Nie, nie mam dzieci, ani slubu nawet miedzy nami nie bylo, zreszta co tu gadac mi dopiero 21 lat styknie. Dlatego rozumiem swietnie ze twoj bol musi byc po stokroć wiekszy, wiec nawet nie porównuje. Chyba latwiej jest zapomniec jesli nie widzi sie tej osoby, nie ma sie z nia juz nic wspolnego. A co tu mowic gdy lacza wspolne sprawy, dzieci, lub jak mowisz sam fakt ze twoja zona jest chrzestną. Bardzo wspolczuje. Nie mniej jednak kazde rozstanie boli, i rozrywa na strzepy jesli czlowiek byl calym sobą zaangazowany a tak wlasnie bylo w moim przypadku. Mnie bolala dodatkowo jego obojetnosc po rozstaniu, falszywe obietnice ktore skladal a jeszcze bardziej moja naiwnosc bo we wszystko wierzylam. W to tak przeraklamowane "na zawsze z tobą". W dodatku musialam sie zmierzyc z samotnoscią, bo byly dni, ba tygodnie gdzie nie mialam zwyczajnie z kim spedzic czasu, zero znajomych na miejscu, wiec gnilam w domu co tylko nasilalo moj parszywy stan. Dopiero od niedawna jako tako "żyję", w nieco szerszym znaczeniu niz oddycham, jem, spie. Czekalam na niego 4miesiace, walczylam w bardziej aktywny lub pasywny sposob, bo ja tez sporo bledow popelnilam, nie bylam w stanie sie od niego uwolnic i tak po prostu dac spokoj. Nakrecalam sie interesujac sie nim ciagle i analizując kazdy jego krok, we wszystkim doszukując sie nadzieji zamiast po prostu zaczac zyc i ruszyc przed siebie. Bylam slepa na upokorzenia jakie mi zgotowywal. Az w koncu coś pękło. Mam nadzieję ze kiedys uda mi sie z niego wyleczyc na dobre. Ja juz nawet wstręt dowspomnien mam gdy pomysle jakim czlowiekiem stal sie teraz ktoś kto byl mi niegdys tak bliski.