Co do tematu. Nie jestem pewna jakbym się zachowała. Nigdy nie wiadomo. Zależy oczywiście również jaka byłaby to wada. Myślę jednak, że zdecydowałabym się urodzić i wychować dziecko, zaopiekować się nim.
Nie umiałabym zdecydować się na aborcję, a później ponosić jej konsekwencje. Każdego dnia myślałabym jak moje dziecko by teraz wyglądało, co by lubiło, jakby wyglądało moje życie, gdybym miała dziecko. A gdybym miała potem kolejne dzieci bez wad genetycznych to pewnie patrząc na nie zastanawiałbym się czy ich brat lub siostra byliby podobni czy razem my się bawili, jakby wyglądały ich relacje. Nie potrafiłabym sobie wybaczyć, że skazałam własne dziecko na śmierć choć mogłam je urodzić i wychować darowując cała miłość i poświęcenie.
Co do poprzednich wypowiedzi:
Kiedy plemnik i komórka jajkowa łączą się ze sobą powstaje nowy organizm, diploidalny, mający 46 chromosomów. Mówicie, że nie ma osobowości. A czy narodzone dziecko ma? Kilkumiesięczny niemowlak? Nikt nie potrafi popatrzyć i widzieć jakim będzie człowiekiem. jednak wszystkie jego cech charakteru, wyglądu, upodobań, chorób na jakie może być podatny w przyszłości, długość życia poszczególnych komórek zależna od telomerów itp. Już tuż po zapłodnieniu to jest wszystko zapisane w genach. Więc jeżeli to nie jest początek życia to co nim jest? Narodziny? Przecież wtedy dziecko też nie umie przeżyć bez opieki innych ludzi, jest niesamodzielne, nieporadne. kiedy nauczy się chodzić? mówić? gotować? liczyć do 100? robić jajecznicę? Niech ktoś odpowie na to pytanie, skoro podważa fakt, że zarodek jest istotą ludzką. Nie w pełni wykształconą, ale dzieci narodzone też nie mają takiego organizmu jak dorośli, inny metabolizm, niezrośnięte kości czaszki, inna częstotliwość bicia serca itp. Zatem kiedy kończy się zlepek komórek, a zaczyna Człowiek? Do kiedy można zakończyć jego życie a kiedy już nie? Przecież noworodek też nie będzie miał świadomości, jeżeli ktoś go zabije, nie będzie wiedział, że ktoś chce zrobić mu krzywdę dopóki nie poczuje.
Skoro zatem o człowieku decyduje jego genotyp, co do czego chyba nikt nie ma wątpliwości, a genotyp nie ulega zmianie od poczęcia do śmierci to przez cały czas to jest ten sam człowiek, tylko na różnych etapach rozwoju. Rozgraniczanie życia na zygotę, zarodek, płód, dziecko, nastolatka, dorosłego jest tylko obrazem zmian jakie zachodzą w wyglądzie zewnętrznym i poziomie świadomości, a które od momentu poczęcia są "zaplanowane" w genotypie.
Więc aborcja jest zabijaniem istniejącego życia niezależnie jakby to kto pięknie ujmował, żeby usprawiedliwić cały proces.
Jeszcze jedna uwaga: chory za zespół downa - od tego pojęcia się odchodzi. Zespół Downa, Mukowiscydoza, Fenyloketonuria i dziesiątki innych wad genetycznych to nie choroby. Choroba to zaburzenie, które się leczy i zazwyczaj jest czasowe, można je zupełnie wyleczyć. A mutacja w łańcuchu DNA jest nieuleczalna, nieodwracalna i można trochę zniwelować jej skutki, ale nigdy genotypu się nie zmieni. Człowiek po prostu taki jest, ma zespół downa, a nie jest chwilowo chory, a za miesiąc nie będzie.
Co do samej aborcji (nie mówię, o dzieciach z wadami), ja nie chce za nikogo decydować, jednak uważam, że są inne możliwości, a nie wyzbywanie się problemu zabijając dziecko, zwłaszcza, że ono nie pojawia się z niczego i moim zdaniem ludzie decydujący się na współżycie powinni być dorośli, liczyć się z możliwością ciąży i być gotowi w razie czego zaopiekować się dzieckiem, wziąć odpowiedzialność. Jeżeli nie są to niech najpierw dorosną, staną się odpowiedzialni i wtedy zaczną uprawiać seks.
Jestem w liceum, mój chłopak też, nie kochamy się, ale za pewien czas pewnie to nastąpi. Gdyby zdarzyła się ciąża, wtedy obydwoje staralibyśmy się poradzić sobie z sytuacją, zrezygnować ze studiów lub przejść na zaoczne i wziąć odpowiedzialność za swoje dziecko, które jest skutkiem naszych decyzji lub zaniedbań. I nawet jako 19-20-letni ludzie trzeba ponosić konsekwencje, bo jesteśmy dorośli, bocian nam dziecka nie przyniósł. I nie ma egoistycznego myślenia typu: marzyłam o studiach/ wolnym czasie/ wyjeździe za granicę/ wakacjach itp, bo czymże są moje plany wobec nowego życia. Nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli, trudno, jakaś hierarchia musi być, a gdybym postawiła swoje plany wyżej niż życie dziecka, które sama sobie zmajstrowałam to nie byłabym cżłowiekiem
