Witajcie dziewczyny! Dziękuję Maju za odświeżenie tematu i bardzo przepraszam Niitkę za brak wcześniejszej relacji z tego, jak potoczyła się sytuacja. Jakoś mi to z głowy wypadło, że może byłybyście nadal zainteresowane przebiegiem wydarzeń
Zauważcie, że wczoraj minął okrągły rok od założenia tego tematu. Czy od tamtej pory coś się zmieniło? Myślę, że owszem, aczkolwiek była to powolna i burzliwa zmiana...
Niestety eks jeszcze kilkakrotnie pojawiała się w naszym życiu. Oczywiście były to urodziny mojego chłopaka, imieniny czy na przykład urodziny JEJ mamy, o których mu przypomniała, tak na wszelki wypadek gdyby chciał życzenia składać.
Było wiele małych, nieprzyjemnych incydentów, no i niestety był jeden większy, który postawił pod znakiem zapytania przyszłość naszego związku. Miałam wrażenie, że balansujemy na samej krawędzi i jedno zdanie za dużo mogłoby zepchnąć nas w dół. Ale od początku:
Po opisanych przeze mnie wcześniej sytuacjach, trudnych rozmowach i szczerych obietnicach, z powrotem zapanował spokój. Wszystko wyglądało na to, że przestał się kontaktować z tamtą dziewczyną, tzn przy mnie nie odpisywał jej na wiadomości (co zwykle robił i normalnie robi w każdym innym przypadku") - a pisała często, że jej źle, że ma depresję, brak pracy, że mógłby ją pocieszyć bla bla bla... Uznałam więc, że chłopak dokonał wyboru i postanowił zrobić porządek w swoim życiu. Do czasu.
Pewnego poranka, gdy wyszedł do pracy, zostawił włączony komputer. Jako, że jestem osobą dbającą o środowisko i niskie rachunki, zawsze przed wyjściem sprawdzam czy komputery są wyłączone. No i bach - nie zamknął okna skypa, a tam jego ostatni chat z nikim innym tylko panną eks. Oczywiście pełny wygłupów, śmiechu chihchu i tym podobnych gierek słownych - żargon używany raczej przez pary z dużym stażem, na pewno wiecie o co chodzi. To akurat wywołało u mnie niesmak, nie było natomiast niczym meganieprzyjemnym, ot ugryzienie komara. Prawdziwym szerszenim ukąszeniem była wiadomość o ich planowanym spotkaniu. Ona napisała, że akurat w ten tydzień będzie w naszym mieście i czy by nie poszedł z nią na obiad. On oczywiście ochoczo przystał na propozycję, więc ona powiedziała, że przyjdzie pod jego pracę, ale "tylko żeby tym razem wybrał lepszą knajpę, bo w tamtej ostatniej jedzenie było okropne"!! W sekundę zalał mnie żar wściekłości, a bicie serca było jedyną rzeczą, którą byłam w stanie usłyszeć. Poczułam się zdradzona, ale nie w sensie fizycznym. Chodzi mi o zdradę i złamanie obietnicy. Nie broniłam mu spotkań, prosiłam tylko żeby mówił mi, że idzie się z nią spotkać. Ewentualnie mogłabym pójść z nimi, bo przecież nie powinny ich łączyć żadne intymne tematy. Nie powiedziałam mu od razu. Uciekłam w swoją pracę. Próbowałam oderwać myśli od rozszarpującego bólu, który kłuł w serce jak wykałaczka.
W końcu nie wytrzymałam i zapytałam go gdzie spędził tamten czas. Mówił, że był na obiedzie z ludźmi z pracy. Powiedziałam, że wiem o jego kłamstwie. Wtedy to on naskoczył na mnie, że też obiecałam nie czytać jego wiadomości, że zachowałam się jak dzieciak i zabieram mu wolność. Że specjalnie nie mówił, bo bał się mojej reakcji, bo wie, że bardzo jej nie lubię i na pewno byłoby mi z tego powodu źle.
Oj, było trzaskanie drzwiami, płacz, czas na decyzję co dalej. Tego samego wieczoru przyszedł do mnie i bez słowa przytulił. Dziś ciężko mi opisać w przekonywujący sposób, ale w tym geście było coś więcej niż zwykle. Tam był jego strach, szok i smutek. Był przestraszony tym, co zrobił osobie, którą tak kochał. Postanowiłam dać mu szansę (kolejną).
Może on naprawdę nie zdawał sobie sprawy, że dla mnie to tak poważny problem. Prawdą jest, że Czesi są bardziej luzaccy pod tym względem, umawiają się na piwo każdy z każdym, często spotykają się ze swoimi eks, pozostają w bliskim kontakcie. Mnie osobiście to przeszkadza, bo co innego gdy eks zostaje znajomą, którą spotka się co jakiś czas w pubie wraz z innymi, wspólnymi znajomymi.
Dlaczego więc postanowiłam zostać? Ponieważ ten człowiek naprawdę ma dobre serce i przede wszystkim na pierwszym miejscu stawia innych, a potem siebie. Ma bardzo dużo cech, które szanuję i doceniam.
Jak na razie cisza na morzu. Co będzie dalej? Zobaczymy... 