widzisz ja co wieczor biore kalendarz i licze ile dni jeszcze zostaje do przyjazdu meza, widzisz mi czas sie wydluza strasznie.
u nas choroba, syn antybioty ja tez, tylko cora zdrowa. jutro ide do fryzjera(poprawa humoru i wygladu:)) no i zakupy...akurat jak nie przecietna baba wkurzaja mnie zakupy, szfendanie itp.
ty mowisz swieta ja dodatkowo jeszcze mam w sobote urodziny corki, jutro wlasnie zakupy w sprawie urodzin i tak jakos trzeba sprytnie zrobic(jak co roku) zeby cos kupic jeszcze na swieta:) wiec mysle ze jutro minie mi szybko bo sporo spraw jest. sobota...bedzie gotwanie myslenie zalatwianie a potem wieczor i impreza...bez meza:( juz drugie urodziny dziecka bez meza-masakra!! potem niedziela, najgorszy dzien, wszyscy w domu a ja sama:( no i potem caly tydzien roboczy i bedzie w koncu:)
Podobne tematy
widzisz ja co wieczor biore kalendarz i licze ile dni jeszcze zostaje do przyjazdu meza, widzisz mi czas sie wydluza strasznie.
u nas choroba, syn antybioty ja tez, tylko cora zdrowa. jutro ide do fryzjera(poprawa humoru i wygladu:)) no i zakupy...akurat jak nie przecietna baba wkurzaja mnie zakupy, szfendanie itp.
ty mowisz swieta ja dodatkowo jeszcze mam w sobote urodziny corki, jutro wlasnie zakupy w sprawie urodzin i tak jakos trzeba sprytnie zrobic(jak co roku) zeby cos kupic jeszcze na swieta:) wiec mysle ze jutro minie mi szybko bo sporo spraw jest. sobota...bedzie gotwanie myslenie zalatwianie a potem wieczor i impreza...bez meza:( juz drugie urodziny dziecka bez meza-masakra!! potem niedziela, najgorszy dzien, wszyscy w domu a ja sama:( no i potem caly tydzien roboczy i bedzie w koncu:)
Hej kobietki jak was tak czytam,to zdecydowałam, że po powrocie do Polski sprawdzę czy mojemu jajka pływają
,rozwaliło mnie to
:D. No cóż u mnie jest akurat odwrotnie, to pojechałam za chlebem, a męża zostawiłam z dziećmi w domu. Pamiętam reakcje Polek w autokarze jak przejechaliśmy polska granicę i dzwoniłam do ślubnego,by po mnie wyjechał, więc zaczynam...." cześć,no możesz posłać sąsiadkę już do domu, będę za pół godziny"
![]()
A tak poważnie,to natura niepoprawnej optymistki i przekonanie że mnie kocha pozwala nam spokojnie tęsknić, a tęsknimy bardzo, ja o tym krzyczę, a jego tęsknotę poznaję po sposobie w jaki mnie przytula, i kiedy przy łamaniu się opłatkiem się rozpłakał. Ja przyjeżdżam do domu dwa razy w roku, nie zarabiam kokosów, więc nie mogę sobie pozwolić na częste wizyty :(kontaktujemy się przez internet, ale tęsknię bardzo
witam,jestem tu nowy.
obecnie jestem w polsce mam sporo wolnego czasu dlatego jestem tutaj.
od pieciu lat mieszkam za granica w norwegii i nie spodkalem sie jeszcze ze zwiazkami na odleglosc tym bardziej dziwi mnie to ze majac mozliwosc wyjazdu,piekna sprawa ale na miejscu jest sposob aby sciagnac zone,dzieci i mieszkac normalnie,nie zapracowujac sie...
ja pracuje 8 godz dziennie i spokojnie zyje sobie,wiem ze innym tez sie to uda.
przepraszam ze nie uzywam kropek i kresek ale tylko polski alfabet to posiada hehe to raczej z powodu szkoly norweskiej i poslugiwania sie ich jezykiem to mi zostalo.
pozdrawiam slawek...
slawek ale kto ma mozliwosc pobytu razem? ewa nie wyjezdza bo ma tu dom i dzieci ktore tu maja opieke lekarska a tow azne przy dzieciach, ja nie mam paszportu dla dzieck i sadze sie aby do meza dojechac wiec zadna z nas nei siedzi tu w polsce z przyjemnoscia aby tyllko ciagnac z meza ktory nagina zagranica. do tego powiem ci szczeze ze ja chcem wyjechac i chcem zrobic to jak najszybciej.
czesc nowa kolezanko, fajnie ze sie odezwalas, obras z drugiej strony(ty wyjezdzasz) moj maz twierdzi ze tak jest gorzej bo ja tesknie tylko za nim a on za mna i dziecmi wiec tesknotaX3, moze i ma racje.
widzisz ty dzownisz i uprzedzasz ze bedziesz, moj maz robi "naloty":) juz 2 razy przyjechal dzien wczesniej, koledzy sie smieli ze kapcie w lodowce pewnie:P on mowi ze to ma byc niespodzianka a ja i tak swoje wiem ze kontrol:)
moj maz przyjezdza co miesiac z tym ze na 2-3dni...kurcze to chyba jeszcze bardziej meczace bo zaczynam sie nim cieszyc i juz go nie ma:( teraz jeszcze 8 dni...tez moze bedzie tylko na 2 dni, ciagle nic nie wiadomo.
ewa jak tam sie trzymasz?
u mnie kicha, paszport znow sie odzuwa bo on napisal do sadu ze chce uzadadnienie na pismie wiec znow paszport sie odzuwa o 1-2miesiace, powiedzialam dla meza, ale sie wkurzyl! mial nadzieje ze po swietach juz pojedziemy go odwiedzic a tu coz...mysle ze nie pojedzie wiecej a ten k...s dopnie swego i znow cos nam odbierze, teraz odebral nam 120dni oddzielnie...jesli maz nie pojedzie odbierze kase i mozliwosc spelnienia marzen, ale nie dam sie, rodziny nie rozbije, choc widze ze o to mu chodzi! jakos damy rady, nie mam wyboru.
dzis ide do fryzjera i na zakupy, napewno humoru nei poprawia bo jestem wsciekla jak cholera! pogryze kogos jak nic!
witaj sawoja, masz racja nie jest problemem ściagnać rodzinę do siebie. tylko że w moim przypadku musi odwlec się to jakieś 2 lata, bo młodszy wtedy zakończy leczenie i bedzie mniej wiecej wiadomo co dalej. a ja znów nie należę do osób które jadąc za granicę pierwsze co robią to się rejestruja po jakiś tam zasiłek bo języka nie znaja itp. więc mam czas na dokształcenie się. obecnie robie certyfikat z niemieckiego i kończę drugi kierunek studiów. zobaczymy jak to wyjdzie. pojechałabym chociażby dziś szczerze mowiąc.......
syla co u mnie? maż zjezdza za 7 dni. dostał propozycję zaprowadzenia porządku na innym kontrakcie ale odmówił bo maneczył się tam i stwierdził że obecnego miejsca sie trzyma:-). jak narazie prowadzimy debaty co do prezentów:-). kiepsko tylko z tym że my robimy wigilię, a wszystko jest na mojej głowie. młodszy kaszle i mamy problem z lekarzem czy to aby nie po szczepieniu bo osłuchowo niby czysty a z młodym na takie rzeczy trzeba uważać. dobrze że starsza nie choruje. zawściekłam sie w tym roku i robię im kuracje wzmacniajace + tran. krzywia się na ten tran jak cholera ale piją:-). napisze tak masz złośliwego tego eks. naprawdę, ręce opadają. co do fryzjera ja ide jutro i po sukienkę bo schudłam niemiłosiernie i wszystko ze mnie leci:-). a ty nikogo nie gryż tylko zostaw sobie tą energie jak chłop wróci:-). przyda się:-)
witaj samisam, rozumiem cie jak było bardzo krucho z kasą to ja wyjechałam na 2 mies i to była dla mnie jedna wielka masakra. niestety. póżniej mężowi trafił sie wyjazd więc zaryzykowaliśmy i pojechał. tylko że u mnie jest tak jak u sylwii mąż jest raz na 6 tygodnii co prawda na 2-3 dni ale zawsze coś. na wielkanoc my jedziemy do niego:-). będąc w pracy za granicą doznałam szoku ile polek tam pracuje i przedział wiekowy tez jest ogromny spotkałam 18 latke ale 60 latkę też. cóz mus to mus. pozdrawiam
czesc, dzis corki urodziny i zamiast wziasc sie za robote to siedze jak kolek, zupelnie mi sie niechce:(
wczoraj u fryzjera spedzilam(uwaga!) 3.5h:) masakra normalnie zapuscilam kozenie ale mam tak geste wlosy ze je pomalowac to dluuugi proces i tak jestem teraz bladynka(upodaniam sie do meza, maz jest wcecz bialy:P) a potem zakupy, kurcze tez 2,5h, masakra! ludzi pelno, pelno rzeczy a nie ma co wybrac, w koncu kupilam i na swieta i na urodziny(mozeowi kupilam tel, choc jest pewny ze nic sobie nie kupujemy:P) i dzis wlasnie powinnam robic te urodziny...zaraz sie moze zbiore.
moj maz dzownil dzis i pytal czy do niego przyjade, powiedzialam mu ze napewno tak, ale czy na stale?-spytal. nie powiem z ty bedzie problem ale chcem zeby mieszkanie wynajomowal.
jakby bylo malo, maz przyjedzie 24.12 a wyjezdza 26.12:( potem przyjedzie 30.12 i pojedzie 2-3.01 bez sensu! a;le powiedzialam mu ze jak jedzie na pare dni spowrotem to ja jade z nim, wiec moze tak sie skonczyc ze bede pisala za 2 tyg juz od meza:) zobaczymy jak to bedzie, jak zwykle wszystko jeszcze jest nie jasne.
narazie wciaz maz traktuje mnie jak kolezanke(obrazony za moje wybryki) i przez ten czas powiedzial tylko dwa razy ze kocha...ciezko mi bez tych slow, ale wiem to kara. uwaza ze jak przyjedzie to wszystkos ie zmieni i albo bedziemy razem albo sie rozejdziemy...szczeze mowiac wiem jak bedzie, bedzie mnie meczyl wyzutami i czepianiem sie ale wieczorem i tak sie pogodzimy:) czar nocy i lozka:)
pozdrawiam
zabieram sie za robote
sto lat dla córki:-). no sylwia koleżance wyjazdu do siebie na stałe się nie proponuje:-). masz racje bez sensu ma, a może raczej nie ma, ta przerwę świąteczną. strasznie dużo tej drogi. u mnie mąż bedzie 23 wieczorem, a do pracy jedzie 8 stycznia czy jakos tak. więc ok 3 tygodnie razem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! euforia:-). szczerze mówiąc mam nadzieję że za 2 tyg napiszesz od męża i to nie jako koleżanka:-)
u mnie na 90% ze maz przyjedzie na wigilie i 2 dnia swiat lub dzien pozniej pojedzie pracowac 2-3dni. k...a jaka glupota!!
tak czy siak jade z nim na te pare dni, potem przyjedziemy na sylwestra spowrotem. chcem zostawic corke z dziadkami, obawiam sie co ona na to. rozmawialam z nia, mowi ze rozumie ale jej smutno...kurcze nie wiem co robic, wiem ze maz sam juz nie pojedzie...
no to macie trochę jazdy:-). u mnie auto zepsute i po zakupy świąteczne biegam z wózkiem i Starszą. masakra wielka. u mnie Wigilia. u męża spadł śnieg i juz sa korki ciekawa jestem ile godzin będzie wracał. dzieciaki juz liczą nocki do powrotu taty. radosć będzie wielka. każde z nas nie może się doczekac powrotu. pozdrowienia
Ewa a w jakim miescie jest maz? ty pewnie gdzies pod granica niemiecka ze maz bedzie zaraz...ja niestety maksymalnie najdalej jak sie da w polsce jestem najdalej od niemczech:(
co do drogi...maz wczoraj napisal smsa ze czuje ze nie dojedzie na swieta-nie dojedzie bo bedzie mial smiertelny wypadek...myslalam ze wczoraj zwarjuje od tych mysli, przekonywalam jego ze tak nie bedzie, ale o tym samym pomyslalam pare dni temu...boje sie.
ja dzis juz zrobilam wszystko. umylam samochod i juz nie jezdze, prezenty kupione, w mieszkaniu posprzatane, jutro do pracy, szybciej czas minie, w piatek pilnuje dzieci sasiadce do popoludnia i sobota czekanie na meza...u nas tez na kaledarzu skreslamy dni...jeszcze pare i bedziemy razem.
szczeze mowiac teraz mi najciezej jakos czekac, niecierpliwie sie aby juz byl.
sylwia miedzy mną a mężem jest ponad 1300 km. ładny "kawałeczek". co do drogi to też się boję. tyle godzin jazdy, a tu jeszcze ślisko. ruch duży jak to przed świetami. masakra. Ł. jest w Bielefeld. ja zakupy też mam zrobione. posprzątane tyle na ile jest to możliwe przy dwójce małych dzieci :-). czyli rozgardiasz:-). masz rację teraz jest najcieżej. wiadomo że tylko pare dni ale jak dłuży sie ten czas.....koszmar....dzieci czekają. starsza liczy nocki do powrotu taty. będzie radość jak wróci:-). pozdrawiam serdecznie. trzymaj się
witam noworocznie
co tam u ciebie ewa?
u mnie maz bedzie jeszcze tydzien w polsce, wyglada to tak jakby mial juz nie jechac jakies tam problemy sie robia ale to jeszcze do rozstrzygniecia ale sie nie martwie. jest super miedzy nami, dzieci tez szczesliwe, z reszta sama wiesz, mam nadzieje ze i u ciebie sielanka trwa:)
sielanka trwa będzie trwała do niedzieli :-( wiki już się pyta taty dlaczego musi jechać. ale..... sylwia powiedz mi dlaczego czas tak szybko nie płynie kiedy oni są za granicą? mam na ostatni tydzień zachciało sie remontu kuchnii:-)))). dobre.......mąż jedzie w niedzielę wieczorem bo zaczynają od 2 giej zmiany. dziś leżymy bykiem i czekamy na kuriera z tapetą mając jednocześnie nadzieję że dziś nie przyjedzie(leje deszcz i nic nam się nie chce) i oglądamy scooby doo ze starszą :-). chwilo trwaj tak :-))))))))))))
a u mnie w nowym roku rewolucja
przeprowadzilismy sie(do dziadkow meza) narazie czuje sie tu okropnie zobaczymy jak bedzie dalej.
do tego ciagle nic nie wiadomo z praca, maz czeka na tel i cos czuje ze to koniec pracy. sama nie wiem czy sie smiac czy plakac, narazie drugi tydzien siedzimy razem i wlasnie obchodzimy drugie swieta Bozego Narodzenia:)
pracowity masz początek roku :-). u mnie mąż się łaśnie pakuje :-(. bardzo szybko minął ten czas. a co do pracy z tego co się orientuję to styczeń jest takim trochę "martwym" okresem jeśli chodzi o wyjazdy. a tu z jednej strony radość że mąż w domu a z drugiej obawa o pieniądze;-(. ale......... trzymaj się sylwia. ułoży Ci się z dziadkami:-). powoli się wdrożysz w nowe mieszkanie;-). a i może z dziećmi bedzie miał Ci kto zostać :-)
wczoraj telefon od kolegi w niemczech zeby jechal moj maz i dzis o 11 juz pojechal...znow sama.
ciesze sie bardzo ze ponad 2 tygodnie bylismy razem, naprawde fajnie bylo i duzo sie zmienilo.
maz tylko sie denerwuje bo przed wyjazdem dowiedzielismy ze z niedopatrzenia poczty nie dostalismy powiadomienia o padaniu psychologicznym skierowanym przez sad ktore odbylo sie wczoraj, teramin kolejny mamy za 1,5miesiaca...znow czekanie, zla jestem jak cholera, z paszportem wyjasni sie w tym tygodniu, licze ze w koncu zaczne jego wyrabiac.
a co u ciebie??
u mnie jak widzisz rewolucja
widzę że się nie nudzisz :-). wiesz co ta naszą pp to bym....... przecież widzieli że pismo z sądu ale oni jak zwykle pewnie że to przed świetami itp. masakra. na długo mąż teraz pojechał? my się "zrujnowaliśmy" i kupilismy auto do zdarcia miedzy niemcami a polską. wiec łukasz przyjedzie teraz ok 10 lutego. chciał wczesniej na moje urodziny ale wiadomo że nie posiedzi w pracy 1,5 tyg i nie weżmie znów urlopu. wiec czekamy do lutego. najgorzej dzieci przyzwyczaiły się że tatus jest i teraz bida. daj znać jak sprawa z paszportem jestem strasznie ciekawa i trzymam kciuki ;-)
mam to samo, dzieci przyzywyczaily sie i bylo ciezko jak cholera wychodzi na to ze lepiej jak przyjezdzal na chwile.
maz pojechal i dzis juz pracuje, nie mam pojecia kiedy przyjedzie, narazi eplanuje na ferie jechac do niego z dziecmi(syn ma paszport a corke musialabym przemycic)
dzis pomagalam dziadkom bo przyjmuja gosci, my tez jestesmy zaproszeni i tak to sobei wyobrazam, czasem wpadna zagadac, czasem trzeba im pomoc na dole czasem zawiesc do lekarza a my w zamian mieszkamy u nich za rachunki. narazie nie jest zle i co najwazniejsze nikt nic nie wypomina, choc bardzo spinam sie przy dziadkach zeby ladnie wszystkow wyszlo i wyslawianie sie i zachowanie i moja praca jak chociazby przy nakrywaniu stolow.
jutro do pracy to choc troche beda mieli dziadkowie spokoju bo strasznie slychac bieganie dzieci na dole no ale przeciez ich nie uwiarze.
a jaki samochod kupiliscie jesli moge wiedziec?? uwielbiam auta wiec ocenie czy wam pojezdzi choc chwile, tzn auto ma teraz i maz i ty??
a kiedy jestes urodzona skoro mowisz ze 1,5tygodnia jeszcze, to co gdzies 20-25stycznia??
sylwia 25 stycznia :-) a kupiliśmy xara picasso 2002 ale ha ha z gazem:-). nie wiem zobaczymy. ostatnio to may pecha do samochodów w dwóch poprzednich padły skrzynie biegów:-(. w jednym to jak wracalismy z wakacji:-). ten powrót to bedziemy do smierci wspominać:-) wracaliśmy znad morza i w łodzi podła skrzynia na amen zadzwoniliśmy po lawete, facet zobaczył że my z 2 małych dzieci to nas tez do tej lawety zapakował. póżniej okazało się że pociąg do skarżyska mamy za 20 min. wies laweciarz swoim samochodem zawiózł nas na dworzec( dzięki ci dobry człowiemu) biegiem zdażylismy na styk. no cóż po drodze okazało się że pani w okienku nas nie doinformowała że owszem jest to pociąg do skarżyska ale przez warszawę z przesiadką!!!!!!!! masakra 7 godzin jazdy, ale to jeszcze nic.... dojechaliśmy do warszawy deszcz leje a wiki co siku a że było jeszcze 20 min do pociagu to pobiegłam, w tym samym czasie podjechał pociąg do skarzyska i........odjechał przed czasem 10 min. deszcz leje wiki płacze na peronie mamo gdzie bedziemy dzis spały:-)))))) łukasz z mikołajem wszystkimi bagazami wysiadał podrodze wracał autobusem na dworzec :-)))))))) ogólnie wracaliśmy 18 godz:-)))))))))) finał jest taki że wiki zawsze chciała przejechać się pociągiem a teraz nie może na nie patrzec więc jest spokój bo nie marudzi:-))))))) dobre co???
ewa a wiec gratuluje zakupu auta, zupelnie nie w moim typie ale jest w dobrym roczniku wiec mysle ze sie potacza:) zycze szerokosci, no a pewnie inne wam padaly bo nei piliscie osiowki:) wypij kieliszek za zdrowie auta i bedzie jezdzic:)
co do takich awarji, wiadomo moze tak byc no ale ta historia ciezka byla ale jak widzisz wszytsko do przezycia, mielismy cos podobnego z tym ze bez dzieci i mysmy staneli w lesie bez zasiegu bez wiedzy gdzie jestesmy i 500km od domu, tako to jest, wszytsko moze sie zepsuc:)
ja mam dzis nowy rok:) dziadkowie obchodza swieta wiec i ja z szacunku do nich, narazie dzialam z odsniezaniem i wyreczam w czym sie da, strasznie sie spinam przy nich ale se radze, z czasem bedzie coraz lepiej.
za to z dziecmi jest gorzej, corka siedzi i coraz mowi "szkoda ze nie ma taty" syn w nocy krzyczy "tata, tata" a jak ja przychodze to krzyczy ze chce tate:( mysle ze byl dlugo maz z nami i dzieci sie przyzwyczaily do sytulacji a tu znow sami...aj takie zycie:(
no dobra a jak mi mało do dodatkowo mamy ospę :-)))))))
oj kochanie dzieje sie jak widac:)
u mnie byla walka o miejsce w przedszkolu, udalo sie, po feriach zmienia szkole, musi sobie poradzic.
mam coraz wiecej obowiazkow od kiedy jestem tutaj, maz ma malo czasu, pracuje dlugo a wiadomo ze pozno nie bedzie dziadkom pasowac jak telefon stacjonarny bedzie dzwonil.
jestem w takim momencie ze mam wszystkiego dosc, nawet meza choc nic mi nie zrobil. sam powiedzial ze widzi ze sie od siebie oddalamy, dobre slowo oddalamy...
pewnie bedzie dobrze ale na teraz sie mecze z glupimi myslami, moze to z tesknoty:(
ale z drugiej strony dobrze że jest ta praca..... jak mam dosć to przypominam sobie jak to było finansowo jak mąż był w domu. jednym slowem makabra. dobrze że wywalczyłas przedszkole i szkołę przypuszczam że trudności były niesamowite. no tak ty masz masę załatwień na miejscu mąż w pracy więc i nie dziwota że się oddalacie. związek na odległość wymaga strasznie dużo pracy. ciągła walka o to oddalenie i dobre wzajemne relacje. jak się mieszka z dziadkami? dzieci pewnie zadowolone? :-)
maz ma 3lutego urodziny, chcem do niego sama pojechac na pare dni, mysle ze bedzie mu milo, z tym ze w jednym pokoju maz spi z 2 kolegami, nie wiem jak tgo bedzie, ale nie patrze na warunki, musze jechac bo dla niego juz nie starczy sil.
wiem ze bedzie ciezko, ale bede przy nim, chyba dobrze robie
dzlozylam dzis dokumenty na paszport, w koncu:)
ale co mi z tego jak nawet gdybym pojechala dzis to maz nie ma mnie gdzie "trzymac" mysle powaznie gdzie ty sens? co mysmy mysleli ze bedziemy tam razem mieszkac? teraz widze ze to sama najwnosc. a wy ewa na jak dlugo taki trub zycia przyjeliscie? u nas mialo byc do swiat, minely swieta i teraz do wrzesnia, ale szczeze mowiac nie daje rady sama, jest mi ciezko i przestaje widziec szans, jakos tak wychodzi ze ilosc oszczednosci jest ciagle taka sama(odeszlo na kupno samochodu, prezentu rodzicom czy codzienne wydatki a wszystko drozeje) jakos jestem zrezygnowana do tego robienia kasy!!
chcem jechac do meza, moze z dziecmi na czas ferii ale maz nie ma warunkow, co wynajac mieszkanie? maz mowi ze nie ma sensu jemu placic 500euro, byc w hotelu przez 2tyg? nic nie wiem, wieczorem zadzwoni maz, ciekawe co wymysli, bo teraz wszystko w jego rekach.
Nawet jeżeli jej to wytłumaczysz to wątpię żeby jej zachowanie miało się zmienić na pełne radości. Normalne że człowiek tęskni
witaj my powoli zdrowiejemy:-) teraz czekam czy Młodszego wezmie ospa :-))))))) na ile przyjelismy wyjazd?? plan docelowy jest taki że dojedziemy do męża. ale co z tego wyjdzie to nie wiem. mielismuy dojechać we wrzesniu ale to juz odpada. nie wiem zobaczymy. planujemy odłożyc troche pieniedzy i otorzyć coś w typie pośrednictwa pracy. zobaczymy co z tego wyjdzie bo mówić to sobie możemy miliardy rzeczy. my tez mysleliśmy o feriach albo świętam u meża. ale stwierdzilismy że sam przejazd życie tam i w sumie mąż ciagle w tym samym miejscu, że pojedziemy na świeta do krakowa na kilka dni. on zmieni miejsce ja tez dzieciaki bedą miały frajdę. co do oszczędności......... bo widzisz to tak chyba jest. w nas tak samo. no ale samochód kupiony, kuchnia wyremontowana, zaczynam pokój dzieci a pózniej salon i sypialnie a pózniej taras i ogrodzenie:-))))))))))))))) i tak zejdzie. Nareszcie będziesz miała paszport!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! hurra sylwia a nie moglibyście kupić mężowi małego laptopa? my tak zrobiliśmy. mamy skypa rozmawiamy kilka razy dziennie widzimy się, dzieciom tez jest lżej bo moga minki z tata porobić i pogadać powiem ci że fajna sprawa:-))) wiesz co u mojego męża to jest tak że chłopaki tez mieszkają w kilku( Ł. ma swój osobisty:-) pokój), ale jak do któregos przyjezdza zona dziewczyna to na weekend oddaja im pokój i idą spac do innych chłopaków. pozdrawiam
postawilam wszystko na jedna karte:)
kupilam bilet i jade do meza w sobote, bede u niego w niedziele z rana, malo tego, on nic o tym nie wie, wtajemniczylam tylko jego kolege ktory ma po mnie przyjechac i odebrac a poitem zawiesc do meza ktory zapewne jeszcze bedzie spal:)
dzieci zostaja z moimi dziadkami, staram sie nie myslec jak wytrzymam bez nich te pare dni, ale musze zrobic cos dla siebie, dla naszego malznestwa i dla meza ktory coraz gorzej to znosi.
a wiec jak widzisz szaleje.
co do kasy, gdybym miala swoj dom to napewno bym w niego wkladala no ale nie mam, a nazbieranie na dom idzie baaardzo mozolnie, jestem pewna ze to oststnie podrygi pracy meza zagranica, jest z nim coraz gorzej, po porstu nie jest stworzony zyc oddzielnie, jest bardzo zazdrosny, wymysla sobie jakies chore sytulacje ze ja z kims gdzies...aj i slysze jak dzwoni ze jest zupelnie bez sil. mysle ze moze do swiat wytrzymya, maksymalnie do wrzesnia, tak czy siak z tego domu nie bedzie i szkoda bo nie widze sensu tego wyjazdu, wiem ze maz tez stracil cel, juz nei ma sil, cos sie bardzo psuje, dla tego jade go naloadowac:)
co do laptopa, musze pomyslec, moze kupie mu na urodziny, ale to juz razem wybierzemy ale dziekuje za podsuniecie pomyslu.
u nas jakby bylo malo jakos duuuzo kasy osotatnio idzie tak na przezycie, kiedys mialam swoje sklepy i wszedzie chodzilam piechota i byla tania biedronka a teraz ciagle worze gdzies dziadkow, sklepy same drogie. musze sie ogarnac z tym, pewnie i w tej czesci miasta jest biedronka tylko musze ja odszukac:)
paszport...obawiam sie ze bez sensu ta cala wojna o niego byla bo chyba nie zdarzymy go urzyc a juz maz bedzie z nami.
zobaczymy jak sytulacja sie rozwinie, narazie w sobote jade, w niedziele go obudze(nie moge sie doczekac jego wyrazu twarzy) a w piatek razem wrocimy, bo koledzy jada do polski wiec zabierzemy sie z nimi i pobedziemy do poniedzialku razem. bedzie dobrze. musi byc.
wiesz może bedzie mu lżej jak zobaczy że stac cię na taki ruch jak zostawienie dzieci na kilka dni i przyjazd do niego. bedzie widział że nadal ci na nim zależy. co do zadrości to jak taka byłam jak twój mąż. ale powoli powoli, jakos dałam sobie z tym radę. ale nie powiem ciężko było. życzę udanego wyjazdu szczęśliwego męża i odpoczynku :-)
161 2012-01-26 19:16:22 Ostatnio edytowany przez emiśka86 (2012-01-26 19:27:43)
Witajcie.Jestem nową osobą na tym forum...
Widzę, że związki na odległość są dość "popularne".
Chcę krótko opisać naszą historię.Jesteśmy razem 6 lat, przy czym około połowy osobno.Mąż bardzo często wyjeżdża na kilka miesięcy, obecnie też go nie ma. Odległość jaka nas dzieli to prawie 6000km. Był dwa miesiące w domu w czasie którego pobytu wzięliśmy ślub, później jak rodziła się nasza córeczka też go nie było.Ciężko mi okropnie.Chyba się starzeje bo jest coraz gorzej.Pocieszam się, że wraca w marcu na dzień kobiet:) i wyjedzie dopiero w kwietniu może po świętach.Ale ja już żyje myślą, że znów wyjedzie, nie potrafię myśleć o tym, że wraca, że będzie miło, myślę tylko,o samotności.
Potrzebuje duchowego wsparcia:)Moja córka też okropnie tęskni i często płacze, ale jakoś próbuje jej to wszystko racjonalnie wytłumaczyć.
Mam nadzieję,że uda mi się wkupić jakoś do Waszego zacnego grona:)
Pozdrawiam...
witaj emiśka :-)))) pisałam pisałam i na końcu jak ostatnia łajza skasowałam wszystko:-))))))))) ja trafiłam na to forum w totalnym dole bo nie mogłam poradzić sobie z samotnością i przytłaczał mnie nawał obowiązków które wczesniej dzieliłam z mężem. napisze tak...świadomość że nie tylko ja borykam się z takimi problememi podziałała kojąco. duża ba bardzo duża odległość was dzieli. ślub mąż z konieczności obecny:-)))) póżniej ciąża sama poród itp. podziwiam za hart ducha :-)))))). ale każda z nas ma takie lub podobne przejścia. ale jak mąż przyjedzie na początku marca to się nim troche nacieszycie:-))))) w jakim wieku macie córeczkę??? pozdrawiam serdecznie
czesc dziewczynym wracam z fromtu i chcem podzielic sie spostrzezeniami.
przede wszystkim dojaz...masakra!!! okolo 1300km przejechalam autobusem w 22h, myslalam ze oszaleje a d... to juz nie czulam:) w koncu bylam w niedziele z rana w miescie meza, przyjechal po mnie na dworzec kolega meza, zajechalismy a maz spal nadal, zaczelam wchodzic mu pod koldre to wyrwal z lozka jak poparzony bo pomysla ze to ktorys z kolego:) ale cieszyl sie bardzo, caly tydzien mi dziekowal, no i po fajnej niedzieli(naprawde kawalerskiej-piwko, chodzenie po miescie i lerzenie przed tv) przyszedl czas na tydzien pracujacy, siedzialam sama w domu, chodzilam po zakupy, sprzatalam i robilam obiad, wieczorem wracala gromada facetow i jedli zachwyceni a potem myc sie i lezec przed tv(to naprawde nie jest ciezkie zycie) owszem tesknial za rodzinami ale moga tesknic odpoczywajac.
plany mial byc taki ze w piatek wsiadamy w samochod i jedziemy wszyscy do domu, wszystko bylo uzgodnione i...
w piatek z rana bylo wszystko aktualne
po poludniu pozwolenie na wyjaz dostal tylko jeden kolega(smutno mi bylo, ale chociaz mialam jak wrocic)
wieczorem okazalo sie ze nikt nie jedzie
ale byłam wściekła!! w sumie znów gotowałam, sprzatlam i wieczorem w sobotę po 21 jechałam już busem, wróciłam dziś po 12 do domu, do dzieci.
a teraz spostrzeżenia
życie wcale nie maja takie ciężkie jak to się mówić,
co gorsze są tacy ze im praca zagranica, zdala od rodzina to samo szczęście,
mozna w niemczech naprawde stworzyc fajne warunki na zycie cala rodzina
ja trace sens w byciu oddzielnie, mysle ze i tak niczego sie nie dorobimy a zawsze tu w naszym miescie praca bedzie, duzo slabiej platna ale choc ze wspolnymi weekendami. narazie mysle, choc jak tam bylam to nie ma dla mnie prolemu jezdzic tam i spowrotem aby byc z mezem jak najwiecej. jak zwykle nie wiadomo co zrobic.
a jak u was dziewczyny?
u mnie w miescie w nocy ponoc -35stopni, wiec ide zaprawiac sie na noc:)
pa
o Matko Boska a z jaka firmą ty jechałaś tyle godzin??!!!Ł. teraz jak wracał to busem był w 17 godz a odległość to też ok 1300 km. ale najważniejsze że wyjazd się udał. i że mąż się cieszył. tak myślałam że jak zobaczy że się zmobilizowałaś i przyjechałaś sama to będzie przeszczęśliwy:-)))). reakcja na włażenie kogoś obcego do łóżka też jak najbardziej pozytywna :-)))))). samo to że byliście przez trochę sami bez dzieci dobrze wam zrobiło. a co do cieżkiej pracy....... a co maja mówić? że im jak w niebie :-))))))). u mnie mąż jedzie jutro wieczorem. hmmm.....ale na dzień kobiet wraca :-)))) prawda że tylko znów na 2 dni ale chociaz tak. a co do mrozu u nas jak w piatek mąż przyjechał chcieliśmy jechac na zakupy ale skurczybyk zamarzł. i dodatkowo akumulator sie rozładował. ale aku oddaliśmy do reklamacji bo kupowany był na koniec grudnia. u meża nie było problemu z odpalaniem bo mieli super zimno całe - 5:-)))). jak przyjechał do domu to chciał zamarznąć:-)))))). ach ta słaba płeć:-)). dzieciaki pewnie szczęsliwe że wrócilaś. a jak dziadkowie po tygodniu spedzonym z wnukami???? żyją??? :-)))))))) pozdrawiam
autobus jechal 22h a to za 225zl
a bus (tym, wracalam) 15h ale za 75euro, wiec dwa razy drozej ale mialam viposkie miejsce:) bo sprzodu miedzy kirowcami i pomagalam im jechac, fajnie bylo:)
a co do dziedkow, do nie byli dziadkowie z ktorymi mieszkam, ale poradzili sobie, w dzien dzieci byly u moich dziadkow a z nimi mieszka wujek(stary kawaler) wiec we troje sie zajmowali moimi dziecmi a na noc, mama z tatem(moi rodzice) zabierali dzieci do siebie i z rana odwozili. moj tata mowi ze najgorzej bylo z paleniem w piecu bo te -35stopni to dalo sie odczuc i nic nie robil tylko w kominku palil, ale tak to jest jak mieszka sie na polskim biegunie:)
co do samochodu, moj stal tydzien na podworku i to w jakich mrozach, i bylam pewna ze juz po samochodzie, a tu siadam i odpala, bardzo bylam szczesliwa ze choc auto mnie nie zawiodlo:)
dzieci bardzo cieszyly sie z pobutu u dziadkow w koncu nikt tak nie rozpiesci jak dziadkowie.
dzis wymienialam euro, kurcze jakie tanie, pamietam czasy gdy bylo po 4,55zl i wtedy to bylo to, a dzis wymienialam po 4,15zl(choc na tablicy bylo wogole 4,10) masakra!
a nie mowilam wam, wrocilam do domu po tygodniu i dziadkowie mowia ze troche poprzestawali u mnie na gorze.
wiem ze chca dobrze, ale k...a ja chcem zeby bylo po mojemu!! wchodze a tu w lazience stoi mikrofalowka na pralce, w lazience stoi pufa i stolik, w pokoju na regale stoja talerze ktore urzywam na codzien, samochody meza(jego kolekcja) zostala zebrana do szafki, pelno sztucznych kwiatow w wazonach a stol na ktorym jedlismy leza podkladki, inny obroz(okropny) i jest zastawiony jakimis koszyczkami i miseczkami, u dzieci w pokoju wisza inne obrazy i lozko jest zaslane innymi kapami. no i co ja mam powiedziec? jak powiedziec im nie wpier....cie sie!!
uwielbiam milimastyczny wystroj, tylko potrzebne rzeczy na wierzychu, zero gratow, zadnych pierdol a przede wszystkim sztucznych kwiatow(zywych tez nei lubie)
zacisne zeby, poczekam az maz wroci i powiem mu ze tak byc nie moze, ja wynosze wszystko a babcia wnosi to spowrotem.
dzis corka poszla do nowej szkoly, nie bylo problemu, od razu poleciala za pania.
Hej. Dzięki za miłe przywitanie.Nasza córeczka ma 3 latka.Łobuz straszny.Mnie strasznie czasem przytłacza życie codzienne, ale jakoś daje radę. Muszę dać. Tak jak i Wy...DAMY RADĘ-zawsze.Trzeba o tym pamiętać..
witajcie dziewuszki widzisz emiska my czy chcemy czy nie to musimy dac radę....niestety. mąż wyjechal wczoraj wieczorem :-(. kiepską miał pogodę na powrót. ale..... w każdym badz razie jeszcze jedzie..... syla euro tanie taniutkie, ale w granicach 1 moze tak byc mam kredyt w walucie wiec wtedy mi pasuje:-))). dziadkowie ładnie ci zrobili mieszkanie mie na co... trzeba powiedziec im ze maja tak wiecej nie robic ale kurde jak to zrobic żeby sie nie obrazili jak cos wymysle to dam znać
czesc dziewczyny
jak tam sie trzymacie?
ja licze dni do przyjazdu meza, ma byc ponoc w sobote, wpadnie jak zwykle na chwile bo po 2dniach jedzie, nie lubie tego jego przyjazdow, nie zdarzy czlowiek sie nacieszyc juz trzeba jechac, wolalabym zadziej ale na 1-2tygodnie ale to nie mozliwe.
i tak caly czas, liczyc dni od odjazdu, liczac dni do przyjazdu... a liczylyscie dzieczyny ile dni nie jestescie ze swoim facetem? ja liczylam, wyszlo 145dni, kurcze ile to zmarnowanych dni:(
co do dziadkow, poradzilam sobie w ten sposob ze przestawilam wszystko spowrotem tak jak bylo i chyba bedziemy tak sie nosic z tym wszystkim tam i spowrotem:)
milego dnia
mój mąż wyjechał w połowie sierpnia 2011 niby niedawno ale wydaje mi się że wieki już minęły od tego momentu. obiecaliśmy sobie że bedzie przyjeżdzał raz na 3-4 tyg nawet na te 2 dni. więc jak mają jakąś tzw czerwoną kartkę w niemczech to jest w domku. na przełomie lipca i sierpnia mają 3 tyg przestoju. wydział nie pracuje ale nie wiadomo jak to bedzie z męzem bo niby musi przyjechać tydzień przed wszystkimi i posprawdzać. ale to jeszcze pół roku. teraz w dzień wyjazdu mąż się rozkleił bo córka żegnając się z nim powiedziała że tatusiu ja wiem że ty nie chcesz jechać ale chłopaki są tam same. no i wyjazd opóżnił się o pół godz bo biedny nie mógł sobie poradzić. wiadomo częste przyjazdy to koszty ale jak bedę wracli we 4 to będzie ok. a i dla nas lepiej. najgorsze jest to że już przyzwyczaiłam się że jego nie ma. ostatnio jak miałam prawie apokalipsę w domu to już nie siedziałam i płakałam tylko wiedziałam że muszę sama. dobrze syla zrobiłaś chodziło mi tylko o to żeby taka sytuacja juz się więcej nie powtórzyła.:-)) pozdrawiam
moj tez od polowy sierpnia 2011r wyjezdza, tez przyjezdza co 4tyg na 2dni.
od poczatku tego roku jakos nie umiem rozmwiac przez tel, jak jest to wszystko jest fajnie, gorzej jako go nie ma, nie idzie mi rozmowa i tyle, nie wiem dla czego.
dzis bylam u fryzjerki, innej niz zwykle i... i jestem zachwycona, w koncu ktos mnie scial tak jak chcialam:)
corka od tygodnia zamiast do przedszkola chodzi do nowej zerowki, dobrze sobie radzi, ma juz duzo kolezanke, pewnie ciezej bedzie z sama nauka.
maz przyjezdza w sobote...narazie sie klocimy, nawet nie wiem o co, nie jest dobrze. zaczynaja ludzie mowic zeby zjezdzal, szczeze mowiac to dziala na mnie zupelnie odwrotnie i chcem zeby tam pracowal i mysle ze do erzesnia wytrzyma. najbardziej martwia mnie jego rece, jestem pewna ze je odmrozil(najpierw byly purpurowe a teraz czarne i bola) bede musiala go poleczyc, tylko co ja polecze przez weekend?:( malo czasu jak zwykle.
mowisz o apokalipsie, u mnie cos takiego dzieje sie od paru dni, nie poznaje wlasnych dzieci, maly krzyczy a corka...ta to dopiero daje popis, placze nie wiadomo czego, niechce sprzatac. krzyki, rozmowy, kary czy klaps nic nie pomaga. moze to powoduje ze jestem tak zla na wszystko i wszystkich. czuje ze cos zlego sie wydarzy, pewnie z praciakiem(corki ojcem) cos bedzie, jakies problemy. czuje ze zbliza sie wielkie buuuum!
moja apokalopsa była taka: najpierw przyjechał facet z opałem okazało się że ma letnich oponach(było to jakies 3 tyg temu) wiec wypychałam żuka z tej naszej małej górki. póżniej niedaleko naszego domu facet złamał nogę i karetka też utknęła w zaspie więc leciałam odmrażać bramę żeby karetka wjechała( a i tak ją póżniej pchaliśmy), a na wieczór pękła mi rura w garażu. następnego dnia koparka hydraulicy wymiana rury. a wieczorem......ospa u wiki. dodatkowo woda z rury zalała suche drewno i piec rozpalał się 5 godz !!!!!!!!!!!!. myślałam że zwariuję. :-)))))) ale już jak narazie jest ok. co do rozmów przez telefon jak zaczynają mnie drażnić telefony męża lub jego moje to ucinamy sobie dłuższa pogawetke mającą na celu utrzymanie naszego małżeństwa bo od banałów się zaczyna. a biorąc pod uwagę dzielącą nas odległość.... wiadomo.więc ratujemy się jak możemy
patrze ze stałaś się pomocą drogowa na parę dni:) nie zazdroszczę, choć i ja często staje się koniem mechanicznym(i pcham auta) a ostatnio wszystkim samochody odpalam, u mnie -20 wiec wszystkie auta pozamarzały i tak czy pod sklepem, czy na ulicy służę przewodami i ląduje ludziom auta:)
ja walczę z dziećmi od tygodnia, są nieznośne dziś doznałam olśnienia, wiem dlaczego tak jest, dzieci były tydzień u dziadków u których można robić wszystko, a teraz ja je prostuje. a wiec wojna:)
od dwóch dni wali mi totalnie na głowę. czepiam sie tego swojego chłopa o pierdoły. naprawdę o pierdoły!! zaczynam czuć niszczacą chęć kontroli:-(((( masakra..... niby wszystko jest ok ale coś we mnie siedzi i nie puszcza. nie wiem może mam jakiś kryzys, albo nie wiem co..... szok pierwszy raz w życiu mam cos takiego. przed chwilą poklóciłam się z mężem o to że jak był to pokazał filmik na telefonie mojemu bratu i jego żonie a mnie nie!!!!!!!!! proszę nie śmiejcie się z tego...... bo sama jak to teraz czytam to śmiać mi sie chce. chyba potrzebny mi totalny reset.....
zostaw dzieci sasiadce i idz do lasu sie wykrzyczec i poplakac, daj upust swoim emocjom.
ale pociesze cie, mam to samo, narazie jest moj maz to nie mam jak pisac, ale mi od nowego roku tego cos na glowe padlo, wszystko sie wali.
trzymaj sie wariatko:)
dzieci zostawiłam mamie i zalałam się w trupa ze szwagierką. pomogło:-)))
widzisz Ewa i to jest sposób:) gratuluje zajęcia się sobą, grunt ze pomogło.
a teraz ja, potrzebuje cie Ewa(i innych) zęby mnie ktoś w głowę walna bo zaczynam się męczyć z tym wszystkim...ale po kolej:
maż przyjechał w sobotę i od początku było mi dosłownie niewygodnie, cieszyłam się ze jest ale były momenty ze mnie denerwował, do tego miał ciągłe pretensje jakieś uwagi że to stoi tu, a tamto schowane tak że on nie może znaleść... do tego powtarza sto razy ze nie zauważyłam usterkę auta, niby tylko mówił ale czułam zarzuty, do tego był zmęczony dużo spał, ja też, do tego nerwy, mało seksu i dużo spraw... no i dziś już pojechał, dzieci płakały a mi być może było smutno ale bez wielkiej rozpaczy, maż to zauważył, pisał już jak odjechał że się martwi...
coś od nowego roku się zmieniło, mąż też to czuje, czuję się tak bardzo samotna, tak bardzo zmeczona i beznadziejna...do tego córki ojciec wypisuje, męczy i obraża...mam dość, w niedziele przyjdzie po raz pierwszy do naszego nowego mieszkania, boje się bardzo i tak całe życie, całe życie się boje!!!:''''(
a wiesz że ja mam tak samo. smutno mi że go nie ma, tesknię za nim okropnie, nadal trudno mi zasypiać samej ale....przyzwyczaiłam się już. i strasznie mi z tym żle. mąż też się boi bo widzi że cos jest nie tak. zresztą powiedziałam mu o tym tak sobie obiecaliśmy. nie wiem może to pół roku to jakiś pierwszy poważny kryzys.. jak myślisz?
mysle ze ryzyko odzwyczajenie sie od siebie jest ogromne.
maz nie ma pracy, chyba bedzie wracal i jestem bardzo zadowolona bo uciekamy od siebie, zyjemy oddzielnie i nie jest dobrze, choc oczywiscie nie klocimy sie jest wszystk ok, ale codziennosc jest bez niego i tak jak mowisz, przywyczailam sie i co to bedzie dalej?
mam nadzieje ze w nastepnym tygodniu wroci jzu na stale, dla mnei zaduze ryzyko rozowdu
wiesz już czy mąż wraca? u nas już ok... w miarę. dla mnie najgorsze jest siedzenie w domu, poradzę sobie jak męża nie ma, nie będę jęczała, zrzędziła itp. ale muszę wyjść z domu. to mnie dobija. byłam osobą akywną i pół roku non stop z dziećmi sprawia że mam dość wszystkiego. u nas jest tak że ja nie pracuję że względu na syna. jak mąż był w domu to 2 wieczory w tygodniu miałam tylko dla siebie. poza tym byli moi rodzice. teraz mąż wyjechał, tata wyjechał, mama pracuje a ja tkwię jak palec w domu. i wszyscy zastanawiają się o co mi chodzi, przecież tak mi powinno być dobrze w domu. masakra...
maz jutro wraca...
cos sie miedzy nami dzieje, ciagle sie klocimy.
nie wiem co to bedzie,odezwe sie za jakis tydzien czy zyje po codziennym przebywaniu z mezem,musimy sie na nowo nauczyc siebie