Poza tym kobiety bardzo często spławiają mężczyzn już na samym starcie, bo chcą sprawdzić z kim mają do czynienia: czy z facetem o silnym charakterze, który nie podda się od razu po pierwszej odmowie, czy z mięczakiem, który od razu zamknie się w sobie, gdy usłyszy od kobiety słowo ''NIE''. Tymczasem okazuje się, że to ''NIE'' nierzadko oznacza tak naprawdę ''JESZCZE NIE. POSTARAJ SIĘ TROCHĘ BARDZIEJ, BO NIE MOGĘ WYJŚĆ NA TAKĄ ŁATWĄ. Kobiety graja role trudnych do zdobycia zupełnie nieświadomie, ponieważ boją się, że otrzymają od koleżanek\znajomych\rodziny\mężczyzn\społeczeństwa łatkę ''łatwych'' (puszczalskich). Dlatego odrzucają zaloty mężczyzn od setek lat. Gdy czują się zagrożone, przyjmują zawsze pozycję obronną. To normalne.
No czytam i czytam i wychodzi mi, że jednak ostatecznie zakomunikowałeś jedną i podstawową przyczynę inną niż podane przeze mnie. Nie może wyjść na łatwą więc mam się starać.
Kobieta gra rolę trudnej do zdobycia z DWÓCH powodów:
1) Chce przetestować charakter mężczyzny
2) Nie chce wyjść na łatwą (puszczalską) w jego oczach lub w oczach koleżanek\znajomych\rodziny.
Masz się starać, ale nie przesadzaj z tym. Bo jeśli kobieta wyczuje, że za bardzo się starasz, to straci zainteresowanie twoją osobą lub zacznie bawić się twoim zainteresowaniem
Co to ma do rzeczy?
Po pierwsze gówno wiesz na temat tego rudzielca.
Niestety dla twojego wywodu ? sytuację rudzielca znam. Nie miał szans. Miałby większe gdyby pozostał sobą.
Pozostał sobą, czyli kim? Bo z tego, co napisałeś wynika, że chłopak nie podrywał koleżanki specjalnymi technikami uwodzenia, tylko zachowywał się jak mięczak: miał niewłaściwą mowę ciała (był przygarbiony) i był nieśmiały. Tego nie uczą na kursach ani nie piszą o tym w poradnikach. Stwierdzenie ,,nie miał szans'' to oczywiście twoja SUBIEKTYWNA opinia.
Bo Twoje podejście to Twój zasadniczy problem. To nie kobiety, sfery niebieskie i relacje damsko-męskie, tylko Ty. Parę osób próbuje Ci to tutaj delikatnie powiedzieć. A tych parę kobiet w realu pokazać?
Ponawiam pytanie. Rozmawiamy o mnie czy OGÓLNIE o kobietach?
Tak, jestem zacietrzewionym i zgorzkniałym gościem, ale co to ma do rzeczy? Nie oznacza to, że nie mam racji.
Ja mówię o Tobie. Kobiety nie stanowią ani problemu ani żadnego zagrożenia. Przeciwnie, jak facet nieśmiały to mu pomogą. Ale jak facet zacietrzewiony, zgorzkniały albo walnięty?
Nigdzie nie napisałem, że stanowią problem i zagrożenie. Stwierdzenie ,,jak facet jest nieśmiały, to kobiety mu pomogą'' jest dobre dla fanów komedii romantycznych.
Gdy facet jest nieśmiały, kobiety odbierają go jako mięczaka i wciskają mu kit typu ,,mam chłopaka'', ,,nie mam czasu'' itp. Dają mu kosza.
Te twoje wywody to są Zecior akademickie rozważania człowieka, który ma słabą lub żadną praktykę w relacjach z babami. Mówię Ci to jako wieloletni praktyk. Źle wytyczasz trasę, błądzisz. Jak inaczej? Na twoim miejscu popracowałbym nad poczuciem własnej wartości. Bo po łatwości zagrzewania się widzę, że kompleksów sporo. Kobieta z pewnością trochę Ci z tym pomoże, jeśli jakąś wartościową zdobędziesz. Ale do zdobycia takowej potrzeba przyjemnych fundamentów a nie technik podrywania. Chodzi o to, żeby po drugiej stronie dostrzec człowieka a nie zwierzę do upolowania (co tak na marginesie cały wywód nt technik uwodzenia sugeruje). A upolowane zwierzę zaspokoi fizyczny głód. Jeśli na tym Ci zależy to jest duża szansa, że zwierzę jednak Cię przechytrzy. Kobiety są w tej materii sprawniejsze i więcej im wolno (dlaczego? antropologia).
Zecior nie jesteś pierwszy ani ostatni, który myśli, że takie działania coś sensownego dadzą. Przecież szkoły podrywu, te bazujące na psychologii również, są stare jak wiejskie potańcówki. No jak miałyby nie być? To jest niestety droga donikąd.
Pozostaje mi tylko przyznać honorowe wyróżnienie Darwina dla zjawiska szkół podrywu i podejścia do tematyki relacji damsko-męskich, które elegancko eliminują pretendentów z puli genów. Przynajmniej dopóki ci nie zmądrzeją.
Mylisz się. Zle mnie odebrałeś, bo jestem zgorzkniały i mam kompleksy. Nie chcę reklamować tutaj kursów uwodzenia, ponieważ nie jestem akwizytorem. Poza tym to jest forum dla kobiet, więc lepiej żeby tego nie czytały i nie były świadome wszystkich chwytów i sposobów. Napiszę tylko tyle, że po wprowadzeniu drobnych zmian w moim życiu, zaczerpniętych właśnie z poradników o uwodzeniu, kobiety zaczęły patrzeć na mnie inaczej.
To prawda, że jestem nerwowy i nie panuję nad swoimi emocjami. Bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Często byle głupstwo potrafi zepsuć mi cały dzień. Dlatego inni ludzie to wykorzystują i bawią się moim kosztem. Nie zmienia to jednak faktu, że nauka uwodzenia przydaje się w kontaktach z kobietami, ponieważ daje narzędzia dzięki którym nieśmiały i zakompleksiony mięczak może zmienić się (albo przynajmniej sprawiać takie wrażenie) w pewnego siebie mężczyznę.
Praca nad sobą jest tak samo istotna, co techniki uwodzenia. Jedno musi iść w parze z drugim. Zgadzam się, że nie da się ukryć przed kobietą niskiego poczucia własnej wartości, ponieważ techniki działają tylko na krótką metę. Z drugiej strony sama pewność siebie i wysokie poczucie własnej wartości to za mało, aby uwieść kobietę. Potrzebne są jeszcze sposoby, które wywołują w kobiecie pożądane emocje (''chemię''), dzięki którym facet zyskuje wartość w jej oczach i wyróżnia się z tłumu.


