Ze mną nie jest tak źle.
Policję wezwał mąż.
Zgłosił próbę usiłowania zabójstwa, podobno ledwo uszedł z życiem.
A oni zamknęli go na izbie wytrzeźwień.
A ja się zastanawiam czy on w ogóle siebie słyszy.
Czy rozumie o co oskarża.
Próbuje zrobić z siebie ofiarę.
Tylko gdyby nie syn, to nie miał dla mnie listości.
Schowałam alkoholikowi " butelkę" ( tzn seksoholikowi )
Ale "butelka" pod tytułem kicia wpadła w szał, że ją oszukuje.
Przyjechał podrapany. Nie wyszły plany pukania.
Umówił się na rozmowę ze mną na dole w firmie.
Powiadomił mnie o tym jego ojciec.
Byliśmy w trójkę.
Rozmowa zeszła na inne tematy.
Obrażał ojca i mnie.
Ode mnie zależało czy ojciec go wyrzuci czy nie.
Miał być za 10 min. Nie było go ze 40.
Przywiózł jakieś zakupy.
Część wniósł chyba do kuchni w firmie.
Pił whisky z pepsi.
Teść był z psem ( wilczur), ale kiedy zaczęliśmy oglądać zdjęcia z wakacji sprzed 5 lat, wyszedł.
W ogóle to się tak kręcił.
Mąż zaproponował mi coś do picia.
Odmówiłam.
Nie miałam najmniejszej ochoty się z nim napić.
Po jakimś czasie ( fu.., że też nie zwróciłam na to uwagi!!!), masz pepsi.
No i popijałam sobię tą pepsi.
Za chwilę. No nie umiem tego nawet określić, ale nie długo... zaczęłam dziwnie się czuć.
Tracić kontrolę. Ale tak nagle.
Zrobiłam dosłownie kilka łyków.
Nie rozumiałam co się dzieje. I nadal jest to dla mnei tajemnicą.
Psycholożka powiedziała, ze jest wiele środków. Mógł wlać trcohę whisky z amfą.
No nie mam pojęcia. Jetem blada w takich sprawach.
Nie zwróciłam szczególnej uwagi, ale miałam wrażenie, że on mi się jakoś z boku przygłąda.
Nawet nie byłam pewna co się ze mną dzieje.
Nie umiem tego określić.
Pijana? po kilku łykach, tak nagle.
To było jak z minuty na minutę. Tak gwałtownie...?
A on coś mówił, że przeze mnie teraz będzie musiał sobie poszukać innej. A ta do tego się świetnie nadawała.
Zaniepokojona co się ze mną dzieje spytałam coś ty mni nałał. Co ja piję.
A on: nic, pepsi... bez cukru.
Wzięłam jego kubek i skosztowałam.
To nie było to samo.
I ten mój kubek mi spadł.
Chyba łokciem go trąciłam.
Nie wiem, ale byłam taka...
To jest niemożliwe...
A on wpałd w szał.
Z powodu kubka?
Może wiedział, że już coś mi jest.
Ale nie ten efekt do którego zmierzał. Przez to, że gapa stłukła szklankę a miało być innaczej.
Potem było jeszcze gorzej, bo po jego reakcji stłukłam wściekłą jego kubek.
Z taka parą w uściskach.
Wiedziałam, że to od niej. No to już poszedł na całość.
Nawet nie próbowałam się bronić.
To w ogóle nie w moim stylu.
Tylko prosiłam, żeby przestał i próbowałm się wyrwać.
Wiedziałam, że jestem w niebezpieczeństwie.
Cholernie się bałam, żeby go tylko jeszcze bardziej nie rozwścieczyć.
Bałam się, że zaraz zostanę bez zębów, że trzepnie mną o ścianę, że mnie zabije.
Ręka wykręcona i za włosy.
Wyrwane żywcem pasmo włsosów, grube, wprost ze skalpu.
Wypie... dziw.. i chyba wszystkie możliwe o podobnym wydźwięku.
Nie jestem w stanie powtórzyć, bo były wszelkie mozliwe.
Chciał chyba wyrzucić mnie na dwór.
Byłam w krótkiej koszulce nocnej i kusym szlafroku.
Ale po cholerę w takim szale.
Żeby upokorzyć, poniżyć, żeby bolało...
Żeby pokazać wyższość, władzę....
A co z dziećmi. Nie pomyślał o tym...
Kiedy już traciłam nadzieję, a on był jakby coraz okrutniejszy, nagle jak widmo wyskoczył syn z gazem.
Był chyba tak wzburzony, w szoku, że psiknął mnie i sobie.
Potem chyba dopiero w męża.
To nie zadziałało.
Nie puścił mnie, wciągnął z powrotem do środka.
Bałam się, ze dojdzie do nieszczęcia.
Uspokoił się dopiero kiedy zobaczył, że nie da nam rady, że sytuacja robi się dla niego niekorzystna.
Wywrzeszaczałm mu swoje żale, swoją wściekłość za to co zrobił mnie i każdemu dziecku po kolei.
Ta gra od września była poniżej jakichkolwiek moich wyobrażeń.
Taka podłość nie mieści mi się w głowie.
Co innego podejrzenia, ale prawda przerasta wszystko.
Wyszedł ogdrażając się.
Od razu wezwał policję. Wiedziałam, że będzie zemsta.
Niepotrzebnie syn wyleciał z tym gazem. Niepotrzebne były moje nerwy.
Trzeba było wzywać policję.
Emocje wzięły górę.
Teraz oczywiście mąż lżę ile wlezie.
Wymyśla takie historie, że jestem przerażona do czego jest zdolny.
Chociaż byłam na to przygotowana.
Jestem tym zmęczona.
Ale nie dam się.
Ale zanim przyjechała policja minęło jakieś 10, 15 minut. Chyba.
Jego nie było.
Firma pozamykana.
Pojawił się po mojej rozmowie z policją.
Może potrzebował czasu na wymyślenie wersji, na przygotowanie siebie.
Pytali się mnie czy to ja wzywałam lub syn.
Nie.
Co chcę zeby zrobili z mężem.
Nic
Jak wychodzili pojawił się koło domu.
Podobno byli zdziwieni, ze ma tak mało alkoholu we krwi.
No właśnie też się zastanawiam, czemu potem już chyba nie pił, ale chciał żebym była zamroczona.
To znaczy dwie rzeczy przychodzą mi do głowy.
A zwykle w swoich podejrzeniach się nie mylę.
Chciał mnie przelecieć, upokorzyć. Widział, że innaczej do tego nie dojdzie.
Może zrobiłby jakieś fotki. Albo zwyczajnie, żebym po tym czuła się jak g....
Albo chciał mnie skompromitować. Żebym nie panowała nad zachowaniem, żeby to np nakręcić i wysłać kici, zobacz jak ona się zachowuje.
Albo i jedno i drugie.
Że też nie pomyślałm o tym wcześniej...!!!
Wydzwaniał do mnie.
Żeby się " dogadać".
"Próbowaliście mnie zabić" - płacz. Oskarżenia.
Nie ważne. Tak sobie myslę, że niech sobie zakłada sprawę.
Za dużo kłamstw. Za poważne oskarżenia.
Nadal próbuje grać na moich emocjach, zmanipulaować mnie.
Pewny, że zrobię wszystko aby uratować małżeństwo.
Ale jest w błędzie.
Wiem, że nie można mu wierzyć, że jest zdolny do każdego świństwa.
Nie daltego, że to taki psychopata, zły człowiek.
Tylko dlatego, że ukrywał nałóg.
Nie przyznawał się do niego.
Zmienił się jego charakter, usposobienie.
Do tego doszło kolejne uzależnienie.
A kto wie, czy na nikotynie, seksie i alkoholu się kończy.
Nie kontroluje wydatków.
Zachowanie jest psychopatyczne ale spowodowane chorobą.
Do tego trudny charakter.
Był podobno u kuzyna.
Ale to już nie moja sprawa.
Może wszystkich oszukiwać, że się leczy.
Od początku psycholog sugerowała, że jest alkoholikiem i wszedł w kolejne uzależnienie.
Moja mama zgłosiła go do poradni na leczenie.
Musiał ich oszukać.
Sprawa ucichła. Nie mieszkałam z nim.
Nie wiedziałam co się dzieje.
Na takie sugestie odpowiadał, że to bajki. Wyśmiewał je.
Jego przyznanie się do problemu dużo mi pomogło.
Przynajmniej wiem z czym mam do czynienia.
Wiem, że jestem współuzależniona.
A najlepsze, że jak wspomnę przeszłość. To wydaje mi się, że przed zdradą nie byłam, albo w niewielkim stopniu.
Ewidentne współuzależnienie pojawiło się od września.
Może stopniowo.
Może dlatego, że znowu uczuciowo się do niego zbliżyłam. Może dlatego , że uzależnienie od seksu jest inne niż od alkoholu.
Rozmawiałam z psycholog.
Są pewne predyspozycje do współuzależnienia.
Podejrzewa, że u mnie była ( jest) bardzo silna potrzeba za wszelką cenę tworzenia pełnej rodziny.
Tego mi zabrakło i to stało się dla mnie w życiu priorytetem.
Ma rację.
Ktoś komu tego nie zabrakło, może tego nei zrozumie.
Ja też nie rozumiem czemu tak postępuję.
Moja wizja rodziny legła w gruzach.
Jestem zrozpaczona.
Ale nie da się.
Nie da się kiedy ktoś ma problem i go ukrywa.
Zrobiałam źle.
Powinnam była odejść do męża w 2005, czy 2006 kiedy się posypało.
Wtedy mu zależało. Poszedł do psychologa.
Od tego czasu dla mnie było już innaczej.
Ale widzocznei tak miało być.
Nie miałabym teraz ani córeczki ani tego małego.
A mam nadzieję, że będzie dla mnie w życiu wileką radością.
Nie chcę nawet z mężem rozmawiać.
Nie ma sensu żadna rozmowa z tak uzależnionym człowiekiem.
Potrzebuję o siebie zawalczyć.
Żebym już nie żyła jego propblemami.
Co robi,, z kim, gdzie jest.
Tylko kasa.
Jak się da nie będę podejmować kroków prawnych ( rozwód).
Wolałabym się ni espotykać w sądzie z chorym człowiekiem.
Ale z trzeźwym.
Jego uzależnienie nie jest prawdopodonie umiarkowane tylko jest to bardzo duży problem.
Ciągnący się latami. Tak uświadomiła mnie psycholog.
Wyjście z mojego problemu to jest siła woli.
Ale chciałabym najpierw dowiedzieć się na czym to polega.
I nabrać wiary, pozbyć lęku, strachu.
On mnie o wszystko obwinia. Naśmiewa się ze mnie.
Wiem, że to zachowanie typowe.
Ale ciężko jest mi się odciąć. Trudno mi osiągnąć równowagę.
Kupiłam sobie melisę. Będę popijać.
Na razie wczoraj spałam jak zabita, dzisiejsza noc gorsza. Ale córka też jakoś nie spała.
Jakoś się trzymam.
Nawet nie jest tak źle.
Nie mogę się dać zastrzaszaniu.
Muszę być silna. Tyle lat żyłam z człowiekiem uzależnionym ( nie zdając sobie z tego sprawy).
Wytrwałam, przeszłam teraz wiele.
Muszę sobie poradzić.
Miłość , miłością.
Ale kocham też siebie i dzieci.
Nie dało się żeby miały mamę i tatę. Spokojne dzieciństwo. Pełną rodzinę.
MUSZĘ być silna psychicznie. Na tatę nie mają co teraz liczyć.
Nie zna miłości.
A kiedyś tą dbałością o dzieci najbardziej mnie trzymał.
Potrzebuję wsparcia, pozytywnej energii, optymizmu, wiary, że podołam, że nie jestem taka jak mi wmawia mąż.
Napiszę szczerze, jestem czasem na niego wściekła. Za to , że tyle namieszał, a mści się na mnie.
Ale też staje mi się obojętny.
Dzieki tym wydarzeniom nie zależy mi czy jest z nią, co robi.
Pozbierać się, wygrzebać.
Mam tyle szczęścia.
Jestem zdrawa ( chyab), mam dzieci, maluszek jest wielką radością.
Nie jestem sama.
Wokół mnie wiele rzyczliwych osób.
Potrzebuję wzmocnić się psychicznie. Wysypiać.
Nie chcę z nim walczyć.
Ale się rozpisałam.
Boję się o sowje zdrowie psychiczne, ale psycholog mnie uspokaja, ze jest ok.
Bordeline nie jestem. Nad rasztą praca.
Cięzko zmienić myślenie.
Rodznia nie mama , tata, dzieci.
Cholernie ciężko.
A ja tak sobie myslę, ze ok.
Niech składa takei oskarżenia.
Są bardzo poważne.
Za poważe, przesadził.
Nie będzie mnie próbował zastraszyć i odwracał role.
Bo nie poszło po jego myśli.
A i jeszcze, że on już nie jest mężem.
On chyba śni.
Myśli , że tak go kocham, że będzie mnie szantażował.
Kręcił jak marionetką.
Chory umysł seksoholika , alkoholika. Zachowanie psychopaty.
Jest po 3 godzinach rozmowy z psychologiem.
Powiedział mu, zeby sam zamieszkał.
Komu on takei bajki wciska.