netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Miłość trwa

1 596 odpowiedzi264 245 wyświetleńzałożony przez bet, 13.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 18 19 20 21 22 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 236 do 1 300 z 1 597 ]

1 236

Odp: Miłość trwa

Bet
Ja Ci życzę jak najlepiej, naprawdę.

Ale nie zgadzam się z Tob? jak inne dziewczyny tu.

Znikam z t?d, szkoda mojego czasu, za dużo emocji i wspomnień mnie to kosztuje,
kiedyś ktoś mi pom?gł, chciałam przekazać to dalej,
Mam nadzieję, że wykiełkuje to w Tobie i przekażesz innym potrzebuj?cym takim jak Ty teraz a ja kiedyś.

1 237

Odp: Miłość trwa

Zapewnianie dzieciom wiktu i opierunku oraz droich rzeczy i nart w Szwajcarii to nie wszystko....
Zdrowie psychiczne jest wazniejsze....i spokojny dom.

1 238

Odp: Miłość trwa

bet, idź wreszcie do tej poradni i zacznij sie leczyć. Ze współuzależnienia, nie z borderlaine.
Z tą psycholożką grzebiecie w Twojej psychice już długo i co? Zmieniło się coś?
Powiem Ci tak, Twoja psycholog powinna Cię juz dawno odesłać na konkretny program dla współuzależnionych, zamiast kasować po stówce za godzinę. W każdej poradni leczenia uzależnień jest oferta dla żon, za darmo.

Wiesz, gdy się rozmawia z alkoholikiem o jego piciu, to on tylko czeka na pytanie dlaczego pije. Będzie snuł opowieści o życiu pod górkę, o niedokochaniu przez mamusię, o tych kłodach rzucanych mu pod nogi, o podciętych skrzydłach......Bedzie się nad sobą użalał i nad sobą płakał. Wszystko po to by usprawiedliwić, wytłumaczyć swoje chlanie i destrukcję tym spowodowaną.
I nawet nie jest tego świadomy. W uzależnieniu wszystkie intelektualne zasoby czlowieka pracują na rzecz CHOROBY, a nie na rzecz jego samego.

Ty robisz to samo. Dlaczego w tym trwasz? Bo mamusia nie kochała, bo tatuś, bo borderlaine (tez coś!), bo to taka wielka miłość była, bo jesteśmy dla siebie stworzeni. Gdyby tylko tę kochankę szlak trafił, gdyby tylko on zrozumiał. Więc jeszcze raz dam mu szansę, jeszcze jeden seks, jeszcze jedno dziecko, jeszcze raz zaufam, jeszcze raz uwierzę, że już zrozumiał, że właśnie zamierza wziąć się za siebie. W imię tej naszej wyjątkowej miłości. 
Byle tylko nie zobaczyć prawdy o swoim małżeństwie. I nie wziąć za siebie odpowiedzialności.
Tak działa system iluzji i zaprzeczeń alkoholika i współuzależnionej żony.

Nie masz żadnej wiedzy o uzależnieniu, bet. O współuzalżnieniu tym bardziej.
Te spotkania z psychologiem, analizowanie męża i kochanki(sic!), grzebanie w Twoim dzieciństwie nic nie wnoszą. To działania zastępcze, dające chwilową ulgę, tylko i wyłącznie. Możesz tak jeszcze przez wiele lat się analizować, a rzeczywistość będzie skrzeczeć.
Najpierw trzeba się zająć tym co leży na wierzchu, współuzależnieniem.

Wśród trzeźwiejących alkoholików mówi się tak - wyjmij watę z uszu i wsadź do ust. Znaczy to, przestań gadać, zacznij słuchać. I - przynieś ciało, rozum przyjdzie później - po prostu przyjdź na terapię, przyjdzie czas, to zrozumiesz dlaczego jest ci potrzebna. A nawet - im bardziej nie chcesz przyjść, tym bardziej tego potrzebujesz.
No i oczywiście - gdy jedna osoba mówi ci, że masz ogon, to możesz to olać. Ale jak ci mówi to wiele osób, to lepiej się obejrzyj.
A tutaj wiele osób ci mówi, że masz ogon.....

Zrób to dla własnych dzieci, jeśli nie chcesz w przyszłości patrzeć jak marnują sobie życia.
Czego uczycie swoje dzieci, Ty i Twoj mąż? Tego samego dla nich chcesz?

1 239

Odp: Miłość trwa

Bet masz cenne wskazówki podane jak na tacy, tylko wprowadzić je w życie.
Otwórz oczy, minął już rok od Twojego pierwszego wpisu, a nic się nie zmieniło. Zostało chcenie tego, tamtego, ale aby coś z tego mieć trzeba Twoich twardych decyzji. Nie możesz ulegać bo to nic nie daje, tylko niszczy Ciebie i Twoich bliskich. Życzę siły i mądrych stanowczych decyzji, bo tu chodzi o stabilne życie czwórki dzieci i Twoje Bet.

1 240

Odp: Miłość trwa

Bet,

nikt nie twierdzisz, że jesteś beznadziejna. My oceniamy Twoje zachowanie, a nie osobę.

Jaką matką jesteś, to dzieci Cię kiedyś osądzą. Uważam jednak, że powinnaś troszkę bardziej skupić się emocjach, psychice swoich dzieci. Zapewnienie bytu ze strony fizycznej, to nie wszystko. Jeszcze kilka miesięcy temu wiele razy pisałaś o dzieciach, jaka jesteś z nich dumna, co zrobiły. Teraz tego nie ma.

Pamiętaj, że dzieci uczą się życia poprzez obserwacje. Następnie powielają zachowania swoich autorytetów (typu babcia, mama, tata, sąsiadka,inny idol). Musisz dać im przykład i wytłumaczyć, że to co robi ich tata jest niewłaściwe (chyba nie chcesz, aby przeżywały to samo w przyszłości). Jak na razie one widzą, że tata robi tak i siak, a mama popłacze i zaniesie obiad (dla Ciebie to tylko miły gest, dla nich uznanie, że jest ok). Dzieciaki muszą wiedzieć, że złe zachowanie kończy się przykrymi konsekwencjami - nie mylić z karami.

Nie umiesz dla siebie czegoś zrobić, masz blokadę, zrób to dla nich.  Aby miały fajne życie w rodzinach, które założą.

Dla czystej ciekawości idź na spotkanie z terapeutą od uzależnień. Porozmawiaj. Następnie jeśli uznasz, że to nie to, nie wrócisz tam więcej. Zawsze warto spróbować. A nóż, widelec okaże się to strzałem w 10-tkę.

A teraz z własnego doświadczenia, czym bardziej olewam męża (czasem mu w prozaicznych sprawach pomogę), tym bardziej on się stara. Kupił mi samochód, kombinuje tańsze paliwo, szuka mi pracy, bierze dzieciaki, składa życzenia z każdej możliwej okazji, często pyta co u mnie, naszych wspólnych znajomych, opowiada mi o sobie (teraz już prawdę) itp takie nic a jednak bardzo dużo. Niczego mi nie deklarował. Wiem, że ma kochankę, ale na tą chwilę to ją zaczyna oszukiwać ze mną (głupio to brzmi). Prosił mnie, abym pisała na jednego @,bo ... (nie będę na forum tłumaczyć). Na dzień kobiet zadzwonił do mnie, aby złożyć życzenia, jak się widzieliśmy przy znajomych, to tylko córom złożył. On lubi ze mną rozmawiać, słychać, czuje się wtedy szczęśliwy (znam jego emocje). Szuka kontaktu, kilka razy w tygodniu dzwoni. On zaczął widzieć, że bez niego potrafię żyć. Widzi, że tętnie życiem. Choć u mnie w środku wciąż tęsknota i nadzieja. Swego rodzaju obsesja na jego punkcie. Ale nie oddam swojego życia już jemu, co najwyżej podzielę się życiem z nim (albo z kimś innym, kto wie). Ta cała historia pomogła mi odzyskać siebie.         

Dziewczyny na forum nie życzą Ci źle. Próbują Ci wytłumaczyć, że Ty odpowiadasz za swoje życie, za to,co z nim zrobisz. A jakość Twojego życia przekłada się na życie dzieci. Pomyśl sobie tak, poczekam na męża jeszcze trochę, a jeśli on nie wróci? Co wtedy stracisz masę czasu, którego nikt Ci nie zwróci. Czas najwyższy iść do przodu i albo mąż Ci dorówna kroku albo nie.

Zrobiłaś swego czasu ogromne postępy. Powinnaś być dumna. Otworzyłaś firmę, urodziłaś samotnie dziecko. Codziennie sama walczysz o byt dzieciaków. Przez ostatnie 2 lata nie leżałaś brzuchem do góry z czekoladą w ręku. Na prawdę odwalasz kawał ciężkiej roboty. Umiesz temu podołać. Zastanów się dla kogo to robisz? czemu, aby przetrwać (chyba nie)? Jesteś mądrą, silną kobietą. Jesteś ostoją dla swoich dzieci. Teraz czas to sobie uświadomić.


Trzymam za Ciebie kciuki.

1 241 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-03-13 22:20:49)

Odp: Miłość trwa

miałam takie przeczucie bo twój styl pisania wskazywał na uzależnienie albo picie ryzykowne. nie pijesz ale nie trzeźwiejesz. i mamy zagadkę rozwiązaną. dlatego tak pięknie potrafisz wczuć się w skórę męza i go tłumaczyć bo to "twoje". albo i popijasz ale nie dzielisz się tym z nami co zresztą jest zrozumiałe. no i mamy koktail mołotowa. cholera. nie zazdroszczę.

1 242

Odp: Miłość trwa

Co dało mi pisanie na forum...

Przede wszystkim miałam potrzebę wyrzucenia z siebie tego co czuję, myślę. Opowiedzenia co się dzieje.
Potrzebowałam pewnie kontaktu z osobami, które borykaja się z podobnymi problemami.
To co innego niż pamiętnik, ponieważ jest reakcja. Jakaś wymiana zdań, forum żyje.

Czytam uwagi, opinie ale do decyzji... muszę dojść sama.
Znajdę odpowiednią dla siebie terapię.
Już się zdecydowałam.
Poczytałam trochę o seksoholizmie, alkoholizmie.
Wypowiedzi żon.

Cenię to co piszę Alonka.
Bardzo Ci dziękuję.
Jesteś rozsądną, dobrą kobietą.

Headstrong bardzo mi pomogłaś. Dzięki.
Jesteś fajna babka. Dużo przeszłaś.
Pisz tam sobie na mnie co chcesz.
Lubię cię:)

Podziwiam Cię End_aluzja, bo udało Ci się odbudować małżeństwo po zdradzie.
Wydaje mi się, że takie zdrowe. I mądrzę z mężem postępujesz.
Potrafisz się odpowiednio komunikować. Czego mnie bardzo brakuje.
Nie zamęczasz męża, chociaż kiedyś odnosiłam wrażenie, że zbyt długo wracasz do zdrady i ją trawisz.
Ale chyba to już rozdział zamkniety. 

Kochamkonwalie, pozdrawiam Cię.
Zagubiona...
Życze wam dziewczyny dużo szczęścia.
Zasługujecie na to.

Od każdej z was coś chciałabym wziąć dla siebie:)

Wiele cennych uwag, od wielu osób.
Dzięki za wsparcie.

Sory, takie podziękowania jak na rozdaniu Oskarów.

Potrzebuję dobrego specjalisty.
Psycholog, którą mam na razie zostawię. Terapia dla współuzależnionych, może jakieś grupy wsparcia.
Porzebuję też rozmowy z zaprzyjaźnionym, zaufanym księdzem.

Sprawy jak dla mnie wymknęły się spod kontroli, zaszły za daleko.

Temat męża jest jakby w tle. Gdzieś dalej.
Rzeczywiście ja dalej żyję jego życiem.
Typowe dla osby współuzależnionej...

To co się ostatnio wydarzyło odarło mnie ze złudzeń.
Było i może jeszcze jest bolesne, ale ten szok był mi potrzebny.

Chciałam dobrze. Nie żałuję, że dałam szansę.
Za błąd zapłaciłam.
Ale postąpiłam w zgodzie ze sobą.
Jak na razie nie żałuję tego czasu.

Nie wiem jak dalej się poukłada.
Myślę, że obojętne jak potoczy się moje życie pewna miłość do męża zostanie.
Będzie ona może inna. Kto wie, może się złamię, zmienię swoje pogłądy i ulożę sobie życie z kimś kto będzie mnie kochał miłością, która nie boli. Jęśli będzie mi dane taką osobę spotkać na swojej drodze.
Ale to zależy czy ja uporam się z sobą.
Nie stworzę czegoś dobrego, zdrowego jeśli sama nie będę zdrowa.

Nie zamykam wątku, napiszę jeszcze co u mnie.

1 243

Odp: Miłość trwa

Bet

Dzisiaj czytając wszystkie posty bałam się o Ciebie, o Twoją wrażliwość. Widzę jednak, że chyba powstajesz z popiołów. Trzymam za Ciebie mocno kciuki. Wytrwaj. Pokarz swojemu mężowi, że jesteś osobną, wspaniałą jednostką z nim lub bez niego.

Pisz, bo będzie nam brakowało Twoich postów.

Jesteś silna i wspaniała. Uwierz w to!

1 244 Ostatnio edytowany przez majusia (2013-03-14 01:01:52)

Odp: Miłość trwa

Bet,

dasz rade.. uda ci sie.

1 245 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-03-14 11:29:24)

Odp: Miłość trwa

Alkoholicy jadą na naszej wrażliwości, chęci niesienia pomocy, syndromie Matki Polki, naiwności. Potrafią to w doskonały sposób wykorzystywać.
Mój mąż co najmniej 20 razy obiecywał mi, że pójdzie na terapię, obiecywał, że zawalczy z uzależnieniem, łykałam takie gadki jak głupia za każdym razem głaszcząc go i  myśląc że zrozumiał już co jest ważne w życiu. Na godz 16 stawiał się u drogiego
(250 zł za godzinę) terapeuty a po sesji terapeutycznej spotkanie z prostytutką. Innym razem zamówił dla siebie i kumpla 2 prostytutki, dojechały taksówką z miasta odległego o 50 km, przyjechały do niego do biura, nawet ich nie tknął palcem, poszedł na dół do kumpla pić, rano przyszedł, wypłacił pannom po 5 tysięcy i pojechały, zarobiły po 5 tysiaków za nocne oglądanie telewizji, miał gest chłopak. Pewnego dnia w sobotę umówiliśmy się że pojedziemy razem po wyprawkę dla córki do pierwszej klasy, pojechałam pełna nadziei i szczęścia bo w końcu się przebudził po niego do biura rano, był z prostytutką w łóżku, wokół amfa i wóda. A przecież wcześniej pokajał, się, obiecywał mi i córce, że naprawi wszystko. Wpadł w szał, uderzył mnie przy córce, wezwałam policję, spisali go, skierowali na przymusowe leczenie, on w odwecie złożył doniesienie na policji, że ukradłam jego samochód. Nie miał jak mi dopiec. Innym razem zawiozłam go na odtrucie do prywatnego ośrodka odwykowego, to były warunki najlepszego hotelu, w totalnej głuszy, personel na skinienie ręki, wokół las, do najbliższego miasta 30 km, zapłaciłam 4 tysiące za 5 dni odtrucia. Miał komórkę, laptopa, ja go ratowałam a on wymieniał namiętne e-maile z dziwką, kolejny 10 detoks w szpitalu na oddziale odwykowym: pielęgniarka dostała 1000 zł i wypuszczała go co wieczór na 3-4 godziny w miasto,a przecież z oddziału detoksycyjnego nie można było absolutnie wychodzić bo zamknięty na klucz, miał wielu znajomych, jak sądzisz, gdzie się obracał? Wiele było takich historii. Po co Ci to piszę? Abyś zobaczyła jak są zakłamani, manipulują nami niezależnie od rodzaju uzależnienia, nałóg to nałóg.
  Ja nie wierzę w takie obietnice dopóki nie zobaczę efektów, pierwsza jaskółka wiosny nie czyni. Terapeuci i niepijący mówią, że spróbować ufać można dopiero po roku abstynencji. To się u mnie sprawdziło.
Może piszę szorstko i twardo ale wynika to z mojego doświadczenia i rozmów z innymi niepijącymi już alkoholikami i ich żonami.
Zerwanie z uzależnieniem to nie tylko terapia i zakręcenie butelki, to diametralna zmiana trybu życia:
chodziłaś do sklepu lewą stroną jezdni-idź prawą stroną do innego sklepu, to zerwanie  z towarzystwem od imprez, to wyrzucenie z domu każdego alkoholu, kieliszków, unikanie miejsc kojarzących się z uzależnieniem.
Bet potrzebowałaś takiego przeciągnięcia po podłodze. Obyś nie poprzestała tylko na postanowieniach bo to częste wśród nas, postanawiamy coś zrobić a pojawi się on, spuści głowę, walnie skruchę i hajda od nowa to samo.
Kiedyś tu  na forum była tu tak samo mocno współuzależniona  żona alkoholika, styl pisania podobny do Twojego, siadłyśmy z dziewczynami ostro na nią, buntowała się, broniła, po kilku tygodniach zrozumiała i ruszyła z kopyta. Wygrała siebie i męża, są razem, on się leczy a ona chodzi na terapię. Sprawdza się. Zmiany trzeba zacząć od siebie i to nie pozorne zmiany, to nie powierzchowne wycieranie kurzu, to remont całego związku, życia, ale zacząć od siebie.
Oczywiście wiele też małżeństw rozstaje się po terapii, to też jest wliczone w cenę. Dlaczego? Bo po prawdziwie przebytej terapii zmienia się spojrzenie na rzeczywistość, zmieniają się priorytety. Trzeba na nowo odkrywać co wspólnie cieszy, interesuje, na nowo poszukiwać wspólnych płaszczyzn ale  nigdy nie zapominać że  TO MOJE DOBRO JEST NAJWAŻNIEJSZE.

  Nie ma co szukać duchowości, romantyzmu, uniesień u uzależnionego, logiki postępowania,
szukanie takich cech to jak szukanie kwiatu paproci.
W głowie tylko jedno mają: zaspokoić głód, nie ważne jakim kosztem, osiągnąć ten błogi stan i przez chwilę mieć wszystko w dupie. A co potem - pomyślą jutro jaki kit wcisną naiwnej żonce, ona zaślepiona wszystko łyknie, nie muszą się zbytnio wysilać, do następnego razu.

1 246

Odp: Miłość trwa

Headstrong, napisalas szczery i madry post.
Jezeli moge dodac cos dla Bet,
Wiedza o chorobie alkoholowej, to podstawa. Pijacy alkoholik to MISTRZ manipulacji!
Nie posiadajac dostatecznej wiedzy w tym temacie, to zasiadanie do gry w pokera amatora z zawodowcem.
Nie ma leczenia farmakologicznego - hipnozy, ziola, zastrzyki........ Jezeli ktos cos takiego oferuje, to oszust.
Esperale, anticole - to tylko kagance - nie zalatwiaja istoty problemu.
Dopoki czlowiek uzalezniony i wspoluzalezniony nie przyjmie z pokora do wiadomosci i serca istoty swojej choroby, dopoty nie ma o czym mowic.
I  tak jak pisala headstrong - nie ma co szukac komfortowych warunkow leczenia - terapia jest jednaka i dla Pana Prezesa i dla zbieracza zlomu.
Status spoleczny, mniemanie o sobie - nie maja tu nic do rzeczy. Czesto jest tak, ze im ktos wyzej , tym gorzej.

1 247

Odp: Miłość trwa

Nie... ja już swoje łyknęłam.
I nie żałuję.

Nie potrafię przełknąć już więcej.
Nawet tego, że twierdzi, że jest chory.

1 248

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Nie... ja już swoje łyknęłam.
I nie żałuję.

Nie potrafię przełknąć już więcej.
Nawet tego, że twierdzi, że jest chory.

Może to dobry moment na odbicie sie od dna!

1 249

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Nie... ja już swoje łyknęłam.
I nie żałuję.

Nie potrafię przełknąć już więcej.
Nawet tego, że twierdzi, że jest chory.

Ja przyjęłam teorię, że uzależnienia nie traktuję jak choroby. Choroba to coś, w czym ktoś może Ci pomóc- podać kulę, lekarstwo, zmienić pościel, dać syrop. Choroba dla uzależnionego staje się usprawiedliwieniem: oto jestem chory i biedny, ulecz mnie, ale tak by nie bolało. albo daj mi chorować.
Uzależnionemu można ewentualnie pomóc pomagając sobie, stawiając swoje granice, dbając o siebie i ważne sprawy. Może zrozumie, że uzależnienie jest gorsze niż wizja skończenia z nim. Może nie. Cała, absolutnie cała robota jest w jego rękach.

1 250

Odp: Miłość trwa
pani_zupa napisał/a:
bet napisał/a:

Nie... ja już swoje łyknęłam.
I nie żałuję.

Nie potrafię przełknąć już więcej.
Nawet tego, że twierdzi, że jest chory.

Ja przyjęłam teorię, że uzależnienia nie traktuję jak choroby. Choroba to coś, w czym ktoś może Ci pomóc- podać kulę, lekarstwo, zmienić pościel, dać syrop. Choroba dla uzależnionego staje się usprawiedliwieniem: oto jestem chory i biedny, ulecz mnie, ale tak by nie bolało. albo daj mi chorować.
Uzależnionemu można ewentualnie pomóc pomagając sobie, stawiając swoje granice, dbając o siebie i ważne sprawy. Może zrozumie, że uzależnienie jest gorsze niż wizja skończenia z nim. Może nie. Cała, absolutnie cała robota jest w jego rękach.

Alkoholizm uznany jest przez WHO, Światową Organizację Zdrowia jako jednostka chorobowa,

Od maja będziesz mieć w DSM-5 podkładkę na to, że alkoholik to nie zawsze tak samo, to samo.
Uzależnienie będzie określane stopniem zaawansowania:
łagodne
umiarkowane
ciężkie

1 251

Odp: Miłość trwa

Bet, pisz ... Tylu wokół Ciebie dobrych ludzi. Zobaczysz, że wypłyniesz silniejsza. Życzę ci, żeby to rozedrganie po kolejnej traumie i zawiedzionych nadziejach zastąpił spokój. Ja się uspokoiłam po dwóch miesiącach i wiem jedno - niepotrzebnie walczyłam i odsłaniałam swoje uczucia. Dla takich manipulatorów jak Twój mąż czy mój partner nie ma lepszego prezentu. Teraz skupiam się na stawianiu granic. Dla siebie i mojego dziecka. Jego reakcja? Bezcenna. Traci grunt pod nogami. Ostatnio zaczął pilnować córki przez Skypa gdy wychodzę wieczorem.
Na razie to pewnie tymczasowa panika, ale codziennie modlę się o konsekwencję. To nic nie zmienia między nami, ale wreszcie zaczynam mieć poczucie, że wreszcie kontroluję własne życie

1 252

Odp: Miłość trwa
headstrong napisał/a:
pani_zupa napisał/a:
bet napisał/a:

Nie... ja już swoje łyknęłam.
I nie żałuję.

Nie potrafię przełknąć już więcej.
Nawet tego, że twierdzi, że jest chory.

Ja przyjęłam teorię, że uzależnienia nie traktuję jak choroby. Choroba to coś, w czym ktoś może Ci pomóc- podać kulę, lekarstwo, zmienić pościel, dać syrop. Choroba dla uzależnionego staje się usprawiedliwieniem: oto jestem chory i biedny, ulecz mnie, ale tak by nie bolało. albo daj mi chorować.
Uzależnionemu można ewentualnie pomóc pomagając sobie, stawiając swoje granice, dbając o siebie i ważne sprawy. Może zrozumie, że uzależnienie jest gorsze niż wizja skończenia z nim. Może nie. Cała, absolutnie cała robota jest w jego rękach.

Alkoholizm uznany jest przez WHO, Światową Organizację Zdrowia jako jednostka chorobowa,

Od maja będziesz mieć w DSM-5 podkładkę na to, że alkoholik to nie zawsze tak samo, to samo.
Uzależnienie będzie określane stopniem zaawansowania:
łagodne
umiarkowane
ciężkie

Nie wgryzam się, nie jestem WHO, stopień uzależnienia nie ma dla mnie znaczenia, ma dla mnie znaczenie stopień oddziaływania na moje życie i szczęście.

1 253

Odp: Miłość trwa

W nocy była policja.
Syn usłyszał jak parosiłam męża żeby mne puścił.
Nawet nie próbowałm mu się postawić, bo się bałam. Wyrawał mi całe pasmo włosów.
Syn psiknął gazem. Niewiele to dało.
Była szamotanina.
Biedny poszkodpwany nasłał na mnie policję.
Przyjechali, spisali dowód.
Pyatali co mają z mężem zrobić.
Jeden pamietał moją sprawę z ciąży.
Potem zabrali męża.

Nie wiem kiedy po mnie przyjadą, żebym skłądał zeznania.
Napiszę tylko, że teraz widzę, że jeśli jest w rodzinie problem, np. alkohol, czy zaczyanjące się uwależnienie od seksu to jeśli nie podejmie się w porę działań, to tak się to kończy.

Obojetne jaki jest status majątkowy.
Może nawet jak są pieniądze to jest gorzej, można lepiej ukrywać problem.
Mąż jest chory.
Ja znerwicowana, współuzależniona.
Zaczyanm obwiniać siebie i myśleć sobie, że być może coś ze mną nie tak i czymś sobie zasłużyłam na taka jego realcję.

Ale ta reszta, która we mnie została odrzuca takie myślenie.
Podpowiada mi Twój mąż jest chory.
Odejdź i ratuj siebie. Zanim zniszczy Cie doszczetnie w zemście i złości.
Jemu zależy, zebyś tak myślała, bo on nie lubi siebie.

Dostał szansę.
Powinnam wykorzystać swoją szansę.
Był mi bliski, ale to co dobre było wieki temu, a ja wciąż tym żyję.
Łudzę się, niedowierzam temu co się dzieje.


Trzymajcie za mnie kciuki.

1 254

Odp: Miłość trwa

Bet popłakałam się. 
Odetnij się od męża.
Nie wpuszczaj go do domu.
Rozmawiajcie tylko na neutralnym gruncie.
Strach pomyśleć co by było gdyby syn nie zareagował.
Trzymaj się, nie broń męża gdy będziesz zeznawała, mów prawdę. Niech ponosi za swoje czytny wreszczie przykre konsekwencje. Nie można stosować przemocy wobec innej osoby, jeszcze matki swoich dzieci, dla mnie to niepojęte i niewybaczalne. Tym bardziej, że to nie pierwszy raz. Trzymam kciuki.

1 255 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-03-15 11:40:10)

Odp: Miłość trwa

Napiszę wprost i z doświadczenia z policją po prawie identycznych przeżyciach z mężem,
masz kilka wyjść:

- nie robić nic i czekać na kolejne razy a zapewniam, że takie zachowania będą coraz częstsze bo nie robiąc nic pozwolisz mu na to.

- zgłosić męża na przymusowe leczenie, idziesz do Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i działasz przy okazji załatwiając sobie profesjonalną terapię, u mnie  to policja złożyła wniosek o przymusowe leczenie męża.

-złożyć sprawę na policji o znęcanie, założyć niebieską kartę

-wygonić go definitywnie i rozpocząć procedury sądowe


co wybierzesz Ty zdecydujesz, zaczynasz obwiniać siebie czym zasłużyłaś, że on Cię tak traktuje?

Usłyszysz to na terapii jeżeli ją rozpoczniesz. Długo w w swoich wypowiedziach ukrywałaś, że on jest alkoholikiem, nie byłaś szczera sam przed sobą. NIE WOLNO ukrywać takich problemów, kryjąc jego uzależnienie przedłużasz jego ciągi, stwarzasz mu komfort picia.

Po kiego  h...ja wpuściłaś go do domu? Łudziłaś się, że będzie dobrze? Znów obiecał?
Prawdopodobnie albo zadzwonią z policji albo dostaniesz wezwanie.
Mojego zabrali na Izbę Wytrzeźwień, doba kończy się o 13, wtedy wypuszczają jeżeli wytrzeźwiał, rachunek jak za bardzo dobrej klasy hotel.
Idź na policję, złóż zeznania, pomóż mu szybciej osiągnąć dno aby szybciej się odbił, pomożesz mu w ten sposób nie chroniąc go przed policją.
Napomknę tak tylko z życia, że jeżeli taka awantura zdarzy się w domu jeszcze raz to licz się z tym, że policja zgłosi wniosek do MOPSU, Powiatowego centrum Pomocy Rodzinie o sprawdzenie sytuacji rodzinnej, warunków dzieci, może być również złożony wniosek do sądu rodzinnego o nadanie kuratora rodzinie, pedagog szkolny zostanie zobowiązany do przyglądania się dzieciom.
Chcesz tego?
Chcesz takich konsekwencji?

1 256 Ostatnio edytowany przez kochamkonwalie (2013-03-15 11:29:33)

Odp: Miłość trwa

Brak słów Bet. ile jeszcze chcesz znieść?

Jest mi naprawdę przykro sad

A tak szczerze jeżeli myślałaś kiedyś o tym, żeby zadzwonić do niej to był dobry moment. Niech sobie weźmie toksycznego, agresywnego alkoholika.

1 257

Odp: Miłość trwa
headstrong napisał/a:

Po kiego  h...ja wpuściłaś go do domu? Łudziłaś się, że będzie dobrze? Znów obiecał?
Prawdopodobnie albo zadzwonią z policji albo dostaniesz wezwanie.
Mojego zabrali na Izbę Wytrzeźwień, doba kończy się o 13, wtedy wypuszczają jeżeli wytrzeźwiał, rachunek jak za bardzo dobrej klasy hotel.
Idź na policję, złóż zeznania, pomóż mu szybciej osiągnąć dno aby szybciej się odbił, pomożesz mu w ten sposób nie chroniąc go przed policją.
Napomknę tak tylko z życia, że jeżeli taka awantura zdarzy się w domu jeszcze raz to licz się z tym, że policja zgłosi wniosek do MOPSU, Powiatowego centrum Pomocy Rodzinie o sprawdzenie sytuacji rodzinnej, warunków dzieci, może być również złożony wniosek do sądu rodzinnego o nadanie kuratora rodzinie, pedagog szkolny zostanie zobowiązany do przyglądania się dzieciom.
Chcesz tego?
Chcesz takich konsekwencji?

Dokładnie tak. A ja jeszcze dodam, że sąd rodzinny może wszcząć z urzędu postępowanie w przedmiocie ograniczenia lub pozbawienia władzy rodzicielskiej, jeżeli dotrą do niego wystarczające materiały zwierające przesłanki ku temu. Jeżeli dobro dzieci jest zagrożone, a rodzice nie są w stanie zapewnić im bezpiecznego domu (a Ty Bet również obecnie nie zapewniasz), to instytucje wymienione przez headstrong, jak i później sąd - nie pozostaną obojętne. Status majątkowy rodziny nie będzie tu miał znaczenia.
Zostaw go z jego nałogami, przestań usuwać mu sprzed nóg konsekwencje, to jest jedyna droga, jeśli ma sie kiedykolwiek opamiętać. A Ty masz chronić siebie i dzieci.

1 258

Odp: Miłość trwa

No kiepsko. Nie piszesz Bet, czemu on był w domu, jak do tego doszło. Wydaje mi się, że znów chciałaś coś wyjaśniać, rozmawiać ... Droga donikąd.
Pomyśl jak ciężko znoszą to Twoje dzieci, skoro syn musiał własnego ojca zaatakować gazem.
Myślę, że to już Twoje dno i Twoje otrzeżwienie. A przynajmniej mam taką nadzieję. Jemu się już nie uda nic wytłumaczyć, te rozmowy nie mają żadnego sensu.
Dzieci chcą spokoju. Kontakty z ojcem kiedyś się unormują. Musisz zrozumieć, że - przynajmniej w tej chwili - powinnaś zupełnie odciąć z nim wszelki kontakt.  Ty też musisz iść na odwyk - od niego. Jeśli nie jesteś w stanie nad sobą zapanować - pomyśl o lekach na jakiś czas. Spróbuj się uspokoić.  Trzymaj się.

1 259

Odp: Miłość trwa

Ściskam Cię cieplutko i przesyłam energię, abyś .....

1 260

Odp: Miłość trwa

Bet, zrób obdukcję.

1 261 Ostatnio edytowany przez baka (2013-03-15 20:22:52)

Odp: Miłość trwa

bet,
Czytam twój temat od dłuższego czasu, ale dziś nie wytrzymałam- muszę się włączyć.Po pierwsze mam nadzieję,że u ciebie wszystko ok, bo długo się nie odzywasz. Martwię się, co z tobą.
Chcę ci powiedzieć, że twoja historia jest dla mnie motywacją do zmian w moim życiu. Na razie tyle.

1 262

Odp: Miłość trwa
baka napisał/a:

bet, chcę ci powiedzieć, że twoja historia jest dla mnie motywacją do zmian w moim życiu. Na razie tyle.

Właśnie może chociaż inne osoby skorzystają z tego wątku. Bet kiedyś też zrozumiesz, ze to najwyższy czas aby pomyśleć nie o nim, ale o sobie i dzieciaczkach. Przeczytałam dzisiaj że : ...Aby móc trzeba chcieć. Aby chcieć trzeba działać, trzeba się odważyć". Tej odwagi życzę Ci Bet.

1 263 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-15 22:53:30)

Odp: Miłość trwa
Maja66 napisał/a:
baka napisał/a:

bet, chcę ci powiedzieć, że twoja historia jest dla mnie motywacją do zmian w moim życiu. Na razie tyle.

Właśnie może chociaż inne osoby skorzystają z tego wątku. Bet kiedyś też zrozumiesz, ze to najwyższy czas aby pomyśleć nie o nim, ale o sobie i dzieciaczkach. Przeczytałam dzisiaj że : ...Aby móc trzeba chcieć. Aby chcieć trzeba działać, trzeba się odważyć". Tej odwagi życzę Ci Bet.

I tak jak zawsze powtarzam...
kto nie chce kiedy moze, nie bedzie mogl, kiedy bedzie chcial...  pozytywne myslenie jest motorem postepu.

1 264

Odp: Miłość trwa

Bet, odezwij się

1 265

Odp: Miłość trwa

Bet milczysz,

Martwimy się tu o Ciebie...

1 266

Odp: Miłość trwa

To jest moj post, ktory napaisalam tutaj 22.12.2012r., czyli prawie 3 miesiace temu.

I zmienilo sie cos?
Nie mialam racji?
Moze Cie to troche otrzezwi.

To ten tekst...

No to teraz ja.

Wg mnie Bet realizujesz to co chcialas, czyli powrot do meza i czulo sie to juz na pierwszych stronach tego watku.

Teraz sie cofasz, nawet nie stoisz w miejscu jak wczesniej, wracasz to bagna ktore znasz, w ktorym sie odnajdujesz.

Dziewczyna wyzej ma racje ze lubisz wchodzic w role ofiary, bardzo trafne spostrzezenie, ja tez chcialam o tym napisac.

Nie zrobisz nic, bo nie chcesz nic zrobic.
Chcesz zeby bylo tak jak dawniej, zeby on wrocil i zeby byly pieniadze.
A potem sobie JAKOS poradzimy.

Przerazajace ze chcesz wrocic do tego w czym zylas.

Sprzedajesz sie za bezcen teraz, byle bylo po Twojej mysli.

To on powinien do Ciebie przyjsc, za Toba chodzic, walczyc o Ciebie.

Tymczasem Ty w odpowiednim momencie zostawilas uchylone drzwi, przez ktore on powoli wchodzi do Twojego zycia, za Twoim przyzwoleniem, jednoczesnie udajac ze to sie dzieje samo, ze to on tak chcce.
Nie, on po prostu zobaczyl zielone swiatlo od Ciebie, wiec ruszyl.
Nie ma w tym nic przemyslanego.

Przestan sobie wmawiac wszystko.


Nie pojdziesz na terapie, bo musialabys cos z tym zrobic, a po co?

Przeciez Ty potrzebujesz kogos kim mozesz sie zajac, kogos komu mozesz dac zrozumienie, zaopiekowac sie, taka dobra i wyrozumiala Bet. Nie jest to bynajmniej komplement.
On powinien walczyc, a tego nie robi.
Ty sie lasisz.

Odbije Ci sie to wszystko czkawka.
Po miesiacu miodowym, bedzie zrzut na beton, a wtedy albo dalej bedziesz udawala albo bedziesz zaczynala taki watek od nowa, dodatkowo sponiewierana.


Wielkim bledem jest to, ze nie chcesz przepracowac relacji z matka i pojsc na terapie dla wspoluzaleznionych.
Jestes absolutnie klasycznym przypadkiem takiej osoby, a takze kobiety kochajacej za bardzo.

Przeczytaja te ksiazke, jest w necie, mozna sciagnac, 'Kobiety kochajace za bardzo'.


Nie zyjesz, tylko chcesz przetrwac do momentu az wroci.
On Cie nawet o to nie poprosil, wzbudza w Tobie poczucie winy a Ty lykasz to wszystko.
Jestes w czarnej d...ie.

Masz jakies swoje 'zasady', ze z nikim sie juz nie mozesz zwiazac, ze nie znajdziesz mezczyzny dla ktorego bedziesz pierwsza kobieta. Halooo, pobudka, sama sobie rzucasz klody pod nogi.

W tej chwili Ty jestes swoim najwiekszym wrogiem, nie chcesz sama sobie pomoc.

Bez terapii nie ruszysz.

On moze wrocic, Twoj maz przemocowiec i alkoholik, tak trzeba o nim tez mowic, a nie stwarzac iluzje.

Myslisz ze bedzie inny?
A dlaczego ma byc inny?
Bo go przyjmiesz?
Ot tak sie zmieni?

Jak ma wygladac Wasze nowe zycie, tak jak wczesniej z przemoca i alkoholem?
Sami nie ruszycie, bedziecie krecili sie wkolko.


Poza tym sorry jezeli Cie uraze, ale od jakiegos czasu mialam wrazenie ze sama tez teraz popijasz.
Stad te nocne nasiadowki, wynurzenia, pisanie do niego smsow.


Tutaj link http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=34933&p=27


Od samego poczatku w zasadzie widac jakim typem jestes, te wszystkie dziewczyny ktore Cie tutaj bronily i klepaly po lecach, mowiac jaka to Ty jestes dzielna i wspaniala, oddaly Ci niedziwedzia przysluge. Juz kilka razy chcialam sie zalogowac, bo podczytuje watek ale doslownie szkoda klawiatury.

A najbardziej w tym wszystkim szkoda mi Twoich dzieci. Sytacja z pieniedzmi na szkole jasno pokazala jakie masz priorytety, to spodnie w szafie jakie by nie byly.
Nie wierze w to co tutaj wypisujesz, to jakas kreacja albo wynurzenia pod wplywem, oszukiwanie samej siebie. Piszesz jak egzaltowana nastolatka, doslownie zenujace sie to wszystko zrobilo.
Toba trzeba wstrzasnac i Cie zostawic, albo sie przebudzisz albo nie.

Nie chronisz swoich dzieci i wyrzadasz im ogromna krzywde, dodatkowo zaprzeczasz wszystkiemu jak rasowy alkoholik.

1 267

Odp: Miłość trwa

Ze mną nie jest tak źle.
Policję wezwał mąż.
Zgłosił próbę usiłowania zabójstwa, podobno ledwo uszedł z życiem.
A oni zamknęli go na izbie wytrzeźwień.

A ja się zastanawiam czy on w ogóle siebie słyszy.
Czy rozumie o co oskarża.
Próbuje zrobić z siebie ofiarę.
Tylko gdyby nie syn, to nie miał dla mnie listości.

Schowałam alkoholikowi " butelkę" ( tzn seksoholikowi )
Ale "butelka" pod tytułem kicia wpadła w szał, że ją oszukuje.
Przyjechał podrapany. Nie wyszły plany pukania.

Umówił się na rozmowę ze mną na dole w firmie.
Powiadomił mnie o tym jego ojciec.
Byliśmy w trójkę.
Rozmowa zeszła na inne tematy.
Obrażał ojca i mnie.
Ode mnie zależało czy ojciec go wyrzuci czy nie.

Miał być za 10 min. Nie było go ze 40.
Przywiózł jakieś zakupy.
Część wniósł chyba do kuchni w firmie.
Pił whisky z pepsi.

Teść był z psem ( wilczur), ale kiedy zaczęliśmy oglądać zdjęcia z wakacji sprzed 5 lat, wyszedł.
W ogóle to się tak kręcił.
Mąż zaproponował mi coś do picia.
Odmówiłam.
Nie miałam najmniejszej ochoty się z nim napić.
Po jakimś czasie ( fu.., że też nie zwróciłam na to uwagi!!!), masz pepsi.
No i popijałam sobię tą pepsi.
Za chwilę. No nie umiem tego nawet określić, ale nie długo... zaczęłam dziwnie się czuć.
Tracić kontrolę. Ale tak nagle.
Zrobiłam dosłownie kilka łyków.
Nie rozumiałam co się dzieje. I nadal jest to dla mnei tajemnicą.
Psycholożka powiedziała, ze jest wiele środków. Mógł wlać trcohę whisky z amfą.
No nie mam pojęcia. Jetem blada w takich sprawach.

Nie zwróciłam szczególnej uwagi, ale miałam wrażenie, że on mi się jakoś z boku przygłąda.
Nawet nie byłam pewna co się ze mną dzieje.
Nie umiem tego określić.
Pijana? po kilku łykach, tak nagle.
To było jak z minuty na minutę. Tak gwałtownie...?
A on coś mówił, że przeze mnie teraz będzie musiał sobie poszukać innej. A ta do tego się świetnie nadawała.
Zaniepokojona co się ze mną dzieje spytałam coś ty mni nałał. Co ja piję.
A on: nic, pepsi... bez cukru.
Wzięłam jego kubek i skosztowałam.
To nie było to samo.
I ten mój kubek mi spadł.
Chyba łokciem go trąciłam.
Nie wiem, ale byłam taka...
To jest niemożliwe...
A on wpałd w szał.
Z powodu kubka?
Może wiedział, że już coś mi jest.
Ale nie ten efekt do którego zmierzał. Przez to, że gapa stłukła szklankę a miało być innaczej.
Potem było jeszcze gorzej, bo po jego reakcji stłukłam wściekłą jego kubek.
Z taka parą w uściskach.
Wiedziałam, że to od niej. No to już poszedł na całość.

Nawet nie próbowałam się bronić.
To w ogóle nie w moim stylu.
Tylko prosiłam, żeby przestał i próbowałm się wyrwać.
Wiedziałam, że jestem w niebezpieczeństwie.
Cholernie się bałam, żeby go tylko jeszcze bardziej nie rozwścieczyć.
Bałam się, że zaraz zostanę bez zębów, że trzepnie mną o ścianę, że mnie zabije.
Ręka wykręcona i za włosy.
Wyrwane żywcem pasmo włsosów, grube, wprost ze skalpu.
Wypie... dziw..  i chyba wszystkie możliwe o podobnym wydźwięku. 
Nie jestem w stanie powtórzyć, bo były wszelkie mozliwe.
Chciał chyba wyrzucić mnie na dwór.

Byłam w krótkiej koszulce nocnej i kusym szlafroku.
Ale po cholerę w takim szale.
Żeby upokorzyć, poniżyć, żeby bolało...
Żeby pokazać wyższość, władzę....

A co z dziećmi. Nie pomyślał o tym...
Kiedy już traciłam nadzieję, a on był jakby coraz okrutniejszy, nagle jak widmo wyskoczył syn z gazem.
Był chyba tak wzburzony, w szoku, że psiknął mnie i sobie.
Potem chyba dopiero w męża.
To nie zadziałało.
Nie puścił mnie, wciągnął z powrotem do środka.
Bałam się, ze dojdzie do nieszczęcia.
Uspokoił się dopiero kiedy zobaczył, że nie da nam rady, że sytuacja robi się dla niego niekorzystna.
Wywrzeszaczałm mu swoje żale, swoją wściekłość za to co zrobił mnie i każdemu dziecku po kolei.
Ta gra od września była poniżej jakichkolwiek moich wyobrażeń.
Taka podłość nie mieści mi się w głowie.
Co innego podejrzenia, ale prawda przerasta wszystko.

Wyszedł ogdrażając się. 
Od razu wezwał policję. Wiedziałam, że będzie zemsta.
Niepotrzebnie syn wyleciał z tym gazem. Niepotrzebne były moje nerwy.
Trzeba było wzywać policję.
Emocje wzięły górę.
Teraz oczywiście mąż lżę ile wlezie.
Wymyśla takie historie, że jestem przerażona do czego jest zdolny.
Chociaż byłam na to przygotowana.
Jestem tym zmęczona.
Ale nie dam się.

Ale zanim przyjechała policja minęło jakieś 10, 15 minut. Chyba.
Jego nie było.
Firma pozamykana.
Pojawił się po mojej rozmowie z policją.
Może potrzebował czasu na wymyślenie wersji, na przygotowanie siebie.
Pytali się mnie czy to ja wzywałam  lub syn.
Nie.
Co chcę zeby zrobili z mężem.
Nic

Jak wychodzili pojawił się koło domu.

Podobno byli zdziwieni, ze ma tak mało alkoholu we krwi.
No właśnie też się zastanawiam, czemu potem już chyba nie pił, ale chciał żebym była zamroczona.
To znaczy dwie rzeczy przychodzą mi do głowy.
A zwykle w swoich podejrzeniach się nie mylę.
Chciał mnie przelecieć, upokorzyć. Widział, że innaczej do tego nie dojdzie.
Może zrobiłby jakieś fotki. Albo zwyczajnie, żebym po tym czuła się jak g....
Albo chciał mnie skompromitować. Żebym nie panowała nad zachowaniem, żeby to np nakręcić i wysłać kici, zobacz jak ona się zachowuje.

Albo i jedno i drugie.
Że też nie pomyślałm o tym wcześniej...!!!

Wydzwaniał do mnie.
Żeby się " dogadać".
"Próbowaliście mnie zabić" - płacz. Oskarżenia.

Nie ważne. Tak sobie myslę, że niech sobie zakłada sprawę.
Za dużo kłamstw. Za poważne oskarżenia.
Nadal próbuje grać na moich emocjach, zmanipulaować mnie.
Pewny, że zrobię wszystko aby uratować małżeństwo.

Ale jest w błędzie.
Wiem, że nie można mu wierzyć, że jest zdolny do każdego świństwa.
Nie daltego, że to taki psychopata, zły człowiek.
Tylko dlatego, że ukrywał nałóg.
Nie przyznawał się do niego.
Zmienił się jego charakter, usposobienie.
Do tego doszło kolejne uzależnienie.
A kto wie, czy na nikotynie, seksie i alkoholu się kończy.
Nie kontroluje wydatków.

Zachowanie jest psychopatyczne ale spowodowane chorobą.
Do tego trudny charakter.

Był podobno u kuzyna.
Ale to już nie moja sprawa.
Może wszystkich oszukiwać, że się leczy.

Od początku psycholog sugerowała, że jest alkoholikiem i wszedł w kolejne uzależnienie.
Moja mama zgłosiła go do poradni na leczenie.
Musiał ich oszukać.

Sprawa ucichła. Nie mieszkałam z nim.
Nie wiedziałam co się dzieje.
Na takie sugestie odpowiadał, że to bajki. Wyśmiewał je.

Jego przyznanie się do problemu dużo mi pomogło.
Przynajmniej wiem z czym mam do czynienia.
Wiem, że jestem współuzależniona.
A najlepsze, że jak wspomnę przeszłość. To wydaje mi się, że przed zdradą nie byłam, albo w niewielkim stopniu.
Ewidentne współuzależnienie pojawiło się od września.
Może stopniowo.
Może dlatego, że znowu uczuciowo się do niego zbliżyłam. Może dlatego , że uzależnienie od seksu jest inne niż od alkoholu.

Rozmawiałam z psycholog.
Są pewne predyspozycje do współuzależnienia.
Podejrzewa, że u mnie była ( jest) bardzo silna potrzeba za wszelką cenę tworzenia pełnej rodziny.
Tego mi zabrakło i to stało się dla mnie w życiu priorytetem.

Ma rację.
Ktoś komu tego nie zabrakło, może tego nei zrozumie.
Ja też nie rozumiem czemu tak postępuję.
Moja wizja rodziny legła w gruzach.
Jestem zrozpaczona.
Ale nie da się.
Nie da się kiedy ktoś ma problem i go ukrywa.
Zrobiałam źle.
Powinnam była odejść do męża w 2005, czy 2006 kiedy się posypało.
Wtedy mu zależało. Poszedł do psychologa.
Od tego czasu dla mnie było już innaczej.
Ale widzocznei tak miało być.
Nie miałabym teraz ani córeczki ani tego małego.
A mam nadzieję, że będzie dla mnie w życiu wileką radością.

Nie chcę nawet z mężem rozmawiać.
Nie ma sensu żadna rozmowa z tak uzależnionym człowiekiem.
Potrzebuję o siebie zawalczyć.
Żebym już nie żyła jego propblemami.
Co robi,, z kim, gdzie jest.
Tylko kasa.

Jak się da nie będę podejmować kroków prawnych ( rozwód).
Wolałabym się ni espotykać w sądzie z chorym człowiekiem.
Ale z trzeźwym.

Jego uzależnienie nie jest prawdopodonie umiarkowane tylko jest to bardzo duży problem.
Ciągnący się latami. Tak uświadomiła mnie psycholog.

Wyjście z mojego problemu to jest siła woli.
Ale chciałabym najpierw dowiedzieć się na czym to polega.
I nabrać wiary, pozbyć lęku, strachu.

On mnie o wszystko obwinia. Naśmiewa się ze mnie.
Wiem, że to zachowanie typowe.
Ale ciężko jest mi się odciąć. Trudno mi osiągnąć równowagę.
Kupiłam sobie melisę. Będę popijać.

Na razie wczoraj spałam jak zabita, dzisiejsza noc gorsza. Ale córka też jakoś nie spała.
Jakoś się trzymam.
Nawet nie jest tak źle.
Nie mogę się dać zastrzaszaniu.
Muszę być silna. Tyle lat żyłam z człowiekiem uzależnionym ( nie zdając sobie z tego sprawy).
Wytrwałam, przeszłam teraz wiele.
Muszę sobie poradzić.
Miłość , miłością.
Ale kocham też siebie i dzieci.
Nie dało się żeby miały mamę i tatę. Spokojne dzieciństwo. Pełną rodzinę.
MUSZĘ być silna psychicznie. Na tatę nie mają co teraz liczyć.
Nie zna miłości.
A kiedyś tą dbałością o dzieci najbardziej mnie trzymał.

Potrzebuję wsparcia, pozytywnej energii, optymizmu, wiary, że podołam, że nie jestem taka jak mi wmawia mąż.

Napiszę szczerze, jestem czasem na niego wściekła. Za to , że tyle namieszał, a mści się na mnie.
Ale też staje mi się obojętny.
Dzieki tym wydarzeniom nie zależy mi czy jest z nią, co robi.
Pozbierać się, wygrzebać.
Mam tyle szczęścia.
Jestem zdrawa ( chyab), mam dzieci, maluszek jest wielką radością.
Nie jestem sama.
Wokół mnie wiele rzyczliwych osób.

Potrzebuję wzmocnić się psychicznie. Wysypiać.
Nie chcę z nim walczyć.

Ale się rozpisałam.
Boję się o sowje zdrowie psychiczne, ale psycholog mnie uspokaja, ze jest ok.
Bordeline nie jestem. Nad rasztą praca.
Cięzko zmienić myślenie.
Rodznia nie mama , tata, dzieci.
Cholernie ciężko.










A ja tak sobie myslę, ze ok.
Niech składa takei oskarżenia.
Są bardzo poważne.
Za poważe, przesadził.
Nie będzie mnie próbował zastraszyć i odwracał role.
Bo nie poszło po jego myśli.

A i jeszcze, że on już nie jest mężem.
On chyba śni.
Myśli , że tak go kocham, że będzie mnie szantażował.
Kręcił jak marionetką.
Chory umysł seksoholika , alkoholika. Zachowanie psychopaty.

Jest po 3 godzinach rozmowy z psychologiem.
Powiedział mu, zeby sam zamieszkał.
Komu on takei bajki wciska.

1 268

Odp: Miłość trwa

Brakuje mi wsparcia. Może siły w sobie.
Żeby tak ktos obok mnie stanął. Poprowadził za rękę.
Czy ja zostałam tą małą dziewczynką i brakuje mi mojego ojca, przy którym czułam się bezpiecznie.
Opiekował się mną, troszczył o mnie.
Mąż taki był. To potrafił.
Nie potrafię bez  tego trzymania się za rękę.
Podejmuję jakieś kroki, ale to jest dla mnie strasznie trudne.
Najchętniej bym się schowała. Ukryła, nie wychodziła.

A teraz się go jeszcze boję.
Nie tak bardzo, ale ten lęk we mnei gdzieś tam jest.
Lęk o przyszłość, o to żeby mnie nie zniszczył całkiem.
Jest mściwy, bardzo...

I jeśli kiedyś przyszłoby mi do głowy zufać mu, muszę sobie wypisać gdzieś na kartce i nosić ze sobą: nie ufaj, uważaj.





Do domu na noc teściowi nie wraca.
Podobno spi u kumpla.
Teść ma teraz to co ja.
A miał mieszkać sam.
Żadnej prawdy.
Patrzę na to trochę z dystansem. Chory.
Nikomu nie życzę takich problemów.

Jak ktoś ma partner a, który popija to niech ma się na baczności.
I to nie takei picie byle czego czy od rana, albo zaraz po pracy.
Dopiero późnym wieczorem. Po tym był nawet spokojny. Nie robił awantur ( raczej na następny dzień).
Praca szłą, kasa była.
Tylko latami i coraz więcej.
Raz więcej , potem znowu trochę mniej.
Na samym początku były po 4 piwka, 5.
Potem 6 to już się martwiłam. Następnie 8.
Bez udawało się: niedziela, pon, wtorek. Święto jak do czwartku.
Wakacje codziennie.
Antybiotyk, jwdno , dwa. I potem przez jakiś tydzień trochę mniej.

Od poznania jej, niemalże codziennie. 
Najgorsza jest chyba ta regularność i do tego następny nałóg.
Te dwa razem. Koszmar.
Mieć męża alkoholika ciężko.
Seksoholika ciężko.
Alkoholika seksoholika mieszanka toksyczna.

Ile to by ułatwiło gdyby takie osoby potrafiły sie same przyznać.
Jakby przyznał się do tego wcześniej, a nie wmawiał że to bzdury.
Nie oszukał nawet w poradni.
Jak on to zrobił.
Bo tak wygląda, bo tak umie zabajerowac, bezbłędnie kłamać.

Czuję się jakby mi stworzył świat.
Nieprawdziwy.
Jako alkoholik przynajmniej kochał dzieci. A seksoholik nie zna chyba miłości.

1 269

Odp: Miłość trwa

Katharsis,  nigdy nie otwarłam sama alkoholu i nie napiłam się sama.
Nigdy...
Ani pól szkaneczki piwa czy łyczek winka.
Pilnuję się przed uzależnieniami.
Ze wszytkim, bo wiem że jestem bardzo podatna.
Nie wykłuczam, że moja mama jest lekomanką.

Tego co było nie żałuję.
Dałam szansę.
Miesiąca miodowego niestety nawet nie było.
Z kasą niepotrzebnie odpuściłam.
Przez to nie byłąm dość stanowacza. Wierzyłam i wzięłam trochę problemy na siebie.
Całę szczęście nie sprzedaliśmy domu.
No i dzięki temu co było bez problemu podpisał mi dokumenty z dotacji.

Jeśli ktoś dbał o dzieci przez kilkanaście lat, to chce się wierzyć że aż tak się nie zmienił.
Przyznam, że nie powinnam się nim zajmować. Olać i tylko ja i dzieci.
Ale mam z tym problem.
Łatwo się krytykuje, bo każdy patrzy przez swój pryzamat.
Przez to jaki jest.

Czasem pewne postawy są ze sobą sprzeczne.
Z jednej strony wierzyć, pokładać nadzieję w drugim człowieku, ufać. Być cierpliwym, wybaczać choćby i setny raz.
A z drugiej nie było wystarczającej skruchy. Słowa okazały się fałszem.
Nagroda za złe zachowanie.
Jeśli chciałoby się żyć wyabaczając i będąc cierpliwym, traktując małżeńswto jako coś nierozerwalnego, którego żaden sąd nie rozwiąże to trudno jest się odciąć zupełnie.

To co dla mnie teraz ważne, nie dać się wpędzić w poczucie winy.
Nabrać dystansu , spojrzeć trzeźwo ( chodzi o to, ze w tym siedzę).
Nie pomogą czyjeś słowa.
Zmienię coś jak sama to poczuję.
Od czerwca zaczął mącić.
"Wytrzymaj jeszcze trochę".
Wytrzymałam, przeszłam kolejne rozczarowanie.
I dobrze mi tak, widocznie za mało się nauczyłam za pierwszym.
Sama czuję w czym problem.

Pogodzić się z rozstaniem po tylu latach jest ciężko.
We mnie wciąż jest jakaś złudna nadzieja, chęć odbudowy.
Tak zwyczajnie po ludzku, nie dociera do mnie, że tu już nie watro.

I z tym musze się uporać.
To tak jakby komuś zmarł bliski, a ta osoba to wypierała.
Mąż też czułymi słowami mi tego nie ułatwił.
Nawet jak się to wydało, to on chce być ze mną , z rodziną, leczyć się.
A potem koniec.
To jest 20 lat mojego życia.
To co najważniejsze. Rodzina.
Mnie się chce płakać, że moje dzieci jej nie mają.
Nie mają tradycyjnego domu.
Córeczka bez ojca. Mały. Ten średni, najstarszy.

Dla jednego kariera, wykształcenie, towarzystwo, podróże liczą się najbardziej.
Dla mnie to jest najważniejsze, mnie tego zabrakło.

1 270

Odp: Miłość trwa

Bet, wywaliłaś z siebie wszystko i dobrze
a teraz koniec użalania


zrobiłaś obdukcję?
poprosiłaś o założenie niebieskiej karty?

jeżeli tego nie zrobisz, on pozostanie bezkarny

1 271

Odp: Miłość trwa

A ja myślę że jak tylko znudzi się "swojej młodej kochance" albo ona znajdzie sobie młodszego,bardziej jurnego to wtedy wróci jak pies z podkulonym ogonem...
Tyle że nie będzie już ani do kogo ani do czego

1 272 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-03-17 21:47:29)

Odp: Miłość trwa

"Pogodzić się z rozstaniem po tylu latach jest ciężko.
We mnie wciąż jest jakaś złudna nadzieja, chęć odbudowy.
Tak zwyczajnie po ludzku, nie dociera do mnie, że tu już nie warto."

Te trzy zdania mnie przeraziły....
Po tym wszystkim co opisałaś Bet...

Po tym co Ci zrobił, jak naubliżał, po tym, jak miał do Ciebie pretensje, ze nie będzie mógł już bzykać swojej laluni i musi szukać nastepnej...
Po tym na co musiał patrzeć Twój syn...

Ty wciąż masz nadzieję i chcesz odbudowy?
Nie wierzę!

Mam nadzieję, że jak ochłoniesz - pomyślisz że to tylko chwilowa słabość, że teraz wreszcie TY i TWOJE DZIECI będą najważniejsze!!!!

1 273

Odp: Miłość trwa
moniaCo napisał/a:

"Pogodzić się z rozstaniem po tylu latach jest ciężko.
We mnie wciąż jest jakaś złudna nadzieja, chęć odbudowy.
Tak zwyczajnie po ludzku, nie dociera do mnie, że tu już nie warto."

Te trzy zdania mnie przeraziły....

Mnie też.
Do poradni! Natychmiast!!!

1 274 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-03-18 12:21:10)

Odp: Miłość trwa

Jeżeli masz podejrzenia, że mąż poważne  dosypał coś do pepsi należało zgłosić do na policji, szklankę oddać do badań laboratoryjnych i pójść na badanie krwi w kierunku narkotyków lub substancji niedozwolonych, miałabyś bardzo mocny argument do walki o swoje. On Ci daje te argumenty a Ty je odtrącasz. Złożyłaś doniesienie na policji? Zrobiłaś obdukcję?
Zapewne nie bo nie chcesz go bardziej rozjuszyć, to właśnie jest pomaganie, stwarzanie komfortu, oddalasz jego dno.

Jego podrapana twarz - widocznie on kochankę oszukuje tak samo jak Ciebie, przydała by się rozmowa z nią.
I według mnie teraz nie masz o czym z mężem rozmawiać.
A co do kasy: będzie coraz ciężej, zobaczysz, uzależniony człowiek żyje urojeniami, tworzy sobie filmy w głowie. Kasy będzie coraz mniej, nie łudź się, będzie walka o pieniądze, będzie znów jego mamienie, że się leczy, pójdzie na terapię, owszem, może pójdzie na kilka spotkań aby uspokoić ojca, ciebie  i siebie podbudować psychicznie. Dopóki będziesz bierna będziesz na straconej pozycji.
I zamień psychologa na terapeutę od uzależnień, zaoszczędzisz 100 złotych za wizytę a od terapeuty dowiesz się więcej w ciągu jednej wizyty niż od tej psycholożki w ciągu paru lat.

Mój mąż też raz wezwał policję, był pijany, domagał się seksu, twierdził, że ja go zaatakowałam( ja 54 kg, on 116).
Policja go zabrała na wytrzeźwiałkę.  Za każdym razem wzywałam policję gdy on podnosił  na mnie głos, stawał się wulgarny.
Zawsze nosiłam przy sobie naładowany telefon, za każdym razem mówiłam, że jeżeli mi będzie groził czy wyzywał wezwę policję, to go hamowało, gdy nie hamowało wzywałam policję, była konsekwentna, założyłam niebieską kartę, dzielnicowy przychodził 2 razy w miesiącu do domu, z nim również rozmawiał. To nie był mój wredny czy twardy charakter, to była walka aby córka miała spokojny, bezpieczny dom, nie bała się, aby ja była spokojna.
  Myślisz, że się nie bałam? Bałam się jak cholera, szczególnie jak raz w nocy przyjechał  z łysogłowymi pijanymi koleżkami, groził mi, uderzył i ukradł biżuterię. Wylądował na psiarni.
Takie zachowanie dawało efekty. Mogę śmiało powiedzieć, że zabrałam mu komfort picia, skróciłam jego ciąg alkoholowy, wytrzeźwiał bo stosowałam się do zaleceń terapeuty nie psychologa, który rozważa stan psychiczny kochanki.
Sorry Bet. Taka jest prawda.
Zrób wbrew sobie i zaloguj się na stronie: link
Tam są piciorysy, historie ludzi walczących z nałogiem, życie kobiet współuzależnionych, materiały terapeutów i ludzi doświadczonych choroba alkoholową. Ciebie to nie dotyczy? To nie dla Ciebie? Do Ciebie to nie przemawia?
Jeżeli tak myślisz to własnie argument ku temu abyś tam się znalazła.
A tak wogóle Bet:
czy Ty czytasz co my piszemy do Ciebie? Rozumiesz znaczenie słów? Bo mam  wrażenie i pewnie nie tylko ja a wszyscy tu, że piszemy w kosmos.
Nie tylko Ty przechodzisz takie cyrki, tysiące kobiet w Polsce walczą codziennie z alkoholizmem męża, z uzależnieniami. Walczą  o siebie, o spokojny dom dla dzieci, o rodzinę.
Napisałaś, że nie jest z Tobą tak źle, tu bym polemizowała.

W sobotę wpadałam w szał, dawno nie byłam tak wpieniona, wkurzyli mnie na maksa i on i córka, wydarłam się, powiedziałam, że zlewam wszystko, że obiadu dziś nie będzie  i niech sami martwią się o siebie bo ja ma  wszystko w d...położyłam się do łóżka przed południem i nie kiwnęłam nawet palcem.  Pojechał umyć auto, wrócił i... zapytał co zjadłabym na obiad.  Kiedyś powiedziałby: a idź ty w pizdu, trzasnąłby drzwiami i zniknąłby na 2 dni. Zrobił obiad i zajął się córką. Ale taka zmiana nie utworzyła się w ciągu dnia, pracowaliśmy nad tym ponad 2 lata i codziennie pracujemy. Czasem nieświadomie ma zachowania alkoholika, to nie znika tak szybko, czasem nieświadomie potrafi zranić ale ja mu to wytykam, on stara się tego więcej nie robić. Lecz takie zachowania są wpisane w ich naturę, dlatego TERAPIA.

1 275

Odp: Miłość trwa

Pozamyłał wszystko na klucz.
Badanie kwri nie skutkuje. Są podobno jakieś testy, ale za póżno.

Headsrong, mój mąż to nie jest głupi. Wybiera zemstę w białych rękawiczkach.
Owszem nie panuje trochę nad sytuacją, ale jest sprytny, a przede wszystkim pozbawiony skrupułow.
Ile razy mam pisać o niebieskiej karcie.
Nie ma zakładania niebieskiej karty jeśli nie mieszka w domu. Można założyć sprawę w sądzie.
Mam kilka sińców, ten kosmyk włosów, lekkie otarcia na rękach.
Nie wiem czy jechać z tym do lekarza sądowego.
Ale chyba znowu to zrobię. To opowiadanie co się stało, rozbieranie się.
Wiem, że trzeba. Mam już dosyć.

Z kicią rozmawiałam, ona czeka tylko na rozwód i już go przyjęła.
Ale nagrywałam rozmowę, jak mówiła że wie, że jest agresywny i też miała próbki.
Jest przekonana, że nasze małżeństwo i tak by się rozleciało, więc nei uważa, żeby zrobiłą coś złego.

Headstrong, terapię ma mi znaleźć psycholożka. Poda w piatek.
Jeszcze poprosiłam siostrę o pomoc.
Ma koleżankę psycholog.
Chodzi o to, żebym chodziła do ośrodka nie związaniego z jego rodziną.
To bardzo ważne.

Teść też już się w to wciągnął.
Nie może spać, czuje niepokój. Sprawdza gdzie on jest.
Wyszedł i przez 2 dni go nie ma.
Na pensje mówi , że chyba mu nie starczy.

Z leczeneim to podejrzewam podpucha.
Ktoś kto chce się leczyć ma siebie dosyć.
Zrobi wszystko , żeby wreszcie sobie pomóc.
Ja jestem na takiem etapie.
Wyczerpana psychicznie.
Mam jeden kierunek, wyjść z tego. Nie żyć mężem, jego problemami.
Tym czy jest z nią czy z inną, tym czy się leczy, czy jest mu lepiej, czy oszukuje, czy mówi prawdę.
W skrócie oderwać się od tego.
Bo cóż mi po rolkach , łyżwach. Kiedy całą noc teraz mam koszmary.
Jest on, problemy, cała ta sytuacja.
Wyrwać się z tego.
Jakbym trzymała głowę pod wodą. Topiła się.

Wciągnęłam się w jego problemy, życie.
A przecież mam swoje.

Headstrong, ja teraz go nie chcę.
Po tym wszystkim, kiedy on  nie jest na etapie trzeźwienia tylko dalszego "upijania" się, widze dla siebie szasnę w skupieniu całej uwagi wszystkich sił na sobie.
On mi w niczym nie pomoże. Jedynie może utrudnić.

Ta możliwe, że postawi warunek:rozwód.
Zabrnął za daleko. Została mu tylko ona.
A dla niej liczy się mieć jego na wyłączność.

Jeśli on tego chce to jego sprawa.
Może posunąć się do szantażu.

Muszę się jakoś pocieszyć.
Mam 41 lat, dzieci, siebie. Po prostu pewien etap się skończył.
Bolesne wyjście. Kobieta po przejsciach.
Nie nadawałabym się chyba nawet do żadnego związku.
Bardzo potrzebuję przebudować swoje życie.
Mam lęk przed zmianą.
Chyba boję się porażki.

Chciałabym umieć przestawić to uczucie na inne tory, boczne.
Niech sobie będzie, ale tak z boku, żeby nie wpływało na moje życie.
Nie chcę, żeby była we mnie nienawiść.
Ale teraz tak chyba czuję.
Wstręt, żał, złość, lęk.
To działa destrukcyjnie.

Headstrong, jestem współuzależniona ( alkohol, seks).
Czytam artykuły, które są pod linkami jakie mi przesyłasz.
Na leczenie i życie męża nei mam wpływu.
Ale mam na swoje.
Jęsli masz jeszcze jakieś atrykuły to chętnie przeczytam.
Przynajmniej zanim zacznę trapię, będę wiedziała więcej.
I co z seksoholizmem.
Z tamtym miałam do czynienia. Wiem już jak jest, ale to dla mnie nowe.
Nie chcodzi o to, że nei jest ze mną źle.
Po prostu jak n amój stan, miałam lepszy moment.

Jestem w złym stanie. Są w nim lepsze i gorsze chwile.

Posyłąj co się da.
Zanim zacznę terapię muszę się jakoś ratować.

Wysłał mi rano smsa: A podobno w Ustce znaleziono jeża w chustce.

1 276

Odp: Miłość trwa

bet,
przerazajace jest to, ze Ty nawet w takim momencie
nadal stale myslisz  o NIM.
Popatrz co robisz dziecíom. Twoj syn BRONIL CIEBIE.
Ale to Ty jestes matka -to TY powinnas go bronic.
Role sie przestawily.

A mowisz , ze chcesz RODZINY; Ojca dla dzieci. To nie jest ojciec dla dzieci.On nie jest nim.

TY JESTES ODPOWIEDZIALNA ZA DZIECI.

1 277

Odp: Miłość trwa

Tak jest.
Ale nie zajmę się dobrze dziećmi, jeśli będę rozrdrażniona, w jego problemach.
Co mogłam zrobić to wyłałam syna na szkolenie.
To znaczy on chciał jechać, zorganizowałam środki.
Był potem na rowmowie. To był ten coach, który zna sytuację, bo byłam keidyś u niego.
Z synem jest podbnie jak ze mną.
Sabotuje zmiany.
Ale długo sobie porozmawialiśmy.
Mówi, że on ma problemy chyba z wczesnego dzieciństwa, że może widział, że coś jest nie tak.
No i że tata często do niego źle mówił.
Zwichnął nogę, to ten go zostawił w lesie. Musiał biec za autem ze skręciną kostką.
Wylądował zupełnie niepotrzebnie w gipsie na 2 tygodnie.
Wyśmiewał się z niego, że jest "ciota", że jest tłustą du...

Chciałam wiedzieć co źle zrobiłam. Czy za mało chwaliłam.
Starałam się unikać blędów mojej mamy.
Ale może jednak jak były niepowodzenia to byłam niezadowolona.
Mąż nei był dl aniego odbry, bo przypominał mu chyba mnie.
Tępił go, wciąż niezadowolony, cięty.
Ten do sprzatania, wynoszenia śmeici, koszenia trawy.
Młodszy nic, bo ładnie rysuje po tatusiu.

Teraz tak samo. Wciąż krytykuje jego posunięcia, dziewczynę.

Z tego wszystkeigo najgorsze jest to, że oczy moihc dzieci się nie śmieją.
Jestem przygnębiona.
Wiem , że nie mogę się za wszystko obwiniać.
Ale ja mu nie umiem darować porzucenia dzieci.
To mnie boli strasznie.

Bardzo chciałabym aby mimo tej sytuacji moje dzieci żyły w równowadze. Miały spokój, były zadowolone, radosne.

I nie wystarczy usmiechnięta mama.
Mogę się naćpać i będę wesoła.
Nie chcą się zgodzić na psychologa.
Ale jaj może dowiem się jak mam z nimi postępować.
Była wczoraj , przedwczoraj na spacerku z maluchami.
Powinnam gdzieś wyjechać chociaż na weekend z małą i średnim synem.
Oni bardzo potrzebują mamy. Mojej uwagi.

1 278

Odp: Miłość trwa

bet,
niech dotrze do Ciebie, ze one potrzebuja spokoju.
matki, ktora powie tej patologii NIE.
Musza widziec i czuc, ze Ty sie temu nie poddajesz. Bo na razie widza matke, z ktora mozna robic wszystko. Doslownie wszystko.

To im wypacza emocje , bet.I dusze.

1 279 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-03-18 13:29:16)

Odp: Miłość trwa

Czy sądzisz, że mój mąż jest idiotą i działał wprost? Mój mąż ma bardzo wysoki poziom inteligencji, testy robione z Mensy.
Nie traktuj mojego męża jako idioty a swojego jako sprytnego, mądrego, przebiegłego. Oni są tacy sami, a raczej byli bo mój się zmienił. Ty inaczej to widzisz i to jest kwestia Twojej dysfunkcji.
Podejrzenie zawartości narkotyków zgłasza się policji od razu, wiesz o tym dobrze, z tego co wiem z moczu do 48 godzin, z krwi nie wiem ile. Bet, znów płacz i tłumaczenia.
Jego zemsty, manipulacje były dokonywane sposób wyrafinowany i długotrwały. Zgłoszenie kradzieży auta na policji, objazd po moich siostrach ze zdjęciami kochanki i tłumaczenie dlaczego odszedł, zakup dyktafonu i nagrywanie mnie, telefon z podsłuchem dla mnie jako prezent gwiazdkowy, list na gwiazdkę pisany do mnie przez kochankę, jazda autem za mną po mieście, wysyłanie za mną swoich kumpli, pisać dalej? To zaledwie jedna tysięczna tego co przeszłam.

Widzisz Bet, różnica jest taka, że Ty nadal widzisz obrazek męża w aureoli, widzisz go takiego jakim chciałabyś go mieć, jego wyobrażenie, a ja widzę alkoholika jak każdego innego i nie widzę potrzeby produkowania kolejnych usprawiedliwień, tłumaczenia dlaczego to a dlaczego tamto...Ja działam, od razu poleciałam do poradni, szukałam pomocy w AA.

Mój mąż nie mieszkał ze mną 3 miesiące, mieszkał w biurze około 2 km od domu kiedy miał założoną niebieską kartę. Oczywiście nie chcieli założyć bo statystyki bo to bo tamto, zadzwoniłam do komendy wojewódzkiej, od razu założyli.


Bet, zarejestruj się na tym forum, które Ci podesłałam i tam otwórz swój temat i pisz, oni naprawdę bardzo pomagają, dają siłę, wiarę w lepsze jutro, motywację do zmian, tam też są takie jak Ty i ja. Naprawdę. Bardzo wiele tam artykułów o alkoholizmie, seksoholizmie, współuzależnieniu.

Napisz do Ewy, byłej żony alkoholika, hazardzisty i przemocowca: http://www.zaufania.niepije.pl/
To Ona najpierw mi pomogła.
I wiesz, to raczej dobrze, że w obecnej sytuacji niunia go przyjęła, on do niej wrócił, Ty masz jasność, masz otwartą drogę do wiesz czego. Potem może być za późno bo nie będzie z czego. Ona godzi się na bicie nie za darmo.  Moja koleżanka za niezapłacone alimenty dostała jego połowę domu, sprzedała i kupiła sobie mieszkanie. Pomyśl o tym.
Naprawdę staramy się Ci pomóc a moje zaproszenie jest aktualne :-)

1 280

Odp: Miłość trwa

Bet. Smutne jet to ze trwa to tyle lat a ty teraz piszesz i zachowujesz sie jakbyś dopiero teraz zapoznawala sie z tematem uzależnień. Chociaż od trzech lat ktoś tu ciagle mówi. Bet. Słuchaj. Bet działaj...

Wiesz co ja podskornie czuje? Ze uznalas teraz jego chorobę i problemy. Ale zrobiłas to tylko dlatego bo w ten sposób mozesz dalej usprawiedliwiać go... Bo przecież to nie on. To choroba. Wie pozwala ci to wierzyć ze moze kiedyś będzie zdrowy i będzie jak dawniej.
Jak przyjdzie do ciebie skruszony. Powie ze jest trzeźwy. To ty go przyjmiesz.
Tak czytam miedzy wierszami....

1 281

Odp: Miłość trwa

Headstrong, ja przeciez byłam na policji założyć niebieską kartę.
I to nie po tym incydencie w ciąży, tylko dużo później.
Policjantka odmówiła.
Skierowała mnie do sądu.

Nie wiem jaki jest twój mąż, ale ten sam mi dawał rady odnośnie zemsty na kochance.
Tym razem myślę, że mu nie wyjdzie. Za dużo różnych spraw.
I powtarzać sobie. Nie jestem chora tak jak on, jestem współuzależniona.
A wolę mam.
I jasność.
Facet chyba boi się zostać sam. Jak była u mnie szansa, to jeszcze chyba w środę ściemniał, że chce z tym skończyć. Nie chce być z nią.
No i powinienem sam zamieszkać.

Nie wiem ale coś się porobiło.
Czy to dla takeigo noramalne.
U teścia nawet szklanki do zlewu nie odniósł.
Teść mówi, że jak nosił węgiel to on nawet nie zapytał czy mu nie pomóc.
Ocenił: leń.

A tam w domu podobno wszystko robił. Pomagał.
To co to za sztuczność.
Teść pozwala mu mieszkać u siebie, podaje obiadki, sprząta po nim, robi zakupy.
O tamtej też źle mówił.

Dlatego, że nie szanuje siebie.
Jeszcze przed tym w czwartek mówił mi, że czuje się jak  "dupcy...el".
Stracił tożsamość.

Takie różne zachowania. Przebłyski człowieczeństwa.
A to jeszcze bardziej wykańcza otoczenie. Wytrąca.

1 282 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-03-18 14:18:12)

Odp: Miłość trwa

Bet:
oni muszą mieć ofiarę, albo ona albo Ty,
oni muszą mieć kogo krzywdzić, muszą o kogoś się opierać, muszą komuś ubliżać, oni muszą mieć kogoś kto ich głaszcze.
Przyroda nie znosi próżni, jak nie Ty to ona, jak nie ona to inna, psychofag musi mieć ofiarę.

Kiedyś mój mąż powiedział mi, że jak był pijany bał się sam zasnąć, spać, stąd te panienki, nawet często z  nich nie korzystał, ale były, spały w łóżku obok, bał się zwidów, bał się zawału...
Nie tłumaczę go, piszę tylko co mi powiedział.
Teściu to powinien też wykopać go z domu, tylko w ten sposób by mu pomógł.

1 283

Odp: Miłość trwa

Bet. Dobrze ze piszesz.
I słuchaj twardoglowej. Zapomnij o wyjątkowości. O innych regulach dotyczących ciebie i męża.
Tak sie zastanawiam. Jeśli już teraz macie takie długi a on pewne właśnie schodzi po równi pochyłej... To moze warto abyś zabezpieczyła interesy twoje i dzieci? Jak prYjdzie komornik to nie będzie pytał skąd masz sprzęt. A to dotacja. Jak ci zabierze sprzęt to będziesz dotacje zwracać...

1 284

Odp: Miłość trwa

Czy tylkoo ja widze, ze z opisu BET jej maz wyglada  ( OD LAT !!!!!! ) totalny kretyn a nie jak wzorowy ojciec jak go Bet jeszcze do niedawna przedstawiala ?????

Zostawil wlasne dziecko w lesie... ze skrecona noga.

Ja pierdziele PATOLOGIA

I powiem, jeszcze jedno, maz BET nie jest chory, i zenujace jest rozczulanie sie nad  ' jego choroba '

NAZWIJMY SPRAWY PO IMIENIU JEST LENIEM I EGOISTA

1 285 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-03-18 16:31:08)

Odp: Miłość trwa
majusia napisał/a:

Czy tylkoo ja widze, ze z opisu BET jej maz wyglada  ( OD LAT !!!!!! ) totalny kretyn a nie jak wzorowy ojciec jak go Bet jeszcze do niedawna przedstawiala ?????

Zostawil wlasne dziecko w lesie... ze skrecona noga.

Ja pierdziele PATOLOGIA

I powiem, jeszcze jedno, maz BET nie jest chory, i zenujace jest rozczulanie sie nad  ' jego choroba '

NAZWIJMY SPRAWY PO IMIENIU JEST LENIEM I EGOISTA

Dokładnie, ja od dawna czytam wątek bet, w pewnym momencie podziwiałam ją za trwanie w małżeństwie (opowiadanie o uczuciu, wyjątkowości męża, tym że byli swoimi "pierwszymi"), ale w miarę wypływania kolejnych informacji mój podziw topnieje.

"Zwichnął nogę, to ten go zostawił w lesie. Musiał biec za autem ze skręciną kostką.
Wylądował zupełnie niepotrzebnie w gipsie na 2 tygodnie."

Walczyć o takiego męża i ojca????? Gdyby ojciec mojego dziecka tak się zachował, zamieniłabym jego życie w piekło.

1 286 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-03-18 16:43:26)

Odp: Miłość trwa
majusia napisał/a:

Czy tylkoo ja widze, ze z opisu BET jej maz wyglada  ( OD LAT !!!!!! ) totalny kretyn a nie jak wzorowy ojciec jak go Bet jeszcze do niedawna przedstawiala ?????

Zostawil wlasne dziecko w lesie... ze skrecona noga.

Ja pierdziele PATOLOGIA

I powiem, jeszcze jedno, maz BET nie jest chory, i zenujace jest rozczulanie sie nad  ' jego choroba '

NAZWIJMY SPRAWY PO IMIENIU JEST LENIEM I EGOISTA

Majusia

Alkohoizm to choroba, owszem tam gdzie jest ta choroba to jest r?wnież patologia, destrukcja rodziny, to nie podlega dyskusji.
Stwierdzeniem że to leń i egoista nie alkoholik dajesz świadectwo że r?wnież nic nie wiesz o alkoholizmie więc sugeruję Tobie też poczytanie na ten temat. Nie wiesz jaka to udręka mieć w rodzinie alkoholika, wykazujesz się czystá ignorancj? wyrażaj?c się w ten spos?b.
Tu nie rozczulamy się nad chorobá alkoholow?, nie tłumaczymy go, nie usprawiedliwiamy, pokazujemy realia uzależnienia i wsp?łuzależnienia, tu uświadamiamy Bet, pokazujemy, że można w tego bagna wyjść.

1 287

Odp: Miłość trwa

Sprzętu z dotacji zabrać nie mogą.
To wiem na pewno.
Zastanawiałm się dlaczego ni ezajmowałm się tematem uzależnień wcześniej.
Moja mama 2 lata temu zgłosiła męża do poradni.
Wyszło, że niby jest zdrowy.
Przez lata wmawiał mi, że problemu nie ma.
Wszystko się jakoś kręciło, ale coś musiało mnei gryźć i to być może było to, a nie tylko różnica wyznań.
Może włąsnie te inne problemy odwaracały uwagę od czająćego się niebezpieczeństwa.
Poza tym, on się jakoś strasznie nie upijał.
Po alkoholu z reguły ( poza wyjątkiem) był spokojny, najpierw wesoły, potem potulny, następnie nieobecny.
Na natępny dzień dopiero jak chyba przestawał działać miał humory.
Zanim urodziła się córeczka jeszcze jakoś było.
Potem ja byłam nią zaabsorbowana. Właściwie non stop, plus praca.

I tak niepostrzeżenie pojawiło się kolejne niebezpiecznstwo: seksoholizm.
Zajawki były chyba już wcześniej.
No, ale wydaje się normalne że facet interesuje się modelkami.

Kandydatka na sekretarkę miała mieć do 22 lat i wymiary...
To były żarty. Kto mógł pomysleć, że coś się czai.
No i nie zdradzał.

Ale pierwszą młodą asystentkę zatrudnił chyba z 10 lat temu.
Ola, potem była modelka Agnieszka.
Tu pojawiła się burda.

Potem chyba z 5 innych.
A na końcu ta gwiazda.
Rozbierana sesja w 2007. Ale to było jeszcze poważne zlecenie.
W telefonie chyba z 10 modelek.

Kryło się to pod pretekstem pracy.
Ale jego praca na tym nie polega.
Można bez problemu unikać takich tematów.
Jest amatorem, nie fotografem.

Krył problem.
A ja do tej pory nie jestem pewna czy idę w dobrym kierunku.
Czy rzeczywiscie jest tak źle, czy on tak nei powiedział właśnie po to żeby było wytłumczenie.
Bo chyba w nic już nie wierzę.
Dlatego pytam się psycholog czy to możliwe, że to jest uzależnienie.

End_aluzja kompetnie nie jestem w stanie myśleć o przyszłości.
Nie wiem co dalej.
Chciałabym, żeby to wszystko było "złym snem" a nie moim życiem.

Mam kuzynkę, jej mąż był alkoholikiem.
Też go kryła. Ale po nim było widać.
Wygonił ją z domu jak miła rodzić drugie dziecko.
Znaleźli go za jakiś czas martwego w rowie.
Pamiętam jak na urodzinach byli u nas.
Obiecywał jej podróż poślubną do Grecji.
Ona się tak cieszyła.
Nie byli nigdzie.
Chodziła głodna. Była przeraźliwie chyda.
Nie miała podejrzewam na jedzenie.
Ale nigdy się nei przyzanała, że coś jest źle.

Jest starsza ode mnie o 3 miesiące.

I jakbym widziała siebie.
Ja też się oszukuję, wierzę w jego bajki.
Jak ona.
Wszyscy dookoła wiedzą, że to kolejne złudzenie a ja wierzę.
Nie wierzę w to co się dzieje.

I to jest takie omotanie.
Ja zawsze brałam rzeczywistość trzeźwo.
Co się ze mną stało, że daję się tak ogłupić.
Przerosło mnie to? Jestem w szoku?

End_aluzja masz w zupełności rację.
I ja włsanie o tym piszę.

Wiem, że to koniec.
Nie warto mieć nadziei na poprawę, a ja się wciąż łudzę.
Tak jest. To mi ciąży.

Żyję wspomnieniem tego co było 20 lat temu. Tego co było dobre.
Wypieram to co teraz i mam w głowie tą piekną miłość, po której nie ma przecież śladu.

Właśnie dostałam dobrą wiadomość.
Otrzymałam wsparcie pomostowe, 700 zł/mc na firmę.
Na pól roku, ale możliwe, że uda się załatwić na dłużej.

To mnie ciut podbudowało, że przynajmniej jeszcze potrafię sama coś zrobić.

No właśnie coś się ze mną stało i przestałam w siebie wierzyć.

1 288

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

Sprzętu z dotacji zabrać nie mogą.
To wiem na pewno.
Zastanawiałm się dlaczego ni ezajmowałm się tematem uzależnień wcześniej.
Moja mama 2 lata temu zgłosiła męża do poradni.
Wyszło, że niby jest zdrowy.
Przez lata wmawiał mi, że problemu nie ma.
Wszystko się jakoś kręciło, ale coś musiało mnei gryźć i to być może było to, a nie tylko różnica wyznań.
Może włąsnie te inne problemy odwaracały uwagę od czająćego się niebezpieczeństwa.
Poza tym, on się jakoś strasznie nie upijał.
Po alkoholu z reguły ( poza wyjątkiem) był spokojny, najpierw wesoły, potem potulny, następnie nieobecny.
Na natępny dzień dopiero jak chyba przestawał działać miał humory.
Zanim urodziła się córeczka jeszcze jakoś było.
Potem ja byłam nią zaabsorbowana. Właściwie non stop, plus praca.

I tak niepostrzeżenie pojawiło się kolejne niebezpiecznstwo: seksoholizm.
Zajawki były chyba już wcześniej.
No, ale wydaje się normalne że facet interesuje się modelkami.

Kandydatka na sekretarkę miała mieć do 22 lat i wymiary...
To były żarty. Kto mógł pomysleć, że coś się czai.
No i nie zdradzał.

Ale pierwszą młodą asystentkę zatrudnił chyba z 10 lat temu.
Ola, potem była modelka Agnieszka.
Tu pojawiła się burda.

Potem chyba z 5 innych.
A na końcu ta gwiazda.
Rozbierana sesja w 2007. Ale to było jeszcze poważne zlecenie.
W telefonie chyba z 10 modelek.

Kryło się to pod pretekstem pracy.
Ale jego praca na tym nie polega.
Można bez problemu unikać takich tematów.
Jest amatorem, nie fotografem.

Krył problem.
A ja do tej pory nie jestem pewna czy idę w dobrym kierunku.
Czy rzeczywiscie jest tak źle, czy on tak nei powiedział właśnie po to żeby było wytłumczenie.
Bo chyba w nic już nie wierzę.
Dlatego pytam się psycholog czy to możliwe, że to jest uzależnienie.

End_aluzja kompetnie nie jestem w stanie myśleć o przyszłości.
Nie wiem co dalej.
Chciałabym, żeby to wszystko było "złym snem" a nie moim życiem.

Mam kuzynkę, jej mąż był alkoholikiem.
Też go kryła. Ale po nim było widać.
Wygonił ją z domu jak miła rodzić drugie dziecko.
Znaleźli go za jakiś czas martwego w rowie.
Pamiętam jak na urodzinach byli u nas.
Obiecywał jej podróż poślubną do Grecji.
Ona się tak cieszyła.
Nie byli nigdzie.
Chodziła głodna. Była przeraźliwie chyda.
Nie miała podejrzewam na jedzenie.
Ale nigdy się nei przyzanała, że coś jest źle.

Jest starsza ode mnie o 3 miesiące.

I jakbym widziała siebie.
Ja też się oszukuję, wierzę w jego bajki.
Jak ona.
Wszyscy dookoła wiedzą, że to kolejne złudzenie a ja wierzę.
Nie wierzę w to co się dzieje.

I to jest takie omotanie.
Ja zawsze brałam rzeczywistość trzeźwo.
Co się ze mną stało, że daję się tak ogłupić.
Przerosło mnie to? Jestem w szoku?

End_aluzja masz w zupełności rację.
I ja włsanie o tym piszę.

Wiem, że to koniec.
Nie warto mieć nadziei na poprawę, a ja się wciąż łudzę.
Tak jest. To mi ciąży.

Żyję wspomnieniem tego co było 20 lat temu. Tego co było dobre.
Wypieram to co teraz i mam w głowie tą piekną miłość, po której nie ma przecież śladu.

Właśnie dostałam dobrą wiadomość.
Otrzymałam wsparcie pomostowe, 700 zł/mc na firmę.
Na pól roku, ale możliwe, że uda się załatwić na dłużej.

To mnie ciut podbudowało, że przynajmniej jeszcze potrafię sama coś zrobić.

No właśnie coś się ze mną stało i przestałam w siebie wierzyć.

bet, ja mam wrazenie, ze Ty szukasz wymowek, zeby sie nie wziac za siebie.

Ale przeciez to nie jet MUSS

Mozesz tak zyc do konca zycia.
I nikomu nic do tego.

1 289 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-03-18 18:14:49)

Odp: Miłość trwa

Wklejam tu wypowiedź alkoholika, kt?ry ma ojca alkoholika i matkęgłęboko wspo?łuzaleźnion?, to wypowiedź alkoholika z forum, kt?re poleciłam Bet:

autor: ..............? 18 mar 2013, 00:16

Terapeutka ma rację ... odkryła we mnie tak ogromne pokłady tłumionych nerwic i złych wspomnień , że aż sam się zdziwiłem. Od dzieciństwa , poprzez szkołę pracę , studia do dziś . To że nienawidzę własnej matki za to , że pozwalała się bić pijakowi a potem sama zaczęła pić... a ja na siłę udaję , że ją kocham i wiele innych.... Pragnienie stworzenia rodziny i jednoczesny strach i obawa przed zdradą jakiej doświadczyłem poprzednio. Wszystko to tłumiłem ... powinienem zostać aktorem , nikt ale to zupełnie nikt nie miał pojęcia , że ten zabawny , sympatyczny chłopak tłumi tak ogromne pokłady goryczy... Pamiętam jak dziś gdy pijany ojciec wracał do domu a ja wymiotowałem , już jako 8 latek miałem nerwicę , która narastała i narastała a potem znalazłem lek , cudowny lek na wszystko czyli %. Pomagały mi one grać , za moje role oskar gwarantowany. Same komedie a w środku dramat ... Nawet jak moja była usunęła moje wyczekiwane dziecko ( bo jej przeszkadzało w karierze) zamiast strzelić ją w pysk i powiadomić policję ... znów grałem "kochanie rozumiem " . Takich ról grałem całe życie wiele i co mam swoją nagrodę... Jestem sam z je.aną nerwicą , strachem przed życiem i poczuciem beznadziejności...
ło matko rozpisałem się za bardzo. Więc to tak % pomagały mi żyć . Swoją drogą czy jakbym nie pił to życie ułożyłoby się inaczej ... pękłbym wcześniej wszystko wykrzyczał i żył tak jak chce moje "ja" a nie wszyscy wokół ??? Tego pytania nie odszyfruję nigdy.


Ten człowiek nienawidzi swojej matki bo nie umiała uwolinić się od męża alkoholika, bo dawała się bić pijakowi, on jej nienawidzi bo miał piekło zamiast dzieciństwa. A teraz sam jest alkoholikiem, walczy o siebie. 
Czujesz to Bet?

1 290

Odp: Miłość trwa

Nie wszystko można tłumaczyć chorobą.
Są też pewne cechy charakteru.

1 291

Odp: Miłość trwa

Bet. To właśnie pamięć o tym co było i jak było nie pozwoliła mi tak długo przyjąć ta rzeczywistość jaka jest teraz. Sama mi to zarzucałas. Pamiętasz?

Bo przeszłości już nie ma. Ani dla
Mnie ani dla ciebie. Mamy prYszlosc i ona musi być najlepsza dla nas. Dla
Mnie i dla ciebie.
Ja to zrozumiałam. Nie wracam do wczoraj.
A ty tak bardzo Marzysz o tym wczoraj.
Bet. Przypomnij sobie co pisałas do mnie. Jaka byłaś na mnie zła. A teraz poczuj te złość do siebie. Bo robisz to samo co ja....

1 292

Odp: Miłość trwa

Od pocz?tku twierdzę, że nie wszystko da się wytłumaczyć chorob?. Ale, ale...

Na pocz?tku s?dziłam, że gorsze jest kur...stwo mojego męża niż jego uzależnienie, bardziej mnie to bolało, trochę trwało zanim zrozumiałam, że jednak to ta choroba jest gorsza, przynosi właśnie takie skutki jak zdrady, pobicia, rozpad rodziny, policja w domu, niepok?j dziecka, przepicie maj?tku, firmy...
Teraz twierdzę, że gdyby to było "tylko" kures....two mojego męża - môj b?l byłby dużo mniejszy i rozstanie nieuniknione bo miałabym świadmość, że celowo szukał uciech w ramionach swobodnych panien. U mojego m panny zaczęły się wraz z nawrotem alkoholizmu i skończyły się wraz z jego kresem.

1 293

Odp: Miłość trwa

I nie szukam wymówek.
Nie ma żadnej wymówki.
To, że jest jak jest to nie wina męża, ale moje życie.
Błędy...,  ale co mi da użalanie się nad tym co źle zrobiłam, nad sobą.
Ok, wurzucam to z siebie.

Przecież ja się zastanawiam, czemu on pił.
Czy przeze mnie?
Czemu nie umiłam i nie umiem nic z tym zrobić.
Jak to się stało, że tak mne do siebie przyciąga.

Moja mama mi mówiła ( i powtarza):
"Ty byłaś w nim ślepo zakochana.
Tylu było fajnych chłopców, którzy się za tobą uganiali, a ty tylko jego widziałaś.
Weszłaś do patologicznej rodziny.
W której nie szanuje się kobiety.
Teść swoją żonę wpędził do grobu."

To prawda. Nie liczyli się inni.
Małżeństwa męża rodzństwa nie są udane.
Starszej siosty mąż był alkoholikiem. Potem zaczełą się też chyba pojawiać przemoc.
Mieli ciężko finansowo.
Zmarł młodo.

Druga siostra przyznała się, że mąż ją bije i chyba złoży pozew o rozwód.
A jest bardzo dobrą żoną, ideał.
Tylko nie urodziła dziecka.

1 294

Odp: Miłość trwa

End_aluzja tylko ja mam zostawić te miłe wspomnienia, a ty te przykre.
Ja wspólną rodzinę, ty zdradę.
Niby to samo, ale chyba brakuje mi jeszcze wiary, że zostawiam coś na poczet czegoś lepszego.
Innaczej wybaczyć i zostawić za sobą parę numerków męża, a innaczej 20 lat życia.
Tak myślę.

1 295 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-03-18 19:00:45)

Odp: Miłość trwa
bet napisał/a:

I nie szukam wymówek.
Nie ma żadnej wymówki.
To, że jest jak jest to nie wina męża, ale moje życie.
Błędy...,  ale co mi da użalanie się nad tym co źle zrobiłam, nad sobą.
Ok, wurzucam to z siebie.

Przecież ja się zastanawiam, czemu on pił.
Czy przeze mnie?
Czemu nie umiłam i nie umiem nic z tym zrobić.
Jak to się stało, że tak mne do siebie przyciąga.

Moja mama mi mówiła ( i powtarza):
"Ty byłaś w nim ślepo zakochana.
Tylu było fajnych chłopców, którzy się za tobą uganiali, a ty tylko jego widziałaś.
Weszłaś do patologicznej rodziny.
W której nie szanuje się kobiety.
Teść swoją żonę wpędził do grobu."

To prawda. Nie liczyli się inni.
Małżeństwa męża rodzństwa nie są udane.
Starszej siosty mąż był alkoholikiem. Potem zaczełą się też chyba pojawiać przemoc.
Mieli ciężko finansowo.
Zmarł młodo.

Druga siostra przyznała się, że mąż ją bije i chyba złoży pozew o rozwód.
A jest bardzo dobrą żoną, ideał.
Tylko nie urodziła dziecka.

bardzo dobrze Ci idzie , bet, analizowanie innych.
Tylko po co to robisz.

piszsesz :"tylko jego widzialas ...,"mnie do siebie przyciaga "

a wiec moze on Ci odpowiada.Taki wlasnie.
No , bo skoro jego wybralas na partnera zyciowego, to chyba musi Ci odpowiadac.

Nie wyobrazam sobie wybrac takiego mezczyzne .Czy to wogole jest mezczyzna?
Mezczyzna dla mnie to jest:
odpowiedzialny,szanujacy mnie i innych , madry , o dobrym sercu KTOS.
I takiego partnera chce.
I z takim zyje.
Inni odpadali w przedbiegach.

ale przeciez mozna to przed soba przyznac ?
powiedziec sobie: " taki mi imponowal", "takiego potrzebowalam "
po co udawac i przymykac oczy?

nikt tu nie chce Cie "naprawiac."

1 296 Ostatnio edytowany przez alonka (2013-03-18 18:48:47)

Odp: Miłość trwa

Bet, choć na chwilę zmień forum
poszukaj takiego, na którym piszą tylko ludzie dotknięci przez alkoholizm
swój własny albo swoich bliskich
kliknij w link, który wkleiła Ci  headstrong
to było też moje forum kiedyś

i złóż mu wreszcietę niebieską kartę,
nie wierzę, że dotyczy to tylko mieszkających w jednym domu, w końcu masz świadka
chcieć to móc

1 297

Odp: Miłość trwa

Czytam trochę o alkoholikach , seksoholikach.
I najgorsze jest to, że nie odnajduję w tym nas.
Mąż pił w domu, na spokojnie. Nie uwalał się kiedyś tak bardzo.
Przed zdradą było gorzej.
Nie pił od rana.
I to jest takie mylące.
Jest pewien schemat.
Ja nie chowałam przed nim butelek, on ich nie chował.

To samo z tym drugim uzależnieniem.
Jest tylko ta laska.
Wiem, że to może odbiegać od opisu, ale jednak ...

Alonka, byłam , pytałam się, sama się dziwiłam. Sprawa w sądzie jeśli mąż z nami nie mieszka.
Nie niebieska karta.

Headstrong, możesz przesłać link smsem.

Pomarańczowa, taki człowiek nie ma samych wad.

1 298 Ostatnio edytowany przez alonka (2013-03-18 20:39:08)

Odp: Miłość trwa

"Mąż pił w domu, na spokojnie."
ależ Bet, mój też kiedyś pił w domu , na spokojnie,
alkoholizm postępuje...jak pójdziesz na terapię, dowiesz się więcej
zresztą internet to kopalnia wiedzy,
po jakimś czasie nauczysz się odróżniać prawdziwą wiedzę od bredni,

w sprawie pobicia, zadzwoń na niebieską linię
myślę, że tam uzyskasz najbardziej kompetentną poradę

ja nigdy nie byłam ofiara przemocy
ale wiem od dziewczyn, ze bez problemu można uzyskać w sądzie np. zakaz zbliżania

obdukcję zrobiłaś?
doczytała, że można uzyskać zaświadczenie od każdego lekarza
musi być tylko na odpowiednim formularzu http://pomoc-spoleczna.wieszjak.pl/przemoc-w-rodzinie/260319,Jak-uzyskac-zaswiadczenie-lekarskie-dla-ofiary-przemocy-w-rodzinie.html

1 299 Ostatnio edytowany przez majusia (2013-03-18 20:58:51)

Odp: Miłość trwa

Headstrong,

Marny z Ciebie znawca.

Moj Ojciec cale zycie jak go znam jest alkoholikiem.

I znam kilku.

Sory, ale ja też jestem dzieckiem alkoholika.... i co mam miec wszystkich w du...e

i robic z siebie niewiniatka by wszyscy sie rozczulali.

No strasznie skrzywdzony człowiek z męża BET 4 zdrowych dzieci... kochająca piękna żona, firma...
No nieszczescia na każdym kroku... go spotykały


MOgę się założyć że status majątkowy mu się obniżył jak sekretarkę pierwszą zatrudnił....

1 300 Ostatnio edytowany przez majusia (2013-03-18 21:05:16)

Odp: Miłość trwa

Bet,

Z każdym postem dokładasz takich ''rewelacji''

Mąż od lat ma wianuszek babek na około...

Jest złym ojcem
Zdradza cię

Pije kilka piw dziennie (od lat) ... i ty się dopiero zorientowałaś, że to alkoholizm ?????????????????????????????????

BET,

dla dobra dzieci póść męża wolno.
Życie z alkoholikiem dla dzieci to Trauma.

Radzę ci nie odwracaj się od niego.

Ale niech się leczy ... i jak stanie SAM na nogi dopiero niech wróci do domu.

Posty [ 1 236 do 1 300 z 1 597 ]

Strony Poprzednia 1 … 18 19 20 21 22 … 25 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026