ja jestem facetem i chcę mieć dzieci;))
Jak macie fajnie że możecie sobie pisać: chcę, nie chcę, zrobię sobie, nie zrobię... ja takiego wyboru nie mam. Tzn chcieć sobie mogę ale to tak jakby łysy chciałby mieć bujną rudą czuprynę. Jak na razie adopcja też nie wchodzi w grę.
A co do instynktu macierzyńskiego... uważam że każda kobieta prędzej czy później coś tam czuję, niektóre koło dwudziestki, inne koło trzydziestki (w tym ja, chociaż już mi przechodzi), moja kuzynka jest przed pięćdziesiątką i płacze że na dziecko się nie zdecydowała. Zazdroszczę Wam więc tego że w ogóle macie jakiś wybór lub chociaż macie jeszcze nadzieję.
Co do Muchy i stacji benzynowej, znajac ja to specjalnie te zadyme zrobila, zeby o niej napisali. W koncu z tego zyje, nic innego robi poza szumem wokol siebie.
Co do checi posiadania dzieci, ja nie chce i nie mam i jak nie uwazam za konieczne motywowanie dlaczego sie chce miec dzieci, tak zbedne jest rowniez uzasadnianie dlaczego ich sie nie chce miec. Posiadanie dziecka nie przystaje do mojego trybu zycia.
Czytam wasze wypowiedzi, i sama też chętnie zabiorę głos w tej sprawie.
Ja właściwie nigdy nie chciałam mieć dzieci, nie czułam potrzeby, nie mizdrzyłam się do małych dzieci, wolałam być z dala od nich jak tylko się da. Jednak, los spłatał mi figla i mam synka.
Powiem wam szczerze, kocham go tak bardzo, że nie jestem w stanie opisać euforii tych uczuć, ale to nie stało się od razu. Miałam najpierw 4 miesiące depresji, a później się ?zakochałam?
Synek jest dla mnie teraz najważniejszy, nie ma nikogo i niczego ważniejszego i kochanego przeze mnie.
Jednak, prawą jest, że posiadanie dzieci to nie jest piękny ogród różany, którym bez końca można się zachwycać. Jak się jest matką (ojcem), to automatycznie człowiek się staje wołem zaprzęganym do roboty, bo już całe twoje życie będzie polegało na trosce o dziecko. Ja mam synka chorego, toteż może mam więcej zmartwień bytowych, finansowych etc. Niemniej jednak bycie rodzicem jest bardzo trudne.
W mojej rodzinie (i męża) często pytają mnie kiedy urodzę drugie bo ?z jedynaka ni pies ni sabaka?, denerwuje mnie to, ponieważ nie chce mieć więcej dzieci, chcę też żyć swoim życiem i potrzebami.
Uważam, że w naszym społeczeństwie zbyt dużą presję nakłada się na kobiety by rodziły i wychowywały dzieci, przy czym nie pomaga im się przy ich wychowaniu w ogóle. W naszym kraju polityka prorodzinna, fundusz alimentacyjny, pomoc społeczna nie istnieje! I koniec.
Często słyszę jak matki mówią swoim córkom ?nie martw się, poradzimy sobie, wychowamy?, tylko że jak już to dziecko się urodzi to z tego ?my? robi się tylko ona i jej poradzenie sobie. Bo jeśli sobie nie da rady, to dupa wołowa, dziecko zabiorą a ją zjadą że hej ?
Panom też nie ma czego tu gratulować (nie mówię że wszyscy tacy są, ale większość mi znanych), chcą dziecka, jest dziecko i nim się zajmuje matka bo (argument mężczyzny) ?ty to robisz lepiej, lub ja nie mam cyca by nakarmić itp. bzdety?. Albo zaliczyli wpadkę, nie chcą być ojcami i mają w czterech literach i ich matkę i dziecko, bo przecież dowodu na rodzicielstwo nie noszą pod swetrem, a jak się urodzi to i tak go nie widują ? a fuj.
135 2012-10-29 19:46:58 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-10-29 21:24:16)
Dzisiaj bylam naocznym i nausznym świadkiem w Tesco,jak jednej kobiecie dziecko fuul histerie narobilo w markecie,że aż niektorzy uciekali z tego sklepu tak szybko jak sie da,bo tych decybeli nie dalo rady zniesc,(z tego co zrozumialam to do czterolatkow chodzilo)
Autentycznie podziwiałam tą kobiete,że zamiast ocierania wlasnych łez i mając oklapniete uszy ze wstydu,(a tak bylo) nie zostawila tak tego dzieciak lezącego wijącego sie jak piskorz na podlodze dracego w nieboglosy, i nie wybiegla z predkoscią swiatla gdzie sie da,po drodze wpadając do odpowiedniej instytucji zrzekając sie praw rodzicielkich,a zarazem bardzo wspolczulam jej serdecznie tej ciązy,tego piekielnego macierzynstwa na w skutek czego narodzil sie taki szkódnik doprowadzający własną matke do lez i wstydu,a kobieta chlipiąc,do kogoś obok mnie powiedziala, że ona juz nie ma sil do tego bachora,i to dziecko ją do grobu wpedzi (to są jej slowa)Napewno szukala wsparcia bo czula ten wzrok na sobie
Tak,tak,każdy zapewne myslal i Ja takze,że to matki wina ,że do tego dopuscila,i tak wychowała,no ale nitk nie rodzi sie z wrodzonymi umiejetnosciami jak wychowywac dziecko,podreczniki to nic,bo kazde dziecko jest inne, kierujemy sie intuicją,uczymy sie na wlasnych bledach, czesto bywa za pozno zanim te swoje blędy wychowawcze dostrzegnemy
Zdecydowanie na glos powiedzialam do samej siebie,że dzieki bogu ja nie bylam w takiej sytaucji,bo zakonczylo by to sie oplakanie dla dwoch stron,i niech mnie los wynagrodzi,że do takiej sytuacji nie doszlo.
Będąc niejednokrotnie swiadkiem takich scen,utwierdzam sie w przekonaniu,że wtenczas moje wlasne dziecko w takich sytuacjach nie bylo by ze mną szcześliwe
Ze szkolnym dzieckiem już sie dogadasz, pojdziesz na kompromisy,mozna sobie wiele wyjasnić,a takie male ledwo odstające od podlogi to jak ci w hiper histerie wpadnie nie ma szans, i wez tu ponad ludzkie sily cierpliwosci zachowaj?awykonalne,załamanie nerwowe gotowe,czy to warto?? w takich sytuacjach nie sądze
Mortisha - bo macierzyństwo to nie tylko piękne chwile. To są też sytuacje gdy człowiek nie wytrzymuje (z różnych powodów), gdy smarkacze doprowadzają do wściekłości etc. Też zagryzałam palce w chwilach histerii małych dzieci (na szczęście w domu, nie w miejscach publicznych), jako nastolatki też dawały popalić, ale i tak nie wyobrażam sobie bez nich życia.
...no właśnie
Ja pojęcia nie mam jak ten fenomen działa, ale działa
: relacje moich znajomych mających dzieci, w tym wyznanie mojej bliskiej koleżanki, matki 2 dzieci (juz dorosłych) które kocha przeokropnie, a one ją: -Ale Catwoman, lepiej tych bachorów nie mieć, same kłopoty i troska do końca życia ![]()
Catwoman - ja wiem jak ten fenomen działa. To miłość. Ta do dzieci jest bezwarunkowa i bezkresna (wyłączam patologie), w przeciwieństwie do miłości np. do faceta.
Kłopoty i troska do końca życia? Tak, ale jak napisałam wcześniej, nie wyobrażam sobie bez nich życia. Mimo tego, że uważam się za osobę spełnioną zawodowo, małżeńsko, towarzysko itp. bez moich dzieci czułabym jakąś pustkę.
luc wierzę Ci
Moja kuzynka, która nie chciała mieć nigdy dzieci i naprawdę przezyla depresję poporodową te 19 lat temu, nie mogła sie odnaleźc w roli matki.... ze swoim dzieckiem/ synem wkrótce się zaprzyjaźniła i dziś mówi, że nie wyobraża sobie bez niego zycia- że drugi raz by się nie zdecydowała te 19 lat temu, to znaczy robiłaby wszystko by nie narazić się na wpadkę, ale skoro już on jest, to kocha go totalnie, przyjaźnią się , matka jednocześnie jest dla niego autorytetem więc ...odnalazła się w tej roli. ![]()
...no właśnie
Ja pojęcia nie mam jak ten fenomen działa, ale działa
: relacje moich znajomych mających dzieci, w tym wyznanie mojej bliskiej koleżanki, matki 2 dzieci (juz dorosłych) które kocha przeokropnie, a one ją: -Ale Catwoman, lepiej tych bachorów nie mieć, same kłopoty i troska do końca życia
To przecież tak samo, jak z mężami
Każda z nas na pewno miała dzień, w którym szeptała do przyjaciółki-singielki: "Kochana, jak ja ci zazdroszczę, z tymi chłopami to same kłopoty." Dzień, w którym chciałyśmy trzasnąć drzwiami i iść w siną dal, a o ukochanym mężu myślałyśmy: "Już nie mam do niego siły, wpędzi mnie do grobu."
Czy zatem mężatkom też powinniśmy, parafrazując słowa mortishy, "współczuć tego ślubu, tego piekielnego małżeństwa"?
Eeee związek to ZUPEŁNIE co innego: tworzą go 2 dorosłe osoby, każda jest samodzielna i za siebie odpowiedzialna. zwykle ![]()
Eeee związek to ZUPEŁNIE co innego: tworzą go 2 dorosłe osoby, każda jest samodzielna i za siebie odpowiedzialna. zwykle
Pociągnę, trochę z ciekawości, trochę z przekory. Mam nadzieję, że to nie będzie OT.
W sumie co z tego, że samodzielne i odpowiedzialne? Nie zmartwisz się, kiedy mąż wyjdzie z kumplami na piwo i nie wróci do rana, choć nie ma tego w zwyczaju? Nie będziesz wydzwaniać po szpitalach, bo skoro obiecał, że będzie o 2.00, to widocznie coś się stało? Nie będziesz czuwać przy nim w chorobie? Nie chcesz, by miał w życiu jak najlepiej, nie wspierasz go, jak możesz, kiedy ma problemy? Nie macie różnicy zdań, nie zdarza Wam się pokłócić, pokrzyczeć, gdy jedno z Was z jakiegoś powodu nie radzi sobie z emocjami?
.....no to se wyobraź do tego wszystkiego jeszcze dziecko ![]()
No ja wiem
Sama mam męża, dziecko i do tego 3 psy, i biegam pomiędzy nimi jak walnięta kura, wymachując skrzydełkami
Tylko myślę, że gdybym miała się aż tak bać tych trosk, odpowiedzialności, zmartwień, gdyby przesłaniały mi ogrom miłości i ten "zwykły, codzienny trud - zwykły, codzienny cud" (Musierowicz)
, to ani bym nie chciała dziecka, ani męża. Ani przyjaciół.
Nie no, z mężem jednak co innego, nie ma tej odpowiedzialności i poczucia winy np. w razie choroby. Wątpię, żeby któraś z nas tuliła zasmarkanego męża do piersi z wyrzutami sumienia, że może to dlatego, że nie założyłam mu szaliczka
Albo jak sobie mąż narobi wiochy, to sam za siebie świeci oczami, natomiast jak się dziecko rzuci na podłogę w supermarkecie, to wszyscy patrzą na matkę jednak.
"Bo chcę" to najczęstszy powód posiadania dzieci (obok: "bo wpadłam"). Nie wyśmiewam się z nikogo Olinka, tylko dziwię się, że to nam bezdzietnym wmawia się egoizm
Przyganiał kocioł garnkowi ![]()
Nie rozumiem ludzi, którzy twierdzą, że osoby bezdzietne to egoiści. Każdy ma prawo żyć jak chce i dążyć do szczęścia. Wbrew publicznej i powszechnej opinii, dla kobiet i mężczyzn (większości) spełnieniem marzeń nie jest posiadanie dzieci.
Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale stwierdzenie że kobieta powinna dzieci mieć, zostało nam narzucone hen hen dawno temu, kiedy to kobiety nie miały prawa głosu nawet w sprawie swojego życia.
Uważam, że kobiety które nie mają dzieci a chcą je mieć odczuwają silną presję (w większości przypadków oczywiście) ze strony rodziny, otoczenia, społeczeństwa. Jest bardzo mały odsetek kobiet i mężczyzn, którzy rzeczywiście z głębi serca pragną rodzicielstwa.
W świecie, w którym możemy rozwijać swoje kariery, osobowości, życie ,perspektywa rodzicielstwa wydaję się jak kajdan, i tak w rzeczywistości jest. Nie pójdziesz do kina, koncert jeśli nie załatwisz opieki, nie wyśpisz się, nie posiedzisz spokojnie po pracy bo .. masz dziecko.
Wiem, że wiele osób prawdopodobnie zarzuci mi, że nie kocham swojego dziecka lub, że jestem wyrodną matką, ale prawda jest taka że mój syn jest dla mnie najważniejszy i kocham go bardziej niż kogokolwiek na świecie, przez co moje potrzeby i marzenia nie są dla mnie tak istotne jak jego potrzeby.
Jednak, wiem na 100% że jeśli nie miałabym synka, to nie miałabym dzieci w ogóle. Bo wiecie, pracuje na pełen etat, toteż wcześniej musze wstać by przyszykować się i doprowadzić do ładu, dziecko obudzić i śniadanie mu zrobić, do przedszkola odstawić, później praca, po pracy po syna do przedszkola, dom, obiad, posprzątam, pobawię się z nim, kolacja, kąpiel, spanie, i zasypiam utyrana.
I gdzie moje życie? Kiedyś spotkałam się z stwierdzeniem, które jest jak najbardziej prawdziwe, dziecko to zobowiązanie na całe życie, a przez najbliższe 19 lat zanik Ciebie.
Dzieci, coś za coś.
Nie wyśmiewam się z nikogo Olinka, tylko dziwię się, że to nam bezdzietnym wmawia się egoizm
Zapewniam, że to nie było personalnie skierowane do Ciebie, do nikogo zresztą personalnie
, choćby dlatego, że ja nikomu nie wmawiam egoizmu, każdy żyje tak, jak chce, ważne, żeby przy tym nikogo nie krzywdził, siebie również. Jedyne czego dziś nie rozumiem w kontekście omawianej kwestii, to tego wzajemnego niezrozumienia.
A jeśli o mnie chodzi, to nigdy nie byłam z tych, co to piszczą na widok dzieci czy zaglądają do każdego spotkanego po drodze wózka, do dzieci mnie nie ciągnęło, żeby nie powiedzieć, że zwyczajnie ich nie lubiłam, nawet nie zastanawiałam się jakie motywy przyświecają kobietom, które dla posiadania potomstwa gotowe są ponieść najwyższą cenę. Co prawda gdzieś tam nieśmiało przebijała mi się myśl, że pewnie kiedyś, gdzieś, w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości... Wszystko jednak do czasu, bo życie te moje poglądy niesamowicie zweryfikowało.
Mniej więcej od szóstego miesiąca moja ciąża była zagrożona i nie wiem czy to nie tak właśnie miało być, do dziś bowiem pamiętam te długie tygodnie spędzone w szpitalu i ten strach, którego nie da się porównać do niczego innego. To właśnie tam, leżąc pod kolejnymi kroplówkami, zrozumiałam jak bardzo kocham to swoje nienarodzone maleństwo i jak bardzo się o nie boję, potem ta moja miłość już tylko coraz bardziej we mnie rosła. Czas po porodzie, choć tak trudny i wyczerpujący, do dziś wspominam jako jeden z najszczęśliwszych w życiu.
Tak naprawdę nigdy nie przerażała mnie świadomość odpowiedzialności za nowe życie, ale przerażała wizja, że tak bardzo zmieni się moje życie i tak wiele zapewne bezpowrotnie utracę. Tymczasem okazało się, że nie straciłam absolutnie NIC, za to moje życie zyskało na wartości, otrzymałam taki dar, że żaden spokój i żadna kariera nie byłyby w stanie mi tego zrekompensować. Bez żalu zrezygnowałam z paru rzeczy, które wcześniej wydawały mi się tak ważne, natomiast na pewno nie przestałam żyć. Zaczęte studia oczywiście ukończyłam, rozwijałam się, założyłam własną działalność, nie zaniedbałam towarzysko, wciąż chodziliśmy na imprezy, jeździliśmy na wczasy, czułam się kochana, pożądana i atrakcyjna - nasze dziecko w NICZYM nie było przeszkodą. Co więcej, jego istnienie jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło, a mnie podwójnie mobilizowało, kazało być lepiej zorganizowaną, wyrobić w sobie jeszcze większą samodyscyplinę.
A dziś? Dziś uważam, że pomimo trudu wychowania, pomimo tego, że nie zawsze jest kolorowo, to jednak tej miłości nie da się porównać do żadnej innej. Dziecko daje też swojej matce ogromną siłę, choćby dlatego, że kiedy cały świat Ci się wali, to wiesz, że dla niego musisz wziąć się w garść. Przede wszystkim jednak każdego dnia masz przy sobie swoje małe, a jakże wielkie szczęście, bo tak jak pisze Luc - tak właśnie wygląda bezwarunkowa miłość.
148 2012-10-30 21:29:30 Ostatnio edytowany przez dorota.f (2012-10-30 21:46:58)
Również uważam, że wymyślanie tysiąca powodów i koronnych argumentów za tym, że chce się mieć dziecko lub nie, to jakby tłumaczenie samemu sobie i otoczeniu podjętej decyzji. Po co?
Też uważam, że takie tłumaczenie jest bezsensowne. To jest kwestia każdej pary i tylko to jest ważne, jak oni sobie tę potrzebę tłumaczą.
W tym przypadku nie ma wartościowania pomiędzy lepszą, a gorszą decyzją. Nie ma więc sensu podawanie argumentów w tym przypadku nic nie da.
Najważniejsze, by każda para podjęła decyzję zgodnie i świadomie - bez względu na to, czy zdecyduje się na dzieci, czy też nie.
To jest kwestia potrzeby, emocji, uczuć - które ciężko ubiera się w słowa. Ma się potrzebę albo się jej nie ma. Czuje się tak lub inaczej. Takie a nie inne emocje towarzyszą myśleniu o dziecku.
Ja to rozumiem- w końcu mam kilka kotów. Po co? Ktoś by zapytał
Otóż wydaję na nie pieniądze, ale dają mi taką frajdę, radość, że moje problemy stają się mniejsze gdy je biorę na kolana
... " za resztę można zapłacić kartą MasterCard
"
"Bo chcę" to najczęstszy powód posiadania dzieci (obok: "bo wpadłam"). Nie wyśmiewam się z nikogo Olinka, tylko dziwię się, że to nam bezdzietnym wmawia się egoizm
Przyganiał kocioł garnkowi
O wlasnie!!
Bo chce jest dla mnie wlasnie egoistycznym podejsciem.
Nie ma znaczenia ze nie moge zapewnic dziecku odpowiednich warunkow, nie ma znaczenia to czy tamto ale "ja chce".
Ja tez wiele rzeczy chce ale chce nie musi zawsze oznaczac dostane.
Nawet jeżeli ocena osób świadomie bezdzietnych sprowadza się do ich egoizmu czy wygodnictwa, to co z tego. Jak tu już wiele razy zostało napisane, każdy ma prawo do przeżycia swojego życia wg własnego uznania. Jak ktoś nie chce dzieci to jego sprawa. Ja tego nie oceniam. Wprawdzie nie rozumiem ( bo nie da się zrozumieć do końca innego człowieka) ale nie oceniam. Każdy jest w jakimś zakresie egoistą.
O wlasnie!!
Bo chce jest dla mnie wlasnie egoistycznym podejsciem.
Nie ma znaczenia ze nie moge zapewnic dziecku odpowiednich warunkow, nie ma znaczenia to czy tamto ale "ja chce".
Ja tez wiele rzeczy chce ale chce nie musi zawsze oznaczac dostane.
Jeśli jednak do ,,ja chcę" dodać, że równocześnie do życia, a tym samym do macierzyństwa, podchodzę odpowiedzialnie, to przyznasz, że znacząco zmienia to postać rzeczy
.
Bo chce jest dla mnie wlasnie egoistycznym podejsciem.
Nie ma znaczenia ze nie moge zapewnic dziecku odpowiednich warunkow, nie ma znaczenia to czy tamto ale "ja chce".
Ja tez wiele rzeczy chce ale chce nie musi zawsze oznaczac dostane.
No właśnie... gdzie jest granica tego "chcenia" - mówię w kontekście in vitro i całego zamieszania z tym związanego. Dla mnie piłka jest krótka - chcesz, stać cię na to, to czemu nie. Ale czemu ci ludzie oczekują sponsorowania ich zachcianek? Czemu nie adoptują dziecka, skoro tak bardzo chcą je mieć? Czemu musi być MOJE, bo inne (cudze) są gorsze? Śmierdzą? O co im chodzi?
A po drugie, jeśli ktoś nie ma kasy na in vitro, to jak sobie wyobraża finansowanie dziecka w przyszłości? Przecież sami rodzice twierdzą, że utrzymanie dziecka kosztuje. To tak jakbym ja kupiła sobie Porshe (a właściwie dostała
) a nie miała na paliwo do niego.
nie każdej kobiety. ale nie obstawiam twardo przy tym że mi się kiedyś nie odmieni. mam dopiero 27 lat.
A ja mam 26 lat, 3 dzieci, 3 fakultety
i męża, którego kocham i on mnie też. Najmłodszy bobas ma 2,5 miesiąca. Jak się urodził miałam pewne syndromy depresji, przyznaję choć poród był w miarę dobry i bardzo szybko wróciłam do formy (nie do wagi
). Ale ja nie o tym... Z tym chceniem dzieci, to przyznam, że różnie bywa mój mąż jeszcze w narzeczeństwie wspominał, że marzy o dzieciach, wielu, że chce mieć w domu głośno, wesoło itd. W sumie ja to podłapałam, choć nie byłam aż tak napalona jak on. On wciąż mi mówi, że chce mieć 5 dzieci. Do mnie to nie przemawia. Ja wyraziłam zgodę na najwyżej trójkę. On już nie nalega, bo zwalam na niego tyle domowych obowiązków ile się da, on to znosi i widzę, że mu odpowiada rola sprzątacza, kucharza i niańki. Ze starszymi dziećmi lata po domu z koszem na śmieci i zbierają wszystkie śmieci. Ze wszystkiego robią zabawę, przez co atmosfera w domu jest super wesoła. Jednak takich dni nie ma za wiele, bo mój mąż duuużo podrózuje po Polsce i szara rzeczywistość należy do mnie
Najgorzej jak dzieci zaczynają smarkać i się to nakręca
buuuuu. Ileż to nocy nieprzespanych. Ech.... Ale wiecie co? Jakoś nie zamieniłabym swojego zycia na żadne, nawet najbardziej towarzyskie i rozrywkowe. Zaczynam się odnajdywać w roli mamy trójki dzieci. Po macierzyńskim wracam do pracy, więc i kontakt ze wspaniałymi (nie przesadzam, na prawdę mam świetnych ludzi w pracy) ludźmi. Praca przy projektach... Uwielbiam jak mnie podziwiają za kolejny znakomity pomysł. A skąd biorę pomysły? Z domu. Dzieciaki to tryskający wulkan pomysłów. Mój małżonek wykorzystał naszego sprytnego czterolatka do prezentacji montażu systemu mocowań swojej firmy i "skompromitował" przedstawicieli pokazując, że dzieci potrafią to montować
Film trafia też do klientów i budzi spore zainteresowanie
Rodzina z dziećmi ma potencjał, choć zdaję sobie sprawę, że nie każdy chce/ma predyspozycje do bycia nim. Jeszcze inni nie chcą odpowiedzialności. Lub mają milion innych (ważnych) powodów żeby nie mieć dzieci. Ja to szanuję, rozumiem i nie czuję się w niczym lepsza czy gorsza od nich. Każdy jest kowalem swojego losu i niech kieruje swoim życiem tak, by był szczęśliwy
Ja się uczę tego szczęścia każdego dnia. Choć są i te trudne chwile, to jednak jest więcej tych dobrych.
Jeszcze tylko jedna sprawa. Na studiach, zupełnie niedawno była dyskusja na temat już nawet nie pamiętam. Pamiętam za to laskę wytapetowaną, wcale nie szczupłą, ale w leginsach i uważającą się za bóstwo. Ogólnie dziwadło chodzące i pamiętam jak powiedziała, że babki które mają więcej niż jedno dziecko są puste, głupie i że to głównie patologiczne zjawisko, bo nowoczesna kobieta nie ma dzieci. Dotknęło mnie to do żywego (!) Powiedziała jeszcze dużo obrzydliwych rzeczy pod adresem wielodzietnych rodzin. Może bym i się tym nie przejęła, ale nosiłam już pod sercem maleńką istotkę, trzecią i jak nie ryknę, że jest głupią krową i że wygląda jak strach na wróble, pracuje w Holandii przycinając róże, ma 30 lat i nie widzi jakie ma wielkie dupsko itd... Aż się zdziwiłam, że prowadzący nie przerwał zajęć, bo nie zostawiłam na niej suchej nitki. Wstałam i powiedziałam, że mam dwoje, a wkrótce troje dzieci i nie życzę sobie takich komentarzy. Grupa trochę zaniemówiła, a po zajęciach wszyscy byli mi wdzięczni, że jej ukręciłam łeb, bo ogólnie babka była nie do zniesienia. Na kolejnym zjeździe ubrała się o niebo lepiej i zmieniła makijaż na lżejszy
Wtedy postanowiłam, że zawsze, jak bardzo by mi nie było ciężko nie zaniedbam się, bo to też był argument, że kobietki po porodzie dziadzieją i chodzą w piżamie cały dzień, do sklepu itd. Ja nie!
jadvinia każdy ma prawo wyrazić własne zdanie, ale z tego co piszesz, ta kobieta miała na celu obrażenie kogoś a to już nie jest fajne. I mnie by szlag trafił, gdyby ktoś głośno na zajęciach z pogardą stwierdził, ze osoby mające kota są ograniczone i głupie. Słowo daję.... z tapety zrobiłaby się zaslona dymna!!
Catwoman argument kota też był
Stwierdziła, że ma kota bo to czyste zwierzę w porównaniu z dziećmi. To też mocno skomentowałam
i nie żałuję do dziś. Ja też bardzo lubię zwierzęta i osoba mająca zwierzęta zamiast rodziny nie wydaje mi się jakąś patologią, ale ona przegięła. Podejrzewam, że miała mnóstwo kompleksów, które bardzo chciała zagłuszyć ![]()
Wracając do wątku to uważam, że nie wszyscy się do macierzyństwa/tacierzyństwa nadają i jak wszystko na tym świecie nie jest jest dla każdego. Ja się odnalazłam i może codziennie na nowo muszę się odnajdywać jako żona, matka, studentka (już nie, legitymacja wygasła z ostatnim dniem października
), pracownik (choć może językowo powinno być pracownica, ale to słowo budzi we mnie powiedzmy mieszane uczucia)
pozdrawiam ![]()
Musiała was nie lubić. Albo miała ogromną chęć wyładowania się. Mogła chociaż powiedzieć: Z góry uprzedzam, że moim celem nie jest obrazić kogokolwiek, a tylko wyrazić subiektywne zdanie.
Dla mnie jest totalnie wszystko akceptowalne jeśli ludzie się szanują nawzajem.
159 2013-07-31 11:41:17 Ostatnio edytowany przez Prinzessin_de (2013-07-31 11:45:43)
Ostatnio zastanawia mnie między innymi jedna sprawa - czy każda dziewczyna / kobieta musi mieć dziecko? Niezależnie od tego czy jest sama czy w związku, niezależnie od tego czy jej partner chce, niezależnie od tego czy to będzie jej dziecko, z in vitro czy z domu dziecka. Czy zawsze ten cały instynkt macierzyński działa? Czy każda kobieta o tym marzy / potrzebuje tego? Serio ... ?
Nie , nie kazda chce miec dzieci i nie widze w tym nic zlego.
Sa kobiety , ktore nie maja instynktu macierzynskiego i nie chce potomstwa a robienie czegos wbrew sobie czesto przynosi oplakane konsekwencje.
Ja nie uwazam tego za egoizm bo kobiety nie sa, wybaczcie za wyrazenie '' krowami rozplodowymi'' ktore musze miec dziecko.
Ja bedac mloda chcialam miec dziecko. Chce ale nie moge miec dzieci. Takie jest zycie.
Każda chce mieć dzieci, chyba że nie może mieć to potem mówi, że nie ma instynktu macierzyńskiego. Poza tym nawet jeśli wyjątkowo ona nie chce, ale facet chce to i tak zachce, dla niego. Lepiej mieć dziecko niż pozbyć się ukochanego...
Remi, bardzo dziwacznie prawisz, bo ja od kiedy pamietam, dzieci nie chcialam miec, a dzis 36-tka na karku i tez nie tesknie za bebi. Jak wpadlam, to bardzo szybko usunelam, z pelna swiadomoscia, ze po prostu nie chce miec potomka. Musze byc chyba jakims mutantem.
Remi, bardzo dziwacznie prawisz, bo ja od kiedy pamietam, dzieci nie chcialam miec, a dzis 36-tka na karku i tez nie tesknie za bebi. Jak wpadlam, to bardzo szybko usunelam, z pelna swiadomoscia, ze po prostu nie chce miec potomka. Musze byc chyba jakims mutantem.
Nie mnie to oceniać dlaczego zabiłaś własne dziecko...
Prywatnie, dla mnie, eradykacja kilkutygodniowego zalazka/ plodu, ma sie nijak do zabijania dzieci.
Moze Cie zszokuje, ale tak jak, ewidentnie, nie kazda kobieta chce miec dzieci, tak tez nie kazdy jest przeciwny aborcji.Nie zaczynajmy zreszta dyskusji aborcyjnej, bo to nie w temacie.
Zwał jak zwał, dziwacznie prawisz.
Niemniej dla jednej dziecko to błogosławieństwo, dla innej przekleństwo. Jesteś na świecie dzięki komuś, kto zdecydował się na dziecko, ty nie chcesz i tyle. Są inne priorytety.
...... nawet jeśli wyjątkowo ona nie chce, ale facet chce to i tak zachce, dla niego. ....ukochanego...
Nie Remi!,jesli kobieta wyjątkowo mocno i zawziecie nie chcę rodzic potomstwa,nie zamierza byc matką,( z roznych osobistych powodow)wtedy odpoczątku oznajmia sie swojemu partnerowi jak do tego podchodzi,(im szybciej tym lepiej) i jeśli facet z tym pogodzic sie nie moze ,to niech szuka innej kobiety,ktora mu potomka urodzi.Prawda musi byc
Oszukiwac drugiej osoby nie mozna, trzeba byc szczerym w tym temacie ,jesli sie nie dojdzie do porozumienia ,wtedy rozstanie jest najlepsze dla kazdego .Albo akceptujemy swoje dycyzje w kwesti posiadania dziecka, albo nie ,więc Pa!!
Mortisha, masz rację. To czego oczekuje się, powinno być powiedziane na samym początku, lecz co powiesz o układach - seks bez zobowiązań - ? Też powiedziane, a często wychodzi zupełnie inaczej...
Piszesz jakbyś była nagrodą i stawiała warunki - nie godzi się facet na to, że nie chcesz mieć dziecka - phii, to nie spada. A powiem Ci, że przeważnie bywa pół na pół.
......
Piszesz jakbyś była nagrodą i stawiała warunki - nie godzi się facet na to, że nie chcesz mieć dziecka - phii, to nie spada. A powiem Ci, że przeważnie bywa pół na pół.
No takie podejscie bez wzgledu na plec mozna dostrzec.Mezczyzna tez takie warunki moze postawic i czesto stawia.Nie tylko od kobiety zalezy ostateczna decyzja co z tym związkiem robic
Zarówno facet moze postawic tak sprawe swojej kobiecie "Nie chcesz miec ze mną dziecka, wiec "spadaj" ,nie bede tracic czasu na ciebie ,tylko innej poszukam, przyszlej matki mojego dziecka"
Tak więc i kobieta moze pierwsza przerwac związek z powodu niedogadania sie w temacie pootomstwa jak i mezczyzna rowniez .Jeden i drugi ma do tego prawo i swoje racje ,w tym osobiste przekonania
Ja uważam, że dziecko to błogosławieństwo w kraju w którym 30 procent par ma problem z tym, a in vitro to kosmiczne kwoty.
Mortisha - kwestia tego co się pragnie, zawsze może być powiedziana milej, przyjemniej, zawsze też uczucie wchodzi w grę, to są nie takie łatwe sprawy. Czy gdyby twój facet pragnął mieć dziecko z tobą - poszukasz innego?
......Czy gdyby twój facet pragnął mieć dziecko z tobą - poszukasz innego?
Z męzem juz ten temat zostal przedystkutowany ,doszlismy do porozumienia zanim jeszcze sie pobralismy, dlatego po ostatecznej dycyzji ,jakis czas pozniej z spokojnym i czystym sumieniem ,bez obaw moglam pojsc krok dalej, czyli wejsc w uczciwe małzenstwo
Wczesniejsi parnerzy nie zgadzali sie ze mną, a ja z nimi w tym temacie,czesto jako jedynym temacie,jaki nas dzielil, wiec albo oni, albo Ja,lub wspolnie podejmowalismy decyzje o rozstaniu
Każda chce mieć dzieci, chyba że nie może mieć to potem mówi, że nie ma instynktu macierzyńskiego.
Wez nie pier...ol...
Ja staram sie o dziecko 12 lat i na pewno nie powiem, ze nie mam instynktu.
Znam parenascie kobiet , ktore nie tylko nie chca ale ale i nienawidza dzieci...
Zwał jak zwał, dziwacznie prawisz.
Niemniej dla jednej dziecko to błogosławieństwo, dla innej przekleństwo. Jesteś na świecie dzięki komuś, kto zdecydował się na dziecko, ty nie chcesz i tyle. Są inne priorytety.
Wlasnie ... jedne chca inne nie,
Remi, gdyby moj maz pragnal miec dziecko ze mna to bym najpierw zobaczyla czy mu przejdzie, to z glupoty milosci a pozniej zlozyla papiery rozwodowe.
Jesli jedno z partnerow nie chce miec dzieci to para taka nie powinna planowac dzieci.
Moi byli chcieli miec dzieci, i odrzucalo mnie to od nich, od poczatku juz sie nie angazowalam i wiedzialam, ze to kwestia czasu kiedy zwiazek sie skonczy. Po prostu nie umiem traktowac powaznie faceta, ktory chce miec dzieci , albo jest bardzo religijny.
Moj maz uwielbia dzieci jak ja kociaki, ale moim zdaniem nie nadaje sie na ojca i jest za stary wiec wiadomo bylo, ze szasa ze bedzie plakal o dzieciaka jest mala. Zreszta jak mowilam na poczatku, ze nie chce dzieci to nie zbywal tego smiechem.
Remi, gdyby moj maz pragnal miec dziecko ze mna to bym najpierw zobaczyla czy mu przejdzie, to z glupoty milosci a pozniej zlozyla papiery rozwodowe.
Jesli jedno z partnerow nie chce miec dzieci to para taka nie powinna planowac dzieci.
Moi byli chcieli miec dzieci, i odrzucalo mnie to od nich, od poczatku juz sie nie angazowalam i wiedzialam, ze to kwestia czasu kiedy zwiazek sie skonczy. Po prostu nie umiem traktowac powaznie faceta, ktory chce miec dzieci , albo jest bardzo religijny.
Moj maz uwielbia dzieci jak ja kociaki, ale moim zdaniem nie nadaje sie na ojca i jest za stary wiec wiadomo bylo, ze szasa ze bedzie plakal o dzieciaka jest mala. Zreszta jak mowilam na poczatku, ze nie chce dzieci to nie zbywal tego smiechem.
Jeśli ktokolwiek z dwojga osób nie chce mieć dzieci, Ci ludzie nie powinni być parą. Bo zawsze ktoś będzie pokrzywdzony.
Piszesz, że nie umiesz traktować poważnie mężczyzn którzy chcą mieć dziecko albo chodzą do kościoła - dlaczego?
Masz męża, ale oceniasz go, jest za stary na dzieci, mała szansa że będzie płakał - to dość egoistyczne postępowanie, traktujesz go przedmiotowo myślę. Nie chciałbym usłyszeć, że jestem za stary na dzieci, tak samo jak powiedzieć - ona jest za stara na to... To okrutne tak nawet myśleć.
Po co mąż Ci?
Piszesz, że nie umiesz traktować poważnie mężczyzn którzy chcą mieć dziecko albo chodzą do kościoła - dlaczego?
Bo wie ze nic z tego nie bedzie?
Masz męża, ale oceniasz go, jest za stary na dzieci, mała szansa że będzie płakał - to dość egoistyczne postępowanie, traktujesz go przedmiotowo myślę.
Mysle ze zle myslisz.
Nie chciałbym usłyszeć, że jestem za stary na dzieci, tak samo jak powiedzieć - ona jest za stara na to... To okrutne tak nawet myśleć.
Okrutne ale prawdziwe.
Starosc dopada kazdego i nie ma sensu sie w wieku 45 lat krygowac ze jest sie 25latkiem.
Po co mąż Ci?
A to maz jest tylko wtedy potrzebny kiedy sie chce miec dzieci?
Inaczej to juz nie mozna?
Dlaczego okrutne?
Okrutne jest jak facet , ktory ma 50 lat planuje dzieci w przyszlosci. Okrutne wobec potecjalnych dzieci. Natura nie tak stworzyla nas. To logiczne, nawet jesli oschle i wydaje sie przedmiotowe.
A poza tym nie rozumiem co to ma wspolnego z egoistycznym postepowaniem? Od kiedy myslenie to postepowanie?
Jaguar odpowiedziala za mnie co do mezczyzn religijnych i chcacych dzieci. Nie traktowalam ich powaznie bo wiedzialam, ze nic z tego nie bedzie bo to roznice dla mnie osobiscie nie do przekroczenia.
Po co mi maz? Zeby sie ze mna przyjaznil i zeby pilnowal mojego domu i kotow i zeby uprawial ze mna seks.
Proste.
Remi napisał/a:Piszesz, że nie umiesz traktować poważnie mężczyzn którzy chcą mieć dziecko albo chodzą do kościoła - dlaczego?
Bo wie ze nic z tego nie bedzie?
Na jakiej podstawie wie się, że niczego nie będzie? Facet, który chce mieć dzieci i jest religijny - to zły facet?
Remi napisał/a:Masz męża, ale oceniasz go, jest za stary na dzieci, mała szansa że będzie płakał - to dość egoistyczne postępowanie, traktujesz go przedmiotowo myślę.
Mysle ze zle myslisz.
A jakieś argumenty, czemu źle myśle o czymś o czym kobiety marzą?
Remi napisał/a:Po co mąż Ci?
A to maz jest tylko wtedy potrzebny kiedy sie chce miec dzieci?
Inaczej to juz nie mozna?
Można, wszystko kwestią dopasowania, rozmowy i mówienia czego się pragnie...
Nina - napisałaś przedmiotowo, mąż po to, by dbał o twój dom, koty, byś miała seks - a gdzie uczucia?
Remi, nie wiem czy teraz zartujesz czy mowisz powaznie.
Naprawde nie rozumiesz, ze nie kazdy jest dla kazdego.
Dla niektorych roznica wieku 30 lat jest absolutnie nie do przekroczenia co nie znaczy, ze starsi faceci sa zlymi osobami. Dla innych otwarty zwiazek jest nie do zrobienia co nie znaczy, ze otwarte zwiazki lubia zli ludzie.
Dla mnie roznica religii i roznica w pogladzie na dziecko jest absolutnie nie do przekroczenia. Moge z kims takim pospedzac czas, ale nie planowac przyszlosc.
Remi, jak mozesz mi wytykac przedmiotowe pisane sprowadzajac w innym watku milosc i zrozumienie do penisa i cyckow w ustach?
Bo chyba czegos tu nie rozumiem.
Wiadomo, ze go kocham inaczej zatrudnilabym sluzaca bylaby rownie dobra , a moze lepsza w swej pracy i nie zjadala by tylu pieniedzy i nie marudzila. Seks moge miec w kazdej chwili, chetnych nie brak, a przyjaciol mam i takich co lepiej sie nadaja do rozmowy niz moj dziwaczny maz.
Na jakiej podstawie wie się, że niczego nie będzie? Facet, który chce mieć dzieci i jest religijny - to zły facet?
Na takiej ze maja inne oczekiwania od zycia i nie osiagna kompromisu.
Nie da sie czesciowo urodzic dziecka ani czesciowo byc w ciazy.
O religi nie chce dyskutowac bo tutaj jest latwiej o kompromis.
Facet ktory chce dzieci nie jest zly.
Tylko nieodpowiedni dla kobiety ktora ich nie chce.
To nie ocena, to stwierdzenie faktu.
A jakieś argumenty, czemu źle myśle o czymś o czym kobiety marzą?
Zle myslisz bo w ogole o tym myslisz.
Nie znasz sytuacji Niny nie tobie ani mnie sie wypowiadac.
Nie ma to nic wspolnego z marzeniami kobiet tylko z faktem ze zadne z nas nie jest kompetentne w ocenia jak ona meza traktuje.
Można, wszystko kwestią dopasowania, rozmowy i mówienia czego się pragnie...
No to po co sie pytasz na co jej maz?
Z twojego pytania mozna wywnioskowac ze skoro ona nie chce dzieci to na co jej maz?
I swoja droga...nie nasz interes na co jej maz potrzebny.
Moze do pielenia ogrodka.
Ale to nie nasza sprawa.
Ważne, by dwoje ludzi ustaliło wcześniej jakie mają priorytety; sprawy, o których pisze Nina dla niej akurat są nie do przeskoczenia, podobnie jak ja nie związałabym się z kimś, kto
-chce mieć dzieci,
- nie ma w jego sercu miejsca na życie duchowe.
Nie chodzi przecież o to w życiu, by dopasowywać się do znormalizowanej większości, czyż nie? ![]()
Gdy są różnice religijne i ogromna różnica wieku, to rozumiem, że dziecko to kwestia umowy. Natomiast nie rozumiem tekstów - facet ma 50 lat, więc to okrutne wobec potencjalnych dzieci, że w ogóle może o tym pomyśleć i planować. Tak samo okrutne jak to, że kobieta koło 40stki jest zbyt stara na to, by mieć dzieci, więc trzeba takowe omijać łukiem szerokim, bo nie są w pełni kobietami już.
Dla mnie żartem są teksty - nie umiem poważnie traktować faceta, jeśli chce mieć dziecko albo jest religijny. To typowe podejście przedmiotowe.
Remi, moze ja wytlumacze. Bylam w zwiazku z mezczyzna religijnym, chcacym miec dzieci, wyznajacym tzw, "tradycyjne wartosci." Na poczatku nie wyrywal sie z tym, bo ja raczej widze wszystko w inny sposob.
W kazdym razie usilnie dazyl do malzenstwa, zgodzil by sie pewnie z dnia na dzien. Mimo religijnosci nie mial obiekcji zeby wspolzyc - chcial mnie zlapac "na dziecko". ze wspolzycia sie potem spowiadal (!!!)
Tj, byl tylko jeden raz.
Ale najwazniejsze bylo to, ze on nie chcial mnie. Chcial zony, matki, gospodyni. Niewazne bylo dla niego co ja czuje, czego bym chciala. Polapalam sie w tym, najpierw obserwujac jego rodzine. Dominujacy ojciec, matka - sluzaca meza i syna.
Pierwszy raz, gdy bylam u niego, zrobil mi herbate - podkreslal, ze osobiscie, jakby to bylo cos niezwyklego. Potem okazalo sie, ze herbate zawsze robi matka...
Moje poglady, plany zyciowe traktowal jak fanaberie, ktore mi po slubie przejda.
Nie chce sie rozpisywac, nieprzyjemnie mi wszystko to wywlekac. Najwazniejsze, ze znajomosc szybko zerwalam.
Nie moze byc tak, ze najpierw sa nakazy religijne, dopiero potem lojalnosc wobec partnera.
Nie każda kobieta musi zostać matka. Jeżeli tego nie chce, jeżeli dogada się z partnerem to nie musi.
Ja osobiście jeszcze nie chce, nie czuje się na tyle dorosła i odpowiedzialna żeby ponosić opiekę nad dzieckiem.
Może kiedyś się ten instynkt macierzyński ujawni, ale nie teraz. +/- - 10 lat.
Nie spieszy mi się ![]()
Gdy są różnice religijne i ogromna różnica wieku, to rozumiem, że dziecko to kwestia umowy. Natomiast nie rozumiem tekstów - facet ma 50 lat, więc to okrutne wobec potencjalnych dzieci, że w ogóle może o tym pomyśleć i planować. Tak samo okrutne jak to, że kobieta koło 40stki jest zbyt stara na to, by mieć dzieci, więc trzeba takowe omijać łukiem szerokim, bo nie są w pełni kobietami już.
Dla mnie żartem są teksty - nie umiem poważnie traktować faceta, jeśli chce mieć dziecko albo jest religijny. To typowe podejście przedmiotowe.
A moze jej facet tak lubi?
Skad wiesz ze ma cos przeciwko?
Sa ludzie ktorym odpowiada lekkie poniewieranie i tylko wtedy czuja sie szczesliwi. ![]()
185 2013-08-03 19:03:51 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-08-03 19:10:54)
A Ty umiesz traktowac powaznie 17 latke z dyskoteki, w miniowce, kozaczkach i osoboscia Joli Rutowicz?
Czy zwiazalbys sie z aktorka z taniego porno?
I traktowalbys zwiazek ten powaznie?
Czy od razu bys wiedzial, ze to moze byc moze mile spedzenie czasu ale zadna powazna relacja?
Jestem bardzo bardzo negatywnie nastawiona do religii i mialabym wiazac sie z kims kogo poglady beda bardzo rozne od moich i znosic to, ze nigdy nie zrozumie sposobu w jaki mysle?
Swoja droga to, ze Ty uwazasz, za niegrzeczne mowienie , ze lubie w wieku lat 50 sa za starzy na planowanie dzieci w przyszlosci to Twoj problem wynikajacy z myslenia ciasnego i nielogicznego na ten temat.
"więc trzeba takowe omijać łukiem szerokim, bo nie są w pełni kobietami już." a co to ma byc?
Ja nie okreslam wartosci ludzi poprzez ich plodnosc, wiec zdanie, ze 50 latek jest za stary by planowac w przyszlosci potomstwo nie jest obrazliwe,
Zartem jest robic sobie dzieci i to ponurym w wieku, ktory wedle biologii nie jest do tego przeznaczony.
Jak on mialby 50 lat i planowal dzieci za kilka lat to moim zdaniem bylby niedojrzalym i nielogicznym czlowiekiem, a tego zniesc bym nie mogla.
Moj maz lubi prawde Remi, nie znosi owijania w bawelne , mydlenia oczu, slodkich slowek i obetnic bez pokrycia, nie lubi jak ktos kreci i miesza i ozdabia prawde. Znam go, spedzam z nim czas i slepa nie jestem. Nie nadaje sie na ojca i jest na to juz za stary jezeli kiedykolwiek sie nadawal, a jesli mysl o dziecku przeszla by mu na mysl to bylby to kaprys niemadry i on dobrze sam o tym wie jako, ze posiada niemaly intelekt.
Swoja droga to fantazjowal cos o dzieciach czasami, ale wieksza potrzebe to on odczuwa posiadania lamborgini tak naprawde ![]()
Femte - taka sytuacja to na siłę zmienianie kogoś, dopasowywanie względem siebie, więc nie dziwne, że uciekłaś. Przestraszyłaś się losu takowego jak ma jego matka. Nie kochałaś, a on pewnikiem szukał mamy następczyni...
Jaguar - poniewieranie, że ktoś to lubi? Znam, to się nazywa być czyimś niewolnikiem i być na każde polecenie. Bardzo popularna jest w środowiskach BDSM tzw. tresura. To chyba o tym piszesz?
Nina - troszkę się rozmijamy. Otóż ja nie mógłbym być w związku z 17latką z dyskoteki. Dla mnie związek to coś więcej, to dwoje dorosłych ludzi, a dla ciebie to układ jakiś. Tak samo jak nie związałbym się z kimś kto ma diametralnie inną religię czy byłaby ogromna różnica wiekowa. Wtedy nie mam problemu, że to jakiś układ, w którym ktoś się ośmiesza, bo przebąkuje o dziecku... Domyślam się co masz na myśli, ale ubierasz to w takie słowa, że czyta się jak atak na mężczyzn. Ciekawe kiedy powiesz, że twój jest za stary by mieć udany seks z tobą, albo zrobić herbatę i nie rozlać, bo mu się ręka zatrzęsie...
Notabene ciekawe co myślisz o polskich aktorach typu Krzysztof Kowalewski, jego młodej żonce i dzieciach oraz wielu innych w takowych związkach, czy układach?
187 2013-08-04 17:47:28 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-08-04 17:49:36)
Po pierwsze nie oceniam ludzi w sposob w jaki Ty sobie wyobrazasz , ze oceniam.
Nie przez wiek, nie przez plec, nie przez zwiazek.
Mam kolezanki co kilkoro dzieci maja, co nie znaczy, ze uwazam to za cudowny pomysl. Ale nie oceniam ich zle z tego powodu.
Ja sie nie zastanawiam nad tym po prostu.
Pytanie co z tego jesli powiem, ze moj maz jest za stary zeby zrobic herbate bo mu sie rece trzesa?
Jesli bedzie mial 80 lat, i reka bedzie mu sie trzesla i jesli to powiem to czym to jest jak nie stwierdzeniem faktu?
Obrazą wielką?
Nie rozumiem co Ty w tym widzisz takiego strasznego.
Jesli bedzie tak stary, ze nie bedzie w stanie miec erekcji, albo nie bedzie mial ochoty na seks to owszem bedzie za stary na seks ze mna.
I nie rozumiem czego Ty oczekujesz? Mam udawac , ze on ma 20 lat kiedy ma ponad 50?
Odnosze wrazenie, ze Ciebie to jakos osobiscie dotyka dlatego tak Cie to drazni. Ja w swoich slowach nie widze zadnego ataku na mezczyzn. Nie widzi go moj ojciec, bo go o to zapytalam i moj maz tez nie.
Remi, ja mysle, ze religia ma w tym swoj udzial. Kosciol wyraznie nakazuje, zeby mezczyzna byl strona decydujaca w zwiazku. Dla niepoznaki okreslaja to jako "glowa rodziny", "kapitan na statku" itp. Tez nakazuja, zeby rodzine "prowadzil do zbawienia". I podkreslaja odpowiedzialnosc za rodzine - za zone tez.
Steven Weinberg napisal, ze bez religii dobrzy ludzie robia dobre rzeczy, a zli zle. Trzeba religii, zeby dobrzy ludzie robili zle rzeczy. To jest jeden z przykladow. Maz, w dobrej wierze "sprowadza zone na wlasciwa droge". Moze sa kobiety, ktorym to odpowiada, ale nie mysle, zeby bylo ich duzo. Te zony mocno wierzacych mezow, ktore znam wygladaja na nieszczesliwe, stlamszone.
Myślę, że poglądy Niny są zbyt wyzwolone żeby były do przełknięcia dla Remi
W jej towarzystwie trudno być samcem alfa bo sama jest bardziej alfa od niejednego faceta
to przerażające!
---
Szkoda tylko, że najczęściej dzieci nie chcą mieć kobiety piękne, wykształcone i inteligentne
jednak jest to strata dla społeczeństwa.
Myślę, że poglądy Niny są zbyt wyzwolone żeby były do przełknięcia dla Remi
W jej towarzystwie trudno być samcem alfa bo sama jest bardziej alfa od niejednego faceta
to przerażające!
.........
No Nina jest dosyc męska i waleczna o swoje prawa do wypowiedzenia ,nie da sie zakrzyczec plci meskiej ![]()
Remi napisał/a:...... nawet jeśli wyjątkowo ona nie chce, ale facet chce to i tak zachce, dla niego. ....ukochanego...
Nie Remi!,jesli kobieta wyjątkowo mocno i zawziecie nie chcę rodzic potomstwa,nie zamierza byc matką,( z roznych osobistych powodow)wtedy odpoczątku oznajmia sie swojemu partnerowi jak do tego podchodzi,(im szybciej tym lepiej) i jeśli facet z tym pogodzic sie nie moze ,to niech szuka innej kobiety,ktora mu potomka urodzi.Prawda musi byc
Oszukiwac drugiej osoby nie mozna, trzeba byc szczerym w tym temacie ,jesli sie nie dojdzie do porozumienia ,wtedy rozstanie jest najlepsze dla kazdego .Albo akceptujemy swoje dycyzje w kwesti posiadania dziecka, albo nie ,więc Pa!!
Gdy poznalo sie kogos z Kim zaczyna budowac sie zwiazek trzeba budowac go na zaufaniu.
Musze ci przyznac racje ,ze trzeba rozmawiac o takich kwestiach jak chec posiadania potomstwa czy checi niecheci Do slubu. Oczywiscie nie Po 2tyg znajomosci...
Wiele par rozstaje sie wlasnie z takich niedopowiedzen szczegolnie w sytuacji gdy Partner nie jest gotowy Do kompromisu.
Nie moze byc tak, ze najpierw sa nakazy religijne, dopiero potem lojalnosc wobec partnera.
Z taka postawa nie da sie zbudowac zwiazku. Dobrze ,ze ucieklas...
Ja z kolei mam 31 lat i dwójkę dzieci od kiedy pamiętam chciałam mieć dwójkę i udało się mam parkę cudownych moich :-** są sensem mego życia moją miłością i motorem...o starszego syna starałam się 2 lata i pragnienie bycia mama miałam ogromne,z moim byłym mężem byłam wówczas 3 lata on nie chciał,więc go nie zmuszałam bo to bez sensu , to musi być decyzja obojga...ale wiem że są kobiety które instynktu macierzyńskiego nie mają w ogóle i raczej nie powinny mieć dzieci..
Myślę, że poglądy Niny są zbyt wyzwolone żeby były do przełknięcia dla Remi
W jej towarzystwie trudno być samcem alfa bo sama jest bardziej alfa od niejednego faceta
to przerażające!
---
Szkoda tylko, że najczęściej dzieci nie chcą mieć kobiety piękne, wykształcone i inteligentnejednak jest to strata dla społeczeństwa.
Bo te "piekne wyksztalcone i inteligentne" widza ze zycie daje jeszcze inne mozliwosci i szczescie da sie osiagnac nie tylko dzieki malemu rozowemu stworkowi ![]()
....Zartem jest robic sobie dzieci i to ponurym w wieku, ktory wedle biologii nie jest do tego przeznaczony.....
Coś bez sensu to zdanie.
Od kiedy biologia zajmuje się przeznaczeniem ponurego wieku?