Witajcie,
Jestem w rozsypce. Dziś moja dziewczyna po 3 latach związku stwierdziła, że potrzebuje czasu i żebyśmy się rozstali.
Znam ją jak nikt inny, ona również zna mnie jak nikt inny. Nasza znajomość rozpoczęła się 6 lat temu, wtedy byłem młody i głupi, nie zamierzałem być w żadnym związku. Ona za to, się we mnie zakochała od pierwszego wejrzenia. Przespaliśmy się, lecz nie chciałem z nią być. Byłem młody, atrakcyjny i lubiłem imprezy a więc nie chciałem się wiązać.
Przez dwa lata chciała ze mną być, mieliśmy wspólnych znajomych a więc się widywaliśmy dość często, czasami był seks, lecz nic więcej, albowiem nie chciałem być w związku. A ona wciąż na mnie czekała.
W końcu olśniło mnie, zrozumiałem, że to jest ona. I się o nią postarałem, kochała mnie jak nikt inny dotąd i ja również się zakochałem w nią po uszy. Spędziliśmy ze sobą 2,5 roku fantastycznej miłości, były kłótnie o pierdoły, lecz wystarczyło spojrzenie na siebie byśmy się uśmiechnęli i rzucili w ramienia.
Niestety ostatnie 4 miesiące były dla niej ciężkie, straciła bliską osobę z rodziny, zmieniła pracę i stała się coraz bardziej chłodna. Ja oczywiście ją wspierałem cały ten ciężki okres.
Teraz ma pracę w której się odnalazła, niestety jest w okół niej wiele mężczyzn, jest bardzo atrakcyjna, a więc jak wiadomo, mogą ją podrywać. Choć ona mówi mi, żebym sobie niczego nie ubzdurał, to jednak martwiłem się, że coś może zaiskrzyć.
Jest zapracowana, nie ma czasu na nic bo praca i szkoła. Nie mieszkamy razem a więc dość rzadko się widujemy - 1x tygodniowo.
Od 3 tygodni, poważnie rozmawialiśmy, ona mi mówiła, że nie wie co czuje, że nie wie czy mnie kocha, że nie czuje tego co kiedyś... A więc postarałem jej dać trochę czasu, lecz zbyt wiele to nie zmieniło. Wczoraj się spotkaliśmy, było wszystko dobrze, lecz dziś z rana porozmawialiśmy ponad 2 godziny, bo ona nie wie co ma robić. Chciała bym jej dał czas, lecz ja już nie mogłem tak. A więc po długich rozmowach, stwierdziła, że odchodzi, bo potrzebuje być sama, potrzebuje luzu, braku zobowiązań oraz samotności.
Jest po prostu zagubiona, nie wie co ma zrobić ze swoim życiem. Przyznam spierdoliłem parę rzeczy, lecz mam dość staromodne wartości i jak się już zakocham w kobiecie to jest dla mnie świętością. Wiem, że przestała aż tak bardzo o mnie walczyć bo nie jest o nikogo zazdrosna, nie czuję strachu, że mogłem odejść, a więc jej się to znudziło.
Proszę was o radę, co mam z tym zrobić. Wiem, że mnie kocha i że musi sobie to poskładać. Może po prostu nie może do mnie dotrzeć fakt, że jej się znudziłem i już do mnie nic nie czuję. Lecz przyznam szczerze, że nie potrafię się z tym pogodzić i jest mi cholernie ciężko.
Napisała dziś po rozstaniu, że przeprasza, że potrzebuje czasu, że cierpi tak samo jak ja.
Czy ja wciąż śnie? Czy ona może jednak na prawdę mnie kocha? Pomóżcie i ocencie bo ja już jestem zagubiony w tym wszystkim ![]()