jeśłi ktoś może mi podpowiedzieć, jak wytłumaczyć dziecku, że Taty chwilowo nie będzie, to proszę o pomoc, moja córka nie długo zapłacze się z tęsknoty za Tatusiem, a ja razem z nią...
Podobne tematy
W jakim wieku jest Twoje dziecko? Inaczej tłumaczy się to 3-latce, inaczej 8-latce...
3 2011-09-08 21:13:18 Ostatnio edytowany przez dorota fry (2011-09-08 21:15:38)
moja córcia ma 3 latka, dzień zaczyna się od krzyku i płaczu, bo nie ma Taty, nawet rozmowy przez skeypa nic nie dają, młoda nie chce jeść, zaczęła się moczyć w nocy... porażka
4 2011-09-08 22:31:44 Ostatnio edytowany przez Monicy (2011-09-08 22:32:59)
Będąc na Twoim miejscu powiedziałabym otwarcie, że Tata pojechał zarabiać pieniążki i musimy wytrzymać ten czas do jego powrotu.
Kupiłabym kalendarz z okienkiem, zamalowała razem z córką dzień w którym Tata wróci, codziennie przesuwała to okienko o dzień do przodu i każdy miniony dzień skreślałabym wspólnie z małą np. na czarno. Za każdym razem gdy córce jest źle,tęskni, organizuj jej jakieś zajęcie, aby przestała rozmyślać. Potrzebuje teraz maksymalnego zainteresowania z Twojej strony. Na początku będzie ciężko, to w końcu 3letnia dziewuszka i jej tęsknota jest zupełnie inna niż dorosłego człowieka, ale z czasem będzie coraz lepiej. Ułoży się, życzę powodzenia :)
dzięki
Będąc na Twoim miejscu powiedziałabym otwarcie, że Tata pojechał zarabiać pieniążki i musimy wytrzymać ten czas do jego powrotu.
Kupiłabym kalendarz z okienkiem, zamalowała razem z córką dzień w którym Tata wróci, codziennie przesuwała to okienko o dzień do przodu i każdy miniony dzień skreślałabym wspólnie z małą np. na czarno. Za każdym razem gdy córce jest źle,tęskni, organizuj jej jakieś zajęcie, aby przestała rozmyślać. Potrzebuje teraz maksymalnego zainteresowania z Twojej strony. Na początku będzie ciężko, to w końcu 3letnia dziewuszka i jej tęsknota jest zupełnie inna niż dorosłego człowieka, ale z czasem będzie coraz lepiej. Ułoży się, życzę powodzenia
Pomysł z kalendarzem uważam za świetny
. Dzieciakom w tym wieku nic nie mówią pojęcia "jutro", "za tydzień", "na pół roku" i tym podobne, muszą mieć więc jakąś "granicę" tego, ile taty nie będzie. A dodatkowo człowiekowi, jakby to powiedzieć, łatwiej się cierpi (czy to trzyletniemu, czy trzydziestoletniemu), gdy wie, ile będzie cierpiał. Chodzi mi o to, że gdy córcia będzie wiedziała, który to dzień, kiedy tata wraca, pewnie łatwiej to zniesie
. Tak, jak tu Monicy wyżej napisała, też uważam, że córeczka potrzebuje teraz Ciebie więcej niż zwykle. No i dodatkowo nie zaprzestawajcie kontaktu z tatusiem przez Skype czy w innych formach. Niech wie, że tata gdzieś tam jest, ale wróci
. I również życzę powodzenia i aby ten czas Wam szybko minął
.
moja córcia dziś podarła klendarz,bo za dużo (wg niej) kartek przed powrotem Taty,uspokoiła się,gdy mówiłam,że Tatuś wróci na święta,jak będzie choinka,ale nie na długo,później płakała,że chce pójść do piwnicy po choinkę,to szybciej Tato wróci. na każdy argument ma conajmniej dwa kontrargumenty. heh, niestety upór ma po Tatusiu,a niecierpliwość po mnie.kupiłam jej zabawkowy telefon, słychać, jak w środku nocy "rozmawia" z Tatą.aż mi się beczeć chce,jak słyszę:Tatuś wróć do domku już, plosie, wróć do Niuni.już nie rób papa"...........
Ciężkie chwile Was czekają...
Może mała się uspokoi za jakiś czas... Dawno mąż wyjechał?
To kup jeszcze jeden kalendarz, zawieś w widocznym miejscu i sama do przodu okienko przesuwaj, skreślaj minione dni i pokoloruj dzień w którym wróci mąż. Córa powinna za jakiś czas się dołączyć. Choinkę zamień na świętego Mikołaja. W końcu nie od dziś wiadomo, że Św. Mikołaj zjawia się tylko wtedy, gdy za oknem jest śnieg, a śnieg nie tak łatwo wyciągnąć z piwnicy ![]()
Szkoda małej, szkoda... Znalazła się w nowej sytuacji, tęskni. Jednak musisz być cierpliwa i przejść z opanowaniem przez te najtrudniejsze pierwsze dni. Ważne też abyś mówiła o tym wszystkim z radością w głosie. Nie robić z wyjazdu męża nieszczęścia i z żalem mówić "Tata wyjechał", tylko z frajdą "Jeszcze tylko X dni i Tata będzie z powrotem razem z nami". Dzieciaki biorą przykład z dorosłych, takie nastawienie z pewnością przyspieszy proces adaptacji do nowej sytuacji.
mąż wyjechał 2 miesiące temu.mówiłam jej przez parę dni,że Tatuś wróci,jak będzie śnieg,tylko byłby problem,jak śnieg spadnie wcześniej,bo mąż dopiero16grudnia najprędzej wyjedzie z francji,najgorsze,że mała nie dostała się do przedszkola,jakoś bu jej lepiej czas leciał,tylko trzeba cudu,żeby dziecko się dostało do przedszkola,tyle dzieciaków na parę przedszkoli. obecnie szykujemy paczkę z laurkami dla Taty,chociaż chwilę radości ma mała.
2 miesiące to sporo czasu... Ale tak czy owak, nie pozostaje Ci nic innego jak tłumaczyć, pocieszać, znajdywać nowe zajęcia i po prostu być przy niej. Obie znalazłyście się w ciężkiej sytuacji, ale to nie jest sytuacja nie do przejścia.
heh,moje córcia dziś stwierdziła,że Tata jest stary,dlatego go nie ma w domu.chyba jej się jakieś pojęcia pomyliły.miała dziś dobry dzień,śmiała się i nawet chętnie poszła do piaskownicy,ale uciekałam z nią,bo za dużo tatusiów przyszło i widziałam,że się niepewna robi.no ale mała rządziła w piaskownicy zpiłką,wszystkim się chwaliła,że (jak to ona mówi zawsze o tej piłce)-"to piłka od Taty,kupił w tesco,nie Mama".wszyscyzawsze się z tego tesco śmieją
Hahaha ![]()
Mała aparatka ![]()
przez chwilę było spokojniej z małą,ale się przeziębiła i się znów zaczęło-do lekarza pójdę tylko z Tatą, wezme witaminy tylko od Taty, zjem coś z Tatą-na święta.no ale już bliżej, niż dalej do zjazdu Tatuśka. za chwilę październik, połowę grudnia i już będzie w domu upragniony Tata!!!! i Mąż
Obie dacie radę!
Trzymamy kciuki. A powiedz czy tata będzie jeszcze wyjeżdżał czy na razie tego nie planuje?
on ma już taką pracę-wiecznie w delegacji...od7lat pracuje w jednej firmie budowlanej.od 4lat jesteśmy razem,więc odkąd go znam był w delegacji i zawsze będzie,bo inaczej musiałby zmienić albo zawód,albo za dużo mniejsze pieniądze pracować blisko domu.a tam pojechał zarobić na nasze mieszkanie,bo raczej wolimy nie zapożyczać się w banku na30lat....liczymy,że 2-3lata i wróci do polski,później będzie zjeżdżał co 3 miesiące,tylko ten pierwszy wyjazd taki dłuuuuuuuuuuugi.kiedyś pamiętam mi mówił,że mam się zastanowić,czy oby na pewno chcę być z nim,bo ma taką a nie inną pracę.tu w polsce wyjeżdżał na tydzień,dwa lub miesiąc,wiadomo z zagranicy nie opłacało by mu się wrócić na niedzielę na obiad do domu.dobrze,że jest ten skeyp,bo byłoby ciężej.... :''-(
mam to samo co ty.
przede wszystkim masz bardzo madra corke, gratuluje, choc moze wlasnie temu ciezko ci z nai walczyc bo jest tak rezolutna i wie co mowic:)
u mnie jest kaledarz, problem jest w tym ze nie wiem kiedy maz przyjedzie(nie wie kiedy dadza mu wolne)
corka ma 5lat, syn nie cale 2lata, jest strasznie, maly budzi sie w nocy i wola tate, corka placze ze teskni. dla mnie mowienie ze pojechal zarobic na dom pomaga, corka planuje np kolor swego pokoju...
ja nie ma kontaktu przez komputer, zadko dzwoni(pracuje 16h i konczy po 22 jak dzieci juz spia) i tak 7dni w tygodniu...
Boze jestem przerazona!! ja jestem zmeczona no i nasze malznestwo sie sypie...nic juz nie czuje, choc bylismy dobrym malzenstwem, maz jest dobrym czlowiekiem, ale od 1,5miesiaca nie ma go i jeszcze nie bedzie z 1-2miesiace, przyjedzie na pare dni i znow pojedzie, byl oststnio(2tyg temu) na 4dni i ku mojemu zdziwieniu bylo strasznie, odzywyczailam sie od niego, gdy sie przyzywyczailam i zaczelam sie cieszyc ze przyjechal musial juz wyjezdzac... teraz nie mowie mu ze kocham i tesknie..nie czuje nic...boje sie bardzo tego.
jedna sprawa mnie ciekawi, dlaczego nie pojedziesz do niego? znalazlam tanie linie lotnicze gdzie bilet do niemiec(pod sama granice francuska) kosztuje 250zl, nie uwazasz ze warto np na tydzien pojechac, albo na weekend, cora bedzie przeszczeslwia i ty tez.
ja bym pojechala juz zaraz ale... problemy mnie tu trzymaja. boje sie ze nie przetrzymamy tej proby rozlaki:(
mąż też dużo pracuje,ale zawsze stara się jak najczęściej pisać i dzwonić do nas, nawet niekiedy,jak ma zapindal w pracy,to zdaża mu się pisać smsa siedząc w kibelku,lub zadzwoni na parę sekund.zresztą młoda mało śpi,zawsze miała problem ze spaniem,więc o każdej praktycznie porze mogą sobie pogadać. rano Melka wstaje przed Tatą,wię jak do nas dzwoni,to woła do słuchawki"dobry Tatku tu Niunia",albo "cześć mężu"(bo ostatnio stweirdziła,że Tata,to Niunia mąż,nie Mamy).wieczorem to już na siłę ją kładę do łóżka,więc jak późno zadzwoni do nas,to jest to zbawienie dla małej,bo nie musi kłaść się spać.
nie jedziemy do Męża,do tej francji z jednego prostego powodu,chcę małej oszczędzić czasu powrotu do domu bez Taty(i sobie też),bo wiem,jak by to wyglądało-płacz,krzyk,wyrywanie sobie włosów,rzucanie się i szarpanie.....-nic przyjemnego....najgorsze co możę być-widzieć dziecko w takim stanie....
wiem co czujesz pisząc,że się odzwyczaiłaś od Męża.jak wcześniej wyjeżdżał na krótszedelegacje,to niekiedy taż mi tak jakoś dziwnie było,jak już wrócił do domku.no ale ja już na dzień dobry,jak się poznaliśmy wiedziałam,że jest w wiecznej delegacji,więc wiedziałam na co się decyduję biorąc sobie tego mężczyznę(mojego życia:-] ) no i mam świadomość,że pewnie do końca będzie w te głupie delegacje wyjeżdżał... no ale co zrobić, młoda w końcu zrazumie,że Tata tak pracuje i to się raczej nie zmieni i będzie nam lżej.
trochę przykre co piszesz,żę nic już nie czujesz,nie mówisz mu,że kochasz,że tęsknisz... oddaliliście się od siebie-o co nie trudno podczas rozłąki :'-( mam nadzieję,że to tylko chwilowe,że jakoś to Wam się ułoży,szkoda by było,jakby się rozpadło,patrząc na wiek córki,parę ładnych lat razem już jesteście i szkoda byłoby stracić to,co budowaliście przez te wszystkie lata.
może warto byście się zastanowili nad rezygnacją z jego wyjazdu? my z Mężem ustaliliśmy,żę jak tylko zacznie się psuć między nami,lub jedna ze stron przestanie czuć tego,co kiedyś,albo gdy młoda zacznie podupadać na zdrowiu z tęsknoty lub najzwyczajniej w świecie nie będziemy już dawać sobie rady z rozłąką,to rezygnujemy z delegacji zagranicznych.nawet,jakby miało to przekreślić szansę na własne mieszkanie.
bo przecież żadne pieniądze ani mieszkanie nie jest warte popsucia relacji małżeńskich-rodzinnych. bo po co komu pieniądze, po co własne mieszkanie,jak nie ma sięukochanej osoby obok,lub się wszystko psuje. nie da to wtedy żadnej radości. tak uważam.
pisalam pisalam i skasowalo, wiec teraz krotko.
nie jestem szczesliwa z tego co czuje, jak przyjechal po miesiacu to 3 pierwsze dni mi przeszkadzal, sec byl okropny,w nocy plakalam bo bylam w szoku co czuje... po tych dniach, zaczelo byc fajnie jednego dnia, a drugiego juz pojechal... i znow sama, obawiam sie ze teraz bedzie jeszcze gorzej. nie tesknie, nie mowie mu kocham, wie ze jakos "zamarlam" w uczuciach.
ja mialam zawsze meza przy sobie, jesli tak to mozna nazwac, poznalismy sie gdy pracowal 9h dziennie i byl co wieczor w domu, potem(od kais 2lat) zaczal pracowac wiecej, od 7-8 do 2-4 rano, mialam go tylko niedzielami a teraz pojechal(wyjechal w sierpniu) moze temu mi tak zle, bo nie wiem troche co jest, choc powiem ci szczeze ze obawialam sie innych rzeczy.
a starz mamy chyba podobny (poznalam meza gdy bylam w ciazy, wiec jestesmy tyle ile corka ma lat)
no i wlasnie z powodu corki nie moge byc z mezem...czekam na sprawe w sadzie o wydanie paszportu, przykro mi ze decyduja inni za mnie...czekam na termin rozprawy a kto wie co bedzie na sprawie...martwie sie no i to jest termin mojego bycia lub nie bycia z mezem. wiem ze musze do niego jechac(na rok) aby bylo wszystko ok bo inaczej...
a moze mam gorszy czas
kurcze,no ciężko masz,jeśli chodzi o ten paszport dla małej... wiesz co myślę,musiasz się przyzwyczaić do tego,że Mąż na wyjeździe jest. pamiętam nasze początki,jak zaszłam w ciąże,znaleźliśmy mieszkanie,Mąż wniósł nasze rzeczy i... wyjechał w delegacje.byłam sama w obcym mieszkaniu.jak przyjeżdżał czułam złość,że mnie niby zostawił samą w domu.jakoś to przepyrkaliśmy,ale jak wyjechał w delegacje do warszawy,urodziła nam się nasza mała,to po paru jego wyjazdach coś we mnie pękło i zaczęłam non stop płakać,jak przyjechał,to wcale nie cieszyłam się jego przyjazdem,bo wiedziałam,że za2dni wyjedzie nie wiadomo na ile.odsunęłam się od niego,nie chciałam,żeby mnie dotykał,całował,a już wogóle coś więcej.wtedy przydała nam się rozmowa-długa,pełna łez,ale szczera do bólu. powiedziałam mu,że przez te jego wyjazdy tak się zachowuje,że z każdym jego wyjazdem czuje,jak urywa się między nami emocjonalna więź i boję się,że w końcu przestane czuć to,co kiedyś.dowiedziałam się wtedy,co on czuje,że też to tak odczuwa i dodał jedno zdanie na koniec-delegacja jest jak wojna-tylko dla najtwardszych,bo tych słabszych zniszczy. duuuuuuuużo prawdy w tym jest. później jakoś się taka spokojniejsza poczułam po tym,jak mu o wszystkim powiedziałam,chociaż wiedziałam,że to dla żadnego z nas nie było miłe...może wam też by się przydała taka na prawdę szczera rozmowa,szczera do bólu,może Tobie byłoby jakoś lżej,a Mąż wiedziałby chociaż co się dzieje.może pogadaj z nim o tym,żeby zjechał do domu na dłużej,jakiś urlop,powiedz mu szczerze,że chcesz znów poczuć,że masz Męża,bo się gubisz w tej sytuacji i sobiez tym nie radzisz. może pomyślisz sobie-łatwo mówić,ale ja już to przerabiałam,bo jak 4 lata jesteśmy razem,tak 4 lata Mąż był non stop w delegacji i rozmów o tym było baaaaaaaaaardzo duuuuuuuużo. były to trudne rozmowy,ale przynosiły ulgę i spokój na jakiś czas. nawet teraz jeszcze prowdzimy takie rozmowy. wczoraj wymiękłam,bo nie mogłam już słuchać płakania córki za Tatą i się na młodą rozdarłam,a potem sama płakałam,że to zrobiłam i zalałam petensjami Męża,że to przez niego,bo go niema,że nie daję rady itp.itd. rozkleiłam się totalnie.mi to pomaga,może też spróbuj.
nie czytalam twego listu a zrobilam tak jak mowisz wczoraj:)
porozmawialismy duzo i szczeze, w koncu i on pekl ze teskni ze jest rozlaczony z dziecmi, ze go wsyztsko boli i jest bardzo ciezko, ale mysli o nas, zaciska zeby i jedzie dalej z robota...pomyslalam sobie, co ze mnie za bladzina ze dowalam jeszcze swoje watpliwosci co do niego. powiedzialam, raczej napiusalam po rozmowie ze go kocham, od tamtej ewidentnie pisze lzej i jest weselszy, teraz wiem ze nawet jesli bede miala watpliwosci to nie powiem mu, potrzebne mu jest moje wsparcie. moze to moja glupota i hormony przed okresem tak szalaly:)
dzis czekam z wielka nadzieja...moze maz przyjedzie na sobote, niedziele i poniedzialek...wiec zostawie mocne rozmowy na spotkanie, jak nie przyjedzie to bede wsciekla i az strach pomyslec co bedzie...narazie zyje nadzieja choc wiem ze sanse sa 50/50. jutro bede wiedziec, zaciskam jezyk i nie mowie nic dzieciom, zeby nie potrzebnie robic im nadzieje.
moje dzieci az tak jak twoje nie szaleja, zeby miala tak jak ty, to napewno bym zmusila wrecz meza zeby wrocil, to za duzo kosztuje dziecko.
u mnie syn(nie cale 2lata) oglada zdjecie i widzi tylko tate, jak dzoani tel to krzyczy "tata"
corka(nie cale 5lat) mowi co wieczor ze teskni, ale pociesza sie rysujac tate i mowi ze to damy tacie jak przyjedzie(gora rysunkow)
podziwiam cie, ja bym nie mogla ani tak dl;ugo zyc w takim zwiazku na odleglosc i nie moglabym patrzec na dziecko ktore tak sie zachowuje, wiem macie cel mieszkanie(my tez chcemy kupic dom) ale cena jest bardzo duza..
ludzie mowia ze teraz to zarobieni, a mnei az nosi jak to slysze...niech kazdy jedzie i zobaczy jak wiele sie ryzykuje i jak wiele rzeczy sie wali!!
trzymam sie, odezwe sie w sobote, bede albo plakac albo cieszyc sie
dziekuje ze jestes, naprawde mi pomoglas
z przyjemnością czytałam to,co napisałaś. tyle pozytywnej energii w tym było,że szok!!!! tak trzymaj! nie też wkurza,jak ludzie,którzy takiej rozłąki nie przeżyli się wymądrzają.i i ch komentarze-pół roku,to zleci w mgnieniu oka,nawet nie zauwarzysz,że go nie było tyle czasu.albo jak komentują małą,że jest rozwydrzona,a nie że tęskni,lub (jak moja teściowa stwierdziła) powinnam nie przypominać Melce,że ma Tatusia,bo jak zapomn,to nie będzie tęsknić. no ale jak ktoś tago nie przeżyje,ten nie wie,co siędzieje zczłowiekiem przez okres rozłąki. dobrze że jest te forum,zawsze można się wyżalić osobie,która jest w tej samej sytuacji i czuje mniej więcej to,co my. trzymam kciuki,żeby mąż przyjechał.a dzieciom to faktycznie nie ma co nadzei robić-lepiej niech będzie niespodzianka,że Tatuś wrócił.cieszy mnie to,że w jakiś sposób mogłam Ci pomóc!!! :-)
moj maz ma juz do granicy polski 500km, jeszcze tylko cala polska(mieszkamy w Bialymstoku, wiec najdalej oddalony punkt od niemiec:)) i bedzie, pewnie jutro okolo poludnia, jedzie z kolega samochodem...
nie wiem jak to bedzie, ale narazie sie ciesze, mam nadzieje ze skorzystany z tych godzin razem(wyjezdza w poniedzialek w poludnie)
oj tak, ludzie sa straszni, nie przezyli a oceniaja...moj wujek(dupek jakich malo i nierob) dzis pojechala jego zona za granice na okolo 2miesiace(jezdzi tak od okolo 10lat) a on...masakra, ani jej nie odwiozl, anie nie jest zmartwiony i samo podejscie "a co to bylo pazdziernik listopad i grudzien..." ewidentnie ma ja w dupie, dla mnie to przestroga zeby nie dopuscic do takiej sytulacji, sa malzenstwem na papieze.
ja teraz zobacze meza, zalatwi sprawy i mysle ze teraz nie przyjedzie po miesiacu tylko duzo pozniej, wiec nastawiam sie ze musimy wszytsko uzgodnic, choc mam wielka chec go nie puscic, napewno przegadamy cala noc(mam okres wiec nic innego w nocy robic nie bedziemy:P)
ja slyszalam juz nie raz ze sie rozwodze, slyszalam pod blokiem ze maz ode mnie odszedl...straszne, a tak jak mowisz. u mnie jeszcze sa teksty "ooo to ty teraz bogata" kur... nikt wam nie szkodzi takiego bogactwa!! niech zobacza jaki to luksus, a szczeze powiedziawszy jeszcze nie widzialam nawet 1euro! polacy....zazdrosc i nienawiesc w kazdym slowie.
pozdrawiam cie i zycze duzo sil, odezwe sie w poniedzialek, jestem nastawiona pozytywnie, mam nadzieje ze cos uzgodnimy
a jeśli chodzi omoją córeczkę...... pierwszy raz się tak zachowuje podczas wyjazdu Męża. wcześniej owszem popłakiwała, czasem rozrabiała (bo będzie tylko Taty słuchać),ale nigdy nie było aż tak,jak jest teraz. a wcześniej nie miałyśmy kontaktu przez skeypa z Mężem,więc nie widziała Taty. nie spodziewaliśmy się aż takiej reakcji. czasem mam wrażenie,że niby się uspokaja.ostatnio nauczyła się liczyć do10 i jak kiedyś mówiłam,że za5miesięcy wróci Tata,to płakała,za4płakała,za3to mówiłam,że tyle ile ma lat,a że stwierdziła,że jest jeszcze dzidzia,bo ma trzy lata,to Tata szybko wróci.a jak zabaczyła na patyczkach,że zostało 2 i pół miesiąca,to już wogóle stwierdziła,że "zostało dzidzio czasu"(bo jakoś nie może się nauczyć słowa-mało).a jaką radość miała,jak mogła połowę patyka do śmietnika wyrzucić.będziemy stać w styczniu przed trudnądecyzją-czy decydować sięna zagraniczne wyjezdy(teraz już tylko/aż trzymiesiączne), czy rezygnować i po polsce Mąż będzie jeździł,na krotsze delegacje.będzie to ciężki wybór... no ale jakby życie było lekkie i przyjemne,to by nie było życiem
ale masz szczęście,że zobaczysz Męża,aż Ci zazdroszcze. tylko lipa,że masz okres,ale bynajmniej pogadacie,bo tak pewnie byście się skupić na rozmowie nie mogli,he,he. mój to już się śmiał,że jak wróci do domu i będę miała okres,to cholery dostanie,ja pewnie też :-))) heh ;-D
też od ludzi słyszałam,że teraz,to śpię na pieniądzach i po co mi Mąż w domu,jak mam kasę i mogę sobie szaleć. najśmieszniejsze było to w tym,że jak Łukasz wyjechał,to po tygodniu już mówili,że z nas bogacze,bo mąż za granicą,jakby myśleli,że za sam przyjazd mu kase dali,tak bez pracy.
ludzie to są na prawdę,aż czasem śmieszni. kiedyś, byłam chora,mąż nie dostał wolnego,żeby się małą zająć,to pojechałam do mamy,żeby się młodą zajęła,bynajmniej mogłam się wygrzeć. po drodze wstąpiłam do sklepu(a wiadomo,jak się wygląda przy przeziębieniu-jakby się płakało takie oczy)jeszcze byłam zawiana,to i opuchnięta po jednej stronie,to później się dowiedziała moja mama na wiosce,że mnie mąż pobił i wygnał z dzieckiem z domu i sobie pojechał do innej.bo niby od dawna miał romans i się wstydził do teściów przyjeżdżać,dlatego non stop sama przyjeżdżałam. tak się uśmiałyśmy z mamą z tego,że nie pytaj.nie wiem skąd takie głupoty ludzie biorą.heh,a teraz długo nie byłyśmy u moich rodziców,to sąsiadka podsumowała mamę,że córka teraz ma męża za granicą,to nie patrzy na rodziców,bo za biedni już do niej,tyle teraz kasy ma,to już nie łaska odwiedzić.
czekam na wiadomość od Ciebie,czy udało Wam się ugadać. mam adzieję,że tak!!! :-)))
cieszę się,że chociaż Ty będziesz miała nachwilę Męza przy sobie na parę dni. ja będę miała mojego na dwa tygodnie,hi hi-jest na co czekać-na kogo!!! to buźka! pa!
witaj
przyjechal o 13 w sobote po 21h jazdy i dzis o 16 juz pojechal...
masakra!!!!!!!!!!!!!
okres nie byl nam problemem, za bardzo tesknilismy z asoba(konczyl sie wiec byl niezauwazalny) w sobote bylismy razem, poszly dzieci spac porozmawialismy, plakalismy oboje, zdecydowalismy ze czekamy do swiat, jak skonczy sie sprawa w sadzie i bedzie wszytsko jasne.
najgorsze jest to ze maz zle wyglada, bardzo schudl i jest taki dobity
w niedziele bylismy na zakupach, wszystkie spodnie mu spadaja, potem na gieldzie(maz nie przepusci okazji poogladania aut) pozniej posiedzielismy a na wieczor przyszedl kolega, tego czasu mi szkoda ale nie sztuka bylo wygonic, wypili troche i poszedl maz spac, dzis caly dzien w skarbowce, ZUSie, banku, hurtowni... nie mielismy czasu dla siebie i pojechal, plakal ze niechce jechac ale zdecydowalismy ze jedzie, narazie mam zamiar sie trzymac z calych sil.
te 2dni sa chyba gorsze niz czekanie, narobil zamety i pojechal...
juz tesknie, nastepny przyjazd okolo 20listopada a potem na swieta(maz nie przyjedzie na dluzej niz 3-5dni)
ale powiem ci ze bylo lepiej niz miesiac temu, staralismy sie o siebie od pierwszego momentu wiec nie mialam chwili ze mialam go dosc czy cos takiego...
ciezko mi, jemu jeszcze bardziej...a to wszystko dla kasy ![]()
hej!
właśnie siedzę z takim wrednym humorem,bo się pokłociłam z mężem... się tak potwornie zazdrosny zrobił,że nie pytaj. i to o głupoty,bo np.ubiorę spódniczkę na spacer.wręcz mi zakazał ubierać kiecki na dwór.chyba ta delegacje w głowie mu poprzestawiała.byś słyszała jego oburzony głos,jakbym nie wiem,czym zawiniła.bo go nie ma w domu,to mam chodzić w długich spodniach-żałosne...
kurcze głupio,że ten kolega wam się zwalił na głowę, mój już też myśli,którego kolegę odwiedzi,kogo zaprosi do domu i mnie wkurza tym gadaniem,bo chcę mieć go tylko dla siebie i małej.muszę mu to z głowy wybić,chyba,że ktoś nam się zwali tak,jak wam do domu.
to licho,że schudł Twój mąż,żeby jakiegoś chorubska się nie nabawił.mój to się wyrobił,ma siłową robotę,to mu się i brzuszek utwardził i w rękach nabrał.jakby odmłodniał,he he. choć wcale stary nie jest ;-) ale po otwarzy widać,że jest spracowany i przemęczony,jeszcze teraz mu wydłużyli czas pracy.on się cieszy-więcej euro,a ja to tak średnio,staram się myśleć,że szybciej odłożymy,kupimu mieszkanie i szybciej zrezygnuje z zagranicznych delegacji,ale to takie zagłuszanie martwienia się o niego...
to fajnie,że lepiej było między Wami-ile to płacz i rozmowa mągą zmienić,a tak trudno niekiedy zacząć rozmowę... ja się zastanawiam ostatnio dość dużo,jak to między nami będzie,przez tą rozłąkę zaczęliśmy się tyle kłócić,a ja to jestem nadzbyt pamiętliwa i to może być różnie. taką mam złą cechę-za długo rozpamiętuje,co było,co kto powiedział. nie mogę się tego oduczyć.
pewnie trudno było Ci wypuścić męża z domu. ile to człowiek musi zebrać w sobie siły do takich sytuacji. i ta wielka pustka przez kolejne dni po wyjeździe ukochanego.... ja to nigdy sobie miejsca nie mogłam znaleźć w domu przez conajmniej tydzień.
a dzieciaczki,to się pewnie ucieszyły,że Tatusia zobaczyły :-D już sobie wyobrażam,jak moja córka będzie się lepić do Taty po powrocie.
klotnie...najgorsze co jest! ani pozadnie na odleglosc nie da sie poklocic ani pozadnie pogodzic:) a zazdrosc...ja mowilam mezowi ze nie jeden mezczyzna zaczal mnie zauwazac od kiedy sie odchudzam, schudlam juz do sztaltow czlowieka wiec nagle mezczyzni zobaczyli ze jestem kobieta!! mam w prost powazne propozycje sexu od innych...maz zly ale nie zabrania mi sie ubierac(choc lubie biust wywalic:P) ale owszem, tez jest zazdrosny ale nie zabrania i tak wie ze bym sie nieposluchala.
mysle ze i ty swemu mezowi sie nie dziwisz, jak zazdrosny to kocha:) moze martwi sie ze jestes taka laska a inni to widza i cie jemu zabiora, dla mojego meza pomaga gdy mowie ze zboczone podteksty czy propozycje nie dzialaja na mnie bo sie liczy tylko on. wiem ze jest mnie pewny, od kiedy sie wyjezdza chyba mnie bardziej docenil i ciagle mi mowi ze nie zamieni mnie na zadna inna, lub nie po to bral slub zeby sie rozwodzic...
maz dopiero dojechal do miejsca pracy, szef laskawie pozwolil im pospac 3h!! wiec o 15 idzie do pracy w tej samej sieci ale w innym miescie wiec nie wie czego sie spodziewac.
co do wagi meza, jest przerazajaca! maz wazy 64kg(wzrost okolo170-175cm) a w biodrach ma 72cm!! widze ze chudnie bardzo, moj maz tez mowi ze duzo biega duzo robi, trzeba to przyniesc, tamto poszorowac itd...niestety nei ma miesni bo niby jak z kosci ma byc miesien:) szkoda mi jego bo niedlugo bedzie przezroczysty. daje mu duzo jedzenia ale i tak nic to nie daje. martwie sie bardzo o jego zdrowie, pracowal po 16h wiec nawet nie mial kiedy dobrze sie wyspac.zobaczymy ile tu bedzie mozna robic, moj tez chce jak najwiecej godzin naciagnac.
co do dzieci, cieszyly sie ale corka pomachala tacie i pojechal, lekko to przyjela, syn jeszcze nie wiele rozumie, ale mowi czesto "tata pa pa" jak nigdy wczoraj sie rozkleilam, mialam ochote upic sie i isc spac, ale nie pije wiec nie wyszlo:) ja plakalam a dzieci mnie przytulaly, nie moglam sie opanowac...potem zajelam sie robota i jakos poszlo...
dzis jest juz lepiej, weszlam w rytm i wiem ze pierwsze 2tyg pujda gladko, potem coraz ciezej. chcem zeby nie przyjezdzal 2miesiace a potem zostal na dluzej, chociazby 5-7dni bo takie chwile to tylko zametu narobia i ma sie wrazenie niewykozystanego czasu...
no nic trzymamy sie, jeszcze 3miesiace do swiat, jakos zleci:) tobie to pewnie polowa, u mnie 2miesiace za soba, jeszcze 3miesiace...damy rade, nie mamy wyboru
wiem oczym mówisz,jak pisałaś,że schudłaś do kształtów człowieka.w ciąży przytyłam 47kg,po ciąży waga pokazywała107kg...przez bardzo długi czas po urodzeniu małej nie byłam w stanie schudnąć ani kilograma.dopiero po półtora roku sięruszyło i taraz ważę 27 kg mniej,noszę40 rozmiar,czasem w 38 się wbije. mąż jest teraz zazdrosny,bo dopiero teraz zaczęłam siebie jako tako akceptować,bo przez wiele miesięcy płakałam nonstop,że jestam taka gruba.ubierałam się w rzeczy,które dziś opisałabym,jako beznadziejne szmaty,byle się ubrać. no i mój się napracował,żeby mi podnieść samoocnę.(nie mógł mi uwierzyć,że źle się czuje gruba,nie rozumiał o co taki problem mam).teraz jako tako staram się tym nie dołować i się ubierać jak23latka,a nie stara baba.no i cyc też "na wierzchu".w końcu mam co pokazać,bo zawsze płaska byłam :-P o to jest zazdrosny,że ktoś będzie na mnie patrzył,że niby mi w głowie zawróci i go zostawie,bo go nie ma w domu.choć z drugiej strony wie,jaka ja jestem,że nigdy bym nie spojrzała na innego.ale jak to przez zazdrość-człowiek głupoty tylko gada. ja(jak byłam taka gruba)to byłam wręcz chorobliwie o niego zazdrosna.takie dwa zazdrośniki z nas.heh.
dziś już rozmawialiśmy normalnie,zaraz lepiej się czuje,że się nie kłócliśmy,przeprosił mnie za te ale o sukienkach, ale mi się odechciało ubierać spódniczki-po co się kłócić o taki pierdół i tak ubierałam się w nie raz na ruski rok. zaraz taką radochę w sercu miałam po spokojnej rozmowie.
masz kochane dzieci,że Cię przytulały.moja też tuli mnie,jak płaczę,nie wiem ską, nigdy jej nie mówiłam o tym,ale od razu wie,żę to ma coś współnego z tatą. i się pyta-tata brzydki czy tata tęśkni? też kiedyś miałam chęci się upijać,ale przy moim dziedcku picie surowo wzbronione,jest tak żywiołowa,że przez nieuwagę miała już palce od nogi połamane,nabiła sobie krwiaka na podniebieniu,choć do dziś nie wiem jak,młoda to taki dzikus,że ciężko ją upilnować,żęby sobie krzywdy nie zrobiła.czasem z mężem myślimy,czy może ma adhd,bo jest na prawdę nadpopudliwym dzieckiem i dość trudnym,ale nie chcemy iśćz niądo lekarza,później takie naznaczone dziecko jest,bo u psychologa było,a jezcze w tych czasach nie ma na tyle tolerancyjnych ludzi,żeby nie odrzucali takiego dziecka.a może po prostu już taka narwana jest?
patrzę na Twoje wyniki w odchudzaniu-Ty to masz silną wolę.ja to miesiąć wytrzymam góra,jak nie zapomnę,że się odchudzam. w sumie,to jak się odchudzałam,bo ostatnio powiedziałam sobie-dość! miałam wrażęnie,że robi się ze mnie niewolnica odchudzania,więć sobie odpuściłam.wiem,że mąż mnie kocha za to jaka jeste,z nie jak wyglądam,choć wiem,żę mu się podobam czy taka jak jestem teraz,czy kiedyś,jak byłam klopsik.marzy mi się figura sprzed ciąży-wysportowana,wyćwiczona sylwetka bez grama tłuszczu i bez zwiśniętej skóry.ale jak moje dołowanie się i odchudzanie ma psuć relacje rodzinne,to wolę sobie dać spokój,w końcu udało mi sięuwolnić od tej chorej myśli-muszę być chuda.
ale Ci gratuluję wyników!trzymam kciuki,żebyś osiągnęła swój cel :-)
co do odchudzania...
maz poznal mnie gdy wazylam 70kg(bylam w sam raz) wzielismy slub gdy wazylam 95kg a po 2latach malzenstwa wazylam 117kg...zawsze mowil ze mnie kocha i ze jestem piekna, ale gdy zaczelam nosic jedne ubrania z babcia(urodzila7dzieci) powiedzialam STOP! maz sie nie sprzeciwial ze sie odchudzam, widze ze jest zachwycony, choc sam mowi ze jak bylam grubsza tez bylo ok...nie mecze sie na diecie, robie to sobie, aby po prostu lrzej zyc! no i tak postanowilam rok wytrwac...do swiat, wynik podchudzania napewno zobaczysz:)
co do meza...
gdy wyjechal pierwszy raz, nie plakalam, pierwsze 2tyg nawet nie tesknilam, potem zaczelam ale wiedzialam ze przyjedzie za 2tyg, gdy przyjechal na pare dni to dopiero w ostatnim czasie sie do niego przyzywczailam i pojechal, tez nie plalalam i znow pierwsze 2tyg sie trzymalam, przyjechal znow, teraz, ostatnio i wazna mi byla kazda chwial, czesto plakalismy razem, plakalam gdy wyjezdzal(nie widzial) i chcialam zatrzymac kolege aby maz nie jechal ale jakby mi nogi odmowily posluszenstwa i stalam...tak wiec pojechal caly wieczor przeplaalam, wczoraj rozmawialam plakalam, nie radze sobie jak wczesniej. staram sie zajac, sprzatam, pomagam sasiadam, zagaduje, chodze na areobik, dzis sie umywilam z przyjaciolka dawna...ale i tak mysle i tak jestem ciagle smutna.
wczoraj siedzialam w necie szukalam co grozi za przebywanie poza granicami polski bez paszportu dziecka, tak wlasciwie nic strasznego, powiedzialam mezowi zeby wynajomowal mieszkanie(pewnie nie szybko bo go przezucaja w rozne miejsca) i jade dno niego. zadzwonie chyba do sadu i dowiem sie na jakim etapie jest moja sprawa, czy moze mi orjetacyjnie powiedziec kiedy sie odbedzie.
dzieci trzymaja sie super, ale ja coraz gorzej, powiedzialam dla piotrka ze jesli do niego nie dojade to niechce aby przyjezdzal wczesniej niz za 2miesiace bo nie daje rady sie rozdzielac, pocieszam sie ze jeszcze pazdziernik, potem listopad i juz 15-20stego przyjedzie mam nadzieje, tzn jestem pewna ze na urodzinach syna bedzie napewno. a wtedy juz byc moze bedziemy mieli jasna sytulacje.
a jak u ciebie? dobrze ze sie pogodziliscie:)
heh,widzę,że syn się w podobnym terminie urodził,co moja córka-ona z20listopada jest,akurat na wieczorynkę zdążyła wyjść z brzucha,he he.
ja sobie też ostatnio nie radzę,taki słaby tydzień mam,nerwowa jestem o byle co.sama sobie i wszystkim dookoła wmawiam,że się trzymam i jest wszystko ok,ale wcle nie jest dobrze,jeszcze z młodą się użeram,bo od kilku dni uparcie chce postawić w pionie poduszkę,ta poduszka się przewraca i nonstop płacze,a raczej wyje.dziś prawie 3 godziny płakała o tą głupią poduszkę,a jak ją schowałam,to wyła jeszcze bardziej,bo to Niuni poduszka i koniec.także głowa mi pękała w szwach od tego płaczu.jakby jeszcze miała powód...
Mężowi dzisiaj trułam,żęby po zimie odpuścił sobie te prace,trudno,najwyżej na wynajętym będziemy mieszkać,za duża cena tego wszystkiego.najlepiej teraz,jakby rzucił,ale zimą w branży budowlanej raczej na pewno pracy nie znajdzie,a ja nie pracuję,więc nie możemy sobie pozwolić,żeby stracił pracę.kurcze te krótkie delegacje znosiłam dzielnie,ale ta....TO KOSZMAR!!!! nie licząć tej delegacji najdłuższa rozłaka,to był miesiąc.taraz czuję,że mnie siły opuszczają,brak mi motywacji do wszystkiego.taka spowolniona jestem i rozdrażniona.heh,jeszcze ta poduszka małe,jak płakała i szalała z tęsknoty,to chociaż miało to sens,a teraz? sobie coś pinda mała wymyśliła i się wkurza. mnie przy okazji też.
dziś sobie zdałam sprawę,jak dużo już rozumie moja córka. jak ją kąpałam,to płakała o misia,mówiłam jej,że misio poczeka,aż Niunia się wykąpie,to stwierdziłą,że "misiu czeka za Niunią tak,jak Mamuśka czeka za Tatuśkiem,tylko misiu nie płacze,a Mama płacze". byłam w szoku,jak to powiedziała.zaraz dzwoniła do Męża powiedzieć,co mówiła młoda i oboje byliśmy pod wrażeniem,żę trzyletnie dziecko jest jużna takim etapie rozumowania.choć z drugiej strony zawsze wszystko mówiliśmy małej,żeby wiedziała co się dzieje wokół niej,nawet,jak miała parę miesięcy,to mówiliśmy jej coś typu-tatuś jest zły,bo się pokłocił z mamą, mama płacze,bo jest smutna, tatuś tęskni za tobą,jak jest daleko itp.itd. no i chyba to wszystko dało efekty.
trochę lipa z tą rozprawą,a zwłaszcza to czekanie nie wiadomo do kiedy na rozprawę. jestem zdania,że jeśli chodzi o dzieci,to sądy powinny działać szybciej,obojętnie czego by miały dotyczyć te sprawy.moja siora czeka na rozprawę,żeby mogła z angli dziecko do polski przywieżć,ma paszport i obywatelstwo polskie(choć mała się urodziła w angli),ale ojciec dziecka,to dupek i trzeba było do sądu pójśc.no i też czeka,czeka i nie wiadomo kiedy co jak.ma czekać i tyle.nic fajnego. tylko dodatkowy stres i zmartwienie.
ach z tymi chłopami,bez nich źle,ale jak się trafi ch...,to z nim wytrzymać nie można. na szczęście udało mi się z facetem,którego wybrałam na ojca mojego dziecka (i przyszłych dzieci:-D )
heh,od razu poprawił mi się humor,jak trochę popisałam,dobrze że jesteś.zawsze przez cały dzień czekam na okazję,żeby wejść na neta,ale udaje mi się zazwyczaj dopiero,jak Melka śpi.
wlasnie, jest juz pozno a ja i tak czekalam kiedy dopadne laptopa...duzo mi pomagasz, jakbysmy plakaly sobie nawzajem:)
co do twojej corki, czy nie uwazasz ze jest az nad to emocjonalna? nie mowie o poduszcze, ale dzieciom najgorszy placz przechodzi a ona ciagle placze, nie wiem czy to normalne, teskni za tatem, ale przeciez to nie znaczy ze to uczucie nie jest slabsze czy chociazby nie zapomina o tym....sama nie wiem, nie znam twojej niuni.
u mnie syn urodzil sie 20.11.2009, wnioskuje ze twoja corka rok wczesniej:) jak nam sie udalo zgrac:)
moj syn jest mlodszy o rok a tez przytula mnie i na zdjeciu na ktorym jest cala rodzina ktora byla u nas na weselu(okolo 80osob) widzi tylko tate i krzyczy "ta-tooo":) jak dzwoni komurka to tez mowi ze to tata, jak maz puszcza mi sygnal na komurke, leci do tel domowego, bo wie ze tata zaraz zadzowni(mamy zepsuty domowy-nie ma dzwieku dzwonienia)
dzis spotkalam sie z przyjaciolka z ktora sie znamy ponad 20lat, nie widzialysmy sie dawno i wiesz co po wygadaniu sie, jakos mi lepiej, dziewczyna jest panna ale tez ma nie ciekawie, poza tym, jej mowie a ona slucha, ona mowi ja slucham...bez oceny i zazdrosci. licze ze troche sie postaramy o ta znajomosc i sie bedziemy spotykac czesciej, choc wiadomo, zycie wychodzi roznie:)
dzis maz napisal tylko smsa, dojechali na nowej miejsce pracy we wtorek w poludnie, szef kazal isc im spac, dzis wstali i pracowali, a juz wieczorem zostali wyslani spowrotem do miasta w ktorym byli wczesniej(mysle ze jakies 300km) od tamtej pory nie odezwal sie, czy dojechal, czy zyje...martwie sie,ale moze rownie dobrze juz spi.
widzisz, ciezsze dni zawsze sie pojawiaja, mi sie zdaje ze stanelam na nogi, teraz bedzie juz lepiej, musze se jakos czas zajac, gdy syn bedzie spal jutro posprzatam lazienke i pomyje drzwi i tak bede planowac co dnia, czesto mam tak ze nie chce mi sie nawet z lozka wstac, ubrac dzieci czy nakarmic...martwi mnie cena rozstania
z reszta ty placisz nie mniejsza, szkoda was, jestescie rodzina a jest jak jest...wiem co by ci pooglo, zostaw corke na noc z tesciowa czy mama a ty pojdz z kolezanka do kina, albo wyspij sie, wiem ze warto czasem sie rozerwac a nei wiecznie byc idealna, nie muszisz taka byc, pokaz slabosc, ze se nie radzisz, napewno ktos ci pomoze a ty przez pare godzin naladujesz baterie na nastepny miesiac...
ja dzis wlasnie po zostawieniu dzieci na 2h czuje sie naladowana, nie lubie wydawac pieniedzy, ale widzialam obcasy takie ladne, juz na chodzenie z odkrytymi palcami za pozno a na dlugie zimowe buty za wczesnie, wiec moze pokusze sie i kupie cos takiego miedzy tymi butami, tylko jak to zrobic zeby nie zalowac kasy na siebie:) dzis poszlam do szmateksu, powiedzialam ze nie wyjde puki czegos sobie nei znajde, nic nei znalazlam, kupilam choc pasek mezowi do tych spadajacych spodni, taka ze mnie sknera:)
kupie sobie drozszy serek to przezywam caly dzien...nie jestem normalna kobieta:)
pozdrawiam cie i pisz jak jutro humor, ja jeszcze nie bede spac...corka musi ubrac sie jutro jak owoc, wybrala sliwke, a ze sukienke dzis wypralam to siedze i susze suszarka:)
milej nocy
Boże drogi, jak bardzo się cieszę że tu trafiłam.Jestem z M. 6 lat mamy 2 dzieci chłopca 2 lata i dziewczynkę 4,5 roku. mąz od sierpnia jest w pracy za granica i nie sądziłam że będzie mam tak bardzo ciężko. dzieci płaczą ja wariuję. poza tym "znajomi" dali mi kopa w d... bo m. pojechał a ja zostałam sama. sama samiutka dosłownie bez męża i znajomych. ratujcie jak sobie radzicie
wczoraj nie pisałam,bo wieczorem była u nas burza,a mała się od pewnego zdażenia boi burzy,więc spała ze mną i nie bardzo miałam jak dojść do laptopa.kiedyś,jak się chowałyśmy w markecie przed ulewą,zaczęła się burza i raz tak walnęło,żewyłączył sięprą,zrobiło się ciemno i alarmy z samochodów na parkingu zaczęły szaleć.małą to tak przeraziło,żę teraz jak widzi burzowe chmury,to już się stresuje.a w nocy trochę dawało.
wiesz,dobrze piszesz,że powinnam czasem sama gdzieś wyjść,tyle że moja rodzina nie kwapi siędo opieki nad małą,żadna pomoc. moja mama,która przez chorobę prawie nie chodzi,najwięcej mi pomaga,jak muszę gdzieś pójść,gdzie nie mogę małej zabrać.ale nie zawsze daje rady,a tata w pracy.moje rodzeństwo porozrzucane jest po świecie,szkocja,anglia.. natomiast,jeśli chodzi o rodzinę męża....tu to wogóle,nawet na zdjęciu ich nie mam.teść jest z mężem we francji,a częściej widuje sięz małą niż teściowa,która mieszka jakieś 5 km od nas. wiecznie ma jakieś wymówki,by nawet nie odwiedzić małej,a jak już przyjedzie do nas,to nawet nieraz pół kawy nie wypije,bo już się spieszy na autobus,bo niema czasu,jest zapracowana.(pracę kończy codziennie o15,co najmniej 1dzień w tygodniu wolny(nielicząć niedzieli)na nią nie mogęliczyć,bo myśli,że jakna święta,lub urodziny kui małej draogi prezent,to jest najlepszą babcią na świecie,bo ona mże kupić wszystko dla małej,jakby to było ważne,młoda bardziej by się cieszyła,jakby mogła przy babci narysować coś,lub chociaż bajkę całą obejrzeć.... z kolei siostra męża-chrzestna małej też zawsze wielce zajęta,oczywiście w cudzysłowiu,bo nie raz mówiła,że przesiedziała cały weekend w domu,bo nie miała co robić.też woli coś małej kupić,niż być.zawsze komentują moją mamę,że siedzi w domu,nić nie robi,to może się małą zajmować,a że moja mama czesem ma problem z dojściem do łazienki,to jakoś trudno im zrozumieć.no ale są ludzie i ludziska. ogólnie nie lubięrodziny męża,zwłaszcza siostry.
fajnie,że sięz kumpelą spotkałaś,ja tu też mam koleżąnkę(mieszkamy teraz w nakle)znamy się od podstawówki,a teraz razem dzieci chowamy9ona ma 3miesięcznego chopca),ale zawsze tak raźniej,w obcym mieście,jak się ma kogoś znajomego i zaufanego.zawsze też jak sięspotkamy rano,to nawet nie wiemy,kiedy się ciemno zrobiło.no ale nigdy nie mamy niestety kiedy tak we dwie wyjść,bez dzieci,gdzieś na jakąś kawę chociaż na godzinkę.męćży mnie to takie uwiążanie w domu,bo czuję,że muszę mieć coś tylko dla siebie,ale nie mam jak. miałam pójść do szkoły,ale nie mam z kim małej zostawiać,więc póki mała nie będzie w przedszkolu jestem uwiązana w domu.mąż widzi,jak czasem mnie to męczy,bo wie,że chciałabym być bardziej aktywna,ale nic nie możemy póki co zmienić. chcieiśmy dziecko,więc teraz nie można narzekać.
a co do szmateksów...bardzo lubię do nich chodzić z małą,nawet,jak nic nie kuię,bo tu w nakle w lumpach są kąciki dla dzeci i mogę się odprężyć grzebiąc w ciuchach,a mała pod okiem pani sprzedawczyni się bawi,mam takąmaleńką chwilkę tylko dla siebie.a mała nie jest pokrzywdzona,bo lubi tam chodzić,często jest tam pełno dzieci.więc odie mamy lepszy humor po wizycie w lumpie.choć mąż nie lubi,jak tam chodzę,"bo starych ciuchów po obcych ludziach nie mam nosić,mam iść do normalnego sklepu",ale w normalnym sklepie Melka się nudzi i nic nie mogęw spokoju obejrzeć,nie mówiąć o przymierzeniu czegokolwiek.
a jak Twoja Śliweczka? :-D już się nie mogę doczekać,aż będę mojej małej szykować takie stroje do przedszkola.
hej Ewaaaa!!!
jak pewnie czytałaś,radzimy sobie raz lepiej,raz gorzej,ogólnie łatwo nie jest,ale od kiedy piszemy ze sobą,zawsze jakoś tak lepiej.możemy sobie się wyżalić i mamy pewność,że nikt nam nie powie,że przesadzamy,czy coś. te forum,to dobra rzecz. a dzieci bardzo szaleją?
o dziwo młodszy bardziej. starszą przekupuję :-) a to lalka a to farbki itp. najgorsze jest to że jak one zaczynają szaleć to mnie też jest gorzej. z M. tez czasem ciężko pogadać bo pracę ma taką że potrafi pracować od 7 rano do 23 z przerwami. co do starszej to początki tak strasznie przeżywała że wylądowała w szpitalu. ale dzieci są małe i szybka się przyzwyczajają dopóki nie widzą załamania u mnie to jest ok. ale mnie jest coraz gorzej łącznie z fazami że M. mnie zostawi(jedna z was pisała o chorobliwej zazdrości męża) staram się to opanować ale nie zawsze wychodzi. ogólnie to przez ten jego wyjazd zrobiłam się strasznie samotna a to strasznie boli. ale dzieciaki zawsze zrobią coś co podniesie na duchu dziś wiki oglądała prognozę pogody spiker mówi w całej Polsce pada a ona biegnie do mnie i krzyczy mamo mamo w całej wiosce pada:-) pozdrawiam was serdecznie i strasznie dziękuję wam za tem wątek.
Ewooo
no to nie przyjemnie,jak mała wylądowała w szpitalu,a coś poważnego?ja też się o moją trochę boję,bo nie chce jeść-mówi,że na święta z tatą zje.a że już kiedyś miała anemie przez niejedzenie,to wiesz.a mąż na długo wyjechał? nie za dobrze,że córkę przekupiasz,bo może (nie musi) prowadzić to do tego,że później będziewidziała we wszystkim interes,że nie będzie czegoś robiła,albo specjalnie będzie broić,żeby mama coś kuoiła.wiem,że tak najłatwiej,kiedyś też przez chwilę robiła,ale mąż miał o to pretensje,więc przestałam i w sumie na dobre te jego pretensje wyszły.wiesz,takie małe dzieci szybko podłapują,póniej może być problem z tym przekupstwem.
wiem,wiem z tymi przekupstwami. :-) dostała zapalenia oskrzeli bo siedziała w oknie i płakała. co do jedzenia polecam apetizer,wiki nic nie chcial jesć a po tym powoli powoli zaczeła. a jej jedzenie to była makabra. potrafiła 2 dni przeżyć na piciu, serku i bananie. co do szmateksów uwielbiam,uwielbiam, uwielbiam. mąz wyjechał na min 2 lata. widzimy sie co 2 mies. ale on się zmienia i ja to widze i boje się. wczesniej potrafiliśmy gadać non stop. a teraz? nasza dzisiejsz rozmowa przez gg trwało od 21 do 21:10 załamka. niby wiem że to dopiero początek,ale strach pozostaje
syla co z Tobą? nie piszesz nic co u Ciebie?
Ewoo masz szczęście,że widzisz chociaż co 2 miesiące męża,mój wyjechał na początku lipca,a wróci na święta.co do mojej małej,już kilka syropów na apetyt dostawała,ale nic nie pomagało.Twoja i tak dużo jadła.moje potrafiła 2dni przeżyć na jednym jogurcie iszklance wody niegazowanej-bo za sokami mała nie przepada.czasem zje i ażmiło patrzeć na nią,jak je,ale ten widok mam niezwykle rzadko.a chudzina jest taka z małej,że jak była młodsza,to musiałam nawet getry czy rajstopy zszywać z boku,bo wszystko jej spadało z dupska,a jak przestała nosić pampersa,to już wogóle wszystko z duże w tyłeczku.
czesc dziewczyny
Dorotka zyje, choc bylo tak ciezko ze nawet pisac nei dalam rady
zadzwonilam do sadu w piatek, wiem juz kiedy moja sprawa o paszport, dopiero w polowie listopadzie, malo tego, dowiedzialam sie ze po tygodniu od sprawy o paszport bedzie sprawa o uregulowania widzen(pewnie ojciec corki bedzie chcial ja do siebie zabierac) zalamalam sie, beczalam pol dnia, dobrze ze corki nie bylo, w koncu wzielam sie w garsc po paru godzinach i zaczelam dzialac, umowilas sie z prawnikiem takim spolecznym, chcem dowiedziec sie co mam zalatwic jak przekonac sad do paszportu(tyle co czytam w necie, mam spore szanse) zapisalam corke do psychoiloga, chcem aby specjalista z nia porozmawial i dowiedzial sie czy ona chce jechac za granice i czy chce chodzic do tego dupka, zrobie tak jak dziecko chce bo to dla mnie najwazniejsze.
no i tak to u mnie, widac nie bardzo, ale nie zostaje mi nic innego jak sie nie dac! codziennie tak zaczynam dzien i jakos idzie.
witam nowa kolezanke, ewa widze ze mamy podobne sytulacje, tez dwoje dzieci, z tym, ze nie wiem dla czego moje dzieci az tak nie rozpaczaja, czyzby byly mniej z mezem zwiazane? watpie, ale gdy byl w polsce to pracowal cale dnie i byl tylko w niedziele, moze to dla tego, ale to nie znaczy ze mi lrzej. tez widze ze maz sie zmienia, jest w gronie facetow ktorzy sa bez zon, ktorzy nie maja zon...takie kawalerstwo, przeraza mnie to, wiem ze maz mnie kocha, pisze to codziennie ale z tysiaca smsow ktore myslalam ze beda dostaje dziennie 2-4SMSy...ciezko jest, moj maz tez duzo pracuje, wiem ze zaraz zasypia bo jest zmeczony. ciezko mi, jak nie odzaluje kasy, to wydam 500zl na bilet lotniczy w obie strony i chyba pod koniec miesiaca polece...zobacze jak to bedzie.
jak narazie jakby bylo malo, kolezanke uczylam jezdzic, uderzyla misa i rozwalila...wiec nie mam auta, jak zwykle nikt chetny do pomocy, no ale ktos sie zmienil, byc moze uda sie go zrobic szybko jesli uda sie mise zespawac, nic mi nie idzie.
a co u was "slomiane wdowy":)
to kicha z tym paszportem,ciężkie chwilę przed Tobą.na rozprawie przydałby się Twój mąż,jako świadek,by było Ci po pierwsze łatwiej,a po drugie mógłby powiedzieć parę słów o swoich relacjach z małą,o warunkach mieszkaniowych,bo to może też są uwzględnić.a zastanawiam się nad tym,bo kiedyś pisałaś,że chciałabyś jechać tam do Męża na rok,a małej chcesz przerwać edukację?małej śliweczce,he he :-)
mam nadzieję,że wszystko dobrze się ułoży,ale dużo ciężkich chwil przed Tobą,ale dasz radę!
wiesz,jeśli chodzi o dzieci,to nie uwarzam,żeby były mniej związane z Tatą,może po prostu nasze dzieciaki są bardziej emocjonalne. widaćpo dorołych,że jeden ludek jest twardy i nie okazuje zbytnio emocji,a drugi taki wiecznie rozchwiany jest. może to się już od urodzenia kształtuje?no chyba.
jak czytam,co piszecie,to można wyczuć,że dużego doświadczenia w życiu z "delegacyjnym" mężem,heh, nie to co ja-stara wdówka jestem. kiedyś też myślałam,że będę musiała w pracy wyłączyć telefon,bo tyle tych smsów będzie,że mnie kocha,że za mną tskni,że myśli,ale rzeczywistośc była inna. sms podczas przerwy śniadaniowej i to nie zawsze.lub po moim smsie "dzień dobry Kochanie" sms zwrotny"dzień dobry" kiedyś mnie to wkurzało,bo myślałam,że ma mnie gdzieć i się cieszy,że mu nikt nie marudzi przy uchu,że ma kolegów i się świetnie bawi.a nie raz mi mówił,jakie harce odczyniali jego koledzy. jak był na delegacji w ciechocinku,to jeden koleś tak zabalował,że zniknął na dwa dni bez słowa,a się okazało,że był w toruniu u kobiety ze20lat starszej od siebie.a był w wieloletnim małżeństwie,dzieci. się zawsze zastanawiałam,jak mówił,że idzie na fuchę,czy czasem gdzieś nie baluje,albo w warszawi jak jeden do hotelu pracowniczego zamawiał sobie panienki,to się zastanawiałam,jak mówił,że prawie wszyscy żonaci tam na hotelu tak robią,to czy on nigdy czegoś takiego nie robił.też mnie to przerażało,że tylu fiutów nie szanujących swoichrodzin jest wkoło niego,że będzie chciał pokazać przed kolegami,jaki to hojrak,lub pod wpływem śmieszków klegów,że słucha żony,nie zrobi czegoś głupiego.
ale z roku na rok coraz mniej się tym przejmowałam. nawet doszłam do wniosku,że facet myśli,że jak raz w tygodniu powie kobiecie,że ją kocha,to wystarczy, a jak nie mówi,że tęskni i słyszyo to pretensje,to się dziwi,bo wg niego to oczywiste,że jak go nie ma wdomu,to że tęskni i nie musi o tym mówić. kiedyś,jak siępytałam ciągle męża(na początku związku),czy mnie kocha,czy tęskni,czy coś tam,to mi powiedział,że jakby mnie nie kochał i nie tęśknił,to by ze mną nie był i nie wie po co ja mu się tak ciągle o to pytam.przecież to oczywiste.no ale twraz,jak jest w tej francji,to codziennie mi się pyta:
-kochasz mnie?
-kocham.
-a mocno mnie kochasz?
-no bardzo.
-a jak bardzo?
-no bardzo mocno.
-ale tak mniej bardzo,jak mnie nie ma,czy tek bardzo bardzo?
no i mówię mu,że bardzo bardzo. czasem mnie te pytania śmieszą,czasem irytują,zwłaszcza jak jestem na niego złai nie chce mi się z nim gadać,chociaż zawsze na końcu i tak się śmieje,lub udaję powagę,że niby jeszcze troszkę się złoszczę. ale mu kiedyś przypomniałam jego słowa,że tak gadał,po co się go pytam o to i wogóle,to stwierdził,że wtedy był gówniarz jeszcze i inaczej rozumował,teraz wie,że swojej kobiecie trzeba mówić słodkie słówka codziennie,bo(jak stwierdził) "wtedy baba lepiej trybi". stary pierdziel,heh :-D
"słomiane wdowy" jakoś zawsze żle mi się kojarzyło te określenie. yyyyyyh
przepraszam wiecej tak cie dorota nie nazwe:)
co do slowa kocham i ogolnie do uczuc, fakt wiele sie zmienilo, jest bardziej wylewny
jestesmy ze soba 5lat a on mi teraz na tych wyjazdach powiedzial "juz na drugim spotkaniu cie pokochalem" no czas najwazniejszy to powiedziec:P a moj maz mowi bardzo chetnie ze kocha i teskni, czy jak byl w polsce czy tutaj a teraz mowi cos oczywistego "nie po to bralem slub aby teraz zdradzac czy sie rozwodzic, poza tym, lepszej nie znajde":)
ja o zdrade to sie nie boje, czuje cala soba ze nie jest w stanie tego zrobic, jedynie to co mnie martwi to to ze maz czesto za kolegami nie ma czasu dla mnie, moze wyolbrzymiam, ale mam troche dosc.
dzis mowil ze boli go kregoslup i kolana i poszedl spac, szkoda mi jego, jestem masazystka bym mu chetnie pomogla:)
w koncu koniec tego strasznego dnia...
co do wyjazdy, narazie chcem dostac paszport a wtedy nawet gdy zatesknie to wsiadam i lece do meza, ale z czasem zobacze jak to bedzie, moze po 2tyg bede wyjezdzac, to dopiero przedszkole wiec strasznej krzywdy jej nie zrobie, ale zobacze, narazie chcem miec mozliwosc jezdzenia do meza.
syla135 z paszportem napewno będzie ok i masz całkowita rację że dziecko jest najwazniejsze. z tymi smsami to ja tez tak mam. czasem sama juz widzę że przesadzam bo jeśli byłoby tak jak ja chcę to całe dni byśmy przegadali. dzieci dlatego tak cięzko reagują bo M. jest z tych tatusiów całych dla dzieci. wracał z pracy i całe zabawy jedzenie karmienie kąpanie czytanie ksiażeczek brał na siebie. może dlatego chciał że wychował się praktycznie bez ojca? dziś wiem że mój mąż idzie z chłoapkami na kebab i odkrywam u siebie że...jestem zazdrosna. Matko Święta w życiu bym siebie o to nie podejrzewała!! wiem że przez 6 dni w tyg pracuje i że musi odpocząć. ale ciągle nie moge przestawić się na tryb podwójnego życia. wczoraj miałam totalnego doła ale dzięki temu że zaczęliśmy sie kłócic przez telefon wykrzyczeliśmy sobie wszystkie bolączki. póżniej normalnie porozmawialiśmy. nie ukrywam że dużo waszej zasługi w innym moim spojrzeniu na czas wolny M. wcześniej siedziałam i zatruwałam sobie głowę tym co on tam może robić że teraz pewnie poznaje kogoś "FAJNEGO".ale okazało się że on martwi sie o to samo. ciągle mi mówi że pojechał tam dla nas i dla nas to wszystko wytrzyma.
syla jesli tylko będziesz miała możliwość leś kochana do niego. radości będziecie mieli co nie miara. i mam nadzieję że osiągnę taką równowagę związaną z wyjazdami jak dorota. naprawdę podziwiam cię za to. pozdrawiam
czy nie uwarzacie,że najgorsze w życiu delegacyjnym są niedziele?? bo ja tak myślę,nie lubię niedzieli,zazwyczaj siedzimy z małą w domu,bo kiedy idziemy na spacer i widzę całe szczęśliwe rodziny,objętych małżonków i małego szkraba kroczącego przez nimi,to jest mi tak przykro,że szok...
mój mąż też jest typem taty całego dla dziecka. zawsze,jak był w domu oczywiście,przejmował obowiązki związane z opieką nad dzieckiem,żebym mogła sobie odsapnąć,albo chociażby odespać,bo mała nigdy nie lubila spać.teraz w listopadzie skończy3lata,a jeszcze nie przespała całej nocy. raz dała mi popalić pożądnie-przez tydzień spała po3godziny na dobę.zasypiałamniej więcej o2w nocy,około4 budziła się napić, a o5 już wstawała i pełan energii bawiła się,biegała i szalała.njastraszniejszy tydzień z całego mojego dotychczasowego macierzyństwa. nie mogę powiedzieć,męża mam dobrego,jak nieraz się do mopa przyssał,to aż o wyzywałam,że ma dać sobie spokój ze sprzątaniem,tylko ma przyjść do nas.
a co do mojej równowagi dotyczącej delegacji męża... ja miałam na tyle łatwiej,bo od początku wiedziałam,że tak będzie wyglądał nasz związek-"weekendowy".nie zaskoczył mnie więc żaden nagły wyjazd.no może nie spodziewałam się,że zdecydujemy się na francję,ogólnie zagranicę,no ale coś za coś.... ale pocieszam się,że jak na emeryturze chociaż nigdzie mi mąż nie wyjedzie,he he. za... paredziesiąt lat.
eeeeeeee laski,damy radę,w końcu co nas nie zabije,to nas wzmocni,a poza tym,jakie super są powroty męża do domu,ja to chyba zjem łukasza z radości,jak w końcu przyjedzie do domu,oczywiście,jak Amelka coś dla mnie zostawi,he he.
pewnie pomyślicie,że mam dobry humor,że tak piszę,a w rzeczywistości pół dnia przepłakałam,bo dziś wymiękłam po rozmowie z mężem. bo mi dziś tyle pięknych słów powiedział,że aż mi się przykro zrobiło,że go nie ma obok i tak mi się jakoś nastrój utrzymał przez parę godzin,tęsknota się odezwała. zresztą młoda też zaczyna szaleć,chwilę był spokój,teraz znów powtórka z rozrywki.no i takie dwie beksy dziś byłyśmy. z perspektywy czasu wydaje mi się to zabawne,bo siedziałyśmy na fotelu z pudełkiem chusteczek w ręku i na zmiane wycierałyśmy sobie łzy i próbałyśmy się pocieszyć.
hahaha mój m. to też łukasz:-). i też nie lubię niedziel. wiem ze to samolubne ale nic na to nie poradzę tym bardziej że widzę że wiki jest przykro jak widzi tatusiów z dziećmi. pocieszam się że zima idzie mniej bedzie łażenia:-). mój syn w listopadzie kończy 2 latka a córka w marcu 5 :-). czego jeszcze nie lubię...imprez rodzinnych. i tych kochanych cioteczek sióstr ciotecznych "szczerze" martwiących się o przyszłość mojego związku i czekających na jakiekolwiek potknięcie. i te teksty typu nie boisz się że cię zostawi? może to dziwne ale nie nie boję się już. wiem że mnie kocha, a dla podgrzania atmosfery(dzięki za skypa) zrobiłam mu w prezencie mały pokazik. ogólnie to nie wiem co bym zrobiła bez komórki i komputera. bo trochę gg trochę skype. dzieciaki się cieszą jak widzą tatę i mogą z mim pogadać.
a z tym spaniem to powiem tak mikołaj ma niecałe 2 lata śpi sam w łóżeczku usypia sam nie budzi się w nocy-jednym słowem luksus. nadrabia starsza która do tej pory nie uśnie sama,a jak ją przeniosę do łóżeczka to i tak w nocy wraca do mnie:-). pozdrawiam
widze ze wszytskie nas laczy dzieci listopadowe:)
doroty cora konczy 3 a moj syn konczy 2lata 20listpada a twoje malenstwo ktorego?
takze nie lubie niedziel, zawsze sa najciezsze, wczoraj maz duzo pisal i dzwonil, niestety nie mamy mozliwosci sie zobaczec na skeypie a bardzo bym chciala:( wczoraj tez maz mi mowil jak bardzo kocha i ze teskni i nie wie czy wytrzyma do urodzin synka. poza tym zaczynaja sie pojawiac inni mezczyzni, mowie o tym mezowi, gotuje go bardzo nie powiem mile:P ale mowie mu ze on i tylko on, ma troche watpliwosci bo troche zepsul nasze kontakty ostatnio...dluga historia. on wie ze nie odejde puki kocham, wiec sie stara.
dzis kolejny dzien. narazi emam glowe zajeta samochodem, mam nadzieje ze szfagier naprawi i juz wiem ze bedzie bolec kieszen za naprawe..
jutro do psychologa z corka
trzymajcie sie dziewczyny juz dzis poniedzialek, niedziela z glowy:)
my małą na początku usypialiśmy bujając na rękach-taka radocha,że dziecko śpi w objęciach.jak ją oduczaliśmy,to był koszmar.jak teraz sobie pomyślę,że prawie przez rok trzęsłam ją na rękach,żeby usnęła,że wychodziliśmy z pokoju na bezdechu,na paluszkach i potem przez jakąś godzinę się wcale do siebie nie odzywaliśmy,to mi się śmiać chce teraz,ale wtedy to był horror.jeszcze mała wiecznie z guzem lub siniakiem chodziła i tak szczęście,że "życzliwy" sąsiad na policje nas nie podał,żę dziecko ciągle płacze i poobijane jest.a że młoda miała 9,5 misiąca,jak zaczęła chodzić,to jak to na początku bywa-upadków było wiele.ale teraz luksus-czytam jej bajkę,włączam kołysanki,mówię dobranoc i idę do siebie,do pokoju.i tak do23młoda śpi,potem woła-mamuśka pić!-a picie stoi na szafce przy lóżku,ale jej sięnie chce wstać.potem tak około 1 słychać-chcę mniam mniam bebek-no i wtedy się rozbudzi,ucieka z łóżka zobaczyć co się w mieszkaniu dzieje i idzie spać.ale i tak ne dośpi bez przerwy do rana.łobuziara mała.
a co do pokazu przez skeypa.my też tak robimy.głównie ja,bo mąż żadko jest sam w domu,no ale jak już jest,to pokazuje co trzeba ;-P całą galerię zdjęć mamy,początkowo bałam się,że może kiedyś dla szpanu,albo co, będzie pokazywał kolegom,ale taka chwilowa myśl była, później to już każdy z nas sprawdzał rano meila,czy nowe foty przyszły. nigdy wcześniej bym się tego po sobie nie spodziewała,zawsze myślałam,że ja twkich rzeczy nie będę robić,w tu proszę.chociaż mam pewność,żę nie będzie miał potrzeby patrzeć na inne baby,bo w razie potrzeby włączy laptopa i sobie moje zdjęcia popatrzy. mążmówił,żę teraz mu jest łatwiej,jak sobie może chociaż popatrzeć.a i ja mam z tego dużo radochy :-D
Syla pewnie masz stresa przes jutrem.mam nadzieję,że wszystko pódzie dobrze i że korzystną opinie wyda ten psycholog. mnie by nerwy zjadły.piszesz,że mąż popsuł ostatnio wasze relacje-a było już tak dobrze,kurcze,szkoda. no ale czasem nawet niechcący się powie lub zraobi coś głupiego,co może popsuć harmonie w związku.
heh,jak Ewa napisze,że mały też z 20 listopada jest,to będzie ubaw. się dobrałyśmy,he. ach ta wiosna,heh.
mój mały jest z 22 listopada :-) i mąz przyjedzie na jego urodziny :-). syla czy twoje dziecko też przechodzi ten sławetny bunt dwulatka? mnie już nerwica trzęsie mówić mu sie nie chce tylko ne ne ne. wczoraj móz mąz miał doła i wspólnie ratowaliśmy się:-) ale juz dzis ponoć ok. dzis piszę mało bo mój brat miał imieniny i zaryzykowałam placka szwagierki:-). ale na jej obronr mam ze ostrzegała:-) syla mam nadzieje że dzis było dobrze trzymajcie sie cieplutko
i jak tam Syla? wszystko w pożądku?
Ewa wiesz co,tez się martwiłam,że mi małą nie chce mówić,nawet do logopedy chciałam ją już dać,ale lekarz mówił mi,że martwić mam się dopiero,jak młoda skończy3lata i jeszcze nie będzie mówić.a tymczasem od jakiś2 miesiecy mała z dnia na dzień zaczęła mówić i to całymi zdaniami.aż byłam w szoku. może Twój mały też później zacznie mówić-a wtedy to Cię zagada.Melka ma teraz takiego gadanego,skończyły się już pytania-a co to?teraz są pytania-jaki kolor?jaka literka? a ile to? najgorsze są te pytania o kolor... młoda potrafi wziąć kredkę,robić kropki i za każdą kropką(tą samą kredką) pyta-Mama jaki kolor? a potrafi zakropkować tą kredką kilka kartek. no ale dziecko uczy cierpliwości.w końcu się uczy teraz wszystkiego.
ostatnio mała stwierdziła,że chce się uczyć pisać-bo często przy niej coś tam piszę-no i powoli się uczy,ale jak jej nie wyjdzie literka,to kredki i kartki latają. młoda ambitna jest-fajnie
dziś młoda jest na noc u dziadków. dziwnie mi samej w domu,tak pusto i cicho. ale musiała iść do lekarza,poza tym Mąż mi kazał iść na zakupy(kazał,bo nie lubię kupować ciuchów od czasu urodzenia małej,kiedy to już nie jest na metkach rozmiar XS...),a że moi rodzice daleko mieszkają(bo bliżęj mieszkająca teściowa od miesiąca obiecywała mi,że przypilnuje małą i jakoś jej nie wyszło,przez ten miesiąc nawet się nie odezwała),więć wróciłam sama do domu,bynajmniej się zregeneruje i ogarne,bo ostatnio non stop nerwowa chodziłam. zaczęła mnie przytłaczać rozłąka z Mężem. chyba już wymiękam,a tu jeszcze 2 miesiące i 6 dni...
dorota wspaniale czas dla siebie, kochana skozystaj z tego, dluuuga kapiel, jakies kremy i lezenie w ciszy...juz ci zazdroszcze:)
co do buntu dzieci...jestem bardzo zasadnicza i ostra, wiec powiem szczeze ze u mnei dzieci zbytnio nie napokazuja, ale owszem syn od jakiegos czasu ciagle krzyczy jak cos mu nie pasuje i zaczal sie bic.
co do psychologa, powiedziala ze opinia jej sie nie liczy w sadzie wiec mi nei wystawi swistka, ale moze mi powiedziec co widzi, corka narysowala mnie, meza i brata oraz siebie. gdy pani spytala gdzie pan(jej ojciec biologiczny) powiedziala ze nie ma, gdy spytala czy mocno kocha "pana" powiedziala ze wogole go nie kocha. ze chce byc z mama.
wiec jzu wiem ze mam walczyc o corke. podpowiedziala mi zebym wziela jednak adwokata bo to bez sensu tak dawac wplynac jemu na moje zycie.
jutro do adwokata(darmowego=gownianego?) ciekawa jestem co mi powie, najbardziej mnei inetresuej jakie mam szanse na paszport i jakich argumentow mam urzywac aby nie zabral mi corki do siebie.
pozdrawiam dziewczyny, dobrze ze jestescie
aha:) zapomnialam, jestem ostatnio tak zajeta ze nawet nie mam czasu tesknic-to jest sposob, zajac se czas
dorota z tym rozmiarem to prawda. jak bralam slub wazylam 48 kg i moim marzeniem bylo wazyc chociaz 55 kilo:-). pozniej dwoje dzieci i masakra 85 kg. ale ale niektore kobiety waza tyle i wygladaja super ale to moje cialo bylo brrrr... i przeszlam na diete MŻ(mniej żerć) podziałało. powoli wracam do normy. spodnie kupuję na ciuchach co jaki jest sens kupowac nowe skoro za 3 tyg beda duże:-). co do mówienia cóż chłopaki u mnie w rodzinie ogólnie póżno zaczynaja mówić. co do pytań to pamiętam moją wiki jak miała jakies 3 latka mama czemu masz na imie ewa-bo tak mi dali rodzice-a poco?-bo im się podobało-a dlaczego? i miliony odmian tego pytania. syla pewnie ulzylo ci po wizycie u psychologa trzymam dalaj kcikuki za was w tej waszej wspolnej drodze przez mekę. dorota samotny wieczór i zakupy zazdroszczę:-). ja jak miałam kiedys wolna nocke to wstyd sie przyznać usnełam o 20 :-). syla twój mały się bije mój próbowal bic mnie nie pozwolilam to teraz po stoliku od telewizora stara sie wejsc na telewizor. makarbra. trzymajcie się dziewuszki. i tak macie racje na tesknote najlepszy jest natlok zajęć :-(
ewka nie przesadzaj ja dopeiro teraz (mimo ze waz etyle co ty bo 84kg) robie wrazenie na facetach i to naprawde spore, ale moze i to racja ze waga roznie sie uklada.
bylam u prawnika, dobrze ze nie placilam bo nci mi nie podpowiedzial, nie wazne dam sobei rady.
jakos ei tesknie, nei mam czasu, zajec pelno.
temu tak krotka wiadomosc, pozdrawiam
Witam Was dziewczyny!
myślałam że sobie wypoczne przez te troche wolnego dla siebie,a bardziej jestem zmęczona,niż przy małej. najpierw zakupy,ploty z koleżanką,rozmowa z Mężem przez skeypa i reszta wieczoru dla mnie.włączyłam laptopa, puściłam muzykę, nalałam sobie whisky z colą i...... usnęłam. nawet się nie wykąpałam,ani nic-tak mnie ta whisky z nóg zcięła.no ale co się dziwić,prawie wogóle nie pije odkąd urodziłam małą,ostatni raz piłam wino na pożegnanie z Mężem,wcześniej na moje urodziny w marcu,w jeszcze wcześniej na sylwestra.więc głowa baaaaaaaaaardzo słaba,he he. nawet się nie wyspałam,bo wstałam o 6:15.wypiłam kawę i leciałamna drugi koniec Nakła po kinder jajko z bobem budowniczym,bo małej obiecałam.no i miałam wieczeremdo rodziców jechać,ale o11pojechałam już do nich po małą i już o19 byłyśmy w domu. niby narzekałam,że chcę być chwilę sama i wogóle,ale nudziło mi się strasznie. jakoś to,co chciałam robić(poczytać,pooglądać tv) mi nie wyszło.teraz czuję,jak mnie zmęczenie bierze i wiedząc,że mała śpi w pokoju,pewnie wyśpię się za wszystkie czasy.
Syla to dziwne,że opinia psychologa nie jest brana pod uwagę, wydawało mi się inaczej. a ten prawnik,to kawał ch...,że Ci nic nie podpowiedział,ale Ci społeczni prawnicy,to jakaś pomyłka. ja,a raczej rodzina mojego Męża się o tych bezpłatnych prawnikach przekonała.gostek nic nie powiedział im,nie doradził,a poszli do takiego,że mu zapłacili to i wszystkie wnioski zaraz przygotował,skserował kodeksy,żeby sobie poczytali na temat itp. a ja się przekonałam ile daje,jak się idzie do prywatnych lekarzy i im się płaci za opiekę.gdybym nie chodziła prywatnie do ginekologa,to bym w taksówce,albo przed szpitalem urodziła,bo nie chcieli mnie przyjąć na porodówkę(niby miejsc nie było),ani karetką przewieżć do innego szpitala(bo jak powiedział lekarz dyżurujący-karetka,to nie taksówka,tylko w nagłych wypadkach)a po telefonie do mojej ginekoloszki,to moment i było miejsce,nawet łóżkiem przed szpital po mnie wyjechali pielęgniarze i przydzielili mi "opiekunkę"(koleżanką gilekoloszki) i miałam cacy opiekę.
także wyrobiłam sobie zdanie,żeby być w tym chorym państwie normalnie traktowanym-trzeba płacić. taki głupi system w tym państwie.
a mała jak zniosła wizytę u psychologa? odczuła to jakoś,czy nic?
ściskam :-) pa!
heh,widzę że wszystkie podobną wagę mamy(ja mam 80kg), tyle,że ja jestem kurdupel (171cm) i najwięcej mi w udach i tyłku zostało,no i taki okropny flak skóry po moim mega wielkim ciążowym brzuchu(a był wielki,bo po schodach okrakiem chodziłam,bo podnieść normalnie nogi nie mogłam,he,he) zawsze przez ten flak muszę kombinować ze spodniami,bo przez niego nie dopinam niektórych spodni,albo mi się wylewa z nich. coś okropnego i dołującego....
dorota na flak z przycha proponuje gorset, 30zl a zbiera wszystko super, aj chodze w takim na stale.
ty mowisz ze jestes kurdupel(171cm) to przepraszam jak mnie nazwac z 165cm:)
ja mimo to naprawde wygladam dobrze, a moze tylko dobrze sie czuje, czuje sie pewnie i wogole jest super widze ze sie podobam. mam na swieta warzyc tyle co chcem, wiec jak cos to wysle ci zdjecie na poczte
co do adwokata, zawiodl ale bez laski sama se poradze:) psychologa placilam, powiedziala ze sady maja swoich psychologow i innych nie biora pod uwageaby uniknac przekupstwa itp. ale ogolnie jeslio tak to wyglada jak ona robila to praciak nie ma szans. corka troche poplakala a tak to spokojnie rozmawiala, byla spokona. na szczescie juz z glowy wszystko
tak myslalam ze zmarnujesz swoj czas wolny, czlowiek zawsze poplanuje i tak to sie konczy. ja jak kiedys szlismy na impreze z noclegiem u znajomych to zamiar spac, to 6-7 juz jechalam po dzieci. tak to jest, odpoczywam najlepiej gdy jestem w domu, Dorota bo my durne jestesmy, mamy jakies nadopiekunczosc a przede wszystkim nie daj boze komus glowe zawrocic, po malu zmieniam zdanie, dziadkowie, ciotki tez maja obowiazki, jak o tym nie pamietaja to trzeba im przypomniec:)
koniec dnia...szybko minal mi ten tydzien
milej nocy
wiesz,ja się czuję kurduplem,bo mam wysokie rodzeństwo i w sumie od zawsze byłam najmniejsza. mój jeden brat ma 2,2m, drugi brat ma183cm, moja siostra ma 195cm,a druga185cm. zawsze się ze mnie śmiali,że to dlatego,że z resztek wyciśnięta(jestem najmłodsza),jakoś zawsze trafiałam na znajomych dużo wyższych ode mnie-najwyższy kolega miał2,43m. więc tak jakoś przez lata żyłam w przeświadczeniu,że jestem kurdupel.mój mąż jest prawie głowę wyższy,też się ze mnie śmiał,że kunys jestem. śmiał się złośliwie,bo wiedział,że zawsze chciałam być wysoka,jak rodzeńswo.a sobie taką metodę wybrał,że jak na coś narzekałam,to się specjalnie tego czepiał,bo później mu na złość udawałam,że się tym nie przejmuję a z czasem faktycznie się przestawałam tym przejmować. gorstet kiedyś miałam i body wyszczuplające i "gacie po pachy",ale Łukasz mi je wyrzucił,bo powiedział,że nie mam siętka przejmować jakąs fałdką,a poza tym stwiersził,że jak będę miała takie rzeczy ubrane,to nie będzie się mógł do mnie szybko dobrać,bo zanim mnie rozbierze,to godzina minie.bo on się czasem lubi się dobrać do mnie w łazience,jak mała zajęta jest. takie szybkie numerki ;-) także nie mam co kupować takich rzeczy-bo już zaznaczył,że będzie mi to wyrzucał. ech,myśli,że to tak łatwo się nie przejmować. choć w sumie aż tak bardzo już mi to nie przeszkadza,jak kiedyś.
witajcie, masz rzcje syla co do tego gorsetu.faktycznie działa. jesli któras z was ćwiczy to polecam pas na rzepy do ćwiczen szybciutko skóra się wchłania. syla wiesz co z tego co się orientuję u nas w jednej czy dwóch parafiach sa organizowane dużury prawnicze za darmo. prawnik ponoć niezły i dokładny. zobacz może gdzieś u ciebie tez jest coś takiego. w sumie kazda dobra porada jest na wage złota. i jednoczesnie ty masz pózniej mniej stresu. opinia tego psychologa nie jest co prawda istotna dla sądu, ale ty juz przynajmniej wiesz jakiego wyniku możesz się spodzoewac a i dziecko nie będzie juz tak zestresowane. a dla takiej małej istotki to pewnie ogromny stres dlatego trzymam za was kciuki. ja tez jestem kurdupel całe 166cm. dziś szykuję się na nieprzespaną noc: mareszcie mogę szczepić mikołaja,ale nie wiadomo jak zareaguje na szczepienie więc musi mieć 24 godz obserwację,a że szpital pełny robimy to w domu. może to i lepiej dla nas. usmiałam się dorota z tego twojego drinka, ja sobie zwsze obiecuję że jak dzieci pojda spać to nadrobię zaległości w książkach. i jest tak biore książkę biore piwo. i ostatnio stwierdziłam że wstawiłam się jednym łykiem reedsa. więc reszta poleciała do zlewu a pirewszy alkoholik rp poszedł spać :-) pozdrawiam
czesc
dzis dziewczyny z innej beczki
widze ze we trzy jestesmy mlode, rozumiem dzieci, zwiazek z milosc itd...
teraz jestesmy bez mezczyzyny, mam proste pytanie, co z pokusa zdrady? nie ma co mowic kazdy inny mezczyzna jest blizej, czesto z innymi jest czestszy kontakt niz z mezem(ja mam dziennie 3-5smsow osostnio) co z ochota latwizny?
zaczynam miec problem... krzyczcie na mnie ile wlezie! moze to mi pomoze! pisze z kims kogo blisko 10lat nie wiedzialam, piszemy pSo 200smsow dziennie...oddalilam sie od meza, on i tak jak dzowni to rozmawia szeptem bo jest z kolegami, a ja tu...boje sie tego co sie dzieje, ale powiem szczeze, choc nie tesknie za mezem, maz nie wie co sie dzieje, powiedzialam mu jedynie ze jest ok, najwyzej jak wroci poprawimy swoje relacje. widzicie dzieje sie, az mi ciezko na watrobie od tego wszystkiego. tak wlasciwie nie chodzi o sex, chodzi o to ze moge napisac do kogos i wiem ze zaraz odpisze, moge komus poplakac a on bedzie mial czas posluchac, bedzie mowil glosno i wyraznie a nie szeptem przed kolegami, ktos kto powie choc jest ok. ja piernicze!! wstyd mi bylo sie przyznac ale chcem wiedziec co wy na to.
poza tym same wiecie zawsze tak samo dzieci dom, zakupy i samotnosc. co do spraw, z tym tez jestem sama, bo maz nie ma nawet czasu pogadac bo cos tam musi koledze zrobic pomoc itd...
wy macie kontakt przez skeypa to sobie mozecie sie pokazywac patrzec sobie nie tylko w oczy:) my mamy tylko tel, wysylalam mu zdjecia sexowne, wiem ze mu milo ale jak gdyby nie czuje tego...mam dzis jakis dzien zalu, sorki ale ratujcie:(
tyle napisałam i mi wszystko się skasowało-masakra. teraz już krótko, bo się wkurzyłam...(dziś jestem zła na mojego)
Sylka musisz się przede wszystkim zastanowić,czego oczekujesz od tej znajomości z tym mężczyzną,czy tylko przyjaźni,czy może czegoś więcej i upewnij się,jak on odbiera tą znajomość,żeby później konfliktów nie było. nie zazdroszczę Ci tej sytuacji. patrz łaskawie na zapracowanego Męża,bo poświęca się dla rodziny będąc tam. ale(przepraszam za te słowa) trochę dupek z tego Twojego,że tak szepcze do telefonu przy kolegach,szeptać to facet powinien do ucha,a nie do telefonu. ja bym Łukaszowi zaraz się zapytała,czy się wstydzi ze mną rozmawiać przy kolegach. on na szczęście tak nie robi,dziś jak się pokłóciliśmy(ja go opierdzielałam i mówiłam,że go zostawię),to płakał przy kolegach-w słuchawce było słuchać,jak koledzy pytali się co się stało,dlaczego płacze. wiesz no musisz przeliczyć wszystkie za i przeciw,żebyś później nie żałowała swojej decyzji. trzeba myśleć o sobie,ale pomyśl też o dzieciach i o mężu. może powinnaś mężowi powiedzieć,że oczekujesz jakiegoś większego zainteresowania,większej uwagi. powiedz mu,że obcy ludzie więcej Ci uwagi poświęcają,niż on. nie mów mu możetak bezpośrednio o tym mężczyźnie,ale tak ogólnie. może coś się zmieni. a czy Ty chcesz naprawić wasze relację? bo tak trochę mam wrażnie,jakbyś może nie zakochała się,ale zauroczyła tym facetem. tak odbieram to,co napisałaś. a fajny ten koleś? ;-P możecie się przecież przyjaźnić,tylko czy wierzysz w taką czystą przyjaźń męsko-damską? bo ja nie. jak kiedyś jeszcze w takie coś wierzyłam,to zazwyczaj się kończyło,że z tym moim "przyjacielem" się pocałowałam.albo on mi wyznawał miłość i ja wtedy kończyłam znajomość. teraz,kiedy mam Łukasz to do każdego faceta podchodzę w dystansem,żeby nie komplikować sobie życia i przez głupotę nie zranić Łukasza. zresztą nie wyobrażam,żebym mogła dopuścić do siebie jakiego innego mężczyzne(i nie chodzi tu o seks),nie mogłabym się spoufalać z innym. a może jeszcze przez te zdystansowanie nikogo takiego nie napotkałam na swojej drodze?nigdy nie wiadomo,co życie przyniesie...
też bym nigdy nie pomyślał,że na poważnie będę się zastanawiać,czy odejść od męża i być sama...........
:"-( :''-(
mój Łukasz w takiej pracy jak teraz jest pierwszy raz. moze nie pracy tylko stanowisku. wiadomo wszystko nawe tzreba poznac obowiazki ludzi zwyczaje. i nie powiem na poczatku wiecej w naszych rozmowach bylo tego co ktory zrobil ile normy wykonal, co ktorego boli i z ktorym na co jechal do lekarza. to byla nasza rozmowa i zdawkowe pytanie o mnie i o dzieci. w której z kolei rozmowie wkurzylam sie i mu to wygarnełam. i wiesz co syla... on tego nie widział!! nie zauwazył tego bo jak ja mówiłam że jest u nas ok to dla niego było to ok. a jak jest to ok to dobrze a on mial zmartwienia i sie tym ze mna dzielil. od tamtej pory jak dzieci kaszla to mu mowie ze kaszla z nie ze jest ok. on tez duzo mniej mowi o pracy i jest juz dobrze. ale jeszcze jedno nigdy przenigdy nie mowił do mnie szeptem przy kolegach. nieważnie czy było to na studiach,a studiowalismy troche od siebie, czy to dzwoniac z pracy. moja rada powiedz mu o tym co cie boli wprost. oni naprawde nie widza nic zlego w tym co robia a nas to boli. wszelkie sugestie nie sprawdzaja sie bo oni sa na nie niestety oporni. trzeba walic prosto z mostu:-). zdrada? nie myślałam o tym chociaż seksu brak mi jak cholera:-). ostatnio mielismy rozmowe na temat naszego ewentualnnego samotnego wychodzenia. i wiecie co obydwoje stwierdzilismy ze jesli juz to razem. ja osobiscie nie chce isc gdzies byc grzeczna a potem sluchac plotek o tym co niby to robilam. ja bede znala prawde ale łukasza to zaboli. i w drugą strone tak samo to funkcjonuje. pozdrawiam
to nie tak ze ja nie mowie, rozumiem swietnie mezczyzn, jestem wychowana wsrod nich i wiele rozumiem, z reszta do mezczyzny to tez tylko wygladu mi brakuje bo charakter to mam meski:)
co do meza, byl w polsce 2 razy od kiedy wyjezdza, nie ma go 3miesiace i ciagle slyszalam "z Wojtkiem ide kupic chleb, z wojtkiem wracam z pracy, nocuje dzis u wojtka, wojtek ma dzis urodziny wiec idziemy na piwo, jade z wojtkiem ogladac samochody..." itd, tak caly czas, oczywiscie ze zwracalam mu uwage i powiedzalam ze przegina, ozywiscie mowil ze rozumie i sie zmieni, jechal znow i bylo tak samo. wczoraj znow muwil ciszej, pytalam dlaczego tak mowi, spytalam od razu czy jest u wojtka, powiedzial ze tak, wiec sie rozlaczylam, kiedys rozmawial i widzialam ze tylko przytakuje a ja praktycznie plakalam taki problem byl, spytalam w koncu czy siedzi z wojtkiem, powiedzial ze tak....tez sie rozlaczylam!
tyle razy to mowilam ze w koncu mam go w d....
a ten kolega...spedzilam w pewnym bajecznym miejscu 8lat temu najpiekniejsze wakacje w moim zyciu:) szukalam wiadomosci o zabytkach z tamtego rejonu, trafilam na bloog opisujacy tamte tereny, to bylo w marcu gdzies a jakis miesiac temu odezwal sie wlasciciel bloga, opowiedzial o budynku ktory bardzo mnie intresowal, okazalo sie ze 8lat temu bylismy razem na jednym ognisku, ja wiem gdzie on mieszka, blisko niego spedzam kazde wakacje, na poczatku umowilismy sie na kawe za rok na wakacje w budynku ktorym sie interesujemy, potem rozmowa przeszla na gg, teraz smsy...200smsow dziennie! on sie nie angazuje, ja tez absolutnie nie, ale wiemy ze dobrze nam razem, on ma sie komu wygadac i ja tez, mamy do siebie 120km, wiec nie spotkamy sie przypadkiem, z czasem cos napomina o spotkaniu wczesniej niz za rok...on sie szybko nie zakochuje a ja zapieram sie rekami i nogami! to nie chodzi o sex-jakos umarlam w tym temacie, ale pogadac, moze w momencie problemow dobrze by bylo zeby ktos pomogl...zdaje sobie sprawe z ryzyka.
mowiecie otworzys mezowi oczy, oczywiscie nie wie o tym koledze i owszem olalam go od tygodnia bo mam dosc walki a i tak nic sie nie zmienia, szczeze mowilam i nic to nie zmienialo. dzis jest niedziela, moze znajdzie maz dla mnie czas. chcialam mu otworzyc oczy, przez te 3miesiace zadzoanil do mnie boj byly chlopak, jest w stanach, pogadalismy jak starzy znajomi, powiedzialam mezowi o tym, byl zly i tyle, nic to nie zmienilo!
ja tez nigdzie nie wychodze pewnie jakos bym zaciskala zeby bo przeciez jest tam dla nas, ale wkurza mnie jego tekst "nie jestem tu na wakacjach" kur... jakbym ja miala wieczny urlop!!!!!!!!! nic nie idzie jak widac, powiedzialam mu wszystko zeby zwrocic mu uwage ze mamy za slaby kontakt.
aha on mial pokoj w hotelu wykupiony przez firme, teraz firma dolozy sie do rachunkow ale ma wynajac mieszkanie, wymyslil ze wprowadzi sie do wojtka...to jzu bedzie wogole koniec!
a najgorsze jest to ze juz nie jest zle, emocje mi opadly, niestety przypominaja sie jego bledy gdy tu byl...
mam dziś strasznego doła... nie wiem co robić. chcę zostawić Męża i dziecko. chcę być sama. nie wiem, nie daję rady tak żyć. bardzo kocham Męża i dziecko,ale niepotrafię z nimi być. chyba wszystko mnie przerosło-samotne macierzyństwo,Mąż kilka tysięcy km od domu... hmm od domu,jak to można nazwać "domem". odkąd tutaj musiałam zamieszkać wszystko się pierdzieli...(a mieszkamy tu prawie rok) przez kłopoty finansowe musieliśmy zrezygnować z wynajmu dużego fajnego mieszkania(płaciliśmy za nie1,5tyś/m-c),wprowadziliśmy się do mieszkania teściowej,ona mieszka u Babci,opiekuje się nią,bo ma zaawansownego aizhalmera. no i się zaczęło wszystko psuć,a jak Łukasz wyjechał do francji,to już wogóle... od początku nie chciałam tu mieszkać,wolałam u mojej mamy,ale się uparł i nie miałam nic do powiedzenia, z miesiąca na miesiąc coraz gorzej,teściowa przyjeżdża i nawet komentuje,że swój obrus położe na stół,jakieś durne świeczki postawiła na parapet i broń Boże je zdjąć. ogólnie koszmar,ja nie potrafię tak żyć.a moj mąż twierdzi,że przesadzam. jestem pod ciągłym nadzorem sąsiadów,bo teściowa sobie postawiła za zadanie mnie pilnować,albo zbytnio się troszczyć,nie wiem.już mnie cholera tu bierze,a mąż mi powiedział,że jak się przeprowadzę,to bez Amelki i że to będzie już koniec. bo mam mieszkać tu i już,bez gadania. strasznie nasze relacje się popsuły przez to mieszkanie. od kilku dni już wogóle jest klapa. jeszcze przyłapałm go na kłamstwie,takim bez znaczenia,alew tej sytuacji,to wiecie, a czemu Melkę też chcę zostawić? bo potrzebuję samotności,jestem typem samotnika i zaczęło mi przeszkadzać to,że jestem matką i żoną.na małą często krzyczę,nieraz bez powodu.czasem denerwuje mnie np,że chce się przytulać. głupie to... a mąż,kocham go,ale nie chcę po nim jeździć ciągle przez to mieszkanie,bo tu się nie da normalnie żyć. chyba zła aura,bo jak Łukasza rodzice tu się wprowadzili,to po kilku latach się rozwiedli,bo się o to mieszkanie zaczęli kłócić,nagle przestali się dogadywać(autentycznie). chcę od nich odejść,żeby ich nie ranić,bo ciągle się na nich dre. nie mam możliwości od nich odpocząć,bo choć prosiłam Łukasza,żeby kilka dni niedzwonił,to zaczął jeszcze więcej dzwonić. wiem,że mu bardzo na mnie zależy,ale ja chyba nie potrafię już z nim być. może za długo ta rozłąka trwa.już4miesiące,a jeszcze 2 przed nami... nie wiem,czy mnie to załamało? za dużo na mnie spadło? bo trochę się nazbierało. najchętniej uciekłabym na koniec świata.nie wiem,co mam robić. nie umiem być z nimi,ale boję się,że jak odejdę od nich, to stracę ich na zawszę i będę tego żałować,a wiem,że Łukasz już by mi nie pozwolił wrócić. znam go. zawiodłam ich obu. najgorsze jest to,że dopiero za2 miesiące będę mogła z Łukaszem normalnie ustalić,jak by to miało wyglądać. a Amelka?tak przeżywa,że Taty nie ma w domu,a Mama chce ją zastawić. nie wiem,może jestem głupia,ale czuję,że tak byłoby dla nich i dla mnie lepiej. nie wiem co mam robić. kocham ich bardzo,ale nie wyobrażam sobie takiego dalszego życia. a miałoby tak nasze życie wyglądać przez conajmniej2-3 lata... chyba coś we mnie pękło... okropne uczucie. tak ich krzywdzę,bo powiedziałam o wszystkim Łukaszowi,że myślę nad odejściem. nie daje rady. co o tym myślicie? tylko szczerze,nawet,jakbyście miały po mnie ostro pojechać.
dorota dzielna jestes. ja wymiękłam po raz pierwszy po 2 mies. ale zacznijmy tak:
-dzieci- mam tez dosyć. drę się o byle pierdołe,cięzko to będzie nam znienić bo wszystko jest na naszej głowie;kaszle nie kaszle kartar itp.
-czas- paradoksalnie im mam go wiecej tym mniej sie wyrabiam
-mieszkanie- łukasz pojechał zepsuł sie samochód( 1,5 mies stoi u mechanika), wiki w szpiatu, mikołaj chory a na dodatek rozawliła kaloryfer i musiałam montowac nowy
-zwiazek-masakra laz lepiej raz gorzej ale przewaznie to nijak.
wyc się chce. więc widzisz dorotko że wcale nie przesadzasz. co do tesciowej nie wiem jaki to typ kobiety ale może powiedz jej o co chodzi że masz dość takiej kontroli i wpierdzielania się w nie swoje sprawy. jesli nie to może sposobem postawi te świeczki podziękuj i powiedz że nie bardzo ci tam pasują. wiesz moja była okropna do tego stopnia ze chociaz mieszkamy osobno to pewnego razu poukladala mi w szafach. jak wrocilam chciala sie pochwalic a ja to wszystko przy niej wywalilam na podlogę. a mąż? strasznie to przykre ale oni nie maja pojecia jak sie zyje tu samemu+dzieci. dla nich wszyscy chyla czola bo pojechali pracowac na rodzine ale naszej meki uzerania sie ze wszystkim nikt nie widzi z mezami wlacznie. sprobuj mu wytlumaczyc jesli sie oczywiscie da. i wiesz co? pomysl kiedy zrobilas cos naprawde ale to naprawde dla siebie. nie mowie tu o np. kupnie butow na zime bo nie mam:-). ja kupilam sobie zestaw kapielowy ladnie pachnacy rekawice. nauczyłam dzieci ze daje im sniadanie oni koncza zacynam ja i nie wolno mi przeszkadzac ze maly idzie spac wiki oglada bajke a ja mam czas wtedy na ksiazke.
moja rada jest taka: chłopu bez owijania w bawełnę wyłozyć co i jak wygląda. to ze przesyla pieniadze nie zwalnia go z emocjonalnego dbania o rodzinę. tesciowj powoli uswiadamiac ze skoro zgodzila sie na taki uklad z mieszkaniami to powinna zaczac zdawac sobie sprawe ze masz prawo urzadzac je po swojemu bo to TY W NIM MIESZKASZ. i głowa do góry
dorota i jak?