Witam Wszystkich,
Jak wiele osób czuję się speszona zwierzając się ze swojego życia.
Jednak w pewnym momencie, kiedy znajdujemy się na "życiowym zakręcie", potrzebujemy wygadania się, otrzymania wsparcia, rady...
Wypowiadalam się już w różnych wątkach, chyba dojrzalm do zalożenia wlasnego.
W chwili obecnej mieszkam sama z dziećmi. Syn niecale 17 lat, drugi niecale 13, córeczka 3,5 i najmłodszy wlaśnie skończył 2 miesiące.
Mąż wyprowadził sie z domu do 21 letniej kochanki w lipcu, mieszka z nią nadal.
Poznałam go mając 16 lat. Chodziliśmy razem do klasy. Od 19 roku życia spotykał sie ze mną.
Byłam zakochana, on myślę że również. Zabiegał o mnie, wyjeżdżał za mną... to były piekne chwile.
Potem była wpadka - ciąża. Bardzo Go kochałam, do końca jednak nie byłam pewna czy za niego wychodzić.
Wydawał mi się lekkoduchem ( artysta), poza tym już wiedziałam, że rożni nas wyznanie.
Mniej więcej od 2 lat wcześniej zabiegał żebyśmy się pobrali. Kiedy dowiedział sie o ciąży od razu zaczął załatwiać ślub ( to był koniec 6 miesiąca - przyjechałam z zagranicy).
Zgodziłam się, mieliśmy po 23 lata.
Po ślubie zaczęło się urabianie. Prasuj koszule, zajmuj się sama dzieckiem itp. Były problemy z wyznaniem.
Chyba jak się zorientowała jego rodzina, że nie przejdę na ich wyznanie, zaczęli wplywac na mężą decyzje i tak właściwie z czasem stałam sie tak jakby ubezwłasnowolniona.
Bywało różnie, mąż bywał despotyczny, czułam jak mnie tresuje, ale potrafił być kochany, czuły.
Tak w jednej chwili trzeba było go unikać, a za moment był wesolutki.
Wiązało nas jednak głebokie uczucie ( przynajmniej z mojej strony) i mimo wszystko byliśmy małżeństwem w ktorym chyba była ta " chemia" pomimo tylu lat zwiazku.
Miłość uleciała kiedy mąz w grudniu 2010 poznał na rozbieranej sesji zdjęciowej obecna kochankę.
Ona sie zakochała, zaproponowała romans mimo dzieci i żony.
W lutym odkryłam pikantne maile. Wyparł się, wmawiał mi że to są tylko głupie maile i nic nie znaczące ' lizanie się z nia".
Świat mi się zawalił, czulam że to koniec naszej przygody, do tej pory obydwoje byliśmy " czyści'.
Czasem żałuje, że wtedy nie wyrzuciłam go z domu, no ale nie miałabym teraz mojego maleńkiego synusia...
Potem był istny koszmar, jakiś zły sen. Mąż w tym czasie ( lubił wypić od poczatku małżeństwa) pił coraz więcej.
chciał się kochać, to znowu mnie nie zauważał. Byłam i jestem wciąż jak nie sobą.
Zaszłam w ciążę. Jednego dnia kochał się ze mną prawie do rana, na drugi kiedy napisałam żeby kupił test pojechał do nie i spędził tam pierwszą całą noc.
Oczywiscie wówczas nie byłam tego świadoma. Mnie po tym powiedział, ze z nami koniec. On odchodzi, jestem glupia i mam cos z tym zrobić. To był dlaniego tylko sport. Nie chce znać tego dziecka, iwedziec czy to chłopak czy dziewczynka, bo to nie jest dziecko miłości.
Potraktował mnie jakbym złapała go na dziecko. To upokarzające. Kobieta, ktora ma 3 dzieci a mąż rozglada się za inną potrzebuje sprawiać sobie 4 żeby zatrzymać męża? Potraktował mnie jak tanią dziwkę. Zobaczyłam jaki jest w siebie zapatrzony...
Była przemoc, były moje łzy.
Samotna własciwie cała ciąża, samotny poród, samotna opieka nad dziećmi.
Nie umiem się przebudzić, pozbierać, nie chcę w to wierzyć. To jest dla mnie jak zły sen.
Brakuje mi nie tyle jego pomocy w domu, bo i tak dziecmi sie wlaściwie nie zajmował.
Brakuje mi bliskości...
Czuję się jakby wyrwal ze mnie calą kobiecość.
Patrzę innaczej na życie, może głebiej, ale jestem taka bezradna, zagubiona, smutna, to znowu walczę o siebie i o dzieci.
Życie się toczy, a ja tak okrutnie cierpię.
Jak mam życ, przetrwać, być wsparciem dla dzieci, jak odnaleźć radość, zapomnieć o bliskości...?