wiesz, ze mną też było tak, że ważyłam za dużo i widziałam w oczach facetów, że się im nie podobam. wzięłam się za siebie i schudłam. i w tym momencie jakby zły czar prysł - zaroiło się wokół mnie od facetów. czułam się bardzo atrakcyjna... ale wiesz, z czasem zrozumiałam, że to jest bezsensowne podejście do sprawy, bo tak naprawdę ci wszyscy faceci, którzy zaczęli się za mną oglądać nie są dla mnie. bo fajnie jest mieć przy boku przystojnego faceta, ale jeśli ma on IQ przedszkolaka, to to już jest inna sprawa...
kontynuując... jak już zdałam sobie sprawę z tego, że uroda nie idzie w parze z inteligencją, to wreszcie znalazłam sobie odpowiedniego faceta. nie był przystojny, co wszystkie przyjaciółki stwierdziły (i mają rację;)), ale był tak inteligentny i błyskotliwy...
mówiono na nas piękna i bestia
niestety już nie jesteśmy razem, ale to inna historia.
zmierzam do tego, że w tym momencie, gdy już nie ważę tyle co słoń i moja samoocena jest już ustabilizowana, to bardzo dużą uwagę zwracam na to jaki chłopak jest. i może to jest złe, ale znajduję przyjemność w tym, że mogę sobie wybrać z kim chcę iść do kina, na imprezę... i zawsze wybieram tego mądrzejszego, niekoniecznie ładniejszego
dlatego jeśli już szukać faceta, to w momencie kiedy się jest przed odchudzaniem, bo ma się pewność, że zaakceptuje nas takimi jakimi jesteśmy. a resztę można spławiać z uśmiechem na ustach 
przepraszam, że tak chaotycznie to opisałam 