hmmm.... trafiłam na to forum szukając informacji o prawiczkach.... bo na takiego niedawno trafiłam...
na wstępie chciałabym tylko napisać, że to jest moje życie i proszę nie komentować mojego postępowania, nie o to tu chodzi i nie to jest tematem mojego postu
Mam 36 lat, mam Męża i 28 letniego "Kochanka" - prawiczka
Poznaliśmy się w internecie (gra społecznościowa), dużo rozmawialiśmy na różne tematy. Jestem osobą dość otwartą, bezpośrednią, taką gadułą trochę ale potrafię też słuchać. Na rozmowach o wszystkim i niczym minął nam jakiś miesiąc. Po tym czasie w dość nieoczekiwany sposób mój kolega wyznał mi, że jest prawiczkiem. Byłam tym bardzo zaskoczona... wydawał się bardzo sympatycznym facetem, wysoki (widziałam zdjęcia), przeciętnej budowy, przeciętnego wyglądu (kilka zmian i byłby całkiem atrakcyjnym facetem), owszem dość zamknięty w sobie, nie co sfrustrowany życiem .... ale zastanawiałam się jakim cudem się uchował (nie mam nic złego na myśli). Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie zapytała co, jak i dlaczego.... a On jak na spowiedzi, ku swojemu własnemu zaskoczeniu, opowiedział mi o wszystkim. O frustracji, zniechęceniu do życia, o tym że czuje się inny i gorszy, że wstydzi się tego, że stał się mrukiem i odsunął się od ludzi, że ma myśli samobójcze, że jestem jedyną osobą która o tym wie. Było mi Go żal (nie mylić z litością), bo uważałam Go za fajnego faceta, który po prostu nie trafił na odpowiednią kobietę i najzwyczajniej w świecie szkoda Go żeby się zmarnował. Okazało się, że przez 5 lat był w związku z kobietą, która chciała "czekać do ślubu", było tylko jakieś małe macanko i przytulanie, żadnego sexu oralnego czy prób odbycia stosunku, żadnej masturbacji bo uważał to za niewłaściwe. Na dziewczynę nie naciskał "bo skoro chce czekać to ok", nie były to względy religijne, tłumaczyła że nie jest gotowa. Wszystko okazało się brednią bo któregoś dnia zniknęła, a po krótkim czasie widział ja z brzuchem (okazało się ze przez cały związek Go zdradzała).
To Jego historia.... nasza wspólna zaczęła się dość dziwnie. Dużo rozmawialiśmy o Jego problemie, o tym czym dla niego jest sex itd., podczas takiej rozmowy wyznałam Mu, że niedawno postanowiłam z Mężem żyć w otwartym związku (jesteśmy razem kilkanaście lat, jest ode mnie sporo starszy, bardzo się kochamy, sex jest nadal świetny, ale Mąż wyznał że podniecałoby Go gdybym miała Kochanka.... pomyślałam - czemu nie). Po kilku dniach, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, zapytał mnie czy zechciałabym być Jego pierwszą... bo on zakochał się, bo tylko przede mną potrafił się otworzyć, bo wie że może mi zaufać, bo tylko ze mną potrafił rozmawiać, że wcześniej nie odzywał się wiedząc że mam męża i że jako atrakcyjna i doświadczona kobieta nie zwrócę na Niego uwagi (w Jego mniemaniu byłam daleko poza Jego zasięgiem gdyż uważa się - z czym cały czas walczę - za bardzo nieatrakcyjnego i nieinteresującego faceta). Tłumaczyłam Mu, że to tylko zauroczenie, ale On szedł w zaparte, że albo ja albo żadna, prosił żebym przemyślała Jego propozycje "oddania" mi się. Hmmm... dla mnie był tylko kolegą, nie patrzyłam na Niego w ten sposób, nie odwzajemniałam Jego uczuć. Czułam się niewłaściwą kobietą, żeby Go rozprawiczyć, uważałam, że skoro czekał tyle to powinien ten pierwszy raz przeżyć z TĄ właściwą i jedyną... ale.... im dłużej o tym myślałam tym bardziej mnie to kręciło. Podniecał mnie fakt, że byłabym Jego pierwszą, że wprowadzałabym Go w arkana sexu, Jego brak doświadczenia był dla mnie słodki (wiem, żaden facet nie chciałby tego usłyszeć ;P).... no i zgodziłam się. Z góry zaznaczyłam, że będzie to tylko sex, że może być tylko moim Kochankiem.
Skoro zapadła decyzja o spotkaniu się (mieszkamy na przeciwległych krańcach Polski) postanowiłam oswoić Go trochę z sexem (bardzo krępowało Go wszystko co było z tym związane, nie potrafił o tym rozmawiać). Podsyłałam mu różnego rodzaju artykuły żeby przygotować Go chociaż teoretycznie do różnych form sexu i bliskości (bardzo chciał spróbować sexu oralnego). Żeby zapoznać się z własnym ciałem i odczuciami zaczął się też masturbować (okazało się że nie jest to takie niewłaściwe
). Z czasem co raz więcej o tym rozmawialiśmy, otworzył się, oswoił z tematem, zaczął mi nawet pisać krótkie seksowne historyjki opisujące jak sobie wyobraża nasze spotkanie i ten swój pierwszy raz. Całe to "przygotowanie" trwało około miesiąca. Zdania nie zmienił, wręcz przeciwnie, był co raz pewniejszy, że to mam być ja. Mieliśmy dla siebie cały weekend, zadbałam o atmosferę, sexi ciuszki, relaks itp...... no ale okazało się, że chcieć a móc to dwie różne sprawy. Gra wstępna super.... okazał się bardzo czuły, pojętny, wzajemny sex oralny był bardzo przyjemny, a On osiągnął bez problemu wzwód.... jednak kiedy miało dojść do stosunku .... klapa.... w sekundę wiotczał. Robiliśmy kilka podejść ale z każdym kolejnym był co raz bardziej sfrustrowany i zamykał się w sobie. Tłumaczyłam Mu, że zdarza się to każdemu facetowi, że po prostu za duża presja, że za bardzo chciał, że i tak było bardzo fajnie, że spróbujemy kolejny raz, że po prostu jest ok. Wiedziałam, że bardzo przeżywał to spotkanie, że bał się czy mi się spodoba, czy będzie mnie w stanie zadowolić itd. Wiedziałam że to kwestia blokady psychicznej, ale szczerze mówiąc nie zdarzyło mi się żeby jednak choćby po kilku próbach nie pobudzić faceta.... widać ja też musiałam przeżyć swój "pierwszy raz". Wyjechał załamany z przekonaniem, że nigdy więcej nie będę chciała się z Nim spotkać a On zostanie prawiczkiem do końca życia.
Dużo potem rozmawialiśmy o zaistniałej sytuacji, udało mi się chyba wytłumaczyć Mu że czasami tak bywa i trzeba próbować. Chciałam kolejnego spotkania, bo najnormalniej w świecie spodobał mi się i ujął mnie swoją czułością i ciepłem. No i właśnie..... kolejne spotkanie za tydzień. Doszłam do wniosku, że dobrze będzie spotkać się w neutralnym miejscu i to na dłużej żeby nie czuł takiej presji. Wynajęliśmy sobie na tydzień hotel gdzieś w połowie drogi. Trafiłam tutaj, bo zastanawiam się co mogę jeszcze zrobić żeby jakoś pomóc Mu przezwyciężyć tą blokadę. Dodam, że jestem atrakcyjna, zadbana i wyglądam najwyżej na 30 lat, jestem też bardzo otwarta jeśli chodzi o sex. Przyznam, że na ten temat rozmawiałam nawet z Mężem.... stwierdził że powinnam być cierpliwa, czuła i wyrozumiała, a On się w końcu odblokuje bo to problem psychiczny. Ja jednak obawiam się, że jeżeli znowu nam nie wyjdzie to On już całkiem zamknie się w sobie.
I tu mam pytanie do Panów-prawiczków.... co mogę zrobić żeby Go rozluźnić, co by na Was podziałało, może mieliście takie nie udane próby i jesteście mi w stanie powiedzieć co było nie tak i co powinnam zrobić.
I jeszcze jedno do piszących tu prawiczków.... nie poddawajcie się, nigdy nie wiadomo co Was w życiu czeka
a życie potrafi czasami zaskakiwać 