Nie wstydzę się ,ale u nas blisko nie ma takich terapii albo ja nic o tym nie wiem ,szukałam na necie i nic nie znalazłam .
Podobne tematy
Witam serdecznie po długiej przerwie.Nie mogłam uporać sie zproblemami,odebrano mi rencine,juz nie chodzi o kase ale fakt 15lat uznawali mnie za chora nagle cudowne uzdrowienie.Juz od czerwca ,,walcze,,z zus-em,22.08.mam dostać orzeczenie?
Roxana piszesz ,że jestes samotna wsród ludzi,jesdynie psiaczki koja Twoja samotnosc i smutek jak i wspomnienia z dziecinstwa.Bardzo podobnie przezyłam swoje zycie a i tak nic sie nie zmienił.Tez moja sunia 14latka jest moim jedynym szczerym przyjacielem-wszystkim...Przeżyłam jakos to życie,ale juz chwilami wysiadam'',nie mam checi walczyc,zbiegać o wszystko jestem juz totalnie zmeczona.Wiesz nawet pisac niemam sił,jestem wypalona,znerwicowana wlasciwie mam doła.Przetrwam to jakoś bpo sama jestem w domu i mam swiety spokój od marudzenia męża.Jedynie mama zadręcza mnie telefonami.Jest w podeszłym wieku,ale werwy ma więcej niz nastolatka,a potrafi zamęczyc gdaniem.Czemu tak sie to zycie uklada,jak pod górke to z kazdej strony.Moja przjaciółka tez chwilowo''zapomniała o mnie i niemam z kim porozmawiac tak od serca.Od 2 tygodni właściwie nie rozmawiam z nikim,zmuszam sie do jakiejkolwiek rozmowy,cos mnie przyblokowało.Pozdrawiam cieplutko.Razem damy radę. ![]()
Cześć EMI ! Mi tez już się nawet pisać nie chce , koleżanka moja tez się nie odzywa . Moja niemoc trwa dłużej niż zwykle , bardzo chcę się wsiąść za życie , ale co się podniosę to znów upadam , a mam już dosyć tych upadków. Mój mąż nie może zrozumieć co się ze mną dzieje ,albo nie chce zrozumieć . Oznajmiłam mu już raz i więcej nie mam sił tłumaczyć , że sama juz nie daje rady . Źle się czuję nie tylko psychicznie ale również fizycznie , życie we mnie gaśnie z dnia na dzień i nikt z bliskich tego nie rozumie . Mam doła emocjonalnego , pytałam siostry jak sobie z tym radzić ,ona niestety nic nie wie na ten temat , powtarza tylko ciągle żeby nie myśleć o problemach , a jak tu nie myśleć skoro stare problemy ciągle są a nowe napływają . Może jakbym gdzieś wyjechała ,odpoczęła i miała kontakt z ludźmi wszystko wróciło by do normy , niestety nie mogę zostawić dzieci ,domu ,moich czworonożnych kumpli.
Ale nie dajmy się dziewczyny naszej samotności ,walczmy razem !
jet sobotnie popołudnie... zdąrzyłam wrócic z przejażdżki z dziewczynami, a męża nie ma i nie bylło cały dzień... był na górze... teraz jak wróciłam do domu toczuć zapach jego perfum.... wyszedł.... nie wiem gdzie, nie wiem z kim... niby zajęłam sobie dzień i dziewczynkom, ale boli mnie że on nie spędził z nami tak pieknego, słonecznego dnia.....
mam dzieci a mimo to czuje sie samotna znów bez niego... docszłam na terpi do tego że kocham nie męża jakiego mam, tylko kocham wyobrażenie o nim, kocham to, jakim chcialabym go mieć, a nie takiego jakiegomam...
i teraz musze sie głębok zastanowic ;czy chce tak zyć, czy tego potrzebuję, bo mój mąz wcale nie chce sie zmieniać... chce robic to ,co robi bo mu to pasuje... pic też będzie bo lubi....
a ja nie chcę odejśc z tego domu bo to jest mój dom... tu jest moje mieszkanie...
cięzko mi , musiałam sie wygadać.... ale jak widzę innych jak sobie chodza przytuleni, jak sie szanują, to czuje zazdrość, bo ja tez tak bym chciała..........................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
Dziewczyny mysle ze nasi Panowie to zimne dranie i tylko oni jak maja kłopot to swiat się wali na głowe a my to pikus przy ich problemach ?? .Ja juz się do tego znieczulenia przyzwyczaiłam a jak juz nie moge sobie poradzic to wyruszam i cos kukuje nawet kiedy po czasie dojde do wniosku że tego nie potrzebuje i jest zbyteczne ale jakos musze odreagowac jego znieczulicę .A jak popiszę z wami to jakos lzej na duszy Pozdrawiam
71 2009-08-18 11:14:12 Ostatnio edytowany przez Karolina_Tralina (2009-08-18 11:14:48)
Rozumiem Waszą samotność w związku dziewczyny, ja mam męża a nigdy się z nim nie kochałam, stanowimy tzw.białe małżeństwo, jedna wielka lipa i nikt nie ma odwagi tego uciąć, bo przecież wiara, bo się kochamy itd....Samotna jestem od zawsze, znam dobrze ucisk w "dołku" a marzenia o wielkiej miłości i dziecku w przyszłości włożyłam między bajki, mnie to szczęście nie jest dane i będzie tylko ból do samego końca....
Czy to oznacza, że nigdy z nim nie współzyłaś?? ile jestescie po slubie???
i jak to sie dzieje że tak jest??? czy żadne z Was nie ma odwagi zrobic tego pierwszego kroku, czy sa jakies inne powody, dla których nie jesteście w stanie spełnić obowiązku małżeńskiego , czyli posiadanie pełnej rodziny czyli dzieci...
napisz cos więcej Karolino-Tralino ![]()
u mnie sie zmienia... nie rozmawiam z mężęm od kilku dni... pił, do tego nie miał czasu dla mnie i dzieci-żadna nowość... ale jest zły bo przywiozłam dziewczynkom kotka do domu... zły? to mało powiedziane,jest wściekły bo nie lubi kotów... i teraz drzemy koty o kotka ![]()
nawet wyprowadził sie spac do drugiego pokoju...
a tak sie zarzekał że tego nie zrobi ....
buziaki Kobiety!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! dzisiaj mam dobry humor...
Karolina_Tralina- też jestem ciekawa dlaczego nigdy się nie kochałaś z mężem , przecież to wasze małżeństwo jest nie ważne bo nie zostało skonsumowane, a może twój mąż jest gejem? Nie rozumiem! Jak można kochać kogoś a nie współżyć z nim ? Możesz nas jakoś oświecić ?
Co do naszych mężów anniko80 to myślę ,że my już ich nie zmienimy , musimy dawać sobie same radę . Powiedz mi tylko dlaczego twój mąż wychodzi gdzieś bez ciebie uperfumowany?
I masz rację co do miłości , chcemy kochać swoich mężów przez wyobrażanie sobie jakimi by mogli być , a tak naprawdę to łączy nas z nimi tylko przywiązanie i dzieci. Ja już postanowiłam nie liczyć na męża , sama znów będę sobie radzić . Czasem mój mąż jak nie chce z nim spać to mnie straszy że pójdzie na dziewczynki , a ja mu na to że jak tylko ma ochotę to niech sobie idzie byle dbał o swoje dzieci , ja i tak się nie liczę . On już zapomniał ,że jestem atrakcyjną kobietą , że ja też mogę sobie poszukać bratniej duszy w innym facecie , ale ciągle czekam na powrót jego rozumu . Wybieram się ze znajomymi na dyskotekę , oczywiście namawiam go żeby pojechał z nami ,ale on nie chce , mówi żebym sama pojechała . Pojadę jak tylko znajomi mnie zabiorą chociaż wiem ,że później będzie mi to wypominał przez rok. Ale cóż , on robi co chce , to ja też chociaż sobie potańczę , pośmieje się , bo w moim domu uśmiech to unikat.
Rozumiem Waszą samotność w związku dziewczyny, ja mam męża a nigdy się z nim nie kochałam, stanowimy tzw.białe małżeństwo, jedna wielka lipa i nikt nie ma odwagi tego uciąć, bo przecież wiara, bo się kochamy itd....Samotna jestem od zawsze, znam dobrze ucisk w "dołku" a marzenia o wielkiej miłości i dziecku w przyszłości włożyłam między bajki, mnie to szczęście nie jest dane i będzie tylko ból do samego końca....
chyba nie jest tak do końca jak piszesz tutaj.w innym poscie wyznałaś że to ty nie chcesz zbliżenia z mężem iże masz kogoś innego uwielbia Cię ale posiada rodzinę idwoje dzieci.
Powiedz mi tylko dlaczego twój mąż wychodzi gdzieś bez ciebie uperfumowany?
Do tego to ja mu je kupuję... a ta ostatnia pieknie pachnie!!!!
on ogólnie lubi pachniec bo wie, że ja bardzo lubie go własnie takiego -pachnącego... i perfumuje sie tymi ode mnie , choć ma takie które sam sobie kupuje to jednak wybiera ode mnie...
a gdzie idzie?? przeważnie na cpn na piwo... mieszkamy na wsi... tu nie gdzie pójśc... czasem pojedzie do miasta ale to przeważnie jak ma zawieśc gdzieś ziemniaki do sklepu....
czasem , ale to naprawde sporadycznie pjedzie gdzieś z kolegami na keba czy pizzę... od kąd wróciłam nie był nigdzie poza naszą wioseczka... tu ma najbliżej by sie napić, pograc na maszynie...
od niedzieli spi w salonie na kanapie... choc zarzekał sie, że tam nie pójdzie... nie rozmawiamy... ale też nie słysze obelg, wyzwisk, mam spokój, tylko juz zaczyna mi brakowac jego w łóżeczku... ale nie chce sie poddawać...
wiem, że on czeka aż ja do niego podejde , albo w nocy wskocze do niego pod kołderke - zawsze tak robiłam ... teraz nie chce tego spiepszyc... może to da mu do myslenia, że mnie jednak przeszkadza to co on robi...
tydz. temu powiedział, że zmieniłam sie od kąd zaczęłam cos w komputerze mieszac i czytać, że pomieszałao mi sie przez to w głowie...
nie wierzy i nie chce w to wierzyc, że on postepuje niedobrze wobec mnie i dzieci, a ja mam tego juz dosyc...
po tyg. milczenia zaczynam przyglądac się swoim problemom i słabym stronom... chciałbym , by i on przyglądna sie sobie przez okres milczenia... ni chcę mu w tym przeszkadzać... zawsze to robiłam, tym razem chę wytrzymac do momentu kiedy to on powie DOSYĆ
a wtedy to ja juz będe wiedziała co mu powiedzieć...
jestem samotna - mimo że mam męża... wieczory spędzam z dziecmi... posiedze z Wami na forum... przed snem czytam różne poradniki juz po któryś raz z kolei... a mąz jest gdzies obok i tak samo jak ja nie chce zrobic pierwszego kroku... z tą różnica że ja nie zrobiłam nic złego...
a on pije, ubliża i jeszcze zwala cała winę za to na mnie...
dobrze że wiem ,że co WCALE nie jest moja wina...
wiesz ja nie mogłabym uprawiać seksu z kimś kto mnie poniża i nie szanuje.Trzeba miec szacunek dla własnego ciała.
Karolina_Tralina napisał/a:Rozumiem Waszą samotność w związku dziewczyny, ja mam męża a nigdy się z nim nie kochałam, stanowimy tzw.białe małżeństwo, jedna wielka lipa i nikt nie ma odwagi tego uciąć, bo przecież wiara, bo się kochamy itd....Samotna jestem od zawsze, znam dobrze ucisk w "dołku" a marzenia o wielkiej miłości i dziecku w przyszłości włożyłam między bajki, mnie to szczęście nie jest dane i będzie tylko ból do samego końca....
chyba nie jest tak do końca jak piszesz tutaj.w innym poscie wyznałaś że to ty nie chcesz zbliżenia z mężem iże masz kogoś innego uwielbia Cię ale posiada rodzinę idwoje dzieci.
Też o tym przeczytałam...
ale znam osobe, która będąc w związku z mężczyzną kilka lat tez nie współżyła z nim mimo, że próbowali wiele razy... też odczówała ból a co za tym idzie strach... kochali sie bardzo, zaręczyli sie ale do niczego nie doszło... ani do slubu , ani do zbliżenia...
ta osoba poznała kogos innego, zakochałi sie w sobie... dziś są małżeństwem, a za kilka miesięcy przyjdzie na świat maluszek na którego czekali dosyc długo....
mysle, że jest to jakas blokada, strach... może Karolina-Tralina nie jest az tak bardzo związana emocjonalnie ze swim mężem...
mimo,że go kocha nie może lub nie potrafi otworzyć sie przed nim... a tu najważnieja=sza sprawą jest komunikacja między nimi i całkowite zaufanie... a tego chyba u nich brakuje...
natomiast z mężczyzna z którym sie obecnie spotyka może rozmawiac o wszystkim . nie ma przed nim zachamowań... on przed nia też... on ma pewnie jakies zawirowania w swoim małżeństwie i Krolinie opowiada o tym , a on przy tym mówi duzo o sobie... tylko co będzie jakon jednak ocknie sie i zobaczy że jednak to żone kocha i zieci...
Karolino-Tralino, mysle, że powinnas porozmawiać z mężem o tym i zacząć sie zajmowac się swoim małżeństwem... może jakas wizyta u seksuologa wam by pomogła... jeżeli tylko Ci na tym zalezy to próbuj, bo nie sztuka wpiepszyc sie w cos co będzie może odbijac sie na całym twoim zyciu... ten człowiek ma dzieci, pomysl o tym... chyba że on jest po rozwodzie... to zmienia juz sytuację.
uuuuf ale sie rozpisałam...
tak masz rację... ale jestem człowiekiem i potrzebuje tego jak każda normalna kobieta...
mój mąz potrafi byc dobry, ale jak wódka uderza mu do głowy, lub jej brak zaczynaja sie probelmy...
pasuje do tego wszystkiego napisac ,że on był moim pierwszym mężczyzna i jedynym... on mnie nauczył być prawdziwą kobieta... wprowadził mnie w świat seksu i miłych doznań... był cierpliwy, delikatny, czuły... też nie byłam osoba która po tyg, wylądowała u niego w łózku... może to nie krótko ani nie długo ale po 8 miesiącach od kąd zaczęlismy chodzic ze soba, oddałam mu sie całkowicie, bez żadnych zachamowań... był to mój pierwszy raz i miałam wtedy 20 lat...
wczesniej miałam kilku chłopaków ale z żadnym do niczego nie doszło...
Ja
to nie jest tak że takie kobiety jak my się nie szanujemy, to nas mężczyżni nie szanują... nie umieja , może ni chcą... myslisz że libimy być poniżane czy nieszanowane przez swoich mężów... NAPEWNO TAK NIE JEST ...
nawet nie zdajesz sobie sprawy ile każda z nas wylała łeż słysząc takie słowa czy gesty... chciałybysmy by było inaczej , by nasi mężowi sie zmienili, by zobaczyli jaką maja fajna zone,,, ale oni maja klapki na oczach... a my nie chcemy od nich odchodzic kochamy ich ,, za cos'' i chcemy byc z nimi, ale takimi, jakimi mamy o nich wyobrażenie.... czyli dobrymi....
często słysze od ludzi, nawet mi bliskich; ,, zrób tak czy tak''' ale ten, kto nie ma takiej sytuacji w swoim zyciu, nie wie jak to jest radzic sobie z taka sytuacją... to jest chore - wiem ale dlaosób mających takieproblemy jak ja , wydaje sie to normalne bo maja w domu to samo...
ty sobie bys na to nie pozwoliła, inna powie jam mam teoche lepiej, a jeszcze inna ja mam o wiele gorzej.... ile kobiet tyle różnych sytuacji zyciowych dobrych lub złych...
uważam, że szanuję siebie... a czy ktos mnie szanuje czy nie to jest jego sprawa... dodam jeszcze, że jak zapytałam męża czy uważa, że mnie szanuje odp. że tak... a jak zapytałam co dla niego znaczy szanować , nie umiał mi odpowiedzieć...
może dla takich osób, szanowac znaczy cos zupełnie innego niz dla mnie czy dla Ciebie...
Roxana napisał/a:Powiedz mi tylko dlaczego twój mąż wychodzi gdzieś bez ciebie uperfumowany?
Do tego to ja mu je kupuję... a ta ostatnia pieknie pachnie!!!!
on ogólnie lubi pachniec bo wie, że ja bardzo lubie go własnie takiego -pachnącego... i perfumuje sie tymi ode mnie , choć ma takie które sam sobie kupuje to jednak wybiera ode mnie...
a gdzie idzie?? przeważnie na cpn na piwo... mieszkamy na wsi... tu nie gdzie pójśc... czasem pojedzie do miasta ale to przeważnie jak ma zawieśc gdzieś ziemniaki do sklepu....
czasem , ale to naprawde sporadycznie pjedzie gdzieś z kolegami na keba czy pizzę... od kąd wróciłam nie był nigdzie poza naszą wioseczka... tu ma najbliżej by sie napić, pograc na maszynie...od niedzieli spi w salonie na kanapie... choc zarzekał sie, że tam nie pójdzie... nie rozmawiamy... ale też nie słysze obelg, wyzwisk, mam spokój, tylko juz zaczyna mi brakowac jego w łóżeczku... ale nie chce sie poddawać...
wiem, że on czeka aż ja do niego podejde , albo w nocy wskocze do niego pod kołderke - zawsze tak robiłam ... teraz nie chce tego spiepszyc... może to da mu do myslenia, że mnie jednak przeszkadza to co on robi...
tydz. temu powiedział, że zmieniłam sie od kąd zaczęłam cos w komputerze mieszac i czytać, że pomieszałao mi sie przez to w głowie...
nie wierzy i nie chce w to wierzyc, że on postepuje niedobrze wobec mnie i dzieci, a ja mam tego juz dosyc...po tyg. milczenia zaczynam przyglądac się swoim problemom i słabym stronom... chciałbym , by i on przyglądna sie sobie przez okres milczenia... ni chcę mu w tym przeszkadzać... zawsze to robiłam, tym razem chę wytrzymac do momentu kiedy to on powie DOSYĆ
a wtedy to ja juz będe wiedziała co mu powiedzieć...jestem samotna - mimo że mam męża... wieczory spędzam z dziecmi... posiedze z Wami na forum... przed snem czytam różne poradniki juz po któryś raz z kolei... a mąz jest gdzies obok i tak samo jak ja nie chce zrobic pierwszego kroku... z tą różnica że ja nie zrobiłam nic złego...
a on pije, ubliża i jeszcze zwala cała winę za to na mnie...
dobrze że wiem ,że co WCALE nie jest moja wina...
I tak trzymaj , nie rób pierwszego kroku , źle go nauczyłaś , więc on myśli że ma rację . On chyba naprawdę nie wie co to szacunek , chyba sam siebie tylko szanuje . Powiedz mu że szacunek oznacza dbałość o żonę w takim samym stopniu jak o siebie samego . Co do tego ,że pije i wyzywa to powiem ci ,że ja nie potrafiłam bym uprawiać sexu z takim jegomościem , ohyda , obrzydzenie a po sexsie wstręt do samej siebie , dlatego mój mąż często nie dostaje tego co by chciał.
tak masz rację... ale jestem człowiekiem i potrzebuje tego jak każda normalna kobieta...
mój mąz potrafi byc dobry, ale jak wódka uderza mu do głowy, lub jej brak zaczynaja sie probelmy...
pasuje do tego wszystkiego napisac ,że on był moim pierwszym mężczyzna i jedynym... on mnie nauczył być prawdziwą kobieta... wprowadził mnie w świat seksu i miłych doznań... był cierpliwy, delikatny, czuły... też nie byłam osoba która po tyg, wylądowała u niego w łózku... może to nie krótko ani nie długo ale po 8 miesiącach od kąd zaczęlismy chodzic ze soba, oddałam mu sie całkowicie, bez żadnych zachamowań... był to mój pierwszy raz i miałam wtedy 20 lat...
wczesniej miałam kilku chłopaków ale z żadnym do niczego nie doszło...Ja
to nie jest tak że takie kobiety jak my się nie szanujemy, to nas mężczyżni nie szanują... nie umieja , może ni chcą... myslisz że libimy być poniżane czy nieszanowane przez swoich mężów... NAPEWNO TAK NIE JEST ...
nawet nie zdajesz sobie sprawy ile każda z nas wylała łeż słysząc takie słowa czy gesty... chciałybysmy by było inaczej , by nasi mężowi sie zmienili, by zobaczyli jaką maja fajna zone,,, ale oni maja klapki na oczach... a my nie chcemy od nich odchodzic kochamy ich ,, za cos'' i chcemy byc z nimi, ale takimi, jakimi mamy o nich wyobrażenie.... czyli dobrymi....
często słysze od ludzi, nawet mi bliskich; ,, zrób tak czy tak''' ale ten, kto nie ma takiej sytuacji w swoim zyciu, nie wie jak to jest radzic sobie z taka sytuacją... to jest chore - wiem ale dlaosób mających takieproblemy jak ja , wydaje sie to normalne bo maja w domu to samo...
ty sobie bys na to nie pozwoliła, inna powie jam mam teoche lepiej, a jeszcze inna ja mam o wiele gorzej.... ile kobiet tyle różnych sytuacji zyciowych dobrych lub złych...uważam, że szanuję siebie... a czy ktos mnie szanuje czy nie to jest jego sprawa... dodam jeszcze, że jak zapytałam męża czy uważa, że mnie szanuje odp. że tak... a jak zapytałam co dla niego znaczy szanować , nie umiał mi odpowiedzieć...
może dla takich osób, szanowac znaczy cos zupełnie innego niz dla mnie czy dla Ciebie...
jest takie powiedzenie,że jeżeli szanujesz siebie inni też będą Cie szanowali. Oczywiscie to Twoja sprawa. Ja tylko napisałam jak ja pojmuję szacunek dla samej siebie. Nie oddałabym sie komuś kto nie ma dla mnie szacunku.
Mój mąż tez nie ma kiedy chce... chodzi o to jak chleje to nawet niech nie patrzy w moją strone...
pisałam o tym juz ,że od kąd wróciłam do niego seks stał sie czyms miłym i fajnym... wczesniej tak nie było... robiłam to dla swietwego spouju... wtedy naprawde siebie chyba nie szanowałam .... bardziej dbałam o jego przyjemnośc niż swoją... może nawet o swoja wogóle... teraz było inaczej... było???? bo znów sie popiepszyło!!!!!!!!!!!!!! patrząc na to z perspektywy czasu dochodze do wnoisku ,że było to tylko zmylenie mnie że niby będzie lepiej... a jak juz zobaczył, że ja jestem za nim (jak zawsze zreszta było) zaczą odgrywać swoją role jak dawniej... ja jednak to juz nie ta sama annika... o nie... znam swoja wartośc i wiem że jestem warta szacunku jak każdy człowiek ... a jego niepowodzenia zyciowe to nie moja wina... ja w tym udziału nie miałam i nie mam...
powiem tak ; lubie z nim sie kochac jak jest trzeźwy, jest moim mężem(takim a nie innym, ale mężem) potrzebuje tego i nie mam zamiaru ani ochoty szukac gdzieś przygód bo to mi nie jest potrzebne!!!!!!!!!!!!!!!!! mam jego, więc jak będe miec ochote na seks to zrobie to z nim .... oczywiście nie wtedy kiedy jest pod wpływem alkoholu... wiem jak go podejśc by czerpać z tego przyjemność.... teraz to ja gram w tym pierwsze skrzypce....
jeżeli chodzi o szacunek.... człowiek który pije, wyzywa nie ma do niogo szacunku a przede wszystkim do siebie... to prawda tez,że jak sama sobie nie dasz szacunku to nikt Cie nie będzie szanował...
mysle że gdybym siebie nie szanowała to nikt by mnie nie szanował!!!
a prawda jest taka,że mój mąz jedynie nie umie tego okazać... wielu ludzi których znam szanuje mnie i to co robie i czego nie robie...
nie umiem tego tak do końca wytłumaczyć...
tak jak o tym teraz mysle i pisze to faktycznie mój mąz nie umie mnie szanować,ale wyniósł to z domu... nie szanuje nikogo, nawet matki która życie by za niego oddała... tez jej ubliża, choć mówi że nie pozwoli nigdy jej skrzywdzić... jego tata tez nie nauczył jego szacunku ani do matki a tym bardziej do samego siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!
może jest jakis dobry przepis na to by mąz szanował swoją żonę.... bo ja juz wypalam sie jak czytam takie rzeczy.... szanuję siebie!!! czy to znaczy,że nie mogę w nocy przytulic sie do męża??? czy to znaczy że nie mam prawa do kontaktów seksualnych z mężczyzną, z mężem , bo inny nie wchodzi w gre...
jestem kobieta i potrzebuje jak każda z nas czułości, bliskości...
Roxana wiem że nie masz na to ochoty po całym takim posranym dniu... tez tak miałam ...ale cos sie zmieniło... kiedys nie potrzebowałam tego tygodniami, teraz tydź. to dla mnie za długo...
pokazał że umie być kochanym facete-pisalam o tym.... jednak znów cos sie popiepszyło... znów alkohol gra u niego pierwsze skrzypce!!!!
dobra dziewczyny, zaczynam sie rozklejać... cos we mnie pęka...
szlak mnie trafia że mój mąz to taki dupek.......
annika 80 jesli w jakis sposób przyczyniłam sie do tego "rozklejania sie" przez ciebie to wybacz.Najmniej mi o to chodziło. Gdybym znalazła złota rybkę jednym z trzech życzeń byłoby " Niech annika odkocha sie w swoim chlopie, pozna faceta który bedzie kochał i szanował ją i dzieci.I zapomni o tamtym pijaku który nie wie jaki skarb ma qw domu" Przeczytałam wszystkie Twoje posty. zasługujesz na wielkie szczęście przy boku NORMALNEGO ZDROWEGO mężczyzny.
dziekuje Ja
.... to troszeczke czasu Ci to zajęło....
widzisz a ja wolalabym by ta Twoja złota rybka zamieniła mojego męża w dobrego, normalnego i zdowego mężczyznę....
widzisz ???? ja go kocham i myslę że jeszcze znajde te złotą rybkę... a może Tobie sie uda!!!!
dzieki za słowa otuchy........ dobrze jest miec kogos po sojej stronie mimo,że ma sie odmienne zdanie.... ale ciężko jest na to tak popatrzec , gdy sie tego nie przezywa...
pozdrawiam
Nie mam nikogo innego, po prostu dopadło mnie uczucie do innego mężczyzny ale ja z nim nie jestem, nawet nie miałam z nim zbliżenia! Z jednej strony mąż i non consumato, z drugiej strony prawdziwe uczucie ale niespełnione bo facet zajęty. To jest dopiero samotność, tony wylanych łez, uwierzcie mi.
annika80- wiesz kochana masz rację , my kochamy swoich mężów , nawet ich złe nawyki . Twój mąż pije i wyzywa , a mój nie pije i nie pali , więc jak wytłumaczyć to ,że często zachowuje się jak idiota ? Jedynym wytłumaczeniem to to ,że mają paskudne charaktery . Nie potępiam cię za to że chcesz się tulić do męża i kochać się z nim , bardzo dobrze że masz na to ochotę , bo ja owej nie mam , robię co muszę , no czasem mam tam jakieś małe potrzeby , ale jestem tak zablokowana ,że nie potrafię się wyluzować , a co dopiero jak sobie przypomnę jaki był dla mnie wredny .
Teraz jest dla mnie dobry i uczynny , a dlatego że zaczęłam być kobietą ,już nie wyręczam go w pracach w domu . To ja byłam matką i ojcem dla swoich dzieci a teraz ustępuję mu pola, czasem się jeszcze ociąga ,ale widzę ,że zaczyna mu to sprawiać przyjemność jak czuje się panem w domu a nie gościem . Mam tylko jeden problem teraz , on nie chce nigdzie z domu wychodzić lub wyjeżdżać np. w weekendy , więc , jadę sama a on zostaje z dziećmi . Oczywiście ma później zawsze jakieś ale , ale wie że to jest jego wybór . Tak ,że powolutku naprawiam swojego męża .
Nie mam nikogo innego, po prostu dopadło mnie uczucie do innego mężczyzny ale ja z nim nie jestem, nawet nie miałam z nim zbliżenia! Z jednej strony mąż i non consumato, z drugiej strony prawdziwe uczucie ale niespełnione bo facet zajęty. To jest dopiero samotność, tony wylanych łez, uwierzcie mi.
Ja ci wierzę , ale może nie zakochałaś się tylko zauroczyłaś , wiele kobiet tak ma . Niestety serce cierpi a dusza rozdarta .
ooooooooooooo Roxana
widze że wziełas sprawy w swoje ręce... super... mam nadzieje że w końcu sie Wam uda i seksik ,,w końcu'' sprawi Tobie przyjemność...
JA z mężem nie spię od 2 tyg... a od 3 nie współżyjemy... jakos wytzrymałam... ale pije co dzień.... a nachlany jest 3 razy w tyg . albo i wiecej.... dobrze że śpi w drugim pokoju to przynajmiej soie wysypiam... ale widze że jest mu juz nie ponosie, bo nie ide po niego-jak kiedyś, nie odzywam sie do niego, a jego juz trafia i ostatnio wyładował na mnie całą tgo swoją złość... jako dobry człowik ma kiedy chce i jak chce-teraz posci, no i ja też... ale juz nie ciągnie mnie do tego, tak jak ciebie, jak napatrze sie natę jego zapitą gębę to mam dosyć... biore książeczke i sobie czytam...
podoba mi sie jeszcze u Ciebie to że zostawiasz dzieci z nim i sobie gdzieś jedziesz... ja przeważnie biore je ze soba.... jakos nie mam sumienia zostawic ich z nim... boje się że sie napije, a one sie go boją.... zreszta one nawet by z nim nie zostały... mimo że to ja jestem ty surowszym rodzicem w kwestii wychowania, to jednak dziewczynki są za mna bardzo...
Znam Anniko takich ojców jak twój mąż , dzieci nie powinny widzieć go w stanie wskazującym na spożycie bo tracą wiarę w siebie i szacunek do ojca , weź powiedz mu to to może szybciej wytrzeźwieje . O ile zależy mu bardziej na rodzinie niż na piwku czy secie . Jak się nie poprawi to jego strata , wszystko co najlepsze przejdzie mu koło nosa . Uparciuch z niego , ale ty masz być bardziej uparta , jak się chce kochać z tobą to niech przeprosi i będzie trzeźwy . Kurcze nie znoszę pijaków , mój teść jest alkoholikiem i szwagierki też sobie nie odmawiają . Twój mąż nie zdaje sobie sprawy ,że większą krzywdę robi sobie niż tobie , omija go to wszystko co kiedyś mógłby mile wspominać .
A co do mojego lubego , to zostawiam z nim dzieci , ale żebyś wiedziała , że to one go czasem pilnują zwłaszcza córka . Jak pali w centralnym to tak ,że przeważnie wodę gotuje , parę razy o mało piec nie wyleciał w powietrze , odgrzewając sobie obada przeważnie zasypia , więc córka czuwa nad tatusiem , bo syn to raczej taki sam jak ojciec. Ale już się z tym godzę , walczę tylko z moimi myślami . Dlaczego każdy człowieka zwłaszcza mężczyzna, nie może być odpowiedzialny za to czego się podejmuje?
Każda z nas ma tutaj swoje problemy ale moja sytuacja jes bez wyjścia.Odejśc od meża-tragedia,to oznaczałoby zerwanie kontaktów z całą rodziną,nie zniosłabym tego że wykręciłam im taki numer.Jestem osobą strasznie wrażliwą,każde złe słowo rani mnie do żywego,ja daję się ranić ale innym tego nie zrobię...Być z faceem żonaym?Nie.Nawet gdyby był rozwód nie zniosłabym na swoich barkach tego ciężaru psychicznego, że komuś rozwaliłamrodzinę. Pozostaje dać sobie w łeb bo w przeznaczenie ja już nie wierzę...
90 2009-08-28 14:23:33 Ostatnio edytowany przez Roxana (2009-08-28 14:29:09)
Karolina_Tralina , jeśli nie chcesz odejść od męża ,naucz się żyć tak żebyś nie cierpiała . Jestem wrażliwa tak jak ty , a raczej byłam , przestałam przyjmować obelgi , walczę o swoje racje czasem nawet nic nie mówiąc , a rodzina zaczyna rozumieć . Nie dajmy się poniżać , bo to byłby błąd ,nasz błąd.
Ja jestem troszkę zwariowana , wiem o tym i czasem długo myślę nad tym co mam zrobić , teraz wiem ,że mój zwariowany charakterek to moja droga do życia .Olać wszystkie problemy , co nam to da ,że ciągle się zamartwiamy ? A po za tym większość problemów przeważnie samo się rozwiązuje!
A co do tego żonatego faceta , to nawet cię rozumiem , tylko że krzywdzisz przede wszystkim siebie , przełam się , weź się upij , albo stwórz romantyczny nastrój ,a wtedy może z mężem się uda zbliżenie tak jak trzeba . Czasem trzeba czasu ,żeby zrozumieć iż kocha się kogoś nie widząc o tym , bo myśli zaprzątamy sobie innymi sprawami.
witajcie!!!!
Juz dwa tyg. śpie sama... dopada mnie juz wszystko pomału... tęsknię...
ale uczę sie życ przy nim-ale obok... zajmuje sie soba i dziewczynkami... fakt , brakuje mi w tym wszystkim wlasnie jego... brakuje mi czułosci, dobrego słowa ... wiem że od niego tego - póki co nie dostane- jest zaparty a ja jeszcze bardziej...
Dziewczyny, obęłam taką taktyke, będe żyć obok niego, będe sie uśmiechać, bo jak większości z nas trudno mi odejśc,(( w sumie to dlaczego mam to zrobic przecież to nasze mieszkanie...))... będę dbać o dzieci, dom o siebie... przyjdzie taki dzień, zaswieci dla mnie słoneczko i dla Was też... jeszcze powiemy sobie,że przezyłysmy trudne chwile a teraz jest wspaniale..
rozmawiałam wczoraj z moja terapeutką... mówi,że zdrady rodzą sie w głowie... to brak szacunku, miłosci, czułości rodzi w nas potrzebę bycia kochaną, podziwiana... mimo, że tego nie chcemy często o tym marzym,y by spotkac takiego faceta, który spełnił by nasze oczekiwania choć w małym stopniu.... często sie zdarzają wtedy romanse...
kiedy mąz zacznie widzieć swoje złe zachowanie zaczyna sie zmieniać, jest czesto za późno.... kobieta ma dosyc... facet zostaje sam...
nie wiem co czeka mnie, ciebie, czy ciebie... ale nie powiem że nie myslałam o tym... i to mnie jakos trzyma...że prędzej czy później będzie mi dobrze w tym życiu...
Najbardziej bym chciała mojego męża, by był taki o jakim marzę... jeżeli on nie będzie chciał sie zmienic w czasie, jaki jest dla niego przeznaczony (a nie wiem czy sa to dni, miesiące czy lata) mysle, że zjawi sie ktos kto zadba o mnie i dzieci tak jak tego potrzebuję...
Jednak najbardziej pragne, by właśnie ta osoba, był mój mąż !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Weekend własnie sie zaczął... siedzę jak zwykle z Wami... nie powiem, że sie nudzę, i że nie lubie Waszego towarzystwa, nawet bardzo lubie tu zaglądać,ale wolałabym ten czas spędzic z moim mężem ...
wiecie jakąś godz. temu wykapał się i pojechał gdzies samochodem... nie pytałam się, ale scisnęło mnie w piersiach bardzo, wiem że pojechał gdzies do miasta... z kim nie wiem , gdzie teznie wiem... bije sie z myslami, ale jaos to musze znieść... wiem że on toi robi specjalnie by zmusic mnie do tego bym, pierwsz zaczęła z nim rozmawiać...
wypiłam melisę... scisk w piersiach mina, ale nie mysli... trochę mnie to denerwuje, nie chcę by zrobił cos głupiego... boje sie tego...
widzicie ze mna od kąd wróciłam do niego nie był nigdzie, nie chciało mu się, a teraz pojechał sam jak kawaler!!!!!!
mam ochote zrobic to samo, wsiąśc w samochód i pojechać gdzieś, by i jego trafiało od srodka!!!
nie wiem czy zapytam oto gdzie był i co robił.. ale wiem że zrobił to by mnie zdołować... ostatnio jak był pijany w nerwach powiedziałam mu ,że bzyka mnie ktos kto mnie szanuje...
on zastygł.... nic z tego dnia nie pamieta, to jednak tak... powiedziałam tam by mu dopiec, a jest to nieprawda... nie zrobiłam nic podobnego... za bardzo go kocham.... choć przyznam, że mam takie mysli by znalazł się ktos kto da nam szczęscie... mnie i miom dzieciom...
ale póki co chcę ratowac to małżeństwo, ratowac męża alkoholika...
Weekend własnie sie zaczął... siedzę jak zwykle z Wami... nie powiem, że sie nudzę, i że nie lubie Waszego towarzystwa, nawet bardzo lubie tu zaglądać,ale wolałabym ten czas spędzic z moim mężem ...
wiecie jakąś godz. temu wykapał się i pojechał gdzies samochodem... nie pytałam się, ale scisnęło mnie w piersiach bardzo, wiem że pojechał gdzies do miasta... z kim nie wiem , gdzie teznie wiem... bije sie z myslami, ale jaos to musze znieść... wiem że on toi robi specjalnie by zmusic mnie do tego bym, pierwsz zaczęła z nim rozmawiać...
wypiłam melisę... scisk w piersiach mina, ale nie mysli... trochę mnie to denerwuje, nie chcę by zrobił cos głupiego... boje sie tego...
widzicie ze mna od kąd wróciłam do niego nie był nigdzie, nie chciało mu się, a teraz pojechał sam jak kawaler!!!!!!
mam ochote zrobic to samo, wsiąśc w samochód i pojechać gdzieś, by i jego trafiało od srodka!!!
nie wiem czy zapytam oto gdzie był i co robił.. ale wiem że zrobił to by mnie zdołować... ostatnio jak był pijany w nerwach powiedziałam mu ,że bzyka mnie ktos kto mnie szanuje...
on zastygł.... nic z tego dnia nie pamieta, to jednak tak... powiedziałam tam by mu dopiec, a jest to nieprawda... nie zrobiłam nic podobnego... za bardzo go kocham.... choć przyznam, że mam takie mysli by znalazł się ktos kto da nam szczęscie... mnie i miom dzieciom...
ale póki co chcę ratowac to małżeństwo, ratowac męża alkoholika...
to straszne, To Ty tak cierpisz przez męża...Chyba nie jest Ciebie wart.
Ech Annika, on nie jest godzien Twojej miłości.
Nawet jakbym po trochu czytała swoją historię....
Wiesz, wydaje mi się, że trudno jest jednak żyć z kimś, ale obok niego. Wtedy cierpimy najbardziej i wiele sytuacji jest dla nas niezrozumiałych-np chociażby to, że nasza najdroższa, najukochańsza osoba postępuje tak aby sprawić nam ból i przykrość. Ja obok męża żyłam chyba 2 miesiące, aż spakowałam jego rzeczy.....teraz nie ma go tu, od kolejnych 2 miesięcy, a ja jak czytasz w piątkowy wieczór siedzę tu-na forum i wiesz wcale mi źle z tym nie jest, mam spokój, nie ma tego, którego kocha(m)łam, ale jestem już wyciszona i spokojna, mimo, że nie wiem jak potoczy sie dalej moje życie-czy on wróci do mnie, czy jakoś to wszystko razem naprawimy....Tracę juz pomału nadzieję, ale nie myślę nad tym, chcę być szczęśliwa, kochana i nic więcej, a czy to będzie z nim-nie wiem. Więc i Tobie Anniko tego życzę: spokoju, bez ucisków w kladce piersiowej, szczęścia i miłości.......
witajcie!!!!
Juz dwa tyg. śpie sama... dopada mnie juz wszystko pomału... tęsknię...
ale uczę sie życ przy nim-ale obok... zajmuje sie soba i dziewczynkami... fakt , brakuje mi w tym wszystkim wlasnie jego... brakuje mi czułosci, dobrego słowa ... wiem że od niego tego - póki co nie dostane- jest zaparty a ja jeszcze bardziej...
Dziewczyny, obęłam taką taktyke, będe żyć obok niego, będe sie uśmiechać, bo jak większości z nas trudno mi odejśc,(( w sumie to dlaczego mam to zrobic przecież to nasze mieszkanie...))... będę dbać o dzieci, dom o siebie... przyjdzie taki dzień, zaswieci dla mnie słoneczko i dla Was też... jeszcze powiemy sobie,że przezyłysmy trudne chwile a teraz jest wspaniale..rozmawiałam wczoraj z moja terapeutką... mówi,że zdrady rodzą sie w głowie... to brak szacunku, miłosci, czułości rodzi w nas potrzebę bycia kochaną, podziwiana... mimo, że tego nie chcemy często o tym marzym,y by spotkac takiego faceta, który spełnił by nasze oczekiwania choć w małym stopniu.... często sie zdarzają wtedy romanse...
kiedy mąz zacznie widzieć swoje złe zachowanie zaczyna sie zmieniać, jest czesto za późno.... kobieta ma dosyc... facet zostaje sam...nie wiem co czeka mnie, ciebie, czy ciebie... ale nie powiem że nie myslałam o tym... i to mnie jakos trzyma...że prędzej czy później będzie mi dobrze w tym życiu...
Najbardziej bym chciała mojego męża, by był taki o jakim marzę... jeżeli on nie będzie chciał sie zmienic w czasie, jaki jest dla niego przeznaczony (a nie wiem czy sa to dni, miesiące czy lata) mysle, że zjawi sie ktos kto zadba o mnie i dzieci tak jak tego potrzebuję...
Jednak najbardziej pragne, by właśnie ta osoba, był mój mąż !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wiem ,że będzie ciężko... ale jak widzisz to co pisze wyżej jakos dodaje mi sił... jeszcze przyjdzie taki dzień,że będę szczęśliwa z mężem lub bez niego...
dobrze że chodzę na terapie bo pewnie by, juz oszalala..............
a ja tez chcialabym go spakować, ale gdzie pójdzie , na górę do mamy... a może to dobry pomysł
kto wie?? kto wie?!
Hej!!! dziewczyny nareszcie mam chwilkę by z wami popisać
Witam Anniko
Czytam posty i oczom nie wieżę jakie zmiany u Ciebie ale świetnie sobie radzisz .Ja niestety wzięłam się ostro do pracy i remontuję dom prawie sama mój mąż znalazł tylko sklep a raczej producenta blacho dachówki resztę zamawiałam sama a i tak opowiada wszystkim że zrobił bardzo dużo -tacy właśnie są faceci i gizelabarano5 ma rację ale przecież dziewczyny mężczyźni to tak naprawdę duzi chłopcy więc
-zasługują na pochwały w błahostkach bo jak problem prawdziwy to i tak trzeba rozwiązać go samemu i wziąć go na klatę
gabrielko to prawda jak piszesz że życie przeleci nam przez palce ale zawsze uważałam że to jak je przeżyjemy zależy od nas samych .
Dlatego albo możemy rzucić dziada albo walczyć i to zależy od naszych poglądów na życie .
Nie będę przytaczac przykładów innych dziewczyn ale napiszę Ci tak:
Ja nie nadaję się na inny związek bo za bardzo kocham jak Annika ,nie wyobrażam sobie mnie z innym mężczyzną bym mogła zdradzić i pokazać moje rozstępy po jego dzieciach komuś innemu(on o tym nie wie ) i jako facet z instynktem zdobywcy nigdy się nie dowie. Przerabiała już to.
Za to bardzo dbam o moją reputację i unikam dwuznacznych sytuacji bo wiem że podobam się mężczyzną i on też o tym wie.Ale odbiegam od tematu .O jaki model rodziny Ci chodzi .
-O wiecznie samotna kobietę ,która szuka faceta i nowego tatusia dla swoich dzieci? .
CZy kobietę i matkę ,która walczy z alkoholizmem dla swoich dzieci ?
Jak myślisz jaki obraz zostanie w ich pamięci ? Jaką kobietę zapamiętają pozytywnie?
Dzieci to nie zabawki w ręku dorosłych ludzi one nie prosiły się na ten świat to my naszą decyzją świadomą bardziej lub mniej sprowadziłyśmy je na ten świat więc bądzmy odpowiedzialni.
Bo to jakimi ludźmi nas zapamiętają tak będą nas szanować .
Wywołam pewnie burzę ale nie mogę patrzeć jak krzywdzi sie własne dzieci dla swojej wygody .pewnie że są sytuacje takie gdzie trzeba odejść dla ich dobra ale nie sądze by Annika i wiele innych między innymi Ja w takich były.
---------------------------
Pozdrawiam Tamara
Tamarko moja kochana az usmiecham sie od ucha do ucha z radosci że tu jesteś!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Trzeba nauczyc sie zyc tak by było nam dobrze,nawet przy takim człowieku, oczywście jeżeli nie chcemy od niego odejść...
mnie sie to juz udało, prawie, bo jedyny problem to taki że on sie mnie czepia jak pił(od tyg. walczy z tym nałogiem)
mówiłam do niego chcesz pij mnie to ju wali-tylko mnie nie zaczepiaj, pozwól życ spokojnie , samotnie bez ciebie ale spkonie ...
duzo mogłabym tu pisac ale nie będe sie powtarzac.. tamarko buziaki dla ciebie
super że znalazłaś chwileczkę !!!!!!!!!!
ja wprawdzie jestem mężatką od 16 lat, ale także czuję się tak samotna.Moim mężem żądzi internet lub telewizja.Czasami zastanawiam się dlaczego my jeszcze jesteśmy razem? Jedyny wspólny nasz temat to DZIECI chociaż i tutaj on niema za dużo do powiedzenia.Nie pamiętam kiedy ostatni raz poważnie rozmawialiśmy....Poza tym z nim nie można tak rozmawiac bo niby o czym?
99 2009-09-10 21:16:33 Ostatnio edytowany przez Tamara985 (2009-09-10 21:19:51)
Witaj Martiko 40 na pewno na tym forum nie będziesz sama jest Nas wiele z podobnymi problemami .
W wasze małżeństwo jak lis zakradła się nuda ,musisz je koniecznie "rozruszać ".Kiedy byłam w podobnym stanie jak Ty bez nadzieji na lepsze jutro pomogła mi Nola ,podsunęła pomysł .Ja zaczęłam od wycieczek poznawczych naszą okolicę .I o dziwo zaczął zauważać Moją osobę a to już sukces bo dzieci potrafią wciągnąć w rozmowę i powiedzieć" szkoda że Cię tam nie było obiecaj że następnym razem pojedziesz z nami"Tak że trzymaj się ciepło Głowa do góry i działaj bo szkoda waszego małżeństwa,naprawdę .
-------------------------------------
Tamara
jestem od 6 lat mężatką. mamy dwie wspaniałe córki(4 i 6 lat). Mieszkamy z tesciami mimo że mamy osobne mieszkania. Mój mąż nie lubi przebywac w domu,nie lubi rozmawiac ze mną ani z dziecmi. Za to uwielbia przesiadywac na górze u swojej mamy. nawet telewizor chodzi tam ogladac by miec spokój od dzieci. Kiedy cały dzień jest zajęty pracą(na gospodarstwie) wpada tylko na obiad a wieczorem po pracy - na górę (mieszka tam też jego siostra ze szwagrem). tam rozmawiaja godzinami przy piwku oczywiscie.(dodam jeszcze że moj mąz jest alkoholikem kiedy nie ma zajęcia pije-na pole tez bierze piwko albo szczeniaczka-nie raz juz go przyłapałam!))---ale nie w tym rzecz...
dziwi mnie to dlaczego nie chce po pracy jak wiekszość mężczyzn przyjść do domu do dzieci do mnie. ja póki co nie pracuje -zajmuje sie dziećmi.
Tęsknie za nim. Chciałbym sie do niego przytulić. A jego nigdy nie ma w domu. a jak jest to spi pijany.
Często z nim rozmawiałam -chciałam rozmawiać-ale w odpowiedzi słyszałam że FILOZOFUJĘ że jak mnie słucha to ma już mnie dość i wychodzi.
Ostatnio juz nie gderam mu na żaden temat. No poza tym bardzo delikatnie oczywiscie żeby szukał pomocy bo nie radzi sobie z piciem.jestem samotna mimo ze mam dziewczynki przy sobie.
jestem sama mimo że mam męża.
najgorsze sa wieczory. dzieci spi a ja pacze w poduszke bo brakuje mi jego.
tak wlasnie zaczynałam... dzisiaj juz nie płacze w poduszkę... jest mi przykro, ale jestem juz na tyle silna, by walczyc o swoje... nie powiem ,że mi sie to udaje zawsze, robie to co uważam za słuszne, choc jak każdy popełniam błędy...
ale na nich sie własnie uczę...
znów sobotni wieczór.... dzieci w łóżeczkach zasypiją... a ja z Wami ... fajnie ze chociaz Wy jestescie...
znów ciche dni mamy.. to znaczy międzi soba... tak to oboje jestesmy rozgadani... ja o mężu ,którego nie wiem jak przekonac do leczenia...a mąz o mnie, że nic nie robie, tylko cały dzień spędzam przed komputerrem i spie do 11... nie wiem tylko,czy zapomna ze po 7 prowadze maa do przedszkola...
a on... pojechal sobie gdzeiđs...
annika...moje współaczucia...mimo tego że nie zdradzona zajrzyj do nas http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=7083&p=44
trzymaj sie kobito ![]()
dziekuję... staram sie trzymać...
znów sobotni wieczór.... dzieci w łóżeczkach zasypiją... a ja z Wami ... fajnie ze chociaz Wy jestescie...
znów ciche dni mamy.. to znaczy międzi soba... tak to oboje jestesmy rozgadani... ja o mężu ,którego nie wiem jak przekonac do leczenia...a mąz o mnie, że nic nie robie, tylko cały dzień spędzam przed komputerrem i spie do 11... nie wiem tylko,czy zapomna ze po 7 prowadze maa do przedszkola...
a on... pojechal sobie gdzeiđs...
Staraj się nie mieć cichych dni bo one do niczego nie prowadzą -a im dłużej trwają to nasila się frustracja Ja bym postawę Twojego męża skwitowała tak: Jeśli posądza cię że nic nie robisz i wsajesz o 11 to szuka zaczepki po to tylko aby mieć powód by się napić ,albo z Tobą dojść do ładu bo to co teraz robisz to w/g niego jest nie poważne no i co TY jako kobieta od niego chcesz ...przecież on pracuje i utrzymuje rodzinę więc nie będzie cały czas trzymał Cię za rączkę i patrzył w oczy .To ze prowadzasz mała o 7 to przecież tyle to możesz chyba zrobić w końcu jesteś matką .On ma swoje prawa i nie zmienisz go na siłę ale podstępem .On wychowywał się bardzo długo w takiej rodzinie i myśli że to standard .
Dlatego nie załamuj się tylko wymyśl jakiś plan co by tu zrobić by on się nie zorientował że go podpuszczasz a efekt był odwrotny .Może zacznij pomagać mu w pracy jego pracy i powiedz że Ty sie wszystkiego nauczysz ale on ma nie pić .,
Klecę bez sensu nie umiem Ci dokładnie wytłumaczyć na czym to polega bo nie znam waszych zwyczajów ,ale moja teściowa jak chce by jej mąż zrobił to co ona chce to umie go tak podejść że on to robi .
To samo stosuję u siebie jak chcę by mój małżonek kupił kiełbasę to pisze mu karteczkę "kochanie kup kilo żywieckiej "całuje Pa bedę czekać .i wkładam do portfela by widział .I to działa .On myśli że mnie złamał ale wcale tak nie jest.
Niech sobie myśli co chce ale ja i tak wiem swoje .
Trzymam kciuki naprawdę trzymaj się Tamara
Jeszcze nie znalazłam sposobu na to, by efekt był taki jaki zamierzam by był ![]()
Chociaż nie ... efektem tego,że moj mąż każe mi sie wyprowadzić id zawsze jest to ,że sam sie dzisiaj spakował, wysprzatał samochód który przez niego nie był nigdy sprzatany i sie chce wyprowadzić... rzeczy czekaja w garderobie na wyniesienie...
nie wiem jaki będzie efekt końcowy...
teraz to będe w 100% samotna....
ale nie czuje sie z tym źle... chyba jestem bardzo wredna, bo nie czuje niczego... nie czuje sie z tym źle... czy on mnie straszy???? nic nie wiem ... o nic nie pytam... nie zatrzymuje... nie mówie zastań... nie mówię nie wyjeżdżaj... nic nie mówię...
annika80- strasznie mi przykro , że mąż daje ci tak popalić , co za debil ! Ja myślę , że on cie straszy , bo nie biegasz koło niego tak jak wcześniej . Trzymaj sie mocno i nie daj się mu poniżać , on pewno czeka , żebyś zaczeła błagac , żeby został .Sam siebie nie ceni więc czeka na gest z twojej strony , żebyś go doceniła poniżając się .
nie wyjechał... spakowane rzeczy przeniósł do kuchni... naszykował ubrania i w nocy miał wyjechac, tak mówił wiecorem...
nie protestowalam, nie błagałam, powiedziałm tylo tyle ,że nie chce byś wyjechal, tylko poszedł na terapie, ale jeżeli dla ciebie łatwiej jest wyjechać to jedź... nic nie mówił... leżał na kanapie tyłem do mnie...
a ja włączyłam sobie telewizor który wczesniej on wyłączył i oglądałam do późna w nocy... nie odzywałam sie juz wogóle... po 0k.30 min przyszedł... przytulała mnie przez całą noc... nie protestowalam, potrzebałam tego...
dzisiaj nie odzywam sie dalej... on zapytał sie tylko czy mam ochote na sex...śmiechu warte... powiedzialm od razu, że nie...
jak tak może byc,że facetowi tylko jedno w głowie...
a gdzie sprawy ,które trzeba zamknąć albo otworzyc....
o czym mysla faceci tak naprawdę...
Anniko oni myslą troszkę innymi kategoriami
Wysłałam Ci E-mail
Brawo Anniko ! Może wkońcu dotrze do niego , że powinien się leczyć . Bądź taka jak teraz jesteś , bo jak odpuścisz to nici z twojej walki.
Twojemu mężowi , to przydał by się solidny kopniak ! Jak mógł zapytać czy masz ochote na sex ?! Po tym wszystkim jak sie zachowywał ?! Teraz sie pewno obraża, że nie miałas ochoty , ale nie martw sie przejdzie mu ,tylko musi zrozumieć , że ma cie szanować !
Nie wiem czy zrozumie
to trudny orzech do zgryzienia..
Wczoraj sie wyprowadził ok 22... był podpity... sprawdzał mnie w komputerze....
był zły... troszeczkę z nim rozmawiałam... mówiłam co sie dzieje i jak ja to widzę... wkurzył sie w pewnym momencie , u brał sie wziął swoją spakowaną torbę i pojechał...
jego mama odchodziła od zmysłów, płakała... a ja chyba jak ten zimny drań nie przejmowalam sie za bardzo... dzwoniłam do niego ale nie odbierał... napisalam smsa... nic żadnej reakcji... zrobiłam to bo może on na to czekal... ale nie, chcial pokazać, że nie i koniec... mama obdzwoniła pół rodziny by go przekonali by wrócił... na policje chciala dzwonić... dzisiaj rano tez napisałam ... milczał i milczy dalej...
ale zdążył wrócić... pojechał na pole, sieje... nie odzywałam sie do niego... on do mnie też... nawet komputer rozłączył z sieci bym nie siedziała przed nim...
co w tym wszystkim mnie wyprowadziło z równowagi to to, że ok 1 w nocy jak teciowa siedziała na telefonie i obdzwaniała rodzinę , po tych wyczrpujących rozmowach powiedziała że on nie wróci dopóki ja sie ztąd nie wyprowadzę... teściowa powiedziała że może powinnam pojechać na tydz. dwa do mamy z dziećmi... ![]()
wkurzyłam się... powiedziałam, że nigdzie nie pojade to jest mój dom a przedewszystkim moich dzieci!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
jak może tak mówić... to że on ma problem i chce rządzic to nie znaczy że będzie tak do końca zycia... a ja nie pozwole by moje dzieci znów przezywały traumę rozstania, zwłaszacza starsza córcia...
a jak ja sie stąd wyprowadzę to będzie to tylko i wyłącznie moja decyzja... nikt mnie do tego nie zmusi... powiedziałam tez zę jak mi nie będą dawać poieniędzy na dzieci, to pójdę do opieki, i tam mi od ręki dadzą pieniądze...
on jest kryminalista i za to co robi powinien siedziec w więzianiu... i jeszcze jedno , jak tak dalej pójdzie to ogranicze mu prawa rodzicielskie bo jest nieodpowiedzialny i jest alkoholikiem który nawet dzieci sie czepia... więc niech nie podskakuje bo ja mam na wszystko dowody... m.in. nagrania jak wyzywa nie patrząc na dzieci, jakimi słowami operuje wtedy i do mnie i do nich...
troche sie nakreciłam , ale czuję że swoim postepowaniem coś wskuram ... a to co oni mówią to troche mnie dołuje... gdyby nie ich ,,niemądra'' pomoc może juz byłby w trakcie leczenia
teraz jestem samotna bo mąż ma mnie gdzieś i reszta jest przeciw mnie... dobrze że mam terapeutkę , ona rzyma mnie przy nadzieji i mnie wspiera w tym co robie...
WYJDĘ Z TEGO ZWYCIĘSKO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! JESTEM TEGO PEWNA!!!!
jAK BY SIE TO NIE SKOŃCZYŁO JA WYGRAM SIEBIE!!!!!!!!!!! WYGRAM SWOJE ŻYCIE ![]()
Dobrze zrobiłaś , że tak jej nagadałaś . Jak ta baba mogła nawet cos takiego wymyslić ,ona jest chyba nie normalna . I masz racje , wygrasz napewno , a to co mówi rodzina twojego męża to olewaj . Powiedz im otwarcie , że jak sie mąż nie zacznie leczyć , to pójdziesz do sądu i opieki społecznej , może w końcu sie przestraszą i dotrze do nich , że bronią nie tę strone co trzeba . Twój mąż to patologia , a to powinno być karane .
przyjechałam z terapii.. nie najlepiej sie czuję... jedyne co to że się wygadałam aż za bardzo...nie wiem co będize dalej... chce trwac przy swoim... i będę trwac... alenie ukrywamże słowa teściowej zbiły mnie z nóg i własnie to mnie najbardziej podłamuje... rzuila mi ak wielką kłodę pod nogi że trudno mi ją przeskoczyc... jedno jest pewne, nie opuszczę domu, chyba że cała rodzina na mnie napadnie i nie wytrzymam tego psychicznie...
annika80 dlaczego miałabyś opuszczać dom,masz do niego całkowite prawo.Terapia dobra sprawa,sama się nadtym zastanawiam by się na nią wybrać.
od wtorku mój mąz jest trzeźwy... i jest zupełnie inny niż wczesniej...
duzo czasu spędzamy razem... od wtorku ,,nie jestem samotna''...
bardzo mi sie to podoba ![]()
ale mam obawy
?????!!!!!!!!
dziekuję jemu za kazdy dzień... on tez jest usmiechniety, radosny...
mówi, że sam siebie nie poznaje...
Codziennie prosze Boga i Św. Józefa by mi pomógł... I chyba to własnie ta wiara w ich pomoc nam pomaga ![]()
a był moment, że juz nie wierzyłam w nic tylko w to co mam... samotnośc...
długa droga przed nami...
nie wiem co będzie jutro... mysle że tak jak dzisiaj ....
od tygodnia mam męża i nie jestem samotna ![]()
spedzamy razem wieczory i wolne chwile... bylismy na wycieczce cała rodzinka... jak niewiele trzeba, by poczuć sie kimś ważnym i potrzebnym... jak niewiele trzeba, by byc szczęśliwym...trzeba tylko chciec...
od tygodnia chcemy oboje... oby tak dalej...
annika80- życzę ci jak najlepiej , oby twój mąż był teraz taki zawsze !
Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia
Trzymam kciuki
------------------
Tamara
dziekuje moje kochane ![]()
wiecie dzisiaj mój mąż poszedł ze mną na terapie... ja zaczęłam że od tygodnia jest trzeźwy, jestwspaniały, pomaga mi w domu przy obiedzie, w sprzataniu, spedzmy razem czas dlatego że jest trzeźwy.... a mąż ,na to że ,,pierd.... głupoty, to tak jakbym pił wczesniej codziennie, nie moge cie słuchac...'' terapeutka powiedziała,że ,,przecież pana zona tak pieknie mówi o panu, same dobre rzeczy,że jest teraz szczęsliwa a pan sie denerwuje, nie rozumiem o co panu chodzi.... jak nie chce z nami siedziec to nie musi, nikt go na siłe nie trzyma...'' posiedział jeszcze min i wyszedł... zatkało mnie, ale zostałm do końca terapii...
on wcale nie czuje potrzeby chodzenia na terapię, zachował się nie ładnie... i nie było powodu by na mnie sie zezłoscił...poprostu nie chcialtam byc!!!!!!
jak wróciłam do domu on juz był, przyjechal ze znajomym.. normalnie z nim zaczęłam rozmawiać... nie chce chodzic jego sprawa... to jego decyzja...
mysle, że to nie zepsuje naszych relacji... ja nic złego nie powiedziałm i nie zrobiłam... może on juz czuje głód alkoholowy , nie wiem...
ale kto wie, wszystko jest mozliwe, ja jestem czujna i przygotowana...
Droga Aniko80!! doskonale cię rozumie, dla tego ze mam podobną sytuację.Tez mieszkam z tesciami. Cały dzień mój mąż pracuje na gospodarswie, a gdy przyjdzie wieczorem do domu to ma do mnie o coś pretensje.Bardzo mało ze sobą rozmawiamy,częściej się kłócimy.Posiłki jada w pośpiechu, twierdzi ze nie ma na nic czasu, ale dla rodziców zawsze znajdzie czas,nawet piwko z ojcem wypić!!! Ja i dzieci jesteśmy na drugim planie
wiesz nie jestesmy same ,jako pojedyńczy przypadek... jest nas bardzo wiele... wiem ,że aby związek zaczął inaczej funkcjonować, to trzeba zacząć zmianę samej sibie... mimo,że uważamy, że nie jesteśmy powodem problemów małżeńskich to jednak wiele zależy on nas... od naszego samopoczucia.od miny jaka nosimy przez cały dzień... jak facet zobaczy naszą skawaszona minę to nic mu sie nie chce.. wiem to. bo przerabiałam to kilka miesiećy temu... moje zadanie było takie ,bym usmiechała się kiedy mąż jest w domu... pomagało, mąż też czściej sie śmiał...ale to było czasem na siłę i nerwy nie raz mi pusciły...
wiem dzisiaj jedno, musze opracowac taki plan działania,który poskutkuje na nasze relacje.. nie powiem że nic nie wskórałam,że nic nie ruszyło... jest inaczej niz 4 miesiące temu... ale to wymagało wiele pracy z mojej strony, cierpliwości, a nawet łez...
przez lata to ja zabiegalam o męża... dzisiaj to on zabiega o mnie... częściej i więcej... znam swoja wartośc, choć trudno podjąc mi jakieś radykalne decyzje , chociażby o odejściu... jeżeli żywi sie uczucia do drugiegi człowieka, do męża to trudno dla mnie podjąć tak radykalna decyzje... i wiem że odejście to ostatecznośc.... jeżeli kobieta tego chce to może walczyc o rodzinę, jeżelima wsparcie i siłę...
co do mojego męża.. moje przypuszczenia okazały sie prawdziwe... wczoraj sie napił, nie wytrzymał... była u nas moja siostra z mężem a on mimo wszystko po poł. uciekł na cpn by sie napić...
nie byłam zaskoczona ale wkurzona... wrócił po 22.00 zapytal czy może ze mna spać... oczywiście sie nie zgodziłam... on dobrze wie że jak woli chlać to mnie nie będzie obok niego... wybrał to co wolał... to jego decyzja...
moja czujność nie została uspiona....
a po terapii normalnie z nim rozmawiałam... powiedziałam że to twój wybór i juz... myslał że będe wściekła ,że wyprowadziło mnie to z równowagi... dobrze że mam terapeutkę...
Anniko , dobrze robisz , ja jak kiedys/ nie daj boże/ z najdę sie w podobnej sytuacji , będe brać z ciebie przykład . A taka terapia jak twoja strasznie by mi sie przydała , tylko nie wiem gdzie mma iśc . Nie mam pojęcia gdzie szukac .
Punkt Interwencji Kryzysowej dla Ofiar Przemocy i Rodzin z Problemem Alkoholowym...(nazwa miasta w którym mieszkasz lub najbliższe)
tu dostaniesz pomoc terapeutyczna, prawniczą, psychologiczna, i wsparcie bezpłatnie
Również przy każdej gminie jest taki punkt gdzie znajdyje sie GMINNA KOMISJA ROZWIĄZYWANIA PROBLEMÓW ALKOHOLOWYCH... może strasznie to brzmi, ale oni wiedza gdzie znajduja sie poradnie dla takich osob jak my....
Wydaje mi sie że nie możesz tego znależć i nie wiesz gdzie szukać bo nie masz jeszcze odwagi by tam pójść... wiem ile trzeba siły by zrobic ten pierwszy krok... albo jeszcze nie cierpisz az tak bardzo że zostawiasz to tak, mysląc że cos sie zmieni..ja dzisiaj wiem że chyba bym predzej oszalala niz cokolwiek sie by zmieniło...
najwazniejsz, że zmieniłam sie ja i moje nastawinie i podejście do zycia i tego dramatu...
dzisiaj ja wychodze z tego zwyciesko DLA SIEBIE I DZIECI a mój mąz ledwo stoi na nogach... juz nie wie co robic bym była taka jak kiedyś...
dlatego caly czas wraca do punktu wyjscia... spada na dno z każda wypita butelką...
A nawiazując do głównej mysli tego postu... mam męża ale on chyba jest bardziej samotny ode mnie!!!!!
Może sprubój jakoś w delikatny sposób dac mu do zrozumienia jak się czujesz czego ci brakuje. Chociaż tak z mojego punktu widzenia to raczej nic nie da. Wiem bo miałam ojca alkoholika i do niego tez nic nie docierała dopiero jak się zaczął leczyc to wszystko wróciło do normy
Tak to prawda... moje gadanie spełznie na niczym... tyle razy juz to przechodzilismy... on naprawde nie chce sie leczyc... jeszcze nie... nie czuje takiej potrzeby.... a moje potrzeby to nie jego... jego zdanie to ja powinnam sie leczyc.. i robie to juz od kilku miesiecy... nawet nabija sie z tego...
ja jednka co tydzeń wsiadam w auto i mknę ulicami na terapie ![]()
może któregos dnia i on tam sie wybierze...
przciez to nic strasznego... wiem, że przyjdzie taki dzień...
od kilku dni pije.... nie jestem zaskoczona... tydzień temu było wspaniale, cudownie, bylismy dla siebie... nie wytrzymał próby czasu... jest nedziela,obiad juz prawie gotowy ....a on gdzies znikną... siedzę z młodszą córeczką...ja tu próbuję sie troszecze wygadać a ona rysuje obok mnie... na głowie ma dwa cieniutkie warkoczyki... dobrze, że mam ją i jej siostrzyczke... dobrze ,że one maja mnie!!!!!!!
pyta czy sie z nia pobawie... oczywiście... dlatego zmykam , może potem tu zaglądnę...
Szczerze ci współczuje Anniko! Myślę jednak , że twój mąż wkońcu zda sobie sprawę z tego że źle postepuje , oby nie było za późno . Alkohol zmienia ludzi nie do poznania , zero współczucia i zrozumienia . Mój mąż nie pije na codzień , ale wczoraj na weselu zatankował prawie do pełna , był wredny i nie obliczalny , razem z córka wstydziłyśmy się do niego przyznać . Dzisiaj twierdzi że nic złego nie robił (nie pamiętaco wyprawiał ). Olej męża i juz go nie proś , żeby sie zmieniał , do niego samo to musi dotrzeć . Bądź dla niego obojętna , w końcu kiedyś to podziała.
Moja droga napiszę to co ja uważam i sądzę o tym co napisałaś. Nie chcę w żaden sposób Cię buntować ponieważ to jest TWOJE ŻYCIE i tylko Twoje i nikt inny oprócz Ciebie nie będzie ponosił konsekwencji Twoich decyzji. Moim zdaniem Twój mąż nie docenia Ciebie a wydaję mi się że jesteś dobrą żoną i matką.Bardzo Ci współczuję bo widzę że go kochasz a on całkowicie odsunął się od Ciebie.A do tego ten alkohol...Sama jestem dzieckiem alkoholika i bardzo dużo przeszłam i powiem Ci że mam żal o to że moja mama wcześniej nie odeszła od mojego ojca. Pomimo tego że mała Agatka kochała swojego tatę.Uważam że powinnaś się wziąć w garść i zacząć panować nad swoim życiem. Pamiętaj o dzieciach bo one są jak młode roślinki których wzrost i rozwój jest zależny od gleby (poczucie bezpieczeństwa),światła (miłości) i atmosfery w jakiej żyją.Pozdrawiam i trzymam kciuki!
od poniedzialku znów jwst trzeźwy... chodzi za mna, mowi że nie może spać beze mnie, że chce mnie... ale jednak nie potrafił sobie odmówić... nie panuje nad tym,... w domu posprzątane, czas spedza z nami... rozmawiamy o wszystkim i o niczym...
zaptyałam czy chce znać moje zdanie na temat jego choroby... nakrecona tym że mnie słucha powiedziałam jakie są konsekwencje tego że pije... a jaki jest jak nie pije...powiedzialam, że jak sam dobrowolnie nie zacznie sie leczyc to ja go zmusze do tego by ktos go przebadal w tym kierunku... wtedy dopiero będzie wstyd dla niego... bo w komisji sa osoby z naszego otoczenia....osoby które widza go na co dzień, którym mówi dzień dobry...
na koniec powiedziałam to, czego jeszcze ode mnie nie usłyszał...,, moim zdaniem powinieneś pójść na 6 tyg. do Woskowic... zaczyna sie okres gdzie nie bęziesz mieć pracy w polu, a jeżdzisz za granicę... i zamiast tam pojechac na odwyk, takie jest moje zdanie''.... myslalam że mnie powyzywa, ale słowem sie nie odezwał...
co do dzieci... uwielbiaja jego nie pijącego... potrafi sie z nimi pobawić, pogadac... snujemu plany , marzenia.... i dziweczynki w tym uczestniczą,,, tulą sie do niego... one wiedzą że taki tata to super tata...
młodsza powiedziała do niego ,, tato a będziesz bohaterem???''
kiedys pani psycholog powiedziała że jak tata przestanie pić to będzie bohaterem... mąż sie usmiechną, ale przemilczał te słowa...