Terero kochana !
Przecież nie oceniam Cię jako człowieka , tylko oceniam Twoje postępowanie , iż będąc w związku z jednym również nie poszczyciłaś się szczerością i innymi wartościami o których pisałam wyżej. Sama przyznasz mi (chyba?) racje , że okłamywanie i zdradzanie partnera nie jest uczciwe ...
Podobne tematy
Ech, szkoda słów, tyle już osób napisało, że źle robisz, ale Ty najwyraźniej tego nie widzisz...nie wiem, jakiej odpowiedzi oczekujesz? Spotykaj się z zajętym (!) chłopakiem, zwodź dalej narzeczonego, potem weź z nim ślub, a twój kochanek niech weźmie ślub ze swoją dziewczyną i żyjcie sobie długo i szczęśliwie...
Nie rozumiem, czemu nie czujesz wyrzutów sumienia, skoro wiesz, że krzywdzisz swojego narzeczonego i dziewczynę tego drugiego? To takie trudne, postawić się w ich sytuacji? Pomyślieć, jak byś się czuła, gdy ukochana osoba cię zdradza? że jest z tobą z przyzwyczajenia, wygody, tchórzostwa? że jesteś z nim, bo nie było nikogo lepszego, a gdy pojawia się ktoś "lepszy", to nie masz nawet odwagi zerwać i dać mu szanse na ułożenie sobie życia z kimś, kto na to zasługuje?
A co do przyszłości z tym drugim, świeżo poznanym...nie wróżę kolorowego happy endu, przecież on też jest w związku, a spotyka się z tobą. Właściwie, to jesteście siebie warci, obydwoje.
Ech, szkoda słów, tyle już osób napisało, że źle robisz, ale Ty najwyraźniej tego nie widzisz...nie wiem, jakiej odpowiedzi oczekujesz? Spotykaj się z zajętym (!) chłopakiem, zwodź dalej narzeczonego, potem weź z nim ślub, a twój kochanek niech weźmie ślub ze swoją dziewczyną i żyjcie sobie długo i szczęśliwie...
Nie rozumiem, czemu nie czujesz wyrzutów sumienia, skoro wiesz, że krzywdzisz swojego narzeczonego i dziewczynę tego drugiego? To takie trudne, postawić się w ich sytuacji? Pomyślieć, jak byś się czuła, gdy ukochana osoba cię zdradza? że jest z tobą z przyzwyczajenia, wygody, tchórzostwa? że jesteś z nim, bo nie było nikogo lepszego, a gdy pojawia się ktoś "lepszy", to nie masz nawet odwagi zerwać i dać mu szanse na ułożenie sobie życia z kimś, kto na to zasługuje?
A co do przyszłości z tym drugim, świeżo poznanym...nie wróżę kolorowego happy endu, przecież on też jest w związku, a spotyka się z tobą. Właściwie, to jesteście siebie warci, obydwoje.
Rozmawialam z nim na ten temat. Doszlo do tego, ze on am taki sam problem jak ja. Podobno tez kloci sie czesto z dziewczyna, i ktos stwierdzil ze miedzy nimi moze byc tylko przyzwyczajenie. Na samym poczatku znajomosci sie go zapytalam czy maja jakies wspolne plany... To milczal. A gdy bardiej go przycislam do muru, to tylko powiedzial "no jakies tam plany są". Wiec wcale nie wydaje mi sie zeby ją tak strasznie kochał. Bo gdyby tak bylo to by tez jej nie zdradzil. A jesli o sex chodzi, to i tak nie pojde z nim (narazie) do lozka. Wiec nie piszcie ze znow mnie wykorzysta, bo sie mu chcialo i poleci do swojej.
Elede napisał/a:Ech, szkoda słów, tyle już osób napisało, że źle robisz, ale Ty najwyraźniej tego nie widzisz...nie wiem, jakiej odpowiedzi oczekujesz? Spotykaj się z zajętym (!) chłopakiem, zwodź dalej narzeczonego, potem weź z nim ślub, a twój kochanek niech weźmie ślub ze swoją dziewczyną i żyjcie sobie długo i szczęśliwie...
Nie rozumiem, czemu nie czujesz wyrzutów sumienia, skoro wiesz, że krzywdzisz swojego narzeczonego i dziewczynę tego drugiego? To takie trudne, postawić się w ich sytuacji? Pomyślieć, jak byś się czuła, gdy ukochana osoba cię zdradza? że jest z tobą z przyzwyczajenia, wygody, tchórzostwa? że jesteś z nim, bo nie było nikogo lepszego, a gdy pojawia się ktoś "lepszy", to nie masz nawet odwagi zerwać i dać mu szanse na ułożenie sobie życia z kimś, kto na to zasługuje?
A co do przyszłości z tym drugim, świeżo poznanym...nie wróżę kolorowego happy endu, przecież on też jest w związku, a spotyka się z tobą. Właściwie, to jesteście siebie warci, obydwoje.
Rozmawialam z nim na ten temat. Doszlo do tego, ze on am taki sam problem jak ja. Podobno tez kloci sie czesto z dziewczyna, i ktos stwierdzil ze miedzy nimi moze byc tylko przyzwyczajenie. Na samym poczatku znajomosci sie go zapytalam czy maja jakies wspolne plany... To milczal. A gdy bardiej go przycislam do muru, to tylko powiedzial "no jakies tam plany są". Wiec wcale nie wydaje mi sie zeby ją tak strasznie kochał. Bo gdyby tak bylo to by tez jej nie zdradzil. A jesli o sex chodzi, to i tak nie pojde z nim (narazie) do lozka. Wiec nie piszcie ze znow mnie wykorzysta, bo sie mu chcialo i poleci do swojej.
Jesteś strasznie łatwowierna ...
a jak koleś chodzi ze swoją obecną dziewczyną do łóżka często i gęsto to zniknie szybciej z twojego życia niż ci się wydaje
Jesteś strasznie łatwowierna ...
Dlaczego łatwowierna?? Napisałam to co usłyszałam od niego... Nie mówię że mu wierzę w każde słowo.
Niestety, mnie również wydaje się, że na narzeczeństwo i ślub gotowa jeszcze nie jesteś.
Napiszę to w miarę prostymi słowami: zdradzasz swojego narzeczonego z facetem, który zdradza swoją dziewczynę. Gorzej- przez dwie strony tego tematu nie widziałaś w tym nic złego.
Piszesz, że (prawdopodobnie) nie czujesz nic poważniejszego do narzeczonego, a mimo to z nim jesteś. No i pół biedy, ale Twoja motywacja- bo boję się być sama?! Masz 20 lat i myślisz takimi kategoriami? Godzisz się na "byle co" z powodu beznadziejnych, egoistycznych pobudek, a jak nadarza się okazja, to przyprawiasz rogi bogu ducha winnemu chłopakowi? Bo powiedzmy sobie szczerze- Twoja zdrada nie wyniknęła z powodu, że on jest nudny, nieśmiały, siaki czy owaki, tylko dlatego, że wybrałaś złego partnera życiowego! I pisząc "złego" mam na myśli- nie spełniającego Twoich oczekiwań.
A ten drugi chłopak... no cóż, zdradza swoją "ukochaną". To nie może dobrze o nim świadczyć. Z drugiej zaś strony- Ty też skaczesz na boki. Może więc rzeczywiście do siebie pasujecie? ![]()
Przede wszystkim jednak- odpuść sobie narzeczonego. Szkoda chłopaka. Każdy zasługuje na prawdziwą miłość, a nie jakieś tam ochłapy.
I na marginesie- ślub to odpowiedzialność, konsekwencje, wyrzeczenia, kompromisy, poświęcenie, dzielenie bólu i radości, ale przede wszystkim- zobowiązanie na- podkreślę- CAŁE ŻYCIE. Jeśli myślisz sobie gdzieś w duchu- 'eee, najwyżej się rozwiedziemy' - to nie, na ślub nie jesteś gotowa nawet w 1%.
Napiszę to w miarę prostymi słowami: zdradzasz swojego narzeczonego z facetem, który zdradza swoją dziewczynę. Gorzej- przez dwie strony tego tematu nie widziałaś w tym nic złego.
I nad tym powinnaś się dziewczyno zastanowić.
P.S. Busiu - gratuluję 100% normy!
Kozaczku - sama siebie stawiasz w roli "jałówki" a dziwisz się że forumowicze śmieją się z Twojej "Inteligencji".
Najpierw coś tam bredzisz o seksie przedmałżeńskim, o jakiśtam zasadach, pędzeniu do kościoła, a potem wyjeżdżasz za granicę i zachowujesz się jak szczeniak spuszczony ze smyczy. Byle jak i z byle kim.
Dlaczego byle jak? Bo na imprezach, z nowo poznanym facetem o którym wiesz że jest ZAJĘTY. Milości Ci nie wyznaje, bawi się zajefajnie z laską ze wsi obok. Jest gites. Jest też szansa że dmuchnie dziewicę. I adios amigos. Gdyby nie był byle kim - albo by Ci powiedział od razu - sorry maleńka, nic z tego nie będzie bo mam dziewczynę. Albo: miłości mojego życia, poczekaj sekundę - skończę co zacząłem z inną damą - i wtedy będę cały do Twojej dyspozycji. Grzmotnął ci kilka czulych słówek, dobrze umie całować (założę się że na pewno nie prawiczek hehe) a Ty leziesz jak ćma do świecy. Darmo się sprzedajesz.
Idziesz na bylejactwo i dziwisz się że Ci prorokują rolę "zabaweczki". A jaką rolę dla siebie widzisz w tym nibyzwiązku? Nie szanujesz się - Ty masz NARZECZONEGO on ma dziewczynę - dostaniesz kopa aż zaświszczy. Aż tak siebie nie lubisz że byle kto Ci wystarcza i sama zachowujesz się byle jak?
Nie pierdziel tu o stosunku do seksu przedmałżeńskiego - bo Twój stosunek tyczy się tylko błony dziewiczej. Nie tyczy się czystości w religijnym czy moralnym tego słowa znaczeniu - kłamiesz, pozwalasz na kłamstwo, oszukujesz i nie szanujesz drugiego człowieka w imię "iskierki". Jako katolik - postępowanie do bani bo ksiądz nawet na wsi naucza o czystości a nie o błonie. Proste jak budowa cepa - to nie supermarket.
Daję sobie rękę uciąć że na samym całowaniu się nie kończy - przecież nie macie pozakladanych kaftanów bezpieczeństwa, rączki chodzą na pewno. Czyli - idzie o samą błonę. Do kupienia na Allegro - porządny ginekolog "odbuduje" za 4 tysiące i będziesz jak nowa.
Mąż nie ma Ci niczego zapewnić - to nie drugi supermarket. Najpierw trzeba coś sobą reprezentować - i nie mówię tu wyłącznie o Twoich wybitnych zaletach intelektualnych, ale głównie o pionie moralnym. Najpierw poukładaj sobie parę rzeczy w głowie - głównie na swój temat - jakim człowiekiem jesteś i co TY możesz zaoferować mężczyźnie który powierzy Ci swoje życie, swoją przyszłość. Przed Bogiem, Allachem, Buddą czy innym Guru.
Czy potrafisz być uczciwa sama dla siebie? Co z Twoją inteligencją emocjonalną?
Związek dwojga ludzi nie polega na tym co kto komu może zapewnić - tak handluje się kobietami na Bliskim Wschodzie.
Oprócz uczucia zwanego miłością - a o którym Ty nie masz nawet bladego pojęcia jak widać (na podstawie pobudek poznania narzeczonego - żeby zrobić na złość "byłemu", zawracasz glowę chłopakowi 3 lata - zaraz oślepnie biedaczek, a dłonie od wewnętrznej pewnie dawno porasta gąszcz, teraz doprawiasz mu rogi z następnym cudem). No więc o miłości - pojęcie zerowe - a to absolutna podstawa dla JAKIEGOKOLWIEK dojrzałego i zdrowego związku. Jak kochasz - po prostu wiesz że kochasz.
Kolejna sprawa - szacunek. Do siebie (nie puszczamy się, nie kombinujemy jak się puścić, o puszczaniu się nie myślimy), do drugiej osoby - u Ciebie absolutny brak szacunku. Siebie nie szanujesz bo kombinujesz jak się bzyknąć z "chłopaczkiem", do "chłopaczka" szacunku nie masz - bo jesteś zaręczona z innym, do narzeczonego szacunku nie masz, bo go oszukujesz. Prawiczka biednego. Jezu co za frajer ociemniały z tego faceta!
Następnie mamy pożądanie - u Ciebie o wdzięcznej nazwie "iskierka". Wyłącznie na "iskierce" związku nie zbudujesz żadnego - chyba że taki wyłącznie bzykankowy typu "pogotowie" czyli jak się nie ma co się lubi, to się bierze co jest i włada tym samym językiem na obczyźnie.
Pożądanie jako element związku opartego na miłości i szacunku - jak najbardziej element niezbędny.
Przyjaźń. Powiedziałabym na równi z milością - małżeńskie życie - ot wzloty i upadki zgodnego tandemu idącego w jednym kierunku. Bez przyjaźni nie da rady. Przyjaźń zaś w odróżnieniu od miłości nie jest ani głucha, ani ślepa ani bez węchu. Na przyjaciela zawsze można liczyć, oddać za niego życie. Ty bylabyś do tego dla któregoś z nich zdolna? Funta kłaków byś nie dała. Ani oni za Ciebie.
Jest jeszcze mnóstwo innych elementów na których opiera się małżeństwo - ale do tego każdy dochodzi sam w trakcie jego trwania.
Na marginesie - zawsze zastanawiałam się po ciężkiego zbója kościół organizuje obowiązkowe "nauki przedmałżeńskie" - śmiać mi się chciało że dwoje dorosłych, dojrzałych ludzi musi siedzieć w ławce i słuchać ślepego jak gada o kolorach. Po przeczytaniu kilku postów w tym wątku - uważam że dla niektórych są one wręcz niezbędne.
75 2011-05-27 19:15:03 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-05-27 19:16:35)
Elede napisał/a:Ech, szkoda słów, tyle już osób napisało, że źle robisz, ale Ty najwyraźniej tego nie widzisz...nie wiem, jakiej odpowiedzi oczekujesz? Spotykaj się z zajętym (!) chłopakiem, zwodź dalej narzeczonego, potem weź z nim ślub, a twój kochanek niech weźmie ślub ze swoją dziewczyną i żyjcie sobie długo i szczęśliwie...
Nie rozumiem, czemu nie czujesz wyrzutów sumienia, skoro wiesz, że krzywdzisz swojego narzeczonego i dziewczynę tego drugiego? To takie trudne, postawić się w ich sytuacji? Pomyślieć, jak byś się czuła, gdy ukochana osoba cię zdradza? że jest z tobą z przyzwyczajenia, wygody, tchórzostwa? że jesteś z nim, bo nie było nikogo lepszego, a gdy pojawia się ktoś "lepszy", to nie masz nawet odwagi zerwać i dać mu szanse na ułożenie sobie życia z kimś, kto na to zasługuje?
A co do przyszłości z tym drugim, świeżo poznanym...nie wróżę kolorowego happy endu, przecież on też jest w związku, a spotyka się z tobą. Właściwie, to jesteście siebie warci, obydwoje.
Rozmawialam z nim na ten temat. Doszlo do tego, ze on am taki sam problem jak ja. Podobno tez kloci sie czesto z dziewczyna, i ktos stwierdzil ze miedzy nimi moze byc tylko przyzwyczajenie. Na samym poczatku znajomosci sie go zapytalam czy maja jakies wspolne plany... To milczal. A gdy bardiej go przycislam do muru, to tylko powiedzial "no jakies tam plany są". Wiec wcale nie wydaje mi sie zeby ją tak strasznie kochał. Bo gdyby tak bylo to by tez jej nie zdradzil. A jesli o sex chodzi, to i tak nie pojde z nim (narazie) do lozka. Wiec nie piszcie ze znow mnie wykorzysta, bo sie mu chcialo i poleci do swojej.
To skoro tak źle Wam w związkach , to czemu ich nie zakończycie ? Bądzcie uczciwi i zerwijcie ze swoimi partnerami, bo przecież Wasze związki to i tak farsa, a potem bądźcie razem i cieszcie się swoim uczuciem. Co Ty na to autorko ?
Też odniosłam wrażenie, że nie szukasz wcale rady, lecz usprawiedliwienia dla swojego postępowania Wybacz, ale nie popieram oszukiwania i zdradzania drugiego człowieka i nigdy nikogo tak nie potraktowałam.
Na pewno nie kochasz swojego narzeczonego, jest kołem zapasowym. Ale tak nie wolno traktować ludzi. Wystarczająco długo go okłamywałaś, czyż nie zasługuje on na dziewczynę , ktróra prawdziwie go pokocha i poczuje do niego te "iskierki"?
76 2011-05-27 19:19:25 Ostatnio edytowany przez nell999 (2011-05-27 19:40:29)
Na marginesie - zawsze zastanawiałam się po ciężkiego zbója kościół organizuje obowiązkowe "nauki przedmałżeńskie" - śmiać mi się chciało że dwoje dorosłych, dojrzałych ludzi musi siedzieć w ławce i słuchać ślepego jak gada o kolorach. Po przeczytaniu kilku postów w tym wątku - uważam że dla niektórych są one wręcz niezbędne.
O tak Kriss
Czytajac ten watek usmialam sie po pachy ![]()
I takim osobom pozwala sie zawrzec zwiazek sakramentalny ![]()
Przeciez to wola o pomste do nieba
![]()
Kozaczek
Ty ewidentnie oczekujesz ze ktos cie poglaszcze po glowce i powie ze dobrze robisz. Dobrze, ze walisz w rogi narzeczonego. Dobrze, ze innej dziewczynie rozwalasz zwiazek. Bo wazna jestes tylko Ty i Twoje "iskierki". Nie uczciwosc, szczerosc ani milosc. Boszzz.....
Egoizm w najczystszej postaci.
A poza tym - Ty to chyba nie poznalabys teraz prawdziwej milosci nawet jakby cie w d***e kopnela.
Ehhhhhhhh...
77 2011-05-27 20:11:17 Ostatnio edytowany przez Mokka (2011-05-27 20:13:39)
Mokka napisał/a:Jesteś strasznie łatwowierna ...
Dlaczego łatwowierna?? Napisałam to co usłyszałam od niego... Nie mówię że mu wierzę w każde słowo.
To może z innej beczki ...
Zastanawiałaś się co będzie , jeżeli on kłamie ? Jeżeli po spotkaniu z Tobą wchodzi do domu gdzie czeka na niego stała partnerka czekająca cały dzień na jego zainteresowanie ? Próbowałaś postawić się w jej sytuacji ? Niby czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, ale mi osobiście szkoda ludzi żyjących w takiej nieświadomości, nie wiem jak Tobie... Pomimo, że piszesz , iż nie wierzysz mu w każde słowo odnoszę wrażenie , że gdzieś w głębi mu jednak ufasz. Łatwiej jest w końcu żyć z myślą, że ma się romans z kimś, komu się w związku nie układa, niż z kimś, kto ma w nim wyśmienicie . Tak samo jak Ty , tak samo on może mieć bardzo fajną dziewczynę , tylko brak im iskierki . Jednak przytaknę pozostały forumowiczkom , że na iskierce związku się nie zbuduje , więc? Myślałaś o tym jak się będziesz czuła kiedy jednak powie Ci , że byłaś tylko chwilą zapomnienia ? Jak na moje wrócisz znowu do tego biednego "narzeczonego" , w obawie przed swoją (no kogóż by innego) samotnością i zmarnujesz mu życie.