Jestem po kolejnej rozmowie z moim przyjacielem.
Ostatnia rozmowa zakończyła się tym ,że się rozstaliśmy skoro nie rozumie ,że ja potrzebuję normalności i od tej rozmowy do wczoraj nie dzwonił.
Wczoraj zadzwonił i powiedział,że nigdy nie ukrywał,że chce dziecka,że bez dziecka nie dałby rady być ze mną,powiedział też co może patrzylibyśmy na siebie i zachwycali się czyimiś dziećmi ,że gdybym go kochała to urodziłabym mu to dziecko a może nawet mamy się pytałam czy mogę.A teraz mam jeszcze jakieś żale,ale pewnie go oszukiwałam.
Głupia najpierw próbowałam się tłumaczyć a potem powiedziałam mu że szczerze życzę by został tatusiem, że może pozna sobie jeszcze młódkę która zechce urodzić dziecko mężczyżnie który ma 51 lat ale niech uważa bo może potem nie unieść rogów.
Wiem trochę przesadziłam, ale emocje wzięły górę.
Mam znów mega doła.
Podobne tematy
Ten ........................................... (wpisz dowolne epitety) okazał się większym palantem niż pokazał to dotąd.
Rozumiem, że jesteś rozczarowana.
Rozumiem, że boli.
Pomyśl jednak przez chwilę. Wyobrażasz sobie swoje życie z takim człowiekiem, z człowiekiem o takiej mentalności i wrażliwości?
tu sytuacja jest prosta. mamusia bedzie lepsza niz ten palant.
a serio...za stary jest na dzieci,gdyby mial 41 lat. hmm.moze wtedy. co ci radzic?nic zyc z dnia na dzien, tylko poszukaj sobie lepszej tresci do harlekina niz taki baran.
Ten ........................................... (wpisz dowolne epitety) okazał się większym palantem niż pokazał to dotąd.
Rozumiem, że jesteś rozczarowana.
Rozumiem, że boli.
Pomyśl jednak przez chwilę. Wyobrażasz sobie swoje życie z takim człowiekiem, z człowiekiem o takiej mentalności i wrażliwości?
W nocy nie mogłam spać,dostałam ciśnienia i dziś nie potrafię o niczym innym myśleć.
Jakiś czas temu był w odwiedzinach u swoich znajomych,oczywiście sam a tam są małe dzieci (a jedno z nich może być jego ale pewności nie ma, tak mi kiedyś powiedział jak był dość wypity,potem wytrzeżwiał i wszystkiego się wyparł,ale co jakoś czas tam jeżdzi i zawsze sam),i po tych odwiedzinach stwierdził,ze to już nie dla niego,a tu takie teksty.
Powiedział mi wczoraj też że ja pewnie ciągałabym go po rodzinie a to nie dla niego.
Tak sobie też myślę,że On nie utrzymuje oprócz tej rodziny żadnych kontaktów z nikim,nie ma przyjaciół,nawet z siostrami ma bardzo ograniczony kontakt. Przez cały okres naszej znajomości nie chciał poznać nikogo z moich znajomych,jak prosiłam prawie na kolanach żeby poszedł ze mną na 25-lecie ślubu mojej przyjaciółki to i tak nie poszedł,byłam sama bo On nie lubi takich imprez.
Było dużo miłych chwil ,fajnych sytuacji ale dziś myślę tylko o tych złych a tych też było dużo.
hmm nie mozna przeciez nazywac twojego zycia straconym. skonczylas studia? gdzie pracujesz? ile masz przyjaciol? jestes szanowana i ladna?
hmm nie mozna przeciez nazywac twojego zycia straconym. skonczylas studia? gdzie pracujesz? ile masz przyjaciol? jestes szanowana i ladna?
Mam mamę,rodzeństwo,przyjaciół,mam pracę ,opinię uczynnej i lubianej osoby.Pracuję z mężczyznami i może z grzeczności ale uważają że jestem fajna babka jednak czuję ,że wiele mnie w życiu ominęło.Ostatnie przeżycia spowodowały ,że pomyślałam ,że jednak przegrałam swoje życie, nie mam dziecka i już nigdy nie będę mamą.
Wyrodna córko, n a p r a w d ę uważasz, że przegrałaś swoje życie, ponieważ nie jesteś matką?
Rozumiem, że tak samo myślisz o wszystkich bezdzietnych kobietach. ![]()
Bardzo współczuję Tobie takiego sposobu myślenia.
Wyrodna córko, n a p r a w d ę uważasz, że przegrałaś swoje życie, ponieważ nie jesteś matką?
Rozumiem, że tak samo myślisz o wszystkich bezdzietnych kobietach.Bardzo współczuję Tobie takiego sposobu myślenia.
Nie, nie myślę tak o tych kobietach! wiem ,że różne są tego powody i pisząc to nie pomyślałam o nich.
Tak pomyślałam o sobie ,pewnie pod wpływem ostatniej rozmowy z moim "przyjacielem"
Kochana,
nie bierz do serca słów wypowiadanych przez tego ................................................................ .
Naprawdę, szkoda Twego czasu, Twej energii i czegokolwiek na analizowanie jego wypowiedzi.
Sama, kilka postów wyżej, przyznałaś, że jesteś uczynną i lubianą osobą. Dodam też, że mądrą, mającą wielkie serce. To jest w życiu ważne. By nie krzywdzić innych, by być dla innych dobrym człowiekiem. By nie mieć serca stwardniałego na kamień.
Wiem, że nie myślałaś o innych kobietach pisząc tamte słowa.
Napisałam tak, by uświadomić Tobie manipulacje tego ......................................... i absurdalność jego twierdzeń.
Przytulam Cię bardzo mocno. ![]()
Wielokropku bardzo Ci dziękuję za słowa otuchy , tak bardzo potrzebuję wsparcia.
Pisz zawsze, gdy czujesz taką potrzebę. ![]()
ja jestem w ciązy, mam 30lat. wlasnie dlatego, zeby nie bylo za pozno...to mam juz dzis.
Jestem totalnie zdołowana.
Miałam dziś rozmowę z mamą, zarzuciła mi że chodzę smętna,że nie oddzywam się do niej (fakt mało rozmawiamy ale nie mam nastroju )Powiedziała mi ,że pewnie coś ze mną nie tak skoro inne kobiety potrafią zatrzymać faceta.
Chciałabym zasnąć i nie obudzić się więcej!
witaj wyrodna, znam małą uroczą stacyjkę, ma swój klimat, tylko że od dawna nie chodzą tam już pociągi...czy to znaczy, że jest gorsza? a może lepsza niż dworzec warszawski?
pozdrawiam:)
(...)Powiedziała mi ,że pewnie coś ze mną nie tak skoro inne kobiety potrafią zatrzymać faceta.
(...)
Przykro, gdy własna matka mówi słowa zarezerwowane dla wrogów. ![]()
Kochana, może zamiast dołować się jej głupim (nie bójmy się tego słowa) stwierdzeniem, zacznij ujawniać - choć przed sama sobą - swoje uczucia. Uczucia do "wspanialej i służącej wsparciem" matki, do "przyjaciela", do wszystkich im podobnych.
Powoli, powolutku.
Jakie uczucie w Tobie rośnie?
Tylko przestań już, proszę, zasłaniać się tą beznadzieją. Zobacz, co spod niej wystaje, co się pokazuje?
Gdybym miała pod ręką Twą rodzicielkę, to... . Może i lepiej, że nie mogę zrobić tego, co mi w duszy gra.
Przestań oszukiwać siebie.
Nic Ci się złego nie stanie, gdy zaczniesz wreszcie przyznawać się do przeżywanych przez siebie uczuć.
Każde uczucie mija.
witaj wyrodna, znam małą uroczą stacyjkę, ma swój klimat, tylko że od dawna nie chodzą tam już pociągi...czy to znaczy, że jest gorsza? a może lepsza niż dworzec warszawski?
pozdrawiam:)
Ma swój urok ale i tak jest opuszczona i gdyby co to i tak nikt płakał po niej nie będzie.
Wielokropku chyba jednak nie jestem taka silna jak mi się wydawało.
Wiem jedno.
Każda kobieta jest silną dopóty, dopóki nie wmówi sobie, że tej siły nie ma.
Albo inaczej.
Każda kobieta jest silną od momentu, gdy przestaje hamować i ukrywać swą ZŁOŚĆ.
Nie wmawiaj sobie bezsilność, tylko uruchom wreszcie swoją złość. Wiem, co mówię!
Dość pozwalania na jeżdżenie po Tobie!
Dość jeżdżenia po Tobie Twojej matki!
Dość jeżdżenia po Tobie Twojego rodzeństwa!
Dość jeżdżenia po Tobie Twojego "przyjaciela".
DOŚĆ!!!
jasne:) juz widze te reformy
nika 29 napisała jasne:) juz widze te reformy
Przyznaję łatwo nie jest!
Mam różne nastroje,różne emocje mną targają ale mam nadzieję,że wszystko się uspokoi.
W chwilach zwątpienia czytam co piszą mi dziewczyny na tym forum i znów nabieram siły.
jasne, chetnie bym cie wziela na wieczor kinowy do siebie, obejrzała dobry film, zjadla pizze i poszla potanczyc,.niestety mam brzuszek(przechrzcilam sie z uzytkownika a26), i mieszkam daleko. nie namawiam cie do gowniarskich rozrywek, ale do urządzania salonu zycia.
Pokłóciłam się znów z mamą.
Powiedziała mi,że od jakiegoś czasu czuje ,ze mi przeszkadza, że robię po swojemu a Ona to się już nie liczy .Coś dziś opowiadałam a mama mi nie uwierzyła ,uważała ,że z góry to zaplanowałam a teraz okłamuję a na końcu usłyszałam ,że jeżdzę po nocach a Ona się denerwuje(wróciłam do domu o 20)
Byłam zła i powiedziałam ile mam lat i po co te nerwy skoro wiedziała gdzie jestem i o 18 dzwoniłam,że będę póżniej.
Jestem rozdrażniona i może faktycznie trochę nerwowo reaguję.
Masz 48 lat.
Umówiłaś się na spotkanie.
Wróciłaś o godzinie 20, uprzedzając telefonicznie, że będziesz później.
Gdzie powód do zdenerwowania i oskarżania Cię o włóczenie po nocy?
Od pewnego czasu podejmujesz samodzielne decyzje.
Twoja mama przestała być już Twą wyrocznią i nie ma decydującego głosu w Twoich sprawach.
Wymykasz jej się z rąk.
To dla niej zupełnie nowa sytuacja. Stąd nerwy (jej), oskarżanie, wypominanie. A pod tym wszystkim jej lęk, że zostanie osobą samotną.
Wielokropku masz rację, mama jest chyba zła o to ,że nie siedzę z nią w domu,że nie mówię jej wiele (o rozstaniu wie że to koniec coś tam powiedziałam ale bez szczegółów)
Soboty bez niego są puste więc wyjeżdzam gdzieś do znajomych , próbuję trochę zapełnić ten czas i zmienić swoje przyzwyczajenia.
Po każdym takim spięciu z mamą czuję się żle i widzę jak rośnie między nami bariera.
I o to chodziło Twojej mamie.
O Twoje złe samopoczucie. O Twoje poczucie winy.
Ty spędzasz miło czas, a ona tak samiutka, taka biedna, taka opuszczona.
Czysta, żywa manipulacja.
Wystarczająco długo byłaś uwiązana u boku swej mamy. Nie twierdzę, że ją masz porzucić i pozostawić samotną, ale buduj swoje życie, odwiedzaj znajomych, spędzaj mile czas. Zmieniaj swoje przyzwyczajenia. Nie siedź wyłącznie w domu.
Trzymam kciuki. ![]()
Miałam taką koleżankę...
Fajny, na poziomie ojciec na stanowisku, a matka "przy mężu". Ojciec zmarł, brat założył rodzinę i wyprowadził się, a dziewczyna została z matką.
Miała facetów...żaden nie podobał się mamusi...ten taki, tamten siaki...miała z którymś datę ślubu, ale wiązało się to z wyjazdem do jego miejscowości.
- Jak to, mamę zostawisz? Dom?
Mama nie była jeszcze starą kobietą, tylko że nigdy nie pracowała zawodowo...nie miała pomysłów na siebie po śmierci męża. Uczepiła się córki, zaanektowała ją...
Zaręczyny zerwała...
Po pracy biegła do domu - bo mama.
Nigdzie nie wychodziła - bo mama.
Wszystkie urlopy w domu - bo mama...
No i została sama - złośliwa, osamotniona, zgorzkniała...
hmm matke nalezy wziac do siebie jak bedzie stara, ale poki moze byc sama, to powinna sobie radzic. moja matka na szczescie ma meza, ale w razie by zostala sama, to ma kupe znajomych, ze 4 ciotki obok, mamusie po 70tce ktora wydzwania co chwile i siedzi wekendami. nie jest zle.
wiecie co, wkurza mnie ta stara, nie da wyrodnej nigdzie wyjsc, co masz siedziec z dziadami na piecu i pacierze klepac? ty mloda jeszcze kobieta? wychodz i baw sie, nie zamykaj sie w tym grobie zwanym twoim domem:(
Miałam taką koleżankę...
Fajny, na poziomie ojciec na stanowisku, a matka "przy mężu". Ojciec zmarł, brat założył rodzinę i wyprowadził się, a dziewczyna została z matką.
Miała facetów...żaden nie podobał się mamusi...ten taki, tamten siaki...miała z którymś datę ślubu, ale wiązało się to z wyjazdem do jego miejscowości.
- Jak to, mamę zostawisz? Dom?
Mama nie była jeszcze starą kobietą, tylko że nigdy nie pracowała zawodowo...nie miała pomysłów na siebie po śmierci męża. Uczepiła się córki, zaanektowała ją...Zaręczyny zerwała...
Po pracy biegła do domu - bo mama.
Nigdzie nie wychodziła - bo mama.
Wszystkie urlopy w domu - bo mama...No i została sama - złośliwa, osamotniona, zgorzkniała...
Dokładnie opisałaś moje życie, jestem już osamotniona ale mam nadzieję,że jeszcze nie złośliwa.
u mnie to samo, partner przywiązany do matki, bo mu szkoda ją zostawić, coż gdyby jeszcze mieli ładny dom z warunkami to moze by sie kusil zeby tam zostac...ale bieda i pustka. i ja mam tam isc? pffff
u mnie to samo, partner przywiązany do matki, bo mu szkoda ją zostawić, coż gdyby jeszcze mieli ładny dom z warunkami to moze by sie kusil zeby tam zostac...ale bieda i pustka. i ja mam tam isc? pffff
Nika nie wiem co powiedzieć,często się zastanawiam dlaczego nie może być tak jakbyśmy chcieli, choć pewnie są ludzie którym tak się układa.
Jestem myślami z Tobą i wierzę ,że wszystko się ułoży.
![]()
Byłam dziś z mamą u mamy brata, rozmawialiśmy sobie na różne tematy , było przyjemnie.W pewnym momencie ciocia powiedziała,że budują u nas Dom Spokojnej Starości a mama poważnie powiedziała "to dobrze to daleko mnie nie wywiozą" wszyscy na nią popatrzyli ,potem na mnie a mi zrobiło się słabo.Powiedziałam mamie żeby nie mówiła takich rzeczy,ale popatrzyła tak ,że już nic nie powiedziałam.
Znów mam jakieś dziwne poczucie winy choć nic nie zrobiłam.
Przeczytaj ten wątek: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=35474
Może znajdziesz jakieś podobieństwa do swojej sytuacji.
ciekawe co zrobia, jezeli twoja mama bedzie zyla dluzej niz ty?
Jestem po kolejnej rozmowie z moim przyjacielem.
Ostatnia rozmowa zakończyła się tym ,że się rozstaliśmy skoro nie rozumie ,że ja potrzebuję normalności i od tej rozmowy do wczoraj nie dzwonił.
Wczoraj zadzwonił i powiedział,że nigdy nie ukrywał,że chce dziecka,że bez dziecka nie dałby rady być ze mną,powiedział też co może patrzylibyśmy na siebie i zachwycali się czyimiś dziećmi ,że gdybym go kochała to urodziłabym mu to dziecko a może nawet mamy się pytałam czy mogę.A teraz mam jeszcze jakieś żale,ale pewnie go oszukiwałam.
Głupia najpierw próbowałam się tłumaczyć a potem powiedziałam mu że szczerze życzę by został tatusiem, że może pozna sobie jeszcze młódkę która zechce urodzić dziecko mężczyżnie który ma 51 lat ale niech uważa bo może potem nie unieść rogów.
Wiem trochę przesadziłam, ale emocje wzięły górę.
Mam znów mega doła.
Jestem znów w szoku,wczoraj dowiedziałam się ,że mój "przyjaciel" ma 7-letniego syna ,na którego nie płaci alimentów,a jedynie kilka razy w bardzo trudnej sytuacji podał jakieś pieniądze a po za tym nie uczestniczy w żaden sposób w życiu tego dziecka.Myślałam,że to jakieś plotki, nie chciałam wierzyć zwłaszcza po tym jak mówił o tym jak bardzo chce być ojcem, ale to prawda (opowiedziano mi wiele faktów i zobaczyłam zdjęcia przyjaciela z matką tego dziecka jak była w ciąży i zdjęcia dziecka).
Ktoś kto mi to wszystko opowiedział i pokazał ,powiedział,że robi to dlatego ,żebym wiedziała jaki to gnojek a wcześniej mi o tym nie mówił bo widział jak mi na nim zależy i był przekonany ,że sam mi o tym powie.
No to teraz zaskoczylas!!!
Co za KREATURA! I on tak bardzo chcial dziecka?????
Zatkalo mnie....Nawet nie mysle co Ty musialas poczuc...
Alez obludnik!
Jestem bardzo wzburzona ,miałabym ochotę mu to teraz wykrzyczeć jak bardzo chce dziecka,jak chce być ojcem ale w takim stanie emocjonalnym to nie jest dobry pomysł,więc sobie daruję.
W życiu są różne sytuacje i być może kiedyś nadarzy się okazja(ja jej szukać nie będę) i dotrze do niego co myślę o tym jakim jest ojcem.
Ciekawa jestem, kiedy, jeśli w ogóle, on sam powiedziałby o swym synu.
Nigdy nie wiadomo, czy to co nas spotyka jest nieszczęściem, czy szczęściem. ![]()
Droga Autorko, mam ponad dwadzieścia lat mniej niż Ty, a już byłam w podobnej sytuacji. Moja Mama szybko owdowiała (miała niewiele ponad 40 lat, ja wtedy miałam niecałe 15, mój brat 18). Gdy miałam 17 związałam się z chłopakiem, pokochałam go, byliśmy ze sobą dłuższy czas i pojawiał się temat wspólnego mieszkania, a ja, pomimo, że nie mieszkałam w domu (byłam w innym mieście na studiach), nie umiałam odciąć tej pępowiny i iść na swoje. Trwało to długo, miałam ciągle skrupuły i wymyślałam nowe powody, żeby nie zakładać własnego domu, bo przecież miałam dom tam, gdzie mieszkała moja matka. Na każdy weekend grzeczne powroty, podczas, gdy moi znajomi bawili się na imprezach albo po prostu udzielali towarzysko. To, że nie umiałam powiedzieć i przede wszystkim ZROBIĆ tak, żeby to mi było dobrze, jest teraz moim bólem i utrapieniem. Przełożyłam dobro mojej matki nad swoje własne. Chciałam lepiej dla niej, niż dla siebie samej. Mój chłopak? Imprezy były i tak beze mnie, a związek to ciężkie zobowiązanie, gdy wokoło wiele ciekawych dziewczyn. I teraz jestem na swoim, wprawdzie pępowina odcięta, ale tego miejsca, w którym teraz mieszkam nie umiem nazwać domem, bo dom chciałam stworzyć z kim, a ten ktoś odszedł. Nie miej skrupułów, to jest matka, ona powinna zrozumieć wszystko.
Od wczoraj tylko o tym myślę, analizuję jego zachowanie.
Byliśmy kiedyś na weselu gdzie była ta dziewczyna z mężem i z dziećmi ale ja wtedy o niczym nie wiedziałam i nie zwracałam uwagi.Dziś sobie przypominam,że jeden raz z nią zatańczył ,nie widziałam żeby do dziecka podszedł(tatuś) i nawet tak zdawkowo coś powiedział.
Co ta dziewczyna sobie o mnie myślała? pewnie same złe rzeczy.
wyrodna widzisz czlowiek chce byc szczesliwy a tu dupa:)
wyrodna czemu ja cie nie moge poznac, chetnie bym popisala z jakas mądrą kobietką. pamietasz alegorię, to ja tylko nik zmienilam dla zmylki, zeby mnie mój chlop w koncu nie namierzyl...
wyrodna czemu ja cie nie moge poznac, chetnie bym popisala z jakas mądrą kobietką. pamietasz alegorię, to ja tylko nik zmienilam dla zmylki, zeby mnie mój chlop w koncu nie namierzyl...
Wysłałam Ci wiadomość na e-mail ,zapraszam na pogawędkę.
Bardzo mnie korci ,żeby zadzwonić i powiedzieć ,że wiem o dziecku i o tym co sądzę na temat jego zachowania,może byłoby mi lżej? a może byłoby jeszcze gorzej? jak myślicie?
Bardzo mnie korci ,żeby zadzwonić i powiedzieć ,że wiem o dziecku i o tym co sądzę na temat jego zachowania,może byłoby mi lżej? a może byłoby jeszcze gorzej? jak myślicie?
Lepiej trzymaj tą wiedzę na lepszą okazję, by zdzielić go między oczy taką informacją w odpowiednim momencie...
Bardzo mnie korci ,żeby zadzwonić i powiedzieć ,że wiem o dziecku i o tym co sądzę na temat jego zachowania,może byłoby mi lżej? a może byłoby jeszcze gorzej? jak myślicie?
Naprawdę masz ochotę na jakikolwiek z nim kontakt?
Uważasz, że w trakcie takiej rozmowy zapanujesz nad swymi emocjami i będziesz się zachowywać z klasą?
Chcesz się narażać na jakieś uwagi, tłumaczenia, wykręty z jego strony?
Rzeczywiście będziesz usatysfakcjonowana, gdy powiesz mu, że jesteś świadoma jego oszustw względem Ciebie?
wyrodna córka napisał/a:Bardzo mnie korci ,żeby zadzwonić i powiedzieć ,że wiem o dziecku i o tym co sądzę na temat jego zachowania,może byłoby mi lżej? a może byłoby jeszcze gorzej? jak myślicie?
Naprawdę masz ochotę na jakikolwiek z nim kontakt?
Uważasz, że w trakcie takiej rozmowy zapanujesz nad swymi emocjami i będziesz się zachowywać z klasą?
Chcesz się narażać na jakieś uwagi, tłumaczenia, wykręty z jego strony?
Rzeczywiście będziesz usatysfakcjonowana, gdy powiesz mu, że jesteś świadoma jego oszustw względem Ciebie?
Pewnie nie byłabym usatysfakcjonowana, ale targają mną takie emocje ,że mam momenty ,że chciałabym mu powiedzieć coś takiego żeby poczuł się żle.
Tak , emocje nie są dobrymi doradcami, muszę się wyciszyć.
Mierzysz jego swoją miarą. Naprawdę uważasz, że Twoja reakcja jakkolwiek wpłynie na jego dobre samopoczucie? Uważasz, że on do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że oszukiwał Ciebie?
Przypuśćmy, że do niego zadzwonisz. Że powiesz mu kilka ostrych słów.
Jak się później będziesz czuła?
Zadowolona?
Spokojna?
Dumna?
Dojrzała?
Mądra?
Rozsądna?
co to da ten telefon. ja bym sie spotkala face to face. ![]()
Jestem przeciwniczką jakiejkolwiek przemocy, ale naprawdę, na Twoim miejscu ....wywaliłabym mu w ryj. Przepraszam za wulgaryzm ale chyba czasem tak trzeba.
Witam.
Jestem przeciwniczką jakiejkolwiek przemocy, ale naprawdę, na Twoim miejscu ....wywaliłabym mu w ryj. Przepraszam za wulgaryzm ale chyba czasem tak trzeba.
Też bym tak zrobiła...i jeszcze kopa...
Na forum jest taki wątek: "Jak postępować z chamem" nawet się w nim wypowiadałam - tylko jego metodą. Inaczej nie zrozumie.
Za bardzo Cię skrzywdził, zwodził latami opowiastkami o powołaniu do uczuć ojcowskich, abyś tłumiła w sobie nagromadzone emocje - żalu, gniewu, rozgoryczenia, frustracji...
A na pewno nie jest to temat na rozmowę telefoniczną!
Pozdrawiam Cię serdecznie. ![]()
Żyworódka a gdzie jest ten wątek bo nie mogę znaleźć a chciałam poczytać bo sama mam chama w domu.
Po wątku " kochające za bardzo" wiele zrozumiałam to może i w tym wątku coś znajdę dla siebie.
Witam.
REA_lna, przepraszam, pisałam z pamięci tytuł tego wątku i trochę go przeinaczyłam.
Prawidłowo brzmi: Jak rozmawiać z chamem ? przez Paty31
Pozdrawiam.
Dzięki. To mam lekturę na weekend. I Tobie Wyrodna też jej życzę bo pewnie na: kochające za bardzo - też nie weszłaś - a szkoda, dowiedziałabyś się jak kobiety się zachowują żebrząc o miłość.
186 2012-04-09 21:31:09 Ostatnio edytowany przez gunia22 (2012-04-09 21:34:27)
Hej mam 22 lata i jestem zaręczona z chłopakiem. Mam problemy z mamą bo nidzie nie możemy wychodzić tzn. na spacery do niego do domu na jakieś imprezy okolicznościowe. Wkurza mnie to że chłopak do mnie przychodzi a ja do niego nie moge chodzić. musimy siedzieć w jednym pokoju a mam swój pokuj nawet nie moge siedzieć w nim wkurza mnie to już. prosze o jakąś radę
Kochane tegoroczne Święta Wielkanocne były dla mnie bardzo smutne,rodzinka wpadła na chwilę bo każdy ma swoje sprawy a my z mamą spokojnie kościół, cmentarz , potem tv a wieczorem zadzwonił mój "przyjaciel".Długo rozmawialiśmy i nie wiem czy wierzyć ale twierdzi,że to był romans z mężatką(przyjażnili się od dzieciństwa) i powiedziała mu,że to męża dziecko i niech tak zostanie.Mąż uznał to dziecko a ich romans się zakończył,przyznał,że pomagał kilka razy ale raczej po starej znajomości.Po tym jak powiedziałam mu co do mnie dotarło, powiedział,że teraz tego nie odpuści,zrobi test na ojcostwo a potem będzie myślał co dalej.Jeszcze w tym tygodniu chce się spotkać z matką tego dziecka i spróbować się dogadać.Twierdzi,że czasami myślał o tym czy przypadkiem to nie jest jego dziecko,ale jeśli Ona mówiła ,ze to męża to tego się trzymał.
Nie chcę Go tłumaczyć bo czuję się przez niego bardzo zraniona, nie wiem czy to co powiedział to prawda, może tylko opowiastka dla mnie żeby nie wyjść na ostatniego drania.
Smutne Święta , myśli o samotnej przyszłości,problemy z pracą i ta rozmowa spowodowały,że nie miałam snu a dzień był jakiś taki do płaczu.
Zastanawiające jest Twoje zachowanie.
W dalszym ciągu utrzymujesz kontakt z mężczyzną, który wielokrotnie Cię zranił, o którym sama piszesz, że jest Twoim "przyjacielem". Pomyśl, dlaczego i po co to robisz.
Wielokropku nie utrzymuję, nie dzwonię ,sama nie wiem dlaczego,ale odebrałam telefon jak zadzwonił.
Nazywam go w cudzysyłowiu przyjaciel ,żeby nie napisać gnojek który mnie zranił.
Rozumiem użycie cudzysłowu.
Wiem, że nie dzwonisz do niego.
Nie rozumiem powodów, dla których nie przerwałaś rozmowy w momencie, gdy zorientowałaś się, kto jet Twym rozmówcą.
Ja nie muszę tego wszystkiego rozumieć.
Będąc na Twoim miejscu poszukałabym powodów takiego swego postępowania, bo moim zdaniem warto znać motywy kierujące nami.
191 2012-04-11 07:43:06 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-04-11 07:55:21)
a po swietach kazdy zadowolony? tak to bywa. u mnie cala gromada gosci, sprzatania po nich 3 godziny! ucieszylam sie, bo to moja siostra ktora zadziera nosa, a cala rodzina jej czapkuje, bo ma duzo kasy i pracuje w .... bardzo waznej firmie. mam tego dosyc. swieta spedzilam sama w domu, bo po rodzinie narzeczonego jezdzic nie bede. bylam rok temu, nawet kiedy nie zdążyłam byc nie mila, to szwagierka nie zaprosila do srodka, tylko udawala ze czyta ksiazke, a jej mama ze oglada tv. stalam w kazdym razie pod kiblem 15 minut, az zauwazyla mnie bedaca na wakacjach siostrzenica, taka z miasta wojewodzkiego przyjechala na wies, dziecko 10 lat. siedzielismy w kuchni z narzeczonym dobre pół godziny, potem on sie poszedl myc, drzwi od kibla sa naprzeciw lazienki, tak mi bylo glupio, ze...
to nie pierwsza sytuacja, nie raz bylam zdziwiona i milo nie bylo, jak mnie traktuja. powtarzam nie zrobilam nic co by ich urazilo, a one od razu mnie na odrzut. nawet przy pierwszym czesc. jestem w ciazy, robimy remont, narzeczony sie do mnie przeprowadzi.
wyrodna z toba gadalam na gg, ale czasu mi brak, czesto zle sle czuje. pozdrawiam i sciskam
tylko teraz sie dziwia, ze ja tam jezdzic nie bede i jakos mnie te gosci nie ciesza. a po co? w pazdzierniku bylam obca, a teraz jaka?
Wielokropku zastanawiałam się nad tym co napisałaś ,szukałam motywów dla których nie przerwałam tej rozmowy.
Jestem na niego wściekła, to drań,zranił mnie ,zabawił się moimi uczuciami, są momenty ,że czuję nienawiść i tak mogłabym jeszcze wymieniać ale między tymi uczuciami jest też miłość choć za nic nie chcę się do tego przyznać i tylko tym mogę to wytłumaczyć.
wyrodna lepiej nazbierac kwiatów niz trzymac jednego padalca w domu!!!!!
po co ci ten dupek?
jak dzien matki?
ja dostalam pierwszy raz kwiatka w imieniu mojego synka