Rednight, sama wiedza chyba nie wystarczy jeśli nie ma się dość siły, żeby coś dalej z tym zrobić. Mnie wiedzy jeszcze brakuje, ale już nie dam sobie wmówić, że problemu nie ma jak w dalszym ciągu utrzymuje mąż. W ogóle to mam chyba w tym wszystkim jakieś szczęście. Wiem , że to nie takie forum, ale mam wrażenie, że jest w tym jakaś opatrzność. Kiedy zaczynam wątpić pojawia sie nagle na mojej drodze ktoś kto daje mi wskazówkę, naprowadza. I tak jakoś wierzę, ze to wszytko ma mi przynieść coś dobrego. A może to po prostu ja stanę się lepsza. Oby starczyło mi siły. Tak łatwo czasem wybrać lżejszą drogę. Nie chcę się umartwiać, ale chcę zwyczajnie przez to przejść. Ratuje mnie trochę ten mały, dzieci. Ludzie, których nagle spotykam. Wczoraj zadzwoniła do mnie po roku kobieta, którą spotkałam raz w życiu. Rozmawiałam z nią o sprawach, których tak do kónca nie poruszałam z nikim. Sama wychowała czwórkę dzieci. To o czym rozmawiałyśmy bardzo mi pomogło. Właśnie teraz bardzo tego potrzebowałam.
1 366 2013-04-09 11:03:30
Podobne tematy
1 367 2013-04-09 11:09:14
bet, jezeli moge...
Ty ciagle szukasz kogos /czegos/fatum /los/opatrznosc/wybawiciel/"pomagacz"/
kto Cie wybawi, pomoze, za Ciebie to "przerobi".
Ja to nazywam "usmierzacz bolu"
Nie ma takiego kogos.
To, czego sami nie przerobimy, pozostanie nieprzerobione.
1 368 2013-04-09 12:50:08
Zgadzam się z Tobą, że kogoś takiego nie ma i kogoś takiego lub czegoś nie szukam. Ale też nie odrzucam tego co przynosi mi los. Zwłaszcza jesli chodzi o "drogę". Myślę bardziej o duchowym nastawieniu. Ktoś otwiera Ci oczy, na to, że to co wydaje ci się tragedią może być po to, aby Ci pomóc, jeśli odpowiednio to zdarzenie wykorzystasz. Może przez lata twkiłabym w coraz to większym współuzależnieniu, traciła siebie, była coraz bardziej przygaszona. Teraz jest we mnie lęk. Ale jest też nadzieja, że go pokonam.
1 369 2013-04-10 12:14:19
Nie najlepsza noc za mną. Czułam jakiś potworny lęk przez sen. W końcu się obudziłam. To uczucie jest straszne. To jest gorsze od rozpaczy. Jakaś obezwłądniająca niemoć, potworny lęk. Nie umiem tego opisać. Przychodzą myśli, że może gdybym była dla niego milutka to miałby dla mnie więcej uczucia. Ale z drugiej strony już z doświadczenia wiem, że to i tak nie ma wpływu na jego decyzje. Chociaż lubię być spokojna, zrównoważona. Jak nie ma stanowczości i nie jestem uparta, konsekwentna to zapomina, że ma jakieś zobowiązania. I dobijanie piłeczki. Wciąż ta sama wymówka: nie mam czasu i nie mam pieniędzy. A to kwestia wyborów. Jak to jest, że można pozbyć się rodziny za pieniądze. I to takie, że dzieci mają 3 razy mniej. Mały jest chory. Nie padło ani jedno pytanie jak z nim. Nie odwiedził go. Ostatnio widział go jakieś 3 minuty przed Świętami. Chociaż i tak się nim nie interesował. Tyle , że widział. Więc może jakieś 2 razy na miesiąc przez przypadek. A To był człowiek, który uwielbiał dzieci. Wczoraj pomachał córce. Stała w oknie i machała cioci na do widzenia. On wchodził do firmy. Może myślał, że macha jemu. To żałosne, bo jest w pracy pietro niżej. To nie chodzi o mnie, bo mnie to w sumie nie przeszkadza, ale umarłabym chyba z tęsknoty za dziećmi. Mały i tak nie wie co to ojciec, więc pewnei mu go wcale nie brakuje. Ale mąż przecież wie, że ma takeigo super żywego pluszaka. Ne wiem, ale dla mnie chyba widok mężczyzny z dzieckiem w ramionach i miłość w jego oczach jest jednym z najpiękniejszych doznań. Rozmiękcza. Brakuje mi tego. To były najpiękniejsze chwile. Kiedy widział po raz pierszy dzieci. Brał je na ręcę. Z tym najmłodszym już tak pieknie nie było. A mały jest istny pluszak. Mięciutki, wesoły, rozczulający.
1 370 2013-04-10 12:38:20 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-04-10 12:39:03)
Boszszsz, bet!
rozmiekcza?
obraz kochajacego ojca ?
mezczyzna z dzieckiem w ramionach?
Jest gorzej niz myslalam.
Ja Ciebie prosze, bet , ten mezczyzna, ktorego nam tu opisujesz NIE JEST dobrym ojcem, ktorego widok moglby Cie rozczulac.
Znam to uczucie, jest piekne. Ale szukasz go u niewlasiciwego .
Chyba dopoty, dopoki sama przed soba sie do tego nie przyznasz, nie ruszysz z miejsca
1 371 2013-04-10 14:19:43
Zamiast myśleć o czymś, co Ciebie rozczula, pomyśl jak ten dziad potraktował Twojego syna w lesie, jak Ciebie skopał gdy byłaś w ciąży!!!
Bet ten facet to drań, a Ty po kilku postach gdzie pisałaś bardziej asertywnie, znowu zaczynasz roztkliwiać się nad tym bydlakiem!
Błagam myśl o dzieciach!
1 372 2013-04-10 14:38:55
Ej, ale chwila. Ja pisze ogólnie ...!!!! O mżęzczyznach. Nie facetach , którzy mężczyzn udają. Nie chodzi o podróby!!!
1 373 2013-04-10 15:12:31
Taraz dopiero doczytałam do końca. Uff, litosci..., zoztałam źle zrozumiana. To było i już nie ma. Przecież pisałam, że przy ostatnim nie było już tak pięknie. Nie no, zawrzało. Spokojnie. Jeśli chodzi o męża to ja teraz stanowacza jestem i konsekwentna... - tak mi się wydaje. Pieniądze na dzieci zostawia. Wydatów jest masa. Zaczął wreszcie wychodzić z długów. Zresztą bez wzgłedu na nie, dzieci potrzebują. Nie na nie, to na co innego pójdzie. Kwestia wyboru i chęci. A spokój i polepszone samopoczucie "bezcenne". Nie był złym ojcem jeśli chodzi o te sprawy. Stać go na więcej. Ale nie jest źle.
1 374 2013-04-11 09:12:11
Byłam wczoraj na pierwszej terapii w grupie. Samo słuchanie innych pomaga. Wskazówki, które daje terapeuta innym odnieść można do każdego. Obojetne czy mąż jest uzależniony czy nie, ja potrzebuje pomocy. Z mężem nie pozostaje nic innego jak rozwieźć sie najpierw z myśalch, w głowie. Potem mam nadzieję, że jakoś to pójdzie. Bardzo jestem smutna. Chce mi się płakać. Płaczę. W kwestiach finansowych czuję się oszukana. Jednak kombinuje, żeby na dzieci było jak najmniej. Nienawiść do żony przekłada się na dzieci. Będę walczyć. Kłamał wczesniej to co nagle miałoby się zminić, żeby nie oszukiwał w dalszym ciągu. Traktuje mnie z pogardą, kpiną, arogancją. Przykre , że trzeba walczyć z mężem, z ojcem dzieci o każdy grosz. Chyba jak wiele osób w takiej sytuacji chciałabym wyjechać. Daleko stąd. Ale co zmieni ucieczka. Zresztą taką ucieczkę należałoby przygotować. Nie stać mnie. Dzieci szkoła, mała ma tu tarpię. Ale może chociaż uciec myślami. To pożęgnanie jest takie trudne... Nie ma innego wyjścia w obecnej sytuacji. Bardzo mi przykro. Mojego małżeństwa już nie ma. Nie czuję więzi, jakichkolwiek pozytywnych uczuć wobec mnie mojego męża. Czuję się odepchnięta, zapomniana i znienawidzona. Jakbym była całym złem tego świata. Tak wygłada miłość. Przysięga małżeńska, odpowiedziałność. Miłość ojca do dzieci. Ta radośc po narodzinach, to przytulanie i obejmowanie. Słowa " kocham Cię" sponiewierane i bez wartości. Szczęście budowane na moich łzach.
1 375 2013-04-11 09:42:02
Cieszę się Bet, że poszłaś na terapię grupową, to najlepsze co zrobiłaś ze sobą do tego momentu.
Zobaczysz, że nie jesteś sama w takiej sytuacji, są setki, tysiące kobiet i każdej mąż jest "wyjątkowy", każdej sytuacja jest "inna".
To dopiero początek, ważne abyś się nie zniechęciła do terapii a tak bardzo często się zdarza.
Różne uczucia jeszcze będą przychodziły po wysłuchaniu historii innych kobiet i słów terapeuty.
Zobaczysz, że on tak naprawdę nie jest taki wyjątkowy, no tak, wyjątkowy jak reszta mężów kobiet na takich spotkaniach. Postawiłaś go na wysokim piedestale, przez lata zbudowałaś mu pomnik i go czciłaś, teraz musisz skruszyć ten mit i spojrzeć realnie. Nie piszę tego z negatywnym nastawieniem, mój mąż też miał taki ołtarz świętości w domu, zafundowałam mu go ja i jego matka.
Jeżeli Ty będziesz sprawnie, zdrowo funkcjonowała to poradzisz sobie ze wszystkim. Egoizm tu jest jak najbardziej wskazany.
Może już czas naprawdę zająć się formalnościami skoro on ukrywa pieniądze?
Mimo, że mój nie pije 2 lata, wszystko jest super to ja nadal jestem na forach dla uzależnionych i współuzależnionych, po co? Bo zdrowieje się z tego całe życie, bo nie chcę znów mieć tej obręczy ściskającej głowę i serce, obsesyjnych myśli.
Zaglądaj w linki, które Ci wcześniej przesłałam, są bardzo pomocne.
1 376 2013-04-11 09:50:40
Nie ukrywa pieniędzy , ale liczyłam że będzie zostawiał na dzieci więcej. Wiem, że w porównaniu z innymi to i tak zostawia " majątek", ale stać go na więcej. Teraz znowu wpadło mi kilka mega zleceń. Na uregulowaniach prawnych lepiej nie wyjdę. To jest pewne. Niestety.
1 377 2013-04-11 10:08:04 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-04-11 10:13:06)
"Ukrywa" w sensie ma ale nie przeznacza więcej na dzieci bo są inne pilniejsze wydatki typu niunia czy kolejny wyjazd rozrywkowy.
Czasem warto mieć zapewnioną pewną stałą kwotę miesięcznie i spokojną głowę bo danego dnia miesiąca wpłynie określona kwota na konto niż szarpać się co tydzień, co kilka dni o pieniądze, da czy nie ? Ma kasę dla dzieci czy nie? Pojawi się w pracy czy? Zjadać siebie takimi myślami to powolne zabijanie się na własne życzenie, stąd lęki nocne, bezsenność, nerwowość, płaczliwe nastroje. Spokój i poczucie bezpieczeństwa są najważniejsze.
Dobry prawnik i dobrze skonstruowany plan alimentacyjny na dzieci i SIEBIE może przynieść dużo więcej korzyści bo i spokój zapewnić choćby w tym minimalnym zakresie a przy okazji skonstruować plan rodzicielski opieki nad dziećmi, tak to się nazywa i o to można wnieść do sądu. Nie zapłaci alimentów? Komornik może wejść na hipotekę jego części domu, który Ty możesz później przejąć i sprzedać lub zrobić z nim co zechcesz a z czasem 2 dzieci dorośnie i będziesz mniej obciążona.
Moja sąsiadka wyliczając alimenty w rubryki alimentacyjne wpisała wszystko, dosłownie, wszytko, koc, pościel, które kupowała dla dzieci, skarpety, ile bułek codziennie zjadają, ile mleka kupuje, wszystko.
A że pracowała ale zarabiała marnie i miała malutkie dziecko złożyła o alimenty na siebie, dostała dość znaczne, nie spodziewała się aż tyle. Ona zajmowała się dziećmi, on bawił się, dziećmi się nie zajmował więc alimenty zasądzone były w stosunku 80% do 20%. Stwierdziła, że spokój jest najważniejszy.
edit: dziękuję za życzenia, nie miałam roamingu na wakacjach, nie mogłam odpisać :-)
1 378 2013-04-11 11:22:22
Headstrong, no ja nie wiem. Wykazuje duże koszty. To bardzo ryzykowna gra. Może być lepiej , a może być katastrofa. I nie zmienię tego szybko. Tak mam większe pole manewru. Jeden tydzień zostawi więcej, inny mniej. Ale to zależy głownie od moich starań. Od rozmowy. Do dzieci nie jest mi potrzebny. Po prostu uważam , że to on dużo traci nie spędzając z nimi czasu. Zawsze można rozmawiać. A mam teraz możliwości. Próbuje robić pozory, że " utrzyma " dzieci. Jak sąd zasądzi alimenty, to powie mi, dostałaś tyle ile się należy. Uważam, że nie warto. Dla mnie to na razie jak strzelić sobie do własnej bramki. Nie teraz. Kredyt za dom będzie płacił, bo jemu też się nie opłaca, żeby go zlicytowali. Za średniego zapłaci za szkołę, busa i pojedzie z nim na zakupy, bo on utożsamia się z nim. Dla małej jeszcze też coś tam. Zostają mi najstarszy i najmłodszy. A z tym dam sobie jakoś radę. Zależy mu na tym, żeby dzieci jakoś wygłądały. Na pozorach , że jest "super tatuś", że nie jest taki najgorszy. Muszę tylko nie podchodzić do tego emocjonalnie, ale biznesowo. W życiu nie ma bez stresu. W pracy też mam to samo. Negocjacje, rzeczowe argumenty.
1 379 2013-04-11 11:37:16
Klient przyzwyczaja się do ceny. Czemu on ma się nie przyzwyczaić do opdowiedniej kwoty. Wiadomo będzie się bronił. Celowo mocno ją dźwignęłam. Jest zadowolony jak coś obetnie. Znowu spróbował wrócić do starej kwoty, która mi nie odpowiada. Kompromis pomiędzy jest dla mnie nie do zaakceptowania. Ale jesli się na niego za łatwo zgodzę. Zaraz zacznie próbować zmniejszyć kwotę. I tak w kółko. Powinnam mu pokazać jakieś korzyści dla niego. Zyskuje wzgledny spokój. Nie dopilnowałam wczoraj. Jechałam na terapię. Nie mogłąm czekać aż przyjedzie z pieniędzmi. Załatwiłabym to od razu. Tak moje telefony, smsy. Zaraz pójdę na dół do firmy. Mam tam swój pokój. Ciężko pracować obok niego, ale niech się przyzwyczai. Już ma chyba dosyć. Kto wytrzyma więcej. Musze zaplanować wyjazd. Oderwać się od tego. Popłakać sobie trochę i nie dać się. Jak zlecenie, biznesowo.
1 380 2013-04-11 12:05:44 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-04-11 12:14:05)
Oj Bet, aż mi ciężko ;-(
Wydaje mi się, że jesteś zastraszona przez to jego gadanie: masz tyle ile chciałaś.
Ale to gadanie możesz przełożyć na swoje korzyści, strach ma duże oczy.
Ja nie nalegam, wiesz o tym ale wiem, że strach, niepewność jutra potrafi wyolbrzymić, zniekształcić obrazy.
Skoro on tak mówi to w czym problem: postaraj się o to abyś miała tyle ile chciałaś. Pamiętaj, że alimenty wylicza się nie na podstawie dochodu, którego on może w ogóle nie wykazywać a sądy rodzinne w Polsce nie są już tak naiwne jak kiedyś.
Alimenty zasądza się na podstawie możliwości zarobkowych rodzica(a Twój mąż ma duże możliwości), poziomu życia do którego dzieci są przyzwyczajone, dziecko nie może cierpieć bo tacie zachciało się drugiej młodości i niuni na utrzymanie.
Możesz uzyskać dużą kwotę i potem jemu powiedzieć: masz ile chciałeś.
On jest sprytny i bojący, nie będzie kombinował firmy na słupa, na ojca bo boi się utraty samodzielności, chyba zgodzisz się ze mną? Ojciec w każdej chwili zakręciłby mu kranik z kasą a wtedy żegnajcie niunie.
Przepisując firmę na kogoś aby uniknąć płacenia alimentów sam sobie stryczek przygotowałby, on to wie a Ty tego nie widzisz, widzisz strach, który on Ci serwuje. Wiesz jaka jest kolejność egzekucji alimentów? Najpierw należności wobec Skarbu Państwa, potem alimenty dopiero później kontrahenci. Tak to idzie. Najpierw Państwo potem dzieci, więc aby utrzymać firmę i swój status musiałby zapłacić alimenty.
Sądzę i pewnie dziewczyn również poprą mnie w tej kwestii, że powinnaś iść do innego prawnika aby pokazał Ci inny punkt widzenia, inne możliwości bo u tamtego usłyszałaś, że alimenty i rozwód to danie wolności mężowi, czy to nadal dla Ciebie argument aby NIE? Czy dlatego nie chcesz ruszyć sprawy bo to oznaczałoby koniec fikcyjnego małżeństwa?
I te stwarzanie pozorów "super tatusia"...
Super tatuś chodzi z dziećmi do kina, na spacer, czyta książki na dobranoc, przytuli gdy berbeć płacze, zmieni pieluchę, poda mamie kawę rankiem, przyniesie z piekarni ciepłe bułeczki na śniadanie, zawiezie do szpitala gdy dziecko nogę skręci, pomoże w lekcjach, jak nie ma kasy to zamiast nowego gadżetu zabierze na ryby czy mecz, rowery, chodzi na zebrania do szkoły, wpaja wartości moralne, kręgosłup moralny. Super tatuś jest gdy dziecko go potrzebuje. Co robi z tych rzeczy Twój mąż?
Bo mój wszystkie.
Twoje dzieci mają zamiast ojca bankomat, czasem z niezaładowanym podajnikiem pieniędzy, który często się psuje ale to TYLKO BANKOMAT. Bankomat do wydawania kasy.
Rozumiesz?
Sama tworzysz mit super tatusia, żeby ludzie nie widzieli?
Wstydzisz się?
Przecież to jego wstyd, nie twój - to usłyszysz na terapii.
1 381 2013-04-11 12:33:58
"Super tatuś" piszę w cudzysłowiu. Muszę się zbierać. Zaraz idę na dół. Będzie cieżko, już jest chamstwo. Odrzucanie połączeń i przerywanie rozmowy. Dzięki za wypowiedź. Trochę mnie nastawiła. Wiem jak dzieci żyły. Wiem na jakie zarobki go stać. Prawnik nie jest zły, ale zawsze jeszcze mogę go zmienić. Chodzi mi jeszcze o nie wstępowanie na drogę sądową. Headstrong, wiesz, że ja do każdej decyzji muszę dojrzeć sama. To może nastąpić w każdej chwili, ale nie teraz. Z firmą też długo czekałam na odpowiedni moment. Nie żałuję.
1 382 2013-04-11 12:38:49
Nie wycofuj się, walcz o siebie i dla siebie i dzieci.
Strach ma wielkie oczy.
Mąż zastrasza bo sam się boi co postanowisz, wiesz?
Nie naciskam, sama dojrzejesz do decyzji.
ALE nie pogrążaj się znów w analizowaniu jego postępowania. To Cię wkręca w stany depresyjne.
Przed snem pij gorącą czekoladę lub melisę, naprawdę pomaga.
1 383 2013-04-11 14:10:59
Było ostro. Straszył mnie prawnikiem. Nie ma problemu. Nocleg w Kato za 6 stówek, pensjonaty. Wszystko luksus. "Żyga " na mój widok, to nie ma nic wspólnego z wydatkami.
1 384 2013-04-11 19:38:16
Po rozmowie telefonicznej. Negocjacje, hmm. Nie było elegancko. Chociaż jego chyba bardziej żżarły nerwy. Miał czarwone plamy. Potem zaczął wrzeszczeć na całą firmę idiotka itd. Mnie się jakoś udało. Chociaż nie było bezbłędnie. Po terapii z asertywności to mam nadzieję, że będę już całkiem opanowana. Właściwie to wolałabym, żeby on też był. Osiągnęłam dużo. Oczywiście obciłął 1/3, tak jak myślałam. Przede mną 3 terapie. Dla współuzależnionych, z asertywności i jeszcze jakaś. Mimo tych nerwów w pracy też jakoś mi szło. Wynegocjowałam jeszcze kupno butów dla syna. Może też dla córki. Ale jak nie mam w ręce to się nie cieszę. Już do syna dzwonił, żeby sobie wybrał na allegro. Rozpisałam się o głupotach. Były nerwy, ale zdenerwowana jestem jeszcze bardziej jak nic nie działam. Muszę mieć jakieś plany. Nawet takie na kilka miesięcy w przód. Nie mogę się doczekać jakiegoś wyjazdu z dziećmi!!! Trochę się namęczę, ale lubię jeździć samochodem. A wyjazd z dziećmi - marzenie. Muszę zorganizować prąd u nas w górach, bo odcięli. Na razie męża nastawiam na jakiś droższy wyjazd. To powinien być przeszczęśliwy jak wyjedziemy do nas. Dobra strona takich zmagań z codziennością, to że tyle nie myślę o tym co robi - chyba wcale. Tylko skupiam się na tym co mam osiągnąć i jak. Headstrong, dzięki za wskazówki. Pomogły mi w dziesiejszych zmaganiach. Nie byłam zastraszona.
1 385 2013-04-12 09:23:11
Pozdrawiam bet
. Musisz uwolnić się od tej chorej miłości- wiesz, ze i ja też coś o tym wiem..z tego nic już nie będzie..gdyby nawet wrócił to kim będzie ? a Ty jesteś już na innym etapie myślenia, jedynie jeszcze nie do końca tego widzisz, ani to czujesz. dryluje Twoją duszę, bo wie, że mając dzieci prywatnie dla siebie i tak nic nie zrobisz, bo nie ma na to czasu.podskakuje, bo manipuluje jeszcze Twoimi uczuciami. ech tam..dzieci są skarbem i ja osobiście jestem wściekła na siebie, że tak bardzo przeżywałam utratę mojej rodziny..nie warto. lepiej być samemu, ale dotrzeć do takiego miejsca w swoim życiu, żeby czuć, że jesteśmy ważne dla siebie, a nie sprawy gnojka są dla nas ważniejsze. pozdrawiam bet
1 386 2013-04-13 11:18:26
Zenna, oczywiście wiemy, że nasze sprawy są dla nas najważniejsze, ale w praktyce różnie nam to wychodzi... Psycholog zaproponowała mi, żebym sobie spisała na kartce męża wydatki. Ten luksusoswy apartament, hetele, pensjonaty, wyjazdy na narty, drogie rzeczy, iPhony, rowery, Hiszpanię, Maltę, meble, telewizor itd... Kiedy będę się wahać, że może nie powinnam od niego tyle wymagać na dzieci to mam sobie zajrzeć do tej kartki. Nie dać się zmanipulować, walczyć o jak najwięcej dla dzieci. To jest mój obowiązek. Stanowczo, nie odpuszczać. Nam ma się żyć jak najlepiej. Łatwiej jest się otrząsnąć ralaksując nad brzegiem morza i bawiąc z dziećmi. Widząc ich radość, uśmiech. Wysyłam go na zakupy do makro. I mieć spokój. Wczoraj jak zadzwonił byłam u psycholog. Była zwdziwona jak rozmawiamy. spokojnie , łagodnie. On mi o tym, że wybiera się do tego naszego domu. Może zrobi tam sobie pokój i zamieszka. Coś zrobi tam koło domu, że to się przyda jakbyśmy chcieli tam zamieszkać, albo go sprzedać. "Chcieli tam zamieszkać" - dobry jest... Mnie to jest na rękę. W razie czego będę miała mniej do zrobienia. Wejść mogę z każdej chwili, bo to jest też mój dom. Kredyt spłaca. Zenna, musimy pamiętać, zę nie utaraciłyśmy żadnej rodziny. Jest inna niż ją sobie wyobraziłyśmy. Twój mąż zostawił rodzinę. Ty masz ją nadal. Jest po prostu inna i nic na to nie poradzimy. Cieszmy się z takiej jaka jest. Sczerze współczuję ty, którzy są dobrymi, kochającymi ojcami, a ich żony znajdują sobei innego. Oni tracą często całą rodzinę. Żonę, dzieci. Mężowi w niczym nie ufam. Jest teraz jakby po drugiej stronie. Zawaliłam z feriami. Powiedziałam mu nawet , że dzieci nie pojechały przeze mnie, bo dałam mu się zbajerować. Teraz jak będzie mi się skarżył jaki jest biedny to zaraz spojrzę na moją karteczkę...
1 387 2013-04-13 21:50:35
Bet- wiem, że mam rodzinę..moja córeczka to moja rodzina..Chciałoby się , żeby to, co się zdarzyło nie zdarzyło się nigdy..Dokąd zmierza świat ? Co się porobiło z ludźmi ? Dlaczego wolna amerykanka jest na porządku dziennym, a ,,panie", które powinny zapytać się niewiernych mężów :,,kochanie, jak rozwiązywałeś swoje problemy małżeńskie ? " - widzą w nas żałosne żony ze zlasowanymi tyłkami..i dlaczego mężczyźni, którzy tyle razy mówili nam, że nas kochają- dali tym,,paniom" na to przyzwolenie ? Brakuje słów..brzydzę się kłamstwem..
1 388 2013-04-13 23:23:37
Zenna, rozmawiałam przed chwilą z siostrą. Nie rozumiem co mną kierowało przez te lata. Co działo się teraz. Mnie w tym małżeństwie nie było. Ja byłam cieniem. Dlaczego?!!! Co jest ze mną nie tak? Jakie praktyki stosował mąż i prawdopodobnie nadal stosuje, że tak potrafię zatracić siebie. Teraz podobno jestem bardziej sobą, bardziej tą dziewczyną, która była przed ślubem. I oprócz tych leków o przyszłość w pewien sposób czuję się lepiej. Nie lubię siebie w roli uległej. Byłam zwykle odważna, nie bałam się ryzyka. A teraz ? Czy to odpowiedzialność za dzieci tak mnie zmieniła. W sytacjach stresowych potrafię się mobilizować, ale jakieś poczucie stabilizacji usypia mnie totalnie. Co tak pociągało mnie w mężu. Podobał mi się od początku. Oczywiście nie chodzi o wygłąd. Odkąd pierwszy raz go zobaczyłam, jak szedł przede mną na egzaminy. Pamiętam w którym to było miejscu. Mam ten obraz przed oczami. Potem kiedy pierwszy raz zobaczyłam jego twarz. Jak na egzaminie odwrócił się do mnie i koleżanki i zapytał o pisownię czegoś tam. Czemu? Czemu mało w siebie wierzę. Jak to się stało, że dałam się zepchnąć do takiej roli. Zamknąć w klatce. O kim ja myślę. Te moje zdjęcia z małżeństwa. To niemożliwe, że to ja. Niby nadal jestem żoną, ale mimo lęku próbuję się jakoś otrząsnąć. Miewam okresy wycofania. Zenna, pozdrawiam Cię ciepło. Może kochanki chcą w nas widzieć żałosne żony, bo same czują się żałosne i ze zlansowanymi tyłkami. Nie wiem o co chodzi z tym tyłkiem.
1 389 2013-04-15 18:32:06
Piękna pogoda, a dla mnie stracony dzień. Mam problemy z opanowaniem nowego programu do wystawiania faktur. Straciłam chyba z godzinę, bo nie umiałam wprowadzić swoich danych. Pełno spraw do załatwienia. Jutro bieżmowanie córki mojej siosry, a moja mała nie ma butów na wiosnę. Mąż mi teraz nie da, a ja nawet nie mam czasu, żeby jechać na zakupy. Dzisiejszy dzień uważam za porażkę. W ogóle to minął za szybko. Wczoraj do późna robiłam jakieś przelewy, zaległe formalności. Jutro kolejny dzień wypełniony od rana do nocy. Tak sobie myślę, że jakbym była z mężem to i tak nie miałabym dla niego czasu. Tylko dodatkowy obowiązek. Od rana do nocy. Pranie, posiłki, zakupy, sprzątanie, spacery, kopiel dzieci i od nowa. Jak znaleźć w tym czas na prowadzenie firmy, rozwój, własne przyjemności?! Kiedy jest tak ładnie dzieci chcą być na dworze. Latam po placach zabaw. Najchętniej poszłabym zaraz spać. Jestem taka zmęczona...
1 390 2013-04-15 20:38:04
Właśnie..I taka ta rola kobiety-matki..a mężczyźni? oni mają czas na wszystko ( śmiechu przez płacz warte ). Współczuję tego natłoku spraw i rozumiem jak to jest, że dzieci chcą na plac, a Ty nie masz siły..Współczuję..
a ztym,,zlasowanym tyłkiem"- tak mi kiedyś napisała w esemesie ta, która teraz mieszka w moim domu:)..że jak potrafię kochać to wszystko w moich rękach..że na życiu się nie znam...że ona umie kochać i jest kochana..że nigdy nie zrozumiem tego, co ich połączyło...fajnie no nie ?
Pozdrawiam bet i trzymaj się cieplutko pomimo tego wszystkiego ![]()
1 391 2013-04-15 23:28:26
Zenna, może lepiej dla Ciebie, że nie rozumiesz... Nie jest u mnie tak źle. Uśmiech tego mojego malucha rekompensuje trudy. Najstarszy syn pomógł mi ogarnać program. Mąż coś tam na mnie "pluje"...
1 392 2013-04-16 10:04:38 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-04-24 12:55:05)
Ta narzeczona Twojego męża to jakaś chyba niepewna siebie, że mówi Ci takie rzeczy. Między mną i mężem to pawie noże lecą. Nie chcę się z nim kłocić. Wciąż mnie obraża. Powiedziałam mu, że dzieci potrzebują rzeczy na wiosnę. Mała nie ma butów. Idziemy dzisiaj na uroczystość rodzinną. Zapytał jaką : napisałam, że bieżmowanie a potem przyjęcie. On: może X - chodzi o średniego syna Ja: może, ma to dla Ciebie jakieś znaczenie w obecnej sytuacji. Nie interesujesz się dziećmi. Odp: znowu poga?skie cyrki na pokaz.wulgaryzm na pokaz!!! I pewnie wulgaryzm prezenty. fałszywe i parszywe fujjjjj! Nie każdego na to stać. " No i że się tam wybiera. "żałosna jesteś ale za to fałszywa i przebiegła. zawsze taka świńska byłaś. A tam, porozmawiamy sobie na "uroczystości". Jestem chrzestną córki mojej siostry. To jej bieżmowanie. Nie mogę być swiadkiem, bo żyję w grzechu, nie mam ślubu kościelnego. Dzieci się zapytałam czy chcą ze mną iść. Mogą zostać przed Kościołem. Córeczka idzie ze mną. Nie jestem fanatyczką Kościoła. Ale każdy ma prawo do swoich pogłądów. Rozumiem kiedy mieszkaliśmy razem, że robił mi sceny. Ale teraz? Nie dociekałam nawet nigdy jakiego on jest wyznania, bo ma prawo do prywatności. To jego sprawa. Ale każdemu bez względu na wyznanie należy się szacunek. Nie zanam innej drogi. Może nie wszystko mi się podoba. Ale to moja sprawa. Zostawił mnie z dziećmi samą. Pieniądze nie zostawia z własnej inicjatywy. Jeszcze ani razu nie było tak, żeby mi powiedział: masz na dzieci. Ale w przerwie między lizaniem krocza wydaje mi polecenia i próbuje zastraszyć. Mogłam mu wcale nie mówić. Skłamać. Ale dlaczego? Będę żyć jak chcę. Czyli ładnie sobie to wymyślił. Próbuje wbić mi do głowy przeświadczenie jaka jestem straszna. Parę tygodni temu: kocham Cię. A teraz jak go lekko zlewam to dowalić. Boli mnie to. Ciężko żyć, jak ktoś non stop truje jacy jesteśmy straszni. Za każdym ruchem można się zastanawiać, a może jestem fałszywa, a może jestem świnia. Przestać lubić siebie. Mieć o sobie zle zdanie. Wiem, że nie mogę brać tego do siebie. Wiem, że chce mnie zniszczyć. Może chory, może ma taki charakter. To bez znaczenia. Muszę ratować siebie. Nie mogę się dać pogrążyć. Skulić w sobie, być zastraszoną. Ale z drugiej strony ta jego chęć dominacji wpływa na mnie mobilizująco.
1 393 2013-04-16 11:25:26
Takie mądre słowa, które mnie jest sobie do tej pory trudno ,,przegadać"- tylko te słowa mogą nas zaboleć, którym sami na to pozwolimy..wiesz..myślę, że i Twój i mój były czują, że są świniami, a że czują również nasze słabości, że jesteśmy wrażliwe- przenoszą to, co u nich jest jadem na nas..tyle tylko, że bynajmniej w moim już przypadku mój były już wie, że nie dam już sobie nic nawet spróbować wmówić, nic co miałoby u mnie wywołać jakąkolwiek dekoncentrację tego, że jestem wredna, albo coś tam jeszcze- BO NIE JESTEM
- i choć jesteśmy jednak w innych punktach swojego życia, ale przez historię podobnych, życzę Ci, żebyś jak najszybciej dobrnęła do takiego miejsca w którym ja jestem( nie dać się zwieść, że jest się francą). Ja nadal cierpię bet
..bo prawie każdego ranka po przebudzeniu myślę przez pierwsze sekundy, że jestem w swoim starym domu i...ech tam..pozdrawiam ![]()
1 394 2013-04-16 12:09:31
Bet!
Ty musisz wreszcie przestać przejmowac się tym co on mówi, w ogóle nie słuchać...rozłączać się, wychodzić z pomieszczenia!
Weż kobieto dobrego adwokata i wywalcz porządne alimenty!
Nie będziesz musiała żebrać na buty, czy cokolwiek inego!
I przede wszystkim sie nie tłumacz, że uroczystośc, ze to, że tamto!!!!!
1 395 2013-04-16 12:53:24
Bet
Wiem, że w Twojej sytuacji to prawie niemożliwe ale uwierz mi,że brak kontaktu i nie zastanawianie się nad nim, co robi gdzie jest itd. pomaga najbardziej. Nie mówię, że od razu jest super. Ja nadal bardzo tęsknię, czasem płaczę, jest mi smutno ale czuje się znacznie gorzej kiedy docierają do mnie strzępy informacji na temat mojego byłego partnera. Wtedy moja wyobraźnia ma pole do popisu i krzywdzę wyłącznie siebie. Dlatego zakazałam wspominać o nim moim bliskim. Również unikam rozmowy o nim z kimkolwiek.
Nie wiem czy dobrze zrozumiałam to co napisałaś ale Ty zaproponowałaś mu, żeby poszedł z Tobą na to bierzmowanie? Jeżeli tak to po co?
Już kiedyś Ci powiedziałam, że powinnaś wyegzekwować określoną sumę pieniędzy dla Ciebie i dzieci a nie szarpac się i tłumaczyć na co potrzebujesz. nawet gdybyś miała te pieniądze wydać na siebie to i tak w końcu to będzie Twój problem bo to Ty musisz dać dzieciom jeść. Uważam też, że akurat w tej kwestii powinnaś poprosić Twojego teścia o pomoc aby ograniczyć możliwość kontroli i wpływu Twojego męża na Twoje życie.
To jest prawda, że czas leczy rany, przywykamy to pewnych sytuacji. Ja jeszcze miesiąc temu wymieniałam setki smsów z nim, wydawało mi się, że jest mi z tym lepiej. Jednocześnie wyłam pisząc bo czułam się wykorzystana. Teraz ignoruje jego wiadomości, sama nie wysyłam. Na początku było trudno, ręka sama leciało do telefonu. teraz to jest prawie normalne. Trzeba wyrobić w sobie pewne nawyki, które z czasem staną się normalne. Tak jak z czasem normalne, mam nadzieję, stanie się to ze jego nie ma już w naszym życiu. MoniaCo może i wiele innych dziewczyn może to potwierdzić, prawda?
1 396 2013-04-16 13:29:29 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-04-16 13:29:56)
Ja powiesiłam sob na lusterze w łazience i na lod?wce w kuchni słowa z terapii:
Nikt nie skrzywdzi mnie, jeżeli na to nie pozwolę,
jestem wartościowym człowiekiem i nikt i nic tego nie zmieni.
I czytałam to kilkanaście razy dziennie. Działało skutecznie.
A te smsy on niego to żałosne podskakiwanie niedojrzałego d....pka :-p
1 397 2013-04-17 10:22:40
Kochamkonwalie, źle zrozumiałaś. Nie proponuję mu takich rzeczy. Nie uczestniczył nigdy ze mną w tego typu uroczy stościach. Teraz się wypytywał, to mu napisałam. Nie wiedze powodu , żeby to przed nim ukrywać. Pyta, to go informuję. Wyjeżdżałm wczoraj przed 12, jego w pracy nie było. Możliwe, że zapił. Zadzwoniłm jak pozałatwiełam sprawy co z zakupami dla dzieci. No to oczywiście odpowiedź, że może jechać jak wróci. Troszkę mu nagadałam, że nie mozemy się spóźnić i żeby w takim razie załatwił z ojcem i zaraz pojadę z małą. Zadzwonił to teścia. Pojechałam z małą. Wybrała sobei super rzeczy. Potem wyjscie. Było ok. On kręcił się jeszcze koło domu jak wyjeżdżałam. Coś mu wypomniałam , że sam ma czas na zakupy, ale z dziećmi nie. W ogóle to mała nie za bardzo coś od niego chce. Powiedziała, że nie chce od taty, nie lubi jak jej kupuje. Po przyjęciu popłakał się, że chce mieć tatę i że może najstarszy brat X będzie jej tatą. Tam widziała męża mojej siostry jak bierze dzieci na kolana, one się do niego przytulają itd... Następnie miałam przejścia z najstarszym synem. Rozmawialiśmy, poszłam spać o 2 w nocy. Popłakał się. W domu brakuje prawie wszystkiego. Żyjemy coraz gorzej. Nie wiem komu ubzdurało się, że zdrada nie dotyka dzieci. Rozmowa z synem była potrzebna. Myśle, że mąż wiele stracił. Starcił dzieci chyba bezpowrotnie. Córeczka się pochorowała. Martwię się o nią. Na razie katar, boli ja gardło, ma gorączkę. Tylko, że u niej to niebezpieczne. Każda infekcja zosatwia może zostawić ślad na nerkach. Ma zrosty itp... Słowa męża traktuję jako jego słabość. To są osądy. Jesteś taka i owaka, mające na celu zdołowanie mnie. Jest to też dosyć okrutne i egoistyczne. Zjamuję się przecież dziećmi.m Jeśli będę chodzić zapłakana i zdołowana jaki dom im stworzę... Powinnam być spokojna, pewna siebie, optymistycznie nastawiona. Mam poprowadzić dzieci. Tworzyć jak najzdrowszy dom, być zdolną do pracy. W kontakcie z kilentami samopoczucie jest istotne. Mam tylko nadzieję, że jestem twarda. przy nim mieknę, ale już nie ma na mnie takeigo wpływu. Mama przypomniała mi, jak kiedy miłam 4 latka btałam udział w rajdzie górskim. Przeszłam wraz z dorosłymi niesamowitą trasę. Kiedyś byłam silna, wytrzymała, wytrwała - teraz też mam być lwicą.
1 398 2013-04-17 22:28:20
Byłam dzisiaj na terapii grupowej. I czuję się po niej dziwnie. Mam wrazenie, ze zrobiłąm tam z siebie kretynkę. To znaczy bardziej niepokoi mnie to, że myślę o tym , co ktoś sobie mógł pomyśleć. Czasem jakbym niedopuszczała tego co ktoś do mnie mówi. Nie chciała tego słuchać. Podobno go usprawiedliwam. Terapeutka mi mówi, on nie jest proszę Pani dobrym i kochajacym ojcem. Tacy tak nie postępują. A ja sobie myślę, że to nie prawda, że to pwnie ja go jakoś tak źle opisałam, ze nie jest taki zły. Przeciaż zosatwia na dzieci dużo w porównaniu z innymi. To nie jest zły. Słyszę tyle sprzecznych opinii. Bronię się przed tym, żeby o nim źle myśleć. Przecież ja muszę się kiedyś z tego uwolnić. Nie mogę go kochać. Nie wiem co czuję. Nie wierzę , żebym go kochała. Nawet tego nie chcę. Czemu go tłumaczę. On mnie nie szanuje, źle traktuje... Dlaczego muszę się tak pilnować, żeby nie tracić zdrowego rozsądku. Spojrzeć "trzeźwo" na fakty. Pocieszają mnie, że to drugie spotkanie, początek terapii. A ja mam czasem wrażenie, że dla mnie to taka terapia na pożegnanie. Taka, żeby się wreszcie na spokojnie z tym pogodzić, że to skończone. Nie żyć złudzeniami, nie łudzić się czymś co jest niemożliwe. A jest ciężko. Terapeutka zasygerowała mi, że te pieniądze to może być dla mnie taki pretekst do kontaktu. Jakbym miała je uregulowane prawnie to nie miałabym po co z nim się kontaktować, rozmawiać. Nie myślałam o tym wcześniej. No i wytłumacznie: "bo jest Pani współuzależniona". To ja znowu zła na siebie, że stałam się wspóluzależniona. Uświadomiła mi też, że to nie ja mam walczyć o byt dzieci, ale mamy to robić wspólnie z mężem. No dobrze, ale przecież nie mam nad nim kontroli. To jak sprawić, żeby on tak postępował...Trochę to chyba takie dobre rady - powinien - ale powinien robić też wiele innych rzeczy. Ja tak samo, co nie znaczy , że tak robię. Słowa z terapii docierają do mnie tak jakby po jakimś czasie. Nie od razu. Ale ogólnie to już czekam na następną. W kontakcie z mężem robię mam nadzieję postępy, ale te moje wewnętrzne złudznia, które wydaje mi się, że jeszcze się pojawiają mnie martwią, niepokoją. Zapominam pomyśleć co on robi. To jest cudowne. Niesamowita ulga, kiedy chociaż na moment staje się to dla mnie obojętne. Kiedy wteszcie śni mi się coś w nocy. Boję się tylko, że to dlatego, że on np z nią nie jest. Jak będzie się "bzykał", że będę to odczuwać. Wiem, że to niemądre, ale obawiam się tego.
1 399 2013-04-18 09:09:37
Bet,
Ty o nim nie musisz zle myslec. Po prostu oceniaj go obiektywnie. A obiektywna ocena Twojego meza jest wlasnie taka jak piszesz powyzej. To ze on zle postepuje NIE oznacza, ze Ty zle o nim myslisz. Zle myslenie byloby wtedy gdyby on zrobil cos bardzo dobrego a Ty bys go za to zjechala.
Dlaczego tak to interpretujesz? Bet, instynktownie wydaje mi sie, ze to dla Ciebie wazny temat. Pomysl o ty, ok?
Oprocz tego to ciesze sie, ze chodzisz na ta terapie.
1 400 2013-04-18 09:22:51 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-04-18 09:43:39)
Oj Bet, nie chcę pisać długiego posta ale nie wiem czy zmieszczę się w krótkim.
Na terapii usłyszałaś to co pisałyśmy Ci tutaj a przed czym tak bardzo się broniłaś i jeszcze trochę bronisz,
to normalne, dlatego nazywa się współuzależnieniem.
To co teraz przeżywasz nazywa się odrywaniem skóry na żywca, wiesz? Dlaczego tak się nazywa?
A no dlatego, że odkrywasz powoli bardzo boleśnie prawdę na temat swojego życia, męża, mechanizmów choroby, manipulacji, uzależnienia.
To jak odrywanie kawałków skóry z ciała na żywca, bez znieczulenia,
znieczuleniem na otaczającą rzeczywistość jest właśnie współuzależnienie, aby jakoś przetrwać w toksycznym otoczeniu, trującym powietrzu.
A tu nagle ktoś Ci uświadamia, że żyłaś w zakłamanej, zmanipulowanej rzeczywistości, nagle ktoś mówi, że to chore, że można żyć normalnie.
Że bronisz go jeszcze? To też normalne. Dysfunkcja tak szybko nie odpuszcza, nie ma drogi na skróty. Nie rezygnuj.
Zrobiłaś z siebie kretynkę? Bo co? Bo wyrzuciłaś z siebie co Cię boli?
Przecież po to tam poszłaś, po to jest terapia, przecież nie Ty jedna babrasz się w tym gooownie,
ważne abyś z tego wyszła i wzięła dla siebie co najlepsze.
Z kasą od męża terapeutka to ma raczej rację.
Z tym jego dobrym ojcowaniem też.
Nie miałaś w dzieciństwie ojca, nie masz stworzonego modelu zdrowej rodziny, być może dla Ciebie tylko dawanie kasy na dom bez zajmowania się dziećmi to dobre ojcostwo, dla nas nie, my znamy inny model ojcostwa.
Tak jak pisałam Twój to bankomat, uszkodzony.
I nie miej złudzeń, mąż nie będzie klaskał w dłonie i chwalił że poszłaś na terapię i zaczęłaś zmiany od siebie.
Będzie go rozsadzało od środka, będzie jeszcze bardziej wulgarny, złośliwy, dokuczliwy.
Wiesz dlaczego?
Bo uwolnisz się z jego mocy, jego pola działania, jego zasięgu podłości.
To powyższe również normalna reakcja, załamiesz się pod wpływem jego słów i zrezygnujesz to on wygra i z wytężoną siłą poczujesz jego podłość,
nie poddasz się to wygrasz.
Wiesz kiedy poczujesz naprawdę ulgę?
Kiedy przestaniesz go bronić w swoich oczach, kiedy uznasz swoją bezsilność wobec dysfunkcji zwanej współuzależnieniem, przestaniesz walczyć wtedy zaczniesz dążyć do zmian.
Być może nie rozumiesz jeszcze powyższego zdania, (bo co to znaczy uznać swoją bezsilność, tego nie mogłam zrozumieć)
ale to też normalne, na tym etapie ważne bardzo abyś nie przerywała terapii i abyś współpracowała z terapeutką a nie z nią walczyła.
1 401 2013-04-18 12:35:03
Chodzę na terapię, żeby sobie pomóc. Odniesienie się do wpisu mija się z celem. Headstrong myślę, że jesteś na tyle inteligntna, że wiesz dlaczego.
1 402 2013-04-18 12:43:33
Ja wiem dlaczego,
ale ta moja wiedza nie ma przełożenia na Twoją.
Nie wiem tylko czy Ty wiesz o tym.
1 403 2013-04-18 13:02:04
Oczywiście, masz rację.
1 404 2013-04-18 13:40:09 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-04-18 13:46:13)
Wiesz Bet
przeczytałam to co napisałaś w innym wątku i odpiszę Ci tak:
z Twojego wątku odeszło wiele osób i miało rację. Szczególnie Endi, myliłam się co do jej oceny ale zdanie zmieniłam. Dziewczyna ma rację.
Czy ja osobiście atakuję? Wyśmiewam? Czy zaatakowałam kogoś? Ciebie? Alterego? Wyśmiałam kogoś?
Mogłabym to zrobić, szczególnie w opisie Twojej sytuacji materialnej, ale nie zrobię tego chociaż znam inne fakty.
Dziewczyno, nie przypinaj mi łatki innego użytkownika, wiele osób ma podobne problemy, dziewczyny, które sobie z nimi poradziły łatwo poznać po sposobie wypowiedzi.
Jestem po terapiach, i jestem z tego dumna wiesz? I nie wstydzę się, że mój mąż to alkoholik, wiesz?
O co ci chodzi?
A może masz gorszy dzień a kilka słów komentarza Cię irytuje? Cóż, to jest forum, wolność wypowiedzi, moje spostrzeżenia wynikające z Twoich wypowiedzi nazywasz osobistymi atakami? Ostro? Nie, prawdziwie.
A przypadku Alter przydałby się odpoczynek od forum, czasem można przegiąć w drugą stronę, facet zapętlił się w swoich myślach, że chyba już sam zagubił sens. A z drugiej strony gdyby mój facet siedział tyle czasu na babskich forach posądzałbym go o brak narządów męskich.
Tobie też radzono podobnie.
Faktycznie, bardzo się różnimy jak to napisała kochanka mojego męża tutaj.
Różnimy się tym, że ja jestem sobą, Ty grasz kogoś kim chciałabyś być ale strach ci nie pozwala, chcesz ale nie możesz i nie ruszysz do przodu wiesz? Daję sobie głowę uciąć, że za jakiś czas rzucisz terapię, zaprzestaniesz pracy nad sobą a on cię pochłonie.
Mój terapeuta i mój mąż na wspólnej sesji powiedzieli, że wygrałam bo mam jaja, wiesz? I nie obawiam się ich użyć.
Nie tylko chciałam coś, ale walczyłam.
Widać z daleka kiedy alkoholikowi na dupościsku pić się chce i zapije, podobnie ma się to u koalkoholiczek z terapią.
Długa droga przed tobą Bet, bardzo długa i wyboista.
Dla mnie szkoda byłoby życia analizowanie każdego szczegółu, pierdułki, po tysiąckroć przeżywanie tego samego, co robicie Ty i Alter. Pisanina, z której nic tak naprawdę nie wynika, słowotok.
Ja już tu nie będę zaglądała, szkoda mojego czasu. Wolę te kilka minut spędzić bardziej pożytecznie.
Trzym się.
1 405 2013-04-18 13:53:58 Ostatnio edytowany przez kochamkonwalie (2013-04-18 14:00:15)
Bet
Przedwczoraj napisałam Ci prawie dokładnie to co powiedziała Ci terapeutka. Tylko ty chyba trochę zignorowałaś mój wpis. Skupiłaś się bardziej na tym, ze źle zrozumiałam Twoją historię z bierzmowania.
Bet pisałam Ci to z własnego doświadczenia, że urwanie kontaktu mimo, że bardzo trudne przynosi ukojenie. Ty jednak tego nie chcesz. Może gdzieś podświadomie czujesz, ze jeżeli nie będziecie się kontaktować to on zniknie z Twojego życia. Zaraz na pewno znajdziesz wiele wymówek, że firma, ze mieszkasz na górze itp. Chodziło mi głównie o to, żebyście ustalili kwotę, którą Ci będzie zostawiał w regularnych odstępach czasu i przekazywał przez teścia, zostawiał w biurze lub w jakikolwiek inny sposób. I nie pisz, że alimenty będą dla Ciebie niekorzystne. Zgadzam się z Tobą. Nie chodzi mi jednak o sądowne alimenty tylko o jasną dla Ciebie i jego sytuację.
A i jeszcze jedno przyszło mi do głowy. Ty chyba się trochę wstydzisz przed ludźmi ze swojego środowiska. Tylko czego właściwie? Że wybrałaś nieodpowiedniego mężczyznę? przecież to co się zdarzyło w Twoim życiu w dużej mierze zafundował Ci mąż.
Twój watek bije rekordy popularności i wiele osób podaje Twój przykład jako postawy, której należy unikać.
Jeszcze raz Ci napiszę, postaraj się od niego odciąć a zaczniesz odzyskiwać spokój.
1 406 2013-04-18 14:54:25
Terapeutka nie powiedział mi, że mam urwać kontakt. Zasugerowała, że sprawy finansowe są przykrywką do kontaktu. Pokazuje mi, że ja tego kontaktu wciąż chyba potrzebuję. Nie jestem "wolna". Nie do końca się ztym zgadzam. Może ma rację, ale też jest jest to podyktowane loterią jaką jest sąd. Dokładnie zmierzam do tego, żeby była stała kwota w określonym czasie. On się broni. Utaliłam już sobie ile czasu poświęcam na egzekwowanie moich oczekiwań, żeby nie pośwęcać temu zbyt wiele uwagi. Zobaczymy jak wyjdzie. Co inni myślą i jak traktują moje wypowiedzi zależy od nich. Dla mne liczy się efekt końcowy. Czuję się lepiej, ale jeszcze mam przed sobą dużo pracy. Gdyby tak nie było, terapia nie byłaby mi potrzebna. Mogłabym zrezygnowac po 2 spotakaniach. Terapeutki uczę się słuchać. Słucham innych. Jestem bardzo zadowolona, że tam chodzę. Nie jest miło przyznać się przed sobą do niewłaściwego wyboru partnera życiowego, zwłaszcza kiedy jest on ojcem naszych dzieci. Poza tym nie chciałabym go zbytnio oceniać. Jest jak jest.
1 407 2013-04-18 15:06:48 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-04-18 15:07:01)
Przestan sie wpędzać w poczucie winy!
Życie się potoczyło tak, a nie inaczej!
Pamiętaj!
To on był nie w porządku, a nie Ty!
Ja, po odejściu mojego męża, po tym jak minął szok i niedowierzanie, pomyslałam...musze jak najszybciej złozyć pozew o rozwód.
Nie mogłam znieść współczujących spojrzeń, czy tekstów w stylu...ktoś, gdzieś widział twojego męża z taka jedną rudą.....
Teraz, to już nie mój mąż, nie moja sprawa z kim i gdzie jest widziany. Oczywiście ojcem mojej córki będzie zawsze. Ale udało sie nam wypracować w miarę poprawne kontakty ze względu na nią własnie.
I ani razu nie czułam sie winna, że poszedł na lewiznę!!
1 408 2013-04-19 10:13:25
Córeczka ma anginę, mocno kaszle, zmieniony głos. Dostała antybiotyk. Martwię się bardzo, oby na niego szybciutko poszła i nie odbiło się to na nerkach. W sumie to moim największym marzeniem jest, żeby była zdrowa. Jak najdłużej żyła podobnie jak inne dzieci. I tak muszę na nią bardzo uważać. Ale jeszcze nie bierze leków. Tylko co jakiś czas ma włączane. Problemy z mężem czasem już jakby nie istniały. Jedynie sprawy bytowe. Z nią twierdzi , że to już przeszłość. Powiedziłam, że za późno. Nie chcę o tym wiedzieć.
1 409 2013-04-19 16:28:40
Przestan sie wpędzać w poczucie winy!
Życie się potoczyło tak, a nie inaczej!
Pamiętaj!To on był nie w porządku, a nie Ty!
Ja, po odejściu mojego męża, po tym jak minął szok i niedowierzanie, pomyslałam...musze jak najszybciej złozyć pozew o rozwód.
Nie mogłam znieść współczujących spojrzeń, czy tekstów w stylu...ktoś, gdzieś widział twojego męża z taka jedną rudą.....Teraz, to już nie mój mąż, nie moja sprawa z kim i gdzie jest widziany. Oczywiście ojcem mojej córki będzie zawsze. Ale udało sie nam wypracować w miarę poprawne kontakty ze względu na nią własnie.
I ani razu nie czułam sie winna, że poszedł na lewiznę!!
bardzo mądrze moniA!
1 410 2013-04-19 22:44:49
Monia, sama nie wiem czy czuję się winna. Może kiedyś troszkę. Mówi się, że to jest wina dwóch stron. Nie zgadzam się z tym, ale zawsze można mieć też sobie coś do zarzucenia. Dałam szansę. Spieprzył. Teraz już nie czuję się winna. Gdybym tej szansy nie dała może byłoby innaczej. Dużo emocji mnie to kosztowało. Ale ok. Chyba się już trochę z tego dźwignęłam. Wróciłam od siostry. Po tych moich negocjacjach z mężem to już chyba żaden klient nie ma ze mną szans zbić ceny. Zresztą raczej i tak mi się to nie zdarza. Właśnie "mąż" dzwonił... Planuję majówkę. Oby dzieci były zdrowe. Zaproponował, że możemy jechać na dwa samochody. Tylko, żeby nie było za daleko. Potem on wraca, ale zawozi mi rzeczy i może któreś z dzieci. Nie podoba mi się ten pomysł. Wolałabym mieć większy samochód. Lubię radzić sobie sama. Jeździć sama z dziećmi. A nie z nim na dwa auta. Nie chcę z nim! Sama. Przecież ja chcę uciec od niego, oderwać się do tego. Od razu. Bardzo lubię sama podróżować. W ogóle to mnie się trochę spodobało bycie "głową rodziny" - tak podejrzewam... Najstarszy syn mi kiedyś sugerował, że mam pewne męskie cechy. No nie wiem...
1 411 2013-04-19 22:54:16
Jestem w dobrym nastroju - powiedzmy jak na mój stan - dobrym. Lubię sobie pogadać z siostrą. Jak wymalowała sobie zieloną kredką brwi moja 46 letnia siostrzyczka, to myślałam, że pęknę ze śmiechu. Powinna tak przyjmować pacjentów. Odlot.
1 412 2013-04-22 10:17:02
Pojechałam sobie wczoraj na rolki. Przyjemna trasa wzdłuż autostrady. Ale od początku czuję, że coś w jednej rolce hamują mi koła. Coś nie tak. Myślałam, że może jakiś kamyk zablokował się między kołami. Sprawdzam... Nic nie ma. Ale jakieś takie dziwne odczucie. Na rolkach jeżdżę bardzo szybko. Trasa ma lekkie wzniesienia i spadki. W końcu usiadłam na drodze i zaczęłam sprawdzać. Odpadło mi kółko! Zostało mi w ręce. Nie było przyczepione żadną śrubką. Mogłam się zabić lub zostać bez żebów. Nie używam ochraniaczy ani kasku. W zeszłym roku jesienią wymieniałam kółka. Jeszcze się upewniałam czy są dobrze przykręcone... Na szczęście dobrze się skończyło. Tyle tylko, że miałam straszną ochotę pojeździć. Mąż odstawił cyrki z zakupami w Makro. Nie pojechał. Znowu smsy pełne obelg. Obrażanie mnie i mojej rodziny. Jakby go coś ugryzło. Przekleństwa. W niedzielę w końcu przyznał, że ma nadzieję, że jak osiągnie dno, to będzie się z czego odbić. Hmm, niekoniecznie... Wszystko jest nie tak jakby chciał, robi nie tak. Tylko na to dno nie spada sam. Ma rodzinę. Cóż, moje zadanie nie dać się tam wciągnąć. Wczoraj został tu zamkniety pewien wątek. I czytając kogoś innego uświadomiłam sobie kim jest mój mąż. Jest niedoszłym przestępcą. Namawiał mnie do usunięcia ciąży. Właściwie to był to prawie szantaż. "Z nami koniec, odchodzę. To nie jest dziecko miłości. Zrób coś z tym..." . " Nie interesuje mnie czy to będzie chłopak czy dziewczynka, jak będzie miało na imię." Tych słów nigdy nie zapomnę. Po prawie 2o wspólnych latach. A wcześniej mnie pocieszał, że gdybym była w ciąży to sobie poradzimy. Mamy duży dom, samochód. Nie ma się czym martwić. Gdybym dla ratowania rodziny to zrobiła. Dla tych dzieci, które już miałam. Kogo chciał ze mnie zrobić. Do czego mnie nakłaniał. Byłam przerażona. Już z trójką miałam dosyć. W dodatku mała chora. Tylko wtedy już łzy przestały lecieć. Już wiedziałam, że urodzę i dam radę. Nie wiem, skąd wziął się ten upór. Mały jest dla mnie wielką radością. Bez niego nie wiem jakbym przetrwała ten okres. Jest zmęczenie, są wydatki. Ale mam nadzieję, że nie będę sama. Teraz mam małe dzieci i starszych chłopców. Zanim mały wyjdzie z domu, może będą już wnuki...Taki dom, w którym jest tyle dzieci ma też swoje zalety. Wciaż się coś dzieje. Nie ma samotności. No i młodsze dzieci najstarszego syna. A dla siostry jest on super. Bardzo się lubią. Mały ma przed nim respekt. Bez pozwolenia nie wejdzie do niego do pokoju. A mąż... Tak sobie myślę, że zdrada to jedno a to do czego całe szczęście nie doszło było jeszcze gorsze. Nie był złym człowiekiem. Chciał dobrze żyć. Głupi krok... i człowiek przekreślił swoje życie. Zniszczył przy okazji moje i dzieci. Może to jest tak, że jak człowiek kierował się kiedyś jakimiś zasadami i od nich odejdzie to całkiem się gubi. Dlaczego tak ciężko jest z czegoś takiego wyjść? Dlaczego niektórzy są tacy słabi? Popełniam błędy. Często potem żałuję swojego zachowania. Nawet bardzo. Powiem coś niemiłego, podniosę głos, stracę panowanie nad sobą. Mąż jest po drugiej stronie. Nie jest już z nami. Jest zdrajcą. Muszę dbać o dzieci, o swoją rodzinę. Odszedł. Mógł wrócić. Był nielojalny, okazał się zdrajcą ponownie. Z zaufania 1oo % pozostało zerowe. I to ufałam w każdej kwestii. Uczucia, wierność, finanse... Oprócz spraw nadrzednych - wiary. Rozumiałam, że jest ważniejsza ode mnie. Teraz jestem tylko ja i dzieci. Nie ma miejsca na zdrajcę. Ludzie popełniają błędy, ale nie powiem, że nic się nie stało kiedy tak nie jest. Chciałabym mu wybaczyć. Emocje opadają. To ostatnie oszustwo już tak nie boli. Trochę się ocknęłam. jeszcze trochę. Ale życie budować bez niego... Przykro mi. Patrzę czasem chyba na niego nie przez przymat tego kim jest, ale kim był. A tamtego człowieka już nie ma. Miał wady, ale chciałam z nim być. Ideałów nie ma. Ale tęsknić za kimś kto krzywdzi, namawia do złego... to chyba należy się cieszyć, że mieszkam sama.
1 413 2013-04-22 11:31:27
Bet,
najwyzsza pora zostawic przeszlosc. Przestac o niej myslec. Postawic gruba kreche i zajac sie przyszloscia.
Po co ciagle sie grzebiesz wtym co bylo? Bylo to bylo. Teraz juz nie ma tego co bylo. Pracujesz na to, co bedzie.
Grzebiac w przeszlosci ciagle jestes przy swoim BYLYM mezu. Bo on jest byly, chocby papier mowil co innego.
1 414 2013-04-22 12:49:13
Miriamm, przeszłość jasne, że jest przeszłością. Ale ona jest częścią mojego życia. Dlaczego mam się od niej odcinać... Swoją przyszłość widzę bez męża, chociaż jest to trudne. Ale z przeszłości się cieszę. Tych dobrych chwil jak i tych gorszych. Czy to źle coś sobie powspominać. To mam już nie wspominać kiedy dzieci były małe. Nie pooglądać nigdy zdjęć. Nie robię tego teraz, ale dobrze jest umieć pamiętać też to co dobre. Nie odcinać przeszłości krechą. Moje życie to ciągłość. Teraz jest innaczej, ale to co było jest ze mną.
1 415 2013-04-22 13:05:42
Wspominać-tak,ale dzieci nie męża choć pewnie uważasz że to niemożliwe.Wspominanie i analizowanie zachowań męża Cię niszczy,szkoda że tego nie widzisz.Zawsze będzie w Tobie żal jeśli nie przestaniesz
1 416 2013-04-22 13:53:15
Bet,
wspomnienia sa dobre, ale teraz jest taki moment ze lepiej, zebys nie wspominala. Przeciez nikt Ci wspomnien nie zabierze? Zostaw je na chwile, a kiedy sie juz ogarniesz i minie zal te same wspomnienia beda wygladaly inaczej.
Wspomnienia w tej chwili to dla Ciebie kotwica, ktora trzyma Cie na mieliznie.
1 417 2013-04-22 14:18:34
Ale coż ja takiego wspomniałam... Przypomniało mi się swińswo do którego mnie namawiał. Akurat w mojej sytuacji te wspomnienia utwierdzają mnie w przekonaniu, że życie w pojedynkę może być lepsze niż szantaż emocjonalny. Co innego gdybym teraz sobie wspominała wspaniałe chwile. One były. Ale życie się zmienia. I jakoś ich nie przywoluję. Dzisiaj jakoś wszystko mi się sypie. Faktury nie drukują... Kurier pojechał... Będę musiała wysłać pocztą. Czas ucieka. Problemy... a wy mi ze wspomnieniami... Mam je teraz gdzieś. Muszę ogarnąć teraźniejszość!
1 418 2013-04-23 09:32:58
Popełniłąm wczoraj błąd. Wdałam się z mężem w rozmowę. To znaczy to nawet nie była rozmowa. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Krok w tył. Wysłuchałam jego obelg pod mim adresem. Jaki ma do mnie wstręt, obrzydzenie. Nie może na mnie patrzeć. Wiecie taie same raniace słowa. Takie, że zawsze taka byłam, ale wtedy go to tak nie raziło. To był straszny mój błąd. Jakoś mimo wszystko mnie to dotknęło. Wygrał. Odgraża mi się rozwodem, że zrobi z tym porządek, ze wreszcie będzie wolny itd. Nad ranem obudziłam się z lękiem. Wiem, że muszę sobie z tym poradzić. Wiem, że znowu zbiorę w sobie siły. Wiem, że to jaka jestem czy byłam nic nie zmienia. Jest próbą zastraszenia mnie, dalszego zwalania odpowiedzialności. Zbliża się weekend majowy. Wie, że chcemy wyjechać. Jak mnie zastraszy to nie upomnę się o pieniądze. Widzi, że to koniec. Po co tego słuchałam. Jakby przebijał mi serce, dusił mnie. Bardzo żałuję. Nie mogę do tego dopuszczać. Czasem jak mnie obraża to to po mnie spływa. Ale wczoraj jakoś wczułam się w sytuację. Jakoś udało mu się do mnie dotrzeć. Chwila mojej słabości. Kosztuje mnie znowu łzy. Nasze prawo nie jest sprawiedliwe. Nie ma kary za zniszczenie komuś życia, za zniszczenie rodziny. Uczciwie to mam odczucie, że takich jak on powinni wysyłać na jakieś roboty, za kratki albo dowalić takie alimenty, które byłyby odpowiednią nauczką dla jemu podobnych. Tymczasem swawola. To on mnie straszy rozwodem! To chyba coś nie tak w naszym kraju. Mam wrażenie, że kompletnie pomija się dzieci. Rozważam różne ewentualności. Czas pokaże, ale nie wiem czy dla dobra dzieci nie zostawię ich z ojcem. Jeśli nie będę miała za co ich utrzymać być może wnioskować będę aby mieszkały z nim. Kochać je zawsze będę. Czasem kobiety oddają swoje dzieci do adopcji, bo chcą dla nich jak najlepiej. Albo zostawię mu starszych. Tylko maluchy zostaną przy mnie. Zobaczymy....
1 419 2013-04-23 09:37:56
Rozważam różne ewentualności. Czas pokaże, ale nie wiem czy dla dobra dzieci nie zostawię ich z ojcem. Jeśli nie będę miała za co ich utrzymać być może wnioskować będę aby mieszkały z nim. Kochać je zawsze będę. Czasem kobiety oddają swoje dzieci do adopcji, bo chcą dla nich jak najlepiej. Albo zostawię mu starszych. Tylko maluchy zostaną przy mnie. Zobaczymy....
bet,
to nie moze byc prawda, co piszezsz.
Chcesz zostawic z nim dzieci ?
dla ich DOBRA?
z takim czlowiekiem ?
1 420 2013-04-23 10:23:34 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-04-23 10:24:01)
W ciężkim szoku jestem bet!
Jak móg Ci taki pomysł urodzić się w Twojej głowie?
Kobieto!
Obudź sie wreszcie i w te pędy do adwokata! I do terapeuty po drodze!
1 421 2013-04-23 10:44:10
"To on mnie straszy rozwodem! To chyba coś nie tak w naszym kraju. Mam wrażenie, że kompletnie pomija się dzieci. Rozważam różne ewentualności. Czas pokaże, ale nie wiem czy dla dobra dzieci nie zostawię ich z ojcem. Jeśli nie będę miała za co ich utrzymać być może wnioskować będę aby mieszkały z nim. Kochać je zawsze będę. Czasem kobiety oddają swoje dzieci do adopcji, bo chcą dla nich jak najlepiej. Albo zostawię mu starszych. Tylko maluchy zostaną przy mnie. Zobaczymy...."
To nie jest coś nie tak w naszym kraju, to Ty traktujesz to jego gadanie serio. A gdyby Ci powiedział, że wniesie sprawę do sądu, żeby kazał Ci chodzić nago po mieście przez godzinę dziennie, to też byś uznała, że coś nie tak w kraju?
I naprawdę jesteś Bet mistrzynią robienia problemu z niczego. Sąd orzekając o alimentach nie bierze pod uwagę zarobków tatusia, ale jego możliwości majątkowe. Masz czworo dzieci - jedno bardzo małe, jedno chore, a mąż z tego co opisujesz ma duże możliwości zarobkowe. Nikt tu nie jest wróżką, ale Ty rozumiesz, że możesz dostać od niego 3 tys. i więcej miesięcznie (moja koleżanka w podobnej do Ciebie sytuacji z tą samą ilością dzieci dostała 4 tys. alimentów). Sama przecież też zarabiasz, załóżmy że drugie tyle, ale nawet jeśli nieco mniej, to naprawdę nie byłabyś w stanie za tyle przeżyć z dziećmi? Wymyślasz sobie głupie powody by nic nie robić. I piszesz tu jakieś teksty od rzeczy, żeby wzbudzić znowu współczucie albo zainteresowanie. Na terapii usłyszałaś dokładnie to samo, co Ci tu piszemy wszyscy. Może naprawdę pora pomyśleć co robisz ze sobą, z siebie, z własnym życiem. Naprawdę nie jesteś jedyną kobietą na świecie w takim położeniu, ale jedyną na tym forum, w której nie ma chęci ułożenia sobie życia. Ty tego gościa ciągle kochasz, usprawieliwiasz i nie chcesz się od niego odciąć i tyle. Inne kobiety na Twoim miejscu zabrałyby dzieci i byłyby gotowe utrzymać się i za 5 złotych dziennie, byle z dala od takiego ojca. I błagam, nie pisz nam, że to dobry ojciec, bo naprawdę nie masz pojęcia najwyraźniej kim powinien być dla dziecka ojciec. Twój mąż jest książkowym przykładem ojca niszczącego życie swoim dzieciom. A Ty grasz z nim w duecie.
1 422 2013-04-23 10:47:34
Bet
Ochlon!!
Nic na emocjach.
Masz gorzka nauczke - zero "rozmow", kontakty techniczne only.
1 423 2013-04-23 10:50:28
Nie, piszę poważnie. Rozmawiałam już na ten temat z siostrą. Kiedyś również z prawnikiem. Lepiej oddać dziecko niż przeciąć je na pół. Właściwie to siostra podsunęła mi tę myśl.
1 424 2013-04-23 10:59:08 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-04-23 11:19:53)
Nie, piszę poważnie. Rozmawiałam już na ten temat z siostrą. Kiedyś również z prawnikiem. Lepiej oddać dziecko niż przeciąć je na pół. Właściwie to siostra podsunęła mi tę myśl.
I świadomie chcesz je skazać na życie z narkomanem i alkoholikiem, który woli melanże z kochanką niz wychowywanie dzieci?
Zaden sąd przy zdrowych zmysłach nie odda władzy rodzicielskiej Twojemu mężowi!!
Przypomnij sobie jak Twój starszy syn czuje sie przy własnym ojcu!
Bądż pewna, że Twój syn Ci tego nigdy nie wybaczy!
Pogratulować głupoty siostrze!!
Czy Wy wszyscy na prawde jesteście tak zaślepieni? Nie widzicie jakim człowiekiem jest Twój mąż?
1 425 2013-04-23 11:25:36
A ja nie zamierzam dzieci skazywać na życie za 5 zł. Najstarszy ma już prawie 18 lat, o młodszego mąż jeszcze najbardziej dba, bo ma talent plastyczny po nim i jest z nim najbardziej zżyty. Takie decyzje orzeka sąd, wzięłabym też pod uwagę czego chcą dzieci. I nie piszę, że tak zrobię, ale że rozważam taką opcję i to poważnie. I nie piszcie mi proszę o 4 tysiącach, bo się we mnie gotuje i jaką krzywdę wyrządzam dzieciom. To moje życie.
1 426 2013-04-23 11:30:01
A ja nie zamierzam dzieci skazywać na życie za 5 zł. Najstarszy ma już prawie 18 lat, o młodszego mąż jeszcze najbardziej dba, bo ma talent plastyczny po nim i jest z nim najbardziej zżyty. Takie decyzje orzeka sąd, wzięłabym też pod uwagę czego chcą dzieci. I nie piszę, że tak zrobię, ale że rozważam taką opcję i to poważnie. I nie piszcie mi proszę o 4 tysiącach, bo się we mnie gotuje i jaką krzywdę wyrządzam dzieciom. To moje życie.
Ale jaka krzywde wyrzadzasz? Chodzi CI o dzieci uczucia, o to, ze ojciec jest psujacym sie bankomatem, czy chodzi Ci o to, ze obnizy Ci sie standard zycia?
Bo jak Cie czytam, to mam wrazenie, ze Ty sie najbardziej boisz o kase.
1 427 2013-04-23 11:39:24
Bet,
dlaczego podejmujesz wazne zyciowe decyzje pod wplywem emocji? Nie pisalas nic o takim rozwiazaniu wczesniej - poki nie uslyszalas od meza kilku epitetow. Czyzbys uzywala dzieci jako narzedzia do ukarania meza?? On Cie oczernia, to mu pokazesz, tak?
I czego sie po nim spodziewasz? W glebi ducha chyba nie pozbylas sie zludzen co do niego.
Bet, nie sposob Cie zrozumiec! Czy Ty wiesz czego chcesz?
1 428 2013-04-23 11:40:22
A ja nie zamierzam dzieci skazywać na życie za 5 zł. Najstarszy ma już prawie 18 lat, o młodszego mąż jeszcze najbardziej dba, bo ma talent plastyczny po nim i jest z nim najbardziej zżyty. Takie decyzje orzeka sąd, wzięłabym też pod uwagę czego chcą dzieci. I nie piszę, że tak zrobię, ale że rozważam taką opcję i to poważnie. I nie piszcie mi proszę o 4 tysiącach, bo się we mnie gotuje i jaką krzywdę wyrządzam dzieciom. To moje życie.
Cztery tysiące na czwórke dzieci to kupa forsy!
Ale widzę, że dla Ciebie jest ważniejsze, żeby dzieciaki chodziły w firmowych ciuchach, bujały sie na nartach w Szwajcarii, nawet za cenę ich zdrowia psychicznego i poczucia bezpieczeństwa?
A jak tatulek zaćpa i popije? To co wtedy? szkoły syna nie opłacił, za chwilę jedzenie też zapomni kupić!!
No tak! Młodszego kocha za talent plastyczny...cudownie! A starszego za co?????
Ty najpierw ogarnij sama siebie a potem decyduj o losie swoich dzieci!
1 429 2013-04-23 11:42:38
Nie, piszę poważnie. Rozmawiałam już na ten temat z siostrą. Kiedyś również z prawnikiem. Lepiej oddać dziecko niż przeciąć je na pół. Właściwie to siostra podsunęła mi tę myśl.
bet, nie chce Cie urazic, ale Ty chyba nie masz swojego wlasnego zdania.
Co rusz sugerujesz sie opiniami innych . teraz siostry i Salomona.
gdzie Twoje ?
salomon dlatego kazal przeciac dziecko, bo byl pewien , ze serce matki ukaze sie, nie dopusci do tego.Rozumiesz ?
1 430 2013-04-23 11:45:42
No przeciez starszego nie lubi, a najmlodszego w ogole nie uznaje...............
Jest swietnym ojcem ewentualnie dla sredniego i w porywach dla corki.
No tak, za 5 zeta, nie da sie przezyc...............