"Ale co zrobić z fantem, gdy się go kocha? "
Pytasz co zrobic? Kochać i Zyć INGA,pelnią zycia,najlepiej jak się da!
Kochac nam nikt nie zabroni...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czego się spodziewać po romansie z żonatym?
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
"Ale co zrobić z fantem, gdy się go kocha? "
Pytasz co zrobic? Kochać i Zyć INGA,pelnią zycia,najlepiej jak się da!
Kochac nam nikt nie zabroni...
Podobne tematy
Dziękuję Kasandro za to co napisałaś.Takie słowa były mi potrzebne. Też przekonuję siebie ,że czasami trzeba po prostu dać unieść się nurtowi i płynąć, skoro inaczej się nie da. Wyjeżdżam na kilkanaście dni i może uda mi się złapać jakiś dystans.Pozdrawiam wszystkich serdecznie...
To jest skopiowany tekst z innego postu, mam nadzieję, że autorka mi wybaczy. Przytaczam go, bo uważam, że jest świetny.
" Kochanka to nikt. Ktoś taki nie istnieje. O niej mężczyzna nie mówi nikomu bliskiemu. Kochanka jest nieważna. Nieważna w święta, niedziele, wakacje. Nieważne, że choruje i martwi się. Nieważne są jej sprawy przyziemne, zepsuta pralka, zepsuty samochód, brak pieniędzy, chore dziecko, chory pies. Kochanka ma czekać (!!!) na telefon od pana znudzonegożonkosia, Broń Boże sama nie ma dzwonić (bo żona albo dziecko obok stoi i może coś usłyszeć). Ma czekać na jakiś cudowny/szybki (?) seks i na ochłapy uczuć, albo na słowa, które chce usłyszeć (pan znudzonyzonkoś poszasta słowami - przecież to nic nie kosztuje, a seks potem lepszy, i tańszy niż w agencji ...). Kochanka ma być, bo panu znudzonemużonkosiowi rodzina/żona się cokolwiek znudziła, ale on rodziny nie opuści, bo po co mu zaczynać wszystko od nowa ? Nowy dom ? Nowe dziecko? Nowe zycie ? Nowe kredyty? Nie, on to wszystko ma , jest za wygodny zeby zaczynać od zera .Zresztą dzieci rosną, a z kim , jak nie z zoną , można by cieszyć się sukcesami dzieci, wnukami, itp .? On ma pozycje. Co powiedzą znajomi, przyjaciele, gdyby chciał zacząć nowe życie? Powiedzą "stary, zwariowałeś, masz potrzebę to idź, pociumciaj i wracaj do domu". Nikt nie pochwaliłby jego nowych planów, więc on zostanie przy tym co ma. Dzieci mu przecież nie wybaczą - będzie już dla nich tylko maszynką do wyciągania pieniędzy, o ile w ogóle będą chciały się z nim kontaktować. A rodzice? Na pewno starsi. Lubią synową. O nie, ich nie będzie denerwował. To niech już lepie zostanie tak jak jest. Żona to żona - ostoja spokoju, bezpieczeństwa i pewności . Znudzonyżonkoś wie co ma . Kochanka - to niewiadoma, więc nie warto ryzykować. Ale seks chociaż tani i bardziej ekscytujący niż z żoną ( bo po kilkunastu latach mniej namiętności). Wystarczy parę słów, czułych spojrzeń, obiecanki cacanki i trele morele. Można się pochwalić kumplowi (nie wymieniając kochanki z imienia i nazwiska, absolutnie nie), że się przerżnie coś od czasu na boku (tak właśnie faceci rozmawiają!) i owo zadowolone stworzenie kwiczy z rozkoszy . Trzeba tylko nie dac po sobie nic poznać w domu, trzeba pilnować telefonu, dobrze zabezpieczać laptop (hasła!!!), trzeba żonę zabrać na dobre wakacje, kupić coś ładnego , powiedzieć, że super gotuje.
Kochanka - chwilowa odskocznia od prozy zycia.
Kochanka - nikt i nic znaczącego.
Kochanka - osoba dorabiająca filozofię (miłość) do zwykłego seksu, z facetem mającym ją za NIC.
I od razu zaznaczam, nie jestem niczyją, zdradzoną żoną, nie jestem moherowym beretem (bo i takie zarzuty padają tu na forum pod adresem tych co bronią moralności), nigdy nie byłam kochanką.
"Czego się spodziewać po romansie z żonatym"? Dokładnie tego na co się zasłużyło przez swoją głupotę.
Już mi ręce opadają jak czytam te wynurzenia - i młodych 20latek, które się wplątują w jakieś durne historie, i tych takich dojrzałych, mądrzutkich i rezolutnych 40latek, które tyle wiedzą o życiu - a srają we własne gniazdo.
A tak. Właśnie srają. Z nudów, z braku inwencji, masz tyle na ile sobie pozwolisz - jak pozwalasz żeby mąż Cię olewał - to będzie Cię olewał, jak pozwalasz na życie w domu dwojga obcych współokatorów których kiedyś połączyło jajeczko z plemnikiem - to będziesz miała współokatora, którego będziesz obsługiwać, a który będzie na Ciebie patrzył z odrazą i żalem za spieprzone życie. Czyste lenistwo i prostota w obsłudze.
Zamiast brać życie we własne ręce - jest tak krotkie, ulotne, mamy tak mało czasu żeby zrobić coś pożytecznego, zostawić ślad, to zajmujecie się drogie kochanki marnowaniem powietrza. A dziura ozonowa rośnie.
Żal mi kobiet którym do poczucia własnej wartości potrzebny jest penis. Jezusie jakie to płytkie, płaskie i puste. Kawałek obcego mięśnia z naczyniami krwionośnymi jest w stanie kierować Waszym życiem i wyborami. Ameba ma więcej instynktu samozachowawczego. Jak penis w lewo - dojrzała kobieta jest szczęśliwa, jak penis w prawo - szczęście znika, pojawiają się wątpliwości, czarne myśli, filozofowanie o znajomości skomplikowanego cudu jakim jest życie i niosące prądy.
Penis wyśle impuls do mózgu narośli - chcę ciupciać - narośl zadzwoni - dojrzała kobieta jest spełniona i dowartościowana. Penis chce zrobić grunt pod ciupcianie - sypie frazesami z Harlequina w słuchawkę albo w klawiaturę - dojrzała kobieta bije się piętami ze szczęścia po dupie. Jakież to skomplikowane. Głębokie. Normalnie czyste cierpienia literackie dwudziestolecia międzywojennego. Syf malaria i łatwizna.
I Wy dojrzałe kobiety śmiecie pouczać tak idealistyczne, młode dusze jakimi są 20latki na kobiecy forum?! Jak mi moje jajniki miłe - to powinno być karalne. Kobieta za którą myśli penis - poucza młodziutką dziewczynę na temat życia i niosących prądów. Litości.
no to jest konkretnie napisane i dobre przytoczenie
No właśnie. Jednym słowem Wasza godność jest ważniejsza niż to, by jakiś facet był blisko - tym bardziej, że ten facet ma rodzinę i ani myśli od niej odejść. Wy musicie sobie zdać sprawę, że macie jakiś problem ze sobą i dlatego jesteście kochankami - np niska samoocena , rozwiązać go ( nawet z psychologiem, jeśli nie da się inaczej) i pamiętać, że taki układ jest nic nie warty i nie warto się tak upodlać dla kilku chwil ułudy.
No właśnie. Jednym słowem Wasza godność jest ważniejsza niż to, by jakiś facet był blisko - tym bardziej, że ten facet ma rodzinę i ani myśli od niej odejść. Wy musicie sobie zdać sprawę, że macie jakiś problem ze sobą i dlatego jesteście kochankami - np niska samoocena , rozwiązać go ( nawet z psychologiem, jeśli nie da się inaczej) i pamiętać, że taki układ jest nic nie warty i nie warto się tak upodlać dla kilku chwil ułudy.
no widzisz i ona tez to rozumie
Dziś powiedział o nas żonie, nie chciał za bardzo o szczegółach rozmawiać ze mną. Prosił żebym się nie obwiniała, bo to wszystko wyszło od niego, wie że nie chciałam niszczyć mu rodziny. Powiedział jej że od dawna nie widzi sensu bycia razem, kłócą się coraz bardziej, a moje pojawienie się pomogło mu podjąć decyzję. Nie wiem co teraz będzie.
Kochanek to także nikt. Ktoś taki nie istnieje. O nim kobieta nie mówi nikomu bliskiemu.Jest nieważny. Nieważny w święta, niedziele, wakacje. Nieważne, że choruje i martwi się. Nieważne są jego sprawy przyziemne.Kochanek też ma czekać. Na rozmowę, bo żonie się już nie chce z nim o niczym rozmawiać oprócz tego, co trzeba zrobić, a czego nie.Na seks, bo żona sporadycznie i tylko po bożemu. Kochanek ma być, bo ona nie zdecyduje się na rozwód i zmianę życia, kto wie czy nie gorszego od tego, które wiedzie. Jej planów też nikt by nie pochwalił, byłaby tą, która rozwaliła małżeństwo. Nie szkodzi ,że kochanek nie pozwalał jej odejść, że to on zabiegał. Winna i tak będzie ona. Więc nikt nie pochwaliłby jej nowych planów i ona zostanie przy tym co ma. Przecież wybrała dawno temu swego męża. Nieważne, ze on woli kumpli, że nie ma go w domu, ze ma oddzielne konto i z nią nie sypia. Nie szkodzi, że wprost mówi ,ze po kilkunastu latach małżeństwa to nawet patrząc się na nią nie ma za bardzo ochoty. Ona ma przy nim trwać i już. Prać mu skarpety i gacie. Podawać obiad i sprzątać po nim. Prać koszule i czekać na jego powrót, gdy leci sobie do ciepłych krajów z kumplami. Ona ma k....wa trwać!!! Może mieć kochanka. Proszę bardzo. Kto jej zabroni? Może sobie marzyć o innym życiu, a i tak inne kobiety obrzucą ją wyzwiskami i powiedzą ,że dobrze jej tak, widocznie sobie na to zasłużyła, widocznie się nie starała. Przecież z siebie trzeba coś dać. A ona nie dała widocznie nic.
Kochanka-słowo, pod którym kryje się człowiek-kobieta.
Więcej tolerancji życzę...
A jeśli o mnie. Hmm...trudno mi raczej zgodzić się ze stwierdzeniem, że rządzi mną penis, skoro widujemy się co pól roku albo i rzadziej. Gdyby tak było, znalazłabym kogoś bliżej.Chętnych facetów nie brakuje w końcu.
Część z Was- antykochanek, zupełnie nie wie o czym pisze. Gratuluję takiej stanowczości w poglądach.
Witaj Igna 12!
Trafiłam przypadkowo na to forum i Twój post, wróciłam do poczatków rozmowy i bardzo podobają mi sie Twoje wypowiedzi. Są poważne, wyważone i przemyślane.Widać ,że jesteś osoba wrażliwą i szybko nie oceniającą jak wiekszośc forumowiczów.A powiedzenie"nigdy nie mów nigdy" jest tak bardzo prawdziwe,że nawet niektórzy nie dają wiary jak może zaistniec w zyciu każdego człowieka. Ta historia , którą opisałaś tutaj nam wszystkim jest skomplikowana, ale któż ma łatwe zycie.Jest to możiwe tylkow bajkach ze szczesliwym zakończeniem.Jestem osobą 50 letnią z doswiadczeniem.Mam dorosłe dziecko, które ma juz swoja szczesliwa rodzinę.Przez baaaaaardzo długi czas (okolo 17 lat) byłam sama,tzn. nie byłam w żadnym związku.Z róznych powodów tak sie stało.Zawsze w zyciu kierowałam sie ideałami, zasadami, romantyzmem.dbałam również o spokój i własciwy rozwój mojego dziecka.Na mojej drodze również nie stanął nikt interesujący.Sześć lat temu poznałam mężczyznę zonatego z dorosłymi juz dziećmi , z którym zaprzyjaxniłam sie.Od samego poczatku było jasne ,że narazie nie planujemy wspólnego zamieszkania.Jest to człowiek opiekunczy, wrażliwy,szczery,mamy wspólne zainteresowania, nadajemy na tych samych falach.Mimo upływu lat(widujemy sie tak jak TY ze swoim partnerem) dwa, trzy razy w roku , no i więcej w wakacje,nasza znajomośc jest zawsze świeża, pełna wrażeń i zainteresowania soba.Kontaktujemy sie w rózny sposób codziennie.Potrzebujemy oboje codziennej relacji z całego dnia.Dużo rozmawiamy.Nie chcę sie rozpisywać na swój temat, bo intencją moją jest napisać Ci,żebyś zadbała własnie o siebie.Jest Ci dobrze i jemu też-jest OK.Nie rób nieczego na siłe.Gdzie jest powiedziane,ze musicie mieszkać razem.Przyjaźn i miłośc to są uczucia dla których warto zaryzykować nawet chwilę.Bo co tak naprawdę tracisz????Nic.Masz dziecko-masz więc oparcie.Masz narazie przyjaciela, no wieć nie jesteś sama.Cieszcie sie każdą chwilą, bo życie jest zaskakujące.Takie relacje są cenniejsze czasmi jak bycie na codzień ze soba(oczywiście kazda z nas o tym marzy), ale nie kazdemu jest to dane.Myśle ,ze masz sporo racji w stwierdzeniu ze o sam sex tu nie chodzi, bo kazda z nas gdyby chciała to mogłaby mieć kogos bliżej, a i nasi mężczyźni rówinież.Faceci też potrzebują wbrew obiegowym opiniom ciepła, akceptacji, miłości , a nie samego sexu, choć i on jest niezmiernie ważny i cudowny dla obojgu.Dopóki nikomu nie dzieje sie krzywda moze to trwać.Należy wyrobić w sobie pewien dystans do związku:przestać byc zazdrosną,czerpać ze wspólnych chwil to co najpiekniejsze, nie myslec godziami co jak i dlaczego,trochę zaufania do drugiej strony, nie wszyscy urodzili sie kłamcami, a z drugiej strony czy kazdy z nas nie ma czegos na sumieniu?????Po co oczekiwać od partnera natychmiastowej decyzji o rozwodzie,przecież to niczemu nie posłuży, zrani kogoś,wywróci wszystko do gory nogami...i po co??? Często słysze od moich znajimych ze przed slubem było inaczej , a poslubie jest gorzej.A dlaczego???Bo nikt juz sie nie stara, bo juz mamy na paierze kogos na własnośc i czesto związki sie rozpadaja,badz ludzie szukaja tego czego nie maja w zasiegu ręki-bliskosci i przyjaxni.Więc ja radzic Ci nie będe, ale nie warto zakochiwac sie,trzeba kochać ale z odrobinką dystansu.W życiu trzeba zrobic cos dla siebie, by czuc sie szczesliwym, by kazdy dzień był słoneczny i radosny.Przychodza naturalnie chwile zastanowienia i refleksji i spokojnie trzeba nad wszystkim zapanować.Żyj tak jak serce Ci podpowiada, bierz to co najlepsze, ale nic na siłe, dbaj o dziecko, kochaj i zostań ze swym przyjacielem jak długo tylko dacie radę.Nic nie tracisz, ale wiele duchowych przezyć mozesz zyskać.Powiem Ci jedno,żałuję,ze nie spotkałam duzo wczesniej mojego przyjaciela, ale ciesze sie ze jest, bo poczułam sie kobietą, przyjaciółka,koleżanką, mam z kim dzielić swoje pasje.Acha własnie, znajdz koniecznie sobie jakies zajecie, badz aktywna, miej swoje towarzystwo,acha no i duzo rozmawiajcie to podstawa związków na odległośc.Warto kochać i byc kochanym , zawsze ten czas jest nas nadzwyczajny i takie pozostaną wspomnienia.Życze Ci radości i pogody ducha,pracuj nad soba i nie rezygnuj z przyjaźni.Wiem ,ze to nie jest proste zadanie, ale powiem Ci ,że można, bo ja na to jestem przykładem.Nie przejmuj sie wulgarnie lub z nienawiścią wypowiedzianymi słowami na temat swój, najwięcej zawsze krzyczą Ci którzy sami postąpiliby niegodnie.Apeluję również w swoim imieniu i odrobinę tolerancji dla wszystkich ,życie pisze rózne scenariusze i kazdy z nas może być w nim aktorem.Pozdrawiam Ciebie serdecznie życząc jeszcze raz spokoju, miłości i pamietaj odrobina zdrowego egoizmu jest wskazana!!!!!!Mikka
Droga Mikko. To jest właśnie sedno tego, o czym napisałaś i o stałych związkach, i o tolerancji, której niestety tak mało, i o dystansie. Uważam, że każdy ma prawo przeżyć swoje życie tak, jak chce i potrafi, a uczymy się na swoich błędach.Mam 42 lata i dopiero teraz powoli potrafię się zdystansować i chyba nawet wreszcie żyć. Nagle uświadomiłam sobie upływ czasu i z przerażeniem obejrzałam się za siebie. A tam co? Praca, dom, mąż, dziecko i tak w kółko. Niewielu przyjaciół, ograniczenie się do czterech ścian i depresja za depresją. To mój przyjaciel, a nie mąż uświadomił mi, że jestem kobieca, że ładnie chodzę, że mam fajną figurę, jestem inteligentna i z poczuciem humoru. To on powtarza, że lubi rozmowy ze mną, ze mu brakuje, gdy ich nie ma. I nie chodzi o to, jak to niektóre panie by powiedziały, że facet nagadał mi komplementów, a ja poszłam za nim jak w dym, ale o to, ze dzięki temu rzeczywiście zobaczyłam w sobie kobietę, przestałam patrzeć na siebie tylko krytycznie, zaczęłam chcieć coś innego robić niż sprzątać i gotować. On daje mi tę siłę, której nie dostaję od ślubnego.I jestem przekonana ,ze w małżeństwie i tak zawsze bardziej starają się kobiety. Co można zresztą zauważyć, czytając te wszystkie posty na forum. Ja też się starałam, a młody żonkoś powtarzał koleżkom "patrzcie jaką mam tolerancyjną żonę, nie robi mi awantur o byle co". A ja głupia chodziłam dumna jak paw i myślałam sobie jaka to jestem fajna, mój pan i władca mnie docenia.A pan władca znalazł sobie darmową sprzątaczkę, wpadał do domu i wypadał. Ja w nim siedziałam i czekałam na niego. To dopiero jest paranoja. Po 15 latach małżeństwa powiedziałam sobie dość.Poznanie tego człowieka to zupełny przypadek, a to, ze tak długo potrafimy wytrwać, mimo tak rzadkich kontaktów, to chyba o czymś świadczy.Początkowo było mi trudno. Zrywałam z nim co kilka tygodni, bo jak każda kobieta, wlałabym mieć go wyłącznie dla siebie albo przynajmniej częściej. To, że ciągle jesteśmy , jest raczej jego zasługą, nie moją.Ja już dawno uciekłabym, bo uważałam ,że miłość miłością, ale taki związek jest dla mnie za trudny.A teraz myślę, że i tak można, skoro nie da się inaczej.
Więc zgodnie z Twoją radą Mikko, postaram się cieszyć tym, co mam. Czasami zatęsknię, czasami popłaczę, ale może lepiej tak niż nie czuć nic, jak to było zanim go poznałam?
Tobie też życzę powodzenia i dużo radości. Pozdrawiam bardzo cieplutko. Odezwij się jeszcze, jeśli będziesz miała ochotę. Czasami fajnie porozmawiać, podzielić się wątpliwościami. igna
Truskaweczko. Nie wiem ile masz lat.Koło dwudziestu? To bardzo mało jeszcze.Za 10 lat Twoje życie będzie inne, a za następne 10 jeszcze inne....oby zawsze dobre. Ja doskonale wiem ,że to co robię jest godne potępienia.Ale z drugiej strony dlaczego?Dlaczego kochanka to od razu ta najgorsza z najgorszych? Mój mąż też mógłby mnie zdradzać, może to robi zresztą, ale ja chyba nawet nie byłabym wściekła na tę jego kochankę, bo on spotyka się z mojej strony z obojętnością pod każdym względem. Ja nic nie robię, by było lepiej w związku, bo już nie chcę,nie potrafię, więc gdzie tu byłaby wina jakiejś kobiety, której on by odpowiadał? Nikt nie jest niczyją własnością. Jest we mnie rezygnacja. Nie mam jakiejś wielkiej woli do walki. Moje poczucie własnej wartości jest tak niskie ,że nawet nie próbuję postawić Go przed wyborem:ja albo żona, sądząc, ze przecież i tak wybierze żonę. No bo to żona i wybór jest oczywisty.Wiem ,że to ona ma do niego prawo, nie ja. Nie szukam dla siebie usprawiedliwienia, bo go nie ma. Czasami ludzie spotykają się nie w tym momencie, nie w tym czasie i nic nie można już zrobić, ale coś ich do siebie przyciąga. Cierpię ja i cierpi on. Staram się nie naciskać, tym bardziej ,że choruje, ja też mam problemy zdrowotne. Trzymam się złudnej nadziei, że może, że kto wie, życie jest takie nieprzewidywalne.A jeżeli już nie będę mogla trwać w takim związku, po prostu odejdę. Teraz nie mam jeszcze na to siły, chociaż tyle razy byłam zdecydowana, ale w końcu ją znajdę.
Widzisz sama, że trwanie w takim chorym układzie jest dla Ciebie upadlające, powoduje depresję, niską samoocenę. A mimo wszystko bronisz pozycji kochanki jak twierdzy Modlin!
Nie dziw się, że mało zrozumienia spotka Cię na forum, jedynie chyba tylko od kobiet, które same są kochankami.
Jeżeli jesteś nieszczęśliwa w małżeństwie to miej odwagę albo spróbowac ratować Wasz związek lub zakończyć. Po co oszukujesz męża?
Czy to, że nie zależy Ci na mężu daje Ci prawo do rozbijania innych małżeństw? Czy wychodzisz z założenia, że skoro Ty jesteś nieszczęśliwa w małżeństwie to dlaczego inni mają być?
Sama widzisz, że ten związek nie ma przyszłości, on od żony nie odejdzie, po co się katujesz?
A to, że Truskaweczka jest młoda, nie oznacza, że nie ma w sobie mądrości....
A pisze to osoba, która jest po drugiej stronie barykady, dlatego dla kochanek nigdy nie będe miała zrozumienia, bo jedna z takich jak Ty przyczyniła sie do mojego dramatu!
Kochanka się przyczyniła? No jakże by inaczej.A on taki biedny, niewinny, głupiutki....no i tyle w temacie. Kij ma zawsze dwa końce...wina zawsze leży po obu stronach itd. itp.
Nie jestem nieszczęśliwa.Minęło, przeszło. Nie liczę na to, ze odejdzie od żony. Wcale nie wiem nawet czy bym chciała, żeby odszedł.Zaczynać wszystko od nowa? Nabrałam dystansu, otrząsnęłam się. Biorę, co mi życie przyniesie i już.
I jasne, że mając nawet 16 lat, można mieć w sobie wiele mądrości, ale z roku na rok życie ją weryfikuje. Twój mąż też uważał na początku, że jesteś jedna, jedyna i co się stało?
No to pewnie za mało się starałaś no nie?
Ja też sie za mało starałam o męża. Bo przeznaczeniem wszystkich kobiet jest nadskakiwanie facetom, żeby przypadkiem nie przenieśli swoich zabawek do innej piaskownicy. A oni i tak mają te starania w nosie. W większości. Pewnie nie wszyscy.
Pozdrawiam i życzę powodzenia, odzyskania męża, jeśli jest tego wart oczywiście.
Jedna zasada - rzadko który facet zostawia bezpieczną przystań (dom, żonę, dziecko) dla innej, kochanki... Chcesz naprawdę nią być? Po co? Aby zapomnieć o EX? Aby nie być samotną? Sorry ale stać Cię na kogoś lepszego... A tak będziesz czekać aż on szanownie się odezwie i zaproponuje spotkanie - będzie tak jak on chce. Zakochujesz się - to źle wróży, bo to z rodziną będzie spędzał wieczory, weekendy i święta a nie z Tobą. To z nimi będzie jeździł na wakacje a nie z Tobą...
Zastanów się, jeszcze nie jest za późno. Przeczytaj inne wątki na ten temat. Pomyśl, czy chciałabyś być na miejscu jego zony? Bo ja nie...
monia_3103 napisał/a:Jedna zasada - rzadko który facet zostawia bezpieczną przystań (dom, żonę, dziecko) dla innej, kochanki... Chcesz naprawdę nią być? Po co? Aby zapomnieć o EX? Aby nie być samotną? Sorry ale stać Cię na kogoś lepszego... A tak będziesz czekać aż on szanownie się odezwie i zaproponuje spotkanie - będzie tak jak on chce. Zakochujesz się - to źle wróży, bo to z rodziną będzie spędzał wieczory, weekendy i święta a nie z Tobą. To z nimi będzie jeździł na wakacje a nie z Tobą...
Zastanów się, jeszcze nie jest za późno. Przeczytaj inne wątki na ten temat. Pomyśl, czy chciałabyś być na miejscu jego zony? Bo ja nie...
Przeczytałam wypowiedzi Pań i troszeczkę uśmiechnęłam się pod nosem.
Żyję dłużej niż Wy, drogie dziewczęta i widziałam już nie jedno.
Miałam sąsiadkę, która była w szczęśliwym związku, a została kochanką faceta, który związał się z nią, na czas nieobecności jej męża.
Męża często nie było w domu, wypływał w długie rejsy. Sąsiadka była bardzo atrakcyjną kobietą, jej mąż również należał do tych,
którzy podobają się kobietom.
Taki stan rzeczy trwał przez parę lat.
Wszystko się unormowało, gdy jej mąż przeszedł na krótkie linie. Bywał zbyt często w domu, by żona mogła bezpiecznie spotykać się
ze swoim kochasiem.
To było naprawdę wzorcowe małżeństwo.
Wyobraźcie sobie jaka byłam zaskoczona, gdy rozniosło się w towarzystwie, że nasza sąsiadka z drugiej klatki spotyka się z jakimś
facetem.
Wtedy " Pani Żona" oburzona,
stwierdziła, że nie rozumie kobiet, które zdradzają swoich mężów.
Jej mąż wypływał na długie miesiące, a ona wiernie czekała, bo sobie nawet nie umie wyobrazić, jak mogła by zdradzić męża, któremu
przysięgała przed ołtarzem i przed P.Bogiem.
Dobrze, że w tamtym czasie miałam zdrowe serce, bo pewnie dzisiaj bym Wam tego nie opisała,
A, kimże jest kobieta, jak nie kochanką, gdy współżyje ze swoim partnerem przed ślubem?
Przecież nigdy nie wiadomo, czy staną przed ołtarzem i złożą przysięgę małżeńską.......
Byłam zdradzoną żoną, więc wiem, jak to wygląda, ale miałam większy żal do męża, niż do jego kochanki.
Ona była panną, która poszukuje szczęścia, a on, twierdził, że ja i dzieci, jesteśmy jego szczęściem.
Nie wiem, co jej obiecywał i co naopowiadał , ale skusił ją, bo inicjatywa wyszła od niego.
On spał ze mną, a w nocy przeniósł się do niej, na materac, który rozłożyłam jej, aby mogła się wyspać.
Była moją koleżanką....Była.....Jego też już nie ma wiele lat, a ja ciągle, gdy wspominam mojego męża, widzę ich razem na podłodze....
Byli ze sobą bardzo krótko, ona znalazła innego....męża, a on został sam.
Ewazimnicka123 napisał/a:monia_3103 napisał/a:Jedna zasada - rzadko który facet zostawia bezpieczną przystań (dom, żonę, dziecko) dla innej, kochanki... Chcesz naprawdę nią być? Po co? Aby zapomnieć o EX? Aby nie być samotną? Sorry ale stać Cię na kogoś lepszego... A tak będziesz czekać aż on szanownie się odezwie i zaproponuje spotkanie - będzie tak jak on chce. Zakochujesz się - to źle wróży, bo to z rodziną będzie spędzał wieczory, weekendy i święta a nie z Tobą. To z nimi będzie jeździł na wakacje a nie z Tobą...
Zastanów się, jeszcze nie jest za późno. Przeczytaj inne wątki na ten temat. Pomyśl, czy chciałabyś być na miejscu jego zony? Bo ja nie...Przeczytałam wypowiedzi Pań i troszeczkę uśmiechnęłam się pod nosem.
Żyję dłużej niż Wy, drogie dziewczęta i widziałam już nie jedno.
Miałam sąsiadkę, która była w szczęśliwym związku, a została kochanką faceta, który związał się z nią, na czas nieobecności jej męża.
Męża często nie było w domu, wypływał w długie rejsy. Sąsiadka była bardzo atrakcyjną kobietą, jej mąż również należał do tych,
którzy podobają się kobietom.
Taki stan rzeczy trwał przez parę lat.
Wszystko się unormowało, gdy jej mąż przeszedł na krótkie linie. Bywał zbyt często w domu, by żona mogła bezpiecznie spotykać się
ze swoim kochasiem.
To było naprawdę wzorcowe małżeństwo.
Wyobraźcie sobie jaka byłam zaskoczona, gdy rozniosło się w towarzystwie, że nasza sąsiadka z drugiej klatki spotyka się z jakimś
facetem.
Wtedy " Pani Żona" oburzona,
stwierdziła, że nie rozumie kobiet, które zdradzają swoich mężów.
Jej mąż wypływał na długie miesiące, a ona wiernie czekała, bo sobie nawet nie umie wyobrazić, jak mogła by zdradzić męża, któremu
przysięgała przed ołtarzem i przed P.Bogiem.
Dobrze, że w tamtym czasie miałam zdrowe serce, bo pewnie dzisiaj bym Wam tego nie opisała,
A, kimże jest kobieta, jak nie kochanką, gdy współżyje ze swoim partnerem przed ślubem?
Przecież nigdy nie wiadomo, czy staną przed ołtarzem i złożą przysięgę małżeńską.......
Byłam zdradzoną żoną, więc wiem, jak to wygląda, ale miałam większy żal do męża, niż do jego kochanki.
Ona była panną, która poszukuje szczęścia, a on, twierdził, że ja i dzieci, jesteśmy jego szczęściem.
Nie wiem, co jej obiecywał i co naopowiadał , ale skusił ją, bo inicjatywa wyszła od niego.
On spał ze mną, a w nocy przeniósł się do niej, na materac, który rozłożyłam jej, aby mogła się wyspać.
Była moją koleżanką....Była.....Jego też już nie ma wiele lat, a ja ciągle, gdy wspominam mojego męża, widzę ich razem na podłodze....
Byli ze sobą bardzo krótko, ona znalazła innego....męża, a on został sam.
Droga Babciu!
Nie moge pojąć dlaczego sama będąc zdradzoną żoną krytykujesz inne zdradzone żony, za to, że mają żal również do kochanek.
To jest chyba naturalne, że czuję sie żal do obu stron, nie tylko do własnego męża.
Wiesz, to, że Twoja sąsiadka miała podwójną moralność, bo sama zdradzając oburzała się na zdradę innych, nie oznacza, że wszystkie tak postępują.
Współżycie dwojga wolnych ludzi to zupełnie inna bajka! Co innego przyprawianie rogów mężowi lub żonie.
Nie można tego wkładać do jednego worka!
Dziwię się, że dojrzałe kobiety nie potrafią brać życia we własne ręce i czekają na bodziec "z zewnątrz" - czytaj - od penisa. Celowo użyłam słowa penis - zostało ono zrozumiane w kontekście ściśle seksualnym, mnie zaś chodziło o kontekst szerszy.
Dlaczego wypowiadające się tu nieszczęśliwe żony nie są w stanie kierować własnym życiem? Nie wiem. Drogie Panie - dlaczego życzycie osobom posiadającym ideały, prosty kręgosłup moralny i jasne zasady "więcej tolerancji"? Do czego jej ma być więcej? Do tego że się miotacie we własnym życiu nie potrafiąc znaleźć prostej drogi - chwytacie się nowej znajomości i czekacie na ochy i achy i klepanie się piętami po pośladkach z zachwytu - jak to ładnie umiecie sparafrazować zasadę "carpe diem"?
Co za brednie. Każdy ma życie takie jakie ma. Sami decydujemy, czasy "niewolnictwa" żon dawno skończone wraz z wynalezieniem pigułki antykocepcyjnej w latach 50tych ubiegłego wieku. Jeżeli nie kochacie Waszych mężów, nie szanują Was, traktują jak interaktywną pralkę, kuchenkę, odkurzacz i co tam jeszcze - DLACZEGO PRZY NICH TRWACIE? Nie jesteście zamknięte w piwnicy bez dostępu do cywilizacji - macie internet. Nie pojmuję.
Co ja mam tolerować? To nie moja sprawa. Nie moje podwórko, nie moje małżeństwo czy toksyczny związek. Co za różnica ile razy do roku spotyka się jedna z drugą z kochankiem? Czy cyferki mają tu jakiekolwiek znaczenie, jeżeli same zbudowałyście sobie bezpieczne więzienie w którym tkwicie? A klucze każda z Was ma w ręku. Tylko żadnej się NIE CHCE. Wam się NIE CHCE sięgnąć po nowe życie. Tak jak jest - jest wygodnie. Śmierdząco - ale to znajomy smrodek, znajome zachowania, wszystko przewidywalne, nie trzeba się wysilać, nic nie zaskoczy. Dreptu dreptu. Skarpetka za skarpetką, obiadek za obiadkiem, dzień za dniem, odliczany do tego spotkania, kiedy znowu można być gwiazdą. Masakra. A potem - jest czas aby każde z tych spotkań, każde kolejne, w cichości krojenia warzyw do rosołu rozkminić na czynniki pierwsze, podretuszować, zgloryfikować, postawić ołtarzyk. Przechowywać nie jak wrzód na dupie i sprzeniewierzenie samej sobie - ale nadać rangę rzadkiego skarbu. Jest na co czekać, jest po co żyć.
O takiego penisa mi chodziło - dzięki niemu to wszystko. Nie dzięki samym sobie czujecie się pełnowartościowe, piękne, mądre, tylko dzięki byle fiutkowi. I to jest clou mojego wcześniejszego postu. Nie jest on wyłącznie o seksie. Jest o samoświadomości kobiety.
Nie wiem czy Wasze małżeństwa są ciężko chore, w agonii czy to już ścierwo. Ale to jest straszne na co pozwoliłyście. Pozwoliłyście się same zgnoić, stracić chęć do działania, do życia, do radości. Jesteście uzależnione na własne życzenie. Od męża pierdzibąka, kapcia, syfiarza, nudzirza i aseksualnego capa - ale ciągle bezpiecznej przystani. I od krótkich stanów ekstazy z kochankiem, który daje narkotycznego kopa euforii - by przez resztę miesięcy móc spokojnie dalej prać skarpety w znanym rozmiarze.
I co tu tolerować?
Nigdy mnie nie interesowało co myślą inni na temat moich związków czy stylu życia. Ani zdanie mężczyzn, ani zdanie kobiet. Moje życie - moja sprawa. Dlatego wyszłam za mąż dopiero przed 30tką. Nie miałam "parcia na ołtarz" w wieku 20paru lat. Uwielbiam określenie "stara panna" - synonim kobiety świadomej, najczęściej nieźle wykształconej, potrafiącej samodzielnie radzić sobie w życiu. Byle pacan jej nie podskoczy. Bo to już nie jest durna koza - tylko KOBIETA. Sama decyduje, to ona rozdaje karty na swoim własnym stole do gry.
"Rozwódka" brzmi jeszcze lepiej - to Kobieta Odważna. Potrafiła skubana zawalczyć o siebie, swoje potrzeby, potrzeby dzieci - żeby nie musiały oglądać wiecznie uciśnionej mamusi i nie powielały modelu kostropatej rodziny w swoim dorosłym życiu. Nie przelewały toksyny z pokolenia na pokolenie. Rozwódki - to dumne sztuki. Harde.
Ale to tylko moje skromne zdanie - każdy z osobna wie co dla niego najlepsze prawda?
Po pierwsze Kriss, co robisz na tym sfrustrowanym forum, skoro Twoje życie jest dokładnie takie, jakie chcesz, by było? W końcu jesteś świadomą siebie kobietą, spełnioną trzydziestolatką, mężatką.Więc skąd Twoja obecność na tego typu forum ? Czy nie lepiej w tym czasie zrobić coś pożytecznego?Zająć się czymś wartościowszym niż przesiadywanie "tu"?
Po drugie , mimo tak dogłębnej analizy bycia żoną, małżeństwa, powiedziałabym, że problem jest głębszy i bardziej złożony.Nic nie jest ani czarne, ani białe. Nie sądzę jednak, byś cokolwiek na tym etapie, gdy życie nie dało Ci jeszcze porządnego kopa, cokolwiek zrozumiała. Tylko błagam, nie pisz, ze właśnie dało i dlatego wiesz, o czym mówisz.
Żeby rozumieć postępowanie człowieka, wypadałoby go poznać. Jest tyle czynników, które wpływa na jego działanie, że trudno tak jednoznacznie osądzać.A ani Ty mnie nie znasz, ani ja Ciebie, więc dalsza dyskusja zupełnie pozbawiona jest sensu.
Droga Igno - poczytaj moje posty - dowiesz się po co weszłam na to forum, chyba że Ci się NIE CHCE. Jest tam powód główny, powody poboczne, część "kopów" ktore dostałam od życia.
"Tego typu forum" to forum "Netkobiety" - nie napisano: wstęp wyłącznie dla tych, którzy są wybitnie nieszczęśliwi, niespełnieni, nie-trzydziestoletni, etc. Nie jest to forum "Sfrustrowane -niewierne.pl". Jest mnóstwo pokrzepiających historii, mało tego, wiele osób mi pomogło - spojrzeniem "z boku", kilku osobom pomogłam i ja. Stworzyły się więzi, przyjaźnie, Grupy wsparcia.
Nie będę biła z Tobą piany na tematy, których nie dotyczy niniejszy wątek.
Przecież napisałam o Waszych sytuacjach - "nie pojmuję". Bo ja nie pojmuję jak samej sobie można robić krzywdę i szybko szukać na to usprawiedliwienia.
Nie muszę poznawać osobiście złodzieja, żeby wiedzieć że źle postępuje. Ani kłamcy, oszusta, gwałciciela, etc. Zło jest złem. Jeszcze gorsze jest takie na które pozwalamy by nam je wyrządzono personalnie. No chyba że ktoś jest emocjonalnym masochistą, ale żadna z pań mających kochanków nie wypowiedziała się w stylu: mam męża, kochanka, dzieci - jestem tak super szczęśliwa, że chyba na ten temat książkę napiszę - typu poradnik.
Nie muszę łazić w miniówie nocą po dziadowskiej dzielnicy znanej z przestępczości - żeby wiedzieć że jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo tego, że ktoś mnie napadnie i co najmniej okradnie. O gwałcie nie wspomnę.
Owszem, nie znamy się - ale czy Ty musisz znać każdą szczęśliwą mężatkę, aby uwyierzyć w to, że szczęście małżeńskie jest możliwe? Czy ja muszę znać każdą niewierną żonę - żeby wiedzieć że w końcu główną poszkodowaną będzie ona sama? Czy koniecznie muszę gołą ręką wyjmować ciasto z nagrzanego piekarnika, żeby wiedzieć że się poparzę?
Nie, nie muszę wszystkiego sprawdzać na własnej dupie. Wystarczy mi obserwacja i instynkt samozachowawczy.
Co do robienia pożytecznych rzeczy - czy nie lepiej zrobić coś pożytecznego zamiast marnować swój cenny czas z byle fiutkiem zdradzając męża? Czy nie lepiej zająć się swoim - młodym przecież jeszcze - życiem, zamiast marnować je na pierdoły i powolne umieranie?
Szczerze? Tego typu "romanse" uważam za stratę czasu właśnie. On już nigdy nie wróci. Ja dla odmiany działam charytatywnie - po części też z egoizmu - nic tak nie podbudowuje własnego Ego - jak zrobienie czegoś pozytywnego. Żaden fiutek nie jest w stanie tego uczucia zapewnić.
Masz rację - dalsza dyskusja z Tobą nie ma sensu - Tobie dobrze z Twoim życiem, mnie dobrze z moim. Duża jesteś. Wiesz co robisz.
Mam serdeczną prośbę do "dużych" pań mających kochanków. Bardzo Was proszę, nie deprecjonujcie ideałów młodych dziewczyn, które wypowiadają się na forum. Mają swoje zasady, marzenia na temat związków.
Naprawdę nie każda mężatka musi być nieszczęśliwa.
Nie odbierajcie im marzeń - wytykając młody wiek, czy rzekomy brak doświadczenia życiowego. Nie każdy musi równać do dołu i szukać tłumaczeń. Dzięki temu - jest szansa, że będą się tych ideałów trzymały i nie popełnią Waszych błędów. Będą po prostu szczęśliwe w zbudowanych z kochaną osobą związkach.
Być może będą uczestniczyły w dyskusjach na inne tematy - dotyczące pracy nad związkiem, bolączek codziennego życia, podziału obowiązków, jak nie dopuścić do rozpadu, jak zmienia się uczucie po iluśtam latach, etc. Być może choć jednej z nich się uda. Nie każdy musi strzelać sobie w kolano.
Pozdrawiam.
Droga Igno - poczytaj moje posty - dowiesz się po co weszłam na to forum, chyba że Ci się NIE CHCE. Jest tam powód główny, powody poboczne, część "kopów" ktore dostałam od życia.
"Tego typu forum" to forum "Netkobiety" - nie napisano: wstęp wyłącznie dla tych, którzy są wybitnie nieszczęśliwi, niespełnieni, nie-trzydziestoletni, etc. Nie jest to forum "Sfrustrowane -niewierne.pl". Jest mnóstwo pokrzepiających historii, mało tego, wiele osób mi pomogło - spojrzeniem "z boku", kilku osobom pomogłam i ja. Stworzyły się więzi, przyjaźnie, Grupy wsparcia.
Nie będę biła z Tobą piany na tematy, których nie dotyczy niniejszy wątek.
Przecież napisałam o Waszych sytuacjach - "nie pojmuję". Bo ja nie pojmuję jak samej sobie można robić krzywdę i szybko szukać na to usprawiedliwienia.
Nie muszę poznawać osobiście złodzieja, żeby wiedzieć że źle postępuje. Ani kłamcy, oszusta, gwałciciela, etc. Zło jest złem. Jeszcze gorsze jest takie na które pozwalamy by nam je wyrządzono personalnie. No chyba że ktoś jest emocjonalnym masochistą, ale żadna z pań mających kochanków nie wypowiedziała się w stylu: mam męża, kochanka, dzieci - jestem tak super szczęśliwa, że chyba na ten temat książkę napiszę - typu poradnik.
Nie muszę łazić w miniówie nocą po dziadowskiej dzielnicy znanej z przestępczości - żeby wiedzieć że jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo tego, że ktoś mnie napadnie i co najmniej okradnie. O gwałcie nie wspomnę.
Owszem, nie znamy się - ale czy Ty musisz znać każdą szczęśliwą mężatkę, aby uwyierzyć w to, że szczęście małżeńskie jest możliwe? Czy ja muszę znać każdą niewierną żonę - żeby wiedzieć że w końcu główną poszkodowaną będzie ona sama? Czy koniecznie muszę gołą ręką wyjmować ciasto z nagrzanego piekarnika, żeby wiedzieć że się poparzę?
Nie, nie muszę wszystkiego sprawdzać na własnej dupie. Wystarczy mi obserwacja i instynkt samozachowawczy.
Co do robienia pożytecznych rzeczy - czy nie lepiej zrobić coś pożytecznego zamiast marnować swój cenny czas z byle fiutkiem zdradzając męża? Czy nie lepiej zająć się swoim - młodym przecież jeszcze - życiem, zamiast marnować je na pierdoły i powolne umieranie?
Szczerze? Tego typu "romanse" uważam za stratę czasu właśnie. On już nigdy nie wróci. Ja dla odmiany działam charytatywnie - po części też z egoizmu - nic tak nie podbudowuje własnego Ego - jak zrobienie czegoś pozytywnego. Żaden fiutek nie jest w stanie tego uczucia zapewnić.
Masz rację - dalsza dyskusja z Tobą nie ma sensu - Tobie dobrze z Twoim życiem, mnie dobrze z moim. Duża jesteś. Wiesz co robisz.
Mam serdeczną prośbę do "dużych" pań mających kochanków. Bardzo Was proszę, nie deprecjonujcie ideałów młodych dziewczyn, które wypowiadają się na forum. Mają swoje zasady, marzenia na temat związków.
Naprawdę nie każda mężatka musi być nieszczęśliwa.
Nie odbierajcie im marzeń - wytykając młody wiek, czy rzekomy brak doświadczenia życiowego. Nie każdy musi równać do dołu i szukać tłumaczeń. Dzięki temu - jest szansa, że będą się tych ideałów trzymały i nie popełnią Waszych błędów. Będą po prostu szczęśliwe w zbudowanych z kochaną osobą związkach.
Być może będą uczestniczyły w dyskusjach na inne tematy - dotyczące pracy nad związkiem, bolączek codziennego życia, podziału obowiązków, jak nie dopuścić do rozpadu, jak zmienia się uczucie po iluśtam latach, etc. Być może choć jednej z nich się uda. Nie każdy musi strzelać sobie w kolano.
Pozdrawiam.
Droga Kriss!
Wielki szacun za to, że tak twardo stoisz po dobrej stronie mocy!!!!
Pozdrawiam!
Kriss jak juz cos napisze............... ![]()
Dziwię się, że dojrzałe kobiety nie potrafią brać życia we własne ręce i czekają na bodziec "z zewnątrz" - czytaj - od penisa. Celowo użyłam słowa penis - zostało ono zrozumiane w kontekście ściśle seksualnym, mnie zaś chodziło o kontekst szerszy.
Dlaczego wypowiadające się tu nieszczęśliwe żony nie są w stanie kierować własnym życiem? Nie wiem. Drogie Panie - dlaczego życzycie osobom posiadającym ideały, prosty kręgosłup moralny i jasne zasady "więcej tolerancji"? Do czego jej ma być więcej? Do tego że się miotacie we własnym życiu nie potrafiąc znaleźć prostej drogi - chwytacie się nowej znajomości i czekacie na ochy i achy i klepanie się piętami po pośladkach z zachwytu - jak to ładnie umiecie sparafrazować zasadę "carpe diem"?
Co za brednie. Każdy ma życie takie jakie ma. Sami decydujemy, czasy "niewolnictwa" żon dawno skończone wraz z wynalezieniem pigułki antykocepcyjnej w latach 50tych ubiegłego wieku. Jeżeli nie kochacie Waszych mężów, nie szanują Was, traktują jak interaktywną pralkę, kuchenkę, odkurzacz i co tam jeszcze - DLACZEGO PRZY NICH TRWACIE? Nie jesteście zamknięte w piwnicy bez dostępu do cywilizacji - macie internet. Nie pojmuję.
Co ja mam tolerować? To nie moja sprawa. Nie moje podwórko, nie moje małżeństwo czy toksyczny związek. Co za różnica ile razy do roku spotyka się jedna z drugą z kochankiem? Czy cyferki mają tu jakiekolwiek znaczenie, jeżeli same zbudowałyście sobie bezpieczne więzienie w którym tkwicie? A klucze każda z Was ma w ręku. Tylko żadnej się NIE CHCE. Wam się NIE CHCE sięgnąć po nowe życie. Tak jak jest - jest wygodnie. Śmierdząco - ale to znajomy smrodek, znajome zachowania, wszystko przewidywalne, nie trzeba się wysilać, nic nie zaskoczy. Dreptu dreptu. Skarpetka za skarpetką, obiadek za obiadkiem, dzień za dniem, odliczany do tego spotkania, kiedy znowu można być gwiazdą. Masakra. A potem - jest czas aby każde z tych spotkań, każde kolejne, w cichości krojenia warzyw do rosołu rozkminić na czynniki pierwsze, podretuszować, zgloryfikować, postawić ołtarzyk. Przechowywać nie jak wrzód na dupie i sprzeniewierzenie samej sobie - ale nadać rangę rzadkiego skarbu. Jest na co czekać, jest po co żyć.
O takiego penisa mi chodziło - dzięki niemu to wszystko. Nie dzięki samym sobie czujecie się pełnowartościowe, piękne, mądre, tylko dzięki byle fiutkowi. I to jest clou mojego wcześniejszego postu. Nie jest on wyłącznie o seksie. Jest o samoświadomości kobiety.
Nie wiem czy Wasze małżeństwa są ciężko chore, w agonii czy to już ścierwo. Ale to jest straszne na co pozwoliłyście. Pozwoliłyście się same zgnoić, stracić chęć do działania, do życia, do radości. Jesteście uzależnione na własne życzenie. Od męża pierdzibąka, kapcia, syfiarza, nudzirza i aseksualnego capa - ale ciągle bezpiecznej przystani. I od krótkich stanów ekstazy z kochankiem, który daje narkotycznego kopa euforii - by przez resztę miesięcy móc spokojnie dalej prać skarpety w znanym rozmiarze.
I co tu tolerować?
Nigdy mnie nie interesowało co myślą inni na temat moich związków czy stylu życia. Ani zdanie mężczyzn, ani zdanie kobiet. Moje życie - moja sprawa. Dlatego wyszłam za mąż dopiero przed 30tką. Nie miałam "parcia na ołtarz" w wieku 20paru lat. Uwielbiam określenie "stara panna" - synonim kobiety świadomej, najczęściej nieźle wykształconej, potrafiącej samodzielnie radzić sobie w życiu. Byle pacan jej nie podskoczy. Bo to już nie jest durna koza - tylko KOBIETA. Sama decyduje, to ona rozdaje karty na swoim własnym stole do gry.
"Rozwódka" brzmi jeszcze lepiej - to Kobieta Odważna. Potrafiła skubana zawalczyć o siebie, swoje potrzeby, potrzeby dzieci - żeby nie musiały oglądać wiecznie uciśnionej mamusi i nie powielały modelu kostropatej rodziny w swoim dorosłym życiu. Nie przelewały toksyny z pokolenia na pokolenie. Rozwódki - to dumne sztuki. Harde.
Ale to tylko moje skromne zdanie - każdy z osobna wie co dla niego najlepsze prawda?
O malo sie nie posikalam ze smiechu po tym mezu pierdzibaku:))
Nawiaze do tych skarpet w znanym rozmiarze..otoz kiedys tlumaczylam dosc JA-SNO i WY-RAZ-NIE mojej, wciaz narzekajacej kolezance, dlaczego sie rozwiodlam na swoje wlasne zyczenie, zostalam sama z dwojka dzieci, kredytem.. ohoho jakim..na mieszkanie, bez samochodu i chlopa. Chwilowo..ale skad moglam wtedy wiedziec?
Uzylam wowczas przykladu gaci meskich, czesto przez naszych panow dorzucanych a nas kobiety pranych..otoz kiedy wieszalam gacie faceta niekochanego juz i niechcianego w moim zyciu to widzialam w nich zasrany (przepraszam za doslownosc) i rozciagniety worek (chociaz wcale takie nie byly). Teraz kiedy rozwieszam takie same gacie ale mezczyzny, ktorego kocham i pragne..usmiecham sie w myslach do ich zawartosci:) Sa po prostu przepiekne i seksowne.
To taka moja "gaciowa teoria" milosci w zwiazku..jak to te same portki moga zmienic punkt odniesienia:) Osobiscie nie moglabym do konca zycia prac "zasranych gaci" niekochanego meza.
wszystko co piszesz to przerabiałam bo już żony nie kocha,bo już ze sobą nie sypiają,bo w końcu znalazł w tobie drugą połówkę,bo już dwno chciał się rozwieśc,bo są ze sobą tylko ze względu na dzieci i jeszcze sto innych argumentów bla,bla,bla TO WSZYSTKO BUJDA!!!!!!!!!!!!moja rada po tym koszmarze który sama sobie zafundowałam ZAKOŃCZ TO JAK NAJSZYBCIEJ.Znam wszystkie uczucia które tobą teraz targają ,ale wiem z doświadczenia że te parę chwil które możesz ukraśc jego rodzinie nie jest tego warte,teraz jest fajnie macie o czym gadac jest fascynacja,widzicie się parę chwil przez co nie możesz go tak naprawdę poznac ,u mnie też na początku było cudnie z czasem chciałam spędzac z nim coraz więcej czasu on nie mógł bo rodzina zaczęła się moja zazdrośc,frustracja chciałam więcej ,chciałam miec normalny związek z nim się nie dało spotkania tylko u mnie i tylko wtedy kiedy on mógł żadnych wyjśc ze znajomymi i w miejsca publiczne bo nas ktoś zobaczy zaczeły się kłótnie obietnice że odejdzie,ale jeszcze nie teraz bo musi przygotowac na to dzieci bo żona grozi że popełni samobujstwo i takie tam ściemnianie w końcu podjełam decyzję że odchodzę że zasługuję na coś lepszego i dopiero wtedy pokazał swoje prawdiwe oblicze zaczoł mnie nachodzic grozic że jak się z kimś zwiążę to mnie zabiję,że jak nie wrócę to znowu on się zabiję i jeszcze inne różne historie bardzo długo po tym wszystkim nie mogłam się pozbierac,czułam się jak najgorsza świnia wyrzuty sumienia mnie doprowadziły prawie do depresji zapłaciłam wysoką cenę za ten związek i wszystkim kobietom w takiej sytuacji radzę skończyc to bo z takiego związku nic dobrego nie będzie .serdecznie pozdrawiam wszystkie kochanki te byłe i te obecne [kochanka]co za okropne słowo kiedyś myślałam że kochanka to jakaś wyrachowana s...ka bez żadnych uczuc jednak teraz wiem że każdy kij ma dwa końce i kochanka też może miec jakieś uczucia.Wiec mój wniosek jest taki że najlepiej wymiksowac się z takiego związku jak najszybciej ,albo jak naprawdę chcecie byc razem to niech natychmiast odchodzi od żony i niech skończy was obydwie okłamywac,nie daj się zwodzic bo będzie to ciągnął bez końca.[dodam tylko że obecnie jestem bardzo szczęśliwą mężątką to tak na marginesie żebyś pamiętała że istnieją też inni mężczyżni]pozdrawiam cię serdecznie .
Czytałam twój post tylko główny, wątek. Nie będę czytać "doradzania" innych kobiet.
Ja jestem w takiej sytuacji. Zakochana do szaleństwa. Wiem ze on nie zostawi rodziny, ale ja tez od niego nie odejdę. Uwielbiam spędzać z nim czas... Jak z nikim innym!
Na romansie z zonatym traci się wiele... +wyrzuty sumienia. Ale szalencza miłość nie zna granic. Ja tez mam nadzieje ze on zdecyduje się kiedyś być tylko ze mną. (Oh ja głupia)
Powodzenia życzę. Nie potepiam bo rozumiem.
To nie jest łatwe
Byłam juz w czymś takim 2 razy, raz jako 21 lata omotana przez starszego o 5 lat 'kolegę' z zona i córką.... myśle ze on zrównał mi psychikę na kolejnych 10 lat... przez te 10 lat nie potrafiłam znaleść sobie normalnego faceta i nie umiem do teraz...
jako 25 latka trafiłam na kolejnego żonatego, bez dzieci... to co mi napisał w mailu pożegnalnym po tym jak juz zmuszona byłam go zostawić... mam przed oczami do teraz. ze jestem bajką, niespełnieniem, ze bajka by sie w zyciu nie spełniła... ze nadaje sie tylko do tego by byc w czyjejs głowie... a w swieta, weekendy mnie nie ma.. an 2 rozwiódl sie kilka lat pozniej i odkad wiem ze jest po rozwodzie mam ochote jego ex napisac ze gratuluje decyzji....
w miedzy czasie byli tzw normalni, którzy wydawali sie normalni ale okazywali sie bardziej lub mniej walnięci...
nr 3 zonaty pojawił się 3 msc... broniłam się żeby się nie dac, trafił w okres w moim życiu kiedy potrzebowałam zainteresowania... męskiej dłoni.... codziennie budze się z myślą ze to ostatni dzień w tym pseudo związku... i w koncu nastąpi bo trzeci raz juz tego nie wytrzymam....
nie wiem o co chodzi, to uzaleznienie ? moja słaba psychika, czy oni wyczuwają..... ze dam się nabrac na kolejne smsy, obietnice, słowa rzucone na wiatr... ?? ... jaka ja wydaje się słaba w moich wlasnych oczach !! to porazka.
trzymajcie kciuki... muszę to uciąć !! o inaczej skoncze za chwile jako 40 letnie stara kochanka....
Mężczyzna to stworzenie, które chce mieć wszystko, ale niekoniecznie otwarte na ponoszenie konsekwencji.
Żaden z nich nie brałby ślubu, został przy rodzinie, dokonał wyboru -gdyby nie musiał. Ci, którzy odchodzą od żony, bo im się nie układa -robią to wtedy, gdy kochanka ma lepszą siłę nacisku, ale rzadko to się zdarza. Za żoną stoi wsparcie społeczeństwa, poczucie bezpieczeństwa, imperatyw moralny, wygoda (bardzo ważna dla facetów), kwestie finansowe i organizacyjne, przywiązanie, dostęp do dzieci itp itd. Za kochanką poczucie wolności, młodości, dobry seks, podbudowanie ego, otwarte ucho, dreszczyk emocji i przytakiwanie. Nawet najlepszy facet -jeśli może mieć i jedno i drugie -będzie kręcił, by to zdobyć. Kobiety poświęcone ratowaniu związku postarają się zapewnić wszystko to w jednym pakiecie małżeńskim (co jest nie w porządku, bo mężczyzna powinien być wystarczająco dojrzały, by wiedzieć, że jego żona nie jest robotem i że dostając jedno traci się drugie).
Idealnym byłoby, gdyby romanse pozamałżeńskie się nie zdarzały. Ale jeśli już muszą, to obie strony powinny się trzymać kilku podstawowych zasad. Opiszę te, które dotyczą kobiety w związku z żonatym mężczyzną:
-nie rozmawiaj o jego żonie, nie omawiaj problemów małżeńskich, nie słuchaj jak go nie kocha/nie słucha/nie rozumie/nie daje mu seksu
-nie wierz, gdy mówi, że od kiedy jest z tobą nie kochał się z nią
-nie wierz, gdy mówi, że chce od niej odejść. Nie odejdzie. Koniec. Kropka. Jeśli choć na chwilę pozwolisz sobie w to uwierzyć, będziesz tylko cierpieć. On mówi to tylko po to, żeby cię przy sobie zatrzymać -być może nawet sam w to wierzy
-postaw jego żonę na pierwszym miejscu, miej dla niej szacunek, nie wierz w okropne opowieści, poczuj solidarność kobiecą; ona jest najważniejsza, ty jesteś na drugim miejscu i zawsze będziesz
-nie zakochuj się, a jeśli juz to się zdarzy -zatrzymaj to dla siebie, nawet kiedy on wyznaje ci miłość; jeśli go kochasz -chcesz, by był szczęśliwy. Więc niech będzie szczęśliwy z nią, nawet jeśli twierdzi, że to niemożliwe
-powtarzaj sobie jak mantrę, że nikt go nie zmusił, by z nią był. On ją wybrał, pokochał, odpowiadał mu seks, odpowiadał jej charakter na tyle, by decydować się z nią być na dobre i na złe -to naprawdę wielka decyzja. Żadna kobieta nie staje się zimną suką, nie przestaje kochać, dbać i szanować -z dnia na dzień. To wciąż ta sama osoba -jedyne to się zmieniło to to, że życie zrobiło się dla niego nudne, ona ma mniej czasu, pojawiły się dzieci, obowiązki i rachunki. Nikt go nie zmuszał, by z nią był. Nikt nie kazał tym ludziom być razem. Przy odrobinie pracy znów mogą być szczęśliwi, rozumieć się i dogadywać. Nigdy nie pozwalaj sobie na powtarzanie jego słów, o tym, jaka ona jest okropna -to tylko źle świadczy o nim, nie o niej.
-on wypełnia sobie tobą braki w swoim życiu; mógłby te braki wypełnić inaczej -gdyby nie był tchórzem i poświęcił swojemu związkowi i przede wszystkim sobie odrobinę pracy; być może ty robisz podobnie -ale nie pozwól, by tym brakiem w twoim przypadku była miłość. Jeśli czujesz, że tak może być -nie wchodź w to, bo to zawsze będzie chory układ; jeśli szukasz seksu -weź go -i nic więcej, a przy tym ustal konkretne zasady spotkań, optymalizując uniknięcie ryzyka skrzywdzenia kogokolwiek, więc:
-nie pisz sms-ów, które może przeczytac jego żona szczególnie o dziwnych porach
-nie dzwoń do domu lub wieczorem
-nie dawaj prezentów
-nie perfumuj się mocno
-nie smaruj szminką jego ubrań
-nie zabieraj czasu rodzinnego (wakacje, święta itd)
-nie radź mu w urządzaniu małżeńskiego mieszkania, w problemach z teściową, nauczycielką dziecka
-nie kupuj prezentów dla dzieci lub żony, bo on nie wie, co wybrać
-nie porównuj się do jego żony
Źródło: własne doświadczenie kochanki i zdradzanej żony + doświadczenia cierpiących koleżanek z obu stron barykady + zwierzenia zdradzających lub zamierzających zdradzić mężczyzn
witam
jestem mężatka juz od 14 lat ,ale jak to w małżeństwie z takim juz stażem znudziliśmy się już sobą a zwłaszcza on mną ,więc postanowiłam kogoś poszukać ,i znalazłam on tęż jest w związku ale nam to nie przeszkadza skoro pasuje nam taki układ jaki mamy jestem szczęśliwa że od czasu do czasu mogę się z nim spotkać i poczuć się wyjątkowo
Jak możesz czuć się wyjątkowo jeśli żyjesz w kłamstwie?
Nigdy nie zrozumien i nigdy nie będę próbowała zrozumieć kobiet które niszczą rodziny... Bo jak nazwać romans z żonatym i dzieciatym?
"Jak suka nie da to i pies nie weźmie"
witam
jestem mężatka juz od 14 lat ,ale jak to w małżeństwie z takim juz stażem znudziliśmy się już sobą a zwłaszcza on mną ,więc postanowiłam kogoś poszukać ,i znalazłam on tęż jest w związku ale nam to nie przeszkadza skoro pasuje nam taki układ jaki mamy jestem szczęśliwa że od czasu do czasu mogę się z nim spotkać i poczuć się wyjątkowo
No i super! Na temat takich rozwiązań powinni się wypowiadać tylko Ci co sami tak robili, bo inaczej nie rozumieją o co chodzi. To tak jakby nastolatki wypowiadały się o trudach małżeństwa i posiadaniu dzieci.
Jak możesz czuć się wyjątkowo jeśli żyjesz w kłamstwie?
Zachowałaś się jak ludzie z tłumu, którzy chcieli ukamieniować "jawnogrzesznicę"... Można krzywdzić swojego męża/żonę, byle być wiernym, kochającym i uczciwym -- to są dobre małżeństwa, "bez kłamstwa".
która musi podnieść swoją kulejącą samoocenę umawiając się z zajętym facetem,żeby udowodnić sobie,że jednak od kogoś potrafisz być lepsza. Nie,na pewno tak nie jest, po prostu wybrałas prostego, mało inteligentnego zawodnika, zwykłego
(1) nieprawda, aby podnieść samoocenę (2) nieprawda aby być lepsza (3) nieprawda że prostego, mało inteligentnego.
agulek33 napisał/a:witam
jestem mężatka juz od 14 lat ,ale jak to w małżeństwie z takim juz stażem znudziliśmy się już sobą a zwłaszcza on mną ,więc postanowiłam kogoś poszukać ,i znalazłam on tęż jest w związku ale nam to nie przeszkadza skoro pasuje nam taki układ jaki mamy jestem szczęśliwa że od czasu do czasu mogę się z nim spotkać i poczuć się wyjątkowoNo i super! Na temat takich rozwiązań powinni się wypowiadać tylko Ci co sami tak robili, bo inaczej nie rozumieją o co chodzi. To tak jakby nastolatki wypowiadały się o trudach małżeństwa i posiadaniu dzieci.
no jasne ban....
tylko nie uważasz, że to smutne. że ktoś "od czasu do czasu" poczuje się wyjątkowo?
jak sądzisz, czy da się tak zyć, aby wyjątkowo czuć się każdego dnia?
aby rano patrzec w lustro z ciekawością, co nam ten dzień przyniesie?
aby nie bać się tego, co przyniesie, bo przecież każdego dnia zdarzają nam się małe i duże cuda
aby usmiechac się do siebie, bo przecież wiem, że jestem wyjątkowa, że nie ma takiej drugiej osoby jak ja
wiedzieć, że ma się wiele do zaoferowania i obdarzac tym ludzi
aby zyć w zgodzie ze samą sobą i swoimi zasadami
aby nie wstydzić się.... bo przecież jak ukradnę kawałek ciastka - to będzie mi wstyd, jak skłamię meżowi, to będe się źle z tym czuła.. bo po co kłamać?
aby ludzie wokół wiedzieli to, co ja wiem -że zasługuję na szczęscie, radość i każdy dobrze przezyty dzień
czy tak się nie da?
ja np. mam poczucie, że jestem wyjątkowa - nie dlatego, że w uniesieniu dzikim z kochankiem.. ale w każdym dniu, który przeżywam, potrafię opowiedzieć tobie o trzech rzeczach, które mnie poruszyły
w każdym dniu było coś, co zmobilizowało mnie do refleksji
każdego dnia czegoś się nauczyłam....
jestem wyjątkowa
i żyję tak, aby czuć się wyjątkowo każdego dnia
nie wtedy, gdy ktoś się slini na mój widok -i mówi kłamstwa - bo przecież jak mówi, że jestem super, że jestem wyjątkowa, że jestem wazna - to to nieprawda... bo jakby bgyłą prawda, to by kochał, walczył o mnie, chciał mnie na własność, a nie przeleciec od czasu do czasu....
czuje się wyjątkowo nie tylko w kontekście pożądania - ale małych celów, które sobie wyznaczam, rzeczy, które tworzę, pasje, które mam i pielęgnuję, przyjaciół, których mam masę, pomysłow, których mam tysiące i ideały, z którymi zyje...
czyje się wyjątkowo każdego dnia... bo mam prace, którą cenię i którą szanuję, mam rodzine i zjaomych, którzy są dla mnie wazni i o nich dbam, mam jakieś 300 cieni do powiek i codzienny makijaż to zawsze niespodzianka...,
pytanie tylko.... czy to bycie w wyjątkowości bohaterki postu... nie jest żałością i pustką??
naprawde jest spełnieniem i wyjątkowością?/
a po takich chwilach wracasz do czego??
do tego, co nieprawdziwe? fałszywe? nie-moje?
TO GDZIE JA JESTEM, KIM JESTEM
DLACZEGO NIE ZAŚŁUGUJĘ NA WYJĄTKOWĄ WYJĄTKOWOŚC KAŻDEGO DNIA??
tylko nie uważasz, że to smutne. że ktoś "od czasu do czasu" poczuje się wyjątkowo?
Smutne, że nie ma tego w małżeństwie. To jest dramatycznie smutne. Ale to że poczuje się z kimś wyjątkowo poza małżeństwem to już wcale nie jest smutne -- to nawet pozytywne, że mimo przysięgi, ona będzie trwać w tym małżeńśtwie, którego nie da się naprawić, a czasem spotka się z kimś, na parę miłych chwil. Nie widzę problemu. Problem jest w małżeństwie.
jak sądzisz, czy da się tak zyć, aby wyjątkowo czuć się każdego dnia?
aby rano patrzec w lustro z ciekawością, co nam ten dzień przyniesie?
aby nie bać się tego, co przyniesie, bo przecież każdego dnia zdarzają nam się małe i duże cuda
Ja tak mam... dobrze się czuję każdego dnia. I moja żona też.
aby usmiechac się do siebie, bo przecież wiem, że jestem wyjątkowa, że nie ma takiej drugiej osoby jak ja
wiedzieć, że ma się wiele do zaoferowania i obdarzac tym ludzi
Nigdy nie myślę tymi kategoriami. Trochę brzmi jak poświęcanie samego siebie. Nie muszę nic oferować, obdarzać.
aby nie wstydzić się.... bo przecież jak ukradnę kawałek ciastka - to będzie mi wstyd, jak skłamię meżowi, to będe się źle z tym czuła.. bo po co kłamać?
Tak -- będzie wstyd. Nie powinno się kraść, bo prawie zawsze jest jakieś wyjście. Gdyby mąż był dla Ciebie niemiły, wulgarny, zaborczy, co wieczór ignorował albo patrzył z nienawiśćią to pewnie takich dylematów byś nie miała.
aby ludzie wokół wiedzieli to, co ja wiem -że zasługuję na szczęscie, radość i każdy dobrze przezyty dzień
Wg mojej wiary nie istnieje sformułowanie "zasługuję na...". Każdy ma taki los jaki sobie sam zgotował. Los układa się tak, aby daną osobę jak najwięcej nauczyć.
ja np. mam poczucie, że jestem wyjątkowa - nie dlatego, że w uniesieniu dzikim z kochankiem.. ale w każdym dniu, który przeżywam, potrafię opowiedzieć tobie o trzech rzeczach, które mnie poruszyły
w każdym dniu było coś, co zmobilizowało mnie do refleksji
każdego dnia czegoś się nauczyłam.... czyje się wyjątkowo każdego dnia... bo mam prace, którą cenię i którą szanuję, mam rodzine i zjaomych, którzy są dla mnie wazni i o nich dbam
To zupełnie jak ja... ale nie czuję się wyjątkowy. Opieranie swojego poczucia wartości na akceptacji przez inne osoby wydaje mi się złudzeniem tylko, ktore może prysnąć. Nie myślę tymi kategoriami. Nawet w przypadku zdrady nie uważam, że zdarza się ona z takiego powodu bo mąż/żona są "tacy lub inni". Wydaje mi się, że zdrada może być oparta na seksie (zauroczenie, pożądanie), albo może wynikać z poszukiwania szczęścia (jak np. agulek33 i inni).
nie wtedy, gdy ktoś się slini na mój widok -i mówi kłamstwa - bo przecież jak mówi, że jestem super, że jestem wyjątkowa, że jestem wazna - to to nieprawda... bo jakby bgyłą prawda, to by kochał, walczył o mnie, chciał mnie na własność, a nie przeleciec od czasu do czasu....
Nie zgadzam się z tym zdaniem: jestem wyjątkowa, ważna ---> to by kochał. Może często jest prawdziwe, ale nie zgadzam się z taką prostą implikacją.
pytanie tylko.... czy to bycie w wyjątkowości bohaterki postu... nie jest żałością i pustką??
naprawde jest spełnieniem i wyjątkowością?/
a po takich chwilach wracasz do czego??
do tego, co nieprawdziwe? fałszywe? nie-moje?
Po takich chwilach wraca do męża i żyją dalej... bardziej lub mniej się szanując.
TO GDZIE JA JESTEM, KIM JESTEM
DLACZEGO NIE ZAŚŁUGUJĘ NA WYJĄTKOWĄ WYJĄTKOWOŚC KAŻDEGO DNIA??
Fizycznie jesteś na jednej z planet, na której zaszczepione są zasady społeczne, które niekoniecznie mają na celu dobro człowieka. A duchowo -- skoro się odradzasz w ciele, to pewnie się jeszcze wszystkiego nie nauczyłaś, więc uczymy się dalej...
Byłam w związku z żonatym starszym męszczyzną.Wiem jak to jest czekać w nieskończoność kiedy przyjdzie,łudzić się nadzieją że on jest nieszczęśliwy z żoną ,że w końcu ją zostawi bo przecież mnie kocha.Nie przespane ,przepłakane noce,wybaczanie kiedy zrobił żle. Uwierz mi on tylko pięknie gra i mówi dokładnie to co chcesz usłyszeć.Naucz się uważnie słuchać co mówi,czytać między wierszami,a zobaczysz jak zmienne są jego wypowiedzi.My kochanki jesteśmy darmowymi prostytutkami spełniającymi każdą zachciankę byleby tylko nas nie zostawił.Zyczę ci dużo siły i wytrwałości w chorym związku.
Zostaje ci tylko błaganie modlitwą.
ROZUM PROSZĘ WRÓĆ,
Wypowiadaj to zdanie sto razy dziennie może coś się zmieni.
Dziś powiedział o nas żonie, nie chciał za bardzo o szczegółach rozmawiać ze mną. Prosił żebym się nie obwiniała, bo to wszystko wyszło od niego, wie że nie chciałam niszczyć mu rodziny. Powiedział jej że od dawna nie widzi sensu bycia razem, kłócą się coraz bardziej, a moje pojawienie się pomogło mu podjąć decyzję. Nie wiem co teraz będzie.
Wiem, że wątek był zakładany wiele lat temu ale ciekawią mnie dalsze losy założycielki tematu.
Niczego dobrego i tyle w temacie. Jeśli ta historia się zakończyła pozytywnie, to tylko wyjątek potwierdzjaący regułę.
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czego się spodziewać po romansie z żonatym?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026