O dorosłej kobiecie można jeszcze od biedy powiedzieć, że była naiwna, że wsiadła z kimś do samochodu, że nie pilnowała swojego drinka w knajpie i ktoś jej coś dosypał. Ale dziecko? Jak dziewczyny wyżej napisały, dziecku można tłumaczyć, żeby nie szło nigdzie z obcymi, ale kiedy oprawcą okazuje się ktoś z rodziny, czujność jest uśpiona - zarówno czujność dziecka, jak i rodziców. Dziecko jest w naturalny sposób naiwne, nie istnieje moim zdaniem możliwość, żeby wyczuło każde zagrożenie i złe intencje innych ludzi.
Opiszę na własnym przykładzie: kiedy miałam jakieś 10 lat i byłam na wakacjach, szłam z koleżanką - moją rówieśnicą - jakąś drogą nad rzeką. Zaczepił nas nieznajomy mężczyzna stojący przy samochodzie i zapytał, gdzie jest sklep. Opisałyśmy mu, jak tam dojechać, a on zapytał: "nie pojechałybyście ze mną?". Ja od razu odpowiedziałam, że nie, bo tak zostałam nauczona. Natomiast moja koleżanka wyszeptała do mnie: "no chodź, może być fajnie..." Zrobiłam oczy jak 5 zł, zapytałam ją, co fajnego jest w tym, że facet może zrobić nam krzywdę, wzięłam ją pod rękę i zaczęłam szybkim krokiem iść w przeciwną stronę. Gdy spojrzałam ponownie w kierunku tego samochodu, facet miał już klejnoty na wierzchu... Nie próbował nas na szczęście gonić ani dalej zaczepiać, bo jednak wokół byli inni ludzie (nie wiem, dlaczego nikt nie zareagował na jego obnażenie się), ale pamiętam, w jak ciężkim szoku byłam, że koleżanka chciała wsiąść do tego samochodu, nie rozumiejąc zagrożenia. Natomiast co do przypadków w rodzinie: niewiele później po tamtym zdarzeniu (może rok) pojechałam po raz pierwszy do wujka, który miał dwóch synów (wcześniej ich nie znałam). Młodszy miał ok. 15 lat, starszy był trochę po dwudziestce. Obaj wydali mi się bardzo sympatyczni, przyjaźnie nastawieni, więc miło spędzałam z nimi czas, podczas gdy rodzice siedzieli piętro niżej. Oglądaliśmy jakiś film i ten starszy usiadł na kanapie tuż obok mnie, obejmując mnie ramieniem (byliśmy w pokoju sami, we troje). Jedną rękę położył na moim udzie, prawie w pachwinie, drugą - tą którą mnie obejmował - delikatnie głaskał mnie po boku (powiedziałabym, że w okolicach piersi, ale wtedy praktycznie ich nie miałam), przylgnął do mnie przy tym całym ciałem. Poczułam się niekomfortowo i dziwnie, ale tutaj właśnie pojawiła się ta blokada - przecież jest moim kuzynem, wydawał się taki "normalny", nie zaczepiał mnie w żaden chamski sposób, tylko po prostu widocznie lubi się przytulać... Z jednej strony miałam ochotę kazać mu zabrać ręce i się odsunąć, z drugiej bałam się, że pomyśli że jestem wariatką, bo przecież jesteśmy kuzynami... W kontakcie z obcą osobą się nie wahałam, ale w przypadku osoby z rodziny - nawet słabo znanej - już pojawiły się wątpliwości, że może źle odebrałam jego intencje. Nie mam do dziś pojęcia, jakie były wtedy jego intencje, pamiętam natomiast, jak źle i dziwnie się z tym czułam.