witam
dopiero dolaczylam do forum. nowka sztuka! na wstepie zaznacze iz doprawdy nie wiem czy dobre miejsce znalazlam, czy odpowiedni temat ofiary pedofilow, baa nie wiem nawet czy mam jakikolwiek problem. ale na dobrej drodze jestem - dobrym duszom z gory dziekuje za ew.wskazowki co do mojego postu.
oto ja
prawdopodbnie sie zakochalam..
>> spookojnie 
To mnie silnie zmotywowalo by ruszyc do przodu! dodam ze, tak sie sklada, ze nie wiem, tj nie doswiadczylam - czym jest Motywacja, czym jest Ruszanie z miejsca, czym są Uczucia etc. no wlasnie tak marginalnie liznelam tego po trochu i smakuje;)
tak naprawde jestem wielka optymistka, tylko popsuta - nie dziala. ale jestem!
mniejsza z tym...
zaczne od tego ze tak uczeszczam na terapie, ktoraś z kolei. takze pomocy szukam od paru ladnych lat. do psychiatry tez.
objawy rozne - brak chronologicznego uporzadkowania (obsesyjne dbanie o porzadek sie klania z czym walcze;)
chroniczna depresja - depresja duza, dystymia. cale zycie!
potem psychozy! bardzoo wyczerpujace!!! temat rownie obszerny co i ciekawy z naukowego punktu widzenia, nie miejsce na to i pora i czas.
diagnoza - choroba afektywna dwubiegunowa. psychotropy. jednak leczenie przerwalam z uwagi na okresy wzmozongo przyjmowania innych srodkow psychoaktywnych, glownie amfetaminy plus alkoholu. uznalam ze 'leczenie' nie przynosi oczekiwanych rezultatow i zaniechalam. w efekcie czego po roku kolejny wybuch epizodow psychotycznych. maniakalnako psychotycznych, jednakze silnie lękowych.
(pewnie ciezko sie to czyta sorry ze tak w skrocie pisze, znowu sie pojawia poczucie winy nawet piszac na tym oto forum, przeciez Was nie znam i mnie nie widzicie, ale sie obawiam osadzenia, osmieszenia, etc - dlatego tez postanowilam napisac bo zaczelam robic to czego sie boje!
mam objawy silnie nerwicowe, lękowe, fobie spoleczna, trudnosci z normalnym funkcjonowaniem w spoleczenstwie. jednak staram sie cale zycie, od dziecka mialam problemy, tylko nikt tego nie widzial. jestem dobra aktorka, przystosowalam sie. mam silna wole zycia mimo iz nie potrafie sie odnalezc w realnym zyciu...
cale zycie towarzyszy mi nieuzasadniony wstyd, lęk, wszytskiego sie obawiam - nie odbiore rano telefonu, musze sie "przygotowac" by wykonac tel, we wlasnym domu nie czuje sie bezpiecznie, gdy slysze kroki na klatce zamieram w bezruchu, gdy sa domownicy rodzina czuje sie nieswojo, boje sie rozmawiac nawet z wlasna rodzina! taka prawda ze rzadko kiedy ktokolwiek dowiedzial sie czegos o mnie - jedynie wtedy gdy sama pozwolilam na to.. inaczej sie wylaczalam..
mam bardzo niskie poczucie wartosci, nie uwazam sie godna by zyc normalnie, by byc kochana, by czuc sie bezpiecznie.
w dziecinstwie sie okaleczlam, zyletka, ale szybko wybito mi to z glowy, w sensie przestraszylam sie gdy rodzice zobaczyli i w trosce o mnie zareagowali. wiecej tego nie robilam, choc dodawac chyba nie musze ze przez cale dorosle zycie mam wielka ochote.
ale za to szukalam innych sposobow 'ulzenia sobie' - w efekcie czego uzaleznilam sie od lekow gl. przeciwbolowych i uspokajajacych. na poczatku liceum zaczely sie moje przygody z narkotykami. a jako nastolatka - moim wrecz marzeniem bylo dac sobie w kanal!!!chore!!! w takim wieku dzieci maja inne marzenia! dodam tylko dla scislosci - ze nie pochodze ze srodowiska patologicznego, ni ebylo problemu naduzywania alkoholu, wykorzystywania. moja rodzina jest wspaniala i cale zycie walcza o mnie! choc nie rozumieli w ogole cos sie ze mna dzieje. bo ja nigdy nie zwierzalam sie.
jako dziecko bylam bardzo spokojna, ulozona, grzeczna, dobra uczennica, nie bylo ze mna zadnych widocznych problemow oznak ze cos moze byc nie tak. po prostu niesmiala dziewczynka.
ja zas przezywalam koszmary, od ok wieku przedszkolnego dreczyly mnei koszmary co noc to samo, ze cos ktos mnei goni, ja uciakam, i zlapac nie moze. czulam sie przygnieciona przez cos ciezkiego dlatego ciezko bylo mi uciec. pare lat sennych koszmarow. nikt w rodzinei nic nie wiedzial bo ja bardzo skrzetnie wszytsko ukrywalam. nigdy nei mowilam o uczuciach. nigdy! mam 29 lat i nigdy w zyciu nei powiedzialam nikomu tak od siebie ze go kocham. choc sa i byly osoby za kt bym w ogien wskoczyla! bez wahania!
jako mala dziewczynka bylam obiecujaca mala tancereczka:) ale nagle zrezygnowalam z tancow wiecej nie poszlam, bo mialam takiego partnera chlopczyka kt chyba sie podobalam a dla mnei byl oblesny, mial spocone dlonie i czerwonym pisakiem cos tam pisal na nich a potem wyciagal do mnei te dlonie chcac tanczyc razem w parze. i biegal za mna po sali chcac mnei zlapac, jak to dzieci sie bawia, ja natomiast uciekalam przerazona przed nim. z tancow zrezygnowalam, czego do tej pory zaluje bo wprost uwielbiam taniec! to jedna z niewielu rzeczy kt lubie robic.
jako mala dziewczynka, nie wiem moze z 5-6 lat, tego wlasnie nie wiem. z tego okresu, mam przeblyski dziwnych sytuacji zw z moim cialem, z seksualnoscia, seksem. mam zywe wspomnienie kt pamietam - ale juz naprawde sama nie wiem czy to nie jest falszywe wspomnienie.. pamietam scene - pokoj kanapa ja na nim rozebrana i ktos przede mna. ktos. nie mam pojecia kto.
cale moje zycie walkowalam sama temat czy moglam byc wykorzystana w dziecinstwie i do niczego nie doszlam. wiadomo. mechnizmy obronne sa bardzo mocne. nigdy tez nie wspominialam o tym na terapii bo - bo sie wstydze! tak dokladnie, tego ze sobei to wymyslilam, ze czegos takiego nei mialo miejsca. ale i boje sie zmian, ze to moze byc predyktorem wielkiej zmiany w moim zyciu na lepsze, a ja przywyklam do zycia we wlasnym wiezieniu. zadomowilam sie. ponad 20 lat. wprowadzilam porzadek do mojej celi, wszytsko jest puste, wyzute z uczuc, zimne, jestem w niej sama i tylko widze przez kraty prawdziwe zycie. a nie mam jzu sily przegryzac sie przez nie bo to nic nie daje, do tej pory sie nie wydostalam, dosc mam krwi , dosc napiecia miesniowego w nadgrastkach, szczekosciski... przestalam nawet wolac bo nikt nie slyszy. fakt wolalam wylam z rozpaczy ale bez uzycia slow, jakby mi ktos zasznurowal usta albo zaszyl nicmi. ze nawet nic nei widac. wszytsko sie ladnei zagoilo. jestem cale zycie usmiechnieta, mila, grzeczna a w srodku bomba z opoznionym zaplonem!
cale zycie mega ambitna, dokladna, dobra, bystra, skromna. tylko nieco pogubiona. odnajdywalam sie w paleniu marychy, papierosy - moi najlepsi przyjaciele i wrogowie zarazem! badz co badz znosilam po trochu napiecie. alkohol - do tej pory wmawiam sobie ile sil ze jest mi nie potrzebny bo dziekuje za kolejny nalog. lekomania i uzaleznienie od nikotyny mi wystarczy. od narkotykow na szczescie tez sienei uzaleznilam. tylko czasem dobrze mi robi jak sie zresetuje.. co do seksu - zawsze seks traktowalam jako przejaw milosci. partnerow seksualnych specjalnei duzo nie mialam, ani przypadkowych. brzydzilam sie brudnym seksem, zdrada, zawsze bylam wierna. tylko co mnie martwi, ze czuje sie jedynie obiektem seksualnym. nie wiem co to jest milosc - choc znam z opowiesci hehe, badz co badz romantyczka ze mnie
ale wydaje mi sie ze faceci chca tylko seksu ode mnie. kazdy. kazdy nawet na ulicy. nawet kogo pierwszy raz na oczy widze. dlatego nie potrafie stworzyc zwiazku, w kilku bylam, ale to dluugie historie. i jakos specjalnie smutno mi po nich nie bylo. fakt ryczalam w nieboglosy, bo stracilam milosc, czyt. seks! (to moje neidawne odkrycie)
a sa mezczyzni kt na mnie zalezalo,zalezy nadal, starali sie ale ja zawsze winna bylam tej beznadziei kt sie meidzy nami pojawiala, bo nei potrafilam dac siebie ani nic z siebie!
2,5 miesiace temu odstawilam wszytskie leki, benzodiazepiny, antydepresyjne, stabilizatory nastroju, neroleptyki nowej kiedys starej generacji, nasenne, beta blokery, wybuchowa mieszanka no i nieraz dawki ! aa i nawet przeciwbolowe nie ida w masakrycznej ilosci! co tez wazne nie pije alkoholu laczac z lekami, rzucilam palenie - w sumie nie pierwszy raz! ale narazie sie udaje z kazdym dniem. schudlam bo przez poczatkowe maks dawki lekow przytylam 20 kg. teraz wrocilam do swojej dawnej wagi
wlasnie jestem na diecie koncze za tydzien, ale ciesze ze bo w przeciagu 4 lat nie wazylam tyle co teraz. wczesniej zombie na prochach juz na niczym nie zalezalo;) sport mi bardzoo pomaga, chco zauwazylam ze od pary dni katuje sie wyczerpujacymi treningami nic nei jedzac/ chyba chce zabic poczucie winy w pewnej sprawie! nie jestem wystraczjaco dobra, nie zasluguje na kogos na kim bardzo mi zalezy! tak bardzo ze podjelam te skadinad spektakularne kroki w drodze do samonaprawy. czuje tez ze moja terapia zaczyna dzialac. minelo 3-4 msc i po ost spotkaniu czuje inne emocje, takie wdzierajace sie powoli do swiata kt zawsze gdzies obok mnie. wdrazam sie powolutku. ale przyjelam taka zasade, ze jesli do tej pory nic nei pomagalo, to warto zaryzykowac i spobowac robic tak jak inni mowia, pewnie maja racje, bo ja sie nei znam na zyciu. a bardzo chce sie nauczyc wiec sluchajac innych nie traktuje tego jako obelge zaciskam zeby i robie na przekor 'sobie' tej uwiezionej. ona tam wali z calych sil, chce zebym do niej wrocila bo to ona mnei stworzyla 'caly moj swiat' jak w krzywym zwierciadle a teraz czuje zagrozenie, bo wrosla w moj system jak robak i czeka ja wymeldowanie!
wybaczcie moje wypociny ale stwierdzic musze ze czuje niemala ulge piszac pierwszy raz na forum strajac sie w najlepszy jaki narazie ppotrafie sposob wyrazic to co czuje. nigdy tego nei robilam. ale fajnie
nawet w terapii nie dalam narazie rady bo unikam jak ognia piekielnego, kontaktu z drugim czlowiekiem. bo za dla mnei zagrozeniem. nie to co Wy - internetowi pobratymcy..
wiec jak ktos ma uwagi co do mnie - czy faktycznie moge miec jakis problem czy sobie wymyslilam wszytsko - chetnie wyslucham. ahoj!