wiem że może to nie odpowiedni temat na mój "problem" , ale wiem że tu jest wiele takich osób jak ja , a mianowicie samotnych...
może wiele z was pomyśli że robie sobie nadzieje z niczego, że to nie ma sensu i przyszłości...
jesteśmy "przyjaciólmi" od pół roku.... po dwóch miesiącach znajomości on wyjechał, przez co mieliśmy trzy miesieczna przerwe, wiadomo że pisal wtedi i dzwonił... nie prosił żebym czekała, ale jednak czekałam... choc wiele razy zastanawiałam sie na co wogóle czekam... a kiedy wrócił... dużo jeszcze czasu mieneło zanim sie spotkaliśmy, poznawaliśmy sie hmm dziwnie zabrzmi ale przez sms...
tylko, no właśnie to tylko... coś jednak jest nie tak:( bywaja dni kiedy wogóle sie nie odzywa, a trwa to czasem tydzień, ja zastanawiam sie czy coś nie powiedziałam, nie zrobiłam...
ostatnio to trwa coraz cześciej, ten brak kontaktu jest okropny... czuje że sie od siebie oddalamy, że coś sie psuje... z jego strony to tylko przyjaźń, bo podobnie jak ja wiele razy został oszukany... natomaist z mojej strony to jest coś wiecej, dużo wiecej... czuje że jemu przestaje zależec, powoli odchodzi... a ja?? znów oszukana, samotna i z utracona nadzieją, która boli najbardziej...:(
nie rozumiem miłosći...