Gosiek i Zagubiony. Nie za duża dawka optymizmu i "pesymizmu" ?
Tak mi się skojarzyło z tym amerykańskim optymizmem. Tylko czemu tam tylu ludzi chodzi do psychiatrów, psychologów, na terapie ?
heh to co napisales daje duzo do myslenia :-)
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ratowanie związku????
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Gosiek i Zagubiony. Nie za duża dawka optymizmu i "pesymizmu" ?
Tak mi się skojarzyło z tym amerykańskim optymizmem. Tylko czemu tam tylu ludzi chodzi do psychiatrów, psychologów, na terapie ?
heh to co napisales daje duzo do myslenia :-)
Podobne tematy
Nie można nikogo zmienić, jeśli kochasz tą osobę to za to jaka jest. Jedynie możemy popracować nad sobą i zmieniać taktykę walki.
Walczyć można latami jeśli robi się to nieumiejętnie. Ja walczyłam, ale dopiero niedawno zobaczyłam że moją taktyką jeszcze bardziej go oddalałam od siebie. Zrozumiałam błędy w sobie i zobaczyłam co ja chce i w jaki umiejętny sposób to wywalczyć. Zmieniając siebie zmieniamy własne otoczenie, zmieniając podejście do pewnych ludzi zaczynamy ich rozumieć i być z nimi szczęśliwi albo zaczynamy pojmować że puszczamy kogoś wolno. Jeśli czujemy w środku że to ta czy ten jedyny to trzeba się upewnić czy napewno zrobiliśmy wszystko
Gosiek piszesz "Ja walczyłam, ale dopiero niedawno zobaczyłam że moją taktyką jeszcze bardziej go oddalałam od siebie" możesz napisać co źle robiłaś?
Witam wszystkich
Chcialbym poradzic sie was bo jestem w patowej sytuacji.
Razem z zona jestesmy juz ok 8 lat razem, ponad 4 lata po slubie, mamy 4 letnie dziecko.
Miedzy nami nie ukladalo sie od pewnego czasu za dobrze, glownie poprzez moje zaniedbanie jej uczuc i potrzeb. Odbylismy niedawno rozmowe, zreszta dla mnie osobiscie bardzo wazna.
Od tego czasu naprawde sie staram i chce o nas walczyc. Mamy z zona wspolnego przyjaciela z ktorym oboje spedzamy duzo czasu, zona troche wiecej z racji ze ja pracuje na nocne zmiany.
Przeszlo tydzien temu zona oswiadczyla mi ze sie w nim zakochala i nie wie co ma dalej robic. Jestem zaklopotany i cholernie zle sie z tym czuje. Duzo rozmawiamy, o uczuciach, o nas, czy jest jeszcze szansa zebysmy dalej cos budowali, z nim rowniez rozmawialismy, razem i oboje. Czuje straszna pustke w glowie, ciezko zmiezyc sie z mysla ze moglibysmy nie byc razem. Wszystko obecnie zalezy od tego czy ona jeszcze potrafi mnie pokochac na nowo. Staram sie o nas walczyc ale nie wiem czy nie jest to skazane na niepowodzenie, przyznaje ze ja emocjonalnie zaniedbalem dlatego jestesmy w tej nieciekawej sytuacji. Prosze o rady, wskazowki jak postepowac z wlasnymi uczuciami, bo ciezko mi normalnie egzystowac.
klarek napisał/a:Gosiek i Zagubiony. Nie za duża dawka optymizmu i "pesymizmu" ?
Tak mi się skojarzyło z tym amerykańskim optymizmem. Tylko czemu tam tylu ludzi chodzi do psychiatrów, psychologów, na terapie ?
heh to co napisales daje duzo do myslenia :-)
eeee tam ;p chodzą bo nie potrafią dojść do takich wniosków co my tutaj i nie mają czasu na przemyślenia i idą na łatwiznę do psychiatry ;p
Przeszlo tydzien temu zona oswiadczyla mi ze sie w nim zakochala i nie wie co ma dalej robic.
A może wyjedzie sobie na urlop nad morze sama, aby przemyśleć? Poczytaj wątek "jak się odkochać". Jeśli możecie to z niczym się nie spieszcie.
Nie krzywdź jej, szanuj, zachowuj się normalnie -- "nie nadskakuj"... Chodzi o to, aby zgodnie iść przez życie, a nie aby jedno kosztem swojego szczęścia organizowało szczęście drugiemu.
Witam wszystkich
Chcialbym poradzic sie was bo jestem w patowej sytuacji.
Razem z zona jestesmy juz ok 8 lat razem, ponad 4 lata po slubie, mamy 4 letnie dziecko.
Miedzy nami nie ukladalo sie od pewnego czasu za dobrze, glownie poprzez moje zaniedbanie jej uczuc i potrzeb. Odbylismy niedawno rozmowe, zreszta dla mnie osobiscie bardzo wazna.
Od tego czasu naprawde sie staram i chce o nas walczyc. Mamy z zona wspolnego przyjaciela z ktorym oboje spedzamy duzo czasu, zona troche wiecej z racji ze ja pracuje na nocne zmiany.
Przeszlo tydzien temu zona oswiadczyla mi ze sie w nim zakochala i nie wie co ma dalej robic. Jestem zaklopotany i cholernie zle sie z tym czuje. Duzo rozmawiamy, o uczuciach, o nas, czy jest jeszcze szansa zebysmy dalej cos budowali, z nim rowniez rozmawialismy, razem i oboje. Czuje straszna pustke w glowie, ciezko zmiezyc sie z mysla ze moglibysmy nie byc razem. Wszystko obecnie zalezy od tego czy ona jeszcze potrafi mnie pokochac na nowo. Staram sie o nas walczyc ale nie wiem czy nie jest to skazane na niepowodzenie, przyznaje ze ja emocjonalnie zaniedbalem dlatego jestesmy w tej nieciekawej sytuacji. Prosze o rady, wskazowki jak postepowac z wlasnymi uczuciami, bo ciezko mi normalnie egzystowac.
No to fajnego masz "przyjaciela" ! Gratuluję!
Wiedział doskonale co się w Waszym małżeństwie działo(był bardzo blisko) i wykorzystał to perfekcyjnie.
Uwiódł Ci żonę.
Na bank to nie tylko zakochanie ale również zdrada fizyczna. Możesz tego być pewien na 100%
Żaden facet nie odpuści takiej okazji!
Wykorzystał to, przy zgodzie Twojej ślubnej, że pracujesz na nocne zmiany i ich nie zaskoczysz.
Idealny układ!
Jeżeli chcesz ratować małżeństwo, przeczytaj uważnie punkt po punkcie i zastosuj się do tego:
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów małżeństwa.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj żony. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kościoła, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w domu z żoną (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowy żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj żonie jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących małżeństwa do chwili, gdy żona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie żona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z żoną, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. żona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.
To znalazł kolega Bags z innego tematu na tym forum,
Tłumaczenie z angielskiego, opinia psychologa zajmującego się kryzysami małżeńskimi. tzw metoda 180 stopni.
Fajne pomysly, musze przyznac lecz troche Sa jakby dla par bez dzieci, zgodze sie zapewno ze duzo z tych punktow jest slusznych i napewno mi pomoga, jest mi ciezko nie przecze, ciesze sie niezmiernie ze ktos odpowiedzial na moj post, jak najbardziej zachecam tez innych i chetnie wyslucham dobrych rad, pokicodalej zrzeram sie emocjonalnie. W czwartek mam spotkanie z psychologiem, jestem ciekaw co z niego wyniknie i jak bardzo otworzy mi oczy.
Pozdrawiam wszystkich
Fajne pomysly, musze przyznac lecz troche Sa jakby dla par bez dzieci, zgodze sie zapewno ze duzo z tych punktow jest slusznych i napewno mi pomoga, jest mi ciezko nie przecze, ciesze sie niezmiernie ze ktos odpowiedzial na moj post, jak najbardziej zachecam tez innych i chetnie wyslucham dobrych rad, pokicodalej zrzeram sie emocjonalnie. W czwartek mam spotkanie z psychologiem, jestem ciekaw co z niego wyniknie i jak bardzo otworzy mi oczy.
Pozdrawiam wszystkich
To są kroki dla każdej pary, tylko zastanów się czy chcesz ratować coś, co twoja małżonka zniszczyła.
Czy będziesz w stanie wytrzymać psychicznie fakt, że oni razem spali w Twoim domu i to robili w waszym łóżku.
Ja zdrady nie wybaczam, moja żona się o tym przekonała na własnej skórze. A kochałem ją bardzo mocno. I obecnie jestem szczęśliwym człowiekiem, bo spotkałem na swojej drodze kogoś, kto potrafi odwzajemnić moje uczucie
Jesteś młodym człowiekiem, nie oglądaj się na nią. Patrz na siebie. Ty w tym momencie jesteś najważniejszą osobą.
Nie okazuj jej uczuć, skup się tylko na sobie.
Zdejmij obrączkę i walnij papierami rozwodowymi z orzeczeniem o jej winie, tylko wcześniej zbierz dowody(kamerki w domu, dyktafon najlepiej niech to niech załatwi prywatny detektyw).
A przyjaciel jest dalej twoim przyjacielem i dalej przesiaduje w Twoim domu?
Mark jak zwykle jestem pod wrazeniem.
Za osiem miesięcy mam ślub. Od miesiąca w związku mamy kryzys, od niedzieli się nie odzywamy. Zawsze ja pierwsze wyciągałam rękę ale tym razem dla sprawdzenia czekam aż On zrobi to sam.
Niestety dzisiaj odkryłam że zaczął pisać ze swoją "koleżanką" przez którą rok temu się rozstaliśmy. Obiecał mi że zerwał z nią kontakt i nigdy więcej się z nią nie skontaktuje a tutaj okazało się że On pierwszy do niej napisał. Cała się gotuję, nie wiem co mam zrobić jak wróci z pracy. Nie chcę kolejnej awantury w której wyjdę na furiatkę, chcę mu powiedzieć prosto i dosadnie co o tym myślę... ale sama nie wiem co. Rzucić w niego pierścionkiem, kazać się wyprowadzić??? Co byście zrobili i jakich słów użyli... Mnie się chce tylko płakać z bezradności.
Jak się zachować i zastosować metodę 180 stopni?
Rzucic w niego pierścionkiem to będzie furiatkowo.. Oddaj mu go z usmiechem, powiedz.. przykro mi kochanie .. nie udało sie. Trzebna wszytsko odwołać. Zawiodłes i spieprzyłes wszystko. I tyle. i cisza.
To taka moja rada. Jesli miałoby coś z tego być, jesli macie być razem będzie UMIAŁ to naprawić.. bo chyba nie chcesz mieć takich dylematów po slubie..? czy slub wogole cos zmieni..?
Nie oglądałam tego filmu jeszcze, ale dziś na pewno obejrzę.
Co do kryzysu i ratowania związku...a co jeśli druga osoba nie chce się starać, nie chce ratować związku, bo nie widzi kryzysu?Kiedy uważa, że nie ma problemu i jest wszystko ok?Źle znosi rozmowy na ten temat, bo twierdzi, że wymyślam? Co wtedy robić, czy starać się, rozmawiać mimo niechęci do tego partnera czy odpuścić i pozostawić sprawę losowi? A może zastosować metodę wcześniej opisaną 180 stopni? Chyba za dużo pytań... ale tak bardzo boję się, że mój związek się za chwilę rozpadnie ![]()
Jakbym miała mieszane uczucia co do swojego partnera, to znaczy uczucia by przygasły, a ja sama miałabym wątpliwości... To gdyby nagle mój partner zaczął się zachowywać tak jak opisał to Mark - pomyślałabym, że mu wszystko jedno, czy jesteśmy razem, czy nie, załapałabym doła i pewnie bym odeszła bez nadziei, że może jeszcze wrócić to co między nami było wcześniej. Moim zdaniem, jeśli coś się psuje, trzeba na nowo obudzić uczucie, rozmawiać, śmiać się, nawet płakać razem, pojechać razem na jakąś wycieczkę, pójść do kawiarni, ugotować coś razem, powygłupiać się - generalnie spróbować razem cieszyć się chwilą, bo w momencie, w którym jedna z osób się wycofuje to wygląda to na brak zainteresowania i na brak chęci do ratowania związku, czy też małżeństwa. Jak dla mnie to te porady są... Bardzo niedobre. Może to dlatego, że jestem kobietą, no i niedawno przeszliśmy z narzeczonym kryzys i TYLKO dlatego, że dużo oboje mówiliśmy, spędzaliśmy razem cały nasz czas, zaczęliśmy być dla siebie mili jak dawniej, udało nam się porozumieć, wyjaśnić swoje oczekiwania i żale no i udało się nam cieszyć wzajemnie obecnością.
Jak dla mnie to te porady są... Bardzo niedobre. Może to dlatego, że jestem kobietą, no i niedawno przeszliśmy z narzeczonym kryzys i TYLKO dlatego, że dużo oboje mówiliśmy, spędzaliśmy razem cały nasz czas, zaczęliśmy być dla siebie mili jak dawniej, udało nam się porozumieć, wyjaśnić swoje oczekiwania i żale no i udało się nam cieszyć wzajemnie obecnością.
Szanowna koleżanko...
Mam do Ciebie prośbę... uzasadnij swoje przypuszczenia/poglądy, że te przytoczone powyżej porady są Twoim jakże obiektywnym zdaniem niedobre?
Bo przez to, co piszesz o swoim kryzysie w związku - ów kryzys pozwolił Wam spojrzeć z boku na Wasz związkowy problem, że za ten kryzys nikt z Was nie jest winny ale inny.
Tą prostą regułę, że "ktoś nie jest winny tylko inny" wyjaśnia proste stwierdzenie, że każdy związek dwojga ludzi to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej.
Bo co by nie mówić i jak tego nie interpretować, to - tak jak sama mówisz - w momencie, w którym jedna z osób się wycofuje to wygląda to na brak zainteresowania i na brak chęci do ratowania związku, czy też małżeństwa...
A zastanowiłaś się nad takim aspektem kryzysu w związkach: co powoduje takie a nie inne podejście partnera do "ratowania" związku, że się - jednak - wycofuje? Czy nie jest to aby podyktowane chęcią dominacji w związku czyli stawianiem chorych "zasad" partnerowi zwanych potocznie - a'la politycznie - dyktaturą?
Bo czymże ona jest jak nie przeciwnością w/w przeze mnie stwierdzenia a prowadzącą do jednego, bardzo skutecznego inaczej rozwiązania problemu, tudzież kryzysu w związkach - do miłosnej dyktatury, która to miłość nie jest w pełni dojrzała... a już na pewno nie jest tą prawdziwą miłością, którą darzyć się powinno ukochaną osobę, to skrzywiona "miłość", ale we własnym kierunku.
Nie oszukujmy się - partnera w związku kochamy za to kim jest i co sobą, swoją osobą, postawą prezentuje a nie za to jaki ma być. Niestety bardzo duży odsetek ludzi - partnerów w związku - nie potrafi tego zrozumieć i przejść z tym do porządku dziennego. To, że Wam się udało... gratulacje... ale jak mawiają - licho nie śpi.
Udzieliłam odpowiedź na Twoje pytanie w poprzednim poście. Tyle komentarza. ![]()
czy slub wogole cos zmieni..?
Też zadaję sobie to pytanie a przecież dobrze znam odpowiedź.
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ratowanie związku????
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026