No właśnie samemu nie zawsze wie się najlepiej...zwłaszcza gdy w grę wchodzą uczucia. Dlatego między innymi to forum jest takie cenne. Można zobaczyć swoją sytuację czyimiś OBIEKTYWNYMI oczami. Moniu, błagam, skorzystaj z tego. ZOBACZ. Potem decyduj.
Moniu, jestem z Poznania. Gdyby,s chciałą z kimś pogadać, to jestem do usług. Obca, z boku-ale czująca każdą cząsteczką twój dramat.
No to sie narobilo.
Niestety, po przeczytaniu watku Moniki oraz Malwiny jestem podobnego zdania jak wiekszosc tutaj - obaj faceci dali ciala.
Monika, moze i przegralas bitwe ale nie wojne. Ja tam nie wiem co ten Twoj wkrotce byly malzonek ma w swojej pustej glowie ale spanie w domu kobiety zadry przekreslilo go totalnie w moich oczach. Znaczy ciagnie wilka do lasu, bo tam skierowal swoje kroki zaraz po wyjsciu od was.
W dupe niech Cie pocaluje ze swpimi belkotami, placzami itp. Bedzie Ci skamlal na 200%, bo stracil dom, Ciebie, dziecko, wszystko. A z takim poplakujacym gnojkiem to i ta druga nie wytrzyma dlugo.
Trudno, przejechalas sie ale swiat sie na tym nie konczy, kobieta jest jak ruska stal, gniotsa nie lamiotsa. Corce blagam kitu nie wstawiajcie. Mozesz pominac watek drugiej pani ale uczciwie byloby powiedziec, ze mama i tata maja problemy i musza teraz pobyc oddzielnie. I albo sie dogadaja albo nie.
Malwina - Misiek Ci niezly stek bzdur wcisnal. Tyle na ten temat. Przypomnij sobie krzaki i pokatne sms-y, komorke pod poduszka i takie tam. Tez to robil, bo mial po kokardke??? Nie byloby calego tematu i Twojej "histerii", gdyby byl od poczatku uczciwy. Ze jest zlosliwy to sie zgadzam z nim, ale ponad to jest wobec Ciebie nieuczciwy i nielojalny. Teraz rozpostarl mgielke maskujaca.
To trudny dzień dla Moniki.. wcale nie jest fajnie wstac i pójśc do pracy.. nie mozna tak z marszu zająć się zwykłymi obowiązkami.. to nie na tym etapie.. potem tak.. teraz zbyt świeża sprawa...Mam nadzieję,że jakoś się trzyma.. ;-(
Najgorsze jest to, że ze słów Moni wynika, iż ona jest gotowa dać mu entą szansę nawet teraz. Czyli ciąg dalszy tego, co jej mąż widział od roku - może się zachować jak ostatnia świnia i okazać jej zero szacunku...a ona i tak pozostanie dla niego dostępna. Własnie dlatego śmiał po tym ostatnim numerze prosić o powrót. Bo nauczony jest doświadczeniem - Monia i tak nie odejdzie. Gdzie jest Moni dno jeśli jeszcze nie tu? Bardzo bym chciała by zajrzała do wątku dla kochających za bardzo...bo niewątpliwie to jej dotyczy.
136 2012-05-07 09:16:53 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-05-07 10:41:38)
Dziewczyny! Nie dziwi nic.
Monika,
to widac jak na dloni. Jak go teraz "przyjmiesz", to upewnisz go tylko w przekonaniu, ze moze Cie ustawic, jak mu sie zywnie podoba. UWIDZ TO.
Malwina,
to rekonesansu ciag dalszy-on przesuwa granice , a Ty robisz tak, jakbys tego nie widziala.
Tak robi osmiornica, Mussuka dobrego porownania uzyla, tez mi sie nasunelo.
Co nie znaczy dziewczyny, ze nie czuje waszego BOLU. Bo, ZE TO BOLI, to rozumiem doskonale.
Ale na milosc boska -nie dajcie soba pomiatac
!!!
137 2012-05-07 09:21:40 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-05-07 09:24:57)
Mussuka.. być może.. ale poczekam na swoja kolej... ;-(( Musze miec pewność..
Mam nadzieje,że Monika da sobie z tematem rade.. dla mnie osobiście pojawienie się jego u niej.. u wroga.. i wypłakanie sie jej i Matko Boska jej rodzinie.. to strzał w 10.. cel został osiagnięty.. dla mnie byłby skreslony..Zawsze tam będzie latał?Ona wczesniej nic nie wiedziała? o jego rozterkach? nagle do niej zapukał..? nie wierze..
Malwinko, ale czego pewność?...Że kłamał, manipulował, grał na uczuciach, ciągnął pokątną znajomość, okazywał Ci brak szacunku stawiając tę znajomość ponad Twoim spokojem? Do tego wpędza Cię w poczucie winy, odwraca kota ogonem "nie widząc" swojej nieuczciwości. Przecież to wszystko już się stało i stało się na pewno...Czy to naprawdę nadal jest partner, którego chcesz? Dopiero zdrada fizyczna by to zmieniła?...Czy przypadkiem dla kochanej osoby nie chce się jak najlepiej? On teraz chce dobrze tylko dla siebie...
Monia, najważniejsze jest wg mnie jedno kryterium. Czy jako kobieta będziesz potrafiła przyjmując go na powrót po CZYMŚ TAKIM z godnością patrzeć na siebie w lustrze. On Cię obraża na każdym kroku. To że do niej pójdzie było więcej niż pewne, ale jego opowieści o rozmowach z jej rodziną, to jest policzek wymierzony w Twoją twarz. Nie poszedł zwierzać się do kumpli, do swojej rodziny, księdza, terapeuty, do każdej innej cholery ALE NIE TAM!!! To już jest szczyt wszystkiego. Nikandra ma rację - zastanów się, o kogo walczysz. Warto przechodzić całe to naprawcze piekło dla faceta o tak wątpliwych męskoosobowych walorach?
... Potrzebuje czasu.. to i tak sie roztrzygnie.. tak jak u Moniki.. sprawa nabierze obrotu bez względu na słowa..zapewnienia i manipulacje.. Ja to Dziewczyny wiem..ale chce to załatwić po swojemu.. każda z Was to przerabiała.. i same dobrze wiecie ,że to co same w sprawie czujecie jest priorytetem.. spojrzenie z boku.. to czynnik bardzo ważny i otrzeźwiający ale.. to co sama czuje liczy sie przede wszystkim.. nie chce mieć do siebie żalu i pretensji..że coś zrobiłam pochopnie..
Troszke odejde od tematu, bo i Malwina i Monia naprawde potrzebuja czasu i uporania sie z wlasnymi myslami i uczuciami. Nic im tu nie pomozemy, mozemy jedynie czuwac i wspierac.
Wczoraj moja mala poszla do Pierwszej Komunii, wygladala jak sniezna ksiezniczka, az mi sie lza w oku zakrecila. W sumie bylo pieknie choc bardziej kameralnie niz w Polsce, bo tylko czworka polskich dzieci sie tu zebrala. Ale kosciol i tak byl pelen, nawet jakis zwiazek polonijny i Ambasador RP byli na tej uroczystosci. I do tego TV Polonia, nakrecili wywiad z naszymi dziecmi i nami:)) Bede podobno dzis na ktoryms kanale wystepowac;)
A po mszy tata malej, czyli moj eks po raz pierwszy stanal oko w oko z moim obecnym czyli Krecikiem. Obaj maja sie dobrze, obylo sie bez rozlewu krwi:) Moze dlatego, ze do spotkania doszlo w kosciele;)
I wiecie co jeszcze? W sobote po spowiedzi dzieci, niektorzy rodzice tez poszli oczyscic swe grzeszne dusze. Ja nie, bo jakos nie, no i poza tym przeciez zyje "w grzechu" wiec i tak bym odpustu nie dostala. Ale Krecik jakos sie zawzial i polazl. OK, jego sprawa, tyle, ze siedzial w tym konfesjonale calkiem dlugo nawet jak na takiego bezecnika. Poczym wypadl, wzial dlugopis i kartke z samochodu i wrocil po numer telefonu ksiedza. Ja stalam jak karp swiateczny z otwarta buzia, najpierw sadzilam, ze dostal taka dluga pokute, ze musi sobie to zanotowac.
No i po poludniu oznajmil, ze rozmawial z ksiedzem o naszym ew. slubie a ten obiecal mu pomoc wszystko zalatwic tak abysmy mogli po bozemu zaczac zyc. Jak oni sie w czesko-polskim dogadali pozostanie dla mnie tajemnica ale Krecik wyszedl z kosciola i konfesljonalu caly w jasnosci jakiejs;))
No, to tyle off-topiku. Chociaz z drugiej strony to tez jakis zakret.
Mussuka. cudownym światełkiem zaświeciłaś;)
]
143 2012-05-07 11:33:32 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-05-07 11:35:13)
Jak mawia moja znajoma: no slicznie!!!
Wiesz Mussuka.. powiem Ci w tajemnicy.. możesz tłumaczyć mi zdroworozsądkowo ile chcesz.. a najbardziej przemawia do mnie to,że ktos jest szczęśliwy i jakie tego szczęścia sa powody. ja obecnie nie jestem szczęśliwa.. i nawet nie zanosi sie na zmiane w tej kwestii... mało tego... (znów tajemnica).. ale przyznam się.. bo musze podzielić sie odczuciami.. rozmawiałam z moim eks.. ( nie mężem tylko partnerem z którym byłam po mężu przed obecnym mężem:D).. to człowiek.. hmmhmh no niewazne.. rozmowa dotyczyła typowej porady w związku z umowa jaka miałabym podpisac a on jest z branży..wiec chciałam żeby mi pomógł ocenić czy dobrze zrobię..żeby sie nie przewieść dodatkowo...i co? pomógł.. sprowadził mnie w 15 minut na ziemie.. znalazł rozwiązanie... co poczułam?? spokój wewnętrzny.. coś czego nie czułam od baaardzo juz dawna.. a bardzo tego potrzebuje.. Nic nie wróci między nami.. mamy to pozamykane.. jesteśmy uczciwi głownie wobec siebie.. ale dobrze,ze mam w nim przyjaciela.............
acha a Miskowi zakomunikuje przy okazji o tej rozmowie.. nie mam zamiaru tego ukrywac..
Mussuka. cudownym światełkiem zaświeciłaś;)
]
Dziekuje End-aluzjo, zwykle poczatki sa swietliste i cudowne...a potem, no coz, okaze sie w praniu.
Tak sie czasem zastanawiam, po ilu mniej wiecej latach powinnam zaczac spodziewac sie kryzysu naszego zwiazku, bo poki co pierwsze dwa lata minely jak w bajce. Ale na to nie ma przeciez reguly, sa malzenstwa, co na zaboj sie przez lata cale kochaly a potem, sru i nagle nic nie zostaje.
Porownujac moje malzenstwo i obecny wolny zwiazek to odczuwam ogromna roznice. Teraz naprawde czuje, ze kocham, jestem kochana i ze przemy oboje w jedna strone, wczesniej to byly przepychanki, juz od samego poczatku, samotnosc, zlosc, braz zrozumienia, czulosci. Tyle ile ja lez wylalam na poczatku swojego malzenstwa z eksem to az sama sie sobie dziwie. A teraz tez placze, ale tylko ze smiechu:)
A apropos zakretow to jeszcze jeden mi sie szykuje ale za jakis dluzszy czas. Otoz rozmawialam juz ze swoim szefem i nieformalnie jeszcze ale wyrazil zgode abym poprowadzila nasza polska firme na miejscu, czyli z Wroclawia - SUPER! Czyli jak wszystko dobrze pojdzie, Bog da a partia pozwoli za ok. 2 lata wracam do Polski.
Wczoraj moja mala poszla do Pierwszej Komunii, wygladala jak sniezna ksiezniczka, az mi sie lza w oku zakrecila. W sumie bylo pieknie choc bardziej kameralnie niz w Polsce, bo tylko czworka polskich dzieci sie tu zebrala. Ale kosciol i tak byl pelen, nawet jakis zwiazek polonijny i Ambasador RP byli na tej uroczystosci. I do tego TV Polonia, nakrecili wywiad z naszymi dziecmi i nami:)) Bede podobno dzis na ktoryms kanale wystepowac;)
na którym ? też chcę uwidzieć Mussukę ![]()
No i po poludniu oznajmil, ze rozmawial z ksiedzem o naszym ew. slubie a ten obiecal mu pomoc wszystko zalatwic tak abysmy mogli po bozemu zaczac zyc. Jak oni sie w czesko-polskim dogadali pozostanie dla mnie tajemnica ale Krecik wyszedl z kosciola i konfesljonalu caly w jasnosci jakiejs;))
jakie to piękne aż się łezka w oku zakręciła.... są faceci którzy tak sami od siebie potrafią w taki sposób zaskoczyć ![]()
Dzień dobry Kobiety ! ![]()
Dzien dobry Nikandro..
pomógł.. sprowadził mnie w 15 minut na ziemie.. znalazł rozwiązanie... co poczułam?? spokój wewnętrzny.. coś czego nie czułam od baaardzo juz dawna.. a bardzo tego potrzebuje..
Czasami Malwina, czlowiekowi wystarczy, ze choc z jednym problemem sie upora a juz poczuje sie lepiej. Ja co prawda uczuciowo mam sie dobrze, ale na glowie czesto az za duzo innych spraw, w firmie, z kredytem, z dzieciakami, nawet ta komunia mnie stresowala i wiele innych rzeczy. chwile, ze tylko glowe sobie odkrecic i zostawic na wieszaku. A potem mowie sobie STOP - powoli, po kolei, nie wszystko naraz.I jak np. z banku dostalam pozytywna odpowiedz to juz mi sie dziob usmiechnal, choc tyle jeszcze innej pracy mnie czeka. Nie ma co sie spieszyc, jedna rzecz po drugiej i wszystko sie pouklada.
na którym ? też chcę uwidzieć Mussukę
Eee tam, nie ma co ogladac ale jakas Polonia, chyba ich tak wiele nie ma. i o 20-tej chyba. Ja nie mam tego kanalu wiec sie sama nie obejrze, na cale moje szczescie:))
Dzień dobry Kobiety !
Dzien dobry? Po poludnie juz u nas:)
Malwina69 napisał/a:pomógł.. sprowadził mnie w 15 minut na ziemie.. znalazł rozwiązanie... co poczułam?? spokój wewnętrzny.. coś czego nie czułam od baaardzo juz dawna.. a bardzo tego potrzebuje..
Czasami Malwina, czlowiekowi wystarczy, ze choc z jednym problemem sie upora a juz poczuje sie lepiej. Ja co prawda uczuciowo mam sie dobrze, ale na glowie czesto az za duzo innych spraw, w firmie, z kredytem, z dzieciakami, nawet ta komunia mnie stresowala i wiele innych rzeczy. chwile, ze tylko glowe sobie odkrecic i zostawic na wieszaku. A potem mowie sobie STOP - powoli, po kolei, nie wszystko naraz.I jak np. z banku dostalam pozytywna odpowiedz to juz mi sie dziob usmiechnal, choc tyle jeszcze innej pracy mnie czeka. Nie ma co sie spieszyc, jedna rzecz po drugiej i wszystko sie pouklada.
ja wiem.. ja tez taka jestem.. może mnie ucieszyc piedoła i napędzic mnie na kilka dni.. ale gdy Ci się sypie ze wszystkich stron..??? wszystko....... od długiego juz czasu..?
ale gdy Ci się sypie ze wszystkich stron..??? wszystko....... od długiego juz czasu..?
to znak, ze zacznie sie tez ukladac, moze nie z kazdej strony ale zacznie. Zobaczysz sama. Wiele razy przerobilam takie wszelakie kryzysy, co sie czlowiekowi na leb na hura zwalaja. Tez myslalam, ze kurcze, juz wiecej nie moze sie zepsuc a jeszcze cos dochodzilo. I nagle, za tydzien, dwa sprawa po sprawie sie wyjasniala, rozwiazywala, okazywala nie taka znow wielka i nie do pokonania - natura Malwina lubi rownowage, teraz dol to bedzie i gora;)
Wiesz co.. ja mam 43 lata.. zawsze byłam optymistką.. zawsze porównanie robiłam zycia do jazdy samochodem.. z daleka mało widzisz.. tylko to co blisko.. i patrząc w dal widzisz skomplikowana droge.. a to ostry zakręt i niewiadomo co za nim, a to jakieś roboty drogowe, coś dużego jedzie z naprzeciwka.. cieżko.. cholera... ale jedziesz i co? tir skręcił i masz lewą wolna, roboty zajmowały mało miejsca i znów jestes na swoim pasie..a zakręt był bezpieczny i udało się wyjechac na prosta.. zycie ma tak samo.. a ja mam od kilku lat tylko pikowanie w dól.. wszystko non stop sie wali.. naprawdę zaczynam byc przeswiadczona,że powinnam do dobrego egzorcysty się udac..
a ja mam od kilku lat tylko pikowanie w dól.. wszystko non stop sie wali.. naprawdę zaczynam byc przeswiadczona,że powinnam do dobrego egzorcysty się udac..
A co to jest to wszystko? Dzieci masz super, wnuka tez, z roboty Cie nie wywalili, zdrowa bylabys jakbys gdzies tego globusa opchnela, dom masz, znajomych tez - to co sie wali to panowie, ktorzy Cie zawiedli. Ale to ich wina, nie Twoja, Ty robisz swoje i robisz dobrze.
153 2012-05-07 13:12:49 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-05-07 13:16:04)
Nie wiem.. odkąd kupiłam ten dom.. bo kupiłam a nie budowałam.. wszystko się zaczęło.. zaznaczam,że kupiłam od małżeństwa w trakcie rozwodu.. zaczęli się rozwodzic podcazs budowy.. i się zaczeło.. do domu wprowadzilismy sie w grudniu a już w marcu samobójstwo teściowej brata mojego męża na 2 tygodnie przed jego slubem , jednoczesnie diagnoza u mojego teścia,że ma raka( zyl poł roku), krach zupelny firmy mojego męża..i związane z tym straty finansowe.. po dwóch latach wiadomośc o kochance.. po nastepnym roku ich ciąża.. i nasz rozwód.. moja mam dostała udaru w tym domu.. gdzie weszła po wizycie u lekarza.. kłopoty wychowawcze z córka .. minęły gdy sie przeprowadziła i natychmiast zaczęłysmy się dogadywac.. wiecznie finansowo pod górkę.. do tego .. moj wspomniany eks facet.. w momencie gdy go poznałam.. awansował.. na wysokie stanowisko w firmie a potem tylko spadal.. po naszym rozstaniu ( i nie bywaniu w tym domu wszytsko poszlo do góry.. ).. mój mąż gdy go poznałam pracował na bardzo dobrym stanowisku w korporacji amerykańskiej..stabilną i ugruntowana mial pozycje tam.. przeprwoadzil sie do mnie i po 4 miesiącach trach.. po pracy.. zwolnił się ambicjonalnie..ale sprawy sie tak potoczyły ze w zasadzie to byla jedyna sluszna decyzja.. potem praca od reki nastepna i po 4 miesiącach dziekujemy.. ..i tak do dzis.. hustawka masakryczna.. miedzy czasie mój podział majątku i potoczenie się spraw nie po naszej mysli mimo faktów i argumentów jedynych na nasza korzyść.. efekt raty w wysokości mojej pensji.. i podejrzenie o nielojalnośc mojego męża.. i podejrzenie o zdrade.. albo coś w ten deseń.. i miliony drobiazgów.. samochod rozwalony na parkingu.. a w miesiacu poprzedzającym wsadzilismy w niego kupie kasy.. nastepne auto.. z milionem ukrytych defektów.. wyłaczenie pradu.. i siada nam nowy piec gazowy.. naszpikowany elektonika.. koszt? boje sie myslec..itd.. itd.. kazdy dzien.. przynosi mi rewelacje.. negatywne.. to ogromny skrót.. to tak w pigułce.. a nie mam czasu i sily nawet rozwijac dalej..
Tak.. jest mój Niunio... jedyne lakarstwo na moja dusze..
Mezowie mi sie zdziebko poplatali w tej wyliczance ale nic to:) Zapomnialas dodac, ze w tym czasie jak tam zamieszkaliscie to pies sasiada zdechl, szczury wyprowadzily sie z tego okropnego domu, Japonie nawiedzilo tsunami (pewnie jakis Japoniec przespacerowal sie obok waszego domostwa) a kasztany przy calej ulicy pousychaly.
Malwina, te awarie, klopoty, tragedie w rodzinie to nie tylko Twoja domena - to sie dzieje u kazdej z nas, mnie nawet szkoda czasu na wyliczanie:) Jak siadzie pralka, to tego samego dnia dostaje rachunek wyrownawczy za prad za pol roku, dziecko same paly przynosi, Krecik rozwala samochod i nas uziemia na pare tygodni, mnie lapia bole jakies itp.
Jesli naprawde sadzisz, ze zrodlo zla tkwi w tym domu to chyba nic prostszego jak znalezc kupca a sobie cos mniejszego, tanszego, moze calkiem nowego - bez historii i bialej damy w zanadrzu.
A poza tym, to rozwody w trakcie budowy domu to nagminna przypadlosc - ludziom czesto nerwy siadaja przy takim projekcie i zamiast wspolnego gniazdka jest koniec rodziny.
155 2012-05-07 13:44:27 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-05-07 13:45:03)
:-)) a to małżeństwo po sprzedaży domu.. po roku zeszło sie i maja trzecie dziecko..
ja wiem......... nie traktujecie tego poważnie.. bo to zycie.. ale ciagłe niepowodzenia i praktycznie nic na plus może sprawodzic na dno psychiczne kazdego a mnie to już na bank. ;-)) taka jestem..
a wyliczanka jest prosta mąż-facet-mąż
:-)) a to małżeństwo po sprzedaży domu.. po roku zeszło sie i maja trzecie dziecko..
prosty wniosek - sprzedajcie dom i zafundujcie sobie z Miskiem jakies bobo, jeszcze mozesz:)
ja wiem......... nie traktujecie tego poważnie.. bo to zycie.. ale ciagłe niepowodzenia i praktycznie nic na plus może sprawodzic na dno psychiczne kazdego a mnie to już na bank. ;-)) taka jestem..
a plusow nie bylo w tym czasie zadnych? na pewno byly ale nie dostrzegasz ich. Masz lepszy kontakt z corka i masz Niunia. I poki co, Miska tez masz, choc go trzeba aktualnie do pionu ustawic. Opisalas klopoty wielu innych ludzi, z Toba jakos powiazanych ale to nie Twoje klopoty (byly maz, facet, jakas dalsza tesciowa, tesc..). Nie bierz na siebie odpowiedzialnosci za caly swiat i zycie innych.
a wyliczanka jest prosta mąż-facet-mąż
A to widze, ze nie proznujesz:)
:-))))
Malwina, ja nigdy nie wierzylam w cos takiego. Mysle , ze zawsze i wszedzie motorem i dusza wszystkiego jest czlowiek.Czy to bedzie dom, zwiazek, czy jakas wspolnota, np. rodzina.
I to , jacy jestesmy to "zabiera sie " z nami.
Do nowego domu,do nowego miasta czy nowego panstwa.
To cały" dorobek" mojego zycia
mąz-facet-mąż.. oczywiście pod tym -- względem to dużo..???? Gdyby nie zdrada pierwszego było by tylko ; mąż.
159 2012-05-07 14:20:22 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-05-07 14:21:32)
:-))))
Malwina, ja nigdy nie wierzylam w cos takiego. Mysle , ze zawsze i wszedzie motorem i dusza wszystkiego jest czlowiek.Czy to bedzie dom, zwiazek, czy jakas wspolnota, np. rodzina.
I to , jacy jestesmy to "zabiera sie " z nami.
Do nowego domu,do nowego miasta czy nowego panstwa.
To może nie dom a ja .. jestem jakaś trefna..
160 2012-05-07 14:22:57 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-05-07 14:25:15)
pomaranczowa 1 napisał/a::-))))
Malwina, ja nigdy nie wierzylam w cos takiego. Mysle , ze zawsze i wszedzie motorem i dusza wszystkiego jest czlowiek.Czy to bedzie dom, zwiazek, czy jakas wspolnota, np. rodzina.
I to , jacy jestesmy to "zabiera sie " z nami.
Do nowego domu,do nowego miasta czy nowego panstwa.To może nie dom a ja .. jestem jakaś trefna..
:-)) jest jeszcze trzecia opcja: moze Ty to wszystko tak tylko W I D Z I S Z?
Moze jestes z czegos niezadowolona albo niespokojna ?
I wtedy widzisz tylko czarne rzeczy, a bialych nie zauwazasz?
Znasz ten fenomen ? jak jestes glodna, to widzisz na ulicy same frytki, bagietki i lody? :-)))
Malwina69 napisał/a:pomaranczowa 1 napisał/a::-))))
Malwina, ja nigdy nie wierzylam w cos takiego. Mysle , ze zawsze i wszedzie motorem i dusza wszystkiego jest czlowiek.Czy to bedzie dom, zwiazek, czy jakas wspolnota, np. rodzina.
I to , jacy jestesmy to "zabiera sie " z nami.
Do nowego domu,do nowego miasta czy nowego panstwa.To może nie dom a ja .. jestem jakaś trefna..
:-)) jest jeszcze trzecia opcja: moze Ty to wszystko tak tylko W I D Z I S Z?
Moze jestes z czegos niezadowolona albo niespokojna ?
I wtedy widzisz tylko czarne rzeczy, a bialych nie zauwazasz?Znasz ten fenomen ? jak jestes glodna, to widzisz na ulicy same frytki, bagietki i lody? :-)))
czasami białe myszki ![]()
pewnie ze jestem niezadowolna, zmartwiona, zestresowana, zaniepokojona i zdenerwowana.. włąsnie tym wszytskim.. koło zamkniete..
dodatkow mam hustawke nastrojów.. skońxcze w wariatkowie.. ![]()
pomaranczowa 1 napisał/a:Malwina69 napisał/a:To może nie dom a ja .. jestem jakaś trefna..
:-)) jest jeszcze trzecia opcja: moze Ty to wszystko tak tylko W I D Z I S Z?
Moze jestes z czegos niezadowolona albo niespokojna ?
I wtedy widzisz tylko czarne rzeczy, a bialych nie zauwazasz?Znasz ten fenomen ? jak jestes glodna, to widzisz na ulicy same frytki, bagietki i lody? :-)))
czasami białe myszki
pewnie ze jestem niezadowolna, zmartwiona, zestresowana, zaniepokojona i zdenerwowana.. włąsnie tym wszytskim.. koło zamkniete..
dodatkow mam hustawke nastrojów.. skońxcze w wariatkowie..
Juz nie kokietuj nas tak ta wariatka! :-))
My wiemy doskonale, ze nia nie jestes.
Jeszcze nie................ kwestia czasu.. ;-)
Jeszcze nie................ kwestia czasu.. ;-)
Ty straszna kokietka jestes , wiesz ? :-))))
Mowil Ci to juz ktos?
:-))))))
Malwina, moze Ty masz wczesne stadium menopauzy kobieto? No teraz mi sie oberwie:))
Bo to wiesz..jak nie sraczka to przemarsz wojsk, zawsze cos sie trafi. Tylko, ze czasem nalezy na niektore nieuniknione klopoty machnac reka a nie wszystko sobie do serca brac. Ty sie wyluzuj i pozwol innym troche pomartwic sie o wlasne sprawy. Co Ty bedziesz sobie glowe piecami albo defektami aut zawracac? Miskowi to zlec. To samo eks mezowie, faceci i ich klopoty z praca - a co Tobie do tego?
Kurcze, maj, piekna pogoda w Polsce, zamiast sie wybrac do Lazienek labedzie pokarmic, lodow powcinac i spokojnie wieczorkiem telenowele w pozycji horyzontalnej obejrzec to Ty sobie dokladasz tych zmartwien jak na zyczenie. A kto Ci za Twoje sterane nerwy zaplaci? Badzze troche egoistka i pomartw sie o siebie;)
No ja się właśnie martwie o siebie
a coż by innego..? straszna jestem wiem pomarańczowa.. Misiek przez ostatnie pół roku mówił mi to codziennie.. ;-) teraz znów jestem cudowna.. kobieta potrafi ![]()
No ja się właśnie martwie o siebie
a coż by innego..? straszna jestem wiem pomarańczowa.. Misiek przez ostatnie pół roku mówił mi to codziennie.. ;-) teraz znów jestem cudowna.. kobieta potrafi
straszna ?? NIE. :-))
Kokietka, to urocze
168 2012-05-07 16:50:27 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-05-07 16:51:30)
czas do domu... Za MOnike trzymam mocno kciuki.. mądra dziewczynka, silna.. da sobie rade.. po swojemu.. ale da.. wierze w Nią..mam wstepnie na wieczór zaplanowane babskie spotkanie.. na którym razem z moja koleżanka rozliczymy ze wszystkich głupot drugą koleżanke.. trzeba czasami wylac kubeł zimnej wody.. dla dobra rzecz jasna.. bo od czego ma sie przyjaciół? od głaskania po główce? nie..musze tylko wypić przynajmniej 3 drinki.. wtedy jestem odważna ![]()
acha a o 20,00 załączam kanał Polonijny
Musuuka na galowo ma być..
PS.. A może Krecika spytać jeszcze raz o wróżbę..? dla nas.. dla mnie..?
czas do domu... Za MOnike trzymam mocno kciuki.. mądra dziewczynka, silna.. da sobie rade.. po swojemu.. ale da.. wierze w Nią..mam wstepnie na wieczór zaplanowane babskie spotkanie.. na którym razem z moja koleżanka rozliczymy ze wszystkich głupot drugą koleżanke.. trzeba czasami wylac kubeł zimnej wody.. dla dobra rzecz jasna.. bo od czego ma sie przyjaciół? od głaskania po główce? nie..musze tylko wypić przynajmniej 3 drinki.. wtedy jestem odważna
super! zatem miłej zabawy życzę ...ja tez tak miewam z tymi drinkami dla odwagi ![]()
acha a o 20,00 załączam kanał Polonijny
Musuuka na galowo ma być..
PS.. A może Krecika spytać jeszcze raz o wróżbę..? dla nas.. dla mnie..?
oglądam Polonię ale jakoś chyba nie tą co trzeba, bo nic nie mówią o komuniach ![]()
a o jaką wróżbę chodzi ? ![]()
Z babskiego spotkania nici.. koleżanka uruchomiła kobieca intuicję i " rozchorowała się"...co się odwlecze to nie uciecze.. dopadniemy ją prędzej czy później..
jeju Nikandra.. ja przegabiłam tą Polonie.. co za ulga,że Ty oglądałaś i nie było nic o komuniach w Polsce...przegapić Mussukę w TV... to byłoby straszne..
A jesli pytasz o wróżbe..hmmhmhm to Krecik Mussuki to wróż.. prawdziwy
patrzy w gwiazdy, planety, księzyc.. oczy swojej ukochanej Kobiety i zawsze prawdę mówi.. Kiedys nam wróżył.. z tym,że to było przekładane z czeskiego na jakis dziwny język a potem dopiero na polski....więc sama rozumeisz... Ale teraz sa pzrecież szczegolne okoliczności.. u mnie i u Moni.. więc moze znów trzeba do tych gwiazd kierowac pytania..
Monia.. może teraz rozprawiasz się z mężem.. trzymam kciuki... pamietaj wszystkie jestesmy z Toba!!!!!
Mam dziwnie dobry humor.. nie mylic z nastrojem.. opanowała mnie jakaś głupawica..a mam tak zawsze przed trzesieniem ziemi.. tfuu tfuuuu na psa urok..
Dzwoniło do mnie moje Ciacho czyli wnuczek.... pogadaliśmy.. On mówił; miau, miau, cici, baba, mniam mniam, dziadak..( to nie błąd ma byc dziadAk).. więc rozmowa była cudna.. ![]()
Witajcie .... co taka cisza? coś się stało? nie byłam na onecie jeszcze..?
Monia milczy... Mussuka chyba sie oglądnęła w TV i teraz autografy rozdaje.. nikandra spi..pomarańczowa znikła.. nina 1234, kjersti, Tarantella, End_aluzja, Marika80.............................siedza na innych watkach...
Tylko ja na posterunku..............
Nie jesteś sama
Mam dużo pracy w pracy...ale ciągle myślę o Moni. Obawiam się, że ta cisza to zły znak. Zły dla Moni, niekoniecznie dla niewiernego.
:-)) a ja konferencje zaraz zwoluje i walcze z papierami :-)
Ale zagladne tu zaraz potem !
Ta cisza ze strony Moni to niedobra cisza, zgadzam sie
Ja się co prawda nie udzielam ale czytam zarówno ten jak i wcześniejszy wątek z wielkim zaangażowaniem. Zdaje się, że pasuję jak ulał do tematu wątku:) Mam nadzieję, że Monia niebawem się odezwie.
Ja się co prawda nie udzielam ale czytam zarówno ten jak i wcześniejszy wątek z wielkim zaangażowaniem. Zdaje się, że pasuję jak ulał do tematu wątku:) Mam nadzieję, że Monia niebawem się odezwie.
Adele więc witaj.. wśród nas.. ;-)) miło nam bardzo.....opowiedz coś o sobie..
Marika siedzi zawalona robota i co pol godz sprawdza forum czy Monia cos napisala...a popoludniu proby komunijne corki sie zaczynaja i generalnie caly tydzien mam masakryczny bo komunia juz w niedziele...a co za tym idzie czeste spotkania z jeszczemezem...
Martwie sie o Monie:-(
Mam wrażenie, że Monia szuka na siłę kolejnych usprawiedliwień dla męża, żeby tylko nie musieć się rozstawać. Nieważne, że kosztem własnej godności. I to jest najsmutniejsze...
A ja uszanuję jej każda decyzję.. jaka by nie była.. wychodze z założenia,że każda z nas swój ból przeżywa po swojemu na własnej zbitej doopie.. bo to własny ból.. ani nikt nam go nie ujmie ani nie przeboli za nas.. trzeba po swojemu... trzeba.... i tu na tym forum nie raz czytałam mądre dziewczyny.. mieć swoj czas na przerobiebnie tego wszystkiego...............każdy z nas jest innym człowiekiem umocowanym w innych realiach.. i te składowe tworzą ta całość o której my sami decydujemy........
Jak Monia bedzie gotowa, napisze. Pewnie wszystko się jeszcze kotłuje i nie wie dalej na czym stoi. My Monia czekamy na znak, gotowe Cię wspierać.
A ja siedze na polnocy Finlandii i nie rozdaje autografow jedynie z zapalem wartym lepszej sprawy walcze z moimi kolegami i przelozonymi, zeby zrozumieli jak sie w Plsce sprzedaje. Oraz w krajach osciennych.
Jutro sie pojawie w calej galii na forum.
Siemanko!
Masz rację, ja zresztą nie mam zamiaru nikomu mówić co ma robić. Jednak w tym przypadku wyraźnie widać Moni uzależnienie od męża i jedyne czego bym na pewno dla niej chciała to żeby poczytała o kkzb. Żeby właśnie wyciągnęła własne wnioski, ale na tyle szybko by cierpieć jak najkrócej. Ja w swoim czasie, gdy tonęłam zupełnie nie widziałam tego. W ogóle. Byłam ślepa i głucha w swoim uzależnieniu od toksycznego związku i też za wszelką cenę chciałam tylko po swojemu. A dziś wiem, że gdybym otworzyła się na obiektywizm innych, być może byłoby choć o jedno upokorzenie, choć o jeden cios mniej. I krótsza droga do odzyskania szacunku do siebie. Bo jeśli szereg osób, które chcą dla Ciebie dobrze mówi Ci, że pali Ci się mankiet, to coś w tym musi być, kwestia tylko, żeby skierować spojrzenie na ów mankiet i pozwolić sobie poczuć smród bez magicznego myślenia "u mnie będzie inaczej". Monia pozwala deptać szacunek do siebie, godność i z tego potem najtrudniej się podnieść, co zresztą każda z Was wie. To jest później największy ból, większy niż tęsknota za toksycznym partnerem.
Rozumiem, że Monia ma za sobą szereg dobrych lat przeżytych z mężem i to nie pozwala jej uwierzyć, że jest zdolny do tego, co robi teraz. U kogoś innego takie cechy byłyby pewnie dla niej nie do zaakceptowania. U niego je usprawiedliwia, bo chce mieć powód by pozwolić mu zostać. Każda postać emocji, w których niszczy się siebie by zachować kogoś u boku jest już uzależnieniem, nie miłością.
Być może dlatego tak bardzo bym chciała by Monia otworzyła oczy na siebie i na to, co się NAPRAWDĘ dzieje. Pamiętam swoje zaślepienie...
Przypomina mi się piosenka Anity Lipnickiej, bodajże "Płacz, płacz..." - "Ile spała nie wie nikt..."
Ja tez naczytałam się o kkzb.. to bardzo mądry i bardzo pożyteczny wątek.. Wiem dzieki niemu czym się kierować i jak reagować.. ALE... nie mogę wiecznie powtarzać,że rózne sa ludzkie historie i czasami na ten dramat składają się rózne przyczyny, które trzeba brać pod uwage.. poprostu oprócz białego i czarnego jest jeszcze szary w różnych odcieniach.. Bo.. nie zgadzam się,że miłośc to zawsze uzaleznienie jeśli komuś wybaczy sie jego błąd... że wierzyć w człowieka z którym się przeżyło wiele dobrych lat to sprawa nie do zaakceptowania gdy On sie tego błędu dopuści.... oczywiście jeśli ten winowajca pokazuje,że zbładził, pomylił się..żałuje, cierpi.. czuje się winny.. udowadnia to na każdym ktroku i chce tej szansy, chce naparwiać.. co spartolił.. Uzaleznieniem jest błaganie takiego delikwenta o szanse dla zdradzonej strony, branie na siebie winy, upodlenie się i nieszanowanie.. ja wiem,że granica jest bardzo cienka.. ale jest.. Ja dałam szanse mojemy eks męzowi po zdradzie.. bo widziałam jego ogromny żal.. bo pzrekonał mnie,że naprawi wszytsko.. użył wszystkich mozliwych chwytów wobec mnie.. a ja uważam mimo wszystko,że zrobiłam dobrze dając mu szanse bo wiem czym sie kierowałam.. to,że to był drań.. okazało się później.. i musiało do tego dojśc bo być może do dnia dziesiejszego bym wzdychałą do mojego straconego z nim życia.. Nie umiem tego wytłumaczyc.. Nie żaluję mojej decyzji wtedy.. bo dzis wiem kim on naprawdę był.. Dlatego teraz w mojej obecnej sytuacji, z całym bagażem mojego życiowego doswiadczenia, wiedzy czerpanej z tego forum.. nie podejme pochopnej decyzji.. musze miec dowód.. muszę miec pewność..
Absolutnie nie uważam, że wybaczenie błędu to objaw uzależnienia. Ale moim zdaniem trzeba odróżniać błąd od braku szacunku, rozjechania się priorytetów, skrajnie egoistycznego postępowania. Historia zauroczenia męża Moni ciągnie się od roku. Co on przez ten rok zrobił? na pewno dużo powiedział. A jego czyny opisane przez Monię świadczą o czymś innym niż jego słowa. Ona wybacza od roku. Od roku przesuwa granice. Co raz więcej znosi. Czy to przyniosło jej i jej związkowi coś dobrego? Nic. Moim zdaniem to wszystko już dawno granice "błędu" przekroczyło.
Co do Twojego małżeństwa - nie śmiem ingerować również w Twoje decyzje, zresztą nie mam mocy
Ale mogę wysnuć przypuszczenie, że jeśli wielokrotne rozmowy o tym, co Cię rani, pakowanie męża nie spowodowały zaniechania tajnych smsów z inna panią ani nawet wyjaśnienia czym ta znajomość była i dlaczego wymagała usuwania treści wiadomości sprzed Twoich oczu, to również już nie jest pojedynczy błąd. To świadome kontynuowanie procederu dla własnej wygody przy braku poszanowania uczuć drugiej strony.
Mój obecny mąż również popełnia błędy, a jakże
I ja je popełniam. Ale nie są one wynikiem braku szacunku dla uczuć drugiej strony. Na to się nie zgadzam.
Absolutnie nie uważam, że wybaczenie błędu to objaw uzależnienia. Ale moim zdaniem trzeba odróżniać błąd od braku szacunku
podpisuje.
Ja to widze tak: Kazdy z nas ma granice gdzie indziej. One sa jak gust, nie podlegaja dyskusji.
Jesli z kims zyje, kocham go , to znam jego granice i wiem dokladnie co go rani.I to moze byc rzecz, ktora by kogos innego WOGOLE NIE ZRANILA, albo stu ludzi nie ranila- to nie gra tutaj roli i nie ma nic do rzeczy. Bo ja wiem co rani MOJEGO partnera.
I teraz: jesli swiadomie je przekraczam,te granice, raniac go ?to to jest po prostu i w pelnym tego slowa znaczeniu brak szacunku. I do tego okrutne .
Nie moglabym z kims takim zyc.Bo musialabym zranic siebie-pozwalajac mu na ranienie mnie.
I tak jest .I nie chce byc inaczej. :-)
Tu sie mowi: "Freundschaft fließt aus vielen Quellen, am reinsten aus dem Respekt."
( przepraszam Was raz jeszcze za moj polski, nie zawsze umiem sie tak wyslowic, jakbym chciala)
mój obecny mąż zranił mnie, upokorzył, oszukiwał. Miał romans. on tego tak nie nazywa, bo nie planował niczego, a jak kończyło się jedno spotkanie... nie planował kolejnego. bo spotkał się z nią trzy razy.. tak wyszło. niczego jej nie deklarował, dla niego to nic nie znaczyło.
przez długi czas tłumaczyłam mu, że znaczyło coś dla mnie. że mnie odarł z godności, upokorzył, zapomniał o mnie, przestałam dla niego istnieć.
przez długi czas tłumaczy łam mu, że boli mnie to, że mówił mi dobranoć kochanie , ide na kolację, tam nie będzie zasięgu, a szedł się pobzykać...
żenada....
kiedy ja dowiedziałąm się o jego zdradzie - on postanowił zrobić wszystko, żeby swój błąd naprawić. ja postanowiłam dac mu szansę
owszem, duzy błąd. owszem, mozolnie mi idzie ratowanie swoich uczuć
owszem musiałam nauczyc się kim jestem, co oznacza moja godność, czego cchę, czego potrzebuję, na co sie nigdy nie zgodzę
ja wątpię cały czas. waham się, szukam rozwiązań, nie decyduje, wciąz szukam odppwiedzi najlepszych dla siebie, co widac na tym forum
ale mój mąz nie zwątpił ani razu,
nie zastanawiał się, czy dobrze zrobił
nie próbował się kontaktowac z tamtą i nie robił maslanych oczek
nie wahał się nad wyborami
nie deklarował, że się pogubił i jeszcze nie odnalazł...
odnalazł sie od razu i powiedział, jestem z Tobą przy Tobie i tu zostanę
chociaż ja przezywam hustawki, chociaż ja się boję przyszłości - to on nie
on mówi, że jego przyszłośc jest przy mnie, że jest gotów zawsze przy mnie trwać.
I dlatego ja mogłam swoje granice okreslić od razu i bardzo twardo. i rozumiem, że monia je naciągała
ja cieszę się, że nie musiałam
ale ja tez wiem, że ich nie naciągnę...
nie ma po co...
bo nic tak nie uzyskam'
Nikandra nie śpi
bo biega od rana jak zwariowana ...nawet się zrymowało ![]()
Zaraz z resztą biegnie do garów ale wpierw zielona herbatka na śniadanie.
Tu sie mowi: "Freundschaft fließt aus vielen Quellen, am reinsten aus dem Respekt."
""Przyjaźń wypływa z wielu źródeł...najczystsza z szacunku "
cuś w ten deseń ![]()
Witam Was Kobietki ![]()
Piękny dzionek dzisiaj.... a Moni ani widu ani słychu ![]()
Moniu czekamy na Ciebie obojętnie jaką decyzję podjęłaś, jest ona Twoja ...w końcu to Twoje życie i Twój mąż ![]()
Dawno tu nie pisałam ale czytam regularnie.Sytuacja Moni jest mi szczególnie bliska, bo moja była całkiem podobna na początku. A może dalej jest? Moniki mąż nie może sie zdecydować kogo wybrać, mój niby sie zdecydował, zapewniał, że ja, że koniec, że tylko koleżanka.... Ale jak sie potem okazało to tylko słowa, bo czyny były inne. Rozumiem Monię, że męczyła męża i starała się wydobyc z niego decyzję "kto" ja czy ona. Ale to chyba nie był dobry sposób. Myślę, że to rozstanie teraz jest najlepszym w tej sytuacji co mogło sie stać. Nie żebym tak źle Moni życzyła, nie. Ale pokazała facetowi, że nie bedzie dalej tolerować tego co było i nie mogło sie skonczyc. Ona cierpi, ale moim zdaniem jest teraz na wygranej pozycji bo jesli facet wróci to bedzie się kajał i prosił o wybaczenie, bedzie musiał robic wszystko by udowodnić że zasłużył na wybaczenie Moni; jeśli nie wroci i wybierze tamta lafiryndę to znaczy że nie był wart zeby go karmić i ubierać.
Myślę, że łatwiej jest postawic i egzekwowac granice, gdy facet zrywa definitywnie znajomość z druga kobietą - zero kontaktu wzrokowego i medialnego. W sytuacji, gdy razem pracują to juz nie jest takie proste. Wiem o tym ja, Monia, Malwina i ........
Witajcie .... co taka cisza? coś się stało? nie byłam na onecie jeszcze..?
Monia milczy... Mussuka chyba sie oglądnęła w TV i teraz autografy rozdaje.. nikandra spi..pomarańczowa znikła.. nina 1234, kjersti, Tarantella, End_aluzja, Marika80.............................siedza na innych watkach...
Tylko ja na posterunku..............
Malwinko jestem tylko bardzo zabiegana i nie zawsze mam czas pisać .Na innych wątkach jestem bardzo mało ,bo przyzwyczaiłam się do Was.Cały czas jestem z Tobą i Monią .Mam nadzieję ,że wszystko się wyjaśni i w końcu trochę odetchniecie.Ja ostatnio próbuję sobie udowodnić ,że mogę pokonać niektóre lęki ,uczę się dużo nowych rzeczy.Chcę sobie udowodnić ,że mogę być samodzielna pomimo mojej częściowej niepełnosprawności .Mimo tego ,że nie żałuję szansy której nam dałam ,to teraz wiem że nigdy już nie będę pewna na 100% co będzie jutro .Teraz jestem szczęśliwa ale jestem już inną osobą ,silniejszą.
Dziewczyny,jesteście KKZB,aż boli...
Boli,że dajecie się kręcić,że godzicie się na namiastki,uciekacie od siebie...
Ale każda widać z nas ma swoją drogę do zdrowienia. Wybór czy żyć z toksykkiem czy nie to też indywidualna sprawa.
Ostatnio rozmawiałam z różnymi kobietami,robiłam sondę i dowiedziałam się m.in jak żyje się w normalnym związku.
Więc panie twierdzą,że nawet im do głowy nie przychodzi martwić się,czy mąż jest im wierny. One mają tego pewność...ja jej nigdy nie miałam...
Ostatnio rozmawiałam z różnymi kobietami,robiłam sondę i dowiedziałam się m.in jak żyje się w normalnym związku.
Więc panie twierdzą,że nawet im do głowy nie przychodzi martwić się,czy mąż jest im wierny. One mają tego pewność...ja jej nigdy nie miałam...
Lukrecjo,ja z calą pewnością nie jestem KKZB ale nigdy nie powiem, że mam pewność, że mój partner mnie nie zdradzi. Dlaczego? Bo nie odpowiadam za drugą osobę, za Jej wybory czy decyzje. Owszem, w zdrowym związku nie ma potrzeby sprawdzania partnera, szperania w Jego telefonie, czy czytania e-maili, ale na to czy partner jest mi wierny nie mam wpływu.
Ty zaczęłaś swój związek od zdrady partnera, nic dziwnego, że już nigdy nie miałaś pewności co do Jego wierności. Potem już tylko przesuwałaś granice, aż doszłaś do ściany. Każda histioria na tym forum jest inna, rozumiem Monikę, Malwinę że walczą o swoje związki, bo do tej pory ich związki były tak jak to napisałaś takie własnie normalne.
Ostatnio rozmawiałam z różnymi kobietami,robiłam sondę i dowiedziałam się m.in jak żyje się w normalnym związku.
Więc panie twierdzą,że nawet im do głowy nie przychodzi martwić się,czy mąż jest im wierny. One mają tego pewność...ja jej nigdy nie miałam...
He he, pewnosc to mozna miec, ze sie kiedys bedzie kwiatki od strony korzonkow wachalo. To jedyny pewnik w naszym zyciu.
Te panie, pewnosci nie moga miec zadnej, bo gwarancji na wieczny szczesliwy i wierny zwiazek nie daja nigdzie, ani w kosciele ani w USC.
Moga miec jedynie duze zaufanie do partnerow i przez to spokoj w sercu i na duszy, ale pewnosci zadnej.
Ja mam obecnie ten spokoj ale daleko mi do tego, zeby powiedziec, ze nigdy i na milion procent moj partner mnie w przyszlosci nie zdradzi. Ufam, ze nie i nie mam poki co zadnych powodow do obaw. Wiec mam tez spokoj i radosc ze swojego zwiazku. Ale co bedzie za lat 10 to nikt na tym swiecie nie wie. A ja gdybac tez nie bede, bo niczego to nie zmieni.
A jak mnie zdradzi to mam nadzieje, ze choc dyskretnie. Bo jak nie to zniknie w te samej chwili z mojego zycia. Ja nie bede dywagowac, czy to bylo raz czy sto i czy ta pani cos znaczyla czy bylo to pojedyncze zanurkowanie. Po pijaku czy na trzezwo, czy sama go zwiazala i na niego wlazla czy kto inny go do tego zmusil. Zdrada to swiadomy wybor i za ten wybor trzeba zaplacic.
Moj partner o tym wie, rozmawialismy o tym pare razy. Jedna zdrada, o ktorej sie dowiem zakonczy nasz zwiazek. Zreszta ta zasada dotyczy obu stron.
Ale narazie nie martwie sie o to, bo jest dobrze a ze moje motto to Carpe diem wiec korzystam z tego co mam ile sie da. A co ma byc to i tak bedzie:)
A ja powiem tak; wszystkiego mogłam sie po moim Miśku spodziewać.. serio.. różnych rzeczy mogłam wyglądac ale wszelkie znaki na niebie i ziemi.. mówiły,że zdrada w jego przypadku nie wchodzi w gre.. dlaczego? bo spotkalismy sie w takich momentach naszego życia.. oboje.. z takimi założeniami na przyszłość, z takimi oczekiwaniami co do naszego związku... własnie mocno w oparciu o wierność.On tego sobie życzył.. po wszystkim co przeszedl.. i ja równiez.. to mielismy mocno ustalone.. Dlatego.. teraz nie mam jasnych dowodów na zdrade.. a on mnie zapewniał i nadal zapewnia ,że nie zdradził mnie.. owszem , nie powiedział mi o wszystkim i to było przynajmniej niemądre.. bo wynikło spore zamieszanie..( jego słowa.. ja mam dobitniejsze) ale absolutnie nie zdradził.. Dlatego jest jak jest... a jak już mówiłam.. wszystko i tak wyjdzie jak coś było..
czekamy na Monie..
spotkalismy sie w takich momentach naszego życia.. oboje.. z takimi założeniami na przyszłość, z takimi oczekiwaniami co do naszego związku... własnie mocno w oparciu o wierność.On tego sobie życzył.. po wszystkim co przeszedl.. i ja równiez.. to mielismy mocno ustalone..
i w zwiazku z tymi oczekiwaniami i zalozeniami postanowil przetestowac Twoja cierpliwosc, ufnosc, wytrzymalosc czy naiwnosc?
Malwina, tu nie chodzi o to czy faktyczna zdrada byla. Moze i nie bylo, tez Ci tego zycze z calego serca. Ale faktem jest i pozostanie, ze Misiek krecil i oszukiwal Cie, wiedzac przy tym, jak ciezko te jego gierki znosisz i jak rosnie w Tobie niepewnosc. Powinien wowczas na glowie stanac aby Cie uspokoic a nie dolewac oliwy do ognia.
To bylo okrutne i zaufania w ten sposob na pewno nie zyskal wiecej.
Wiec wasze wspolne reguly to jedno a zycie to drugie. Dlatego napisalam wczesniej, ze pewnosc to ja mam jedynie w kwesti wlasnego zgonu.
Ja juz tez.... niestety.
Ja juz tez.... niestety.
a ja od zawsze..tez niestety:) bo moglabym zyc w nieskonczonosc a nie starzec sie kazdego dnia:) Jutro mam psia kosc urodziny, wcale mi nie jest do smiechu i mam nadzieje, ze wszyscy zapomna.