Hejka, tu kolejna Zołza:) Przeczytałam wszystko od początku, zgadzam się w 100% z BabaOsiadła -pierwszy post, akurat teraz spojrzałam na wypowiedź Olinka i chciałabym się odnieść do cytatu:
"Tylko pełna samoakceptacja, pozbycie się kompleksów, poznanie siebie i swoich potrzeb, pozwala nam z podniesioną głową iść przez i pełnymi garściami czerpać ze świata. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale dla mnie najbardziej porażającym widokiem jest osoba, która ma niemal wypisane na twarzy ,,przepraszam, że żyję".
Tak właśnie jest. Widzę po sobie, że to przychodzi i z wiekiem, i z doświadczeniem lub z Doświadczeniem Decydującym, jak to było u mnie. Generalnie należę od dziecka do osób, których nie da się zastraszyć, zaszantażować, ale zawsze sama wiedziałam jak się pogrążyć:) No i dla mnie pułapką okazała się ambicja, by robić za dwóch, by nikt na mnie nie mógł narzekać, by zarabiać pieniądze, które były mi tak potrzebne. Toteż wykonywałam pracę, która przed każdym wyjściem przyprawiała mnie o ból brzucha i myśli samobójcze, ale nie- jechałam na tym koniku. Do czasu. Kiedy pewnego dnia uświadomiłam sobie, że już dłużej nie dam rady, że ta sytuacja jeśli nie położę jej kresu będzie się ciągnęła w nieskończoność, kiedy ja wyląduje na psychotropach, a moja szefowa.....będzie zadowolona i radosna, że wszystko idzie zgodnie z planem. Moim kosztem.
Rzuciłam w cholerę. Ale nie tak od razuuuu! Gdy jej to powiedziałam osobiście (a byłam zdecydowanie nastawiona na NIE) udobruchała mnie, przekonywała, że jeszcze tylko trochę (rok!), że nie mogę teraz jej tak zostawić! (mogłam, bo nasza umowa już wygasła).
I wiecie co? Dałam się przekonać. Machnęłam ręką, pomyślałam: zacisnę zęby, zagryzę wargi i dam radę! I tak od niej wróciłam do domu..... w którym ogarnęła mnie czarna rozpacz, bo NIE TEGO CHCIAŁAM! Chciałam zapewnić sobie spokój, zdrowie psychiczne a znów kosztem siebie dogadzałam komuś obcemu, kto robi interesy m.in.dzięki mojej osobie.
Ręce mi się trzęsły, ale wieczorem wystukałam do niej numer i...wszystko ze mnie spłynęło. Powiedziałam NIE i kropka. Powiedziałam jej otwarcie, że moje nastawienie podczas naszej rozmowy face-to-face było na NIE ale pozwoliłam się jej zagadać.
A ona? Zaczęła mnie błagać, potem wyjeżdżać na wyrzuty sumienia, emocjonalnie szantażować a ja jak ten kamień. W końcu powiedziała zrezygnowana: "Rozumiem". I nasza współpraca została zakończona, a ja odetchnęłam pełną piersią. Pieniądze? Znalazły się. Bo kilka dni później dostałam bardzo dobrą ofertę pracy, która mnie cieszyła i nie powodowała konwulsji.
Teraz już nie daję się wmanewrowywać w tego typu akcje, jak kilka lat temu, realnie oceniam i swoje możliwości, i słucham samej siebie, czy aby na pewno tego chcę.
I tak oficjalnie zostałam zołzą:)