ale to były drugie. brałam przez pół roku i chodziłam na terapię DDA, która nie ma może nic wspólnego z fobią społeczną, ale mi pozwoliła się otworzyć, rozmawiać, bo wiadomo na takiej terapii nikt cię nie skrytykuje. Trwało to pół roku. Potem zaczęłam wyjeżdżać za granicę i przestałam się leczyć lekami, ale pracowałam nad sobą. po latach mogę powiedzieć, że dużo osiągnęłam ale niestety jeszcze pracy nad wyjściem całkowicie z fobii, dużo przede mną.
Do psychologów mam uraz ponieważ niestety stawiały mi złe diagnozy. Psychologowie z którymi miałam do czynienia również nie przykładały wagi do tego z czego się wzięły moje zaburzenia. Dla mnie jednak uświadomienie sobie źródła było wielkim przełomem. One mi wmawiały, że mam taką osobowość, ale ja wiedziałam że tak nie jest. Ja się taka nie urodziłam, ale taką się stałam z pewnych przyczyn.
Mówi się że żeby drugiego człowieka zrozumieć trzeba być w jego skórze. Nie zawsze tak jest, ale z fobią społeczną niestety tak. Co mnie najbardziej bolało to nie to że byłam niezrozumiana, ale to, że każdy uważał, że wymyślam, że to siedzi w mojej głowie, że wystarczy się przemóc i takie tam bla bla bla. Człowiekowi na wózku nikt nie powie: wstań i idź a jak nie chcesz wstać to znaczy, że ci się nie chce. Człowiekowi z fobią społeczną mówią: wyjdź do ludzi, rozmawiaj. A jak tego nie robisz to znaczy że nie chcesz. 
Może nieskładnie to napisałam, ale to, że napisałam to też dla mnie sukces. Parę lat temu nie napisałabym nawet jednego słowa na żadnym forum chociaż bardzo chciałam, ale lęk był silniejszy. Teraz też się bardzo nie udzielam i najczęściej napiszę jeden post gdzieś i potem nie ciągnę dyskusji, ale małymi krokami może i na tym forum (jedyne gdzie piszę) zacznę być bardziej (rozmowniejsza)
Pozdrawiam was wszystkie smile

614

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Nie kazdy psycholog jest swietny. Czasem ma sie pecha i tyle.

615

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Taka jesteś mądra to polećtego dobrego,a nie tylko szkolisz nas i szkolisz, co nam nic nie daje, nie pomaga, a wręcz Twoje "nauki" pogarszają nasze samopoczucie.

616

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Szpileczko, masz dużo wrażliwości i empatii, Twój post jest wspaniały.

617 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-07-20 18:10:44)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Jak powtarzam, chyba setny raz, sukces jest zalezny zarowno od terapeuty, jak i od nastawienia. Nawet najlepszy psycholog nie pomoze kiedy osoba, ktora do niego chodzi uparcie tkwi w swoich przekonaniach, albo chodzi do niego by sobie godzinke odbebnic. Cudow nie ma. Trzeba chciec poprawy i zmian, zeby jakakolwiek terapia pomogla.

618 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-07-20 18:20:19)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Taa. Jasne, jak terapia nie działa to wina pacjenta.Super wymówka dla biorących za sesję kokosy spychoterapeutów. Za błąd lekarski, lekarz przynajmniej ospowiada, a spycholog ma pod tym wzgledem luz, bo nic mu nikt nie udowodni, zawsze powie że to wina pacjenta, bo pacjent nie chciał się wyleczyć. On jest zawsze kryty bo poacjent nie chciał współpracować, kurcze każdy by chciał taką robot bez żadnej kontroli z zewnątrz i bez odpowiedzialności.
Niech  klient wierzy w magiczną sprawczość, zamieniając wszechpotężną losowość w swoje żałośnie śmieszne ?poczucie mocy?. Niech jednak ? świadomy swojej wiecznej niedoskonałości ? nie śmie się wypowiadać na temat innych. Niech ignoruje to, co go boli. Niech nakłada sobie protezę zamiast nerwowo pytać, kto go pozbawił kończyn. Niech ?codziennie ustala sobie co będzie robił jutro?. Niech planuje -?realnie i zintegrowanie?. Żadnych rozmemłanych fantazji! Tylko plany i podpunkty.

619 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-07-20 18:22:12)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

A czego Ty chcesz od terapeuty? Cudu? Nie rozsmieszaj mnie. Terapia dziala tylko wtedy kiedy jest wklad ze strony pacjenta, a nie ze pani/ pan terapeuta rozdzka zamacha i bedzie cacy. To jak miec pretensje do lekarza, ze Ci sie cukrzyca nie poprawia, bo insuliny nie bierzesz, albo fizjo przekreslic, bo nie chce Ci sie cwiczen w domu robic.

Troche realizmu.

620

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Nie no jasne, to  i ja mogę od zaraz zostać terapeutą, jak mi nie będzie szło to nie z powodu moich złych kompetencji czy niemocy, ale to zawsze będzie wina pacjenta, wszak jak jako terapeuta nie jestem cudotwórcą, kurcze ale pomysł na bizes, jutro otwieram gabinet...

621

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Terapia z zalozenia jest polaczonym wysilkiem. Jezeli zmienianie czyjegos sposobu myslenia mogloby byc dokonywane przez inna osobe niz Ty sama, za machnieciem reka, to terapia by nie trwala miesiacami i latami, a byla sprawa pol godziny w gabinecie. Niestety, sama musisz sie chciec zmienic, zeby jakikolwiek postep osiagnac. Terapeuta nie jest od czarodziejskich sztuczek, ale od pomocy by wglebic sie we wlasna psychike i stawic czola problemom.

622

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Za odpowiedni a kwota, gorzej z tymi co zarabiają 1000 zł miesięcznie.

623 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-07-20 18:39:46)

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

O ile wiem terapeute mozna miec za darmo w ramach opieki zdrowotnej. Poza tym my tu o Brzydulli gadamy, ktora mieszka w UK i ma dostep do bardzo rozleglej pomocy terapeutycznej, za friko.

Wiesz, jest amerykanskie powiedzenie: "Sa albo rezultaty albo wymowki."

624

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Właśnie doświadczyłam jak wygląda terapia na NFZ,  polegająca na co miesięcznych lub nieco częstszych pogaduszkach, szczególnie tych które odbywają się nieregularnie i zaczynają od słów ?I co tam u Pana/Pani się działo??. Chodzi mi więc o pewną konkretne zjawisko, które obserwowałam w poradniach: umawianie pacjentów tam, gdzie akurat jest wolny termin, bez merytorycznego interesowania się settingiem (właściwą częstotliwością i długością sesji), oraz wypełnianie sesji błahą aktywnością, nie mającą istotnego znaczenia terapeutycznego (?Co u Pana słychać??, ?Jak minął tydzień??).  W tego rodzaju spotkaniach rzeczywiście grają rolę czynniki finansowe ? konieczność ?wyrobienia? kontraktu oraz procent ?odpalany? terapeucie,

625

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Miss, jak Ci terapeutka nie pasowala, to trza bylo ja zmienic, a nie chodzic na "pogaduszki", ktore jak opisywalas nic nie przynosily, zamiast siedziec na przeciw niej, klamac co do swoich odczuc i traktowac to jako towarzyska wizyte.

626

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Zmienoć? jak nie masz pojęcia, że nie można tak ot sobie na NFZ zmienić, to się nie odzywaj. Czekałm pół roku na terapię, a i potem tyerapeutka nie bardzo chciała, bo ma mało czasu, inna u nas terapii nie prowadzi.

627

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Kobito, nie mieszkasz w Pipidowce Podlasnej, gdzie trudno o specjaliste, ale w duzym miescie. Nie wciskaj mi, ze nie moglas znalezc innego terapeuty.

628

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Jak ja lubie babki co tak uwielbiają mamlać ozorkiem dla samego mamlania tongue

629

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

A mnie przekreca jak czytam takie wiecznie narzekajace osoby jak Ty. Takie wiecznie jeczace, co nic nie chca ze soba zrobic, bo im fajnie zwalac wszystkie ich niepowodzenia na innych.

Wiadomo, latwiej biadolic niz sie za siebie wziac.

630

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Adlernewman ja niestety miałam pecha. Na dodatek kiedyś chciałam zmienić psycholog i tylko ochrzan dostałam od innej psycholożki że jak się zaczęłam "leczyć" u jej koleżanki po fachu to mam się do tamtej chodzić a nie do niej. To było na NFZ. Jednak zaznaczam, że wizyty u psychiatry mi pomogły. Mi na początku były potrzebne leki, bo miałam zbyt silne objawy. Był czas, że przestałam wychodzić z domu. Nie mogłam nawet pójść do pracy. Próbowałam chodzić na rozmowy kwalifikacyjne. Najczęściej w połowie drogi uciekałam do domu. Zdarzyło mi się jednak parę razy trafić do pracodawcy. Niestety jak widział, że łzy mi się lały i trzęsłam się to wiadomo, że nikt o zdrowych zmysłach nie da mi pracy. Ja nawet do lekarza jak chodziłam, to potrafiłam dosłownie  spod drzwi uciec. 
Racją jest jednak także, że wiara w siebie i pokochanie siebie daje duże owoce. Powiedzenie sobie, że mam prawo popełnić błąd, mam prawo żeby mi się ręce trzęsły, mam prawo do tego żeby mnie ludzie szanowali, mam prawo kochać siebie. Kiedyś nie dawałam sobie takich praw. 
Z jednej strony mogłabym zazdrościć Brzydulli że ma prawo jazdy co jest dla mnie jak narazie nieosiągalne, ale z drugiej strony wiem jak ona się z tym czuje. włożyła dziewczyna dużo wysiłku i odwagi, a nadal nie jest w stanie korzystać w pełni z tego co zdobyła.
Adlernewman ma też dużo racji. Leki i terapia. Tylko nie z samą psycholog, a terapia grupowa. Nie wyjdzie się całkiem z fobii ale terapia grupowa pozwoli na mówienie. wiadomo, że na takiej terapii nikt nie skrytykuje i nikt nie będzie tego opowiadał poza dane cztery ściany. Ludzie są jacy są ale tego się trzymają. Tylko, że ciężko znaleźć terapeutę od fobii. Któraś z dziewczyn polecała tutaj ebooki. warto z nich skorzystać.

631

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Adler, mamy najwyraźniej inne osobowości i nigdy nie zgodzimy i nie dogadamy, więc nie warto już polemizować na tenże temat terapii, ponieważ żadna żadnej nie przekona.

Szpileczka, fajna babka jesteś, szacun for you.

632

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Miss, watek jest Brzydulli, nie Twoj. Ciebie to juz dawno mi sie znudzilo przekonywac bo z wielkim gusto lubisz sie walac w swoim cierpieniu i "niezrozumieniu". Jest Ci tak dobrze, wspaniale, ale innym szansy na normalne zycie nie zabieraj.

633

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Tak pomogliście Brzydulli, że w ogóle nie chce już pisać....Zajefajna pomoc...Gratuluje rezultatu...

634

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

A po co Ty sie za Brzydulle wypowiadasz? Skad wiesz, ze wlasnie nasze glosy rozsadku nie spowoduja, ze kobieta wreszcie cos bedzie chciala ze soba zrobic?

Mam kliniczna awersje do Twojego czarno- krakania i kreowania sie na wyrocznie.

635

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

A ja mam kliniczną awersję do Twojej bufonowatej i wszechwiednej gadatliwości i braku taktu...

636

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Miss, pokaz mi komu kiedykolwiek pomoglo narzekanie, ponurowidztwo i apatia? Bede bardzo zobowiazana jezeli podasz mi przyklady sukcesu takiego podejscia.

Nigdy sie na wszechwiedzaca nie kreowalam. Wielokrotnie podkreslalam, ze nie wiem czy taka czy inna terapia Brzydulle uleczy. Jestem jednak zdania, ze lepiej probowac, niz sie we wlasnej depresji kisic.

637

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ale między innymi Ty doprowadizłaś dziewczynę do zniechęcenia się na piusania na tym forum, włascviwie zaszczułaś, to nie jest pomoc, to przemoc.

638

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ty chyba sie nie czytasz? Nikt nikogo tutaj nie szczul, nikt nikogo nie obrazal. Wrecz przeciwnie, zarowno kilka kobiet jak i ja probowalysmy uzmyslowic Brzydulli, ze Jej podejscie do zycia jest nie tylko malo normalne, ale co wiecej, niesamowicie dla Niej szkodliwe. Ponadto probowalysmy ja przekonac, ze da sie to zmienic, ze nie jest jakims mutantem skazanym na ponury los do konca zycia. Jak to jest przemoc werbalna, to ja sie chyba papiezem oglosze!

639

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Nie będę na ciebie marnować czasu i energii, szkoda słów...

640

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

A porady, zeby siedziec w swojej dziurze desperacji i depresji sa pomocne? Szerzenie defetyzmu jest szerzeniem blogoslawienstw? Nie rozsmieszaj mnie.

641

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
adlernewman napisał/a:

Ty chyba sie nie czytasz? Nikt nikogo tutaj nie szczul, nikt nikogo nie obrazal. Wrecz przeciwnie, zarowno kilka kobiet jak i ja probowalysmy uzmyslowic Brzydulli, ze Jej podejscie do zycia jest nie tylko malo normalne, ale co wiecej, niesamowicie dla Niej szkodliwe. Ponadto probowalysmy ja przekonac, ze da sie to zmienic, ze nie jest jakims mutantem skazanym na ponury los do konca zycia. Jak to jest przemoc werbalna, to ja sie chyba papiezem oglosze!

Adler Twoje gadanie i wpieranie terapii przez tyle czasu NIKOMU nie pomogło.Zachowujesz się jak przemądrzałą cioteczka dobra rada, która wpędzi każdego W KOMPLEKSY I POCZUCIE BEZNADZIEI.Każdy jest inny i Twoje sposoby wyjścia z depresji nie w każdym przypadku się sprawdzają.Jak dla mnie popisujesz się i czerpiesz ogromną radochę z tego, że możesz komuś nakazywać i kogoś pogłębic.Chyba nie zdajesz sobie sprawy jak ranisz Brzydullę, jak z premedytacją wytykasz jej błędy i robisz z niej nikogo.Opanuj się i proszę daruj sobie radzenie, BO ABSOLUTNIE SIĘ DO TEGO NIE NADAJESZ.NIE MASZ ZA GROSZ EMPATII, WRAŻLIWOŚCI I DELIKATNOŚCI.

642

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ech... Od kiedy mowienie komus, ze ma zasoby inteligencji i talentu, ktorych nie wykorzystuje, jest jakims gnebieniem? Od kiedy dodawanie otuchy, ze mozna sie zmienic, jest dolowaniem?

Brzydulla jest dorosla- jak zechce to na terapie pojdzie, jak nie zechce to nie. Wnerwia mnie tylko defetystyczna produkcja pisarska np Miss, ktora uwaza, ze jak Jej sie w terapii nie powiodlo, to terapia (niezalenie od milionow zadowolonych osob) musi byc be. To jest dopiero niesamowicie delikatny, wspolczujacy przekaz: "Nie warto probowac, bo masz w zyciu przerabane. Nic Ci nie pomoze. Pogodz sie z okrocienstwem swojej sytuacji.". Brawo- to jest dopiero klepanie po pleckach.

643

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Gadaj sobie, gadaj...widac tak już musisz

644

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Miss, mam takie samo prawo gadac na publicznym forum, jak Ty masz prawo swoje (niewazne jak denerwujace i niepomocne) tezy glosic.

Czasem tylko bym zaproponowala popatrzenie sie w lustro, bo jak w powiedzeniu, widzisz zdzblo w oku blizniego, a belki w swoim nie widzisz. Jak ktos kto roztacza wkolo siebie aure desperacji rodem z piekla Dantego smie innym zarzucac brak empatii i delikatnosci (nie w ostatnich postach ale przez wiele stron), to juz mnie zupelnie przerasta. Jasne, najlepsza pomoc komus z depresja, to utwierdzanie go/jej w przekonaniu, ze sa do niczego...

645

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Nie najlepsza to zmieszanie go z g....

646

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

witaj samotna czy sie myle co u ciebie

647

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Ale piszesz do mnie czy Adler?

648

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć
missnowegojorku napisał/a:

Ale piszesz do mnie czy Adler?

miss nowego jorku ja Asia ze slaska pozdrowionka

649

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

hej Asiu

650

Odp: Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

hej a twoje imie skad jestes

Posty [ 586 do 650 z 773 ]

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Nieudacznikiem być czyli po co w ogóle żyć

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026