Marioosh to już słyszałam od kilku osób, pierwsze nigdy nie twierdziłam, że to jakieś bohaterstwo i nigdy w tych kategoriach nie rozpatrywałam. Nie uważam się za bohatera, bo wiem tylko, że są ludzie dla których i za których oddałabym wszystko zawsze takie miejsce miały u mnie dzieci i mój mąż i kilka innych osób, których kochałam lub kocham.
Nie ma to nic wspólnego z bohaterstwem, bo są tacy jacy są np. bo mój mąż zawsze był fajnym facetem, zawsze mnie szanował i kochał, robił koło mnie jak trzeba było? Nigdy w tej kwestii poświęcenia Mu wszystkiego nie było ważne coś takiego, że taktuje mnie jak księżniczkę, przynosi róże bez okazji i jedyna zachcianka na która mi nigdy nie pozwolił to plastyka cycków, że wspaniały mąż i ojciec, najlepszy przyjaciel, zajebis? kochanek itd. Faktycznie w korcu maku takiego trudno znaleźć, ale ja od samego początku dałabym się za Niego zabić i poćwiartować i opalać na wolnym ogniu, dlatego za Niego wyszłam, że wiedziałam, że to bezwarunkowa miłość, a jak dobrze trafiłam przekonałam się później.
Żadnym bohaterem nie jestem, bo prawdopodobnie nie umiałabym oddać swojego życia czy nawet lekko zaryzykować dla obcego, no obce dziecko bym sobą zasłoniła, ale tego pijaka, który mieszka na końcu ulicy i bije dzieciaki i żonę to na pewno nie! Jak widzisz niby życie, ale ciężko by mi było stanąć w jego obronie i jakby to miało mnie coś osobiście kosztować chociażby czas, stałabym na boku i palcem w bucie nie kiwnęłabym w jego kierunku.
Bohater nie pyta - jaki jesteś, po prostu broni wszystkich, więc ja na pewno nie nadaję się do jego roli!
Lexpar pewnie masz rację, ale jakbyś na mnie trafił to zapewniam Cię, że miałbyś delikatnie mówiąc przesrane.
Musiałbyś się zdecydować na mękę, albo nas zostawić.
Lexpar i Marioosh - Mój mąż nigdy nie odważył się mnie namawiać do aborcji, ale już słyszałam, że jestem niesprawiedliwa, bo jak ja bym umarła to On zostaje tu z całym tym bałaganem i zawsze zgadzałam się z Nim, że czasem trzeba postawić na szali tak dużo, że nie wiadomo, czy to jest fair i jak to się skończy i kto największą cenę zapłaci.
W takim momencie zawszeb przypomina mi się historia, gdy wpadli hitlerowcy i wyciągnęli babkę z 3 dzieci przed dom, kazali wybierać, które dziecko zastrzelić i wtedy reszcie pozwolą żyć, babka za długo wybierała i zabili całą trójkę na jej oczach i musiała z tym żyć.
Jakbym miała dokonać takiego wyboru to pewnie bym nie umiała i nie wiem, co bym zrobiła, ale jest ryzyko, że bym podzieliła ich los, tak więc z moim podejściem do sprawy może trzeba polemizować.
Ewika dzięki za szacunek, ale nie ma za co, są sytuację, których bym nie udźwignęła np. jak powyżej i wtedy tak jak Ty mówię uczciwie - nie wiem, bo jest ryzyko, że mogłabym się złamać.
Tak jak powiedziałam Abizerowi wcześniej np. nie wiem, gdybym miała zadecydować za dziewczynkę.
W rodzinie moich znajomych jest przeklęta sytuacja, dziewczynka ma ok 13 lat, podobno dorwał się do niej konkubin matki, z którym matka zamieszkała jakieś 3 czy 4 lata po rozwodzie. No wiesz taka znana historia mąż przerzucił się na młodszy model, a babka po latach znalazła sobie nowego faceta, a on taki dobry, cudowny, opiekuńczy, szczodry, poza tym że grubawy i zwierząt nie znosi to chodzący ideał? Nieważne mieszkali razem 2 lata.
No wiec ten konkubin podobno dobrał się do córki, a dziewczynka się bała i ukrywała i konkubina i ciążę, jak w końcu matka się zorientowała to ciąża była wysoka, minęło też trochę nim dziewczynka przyznała się psychologowi, kto jest ojcem dziecka, ale matka nie wie komu wierzyć czy dziecku czy kochankowi, bo dziewczynka ciągle zmienia zdanie i opowiada różne historie.
Konkubin wyleciał z domu, ma przerąbane z policją itd i straszy adwokatem za zniesławienie, nachodzi ich mimo, że ma zakaz zbliżania, potrafi drzeć się pod domem czy urodzisz czy wyskrobiesz ja sprawdzę ojcostwo, bo nikt ze mnie pedofila nie będzie robił! Matka postanowiła na wszelki wypadek nagrać to kamerą jakby jeszcze raz się pojawił.
Dziewczynka jeżeli już musi mieć aborcję tzw. dwuetapową czyli chemia i łyżeczkowanie czy coś w tym stylu, jest dość duże ryzyko, że będzie miała kłopot z ciążą w przyszłości, matka musi zadecydować czy będzie zabieg, a dziewczynka się boi i co chwilę zmienia zdanie dziś chce skrobać jutro nie i tak w kółko.
Zapytano mnie o co o tym sądzę, bo matka wszystkich dookoła wypytuje czy dobrze chce zrobić, bo zawsze była przeciwna aborcji i w sumie to by wychowała malucha, ale chce się zgodzić, bo uważa, że dziewczyna nie udźwignie ciąży i zwariuje, a ja umiałam tylko się rozbeczeć jak bóbr i powtarzać ?niemożliwe?? I wiesz od kilku dni się łamię, aby zadzwonić i zapytać jaka zapadła decyzja... Intuicyjnie czuję, że już wyskrobali...
Życie jest cholernie skomplikowane!