Witam serdecznie.
Piszę do Was aby się trochę wyżalić i spróbować zrozumieć jak można mówić że się kocha a jednak nie chcieć być razem.
Moja sytuacja wygląda następująco. Poznałem dziewczynę kilka lat temu na początku zwykła znajomość, jednak poza znajomością od początku jakoś inaczej ją traktowałem. Dużo zawsze rozmawialiśmy na każdy temat, o wszystkim i o niczym. Mogliśmy pisać i rozmawiać całymi dniami.
W między czasie ona wróciła na miesiąc do swojego byłego narzeczonego jednak szybko wszystko kolejny raz się rozpadło. Po jakimś czasie zaczęliśmy się spotykać wspólne wyjazdy, wszystko jak w związku ale nie byliśmy razem bo mówiła że nie chce się z nikim wiązać mimo że wiele razy wyznawaliśmy sobie miłość. Była już wtedy dla mnie całym światem. Kiedyś powiedziała mi że boi się ojca który tylko jej byłego narzeczonego akceptuje i nikogo innego nigdy nie będzie akceptował. Tak to wszystko wyglądało około roku. Po tym czasie z różnych powodów zerwaliśmy kontakt. Padło dużo ostrych słów z obu stron kontakt urwał się na dwa lata. Ona ponownie wróciła do byłego. Choć przez te dwa lata nie było dnia żebym o niej nie myślał. Po dwóch latach spotkanie trochę przypadkiem. Ona ciągle była w związku. Zaczęliśmy znowu pisać, rozmawiać i w końcu spotykać. Doszło do zdrady z jej strony i zarwała z nim. My spotykaliśmy się znowu jak za pierwszym razem, trwało to około pół roku. Mówiła że mnie kocha ja tez nie widzę poza nią świata.
Jednak stało się najgorsze. Zdecydowała że nie możemy być razem mimo że kocha mnie. Że boi się rodziców. Spytałem czy kocha tamtego to powiedziała że pewnie nie będzie szczęśliwa ale nie ma wyjścia i żebym ja nie interesował się jej szczęściem. Nie wiem czy to po prostu to jakaś gra z jej strony czy coś innego. Kocham ją nad życie i zrobiłbym wszystko żeby z nią być. Niestety muszę uszanować jej decyzję mimo że pogodzić się z nią nie mogę.