Jestem zdania, że w życiu należy ponosić porażki by mocniej czuć smak wygranych. Z jednej strony jest mi smutno, że do czegoś takiego doszło, lecz z drugiej wiem, że gdyby coś takiego nie miało miejsca, może za 5 miesięcy sam bym odszedł bo by mi czegoś brakowało, bo bym nie był pewny moich uczuć, bo by mi się coś znudziło itd... Lecz jednak to przeżyłem i zrozumiałem, że to jest jedna z głównych rzeczy w moim życiu, że ta kobieta daje mi zarówno siłę jak i chęć do życia.
Nie będę mówił, że się z tego wszystkiego ciesze.... Ale przynajmniej ta sytuacja dała mi pewien znak - kierunek w który mam iść w moim życiu. Wiem, już na pewno, że zależy mi na niej jak na nikim innym. Po prostu się przekonałem co do moich uczuć.
Sądzę, że Ona również się przekonała, że również ma świadomość tego co nas łączy i kogo ma przy sobie... Nie będę twierdził, że już wszystko nam się uda, lecz wydaje mi się, że jeżeli Ona do tego już "dorosła" i wybrała ten kierunek - to jednak jest już pewna tego.