Muszę pozwolić mu odejść - pozwolić mu być szczęśliwym człowiekiem.
Straconeżycie, Ty mu nie "pozwalaj" - Ty go WYWAL!
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » miłość po zdradzie
Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Muszę pozwolić mu odejść - pozwolić mu być szczęśliwym człowiekiem.
Straconeżycie, Ty mu nie "pozwalaj" - Ty go WYWAL!
Podobne tematy
Tak, zgadzam sie z Toba w zupelnosci, ale czy uwazasz, ze osoba, ktora zbladzila juz nie moze nam tego dac? Mysle, ze moze, tylko my potrzebujemy wiecej czasu, zeby w to uwierzyc. Ty chyba tez tak uwazasz, skoro wciaz prubujesz walczyc. I mam nadzieje, ze wyjdziesz zwyciesko z tej walki. Moje uczucia sa tak samo pogmatwane, jak Twoje. Tez chcialabym, zeby przszdl dzien, zebym mogla byc pewna siebie, czego chce, zebym mogla powiedziec - tak, jestem szczesliwa z moim mezem, mimo ze mnie zdradzil, tak bylo warto o to walczyc.
Muszę pozwolić mu odejść - pozwolić mu być szczęśliwym człowiekiem.
Straconeżycie, Ty mu nie "pozwalaj" - Ty go WYWAL!
a ja rozumiem stracone zycie. Choćby w tym, że czasami czuję się, jak oszustka... mówię kocham, a tego nie czuję. Mówię tak chcę z tobą być... a nie wiem. Mówię tak, jestem szczęśliwa, a tak nie czuję.
Czuję się nieuczciwie. dlatego, bo ja nie jestem pewna czego chce, czego potrzebuję, co czuję....
więc myślę sobie - patrząc jak on się stara, zapewnia, kocha naprawia, walczy o mnie.... myslę sobie - czy uczciwe jest, że go przy sobie trzymam? wobec mnie ale tez wobec niego?
koma5 napisał/a:Muszę pozwolić mu odejść - pozwolić mu być szczęśliwym człowiekiem.
Straconeżycie, Ty mu nie "pozwalaj" - Ty go WYWAL!
a ja rozumiem stracone zycie. Choćby w tym, że czasami czuję się, jak oszustka... mówię kocham, a tego nie czuję. Mówię tak chcę z tobą być... a nie wiem. Mówię tak, jestem szczęśliwa, a tak nie czuję.
Czuję się nieuczciwie. dlatego, bo ja nie jestem pewna czego chce, czego potrzebuję, co czuję....
więc myślę sobie - patrząc jak on się stara, zapewnia, kocha naprawia, walczy o mnie.... myslę sobie - czy uczciwe jest, że go przy sobie trzymam? wobec mnie ale tez wobec niego?
Ja też mówię, że kocham, bo nadal tak jest, ale mam w sobie ten dystans, który powoduje, że nie potrafię się w tej miłości tak zatracić - taka miłość kontrolowana z opcją wyjścia z tej gry.
No i jest kwiesta szczęścia dziecka, które najbardziej cierpi, gdy rozpada się jego poukładane życie. Wszyscy mówią, że nie warto się poświęcać dla dziecka, ale z plakatów i banerów na przystankach krzyczą, że rozwód to nie jest szczęśliwe rozwiązanie. Że cierpi dziecko i próbują przeforsować duże utrudnienia w uzyskiwaniu rozwodów.
I tak człowiek jest między młotem a kowadłem!
Tez tak czesto czuje. Kiedy juz jestem przepelniona takimi oszustwami, zaczynam mowic, jak bardzo moje uczucia sie zmienily, ostygly, jak bardzo pusta czuje sie w srodku, jak bardzo sfrustowana zmiennoscia swoich uczuc i niepewnoscia tego, co czuje. I pomaga. Najbrdziej wtedy, gdy doprowadzam go do lez. Nie takiej pojedynczej lezki, tylko prawdziwego placzu i walenia glowa sciane, bo nic nie moze na to poradzic, a jedynie patrzec na skutki tego, co zrobil.
smutna monia - to nie jest tak, że rozwód nie jest rozwiązaniem;) czasami jest...
myślę, że nie doceniamy dzieci. Dzieci czują nasze reakcje, relacje, uczucia. Widzą, gdy mówimy co innego a co innego pokazuje nasza mowa ciała...
Myślę, że funkcjonowanie dziecka w relacjach zaburzonych rodziców osłabia jego możliwości budowania w przyszłości pozytywnych i mocnych związków.
Dlatego nigdy nie podejmuj decyzji z myślą o dzieciach- poświęcenie dla dzieci nie daje dzieciakom szansy na normalność...
ja mam większy staż radzenia sobie ze zdradą i sytuację męża, który mówi popełniłem błąd, kocham tylko ciebie, zrobię wszystko, chcę, żeby było jak kiedyś....
Potrzeba czasu, żeby wiedzieć, czego się chce,,, ja to wiem, bo mi prawie dwóch lat nie starczyło, żeby wiedzieć, czego chcę...
Więc Monia - podejmuj decyzje dla siebie... powoli i spokojnie
Dla mnie ten czas po zdradzie mojego kochanego to ciągłe zmaganie się. Ale nie z nim, jego zdradą i uczuciami. ale ze mną. moimi uczuciami i moimi potrzebami.
Wiesz co postanowiłam? że dam sobie czas na pewność... poczucie pewności. Do tego czego chcę. prawo do podejmowania decyzji. jeśli nawet oznacza to zawieszenie dla mojego męza... to to mnie nie interesuje. Dzisiaj jest tak, że to on musi pogodzić się z moją decyzją...
ja z jego decyzją godzę się dwa lata,,,
Ja również codziennie zmagam sie z tym co ja faktycznie czuję!
Kocham oczywiście, ale co najmniej 2,3 razy w tygodniu sie rozwodzę, czasem wpadam w jakąś dziwna eforię i optymizm.
I jak tu normalnie funkcjonować przy takich huśtawkach? Jak na prochach jakichś!
No i niestety ciągle myślę o tym, że moje dziecko byłoby strasznie nieszczęśliwe, gdyby nasze małżeństwo się rozpadło!
To niesamowite jak szczęśliwa jest mała, gdy jesteśmy razem w domu wszyscy. Tatuś jest dla niej całym światem, mają naprawdę super kontakt. Moja córka dzięki niemu przyjaźni sie i z chłopcami i dziewczynkami, co w jej wieku jest dość niecodzienne. Nieobce sa jej lalki i samochody. Kocha pieski i kotki a jednocześnie fascynuje ją świat motoryzacji, techniki.
Jak tatuś majsterkuje ona jest pierwsza przy nim!
Wszystko byłoby super, gdyby nie ta jedna rysa na szkle...
Kiedyś moja córka zapytała, dlaczego rodzice jej koleżanki nie mieszkaja razem. Ona ma na codzień "wujka", którego nazywa tatusiem. Wytłumaczyłam, że czasem zdarzają się takie sytuacje, że jeden drugiemu zrobł wielką krzywdę, przykrość, która spowodowała, że nie chcą lub nie mogą już być razem.
No a moje dziecko na to - " czy nie mogą sobie wybaczyć? " Mała ma 9 lat, a czasem zaskakuje mnie dojrzałością!
Kobiety jestescie niesamowite! Czytam Wasze wpisy i zgadzam się z nimi całym sercem.
Kocham go i nienawidzę,
chcę odejść - a może zostać?,
mówię sobie "będę twarda" - a są sytuacje,że serce mi się rozpływa,
niech odejdzie po co ma się męczyc ze mną - sam chciał, to niech się teraz męczy......
Huśtawka nastrojów, już nie mam siły. Są dni, że jest ok, ale są też takie że wszystko mnie przygniata. Najbardziej to, że żyję z dnia na dzień, nie mam poczucia stabilności i bezpieczeństwa.
Wczoraj zadzwoniła siostra mojego M (rodzina nic nie wie co się u nas w związku dzieje) żeby zaprosić nas na sylwestra. Pomyślałam sobie tylko " Kobieto ja nie wiem czy jutro będę jeszcze razem z moim M a ty mi tu o sylwestrze! To termin kosmicznie odległy."
Dziś przeczytałam fajnego demotywatora - "Zwiazek bez zaufania jest jak telefon bez zasięgu. Jedyne, co możesz zrobić, to grać w gierki." Coś w tym jest niestety:(
Kobiety jestescie niesamowite! Czytam Wasze wpisy i zgadzam się z nimi całym sercem.
Kocham go i nienawidzę,
chcę odejść - a może zostać?,
mówię sobie "będę twarda" - a są sytuacje,że serce mi się rozpływa,
niech odejdzie po co ma się męczyc ze mną - sam chciał, to niech się teraz męczy......
Huśtawka nastrojów, już nie mam siły. Są dni, że jest ok, ale są też takie że wszystko mnie przygniata. Najbardziej to, że żyję z dnia na dzień, nie mam poczucia stabilności i bezpieczeństwa.
Wczoraj zadzwoniła siostra mojego M (rodzina nic nie wie co się u nas w związku dzieje) żeby zaprosić nas na sylwestra. Pomyślałam sobie tylko " Kobieto ja nie wiem czy jutro będę jeszcze razem z moim M a ty mi tu o sylwestrze! To termin kosmicznie odległy."
Dziś przeczytałam fajnego demotywatora - "Zwiazek bez zaufania jest jak telefon bez zasięgu. Jedyne, co możesz zrobić, to grać w gierki." Coś w tym jest niestety:(
Czuje dokładnie to samo.
Jestem rozdarta emocjonalnie , mam tysiące myśli na minute
Raz wydaje mi się ze będzie dobrze , że dam rade
innym razem czuje że po tym wszystkim nie moge z nim być
Kiedy to przejdzie , kiedy w końcu realnie będę mogła ocenić sytuacje i podjąć racjonalną decyzję
a może już zawsze tak będzie
Też czekam na ten moment, kiedy to przejdzie. Ale jest tak już 5 miesięcy i żadnych zmian. Coraz częściej myslę o życiu bez męża. Nie wiem czy to rozsądny pomysł, ale wydaje mi się, że tylko rozstanie zakończy ten koszmar, przez który przechodzę. Z drugiej strony boję, się, że sama nie dam rady( przede wszystkim finansowo), że będzie mi brakowało wspólnego życia( bo przecież nie zawsze było ciężko i źle). Podziwiam te z Was, które już znacznie dłużej się zmagają z tym problemem. Ja nie mogę sie pogodzić z tym że mój mąż codziennie widzi się z ta kobietą w pracy, rozmawia z nią, żartuje i nie widzi w tym nic złego. Cały czas słyszę, że to JUŻ tylko koleżanka z pracy, mimo,ze cały czas proszę aby traktował ją jak powietrze. Dla mnie jest dobry, czuły, sto razy lepszy niż "przed" ale nie wiem czy to szczere czy tylko mydlenie oczu i uspokajanie własnego sumienia.
Też czekam na ten moment, kiedy to przejdzie. Ale jest tak już 5 miesięcy i żadnych zmian. Coraz częściej myslę o życiu bez męża. Nie wiem czy to rozsądny pomysł, ale wydaje mi się, że tylko rozstanie zakończy ten koszmar, przez który przechodzę. Z drugiej strony boję, się, że sama nie dam rady( przede wszystkim finansowo), że będzie mi brakowało wspólnego życia( bo przecież nie zawsze było ciężko i źle). Podziwiam te z Was, które już znacznie dłużej się zmagają z tym problemem. Ja nie mogę sie pogodzić z tym że mój mąż codziennie widzi się z ta kobietą w pracy, rozmawia z nią, żartuje i nie widzi w tym nic złego. Cały czas słyszę, że to JUŻ tylko koleżanka z pracy, mimo,ze cały czas proszę aby traktował ją jak powietrze. Dla mnie jest dobry, czuły, sto razy lepszy niż "przed" ale nie wiem czy to szczere czy tylko mydlenie oczu i uspokajanie własnego sumienia.
Mój mąż uważa że wszystko będzie dobrze , chce aby nam się udało . Stwierdził że nic do tej kobiety nie czuje , że kocha mnie i dzieci .
Chce mu wierzyć .
Dla siebie i dzieci.
Chcę aby moja rodzina znów była szczęśliwa.
Pewnie że mam wiele obaw i żalu który nie daje o sobie zapomnieć , ale dzisiaj pomyślałam sobie że albo przez to przejdziemy i będzie tylko lepiej albo poprostu nic z tego nie będzie i w końcu tak to się skończy rozwodem .
Póki co próbuje .
Jestem za tym aby próbować. Może też wybaczyłabym mojemu prawie byłemu zdradę, przecież poza nim świata nie widziałam. Był dla mnie wszystkim, kochałam go tak bardzo. Ale wydaje mi się że znaczenie ma tutaj okres przez jaki nas okłamywali. Jeżeli to krótki romans, można spróbować odbudować małżeństwo. Czego Tobie bardzo życzę.
Ja byłam oszukiwana 40-ści miesięcy, jest dziecko - druga rodzina. Nie mogłam wybaczyć. Wybrałam inną drogę, mam nadzieje że lepszą.
Jestem za tym aby próbować. Może też wybaczyłabym mojemu prawie byłemu zdradę, przecież poza nim świata nie widziałam. Był dla mnie wszystkim, kochałam go tak bardzo. Ale wydaje mi się że znaczenie ma tutaj okres przez jaki nas okłamywali. Jeżeli to krótki romans, można spróbować odbudować małżeństwo. Czego Tobie bardzo życzę.
Ja byłam oszukiwana 40-ści miesięcy, jest dziecko - druga rodzina. Nie mogłam wybaczyć. Wybrałam inną drogę, mam nadzieje że lepszą.
No tak , romans którego owocem jest dziecko to bardzo komplikuje sprawę .
W rozmowie z moim mężem też dowiedziałam się że kobieta z którą się spotykał chciała mieć z nim dziecko , rozmawiali o tym i planowali - razem , a może tylko ona wspólne życie i rodzinę.
Zdesperowana kobieta która wie że już nie ma zbyt dużo czasu na to aby kogoś poznać i ułożyć sobie życie .
Ale po co odrazu niszczyć czyjąś rodzinę , przecież nie zbuduje się szczęścia na nieszczęściu innych.
Dla mnie gdybym była samotna facet żonaty to ktoś nietykalny , tymbardziej że widziała nas razem z rodziną w różnych okolicznościach .
Trzeba mieć jakieś wartości w życiu które wyznaczają nam granice których nigdy nie powinniśmy przekroczyć .
Owszem gdyby była sytuacja że związek już wcześniej się rozpadł i jesteśmy osobno , to rozumiem każdy ma prawo ułożyć sobie życie na nowo.
Ale być przyczyną rozpadu to poprostu obrzydliwe , jak kobieta która sama została zdradzona i porzucona z dzieckiem przez mężą może zrobić to innej kobiecie .
I to jest cała prawda o tych kobietach które nie mają sumienia rozbijając rodzinę w której są dzieci. A facet gdy żona go odrzuci to pójdzie do tej drugiej, a ona z otwartymi ramionami przygarnie kropka. Sorki ale dla mnie taki facet to jak odgrzany obiad - nie jest już taki smaczny. Przykro mi, wysiadłam z pociągu którym jest małżeństwo i w którym czułam się jak lokomotywa.
A ja uważam że zdrada zawsze kończy mój związek i tego się będę w życiu trzymał. To jedna z zasad o której wie moja partnerka. Jak zdradzi to odejdę JAK TY TO ZROBISZ TO PEWNIE BĘDZIE OK!!!
A ja uważam że zdrada zawsze kończy mój związek i tego się będę w życiu trzymał. To jedna z zasad o której wie moja partnerka. Jak zdradzi to odejdę JAK TY TO ZROBISZ TO PEWNIE BĘDZIE OK!!!
Takie podejście świadczy tylko o tym że nie do końca chyba wiesz co to miłość .
Ja jestem za dawaniem szansy .. o ile ten Ktoś jest tego wart i tego chce.. ale szans może być sztuk RAZ. Przynajmniej u mnie...
A może to dawanie szansy nie jest tak do końca dla niego tylko dla mnie .
A może to dawanie szansy nie jest tak do końca dla niego tylko dla mnie .
Ale to Twój wybór. Sama dojrzałaś do tej decyzji i tego się trzymaj. W takich sytuacjach, nikt nas nie weźmie za rączkę i nie przeprowadzi przez to bagno. Same podejmujemy decyzje i choćby one były kierowane z myślą tylko o nas, to tak ma być i koniec. Przecież nie jesteś samolubna bo dałaś szansę dla siebie a nie dla niego.
Jestem jedną z Was... Dokładnie rok temu przeżyłam szok, dowiedziałam się, że moj M zdradził mnie po 24 latach małżeństwa. Mój świat runąl, myślałam, że umre z rozpaczy i żalu. M błagał o wybaczenie, obiecał, że będzie o mnie walczył. Pozwoliłam wrócić do domu, nie wiedziałam wtedy jakie to trudne i ile mnie będzie kosztowało dalsze wspólne życie. Dzisiaj nic juz nie jest takie samo, nie ufam tak jak kiedyś, często myślę o tym, nie wymieniam imienia tej kobiety, jestem zawiedziona, żal mi, że nie udało się dochowac przysiegi. Pomimo rozczarowania jesteśmy razem, więcej ze sobą rozmawiamy, nie mamy tematów tabu, staram się, ale nie potrafie zapomnieć , wybaczyc. Modle się o odrodzenie małżeństwa i jest troche lepiej.
No to witamy. Gratulację za wytrwałość i za drugą szansę dla Waszego małżeństwa. Oby docenił jaki skarb ma pod dachem.
Słoneczko. Możesz pogadać z kimś kto odbudowuje związek dwa lata:) to ja...
Mniej wiecej po roku tez trafiłam na to forum. Szukając odpowiedzi na pytanie czy mam szanse na normalne życie? Najpierw pytałam czy mam szanse na życie jak przedtem. Teraz juz w to nie wierze. Było minęło... Teraz mam nadzieje ze będę umiała byc szczęśliwa spokojna. Ze stać mnie bedzie na zrobienie kroku nAprzod i zaryzykowanie. Zaryzykowanie i zaangażowanie się uczuciowo. Trzymanie się tego forum to moja forma obrony. Pamietanie o tym co się wydarzyło. Pamietanie o tym co czułam. Pamietanie o tym ze nie wolno kochać i ufać.
Strach przed tym ze znowu kiedyś w życiu będę bezbronna i wtedy znowu ktoś mi najbliższy mnie zabije. I będę musiała się odbudowywać wskrzeszac szukać powodów by żyć.
Wiec teraz bezpiecznie żyje na pól gwizdka. Boje się.
Jak myślicie. Czy czeka mnie samospelniajCe się proroctwo??? Czy mój strach przed kolejna zdrada ja wywoła?? Zdrada emocjonalna. Cierpieniem. Żalem.
MalwinA. Czytałam twój wątek i się zastNWialam co bym zrobiła gdyby mój mąż siedział o północy i wysylal esemesa.
Nie dałabym rady. Przechodzić znowu przez to samo. Powiedzialabym DOŚĆ.
To nie znaczy ze uważam ze ty powinnas tak zrobic. To znaczy ze ci zazdroszczę ze jesteś krok dalej niż ja i bliżej szczęścia niż ja....'ja nie wykrzesalabym w sobie sił zeby walczyć jeszcze raz.
Bo to jest ciągła walka. Moja walka.
Jestem zmęczona
Chce zapomnieć chce kochać chce zaufać.
Dlaczego nie potrafię?
To cholernie trudne.
I to że trzeba dalej żyć tak, jak gdyby nic się nie stało .
Nie ma dnia abym o tym nie myślała , chwili abym o tym zapomniała.
To co czuje przeraża nawet mnie .
I ta myśl która nie daje spokoju - DLACZEGO ??????
End_aluzja
dziewczyno.. bo jednak każda historia jest inna.. inny ból, inna złośc.. wiadomo,że powody moga byc bardzo podobne...ale odczuwanie, nasza reakcja moga sie jednak bardzo różnic.. Jedna napluje zdzirze w gębe (strrraszanie zazdroszę
) inna, wyrzuci przez okno zdrajcę.. a jeszcze inna zamknie się w sobie na wszystkich i wszystko... Ale pocieszę Cię... MY MIMO WSZYSTKO uczymy się.. ja już nie popuszcze.. ja juz nie będe miła.. ja będe wariatem
.. tfu tfu.. oby do tego nie doszło............
Malwina , twoja historia przypomina mi moją.
I teraz kiedy o tym wszystkim sobie myśle to coś mnie tknęło
Mój mąż też zapewnia że zakończył tą znajomość , że liczę się tylko ja .... i takie tam ble ble...., tak jak u ciebie - że bedziemy jeszcze szczęśliwi i chce dla nas jak najlepiej .
Ale jest wiele sytuacji które mnie zastanawiają .
Ostatnio powiedział mi że ona chciała mieć z nim dziecko i że rozmawiali o tym
a moze przygotowuje mnie do czegoś....
Zasugerował mi również że czasem nie mówi mi wszystkiego od razu bo boi się mojej reakcji
wniosek
stopniowo , małymi kroczkami próbuje wyczuć sytuacje
Boże , czuje że coś wisi w powietrzu
tak jak wtedy gdy podejrzewałam że kogos ma
Oczywiście zapewniał do samego końca że mnie nie zdradza , nawet wtedy gdy widział że jadę do tej kobiety mówił że zrobię z siebie idiotkę bo nic go z nią nie łączy , ze to będzie najwiekszy mój błąd w życiu jak do niej pojade
I to ona powiedziała mi o wszystkim , nawet to że chwilę przed moim przyjazdem dzwonił do niej że jadę i że ma się do niczego nie przyznawac bo on się nie przyznał.
Sama nie wiem co o tym myśleć
End_aluzja
dziewczyno.. bo jednak każda historia jest inna.. inny ból, inna złośc.. wiadomo,że powody moga byc bardzo podobne...ale odczuwanie, nasza reakcja moga sie jednak bardzo różnic.. Jedna napluje zdzirze w gębe (strrraszanie zazdroszę) inna, wyrzuci przez okno zdrajcę.. a jeszcze inna zamknie się w sobie na wszystkich i wszystko... Ale pocieszę Cię... MY MIMO WSZYSTKO uczymy się.. ja już nie popuszcze.. ja juz nie będe miła.. ja będe wariatem
.. tfu tfu.. oby do tego nie doszło............
Mam takie same odczucia
Czasem mam taką chęć wkrzyczeć mu w twarz całą moją złość i ból
a jej nie ważne gdzie bym ją spotkała wygarnąć najgorsze myśli
ale po chwili przychodzi do mnie taka refleksja
Co mi to da , czy przyniesie ulgę , czy choć na chwilę poczuję się lepiej ???
Słoneczko. Możesz pogadać z kimś kto odbudowuje związek dwa lata:) to ja...
Mniej wiecej po roku tez trafiłam na to forum. Szukając odpowiedzi na pytanie czy mam szanse na normalne życie? Najpierw pytałam czy mam szanse na życie jak przedtem. Teraz juz w to nie wierze. Było minęło... Teraz mam nadzieje ze będę umiała byc szczęśliwa spokojna. Ze stać mnie bedzie na zrobienie kroku nAprzod i zaryzykowanie. Zaryzykowanie i zaangażowanie się uczuciowo. Trzymanie się tego forum to moja forma obrony. Pamietanie o tym co się wydarzyło. Pamietanie o tym co czułam. Pamietanie o tym ze nie wolno kochać i ufać.
Strach przed tym ze znowu kiedyś w życiu będę bezbronna i wtedy znowu ktoś mi najbliższy mnie zabije. I będę musiała się odbudowywać wskrzeszac szukać powodów by żyć.
Wiec teraz bezpiecznie żyje na pól gwizdka. Boje się.
Jak myślicie. Czy czeka mnie samospelniajCe się proroctwo??? Czy mój strach przed kolejna zdrada ja wywoła?? Zdrada emocjonalna. Cierpieniem. Żalem.
MalwinA. Czytałam twój wątek i się zastNWialam co bym zrobiła gdyby mój mąż siedział o północy i wysylal esemesa.
Nie dałabym rady. Przechodzić znowu przez to samo. Powiedzialabym DOŚĆ.
To nie znaczy ze uważam ze ty powinnas tak zrobic. To znaczy ze ci zazdroszczę ze jesteś krok dalej niż ja i bliżej szczęścia niż ja....'ja nie wykrzesalabym w sobie sił zeby walczyć jeszcze raz.
Bo to jest ciągła walka. Moja walka.
Jestem zmęczonaChce zapomnieć chce kochać chce zaufać.
Dlaczego nie potrafię?
Mój staż zdradzonej jest nieporównywalnie krótszy, ale moje odczucia są takie same.
Też marzę o tym, żeby znów z taką ufnością kochać i patrzeć w przyszłość ze spokojną głową. Chcę kochać, a z drugiej strony boję sie ponownego ciosu!
Zastanawiają mnie Twoje słowa. Piszesz, że chcesz pamiętać o tym, żeby nie kochać, nie angażować się, rozpamiętywać wszystkie przykre sytuacje.
Ale to chyba droga do autodestrukcji! Ja własnie próbuje nie myśleć, nie rozpamiętywać... kurcze, ale ból jest tak silny i zdarzają się sytuacje, że to samo do głowy włazi. Wystarczy jakaś sytuacja, jakies słowo a ja na nowo odtwarzam to sobie w głowie jak kiepski film.
Mam nadzieję, że myśli o ponownej zdradzie nie będą samospełniającym się proroctwem, bo to by znaczyło, że nie żadnej zdradzonej kobiecie nie uda się odzyskać szczęścia, bo wiadomo, że takie myśli zawsze towarzyszą.
ja staram się wrócić do normalnego życia rok po tym jak dowedziałam sie o zdradzie męża. jesteśmy razem ale tak na prawdę nie jestem tego pewna czy dobrze zrobiłam że pozwoliłam mu zostać.mamy dwójkę świetnych synków i obawiam się że zrobiłam to dla nich a sama staram się jakoś z tym walczyć.mąż cały czas twierdzi że to już koniec że nie chce jej znać ale czy to prawda skoro przez ostatni rok cały czas kłamał i oszukiwał. jak zaufać, jak dalej żyć?wiem że nie powinnam wracać do tego co było ale to silniejsze, zwłaszcza gdy tą kobietę często widuję (daje swoje dziecko do tego samego przedszkola).zalogowałam się na tym forum dzisiaj i mam nadzieję że z waszą pomocą dam radę dalej żyć.
Czytając różne fora na temat zdrad zauważyłam że nie ma kobiet które wyszłyby z tego przykrego doświadczenia z podniesioną głową .
Zastanawia mnie czy zawsze tak jest że cierpienie i żal zostają , czy nie ma na to lekarstwa .
Czuję się upokorzona przez mojego męża i boję się że już nigdy nie odzyskam takiej pewności siebie - jako kobieta, jaką miałam wcześniej .
Bo co z tego że został ze mną , że mówi mi że mnie kocha .
Ja już tego nie traktuje tak jak wcześniej , nie jest to dla mnie tak cenne jak wtedy przed zdradą - nie ma już tej samej wartości .
ja staram się wrócić do normalnego życia rok po tym jak dowedziałam sie o zdradzie męża. jesteśmy razem ale tak na prawdę nie jestem tego pewna czy dobrze zrobiłam że pozwoliłam mu zostać.mamy dwójkę świetnych synków i obawiam się że zrobiłam to dla nich a sama staram się jakoś z tym walczyć.mąż cały czas twierdzi że to już koniec że nie chce jej znać ale czy to prawda skoro przez ostatni rok cały czas kłamał i oszukiwał. jak zaufać, jak dalej żyć?wiem że nie powinnam wracać do tego co było ale to silniejsze, zwłaszcza gdy tą kobietę często widuję (daje swoje dziecko do tego samego przedszkola).zalogowałam się na tym forum dzisiaj i mam nadzieję że z waszą pomocą dam radę dalej żyć.
aga8125
SKORO TY PO ROKU MASZ TAKIE MYŚLI I WĄTPLIWOŚCI TO JA JUŻ TRACĘ NADZIEJĘ ŻE UMNIE TO KIEDYŚ MINIE.
Ja dowiedziałam się o romansie mojego mężą który trwał 5 miesięcy , dwa miesiące temu , więc sprawa stosunkowo świeża .
Ale też wciąż myślę o rozstaniu , tymbardziej że niczego już nie jestem pewna .
Sprawę utrudnia fakt że często ją widzę , a to powoduje ciągłe wracanie do tematu o którym wolałabym zapomnieć .
Smutna Monia. To nie jest tak ze ja chce to pamiętać. To bardziej strach i instynkt samozachowawczy każą to pamiętać.
Aga- ja reagujE tak samo na wyznania miłości. Wtedy tez mówił ze mnie kochał. Prawda? Wiec nie kochał mniE tak jak ja myślałam ze mnie kochał. Wiec tEraz nie określam jego miłości. Nie oceniam i nie przyjmuje za dobra monetę bo co ja mogę wiedzieć o jego uczuciach... Nie wiem nie rozumiem nie znam go.
Znam tylko siebie i mogę byc pewna swoich uczuć. I tu problem. Bo ja nie wiem co czuje. Nie kocham jak kiedyś. Nie ufam nie wierze. Nie ma we mnie przekonania ze mój mąż to człowiek który mnie rozumie który mnie zna i który mnie nie zrani.
Doświadczenie mówi mi ze nie wiem co on ma w głowie a on o mnie tez za bardzo nic nie wie. Bo przecież jak by wiedział to by rozumiał ze fakt ze zrnie jakaś panienke mógłby mnie dotknąć??
Wiec mogę byc pewna tylko siebie. I tylko ja ustalam granice i odpowiadam za to co czuje w danych sytuacjach i jak to odbiore... Wiec. Nie mogę opierać mojego poczucia szczęścia na zaufaniu ze nikt mnie nie zrani. Mogę wierzyć tylko w to ze nie dopiszcze do tego. Tylko ze nie da się tego planować... Wiec zostaje mi tylko wierzyć ze potrafię ustalać granice okrelsac to co mnie może zranic i radzić sobie gdyby to znowu się zdarzyło. Dlatego ciagle pamietam.
Bo w całym tym życiu po zdradzie wybaczaniu budowaniu czegoś nie mogę wybaczyć sobie- ze się na to zgodzilam. Ze zaakceptowalam.
Chociaż wiem ze to nieprawda przecież! Fakt życia ze zdrajca nie oznacza zgody czy akceptacji tej zdrady.
Wiem o tym.
Ale pozostała we mnie samotność. Myśle ze juz nikt nigdy nie bedzie tak blisko mnie jak był mój mąż. Ja sama. Za bezpieczna barykada.
Tylko ja mogę się usXzesliwiac i tylko ja mogę siebie ranic.
Straconezycie. Ja myśle o rozstaniu od prawie dwóch lat. Wiesz czemu? Bo myśle ze pewnie byłabym samotna i nieszczęśliwa. Teraz powiedzmy samotna nie jestem.
Ale przestalabym się bać. Przestalabym się zastanawiać czy się uda czy nie uda czy warto czy to w ogóle możliwe. Przestalabym żyć na histawce nastrojów. Bać się ze to wróci. Ze nie zapomniał ze mnie oszukuje. On mówi uwierz mi zaufaj ja juz nigdy... Ale jak ja mam zaufać? Jak mam uwierzyć? Na podstawie czego? Przecież mówił mi w oczy pa kochanie idę na kolacje z kkientami nie bedzie zasięgu.... Patrzył mi w oczy i mówił jadę służbowo. Stracone życie. Nie mrugal wtedy oczkiem. Nie zachowywał się inaczej. Był taki jak zawsze. A zatem taki on właśnie jest a ja się po prostu pomylilam i wyobrazilam coś czego nie było.
To skąd ja mam wiedzieć co mu w głowie siedzi. Bo to mówi??
Stracone życie. Z rożnych powodów postanowiłam spróbować żyć z NIm od nowa. Z bardzo rożnych.
Ale wiem ze jestem dziś z nim tylko z kilku powodów:
1 nie znalazłam żadnych dowodów podejrzeń wskazówek maili esemesow tajemniczym telefonów ze się z nia skontaktował kontaktuje utrzymuje kontakty. Nie dał mi żadnego powodu i dowodu żebym mogła powiedzieć nie jesteś sCzery oszukujesz.
Bo wtedy bym odeszła.
Moje myślenie jest bardzo podobne do Twojego.
Gdybym teraz odeszła napewno nie byłoby mi lepiej .
Tak jak piszesz bylabym samotna i smutna .
Teraz jestem tylko smutna.
Nie mam dowodów na to że dalej mnie oszukuje.
Powiem wiecej , ta kobieta wie że gdyby do niej zadżwonił lub zaczął kręcić od nowa to ja odpuszczam - powiedziałam jej to , ze nie godzę się na jakiś chory układ z nią w roli głównej .
Więc podejrzewam że gdyby tak było napewno dałaby mi znać , bo wie że wtedy będzie jej .
Kobiety ja walczę z tymi uczuciami od pół roku ( w porównaniu z End_aluzją to kropla). Starałam się odbudowywać, mąż niby też - całusy, przytulanie, słowa kocham cię, chcę żeby było jak dawniej. Chciałam wierzyć. Ale znów się zawiodłam. Po raz kolejny już.Boję się być sama ale stwierdziłam, że już nie mam siły. Powiedziałam mężowi, że już nie chcę z nim być, nie mogę się już w nasz związek angazować, bo nie mam juz na to siły, boję się, że znowu dostanę kopa w najmniej spodziewanym momencie. Chcę być sama. A on zaczął mnie przepraszać, prosić żebym go nie zostawiała, że przecież nic złego nie zrobił. ( prosiłam, żeby traktował ta kobiete jak powietrze - tylko sprawy słuzbowe, bo razem pracują- a on bedąc w domu na jednodniowym urlopie całe przedpołudnie przegadał z nia na gg). Jak to nic złego! Tak jak pisze End_aluzja skoro dla mnie świat sie znów zawalił a on nie widzi w tym nic złego to tak na prawdę mnie nie zna, nie rozumie i nie liczy sie z moimi uczuciam(chociaż tłumaczyłam jak krowie na rowie). Od naszej rozmowy minął tydzień. jesteśmy razem, a raczej w jednym mieszkaniu. On sie zachowuje jakby nigdy nic całuje, przytula, rozmawia i planuje. A ja? Ja sie zastanawiam jak długo to wytrzymam, życie z dnia na dzień, ze strachem o przyszłość, zrezygnowana i samotna( mimo, że z nim). Bo juz nigdy nie dopuszczę go tak blisko do siebie, nie zaufam, nie otworze serca.
witaj faceci są ciężcy do zrozumienia wiesz co jak on nadal nie widzi co zrobił to może puste mieszkanie mu oświeci dziewczyno za każdym następnym razem to tobie będzie źle a on się świetnie bawi kochanka na wolne chwile a na obowiązki żona ja facetowi wybaczałam wszystko coraz bardziej się starałam a on ciągle miał wytłumaczenia nie daj się zapędzić w kozi róg
Kobiety ja walczę z tymi uczuciami od pół roku ( w porównaniu z End_aluzją to kropla). Starałam się odbudowywać, mąż niby też - całusy, przytulanie, słowa kocham cię, chcę żeby było jak dawniej. Chciałam wierzyć. Ale znów się zawiodłam. Po raz kolejny już.Boję się być sama ale stwierdziłam, że już nie mam siły. Powiedziałam mężowi, że już nie chcę z nim być, nie mogę się już w nasz związek angazować, bo nie mam juz na to siły, boję się, że znowu dostanę kopa w najmniej spodziewanym momencie. Chcę być sama. A on zaczął mnie przepraszać, prosić żebym go nie zostawiała, że przecież nic złego nie zrobił. ( prosiłam, żeby traktował ta kobiete jak powietrze - tylko sprawy słuzbowe, bo razem pracują- a on bedąc w domu na jednodniowym urlopie całe przedpołudnie przegadał z nia na gg). Jak to nic złego! Tak jak pisze End_aluzja skoro dla mnie świat sie znów zawalił a on nie widzi w tym nic złego to tak na prawdę mnie nie zna, nie rozumie i nie liczy sie z moimi uczuciam(chociaż tłumaczyłam jak krowie na rowie). Od naszej rozmowy minął tydzień. jesteśmy razem, a raczej w jednym mieszkaniu. On sie zachowuje jakby nigdy nic całuje, przytula, rozmawia i planuje. A ja? Ja sie zastanawiam jak długo to wytrzymam, życie z dnia na dzień, ze strachem o przyszłość, zrezygnowana i samotna( mimo, że z nim). Bo juz nigdy nie dopuszczę go tak blisko do siebie, nie zaufam, nie otworze serca.
Ewka. Budowanie życia po zdradzie to najtrudniejsze zadanie jakiego się kiedykolwiek podjęłam. Pewnie nie dałabym rady tego zrobic gdybym nie miała pewności ze on zrozumiał co zrobił.
Z perpektywy czasu wiem ze gdybym dowiedziała się ze utrzymuje z nia kontakty nie bylibyśmy razem.
Jesteś właśnie na etapie w którym przsstalas ratować związek dlatego bo kiedyś.... Bo juz wiesz ze to się nie wrati... Teraz je budujesz na tym co masz teraz...ma jak nie masz pewności ze on rozumie to nie masz nic.
Czy jest mi łatwiej bo się nie rozstalam ze zdrajca? Na pewno formalnie tak. Do tego organizacyjne tez. Wygodniej.
Czy lepiej? Tego nigdy nie będę wiedzieć
Ale pewnie jakbym się z nim rozstała to może po dwóch latach juz bym wychodziła z depresji i stała na prostej... A teraz?
Kobiety ja walczę z tymi uczuciami od pół roku ( w porównaniu z End_aluzją to kropla). Starałam się odbudowywać, mąż niby też - całusy, przytulanie, słowa kocham cię, chcę żeby było jak dawniej. Chciałam wierzyć. Ale znów się zawiodłam. Po raz kolejny już.Boję się być sama ale stwierdziłam, że już nie mam siły. Powiedziałam mężowi, że już nie chcę z nim być, nie mogę się już w nasz związek angazować, bo nie mam juz na to siły, boję się, że znowu dostanę kopa w najmniej spodziewanym momencie. Chcę być sama. A on zaczął mnie przepraszać, prosić żebym go nie zostawiała, że przecież nic złego nie zrobił. ( prosiłam, żeby traktował ta kobiete jak powietrze - tylko sprawy słuzbowe, bo razem pracują- a on bedąc w domu na jednodniowym urlopie całe przedpołudnie przegadał z nia na gg). Jak to nic złego! Tak jak pisze End_aluzja skoro dla mnie świat sie znów zawalił a on nie widzi w tym nic złego to tak na prawdę mnie nie zna, nie rozumie i nie liczy sie z moimi uczuciam(chociaż tłumaczyłam jak krowie na rowie). Od naszej rozmowy minął tydzień. jesteśmy razem, a raczej w jednym mieszkaniu. On sie zachowuje jakby nigdy nic całuje, przytula, rozmawia i planuje. A ja? Ja sie zastanawiam jak długo to wytrzymam, życie z dnia na dzień, ze strachem o przyszłość, zrezygnowana i samotna( mimo, że z nim). Bo juz nigdy nie dopuszczę go tak blisko do siebie, nie zaufam, nie otworze serca.
Widzę, że Twój mąż jeździ po Tobie że hej!
Sytuacje sprzeczne: z jednej strony obiecuje Ci złote góry, a z drugiej ciągle z nią się kontaktuje.
Ja wiesz, mój mąż też pracuje z tą lalunią. Twierdzi, że nie kontaktują się ponad konieczne służbowe sprawy. Chcę mu wierzyć, ale to cholernie trudne!
Dlatego naciskam go na zmianę pracy! Tobie też to radzę!
Witam was drogie Panie!
Skoro tu pisze to pewnie domyslacie sie ze ja również zostałam zdradzona przez meza.
Niedlugo mija 6 lat jak jestesmy malzenstwem a ja dopiero teraz zaczynam poznawac malzenskie zycie.Mąż od początku coś ukrywal , kłamal ale ja albo bylam albo chcialam byc slepa, zawsze najwazniejsza byla dla mnie rodzina,znajomi dookoła mówili mi ze napewno mnie zdradza ze mam go zostawic a ja nie twardo za rodzina. Mówilam dzieci muszą miec ojca , no to mialam, oczywiscie kłótnie były u nas na porzadku dziennym, Kiedys mąż wyjechal do pracy za granice a ja wlasciwie niewiem czemu (znaczy teraz to juz wiem) zdradzilam meza, chyba z tesknoty... niewiem, oczywiscie nie powiedzialam mu tego, i dalej sobie tak zylismy az do zeszlorocznej Gwiazdki,gdy maz z dnia na dzien( naprawde wtedy to zaczelo sie miedzy nami ukladac super ) powiedzial ze odchodzi bo sie zakochal w innej kobiecie... Swiat sie nade mna zawalil, jak to mozliwe. Probowalam jeszcze walczyc szantazowac dziecmi i nic maz powiedzial zebym sie nie starala bo napewno do mnie nie wroci. Trwalo to zaledwie trzy m-ce, przez ten okres schudlam z 10 kg., ale wyszlo mi to na dobre
Mąz znowu zaczal interesowac sie dziecmi przyjezdzal coraz czesciej... wkoncu wyksztucil, czy mogla bym mu wybaczyc i zaczac z nim wszystko od nowa, dlugo sie nie zastanawialam , zgodzilam sie i do dzis nie zaluje, oczywisciewszystko wyjasnilismy sobie, powiedzial mi ze od poczatku naszego malzenstwa mnie zdradzal, co juz wtedy wcale mnie nie zdziwilo, ale nie moglam byc gorsza tez powiedzialam mu wtedy o zdradzie i to chyba przesadzilo o tym , ze maz jest dla mnie taki dobry, do niego nie dochodzilo ze ja mogla bym go zdradzic no gdzie JA? bo niestety faceci maja takie myslenie... ze oni to jeszcze ok ale jak juz kobieta zdradzi ooo, a przeciez to dziala w dwie strony. Pogodzilismy sie w marcu tego roku jest coraz lepiej mimo ze znajomi rodzina (nie wszyscy oczywiscie) nie widza tego kolorowo, ja wierze ze bedzie juz dobrze teraz Maz jest calkiem inny niz go poznalam oczywiscie na plus dla niego. Niedlugo wyprowadzamy sie z dziecmi za granice by byc z dala od ludzi ktorzy nam dobrze nie zycza.
Na koniec taka moja rada, zawsze warto walczyc o rodzine, do samego konca... pozdrawiam
ewka123 napisał/a:Kobiety ja walczę z tymi uczuciami od pół roku ( w porównaniu z End_aluzją to kropla). Starałam się odbudowywać, mąż niby też - całusy, przytulanie, słowa kocham cię, chcę żeby było jak dawniej. Chciałam wierzyć. Ale znów się zawiodłam. Po raz kolejny już.Boję się być sama ale stwierdziłam, że już nie mam siły. Powiedziałam mężowi, że już nie chcę z nim być, nie mogę się już w nasz związek angazować, bo nie mam juz na to siły, boję się, że znowu dostanę kopa w najmniej spodziewanym momencie. Chcę być sama. A on zaczął mnie przepraszać, prosić żebym go nie zostawiała, że przecież nic złego nie zrobił. ( prosiłam, żeby traktował ta kobiete jak powietrze - tylko sprawy słuzbowe, bo razem pracują- a on bedąc w domu na jednodniowym urlopie całe przedpołudnie przegadał z nia na gg). Jak to nic złego! Tak jak pisze End_aluzja skoro dla mnie świat sie znów zawalił a on nie widzi w tym nic złego to tak na prawdę mnie nie zna, nie rozumie i nie liczy sie z moimi uczuciam(chociaż tłumaczyłam jak krowie na rowie). Od naszej rozmowy minął tydzień. jesteśmy razem, a raczej w jednym mieszkaniu. On sie zachowuje jakby nigdy nic całuje, przytula, rozmawia i planuje. A ja? Ja sie zastanawiam jak długo to wytrzymam, życie z dnia na dzień, ze strachem o przyszłość, zrezygnowana i samotna( mimo, że z nim). Bo juz nigdy nie dopuszczę go tak blisko do siebie, nie zaufam, nie otworze serca.
Ewka. Budowanie życia po zdradzie to najtrudniejsze zadanie jakiego się kiedykolwiek podjęłam. Pewnie nie dałabym rady tego zrobic gdybym nie miała pewności ze on zrozumiał co zrobił.
Z perpektywy czasu wiem ze gdybym dowiedziała się ze utrzymuje z nia kontakty nie bylibyśmy razem.
Jesteś właśnie na etapie w którym przsstalas ratować związek dlatego bo kiedyś.... Bo juz wiesz ze to się nie wrati... Teraz je budujesz na tym co masz teraz...ma jak nie masz pewności ze on rozumie to nie masz nic.
Czy jest mi łatwiej bo się nie rozstalam ze zdrajca? Na pewno formalnie tak. Do tego organizacyjne tez. Wygodniej.
Czy lepiej? Tego nigdy nie będę wiedzieć
Ale pewnie jakbym się z nim rozstała to może po dwóch latach juz bym wychodziła z depresji i stała na prostej... A teraz?
Tak naprawdę to nie wiadomo co jest własciwe i dobre. Każda jedna decyzja może obrócić sie przeciwko nam albo przywrócic nam radość życia. Tylko skąd wiedzieć, która jest tą dobrą. Znów stoję na rozdrożu, choć wydawało mi się, że już podjęłam właściwą decyzję. Najpierw tą o ratowaniu małżeństwa - klapa(chociaż nie z mojej winy), teraz tą o rozstaniu - też klapa( może tym razem z mojej winy, bo zabrakło mi stanowczości i odwagi). I tak żyję w zawieszeniu zobojętniała na to co się dzieje. A mój M przychodzi z pracy i pyta" co taka smutna jesteś? co się stało? czy ja znowu coś złego zrobiłem?czy to przeze mnie? A mnie ręce opadają i nawet odpowiadać mi sie nie chce.Tak naprawdę widzę, że on tez to na swój sposób przezywa, ale chyba nie rozumie jakich emocji ja doświadczam (End_aluzja lepiej wybrałaś). Kocham go, chciałabym znów się tak z ufnościa przytulić i po prostu pobyć razem, ale moja skorupka jest teraz bezpieczniejsza i pewnie długo z niej nie wyjdę.
Monia ja tez mówiłam o zmianie pracy. No bo na chłopski rozum jak mozna sie odkochać, zapomnieć kiedy widzi się ta osobę codziennie, rozmawia, a firma mała nie trzeba sie wiele natrudzić, żeby się spotkac na korytarzu. Ale u mnie w mieście ciężko o dobry etat i tu niestety muszę kierować rozumem a nie sercem. Prosiłam, żeby chociaż się rozejrzał za czymś innym, ograniczył kontakty tylko do rozmów służbowych ale okazało się, że nie. A najbardziej boli mnie to, że tym razem to on odezwał się do niej pierwszy, nie ona. I tu jest cały pies pogrzebany:(
Witam was drogie Panie!
Na koniec taka moja rada, zawsze warto walczyc o rodzine, do samego konca... pozdrawiam
Ja myślę że czasami trzeba sobie odpuścić...............przynajmniej tak było u mnie. Nie ma wybaczania, szansy i ratowania małżeństwa dla dzieci, gdy okazuje się że Twoje małżeństwo już nie istnieje od prawie czterech lat. Teraz walcze o godne życie z dziećmi bo to jest teraz moja rodzina, nie dam jej skrzywdzić.
_______________________________________________
Wczoraj nie jest do nadrobienia, dziś już jest. Jutro to nadzieja na to, że to, co w tej chwili nie jest przepustką do życia, jakiego pragniesz, nazajutrz może nią się stać. Powinnam zawołać "Śpiesz się!" Nie. Proszę tylko: "Nie zwlekaj"
NA SZCZĘŚCIE ONA NIE JEST W CIĄŻY .
To napewno dla mnie jakieś pocieszenie .
Ale cała ta sytuacja mnie poprostu zaczyna przerastac.
Zauważyłam że mąż już nie jest taki jak dawniej - zmienil sie .
wszystkie myślimy tak samo, czujemy tak samo ,z jednej strony myślimy o rozstaniu bo tak przynajmniej nie byłoby tego codziennego strachu , myśli ,,czy gdy wychodzi to do niej?'', ale z drugiej strony strach przed życiem bez niego mimo że tak skrzywdził , ta pustka w sercu. myślę że po rozstaniu mogłoby być gorzej bo myśli że on jest z nią , że z nią się smuci i weseli,że ją dotyka doprowadziłoby do obłędu , bo przecież skoro pozwoliłyśmy mu pozostać w naszym życiu to go kochamy. może już nie tak mocno, może z dystansem, ze strachem że znowu skrzywdzi ale jednak kochamy.
wszystkie myślimy tak samo, czujemy tak samo ,z jednej strony myślimy o rozstaniu bo tak przynajmniej nie byłoby tego codziennego strachu , myśli ,,czy gdy wychodzi to do niej?'', ale z drugiej strony strach przed życiem bez niego mimo że tak skrzywdził , ta pustka w sercu. myślę że po rozstaniu mogłoby być gorzej bo myśli że on jest z nią , że z nią się smuci i weseli,że ją dotyka doprowadziłoby do obłędu , bo przecież skoro pozwoliłyśmy mu pozostać w naszym życiu to go kochamy. może już nie tak mocno, może z dystansem, ze strachem że znowu skrzywdzi ale jednak kochamy.
Dokladnie jest tak jak piszesz , myśl że jest z nią ..... i to na twoje życzenie , bo nie dałaś mu szansy , a może by się udało ...
TE WSZYSTKIE MYŚLI DOPROWADZAJA CZŁOWIEKA DO OBŁĘDU , TAK ŻLE I TAK NIE DOBRZE .
Najchętniej zrobiłabym to samo - moze poczułabym się lepiej .
Praca nad związkiem po zdradzie czy innym rozstaniu to ciężka praca. Ciężka i bardzo mozolna i musi zostać podjęta przez obie strony. Każda ze stron musi chcieć coś w sobie zmienić, a najbardziej ta, która skrzywdziła, mimo wszystko. Owszem, szansę sobie należy dać, by mieć "czyste" sumienie, ale jeśli dochodzi do tego, że obie osoby męczą się to nie ma co żyć na siłę z kimś, komu wciąż się nie ufa itd. Nie jest łatwe przerwanie tego co łączy nas z drugą osobą, ale moim zdaniem nie ma co ciągnąć czegoś na siłę, po to, żeby nie mieć myśli "że on z nią teraz jest, że ją dotyka itd" , dla mnie nie miało by to sensu.
widzę straconeżycie że masz bardzo podobną sytuację do mojej, ja też miałam obawy że ta druga może być w ciąży, też ją prawie codziennie widuję.teraz to już troszkę spokojniej koło niej przechodzę ale prędziej miałam ochotę ją udusić .na szczęście zawsze było ze mną moje dziecko, które pozwalało mi zachować zdrowy rozsądek.
Mój przypadek to wogóle jakiś absurd , ja np. codziennie rano gdy staje w kuchni przy zlewie aby nalać wody do dzbanka na kawe patrze w okno i co widzę....
właśnie to
na przeciwko kilkanaście metrów przed moim domem - oknem stoi jej dom
To cholernie wkurzajace
możesz to zawsze wykorzystać zwłaszcza gdy masz zapalone światło w kuchni., bo z pewnością widok jak przytulasz się do faceta który wybrał ciebie a nie ją doprowadzić może ją do szewskiej pasji ![]()
Super
Nie pomyślałam o tym ;-)
No to nie zwlekaj. Do roboty!!!
Praca nad związkiem po zdradzie czy innym rozstaniu to ciężka praca. Ciężka i bardzo mozolna i musi zostać podjęta przez obie strony. Każda ze stron musi chcieć coś w sobie zmienić, a najbardziej ta, która skrzywdziła, mimo wszystko. Owszem, szansę sobie należy dać, by mieć "czyste" sumienie, ale jeśli dochodzi do tego, że obie osoby męczą się to nie ma co żyć na siłę z kimś, komu wciąż się nie ufa itd. Nie jest łatwe przerwanie tego co łączy nas z drugą osobą, ale moim zdaniem nie ma co ciągnąć czegoś na siłę, po to, żeby nie mieć myśli "że on z nią teraz jest, że ją dotyka itd" , dla mnie nie miało by to sensu.
Liwia a co jesli jedna strona chce a druga juz nie? Mój mąż, (zdradził mnie emocjonalnie, pracuje z ta kobietą, codziennie się widują) zapewnia mnie, że już nic do tej kobiety nie czuje, że jest juz TYLKO koleżanką z pracy. Jednak moje prośby, by nie kontaktował się z nią prywatnie, tylko w sprawach służbowych, nie odnoszą skutku. Zresztą sam fakt, że codziennie się widzą i gadają jest trudny do przyjęcia. M nie widzi w tym nic złego chociaż ja tłumaczę mu, że mnie to boli i sprawia przykrość. Powiedziałam mu, że nie chcę z nim byc bo mnie rani, nie mogę być z kimś do kogo nie mam zaufania i mu nie wierzę. Nie mam siły już walczyć. A on nie chce się rozstać. Zapewnia mnie, że mnie kocha, jest czuły, przytula, pomaga, mówi "kocham ciebie nie ją" po prostu ideał. Tylko, że ja nie ufam i boję się być znowu zraniona.
Czasami czuję się tak samo .
Mam tego dość .
Tego co siedzi w mojej głowie - myśli które biorą się nie wiem skąd
Że może on tylko udaje , że nadal się spotykają , że uczucie do tej kobiety wcale nie wygasło .
I pomimo tego że on zapewnia że nic do niej nie czuje - ze teraz juz wie że to nie było to o czym myślał , że tylko wydawało mu sie że się w niej zakochał ale zrozumiał że tak naprawdę to tylko mnie zawsze kochał i niemógłby odejść ode mnie nigdy .
To ja wciąż nie potrafię w to uwierzyć .
Wczoraj powiedziałam mu że jeżeli coś do niej czuje to niech odejdzie , że wolę już to niż żyć z nim i wciąż zastanawiać się kogo naprawde kocha .
Stanowczo powiedział że po tych dwóch miesiącach kiedy z nią zerwał przekonał się że to nie była miłość , że łatwo mu było o niej zapomnieć i wymazać z pamięci.
Że żałuje że wogóle ją poznał .
ZAPEWNIŁ ŻE BĘDZIE O NAS WALCZYŁ BO CHCE BYĆ Z NAMI I TYLKO Z NAMI MOŻE BYĆ SZCZĘŚLIWY.
W rozmowie z moim mężem też dowiedziałam się że kobieta z którą się spotykał chciała mieć z nim dziecko , rozmawiali o tym i planowali - razem , a może tylko ona wspólne życie i rodzinę.
Zdesperowana kobieta która wie że już nie ma zbyt dużo czasu na to aby kogoś poznać i ułożyć sobie życie .
Ale po co odrazu niszczyć czyjąś rodzinę , przecież nie zbuduje się szczęścia na nieszczęściu innych.
Dla mnie gdybym była samotna facet żonaty to ktoś nietykalny
Drogie dziewczyny, moze to nie za bardzo na temat co teraz napisze, ale nurtuje mnie pytanie, dlaczego mezczyzni ktorzy nas zdradzili, potrafia nam powiedziec, ze ta "druga" chciala miec z nim dziecko. Po "odkryciu" zdrady, to wlasnie uslyszalam, zapytalam dlaczego mi to mowi, nie umial mi odpowiedziec na moje pytanie. Mysmy rowniez mieli plany, dotyczace zalozenia rodziny (choc teraz wiem, ze to byly z jego strony tylko slowa bez znaczenia). W tym przypadku kobieta naprawde byla zdesperowana, tuz przed 50 tka, po dwoch rozwodach, bezdzietna, ona nie miala zadnych skrupulow, starsza od niego o trzynascie lat na wysokim stanowisku z jego pracy. Widzialam, ze byla nim bardzo zainteresowana, ale nie zwracalam na to uwagi, bo mu ufalam....Meczy mnie to choc minelo juz bardzo duzo czasu i nie jestesmy razem.
Liwia a co jesli jedna strona chce a druga juz nie? Mój mąż, (zdradził mnie emocjonalnie, pracuje z ta kobietą, codziennie się widują) zapewnia mnie, że już nic do tej kobiety nie czuje, że jest juz TYLKO koleżanką z pracy. Jednak moje prośby, by nie kontaktował się z nią prywatnie, tylko w sprawach służbowych, nie odnoszą skutku. Zresztą sam fakt, że codziennie się widzą i gadają jest trudny do przyjęcia. M nie widzi w tym nic złego chociaż ja tłumaczę mu, że mnie to boli i sprawia przykrość. Powiedziałam mu, że nie chcę z nim byc bo mnie rani, nie mogę być z kimś do kogo nie mam zaufania i mu nie wierzę. Nie mam siły już walczyć. A on nie chce się rozstać. Zapewnia mnie, że mnie kocha, jest czuły, przytula, pomaga, mówi "kocham ciebie nie ją" po prostu ideał. Tylko, że ja nie ufam i boję się być znowu zraniona.
Myślę, że to wymaga czasu, żebyś zaczęła znów wierzyć i ufać. I nie wiadomo co mąż zrobiłby teraz dla Ciebie to i tak musisz najpierw to wszystko strawić po swojemu. Jesteś pewna, że nie chcesz być już z mężem? Jest to decyzja podjęta na 100% ?
Liwia - 100% pewności nie mam i pewnie mieć nie będę. Trudno 22 wspólnie spędzone lata tak nagle przekreslić. Ale teraz kiedy przyjęłam postawę obojętności i odrzucenia łatwiej mi to znosić. Mówię sobie, że mnie to już nie obchodzi i nie interesuje. Pomaga. Ale nie chcę tak żyć cały czas. Nie po to sie jest z drugim człowiekiem żeby go ignorować, traktować jak powietrze. Boje sie pokazać że mi zależy, bo boję się byc znowu skrzywdzona. Boje się, że M uzna, że już jest ok i znowu coś głupiego zrobi (tak było do tej pory). A z drugiej strony brakuje mi tych czułych gestów i całej reszty.
samotneżycie obawy są i będą wiem to sama po sobie ale zaczynam trochę inaczej na to patrzeć a mianowicie skoro wszystko wyszło na jaw , miał romans każdy wie to poco miałby ukrywać się bawić się w to podwójne życie raniąc dwie kobiety, bo ta druga w pewien sposób byłaby tak samo oszukiwana i krzwdzona jak my.może faktycznie chcą to naprawić a my zwyczajnie nie dajemy im szans bo ciągle wracamy do tego co było . ja wiem że to jest trudne i samo przychodzi do głowy ale może na prawdę warto spróbować. oczywiście trzeba mieć wszystko na oku ![]()
Oj nie jest to tak do końca jak piszesz
Nigdy już nie będziemy pewne my kobiety zdradzone , że romans który kiedyś zaistniał nie trwa nadal lub kiedyś w przyszłości nie powróci
A TO CIĄGŁE POWRACANIE DO TEMATU TO RZECZ NIE ZALEŻNA OD NAS ,przynajmniej ja tak mam
wolałabym o tym zapomnieć i wyrzucić to z mojej głowy
Mało tego , staram się go zrozumieć , bo przecież gdzieś tam w tym wszystkim jest też cząstka mojej winy - w myśl zasady , wina leży po środku.
W sumie to mąż zdradzając mnie a póżniej decydując się że zostanie z rodziną musiał się liczyć z tym że wybrał trudniejszą walkę , bo ja mu tak łatwo nie wybaczę i nie bedzie tak kolorowo jakgdyby został z kochanką .
Z ta pewnoscia to jest tak, ze nikt nigdy nie moze miec pewnosci do konca, ani te juz zdradzone, ani te jeszcze nie. To my popelnilysmy blad, obdarzajac naszych mezow zaufaniem wiekszym, niz same siebie. Tak jak kiedys za mojego meza dalabym sobie uciac obie rece, nogi i jeszcze glowe na dokladke, dzis nie dalabym zlamanego wlosa. Dzien po dniu od nowa ucze sie byc szczesliwa dla siebie, doskonalic siebie i dbac o siebie. A moz - jesli chce, moze wstapic w moj krag szczescia, ale juz nie bezwarunkowo. On tez musi sie jescze wiele nauczyc. Tak jak przez wiele lat bylam poblazliwa, nawet bardzo, tak teraz jestem wymagajaca, kazdego dnia bardziej. Jesli na cos zasluguje, to tylko na najlepsze.
I tu aga masz racje. Ufać mogę sobie. Budować dla siebie.
WAzne jest określenie relacji i oczekiwan. Niestety szkodzi nie my się wpisujemy w oczekiwania naszych partnerów ale oni muszę się wpisać w oczekiwania nasze.
Niestety dla nich.
Ja chyba jeszcze zanim ziemia zamarznie urzadze rytualny pogrzeb. Pochowam naiwnosc głupotę i poświęcenie. Juz nigdy. Amen.
Oj nie jest to tak do końca jak piszesz
Nigdy już nie będziemy pewne my kobiety zdradzone , że romans który kiedyś zaistniał nie trwa nadal lub kiedyś w przyszłości nie powróci
A TO CIĄGŁE POWRACANIE DO TEMATU TO RZECZ NIE ZALEŻNA OD NAS ,przynajmniej ja tak mam
wolałabym o tym zapomnieć i wyrzucić to z mojej głowy
Mało tego , staram się go zrozumieć , bo przecież gdzieś tam w tym wszystkim jest też cząstka mojej winy - w myśl zasady , wina leży po środku.
W sumie to mąż zdradzając mnie a póżniej decydując się że zostanie z rodziną musiał się liczyć z tym że wybrał trudniejszą walkę , bo ja mu tak łatwo nie wybaczę i nie bedzie tak kolorowo jakgdyby został z kochanką .
Nie rozumiem .Jezeli jestes z nim to dlaczego piszesz nie wybacze .Przeciesz ty juz to zrobilas ,wybaczylas ale nie zapomnialas .
I co bedziesz tak sie paplac w tym ukladzie do konca zycia .?.
Kolorowa kochanka o imieniu Marysia ,Zosia ,Lusia -bedzie caly czas obok ciebie i z toba ,zapomniec nie zapomniesz .
To co napisala Aga333 ,jest madre -ucz sie byc szczesliwa dla siebie i mysl o sobie ,dbaj o siebie .
Zycze powodzenia w walce o siebie .
mam 22lata
mam 22 lata jestem 3lata po ślubie i mam 3letnią córeczkę. i powiem wprost zdradzałam męża tzn miałam romans z żonatym facetem i właśnie kilka dni temu wszystko się wydało przyznałam się do wszystkiego bo chodziły plotki na mój temat już nie muszę pisać jakie bo wiadomo co okazało się że rozpowiada je mój kochanek którego uważam za huja.poszłam do jego żony i o wszystkim jej powiedziałam bo dlaczego ona ma nie wiedzieć skoro on i tak w większości naszym znajomym powiedział mój mąż dobrze go zna lepiej niż jego żona powiedział jej o wcześniejszych zdradach o których ja nie miałam pojęcia wiem też teraz że spotykał się ze mną i innymi dziewczynami nie potrafił się do niczego przyznać ciągle się zapierał .nie wiem co mam zrobić mój mąż się załamał ja bardzo tego żałuje i zrobię wszystko żeby ratować nasze małżeństwo nie pozwolę mu odejść .wiem to jest śmieszne co teraz napisze ale ja go kocham i zrozumiałam wreszcie jak cenną mam osobę u swego boku.nie wiem jak będziemy dalej z tym żyć ale pragnę tylko żeby mi wybaczył.wiem że nie ma dla mnie usprawiedliwienia oddałabym wszystko żeby cofnąć czas
mam 22 lata jestem 3lata po ślubie i mam 3letnią córeczkę. i powiem wprost zdradzałam męża tzn miałam romans z żonatym facetem i właśnie kilka dni temu wszystko się wydało przyznałam się do wszystkiego bo chodziły plotki na mój temat już nie muszę pisać jakie bo wiadomo co okazało się że rozpowiada je mój kochanek którego uważam za huja.poszłam do jego żony i o wszystkim jej powiedziałam bo dlaczego ona ma nie wiedzieć skoro on i tak w większości naszym znajomym powiedział mój mąż dobrze go zna lepiej niż jego żona powiedział jej o wcześniejszych zdradach o których ja nie miałam pojęcia wiem też teraz że spotykał się ze mną i innymi dziewczynami nie potrafił się do niczego przyznać ciągle się zapierał .nie wiem co mam zrobić mój mąż się załamał ja bardzo tego żałuje i zrobię wszystko żeby ratować nasze małżeństwo nie pozwolę mu odejść .wiem to jest śmieszne co teraz napisze ale ja go kocham i zrozumiałam wreszcie jak cenną mam osobę u swego boku.nie wiem jak będziemy dalej z tym żyć ale pragnę tylko żeby mi wybaczył.wiem że nie ma dla mnie usprawiedliwienia oddałabym wszystko żeby cofnąć czas
Swojego kochanka uważasz za hu....ja, w takim razie kim ty jesteś?
mam 22 lata jestem 3lata po ślubie i mam 3letnią córeczkę. i powiem wprost zdradzałam męża tzn miałam romans z żonatym facetem i właśnie kilka dni temu wszystko się wydało przyznałam się do wszystkiego bo chodziły plotki na mój temat już nie muszę pisać jakie bo wiadomo co okazało się że rozpowiada je mój kochanek którego uważam za huja.poszłam do jego żony i o wszystkim jej powiedziałam bo dlaczego ona ma nie wiedzieć skoro on i tak w większości naszym znajomym powiedział mój mąż dobrze go zna lepiej niż jego żona powiedział jej o wcześniejszych zdradach o których ja nie miałam pojęcia wiem też teraz że spotykał się ze mną i innymi dziewczynami nie potrafił się do niczego przyznać ciągle się zapierał .nie wiem co mam zrobić mój mąż się załamał ja bardzo tego żałuje i zrobię wszystko żeby ratować nasze małżeństwo nie pozwolę mu odejść .wiem to jest śmieszne co teraz napisze ale ja go kocham i zrozumiałam wreszcie jak cenną mam osobę u swego boku.nie wiem jak będziemy dalej z tym żyć ale pragnę tylko żeby mi wybaczył.wiem że nie ma dla mnie usprawiedliwienia oddałabym wszystko żeby cofnąć czas
Nic z tego nie zrozumialam ,opowiadanie jest dlugie i poplatane jak sznur od zelazka .
Najbardziej utkwilo mi w pamieci slowo zaczynajace sie na "h....", pomimo to dalej -czarno ,czarno.
Prosze o wiecej .
Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » miłość po zdradzie
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026