Bo zle wstawilam przecinek. Zreszta to dosc oczywiste, ze chodzi o 'ponury zart'
Nigdy nie chciałam, nie chcę i pewnie nie zechcę mieć dzieci. Podobnie jak nie chcę tak jak Nina religijnego chłopa, bo mi religijność w związku przeszkadza.
Zawsze mówię na początku związku, że dzieci mieć nie chcę - z czystej uczciwości i żeby nie było kiedyś niemiłego rozczarowania. Jakby ktoś naciskał, to związek by został zakończony.
Nie leży mi temat dzieci, pieluch, obsranych dup, papek i kaszek, obślinionych pyzatych stworzeń i teletubisiów. Dzieci też do mnie sympatią nie pałają, jakby instynktownie wiedziały, że ich serdecznie nie cierpię.
Jak mi ktoś wmawia, że mi się zachce, to mam ochotę się tej osobie prosto na buty wyrzygać, bo dyskutować o tym już mi się nawet nie chce.
Mam wielu znjaomych , ktorzy tych dzieci nie maja , nie widze problemu zeby ich nie miec jesli ktos , faktycznie dzieci nie trawi .
Na poczatku zwiazku tak istotne sprawy sie ustala .
Osobiscie mam dwóch synow, mimo ze mam dosc wyzwolone poglady zyciowe to sa moim sukcesem .
Mozna pogodzic rozwoj , macierzynstwo i znaleźc czas na wszystko .
Jest to ciezka praca na pewno nie dla leniwych , ale dzisiaj moge powiedziec ze warto .
Jsą sensem mego życia moją miłością i motorem...
O kurfa, jak mnie rozwalaja takie teksty! A jakbys nie mogla miec dzieci, to Twoje zycie byloby bez sensu?
Ja to powinnam w takim razie z lozka nie wstawac, bo po co, skoro nie mam na stanie tupotu malych stop
lol
200 2013-08-14 17:55:36 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-08-14 17:56:45)
A mnie za to rozwalaja takie jak Twoje metaksa.
Ja nie mam dzieci i nie zamierzam miec.
A jednak nie odbieram byle tekstu o czyims prywatnym zyciu jak ataku na siebie.
Powiedziala 'sa sensem MEGO zycia i motorem' piekne slowa o sensie czyjegos zycia a Ty sie rzucasz do przesady i czepiasz.
Sensem mojego zycia jest praca i motorem. I co ? Zaraz sie odezwie bezrobotny, ze go rozwalaja moje teksty.
Kazdy ma inny sens zycia i nie wiem jak trzeba byc przewrazliwionym zeby wszystko brac do siebie.
A w dodatku zadawac durne pytania o to, czy jej zycie bez dzieci nie mialo by sensu. Moze by nie mialo i co z tego? Ma prawdo zyc z powodow dla ktorych ona chce.
Mnie rozwala w obie strony
Śmieszy mnie robienie filozofii życiowej zarówno z tego, że się ma dzieci ("och, ach, kobieta bez dziecka to nie kobieta, jesteśmy stworzone do bycia matkami, jak nie masz dziecka to coś z tobą nie tak, twoje życie jest puste"), jak i z tego, że się ich nie ma ("bo współczesna kobieta, jak jest inteligentna, to nie chce kupek i zupek, phi, ja mam wyższe ambicje i ciekawsze plany na życie").
202 2013-08-14 19:23:34 Ostatnio edytowany przez Remi (2013-08-14 19:24:27)
Przeważnie młode kobiety nie chcą mieć dzieci, ciekawe dlaczego? Ludzie w Polsce zachłysnęli się Zachodem i chcą to samo - podróże, fajny dom itp., potem kasy i czasu nie starcza na stworzenie rodziny. Bo rodzina to coś więcej niż tylko 2 osoby.
Oczywiście szanuję panie, które nie chcą mieć dzieci, to przeważnie feministki, i też wiem, że są faceci co nie chcą. Niemniej większość facetów prędzej czy później zostawi takową kobietę. Ja osobiście to na dzień dobry się żegnam
To bardziej uczciwe podejście.
A mnie za to rozwalaja takie jak Twoje metaksa.
Ja nie mam dzieci i nie zamierzam miec.
A jednak nie odbieram byle tekstu o czyims prywatnym zyciu jak ataku na siebie.
A ja odebralam jako atak na siebie? Po prostu skomentowalam, tak jak i Ty komentujesz wiele wypowiedzi
Wyluzuj nieco panna.
Powiedziala 'sa sensem MEGO zycia i motorem' piekne slowa o sensie czyjegos zycia a Ty sie rzucasz do przesady i czepiasz.
He? Chyba mamy inna definicje slowa "rzucac sie do przesady i czepiac". Zreszta, jakie Ty masz prawo decydowac co mnie rozwala i dlaczego, a co nie.
A w dodatku zadawac durne pytania o to, czy jej zycie bez dzieci nie mialo by sensu. Moze by nie mialo i co z tego? Ma prawdo zyc z powodow dla ktorych ona chce.
Podobno nie ma glupich pytan, sa tylko glupie odpowiedzi
I faktycznie z tego co widze to nie zablysnelas ![]()
Remi, a może dlatego, że większości młodych nie stać nawet na ten "fajny dom", a co dopiero na zakładanie rodziny?
Mnie rozwala w obie strony
Śmieszy mnie robienie filozofii życiowej zarówno z tego, że się ma dzieci ("och, ach, kobieta bez dziecka to nie kobieta, jesteśmy stworzone do bycia matkami, jak nie masz dziecka to coś z tobą nie tak, twoje życie jest puste"), jak i z tego, że się ich nie ma ("bo współczesna kobieta, jak jest inteligentna, to nie chce kupek i zupek, phi, ja mam wyższe ambicje i ciekawsze plany na życie").
Ja mam ciekawsze plany na życie niż wychowywanie dzieci, ale to jest moja subiektywna opinia na temat mojego życia i tego co uważam za ciekawsze. Nie mam nic do tych, co posiadanie dzieci uważają za ciekawe. A niech mają, byle je wychowywali, a nie udawali, że wychowują.
Za to dorabianie ideologi do srania pod tytułem co dla kogo powinno, albo nie powinno być motorem jest dla mnie zwyczajnie żałosne. Nie odbierajmy ludziom prawa do "motoru" ![]()
. Niemniej większość facetów prędzej czy później zostawi takową kobietę.
Wiesz to bo zapytales WIEKSZOSC mezczyzn czy tylko tak sobie marzysz?
Bo to ze ty tak bys zrobil to jeszcze nie znaczy ze wiekszosc. ![]()
Remi, a może dlatego, że większości młodych nie stać nawet na ten "fajny dom", a co dopiero na zakładanie rodziny?
Rozumiem, że względy materialne są ważne i nie stać. To wtedy jasna sprawa.
Niemniej dla mnie błędne jest tłumaczenie - dopiero jak się ustawię, to będzie ślub, ewentualnie dziecko. Można mieć 50 lat i się nie ustawić jeszcze...
Bo rodzina to coś więcej niż tylko 2 osoby.
No akurat nie. Dwoje ludzi już tworzy rodzinę, również w świetle prawa.
Oczywiście szanuję panie, które nie chcą mieć dzieci, to przeważnie feministki, .
Tak się składa, że feministki, które znam mają prawie wszystkie dzieci. Znów nie trafiłeś.
Remi, a to znaczy "ustawić się"?
,, ale Wg mnie pieniadze sa przykrywka, a raczej ich brak na posiadanie dzieci
Mam 3, zaczynalismy z mezem od zera, w "miedzyczasie" rodzilam dzieci, studiowalam, pracowalam. Duzy wysilek, ale sie oplacil
lubie zyc na maxa, po bandzie i wykorzystuje kiedy i jak moge spadanie na 4 lapy. Juz planujemy czwarte i piate dziecko. I co? Dla niektorych patologia, dla nas wyzwanie. Dopiero teraz widze czym jest rodzina. Im nas wiecej, tym weselej. A kto nie chce dzieci, niech placi wieksze podatki i skladki do ZUS, z jakiej paki moje dzieci maja tyrac na ich rentki i emeryturki? Zlupic i juz!
A tak serio, to co kto za szczescie uwaza, niech ma! Moje szczescie to wesola, rozesmiana rodzina nad morzem, w gorach... Nie wazne gdzie, wazne ze razem!!!
A i mieszkanie mamy, ale jak chcemy miec kolejne dzieci, to przydalby sie domek na obrzezach miasta, tudziez na wsi. Sprzedamy dzialke, kupimy chatke do remontu i jakos damy rade ![]()
Nam sie ZAWSZE udaje, wiec i teraz tez bedzie musialo. Dla wielu swoich znajomych jestem sola w oku.... Bo z boku wszystko tak lekko i beztrosko wyglada
a na prawde jest roznie.
Pozdrawiam wszystkich chcacych i niechcacych dzieci! It's Your choice!
211 2013-08-14 21:52:21 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-08-14 21:52:35)
jadvinia oj nie podpadaj mi z tymi wyższymi podatkami! Z jakiej racji mam płacić więcej? Jako karę?
Ja uważam inaczej: jeśli państwu (bo mnie kompletnie) zależy by Polacy mieli więcej dzieci, powinni wyjść im naprzeciw np. bilety do kina, na basen itp., gdzie się jeszcze z dziećmi chadza.
212 2013-08-14 22:13:54 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-08-14 22:19:41)
metaksa Twoja odpowiedz na slowa tej pani, ktora je napisala jest moim zdaniem co najmniej nie na miejscu.
Wysmiewasz sie z czyis wartosci, bo z jakis powodow dotyka Cie to osobiscie i to widac golym okiem.
Nie sadze, ze glupia odpowiedzia jest , ze kazdy zyje dla czegos innego. Ale oczywiscie, ja nie blyszcze ![]()
Nie wiem Remi, co ma feminizm do posiadania dzieci.
Cat - dla mnie rodzina to coś więcej niż 2 osoby, dwoje ludzi to para jest. Mieć rodzinę, to mieć żonę i dzieci, taki już jestem i takie mam myślenie, bywa.
Feministki mają dzieci, oki, ale kim są ojcowie ich dzieci? Są znani tymże feministkom?
Meredith - miałaś na myśli - a co znaczy ustawić się, czy a to znaczy ustawić sie? Bo nie za bardzo to drugie rozumiem?
To mogłeś dodać magiczne zdanie "MOIM ZDANIEM" - bo nie jest to fakt ogólnie przyjęty.
Remi masz jakieś dziwne, tudzież niezdrowe wyobrażenie o feministkach.
Remi, oczywiście: "a co to znaczy", sorry za błąd.
Co Ty opowiadasz Remi? Feministki to te co sypiaja z tyloma facetami, ze nie znaja ojca? albo takie co to tylko przez sztuczne zaplodnienie. Zlituj sie.
Nina - te co sypiają z tyloma, że nie znają ojca to tak jak ci co sypiają z tymi, a nie znają imion, tylko budzą się rano i myślą - o żesz, z kim ja spałem
Cat - feministki bardzo wiele piszą o sobie, pragnieniach, uświadamiają wszystkich i głośno krzyczą - to ja, moje zdanie naj, naj, naj i to ważne. Nie chcę dzieci, męża, ślubu, religi. Chcę pokazać jaka jestem i już.
Meredith -co znaczy ustawić się? A czym ustawić się jest dla ciebie?
Remi, upewniłeś mnie, że faktycznie o feminizmie pojęcie masz mikroskopijne ![]()
Remi, upewniłeś mnie, że faktycznie o feminizmie pojęcie masz mikroskopijne
Cat - ale ty nie musisz upewniać, że o facetach masz podobne pojęcie, prawda?
Remi, piszesz po prostu frazesy niemające NIC wspólnego z rzeczywistością. Brakuje jeszcze stwierdzenia, że żadna blondynka nie wie gdzie jest skrzynia biegów ![]()
221 2013-08-14 22:52:43 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-08-14 22:53:38)
O facetach ma wieksze pojecie niz Ty o feministkach to napewno. Prosci w wiekszosci jestecie wiec zadna filozofia poznac sposob meskiego myslenia, bo nie jest on taki pogmatwany jak kobiecy.
Czasem aż za prości ![]()
Remi, to Ty użyłeś tego określenia w swojej wypowiedzi, więc żeby się do niej odnieść muszę wiedzieć co to konkretnie znaczy, co miałeś na myśli.
O facetach ma wieksze pojecie niz Ty o feministkach to napewno. Prosci w wiekszosci jestecie wiec zadna filozofia poznac sposob meskiego myslenia, bo nie jest on taki pogmatwany jak kobiecy.
No właśnie ![]()
Remi - wyobraź sobie, że mój facet też nie chce mieć dzieci, podobnie jak ja. Ani ja nie jestem feministką, ani jemu nie odbiło, taki mamy plan na wspólne życie i wszystko na ten temat. Jak Tobie się takie rzeczy nie mogą w głowie pomieścić, bo ty uważasz inaczej, to jest to tylko i wyłącznie Twój problem.
O facetach ma wieksze pojecie niz Ty o feministkach to napewno. Prosci w wiekszosci jestecie wiec zadna filozofia poznac sposob meskiego myslenia, bo nie jest on taki pogmatwany jak kobiecy.
Tak jest! Pani ekspert od znajomości męskiego myślenia, ich decyzji i serc ![]()
Składam Ci hołd pani Nino.![]()
No w porownaniu z Twoja wiedza o feministkach to ja powinnam dostac nagrode Nobla za wiedze o meskiej psychice.
Zawsze wychodziłam z założenia że aby mieć dzieci najlepiej mieć uregulowaną sytuacje materialną , i nie chodzi mi tu o kasę na koncie ale o stałą prace a nie umowy zlecenia czy dodatkowe zajęcia. Oczywiście moje plany się nie powiodły zaszłam w ciąże w wieku 20 lat i nie powiem bo było ciężko i to bardzo z trudem ukończyłam studia a i z pracą były problemy. Dziś mam 30 lat i gdy ktoś pyta kiedy drugie pukam się w czoło , nigdy więcej bo mimo iż kocham moje dziecko to gdy dopiero teraz znalazłam stałą prace gdy teraz dopiero nie muszę o 5 rano wozić malucha po opiekunkach i nie boje się że jutro nie będę miała go z kim zostawić czy że, znów mnie zwolnią z pracy nastaje w końcu refleksja że teraz zacznę żyć normalnie. Niestety teraz dopiero będę mogła iść na sylwestra ,teraz mam czas na kawę z koleżanką bo nasz kraj nie daje zbyt dużych możliwości dla matek czy młodych rodziców i nie jest prorodzinny.
Fenix, 100% zgadzam sie z Toba... Jest jak jest w naszym kraju. Jak sie juz wyroslo z zupek i kupek, to juz sie nie chce wacac, wspomnienia bywwaja bolesne. A wczesniej nie bylo mozliwosci na drugie i tak zostaje, z moja siostra tez tak bylo. Jak byla mloda i chciala, to nie bylo warunkow, a teraz warunki sa, ale wiek nie ku posiadaniu dzieci. Ma wielki, piekny, ppusty dom z ogrodem i doroslego syna zyjacego wlasnym zyciem...
229 2013-08-15 19:07:13 Ostatnio edytowany przez Tulawiedźmula (2013-08-15 19:20:38)
Tulawiedźmula napisał/a:Jsą sensem mego życia moją miłością i motorem...
O kurfa, jak mnie rozwalaja takie teksty! A jakbys nie mogla miec dzieci, to Twoje zycie byloby bez sensu?
Ja to powinnam w takim razie z lozka nie wstawac, bo po co, skoro nie mam na stanie tupotu malych stop
lol
Nie mogłam mieć starałam się 2 lata i raz poroniłam wybacz, ale masz wobec tego blade pojecie.. a Twój atak jest głupi,.zważywszy że pisze z mojego punktu widzenia tak...wyraźnie chyba to widać i moje dzieci są dla mnie wszystkim, bo bez nich byłabym niczym...a Ty sobie możesz wstawać z łóżka leżeć w nim z powodów jakich chcesz.Czy ja Ci coś narzucam?I nie neguje Tych co ich mieć nie chcą a nawet lepiej, że nie mają.
230 2013-08-15 20:21:19 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-08-15 20:21:42)
A mnie się jednak lampka ostrzegawcza zapala, kiedy słyszę, że ktoś inny jest sensem czyjegoś życia, nawet jeśli tym kims innym są dzieci. I tu kompletnie nie chodzi o to, że ja dzieci nie mam i na chwilę obecną mieć nie czuję potrzeby, raczej o to, że zastanawiam się, jak będzie wyglądało życie takiej osoby, kiedy dzieci za kilka czy kilkanaście lat zechcą wyfrunąć z gniazda. Jestem zwolenniczką kochania życia dla samego siebie, a nie, bo partner, bo dzieci, bo rodzina i bez tych osób życie nie ma sensu. Ma.
A mnie się jednak lampka ostrzegawcza zapala, kiedy słyszę, że ktoś inny jest sensem czyjegoś życia, nawet jeśli tym kims innym są dzieci. I tu kompletnie nie chodzi o to, że ja dzieci nie mam i na chwilę obecną mieć nie czuję potrzeby, raczej o to, że zastanawiam się, jak będzie wyglądało życie takiej osoby, kiedy dzieci za kilka czy kilkanaście lat zechcą wyfrunąć z gniazda. Jestem zwolenniczką kochania życia dla samego siebie, a nie, bo partner, bo dzieci, bo rodzina i bez tych osób życie nie ma sensu. Ma.
I ja się podpinam pod te słowa. Zważywszy na to, że pokładanie tak wielkich nadziei w drugim człowieku jest pewnego rodzaju zniewoleniem.
A mnie się jednak lampka ostrzegawcza zapala, kiedy słyszę, że ktoś inny jest sensem czyjegoś życia, nawet jeśli tym kims innym są dzieci. I tu kompletnie nie chodzi o to, że ja dzieci nie mam i na chwilę obecną mieć nie czuję potrzeby, raczej o to, że zastanawiam się, jak będzie wyglądało życie takiej osoby, kiedy dzieci za kilka czy kilkanaście lat zechcą wyfrunąć z gniazda. Jestem zwolenniczką kochania życia dla samego siebie, a nie, bo partner, bo dzieci, bo rodzina i bez tych osób życie nie ma sensu. Ma.
A mnie się zdaje, że właśnie sęk w tym, że nie rozumiesz tego bo nie masz dzieci. Moje życie odkąd mam dzieci wywróciło się do góry nogami. Wszystkie aspekty życia zostały podporządkowane interesowi dzieci. Nie dlatego, że tak trzeba ale dlatego, że ja tak chcę. Czuję taką potrzebę. Mam bogate spektrum zainteresowań i hobby, które oczywiście realizuje mimo posiadania dzieci ale ich intensywność uległa ograniczeniu. Właśnie dlatego, że najpierw chcę znaleźć czas dla dziecka, a potem mogę robić coś innego. Każda decyzja życiowa odkąd ma się dziecko musi uwzględniać jego interes. Miejsce zamieszkania, miejsce pracy, czas pracy, relacje z życiowym partnerem. Bo na przykład ja część zachowań mojej partnerki tolerowałem kiedy dotyczyły mnie, a nie toleruję kiedy dotyczą dzieci. Jeśli dla interesu dzieci musiałbym zmienić miejsce zamieszkania, kraj, pracę, PARTNERA - zrobiłbym to. Dla nikogo na świecie nie poświęciłbym swojego zdrowia czy życia, a dla swoich dzieci tak. Prowadząc samochód z dziećmi zakładam czarne scenariusze wypadków i co zrobić aby wyprowadzić samochód tak aby dzieci ocalały. Nawet jeśli oznaczałoby to moją śmierć.
233 2013-08-15 21:46:30 Ostatnio edytowany przez Tulawiedźmula (2013-08-15 21:53:54)
A mnie się jednak lampka ostrzegawcza zapala, kiedy słyszę, że ktoś inny jest sensem czyjegoś życia, nawet jeśli tym kims innym są dzieci. I tu kompletnie nie chodzi o to, że ja dzieci nie mam i na chwilę obecną mieć nie czuję potrzeby, raczej o to, że zastanawiam się, jak będzie wyglądało życie takiej osoby, kiedy dzieci za kilka czy kilkanaście lat zechcą wyfrunąć z gniazda. Jestem zwolenniczką kochania życia dla samego siebie, a nie, bo partner, bo dzieci, bo rodzina i bez tych osób życie nie ma sensu. Ma.
wyfruną ze świadomością, że były dla mnie i są wszystkim, zmieni się tylko tyle ze będę miała więcej czasu dla siebie....pewnie,że życie samej dla siebie też jest sensowne , ale ja mam też dla kogo i przede wszystkim dla kogo.Każdy ma swój punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia..Ja byłam bez dzieci ,teraz jestem z dziećmi i moje życie dzięki nim jest pełniejsze i nie wstydzę się tego.Zycie samemu dla siebie jest prostsze ,dla innych wymaga ciut więcej wysiłku i o ile przyjemniej(przynajmniej dla mnie)jest żyć dla moich dwóch skarbów i męża.Kiedy czasem bywa ciężko lub ma się chwilę zwątpienia,wystarczy na nich spojrzeć i wiem,że zycie ma sens i wszystko musi się ułożyć dla nich i dlatego że są i są dla mnie wszystkim.
Wszystko slodko i rozowo.
Ale nie kazdy ma takie same ambicje, marzenia i aspiracje zyciowe.
jadvinia z calym szacunkiem ale ta swoja idee podatkowo-zusowa to se w tylek wsadz.
Czemu ktokolwiek ma placic za twoja nieokielznana chec rozmnazania?
Dzieci to wybor a nie przymus.
Chcesz to miej i 20. Ale sama na nie zarabiaj a nie ktos ma na ciebie placic.
235 2013-08-15 22:00:13 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-08-15 22:02:03)
A mnie się zdaje, że właśnie sęk w tym, że nie rozumiesz tego bo nie masz dzieci. Moje życie odkąd mam dzieci wywróciło się do góry nogami. Wszystkie aspekty życia zostały podporządkowane interesowi dzieci.
Nie sądzę.
Moja koleżanka przykładowo ma dzieci, nawet już dorosłe i uważa tak jak ja. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek "wszystkie aspekty jej życia były podporządkowane dzieciom". Osobiście - bez urazy - brzmi to dla mnie niezdrowo. Nie wierzę w poświęcenie, nawet rodziców dla dzieci, za to uważam, że szczęśliwe dziecko jest wtedy, jak ma szczęśliwych rodziców, którzy mają też czas na realizowanie siebie i swoje potrzeby, a nie jedynie poświęcają się dzieciom.
Jeśli dla interesu dzieci musiałbym zmienić miejsce zamieszkania, kraj, pracę, PARTNERA - zrobiłbym to.
A gdybyś to TY chciał zmienić partnerkę, a Twoje dzieci by nie chciały, żebyś zmieniał, co wtedy?
Nie wierzę w poświęcenie, nawet rodziców dla dzieci, za to uważam, że szczęśliwe dziecko jest wtedy, jak ma szczęśliwych rodziców, którzy mają też czas na realizowanie siebie i swoje potrzeby, a nie jedynie poświęcają się dzieciom.
Dlaczego zakładasz, że poświęcanie się dzieciom nie jest realizowaniem siebie i swoich potrzeb? Przecież to poświęcenie nie wynika z musu ale z POTRZEBY.
A gdybyś to TY chciał zmienić partnerkę, a Twoje dzieci by nie chciały, żebyś zmieniał, co wtedy?
Na zasadzie, że mi się znudziła, wkurza mnie, inna mi się spodobała? Nie zmieniłbym jej. Widzisz odkąd urodziła nasze wspólne dzieci nie jest tylko moją żoną ale jest MATKĄ naszych dzieci. Od tego momentu ma immunitet na większość kobiecych wad. Może zbrzydnąć, być zrzędliwa wobec mnie, zaniedbywać mnie ale ma dbać o dzieci. Dopóki to robi jest w zasadzie nietykalna. Mogę ją przestać kochać, pożądać ale póki jest dobrą matką dla naszych dzieci jest i będzie jedyną kobietą na jaką spojrzę.
Snake, jedno pytanie - a jak się zapatrujesz na napisane przeze mnie wcześniej stwierdzenie, że dzieci są szczęśliwe jak ich rodzice są szczęśliwi?
Bardzo prosto. Jeśli moje dzieci są szczęśliwe ze mną i moją żoną, to i ja jestem szczęśliwy. Cóż w tym trudnego do ogarnięcia? Jeśli żona jest dobrą matką, dzieci są szczęśliwe, to ma moje pełne oddanie i szacunek. Jak pisałem, mogę ją przestać kochać i pożądać ale będę ją szanował, dbał o nią i będę szczęśliwy, że jesteśmy razem. Jak dzieci wyfruną z rodzinnego gniazda, to bynajmniej nie rzucę się w wir szukania nowego "szczęścia" ale będę z moją żoną z szacunku za to, że była i jest dobrą matką naszych dzieci. Będę o nią dbał do kresu mych dni i nie dam jej skrzywdzić. Nawet przez siebie samego.
Snake, nie kupuję tego kompletnie.
To są słowa, którymi bite czy choćby niekochane kobiety usprawiedliwiają swój strach przed odejściem do szczęśliwszego związku. Piszę "kobiety", bo to z reguły domena kobiet, takie prodziecinne poświęcenie i cierpiętnictwo. Problem w tym, że dzieci są jak niezwykle czułe odbiorniki - wyczuwają, nawet podświadomie, każdy nastrój rodziców. Jak mama z tatą jakoś są mało czuli dla siebie, mama chodzi przygnębiona po nocy z tatą, tata chodzi naburmuszony, wczoraj mama z tatą jakoś dziwnie rozmawiali - dzieci od razu to wychwytują i... transferują na siebie. Podświadomie za brak szczęścia rodziców winią siebie. I nie ma szans, żeby taki związek był szczęśliwy.
Wybacz, ale nie wierzę, żeby można było kochać jedną kobietę, a być szczęśliwym z drugą, bo drugą kochają dzieci. Jakby się tych dzieci nie kochało, nie kupuję tego. Można UDAWAĆ szczęście. Można sobie je próbować wmówić. Można czuć satysfakcję, bo się przestrzega jakichś wewnętrznych zasad, które mówią "zawsze tylko dzieci pierwsze", ale wewnętrznie szczęśliwym się nie będzie i przez to dzieci też nie będą.
A co do poświęcających się rodziców - nie macie pojęcia, od ilu osób słyszałam w życiu, że ich rodzice próbowali wywrzeć na nich nacisk słowami "a ja dla ciebie to i tamto, a ty nie chcesz (przykładowo) iść na prawo?!" albo "to ja dla ciebie to i to, a ty jedynki z klasówek przynosisz?!". Ci rodzice nie robili tego złośliwie, to nie był wyrachowany szantaż emocjonalny. Zwyczajnie każde poświęcenie ma to do siebie, że jeśli nam się nie zwraca tak jak podświadomie (..!) tego byśmy sobie życzyli, narasta w nas żal i w końcu ten żal zaczyna wyłazić. Robi się cholernie toksyczna sytuacja, a miało być tak pięknie.
Ludzie, myślcie o swoim szczęściu! Nie po trupach, ale myślcie o nim i szukajcie go, gdzie tylko się da, bo z martyrologii mało co dobrego przychodzi.
240 2013-08-15 23:34:40 Ostatnio edytowany przez Snake (2013-08-15 23:36:29)
Oczywiście nie mogę Ci zabronić tego nie kupić
Ja wiem co czuję i myślę w konkretnej i dla mnie nie hipotetycznej sytuacji. Kochać inną kobietę niż matkę moich dzieci? Być może ale jaka ta miłość by nie była, to dobra, porządna matka moich dzieci ma zdecydowaną przewagę czy ją jeszcze będę kochał czy nie. Oczywiście nie twierdzę, że to są poglądy powszechne, nawet popularne. Być może nawet są mało popularne. Ja tak jednak zostałem wychowany. Rodzina przede wszystkim.
Nie, nie rozumiesz. Nie kupuję nie tego, że Ty tak myślisz czy czujesz, tylko, że to by wypaliło. Że gdybyś był z dajmy na to Kasią, miał z nią dziecko, a potem by się Wam rozeszły drogi i byłbyś z nią tylko z poczucia obowiązku wobec dziecka, bo miłość do Kasi by się wypaliła, to Twoje dziecko by tego nie wyczuło i podświadomie nie odniosło do siebie.
Oczywiście nie twierdzę, że to są poglądy powszechne, nawet popularne.
Przeciwnie, są bardzo popularne, to moje są niepopularne. ;-) Ale prawda jest też taka, że niemalże rownie popularna jest choćby miłość warunkowa - podświadome danie do zrozumienia dziecku, że musi się rodzicowi odwdzięczyć za opiekę, nadopiekuńczy rodzice, którzy tyle poświęcili dla dziecka, że sobie nie wyobrażają życia bez niego etc etc. I to nie są ŹLI ludzie, tylko tacy, którzy w pewnym momencie się zagubili. Chcieli dobrze, wyszło jak zwykle...
Ja myślę, że każdy wie, o co chodzi, tylko trudno to wyrazić słowami
Każda skrajność jest zła. Zarówno dążenie do swojego szczęścia kosztem dziecka, jak i życie tylko dla dziecka i tylko sprawami dziecka.
Nie, nie rozumiesz. Nie kupuję nie tego, że Ty tak myślisz czy czujesz, tylko, że to by wypaliło. Że gdybyś był z dajmy na to Kasią, miał z nią dziecko, a potem by się Wam rozeszły drogi i byłbyś z nią tylko z poczucia obowiązku wobec dziecka, bo miłość do Kasi by się wypaliła, to Twoje dziecko by tego nie wyczuło i podświadomie nie odniosło do siebie.
Jednak nie rozumiesz. Nie z poczuciu obowiązku wobec dziecka ale z szacunku dla osoby, która dla dziecka jest ważna, która dla dziecka wiele robi. Będę dla niej dobry, czuły choćby wypaliło się coś co kiedyś czułem dla młodej dziewczyny.
Snake, od kiedy do szczęśliwego związku wystarczy szacunek.
nie cierpie bachorkow tyle w temacie ![]()
246 2013-08-16 13:15:53 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-08-16 13:19:11)
,,. A kto nie chce dzieci, niech placi wieksze podatki i skladki do ZUS, z jakiej paki moje dzieci maja tyrac na ich rentki i emeryturki? !
Łoooj teraz to juz poplynelas
Osoby bezdzietny w ramach kary za to ze nie mają dzieci mają placić wiekszy podatek i skladki?
Są tez takie osoby ktore nie mają dzieci bo ich poprostu na nie nie stac, cienko finansowo stoją ,ledwo na siebie zarabiają i na oplaty ,jak na zero wyjdą to dobrze -dziecko w ich sytuacji to calkowity gwóźdz do trumny,a mimo tego ze nie zdecydowali sie pogrążac w dlugach i tak by dostawali ostro po kieszeni majac podniesione oplaty,podatki,skladki?-do czego to doprowadzi?
Tez ludzie nienagannie stojący kapitałowo z wlasnej woli nie chcą posiadac potomkow na kazdym kroku bybyli karani podwyzszonymi oplatami,podatkami za to ze są bezdzietne? Chore co ty jadvinia proponujesz
Ja pracuje solidnie i ciezko na moją przyszlosc w wieku starczym, na moją emeryture mam odpowiedni zalozony fundusz emerytalny, lokaty, oszczednosci na koncie i nie tylko-spokojnie z tego wyzyje nie biedując, i nie mam zamiaru pokornie godzic sie na takie fanaberie wystrzelone z kosmosu jak twoja wprowadzadc wyzsze skaldki i podatki bezdzietnym - mandat regularny dozywotni ?
A wiedz o tym ,ze z moich odprowadzanych podatkow multum rodzin korzysta z zapomogi panstwa na dzieci ,w tym są tez rodziny wiedzącze ich nie stac na tyle dzieci to i tak sie produkują na umór zerując na koszt panstwa-do pracy tylka ruszyc sie nie chce,a kasiorke z panstwa garsciami by żarli, na nich zapomoga panstwowa idzie w moich podatkow, to malo?dostają kase ze plodzą sie jak krolilki i biede klepią- nagroda od panstwa.
Nie pisze o wszystkich, ale są tez takie rodziny
Patrząc na twoj punkt widzenia osoby nie piosiadające potomstwa byli by karani podwyzonymi oplatami
Roszczeniowość ludzi z roku na rok coraz bardziej mnie zdumiewa i szokuje
Mam koleżankę, kilak lat starszą ode mnie, która instynkt macierzyński miała chyba od dziecka; od co najmniej 10 lat pragnęła mieć dziecko, ale nie było odpowiedniego kandydata na męża- otóż to: na męża. Wreszcie została mamą 1,5 roku temu, kocha swoje dziecko najbardziej na świecie, ale jej zdanie się nie zmieniło: najważniejszy jest Bóg, potem życiowy partner, a następnie dziecko. Z prostej przyczyny, jak mi to wyjaśniło: dziecko nie może przesłaniać całego świata, jeśli chce się je wychować mądrze. Poza tym ono dorośnie szybciej, niż się człowiekowi wydaje i nie będzie jej towarzyszyć dzień po dniu do końca życia. Mąż z założenia tak.
Snake, od kiedy do szczęśliwego związku wystarczy szacunek.
Od zawsze
Czyli od wtedy, gdy związki małżeńskie były zwykłą umową handlową między rodzicami pary młodej. Małżeństwa z tzw. miłości to raptem wynalazek może ostatnich 200 lat i to raptem w określonym kręgu cywilizacyjnym. Dlatego "wyzwolone" towarzystwo nie może zrozumieć, że co najmniej na połowie naszego globu związki małżeńskie się aranżuje i ich podstawą jest wymiana dóbr. Dobrze jak narzeczeni się znali wcześniej czy w ogóle widzieli. Jest więc oczywistym, że w takim z dawien dawna praktykowanym zwyczaju podstawą udanego związku jest wzajemny szacunek między małżonkami, bo miłość to był w takim przypadku luksus.
Roszczeniowość ludzi z roku na rok coraz bardziej mnie zdumiewa i szokuje.
Musisz więc sięgnąć do historii kraju, z którego pochodzisz. To się nazywa bykowe i w Polsce obowiązywało ostatnio w latach 1945-73. Płacili wszyscy niezamężni i nieżonaci powyżej 21 roku życia, a potem 25 roku życia. Wtedy powód wprowadzenia tego podatku był bardzo prosty czyli odbudowa populacji po hekatombie II wś. Dziś powodem może być spadający na łeb na szyję przyrost demograficzny w połączeniu z obowiązującym w Polsce systemem emerytalnym. Jest to system tzw. solidarnościowy czyli taki, w którym wypłaty emerytur pokrywa się z bieżących składek osób pracujących. Każda osoba, która dziś nie ma dzieci, a w przyszłości będzie chciała otrzymać państwową emeryturę dostanie ją z zarobków dzisiejszych dzieciaków. Jestem przekonany, że bykowe prędzej czy później będzie przywrócone, bo system bez zwiększenia przyrostu padnie z hukiem. Nie za rok, ani za 5 lat ale kiedyś tak. Oczywiście powinno być to częścią szerszego programu wspomagania młodych Polaków w podjęciu decyzji o posiadaniu dzieci. Musi być kij i marchewka...
najważniejszy jest Bóg, potem życiowy partner, a następnie dziecko. Z prostej przyczyny, jak mi to wyjaśniło: dziecko nie może przesłaniać całego świata, jeśli chce się je wychować mądrze. Poza tym ono dorośnie szybciej, niż się człowiekowi wydaje i nie będzie jej towarzyszyć dzień po dniu do końca życia. Mąż z założenia tak.
![]()
Jestem zszokowana, że można w ten sposób myśleć. Mnie by chyba nie przyszło do głowy, że można stawiać partnera wyżej niż dziecko i że można twierdzić, że partner będzie przy nas do końca życia, a dziecko odejdzie, i porównywać to w ten sposób. Nie mam dzieci, ale słyszałam od wielu matek, że miłość do dziecka to uczucie, którego nie da się z niczym porównać, silniejsze od jakiegokolwiek innego. Partnera nigdy nie możemy być pewni, jak przychodzi tak może i odejść, natomiast dziecko - niezależnie od tego, co zrobi, czy nas opuści, czy nie - kochamy miłością bezwarunkową. Miłość do partnera nigdy nie jest bezwarunkowa. Dziecku dajemy życie, jesteśmy za nie odpowiedzialne/-ni, więc to kompletnie inny rodzaj relacji, niż relacja z mężem/partnerem.
Gdyby mi moja mama powiedziała, że jej partner jest dla niej ważniejszy niż ja czy moja siostra, to bym się chyba na nią śmiertelnie obraziła i już nigdy w życiu do niej nie odezwała
Pewnie dlatego, że właśnie w takim przekonaniu zostałam przez nią wychowana - że facet to rzecz nabyta, a dziecko się kocha i już. I myślę, że wcale nie zostałam niemądrze wychowana ![]()
250 2013-08-16 17:47:01 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-08-16 17:48:16)
Od zawsze smile Czyli od wtedy, gdy związki małżeńskie były zwykłą umową handlową między rodzicami pary młodej.
Ale ja się nie pytałam, od kiedy takie małżeństwa są praktykowane, tylko od kiedy wystarczą do szczęścia.
200 lat temu kobiety pragnące orgazmów określano mianem histeryczek, bo nikomu się w głowie nie mieściło, że kobieta może chcieć przyjemności z seksu. Tak samo ze związkami - jak się nie miało co się lubi, to się lubiło co się ma. Nikogo nie szokowało, że 13-latka wychodziła za mąż za 60-latka, nikt nie krzyczał wtedy o pedofilii tylko gratulował dziadkowi jurności. Dobry mąż był taki, co mało bił i pił, a dobra żona, co mało ją głowa bolała i była gospodarna. Wtedy kura z solą była domowym rarytasem, bo na co dzień wpieprzało się samą kaszę, a bogaty dom był wtedy, jak w tej kaszy nie było zmielonych żołędzi ani kory. Takie porównania to wiesz, o dyferencjał potłuc w dzisiejszych czasach.
A tak na marginesie, to wtedy dzieci się robiło, żeby przekazać rodowe nazwisko albo żeby było komu w polu pomagać. Miłość do dzieci to też był luksus i fanaberia.
Mnie by chyba nie przyszło do głowy, że można stawiać partnera wyżej niż dziecko i że można twierdzić, że partner będzie przy nas do końca życia, a dziecko odejdzie, i porównywać to w ten sposób. Nie mam dzieci, ale słyszałam od wielu matek, że miłość do dziecka to uczucie, którego nie da się z niczym porównać, silniejsze od jakiegokolwiek innego. Partnera nigdy nie możemy być pewni, jak przychodzi tak może i odejść, natomiast dziecko - niezależnie od tego, co zrobi, czy nas opuści, czy nie - kochamy miłością bezwarunkową. Miłość do partnera nigdy nie jest bezwarunkowa. Dziecku dajemy życie, jesteśmy za nie odpowiedzialne/-ni, więc to kompletnie inny rodzaj relacji, niż relacja z mężem/partnerem.
Gdyby mi moja mama powiedziała, że jej partner jest dla niej ważniejszy niż ja czy moja siostra, to bym się chyba na nią śmiertelnie obraziła i już nigdy w życiu do niej nie odezwała
Pewnie dlatego, że właśnie w takim przekonaniu zostałam przez nią wychowana - że facet to rzecz nabyta, a dziecko się kocha i już. I myślę, że wcale nie zostałam niemądrze wychowana
Pozwolisz, że Cię zacytuję jako początek nowego wątku? ![]()
nie cierpie bachorkow tyle w temacie
Istniejesz i masz możliwość pisania tu, bo ktoś stworzył takiego jak to określasz bachorka.
Na co dzień mam styczność z małymi dzieciakami, są super fajne, wesołe i ciekawskie. I wiem, że dzieciaki wyczuwają ludzi do tych dobrych, uśmiechniętych ciągną, a od tych złych się odsuwają.
Pieniądze szczęścia nie dają, za to dzieci na pewno ![]()
Snake napisał/a:Od zawsze smile Czyli od wtedy, gdy związki małżeńskie były zwykłą umową handlową między rodzicami pary młodej.
Ale ja się nie pytałam, od kiedy takie małżeństwa są praktykowane, tylko od kiedy wystarczą do szczęścia.
200 lat temu kobiety pragnące orgazmów określano mianem histeryczek, bo nikomu się w głowie nie mieściło, że kobieta może chcieć przyjemności z seksu. Tak samo ze związkami - jak się nie miało co się lubi, to się lubiło co się ma. Nikogo nie szokowało, że 13-latka wychodziła za mąż za 60-latka, nikt nie krzyczał wtedy o pedofilii tylko gratulował dziadkowi jurności. Dobry mąż był taki, co mało bił i pił, a dobra żona, co mało ją głowa bolała i była gospodarna. Wtedy kura z solą była domowym rarytasem, bo na co dzień wpieprzało się samą kaszę, a bogaty dom był wtedy, jak w tej kaszy nie było zmielonych żołędzi ani kory. Takie porównania to wiesz, o dyferencjał potłuc w dzisiejszych czasach.
A tak na marginesie, to wtedy dzieci się robiło, żeby przekazać rodowe nazwisko albo żeby było komu w polu pomagać. Miłość do dzieci to też był luksus i fanaberia.
Od wtedy kiedy były praktykowane, to wystarczały do szczęścia. I nie wiem co niby się zmieniło dzisiaj? W bardzo wielu miejscach tego świata nadal tak ludzie zawierają związki małżeńskie, a że jednocześnie są to rejony świata o największym przyroście to te zwyczaje raczej będą coraz popularniejsze w skali całego świata. To raczej zwyczaje bogatszej części ludzkości są dziwne i ekstrawaganckie (to szukanie osobistego szczęścia na siłę) i wyginą razem z nią.
A to kobiecy orgazm wymyślono 200 lat temu? Wcześniej kobiety cierpiały katusze w czasie seksu? Dzisiaj dzieci robi się w innym celu? Myślisz, że ja dzieci sobie zrobiłem żeby mieć takie żywe misie przytulanki?
Tegan napisał/a:nie cierpie bachorkow tyle w temacie
Istniejesz i masz możliwość pisania tu, bo ktoś stworzył takiego jak to określasz bachorka.
Na co dzień mam styczność z małymi dzieciakami, są super fajne, wesołe i ciekawskie. I wiem, że dzieciaki wyczuwają ludzi do tych dobrych, uśmiechniętych ciągną, a od tych złych się odsuwają.
Pieniądze szczęścia nie dają, za to dzieci na pewno
Nie wiem tylko, dlaczego zestawiasz tylko 2 rzeczy: posiadanie dzieci i posiadanie dużej ilości pieniędzy? Nie ma nic pomiędzy, ciekawszego na świecie?
Bez pieniędzy nie ma materialnej strony świata, podróży, wymarzonego domu,spokoju, bez dzieci nie ma tego wszystkiego co oprócz tego.
A cóż jest ciekawe dla Ciebie?
Rozwój wewnętrzny, poznawanie ciekawych ludzi i miejsc, robienie ciekawych, twórczych rzeczy, praca dla innych stworzeń, radość wolności.
Pozwolisz, że Cię zacytuję jako początek nowego wątku?
A bardzo proszę
Cieszę się, że udało mi się kogoś... zainspirować? ![]()
Rozwój wewnętrzny, poznawanie ciekawych ludzi i miejsc, robienie ciekawych, twórczych rzeczy, praca dla innych stworzeń, radość wolności.
Bez kasy to niemożliwe
A dlaczego dziecko by przeszkadzało Ci w tym?
Istniejesz i masz możliwość pisania tu, bo ktoś stworzył takiego jak to określasz bachorka.
Czy to oznacza ze musimy podejmowac takie same decyzje jak nasze matki?
Moja matka sie zrobi na marchewke to ja tez musze?
Moja matka sie zdecyduje skoczyc z mostu to ja tez musze?
Decyzja jednego czlowieka o posiadaniu dziecka nie jest zadnym argumentem dla drugiego czlowieka.
Pieniądze szczęścia nie dają, za to dzieci na pewno
Masz dzieci?
Dzisiaj dzieci robi się w innym celu? Myślisz, że ja dzieci sobie zrobiłem żeby mieć takie żywe misie przytulanki?
A w jakim celu je zrobiles?
Bo wiesz jak nie daj boze nie beda chcialy spelnic tych celow to bedzie problem
Dzieci to osobne jednostki ludzkie a nie spelniacze cudzych celow.
Bez pieniędzy nie ma materialnej strony świata, podróży, wymarzonego domu,spokoju, bez dzieci nie ma...
...nieprzespanych nocy, niepotrzebnych wydatkow, niepotrzebnych problemow, smrodku pieluch i wszelkiego typu okolicznosci towarzyszacych ![]()
Ale jak się nie ma dziecka, ma się więcej kasy i możliwości.
Mnie by akurat przeszkadzało- mamy inne priorytety, Remi.