Wczoraj wieczorem dostalam od trenerki materialy z teorii. Mialam o nie poprosic, ale nie zdazylam, przyslala je sama ...
Dotyczyly one skakania na ludzi, aportowania, sposobow zabawy i korygowania niewlasciwych zachowan.
Zostalam tez powiadomiona o egzaminie, ktory odbedzie sie juz za 2 tygodnie ... tak szybko ?... kompletne zaskoczenie ... 
A tak naprawde, to nawet nie wiedzialam, ze bedzie jakis egzamin ... hahaha
no i mialo byc 10 lekcji, tak przynajmniej bylo
podane na stronie tej szkoly - 8 lekcji + 2 teorii - ale trenerka sobie uproscila i dolozyla teorie do kazdej lekcji, wydluzajac czas
jej trwania ... dla mnie to nawet dobrze, bo mniej uciazliwego jezdzenia, no i moglam wpasowac sie w godzine odjadu autobusu ...
Na pierwszej lekcji nie bylam, przez trudnosci transportowe, pozniej na trzech bylam i teraz na dwoch ostanich nie i jeszcze
przede mna dwie lekcje, w tym egzamin ...
Zaproponowala mi, ze moge te dwie ostatnie lekcje odbyc poza planem, w dowolnym terminie, jesli oczywiscie, chce ...
no, pewnie, ze chce ... jesli tak mozna, to czemu nie ?...
Co do egzaminu, to nie ma zadnych szans, zebysmy go zdaly ... chyba, ze nie bedzie rygorystyczny ...
Przede wszystkim, watpie, zebym zdazyla nauczyc Pyske komendy "lezec", poniewaz teraz ma problemy z jedzeniem, wiec nie mam
jej czym zachecic, a ulozyc sie odpowiednio, nie pozwala ...
Z aportowaniem tez totalna klapa, bo Pyska aportuje tylko w domu i wylacznie pluszowe zabawki, ktorymi po przyniesieniu
ja wytarmosze ...
a na zewnatrz nie ma nawet mowy, zeby aportowala, bo sa tam rzeczy o wiele ciekawsze, od glupiego
biegania za pileczka, ktorej nie lubi ... hahaha 
Za to ma dobrze opanowana komende "wez" i "pusc", ale tego nauczylam ja, gdy byla jeszcze mala ...
Duzo chyba bedzie zalezalo od umiejetnosci tych pozostalych pieskow. Jesli one beda wszystko umialy, to my wypadniemy na ich
tle kiepsko, ale jesli one tez beda mialy problemy, to moze nam sie udac ...
Tak naprawde, to ten egzamin mi zwisa, bo juz widze, ze nigdzie dalej trenowac nie pojdziemy. Same treningi, a jeszcze bardziej
ich warunki i dojazdy, sa dla Pyski zbyt stresujace, by mogla sie uczyc ...
W sumie na lekcjach nie nauczyla sie wlasciwie niczego nowego, czego by wczesniej nie umiala ... a rady odnosnie skakania
na ludzi sa dla mnie bezuzyteczne, bo odnosza sie wylacznie do skakania na wlasciciela psa i osoby znajome ...
Pyska na mnie nie skacze, na moich gosci i osoby znajome, ktore sa blisko nas tez nie, bo jej na to nie pozwole ... 
Problem robi sie dopiero z osobami obcymi i dziecmi, napotkanymi przypadkowo w lasku, gdy biega luzem, bo wtedy na jej zachowanie
nie mam wplywu, gdyz jestem za daleko ...
Okazuje sie, ze powinnam poinformowac te osoby, jak maja sie zachowywac ... hahaha
ale to jest totalna bzdura, bo nikt obcy
nie bedzie ze mna wspolpracowal, tylko nie zyczy sobie, by pies na niego skakal i juz ... i ma racje ...
Nasz kumpel, bokser Igor, ma juz 3 lata (byl jeszcze kumplem Kuby), jest po dwoch kursach w stowarzyszeniu dla tej rasy
i zdal stosowne egzaminy ... i nadal goni rowerzystow, skacze na ludzi, zwlaszcza na dzieci, a jest 2 razy wiekszy od Pyski ...
a nawet skacze na swoja pania ... tylko na pana nie smie ...
Troche zaluje, ze nie moglam wybrac sie na kurs do tego trenera, u ktorego Pyska byla na treningu wewnetrznym ...
Wprawdzie moglabym dojezdzac tym samym autobusem, tylko do konca, a wiec duzo dluzej, ale nie wiem, jak daleko musialabym
dojsc od przystanku, no i godziny zajec nie pasowaly mi do godzin przyjazdu i odjazdu autobusu ...
Metody tego trenera bardziej mnie przekonywaly, no i o ich skutecznosci moglam przekonac sie sama ...
