hmm wiesz co ci zostaje, mysle ze jest to najlepsza mysl, mozesz mieszkac z mama, a jezdzic na wekkendy do niego, bedziesz miala towarzystwo, przyjaciela i jednoczesnie nie poswiecisz wszystkiego.
chyba taki uklad najlepszy. bedziecie mieli swoje zycie.
Podobne tematy
szkoda mi ciebie wiesz 48 latko, odezwij sie moze do mnie, moze warto zatem zorganizowac sobie jakos zycie towarzyskie, spacerek, supermarket, jakis ciuch, perfumy, moze inny pan? dzieki za twoje wypowiedzi, zrobie wszystko zeby wyciagnac swojego chlopaka z domu od mamy
Alegoria, układ, który proponujesz jest jeszcze bardziej chory od aktualnie zastanego. To poskutkuje niewyzwoleniem się z uzależnienia od matki do śmierci jej/ Autorki wątku i chorym związkiem z facetem, który ma coś nierówno pod sufitem.
Moja rada? Zacząć myśleć o SOBIE. O całej reszcie później. Nie uciekać od chorej matki w ramiona chorego faceta.
pewnie ze myslec o sobie, a kto karze jej kolejne 48 lat spedzic jako opiekunka chorej matki?
Jestem zła na siebie i jest mi wstyd że kolejny raz dałam się wkręcić.Spotkałam się z nim nastawiona na poważną rozmowę(w przekonaniu ,że możliwe że będzie to ostatnie spotkanie) ,przygotowałam sobie wszystko co chcę powiedzieć a w efekcie dowiedzieć się jak On to teraz widzi. Efekt rozmowy? praktycznie żaden, niczego się nie dowiedziałam,przypuszczam że jednak chciałby dalej takich spotkań.Zna mnie dobrze i wie jak może sprawić bym się nie denerwowała i wszystko wróciło do normy.Każdą próbę poważnej rozmowy natychmiast zmieniał bardzo sprytnie.
Rozstaliśmy się pogodzeni ale ja dużo myślałam, już ochłonęłam i nie chcę być "koleżanką" do łóżka .Kiedyś karmiłam się złudzeniami ,że w końcu zamieszkamy razem i choć bez dzieci to stworzymy rodzinę.
Wiem,że jeśli zakończę ten związek to będę sama (mieszkam w bardzo małym miasteczku więc szanse są żadne że kogoś poznam)a jeśli pogodzę się z tym że będziemy się spotykać w weekendy (i to pewnie nie w całe)to niby będę miała kogoś ale taki związek będzie zatrzymany w czasie.Bez przyszłości i do czasu aż On znajdzie sobie kogoś kto może urodzi mu dziecko albo znudzi mu się jeżdzenie 40 km do mnie.
Kocham ale chyba tym razem nie należy kierować się sercem tylko rozsądkiem tylko czy mam tyle siły.
A co Wy o tym myślicie?
(...)nie chcę być "koleżanką" do łóżka .(...)
Gratuluję decyzji. ![]()
A to się pan zdziwił, że jego manipulacje nie zakończyły się (i nie zakończą, oby) sukcesem. Tyle starań na nic. ![]()
Rozumiem, że jesteś na dobrej drodze uniezależnienia się również od swej mamy.
Pozdrawiam serdecznie. ![]()
Mam nadzieję ,że będę umiała w miarę szybko zagłuszyć uczucie to niego ,ale muszę definitywnie przerwać te spotkania bo każde skończy się tym ,że zmięknę.
Rodzina ma pewnie niezły ubaw ale nikt przy mnie tego nie komentuje ,tylko mama powiedziała,że szczerze chciała żebym ułożyła sobie życie choć pewnie trochę według jej scenariusza.Mam cichą nadzieję ,że powoli zacznę żyć swoim życiem.
73 2011-11-25 12:08:54 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2011-11-25 12:23:06)
Chcesz być z facetem bo inaczej zostaniesz sama, bo to małe miasteczko? Z tego powodu chcesz być z tym facetem? To jakies nieporozumienie.
Nie można być z kimś na zasadzie " z braku laku..." , aż tak rozwalił Twoją samoocene ten manipulant?
Wyrodna córko, najpierw pomysl czego Ty chcesz, jakie sa Twoje oczekiwania, masz tłumić swoje marzenia, bo On nie ma Ci nic więcej do zaoferowania oprócz wekendowych , koleżenskich spotkan i to do czasu?
Nie odpowiada Tobie koleżeński układ i jeżeli tu nie ma perepsektyw zmian zawsze będziesz " głodować" w tym związku, ale już zaczynasz zrzucać jego z piedestału, zaczynasz sie budzić, bo nie ma co tu ukrywać on juz rozwalił ten związek i to tylko kwestia czasu byś się zupełnie od niego odcięła.
Taki związek bez zobowiązań jest dobry gdy nie ma wielkiego uczucia i obojgu to odpowiada, inaczej zamienia się w toksyczny związek nieszczęśliwą miłość, nie dopusć do tego, bo jesteś wartościowa kobieta a nie zapchajdziurą.
A on ? Mysli,że jest taki wyjątkowy,że wszystkie kobiety chcą być matkami dziecka pięśdziesięciolatka? On nie widzi rzeczywistości, nie młodnieje a On jak szukał ideału tak szuka nadal.Kobiety to nie krowy, które się dobiera pod wzgledem przydatnosci, ten facet nie potrafi kochac i najprawdopodobniej każdy jego związek bedzie taki sam.
zastanawiam sie dlaczego nie ucieklas 20lat temu. i zastanowcie sie czy warto za mieszkanie wiazac sobie zycie?
alegoria26 napisała "zastanawiam sie dlaczego nie ucieklas 20lat temu. i zastanowcie sie czy warto za mieszkanie wiazac sobie zycie?"
Wróciłam po szkole do domu i wtedy nawet nie brałam innej możliwości pod uwagę a już na pewno nie myślałam o domu.
Był taki moment w życiu ,że byłam zdecydowana na wyjazd za granicę i nie będę rozpisywała co takiego wyprawiała moja rodzinka żeby mnie zatrzymać.Efekt? zostałam ,potem dużo się wydarzyło w mojej rodzinie i coraz bardziej nie potrafiłam opuścić domu rodzinnego który już był na mnie zapisany.
Każdy ma swoje pięć minut ale ja swoich nie wykorzystałam i teraz mam jak mam.
wiesz ja twierdze, ze ona twoja matka jest i tak lepsza niz ten gagatek!co cie wykorzystal.
ja mysle, ze warto pozyc nawet 10 lat szczescia w twoim wieku.
ja bylam cale zycie sama, od 3tygodni zareczona, mam 28 lat
alegoria26 napisała "ja mysle, ze warto pozyc nawet 10 lat szczescia w twoim wieku."
Chciałabym żeby tak było , tylko w chwili obecnej straciłam wiarę ,że może mnie jeszcze spotkać coś dobrego.Nie potrafię cieszyć się z niczego, wszystko mnie drażni,nie chce mi się spotykać z nikim bo żaden temat rozmów mnie nie interesuje i wszędzie mi jest żle.
78 2011-11-30 19:27:47 Ostatnio edytowany przez alegoria26 (2011-11-30 19:28:23)
myslisz ze matki polki to maja wieczny romans i nie wiadomo jakie szczescie? w domu pranie, w polu sranie-it is your life:) nie przejmuj sie tylko zacznij sobie robic male prezenty, male przyjemnosci.dobry film,dobra ksiazka itd.
Masz dwa wyjścia z tej całej sytuacji:
1. czekać, bez wiary, aż coś dobrego przypełznie do Ciebie. A tak na poważnie zgnuśnieć i zgorzknieć.
2. odpłakać rozczarowanie i inne uczucia, odzłościć się na .................. (wstaw odpowiednie słowa), przyjemnie żyć: polubić siebie i zacząć dbać o siebie, robiąc sobie (jak zauważyła alegoria26) małe i większe przyjemności.
alegorio26 wiem ,że życie to nie tylko radość,szczęście i amorki, jednak tak w życiu jest że często chcemy to czego nie mamy. Teraz czuję się nikim ,mam wrażenie jakby wszystko wkoło mówiło "naiwna stara panna która myślała ,że może jeszcze w życiu coś zmienić"
Wielokropku wiem że masz rację ,zawsze byłam silną kobietą w wielu życiowych sytuacjach ale to co teraz mnie spotkało podcięło mi skrzydła.Będę czytała co mi napisałaś aż dotrze to do mnie na tyle żeby podnieść głowę i znów próbować zrobić coś dla siebie(tyle ,że chyba bez faceta)
Bardzo Wam dziękuję że ze mną rozmawiacie to mnie podnosi na duchu.
Zaraz, zaraz.
Ja nie napisałam tego, że t r z e b a podnieść głowę.
Można żyć z głową zwieszoną, można żyć z podciętymi skrzydłami, można żyć bez marzeń, można żyć bez radości, itd.
Można.
To kwestia wyboru.
To kwestia decyzji, czy będziesz widziała szklankę do połowy pustą, czy do połowy pełną.
To decyzja, jak chcesz żyć.
Zaraz, zaraz.
Ja nie napisałam tego, że t r z e b a podnieść głowę.
Można żyć z głową zwieszoną, można żyć z podciętymi skrzydłami, można żyć bez marzeń, można żyć bez radości, itd.
Można.To kwestia wyboru.
To kwestia decyzji, czy będziesz widziała szklankę do połowy pustą, czy do połowy pełną.
To decyzja, jak chcesz żyć.
Wiem ,mój wybór ,chciałabym żyć a nie wegetować,chciałabym potrafić cieszyć się tym co mam,tym co mogę zrobić tak jak chcę
morze czas mi pomoże a teraz muszę to przeżyć .
idz kup sobie to co nie kupilabys nigdy, bardzo drogą kieckę? czemu nie.
poza tym naprawdę przeraża mnie fakt zajmowania sie emerytką na starosc.bedziesz jeszcze szczesliwa stara naiwna panno, nie pierwsza nie ostatnia...
Wyrodna podjęłaś jakąś decyzję ?
Może zaryzykuj i odstaw go to może doceni Ciebie i to co stracił. Z tego co piszesz to on też nie jest pierwszej młodości. Mężczyznom też trudno znaleźć odpowiednią partnerkę a zwłaszcza do łóżka jeśli ma się około 50- tki.
A poza tym to cholera bardzo Ci współczuje. I nie tego że Cię facet olał tylko całej reszty....Wielokropek trafnie napisała jaki masz wybór ( czekać aż coś Przypełznie ...dobre), ale nie zgadzam się z tym:
To kwestia wyboru.
To kwestia decyzji, czy będziesz widziała szklankę do połowy pustą, czy do połowy pełną.
To decyzja, jak chcesz żyć.
To nie jest kwestia wyboru tylko usposobienia. Nie każdy rodzi się optymistą...niektórzy częściej widzą pustą szklankę i nic nie można na to poradzić. Nie każdy na dłuższą metę potrafi sobie wkręcać, że życie jest piękne, wszyscy mnie kochają i jestem taka szczęśliwa bo świat taki piękny - a dookoła wszystko do du..y, nic się nie układa i nie chce ci się po prostu żyć, jak napisała Wyrodna - położyć się i nie wstawać.
Przepraszam, nie chciałam jeszcze bardziej dołować. Wspieram Cię myślami żeby Ci się poukładało.
Fakt, usposobienie nie jest kwestia wyboru.
Ale każdy może zdecydować o tym, czy będzie na każdym kroku widział trudności, czy też zajmie się rozwiązywaniem swoich problemów. I nie oznacza to wcale, że należy na siłę cieszyć się i podskakiwać z radości, gdy napotyka się na kłopoty i trudności. Kwestią wyboru jest to, czy będzie się taka osoba nad sobą użalać i twierdzić, że nie ma dobrego wyjścia z danej sytuacji, czy też takiego wyjścia będzie chciała poszukać.
Jak byłam dużo młodsza, wszystkie problemy były lżejsze do rozwiązania,moje podejście było bardzo optymistyczne.
Mówi się co Cię nie zabije to Cię wzmocni,ale są problemy w życiu które nie zabijają ale odbierają radość życia i nie chodzi o użalanie się nad sobą ale o to ,że nie widzimy wyjścia z sytuacji.
REA_Ina zapytała
Wyrodna podjęłaś jakąś decyzję ?
Tak ,nie spotkałam się z nim w weekend ale rozmawiałam dziś przez telefon(dzwonił a ja odebrałam)tzn On mówił ,żartował jakby nic się nie stało a mnie jakoś nie bardzo to śmieszyło.Nie zapraszałam,nie pytałam o nic i nie zachęcałam do niczego ,dużo mnie to kosztowało by nie ulec jego urokowi ale udało się a mi po tym telefonie zebrało się na płacz.
88 2011-12-06 09:19:01 Ostatnio edytowany przez REA_lna (2011-12-06 09:19:56)
No to już jest coś. Może to coś da a przynajmniej facet się zastanowi, że nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko.
Nie będę Ci nic radzić bo należę do umiarkowanych pesymistów ( z tą szklanką co pisała Wielokropek) i nie chodzi o użalanie się nad sobą tylko rezygnację z szarpania jeśli brak radości życia i perspektyw - a Ty przecież potrzebujesz wsparcia i pocieszenia.
Ale jedno co mogę Ci poradzić, to wejdź na tym forum na wątek "kobiety kochające za bardzo" - czy coś takiego. Jak się to czyta, to po prostu otwierają się oczy i wiele rzeczy zaczynasz rozumieć - swoje zachowanie, partnera, nasze uzależnienie od facetów bo ciągle żebramy o miłość. Ja nie mam czasu więc przeczytałam tylko kilka stron a jest ich chyba kilkadziesiąt - ale polecam, na pewno znajdziesz kilka odpowiedzi na swój problem a przede wszystkim zrozumiesz dlaczego Twój przyjaciel tak się zachowuje.
wiesz co zacytuje ci moj slogan:
'od głupiej milosci strzeż mnie Boże, bym nie wstydziła się ludzi
daj czyste ręce i godne czoło, choć całe życie będe sie nudzic"
Wyrodna córko, przeczytałam Twój post i wszystkie wypowiedzi forumowiczek i w stu procentach zgadzam się z nimi. Ponieważ jestesmy równolatkami, gdybyś miała ochotę pogadać, to zapraszam na maila.
A przy okazji uświadomiłyście mi wszystkie, że jestem wyrodna matką i egoistką, bo chciałabym aby mój młodszy, dwudziestoletni syn się wyprowadził:D Starszy już to zrobił 6 lat temu:)
Pozdrawiam
(...)
A przy okazji uświadomiłyście mi wszystkie, że jestem wyrodna matką i egoistką, bo chciałabym aby mój młodszy, dwudziestoletni syn się wyprowadził:D (...)
Oby więcej było takich "wyrodnych" matek.
"Wyrodnych", bo wymagających samodzielności, odpowiedzialności i nieuwieszania się na mamusi i innych osobach, nieuzależniających.
Też zaliczam się do tych "wyrodnych" i jestem dumna z tego.
Nie mam snu,a tak bardzo chciałabym choć na chwilę się wyłączyć,uspokoić,zapomnieć.W sobotę przyjechał do mnie z prezentem Mikołajowym i od progu zaznaczył ,że jutro będzie zajęty,jedzie w odwiedziny do kogoś z rodziny.Ja chciałam być twarda ale jakoś mi nie szło a On co chwilę wychodził zobaczyć do telefonu.W końcu nie wytrzymałam i zapytałam czy czeka na jakiś ważny telefon i rozpętałam burzę.Zapytał a od kogo odpowiedziałam,że nie wiem ale skoro tak sprawdza to widocznie czeka ,powiedział że mu się to nie podoba,że co ja sobie myślę,że nikt do niego nie może zadzwonić itd. Nie chciał rozmawiać,wstał i wyszedł.
Myślę,że szukał pretekstu, teraz ma satysfakcę,że to On mnie zostawił ale to mnie nie obchodzi.Jestem zła,że przyjechał żeby zrobić taką scenę,bo uważam ,że powodu nie było a ja znów mam noc z głowy.
Wyrodna córko...
Przeczytałam jeszcze raz ten wątek i mam wątpliwości...
Właściwie nie wiadomo, o co Ci chodzi. Mówił o dziecku, co Cie wkurzyło, ale potem wycofał sie z tego głupiego pomysłu. Dzwonił do Ciebie, przyjechał...
Ty jednak przybrałaś marsową minę, udawałaś zimną, ale spać nie możesz...
Jesteście ze sobą 4 lata, a macie po 50 lat prawie. Na co Ty czekasz?? Co chcesz mu pokazać?
Wydaje mi się, że on nie robi Ci krzywdy. Chyba chce po prostu wreszcie kobietę dla siebie, a nie osadzoną jedną nogą u niego, a jedną w "zapisanym domu" 40 km dalej.
Widzę, że oboje sie potrzebujecie, tylko to trzeba mądrze zorganizować. Mam wrażenie, że jednak Twoja matka zwyciężyła - nie chcesz jej opuścić, nie umiesz tego zrobić. Boisz sie reakcji rodzeństwa, bratowej. Gdy przyszło do decyzji, wymysliłaś jakiś pretekst.
Dodam jeszcze jedno.
Dotyczy Twego ostatniego postu. Przyszedł do Ciebie z dobrymi intencjami. Ty zaczęłaś wypytywanie. Tak, tak, nie zaprzeczaj. Przecież wiadomo, że jeżeli ktoś często sprawdza swój telefon, to czeka na sms'a lub na telefon. Po co więc pytać? Po co pytać od kogo?
Oskarżasz go o szukanie pretekstu. Do czego byłby taki pretekst mu potrzebny? Jesteś podejrzliwa. Po co? Usiłujesz przybrać maskę obojętnej, zimnej. Po co kłamiesz? Jeśli nie chcesz z nim utrzymywać kontaktu, to powiedz mu to wprost.
Myślę sobie, że obrałaś teraz taką strategie postępowania. Udawać zimną, niedostępną, a on ma się starać, zabiegać, błagać, prosić, skamleć o Twe względy. Ty występować będziesz jako udzielna księżna.
W świetle ostatniego Twego postu inaczej widzę wasz wspólny tydzień u niego w domu i inaczej widzę powody tamtego zerwania.
Współczuję. I tobie. I jemu.
A ja to widze inaczej, facet zareagował agresywnie i nieadekwatnie do sytuacji, zapytała czy czeka na ważny telefon, odwrócil kota ogonem ,że nikt już nie może do niego dzwonic i wyszedł.Reakcja zdecydowanie przesadzona, nie można o nic jasnie pana zapytac?
czeka na telefon, to przeprasza,że czeka i zajmuje sie telefonem, wychodzenie co chwilę z telefonem w czasie wizyty jest nietaktem i brakiem szacunku.
wyrodna córka nie trzyma sie mamusi, zostawiła wszystko za soba by z nim byc, wytrzymał tydzień.
wyrodna córko mnie sie nie podoba jak Ciebie potraktował po tygodniu mieszkania z nim, nie podoba mi sie jego agresja w stosunku do Ciebie, jest humorzasty, skupiony na sobie,nikt mu nie daje prawa by tak się zachowywac.
Dziewczyny sa bardziej doswiadczone i być może mają rację, ale czy to ,że Ty masz 40 kilka lat daje mu pozwolenie do takich zachowań?
Słuchaj intuicji, dobrze Ci poradzi.
Zostawmy ocenę jego zachowania na boku, bo do niczego dobrego to nie prowadzi.
Proponuję zmianę Twej, wyrodna córko, reakcji w przyszłości w podobnej sytuacji.
Zamiast wypytywać go czy jego oceniać, powiedz o sobie. Powiedz o swych uczuciach wywołanych takim, a nie innym, jego zachowaniem. W sytuacji z telefonem mogłabyś powiedzieć tak: "złoszczę się, gdy Ty co chwila sprawdzasz swój telefon, bo nie mogę swobodnie z Tobą porozmawiać". Po prostu informujesz go, o stanie swoich uczuć w tejże chwili, nie wrzucasz kamyczków do jego ogródka, czyli nie pouczasz go, nie wypytujesz, nie oceniasz. Tym samym nie ma powodu do konfliktu, bo on nie może zaprzeczyć żadnej części twego zdania, nie może Cię oceniać, bo Ty mówisz tylko o sobie.
wydaje mi się że Maja 84 idealnie oceniła sytuację. Twój przyjaciel po prostu Cię lekceważy - a na dodatek przyjął styl " najlepszą obroną jest atak". Rani Cię i na dodatek nie ma w ogóle poczucia winy. Ma gdzieś, co przeszłaś z matką i rodziną żeby się do niego przeprowadzić i jeszcze jest niegrzeczny - bo będąc u kogoś z wizytą ( swojej kobiety) jest szczytem bezczelności wychodzenie z telefonem - i zamiast przeprosić, sprawdzać telefon jakoś dyskretnie to jeszcze Cię opieprzył i się na Ciebie obraził. Ale pewnie wróci, bo tak jakby trzymał Cię w rezerwie - na bezrybiu i rak ryba.
Wielokropek napisała "Dotyczy Twego ostatniego postu. Przyszedł do Ciebie z dobrymi intencjami. Ty zaczęłaś wypytywanie. Tak, tak, nie zaprzeczaj. Przecież wiadomo, że jeżeli ktoś często sprawdza swój telefon, to czeka na sms'a lub na telefon. Po co więc pytać? Po co pytać od kogo?
Oskarżasz go o szukanie pretekstu. Do czego byłby taki pretekst mu potrzebny? Jesteś podejrzliwa. Po co? Usiłujesz przybrać maskę obojętnej, zimnej. Po co kłamiesz? Jeśli nie chcesz z nim utrzymywać kontaktu, to powiedz mu to wprost. "
Wielokropku tak to odebrałaś ,cóż trudno opisać atmosferę spotkania i nie będę udowadniać,że poczułam się żle bo i tak nie jestem w stanie oddać atmosfery tego spotkania.
Ja po prostu uważam ,że jeśli przyjechał to powinniśmy skupić się na rozmowie a tej rozmowy nie było nawet jak próbowałam .
Napisałam,że chciałam być twarda w sensie żeby się nie rozkleić a nie pokazać ,że jest mi obojętny.
Bardzo dziękuję wszystkim za poświęcony czas i dobre rady.
nie załamuj się ! każdy Ci mówi jak odbiera sytuację! przeczytaj, przemyśl i wyciągnij jakieś wnioski - przecież nie oznacza to , że inni/inne mają rację w ocenie Twojej sytuacji. Tylko Ty wiesz jak jest , jak się czujesz- ale jak to widzą inni to też jest bardzo cenne, takie obiektywne oceny - ale nie zawsze jednak trafne.
Twój partner wywołał negatywne odczucia - zastanów się dlaczego.
Twój problem z mamą też oceniono jako przesadzony i krzywdzący Ciebie.
Te wszystkie opinie według mnie powinny spowodować refleksję i zastanowienie. Trzymaj się.
wzielam sprawy w swoje rece i bede miala dzidzie.pozdr
alegoria 26 napisała "wzielam sprawy w swoje rece i bede miala dzidzie.pozdr"
Cieszę się razem z Tobą i życzę Ci by wszystko układało się tak jak byś chciała a jeśli znajdziesz chwilkę to odezwij się .Pozdrawiam cieplutko
test wyszedl pozytywnie wiec pewnie jestem w ciązy;)
hej !
co tam u Ciebie ? Czy są jakieś widoki na szczęście? Czy niestety tak jak u nas? czyli nieciekawie!
nie rozumiem jak ludzie moga dac sie sprzedac z mieszkaniem majac na widoku opieke nad matka, matka powinno sie zajac i bez domu, z milosci, ale bywa tak ze jednego trzeba"udupic", zeby reszta miala spokoj. mnie to tez wkurzylo, poczytajcie moja historie na innych forach.
REA_lna zapytała
hej !
co tam u Ciebie ? Czy są jakieś widoki na szczęście? Czy niestety tak jak u nas? czyli nieciekawie!
Ok przygotowana na krytykę opiszę wszystko po kolei.
Dzień przed Wigilią przyjechał z pięknym prezentem(Wigilię spędził u siostry) drugi dzień Świąt spędziliśmy razem i było jak dawniej.
Sylwestra i Nowy Rok spędziliśmy u niego,było bardzo miło ,dużo rozmawialiśmy ,przyznał ,że boi się wspólnego mieszkania ale w końcu zaczeliśmy planować remont jego mieszkania.Wieczorem jak już wróciłam do domu dostałam smsa ,że przeprasza ale dziś pożegnaliśmy się na dłużej potem następne w stylu przepraszam,bardzo lubię i odezwę się jak będę zdecydowany bo na razie nie wiem co dalej.
106 2012-01-02 20:51:59 Ostatnio edytowany przez REA_lna (2012-01-02 20:53:01)
wcale nie zamierzam Cię krytykować ! przyznam, że nie rozumiem jego zachowania. Wynika z tego że facet nie może się zdecydować a wie, że Ty nie mając żadnej innej alternatywy będziesz czekać i tak mu nigdzie nie uciekniesz i nikt mu Ciebie nie sprzątnie sprzed nosa - on nie musi o Ciebie walczyć dlatego mu nie zależy. A to że rani Twoje uczucia nic go nie obchodzi - przyniesie prezent, odwiedzi Cię , będzie miły i sprawa załatwiona do następnego razu.
Na pewno nie wchodziłaś na "kobiety kochające za bardzo" - to zachowania typowe dla mężczyzn egoistow - kochających mniej albo wcale nie kochających.Namawiam Cię na ten wątek bo on tak mnie oświecił, że ja swoje problemy wreszcie zaczęłam rozumieć.
Czekaj na niego i cierp albo raz wreszcie powiedz "dość" i też cierp. Ale ta druga metoda chyba przyniosłaby lepsze rezultaty.
A co na to mama?
A sprobuj na fotce czy gdzies poszukac sobie nowego. ![]()
Imeow lepiej edytuj tego posta, bo to jest śmieszne.
Ta kobieta ma 48 lat, nie 24, mieszka ze starszą mamą, chciała ułożyć sobie życie, ale facet ją spławił. Jedyne czego mogę jej życzyć to szczęścia, a nie kolejnego pawiana.
Netkobietki mój Pan się odezwał,napisał ,że to jednak byłoby dziwne gdybyśmy się jednak nie spotykali bo przecież On mnie bardzo lubi.Ja naprawdę nie wiem o co mu chodzi, w jednym dniu potrafi dać klucze do mieszkania , planować przyszłość ,dwie godziny póżniej napisać ,że to koniec.W następnym dniu pisze przepraszam i sprawia wrażenie że jednak chce ciągnąć tą znajomość dalej.Czy On jest niezrównoważony emocjonalnie czy to ze mną jest coś nie tak?
On jest niezrownowazony emocjonalnie.
Alegoria, czy uwazasz ze na portalach randkowych tomaja prawoszukac szczescia tylko ludzie mlodzi? 48 lat to piekny wiek! Mimo tego ze ja mam polowe mniej, ale i tak uwazam,ze wszystko dla ludzi. Nie bede edytowac tamtego posta.
Mieszka z matka, ma 48 lat to co..ma faceta isc poszukac w kosciele? Ktorydaje na tace wiecej i ktory pokorniej schyla glowe?
Czy moze ma podrywac lekarza ktory jej przepisuje leki?
Ma prawo normalnie poszukac sobie, porandkowac, na takich portalach tez sa w tym wieku ludzie.
Kazdy ma prawo do szczescia.
111 2012-01-04 22:49:34 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2012-01-04 23:29:21)
Brakuje mu Ciebie, ale ilekroć sie za bardzo zblizy to wręcz panikuje ( zauważyłaś?) może zbyt długo byl sam, nie umie już inaczej,a może dlatego własnie jest sam, nie wiem. Nie jest pewny czy TO to jest TO, bo nie wie nawet jak wyglada to TO a w sumie dobrze mu sie mieszka samemu, ale potrzebuje drugiego czlowieka bez naruszenia swoich "granic". Jest bardzo egoistyczny i skupiony na sobie, na swoich odczuciach w waszym zwiżku jest dobrze ciepło ale on szuka ognia, dlatego sa rzeczy, które mu przeszkadzaja.
Problem jest z pewnością w nim nie w Tobie, jemu najlepiej pasowal "stary" układ, ale zaczał z Tym wspólnym mieszkaniem a słowo sie rzeklo, nie wie co z tym dalej a wypada coś zrobić bo zna Twoje oczekiwania.
Nie rozgryzaj go bo zrobi Ci tylko wode z mózgu,ON potrzebuje dobrego terapeuty ale czy to pozwoli mu wyjsć ponad własny egoizm? Nauczy liczyć sie z uczuciami drugiego człowieka?
Zdystansuj się, zacznij nawet troche " olewać" niech sie biedaczek uspokoi i zobaczy ,że nie zakładasz mu na szyi matrymonialnej pętli.
Takiemu zawsze cos nie bedzie pasowac, "Ksiażę na ziarnku grochu".
Jedno jest pewne On Cie bardzo lubi, ta bardzo dużo ale i mało.
wiesz co ja bym mu nie ufala
Czesc
Mam problem z mamą. Dla niej wszystko co robie jest zle.. bo moglas inaczej zrobic moglas prracowac moglas sie uczyc.. czuje sie odrzucona:( Niema w domu zadnych moich zdjec nawet pamiatki z komuni sw niema. A ja tak bardzo bym chciala odniej uslyszec ze sie ze mnie cieszy..
w moim zyciu sie nie ulozylo.. moje malzenstwo to porazka.. a Ona twierdzi ze ze to moja wina:( bo Ona przeciez mowila bym nie brala slubu.
Tyle razy od niej slyszalam dzwi są zawsze otwarte jesli jest CI zle. Ale jak bylam u niej to poprostu nie wytrzymywalam tej presji bo to twoja wina po co bralas slub. nie wytrzymalam wrocilam do'' swojego domu'' gdy mowila mojemu synowi ze mama go nie kocha, ze tylko babcia go kocha:( jak tak mozna.
Jest mi zle ze niemam w niej wsparcia.. Kiedys mi wypomniala dlaczego pisze w internecie ze jest mi zle. Co ty chcesz sobie drugiego znalesc???!! Ty sie zajmij dziecmi domem!!! do kosciola chodz!!
przeciez ja mam prawo ulozyc sobie zycie zrobic cos dla siebie..
Em, jestes dorosla, masz meza i dziecko, ktore kochasz, a przejmujesz sie brakiem akceptacji matki?
Może czas pokazać wreszcie że masz to w nosie?
Moja mama tez nie trzyma moich i siostry zdjec na wierzchu, to nie objaw braku milosci czy czegokolwiek. Twoja mama jest zrzedliwa, ale zapewne byla juz taka wczesniej.
Problem nie lezy w niej a w Tobie. To ty na sile chcesz jej akceptacji i wsparcia. A ona ci daje zyciowego kopa, zamiasttego ty placzesz nad soba. Ja takie rozterki miewalam majac 15 lat.
moze nie powinnam sie tym dolowac.. ale chcialabym od niej czuc że chce bym byla w koncu szczesliwa a nie ciagle gnojona za wszystkie zlo tego swiata..Przeciez nie moja wina ze nie ulozylo mi sie w małżeństwie???
Jakbyscie sie czuli gdy wchodzicie do domu rodzinnego i widzicie zadnego swojego zdjecie.. tylko zdjecia rodzenstwa nawet psa... a swojego brak???
Mam chcwile zalamania.. zwlaszcza po tym jak uslyszalam jak Ona mowi do mojego syna ze mama Cie nie kocha:(
Czasami sądze ze powinnam sie od niej woglle odsunąc..
No to nie przyprowadzaj syna do matki. Proste. Powiedz matce ze sobie nie zyczysz by mowila takie bzdury twojemu dziecku. Zrob jej awanture. Powiedz ze jesli znowu cos takiego powie to wiecej wnuka nie zobaczy.
Postaw sie, ona cie nie szanuje bo ty sobie na to pozwalasz.
moja mama jest dzisia starą zgorzkniała kobietą, która najbardziej w swoim życiu kochała mojego ojca.On zaś był typowym narcyzem i kochał jedynie siebie.Był pedagogiem i dyrektorem szkoły.Jego dzieci pojawiły się na świecie przez przypadek.Mnie nienawidził(czytałam po jego śmierci jego zapiski w pamiętniku)bo przyszłan na świat i jego matka zmusiła go do małzeństwa,a gdy póżniej zdecydował się odejść do miłości swojego życia to moja mama "wrobiła"go w drugą ciążę.Nie miał szacunku dla niczyjej pracy,ludzi bez wykształcenia uważał za głupców,tylko on był naj...Nie miał też szacunku dla mojej mamy, dla jej pracy,domowych obowiązków i myśle ze nigdy jej nie kochał.Nas także.Nigdy nic dla nas nie zrobił,płacił na nas mamie ,bo musiał mieć dużo pieniędzy na swoje potrzeby,a potrrzeby też miał duze.Byle jakich wódek nie pijał,koniaki,whisky...Mama skakała koło niego jak kwoka i"zamiatała problemy pod dywan"Ja nie spełniałam ich oczekiwań,nie uczyłam się tak jak sobie tego życzyli,nie poszłam na studia jak tego oczekiwali,Mama ze mną nigdy nie rozmawiala tylko wydawała polecenia,na pytanie "dlaczego?"odpowiadała ,bo ja sobie tak Zyczę.Jako dziecko obrywałam lanie zasłużenie czy nie- jestś starsza to masz być mądrzejsza.Gdy byłam nastolatką nie umiała sobie ze mna poradzić ,nie rozumiałyśmy się,więc skarzyła się do ojca,a on uznawał jedynie prawo pięsci i tłukł mnie ile wlezie.Moj ojciec zawsze powtarzał" to poto żebyś w życiu nie miała do mnie pretensji że cie nie lałem".Miałam tak dość tego zwariowanego domu,że wyszłam zamąż w wieku 19 lat bez ich wiedzy.Ojciec się ucieszył nie musiał już łożyć na moje utrzymanie a mama dostała histeri.Daleko nie uciekłam,musieliśmy z nimi zamieszkać.Moja mama nigdy w niczym nam nie pomogła wszystko co robiliśmy krytykowała.Kiedy dzieci były małe lubiły się bawić u niej w pokoju,wiec łapała je za kołnierz i jak psiaki wstawiała do naszego po czm brała szczotkę i wszystkie zabawki wmiatała za nimi.Uwielbiała dokuczać mojemu mężowi,nie spełniał jej oczekiwań był według niej zwykłym robolem,dzieciorobem,prostakiem.Kiedy się wyprowadziliśmy ojciec pokazał jej swoje prawdziwe oblicze-ubliżanie ,lżenie,wyzwiska.W końcu się rozwiedli.Mojego desperackiego kroku nigdy nie żałowałam.Skończyłam jako żona studium ekonomiczne,dochowaliśmy się 3 dzieci(1+blizniaki)dorobiliśmy się własnego mieszkania,Nie zawsze było różowo jak to w małżeństwie,ale przeżyliśmy ze sobą 35 lat wspieraliśmy się w trudnych chwilach i kochaliśmy siebie i nasze dzieci.Kiedy dzieci się usamodzielniły i opuściły dom,mój mąż zmarł na zawał Po śmierci mojego męza zabrałam mamę do siebie bo ma poważne problemy ze wzrokiem-niedowidzi. Nadal nadajemy na dwóch przeciwstawnych biegunach,nadal mnie nie rozumie do tego jest zgryzliwa i złośliwa.Myślę jednak ze miałam szczescie w życiu,że jakiś anioł Stróż czuwał nade mną.Miałam wspaniałych dobrych dziadków( ze strony mamy)czułych ,kochających,troskliwych,Dali mi miłość której nie miałam od rodziców,pomagali zawsze kiedy potrzebowałam pomocy,to ich zasdy były dla mnie święte.Zawsze realizowałam swoje plany,zawsze miałam swoje zdanie,robię to co uważam za słuszne.Każdy jest kowalem własnego losu.
118 2012-02-06 09:18:40 Ostatnio edytowany przez zakłamani (2012-02-06 09:20:16)
Przeczytałam Twoją historię wyrodna córko, co prawda nie mam 48 lat tylko 39 lat i miałam męża a właściwie dwóch....to jednak z moją matką też całe życie mam trudne relacje. Jest kobietą toksyczną....nie umiem się dogadać i żeby było najśmieszniej moje rodzeństwo traktuje normalnie, jest do nich miła i uśmiechnięta jakby w jednym człowieku były dwie osoby. Cieszę się że przeczytałam Twoją historię bo to też manipulantka i jej "macki" obejmują tylko mnie, akurat mnie sobie upatrzyła bo sobie na to pozwoliłam. Dzięki Twojej historii jakże podobnej do mojej no z wyjątkami, że wychodziłam za mąż i mam dziecko, to zrozumiałam że na rodzicielkę trzeba bardzo uważać, bo takie toksyczne matki niszczą życie swoim już starym dzieciom....Może napiszesz co u Ciebie słychać niewyrodna córko a tak jak ja, za dobra córko i za grzeczna całe życie????
zakłamani pytasz co u mnie słychać?
Samotność jest przykra i nie chcę być sama i mam świadomość ,że za to co teraz napiszę będę skrytykowana.Moje rodzeństwo ma swoje życie, (mam wrażenie że mamy coraz mniej wspólnych tematów) spotykamy się ale rozmowy są powierzchowne typu co w pracy ,jak dzieci sobie radzą w szkole itp.a ja czuję się jakoś tak z boku,czasami mam wrażenie ,że mnie o coś pytają ale odpowidz jest już mniej ważna.
Każdy człowiek potrzebuje kogoś dla kogo będzie ważny i nawet jak wie że nie jest tak jak by tego chciał to potrzeba bliskości jest tak duża ,że wierzy że będzie dobrze ,czasami sam się oszukuje i udaje ,że wszystko jest ok.
Ja wiem,że nie jest dobrze i zdaję sobie sprawę,że jednak nie będziemy razem i powinnam zakończyć definitywnie tą znajomość.Poczytałam o toksycznych związkach o toksycznych matkach o kobietach kochających za bardzo,analizuję swoje życie,związek i wtedy mam taką siłę w sobie, że wiem ,że muszę zmienić swoje życie. Potem jego telefon,odwiedziny i znów jest jak dawniej aż do momentu kiedy za bardzo pokaże mi ,że jestem dla niego ważna i tak w koło.Teraz zostanę bardzo skrytykowana za to ,ze pozwalam sobie by tak mnie traktowano i będzie w tym dużo racji ale ciągle jeszcze nie potrafię coś z tym zrobić.
Nie krytykuję.
Współczuję.
Zrobiłam to !
Powiedziałam mu ,że nasz czas się skończył,że chcę normalności a to co teraz jest mi nie odpowiada i jeśli tego nie rozumie to nie mam mu nic więcej do powiedzenia. Pan zaniemówił.
Nie jest mi lekko ,ale wiem,że to była droga do nikąd i ,że tym razem to naprawdę koniec.
Zrobiłam coś jeszcze(może tego nie powinnam zrobić?)
Bratowa rano zadzwoniła,żebym przyjechała do dzieci bo Oni wybierają się na jakąś imprezę, powiedziałam,że przykro mi ale mam plany na popołudnie i nie mogę odwołać(umówiłam się na kawę do przyjaciółką).
Mama oczywiście była zła że odmówiłam ,brat z bratową pewnie też.
Jest OK , nawet bardziej niż OK.
A jakie zadowolenie bije z tego postu ![]()
Noo, to teraz będziesz miała więcej czasu dla przyjaciółki...i dla nas ![]()
Gratuluję i jednego, i drugiego kroku.
![]()
witaj wyrodna! mam nadzieje,ze spotkasz swojego ksiecia jeszcze, jakiegos spokojnego wdowca kolo 50tki. ja w 3 miesiacu, juz idzie na 4. zadowolona nie jestem, bo ciezko w pracy, ale tam...chlopak przeprowadzi sie pewnie do mnie niebawem.zobaczymy.mam 18 lat mniej od ciebie i powiem,ze chcialabym abys znalazla swoj dom. i nie z mamusią!!!
hmm coz ci poradzic. matka twoja moze zyc zdrowa eszcze 10 lat, a to ze nie chce mieszkac ze starsza kobieta zaden facet, to mnie nie dziwi. bo ja bym do tesciowej tez nie poszla. co moge radzic? zwiazek bez mieszkania, przyjazn i tyle. chociaz wspolczuje i nie chce tego powiedziec, ale dopoki twoja matka zyje, to ty bedziesz nieszczesliwa. bo gdy bedziesz nawet wracala od niego, to ona ci bedzie dokuczac...bo siedziala sama i nieszczesliwa.przykre, chociaz w tym czasie moglby sie babcia zajac jej syn czy wnuczki.
pomyslalam ze sa sytuacje bez wyjscia. ostatnio kolezanka mi opowiadala, ze jej siostra musiala zwolnic sie z fajnej pracy i isc 300kilometrow dalej, bo jej tesciowa zachorowala. kazdy by powiedzial, no problem, sprzedac tesciowej dom i wziac tu do miasta, nie kochani. byl jeszcze pijak, ktory byl najlepszym elementem ukladanki. 2 razy uciekala z tamtego domu, po czym znalazla prace tam i zadomowila sie po kilku latach. zyje tylko te pijaczysko, szkoda ze mamy nie mogli zabrac tu do siebie, kupic wiekszy dom. ze musiala sprzedac swoje zycie i teraz dochowywac jakiegos alkoholika, ktory nie zasluguje nawet na miske jedzenia w osrodku dps.
To trudna sytuacja.Nie ma idealnego rozwiązania- sama musisz zdecydować.Pamiętaj,że jeśli zrezygnujesz ze swojego osobistego szczęścia to opiekując się mamą będziesz zgorzkniała i nieraz jej to wypomnisz.A wiesz co ona Ci odpowie?
Córeczko czy ja Ci broniłam?
To trudna sytuacja.Nie ma idealnego rozwiązania- sama musisz zdecydować.Pamiętaj,że jeśli zrezygnujesz ze swojego osobistego szczęścia to opiekując się mamą będziesz zgorzkniała i nieraz jej to wypomnisz.A wiesz co ona Ci odpowie?
Córeczko czy ja Ci broniłam?
Chyba nie chcialo Wam sie czytac postow po kolei:)
opiekunka w warszawie tyle co pensja nauczycielki, na Mazurach lepiej. czyli sie samemu zwolnic, nie miec emerytury i najlepiej jeszcze zrezygnowac z rodziny i malzenstwa. bo mama, bo tata. bo glupie panstwo. myslcie o sobie dziewczyny nie psujcie sobie jedynej szansy
Witaj Wyrodna Córko. Ja mam podobny problem, tzn nieco inaczej to wyglada, ale jest podobnie, mozesz poczytac moj post, który zamiescilam tydzien temu, o nazwie MAMA CZY MAZ CZY NAPRAWDE MUSZE WYBIERAC.
Mialam ten sam problem co Ty zamieszkalosmy z mezem z mamą i teraz nasze relacje z mama nie sa najlepsze i mam juz dosc mieszkania z nia, jesli poczytasz moj post zobaczysz jak podobna jest tematyka, ja strasznie zaluje, że zamieszkalismy z mama, minely trzy lata i ciezko jest sie z tego wykrecic teraz, wiec radze Ci zamieszkajcie sami u Twojego Narzeczonego, tak bedzie najlepiej.