netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 242 wyświetleniazałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 22 23 24 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 496 do 1 560 z 1 597 ]

1 496

Odp: Miłość trwa

bet tobie wnioski przemyślenia i inne dyrdymały potrzebne są do nie brania odpowiedzialności za własne NIEZALEŻNE OD MĘŻA ŻYCIE oraz za WŁASNE dzieci za które jesteś odpowiedzialna. wiesz ja miałam bardzo bogatego męża zapewne nie jedna z nas tak miała. po rozwodzie mój status zmienił się nie do poznania. nie stać mnie na wiele ale za żadne skarby świata nie zamieniłabym tego spokoju jaki mam. będąc uzależniona od kasy "zepsuta do szpiku kości" też jak ty kombinowałam jak to będzie gdy źródło luksusów odejdzie. tracąc godność niezależność kobiecość szacunek do samej siebie. teraz to robisz ty. byle zapłacił. naprawdę mi nie zamydlisz oczu bo ja czytam z dużą uwagą co piszesz i widzę to jak na dłoni. główny nacisk kładziesz na kasę już szacunek do siebie spokój dzieci ich emocjonalne zdrowie nie są tak cenne aby załatwić tę sprawę raz a dobrze i pozbyć się źródła cierpień. cackasz się z mężem dlatego że jest dostarczycielem kasy w innym wypadku byłoby inaczej. i to jest sedno tego co się tu dzieje. reszta to tło. rozczulasz się nad nim bardziej niż nad własnymi dziećmi. tłumaczysz go rozbierasz na części pierwsze. oszukujesz siebie oszukujesz nas oszukujesz dzieci. ale to nie czas bo ty jeszcze tego nie rozumiesz za dużo toksyny płynie w twoim ciele. więc doradzanie ci jest bezsensowne i skazane na milion "nie bo....". a jak wiesz albo i nie wiesz dla ludzi irytujące jest tracenie energii dla kogoś do kogo nie docierają najprostsze prawdy. mówienie do ciebie jest jeszcze stratą czasu. czy to zrozumiesz to już tylko zależy od ciebie. mi zrozumienie tego co w życiu najważniejsze zajęło około 2 lat teraz po 4 nie ma powrotu do poprzedniego myślenia. a pieniędzy nie mam i boże jak ja to kocham. a były mąż i dzieci podróżują po świecie a ja się cieszę jak cholera.

1 497 Ostatnio edytowany przez betina2 (2013-04-26 08:40:49)

Odp: Miłość trwa

Bet,
Jezeli jedna osoba mi mowi, ze jestem w paski, to sie sie pukam w czolo, jezeli druga sie usmiecham, jezeli trzecia , to sie zastanawiam, ale jezeli wszyscy naokolo, to raczej bacznie sie przegladam w lustrze.................. .
Opinia o Twoim "dobrym,pogubionym mezu" powstala li tylko i wylcznie na podstawie Twoich postow - nikt tu sobie nie wymyslil pobicia, dosypywania Ci prochow,zadania aborcji, zostawiania syna w lesie i jego czulej opieki nad dziecmi. Nikt nie wkladal mu w usta wymyslnych obelg i wyzwisk pod Twoim adresem. Wachlarz wyjatkowej urody chamstwa i manipulacji jaki zaprezentowal nie da sie tlumaczyc uzaleznieniem, ale jak chcesz to sobie tlumacz.

Co do naszej dzikiej zajadlosci wzgledem kochanek - poczytaj co sama pisalas o "swojej kici" - nie prezentowalas tutaj krainy lagodnosci i serdecznego zrozumienia - wrecz Ci pisalysmy - zostaw ja i jej relacje z Twoim mezem, w czym innym problem.
Po wielokroc dawalas do zrozumienia o jej winie, ze nie odpuszcza, przytaczalas slowa swojego pogubionego misia - jaka wariatka,jaka patologia, jak podrapala biedaka,jak go nagabuje......

Oczywiscie pchanie do alimentow jest bardzo zlym pomyslem - po co miec jasnosc w kwestiach finansowych - lepiej walczyc o kazda tygodniowke setkami sms-ow, krzykiem, czasami sie dowiedziec jaka chciwa baba sie jest (to slowa Twojego meza). Przeciez lepiej wyjeczec pojscie do sklepu z tatusiem po kupno nowych butow niz samej decydowa co i kiedy nabyc, odebrac zakupy, ktore laskawca zostawi..........
No, ale lepiej tak, niz te owe mityczne 5 zeta - co prawda mit powielokroc obalany , ale niech bedzie.
W koncu kasa to podstawa szczescia dzieci.

Bet - napisz jasno i wprost - Chce byc z moim czulym mezem za wszelka cene, bede walczyc o niego do krwi ostatniej i obojetenie jakim kosztem. A jak mi sie nie uda z nim byc - to chce miec przynajmniej wglad w jego zycie..............
Sprawa jasna.
I po co nam tu urzadzac spektakl niezrozumianej, pchanej w objecia nedzy,matki dzieciat czworga.

1 498

Odp: Miłość trwa

Wiesz Bet, jeszcze raz przeczytałam Twoje wszystkie wypowiedzi w tym poście i albo ja nie potrafię czytać ze zrozumieniem albo Ty nie pamiętasz co pisałaś o swoim mężu! Żadna z dziewczyn NIC nie wymyśliła na temat Twojego męża, wszystko co zacytowały, wcześniej zostało napisaneprzez Ciebie!
Już kiedyś napisałam, że poświęcisz wszystko, żeby tylko być ze swoim ukochanym, tylko że On nie chce być z Tobą.

1 499

Odp: Miłość trwa

Ja wypowiadam się tu pierwszy raz , ale wątek czytam od samego początku
i stwierdzam że bet nie chce waszych - naszych rad i pomocy , ona tego od was nie oczekuje i nie po to tu jest
jeżeli chcecie jej pomóc to napiszcie
że mąż bet zbłądził, ze się pogubił
ale wróci
i będzie dobrze
że tak naprawdę kocha tylko ją
problem w tym że jeszcze o tym nie wie
ale zrozumie swój błąd
i będzie błagał jeszcze o wybaczenie
a bet
musi czekać cierpliwie
robi to przecież dla rodziny - dla dzieci
COŚ W TYM STYLU
Nie rozumiecie o co w tym chodzi ?
Ona potrzebuje wsparcia w tym co robi , pocieszenia i potwierdzenia że robi dobrze
a nie krytyki i otwierania oczu na problem
Piszę to , bo wątek robi się nieprzyjemny , a tego przecież nie chcemy

1 500

Odp: Miłość trwa

Straconezycie,
ale jak wspierac cos, z czym sie WCALE nie zgadzasz? jak wspierac cos,  co Twoim zdaniem jest dla wspieranej osoby złe?
Ja sie dlatego wylaczylam, bo jestem bezsilna. Bezsilna i nie czuje sie tu potrzebna. Nikogo nie wspieram a wrecz przeciwnie. I wiekszosc dziewczyn tez.
Bet pisze ze w zasadzie ma zaufanie do siebie, siostry i dzieci (czyli nie do nas). A tu chyba prowadzi pamietnik. Mozna poczytac ale lepiej sie nie wtrącac.

1 501

Odp: Miłość trwa

Wspierać nie oznacza narzucać swojego zdania , bo to co nam wydaje się słuszne wcale nie musi być dobre dla kogoś innego
wspierasz kogoś w tym czego on chce
bo widzisz w przeciwnym razie to trąci troszkę pouczaniem - może mądrzeniem się
OCZYWIŚCIE SĄ FAKTY Z KTÓRYMI SIĘ NIE DA DYSKUTOWAĆ
TAKIMI JAK PRZEMOC , PONIZANIE
ale jedno jest pewne
bet kocha swojego męża bez względu na to jakim jest człowiekiem
i ona nie potrzebuje uświadamiania że to zły człowiek - bo to oczywiste - i ona może nawet o tym wie
ale czy to spowoduje że przestanie go kochać - może kiedyś
a może nigdy
taka jest miłość , taka może być miłość
która w niektórych przypadkach przechodzi w chorobę
samo życie

1 502 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-04-26 17:44:37)

Odp: Miłość trwa
straconeżycie napisał/a:

Ja wypowiadam się tu pierwszy raz , ale wątek czytam od samego początku
i stwierdzam że bet nie chce waszych - naszych rad i pomocy , ona tego od was nie oczekuje i nie po to tu jest
jeżeli chcecie jej pomóc to napiszcie
że mąż bet zbłądził, ze się pogubił
ale wróci
i będzie dobrze
że tak naprawdę kocha tylko ją
problem w tym że jeszcze o tym nie wie
ale zrozumie swój błąd
i będzie błagał jeszcze o wybaczenie
a bet
musi czekać cierpliwie
robi to przecież dla rodziny - dla dzieci
COŚ W TYM STYLU
Nie rozumiecie o co w tym chodzi ?
Ona potrzebuje wsparcia w tym co robi , pocieszenia i potwierdzenia że robi dobrze
a nie krytyki i otwierania oczu na problem
Piszę to , bo wątek robi się nieprzyjemny , a tego przecież nie chcemy

Ależ proszę:

mąż bet zbłądził, pogubił się trochę
ale wróci i będzie dobrze
tak naprawdę kocha tylko ją a Kicia czy tam inne recepcjonistki to pomyłka
problem w tym że jeszcze o tym nie wie ale zrozumie swój błąd, zrozumie że bicie kobiety w ciąży, namawianie jej do aborcji,
romans z 20 lat młodszą dupą, olewanie dzieci, chamtswo i granie na emocjach jest beee
i będzie błagał jeszcze o wybaczenie ale bet
musi czekać cierpliwie...

i tak będziemy przez następne 40 stron tego wątku. Zadowolona?

1 503

Odp: Miłość trwa

a co dały te 40 stron które już są ?

1 504

Odp: Miłość trwa

moje wypowiedzi były ironiczne - to dla tych którzy tego nie zauważyli
wiem , nie powinnam tego robić
ale chciałam przełamać waszą nachalność w dążeniu do celu
jakim jest uświadamianie bet
zrozumcie - ona nie po to jest tutaj na tym forum

1 505

Odp: Miłość trwa

To po co?
Pamiętniki skrobać można w domu w zeszycie albo założyć blog.
Na forum opisując swoją historię automatycznie poddajesz ją ocenie forumowiczów, tak to w końcu działa przecież.

1 506

Odp: Miłość trwa

Straconezycie: Tobie sie wydaje, ze Bet jest w takim a nie innym celu na forum, Tobie sie wydaje, ze ja pouczamy.
Mnie sie tak nie wydaje. Kto ma racje?
I skad wiesz, po co Bet tu jest? Tutaj wszyscy maja takie same prawa. A Bet moze przeciez zawsze napisac, czego od forumowiczow oczekuje. I wcale nie oznacza, ze to dostanie.
Kto jest nachalny?
Rzeczywiscie, niech Bet ma taka milosc jaka chce. Nic nam do tego.

1 507 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-05-08 12:12:51)

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Oczywiście, że zazdroszczę mu wyjazdów i pieniądze na dzieci są sprawą nadrzedną. Niech dzieci też wyjeżdżają.  Może to nie chodzi o zazdrość, ale uważam, że to niesprawiedliwe.

Może gdybyś nie wydawała na spódniczkę 1500 zł, na fryzjera 800 zł, na suknie balowe po 2500 zł,na buty po 2000 zł  to dzieci pojechały by na wakacje. Który facet zniesie takie zachowanie?

Daj, daj i daj, a ona nie płaci rachunków, za szkołę dzieci  tylko w butikach się pociesza.

Przecież to mąż ma na wszystko dawać a ty tylko masz leżeć w szpilkach za 2 koła i pachnieć, nieprawdaż? Ciocia obiad ugotuje i poda, mąż zakupy z makro przywiezie, o kasę go pociśniesz, mama podrzuci parę stówek, skrobniesz z nudy smutna historie na forum, siostra podtrzyma na duchu, może jakiś wypadzik do galerii na zakupy po południu dla podreperowania nastroju? Bo przecież boli cię ciało bo on mizia właśnie niunię...

O swoich szaleństwach zakupowych tu nie piszesz, tu grasz skrzywdzoną porzuconą a w rozmowach telefonicznych chwalisz się w której galerii handlowej ile zostawiłaś kasy.

Oddaj mu wszystkie dzieci i płać takie alimenty na dzieci jakie on ci płaci. Będziesz ty miała święty spokój a on będzie zalewał cię telefonami o kasę :-)

W ostatnich postach pokazałaś swoje prawdziwe oblicze.
I jeszcze jedno:
jeżeli oddasz mu dwoje dzieci on będzie zwolniony z płacenia tobie jakichkolwiek pieniędzy, również z łożenia na pozostałych dwoje dzieci, zwolniony z płacenia rachunków w miejscu gdzie mieszkasz, raty kredytów również na połowę. Nie będzie kasy na tipsy, szmatki, które tak kochasz. Ja tu już nie piszę o sytuacji emocjonalnej dzieci ale finansowo stracisz jeżeli oddasz mu dwoje dzieci. Po prostu. On nie da ci nic bo będzie miał na utrzymaniu 2 dzieci a ty masz firmę to utrzymuj kolejną dwójkę dzieci. Czyż nie tak będzie...


Twoja matka miała rację, powinna zabrać wam dzieci i sądownie uzyskać opiekę nad nimi. Powinna byc bardziej stanowcza, ona jest na miejscu u i widzi, ze dzieje im sie krzywda.

Nie chciałam tu wchodzić przez 6 miesięcy, założyłam się sama z sobą, że nie zmienisz swojej sytuacji na lepsze, nie zmienisz się,
wygrałam zakład sama ze sobą bo  okazałaś się jeszcze gorszą cyniczną manipulantką.
Tu skrzywdzona, w realu tylko jak najwięcej kasy i nie na dzieci ale na swoje fatałaszki.

Na miejscu twojego męża sama złożyłabym o rozwód i ustalenie alimentów, może to by cię otrzeźwiło.

1 508

Odp: Miłość trwa

Headstrong,

to co napisalas nie zdziwilo mnie wcale. Takie podejscie do zycia przebijalo sie z kazdej wypowiedzi Bet.
Najwiecej pisala o pieniadzach. I o tym, ze maja byc od meza. Co do siebie nie miala wymagan, zeby zarobic na dzieci.
I jeszcze to, ze jesli ktos ma inne zdanie niz ona to ona ma to w d.....

Rzadko kto mnie tak zirytowal. Zle sie z tym czuje, ale czesto uczucia sa najlepszym miernikiem sytuacji. Czuje sie wykorzystana. Ja naprawde zaangazowalam sie w ta sprawe, choc nieczesto tu pisalam. Chyba wszysstkie dziewczyny doradzajace w tym watku daly z siebie bardzo wiele.
Ale ten watek chyba juz umarl.
Niech Bet sobie radzi sama. Niech sobie najpierw poradzi ze soba, a potem bedzie juz z gorki.

1 509

Odp: Miłość trwa

Czytając ostatnie 3 strony zemdliło mnie. Po prostu.

Czasem trzeba kogoś pogrzebać za żywca, tak tu w przypadku autorki wątku.

Miłego dnia Miriamm.

1 510

Odp: Miłość trwa

Milego dnia.
Na pewno spotkamy sie w innym watku.
Piszesz mocno, ale prawdziwie.

1 511

Odp: Miłość trwa

Jak zalosnie to wszystko teraz wyglada.

Co trzeba miec w glowie, zeby dziecku szkoly nie oplacic, wiedzac o styuacji przez wiele miesiecy.
Latwiej zwalic wine na druga osobe, niz wymagac od siebie.
Te tlumaczenia ze to maz powinien wniesc oplaty, zal, zal, zal...
Tylko dzieci szkoda...

1 512

Odp: Miłość trwa
Katharsis69 napisał/a:

Jak zalosnie to wszystko teraz wyglada.

Co trzeba miec w glowie, zeby dziecku szkoly nie oplacic, wiedzac o styuacji przez wiele miesiecy.
Latwiej zwalic wine na druga osobe, niz wymagac od siebie.
Te tlumaczenia ze to maz powinien wniesc oplaty, zal, zal, zal...
Tylko dzieci szkoda...

Niestety...przerażające to jest!
W głowie mi się nie mieści...a dzieci biedne butów nie miały....w zimowych musiały wiosną chodzić, bo tatuś nie dał!!
Szkoła nie opłacona - bo tatus!

Odwet na męzu kosztem dzieci, po trupach!!!

1 513

Odp: Miłość trwa

a ja bym chciała podziękować tutaj wszystkim piszącym.

Dzięki Wam dziewczyny dowiedziałam się o problemie współuzależnienia. Co okazało się w moim przypadku także rzeczywistością. Wcześniej tego problemu nie dostrzegałam. Rozpoczęłam ostatnio terapię.

Jeszcze raz dziękuję.

1 514

Odp: Miłość trwa

Headstrong,

Troche dziwne, rozmawiasz z Bet i masz prawo miec opinie ale nie ladnie, ze utrzymywalas z Bet kontakt i wywlekasz detale osobistych rozmow na forum.


Aczkolwiek zgadzam sie jak chyba wszyscy, ze Bet jest jaka jest.

I zaczynam myslec czy przypadkiem jej osobowosc nie sprawila ze maz od niej odszedl a nie jakas baba.

1 515

Odp: Miłość trwa

majusia,

Headstrong pewnie sie sama odezwie w tej sprawie, nie bede sie wypowiadac za nia, ale to jest manipulacja pisac co innego na forum, na ktorym aktywna jest rowniez Headstrong,  i opowiadac co innego przez telefon, liczac na to, ze sprawa sie nie wyda.
Jesli te rozmowy nie byly prowadzone "w tajemnicy" - jakkolwiek smiesznie to brzmi - headstrong ma prawo sie nimi dzielic.
Widze, ze Bet nawet gdy jej nie ma na forum, wzbudza emocje i po prostu nas dzieli na obozy. Co to jest? Moze ktos podpowie?

1 516

Odp: Miłość trwa

Ja juz prawie pol roku temu pisalam na forum to samo co wy teraz, bo juz od miesiecy widac co bylo dla niej wazne.

W zasadzie ta historia z dzieckiem zostawionym w lesie mnie najbardziej zbulwersowala i te opowiesci ni z gruszki ni z pietruszko o tym, ze maz jej kupi mercedesa.

Dla mnie to tez troche wygladalo od dawna  na opwiesci nie dokonca szczere.

Bez urazy dla Bet ale podejzewalam ja tez o rozdwojenie osobowosci.

Pozdrawiam

1 517 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-05-08 15:28:45)

Odp: Miłość trwa
majusia napisał/a:

Headstrong,

Troche dziwne, rozmawiasz z Bet i masz prawo miec opinie ale nie ladnie, ze utrzymywalas z Bet kontakt i wywlekasz detale osobistych rozmow na forum.


Aczkolwiek zgadzam sie jak chyba wszyscy, ze Bet jest jaka jest.

I zaczynam myslec czy przypadkiem jej osobowosc nie sprawila ze maz od niej odszedl a nie jakas baba.

Headstrong już kiedyś w tym wątku wspominała, że ma kontakt prywatny z bet. Nie podawała żadnych namiarów na nią, niczego, co mogłoby umożliwić identyfikację bet i nie pamiętam, żeby wtedy ktoś miał coś przeciwko temu.

Podanie informacji o zakupach rzędu kilku tysięcy złotych za jednym zamachem w świetle dyskusji o niemożności wystąpienia o alimenty i stosowaniu argumentu ŻYCIE ZA 5 (SŁOWNIE: PIĘĆ) ZŁOTYCH DZIENNIE jest jak najbardziej na miejscu, ponieważ rzuca istotne światło na całą wałkowaną tu sprawę.

I to nie jest wywlekanie niczego - biorąc pod uwagę sposób, w jaki bet kierowała dyskusją, manipulowała czytelniczkami i bardzo specyficznie dawkowała informacje plus kreowała się na ofiarę.

Miriamm napisał/a:

Widze, ze Bet nawet gdy jej nie ma na forum, wzbudza emocje i po prostu nas dzieli na obozy. Co to jest? Moze ktos podpowie?

Miriamm, ale jakie to ma znaczenie? Ja ten wątek czytałam od początku i już jakiś czas temu zaczęłam uważać, że jest on sporą manipulacją. Dla mnie nie ma znaczenia, co teraz bet napisze - ja już przestałam w to wszystko wierzyć. Bet od dawna idealnie gra na naszyh (Waszych) emocjach i zmienia punkt widzenia jak chorągiewka na wietrze, zaleznie od nastroju swojego i panującego na forum.

Mnie do odezwania się popchnęła opowieść o dzieciaku wędrującym ze skręconą nogą za furą pana i władcy, który uważał to za doskonały dowcip.

1 518 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-05-09 10:30:26)

Odp: Miłość trwa

To trochę nie tak dziewczyny.
Nie jest moim zamiarem oczernianie Bet czy dołożenie jej.
Ale pokazanie ogromnych nieprawidłowości, dysfunkcji, dwulicowości w jej postępowaniu.
Czy miałam prawo napisać to powyżej?
A czy Bet jest ok wobec nas?
Ja poczułam się oszukana gdy dopisała później w postach, że to nie pierwsza niunia, że to alkoholik,
  wcześniej z jej opisów wynikało, że byli idealnym małżeństwem, więc trzymałam jej stronę, wspierałam, ale gdy okazało się, że to co pisała nie ma odzwierciedlenia w jej rozmowach ze mną to nie zdzierżyłam,
ile jeszcze tu przekłamań?
Tu opisuje rzewne historie o braku butów dla syna czy nieopłaconej szkole a dostaje zwrot podatku 4 tysiące, wydaje na przyjemności, następnie za 2 dni mówi mi, że nie ma pieniędzy na życie, że musi coś zapłacić a nie ma kasy.
Gdzie tu logika? Gdzie zdrowe, logiczne myślenie? Oczy mi się szeroko otworzyły i zdębiałam jak to usłyszałam, być w takiej sytuacji i być tak lekkomyślnym.
Nie, nie zazdroszczę Bet tej spódniczki bo stać mnie również na taką.

   Ale ja pamiętając co mi mąż zrobił i posiadając dziecko na utrzymaniu wolę te 1500 włożyć w skarpetkę. Wolę kupić córce niezbędne rzeczy, opłacić szkołę, pokazać trochę świata i wcale nie za wielkie pieniądze.
Wolę odkładać każdą złotówkę bo nie wiem co będzie jutro, nie wiem czy nie obudzę się w innej rzeczywistości. Ja pracuję i oboje łożymy na dom, życie.
Od początku mówiłam Bet - alimenty i oszczędzanie. Oszczędzaj dziewczyno bo może być krucho a on może się wypiąć.
Owszem, można rozerwać, się, chcieć zapomnieć na chwilę, zrelaksować się idąc do kosmetyczki, kina czy krótki wyjazd na weekend.  Każdy potrzebuje odpoczynku od traumy, chwilowego relaksu. PO ZAKUPIE BUTÓW I OPŁACENIU SZKOŁY.
Czy mąż Bet ma prawo podróżować?
Owszem, ma prawo bo pracuje na to, daje na dom, daje na dzieci, opłaca rachunki. Ile by nie dał to będzie mało, bo ma inną babę, bo wojaże zagraniczne, bo niunia jedzie zamiast Bet. On powinien zakończyć tę farsę ale oboje taplają się w tym gooownie, oboje nieodpowiedzialni za dzieci, za siebie.
Nikt nie ma studni z kasą, dzieci nie chodzą głodne, nie chodzą w szmatach, chodzą w bardzo drogich ubraniach.
A tak na marginesie: jak można pozwolić na faworyzowanie jednego tylko syna bo akurat on na talent plastyczny,
a reszta dzieci to co? debile, nieuzdolnieni więc  won?

Bet boi się utraty statusu zamożnej kobiety, chociaż już ten status utraciła, żyje na oparach kosztem dzieci.

Nie bronię męża Bet,
nie oczerniam Bet,
ale gorszące jest dla mnie poświęcanie się dla pieniędzy do maksymalnego upodlenia.

A ten pomysł z oddaniem dzieci dla męża to już chyba dno dna,
co jeszcze można wymyśleć?
  Opisałam część tylko mojej rozmowy z Bet, nie zrobiłabym tego ale ile można czytać te rzewne historie o biedzie, 5 złotych, patrzeć jak się produkujecie nad biedną Bet, która  po opisaniu tu kolejnej wojny  o pieniądze jedzie do salonu i wydaje 800 zł na fryzjera.

Nie prościej zakończyć to kuriozum, złożyć papiery i odetchnąć?

Piszę wprost co myślę,
czasem piszecie, że ostro,
nie chcę nikogo urazić, po prostu taka jestem,
nie lubię owijać w bawełnę.

Bet zaatakowała mnie w innym temacie, nie lubi jak ktoś skomentuje jej wpisy, w jednym pisze jaki to on podły, alkoholik, kłamca, psychopata a za chwilę, że on tylko się pogubił, że jest idealnym ojcem, dba o rodzinę, że w ogóle to on nie jest taki zły tylko się pogubił...
Definitywnie wychodzę z tego tematu i nie wracam.

1 519

Odp: Miłość trwa

Ja myślę, ze headstrog dobrze zrobiła, pisząc o tych faktach, których nie znałyśmy!
W końcu cała historia Bet była opowiedziana tylko z jednej strony.
Bet pisała to co było dla niej wygodne. o tych innych rzeczach przemilczała!

Ja dostaje o wiele skromniejsze alimenty na córkę. Dla mnie jej potrzeby zawsze będa dla mnie priorytetem.
Nie wyobrażam sobie trwonić kasę przy nieopłaconych rachunkach, czy braku podstawowych rzeczy dla młodej...
To mi sie w głowie po prostu nie mieści...

1 520

Odp: Miłość trwa
headstrong napisał/a:
bet napisał/a:

Oczywiście, że zazdroszczę mu wyjazdów i pieniądze na dzieci są sprawą nadrzedną. Niech dzieci też wyjeżdżają.  Może to nie chodzi o zazdrość, ale uważam, że to niesprawiedliwe.

Może gdybyś nie wydawała na spódniczkę 1500 zł, na fryzjera 800 zł, na suknie balowe po 2500 zł,na buty po 2000 zł  to dzieci pojechały by na wakacje. Który facet zniesie takie zachowanie?

Daj, daj i daj, a ona nie płaci rachunków, za szkołę dzieci  tylko w butikach się pociesza.

Przecież to mąż ma na wszystko dawać a ty tylko masz leżeć w szpilkach za 2 koła i pachnieć, nieprawdaż? Ciocia obiad ugotuje i poda, mąż zakupy z makro przywiezie, o kasę go pociśniesz, mama podrzuci parę stówek, skrobniesz z nudy smutna historie na forum, siostra podtrzyma na duchu, może jakiś wypadzik do galerii na zakupy po południu dla podreperowania nastroju? Bo przecież boli cię ciało bo on mizia właśnie niunię...

O swoich szaleństwach zakupowych tu nie piszesz, tu grasz skrzywdzoną porzuconą a w rozmowach telefonicznych chwalisz się w której galerii handlowej ile zostawiłaś kasy.

Oddaj mu wszystkie dzieci i płać takie alimenty na dzieci jakie on ci płaci. Będziesz ty miała święty spokój a on będzie zalewał cię telefonami o kasę :-)

W ostatnich postach pokazałaś swoje prawdziwe oblicze.
.

Od początku jak czytam ten wątek miałam takie zdanie jak Ty teraz Headstrong.
Od początku tylko kasa,kasa,kasa zero morali ,zero dumy,zero szacunku do samej siebie.
Ja wiem Headstrong ,ze wspieralas Bet i pomagalas zawalczyc o prawo do wszystkiego co jej sie nalezy, tyle ze nie o taki efekt koncowy chyba  ci chodzilo.

1 521 Ostatnio edytowany przez cachmir (2013-05-09 12:27:18)

Odp: Miłość trwa
nikandra napisał/a:

Od początku jak czytam ten wątek miałam takie zdanie jak Ty teraz Headstrong.
Od początku tylko kasa,kasa,kasa zero morali ,zero dumy,zero szacunku do samej siebie.
Ja wiem Headstrong ,ze wspieralas Bet i pomagalas zawalczyc o prawo do wszystkiego co jej sie nalezy, tyle ze nie o taki efekt koncowy chyba  ci chodzilo.

Witaj Nikandra

jak zwykle celnie, nic dodać, nic ująć

1 522

Odp: Miłość trwa

Nie wiem, czy watek moze zamknac tylko Bet? Czy moze tez moderator?
Co tu jest jeszcze do powiedzenia? Chyba tylko sie pozegnac.

1 523

Odp: Miłość trwa

Dawno tu nie zaglądałam. Mam mieszane uczucia. Każdy może napisać co chce. Tak trochę podeptać, obrobić.
Ale mniejsza o to. Nie czytałam wszystkich postów. Nie chcę się niepotrzebnie denerwować.
Łatwo ludziom ufam, potrafię się zwierzyć. Traktowałam Twardogłową jak koleżankę. Taką może nawet bliższą. Sama jest po przejściach. Zaufałam. Nie ujawniam pewnych rzeczy, które mi mówiła. Jest mi trochę przykro. No nic, dziękuję za pomoc. I przepraszam, ale podejmuję własne decyzje. Mogą się one komuś podobać lub nie, ale są moje.
Właściwie to nie przepraszam. Każdy może popełniać błędy. Jestem tylko człowiekiem. Popełniam błędy, bywam słaba, załamuję się, nie daję rady. Próbuję się podnieść. Nie na wszystko mam wpływ, ale próbuje się odnaleźć.
Może liczy się tylko kasa, a może nie. Mam na utrzymaniu dzieci, stąpam po ziemi. "Kasa" ułatwia życie. Nie jest wszystkim, ale aktualnie mnie do życia jest potrzebna. Za nią kupuję jedzenie, ubrania, zeszyty, książki. Nie widzę powodu, dla którego moim dzieciom miałoby się gorzej żyć. Powodu dla którego miałabym rezygnować ze spódniczki dla siebie.
Ja też jestem człowiekiem, a nie istotą mającą się poświęcać dla dzieci. Nie przesadzajmy.
Zresztą nie muszę się tłumaczyć. Nie uważam, żebym robiła coś złego. Jest jakiś zdrowy egoizm i ja się go uczę.
Wpadłam chyba trochę w depresję. Nie jest tragicznie, ale nie jest dobrze. Stan przewlekły...
Maluchy chore. W międzyczasie mała była trochę w szpitalu. Zrobili jej badania. Jest źle, ale nie pogorszyło się od 2011. Mam trochę nadziei, że jakoś to będzie. Dla mnie to wielki sukces, radość. Bałam się, że będzie gorzej.  Wyszło też parę faktów. To mnie podłamało. Nie lubię być słaba. Przyznać się przed sobą - nie daję rady. A trochę tak jest. W dodatku nie mogę za bardzo tego pokazać, bo zostanę zjedzona.
Wierzę, że dam radę. Tak to jest... Kiedy człowiek ma ze sobą problem inni jeszcze się odwracają. Często traci pracę, przyjaciół.
Po prostu robi głupoty, miota się. Kłóci, zachowuje często tak, że potem mu wstyd. A na koniec ludzie kiwają głowami, nic dziwnego że ją zostawił.
Jak często tak jest. To niesprawiedliwe. Oprawca chodzi sobie z podniesioną. Słabszy pożarty.
Moja rada. Ratować się wszelkimi sposobami. Ratować po cichu. Zawsze znajdzie się ktoś kto osłabionego zadepcze.

Odzyskałam w pewien sposób niezależność, która sprawia mi ogromną radość. Odzyskuję siebie.  Finansowo nie jestem niezależna, ale wreszcie decyduję o sobie. Tamtej Bet z małżeństwa już nie ma. Tamtego już nie ma. Był moment, że być może bym do tego wróciła. Ale teraz już nie. 
Jeśli chodzi o tą całą kasę, to jest ok. Zawsze mogłoby być lepiej, ale nie narzekam. Wiadomo potrzeby są duże.
Jeździmy po sobie z mężem trochę. Jak jestem wpieprzona to zdarza się, że to pokazuję.
Odpoczęłam trochę z dzieciakami w Chorwacji. Było cudnie. Największą frajdę sprawiała mi podróż, radość małej i kąpiel w morzu. No i to , że osiągnęłam to czego chciałam.
Mam dalsze plany. Próbuję się cieszyć tym co jest. Dostrzegam jakieś pozytywy.
Mąż wie, zero kontaktu z nią i terapia . Pyta się mnie zdziwiony jaka...?
Jestem otwarta na to co będzie. Nie umiem jednak nadal dostrzec nic pozytywnego w tym, że dzieci wychowują się bez ojca. No, ale może czas pokaże. Kity dalej są. Smutne, jest to, że nawet chciałabym w nie wierzyć, ale już nie mam złudzeń. Te rozczarowania najgorzej na mnie wpływają. 
Coś się skończyło. Chyba we mnie. Jest czasem jakaś gorycz. Szkoda mi miłości. Tak zwyczajnie. Szkoda, że nie wyszło.
Mąż pytał się mnie ostatnio, co mi nie pasowało. Czemu nie było mi dobrze. Co w ogóle mi się w nim podobało.
Sam przyznał, że się zmienił jak urodził się syn. Chciał zmienić też mnie.
A ja zakochałam się w "wariacie", który był w stanie przejechać za mną 2 tysiące kilometrów. Podobał mi się luzak, zakochany wariat. Dawał mi rozrywkę. A ja nie nadaję się zbytnio na kobietę domową. Dobrze czuję się z dziećmi, ale potrzebuję własnego życia. Przestrzeni!!! Często nie przejmuję się drobiazgami. Nie musi być wszystko perfect. Wiem, że są cięższe okresy. Z pewnych rzeczy dzieci wyrastają.

1 524

Odp: Miłość trwa

Bet co u Ciebie?  Dziewczyny odezwijcie sie!!!!!!!!

1 525

Odp: Miłość trwa

Dawno nie zaglądałam.
Żyję, dzieci rosną. Mały jest cudowny. Najstarszy już pełnoletni. Fajny chłopak. Dużo sobie pomagamy. Wspieramy się. On mnie mobilizuje, jak jego. Ale też jestem jego mamą. Troszczę się i wymagam.
Średni..., oj ... Chyba się stara nie być takim jak ojciec. Martwię się o niego. Ma trudny charakter. Ale nawet się stara. Ma fajny kontakt z najmłodszym. Razem kopią piłkę, oglądają czasem mecze. Mały bardzo go lubi. Córeczka znowu z najstarszym. Zgrywa jej bajki, gry. Dużo ją uczy. Widać, że się bardzo lubią.
Mnie jest nawet w pewien sposób dobrze. Mam miłość dzieci. Kocham i czuję się kochana.
Mało czasu. Wieczorem padam ze zmęczenia. Zasypiam chyba w pół sekundy.
Rano czasem się wybudzę. Przychodzą jakieś myśli, czasem pojawia się na moment lęk. Ale bardzo rzadko. Staram się nad nim zapanować. Mam swoje plany. Praca jest dla mnie bardzo w tej chwili ważna. Nauka i zajęcia dzieci. Dbanie o swoje drobne przyjemności. Zacznę angielski i chcę chodzić na taniec.
Jestem już umówiona.
Wakacje miałam bardzo udane.
Z finansami...
Nie jest dobrze, ale też nie tragicznie.
To znaczy mąż kasy nie ma. Konto zablokowane już od ponad miesiąca przez US. Chciał żebym zgodziła się na kredyt na pokrycie długów. Tylko "jeden podpis". Nie. Jak w to wchodził o podpis i zgodę mnie nie prosił.
Pieniądze bierze od ojca na bieżąco za prace w realizacji. I dobrze. Niech sobie chodzi i prosi tatuśka o każdy grosz.
Razem z kasą skończyła się podobno kicia.
Tak twierdzi jego ojciec i on.
Szkoda tylko, że się z tym spóźnił.

Były obelgi. Takie słowa, aby mnie jak najbardziej zabolały. Pomylił się. Pomogły mi. Pomyślałam, "facet , ale ty masz klasę...".
Jestem stanowcza. On się wciąż tłumaczy.
Mówię, nie chcę wiedzieć co robisz. Już to słyszałam. Nie chcę.
Bywają rozmowy. Podobno chodzi do psychologa.
" Ze mną jest coś nie tak. Nie nadaję się do związków'-  chyba ma rację.
Powiedziałam, mu że mnie nie szanował. Sam się zmienił i próbował zmienić mnie.
Parę spraw wyjaśnionych.
Chciałby cofnąć czas o te 3 lata. Bardzo.
Wierzę mu, ale jest za późno.
Już się nie da. Nie umiem napisać, że go nie kocham, ale nie chcę z nim być.
Nie weszłabym już do tego co było. Wróciłabym do tego co było w momencie ślubu.
To co było potem było nie tak.
Jak to jest. Urodziłam czwórkę dzieci komuś kto nie powiedział mi nawet jakiego jest wyznania. To jaka była moja rola w tym małżeństwie - marginalna.
Na razie się nie rozwodzę. Nie jestem gotowa. Głównie finansowo. Nie jest też rozwód dla mnie priorytetem. Aczkolwiek raczej jest nieunikniony.
Szkoda. Nie chciałam, żeby tak się stało. Ale nie mogę być żoną kogoś kto jak żonę mnie nie traktuje.
Nauczył mnie bycia dla niego niemiłą. Mówię to wprost. A nie leży to w mojej naturze.

Chodzę na terapię dla współuzależnionych. Bardzo lubię te spotkania.
Czemu byłam taka ślepa?!

Mąż jest chory, ale też jest chamem. Nie szanował innych. Teraz nie szanuje siebie.
Powiedział, że od kilku miesięcy się zabija. Chyba coś bierze. Pytał jak my sobie damy radę.
Powiedziałam, że tak chyba byłoby dla mnie lepiej. I w ogóle to jak się tak martwi to niech się porządnie ubezpieczy, a nie bajeruje. No i dla mnie to jak samobójstwo. Takie na raty. Dostajemy życie, nie po to aby sobie świadomie szkodzić.
Przyznał, że bierze jakieś środki pobudzające, żeby pracować. Kiedyś syn dzwonił w weekend w południe. Mamrotał, nie było kontaktu.
Żali się płacze. Jak mu źle, że jest dziadem. Czuję się jak szmata, itp....
Nie miał dla mnie litości.
Nie jestem w stanie mu pomóc. Czasem opowiem coś o dzieciach.
Na urodziny córeczki nie przyjechał. Synowi na 18 urodziny życzeń nie złożył.
Mnie nie jest przykro. Mała nawet nie czekała. Jego w jej życiu nie ma.
Smutne...
Okres tęsknoty mamy chyba za sobą. Mały nie wie co to ojciec.
Pracuje piętro niżej i się nie widują.
Mówię mu czasem wprost co myślę i czuję. Niezbyt często. Kiedy mam ochotę.
To nie jest człowiek dla mnie dobry. Miłości nie widzę.
Tłumaczy, że on wierzył w to, że to się jakoś poukłada. Przecież mówił, że kocha a z nią wyjeżdżał do hoteli. Nie myślał jak to będzie.
Trudno. Skąd bierze się taka beztroska u facetów.
Mnie się podobał taki lekkoduch. W takim się zakochałam. Byłam odpowiedzialna, podejmowałam decyzje.
Niepotrzebnie chciał rządzić.

Mam grupę wsparcia... Dzięki.
Z góry zaznaczam, że raczej nie będę się stosować do wskazówek i na ocenę jestem wyczulona.
Moje życie. Ja i moi bliscy ponosimy konsekwencje. Do decyzji trzeba dojrzeć i żyć w zgodzie ze sobą. Poglądy są moje. Nie każdy musi się z nimi zgadzać. A nawet nikt nie musi się zgadzać. Nie każdemu muszę się podobać i nie każdy musi mnie lubić.
Chce się czuć dobrze sama ze sobą.
Myślałam, że już nigdy nie będę szczęśliwa.
Nie napiszę, że jestem. Ale bywam.
Nie ma co się nad sobą użalać.
Zarezerwowałam sobie wyjazd na moje ukochane narty z dziećmi.
Cieszę się. Mam koleżanki, kochane dzieci. Jestem chyba zdrowa. Co mnie ogranicza...
Mąż pieniądze zostawia. Za mało, ale przeżyję. Raz lepiej, raz gorzej.
3 tygodnie nad morzem, 5 w górach - zawsze z dziećmi.
Chciałabym pojechać kiedyś gdzieś sama. Odetchnąć. Pobyć sama ze sobą.
Chwile na rolkach mnie ratują. Potrzebuję ich więcej.

Godzę się z tym, że będę już sama. Chciałabym mieć jeszcze kiedyś w życiu seks z kimś kto by mnie kręcił...:)
Nie brakuje mi mężczyzny w domu.
Ale martwię się o stronę finansową. Jak sobie poradzę. Buduję wszystko od nowa.

1 526

Odp: Miłość trwa

Trzymaj sie bet. Twoja historia jest dowodem na to ze kazdy ma swój czas i swoją granice. Ja życzę ci wszystkiego najlepszego. Fajnie ze o siebie dbasz ze chodzisz na terapie. Fajnie ze sie widzisz...

1 527

Odp: Miłość trwa

Bet,

jestes juz inna kobieta. Powodzenia.

1 528

Odp: Miłość trwa

Mam dzisiaj gorszy dzień...
Spałam może godzinę...
Maluchy chore. Ale chyba też nie spałam z nerwów. Boję się...
Dociera do mnie, że to definitywny koniec mojego małżeństwa. Właściwie wiedziałm to już dużo wcześniej. Tylko tak chyba gdzieś tam żyłam nadzieją. Mąż mi to zapewniał swoimi wzruszającymi wyznaniami. Mówi od swoich przeżyciach, o tym jak mu źle, jak żyć nie należy...
Nie będę wracać do tych ckliwych wyznań, że mnie kocha, że wie już, że nasza miłość była prawdziwa. Jak bardzo chciałby cofnąć czas, tęskni za dziećmi.

A są to "piękne " słowa osoby uzależnionej. Chwilę później pojawia się: "jesteś gówno" i inne nieprzyjemne słowa.
Jest nienawiść do mnie. Złość może, że to już nie działa.

Terapia dała mi inne spojrzenie na sytuację, na to co się dzieje.

Charakter i uzależnienie.
Nie jestem w stanie tego pokonać.
Wierzę, że chciałby naprawić swoje życie. Ale nie wiem jak mu wytłumaczyć, że musi zacząć od leczenia siebie. Uporać się z sobą.
Postanowienia kończą się niepowodzeniem.
Ile razy słyszlam: nie chcę z nią być.
3 tygodnie temu, to skończone. Dwa dni temu: to praktycznie skończone.

A to jest bez różnicy.
Twierdzi, że mniej pije.
Raz jedna używaka, raz druga. Nie wiem, czy jasno się wyrażam...
On traktuje to jako odskocznię. Pił, bo nie dawał sobie rady ze stresem. Taka praca.
Rozumiem go. Mam podobnie. Nie mogę spać. Najchętniej siegnęłabym po alkohol i się zniczuliła. Nie robię tego. Wiem, że to zguba. Pomoże na chwilę, ale problemy i tak nie uciekną a wręcz może ich przybyć.
Mniej pije.
Pytam więc czy ma mniej stresów, w jaki sposób je rozładowuje. Twierdził, że bez alkoholu by nie zasnął.
Opowiedź jest prosta.
Kicia...
Nie wiąże z nią przyszłości, nie chce być..., ale ...

Sytaucja materialna jest tragiczna. Nie będę się rozpisywać. Ale jest bardzo źle. Z roku na rok gorzej.
I wciąż słyszę to samo: robię co mogę, żeby wyjść z długów.

Ale nie usuwa się przyczyny.
Charakter ( pycha, arogancja, tarktowanie przedmiotowe żony - ma być posłuszna mężowi itp), uzależnienia...

Nie chce się rozwodzić.
Ja też nie. Nie mam jednak wyjścia.
Teraz mi się nie spieszy. Nie mam nikogo i za nikim się nie uganiam. Czuję się za stara na zaczynanie wszystkiego od nowa i za młoda żeby być samą.
Pracuję..., bardzo dużo stresu.
Stresuje mnie dodatkowo myśl o rozwodzie. I jest mi smutno, że mąż już mnie nie kocha. Nie kocha dzieci. Nie zna już tego uczucia.
To dla mnie bliski człowiek. Czasem mam ochotę tego drania przytulić i pocieszyć, że da radę, że uda mu się z tego wyjść.
A czasem mam mu ochotę przyłożyć.
A w tym wszystkim wiem, że należy z tego wyjść. Ratować siebie i dzieci i przestać zajmować się kimś kto tego ode mnie nie oczekuje, nie chce.
Zła jestem na siebie, że taki los zgotowałam dzieciom.

Na terapii w innych kobietach widzę siebie.
To kobiety silne. Ciągną dom, siebie i chorego męża lub dziecko.
Ale żadna nie widzi w sobie tej siły. Skupiamy się na tych uzależnionych. Zapominamy o sobie, o innych którzy nas potrzebują.
Nas jest może 25 %, reszta jest on..., rzadziej ona...

Jestem taka sama. Gdzie jestem ja, gdzie moje dzieci. Tracę swoją energię na niego. A on ma mnie głęboko gdzieś.
To co dostaję to są czasem słówka i częsciej rany.

Cholera... zmarnowałam sobie życie!!!
Jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale też za czwórkę dzieci!!!
Czasem wydaje mi się, że powinnam dostać ostro "po gębie", żeby się przebudzić.
Jak mam sobie dać radę?!!!
Problemy mnie przerastają. Życie mnie przerasta. Boję się, że nie sprostam.
Dał mi piękną miłość. Ale to do czego doprowdziliśmy jest przerażające.

Walczę, mam wsparcie. I bardzo go potrzebuję. Pojawia się jednak czasem złość. Jestem zła na siebie, że do tego dopuściłam i na niego.
Małżeństwo dla mnie to była decyzja na resztę życia. Wychodziłam za kogoś kogo kochałam i lubiłam. Byłam naiwna...

Boję się, że zabraknie mi siły... Czuję się czasem wyczerpana. Jak dzisiaj. Wstaję rano, robi mi się ciemno przed oczami. Dzień w dzień to samo. Obowiązków sporo. Fizycznie i psychicznie czuję się zmęczona. Kiedy uda mi się wyspać jestem przeszczęśliwa.
Kręci mi się dzisiaj w głowie.
Żeby chociaż te maluchy wyzdrowiały i tak nie dokazywały, żebym się wyspała...

Może dam radę do wieczora. Odwołałam swój angielski. Chyba tak jest, że nieprzespane noce w tym wieku są czymś strasznym.
Zaraz widzę świat w ciemnych barwach, brakuje energii i wiary...

Koniec przerwy, wracam do obowiazków. Tak trochę podzieliłam się swoim kryzysem.

1 529

Odp: Miłość trwa

Zmiany osłuchowe u dzieci - antybiotyk. Mam nadzieję, że noc będzie spokojna.
To co chciałam częściowo wywalczyłam.
Już mi lepiej. Muszę jak najszybciej położyć maluchy i też kłaść się spać. Średni syn też chory.
Zauważyłam, że wycisk fizyczny ( np rolki) ostatnio nie najlepiej na mnie wpływa. Potrzebuję wyciszenia.
Za tydzień na terapii będziemy uczyć się technik relaksacji ( terapeutka zaproponowała po mojej wypowiedzi).
Bardzo wszystkim się przejmuję. Jestem zestresowana. Powinnam gdzieś wyskoczyć sama.
Od lat nie byłam sama. Nawet na weekend. Nie wiem nawet czy umiałabym bez dzieci wypocząć.
Coraz częściej myślę o jakimś samotnym weekendzie. Bez laptopa, telefonu.

Realizuję swoje plany powolutku. Ale nie wiem, czy nie mam ich za dużo...
A potem nieprzespana noc i jestem jak upiór. Ale już wieczór...
41 lat i małe dzieci...
Jutro przychodzi Pani posprzątać - będzie czysto przez 15 minut:)

1 530

Odp: Miłość trwa

bet, jak rozumiem, masz gorszy dzień

czasami wraca wiara, że mogło być inaczej, prawda?/
ale bet - dasz radę. daj sobie jeszcze chwilkę, postaw dzieciaki na nogi po chorobie i zobacz, jaka piekną mamy jesień;)

1 531

Odp: Miłość trwa

Do napisania skłonił mnie wątek dotyczący zerwania z powodu religii (Gonzo).
Bardzo prawdopodobne, że mój mąż jest ŚJ.
Jednakże jego wyznanie jest przede mną ukrywane.
Była wielka romantyczna miłość. Było również zerwanie.
Potem ponowny kontakt, bo to silniejsze.
Oj, mogłabym pisać i pisać.
Piękna miłość.
Ale małżeństwo trudne.
Jeśli się tego nie przeżyje samemu, chyba niełatwo zrozumieć.
Jesteś obca, on też zostaje w pewien sposób wykluczony.
Jego siostry nie były na naszym ślubie. Rodzina zamknęła przed nami drzwi.

Mogą mieć nadzieję, że się do nich przekonasz i przejdziesz na ich wyznanie.
To nie jest łatwe życie.
Co z dziećmi?
Czy chcesz żeby były SJ?

Jedynie budowanie przyszłości we dwoje.
I ostrożność. Pętla zacieśnia się powoli.
Bardzo ważna jest Twoja niezależność, żebyś w każdej chwili mogła odejść.

Mnie się nie udało. Było ciężko, a teraz obawiam się o swoje życie.
To są działania w białych rękawiczkach. I bardzo dbają o wizerunek na zewnątrz. Zakłamanie, manipulacja.

Bądź ostrożna.
Lubię pewne osoby z jego rodziny. Być może miałam po prostu pecha.

Jednak to może być dla Ciebie niebezpieczne.
Uważaj proszę.

Te wszystkie święta, kpiny, drwiny, fochy, specyficzne traktowanie kobiety, religia w szkole dzieci wykluczona, przeciąganie na swoje wyznanie dzieci, poniżanie żony, jej rodziny ( jest spoza), niemożliwy kompromis w sprawach chrzcin.
Trudne życie. Bardzo trudne.
Płacę wysoką cenę za miłość.

1 532 Ostatnio edytowany przez Lajla72 (2013-11-11 15:34:07)

Odp: Miłość trwa

Bet ty jednak zostałaś sad a miałam cię za silną kobietę sad
Godzisz się na poniżanie i sprowadzanie cię do parteru u nawet nie znasz jego wiary, ja bym takiego rzuciła, bo dla mnie miłość to zaufanie i równość.

1 533

Odp: Miłość trwa

Lajla, chyba nie jesteś w temacie...

1 534 Ostatnio edytowany przez Lajla72 (2013-11-11 23:33:10)

Odp: Miłość trwa

Cofam wszystko teraz rozumiem smile
Dzięki za odpisanie smile
Ale dziwi mnie tylko to że ŚJ ukrywają się yikes
Przecież często nazywani są kocią wiarą bo wpadają do ludzi i nawołują do pokoju, roznoszą strażnicę.
Są zawsze charakterystycznie ubrani, no i co pewne nie wolno u nich robić transfuzji krwi co jest ich charakterystycznym znakiem rozpoznawczym.
może on jest mormonem?
Albo po prostu należy do jakieś sekty o dziwnej nazwie.

1 535

Odp: Miłość trwa

Tak Lajla,

transfuzje jak wiadomo robi sie na kazdym rogu wiec jest to znak rozpoznawczy dla kazdego :-)

1 536

Odp: Miłość trwa

Lajka, też mnie to zastanawia. Obstawiam ( nieźle...), że jest Zielonoświątkowcem, albo jakiś odłam. Obchodzą urodziny.
Parę rzeczy dowiedziałam się od najstarszego syna.
W sumie to nie wiem, czy ma to jakieś znaczenie.
Dla mnie istotne jest to, że tata robił z dziećmi co chciał i był zły jeśli syn z czymś się wygadał.
Podobno wciągał w to też małą. Tylko ona była jeszcze za malutka. 

Do czego doszłoby za parę lat...?
Mam jakieś takie odczucia, że mimo iż jest mi smutno, przeżywam to wszystko bardzo, to jest to dla mnie jakieś wybawienie.
Nie mogłabym odejść z dziećmi. Żyję bardziej tak jak chcę.

Mąż zapewniał, że on "nigdy" nie zdradzi, bo to nie jest zgodne z jego wyznaniem. 

Siostra, mówi mi, że moje dzieci się zmieniły. Moja rodzina. Pomagają mi, są bardziej otwarte, można z nimi porozmawiać na różne tematy.
Tworzymy zgraną rodzinę. Kiedy wychodzę z czwórką dzieci nie absorbujemy innych.
Ja się może do tego przyzwyczaiłam. Może nawet tego nie zauważam. Jeden zapina jedno dziecko, drugi kolejne. Ten trzyma za rękę, ten weźmie na ręce...
Pomagamy sobie.

1 537

Odp: Miłość trwa

Nie sypiam dobrze. Budzę się w nocy z lękiem.
Nie spałam chyba od 1 w nocy do 4 nad ranem.
Maluchy się odkrywają, jest chłodno, potem się kręcą.
Ale dzisiaj obudziłam się zadowolona do rzeczywistości i ucieszyłam, że to co mi się śniło nie dzieje się naprawdę.
Widziałam mojego kochanego maluszka jak wpada pod samochód. Trzymałam go potem takiego nie ruszającego się i stygnącego na rękach.
To jest rozpacz.
Chyba nie trudno sobie wyobrazić jaka jestem szczęśliwa, że ta roześmiana buzia nadal jest pełna życia.
Wesolutki jak zwykle wszedł na ulicę, samochód nie wyhamował...

Był taki czas w ciąży, kiedy bardzo się bałam, że się nie urodzi, albo będzie chory.
W końcu przeżycia były nieprzyjemne, rozleciał mi się świat, poturbowana przez męża, chora córeczka, ja koło 40...
Pragnęłam zdrowego dziecka. Dokonałam wyboru, zdrowe dziecko zamiast małżeństwa, miłości męża.
Być może nie był to wybór konieczny, ale po prostu tak poczułam.

Dzieci, tan mój maluszek -  to jest prawdziwe szczęście.
Za mało dostrzegam pięknych stron życia.
Zbytnio koncentruję na stracie.
Mimo tego co mnie i męża różniło, naszych wad był mi bardzo bliski. Nie było dla mnie różnicy ja-on.
Uczę się tego.
Popełniłam pewnie wiele błędów. Żałuję, chciałam dobrze. Nie udało mi się stworzyć udanego małżeństwa.
Mąż raz mnie obraża, wyśmiewa, a innym razem mówi, że żałuje, że było mu ze mną dobrze, że nie rozumie dlaczego tak się stało.
 
Od mamy słyszę: " po rozwodzie nie utrzymasz dzieci, trafią do domu dziecka."

To mi nie pomaga. W każdej chwili mogę dostać pozew o rozwód.

Wczoraj 3 godziny konwersacji z angielskiego. Staram się mieć co tydzień. Sprawiają mi przyjemność.

Piszę i patrzę na tego mojego najmłodszego synusia. Jest kochany. Pluszak. Bawi się, sprząta zabawki.
Chyba go zaraz "zjem":)
Może jestem z tych co "kochają za bardzo" smile... no i bardzo dobrze.

1 538

Odp: Miłość trwa

Nie chciałabym wracać do tego co było. Nawet do tych wspomnień, przeżyć, które są tu zapisane.
Trudny czas.
Tyle czasu.
Jest i lepiej i może pod pewnymi względami gorzej.

U mnie wszystko idzie wolno. Przyspieszenia dostaję zazwyczaj w sytuacjach podbramkowych.

Kłębuszek, czy Ty masz mi za złe, że mąż do mnie nie wrócił, że jest nadal z tą dziewczyną?

Chciałaś mi pomóc, a tu jednak jest z kochanką?

Mąż nie chce się leczyć. Nie chce zmienić swojego życia.
Mówi o naprawianiu, ale nie ma w sobie prawdziwych chęci.
Nie zrobię tego za niego.
Mogłabym jako jego żona zgłosić go na terapię, ale co to da?
Jeśli ktoś sam nie chce, to żadna terapia nie przyniesie efektu.
A mógłby się za to dodatkowo na mnie mścić.

Poza tym, uzależnienie to tylko jeden z problemów.
Wyniósł z domu pewien obraz rodziny, mężczyzny i kobiety. Myślę, że wychował się w domu, w którym ojciec stosował podobne do niego metody.
Ma moim zdaniem spaczony charakter. Wyrósł wśród zawoalowanej przemocy i fałszu.
Różnimy się znacznie. Mnie on pod tym względem nie odpowiada.

Widzę kłamcę, człowieka bezwzględnego, mściwego, agresywnego, chorego i zagubionego.

Tak jak napisała Miriamm: wyrwać się z tego zaklętego kręgu.

Wyrwać się na oślep, albo do tego przygotować.
Przygotowuję się, ale ponoszę też koszty... Jestem pod psychicznym odstrzałem.

Jeszcze trochę.

1 539

Odp: Miłość trwa

Bet przejrzę Twój wątek ale potrzebuję czasu, to długa historia... przejrzę te wpisy i przebędę tą drogę aż do teraz potem może coś napiszę:)

1 540

Odp: Miłość trwa

Czy jestem. Nie napiszesz...

1 541

Odp: Miłość trwa

Bet
Ja nie oceniam,

Nie pisałam w twoim wątku,

Sugerujesz rozwiązania Miriam  a sama tkwisz...


Znam Cię na codzień,  tyle, ty mnie często też widzisz.

Tyle.

1 542

Odp: Miłość trwa
End_aluzja napisał/a:

Czy jestem. Nie napiszesz...

Dlaczego ? Nie mam pisać czy nie dam rady?

1 543

Odp: Miłość trwa

Bet , śledzę twoje wpisy długo czasem coś napisałam ale muszę powiedzieć, że teraz są one takie spokojne.Podziwiam Cię za mądrośc życiową.Zdaję sobie sprawę ile Cie kosztuje to codziennej pracy,wyrzeczeń.Straciłaś bardzo dużo , ale zyskałaś spokój oraz odzyskalaś samą siebie.Twoje dzieci paradoksalnie odzyskakały stabilizacje uczuciową, są spokojniejsze bo wiedza, ze na ojca nie maja co liczyć ale mają wspaniała MAMĘ. I to jest dla nich najważniejsze, nie kolejne super ciuchy.Przeżyłam podobne życie i po rozwodzie ,pomimo że spłacam exa długi i będe to robić zawsze , to wiem że żyję, bo żyję własnym życiem.Powodzenia.

1 544

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Dzisiaj jest mi już trochę lepiej, ale wciąż czuję ten niepokój.
Dlaczego nigdy nie przyszło mi do głowy, że coś takiego może się wydarzyć. Jakby ktoś jakieś 5 lat temu powiedział mi, że zostanę uwikłana w taką historię i zostanę sama z 4 dzieci, pomyślałabym, że to jakiś żart, że takie rzeczy się nie zdarzają.
Tak szybko można zniszczyć małżeństwo, rodzinę.
Ja wiem, że wiele osób tłumaczy sobie, że każdy ma prawo do miłości. Tylko tak łatwo jest się zakochać i rzucić przeszłość. To zaczyna być tak powszechne i akceptowane społecznie...
Ona ma dopiero 21 lat i wiąże się z facetem obciążonym czwórką dzieci!, 18 lat starszym od niej.
Jest zepsuta, ale mogłaby jeszcze ułożyć sobie życie, mieć zwykły dom, rodzinę.
Mąż miał kasę, ale teraz jest coraz gorzej. Gdyby to się tak nie potoczyło, nie byłoby źle.
Te wszystkie jego kłamstwa, to już nie są ważne, ale to, że tak usilnie próbuje mieć z nią dziecko - to jest dla mnie największym szokiem i najbardziej mnie przeraża.
Może jakiś mężczyzna na tym forum potrafi mi wytłumaczyc, czy to normalne, czym on sie kieruje.
Jego absolutnie nie stać na utrzymanie dwoch domów i pięciorga dzieci.

Witaj ,ja też usiłuje zrozumieć facetów,mój kiedy skończył 40-tke odbiło mu,zostawił mnie tez dla młodej 25-latki,mamy dorosłą córkę ,która nie chce go widzieć po tym co nam zrobił,a druga córka 11-letnia chce go widywac,jest mi ciężko,nie moge się z tym pogodzić chociaz minęło juz pół roku,to sie stało nagle,powiedział ze ma inna,jest w ciaży ,potem poroniła,a ja cały czas to przezywam,FACET TO ŚWINIA jak w piosence.Fajnie by było sie z toba spotkac ,pogadac daleko mieszkasz?pozdrawiam ,trzymaj sie,damy rade,musimy.

1 545

Odp: Miłość trwa

Elu sledze Twoja historie od samego poczatku. I na prawde z calego serca zawsze bylam z Toba zrbys wybrala to co jest dla Ciebie najlepsze. Chciaz sama mam niezaciekawie, malo powiedziane. To jakos zawsze Twoje posty podnodily mnie na duchu.
Pozdrawiam serdecznie

1 546

Odp: Miłość trwa

Też chciałabym wybierać dla siebie to co najlepsze:)
Gdybyśmy jednak wiedzieli co jest...
Staram się patrzeć na to co dla mnie dobre całościowo.
Brać pod uwagę, że życie każdego z nas może się w każdej chwili skończyć.
No i myślę o tym co dla mnie dobre...
Jak żyć...

Co mi pozostaje.
Staram się o siebie. Nie zaginąć w tym wszystkim.
Dzieci udało mi się jakoś ustabilizować. Zapewniam im chyba poczucie bezpieczeństwa , stabilizacji.
Tak przynajmniej słyszę od najbliższych. I wydaje mi się, że rzeczywiście tak jest.

Jest to jednak moim kosztem.
Stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa nie czuję JA.
Wiem, że na męża nie mogę liczyć, nie mogę na nim polegać w sprawach dzieci.
Zapewnia, że jest inaczej.
Nie można mu wierzyć.

Przebudzam się w nocy z lękiem.
Wiem, że to zależy ode mnie.
Otoczenia nie zmienię. Lęku muszę pozbyć się w sobie.
W sumie przecież jakoś żyjemy z dziećmi.
Ktoś z boku może powiedzieć, że żyje się nam dobrze.

Kij ma dwa końce...
Nie daję rady z odpowiedzialnością, ciężarem, który na mnie spoczywa. Przeraża mnie wychowanie, utrzymanie, przyszłość tych moich dzieciaków.
Jak po tym wszystkim poukładają sobie życie. Jak ich wychowam, czy utrzymam, czy będą szczęśliwe. Czy nie będą czuły się gorsze...
Troski, które ma każda matka. Ale z którymi jestem czuję się bardzo samotna...

To jest czwórka dzieci.
Mąż często straszy mnie rozwodem, alimentami, że dobrze na tym wyjdzie.
Będzie płacił po paręset złotych na dziecko i miał na wszystko "wyje.....".

I szlak mnie trafia, że dzieci można się pozbyć za kilkaset złotych.
Że nasze prawo na to zezwala.
Nie wiem co zrobię, ale interesu dzieci bronić na pewno będę się starała. 

Nie zgadzam się na traktowanie dzieci jak śmieci, na które można mieć " wyje.....".
Przepraszam za te słowa, ale to cytaty.


Kiedy widzę ludzi zakochanych , pary...
Jest mi przykro ... i zastanawiam się czy mnie to jeszcze kiedyś spotka. Czy będę gotowa.
Czy może będę już taka nieatrakcyjna, że zostanę sama:

Na razie z jednej strony chcę być sama, nie chcę być z kimkolwiek.
A z drugiej trochę brakuje mi "przyjaciela". Kogoś bliskiego.
Mam dzieci, ale to chyba jednak nie to samo.

Czasem chciałabym, żeby mnie ktoś przytulił. Powiedział, nie bój się. Dasz radę.
Żebym poczuła wsparcie.

Moje dzieci potrzebują silnej mamy.
I nie zasłaniajmy się dziećmi.

Mam jedno życie. Chcę je przeżyć jak najlepiej:)

Mały wkracza w sweety wiek.
Z córeczki jestem dumna. Super radzi sobie na nartkach.
W sobotę wróciliśmy z rodzinnego wyjazdu. Jeździła w szkółce. Międzynarodowe towarzystwo.
Dała radę.
Ja pojeździłam też trochę sama, poszalałam ze starszymi chłopcami.

Podziwiałam piękny świat.
Spędziłam z dziećmi super chwile.

Zastrzyk energii do pracy i do życia.
Na razie to moje jedyne przyjemności.

I wkurzam się na siebie trochę.
Właściwie to nie powinnam narzekać.
A ja wciąż czuję ten niepokój.
Wiem, jakiś ludzi mam wokół siebie ( mąż, teść, jego rodzina).

Staram się przemówić mężowi do rozsądku.
Jest ojcem. Dzieci powinny czuć się bezpiecznie.
Mówię, że nie daję rady. Jest to za dużo na jedną osobę.
Nie jestem siłaczką.
Dzieci są ze mną związane. Jeśli ja nie podołam co z nimi będzie.
Po co im kolejna trauma.

Każdy ma swoją wytrzymałość.
Po ludzku mogę sobie nie radzić.

Niestety.
Konflikt interesów.

Nie wątpię, że chce jak najlepiej dla dzieci.

Ale po prostu nie stać go na utrzymanie czwórki dzieci i drugiego domu.
Tak aby dzieci za dużo nie traciły.

Starał się zawsze być odpowiedzialny. Przynajmniej finansowo.
Może nawet za bardzo.
Teraz lawiruje wciskając bajki.

Chciałabym mieć swoje miejsce:)

1 547

Odp: Miłość trwa

Dawno nie pisałam w swoim wątku.
Zbieram się na wakacje. Dom w rozsyce ( pranie, parsowanie, zakupy, pakowanie), dzieci po chorobie i właściwie jeszcze chore. Za oknem leje, więc się nie spieszę.
Życie się toczy... A ja jakbym odliczała każdy przeżyty dzień. Jurto dzieci będą o 1 dzień starsze.
Czy ja mam tak zyć przez kolejne 15 , 18 lat?
Mama mówi mi: nie zaprzątaj sobie głowy przyszłoscią, tym co będzie, zostaw to w rękach Boga..
W sumie trochę podzielam jej zdanie. Tylko bez skrajności.
To już 3 lata. Przywykłam. Czy nie boli? Pamiętam tamten ból, jest lepiej. Ale to chyba już na zawsze pozostanie. Nie potrafię zapomnieć o prawie 20 latach, o dzieciach, które mamy. Nie umiem przejść nad tym do porządku dziennego. Żyć trzeba, ale czuję się zawiedziona, rozczarowana. Czuję do męża żal. Nie chodzi tylko o zdardę. Zdrada to jakiś ułamek. 
Staram się łapać radość. Sprawiać sobie i dzieciom przyjemności. Takie drobiazgi... Mimo wszytsko to gdzieś jest. Ta rana jest, daje o sobie znać.
Przechodzi się nad tym wszytskim do porządku dziennego. Układa sobie życie. Nic się nie stało. Tak bywa. Nie ja pierwsza, nie ja ostatnia. Trudno. Nie potrafię!!!
Nie umiem tak żyć!!! Nie jest ok!!!
Ktoś pisał w innym wątku o pderżnięciu gardła miłości. Facet kończy internetowy romans. A ja mam poderżnięte gardło, moje dzieci mają poderżnięte gardła. Każde po kolei. I jeśli ktoś uważa, że to ich nie dotyczy jest w błędzie. Niestey dotyczy. Może bardziej nawet niż mnie.
Zastanawiam się co jest dla mnie dobre? Jak mam żyć?  Jaka droga jest dla mnie właściwa. Czy ta na której jestem. Czy to jest dla mnie właściwe miejsce?
Od 3 lat żyję rozwodem, którego nie ma. Owszem, teść siedzi na papierach. Ma już nawet plan co do widzeń męża z dziećmi ( max po 2 na raz). Pozostaje tylko kwestia nakłonienia którejś ze stron na ten krok. Krąży jak sęp.
Wiecie tak bardzo chciałabym się z mężem dogadać. Rozstać spokojnie. Uważam, że zasługuję na to. Kochałam go bardzo. Myślę, że dałam mu dużo szczęścia. Mnie on również. Nie wyszło nam, ale było mi dane przeżyć romantyczne uczucie. Rana zawsze będzie, bardzo chciałabym mu jednak wybaczyć. W jakiś sposób zawsze chyba będę go kochać. To tak nie działa, że nagle jest koniec. Nie jest to też takie uczucie, chcę z tobą być. Nie da się. Nie jest to możliwe. 
Po prostu wiem, że dla nas nie ma już raczej przyszłości razem. Nie da się cofnąć czasu, zdarzeń.
Wiem, że sama muszę sobie poradzić z żalem, z poderżniętym gardłem miłości. Jak to zrobić? Jak mam dalej żyć? Jakie dyzycje są dla mnie właściwe? Ile jeszcze czekać aż życie samo rozwiąże pewne sprawy? Starczy mi wiary, siły?
A może to nie jest dla mnie właściwe?
I tak lata lecą, a ja nie wiem... Nie wiem... Nie wiem...
Żyję tym co tu i teraz. Moje plany ograniczają się do bliskiej przyszłości. Dotyczą spraw bieżących, pracy, edukacji dzieci, sportu itp. Jeśli chodzi o życie osobiste nie mam żadnych planów.
Jakbym straciła płeć.

1 548

Odp: Miłość trwa

Wróciłam do swojego wątku. ... Ale szmat czasu. 
Nie mogę uwierzyć, że ten mój mały skarb skończy 3 latka. Jest chyba najbardziej ze wszystkich moich dzieci do mnie podobny:) Cieszę się, ze to już 3 lata. 
Ale ok, bo znowu będę się nad dziećmi rozpływać.
No właśnie. 
Słyszałam dzisiaj w samochodzie piosenkę Lenny Kravitz Chamber.
Fu..  Wszystko pięknie, dzieci rosną - są świetne. Problemy są. Matka - zajmuję się domem, dziećmi, pracą...
Jestem kobietą... Próbuję to wymazać.
Żyję jak jakaś "święta mamuśka".   A namiętność...

1 549

Odp: Miłość trwa

Dlaczego odmawiasz sobie prawa bycia kobietą?

1 550

Odp: Miłość trwa
moniaCo napisał/a:

Dlaczego odmawiasz sobie prawa bycia kobietą?

też nie rozumiem
przede wszystkim myślę o sobie - jestem kobietą ...
"Jestem kobietą
Wodą ogniem burzą perłą na dnie
Wolna jak rzeka
Nigdy nigdy nie poddam się"

1 551

Odp: Miłość trwa

Monia nie odmawiam sobie prawa bycia kobietą. Chyba dla własnego dobra, aby nie cierpieć mój umysł uruchomił mechanizm obronny. Jestem sama. Potrzebowałam czasu dla siebie i dla dzieci. Czasu na pozbieranie się. Zaakceptowanie tego co się stało, odnalezienie się w tym wszystkim. 
Mam wiele. Wiem, że radzę sobie w miarę dobrze. Przede wszystkim uregulowałam jakoś sprawy finansowe z mężem. Jest tego mniej niż kiedy żyliśmy razem. Wolność ma swoją cenę. Zarzucam mu wprost, że muszę od niego wyciągać pieniądze na dzieci.
Czego mi brakuje... miłości. Dzieci przestają wystarczać. Jasne, że nie mam czasu. Ale będę go mieć może za 15 lat.
Spędziłam z dziećmi super chwile. Byłam czasem wyczerpana. Mały ma prawie 3 latka. Zaczynam myśleć o sobie. 
Seksualność, kobiecość odrzuciłam - mam nadzieję, że czasowo. Aby się nie męczyć.
Oczywiście dbam o siebie. Lubię chodzić w mini, butach na wysokim obcasie. Nie o to chodzi.
Z chłopakami to ja się spotykałam 24, 25 lat temu. Właściwie jedynym był mąż. Jak ja mam się otworzyć na nowe, jak przełamać?
Czy to w ogóle możliwe, jak to zrobić? Jeszcze ta niepewność czy to nie grzech:)? Wiem, że to dla kogoś może być śmieszne. Też kiedyś nie miałam takich dylematów. Ale teraz mam.
Męża może jakoś kocham. Zawsze gdzieś tam podświadomie będę chyba chciała dla niego dobrze. Patrzę na niego pobłażliwie. Jednak już nie jak na mężczyznę.

1 552

Odp: Miłość trwa

uuuuuuuuuuuuuu bet kiepsko jest

otworzyć się na nowe można - trzeba tylko mieć w sobie, tą siłę sprawczą ...
może ją w sobie znajdziesz, życzę Ci tego

1 553

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Z chłopakami to ja się spotykałam 24, 25 lat temu. Właściwie jedynym był mąż. Jak ja mam się otworzyć na nowe, jak przełamać?
Czy to w ogóle możliwe, jak to zrobić? Jeszcze ta niepewność czy to nie grzech:)? Wiem, że to dla kogoś może być śmieszne. Też kiedyś nie miałam takich dylematów. Ale teraz mam.

Jest możliwe bet!
Kochać kogoś to żaden grzech..tak myślę.
Bóg chyba nie jest tak małostkowy.

1 554

Odp: Miłość trwa

Nie wiem jeszcze czy znajdę w sobie siłę sprawczą. Na razie jej nie mam. Będę nad tym pracować ( z psycholog). Piszę o tym, mogę mówić. Ale tego jeszcze nie czuję:(
Może to jeszcze nie ten czas.

1 555

Odp: Miłość trwa

ale bet czy ty zamknęłaś rozdział z mężem?
bo to chyba jest ta blokada u ciebie...

1 556

Odp: Miłość trwa

Myślałam O tym Inka. Zastanawiałam się. Wróciłam na rozmowy z moją psycholog. Super kobieta. Terapeutka z dużym doświadczenie pracy zarówno z kobietami jak i mężczyznami. Sama znalazła się w trudnej sytuacji życiowej. W sumie młoda kobieta walcząca o życie. Długo nie mogłam do niej chodzić. Ale myślę, że to nawet dobrze mi zrobiło.
Wytłumaczyła mi o co chodzi. Nie wiem czy ja będę umiała to wyjaśnić. Powiedziała mi, że potrzebuję kogoś na jego miejsce.
Kiedy coś się u mnie dzieje. Wyjeżdżam, spotykam ludzi, mężczyzn to właściwie nie pamiętam o jego istnieniu. Nie chce mi się nawet napisać do niego sms : wyślij pieniądze.
Wolę nawet nie sprawdzać konta, żeby się ewentualnie nie denerwować.
Blokują mnie pewne przekonania. One we mnie są. Cały czas biję się z myślami. Nie jestem pewna czy nie powinnam żyć sama. Mam dzieci, byłam z kimś. Jak mam teraz żyć? Z kolei nawet według Kościoła żyłam źle. Żyłam w grzechu, bo bez ślubu kościelnego. Teraz mimo, że żyję sama rozgrzeszenia nie dostanę, musiałabym odbyć rozmowę z proboszczem ( który pewnie sam ma wiele na sumieniu) i on zadecydowałby czy mogę dostać rozgrzeszenie jeśli nie żyję z mężem pomimo, że nie mam rozwodu.
Oczywiście powinnam się poświęcić i żyć sama - już to właściwie usłyszałam - poświęcić się.
Mam pewne wątpliwości. Jakoś nie czuję za bardzo, żebym przez te wszystkie lata żyła w grzechu z mężem. Dla Kościoła moje małżeństwo nie istniało. Problem polega na tym, że ja go przed Bogiem traktowałam jak męża. Musiałabym teraz siebie oszukać. A nie potrafię.
Nie umiem sobie pewnych rzeczy poukładać. Wiem też, że powodem do rozwodu może być zdrada. Jest to koniec małżeństwa.
Ale czy wolno mi wiązać się z kimś innym.
Monia piszesz, że Bóg nie jest chyba taki małostkowy. Mnie to nie przekonuje, nie czuję tego. Dopóki tego sobie nie poukładam nie wiem czy będę umiała się otworzyć.
Z "nim" nie będę. Mam problem z użyciem słowa mąż. Nie będę pisać o szczegółach.
Jestem osobą stałą, chyba lojalną. Mogę wiele znosić. Przyjmować, przyjmować...
Komuś mogłoby się wydawać, że w nieskończoność, że może wszystko, że ja to przyjmę, nie zareaguję. Tak jest do czasu.
To się zbiera, zbiera... Wiele mi trzeba, żeby zmienić swoje zdanie. Ale kiedy już je zmienię to raczej na stałe, bezpowrotnie.
Nie powiem, żeby to było dla mnie łatwe. Z ciężkim sercem, bardzo... bardzo... podjęłam decyzję. Z tym człowiekiem nie będę. Nie mogę i nie chcę. Skrzywdziłabym siebie. Wiem, że będzie mi ciężko. Jeszcze oswajam się z tą decyzją. Czuję jednak, że ona jest dla mnie dobra, że jest słuszna.   
W sumie to być może cała ta sytuacja jest dla mnie szansą na szczęśliwe życie. Wierzę w to...
Pozostaje wyprowadzenie z tego dzieci i coś dla mnie. Czy będę umiała. Cały czas odkładam rozmowę ze znajomym duchownym, którego zdanie jest dla mnie istotne. Potrzebuję pewne rzeczy zrozumieć, mieć jakąś jasność.
To dla mnie bardzo ważne. Nie potrafię inaczej. Z psycholog też będziemy nad tym pracować.
W kontaktach w pewnym momencie wycofuję się.
Pogodzić ciało z duchem...
 
Ojciec dzieci w jakiś sposób zawsze będzie w moim życiu. Nie zamierzam wymazać tego. Cieszę się, że to było. Być może jest to najlepsze dla mnie rozwiązanie. Być może również dla dzieci. Musiałyby żyć według ich zasad. Tam nie żyje się dobrze kobiecie.
Tam jest kontrola, nadawanie jeden na drugiego. Wszystko o sobie muszą wiedzieć. Zawsze byłam obca. Pieniędzmi przeciągnęliby dzieci na swoje wyznanie. Jak one się czuły kiedy wbrew ich woli ojciec zabierał ich na modły i nie mogły o tym powiedzieć swojej mamie. Straciłabym dzieci. Tak się nie stanie. Może jednak ktoś tam nad nami czuwa, nade mną... smile

1 557

Odp: Miłość trwa

Bet, dokładnie to opisałaś, mamy podobnie, lećz po tylu latach i z takim uczuciem trudno zapomnieć i zmienić bez zastanowienia.

Ja ten etap mam już niby za sobą, ale kiedy zaczynam myśleć o tym co było i miało być robi mi się smutno. Nie potrafię przejść obok bez emocjii. Nie chcę wracać do przeszłości, do tego co było bo przecież moja decyzja nie stała się w jednej chwili. Cały proces nawarstwiał się etapami, aż zobojętniałam na życie. Obudziła mnie z tego snu córka kiedy całą sobą zaczęła się buntować.

Szkoda tyko, że również przeciw mnie.
Chciałabym aby miała przy sobie silną psychicznie mamę a ja często oczyszczam sie wylewając morze łez.
Pisz bet, lubię Cię czytać jesteś taka wojowwnicza

1 558

Odp: Miłość trwa

Bet doskonale rozumiem twoje rozterki duchowe, jako osoba wierząca.
Ja od rozwodu, a  miną pojutrze dwa lata, w kościele byłam ze dwa razy. Nie mam na razie w sobie mocy, aby tam chodzić.
Ale próbuję sobie tłumaczyć, ze w końcu to nie ja skrzywdziłam, to nie ja porzuciłam rodzinę. Ja zawsze byłam fair wobec mojego męża.
Próbuję być dobrym człowiekiem, ważne jest dla mnie dobro bliskich, pomagam innym, ile się da.
Czy naprawdę Bóg mnie ukarze, bo rozstałam się z tym, któremu przed jego obliczem przysięgałam?
Wierzę, że weźmie pod uwagę inne moje dobre strony.
A co do ojca Twoich dzieci...
Zawsze będziesz czuła z nim swoistą więź, to naturalne. Mnóstwo spraw Was łączy.
Nie wymażesz tego. Jedynie możesz zamknąć jakiś etap za sobą.

1 559

Odp: Miłość trwa

dziewczyny, no nie macie lekko

1 560

Odp: Miłość trwa
in_ka napisał/a:

dziewczyny, no nie macie lekko

Wiesz Inko, ja jestem już na zupelnie innym etapie niż bet. Pozamykalam sprawy z eksmężem. Mamy dobre relacje, można powiedzieć że się lubimy smile
Oboje mamy wspólny front, jeśli chodzi i córkę. On mi pomaga na ile to możliwe w kwestiach związanych z małą.
Myslę, że udało się nam po tym najgorszym okresie wypracować dobre relacje. Bo dobro dziecka jest dla nas najważniejsze.
A te moje rozkminy w związku z wiarą...no cóż. Od jakiegoś czasu mam kogoś,  z kim żyję w nieformalnym związku. Jest mi dobrze,  mam wspanialego,  bliskiego człowieka. Ale to jednak jakoś tam się kłóci z tą wiarą.
Ale tak jak pisalam. Mam nadzieję,  że Bóg nie jest tak malostkowy.

Posty [ 1 496 do 1 560 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 … 22 23 24 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026