Kilka tygodni temu dowiedziałam się że mój ukochany mąż ma romans . Oczywiście nie miał odwagi powiedzieć mi o tym osobiście , pełna podejżeń pojechałam do żródła czyli do tej kobiety . Z uśmiechem na twarzy powiadomiła mnie że mój mąż mnie nie kocha i napewno nie będzie ze mną . Stałam tam jak wryta , bez słowa , w szoku wróciłam do domu . Mąż wszystko potwierdził , tzn. że miał z nią romans , ale chce być ze mną jeżeli bedę w stanie po tym wszystkim z nim być . Uświadomił mi również że wydawało mu się że ją kocha , że byl moment kiedy chciał do niej odejść , i wiele innych rzeczy których wolałabym nie wiedzieć nigdy ale jednak on wylewał to wszystko z siebie a ja słuchałam i cierpiałam . Pierwsze dni były okropnie ciężkie , mój świat runął jak domek z kart . Poświęciłam całe życie aby mieć szczęśliwą rodzinę a on tak poprostu to zniszczył. Mam 34 lata i zdaję sobie sprawę z tego że trudo w takim wieku zaczynać wszystko od nowa . Kocham męża - tak mi się wydaje, po tych kilku tygodniach mam coraz więcej watpliwości , ale póki co jesteśmy razem . Czasem jest lepiej czasem gorzej , ale minął dopiero miesiąc od tego zdarzenia więc to chyba normalne. Chodzimy do psychologa - 2 wizyty , może to da jakiś rezultat za jakiś czas . Jeżeli chodzi o sam fakt zdrady to na początku jak pisałam byłam w szoku - nie krzyczałam , nie płakałam - nic , z czasem wszystko dochodziło do mnie i to było straszne . Dowiedziałam się z bilingów ściągniętych z netu - prześledziłam pół roku wstecz , że romans - pierwszy telefon wykonał do tej kobiety w dniu naszej 16 rocznicy ślubu , dla mnie to duzy problem tymbardziej że w tym okresie troszkę chorowałam - miałam operację . Im więcej o tym myślę , tym bardziej dochodze do wniosku że przez ten cały czas trwania naszego związku żyłam z człowiekiem którego wogóle ne znałam albo z wyobrażeniem o nim . Zawsze uważałam nasz zwiazek za udany i wyjatkowy , dużo rozmawialiśmy , byliśmy nie tylko małżeństwem ale również przyjaciółmi i przede wszystkim kochankami . Wiedział że zdrada to jedyna rzecz z którą nigdy nie mogłabym sobie poradzić i już napewno wybaczyć , a jednak zrobił mi to i to w dodatku wtedy kiedy najbardziej go potrzebowałam .
1 2011-11-04 20:13:58 Ostatnio edytowany przez straconeżycie (2011-11-04 21:37:32)
Podobne tematy
Kochana, ja zaczęłam życie od nowa mając 47 lat. Udało się.
Piewszy raz ex zaczął półroczny romans, jak byłam w 9 miesiącu ciąży, 9 lat po ślubie. Wtedy udało się nam z tego wyjść, chcociaż to głownie ja pracowałąmnad naprawą, cierpieć przestałam po kilku miesiącach, ale pełnego zaufania do niego już nie było. Powiem nawet, że kolejne 10 lat było najlepszymi latami naszego małżeństwa. Niestety, była powtórka z rozrywki i już drugiej szansy mu nie dałam.
Sama niczego tak napawdę nie zdziałasz. Jeśli zależy wam na Was, razem musicie nad tym pracować, a uważam, że akie sytuacje bez pomocy specjalisty mogą być tylko odroczeniem wyroku
Ja też mam już dorosłe dzieci i 22 lata małżeństwa za sobą. 4 miesiące temu dowiedziałam się że mąż tęskni za inną kobietą. Myśl, że jest ktoś ważniejszy, ktoś kto zaprząta całą uwagę mojego M była nie do zniesienia. Bo przecież układało się dobrze, a tu takie bum. Początek był straszny. Zero snu (tylko po tabletce), zero skupienia się na czymkolwiek, pogoń myśli w głowie, płacz, rozdrażnienie, zdenerwowanie i długo by jeszcze wymieniać. Teraz emocje się wyciszyły, ale do spokoju jeszcze długa droga. Wiem, że już nigdy nie będzie tak samo- trywialne lecz prawdziwe niestety. Całkowite zaufanie też już pewnie nie wróci. Poczytaj wątki innych kobiet. Mi pomogły zrozumieć co się ze mną działo i dzieje. Pokazały, że to co czuję jest normalne i tak musi być. Ciesz się, że Twój facet chce chodzić do psychologa, jest chyba nielicznym wyjątkiem. Myślę, że to też jest droga do szybszego "lepszego jutra". Większość kobiet musi radzić sobie sama, bo wizyty u psychologa to ujma dla faceta.
A ja uważam że zdrada zawsze kończy mój związek i tego się będę w życiu trzymał. To jedna z zasad o której wie moja partnerka. Jak zdradzi to odejdę.
Może łatwo mi mówić, ale ja uważam dokładnie tak samo jak PUA, zdrada to ewidentny koniec, to samo wie mój partner.
Raz miałam sytuacje, która oparła się prawie na zdradzie, wybaczyłam, ale niestety nie zapomniałam, bardzo często zaprzątam sobie tym głowę i nie mogę sobie z tym poradzić, czasami żałuję, że już wtedy nie odeszłam, przynajmniej nie zaprzątałabym sobie głowy przeszłością, a teraz.. kocham go jeszcze bardziej i muszę z tym żyć. Ale obiecałam sobie, że jeśli drugi raz będzie taka sytuacja to odwrócę się na pięcie i odejdę, chociażby dlatego żeby mieć czystą kartę i zacząć coś od nowa.
Według mnie osoba zdradzona zasługuje na lepsze życie i na kogoś bardziej wartościowego.
Może łatwo mi mówić, ale ja uważam dokładnie tak samo jak PUA, zdrada to ewidentny koniec, to samo wie mój partner.
Raz miałam sytuacje, która oparła się prawie na zdradzie, wybaczyłam, ale niestety nie zapomniałam, bardzo często zaprzątam sobie tym głowę i nie mogę sobie z tym poradzić, czasami żałuję, że już wtedy nie odeszłam, przynajmniej nie zaprzątałabym sobie głowy przeszłością, a teraz.. kocham go jeszcze bardziej i muszę z tym żyć. Ale obiecałam sobie, że jeśli drugi raz będzie taka sytuacja to odwrócę się na pięcie i odejdę, chociażby dlatego żeby mieć czystą kartę i zacząć coś od nowa.
Według mnie osoba zdradzona zasługuje na lepsze życie i na kogoś bardziej wartościowego.
Według mnie nie ma czegoś takiego jak "prawie zdrada". Skoro zaprzatasz sobie tym głowę i Cie to męczy to musiało zaboleć. A skoro zabolało to w myśl tego co piszesz, że zdrada to "ewidentny koniec" powinnaś zostawić partnera. Tylko nigdy nie będziesz miała pewności, że ten nowy "ktoś" będzie bardziej wartościowy.
W pierwszym momencie, po odkryciu zdrady, człowiek chce odejść, bo uważa że tak bedzie lepiej, że jak zniknie osoba która zadała ból, ten ból zniknie razem z nią. A tak nie jest niestety.
Spodziewałam się negatywnego skomentowania mojego postu.
Zależy co Ewko123 uważasz za zdradę, ja żeby Ci pasowało zostałam zdradzona, ale nie w taki bolesny sposób jak autorka tematu. Ewidentny koniec będzie wtedy kiedy partner zdradzi mnie w ten najgorszy sposób, a tego nie zrobił, toteż nie zrozumiałaś mojego postu i tej "prawie zdrady".. Nie zostawiłam partnera, bo kierowały mną inne uczucia.. a mianowicie stwierdziłam, że miłość niestety prowadzi czasem do cierpienia. Mój partner wie, że drugi raz się nie zawaham. A co do tego "kogoś nowego" to zawsze istnieje ryzyko odrzucenia, rozczarowania albo porażki, sens tkwi w tym, że nie należy się go bać, bo w przeciwnym razie nigdy nie znajdziemy swojej drugiej połówki, a ten kto przestaje szukać przegrywa życie.
Witam Was kobietki. Mam 32 lata. Z moim mężem jestem 5 lat po ślubie. Mamy niespełna 4-letnią córeczkę. Kilka dni temu dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza. Romans trwa od 3 miesięcy. Około miesiąca temu nakryłam go jak sms-ował z jakąś dziewczyną. Obiecał, że to skończy no i skończył, na tydzień. Potem zaczął do niej jeździć, podając mi jakieś wiarygodne wymówki gdzie jedzie. No ale jednego razu przejrzałam jego rzeczy no i znalazłam drugą kartę do telefonu. Dotarło do mnie, że to trwa nadal. Przyznał mi się, że się z nią spotyka. Świat zawalił mi się kompletnie. Dziewczyna z którą się spotyka ma 21 lat. Nie wiem, czy mam się z tego śmiać, czy może płakać. Małolata zawróciła mu w głowie.Ja go cały czs kocham i strasznie mnie to boli co mi zrobił. Nawet nie usłyszałam przepraszam. Mieszkam cały czas z nim bo walczę o niego ale to chyba już nie ma sensu. Patrzę jak do niej wychodzi i wraca w nocy albo następnego dnia. Rozmawiałam z mężem co było powodem, że znalazł sobie inną, czy coś nie tak zrobiłam. Usłyszałam, że wszystko było ok. Nie wiem kompletnie co mam robić...
Kilka tygodni temu dowiedziałam się że mój ukochany mąż ma romans . Oczywiście nie miał odwagi powiedzieć mi o tym osobiście , pełna podejżeń pojechałam do żródła czyli do tej kobiety . Z uśmiechem na twarzy powiadomiła mnie że mój mąż mnie nie kocha i napewno nie będzie ze mną . Stałam tam jak wryta , bez słowa , w szoku wróciłam do domu . Mąż wszystko potwierdził , tzn. że miał z nią romans , ale chce być ze mną jeżeli bedę w stanie po tym wszystkim z nim być . Uświadomił mi również że wydawało mu się że ją kocha , że byl moment kiedy chciał do niej odejść , i wiele innych rzeczy których wolałabym nie wiedzieć nigdy ale jednak on wylewał to wszystko z siebie a ja słuchałam i cierpiałam . Pierwsze dni były okropnie ciężkie , mój świat runął jak domek z kart . Poświęciłam całe życie aby mieć szczęśliwą rodzinę a on tak poprostu to zniszczył. Mam 34 lata i zdaję sobie sprawę z tego że trudo w takim wieku zaczynać wszystko od nowa . Kocham męża - tak mi się wydaje, po tych kilku tygodniach mam coraz więcej watpliwości , ale póki co jesteśmy razem . Czasem jest lepiej czasem gorzej , ale minął dopiero miesiąc od tego zdarzenia więc to chyba normalne. Chodzimy do psychologa - 2 wizyty , może to da jakiś rezultat za jakiś czas . Jeżeli chodzi o sam fakt zdrady to na początku jak pisałam byłam w szoku - nie krzyczałam , nie płakałam - nic , z czasem wszystko dochodziło do mnie i to było straszne . Dowiedziałam się z bilingów ściągniętych z netu - prześledziłam pół roku wstecz , że romans - pierwszy telefon wykonał do tej kobiety w dniu naszej 16 rocznicy ślubu , dla mnie to duzy problem tymbardziej że w tym okresie troszkę chorowałam - miałam operację . Im więcej o tym myślę , tym bardziej dochodze do wniosku że przez ten cały czas trwania naszego związku żyłam z człowiekiem którego wogóle ne znałam albo z wyobrażeniem o nim . Zawsze uważałam nasz zwiazek za udany i wyjatkowy , dużo rozmawialiśmy , byliśmy nie tylko małżeństwem ale również przyjaciółmi i przede wszystkim kochankami . Wiedział że zdrada to jedyna rzecz z którą nigdy nie mogłabym sobie poradzić i już napewno wybaczyć , a jednak zrobił mi to i to w dodatku wtedy kiedy najbardziej go potrzebowałam .
Oj doskonale wiem co przeżywasz!
Z tym, że ja borykam się ze zdradą męża od ponad 5 miesięcy!
Ja również myślałam, że mój mąż jest z gatunku tych, co to nawet nie pomyślą o innej. Nigdy nie miałam powodu do zazdrości. Zawsze był wobec mnie fair. Do czasu...Okazuje się, że nigdy nie możemy mieć pewności nawet co do najbliższej nam osoby, z którą przeżyło się połowę swego życia!
Najgorsze, że zaangażował się uczuciowo, też myślał o rozpoczęciu nowego życia z inną....
Ale ja dowiedziałam się o wszystkim od niego! Przyznał sie sam! Ja niczego nie podejrzewałam! Spotykali się okło 2-3 mesięcy, spacerki, przytulanki, pocałunki...sexu pdobno nie było!
Mąż w pewnym momencie opamiętał się, zakończył z tą panią, no ale....
Ja cały czas to strasznie przeżywam, cierpię, płaczę, alkohol jest moim przyjacielem...
Kocham go cały czas, on twierdzi, że nigdy mnie nie przestał kochać.
Ale juz nigdy nie będzie tak samo! Dopóki nie usłyszę od męża, że tamto to już definitywna przeszłość!
Dodatkowym problemem jest fakt, że pracują w tej samej firmie i to jest dla mnie dodatkowym powodem mojej udręki!
Byliśmy tylko raz na spotkani z terapeutami, na tym jednm się skończyło...
Ja potrzebuje psychologa, mój mąż ma wielkie opory. Będę musiała sama pochodzić na takie spotkania.
Widzę, że małżonek sie stara, że żałuje, ale nigdy już nie poczuję się tak bezpiecznie i spokojnie jak kiedyś....
Dlatego myśli o rozwodzie często pojawiają sie w mojej głowie. Żal tylko mojej córki, której szczęśliwy świat by runął...
Bo my na prawdę byliśmy fajną, szczęśliwą rodzinką i moja córka dobrze się w niej czuła i czuje nadal....
Gdyby nie ta zdrada, wszystko byłoby idealne......
Witam Was kobietki. Mam 32 lata. Z moim mężem jestem 5 lat po ślubie. Mamy niespełna 4-letnią córeczkę. Kilka dni temu dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza. Romans trwa od 3 miesięcy. Około miesiąca temu nakryłam go jak sms-ował z jakąś dziewczyną. Obiecał, że to skończy no i skończył, na tydzień. Potem zaczął do niej jeździć, podając mi jakieś wiarygodne wymówki gdzie jedzie. No ale jednego razu przejrzałam jego rzeczy no i znalazłam drugą kartę do telefonu. Dotarło do mnie, że to trwa nadal. Przyznał mi się, że się z nią spotyka. Świat zawalił mi się kompletnie. Dziewczyna z którą się spotyka ma 21 lat. Nie wiem, czy mam się z tego śmiać, czy może płakać. Małolata zawróciła mu w głowie.Ja go cały czs kocham i strasznie mnie to boli co mi zrobił. Nawet nie usłyszałam przepraszam. Mieszkam cały czas z nim bo walczę o niego ale to chyba już nie ma sensu. Patrzę jak do niej wychodzi i wraca w nocy albo następnego dnia. Rozmawiałam z mężem co było powodem, że znalazł sobie inną, czy coś nie tak zrobiłam. Usłyszałam, że wszystko było ok. Nie wiem kompletnie co mam robić...
Ja też słyszałam, że wszystko było ok! Nic nie miał mi do zarzucenia!!! Może miał za dobrze? Może gdybym była zołzą bardziej by mnie doceniał? Nie mam pojęcia!
A w Twojej sytuacji, trudna sprawa, bo mąż ewidentnie nie przejmuje się tym co zrobił! Gdyby mój zostawał na noc u tej drugiej, rano miałby pod drzwiami walizkę wystawioną! Nie zniosłabym tego!
Może to głupie ale po tym jak zobaczyłam w necie ile kobiet zmaga się z takim problemem czuje się lepiej - wiem że nie jestem sama . A inne przykłady które pokazują że można z tego wyjść , że są kobiety silne które zaczynają wszystko od nowa i osiągają jeszcze w życiu szczęście - daje nadzieje.
Moje dzieci , 16 i 12 lat o wszystkim wiedzą , dokłanie i prawie ze szczegółami , znają tą kobiete z widzenia , wiedzą co się stało . I dla jasności to nie ja postarałam się o to aby były w to wtajemniczone .Córka bardzo to przeżyła , w sumie to ona pomogła mi do tego dojść - widziała co się dzieje w domu i jak zachowuje się mąż . Ostro potraktowała ojca , stwierdziła - nie mam już ojca , straciłeś mój szacunek i miłość za to co zrobiłeś mojej mamie . Jej bunt i złość dopadła nawet mnie , była zła że go nie zostawiłam , że nadal moge z nim być po tym wszystkim co zrobił . Rozumiem to , bo ona kieruje się rozumem i zdrowym rozsądkiem a ja serecem .
12 2011-11-05 20:51:26 Ostatnio edytowany przez straconeżycie (2011-11-05 21:28:53)
SMUTNAMONIA , a propo twojego ostatniego wpisu i sytuacji w jakiej się znalazłyśmy ...
ja z mężem mieliśmy tak samo
Wszyscy nasi znajomi uważali nas za idealne małżeństwo , wystarczyło na nas popatrzeć - rozumieliśmy się bez słów.
Oczywiście o zdradzie wiedzą wszyscy , rodzina moja i męża , znajomi i oczywiście życzliwi .
Dlaczego ?
To uroki mieszkania w małej miejscowości , w której każdy wie o każdym wszystko .
A z kobietą którą mąż miał romans "spotykałam się " często w sklepie , kościele czy w szkole .
Nie tylko dla mnie to był szok , ale dla każdego kto nas znał
Teraz przyszło mi się zmierzyc nie tylko z bólem po zdradzie , ale z plotkami które zalewją moją rodzinę
To naprawdę nie jest takie proste.....
Może to głupie ale po tym jak zobaczyłam w necie ile kobiet zmaga się z takim problemem czuje się lepiej - wiem że nie jestem sama . A inne przykłady które pokazują że można z tego wyjść , że są kobiety silne które zaczynają wszystko od nowa i osiągają jeszcze w życiu szczęście - daje nadzieje.
Moje dzieci , 16 i 12 lat o wszystkim wiedzą , dokłanie i prawie ze szczegółami , znają tą kobiete z widzenia , wiedzą co się stało . I dla jasności to nie ja postarałam się o to aby były w to wtajemniczone .Córka bardzo to przeżyła , w sumie to ona pomogła mi do tego dojść - widziała co się dzieje w domu i jak zachowuje się mąż . Ostro potraktowała ojca , stwierdziła - nie mam już ojca , straciłeś mój szacunek i miłość za to co zrobiłeś mojej mamie . Jej bunt i złość dopadła nawet mnie , była zła że go nie zostawiłam , że nadal moge z nim być po tym wszystkim co zrobił . Rozumiem to , bo ona kieruje się rozumem i zdrowym rozsądkiem a ja serecem .
Moje dzieci są już dorosłe, córka skończyła 18 lat, druga jest starsza. Ta młodsza płakała, gdy się dowiedziała. Jeśli to możliwe nie obarczaj dzieci waszymi problemami. To nie pomoże wam a niepotrzebnie obarczy dzieci problemem. To kłopot twój i męża i wy go musicie rozwiazać. Moje dzieci dowiedziały sie ode mnie o zdradzie, ale od razu poprosiłam je żeby nie odwracały się od męża, bo to nie ma z nimi nic wspólnego. Moim zdaniem nie ma nic gorszego jak wykorzystywanie dzieci w walce rodziców, nastawianie ich przeciwko jednemu lub drugiemu. Jeśli zostaniecie razem i będziecie chcieli odbudować wasze relacje trudno będzie wtedy odzyskać szacunek w oczach dzieci.
14 2011-11-06 00:19:04 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-11-06 00:20:04)
Świat schodzi na psy. To co czytam to jak tandetny serial brazylijski. Czy faceci nie mają opamiętania? Po co składać przysięgi,po co obiecywać, wiązać się na stałe?! A te młode dziewczyny, które lepią się do żonatych facetów-co to ma być w ogóle? Ja mając 21 lat nie spojrzałam na faceta , który ma żonę (z resztą nawet teraz wciąż z takiego założenia wychodzę), a facet po 30stce był już dla mnie starcem. Od czego to wszystko zależy? Czy te małolaty mają sieczkę w głowie? Z resztą faceci widać mają taką samą, wrrrrrrrrrrrrr
ewka123
chyba mnie żle zrozumiałaś
nigdy w życiu nie nastawiałam dzieci przeciwko ojcu i żle mi z tym że córka tak się zachowuje ale jest w takim wieku że trudno mi ją przekonać że to co widzi i czuje to nie prawda .
ewka123
chyba mnie żle zrozumiałaś
nigdy w życiu nie nastawiałam dzieci przeciwko ojcu i żle mi z tym że córka tak się zachowuje ale jest w takim wieku że trudno mi ją przekonać że to co widzi i czuje to nie prawda .
Ok, rozumiem. Chodzi mi o to, żeby jak najmniej angażować dzieci w to co się dzieje. Współczuję Ci, bo nie dość, że borykasz się z mężem to jeszcze dzieci. Twoja córka faktycznie jest w "trudnym" wieku.Zapewne ma własne zdanie na temat i to co czuje na pewno jest prawdziwe. Dlatego nie przekonuj jej, że jest inaczej tylko pomóż zrozumieć jej te uczucia i uporać się z nimi. Zwłaszcza, że otoczenie, które o wszystkim wie sprawy nie ułatwia niestety.
Napisz, proszę czy terapia u psychologa daje efekty. Mój mąż na pewno nie pójdzie, ale myślałam o tym, żeby sama iść i pomóc sobie przejść to wszystko.
Jeżeli chodzi o psychologa to mam mieszane uczucia , ale pewnie tak musi być . Szłam tam z nadzieją że upewni mnie w przekonaniu ze mąż został ze mna bo mnie kocha i doda nam pozytywnej energi , bo jeszcze przed pierwszą wizytą taką miałam - stwierdziłam , skoro nie odszedł to chyba coś do mnie czuje , że chce to naprawić . Jednak tak się nie stało , na samym początku stwierdziła z całą pewnością że muszę sobie uzmysłowić że po tym wszystkim co jej powiedziałam ona uważa że mąż zakochał się w tej kobiecie i nie będzie łatwo . Byłam w szoku bo to nie ja w jej oczach cierpiałam tylko on , gdyz musiał zrezygnowac ze swojej miłości dla mnie . Wogóle zaczęła go przekonywać że to , że on teraz mówi ze to definitywny koniec i dla niego to żaden problem , to tak nie jest i napewno bedzie wiele takich momentów kiedy będzie mu ciężko i będzie za nią tęsknił . Tłumaczyła że mąż się zaangażował i będzie cierpiał a ja muszę to zrozumieć i dać mu tyle czasu ile będzie potrzebował. Nigdy wcześniej nie byłam u psychologa , ale ten mnie zupełnie zaskoczył . Mimo wszystko po trzech tygodniach udaliśmy się na drugie spotkanie , było o czym mówić gdyż czas ten był dla nas bardzo trudny . No i tak jak myślałam kolejny raz stwierdziła że miała racje jak mówiła że to nie będzie takie proste i musimy się z tym liczyć , że maż potrzebuje wiecej czasu i spokoju , a najlepiej żebyśmy unikali wyjścia razem w miejsca gdzie możemy ją spotkać - to chyba jest jakies chore . Nie wiem co o tym myślec .
Dziewczyny przeczytałam wszystkie Wasze posty.....
moja historia jest podobna ... ale mój związek .....bardzo długi.....
mój pan 52 lata .... oszalał spotkał na swojej drodze życia 28- latkę../ma syna który ma 34 lata/.. i staruszek oszalał....a ona przyszła do mojego domu z nim i chciała w nim zamieszkać........a ja zrobiłam taką awanturę że ...... że pół bloku się trzęsło.....on nie dawał za wygraną.....wyzywał mnie przy niej......że mnie nie kocha.... że ma .....ją i chce rozpocząć nowe życie.....myślałam że mnie szlak trafi na miejscu...... jednak się wycofała.......
i Pan zaczął szaleć po hotelach...kasynach.... restauracjach.....ale do domu już jej nie przyprowadził w ciągu miesiąca stracił 70.000zł...na końcu dwa dni spali w garażu..... i panienka stwierdziła że kasy nie ma i uciekła......i dopiero Pan wrócił do domu zrozpaczony.....o wszystko mnie obwiniał....
Ja schudłam w ciągu miesiąca 11 kg........ i ...postanowiłam coś wreszcie dla siebie zrobić......pojechałam do kliniki prywatnej..i zrobiłam sobie lifting twarzy..... w marcu jadę na plastykę brzucha.....jak tracimy kasę to tracimy....
Pan oklapł....nie ma kasy....musi spłacać kredyty i pracować......a ja mówię ze też jestem bez kasy.....bo muszę o sobie myśleć....
Zostałam przez z niego poniżona,zdeptana jak śmieć....nigdy mu tego nie wybaczę....a tak mu ufałam nie warto być wierną....i kochać bez krytycznie...
Jeżeli chodzi o psychologa to mam mieszane uczucia , ale pewnie tak musi być . Szłam tam z nadzieją że upewni mnie w przekonaniu ze mąż został ze mna bo mnie kocha i doda nam pozytywnej energi , bo jeszcze przed pierwszą wizytą taką miałam - stwierdziłam , skoro nie odszedł to chyba coś do mnie czuje , że chce to naprawić . Jednak tak się nie stało , na samym początku stwierdziła z całą pewnością że muszę sobie uzmysłowić że po tym wszystkim co jej powiedziałam ona uważa że mąż zakochał się w tej kobiecie i nie będzie łatwo . Byłam w szoku bo to nie ja w jej oczach cierpiałam tylko on , gdyz musiał zrezygnowac ze swojej miłości dla mnie . Wogóle zaczęła go przekonywać że to , że on teraz mówi ze to definitywny koniec i dla niego to żaden problem , to tak nie jest i napewno bedzie wiele takich momentów kiedy będzie mu ciężko i będzie za nią tęsknił . Tłumaczyła że mąż się zaangażował i będzie cierpiał a ja muszę to zrozumieć i dać mu tyle czasu ile będzie potrzebował. Nigdy wcześniej nie byłam u psychologa , ale ten mnie zupełnie zaskoczył . Mimo wszystko po trzech tygodniach udaliśmy się na drugie spotkanie , było o czym mówić gdyż czas ten był dla nas bardzo trudny . No i tak jak myślałam kolejny raz stwierdziła że miała racje jak mówiła że to nie będzie takie proste i musimy się z tym liczyć , że maż potrzebuje wiecej czasu i spokoju , a najlepiej żebyśmy unikali wyjścia razem w miejsca gdzie możemy ją spotkać - to chyba jest jakies chore . Nie wiem co o tym myślec .
Z tymi psychologami to faktycznie bywa różnie. Ja na przykład usłyszałam, że mózg człowieka nie jest monogamiczny i może kochać wiele osób! Można kochać więcej niż jedną kobietę. Tylko istotne jaką postawę przymiemy wobec tego uczucia.
No i kicha, bo ja nie przyjmuje tego do wiadomości! Generalnie ich propozycja była taka, żebyśmy znaleźli w sobie te cechy, które w sobie kochamy i na tym spróbowali zbudować nasze życie od nowa!
Tylko jak dla mnie to oznacza, że mam sie pogodzić z faktem że nie jestem dla mojego męża jedyną w jego sercu!
I jak tu coś budować?
No to widzę, że może lepiej samemu sobie zafundować terapię i trzymać sie swojej drogi. Albo nie rozumiemy na czym polega ta terapia.:( Może ona odnosi skutek po dłuższym czasie?
Dzisiaj kolejny raz obudziłam się w nocy , nie moge spać - męczą mnie koszmary związane z nią i moim mężem . Wczoraj mąż stwierdził że to ja jestem wszystkiemu winna . Zawsze jak już wydaje się że wszystko wraca do równowagi to on zaczyna od nowa , robi wymówki - że ludzie plotkują o nas teraz bo to ja wszystkiemu jestem winna , nie daje żyć. Nawet psycholog mówił że teraz powinnismy skupić się na nas i nie brać pod uwagę plotek. Tymczasem on jedzie gdzieś i jak wraca to mi opowida co ludzie mówia i że to moja wina , kiedy to ja siedzę cały czas w domu i staram się o wszystkim zapomnieć - iść do przodu , on nie pozwala mi na to i mam wrazenie że szuka winnych tego wszystkiego co się stało i co się dalej dzieje .
Nie mam sił i chce aby to wszystko w końcu się skończyło .
Witam.
Jeżeli nie chcesz się męczyć, to zrób coś z tym.
W przeciwnym przypadku sytuacja będzie się zaogniała, a Ty będziesz w coraz gorszej kondycji psychicznej.
Zdrowy sen to podstawa. Tego Ci życzę. Myślenie zostaw na dzień.
DOBRANOC.
Przestałam wierzyć w to że można po zdradzie odbudowac związek .
Kobieta która nas dzieli na zawsze pozostanie między nami , a życie w małej miejscowości w której zawsze mozemy się na nią natknąć powoduje że za każdym razem zabliżniona już rana na nowo się otwiera.
Do tego plotki które niszczą nasze życie . Ludzie potrafią wymyślić niestworzone rzeczy , dorobić własna teorię i uprzykrzyć życie człowiekowi .
Dzisiaj kolejny raz obudziłam się w nocy , nie moge spać - męczą mnie koszmary związane z nią i moim mężem . Wczoraj mąż stwierdził że to ja jestem wszystkiemu winna . Zawsze jak już wydaje się że wszystko wraca do równowagi to on zaczyna od nowa , robi wymówki - że ludzie plotkują o nas teraz bo to ja wszystkiemu jestem winna , nie daje żyć. Nawet psycholog mówił że teraz powinnismy skupić się na nas i nie brać pod uwagę plotek. Tymczasem on jedzie gdzieś i jak wraca to mi opowida co ludzie mówia i że to moja wina , kiedy to ja siedzę cały czas w domu i staram się o wszystkim zapomnieć - iść do przodu , on nie pozwala mi na to i mam wrazenie że szuka winnych tego wszystkiego co się stało i co się dalej dzieje .
Nie mam sił i chce aby to wszystko w końcu się skończyło .
Na Boga, nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina!
To on zdradził, oszukiwał, a teraz próbuje wzbudzić w Tobie poczucie winy!
Nie mogę zrozumieć dlaczego on ma Tobie cos do zarzucenia.
Dlaczego wszyscy w Waszej miejscowości wiedzą o problemie? Czy to zasługa odrzuconej kochanki?
straconeżycie napisał/a:Dzisiaj kolejny raz obudziłam się w nocy , nie moge spać - męczą mnie koszmary związane z nią i moim mężem . Wczoraj mąż stwierdził że to ja jestem wszystkiemu winna . Zawsze jak już wydaje się że wszystko wraca do równowagi to on zaczyna od nowa , robi wymówki - że ludzie plotkują o nas teraz bo to ja wszystkiemu jestem winna , nie daje żyć. Nawet psycholog mówił że teraz powinnismy skupić się na nas i nie brać pod uwagę plotek. Tymczasem on jedzie gdzieś i jak wraca to mi opowida co ludzie mówia i że to moja wina , kiedy to ja siedzę cały czas w domu i staram się o wszystkim zapomnieć - iść do przodu , on nie pozwala mi na to i mam wrazenie że szuka winnych tego wszystkiego co się stało i co się dalej dzieje .
Nie mam sił i chce aby to wszystko w końcu się skończyło .Na Boga, nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina!
To on zdradził, oszukiwał, a teraz próbuje wzbudzić w Tobie poczucie winy!
Nie mogę zrozumieć dlaczego on ma Tobie cos do zarzucenia.
Dlaczego wszyscy w Waszej miejscowości wiedzą o problemie? Czy to zasługa odrzuconej kochanki?
Też jestem ciekawa odpowiedzi na te pytania. Dla mnie to nie zrozumiałe, Co to za facet, który Cię zdradził i jeszcze ma czelnośc obwiniać Ciebie o coś?
Przestałam wierzyć w to że można po zdradzie odbudowac związek .
Kobieta która nas dzieli na zawsze pozostanie między nami , a życie w małej miejscowości w której zawsze mozemy się na nią natknąć powoduje że za każdym razem zabliżniona już rana na nowo się otwiera.
Do tego plotki które niszczą nasze życie . Ludzie potrafią wymyślić niestworzone rzeczy , dorobić własna teorię i uprzykrzyć życie człowiekowi .
Współczuję, wiem co przeżywasz. Miałam tak samo. Na początku nie mogłam spać, pomagały tabletki. Trochę sie bałam je brać, bo uzależniają, ale juz nie dawałam rady . Mała miejscowość oczywiście nie pomaga. Ludzie potrafia byc okrutni.
Myslę, że powinnaś porozmawiać z mężem. Skoro zdecydował się na odbudowę związku i terapię to powinien się starać tak samo jak ty. Nie rozumiem dlaczego zrzuca winę na ciebie skoro to on zdradził. Jeśli coś było nie tak w waszym małżeństwie to powinien o tym z toba pogadac a nie szukać pociechy u innej.
A tak a propos zabliznionych ran. Nie dziwie się, że nie trawszisz widoku tej kobiety i wszystko odżywa. Ja wyrzuciłam ze swojego słownika słowo " Tęsknię". Mój M. czesto uzywał go w smsach do tej swojej baby i teraz pojawienie sie tego wyrazu budzi koszmarne wspomnienia.
Mam 33 lata. Razem byliśmy 17 lat z czego 10 lat po ślubie. Myślałam że złapałam Pana Boga za nogi. Byłam szczęśliwa, niczego nam nie brakowało, dwójka wspaniałych chłopców 7 i 5 lat. I co...........nagle odkryłam że ma drugą rodzinę w innym mieście dokładnie 10 km dalej. Ona i ich 18-sto miesięczny syn. Byli razem już 40 miesięcy. Jak to się stało że nic nie zauważyłam - byłam tak zakochana że nie dopuszczałam do siebie takiej myśli. Bolało bardzo - nie nadal boli, chyba najbardziej to że zostałam zraniona przez tak bliską mi osobę. Życie w bajce, to dostałam, karmiłam się złudzeniami - czy to naiwność? Teraz sprawa o rozwód toczy się w sądzie. Nie mogłam mu zaufać, nie byłam pewna że gdy mu wybaczę, pokocham to znowu mnie nie oszuka. Nie jestem z tego dumna, traktuję nasz związek jako życiową porażkę, nie zdaliśmy sprawdzianu z małżeństwa. Choć ślubowałam na dobre i złe nie mogłam dać mu kolejnej szansy. Co kolwiek zrobimy, którą drogę wybierzemy zawsze będzie ta niepewność. Może to a może tamto. Fakt minęły dopiero 3 miesiące od momentu kiedy się dowiedziałam - ale to najdłuższe miesiące w moim życiu. Czasami mam ochotę uciec gdzieś daleko, ale to nic nie da, bo wszystko pozostaje w naszej głowie.
straconeżycie napisał/a:Przestałam wierzyć w to że można po zdradzie odbudowac związek .
Kobieta która nas dzieli na zawsze pozostanie między nami , a życie w małej miejscowości w której zawsze mozemy się na nią natknąć powoduje że za każdym razem zabliżniona już rana na nowo się otwiera.
Do tego plotki które niszczą nasze życie . Ludzie potrafią wymyślić niestworzone rzeczy , dorobić własna teorię i uprzykrzyć życie człowiekowi .Współczuję, wiem co przeżywasz. Miałam tak samo. Na początku nie mogłam spać, pomagały tabletki. Trochę sie bałam je brać, bo uzależniają, ale juz nie dawałam rady . Mała miejscowość oczywiście nie pomaga. Ludzie potrafia byc okrutni.
Myslę, że powinnaś porozmawiać z mężem. Skoro zdecydował się na odbudowę związku i terapię to powinien się starać tak samo jak ty. Nie rozumiem dlaczego zrzuca winę na ciebie skoro to on zdradził. Jeśli coś było nie tak w waszym małżeństwie to powinien o tym z toba pogadac a nie szukać pociechy u innej.
A tak a propos zabliznionych ran. Nie dziwie się, że nie trawszisz widoku tej kobiety i wszystko odżywa. Ja wyrzuciłam ze swojego słownika słowo " Tęsknię". Mój M. czesto uzywał go w smsach do tej swojej baby i teraz pojawienie sie tego wyrazu budzi koszmarne wspomnienia.
Ja mam podobnie! Na samo brzmienie imienia tej baby dostaje dreszczy! No i niestety towarzyszy mi one często, bo córeczka mojego brata nosi to samo imię! A mój mąż jest jej ojcem chrzestnym!
Masakra!
Tak imię może wywołać w nas te złe uczucia. Mój starszy syn ma na imię Natan, a ich syn Nataniel......nie skomentuję
Jeżeli chodzi o plotki to poszło jak burza , w dniu kiedy pojechałam do niej aby dowiedziec się prawdy - bo to ona w końcu potwierdzila moje podejrzenia , dowiedziałam się również że ona już poinformowała swoje koleżanki o wszystkim i swoich rodziców przygotowała na to ze bedzie w związku z moim mężm i że to na stałe i cos powaznego , była pewna że mąż odejdzie i mnie zostawi . Nasi rodzice wiedzieli ze coś w naszym związku sie dzieje , coś jest nie tak - mąż bardzo się zmienił , więc kiedy prawda wyszła na jaw to dowiedzieli się ode mnie co było powodem tego . I tak sie zaczęło ..., plotka a raczej prawda rozchodziła się tak szybko ze trudno było to zatrzymać.
Nawet jeśli ludzie gadają o tym co się zdarzyło, to i tak każdy "życzliwy" doloży swoją cegiełkę do tego co usłyszał. I to już są PLOTKI. A tamta kobieta pewnie też suchej nitki na Tobie nie zostawiła. Sytuacja jest strasznie trudna. Musisz znaleźć duzo siły żeby przez to przebrnąć. Jeśli mąż chce byc z Tobą powinien Ci pomagać.
Mam chwile kiedy wszystko wraca i nawet kiedy miedzy nami jest super to właśnie taka chwila potrafi to zniszczyć.
Kocham męża - tego jestem pewna ale żal jaki czuje nie pozwala mi o tym zapomnieć .
Z upływem czasu , kiedy poznaje coraz to nowsze szczegóły całej tej przykrej historii dociera do mnie że mąż naprawde ją kochał , a ja chcę aby był szczęśliwy . I co z tego że zostanie ze mna skoro ciągle bedzie myslał o niej , kiedy będzie cierpiał z powodu rozłąki z nią - nie będzie szczęsliwy a skoro on nie będzie to tymbardziej ja.
Muszę pozwolić mu odejść - pozwolić mu być szczęśliwym człowiekiem.
Oni maja szanse , nasz związek już nie .
Za dużo się wydarzyło .
Świadomość zdrady niszczy wszystko - nawet te dobre dni.
Zrozumiałam że to co się wydażyło na zawsze zmieniło moje życie , a raczej zycie jakie miałam z mężem, on ma nadzieje że czas wyleczy rany - że będzie jak dawniej .
NIGDY JUŻ NIE BĘDZIE JAK DAWNIEJ .
Sam nie potrafi uporać się z tym co czuje i czego tak naprawde chce , a wymaga ode mnie abym zapomniała o wszystkim i była taka jak kiedyś.
Mam mu pomóc zapomnieć o niej - wyleczyć się z tej miłości .
Myślę sobie że jest niezdecydowany i sam nie wie czy chce byc z nią czy ze mną .
Ja także miałam pomóc mojemu, najlepiej nie wspominać, nie płakać, zapomieć i wybaczyć. Nie da się. Chociaż człowiek próbuje z czasem wybaczy ale nigdy nie zapomni. Nie wiem nawet jak to sobie poukładał w swojej głowie, niby mieliśmy żyć szczęśliwie, kochać się, tulić, całować, myśleć o przyszłości, obchodzić kolejne rocznice ślubu...............a gdzie w tym wszystkim były moje uczucia, chyba miał to głęboko w d...e.
Zrozumiałam że to co się wydażyło na zawsze zmieniło moje życie , a raczej zycie jakie miałam z mężem, on ma nadzieje że czas wyleczy rany - że będzie jak dawniej .
NIGDY JUŻ NIE BĘDZIE JAK DAWNIEJ .
Sam nie potrafi uporać się z tym co czuje i czego tak naprawde chce , a wymaga ode mnie abym zapomniała o wszystkim i była taka jak kiedyś.
Mam mu pomóc zapomnieć o niej - wyleczyć się z tej miłości .
Myślę sobie że jest niezdecydowany i sam nie wie czy chce byc z nią czy ze mną .
Masz rację - już nigdy nie będzie tak samo. Nie wiem jak dużo czasu upłynęło od momentu gdy się o wszystkim dowiedziałaś? U mnie już niedługo będzie 5 miesięcy. I chociaż jest juz dużo lepiej niz wcześniej to są jeszcze dni, że wszystko wraca, mam doła strasznego, nie widzę sensu aby dalej walczyć. A uwierz mi, nie mam lekko. Mój M codziennie widzi sie z ta kobietą w pracy. Bardzo mnie to męczy. Nie wiem, czy się odkochał, bo nie siedzę w jego głowie, ale bardzo się stara naprawić to co zrobił. ON sie stara, bo to ON zepsuł to co było. To on musi znosić moje humory i trudne dni, bo ON jest ich przyczyną. Pewnie, że staram sie też, ale z miłości go nie wyleczę i tobie też się to nie uda. Mąż musi sam wiedziec czego chce i sam sie z tym uporać.
straconeżycie napisał/a:Zrozumiałam że to co się wydażyło na zawsze zmieniło moje życie , a raczej zycie jakie miałam z mężem, on ma nadzieje że czas wyleczy rany - że będzie jak dawniej .
NIGDY JUŻ NIE BĘDZIE JAK DAWNIEJ .
Sam nie potrafi uporać się z tym co czuje i czego tak naprawde chce , a wymaga ode mnie abym zapomniała o wszystkim i była taka jak kiedyś.
Mam mu pomóc zapomnieć o niej - wyleczyć się z tej miłości .
Myślę sobie że jest niezdecydowany i sam nie wie czy chce byc z nią czy ze mną .Masz rację - już nigdy nie będzie tak samo. Nie wiem jak dużo czasu upłynęło od momentu gdy się o wszystkim dowiedziałaś? U mnie już niedługo będzie 5 miesięcy. I chociaż jest juz dużo lepiej niz wcześniej to są jeszcze dni, że wszystko wraca, mam doła strasznego, nie widzę sensu aby dalej walczyć. A uwierz mi, nie mam lekko. Mój M codziennie widzi sie z ta kobietą w pracy. Bardzo mnie to męczy. Nie wiem, czy się odkochał, bo nie siedzę w jego głowie, ale bardzo się stara naprawić to co zrobił. ON sie stara, bo to ON zepsuł to co było. To on musi znosić moje humory i trudne dni, bo ON jest ich przyczyną. Pewnie, że staram sie też, ale z miłości go nie wyleczę i tobie też się to nie uda. Mąż musi sam wiedziec czego chce i sam sie z tym uporać.
Mój Boże, u Was jest dokładnie tak jak u mnie!
Też mam te strasznie huśtawki nastrojów, mój mąż również widuje się z nią codziennie w pracy i to mnie dobija!
Chociaż ma świadomość jak strasznie mnie skrzywdził. Mnie ciągle męczy myśl, jak mógł do tego dopuścić. Tak bardzo sie kochaliśmy! I on to wszystko zniszczył! Cągle słyszę, że nie ma mi nic do zarzucenia, że był pełniony jako mężczyzna.
Pewnie zabrakło mu ptasiego mleczka!
Strasznie to wszystko trudne!
Kocham go nadal, ale czuje jednak pewnien dystans - czyżbym była na dobrej drodze do obojętności?
Mój mąż utwierdził mnie w przekonaniu że ja również ponoszę wine za jego zdradę , wogóle mam mętlik w głowie .
Nie umiem sobie z tym poradzić .
Nie potrafię z tym żyć .
Te słowa padają z ust każdego mężczyzny który zdradził - nasza wina. Boże jakie to banalne. Też się obwiniałam bo on tak twierdził - ale to nie tak. Naszą jedyną winą było to że kochałyśmy tak bardzo.
No i katastrofa. Wszystko co budowałam przez ostatnie 5 miesiecy legło w gruzach wczoraj po południu. Prosilam zeby ograniczył kontakty z ta babą tylko do rozmów słuzbowych. Ale nie nudziło mu się(mial urlop i siedzial w domu) i gadał z nia na gg całe dopoludnia jak ja bylam w pracy. Jak juz nie wytrzymalam i sie poplakalam to powiedzial, że to przecież TYLKO rozmowa. Dla mnie rozmowa ktora udowadnia, że ta kobieta cały czas jest dla mojego M ważna. Już nie wiem co mam robić. Myślałam, żeby odejść, ale mój M zapewnia, że mnie kocha. Już nie wiem czy to prawda,czy taki szantaż emocjonalny. Nie wiem co dalej? Nasza 3 godzinna rozmowa wczoraj nie przyniosła żadnych wniosków.
jak to czytam to chce mi sie plakac moj maz mnie zradzil w styczniu a raczej sprowadzil sobie babke na sylwestrakiedy ja bylam z synem u rodziny. ze moja rodzina go nie trawi pojechalimy sami z malym. 29 stycznia wyprowadzilam sie z domu od niego do faceta ktorego poznalam juz kilka lat wczesniej ale to byl moj tylko kolega i nigdy nas nic nie laczylo. zaszlam z nim w ciaze a w lutym a on w czerwcu zmarl mial zaledwie dopiero 30 lat cale zycie przed soba. nie majac co zrobic wrocilam do juz bylego meza bo w miedzy czsie sie rozwiedlismy. teraz czekam porodu termin mam na 17 listopada tego roku. moj starszy syn ma prawie 9 lat i to jest jego dziecko. boje sie tego wszytskiego co bedzie pozniej choc narazie jest calkiem dobrze. mniewam dni kiedy chcialabym zapasc sie pod ziemie. wiele razy mam na koncu jezyka chec wykrzyczenia mu tego co sie stalo. oczywiscie moj byly maz o wszystko mnie obwinia. ale widze ze sie stara ja tez proboje ale nie wiem jak dlugo jeszcze dam rade. najgorsze jest w tym wszytskim to ze musialam wyjechac z nim za granice pozniewaz on tutaj pracuje i mieszka ten moj byly. i nie znajac jezyka jest naprawde koszmarnie.
42 2011-11-15 10:44:40 Ostatnio edytowany przez BOO (2011-11-15 10:45:43)
jak to czytam to chce mi sie plakac moj maz mnie zradzil w styczniu a raczej sprowadzil sobie babke na sylwestrakiedy ja bylam z synem u rodziny. ze moja rodzina go nie trawi pojechalimy sami z malym. 29 stycznia wyprowadzilam sie z domu od niego do faceta ktorego poznalam juz kilka lat wczesniej ale to byl moj tylko kolega i nigdy nas nic nie laczylo. zaszlam z nim w ciaze a w lutym a on w czerwcu zmarl mial zaledwie dopiero 30 lat cale zycie przed soba. nie majac co zrobic wrocilam do juz bylego meza bo w miedzy czsie sie rozwiedlismy. teraz czekam porodu termin mam na 17 listopada tego roku. moj starszy syn ma prawie 9 lat i to jest jego dziecko. boje sie tego wszytskiego co bedzie pozniej choc narazie jest calkiem dobrze. mniewam dni kiedy chcialabym zapasc sie pod ziemie. wiele razy mam na koncu jezyka chec wykrzyczenia mu tego co sie stalo. oczywiscie moj byly maz o wszystko mnie obwinia. ale widze ze sie stara ja tez proboje ale nie wiem jak dlugo jeszcze dam rade. najgorsze jest w tym wszytskim to ze musialam wyjechac z nim za granice pozniewaz on tutaj pracuje i mieszka ten moj byly. i nie znajac jezyka jest naprawde koszmarnie.
zaszłaś sobie w ciążę z jakimś kolegą i masz pretensje do męża ?
o co ?
że cię przyjął pod swój dach z dzieckiem jakiegoś kolegi ?
to nie tak ze obwiniam bylego mza za to ze ja jestem w ciazy. po prostu to on mnie zdardzil pierwszy i to zreszta nie raz. ja jestem mu wdzieczna za to ze zowu jestesmy razem i ze wogole chcial tego mimo iz wiedzial ze jestem z tamtym w ciazy. sam sie bal tego jak to bedzie lale kiedy ten chlopak zmarl moj byly maz sie ucieszyl bo jak twierdzi nie upomni sie o dziecko
meczy mnie to uwiez i to bardzo nie ta sobie to wyobrazalam. meza poznalam kiedy ja mialam 15 lat on 8 lat starszy odemnie. zakochalam sie w wieku 19 lat urodzilam mu syna. wszytsko bylo oki dopoki nie zaczal mnie bic. zreszta iu niego to chyba rodzinne ojciec bil matke brat zona a ona mnie. wiec uwiez nie mialam z nim rozowo. kiedy mi rodzina kazala go zostawic ja nie umialam bo tak bardzo go kochalam. w zeszlym roku dokladnie 6 grudnia kiedy przyjechal na swieta juz poklocilismy sie a on zucil sie na mnie z nozem. oczywiscie wszytko widzial nasz synek. to nie jest fajne uwiez.
No i katastrofa. Wszystko co budowałam przez ostatnie 5 miesiecy legło w gruzach wczoraj po południu. Prosilam zeby ograniczył kontakty z ta babą tylko do rozmów słuzbowych. Ale nie nudziło mu się(mial urlop i siedzial w domu) i gadał z nia na gg całe dopoludnia jak ja bylam w pracy. Jak juz nie wytrzymalam i sie poplakalam to powiedzial, że to przecież TYLKO rozmowa. Dla mnie rozmowa ktora udowadnia, że ta kobieta cały czas jest dla mojego M ważna. Już nie wiem co mam robić. Myślałam, żeby odejść, ale mój M zapewnia, że mnie kocha. Już nie wiem czy to prawda,czy taki szantaż emocjonalny. Nie wiem co dalej? Nasza 3 godzinna rozmowa wczoraj nie przyniosła żadnych wniosków.
No cóż! Warunkiem, żebym dała mężowi tę jedną jedyną szansę było zerwanie zupełnie!!!!! kontaktów z tą kobietą (oprócz niestety koniecznych służbowych) i nie ma, że boli!
Powiedziałam mu stanowczo, że jeśłi dowiem się lub znajdę dowód choć na jedną prywatną rozmowę czy spotkanie wtedy z nami koniec!
I ma tego świadomość! Przestałam się cackać z facetem, jestem bardziej stanowcza i mniej w niego zapatrzona!
Swoim postępowaniem zmienił mnie, moje podejście do wielu spraw, przede wszystkim to, że nie jest dla mnie już pępkiem świata!
Teraz jestem nim ja sama, no i moje dziecko!
kiedy doszlo do sprawy rozwodowej doszzlismy do porozumienia ze ja dostane rowod w zamian za to ze wycofam sprawe o ta napasc z nozem. i tak tez zrobilam. mimo iz wiedzialam o jego zdradach nadal go kochalam. z kolega ktorym mieszkalam poszlam do lozka i teraz bardzo tego zaluje. nawet nie wiesz jak bardzo. ale nie cofne tego. nie naleze do kobiet ktore zabijaja swoje dzieci dlatego ciazy nie usunelam. kiedy tez chlopak zmarl musial sie wyprowadzic od niego z domu(kazala mi jego rodzina) wtedy moj byly maz zaproponowal mi zebym wrocila na stare mieszkanie. po jakims czasie przyjechal do polski i zaproponowal zebysmy do siebie wrocili. zgodzilam sie. ale warunkiem byl wyjazd do niego za granice. dlatego jestem tutaj z synkiem. moze do jest egoistyczne ale bardzo czesto przypominaja mi sie jego zdrady. czasem umiem sie ugryzc w jezyk ale czasem wybucham. wiem ze to zle. w koncu on bedzie wychowywal nie swoje dziecko. a to jeszcze gorsze. i moge sie tylko domyslac co on czuje bo on nie chce rozmawiac na ten temat. mimo wszytsko widze jak sie cieszy. ale uwiez to nie jest wcale dla mnie latwe. jest mi ciezko jak cholera. wiele razy myslam o powrocie do polski i odejsciu od niego zeby i siebie i jego nie meczyc ale nie umiem od niego odejsc bo go kocham. wiem ze to wydawac moze sie glupie. ale nasza pani psycholog stwierdzila ze jestesmy od siebie uzaleznieni.
47 2011-11-15 11:01:58 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2011-11-15 11:03:31)
Mój mąż utwierdził mnie w przekonaniu że ja również ponoszę wine za jego zdradę , wogóle mam mętlik w głowie .
Nie umiem sobie z tym poradzić .
Nie potrafię z tym żyć .
Dlaczego Cie utwierdził w tym przekonaniu? Nie daj sobie wmawiać takich bzdur!
To jest manipulowanie Twoimi uczuciami!
Poparł to jakimiś konkretnymi argumentami? Bo zupa była za słona? Że nie podajesz mu tej zupy w szpilkach i pończochach?
Jak mój małżonek coś mi głupiego próbuje powiedzieć, od razu dostaje cięta ripostę (TO TY JESTEŚ WINIEN!!!! I DLATEGO MOJA REAKCJA JEST TAKA LUB INNA!!!)
kiedy doszło do sprawy rozwodowej doszliśmy do porozumienia ze ja dostane rowod w zamian za to ze wycofam sprawe o ta napasc z nożem. i tak tez zrobilam. mimo iz wiedzialam o jego zdradach nadal go kochalam. z kolega ktorym mieszkalam poszlam do lozka i teraz bardzo tego zaluje. nawet nie wiesz jak bardzo. ale nie cofne tego. nie naleze do kobiet ktore zabijaja swoje dzieci dlatego ciazy nie usunelam. kiedy tez chlopak zmarl musial sie wyprowadzic od niego z domu(kazala mi jego rodzina) wtedy moj byly maz zaproponowal mi zebym wrocila na stare mieszkanie. po jakims czasie przyjechal do polski i zaproponowal zebysmy do siebie wrocili. zgodzilam sie. ale warunkiem byl wyjazd do niego za granice. dlatego jestem tutaj z synkiem. moze do jest egoistyczne ale bardzo czesto przypominaja mi sie jego zdrady. czasem umiem sie ugryzc w jezyk ale czasem wybucham. wiem ze to zle. w koncu on bedzie wychowywal nie swoje dziecko. a to jeszcze gorsze. i moge sie tylko domyslac co on czuje bo on nie chce rozmawiac na ten temat. mimo wszytsko widze jak sie cieszy. ale uwiez to nie jest wcale dla mnie latwe. jest mi ciezko jak cholera. wiele razy myslam o powrocie do polski i odejsciu od niego zeby i siebie i jego nie meczyc ale nie umiem od niego odejsc bo go kocham. wiem ze to wydawac moze sie glupie. ale nasza pani psycholog stwierdzila ze jestesmy od siebie uzaleznieni.
49 2011-11-15 11:08:25 Ostatnio edytowany przez Adele (2011-11-15 11:09:14)
Mój mąż utwierdził mnie w przekonaniu że ja również ponoszę wine za jego zdradę , wogóle mam mętlik w głowie .
Nie umiem sobie z tym poradzić .
Nie potrafię z tym żyć .
Za zdradę winę ponosi tylko i wyłącznie zdradzający. Zdrajca zdradza ponieważ tego chce. Za rozpad związku owszem mogą odpowiadać obie strony, ale nigdy za zdradę.
jak to czytam to chce mi sie plakac moj maz mnie zradzil w styczniu a raczej sprowadzil sobie babke na sylwestrakiedy ja bylam z synem u rodziny. ze moja rodzina go nie trawi pojechalimy sami z malym. 29 stycznia wyprowadzilam sie z domu od niego do faceta ktorego poznalam juz kilka lat wczesniej ale to byl moj tylko kolega i nigdy nas nic nie laczylo. zaszlam z nim w ciaze a w lutym a on w czerwcu zmarl mial zaledwie dopiero 30 lat cale zycie przed soba. nie majac co zrobic wrocilam do juz bylego meza bo w miedzy czsie sie rozwiedlismy. teraz czekam porodu termin mam na 17 listopada tego roku. moj starszy syn ma prawie 9 lat i to jest jego dziecko. boje sie tego wszytskiego co bedzie pozniej choc narazie jest calkiem dobrze. mniewam dni kiedy chcialabym zapasc sie pod ziemie. wiele razy mam na koncu jezyka chec wykrzyczenia mu tego co sie stalo. oczywiscie moj byly maz o wszystko mnie obwinia. ale widze ze sie stara ja tez proboje ale nie wiem jak dlugo jeszcze dam rade. najgorsze jest w tym wszytskim to ze musialam wyjechac z nim za granice pozniewaz on tutaj pracuje i mieszka ten moj byly. i nie znajac jezyka jest naprawde koszmarnie.
Z tego co piszesz wynika jedno, że nie kochasz męża - jesteś z nim dla wygody, bo przecież drugie dziecko i wogóle. Wątpię czy będziecie szczęśliwi. Pożwięcasz się .........czy warto
ewka123 napisał/a:No i katastrofa. Wszystko co budowałam przez ostatnie 5 miesiecy legło w gruzach wczoraj po południu. Prosilam zeby ograniczył kontakty z ta babą tylko do rozmów słuzbowych. Ale nie nudziło mu się(mial urlop i siedzial w domu) i gadał z nia na gg całe dopoludnia jak ja bylam w pracy. Jak juz nie wytrzymalam i sie poplakalam to powiedzial, że to przecież TYLKO rozmowa. Dla mnie rozmowa ktora udowadnia, że ta kobieta cały czas jest dla mojego M ważna. Już nie wiem co mam robić. Myślałam, żeby odejść, ale mój M zapewnia, że mnie kocha. Już nie wiem czy to prawda,czy taki szantaż emocjonalny. Nie wiem co dalej? Nasza 3 godzinna rozmowa wczoraj nie przyniosła żadnych wniosków.
No cóż! Warunkiem, żebym dała mężowi tę jedną jedyną szansę było zerwanie zupełnie!!!!! kontaktów z tą kobietą (oprócz niestety koniecznych służbowych) i nie ma, że boli!
Powiedziałam mu stanowczo, że jeśłi dowiem się lub znajdę dowód choć na jedną prywatną rozmowę czy spotkanie wtedy z nami koniec!
I ma tego świadomość! Przestałam się cackać z facetem, jestem bardziej stanowcza i mniej w niego zapatrzona!
Swoim postępowaniem zmienił mnie, moje podejście do wielu spraw, przede wszystkim to, że nie jest dla mnie już pępkiem świata!
Teraz jestem nim ja sama, no i moje dziecko!
Czytam Twój wątek i napisałam tam, że Twoja historia to moja - odbita w lusterku. Dokładnie tak samo. Monia ja się z nim nie cackam. Powidziałam mu wczoraj, że nie chcę z nim już być. Kocham go, ale nie mam już siły. Znów jestem w takim dole, że chodzę i płaczę cały czas. Ale on twierdzi że nie ma gdzie iść, że pod most go wyganiam, że przecież to była TYLKO rozmowa. Przez 3 godziny go przekonywałam, że obiecał "bez prywatnych kontaktów", że mnie to boli, że znów wszystko wróciło. Przepraszał potem tysiąc razy i prosił, zebym go nie odtrącała. I na tym skonczyliśmy rozmowę. Stanęło na niczym, bo nie powiedziałam ani tak ani nie. Nie wiem co mam robić. Skoro on uważa, że taka rozmowa to nic wielkiego to jak ja mam wierzyć, że w pracy nie rozmawiają prywatnie (firma jest mała, codziennie sie spotykają i cały czas M ma ją w kontaktach na GG).
Czasami wydaje mi się, że gdybym była sama to wróciłby spokój. Nie wiem czy to racja czy tylko ucieczka od problemu? Znów jestem w takim stanie,że podjecie racjonalnej decyzji jest niemożliwe ![]()
Ja nie mam dowodów na zdradę fizyczną i nie wiem czy w ogóle była ale zdradził mnie psychicznie przez pisanie smsów po kilkanaście i tez ukrywał przede mną dowiedziałam się z bilingów .Ale boli mnie to bardzo bo jestem osoba bardzo wrazliwą dla kogos to może byc głupota że ja tak przeżywam smsy z inną kobietą ale dla mnie to oszustwo.Rozmawialiśmy o tym kilkanaście razy pogodziliśmy się było ok i znowu wracałam do tego tematu i tak w koło ale teraz nie wypominam ale pamiętam .Ja tez powiedziałam że zobaczę nawet jeden sms(pousuwał jej wszystkie numery w telefonie) lub cokolwiek zauważę że kontaktują się niestety pracują w jednej firmie ale w dwóch innych miejscach więc nie widza się codziennie to też nie popuszczę.A teraz ja jestem na 1 miejscu i między nami jest o 200 razy lepiej zmieniło sie wszystko to do mnie pisze i dzwoni po kilkanaście razy.Ale ja nadal jestem czujna i on wie że mu nie ufam.Może kiedyś zaufam na nowo nie wiem
53 2011-11-15 17:22:52 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2011-11-15 17:27:30)
smutnamonia napisał/a:ewka123 napisał/a:No i katastrofa. Wszystko co budowałam przez ostatnie 5 miesiecy legło w gruzach wczoraj po południu. Prosilam zeby ograniczył kontakty z ta babą tylko do rozmów słuzbowych. Ale nie nudziło mu się(mial urlop i siedzial w domu) i gadał z nia na gg całe dopoludnia jak ja bylam w pracy. Jak juz nie wytrzymalam i sie poplakalam to powiedzial, że to przecież TYLKO rozmowa. Dla mnie rozmowa ktora udowadnia, że ta kobieta cały czas jest dla mojego M ważna. Już nie wiem co mam robić. Myślałam, żeby odejść, ale mój M zapewnia, że mnie kocha. Już nie wiem czy to prawda,czy taki szantaż emocjonalny. Nie wiem co dalej? Nasza 3 godzinna rozmowa wczoraj nie przyniosła żadnych wniosków.
No cóż! Warunkiem, żebym dała mężowi tę jedną jedyną szansę było zerwanie zupełnie!!!!! kontaktów z tą kobietą (oprócz niestety koniecznych służbowych) i nie ma, że boli!
Powiedziałam mu stanowczo, że jeśłi dowiem się lub znajdę dowód choć na jedną prywatną rozmowę czy spotkanie wtedy z nami koniec!
I ma tego świadomość! Przestałam się cackać z facetem, jestem bardziej stanowcza i mniej w niego zapatrzona!
Swoim postępowaniem zmienił mnie, moje podejście do wielu spraw, przede wszystkim to, że nie jest dla mnie już pępkiem świata!
Teraz jestem nim ja sama, no i moje dziecko!Czytam Twój wątek i napisałam tam, że Twoja historia to moja - odbita w lusterku. Dokładnie tak samo. Monia ja się z nim nie cackam. Powidziałam mu wczoraj, że nie chcę z nim już być. Kocham go, ale nie mam już siły. Znów jestem w takim dole, że chodzę i płaczę cały czas. Ale on twierdzi że nie ma gdzie iść, że pod most go wyganiam, że przecież to była TYLKO rozmowa. Przez 3 godziny go przekonywałam, że obiecał "bez prywatnych kontaktów", że mnie to boli, że znów wszystko wróciło. Przepraszał potem tysiąc razy i prosił, zebym go nie odtrącała. I na tym skonczyliśmy rozmowę. Stanęło na niczym, bo nie powiedziałam ani tak ani nie. Nie wiem co mam robić. Skoro on uważa, że taka rozmowa to nic wielkiego to jak ja mam wierzyć, że w pracy nie rozmawiają prywatnie (firma jest mała, codziennie sie spotykają i cały czas M ma ją w kontaktach na GG).
Czasami wydaje mi się, że gdybym była sama to wróciłby spokój. Nie wiem czy to racja czy tylko ucieczka od problemu? Znów jestem w takim stanie,że podjecie racjonalnej decyzji jest niemożliwe
U mnie jest jeszcze bardziej skomplikowana sytuacja mieszkaniowa, bo mieszka z nami ojciec mojego męża - starszy już człowiek. Powiedziałam mężowi, że musiałby się wyprowadzić razem ze swoim ojcem. Bo nie wyobrażam sobie sytuacji, że rozstaję sie z mężem a zostaję z jego ojcem w jednym mieszkaniu (choć mieszkanie jest na mnie i męża).
Wyśmiałam męża, gdy wytoczył argument, że nie miałby się dokąd wyprowadzić. Gdy ładował sie w ten cały romans nie myślał ani o mnie ani o córce ani o innych konsekwencjach. Dlaczego więc ja miałabym mieć jakieś skrupuły? A on myślał, że jakoś to będzie! Jakoś!!!!
Uwierz mi, że ja nadal nie mam spokoju przez to, że oni są w jednej firmie. Nawet jeśli jej numer telefonu znikął z jego komórki, na bilingach też go nie ma, a żaden inny numer mi nie podpadł (niestety ciągle sprawdzam!).
To co Ci mówi, to jest szantaż emocjonalny - bo przecież tylko rozmowa! Ale to on zmienił zasady obowiązujące w Waszym małżeństwie i musi ponosić tego konsekwencje!
Trzymaj się!
...u mnie mija już trzeci tydzień jak świat mi się zawalił. Byliśmy idealni 22 lata wspólnego życia - i ten szok . To tak strasznie boli . Jestem aktywna zawodowo a w pracy nie mogę się skupić. Ratunku!!!
...u mnie mija już trzeci tydzień jak świat mi się zawalił. Byliśmy idealni 22 lata wspólnego życia - i ten szok . To tak strasznie boli . Jestem aktywna zawodowo a w pracy nie mogę się skupić. Ratunku!!!
Strasznie mi przykro, że kolejna kobieta dołączyła do grona zdradzonych!
Pamiętam mój pierwszy dzień w pracy po tym jak świat mi się zawalił! Płakałam cały dzień! Nie umiałam ukryć łez! Na szczęście szefostwa nie było, jedynie koleżanka, której wszystko opowiedziałam! Nie umiałam tego ukryć!
Wracając do domu prawie wpadłam pod tramwaj!
Niestety będzie ciężko! Nie będę Cię oszukiwać, że każdy kolejny dzień będzie lepszy! Dobrze psychologowie mówią, że informacja o zdradzie ma taki sam kaliber jak weść o śmierci kogoś bliskiego! Czas, który jest potrzebny na oswojenie się z tym nieszczęściem jest tak samo długi!
Masz kogoś bliskiego, komu możesz się wypłakać w ramię? Taki ktoś jet bezcenny!
I nie szukaj pocieszenia w alkoholu! To nie pomoże, a jedynie może uzależnić (wiem coś o tym niestety...)!
Ściskam mocno!
Tak, zdrada niszczy wszystko stare, rowna z ziemia, zostawia zgliszcza i gruzy. Ale kiedy opadnie kurz po zniszczeniach uwazne i rozwazne osoby mog sie dopatrzec nowch mozliwosci, sprubowac zbudowac na starych podwalinach czegos nowego. Ja walcze ze skutkami zdrady juz ponad dwa lata. Ciezki czas, bardzo. Etapami dochodzilam do wszystkich wnioskow. Ostatni: to, ze ja go kochalam jak glupia, nie znaczylo, ze on czul tak samo. Nie kochal mnie. Przynajmniej nie na zaboj. Gdyby kochal - nie zdradzil by. Dzis mowi, ze nie zdawal sobie sprawy, jak bardzo mnie kocha. Dla mnie to juz nie ma takiego znaczenia. Znasczenie ma, ze skoro nie nadawalismy na tych samych falach a jego wielka milosc do mnie tylko sobie wyobrazilam, to tak naprawde nie ma za czym plakac. Pozostaje tylko zal do samej siebie, ze tak kiepsko wybralam w przeszlosci. A jesli rzeczywiscie kocha, to moze kiedys mnie o tym przekona. A moze znajdzie sie ktos, dla kogo ja strace glowe? Kto wie? Moje najwieksze szczescie jest we mnie samej, i ja sama jestem dla siebie najwazniejsza. Taka prawde o swoim zyciu wygrzebalam z ruin mojej wielkiej milosci. Na razie pozwolam przekonywac sie o jego uczuciu, a w razie czego bede miala sile zeby odejsc bez zalu do niego, bo juz wiem na co go stac, z zalem do siebie, ze bylam glupia i naiwna. Nie jestem hipokrytka, na pewno bedzie bolalo, ale juz nie tak. A moze nie bedzie takiej potrzeby...Nie ma nic pewnego
Witaj aga333. Dzięki za twojego posta. Ja jak wiesz jestem młodsza zdradzona i wiem juz o tym ze każda z nas swoje etapy żałoby musi przejść. Ja tylko nie miałam chyba- tak jak ty poczucia ze kocham jak dawniej i mimo wszystko. Świadomość tego ze to juz nie to i nie bedzie tak jak było juz nigdy uderzyła mnie bardzo.
Długo borykalam się z tym ze brakuje mi mojej miłości. Tego ze potrafiłam kochać bezwarunkowo i na zawsze...'dziś juz nie. Dużo by pisać.
A jaki jest mój stan po prawie dwóch latach???
1. Co jakis czas kontrolnie sprawdzam mojego lubego. Mam w głowie opcje ze juz nikt nigdy mnie tak nie zrani. Po pierwsze inaczej to przyjme. Ale niestety po drugie trochę sprawdzam na zapas zimna wodę zeby się nie poparzyc.
2.mam w sobie dużo dystansu i nastawienia na siebie. Dbam o siebie. Pielegnuje i na sobie polegam.
3. Nie oddam nerki serca ani innej części ciała mężowi. W ogień tez nie wskocze.
4. Gdzieś w głębi marże zeby znowu tak kochać i ufać jak kiedyś. Ale nie wierze ze potrafię.
5. Żyje dniem dzisiejszym. Nie wiem co za piec dziesięć lat.
6. Co jakis czas świadomie przypominam sobie wszystko. Czytam stare zapiski. Mam w głowie przykaz zeby to pamiętać z obawy ze jak zapomnę to znowu dostanę obuchem w łeb.
7. Tak naprawdę nie umiem żyć po zdradzie. Tak naprawdę od dwóch lat tylko próbuje...
Cieszę się że wybrałam drugą drogę. Bałam się właśnie takiego życia w niepewności, strachu że znowu mnie zdradzi. Bałam się zakochać tak bezwarunkowo jak przedtem. Nie było już zaufania i raczej nie mogłabym być z nim szczęśliwa.
End_aluzja - podziwiam Cię za odwagę że próbujesz.
Kolejna wizyta u psychologa która nic nie wniosła nowego - pozytywnego . Zdaniem pani psycholog powinnam się cieszyć że mąż został ze mną - że wybrał mnie , dla mnie to żadne pocieszenie - satysfakcja , bo niby jaka . Świadomość że zdradził mnie , że romansował prawie pół roku powoduje że stał się dla mnie kimś obcym , człowiekiem którego już nie znam - a może nigdy nie znałam tak naprawde.
Dla mnie informacja o zdradzie zniszczyła całe moje dotychczasowe życie , wiem że już nigdy nie będzie tak jak dawniej i to boli najbardziej.
Jakaś dziwna ta psycholog. Prawda jest taka że nigdy nie będzie już jak dawniej. Prysnęły nasze marzenia, plany, zamazał się obraz kochającego nas męża. Właśnie taka jest prawda po zdradzie stają się nam zupełnie oby, zimni, bezduszni.
Swoją drogą to ci mężowie co zdradzają żony, powinni chodzić do psychologa i leczyć swoje "problemy ze sobą".
Swoją drogą to ci mężowie co zdradzają żony, powinni chodzić do psychologa i leczyć swoje "problemy ze sobą".
Cieszę się że wybrałam drugą drogę. Bałam się właśnie takiego życia w niepewności, strachu że znowu mnie zdradzi. Bałam się zakochać tak bezwarunkowo jak przedtem. Nie było już zaufania i raczej nie mogłabym być z nim szczęśliwa.
End_aluzja - podziwiam Cię za odwagę że próbujesz.
próbuję. Dałam sobie prawo do podjęcia decyzji. dla mnie i tylko przeze mnie. Chcę mieć pewność, że - gdy powiem tak - to będę pewna, że potrafię być szczęśliwa. Chcę mieć pewność, że - gdy powiem nie - to będę pewna, że swoje szczęście musze budowac sama.
64 2011-11-16 22:48:51 Ostatnio edytowany przez aga333 (2011-11-16 22:57:24)
Ja mam takie odczucia - swoje szczescie, czy ze starym partnerem, czy nbowym, moge budowac tylko sama dla siebie, w sobie i ze soba, a jego jedynie moge wpuscic w krag mojego szczescia. I szczesciem dla mnie bedzie, jesli on doceni to szczescie. A jesli nie, pozostanie zal nad jego ulomnoscia.
A tak na marginesie: czy istnieje miolosc bezwarunkowa? Przeciez stawiamy warunek - wiernosc.
nie wiernośc aga333
lojalność, uczciwość, troska o nas i nasze uczucia.
miłość bezwarunkowa?
nie... po prostu miłość....