Ja staram się "być w kontakcie" z różnymi osobami, z którymi chciałabym się przyjaźnić, ale dochodzi do tego, iż jestem jedyną stroną podtrzymującą tenże kontakt i na dłuższą metę mnie to frustruje. Mam też wrażenie, że się narzucam.
skąd ja to znam ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » samotność po 40-tce
Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Ja staram się "być w kontakcie" z różnymi osobami, z którymi chciałabym się przyjaźnić, ale dochodzi do tego, iż jestem jedyną stroną podtrzymującą tenże kontakt i na dłuższą metę mnie to frustruje. Mam też wrażenie, że się narzucam.
skąd ja to znam ![]()
Podobne tematy
missnowegojorku napisał/a:No, ale masz już ponoć swoją połówkę, więc tylko się cieszyć.
Cieszę się
i jestem zakochany
.
Ale jak każda "baba" coś "wymyśla".
Dlatego czytam Wasze forum, by lepiej ją zrozumieć.
Miło, że jest mężczyzna chcący lepiej zrozumieć swoja partnerkę, to napawa mnie optymizmem.
missnowegojorku napisał/a:Ja staram się "być w kontakcie" z różnymi osobami, z którymi chciałabym się przyjaźnić, ale dochodzi do tego, iż jestem jedyną stroną podtrzymującą tenże kontakt i na dłuższą metę mnie to frustruje. Mam też wrażenie, że się narzucam.
skąd ja to znam
Niejako pocieszyłaś mnie, człek lepiej się czuje wiedząc, że nie jest jedyny w "czymś tam"... ![]()
missnowegojorku napisał/a:Ja staram się "być w kontakcie" z różnymi osobami, z którymi chciałabym się przyjaźnić, ale dochodzi do tego, iż jestem jedyną stroną podtrzymującą tenże kontakt i na dłuższą metę mnie to frustruje. Mam też wrażenie, że się narzucam.
skąd ja to znam
Ja też tak mam, ale zwykle jak widzę że druga strona tak nie bardzo chce podtrzymać znajomość to się wycofuję bo nie lubię się narzucać.
PS. i zawsze uważam że to moja wina boja taka nudna jestem
izis1973 napisał/a:missnowegojorku napisał/a:Ja staram się "być w kontakcie" z różnymi osobami, z którymi chciałabym się przyjaźnić, ale dochodzi do tego, iż jestem jedyną stroną podtrzymującą tenże kontakt i na dłuższą metę mnie to frustruje. Mam też wrażenie, że się narzucam.
skąd ja to znam
Ja też tak mam, ale zwykle jak widzę że druga strona tak nie bardzo chce podtrzymać znajomość to się wycofuję bo nie lubię się narzucać.
Widać to typowo naturalne zjawisko, skoro jest nas więcej.
izis1973 napisał/a:Nie mów, że donikąd nie doszłaś, masz zawód, masz pracę (chyba niezłą), inni nie osiągnęli połowy tego co Ty (zawodowo) i jakoś funkcjonują. Może bardzo wysoko poprzeczkę sobie postawiłaś? Dążysz do doskonałości i to, że nie udało Ci się tej doskonałości osiągnąć, to Cie frustruje?
Dążę do tego żeby osiągać standardy odpowiednie do poziomu teoretycznych kompetencji.
Czy pracę mam niezłą? Pewnie jak na polskie warunki tak. Minusem jest to że mój niedorozwój komunikatywności i autoprezentacji powoduje że jestem pracownikiem poniżej standardu i co jakieś trudniejsze zadanie to słyszę: ty sobie nie poradzisz, niech to ktoś bardziej kompetentny zrobi... To jest mało motywujące,zwłaszcza że z uwagi na poziom kompetencji teoretycznych powinnam być własnie wśród tych bardziej-kompetentnych-lepiej-sobie-radzących.
Plus mam umowę tylko na czas określony więc mogę w pewnym momencie zostać bez pracy a jak się własnie przekonuję niełatwo będzie mi znaleźć pracę.
Plus dobrze byłoby w końcu przestać wynajmować pokój bo po pierwsze to żaden komfort dla starej baby, po drugie przez 2,5 miesiąca w roku pracuję dla swoich landlordów...
Zgodzę się z tym, że dziś zdolności interpersonalne są bardzo mile widziane prawie na wszystkich stanowiskach, a na niektórych nawet niezbędne. W takich czasach żyjemy, niestety. Co z tego, że ja z tym większego problemu nie mam, mam tez satysfakcjonującą mnie pracę, a i tak życie osobiste do bani mówiąc kolokwialnie. Na wiele mi się moje zdolności nie zdały ![]()
missnowegojorku napisał/a:No, ale masz już ponoć swoją połówkę, więc tylko się cieszyć.
Cieszę się
i jestem zakochany
.
Ale jak każda "baba" coś "wymyśla".
Dlatego czytam Wasze forum, by lepiej ją zrozumieć.
Nie wiem o co poszło, ale warto "burzę" przeczekać na spokojnie, przypominając delikatnie, że jesteś ![]()
moze kolega ogólnie chce lepiej rozumiec kobiety...
Zgodzę się z tym, że dziś zdolności interpersonalne są bardzo mile widziane prawie na wszystkich stanowiskach, a na niektórych nawet niezbędne. W takich czasach żyjemy, niestety. Co z tego, że ja z tym większego problemu nie mam, mam tez satysfakcjonującą mnie pracę, a i tak życie osobiste do bani mówiąc kolokwialnie. Na wiele mi się moje zdolności nie zdały
Dziwne bo ja myślałam że zdolności interpersonalne pomagają też na gruncie prywatnym.
Tak to już chyba bywa w życiu, że nie da się wszystkiego osiągnąc, coś kosztem czegoś, ja swego czasu byłam dumna, że z takich nizin społecznych wspięłam sie na szczyty własnych możliwości zawodowych, przypłaciłam to jednak ciężką depresją i byłam zmuszona zrezygnować, cięzko było mi się przyzwyczaić do życia, w którym nie jestem "osobą coś znaczącą" i moje życie pozbawione jest dawnej adrenaliny.
izis1973 napisał/a:Zgodzę się z tym, że dziś zdolności interpersonalne są bardzo mile widziane prawie na wszystkich stanowiskach, a na niektórych nawet niezbędne. W takich czasach żyjemy, niestety. Co z tego, że ja z tym większego problemu nie mam, mam tez satysfakcjonującą mnie pracę, a i tak życie osobiste do bani mówiąc kolokwialnie. Na wiele mi się moje zdolności nie zdały
Dziwne bo ja myślałam że zdolności interpersonalne pomagają też na gruncie prywatnym.
Ja nigdy nie miałam problemy występować przed szeroką publicznością czy nawet w mediach, ale nie umiem tworzyć bliskich relacji w relacji jeden na jeden, w tym nie umiem być w związku, nawiązywać przyjaźni itp
Ja nigdy nie miałam problemy występować przed szeroką publicznością czy nawet w mediach, ale nie umiem tworzyć bliskich relacji w relacji jeden na jeden, w tym nie umiem być w związku, nawiązywać przyjaźni itp
Aaa... No ja pewnie żadnego z tych nie potrafię, relacje publiczne leżą a 1 na 1 nie miałam okazji ale też wątpię... moja mama twierdzi że to wszystko moja wina że jestem jaka jestem.
brzydulla napisał/a:izis1973 napisał/a:skąd ja to znam
Ja też tak mam, ale zwykle jak widzę że druga strona tak nie bardzo chce podtrzymać znajomość to się wycofuję bo nie lubię się narzucać.
Widać to typowo naturalne zjawisko, skoro jest nas więcej.
Ja dostrzegłam jeszcze inne zjawisko w moim otoczeniu a dokładnie w klatce bloku, w którym mieszkam. Mieszka tu kilka małżeństw, moich rówieśników lub młodszych. Ze wszystkimi wymieniam pozdrowienia, uśmiechy, czasem do nich zagadam, toć w końcu nie mam problemów w nawiązywaniu kontaktów, ale mieszkając juz naście lat w tym miejscu zauważyłam, że żadna z kobiet (mężatek) nie chce się ze mną zaprzyjaźnić. Między sobą owszem, odwiedzają sie nawzajem choć niektóre krócej mieszkaja tu ode mnie. Rozumiem, że stanowię dla nich jako singielka zagrożenie ;D
Z jednej strony je rozumiem, ale z drugiej, to dla mnie smutne, bo przez to nie mam nawet sąsiadek-kumpelek. Nie jestem dla nich zagrożeniem, nie interesują mnie zajęci faceci, ale wiem, że są takie singielki, które czyhają na żonkisiów i psuja reputację tym nazwijmy to porządnym ![]()
missnowegojorku napisał/a:brzydulla napisał/a:Ja też tak mam, ale zwykle jak widzę że druga strona tak nie bardzo chce podtrzymać znajomość to się wycofuję bo nie lubię się narzucać.
Widać to typowo naturalne zjawisko, skoro jest nas więcej.
Ja dostrzegłam jeszcze inne zjawisko w moim otoczeniu a dokładnie w klatce bloku, w którym mieszkam. Mieszka tu kilka małżeństw, moich rówieśników lub młodszych. Ze wszystkimi wymieniam pozdrowienia, uśmiechy, czasem do nich zagadam, toć w końcu nie mam problemów w nawiązywaniu kontaktów, ale mieszkając juz naście lat w tym miejscu zauważyłam, że żadna z kobiet (mężatek) nie chce się ze mną zaprzyjaźnić. Między sobą owszem, odwiedzają sie nawzajem choć niektóre krócej mieszkaja tu ode mnie. Rozumiem, że stanowię dla nich jako singielka zagrożenie ;D
Z jednej strony je rozumiem, ale z drugiej, to dla mnie smutne, bo przez to nie mam nawet sąsiadek-kumpelek. Nie jestem dla nich zagrożeniem, nie interesują mnie zajęci faceci, ale wiem, że są takie singielki, które czyhają na żonkisiów i psuja reputację tym nazwijmy to porządnym
Ja za uważyłam, że w towarzystwie koleżanek "sparowanych" i ich mężów czuję się jak piąte koło u wozu. Kilka lat temu dałam się namówić na pójście z taka parą na imprezę sylwestrowa. Był to najgorszy z moich Sylwestrów, choć od kilku lat spędzam je samotnie w domu.
missnowegojorku napisał/a:Ja nigdy nie miałam problemy występować przed szeroką publicznością czy nawet w mediach, ale nie umiem tworzyć bliskich relacji w relacji jeden na jeden, w tym nie umiem być w związku, nawiązywać przyjaźni itp
Aaa... No ja pewnie żadnego z tych nie potrafię, relacje publiczne leżą a 1 na 1 nie miałam okazji ale też wątpię... moja mama twierdzi że to wszystko moja wina że jestem jaka jestem.
Ja jadę na takiej adrenalinie, kiedy wykonuję jakieś zadania słuzbowe, że nie jestem sobą, wtedy wykazuję się jakąś "jakby nie swoją" osobowścią i wypadam super (np.zawsze lepiej udawały mi sie egzaminy ustne), ale potem jestem wyczerpana jak po cięzkiej pracy fizycznej i mam strasznie depresyjny nastrów. Natomiast na gruncie prywatnym mam tak silny kompleks niższości, że staram się unikać kontaktów z osobami doktórych nie jestem przyzwyczajona.
missnowegojorku napisał/a:Ja nigdy nie miałam problemy występować przed szeroką publicznością czy nawet w mediach, ale nie umiem tworzyć bliskich relacji w relacji jeden na jeden, w tym nie umiem być w związku, nawiązywać przyjaźni itp
Aaa... No ja pewnie żadnego z tych nie potrafię, relacje publiczne leżą a 1 na 1 nie miałam okazji ale też wątpię... moja mama twierdzi że to wszystko moja wina że jestem jaka jestem.
Ja rozumiem, że rodziców trzeba kochać i szanować, ale tak całe życie bezkrytycznie słuchać to juz przesada. Mama tez nie jest osoba nieomylną, nie powinna tak na Ciebie działać destrukcyjne. Nie wiem jakie dokładnie są Wasze relacje, ale kobieto masz prawie 40 lat i masz swój rozum i nim sie kieruj, posłuchaj tez obiektywnych opinii na swój temat, ale Tych ludzi co Ci dobrze życzą a nie frustratów.
Ja za uważyłam, że w towarzystwie koleżanek "sparowanych" i ich mężów czuję się jak piąte koło u wozu. Kilka lat temu dałam się namówić na pójście z taka parą na imprezę sylwestrowa. Był to najgorszy z moich Sylwestrów, choć od kilku lat spędzam je samotnie w domu.
No impreza z tańcami nie jest dobra dla jedynego singla w towarzystwie... jak masz tam jakąś koleżankę singla to chociaż możesz sobie z nią pogadać jak inni się przytulają na parkiecie, ale jak jesteś sama to fioła można dostać... nie byłam na żadnym sylwestrze od 10 lat chyba
Ja rozumiem, że rodziców trzeba kochać i szanować, ale tak całe życie bezkrytycznie słuchać to juz przesada. Mama tez nie jest osoba nieomylną, nie powinna tak na Ciebie działać destrukcyjne. Nie wiem jakie dokładnie są Wasze relacje, ale kobieto masz prawie 40 lat i masz swój rozum i nim sie kieruj, posłuchaj tez obiektywnych opinii na swój temat, ale Tych ludzi co Ci dobrze życzą a nie frustratów.
Już od dawna nie słucham mamusi i nie kieruję się jej opiniami. Tylko to powoduje że nasze kontakty są bardzo powierzchowne - nie mogę z nią rozmawiać o swoich problemach bo wpędza mnie w jeszcze większą depresję swoimi ocenami i radami.
Chwała bohu, że z moją mamą mam świetny kontakt i o dziwo lepszy teraz, niż kiedy bałam młoda.
Rodzice dla dzieci stanowią wzorzec, dzieci te wzorce często powielają, szkoda tylko, że niekiedy te wzorce rodzicielskie nie powinny być wzorcem ![]()
Chwała bohu, że z moją mamą mam świetny kontakt i o dziwo lepszy teraz, niż kiedy bałam młoda.
Ja mam ze swoją coraz trudniejszy bo ona coraz bardziej się zapędza w stronę religijną i ciągle ma do mnie pretensje że ja nie...
missnowegojorku napisał/a:Chwała bohu, że z moją mamą mam świetny kontakt i o dziwo lepszy teraz, niż kiedy bałam młoda.
Ja mam ze swoją coraz trudniejszy bo ona coraz bardziej się zapędza w stronę religijną i ciągle ma do mnie pretensje że ja nie...
Może się mylę, ale czy nie za bardzo apodyktyczna jest ta Twoja mama?
Moja?
Moja?
brzyduli
Może się mylę, ale czy nie za bardzo apodyktyczna jest ta Twoja mama?
Apodyktyczna to chyba nie jest dokładnie to słowo którym bym ją opisała.
W dzisiejszych czasach żeby cokolwiek robić trzeba mieć szkolenia,certyfikaty, przejśc różne etapy kwalifikacji... z wyjątkiem jednego: posiadania dzieci. Do posiadania dzieci prawo ma każdy i najmniejszy cień wypowiedzi sugerujący że mozna by kogoś tego prawa pozbawić spotyka się ze straszną krytyką że to wbrew wolności i prawom czlowieka. A przecież nie każdy ma predyspozycje do wychowywania dzieci i tak naprawdę wychowując je nieodpowiednio można zrobić im straszną krzywdę.
Myslę że moja mama nie ma takich predyspozycji. Oczywiście faktem jest że mogło być dużo gorzej, że są dzieci ze środowisk patologicznych, bite, gwałcone, glodzone - ale to tylko potwierdza moją teorię: nie wszyscy powinni mieć prawo do posiadania dzieci.
Poza tym też czasy były inne. Wychowywałyście się mniej więcej w tym samym okresie, nie wiem jak to było u was,ale mam wrazenie że u moich koleżanek było podobnie-rodzice pilnowali żeby dzieci zjadły,poszły do szkoły, dostały szlaban jak miały za duzo trój czy dwój, poszły w niedzielę do kościoła, nie wracały za późno do domu z podwórka...ale nie było tak jak teraz wspólnego spędzania czasu z dziećmi, zabawy, tego typu kontaktu z rodzicami. Taka była norma. Moja mama nauczyła mnie czytać bardzo szybko boją denerwowało że ciągle za nią łażę i pytam o literki. I jak jej za bardzo zawracałam głowę to mi dawała grube ksiązki typu trylogia czy krzyżacy żeby mnie mendziła (miałam wtedy jakieś -10 lat). I zawsze powtarza że to ja byłam niedobra bo jak mnie chciała czasem przytulić (to było w tak wczesnym dzieciństwie że nie pamiętam) to się wyrywałam... No nie wiem,psychologiem nie jestem ale mam w rażenie że jesli taka jest relacja rodzic-dziecko to raczej wina leży po stronie rodzica bo dziecko jest za małe żeby to jakoś racjonalnie kontrolować ale mogę się mylić. Dziecko to nie pluszowy miś którego można przytulić jak się ma na to ochotę albo wyrzucić do kąta jak się ochoty nie ma.
Kiedy miałam 16 lat moja mama wyszła ponownie za mąż. I mam wrażenie że oczekiwano ode mnie dojrzałości którą nawet dojrzałemu trudno byłoby okazać. Pojawił się w domu nagle nieznajomy facet (zdecydowała się na slub na drugim czy trzecim spotkaniu!), a potem okazało się że on lubi sobie popić... Ale każde moje skrzywienie się na tą sytuację odbierane i krytykowane było jako moja wrogość do niego... A mi się wydaje że nie miałam powodu być za szczęśliwa w tym wszystkim. W dodatku w tym samym czasie przechodziłam trudny okres w liceum, byłam odrzucona przez koleżanki i strasznie sama z tym wszystkim...
Teraz moja mama poszła bardzo mocno w religijną stronę a ja wprost przeciwnie zaczynam mieć coraz więcej wątpliwości. Ale jej reakcje nie są typowo apodyktyczne, raczej próbuje wywołać u mnie poczucie winy... 'nie tak Cię wychowałam, co się stało że odeszłaś od pana Boga, 'mam prawo wiedzieć, jestem twoją matką', 'to wszystko dlatego dziecko (że mi źle) że odeszlaś od pana Boga'...
Dlatego trudno mi się z nią rozmawia i wolę pozostać przy neutralnej niezobowiązującej dyskusji bo inaczej kończy się komentarzami typu 'no bo odeszłaś od pana Boga';porozmawiaj z księdzem' czy 'ty zawsze mnie odpychałaś kiedy chciałam cię przytulić
Nie wiem jak bardzo miało to wpływ na moje obecne życie,ale z pewnością mi nie pomogło... Gdybym miała bardzo silny przebojowy charakter to bym pewnie dała radę, ale że trafiło na psychicznego słabeusza to jest jak jest
PS. Jeszcze jedna taka historyjka z mojego życia: kiedyś z koleżanką zabrałyśmy nasze mamy do teatru,w sensie finansowym ona swoją ja swoją,w sensie logistycznym ona podwiozła moja bo ja mieszkam w innej częsci miasta. I potem mi ta koleżanka opowiadała że moja mama jej dziękowała, i rzuciła się jej na szyję, i się popłakała... no a mi powiedziała po prostu: ta twoja koleżanka taka fajna, jak ona mogła się z tobą zaprzyjaźnić!
Ta koleżanka jest bardzo komunikatywną osobą.
izis1973 napisał/a:Może się mylę, ale czy nie za bardzo apodyktyczna jest ta Twoja mama?
Apodyktyczna to chyba nie jest dokładnie to słowo którym bym ją opisała.
W dzisiejszych czasach żeby cokolwiek robić trzeba mieć szkolenia,certyfikaty, przejśc różne etapy kwalifikacji... z wyjątkiem jednego: posiadania dzieci. Do posiadania dzieci prawo ma każdy i najmniejszy cień wypowiedzi sugerujący że mozna by kogoś tego prawa pozbawić spotyka się ze straszną krytyką że to wbrew wolności i prawom czlowieka. A przecież nie każdy ma predyspozycje do wychowywania dzieci i tak naprawdę wychowując je nieodpowiednio można zrobić im straszną krzywdę.
Myslę że moja mama nie ma takich predyspozycji. Oczywiście faktem jest że mogło być dużo gorzej, że są dzieci ze środowisk patologicznych, bite, gwałcone, glodzone - ale to tylko potwierdza moją teorię: nie wszyscy powinni mieć prawo do posiadania dzieci.
Poza tym też czasy były inne. Wychowywałyście się mniej więcej w tym samym okresie, nie wiem jak to było u was,ale mam wrazenie że u moich koleżanek było podobnie-rodzice pilnowali żeby dzieci zjadły,poszły do szkoły, dostały szlaban jak miały za duzo trój czy dwój, poszły w niedzielę do kościoła, nie wracały za późno do domu z podwórka...ale nie było tak jak teraz wspólnego spędzania czasu z dziećmi, zabawy, tego typu kontaktu z rodzicami. Taka była norma. Moja mama nauczyła mnie czytać bardzo szybko boją denerwowało że ciągle za nią łażę i pytam o literki. I jak jej za bardzo zawracałam głowę to mi dawała grube ksiązki typu trylogia czy krzyżacy żeby mnie mendziła (miałam wtedy jakieś -10 lat). I zawsze powtarza że to ja byłam niedobra bo jak mnie chciała czasem przytulić (to było w tak wczesnym dzieciństwie że nie pamiętam) to się wyrywałam... No nie wiem,psychologiem nie jestem ale mam w rażenie że jesli taka jest relacja rodzic-dziecko to raczej wina leży po stronie rodzica bo dziecko jest za małe żeby to jakoś racjonalnie kontrolować ale mogę się mylić. Dziecko to nie pluszowy miś którego można przytulić jak się ma na to ochotę albo wyrzucić do kąta jak się ochoty nie ma.
Kiedy miałam 16 lat moja mama wyszła ponownie za mąż. I mam wrażenie że oczekiwano ode mnie dojrzałości którą nawet dojrzałemu trudno byłoby okazać. Pojawił się w domu nagle nieznajomy facet (zdecydowała się na slub na drugim czy trzecim spotkaniu!), a potem okazało się że on lubi sobie popić... Ale każde moje skrzywienie się na tą sytuację odbierane i krytykowane było jako moja wrogość do niego... A mi się wydaje że nie miałam powodu być za szczęśliwa w tym wszystkim. W dodatku w tym samym czasie przechodziłam trudny okres w liceum, byłam odrzucona przez koleżanki i strasznie sama z tym wszystkim...
Teraz moja mama poszła bardzo mocno w religijną stronę a ja wprost przeciwnie zaczynam mieć coraz więcej wątpliwości. Ale jej reakcje nie są typowo apodyktyczne, raczej próbuje wywołać u mnie poczucie winy... 'nie tak Cię wychowałam, co się stało że odeszłaś od pana Boga, 'mam prawo wiedzieć, jestem twoją matką', 'to wszystko dlatego dziecko (że mi źle) że odeszlaś od pana Boga'...
Dlatego trudno mi się z nią rozmawia i wolę pozostać przy neutralnej niezobowiązującej dyskusji bo inaczej kończy się komentarzami typu 'no bo odeszłaś od pana Boga';porozmawiaj z księdzem' czy 'ty zawsze mnie odpychałaś kiedy chciałam cię przytulić
Nie wiem jak bardzo miało to wpływ na moje obecne życie,ale z pewnością mi nie pomogło... Gdybym miała bardzo silny przebojowy charakter to bym pewnie dała radę, ale że trafiło na psychicznego słabeusza to jest jak jestPS. Jeszcze jedna taka historyjka z mojego życia: kiedyś z koleżanką zabrałyśmy nasze mamy do teatru,w sensie finansowym ona swoją ja swoją,w sensie logistycznym ona podwiozła moja bo ja mieszkam w innej częsci miasta. I potem mi ta koleżanka opowiadała że moja mama jej dziękowała, i rzuciła się jej na szyję, i się popłakała... no a mi powiedziała po prostu: ta twoja koleżanka taka fajna, jak ona mogła się z tobą zaprzyjaźnić!
Ta koleżanka jest bardzo komunikatywną osobą.
coś mi się zdaje, że tobie przydałaby się terapia DDA.
izis1973 napisał/a:Może się mylę, ale czy nie za bardzo apodyktyczna jest ta Twoja mama?
Apodyktyczna to chyba nie jest dokładnie to słowo którym bym ją opisała.
W dzisiejszych czasach żeby cokolwiek robić trzeba mieć szkolenia,certyfikaty, przejśc różne etapy kwalifikacji... z wyjątkiem jednego: posiadania dzieci. Do posiadania dzieci prawo ma każdy i najmniejszy cień wypowiedzi sugerujący że mozna by kogoś tego prawa pozbawić spotyka się ze straszną krytyką że to wbrew wolności i prawom czlowieka. A przecież nie każdy ma predyspozycje do wychowywania dzieci i tak naprawdę wychowując je nieodpowiednio można zrobić im straszną krzywdę.
Myslę że moja mama nie ma takich predyspozycji. Oczywiście faktem jest że mogło być dużo gorzej, że są dzieci ze środowisk patologicznych, bite, gwałcone, glodzone - ale to tylko potwierdza moją teorię: nie wszyscy powinni mieć prawo do posiadania dzieci.
Poza tym też czasy były inne. Wychowywałyście się mniej więcej w tym samym okresie, nie wiem jak to było u was,ale mam wrazenie że u moich koleżanek było podobnie-rodzice pilnowali żeby dzieci zjadły,poszły do szkoły, dostały szlaban jak miały za duzo trój czy dwój, poszły w niedzielę do kościoła, nie wracały za późno do domu z podwórka...ale nie było tak jak teraz wspólnego spędzania czasu z dziećmi, zabawy, tego typu kontaktu z rodzicami. Taka była norma. Moja mama nauczyła mnie czytać bardzo szybko boją denerwowało że ciągle za nią łażę i pytam o literki. I jak jej za bardzo zawracałam głowę to mi dawała grube ksiązki typu trylogia czy krzyżacy żeby mnie mendziła (miałam wtedy jakieś -10 lat). I zawsze powtarza że to ja byłam niedobra bo jak mnie chciała czasem przytulić (to było w tak wczesnym dzieciństwie że nie pamiętam) to się wyrywałam... No nie wiem,psychologiem nie jestem ale mam w rażenie że jesli taka jest relacja rodzic-dziecko to raczej wina leży po stronie rodzica bo dziecko jest za małe żeby to jakoś racjonalnie kontrolować ale mogę się mylić. Dziecko to nie pluszowy miś którego można przytulić jak się ma na to ochotę albo wyrzucić do kąta jak się ochoty nie ma.
Kiedy miałam 16 lat moja mama wyszła ponownie za mąż. I mam wrażenie że oczekiwano ode mnie dojrzałości którą nawet dojrzałemu trudno byłoby okazać. Pojawił się w domu nagle nieznajomy facet (zdecydowała się na slub na drugim czy trzecim spotkaniu!), a potem okazało się że on lubi sobie popić... Ale każde moje skrzywienie się na tą sytuację odbierane i krytykowane było jako moja wrogość do niego... A mi się wydaje że nie miałam powodu być za szczęśliwa w tym wszystkim. W dodatku w tym samym czasie przechodziłam trudny okres w liceum, byłam odrzucona przez koleżanki i strasznie sama z tym wszystkim...
Teraz moja mama poszła bardzo mocno w religijną stronę a ja wprost przeciwnie zaczynam mieć coraz więcej wątpliwości. Ale jej reakcje nie są typowo apodyktyczne, raczej próbuje wywołać u mnie poczucie winy... 'nie tak Cię wychowałam, co się stało że odeszłaś od pana Boga, 'mam prawo wiedzieć, jestem twoją matką', 'to wszystko dlatego dziecko (że mi źle) że odeszlaś od pana Boga'...
Dlatego trudno mi się z nią rozmawia i wolę pozostać przy neutralnej niezobowiązującej dyskusji bo inaczej kończy się komentarzami typu 'no bo odeszłaś od pana Boga';porozmawiaj z księdzem' czy 'ty zawsze mnie odpychałaś kiedy chciałam cię przytulić
Nie wiem jak bardzo miało to wpływ na moje obecne życie,ale z pewnością mi nie pomogło... Gdybym miała bardzo silny przebojowy charakter to bym pewnie dała radę, ale że trafiło na psychicznego słabeusza to jest jak jestPS. Jeszcze jedna taka historyjka z mojego życia: kiedyś z koleżanką zabrałyśmy nasze mamy do teatru,w sensie finansowym ona swoją ja swoją,w sensie logistycznym ona podwiozła moja bo ja mieszkam w innej częsci miasta. I potem mi ta koleżanka opowiadała że moja mama jej dziękowała, i rzuciła się jej na szyję, i się popłakała... no a mi powiedziała po prostu: ta twoja koleżanka taka fajna, jak ona mogła się z tobą zaprzyjaźnić!
Ta koleżanka jest bardzo komunikatywną osobą.
masz żal do mamy, że popełniła błędy wychowawcze, albo cie nie kochała tak jak powinna matka dziecko?
Moja mama nigdy nie przyznaje że popełniała jakieś błędy!
Nie,ale mam żal o to że w ogóle żyję.
To po co to wszystko robisz? Praca za granicą, mieszkania, prawo jazdy, poszukiwanie nowej pracy...
To po co to wszystko robisz? Praca za granicą, mieszkania, prawo jazdy, poszukiwanie nowej pracy...
Do niedawna z powodu ambicji. Oraz chęci zarabiania jakichś normalnych pieniędzy, poznawania świata...
Teraz to po prostu żeby jakoś przezyć.
Prawo jazdy bo chciałam być niezależna.
Ale skoro nienawidzisz życia to nie szukaj pracy z wymogami, a idż gdzieś sprzątac, zmywać, przecież wszystko ci jedno, i tak nie nawidzsz życia i tak....
Ale skoro nienawidzisz życia to nie szukaj pracy z wymogami, a idż gdzieś sprzątac, zmywać, przecież wszystko ci jedno, i tak nie nawidzsz życia i tak....
Do niedawna tak nie miałam.... i to jest argument przeciwko radom tych którzy mówią weź się w garsć i nie nastawiaj sie negatywnie... do niedawna byłam bardzo pozytywnie nastawiona....
Nie,już nie szukam pracy z wymaganiami,daję sobie na luz... plan mam taki że posiedzę tu ile się da, no trudno zacisnę zęby i jakoś wytrzymam, zaoszczędzę ile się da a jak mnie zwolnią to poszukam jakiegoś sprzątania czy pracy salowej... problem jest taki że sprzątaczkom płaca nie za wiele więc dobrze by było gdybym zaoszczędziła tyle żeby chociaż coś maleńkiego kupić i najwyżej jakiś maleńki kredyt spłacać a nie oddawać pół pensji na wynajęcie pokoiku, a po drugie trochę się boję że jak wyslę cv to od razu wrzucą je do kosza jako jakiś żart... założe się że nie mają zbyt wielu lekarzy aplikujących na stanowisko sprzątaczki...
brzydula: tak czytam Cie juz od jakiegoś czasu i nijak pojąć nie mogę jak taka wygadana, elokwentna i mądra osoba jak Ty może mieć problemy z komunikacją? Piszesz często, że nie potrafisz prowadzić konwersacji, nie masz nic do powiedzenia w towarzystwie itp. Kobieto Ty masz i to duzo do powiedzenia, mówisz mądrze, rozsądnie potrzeba ci tylko odwagi, żeby to przenieść na real. Myslę, że wyolbrzymiasz swoje wady (nie wady), ukrywasz zalety bo............ ktoś tam, coś tam kiedyś powiedział. Może sama, przekonana o swojej wyimaginowanej ułomności, interpretujesz sygnały od innych na odwrót i utwierdzasz się w tym z zażartą konsekwencją. Tobie trzeba kogoś, nie wiem, przyjaciela, przyjaciółki co ci jak mantrę będzie powtarzał, że masz potencjał, nie jestes taka jak sie sama widzisz. Może nie masz i nie miałaś nigdy odpowiednich osób koło siebie. Jeszcze wmówiłaś sobie, że to "spadek" po mamie i trzeba się z tym pogodzić. Wybacz dosadność ![]()
Nie gniewam się.
Trik polega na tym że ja tu głównie narzekam na to jaka jestem beznadziejna i próbuję przekonać innych że mam rację. Tosię najzwyczajniej na konwersację w warunkach służbowych czy półformalnych czy w nowo poznanym towarzystwie nie nadaje.
Nie gniewam się.
Trik polega na tym że ja tu głównie narzekam na to jaka jestem beznadziejna i próbuję przekonać innych że mam rację. Tosię najzwyczajniej na konwersację w warunkach służbowych czy półformalnych czy w nowo poznanym towarzystwie nie nadaje.
Ja też, nie w każdym towarzystwie mam coś mądrego do powiedzenia lub dodania. W takich sytuacjach czekam na odpowiedni moment skierowania dyskusji na temat mi znany i wtedy wtrącam swoje trzy grosze
może nie są to jakieś elaboraty, ale zawsze to coś. Wiele osób tak ma, zwłaszcza jak znajdzie sie w towarzystwie osób o wyższym poziomie intelektualnym ![]()
Uwierz w siebie i odwagi, jesteś oczytana, dojrzała, masz swoje poglądy, przemyślenia, umiesz ładnie i składnie mówić tylko brak Ci odwagi. Piszesz, że umiesz tylko ładnie ponarzekać, owszem idzie Ci to całkiem nieźle
Może czas teraz treść i sens tych ładnych zdań przekuć na bardziej optymistyczne zachowując formę ![]()
Właśnie wróciłam z odwiedzin w swoim mieszkaniu.
Nie gniewam się.
Trik polega na tym że ja tu głównie narzekam na to jaka jestem beznadziejna i próbuję przekonać innych że mam rację. Tosię najzwyczajniej na konwersację w warunkach służbowych czy półformalnych czy w nowo poznanym towarzystwie nie nadaje.
i proszę Cię, uśmiechnij się w końcu ![]()
Właśnie wróciłam z odwiedzin w swoim mieszkaniu.
a możesz coś przybliżyć, bo chyba jestem nie w temacie? ![]()
Raz w tygodniu odwiedzam swoje mieszkanie.
Raz w tygodniu odwiedzam swoje mieszkanie.
to nie mieszkasz u siebie?
Ja też, nie w każdym towarzystwie mam coś mądrego do powiedzenia lub dodania.
Tylko ze mi się rzadko zdarza mieć coś do dodania.
No i ten brak zdolności wypowiadania strasznie źle wypada w pracy i w poszukiwaniu pracy.
No, niestety nie. Odkąd zachorowałam,mieszkam u mamy. Nie daję rady sama mieszkać.
izis1973 napisał/a:Ja też, nie w każdym towarzystwie mam coś mądrego do powiedzenia lub dodania.
Tylko ze mi się rzadko zdarza mieć coś do dodania.
No i ten brak zdolności wypowiadania strasznie źle wypada w pracy i w poszukiwaniu pracy.
nie ściemniaj mi tu, bo umiesz się wypowiadać ![]()
A może to co piszesz to czytaj na głos ![]()
No, niestety nie. Odkąd zachorowałam,mieszkam u mamy. Nie daję rady sama mieszkać.
no tak, czasami konieczność i siły wyższe wymuszają zmiany. Mam nadzieję, że nic poważnego i przewlekłego ![]()
Jedynie depresja. ![]()
Jedynie depresja.
to faktycznie nieciekawie ![]()
znałam kobietę, 50-latka, przeszła depresję. Jak z nią rozmawiałam, mówiła, że sie wyleczyła. Jak widać z tego też się wychodzi, więc głowa do góry ![]()
Najgorsze jest że nie mam z kim porozmawiać, pozostaje mi to forum, ale tu też każdy mnie lekceważy, czuję się jakbym była niewidzialna.
Najgorsze jest że nie mam z kim porozmawiać, pozostaje mi to forum, ale tu też każdy mnie lekceważy, czuję się jakbym była niewidzialna.
Nieprawda, ja Cie widzę ![]()
Dziękuję, bo dzis mam straszny nastrój, pilnuję mojej siostrzenicy i płaczę.
Dziękuję, bo dzis mam straszny nastrój, pilnuję mojej siostrzenicy i płaczę.
dlaczego płaczesz? wywal to z siebie ![]()
Ile lat ma siostrzenica?
Ma dwa latka, a płaczę bo moje życie jest pozbawione sensu.
Ma dwa latka, a płaczę bo moje życie jest pozbawione sensu.
Chyba wiem o co Ci chodzi. Powiem Ci ja tez mam takie chwilę załamania i to samo myślę ![]()
Tylko ja mam taki stan codzienie od paru lat, straciłam już nadzieję na wyleczenie i nie chce mi się już dalej tego ciągnąc. Nie mogę zasnąc wcale, bez tabletek nasenych.
Tylko ja mam taki stan codzienie od paru lat, straciłam już nadzieję na wyleczenie i nie chce mi się już dalej tego ciągnąc. Nie mogę zasnąc wcale, bez tabletek nasenych.
Może nie myśl wieczorami za dużo o sobie, życiu. Natłok myśli tez nie pozwala zasnąć. Zajmij się czymś, wyszukuj sobie zajęcia. Fajnie, że masz możliwość pobawic się z dzieckiem, 2 latka same najfajniejsze ![]()
Co do snu, to ludzie zdrowi maja tez problemy ze snem, moja koleżanka w pracy, mój szef skarżą się, że śpią po 2-3 godziny w nocy, tez na prochach.
Ja nie śpię codziennie do 6 rano, teraz muszę brac tabletki, bo codziennie od dziś do wrzesnia muszę zajmowac się siostrzenicą przez 8 godzIn dzienie i wstawac o 6.00
Fajne będziesz miała zajęcie. ![]()
A tabletki nie pomagają?
Antydepresyjne nie, a nasenne uzależniają i nie można ich brac długo... Ponadto mam straszne zaparcia, mam już dośc i myslę coraz częsciej, zeby odejsc z tego swiata
Antydepresyjne nie, a nasenne uzależniają i nie można ich brac długo... Ponadto mam straszne zaparcia, mam już dośc i myslę coraz częsciej, zeby odejsc z tego swiata
Nawet tak nie myśl!
Wiesz ile ludzi jest samotnych, w podobnych sytuacjach lub gorszych, bo przykutych do łóżka. Najwspanialsze jest to, że czesto ci ludzie pragną życia. Kto powiedział, że zycie jest łatwe i przyjemne, z wiekiem doświadcza sie różnych potknięć, upadków. Przykre to, że u Ciebie skonczyło sie depresją. Ale wbrew wszystkiemu chciej pomóc sama sobie i nie poddawaj się, bo nawet nie wiesz co Cie w życiu jesze może spotkać dobrego, tylko my nie wiemy co i kiedy nastąpi. Może zmien lekarza, może niech zmieni leki jesli nie pomagają ale rób coś, żeby sobie pomóc. Masz rodzinkę jak domyslam sie siostrę, mamę, małą siostrzenicę. Rozumiem, że pomagasz siostrze teraz bawiąc małą. ZOBACZ, JESTES IM POTZREBNA
Teraz im potem może komuś innemu, kto sie może pojawić. Nie przekreślaj przyszłości, bo nie wiesz co Cię czeka, a czarnych scenariuszy nie wymyslaj, bo to nie ma najmniejszego sensu.
Tylko, że nie dam rady się dłużej opiekowac, jezdziałam do małej 1,5 roku, potem zapadłam na tą bezsennośc to siostra sie do mnie nie odzywała, ona nie uważa tego za chorobę...Twierdzi, że jestem zdrowa tylko leniwa. Teraz przywozi małą do mnie i do mamy rano o 7.oo, ale ja już nie daję rady.Moja mama jest otyła i cierpi na cukrzycę, ledwo chodzi, bo nogi odmawiają jej posłuszeństwa, ale siostry my nie obchodzimy, liczy się tylko żebyśmy nanczyły jej córkę.
Tylko, że nie dam rady się dłużej opiekowac, jezdziałam do małej 1,5 roku, potem zapadłam na tą bezsennośc to siostra sie do mnie nie odzywała, ona nie uważa tego za chorobę...Twierdzi, że jestem zdrowa tylko leniwa. Teraz przywozi małą do mnie i do mamy rano o 7.oo, ale ja już nie daję rady.
Dasz radę, masz dwie zdrowe ręce i nogi, nie leżysz obłożnie chora na łóżku, nie jeździsz wózkiem. Nie myśl, że bagatelizuje Twoja chorobę tak jak Twoja siostra, ale musisz chcieć to robić, cokolwiek robić. Teraz widzisz bezsens wszystkiego, bezcelowość, to przy tej chorobie normalne, ale przetłumacz sama sobie, że to są tylko objawy Twojej choroby z którą musisz wygrać, która szepcze Ci do ucha "nie dasz rady, odpuśc sobie". Nie odpuszczaj, nie poddawaj sie jej. Twój wiek to nie wyrok, ja tez zbliżam sie do twojego wieku, tez nie mam lepszych perspektyw na horyzoncie, ale co, mam sie załamywać? mam tez chwile załamania, tez przeszłam w życiu swoje, tez chwilami nie widziałam sensu życia i co mi to dało, wcale mi nie pomogło, więc staram sie myślec pozytywnie.
Ale to trwa już 6 lat, ja nie mam sił, codzinnie przezywam koszmar kiedy otwieram oczy...
Ale to trwa już 6 lat, ja nie mam sił, codzinnie przezywam koszmar kiedy otwieram oczy...
Chodzisz w ogóle do jakiegos lekarza teraz? Może zmień go , leki. Tak nie może być.
Dzis masz gorszy dzień, przetrwaj go, zajmij sie siostrzenicą. Sama widzisz jak bardzo jestes potrzebna rodzinie, w tym tez szukaj sensu, że sa osoby, którym jestes potrzebna ![]()
Lekarzy miałam już zmienianych kilkakrotnie, leki również, chodzę do dwóch aktualnie, leki biorę też, ale nie pomagają...
Dziękuję, bo dzis mam straszny nastrój, pilnuję mojej siostrzenicy i płaczę.
zaostrzenie?
Nie wiem czy to zaostrzenie... Ja tak mam prawie codziennie...
Nie wiem czy to zaostrzenie... Ja tak mam prawie codziennie...
no ale zazwyczaj jesteś anty-hurra-optymistyczna, krytyczna ale nie płacząca -chyba że nie mówisz
jest coś (może być czary mary) co spowodowałoby poprawę nastroju? (przepraszam jak już pytałam, mam grypę chyba która właśnie przerzuca mi się na zatoki i mózg działa mi gorzej niż zazwyczaj, o ile to w ogóle mozliwe)
Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » samotność po 40-tce
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026