Sorry Bet,
ale ty teraz mu nie ufasz ??????????????
Jak to???????
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Miłość trwa
Strony Poprzednia 1 … 17 18 19 20 21 … 25 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Sorry Bet,
ale ty teraz mu nie ufasz ??????????????
Jak to???????
Podobne tematy
E... co ja napisałm. Zaufanie - zero!!!
Tak miało być.
Zmiana palnów.
Rozmawiałm z psycholog i koleżanką - taką której ufam i dobrze sie rozumiemy.
Najapierw rozprawić się z Q.
Mężowi nie popuszcze.
Mam dosyć patrzenia się na te smutn eoczy córeczki.
Jest uzależniony. Sam tak łatwo z Q się nie wyliże.
A ta ma w d... , że ja płaczę , dzieci nie mają ojca.
Uchodziło jej to na sucho.
Tak będę do niej wydzwaniać, ma nie mieć chcwli spokoju.
Zresztą czekam napropozycje.
Teść już do niej dzwonił.
Romawiałam z nim. Przyznał mi rację.
Zajmie się tym profesjonalnie.
Zapytał ją, czy wie że on ma 4 dzieci.
A ona: tak, dowiedziałam się.
Jak macie jakieś pomysły to są mi potrzebne, bo ja się na tym nie znam.
Od niego kasa koniecznie.
Ale tak łatwo im nie odpuszczę.
Nie zrobię jej tej przyjemności.
Dawajcie pomysły...
Wystarczy mi łez.
Bet nie wydzwaniaj do niej, to bez sensu, ona i tak Cię wyśmieje.
Zranisz tym tylko siebie. To jest pierwszy odruch spowodowany złością, aby to zrobić, ale ochłoń i wstrzymaj się. Na pewno potem żałowałabyś tego kroku, teraz masz możliwość aby go nie wykonać.
Czy te osoby, które Ci tak doradziły były w podobnej sytuacji? Myślę, że nie. To tak na szybko, abyś nie robiła nic dopóki nie przemyślisz co dalej. Nic pochopnie nie rób.
Uważaj na stalking. Uważaj by nie wysyłać gróźb. Nie grozić jej.
Bet. Przecież jestes z branży.
Szepnij tu i ówdzie ze ona chętna jest dla wszystkich. Powiedz ze zaraziła twojego męża jakim tryprem... Wspomnij cicho ze bierze amfe zeby utrzymać figurę.
Ze ma dziecko które wychowuje jej matka.
Zadbaj zeby info poszło z rożnych źródeł.
Sprawdź rachunki męża. Jak kupił jej jakaś cenna rzecz. Dowiedz sie co to i zgłoś kradzież...
Powiedz ze mąż dał to tobie a potem zniknelO z domu.
Wyślij jej portfolio do kilku agencji z bardzo obnizonymi cenami. Jak będzie próbować negocjować inne ceny to uznają ze jest niesolidna.
Albo nie!! Wyślij fałszywy cennik z waszej firmy ile jej placiliscie 10% stawki np. Reszta będzie jej gadać- a dla ... Robiłas prawie za free? A teraz tak sie cenisz bo gość zaczął cie posuwac??
Wyślij nam na priva namiary na nią. Strony. Portale. Każda z nas tylko raz skomentuje ze jest brzydka i za stara na ten portal---- i zbierze sie jakieś piecsettysiecy komentarzy:))
Jeszcze wymyślać?
Ale nie rób tego w nadziei ze wtedy ona sie odczepi od twojego bezwolnego męża i on wróci dociebie.
Bet twój mąż nie jest bezwolny zagubiony i uzależniony od niej.
Twój mąż okazał sie chujoplatem.
Chociaż chciałas widzieć to inaczej.
Nie rób tego dla niego.
I jeszcze jedno. Jedna mądra
Dziewczyna z tego forum powiedziała mi dawno temu... Ona nie jest warta żebyś przejmowala sie jej uczuciami. Jej szczescie lub nieszczęście tak
Naprawdę nie ma wpływu na twoje poczucie szczęścia i nieszczęścia.
Żyj swoimi uczuciami. Nie czyimiś..
Hahaha dobre!
Endi, Ty to masz pomysła ![]()
Nikandra. Pomysły to moja specjalność:))
Bet,
Nie rozumiem tego co piszesz...
kiedy do ciebie dotrze, ze gdyby nie ta to twoj maz inną sobie by znalazl??????
no przywdziej jeszcze zbroje i idz walcz... tylko dzielnie o milosc meza z kochanka....
Z - E - N- U -J -A-C-E
Rozumiem, wiekszosc twoich rozterek, ale tym to juz sie tak osmieszysz i zblaznisz
Czy psycholog poradzil Ci walke z kochanka ???
Nie rób sobie problemów mszcząc się na niej.
Skup się na ojcu swoich dzieci. To on kłamał, kręcił, obiecywał...
Jeśli już coś musisz, bo Cię korci to tak, żeby nikt nie powiązał tego z Tobą.
Chyba najlepiej zrobiłabyś, gdybyś zerwała całkowity kontakt, nie dzwoniła i nie odbierała od niego telefonów. Nie słuchaj co ma Ci do powiedzenia, bo to będą kolejne kłamstwa.
Nikandra. Pomysły to moja specjalność:))
Oj,widzę i zazdraszczam
Jesteś wszechstronna.
Trochę za późno.
Ja się do tego nie nadaję....
Ktoś inny powinien się tym zająć.
Chcę jej dogryźć, bo ona ma w d... moja rodziną.
Mąż ma wydawać kasę na dzieci.
To za daleko zaszło. Ona sobie bezkarnie poczyna.
A owszem, chciał tego, to będzie miał.
Koleżanka jest fajna babka. Życiowa, ale z klasą.
Mówi , ja bym jej spokoju nie dała. Smsy non stop wysyłała.
Ja znowu zrobiłam coś głupiego.
Nie jestem w tym dobra....!
Podpuściłam teścia. Powiedziałam mu, że on mnie tak kiedyś pogonił.
Śmiał się i tłumaczył, że to było przed ślubem ...:)
Ja więcej do niej nie powinnam ani pisać ani dzwonić.
Ponoszą mnie nerwy.
Łatwo w nerwach zrobić coś głupiego.
Że też są takie bezwzględne dziewuchy.
Tyle krzywdy.
On faktycznei chyba nie chciał znią być. Zerwał.
Nie odpuści.
Koleżanka ladnie określiła męża. Ach , teraz nie pamiętam.
Ale tak dosadnie.
Tylko mówi: jak widze ...luś jak ty to przeżywasz, jak ta rodzina jest dla ciebie wszystkim , jak go kochasz to nie odpusciłabym tej Dz.
Tak bym zakręciła, żeby Ci z reki jadł.
Łatwo się pisze.
Nie myślę teraz o nim.
Za zle zachowanie powinna być kara.
Ona nie uważa, żeby nie robiła cokolwiek złego!!!!
Bet. Ale ona jest głupia i nie dorasta ci do piet. Ty sie nie martw. Ja kara spotka. Dupka jesCze troche pokreci i sie w branży przeje. One wszystkie sie przejadaja.. Posuwane na prawo i lewo... Jak nie twój mąż to inny by sie znalazł. Już ty sie nie martw.
Jeszcze troche i jej cycki opadna. Dupa zwiotczeje. Botoksu za dużo wstrzyknie. W tej branży idą tylko swiezutkie. Za moment będzie mogła na darmowych sekstubach za te wiesz dojrzałe robic. Matury cos tam...
Ona to nie problem. Ona to głupia lechtaczka. Tak sobie o niej myśl. Powiem wiecej. Głupia eurolechtaczka bo na kasę leci.
Problemem jest twój mąż. Sama wiesz ze nie jest bezwolnym pantoflarzem. Sama wiesz ze wiedział co robi.
I to cie boli.
Bet? To na niego jestes zła.
A trudno jest być złym na kogoś kogo sie kocha.
Trudno nienawidzic kogoś kogo sie kocha.
I niestety chociaż będzie ci z tym cieZko. Odnajdziesz obok miłości w sobie także prawdziwa szczera nienawiść. Za ból i rany które zadał.
Znam to bet. Czułam to. Nauczyłam sie akceptować swoje uczucia.
Czytam Twój wątek, Bet, od dawna i czytam go też codziennie, więc sądzę, że jestem dość na bieżąco. Nigdy dotychczas się w nim nie wypowiadałam, ale przyznam, że złość mnie dusi, gdy go czytam.
Być może nie jest to najwłaściwszy moment, ale równie dobrze może być to moment najlepszy, bo gorzej może już nie być. Od dawna, Bet, właściwie wszyscy wypowiadający się tu od czasu do czasu Ci sugerują albo piszą wprost, że źle kanalizujesz swoją złość (choć należę do osób, które uznały i uznają to, co zrobiła Headstrong za poniżające, to tu z rzeczami, które pisze zgadzam się właściwie).
Wydaje mi się, że masz potężny problem, ale nie tylko z mężem, ale także ze sobą. Poczytaj na spokojnie (wiem, że to trudne) swoje wpisy z osttanich dni. Na kogo się wściekasz? Na co się wściekasz? Gdzie kierujesz swoją złość? I kto Twoim zdaniem jest winny zaistniałej sytuacji? Wybacz, że to napiszę, ale Twój mąż jest durniem. Durniem, ale niestety dość typowym durniem, czyli miotającym się między żoną a kochanką facetem, który żyje wygodnie i pewnie sam nei wie ani czego chce, ani gdzie chciałby być i nie umie podjąć żadnej decyzji. Po prostu płynie z prądem. Natomiast Ty właściwie się nie uczysz. Nie wyciągasz wnioskow z jego kolejnych ekscesów. Ogarnia Cię chwilowa złość, czarna rozpacz, gdy jakieś jego świństwo wychodzi na jaw, a potem zdarza Ci się euforia, że już będzie cudownie i może uda Wam się wszystko odbudować. To ostatnie czasem tłumisz, bywasz tym zawstydzona, przedstawiasz nam tu w jakiejś dziwnej formie, racjonalizujesz stosunki z nim itd. Bet, w tej całej sytuacji jesteś tak samo bezwolna i płynąca z prądem, jak Twój mąż. Prosisz na forum o rady, zwierzasz się, ludzie Ci pomagają, ale Ty bardzo niewiele słuchasz. Od poczatku tego wątku wszyscy radzą Ci zabezpiecz się finansowo, zadbaj o dzieci itd. Na czym sie skupiasz? Na mężu, na tym, że niby nie wiesz czy byś zaufała, czy chcesz, ale jest czasem jednak fajnie, gdy jest w domu itd. Przepraszam, ale nie wyżywisz dzieci swoją radością z bycia przytuloną. OD jakiegoś czasu chcę Ci napisać, że masz kiepskiego psychologa, ale przyszło mi do głowy dziś rano, że to nie jest kwestia psychologa. Ty słuchasz go pewnie tak, jak czytasz to forum - słyszysz to, co chcesz, skwitujesz jego rady dwoma zdaniami i przechodzisz do swoich racjonalizacji i robisz dalej swoje. Ludzi tu traktujesz tak samo.
Nie jesteś, Bet, jedyną osobą na świecie w tragicznym położeniu. Nawet nie jesteś jedyną osobą na forum. Nie odbiera Ci to prawa do cierpienia, ale daje szansę uczenia się, a Ty od poczatku tej sytuacji nie chcesz stanąć oko w oko z prawdą. A prawda brzmi z grubsza tak: Twój mąż Cię zdradza i ma Cię w nosie. Nie dba o to czy cierpisz, nie dba o to czy cierpią dzieciaki, dba jedynie o własny interes. Rozpadającą się rodzinę ceni znacznie niżej niż własne przyjemności. Nie robi na nim wrażenia żadne z Twoich ewentualnych starań. Przepraszam, że to napiszę, ale sądzę, że noc z Tobą, z kochanką, z piwem, nie różni się dla niego szczególnie. Ot, po prostu spędzi przez chwilę przyjemnie czas (powiesz, że przecież nie zawsze przyjemnie, bo robisz mu wyrzuty, chcesz rozmawiać itd. A skąd pewnośc, że kochanka nie? Ten facet nie wygląda na dbającego o takie rzeczy, jeśli może ostatecznie miło spędzić czas). Oboje przyrośliście do budowanej patologii. W tym dramacie role grasz Ty, mąż, teść, teraz może kochanka itd. Tak, jakby sprawiało Ci przyjemnosć taplanie się w tym bagnie. Bo Ty, Bet, jesteś niezdolna do dania kroku do przodu. I - również wybacz, ale nazwę rzecz po imieniu - do zadbania o dzieci. Masz żale i pretensje do męża, ale ostatecznie jak Ty chronisz dzieci? Pozwalając im oglądać Waszą szarpaninę? Obarczając ich swoimi problemami? Twój mąż jest głupi i dba o siebie i status quo. Ty, Bet, nie dbasz o wiele więcej i moim zdaniem zmierzasz ku katastrofie. Twój mąż może się ocknąć wcześniej, zniknąć z pieniędzmi, wypiąc się na Was itd. Nie pomoże Ci wtedy żaden teść i będziesz nam tu płakać, że znowu Cię skrzywdzono.
Pora, Bet, przepłakać swoje, przecierpieć, ale zrozumieć jedno: nie masz i nie będziesz miała małżenstwa, domu i rodziny ze swoim mężem. Ten facet o Ciebie nie dba. Nie kocha Cię (nawet jeśli tak mówi, to przecież nic go to nie kosztuje, ale nie robi nic, co wskazywałoby na to, że czuje do Ciebie cokolwiek poza przyzwyczajeniem czy pożądaniem) i wykorzystuje Twoją słabość. Nie dba o dzieci. Nie możesz na niego liczyć. Zachowuje się trochę jak duże dzieckom wymagające opieki i nadzoru żony i tatusia. Nic z tego nigdy nie będzie. Możesz dalej pławić się w tej patologii, albo wreszcie posłuchać tego, co ludzie tu piszą i zrobić krok do przodu. Na razie Twoje postawa mówi jedno: cokolwiek on Ci zrobi, Ty nie zrobisz nic. Może trochę popłaczesz, porozpaczasz, ale oboje już przyzwyczailiście się do tej zabawy. Co on musi zrobić, żeby dotarło do Ciebie, że najważniejsza jesteś Ty i dzieci?! Przelecieć kogoś na Twoich oczach? A i wtedy nie wiadomo czy nie poskarżysz się teściowi, napiszesz kilka smsów, popłaczesz, poudajesz, że czegoś się nauczyłaś i że jesteś twarda, a po miesiącu wrócisz do punktu wyjścia. To wszysto pewnie mówi Ci psycholog. Jeśli nie, poszukaj kogoś innego. Stoisz w miejscu i cierpisz, Bet. Kiedy, jak nie teraz jest wreszcie czas na krok do przodu?
krynolina
Ale pojechalaś! Co prawda nie do końca się z Tobą zgadzam, to uważam, że najlepszym rozwiązaniem teraz dla bet jest myślenie o sobie i o dzieciach. Tylko i wylącznie. Nie wysylanie smsów, dzwonienie, ja.owe rozmowy prowdzące do nikąd.
Bet, musisz nauczyć się być sama ze sobą. A zemsta na panience? Po co? A jeśli już to nie teraz, bo Ty bęziesz cierpieć. Zemsta na trzeżwo to jest dopiero coś. Odczekaj, az Ci to trochę zacznie zwisać i wtedy uderz. A na razie tylko Ty. Nikt więcej. Wykozrystaj brak męża jako czas darowany sobie i zrób z niego dobry użytek. Pokochaj siebie bet. Bo to co z nim robisz znaczy, że siebie nie kochasz.
podpisuję sie pod tym co napisała krynolina
jeżeli do tego wszystkiego dochodzi jeszcze alkoholizm,
to nie ma szans na normalne życie, chyba, że po terapii obojga...
Bet, to nie jest miłość to jest współuzależnienie,
Ty nie potrafisz postawić żadnych granic
Trochę mnie Krynolino wywołałaś do tablicy :-)
Nie musisz akceptować tego co zrobiłam, nie zależy mi na tym, dla mnie najważniejszy jest efekt mojego postępowania, Wasze uznanie nie zastąpi córce ojca przy śniadaniu, wsparcia dla mnie czy radosnych wspólnych chwil z całą rodziną. A szacunek mam do siebie ogromny, mąż również. To tyle o mnie.
Mój mąż jest teraz niepijącym alkoholikiem, ja poleciałam na terapię, ratować siebie. Kiedy melanżował był czynnym alkoholikiem.
W zachowaniu męża Bet widać manipulacje alkoholika, nie musi pić codziennie, nie musi leżeć na klatce schodowej czy grzebać w śmietniku, jest takim samym alkoholikiem jak ten z Dworca Centralnego, audi Q7 nie sprawia, że jest lepszy bo pije lepsze trunki czy w lepszym środowisku. Mój też takim był ale uratował siebie, nie powiem, pomogłam mu w tym utrudniając życie, to jest twarda miłość, według zaleceń terapeutów.
A co do Bet.
Jestem przeciwna wydzwanianiu do kochanki, ja tego tak nie załatwiałam. Jestem przeciwna wysyłania morza smsów mężowi, który te smsy kasuje i ma głęboko w zadzie, nie, raczej działają na niego irytująco, patrzy z politowaniem i odrazą na żonę otrzymując takie wylewne treści.
Jestem przeciwna wywalaniu swoich emocji przez komórkę mężowi, takie zachowanie świadczy o braku umiejętności rozmowy twarzą w twarz, niedojrzałym podejściu do rozwiązywania problemów, strachu, że na żywo można coś bardzo niemiłego usłyszeć. Umniejsza się w ten sposób swój i tak lichy obraz w jego oczach. Ale czego Bet jeszcze nie usłyszała od męża? Chyba tylko na żywo spazmów orgastycznych z kochanką(przepraszam ale to zapewne fakt).
Jeżeli dobrać się jej do skóry to nie po to aby wyładować na niej swoją złość a męża przytulić wieczorem. Nie.
Bet są sposoby. Ty komórkę traktujesz jako sposób komunikacji z mężem, tak samo chcesz potraktować telefon w stosunku do niej-namolne dzwonienie. To nie tak. Może posądzić Cię o stalking. Pełno jest jej zdjęć na necie, są fora branżowe, wiesz z kim współpracuje i gdzie. Na fejsie bardzo łatwo odnaleźć jej znajomych, jaką miałaby minę gdy ktoś ją zapyta czy to prawda, że gździ się żonatym z czwórką dzieci i wenerkę roznosi? Wykorzystaj to ale nie zastraszaj, nie wysuwaj pogróżek. Rób to z głową i na zimno, opracuj plan.
Jej możesz tylko na email podesłać daty kiedy był w domu, fakty, które ujawnił Ci z jej życia, jego opinie o niej, smsy, które on Ci wysyła z zapewnieniem jak to będzie dobrze, wspaniale. To ją ruszy, drąż skałę.
Link, który Ci podesłałam skasowany czyli pannica dba o swoją opinię, boi się utraty dobrego imienia, pomyśl o tym.
A on? On będzie w szoku, że jego głupiutka, naiwna żona wyrwała się z dyb, które on jej przywdział. Będzie krzyk, ale co? Powie Ci coś czego nie usłyszałaś?
Dziewczynka naprawdę ma tupet, osoba posiadająca jakąkolwiek moralność po telefonie od ojca kochanki uciekła by na koniec świata.
Nie namawiam Cię, sama też jestem przeciwna robieniu wokół piór komukolwiek ale czasem tak trzeba, zniżyć się do poziomu tej drugiej, inne metody zawodzą.
I zmień psychologa.
Minął rok i miesiąc, kiedy założyłaś ten temat.
Zgodze się z przedmówczyniami, że można sobie ulzyć, rozpuszczając nieciekawe opinie o kochance.....fajnie to opisała Endaluzja:-)
Ale to nie ma być po to, żeby sie mąż opamiętał...bo on tego sam musi chcieć!
A co do bycia tatusia z dziećmi przy wspólnych posiłkach, świętach itp.
Bet sama pisała, że jej starszy syn nie ma zupełnie szacunku do ojca...i nie sądze żeby go kręciły te wspólne śniadanka...
Widzi jaką krzywdę robi jego matce i cierpi! Młodsze dzieci jeszcze może tego nie rozumieją, ale czuja napiętą atmosfere na pewno!
Ojciec musi byc autorytetem, oparciem dla dzieci. Wtedy jest szansa na cokolwiek!
Zgodze się z przedmówczyniami, że można sobie ulzyć, rozpuszczając nieciekawe opinie o kochance.....fajnie to opisała Endaluzja:-)
Ale to nie ma być po to, żeby sie mąż opamiętał...bo on tego sam musi chcieć!
A co do bycia tatusia z dziećmi przy wspólnych posiłkach, świętach itp.
Bet sama pisała, że jej starszy syn nie ma zupełnie szacunku do ojca...i nie sądze żeby go kręciły te wspólne śniadanka...
Widzi jaką krzywdę robi jego matce i cierpi! Młodsze dzieci jeszcze może tego nie rozumieją, ale czuja napiętą atmosfere na pewno!
Ojciec musi byc autorytetem, oparciem dla dzieci. Wtedy jest szansa na cokolwiek!
Monia a ty po raz kolejny nie rozumiesz, nie wiem, może rozrysować to? Ja nie piszę o wspólnych śniadankach u Bet.
U mnie nie ma problemu braku szacunku córki do męża czy męża do mnie, mojego do męża. Szanujemy się wzajemnie i dbamy o siebie. Obecność tatusia przy śniadaniu dla mnie jest ważna tym bardziej, że tatuś chce być i pracuje na tę obecność swoim postępowaniem, więc dlaczego nie?
Że syn Bet ojca nie szanuje to całkowicie zrozumiałe, dzieci są doskonałymi obserwatorami, to papierki lakmusowe, chłoną wszystko, to nie tylko brak szacunku do ojca, to również przejmowanie wzorców zawiązku, życia.
U Bet jest jeszcze jedna sprawa.
Bet chce aby rozstał się z kochanką ale nie wyobraża sobie mieszkać z nim, raczej czasem się spotykać. To trudne, raczej mało możliwe do realizacji. Pilnować go? Sprawdzać? Nie zgadzać się na wspólne mieszkanie a tym samym odbudowanie więzi rodzinnych? Tu też według mnie jest problem, skończy romans i co?
W tej sferze widzę rozbieżność u Bet, warunki mieszkaniowe do słaby argument dla mnie.
Headstrong..powiedz, ale tak szczerze..jeśli chcesz oczywiście...
Znam Twoją historię, miałysmy swego czasu wymianę zdan i opinii róznych między sobą...
Po tym wszystkim co przeszłaś...możesz powiedzieć, ze kochasz swojego męża? ufasz mu?
I jeszcze kwestie łóżkowe...nie masz oporów?
Jeśłi nie chcesz...nie odpowiadaj!
Bet,
wszyscy z grubsza w ten czy inny spoób radzą Ci to samo: zajmij się wreszcie tym, co ważne, a więc sobą i dziećmi. Nie rozdrabniaj się, nie szarp, spróbuj stanąć na nogi. Przeszłam w życiu naprawdę dużo i bardzo bolesnych rzeczy i powiem Ci jedno: masz w sobie siłę. Każdy ją ma. To nie jest tak, że tylko supersilne kobiety sobie radzą, a reszta niestety nie. Bzdura. Każdy, jeśli tylko trochę chce i powalczy jest w stanie przejść przez każde piekło. Ludzie radzili sobie w obozach nie dlatego, że byli jacyś szczególnie twardzi. Były takie czasy i trzeba było się życia trzymać. Spróbuj tak pomyśleć o swojej sytuacji. Tylko od Ciebie zależy czy coś się zmieni.
Popatrz gdzie jesteś i zaakceptuj, że pewien rozdział w Twoim zyciu się skończył. Ale będą następne. Musisz tylko stanąć na nogi, a to zależy tylko od Ciebie. Bo możesz też brodzić w takim życiu jeszcze latami. To też Twój wybór, a nie - jak to ustawiasz - np. wybór czy decyzja męża. To od Ciebie zależy gdzie będziesz za rok, nie od niego. I skup się tylko na sobie. Naucz się żyć sama i liczyć na siebie i uwierz, że to wszystko jest do zrobienia.
Poprzekraczaliście z mężem wszelkie granice. Nie dziw się, ze ma gdzieś Twoje telefony czy smsy. Powiem szczerze, że też bym na jego miejscu miała. U Was to już nic nie znaczy. Tyle sobie powiedzieliście czy napisaliście, tyle wyrządziliście krzywdy, że takie smsy (szczególnie w ogromnej ilości) nie robią już wrażenia. Zrozum, że granice przekraczasz tylko raz, a potem już się wyłącznie przyzwyczajasz.
Powinnaś zrozumieć, że ludzie tu życzą Ci dobrze. Z częścią z nich, z tego co rozumiem, utrzymujesz osobisty kontakt. Posłuchaj tego, co mówią, bo mają na względzie nie chęć zemsty na mężu, kochance, teściu, cioci czy wujku, ale wyłącznie Ciebie i Twoje szczęście.
ps. A jeśli o mnie chodzi, to uważam, że Bet powinna zamknąć ten rozdział. Złożyć pozew o rozwód, dostać orzeczenie o wyłącznej winie męża, podzielić majątek, dostawać alimenty i odciąć się od tego co się dzieje. Inaczej będziemy czytać jej historię latami.
Headstrong..powiedz, ale tak szczerze..jeśli chcesz oczywiście...
Znam Twoją historię, miałysmy swego czasu wymianę zdan i opinii róznych między sobą...Po tym wszystkim co przeszłaś...możesz powiedzieć, ze kochasz swojego męża? ufasz mu?
I jeszcze kwestie łóżkowe...nie masz oporów?Jeśłi nie chcesz...nie odpowiadaj!
Pytasz więc odpowiem:
Tak, kocham go, ufam mu i wiem, że on mnie kocha prawdziwie. Mamy nieporównywalnie lepsze porozumienie niż kiedyś.
Nie zastanawiam się czy zrobi to po raz kolejny, wogóle nie myślę o tym, nie myślę o tym co było i dlatego wygrałam, nie dałam się przeszłości, nie mam w sobie lęku.
Ze sferą intymną jest również ok.
My zbudowaliśmy nowy związek, nie odbudowaliśmy starego, to bardzo duża różnica.
Podkreślam, mój mąż jest alkoholikiem, teraz już niepijącym, gdy melanżował z panienkami miał trzyletni kasacyjny nawrót alkoholizmu. To choroba, zupełnie zmienia człowieka, świadomość. To się leczy, nie wszystko można wytłumaczyć alkoholizmem ale na bardzo wiele spraw ma wpływ ta choroba. Kto nie był blisko z alkoholikiem, nie odbył terapii to tego nie zrozumie.
Przepraszam, później przeczytam wasze wypowiedzi.
Teraz napiszę o tym co czuję, żeby za bardzo nei sugerowac się tym co piszecie.
Tylko tak od siebie z wnętrza.
Czuję się batdzo skrzywdzona, czuję żał i złośc za całą krzywdę dzieci.
Za to, że zostały odarte z domu jaki miały.
Może to nie był najlepszy mąż
Złość daje motywację do działania.
moniaCo napisał/a:Zgodze się z przedmówczyniami, że można sobie ulzyć, rozpuszczając nieciekawe opinie o kochance.....fajnie to opisała Endaluzja:-)
Ale to nie ma być po to, żeby sie mąż opamiętał...bo on tego sam musi chcieć!
A co do bycia tatusia z dziećmi przy wspólnych posiłkach, świętach itp.
Bet sama pisała, że jej starszy syn nie ma zupełnie szacunku do ojca...i nie sądze żeby go kręciły te wspólne śniadanka...
Widzi jaką krzywdę robi jego matce i cierpi! Młodsze dzieci jeszcze może tego nie rozumieją, ale czuja napiętą atmosfere na pewno!
Ojciec musi byc autorytetem, oparciem dla dzieci. Wtedy jest szansa na cokolwiek!Monia a ty po raz kolejny nie rozumiesz, nie wiem, może rozrysować to? Ja nie piszę o wspólnych śniadankach u Bet.
U mnie nie ma problemu braku szacunku córki do męża czy męża do mnie, mojego do męża. Szanujemy się wzajemnie i dbamy o siebie. Obecność tatusia przy śniadaniu dla mnie jest ważna tym bardziej, że tatuś chce być i pracuje na tę obecność swoim postępowaniem, więc dlaczego nie?
Że syn Bet ojca nie szanuje to całkowicie zrozumiałe, dzieci są doskonałymi obserwatorami, to papierki lakmusowe, chłoną wszystko, to nie tylko brak szacunku do ojca, to również przejmowanie wzorców zawiązku, życia.
U Bet jest jeszcze jedna sprawa.
Bet chce aby rozstał się z kochanką ale nie wyobraża sobie mieszkać z nim, raczej czasem się spotykać. To trudne, raczej mało możliwe do realizacji. Pilnować go? Sprawdzać? Nie zgadzać się na wspólne mieszkanie a tym samym odbudowanie więzi rodzinnych? Tu też według mnie jest problem, skończy romans i co?
W tej sferze widzę rozbieżność u Bet, warunki mieszkaniowe do słaby argument dla mnie.
Doskonale rozumiem...wbrew twojej opinii o mnie...wcale nie miałam na myśli samych sniadanek! Nie zrozumiałas moich myśłi!
Właśnie o te wzorce chodzi, o wspólna prace nad związkiem... jeśli oboje pracują nad tym, żeby rodzina była razem ...tylko wtedy ma to sens!
A tu jest samotna walka bet! Mężowi wszystko wisi...
Tu akurat się zgadzamy: wspólna praca tak.
Terapeuta powiedział mi: rób coś dla siebie, cokolwiek ale rób, nie czekaj.
Witaj bet. Przytulam cię mocno. Ja dwa miesiące temu przeżywałam kolejne kłamstwo mojego partnera. On też pododbno skończył z tamtą, wybaczyłam, postanowiliśmy wreszcie zalegalizować nasz związek. Po miłych wspólnych świętach wydało się, że to dalej trwa.
Mnie najbardziej wtedy przeraziła nieodwracalność sytuacji. Uświadomienie sobie, że chociaż w jakiś sposób dalej bym chciała tego związku, rodziny dla naszej córki - to już się tego nie da skleić.
Też mam taki trochę stan zawieszenia- bo on pracuje daleko, nie chce rozmawiać np. o zabraniu swoich rzeczy i ustaleniu alimentów, czy konkretnych deklaracji co do opieki nad dzieckiem (a nie tylko wtedy jak mu wygodnie), nie chce porozmawiać z córką, że już z nami nie będzie mieszkał.
Moja szarpanina trwała rok. Nie byłam, a w zasadzie kompletnie rozchwiane emocje nie pozwalały mi słuchać rad matki czy przyjaciół. Wiedziałam, że nie powinnam się z nim kontaktować, ale raz na parę dni musiałm zadzwonić. To było silniejsze ode mnie.
Widzę po twoich postach, że jesteś w strasznym stanie. Najpierw musisz się wyciszyć, musisz stłumić te uczucia. Może pogadaj z psychiatrą o jakiś psychotropach. Musisz myśleć racjonalnie Bet.
Krynolina,
Zgadzam sie z toba calkowicie...
Z KAZDYM twoim zdaniem.
Wszystie twoje spostrzezenia sa bardzo trafne.
BET,
Dluga droga przed toba...
Rozmowy z kochanka sobie daruj.
Maz wezmie cie za natreta, za psychicznie chora babe...
Moja Ciotka jest zdradzana, i sledzila kochanke wujka, nekala ja...
Wiesz jak wyglada ich zycie, wujek rozstal sie z kochanka... i nienawidzi swojej zony, osmiesza ja wyzywa od natretow
maja kilkoro dzieci, i juz drugi rok trwa ich rozwod
mieszkaja razem, a dzieci sa jak cienie normalnych dzieci...
niech ci o da do myslenia.
I nie radze ci sluchac przyjaciol, oni nie zawsze radza dobrze, czesto kieruja sie emocjami a nie rozumem.
ale patowa sytuacja
Jestem bardzo zmęczona.
Przepraszam jesli robię błedy, od 3 nocy nie śpię. Litery mi się zamazują.
Skończyłam 3 godzinną rozmowę z mężem.
Jest uzależniony.
Pokazałm mu biling za tel.
Wreszcie chyba rozmawaił szczerze.
Ma tą laskę gdzieś. Jak nie ta to inna.
Określił siebie jak narkoman na głodzie.
Najpierw markowe trunki a potem jak braknie to i atrament.
Nie będę opisywać wszystkiego.
Jest o tyle dobrze, że wie że ma problem i chce się leczyć.
Mówi, straciłem swoją tożsamość.
I jeszcze inne.
Kiedy trafiłam do psycholog we wrześniu 2011 powiedziała, że prawdopodobnie jest uzależniony. Jedno uzależnienie przeszło w inne.
Tylko co to dla mnie za pocieszenie.
Nie ma tam miłości , więzi...
Mówi, że zawala pracę, do niczego się nei przykłada itd...
Może w końcu przyda się rodzina. Kuzyn ma kliniki psychiatryczne, ma dobrych specjalitów.
Doradziłam mu, żeby się tym jak najszybciej zajął i równocześnie jakimiś innymi metodami ( hipnoza).
Co z tego, że nie chce z nią być. Na głodzie pojedzie.
Nie chce mu się nawet do niej dzwonić.
Myślał, ze tych połaczeń jest dużo mniej.
Autentycznie był tym zdziwiony. Nie mam obrazu z drugiej strony.
Ona przyznał, że ma zaburzenia psychiczne. Zresztą wie o tym, bo inna by już się zorientowała, że coś jest nie tak.
Mnie to sugerowała psycholog.
Cała rodzina kwalifikuje się na terapię u psychologa ( może na razie bez maluszka).
To co mi mówił to już właściwie powiedziała mi psycholog.
Tylko może innaczej usłyszeć potwierdzenie od niego.
Dla mnie tego koszmaru jest za dużo.
Za bardzo czuję kiedy jest z nią. Za bardzo jestem z nim związana.
Teraz bardziej to dostrzegam.
Jestem wyrozumiała, ale co to zmienia - uzależnienie.
Ja cierpię. Może trochę mniej.
Za psycholog staram się nie brać tego tak do siebie.
Co dalej ... będę się jej radziła. To znaczy źle to ujęłam, bo ona nie doradza... ale nie ważne.
Ja się za tamtą nie zabrałam. Ale teść tak.
Jak nie może się do męża dodzwonić, to wydzwania do niej.
Ale się wkurzył.
Już mężowi zapowiedział, że jak klienci nie będą się mogli do niego dodzwonić to poda numer tel do niej.
Mam kolejny fatalny dzień z głowy. Nic pozytecznego nei zrobiłam.
Podczas moej rozmowy dzieci zrobiły taki bałagan, że mam kilka godzin sprzątania.
Ale to chyba oleję. Pójdę spać.
Oby udało mi się tę noc przespać. Jęśli nie będzie z nią, to jest szansa, że nie będę tego czuła.
Alkohol, seks.
Mnei jeszcze martwią wydatki, nad którymi chyba nie panuje.
Ja idę do psycholog w piatek.
Muszę zadbać o siebie , żeby w tym nie zginąć.
Bardzo dużó mnei to kosztuje. 100 zł/h.
Czasem jestem dwie i pół.
W tym tygodniu byłam już godzinę.
Zaraz ja się uzależnię od pasycholga...
Ale w sume to bez jej wytłumaczenia mi pewnych mechanizmów , naprowadzenia mnie to nie wiem co by ze mną było. Ale z pewnością jeszcze gorzej.
Powinnam ją uważniej słuchać. A 50, 45 % czasu ja mówię.
Może dzięki temu mogła zwróciła uwagę na pewne problemy.
Oby udało mi się tę noc przespać. Jęśli nie będzie z nią, to jest szansa, że nie będe tego czuła
Bet... W co ty grasz. Co ty robisz.
To teraz czujesz jak oni sie rzna? Wyczuwasz takie rzeczy? Tak jestes z nim Połączona?
Bet to jest twoje kolejne usprawiedliwienie zależności od niego.
Bo przecież nie mozesz sie uwolnić od czegoś co jest twoim odczuwaniem prawda??
Gdy nie ma już żadnego powodu by wiązać sie z tym człowiekiem ty znalazłas sobie kolejna wymowke. Połączenie poza świadomością...
Twój mąż jest niewinny bo nie wiedział ze dzwonił do niej był z nią. To znaczy wiedział ale nie wiedział ze aż tak.
Gdybyś sie nie dowiedziała bet byłoby tak jak przedtem.... Dalej byś go wpuszczala do domu zeby poudawał rodzinke...
On jest uzależniony. To rozumiesz już. Więc rozumiesz już ze w takim razie ty jestes współuzalezniona...
I właśnie wypracowujesz sobie kolejny mechanizm współuzaleznienia.
Bet moja Kochana,
przegapiłam całą sprawę - przepraszam. Przykro mi, że tak się stało.
Zwróć uwagę na swój stan emocjonalny. Jak wszystko wyszło na jaw - dół totalny, "szybka" depresja, krótka rozmowa z nim - już spokój.
Przepraszam za wyrażenie- jednak to moje zdanie - on Ci robi sieczkę w głowie. Fakt jest uzależniony, ale jego to NIE tłumaczy. Jeżeli jest tego świadomy, to czemu się nie leczy, bo jemu jest wygodnie.
Zobacz co się stało -wydał się kolejny etap romansu, Ty złość, płacz, czarna rozpacz (masz prawo do wszystkich uczuć), on dzwoni i coś tam gada (dosłownie), a Ty na to, ok,to przecież choroba. Bet tak nic nie zyskasz. Sama się zatracisz.
Zmień psychologa - proszę Cię o to - dosłownie. Czemu on tłumaczy jego zachowania? W czym Ci to pomaga - chyba tylko w akceptowaniu rzeczywistości, przyjmowaniu ochłapów. Jednak nie pomaga Ci iść na przód.
Jesteś mądrą, piękną kobietą. Odpowiada Ci mąż, to bądźcie razem, ale na razie on wciąż gra Ci na nosie. Robi wszystko co chce, a Ty wbrew pozorom dajesz przyzwolenie. Musisz wyznaczyć granice, jak zostaną przekroczone to koniec - każdy w swoją stronę.
Bet!
Skóra mi cierpnie jak czytam Twoje kolejne tłumaczenia jego koorestwa....
Bet, najlepsi specjaliści od współuzależnienia są w poradniach uzależnień
są za darmo, psycholog, terapia tylko trzeba chcieć, przestać się wstydzić...
to samo dotyczy leczenia alkoholizmu http://www.parpa.pl/
jeszcze nikt nie wyleczył alkoholizmu hipnozą
Jak wszystko wyszło na jaw - dół totalny, "szybka" depresja, krótka rozmowa z nim - już spokój.......
wydał się kolejny etap romansu,Ty złość, płacz, czarna rozpacz (masz prawo do wszystkich uczuć), on dzwoni i coś tam gada (dosłownie), a Ty na to, ok,to przecież choroba. Bet tak nic nie zyskasz. Sama się zatracisz.
To co napisała zagubiona w pełni oddaje Twoje zachowanie.
Jaki to ma sens? Do czego Cię doprowadzi?
Bet
Trzymam za Ciebie kciuki i bardzo Ci współczuje. Jednak to co napisały dziewczyny to wszystko prawda. On przyjechał do Ciebie zgasić pożar. Ja to dobrze znam z własnego doświadczenia. Już w sobotę napisałam Ci, ze jak wróci to będziesz się cieszyła pozornym "szczęściem". wszystkie chciałybyśmy, żeby Ci się ułożyło z mężem. Wszystkie też widzimy w jego zachowaniu schemat zachowania naszych facetów. Kłamstwa, kłamstwa i jeszcze raz kłamstwa. To przykre ale dobrocią niestety nic z nim nie zdziałasz. A skoro tych połączeń było tyle to nigdy nie uwierzę, że on nie szuka z nią kontaktu tylko ona z nim.
Mam nadzieję, że już spisz. Wyśpij się wreszcie, wycisz i jutro może inaczej spojrzysz na wszystko.
Bet,
po tym co napisalas...
co powiedzial ci maz to juz jakas masakra.
jesli naprawde jest tak uzalezniony... to czeka cie meczarnia, a nie zycie
Zycie, przy ktorym zdrada to pikus...
Wiem, co mowie, bo moj Tata jest uzalezniony od lat od roznych rzeczy ... a mam wrazenie, ze im jest starszy to coraz mnie poradny...
Twoj Maz Wyssie z ciebie cala energie, a na koniec i tak odejdzie...
jak nie za rok, to za 2 - 5, lub przyjdzie dzien, ze bedziesz sie modlil by zniknal z twojego zycia
PS
Takie uzalenienie nie pojawia sie od tak ... z nikad....
Musial przynajmniej byc 'podobny' w wielu zachowaniach od lat ?????
czy od lat jest uzalezniony od uzywek ???????????
I to on musi chciec sie leczyc... on nie ty i tesc
jak narazie to robi wszystko by chronic swoj tylek... i nic poza tym
Bet,
zmien psychologa i nie traktuj go jak wyroczni,
sama cie namawialam bys poszla...
ale tu na forum, ludzie dadza ci serio podobne rady
zachowaj balans
,,Wreszcie chyba rozmawaił szczerze.
Ma tą laskę gdzieś. Jak nie ta to inna.
Określił siebie jak narkoman na głodzie. ''
Jesli tak mysli o tej kobiecie, to na 99,99% tak samo mysli o tobie ...
bo po tym jak cie traktuje ( w moim odczuciu gorzej niz ja )....
no mowi samo za siebie... nie bede konczyc
pozew o alimenty dobrze mu zrobi odzyska szybko tozsamosc i sobie przypomnie ile ma dzieci i kogo za malzonke w dowodzie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Opadły mi ręce. W sumie, Bet, budzi tylko bezsilność. Nie ma sensu pisać do niej w pierwszej osobie, bo ona nie słucha i nie czyta ze zrozumieniem tego, co jej piszecie/piszemy.
Napisałam wczoraj, że Bet ma specyficzny sposób snucia opowieści - w bardzo szczególny sposób się usprawiedliwia, albo poprzez argument: "no wiem, że jest jakośtam, ale to nie moja wina, mnie należy żałować, ja cierpię", albo takimi wpisami jak dziś. O czym tak naprawdę napisała Bet? Udzieliła między wierszami odpowiedzi na nasze wołania o zmianę psychologa. My napisałyśmy, że psycholog jest do wymiany, a ona oczywiście ignorując nas, opisała jak to jej pomaga, jak jest jej potrzebny, jak sam odkrył tyle rzeczy na temat męża i kochanki (to ostatnie to już zupełny sukces, żeby postawić diagnozę z dziesiątej ręki) i ile to on kosztuje, jaka Bet biedna, potrzebuje go, a jest drogi. TA odpowiedź, to stały styl udzielania się tutaj Bet.
Tego, co ma do powiedzenia o męzu szkoda komentować. Mąż był przez pięć minut szczery, to przecież powód do radości. A ja powiem krótko: zdradzający mąż, ktory nie chce walczyć o rodzinę to już powód do rozstania. Mąż zdradzający i uzależniony, to tylko większy powód, żeby uciekać gdzie pieprz rośnie. Bet pisze, że cała rodzina nadaje się na terapie. Czy ona rozumie, że tu mowa o wieloletnim procesie? Zanim dogada najstarsze dziecko z mężęm, musi "ponaprawiać" męża, siebie, małżęństwo itd. Po drodze będą wzloty i upadki (jak dla mnie jedynie upadki, bo stawiam w ciemno, że za kilka dni mąż Bet znowu się upłynni. Moim zdaniem w tej calej historii nie doceniamy też roli teścia i jego dziwnego stosunku do syna), i trzeba będzie do tego siły i chęci. Dlatego pytam: jaka terapia? Bet wychowuje dzieci w patologii. Robią im z mężem krzywdę (zastanówmy się ile osób na tym forum upatruje woich dzisiejszych problemów w domach podobnych do domu Bet?) i naprawdę miarą dbania o dzieci nie jest to, że Bet jest przykro, że dzieci to widzą, ale że dopuszcza by widziały.
Możecie oczywiście mnie zakrzyczeć, że Bet wymaga pomocy, przytulenia, nie należy jej dołować itd. Uważam, że należy jej się już nie przytulenie, ale porządny kop w de. I to od nas, od psychologa itd. Bet jest przynajmniej współuzależniona i nie zamierza nic zmienić. Przytulanie jej, pisanie miłych słówek itd, powoduje, że dalej testuje na nas technikę wzbudzania litości. A teraz ma ciężkie życie nie z powodu męża, ale własnej niezdolności do zrobienia czegokolwiek. I, tak jak wczoraj, sądzę, że zamiast na mężu, teściu, kochance, powinna skupić się na sobie i dzieciach. I tych ostatnich używać nie do zasłaniania się (jak np. wczoraj, gdy pisała, że szkoda jej dzieci, że to widzą, jakby nie od niej, ale od Ducha Świętego zależało, by tego nie widziały), ale naprawdę zadbania o nie, ochronienia ich i zajęia się nimi.
I powtórzę, że powinna zmienić psychologa.
Opadły mi ręce. W sumie, Bet, budzi tylko bezsilność. Nie ma sensu pisać do niej w pierwszej osobie, bo ona nie słucha i nie czyta ze zrozumieniem tego, co jej piszecie/piszemy.
Napisałam wczoraj, że Bet ma specyficzny sposób snucia opowieści - w bardzo szczególny sposób się usprawiedliwia, albo poprzez argument: "no wiem, że jest jakośtam, ale to nie moja wina, mnie należy żałować, ja cierpię", albo takimi wpisami jak dziś. O czym tak naprawdę napisała Bet? Udzieliła między wierszami odpowiedzi na nasze wołania o zmianę psychologa. My napisałyśmy, że psycholog jest do wymiany, a ona oczywiście ignorując nas, opisała jak to jej pomaga, jak jest jej potrzebny, jak sam odkrył tyle rzeczy na temat męża i kochanki (to ostatnie to już zupełny sukces, żeby postawić diagnozę z dziesiątej ręki) i ile to on kosztuje, jaka Bet biedna, potrzebuje go, a jest drogi. TA odpowiedź, to stały styl udzielania się tutaj Bet.
Tego, co ma do powiedzenia o męzu szkoda komentować. Mąż był przez pięć minut szczery, to przecież powód do radości. A ja powiem krótko: zdradzający mąż, ktory nie chce walczyć o rodzinę to już powód do rozstania. Mąż zdradzający i uzależniony, to tylko większy powód, żeby uciekać gdzie pieprz rośnie. Bet pisze, że cała rodzina nadaje się na terapie. Czy ona rozumie, że tu mowa o wieloletnim procesie? Zanim dogada najstarsze dziecko z mężęm, musi "ponaprawiać" męża, siebie, małżęństwo itd. Po drodze będą wzloty i upadki (jak dla mnie jedynie upadki, bo stawiam w ciemno, że za kilka dni mąż Bet znowu się upłynni. Moim zdaniem w tej calej historii nie doceniamy też roli teścia i jego dziwnego stosunku do syna), i trzeba będzie do tego siły i chęci. Dlatego pytam: jaka terapia? Bet wychowuje dzieci w patologii. Robią im z mężem krzywdę (zastanówmy się ile osób na tym forum upatruje woich dzisiejszych problemów w domach podobnych do domu Bet?) i naprawdę miarą dbania o dzieci nie jest to, że Bet jest przykro, że dzieci to widzą, ale że dopuszcza by widziały.
Możecie oczywiście mnie zakrzyczeć, że Bet wymaga pomocy, przytulenia, nie należy jej dołować itd. Uważam, że należy jej się już nie przytulenie, ale porządny kop w de. I to od nas, od psychologa itd. Bet jest przynajmniej współuzależniona i nie zamierza nic zmienić. Przytulanie jej, pisanie miłych słówek itd, powoduje, że dalej testuje na nas technikę wzbudzania litości. A teraz ma ciężkie życie nie z powodu męża, ale własnej niezdolności do zrobienia czegokolwiek. I, tak jak wczoraj, sądzę, że zamiast na mężu, teściu, kochance, powinna skupić się na sobie i dzieciach. I tych ostatnich używać nie do zasłaniania się (jak np. wczoraj, gdy pisała, że szkoda jej dzieci, że to widzą, jakby nie od niej, ale od Ducha Świętego zależało, by tego nie widziały), ale naprawdę zadbania o nie, ochronienia ich i zajęia się nimi.
I powtórzę, że powinna zmienić psychologa.
Opadły mi ręce. W sumie, Bet, budzi tylko bezsilność. Nie ma sensu pisać do niej w pierwszej osobie, bo ona nie słucha i nie czyta ze zrozumieniem tego, co jej piszecie/piszemy.
Napisałam wczoraj, że Bet ma specyficzny sposób snucia opowieści - w bardzo szczególny sposób się usprawiedliwia, albo poprzez argument: "no wiem, że jest jakośtam, ale to nie moja wina, mnie należy żałować, ja cierpię", albo takimi wpisami jak dziś. O czym tak naprawdę napisała Bet? Udzieliła między wierszami odpowiedzi na nasze wołania o zmianę psychologa. My napisałyśmy, że psycholog jest do wymiany, a ona oczywiście ignorując nas, opisała jak to jej pomaga, jak jest jej potrzebny, jak sam odkrył tyle rzeczy na temat męża i kochanki (to ostatnie to już zupełny sukces, żeby postawić diagnozę z dziesiątej ręki) i ile to on kosztuje, jaka Bet biedna, potrzebuje go, a jest drogi. TA odpowiedź, to stały styl udzielania się tutaj Bet.
Tego, co ma do powiedzenia o męzu szkoda komentować. Mąż był przez pięć minut szczery, to przecież powód do radości. A ja powiem krótko: zdradzający mąż, ktory nie chce walczyć o rodzinę to już powód do rozstania. Mąż zdradzający i uzależniony, to tylko większy powód, żeby uciekać gdzie pieprz rośnie. Bet pisze, że cała rodzina nadaje się na terapie. Czy ona rozumie, że tu mowa o wieloletnim procesie? Zanim dogada najstarsze dziecko z mężęm, musi "ponaprawiać" męża, siebie, małżęństwo itd. Po drodze będą wzloty i upadki (jak dla mnie jedynie upadki, bo stawiam w ciemno, że za kilka dni mąż Bet znowu się upłynni. Moim zdaniem w tej calej historii nie doceniamy też roli teścia i jego dziwnego stosunku do syna), i trzeba będzie do tego siły i chęci. Dlatego pytam: jaka terapia? Bet wychowuje dzieci w patologii. Robią im z mężem krzywdę (zastanówmy się ile osób na tym forum upatruje woich dzisiejszych problemów w domach podobnych do domu Bet?) i naprawdę miarą dbania o dzieci nie jest to, że Bet jest przykro, że dzieci to widzą, ale że dopuszcza by widziały.
Możecie oczywiście mnie zakrzyczeć, że Bet wymaga pomocy, przytulenia, nie należy jej dołować itd. Uważam, że należy jej się już nie przytulenie, ale porządny kop w de. I to od nas, od psychologa itd. Bet jest przynajmniej współuzależniona i nie zamierza nic zmienić. Przytulanie jej, pisanie miłych słówek itd, powoduje, że dalej testuje na nas technikę wzbudzania litości. A teraz ma ciężkie życie nie z powodu męża, ale własnej niezdolności do zrobienia czegokolwiek. I, tak jak wczoraj, sądzę, że zamiast na mężu, teściu, kochance, powinna skupić się na sobie i dzieciach. I tych ostatnich używać nie do zasłaniania się (jak np. wczoraj, gdy pisała, że szkoda jej dzieci, że to widzą, jakby nie od niej, ale od Ducha Świętego zależało, by tego nie widziały), ale naprawdę zadbania o nie, ochronienia ich i zajęia się nimi.
I powtórzę, że powinna zmienić psychologa.
dokladnie TAK
Krynolina,
Tobie ręce opadają. Myślę, że wszystkim opadają. Ale widocznie o to tu chodzi. Dziewczyna koniecznie chce zafundować sobie i dzieciom sytuację, w której nikt normalny nie chcial by się znaleźć. I po co? W imię czego? Strachu przed samotnością.
Ja już przestalam to wszystko sledzić, bo po co? Jak to caly czas to samo. Ale skoro bet pisze to samo to ja jeszcze raz pozwolę siebie powtórzyć. Zacznij szanować siebie, zacznij żyć swoim życiem i życiem swoich dzieci. Bet, Ty nie ratujesz rodziny, Ty pogrążasz siebie i dzieciaki.
Przeczytałam w nocy i mnie poraziło totalnie a że akurat mój mąż przyjechał z Londynu to mu pokazałam ostatni post Bet bo nie zdzierżyłam. I co? Powiedział tylko jedno: gdybyś Ty nadal była tak głupia i naiwna to nie byłbym tu a na cmentarzu albo w jakiejś agencji.
Ja nie wiem co napisać ale mój mąż ma rację, mój mąż niepijący już alkoholik wie co mówi bo też stosował takie same manipulacje, miny biednego skrzywdzonego chłopczyka, tłumaczył siebie uzależnieniem, korzystał dopóki byłam tak naiwna.
Mnie szokuje rzecz: Bet tak dogłębnie analizuje postępowanie męża, rozkłada na czynniki pierwsze telefony, smsy, gesty męża, jego tłumaczenie, ciągoty do kochanki, co powiedział, gdzie był...
A gdzie jest Bet? W czarnej doopie.
Bet, dlaczego nie przeanalizujesz tak dogłębnie siebie, swojego współuzależnienia?
Jaka hipnoza dla męża? Wy chcecie iść na skróty w leczeniu uzależnienia chcecie iść na łatwiznę.
Nie ma drogi na skróty w terapii uzależnienia jakiegokolwiek i to powie Wam każdy lekarz, terapeuta, to z góry skazane na niepowodzenie. Leczenie uzależnienia to nie pójście do butiku i zakup drogiego ubrania aby polepszyć sobie samopoczucie.
Bardzo, bardzo często leczenie uzależnienia męża zaczyna się od pójścia żony na prawdziwą terapię dla współuzależnionych, grupę Al annon, pod wpływem uczestnictwa w tych grupach żona zmienia swoje postępowanie czym niejako zmusza męża do pójścia na terapię dla uzależnionych.
Wyjście z nałogu to nie pstryknięcie palcem, hipnoza i już!!! To ciężka, żmudna praca każdego dnia miesiącami, latami. Ale co my tam wiemy
Przecież Ty znasz lepiej swojego męża.
Nie, nie znasz lepiej, to uzależniony człowiek TAKI SAM jak menel z pod mostu czy z kanałów. Oprawa zewnętrzna tu nic nie zmienia. Nie wiesz nic o uzależnieniach.
Jaka hipnoza? Śmiech na sali.
Ale Bet nie chce zmienić siebie, chce aby mąż się zmienił ot tak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Ale niestety, bez pracy nie ma kołaczy. Pójście na łatwiznę nic nie da a Wy nie chcecie włożyć żadnego wysiłku w zdrowienie rodziny, nic samo się nie zrobi.
Część osób odczuwa ekstazę w zadawaniu sobie cierpienia, może tak tu jest.
Przykre to, ostatni post pokazał cały obraz związku Bet, Jej drogi na przyszłość.
Chciałam pomóc ale ktoś tej pomocy nie chce. Przez telefon nie dajesz mi możliwości przekazania tego co chcę, myślę, wyrzucasz stek nic nie znaczących informacji o nim a 5% o sobie. Rozumiem, że chcesz upuścić pary ale to za mało.
Majusia: Bet się musi leczyć, najpierw Bet aby ratować siebie i dzieci. Mąż również ale najpierw Bet bo przy niej są dzieci i to ona jest teraz za nie odpowiedzialna a po przez jej stosunek do męża mąż na tak wiele sobie pozwala. Bet pozwala na to aby mąż postępował z nią tak jak postepuje. Taka jest prawda.
Obawiam sie , ze zarowno w mezu Bet jak i w niej samej jest za malo pokory, aby przyjac do wiadomosci, to co ma do zaoferowania terapia dla osob uzaleznionych i wspoluzaleznionych.
Moze jeszcze obydwoje potrzebuja bardziej tragicznych doswiadczen!
Bet - zdobycie wiedzy w temacie uzaleznienia i wspoluzaleznienia to podstawa.
HIPNOZA - i pisze to inteligentna kobieta - BZDURA totalna.
TO PRACA DO KONCA ZYCIA!!!
headstrong, mogłabym się podpisać pod tym co napisałaś
Chyba nie ma mocniejszego wątku ku przestrodze dla innych. Prawdziwe memento dla wszystkich ogłupiałych i manipulowanych kobiet. Zobaczcie co się dzieje, gdy jesteśmy za słabe by postawić granice i zawalczyć o siebie i dzieci. Nie piszę tego absolutnie z pozycji wyższości, bo nie mam się czym wywyższać i dylematy Bet są mi w jakiś sposób bliskie. Ale na mnie ta historia podziałała jak kubeł zimnej wody na głowę, a już się zaczynałam łamać, rozmyślać i wspominać, bo idą święta, a on chce przyjechać i moim kosztem stwarzać pozory rodziny. Szkoda gadać.
Bet, dzięki Tobie powiedziałam NIE. NIGDY WIĘCEJ.
Chyba nie ma mocniejszego wątku ku przestrodze dla innych. Prawdziwe memento dla wszystkich ogłupiałych i manipulowanych kobiet. Zobaczcie co się dzieje, gdy jesteśmy za słabe by postawić granice i zawalczyć o siebie i dzieci. Nie piszę tego absolutnie z pozycji wyższości, bo nie mam się czym wywyższać i dylematy Bet są mi w jakiś sposób bliskie. Ale na mnie ta historia podziałała jak kubeł zimnej wody na głowę, a już się zaczynałam łamać, rozmyślać i wspominać, bo idą święta, a on chce przyjechać i moim kosztem stwarzać pozory rodziny. Szkoda gadać.
Bet, dzięki Tobie powiedziałam NIE. NIGDY WIĘCEJ.
moze...to okrutne...co teraz napisze
ale wszystko dzieje sie po cos
.
Bet
A ja zadam Ci tylko jedno pytanie. Kiedy Ci było lepiej? Wtedy kiedy odszedł, byłaś na niego wściekła i nie interesowałaś się jego życiem? Czy teraz kiedy masz pozorny kontakt, okruchy "szczęścia"? Jeżeli mimo wszystko powiesz, że teraz to brnij w to wszystko ale miej świadomość, że tak już będzie wyglądało Twoje życie.Wieczny rollercoster.
Bet
A ja zadam Ci tylko jedno pytanie. Kiedy Ci było lepiej? Wtedy kiedy odszedł, byłaś na niego wściekła i nie interesowałaś się jego życiem? Czy teraz kiedy masz pozorny kontakt, okruchy "szczęścia"? Jeżeli mimo wszystko powiesz, że teraz to brnij w to wszystko ale miej świadomość, że tak już będzie wyglądało Twoje życie.Wieczny rollercoster.
No nie wiem, czy tak po prostu może sobie brnąć. Jak ktoś się uparł, żeby sobie powoli odcinać nogi tępą żyletką, to fakt - niewiele można zrobić. Musiałby sam chcieć. Ale tu są dzieci, które na to patrzą. Dla których ten dom będzie wzorem i normą, z którą wejdą w dorosłość. Ojciec przemocowiec, kłamca, zdrajca, taplający się w uzależnieniu, nie poczuwający się do odpowiedzialności za dzieci i matka wpatrzona w niego jak by był wzorem wszelkich cnót. Matka, dla której nie ona sama, nie dzieci, ale ten przemocowiec jest "częścią świętej osi i środkiem kręgosłupa". Który może z nią zrobić co tylko zechce, zastosować każdą przemoc, a ona i tak koniec końców mu obiadek zaniesie i do łóżka przyjmie. Bet jest za dzieci odpowiedzialna, a jak tu słusznie zauważono wyżej, tworzy obecnie dzieciom tę patologię razem z mężem. Ponieważ się jej nie przeciwstawia.
Przepraszam, że się wtrącam, ale czytam na bieżąco i już nie wytrzymałam...
Ale ja nie namawiam absolutnie jej do pozostawienia status quo. Bet sama musi podjąć decyzję czego chce. Może odpowiadając sobie na to pytanie podejmie dobrą dla siebie decyzje. Dobrze wiemy, ze tylko Bet możne sobie pomóc, nikt inny, żadna z nas.
Ale ja nie namawiam absolutnie jej do pozostawienia status quo. Bet sama musi podjąć decyzję czego chce. Może odpowiadając sobie na to pytanie podejmie dobrą dla siebie decyzje. Dobrze wiemy, ze tylko Bet możne sobie pomóc, nikt inny, żadna z nas.
Oczywiście, zależne jest to tylko od niej. A nie od jej męża, jak cały czas zdaje się myśleć. Mówię tylko, że decyzji nie może podjąć jedynie na podstawie tego, czego ona chce i jak jej będzie (w jej mniemaniu) lepiej, ale też jak będzie lepiej (ale naprawdę, obiektywnie lepiej) dla dzieci. Pytanie, czy Bet obecnie jest w stanie racjonalnie ocenić, co dla dzieci lepsze będzie. Moim zdaniem nie. Jest zbyt silnie, głęboko uzależniona od męża i potrzebna jest jej fachowa pomoc. Fachowa, a nie jakaś psycholożka analizująca domniemane przypadłości kochanki zamiast skupiania się na Bet.
a ja czytam ten wątek od samego początku. i od początku coś intuicja mi podpowiadała i wciąż wstrzymywałam się z "radzeniem" bet. czekałam jak rozwinie się sytuacja i teraz w zasadzie widzę czarno na białym. wszyscy "wyginają śmiło ciało" główkują wypruwają swoje wnętrzności starają się swoim doświadczeniem i wiedzą pomóc osobie która ABSOLUTNIE TEJ POMOCY WCALE OD WAS NIE CHCE, MAŁO TEGO MANIPULUJE WAMI ŻE AŻ MIŁO. nie wiem Bet czy robisz to na poły świadomie czy też zupełnie nie świadomie (nie pisze o celowym działaniu bo nawet ja nie chcę tego przyjąć do wiadomości ot naiwność i wiara w ludzką uczciwość). niektórzy nie zauważyli jak zostali wciągnięci w grę bet. bet w tej chwili można by rzec uprawia "sztukę dla sztuki" przemycając w swoich treściach wszelkiej maści manipulacje zamazywania obrazu rzcezywstości by samej utwierdzać się w tym. gra przy tym skrzywdzoną ofiarę własnego męża jednocześnie manipulując otoczeniem by uzyskać to na czym jej naprawdę zależy. bet w swym zachowaniu przypomina rasowego alkoholika który by zaspokoić swoje potrzeby wspina się na wyżyny własnych intelektualnych zdolności. mam pewną teorię dlaczego tak się dzieje ale nie będę jej przytaczać bo nie ma sensu jątrzyć ale myślę że jak co poniektzórzy "obudzą" się sami wyczytają tą motywację między wierszami. zresztą nie raz bet pisała że pisanie na forum jakby pamiętnika jej pomaga. więc nie o pomoc tu chodzi a o wyrzucenie z siebie frustracji złości i innych przyciężkich emocji. a to że inni wzieli sobie słowa do serca i zechcieli włożyć wysiłek by jej pomóc no cóż tak bywa. dlaczego to piszę ano dlatego że kiedyś też wypruwałam sobie flaki by pomóc jednej osobie w jej niedoli aż zesłano na mnie oświecenie i już nigdy nie było jak przedtem bo wreszcie zrozumiałam że o żadną pomoc nie chodziło a o masę innych rzeczy. poza tym miałam bogatego męża i po rozwodzie mój status majątkowy uległ diametralnemu pogorszeniu i też "bardzo go kochałam". oj jak ja go kochałam. hmmmm......
Psychologa na razie nie zmienię.
Nie teraz. Może coś nie tak przekazuję, ale byłam kiedyś u innej i mi nie pasowało.
Ok, bardzo mnie martwi to co przeczytałam.
To, że tak beznadziejnie jestem postrzegana, albo może taka beznadziejna jestem.
Tak, po rozmowie z mężem czuję się lepiej. Chociaż wiem, ze to na moment.
Plus taki, że spałam.
To, że się usprawiedliwa nie zmienia faktu jak się czuję i co się stało.
Nie zmienia faktu, że mnie nie szanuje tak jak nie szanuje siebie.
Nie zmienia faktu, że też kiedyś poznałam co to jest uzależnienie.
Wyczuwam, jestem świadoma , że mam pewne problemy.
Chcę przede wszystkim pomóc sobie.
To, ze piszę o mężu i jest on dla mnie taki ważny wynika prawdopodobnie z moich problemów.
Kiedy jestem sama z małymi dziećmi trudno zachować uśmiech na twarzy przez cały czas.
Tak, bezbłędnie wyczuwam kiedy on do niej dzwoni lub są razem.
Chciałabym, żeby tak nie było.
Przechodziłam to będąc w ciąży. Bałam się jak to się odbije na dziecku.
Budziłam się w nocy. Czułam w dzień.
Potem było lepiej.
Od jakiegoś czasu się to nasiliło. Kiedy na to pozwoliłam, kiedy pojawiła się nadzieja.
Mam wrażenie jakbym siedziała w jego głowie.
Widziała co myśli, co kombinuje.
I niewiele ma to wspólnego z tym co mi mówi.
Mówił, że kiedyś nie mógł się doczekać środy, bo do środy pił.
Przecież to widziałam , wiedziałam o tym.
Piszę o tym, ale myślę o sobie.
Coś ze mną jest. Za bardzo weszłam w jego skórę, za bardzo nim żyję.
Ma to na pewno związek z moim dzieciństwem.
Z tym , że byłam sama, nie znałam miłości.
Jedyną jaką miałam to w niewielkim stopniu od ojca. Tylko z nim miałam jakąś więź.
A jego przecież starciłam kiedy miałam 8 lat.
Mam prawdopodobnie ten sam problem co ta jego kochanka. Też nie zaznałą miłościw dzieciństwie.
Tylko w innych okolicznościach, bardziej drastycznie, i inny dom
U mnie może w mniejszym stopniu, ale teraz dał o sobie znać. W trudnej sytuacji. Jest nawrót.
Ja się kiedyś panicznie bałam, że go starcę, ze jemu się coś stanie.
Jestem przerazona tym co o sobie odkrywam.
Mam wrażenie , że nie rozumie się mojego problemu.
To nie jest tak, że mój mąż jest uzalezniony.
Myśmy się wybrali, bo pod pewnymi względami pasowaliśmy ze swoimi problemami.
Dopiero teraz po wizytach u psychologa to widzę.
Nie stosuję się do tego co piszecie, bo to nie jest moje.
Być może kiedyś, kiedy poradzę sobie ze sobą, wyjdę trochę z problemu, będę w stanie patrzeć , myślec tak jak wy.
Wiem, że macie rację.
Ale nie mogę!!!
Wiem jedno, chcę SOBIE pomóc.
To, jak nie potrafię od niego odejść ukazało mi, że coś ze mną jest nie tak.
Mam wrazenie , że to nie jest tylko współuzależnienie. Borderline.
Ale czy tak to przede mną.
Jeżeli ktoś uważa, że manipuluję, to jeśli tak jest to robię to nieswiadomie.
Serio.
A najgorsze, że osoby z boredline podbno tak robią.
Mogłabym napisać, że mam czasem ochotę ze sobą skończyć.
Nie odwążę się nigdy. Tak myslę. Ale takei myśli się pojawiają i pojawiały kiedy byłam nastolatką. Ale zdarza sie, że mam siebie dosyć i życia jakie mam.
A potem przychodzi inne nastawienie.
Nauczyłam się jadnak mocno siebie kontrolować, dyscyplinować.
Mam w głowie myśl, że z mężem jednak chyba trzeba będzie się rozstać.
Ale to jest być może tak, że to ja muszę dojrzeć, żeby pozwolić mu odejść.
Na razie jest to przebłysk, który odrzucam.
Mimo, że zranił mnie strasznie!!!
Jeszcze nie myślę, nie zastanawiam się za dużo co dalej .
Potrzebuję się uspokoić. Psycholog, pozanie siebie.
Możecie się oburzać. Nie wiem czy ktoś zrozumie. Ja chyba do końca siebie nie rozumiem, ale zaczynam.
Zaczynam widzieć problem.
Chciałąbym uniknąć dołowania się i obniżać poczucie wartości.
Niektórzy mają z pewnością dobre intencje, ale uwierzcie... ja mimo tego co piszecie nie postąpię teraz w ten sposób.
Nie dlatego, że kogoś ignoruję, albo uważam że nie ma racji.
Nie potrafię, nie umiem, nie mogę.
To... jest mój chyba największy problem.
Ale czytam.
Kiedy czytam, to zastanawiam się dlaczego ja tego nie potrafię zrobić.
Dlaczego mam z tym taki problem.
Co mam zrobić ze sobą, żebym potrafiła.
Kopniak w d.. nie pomoże, krytyka nie pomaga.
Headstrong twój mąż miał problem, jego żona wspóluzalezniona, ale inna ode mnie.
Wyczytałam, że przeze mnie mój mąż może wylądować na cmentarzu.
Kjersti, ta psycholożka wspomniała o tym co podejrzewa u kochanki prawdopodobnie, żeby w delikatny sposób zwócić moją uwagę na mój problem.
Dlatego uważam, że jest dobra.
Unika oceny, podaje przykłady, naprowadza.
Może to tylko tak wyszło. Może to ja dostrzegłam ten problem. Ale już wiem, że chcę z nią o tym porozmawiać.
Być może w niewielkim stopniu , ale wiele z opisu mi się zgadzało. To mnie zaniepokoiło, ale też jakbym zobaczyła siebie.
Ale mój problem to może być też coś całkiem innego.
Od oceny jest fachowiec.
Ze zmianą jeszcze się wstrzymam. Ona już zna historię.
Od września 2011 do niej chodzę. Jest w temacie, poznała już trochę mnie.
Oprócz tego jęśli już to interesuje mnie trapia bezpłatna i ewentualnie dla wzmocnienia coaching indywidualny.
szkoda mi Twoich dzieci Bet.....dla nich powinnas cos zmienić, jeśli nie dla siebie...
Bo one w dorosłym życiu będą miały ogromne problemy z budowaniem normalnych zwiazków.
bo bet ty chorujesz na "grype" a leczysz namiętnie "katar". właśnie dlatego nic nie idzie do przodu. dużo z tego co czytam kiedyś "było moje" i wiem jak można zafiksować się na innych osobach byle tylko nie ruszyć z miejsca. bo ruszenie z miejsca to również wzięcie za SIEBIE I DZIECI ODPOWIEDZIALNOŚCI. ty póki co rencami :-) i nogami zapierasz się by tej odpowiedzialności nie brać. stąd tyle u ciebie męża, kochanki, matki, koleżanki, przyjaciółki, dzieci, psychologa a zero ciebie. bo tak to ma działać. wszyscy wookół ciebie coś a ty jedna nic nie możesz nie potrafisz i zaczyna się modlitwa bo........ i wymieniasz po kolei. i kręcisz się wkółko ratując się tym forum by nie zwariować. ja osobiście uważam że twój psycholog nie zastosował właściwej terapii i przepisuje ci nie ten "zestaw leków". i tylko ciągnie kasę. ja też płaciłam 100zł za wizytę czy też godzinę ale moja terapia głównie skupiała się na mnie jako odrębnej jednostce z przeszłoscią i rozliczeniu się z tym co mnie więziło z przeszłości w teraźniejszości. zero mojego męża. bo on w tym wszytkim był totalnie nieważny. dopiero dołączył później. lata terapii w różnym nurcie. mozolne rozrywanie więzów traum i toksycznego dzieciństwa. uwielbialam wręcz stawiać siebie w roli cierpiętnicy ofiary własnych rodziców męża systemu i mnóstwa innych byle tylko biadolić i nie wziąść za siebie odpowiedzialnosci. sama sobie odbierałam godność szacunek. mąż to wyczuwał i jechał po mnie jak po łysej kobyle. i ta kasa. ogólnie rzecz ujmując tragedia. teraz jestem biedna i wolna. bezcenne. i wiem że ciężko ci to zrozumieć. masz założony filtr i dociera do ciebie tylko to co chcesz usłyszeć reszte sprytnie odrzucasz. dlatego potrzebujesz porządnej terapii. pitu pitu za 100zł to totalna pomyłka. ale to może być twój ukryty plan bo psycholog nie porusza w tobie żadnych niechcianych emocji nie zmusza cię do wzięcia odpowiedzialności tylko kasuje za wysłuchanie ciebie. może jeszcze nie twój czas nie twoje dno.
Nie Bet,
Swoim głaskaniem go i tłumaczeniem skracasz mu drogę na cmentarz, fachowo to się nazywa POMAGACZE w uzależnieniu, nie rozumiesz tego bo nie widzisz swojego upośledzenia, nie rozumiesz istoty wsp?łuzależnienia.
Piszesz, że jestem inna, tak, teraz jestem inna bo jesetm po terapii, przed terapi? byłam tak samo zaślepiona jak Ty. Byłam taka sama jak Ty teraz i tysi?ce innych żon uzależnionych, nie wyr?żniasz się niczym chociażby myślisz że jednak tak.
Prywatna pogadanka, trener osobisty, to wszytsko o kant du...py rozbić, w każdym mieście s? ośrodki leczenia uzależnień i tam s? prawdziwi specjaliści od uzależnień. Wstyd poszukać pomocy bo co ludzie powiedz??
Jesteś oderwana od życia, nie lepsza, nie wrażliwsza,nie inna, jesteś bardzo wsp?łuzależniona od męża psychofaga i alkoholika.
Kiedy ja szukałam pomocy byłam jak Ty teraz: co oni chc?? Przecież to nie ja, to nie o mnie pisz?, to nie u mnie tak się dzieje. Dużo kop?w zaliczyłam i dla r?wnowagi często czytam sw?j wátek na pewnym forum o uzależnieniach, to straszne jak byłam naiwna, bezbronna, jak ze sk?ry obdarta. Kilkadziesiát stron pełnych b?lu, rozpaczy a potem przebudzenie, walka, twarda miłość i ogromny postęp. Ja dostałam pomoc w państwowym ośrodku, prywatny wyci?gnáł dużo kasy a wart był tyle co kupiona magisterka czy prywatne płatne studia, płacisz to coś tam posłuchasz co chcesz słyszeć, prawdy niewygodnej dla ciebie nie usłyszysz bo płacisz a klient naszych pan. M?ż był 2 razy na prywatnej terapii, w prywatnym ośrodku, toż to wczasy były nie odwyk, kupa kasy w błoto, po terapii 2 tygodnie kolejnej zapicia, o kant du...py prywata.
Headstrong, z hipnozą to był mój pomysł.
Psychiatra, terapia a może do tego inne metody. Uważam, że odpowiednio przeprowadzone poza medyczne też są skuteczne.
Takie mam zdanie, ale dodatkowo oprócz pomocy medycznej.
A że nad uzależnieniem pracuje się każdego dnia to wiem dokładnie.
Wkurza mnie ta interpretacja i robienie halo.
Mąż jest umówiony z kuzynem i zaczyna leczenie.
Więc chyba chce.
Ale to jego sprawa.
Ja mam swój problem do rozwiązania.
Doskonale wiem, że najprostrzym rozwiązaniem byłoby zapomnienie o mężu.
Ale to nic nie da. Ja musze dojść do tego ewewntualnie sama.
Poradzić sobie ze sobą.
On nie jest moim największym problemem i rodziny.
Moja psychika, moje samopoczucie jest najważniejsze.
A jest ono ewidentnie uzależnione od tego jak układa mi się z mężem.
To jest jeden z problemów. Ale to moja praca.
Całkiem prawdopodobne, ze obydwoje z mężem dojdziemy po terapiach do wniosku, że nie chcemy już być razem.
Na razie on deklaruje chęć powrotu, ale oprócz "chęci " jest słabość, a ja totalne uzaleznienie i kalpki na oczach.
Jak na niego wczoraj patrzyłam to było mi niedobrze!!!
Mam obrzydzenie a z drugiej strony mi go brakuje!!!
Rozumiem jego uzaleznienie.
Rozmawailiśmy też o współuzależnieniu.
Rozmawialiśmy o mnie jak ja się czuję. Jak to przeżywam.
Jak staram się nie obwiniać siebie.
Powtarzał, żebym w żaden sposób nigdy tego nie robiła, żebym się nigdy o nic nie obwiniała.
Mówił mi jak to działa.
Psycholożka wytłumaczyła mi dlaczego on kłamie.
Wytłumaczyła, aby mnie było łatwiej.
Jak oni podchodzą do kłamstwa.
Człowiek uzależniony nie szanuje siebie, jak ma szanować innych.
Zresztą mąż jest przed wizytą. Fachowiec zdiagnozuje czy jest uzależniony i jakie to są uzaleznienia.
Ja mam swojego. Moje problemy wydaje mi się są bardziej ukryte , zakamuflowane.
Dopiero ta sytuacja wyniosła je na światło dzienne.
Są też różne stadia uzależnienia tak mi się wydaje. Potrzebuję fachowej wiedzy.
U niego z seksem jeśli już to jest chyba początek.
Pił po prostu regularnie przez lata.
Najpierw po 4 piwka. Z czasem więcej.
Ale trwało to latami i narastało.
Jęśli chodzi o niego to on jest na dobrej drodze.
Zna problem i chce się leczyć. Sam chce już zmienić swoje życie.
A ja mam swoje.
Chcę pomóc sobie.
Dopiero wtedy będe w stanie podjąc decyzję co dalej z małżeństwem.
Niezależnie od tego co zrobi mąż.
Borykałam się z pewnym problemem.
Prawdopodobnie po stracie ojca potrzebowałam pomocy psychologa.
Było mi bardzo źle.
Napiszę wprost. Poczułam się dobrze dopiero z mężem.
A z uzaleznienia wyszłam dopiero kiedy byłam w ciąży.
Od tego czasu bardzo pilnuję, żeby to nei wróćiło.
Ale spadki się zdarzają.
Człowiek uzalezniony pilnuje się cąły czas. Chory jest już zawsze. uwaząć musi zawsze.
Z czasem jest to słabsze. Ale jest wciąż w głowie.
Doskonale wiem kiedy wraca. Kiedy coś jest nie tak.
Ale się bardzo staram, bardzo pinuję.
Może też dlatego rozumiem postepowanei męża.
Robi się cos czego się nie chce. Nie mozna się z tym dobrze czuć, wstydzi się tego. I do tego ukrywanie, klamanie. Al eono jest tylko po to żeby uktyć nałóg. Ze wstydu.
Jak jest ze współuzależnieniem to nie wiem.
Ale się dowiem.
Chcę być zdrowa. Patrzeć, widzieć rzeczwistość trzeźwo.
Taką jaka jest. I być w stanie podejmować trzeźwe decyzje.
Bardzo się pilnuję, bo wiem jak ajestem podatna.
Ktoś kto ma jedno uzależnienie dużo szybciej uzależnia się od kolejnych rzeczy.
Ciągnei go okropnie. Dąży do tego. czuję ekscytację.
A potem kac.
Mąż mówił mi o czymś co sama znam.
Jeszcze pamiętam.
Teraz jestem bardzo ostrożna i bardzo podatna.
chciałam właśnie tak napisać
mąż headstrong nie miał innej zony
miał zonę taką samą jak ty jesteś, bet... uzależnioną
tytlko ona zauwazyła, kiedy osiągnęła dna
a ty??
bet
ty teraz znalazłaś BINGO!!!
jesteś borderlina, bo w okresie dojrzewania (jak prawie każdy) myslałas o śmierci
tera wszystko jasne
podusisz sie w sosiku, ja borderline
on uzależniony
my jesteśmy dla siebie stworzeni...
tak się wybralismy
powtarzasz, nie potrafię inaczej, nie moge to nie moje racje, ja nie zadziałam, nic nie zrobię, nie jestem gotowa....
i co?? to, że nie jesteś gotowa uspawiedliwia cię, że siedzisz na dupie i ósmym zmysłem wyczuwasz że on z nią jest??
i co ci daje ta wiedza??
kiedyś napisałaś, że nie chciałabyś być nigdy taką kobieta jak ja... nieszczęsliwą i nie umiejącą się cieszyć tym co mam
ja moge ci napisać bet, że cieszę się, że nie jestem taka jak ty
i moge ci napisać- jestem szczęśliwa, i czuję ulgę
że nie biorę od człowieka, którego kocham ochłapów i nie traktuję ich jak miłość...
zażądałam od niego WSZYSTKIEGO - bo tyle jestem gotowa ofiarować....
Karolcia, tak nie potarfię wziąć odpowiedzialności, boję się.
Dzieci też mi szkoda.
Ale staram się im dać to czego mnie brakowało.
Przynajmniej miłość, czułość.
Karolcia, tak nie potarfię wziąć odpowiedzialności, boję się.
Dzieci też mi szkoda.
Ale staram się im dać to czego mnie brakowało.
Przynajmniej miłość, czułość.
bet , nie chcem , ale muszem
Tobie nie jest szkoda dzieci.
Gdyby Ci bylo szkoda dzieci , nie pozwalalabys by tak zyly, ani dnia dluzej.
Narty w Szwajcarii, to nie dbanie. Dbanie to troska o ich spokoj i niezmacone lekami dziecinstwo.
To spokojna matka, mocny i ubity grund pod nogami.
Uwidz to
No, oprôcz chęci jest słabość do panny a Ty go Bet rozumiesz i wesprzesz... Bo przecież się pokajał.
Niech teść zrobi coś bo Ty nie jesteś w stanie, niech ktoś zrobi coś bo Ty nie możesz...
Wog?le to niech ktoś uratuje Twoje małżeństwo bo Ty nie masz sił, za słaba jesteś...
Oj Bet,
Dużo jeszcze będziesz rozpaczać.
Kiedyś zrozumiesz że miałam rację.
Ja nie mam empatii do ludzi, szkoda mi zwierzát bo one s? bezbronne.
Broniłam długo Twoich racji ale na litość Boga jak długo będziesz kręcić się w k?łko?
Nikogo nie przyjmuję, i nie dam sobie wmówić krzywdzenia dzieci.
End_aluzja cieszę się, że nie ma już znaku zapytania i jesteś szczęśliwa.
Dobrze, że masz tę pewność, że bierzesz wszystko...
Mam nadzieję, ze nie jestem borderline. Ale to czy jestem, czy nie pozostawiam do oceny psychologa.
Nie mam takich naiwnych myśli, że jesteśmy z mężem dla siebie stworzeni.
Wręcz przeciwnie. Zaczynam się zastanawiać co tak właściwie najbardziej nas łączyło.
A to, że wyczuwa się druga osobę nie jest niczym nadzwyczajnym po tylu wspólnych latach.
Aczkolwiek w tej sytuacji cholernie uciążliwym.
Nie przeżywam już tak strasznie tego co się stało.
Ale też zmieniło się bardzo dużo.
We mnie.
Innaczej patrzę.
Mąż będzie próbował manipulować.
Dla mnie to co mówi jest obojętne.
To , że jest chory pomaga mi nie brać za mocno do siebie tego co się stało.
Nie załamać się całkiem.
A moje zdrowie jest najważniejsze. Dla mnie.
O dzieci dbam i troszczę się jak potrafię. Miałąm 3 dni załamania, szoku. Przeżyłam ból, krzywdę.
Pozwoliłam sobie na rozpacz, złość.Ale dzisiaj jest już lepiej.
Ani jednej lzy. Więcej spokoju.
Wiem jednak, że wiele przede mną. Ten spokój może być chwilowy.
Napiszę jasno.
We mnie coś pękło. Jest innaczej.
Zaufanie, które próbowałam odbudować wbrew przeczuciom ale na siłę, bo należy ufać zostało zerowe.
Nie istnieje.
Patrzę na męża z miłością, bo ona jest.
Ale ze wstrętem, obrzydzeniem, odrazą i żalem za kłamstwo.
Widzę jego usta i jest mi niedobrze. Niedobrze i szkoda.
Bo ten człowiek chciał żyć dobrze.
Bo nie jest szczęśliwy, chociaż czasem bywa zadowolony i nasycony.
Bo to co robi jest wstrętne, chociaż nie jest celowo wymierzone przeciwko mnie.
I nie tłumaczę wszystkiego chorobą.
Jesteśmy różni. Headstrong jest inna.
Nie mniej wrażliwa, ale inna. Może to co nas łączy to współuzależnienie.
Jęśli poradzę sobie ze sobą, wzmocnię siebie to wierzę , że mogę być szczęśliwa obojętne czy sama czy z kimkoliwek.
Strata czasu na te wypociny i nasze rady.
Bet kiedys zrozumie kazde nasze slowo....
za 5 / 10 lat
Ja jestem borderline, moj ojciec kiedys wyszedl z domu i wrocil jak na filmie po 2 latach...
Widze w sobie podobne zachowania do Bet ale z tym walcze
PS
Moje zycie i mojej Mamy polepszylo sie, nabralo harmonii i stabilizacji... jak rodzice sie rozstali. jak to mowia spokoj jest BEZCENNY
Niektorzy ludzie sie nie nadaja do zwiazkow i rodziny, i nigdy nie beda mysle ze twoj maz taki jest.
Nie bede ci juz nic radzic, bo szkoda mojego czasu.
Zycze powodzenia i pozdrawiam
NIE JESTES NIEWOLNIKIEM NA TO JAK ZYJESZ MASZ WPLYW I NIE WIN MEZA ZA TO JAKI JEST
SAMA SIE NA WIELE GODZISZ i wez odpowiedzialnosc za to ze sie na to godzisz
to jak kierujesz zyciem - swoim zyciem to twoj swiadomy wybor
Strony Poprzednia 1 … 17 18 19 20 21 … 25 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Miłość trwa
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026