LIB...TĘSKNIMY ZA TOBĄ MOCNO!!!!!:):):) Śpij spokojnie Mamusiu przecudowna!!!!
Jak już odpoczniesz to będę sie radzić jak starszej siostry co do porodu i pielęgnacji maluszka:))))
Całujemy z sił całych:)
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód i ciąża
Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 13 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
LIB...TĘSKNIMY ZA TOBĄ MOCNO!!!!!:):):) Śpij spokojnie Mamusiu przecudowna!!!!
Jak już odpoczniesz to będę sie radzić jak starszej siostry co do porodu i pielęgnacji maluszka:))))
Całujemy z sił całych:)
Podobne tematy
Spokojnej i przespanej nocy Lib
... kolorowych snow :*
Kochana Lib śledziłam wątek Twój i Pe nieustannie.Gratulacje.Jestem z Ciebie dumna.Odpoczywaj ( na zapas ,bo nigdy nie wiadomo gdzie spędzimy kolejną noc-mnie właśnie 2 letni szkrab wypędził z ciepłego łóżka oferując z zamian swoje-ups za dużo ważę i nie mieszczę się)
Czekam z niecierpliwością na Twój kolejny wpis ale jednocześnie rozumiem, że kilka dni po porodzie to nie jest prosta sprawa.
Przytulam Was mocno
Witajcie
![]()
Mam chwilkę czasu bo mały śpi
(w końcu) i podzielę się swoimi wrażeniami... Nie wiem tylko od czego tu zacząć, ponieważ wszystko wydaje mi się tak bardzo ważne... Jeżeli nagle nie skończę jakiegoś wątku to oznaczać będzie, że musiałam wrócić do najważniejszej dla mnie osóbki na świecie... rozumiecie prawda
![]()
A więc aby nie tracić czasu zaczynam swoje opowiadanie ![]()
5 lipca trafiłam do szpitala - miałam mieć zrobiony tylko zapis KTG ale dzięki zaprzyjaźnionej pani położnej lekarz przeprowadził u mnie badanie usg i okazało się, że mam mało wód płodowych więc zatrzymuje mnie na obserwacji... zgodziłam się (ba nawet byłam na to przygotowana)...
o godz. 16 miałam kolejny zapis, w którym okazało się, że serducho małego bije ok a u mnie pojawiają się małe skurcze... ale jeszcze nieporodowe... po godz. 17 te skurcze zaczęły być regularne (co 10 min) i mocniejsze, a po upływie kolejnych 2 godzinach skurcze się nasiliły i pojawiały co 5 minut... wtedy były już bardzo bolące!... o godz. 21 podeszłam do pani doktor by ją o tym poinformować... przeprowadziła badanie i powiedziała, że to jeszcze nie to... (zbyt małe rozwarcie) i że za kolejne 120 minut znowu mam przyjść... pojawiłam się już po 30 minutach ponieważ okazało się, że rozwarcie postępuje i muszę się przenieść na salę porodową... zadzwoniłam po mamę... byłam lekko zdenerwowana... która ok. godz. 22 przyjechała wraz z siostrą i... poszłyśmy rodzić...
zanim jednak urodziłam był szereg badań i wywiadów do udzielenia - standardowa procedura... na moje "miejsce pracy"
- czyli fotel porodowy trafiłam więc dopiero po godz. 23... i wtedy już naprawdę bardzo bolało...
cały czas obecna była moja rodzina... około północy poprosiłam mamę aby poinformowała męża o tym, że jesteśmy na porodówce... zrobiła to... a mnie mocniej bolało...
wiedziałam, że muszę być silna - bo tego oczekuje ten mały człowieczek, który zaczął się pchać na ten świat ![]()
po godz. 1 w nocy byłam już bardzo zmęczona tym oddychaniem, nie parciem, przetrzymywaniem skurczy, skakaniem na piłce, kucaniem... ale cel był jeden - urodzić SYNA!!!
około 3 w nocy nastąpił postęp w akcji porodowej - męża jeszcze nie było, więc mama znowu skontaktowała się z nim (za pomocą sms) - napisała, że rodzę i .... był odzew: już jadę... po godz. 4 mąż wszedł na porodówkę i został tam do 6 rana... (przyjechał z ojcem)... zaznaczam, że moja familia również mi towarzyszyła i ... z jednej strony bardzo mnie wspierała, współczuła tego ogromnego bólu jaki miałam a z kolejnej śmiała się z moich reakcji... przyznaję, czasami nie dawałam już rady więc gadałam głupoty
i robiła dziwne rzeczy... ale co tam - nie codziennie się rodzi
![]()
cierpiałam ogromnie - rodziłam od poprzedniego dnia, najbardziej stresujące były skurcze (bardzo silne i częste) - sam poród to sama przyjemność
gdy zobaczyłam, jak po moich parciach wychodzi główka syna, potem jego ramionka, tułów, nóżki to łzy z oczu same leciały - ze SZCZĘŚCIA, że już tak blisko, że już za chwilę, że już teraz, że JEST - w końcu jest ze mną - a właściwie na mnie... cudowne 90 minut!!! mój mały synek nie jest już we mnie a na mnie - na moich piersiach... taki malutki, siniutki - potem różowiutki, krzyczący, ssący cyca
- od razu się do niego dorwał - wiedział, gdzie uderzyć
po tych minutach zabrali małego na kolejne badania, mnie przewieziono na salę poporodową i tam czekałam na jego powrót... z mamą ponieważ mąż już odjechał - nie czekał na informację ile waży, mierzy - poprosił abym do niego zadzwoniła z ta informacją... zrobiłam to, ponieważ to jego syn i uznałam, że powinien wiedzieć... ucieszył się, że z małych wszystko w porządku i dodał, że chciałby przyjechać popołudniu w odwiedziny ale nie wie czy może... wyraziłam zgodę...
gdy przywieźli syna był już zaszczepiony, przebrany, zawinięty w kocyk i głodny! a ja... byłam tak podekscytowana, że nie mogłam ani spać, ani jeść tylko patrzyłam się na nowego członka rodziny ![]()
był taki malutki, jego nosek, oczka, czół?o, usteczka - takie miniaturowe, opuchnięte ale najpiękniejsze i najcudowniejsze jakie w życiu widziałam... te paluszki u raczek, stópki, włosy na głowie (jest ich mnóstwo i są takie długie), rzęsy i brwi (tez już są)... CUDO
można godzinami się patrzeć i nie znudzić... a jakie minki robił
uśmiech po pachy ![]()
mały z niego komik i to, że nie daje mi spać, odpocząć, nawet się umyć i zjeść sprawia, że kocham go coraz bardziej ![]()
a jego tatuś??? przyjechał w odwiedziny ze swoimi rodzicami - teściowa jakby nigdy nic przywitała się ze mną, podeszła aby mnie ucałować, podeszła do wnuka i... rzekła, że nie jest podobny ani do mnie ani do jej syna... nie wzięła go na ręce, pouczała tylko męża jak ma się zachowywać, co robić - a właściwie czego nie robić z synem... powiedziałam mu, że może wziąć syna na ręce - ona nie dasz rady, złamiesz albo spuścisz go... nic takiego nie zrobił...
powiedziałam mu, że może do niego mówić normalnym tonem głosu - ona, ze ma mówić cicho, bo na pewno będzie chciał spać... - mówił normalnie...
powiedziałam mu, że jak chce to może mi pomóc w zmianie pampersa - parł się do tego to ona przejęła pałeczkę i nie pozwoliła mu na to... co za paskudna baba...
aż w końcu syn przemówił do niej swoim głosem i obrażona chyba wyszła z sali nie żegnając się ze mną... tak mi przykro
, po wizycie mąż pożegnał się ze mną, zapytał czy czegoś potrzebuję i że chciałby przyjechać w piątek go zobaczyć... no i przyjechał z ojcem do domu mojej rodziny (sam się nie odważył)... był bardzo chętny do brania syna na ręce (pytał sie czy może i czy dobrze to robi), mówił do niego, obserwował, robił zdjęcia... na prawdę się cieszył... na koniec zapytał sie znowu czy czegoś potrzebuję...
rozryczałam się bo już dłużej nie dałam rady... dzisiaj też ma przyjechać...
przepraszam, muszę kończyć bo syn mnie wzywa ![]()
do pisania później...
Uściski dla Ciebie i nowo narodzonego ![]()
Oj....jak ja bym chciała mieć już mojego synka obok siebie:)
Okrutnie boję się porodu...Wcześniej o nim nie myślałam...ale im bliżej tym wiecej zaczynam myśleć ![]()
A twój opis jest taki spokojny....bolało ale dało się wytrzymać:)
Lib...jesteś niesamowicie dzielna!!!!
całujemy mocno mamusie i dzidziusia:)
Lib gratuluję, gratuluje porodu, odwagi, Dzieciąteczka
![]()
niesamowicei to opisałas ![]()
dumna jestem w jakis sposób z Ciebie ... aż łzy sie do oczu cisną ... szczerze się wzruszyłam...
jeszcze tylko nasza pe nam urodzi Maluszka i świat sie stanie piekniejszy ![]()
Tak realistycznie to opisałaś, że aż przypomniał mi się mój poród:)
Również całuję Was mocno
Lib .. jeszcze raz gratuluje ... Ciesze sie ze w koncy sama zadecydowałaś, o tym kogo wezwać, co powiedzieć, o co poprosić i jak reagować. Wszystko co zrobiłaś, otaczam szacunkiem. Umiejętność podejmowania trudnych decyzji, masz już we krwi.
Jeszcze raz gratuluje siły, odwagi ... i cieszę sie razem z Toba
Cudownie sie czyta Ciebie taka szczesliwa, promieniujaca i radosna chodz troszke zapewne zmeczona obowiazkami, ale to przyjemne obowiazki w koncu sa ![]()
Ciesze sie razem z Toba Lib ![]()
Podrawiam i sciskam mocno :*
Gratuluje Lib
z calego serca gratuluje .. i dziekuje za te lzy szczescia ktorych mi wlasnie dostarczylas - bardzo sie wzruszylam. Jeszcze raz Tobie i Twojemu Synkowi zycze wszystkiego najlepszego.
Kochani - przepraszam, że piszę do Was wszystkich razem a nie do każdego z Was z osobna... lista byłaby długa ![]()
dziękuję Wam po raz kolejny za wielkie wsparcie i gratulacje
połechtaliście mnie trochę swoimi pięknymi słowami
wzruszyłam się ogromnie i nadal to robię gdy je po raz któryś czytam... wspaniale mieć takich Przyjaciół ![]()
jestem bardzo szczęśliwa, że mam syna obok siebie, że nie jestem już sama, że w końcu małe CUDO, Słoneczko moje najdroższe na świecie, jest już ze mną, że zaczynamy nowe życie...
razem z synem uczymy się nawzajem rozpoznawać swoje emocje, nawyki, obserwujemy siebie i dostosowujemy się do nowej sytuacji... czasami jest zabawnie, czasami stresowo - dla mnie, bo uczę się jak być mamą, dla małego bo uczy się jak być synem
na szczęście mam mamę blisko siebie i wiem, że w potrzebie mnie nie zostawi... ona teraz pełni obowiązki ojca dziecka... gdy ja przestaję karmić małego to ona bierze go na ręce aby mu się odbiło, gdy ja go kąpię ona przygotowuje ręcznik aby go po wyjęciu z wanienki wytrzeć, gdy ja go przebieram to ona podaje mi kosmetyki, czyste ubrania itp., gdy w nocy nakarmię syna ona potem go usypia abym i ja nabrała sil i choć trochę sobie pospała.... nie wiem co bym bez niej zrobiła - bardzo mi pomaga...
dzisiaj po raz pierwszy była u nas pani położna środowiskowa - gdyby nie znajomości mojej mamy to byłby problem z tą opieką ponieważ należę do przychodni w "tamtym" mieście i pomimo braku rejonizacji nie wszystkie przychodnie wyrażają zgodę na takie wizyty... ale my na szczęście mamy ten problem z głowy... rady położnej są dla mnie cenne... martwiłam się np. o suchą skórę mojego brzdąca (podobno to normalne - skóra dopiero co przyzwyczaja się do nowych warunków i stary naskórek musi się złuszczyć), o to, że nie wypróżnia się codziennie (tym też nie mam się martwić), że kicha, ma czkawkę, je nieregularnie itp. chyba jestem powoli przewrażliwiona ale to wynika z samego dobra... im więcej mały mi dokazuje tym bardziej go kocham... gdy poszłam dzisiaj do apteki pod domem i zostawiłam go pod opieką mamy po 15 minutach już dzwoniłam z pytaniem czy się obudził - bo jeśli nie to pójdę jeszcze do innego sklepu - może zdążę... siostra powiedziała, że to się nazywa być mamą!!!
Kochani - on jest taki słodziutki, zwłaszcza jak się śmieje gdy je, albo śpi... wszystko wynagradza...
ale niestety pojawiają się wspomnienia dotyczące mojego męża... dzisiaj popłakałam się gdy usłyszałam pewien utwór w radio...była lawina łez, której nie potrafiłam opanować... i teraz gdy o tym sobie przypomnę to również płaczę... bo jest mi smutno... pomimo uśmiechu na twarzy mam ogromny ból w sercu ;(
spotkania z nim są dla mnie bardzo stresujące... ostatnio był u nas w sobotę (trochę ponad godzinę)... mały spał i ja akurat też... powiedział, że on teraz przy nim posiedzi a ja mam odpocząć... miło z jego strony ale to była tylko godzina! a gdzie pozostałe 23? i te wszystkie doby, które były i są przed nami... on naprawdę się cieszy z tego dzieciaka i mam wrażenie, że z jednej strony żałuje, że nie jest obecny w tym pierwszym okresie jego życia, jest taki chętny by spędzać z nim czas, jest śmiały aby go trzymać na rękach i nie boi się (przynajmniej tego nie okazuje)... on go naprawdę pokochał...
A ja? cierpię, bo go widzę... i chcę aby i mnie przytulił, powiedział coś miłego, złapał za rękę... i chociaż wiem, że on tego nie zrobi to ja czekam... wiedziałam, że tak będzie... że jak go tylko zobaczę to wszystkie emocje wrócą... i choć staram się nie myśleć o nim to nie potrafię tak do końca... koncentruję się na małym - bo on jest teraz najważniejszy na świecie ale gdzieś tam w środku myślę też o mężu bo nie przestałam go chyba kochać...
jestem szczęśliwa ale bardzo samotna...
znowu płaczę jak to piszę... bo nie tak to miało wyglądać... mieliśmy razem się nim zajmować, razem go wychowywać a nie tak jak jest teraz...
wiem, rozczulam się nad sobą, niepotrzebnie to mielę ale muszę się wypłakać, rozładować by potem iść do przodu...
kolejna wizyta tatusia w środę albo w czwartek bo... musi popracować... zostawię to bez komentarza...
chwilami jest ciężko i zdaje sobie sprawę z tego, że najgorsze jest przede mną...
w końcu skończyłam pisać to co chciałam (zaczęłam o 14 a potem mały już mi na to nie pozwalał - dzisiaj był wyjątkowo markotny, nie płakał ale też i nie chciał spać w łóżeczku tylko na rękach)...
dzisiaj sama go wykąpałam - bez asekuracji mamy!!!
3majcie się cieplutko, całujemy każdego z osobna z małym moim słoneczkiem
dobranoc...
Lib ... masz wspaniałą mamę ... jej nadopiekuńczość - czasami postrzegana jako upierdliwość - jest teraz wskazana. Bądź silna Lib ... czerp siłę z każdego radosnego dnia.
... i pamiętaj:
Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym. ? Phil Bosmans
Wcale się nie rozczulasz kochana, przecież to są naturalne odruchy w tej sytuacji.Bardzo mi przykro, że tak się teraz czujesz. Twój mąż nawet jeśli teraz jeszcze nie żałuje to niedługo zacznie. Dobrze, że w tej sytuacji masz przy sobie mamę .. no i tego kochanego szkraba.
Jak ja Cie doskonale rozumiem Lib...... też mam momenty kiedy łzy same cisną mi się do oczu. To dlatego że my jeszcze wciąż kochamy....niesamowite że pomimo tego wszystkiego. To jest potwornie ciężkie....bo to są takie momenty w życiu które tak bardzo chciałoby się dzielić z "tą" osobą a nie mieć złamane serce...
No ale...co robić.......to są sytuacja na które już wpływu nie mamy....
zarówno Ty jak i Ja...musimy się teraz koncentrować na maluszkach...bo dzieci w tym okresie życia najbardziej na świecie potrzebują swojej mamy!!! Staraj się nie myśleć o mężu, o tym co dalej...a próbuj żyć chwilą.
Masz cudowną mamę która tak bardzo Cie wspiera...tak dzielnie pomaga i nie skarży się. Masz rodzinę która całym sercem jest za Tobą i Twoim synkiem.To ogromny dar!!!!
A Ty Lib...jesteś cudowną już "rasową" mamą:))))Umiesz już wykąpać synka...SAMA:)Przewinąć, ubrać, nakarmić....
Podziwiam Cię naprawdę całą sobą...bo mnie jeszcze przerażają "te" czynności:))))
Całuję Cię mocno Lib...Ciebie i malucha i pamietaj że o Was myślę często!:)
Brawo, kochana!
Ściskam Cię mocno i maluszka też ![]()
(...)
wiem, rozczulam się nad sobą, niepotrzebnie to mielę ale muszę się wypłakać, rozładować by potem iść do przodu...
lib, to nie jest żadne rozczulanie się nad sobą, to normalne, naturalne uczucia. Na szczęście, po tych wszystkich trudnych chwilach, nie zamroziłaś sobie serca; masz w nim sporo uczuć, jak to bywa u żyjącego i czującego człowieka. ![]()
Nie pamiętam już, czy kiedyś już to napisałam: JESTEŚ MĄDRĄ KOBIETĄ.
Uściski dla Ciebie, Twej mamy i synka. ![]()
Lib ... szczeście to coś co jest teraz a nie to co mogłoby być ... Nie szukaj szcześcia poza tym co masz przed sobą ...
bo to właśnie jest największe szczęście, które nie każdemu było przeznaczone ... W ostatnim swoim poście pisałaś, że zaczynacie nowe życie ... Zacznij je więc bez złych nastrojów, bez smutków i bez niego ... Tylko ty i maleństwo ...
The_Devilu - tak, moja mama jest wspaniała, cały czas jest ze mną, pomaga mi bardzo i nie wiem, jak się jej za to odwdzięczę
pisałam o nowym życiu - bo takowe jest, nie da się tego ukryć
właśnie to nowe życie zasnęło - w końcu
ale nic nie poradzę, że czasami się łamię - jestem tylko człowiekiem... tak sobie jednak myślę, że zniosę to wszystko, wytrwam dla małego i dla siebie, będę jeszcze szczęśliwa pełną gębą
- tylko potrzebuje czasu...
Nikaa1982 - chwilami to co zamknęłam (a przynajmniej mi się tak wydawało) teraz znowu wraca... muszę być silna i wytrwać te jego wizyty... mam nadzieję, że z czasem będzie mi lżej... a przynajmniej do chwili poważnej rozmowy co dalej, bo przecież jego ostatnie zdanie brzmiało, że mu rozwód nie jest potrzebny... czeka nas taka rozmowa... już mi się pyta czy czegoś nie potrzebujemy i ile pieniędzy ma mi przelać na konto... jemu przychodzi to zdecydowanie łatwiej... ja nie potrafię się jeszcze wyzbyć emocji i dlatego mam te stany... ale wierzę, że miną
a czy żałuje? możliwe, że tak choć z drugiej strony gdyby tak było to codziennie by do nas przyjeżdżał, a nie pisał sms co 3 dni a wizytę zapowiadał na za tydzień...
Pe - my się od początku doskonale rozumiałyśmy, w końcu obie przechodzimy przez podobne piekło... jesteśmy bardzo wrażliwe i dlatego tak to przeżywamy... a co do Twoich obaw odnośnie pielęgnacji malucha to nie martw się na zapas - ja też nie miałam doświadczenia - to samo przychodzi... gdy będziesz miała już szkraba na rękach to wyczujesz co mu jest potrzebne - i instynktownie zadziałasz... a poza tym w szpitalu będziesz miała instruktaż toaletki, konsultacje odnośnie kamienia piersią, przewijania... dasz radę i będziesz cudowną mamusią
ważne abyś i Ty w pierwszym okresie miała pomoc swojej rodziny - pamiętam, że tuż po porodzie masz zamieszkać z nimi - to bardzo dobrze ![]()
Niekochana72 - wiem, że trzeba iść do przodu, nawet jeśli droga którą podążamy jest kręta i pod górę...
Wielokropku - tak, uczucia pozostały i dlatego te trudne chwile...
pozdrawiam Was serdecznie
pa pa buziaków milion 2
- albo i więcej ha ha
Kochana - pewnie to dla Ciebie żadne pocieszenie, ale uwierz - można mieć męża "przy boku", a "jakoby go nie było".
To dopiero przykre
Tak więc - głowa do góry.
Wiem Niekochana72, wiem... też tego doświadczyłam... i też było mi przykro i źle... a teraz gdy go nie ma jest podobnie... popaprane to wszystko ![]()
idę się położyć - mały śpi to mamusia też musi się zregenerować, bo jak młody się obudzi to i ja muszę być w gotowości...
Witaj Lib!!! w wolnej chwili napisz jak się czujecie?:) Całujemy Was mocno
Mamo Lib
Jestes bardzo bardzo silną kobietą. Podziwiam Cię
Pozdrawiam Ciebie i Maluszka
dzisiaj byliśmy z moim Słoneczkiem na pierwszym spacerku! byłam taka podekscytowana
cudowne uczucie ![]()
mały rozwija się tak szybko, tydzień temu przyszedł na świat a dzisiaj już potrafi się uśmiechać od ucha do ucha, przekręcać główkę na bok, gdy leży na wznak, ba zaczyna ją już nawet podnosić! jeszcze trochę i będę za im biegała
i przytył od ostatniego ważenia w szpitalu! dostaje cyca więc rośnie ![]()
pomimo ciągłego zmęczenia jestem szczęśliwa, że mały już jest obok i mam wiele sił aby się nim zajmować... nawet jak mi się nie chce - bo i takie są momenty - to zaraz się przestawiam i poświęcam jemu cała ...
ciągle obserwuje go jak śpi w łóżeczku, uwieczniam wszystkie chwile robiąc zdjęcia - brakuje tylko na nich jednej osoby ![]()
apropo - jutro tatuś ma przyjechać w odwiedziny - bardzo się stresuję tą wizytą - ale to jutro... dzisiaj cieszę się z pierwszego 2 godzinnego spacerku ![]()
buziaki
dzisiaj byliśmy z moim Słoneczkiem na pierwszym spacerku! byłam taka podekscytowana
cudowne uczucie
Jak to fajnie umieć się cieszyć naszymi dziećmi ...
Ja wytrzymałem już 3 dygodnie bez mojego miska
... to był ostatni raz kiedy zaplanowałem mu tak długie wakacje ...
Męczę sie bez niego
chociaż z drugiej strony ciesze się, że udało sie załatwić mu te wczasy.
Juz w poniedziałek jadę po niego az 600 km
... nie mogę się doczekać. Zaplanowaliśmy jeszcze zwiedzenie kilku słynnych miejsc w okolicy. Ale to juz jednodniowa misja ... i najważniejsze że razem ![]()
Uśmiecham się jak tu do Ciebie zaglądam:))))))
odpisałam Ci na swoim wątku:)
Mamo Lib
jak sie czujecie? Czy malenstwo ma kolki, jak sobie radzicie?
Sciaskam
Kochana Lib!!! Jak sobie radzicie????Jak się czujesz????
Myślimy o Tobie codziennie!!!
)))
Nie było mnie tutaj parę dni ponieważ musiałam sobie parę myśli poukładać i zająć się moim Słoneczkiem...
Jesteśmy po kolejnej wizycie tatusia... Jakie to dziwne, że mąż pisze do żony sms z zapytaniem czy może do niej przyjechać... do czego to doszło... No i przyjechał ale nie sam... z rodzicami... Totalny szok dla mnie... zaskoczył mnie jak nigdy... Podejrzewam, że gdyby uprzedził mnie o ich obecności to miałby wątpliwości, czy się zgodzę aby - dotyczy to zwłaszcza jego mamusi - mogłaby pojawić się w moim rodzinnym domu po tym wszystkim co ostatnio zrobiła...
Ale trudno - weszli... I... zachowywali się jakby nigdy nic... Akurat nakarmiłam małego i przyszedł czas na odbicie... podałam synka tatusiowi aby go trochę ponosił - chętnie go wziął - a mamusia panikowała i próbowała pouczać męża - ale ten się nie dał więc się uspokoiła...
Potem była sesja zdjęciowa bo mały miał otwarte oczka a tatuś nie miał jeszcze żadnego zdjęcia z jego błękitnymi ślepkami... parę uśmiechów, zachwyt, że udał nam się dzidziuś i stwierdzenie teściowej "widzisz, macie zdrowego dzieciaka więc po co były te fanaberie..." - myślałam, że jej przy...lę ale się opanowałam...
Mąż pojechał załatwiać sprawy formalne w USC a ona została... coś do mnie mówiła ale ja jej zbytnio nie słuchałam tylko zajmowałam się synem... oczywiście od czasu do czasu zachowywałam pozory (z kultury) i odpowiadałam jej na pytania ale myślę, że dałam jej do zrozumienia, że nie jestem szczęśliwa z jej wizyty... co innego, gdyby mnie jednak uprzedziła o niej...
Gdy wybiła godz. 14 zmyła się (o tej godzinie moja mama wracała z pracy)... powiedziała, że nie chce nam przeszkadzać, że pójdzie się przejść a jak mój mąż przyjedzie to się z nim zdzwoni i... siedziała na ławce w parku... a gdy tatuś przyjechał to porozmawiał z synem, ponosił go na rękach, wypił herbatę i zjadł u nas obiad... Gdy usłyszał, że wybieram się na popołudniowy spacer od razu zapytał się czy może iść z nami... zgodziłam się... a mamusia siedziała na ławce
pospacerowaliśmy razem... ale osobno...
Zanim wyszliśmy to nie obyło się bez mojego wzruszenia, bo mąż zapytał się czy moja więź z synem jest naprawdę taka nierzeczywista, irracjonalna, trudna do opisania, że nikt inny tego nie poczuje jak tylko matka z dzieckiem... nie chodzi o odpowiedzialność, przywiązanie tylko tą tajemniczość... potwierdziłam i ... lawina łez z oczu popłynęła...
Po spacerze posiedział jeszcze chwilkę, pożegnał się i wyszedł mówiąc, że chciałby przyjechać w niedziele albo w poniedziałek... aha, dodał, że w sierpniu wyjeżdża za granicę na parę tygodni w celach zawodowych... dostał grant... pogratulowałam mu i... rozryczałam się... nie wiedzieć czemu... przecież powinnam się cieszyć, że w końcu udało mu się dostać dofinansowanie na wyjazd, że zdobędzie dodatkowe punkty potrzebne w pracy zawodowej, że szybciej awansuje... pragnął tego od dawna aż teraz mu się powiodło...
Popieprzone z poplątanym...
Widzę, że mąż jest bardzo szczęśliwy przy synku, on naprawdę się cieszy, gdy z nim jest (to nie są pozory i udawanie), jest bardzo chętny do noszenia, przewijania, przebierania, rozmawiania z nim... ale to są tylko godziny... a gdzie pozostały czas... zastanawiam się czy mąż chciałby uczestniczyć kiedyś w nocnym czuwaniu przy moim/naszym Słoneczku? może kiedyś zadam mu takie pytanie - tylko nie wiem czy to dobry pomysł, bo w końcu musiałby spać ze mną w jednym pokoju... przy łóżeczku małego... a z drugiej strony doświadczyłby jaka to czasami ciężka "praca" przy opiece nad niemowlakiem...
Oj joj joj... tyle emocji...
Czy zawsze tak będzie po jego wizytach... Czy kiedyś przestanę mieć z tym problem... Gdy jest obok czuję się z jednej strony jakoś dziwnie szczęśliwa bo: go widzę, bo jest obok, bo mam wrażenie, że jesteśmy "rodziną", bo... a z drugiej jestem bardzo smutna bo nie pogodziłam się z tą całą sytuacją, bo wiem, że zaraz wyjedzie i zostawi nas samych, bo mnie nie kocha i nie chce nas/mnie... bo to tylko "fikcja"... Wracają wszystkie uczucia, stany, emocje sprzed porodu i nawet moja siła, którą de facto posiadam czasami mnie zawodzi...
Trudno, taki chyba mój żywot...
A Słoneczko moje rośnie jak na drożdżach, zmienia się, ładnieje
i nie daje spać mamusi... wierci się, ciągle chce mojej obecności, czuje się bezpiecznie przy mnie - zauważyłam, że jeżeli jest u mojej mamy na rękach (która chodzi również nie wyspana bo co chwile nas dogląda) to nie jest taki spokojny jak u mnie... ale te jego cudne duże oczka jak do niego mówię wynagradzają mi wszystko... potem jego minka złego, zalotnego i uśmiechniętego faceta sprawia, że zapominam o śnie i cieszę się, że mam kogoś, kto zawsze będzie ze mną...
Teraz mały śpi więc mam chwilę dla siebie... dla Was moim Drodzy
Nawet nie wiecie jak mi Was brakuje... ale nie zawsze mogę się tutaj pojawić... z wiadomych przyczyn...
Chciałabym się z Wami kiedyś spotkać i uściskać każdego z osobna za to wszystko co mi daliście i co dzięki Wam osiągnęłam... Będę powtarzać to ciągle: Dziękuję Wam Kochani, że jesteście, że mi pomagacie, wspieracie, dodajecie sił i rozumu również...
Prawdziwych Przyjaciół poznaje się w biedzie... ja miałam to szczęście, że natrafiłam tutaj na takich Wspaniałych Ludków ![]()
Pe, ja też jestem z Wami codziennie - myślę o Was, ale nie zawsze mogę to napisać... za chwilę zaglądam co u Ciebie ![]()
Delphine - mały nie ma kolek ale nie zawsze chce mu się odbić po cycu... żołądek mu jednak pracuje bo puszcza takie pierdy, że nos czasami wysiada ![]()
The_Devilu - 3 tygodnie bez dziecka to cała wieczność... ja nie potrafię wytrzymać bez małego kilkunastu minut i dzwonię czy wszystko z nim ok, czy się czasem nie obudził, nie zesikał itp. Podziwiam Ciebie, że odważyłeś się wysłać Syna na wczasy na tak długo... ale za to jaki powrót będzie dla Was szczęśliwy... Tyle opowiadań... uścisków, buziaków... Fajnie, że spędzacie aktywnie wakacje (podejrzewam, że całe Wasze życie tak wygląda) - ja też uwielbiam taki sposób odpoczywania... Zawsze z mężem wyjeżdżaliśmy w góry i codziennie wdrapywaliśmy się na szczyty albo zwiedzaliśmy pobliskie miejsca... Gdy wychodziliśmy rano to wracaliśmy wieczorem - nigdy się nie nudziliśmy... A teraz... on tam ... ja tu...
Mały się obudził... muszę kończyć ... 3majcie się Kochani i odpoczywajcie...
Buźki
![]()
Widzę, że mąż jest bardzo szczęśliwy przy synku, on naprawdę się cieszy, gdy z nim jest (to nie są pozory i udawanie), jest bardzo chętny do noszenia, przewijania, przebierania, rozmawiania z nim... ale to są tylko godziny... a gdzie pozostały czas... zastanawiam się czy mąż chciałby uczestniczyć kiedyś w nocnym czuwaniu przy moim/naszym Słoneczku? może kiedyś zadam mu takie pytanie - tylko nie wiem czy to dobry pomysł, bo w końcu musiałby spać ze mną w jednym pokoju... przy łóżeczku małego... a z drugiej strony doświadczyłby jaka to czasami ciężka "praca" przy opiece nad niemowlakiem...
Oj joj joj... tyle emocji...
Czy zawsze tak będzie po jego wizytach... Czy kiedyś przestanę mieć z tym problem... Gdy jest obok czuję się z jednej strony jakoś dziwnie szczęśliwa bo: go widzę, bo jest obok, bo mam wrażenie, że jesteśmy "rodziną", bo... a z drugiej jestem bardzo smutna bo nie pogodziłam się z tą całą sytuacją, bo wiem, że zaraz wyjedzie i zostawi nas samych, bo mnie nie kocha i nie chce nas/mnie... bo to tylko "fikcja"... Wracają wszystkie uczucia, stany, emocje sprzed porodu i nawet moja siła, którą de facto posiadam czasami mnie zawodzi...
Kochana, ściskam Was mocno ![]()
Odnośnie powyższego - CZAS, CZAS jest lekarstwem na to wszystko.
Kochana moja, chciałabym Cię przytulić i pocieszyć jakoś. Zgadzam się z Kochaną (wybacz niekochana ale Cię przechrzciłam, mam nadzieję, że się nie obrazisz) potrzeba jeszcze wiele czasu byś spojrzała na to z innej strony. Kurde jakie to wszystko ciężkie (wiem coś o tym). Tak bardzo chciałabym, żebyś w tym okresie żyła PEŁNIĄ szczęścia, nie tylko na pół gwizdka.
Pocałuj syneczka ode mnie.
Niekochana72--- czas, potrzeba go trochę... poczekam...
i my Ciebie równie mocno ściskamy - tymi małymi łapkami również ![]()
Nikaa1982 - przytulasów mi trochę brakuje - ale nadrabiam całuskami do synka i on mnie też już próbuje buziakować
Tak, macierzyństwo to kolejny najpiękniejszy po ciąży okres w życiu kobiety a niektóre muszą go przechodzić z przeszkodami...
Buziaki ![]()
Zgadzam się z Kochaną (wybacz niekochana ale Cię przechrzciłam, mam nadzieję, że się nie obrazisz)
Bardzo mi miło
Tak, od niedawna WIEM, że jestem kochana przez najważniejszą osobę w tym "temacie" - samą siebie. ![]()
Jejku, dobrze, ze mamy tylko tylko wirtualny kontakt z Twoim Maleństwem - rozpuściłybyśmy chłopa jak cholera.... ![]()
Kochana Lib:)
Dołączam się do tego co napisaly dziewczyny. Musicie dać sobie czas. Moim zdaniem sytuacja z męzem może się u Ciebie jeszcze róznie rozwiązać. Sama zobaczysz i poczujesz...jak.
Na ten moment-- mimo że to bolesne--- chyba dobrze że Was odwiedza. Teściowa??? Myśle że maz jest pod jej dużym wplywem i ona wcale nie ułatwia sytuacji....:/
Ale....główka do góry. Nie martw się na zapas. Delektuj macierzyństwem i swoim małym skarbem:)
///...mały nie ma kolek ale nie zawsze chce mu się odbić po cycu... żołądek mu jednak pracuje bo puszcza takie pierdy, że nos czasami wysiada.../// ------------ha ha ha ha ha:))))))))))))))))
Cudownie:) Znaczy...zdrowy jest:)
Całuję Was bardzo mocno!!!! Szkoda że jak moja dzidzia się urodzi to nie pójdziemy z wózeczkami na spacerek....:)
Fajnie by było...:) Ale...na pewno sie będę radzic doświadczonej mamusi Lib:))))
Lib... a jak nazwałas synka?????![]()
Kochana Lib:)
Ale....główka do góry. Nie martw się na zapas. Delektuj macierzyństwem i swoim małym skarbem:)
Gdybym miał coś napisać, napisał bym to samo Lib ....
Główka do góry ...
Jesteśmy po kolejnej wizycie tatusia... przyjechał wczoraj... potrzymał małego, ponosił go, porozmawiał z nim, wyszliśmy na spacer... rozmawialiśmy... o jego wyjeździe na kwerendę biblioteczną do Londynu, o jego karierze zawodowej, o naszych znajomych którzy też doczekali się potomka, o moim powrocie do pracy, o moich rzeczach, które leżą w szfach a jego rodzice nie mają gdzie się rozpakować... o wypracowaniu dobrej współpracy dla naszego dziecka... i po tym popłakałam się...
powiedział, że mam się wziąć w garść, że powinnam się cieszyć z synka, zdrowego Kacperka, że mam się skupiać na nim a nie na swoich emocjach a jak nie daję sobie rady to on może zabrać dziecko do siebie i się nim w pełni zająć... tylko cycka mu sie da... i wtedy będę miała spokój, będę spać w nocy, będę robić co chce...
powiedziałam mu, że nie oddam mu syna, że jestem z nim bardzo szczęśliwa, że jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie... że nie narzekam tylko nie jestem w stanie pogodzić się z zaistniałą sytuacją... że to dla mnie bardzo trudne...
dodał, że nie mam co liczyć na jakieś zmiany... że on się koncentruje na pracy, będzie nas odwiedzał, jest w stanie mi jeszcze wiele pomóc ale nic więcej...
mam uśmiech na twarzy a w sercu ogromny ból ;(
moja mama nie może już patrzeć jak cierpię po każdej jego wizycie... chyba przy kolejnej mu coś powie...
za oknem deszcz... szarość... więc dobrego nastroju też niewiele...
młody nie spał w nocy - teraz odsypia... gdy się obudzi to wniesie troche uśmiechu... taka kruszynka ![]()
Słoneczko moje kochane...
powiedział, że mam się wziąć w garść, że powinnam się cieszyć z synka, zdrowego Kacperka, że mam się skupiać na nim a nie na swoich emocjach a jak nie daję sobie rady to on może zabrać dziecko do siebie i się nim w pełni zająć... tylko cycka mu sie da... i wtedy będę miała spokój, będę spać w nocy, będę robić co chce...
(...)
dodał, że nie mam co liczyć na jakieś zmiany... że on się koncentruje na pracy, będzie nas odwiedzał, jest w stanie mi jeszcze wiele pomóc ale nic więcej...
Kochana, niech ona sam się weźmie idiota w garść. I może niech się zastanowi, kto tu "nie dał rady". Aż mi się cisną pewne określenia pod paluszki......
Kochana - wiem, że nie powinnaś się teraz denerwować. Ale proszę zastanów się, czy nie pora przejść z funkcji "smutek" na funkcję "słuszny gniew, za to, co zrobił". Zrobisz jak będziesz chciała, to moje subiektywne zdanie, ale... czasami smutek jest bardziej niszczący, nie pozwala nam wprowadzać zmian. Masz prawo odczuwać gniew w związku z tą sytuacją, a jego zachowanie jest po prostu żenujące.
Wielki tatuś się znalazł. Jasne - w pełni się nim zajmie. Z pewnością.
Przykro mi to pisać, ale on Tobą w ten sposób manipuluje. To sugerowanie, że sobie nie radzisz - to DNO. On odebrał sam sobie prawo do jakichkolwiek decyzji i opinii.
Przepraszam, jeśli czymś Cie uraziłam, ale po prostu nie mogę na to patrzeć spokojnie.
Buziaki
Jesteśmy po kolejnej wizycie tatusia (...) rozmawialiśmy... o jego wyjeździe na kwerendę biblioteczną do Londynu,
(...)
dodał, że nie mam co liczyć na jakieś zmiany... że on się koncentruje na pracy, będzie nas odwiedzał, jest w stanie mi jeszcze wiele pomóc ale nic więcej...mam uśmiech na twarzy a w sercu ogromny ból ;(
moja mama nie może już patrzeć jak cierpię po każdej jego wizycie... chyba przy kolejnej mu coś powie...
Lib, kochana - jeżeli jego wizyty tyle Cię kosztują męki - może je ogranicz. Po prostu odetnij ten ból. Dziecko jeszcze się z nim nie związało uczuciowo. Tak naprawdę to robisz swemu mężowi przysługę a siebie zwyczajnie katujesz. Musisz? W imię czego? To zwykły masochizm.
Tym bardziej, że ma wyjechać. Jeżeli pobędziecie osobno łatwiej Ci będzie przywyknąć do niezmienności sytuacji, emocje będą miały szansę przycichnąć. Teraz jest to tylko wieczne rozdrapywanie ran. Odstaw go. Lepiej, żeby on pocierpiał z powodu oddalenia od dziecka niż ty się mordowała bez żadnych perspektyw na zmianę. Bo nie masz co liczyć na jakiekolwiek zmiany z jego strony - zostało to dobitnie powiedziane. Chroń SIEBIE ![]()
(...) powiedział, że mam się wziąć w garść, że powinnam się cieszyć z synka, zdrowego Kacperka, że mam się skupiać na nim a nie na swoich emocjach a jak nie daję sobie rady to on może zabrać dziecko do siebie i się nim w pełni zająć... tylko cycka mu sie da... i wtedy będę miała spokój, będę spać w nocy, będę robić co chce... (...)
(...) będzie nas odwiedzał, jest w stanie mi jeszcze wiele pomóc ale nic więcej... (...)
Całować po stopach dobrego pana. Taki dbający, taki przejmujący się. Pozazdrościć takiej empatii i chęci pomocy. Dobry pan. ![]()
Dawno, dawno temu proponowałam albo Tobie, albo pe, albo obu naraz, byście zajrzały pod ten smutek i cierpienie.
Rozumiem, cierpienie - uczucie, które (w oczach innych) uszlachetnia, smutek też społecznie akceptowany, a ja podejrzewam ukrywanie u Ciebie złości, wściekłości i innych, których nie mogę nazwać, bo regulamin forum zabrania.
Przestań być tak bardzo szlachetną, dzielną, silną. Poszperaj, jak znajdziesz - odreaguj, będzie lżej na sercu.
Uściski dla Ciebie, mamy i Kacperka. ![]()
Ufff... myślałam, ze tylko ja tak uważam i wyjdę na zołzę ![]()
powiedział, że mam się wziąć w garść, że powinnam się cieszyć z synka, zdrowego Kacperka, że mam się skupiać na nim a nie na swoich emocjach a jak nie daję sobie rady to on może zabrać dziecko do siebie i się nim w pełni zająć... tylko cycka mu sie da... i wtedy będę miała spokój, będę spać w nocy, będę robić co chce...
Cisna mi sie na usta takie slowa, ktore spowodowalyby calkowite zbanowanie mnie z tego forum... kolejny wszechwiedzacy i wspanialomyslny mezczyzna na tym swiecie...skaranie boskie z taki facetami...
Lib kochana zacznij myslec o SOBIE, prosze cie zmien sie w zołze, wiem ciezko, ale postaraj sie, zrob to dla siebie i dla synka, zeby mial szczesliwa mame, a nie wrak czlowieka przy sobie.
Niestety, ale podpisuje sie pod wypowiedziami dziewczyn, przykro mi strasznie, bo widze, ze sie meczysz i po tym co piszesz ten czlowiek ( maż) nie zasluguje nawet na jeden gram dobroci z Twojej strony.
Twoją szlachetnosc, dobroc serca pewnego dnia obroci przeciwko Tobie, a te spacery, obiady itp. ehh, brzmi cudownie, ale nie w Twoim przypadku, oszczedz sobie dalszego cierpienia, przerwij to.
Przepraszam cie Lib za te slowa, wybacz jesli urazilam, ale to wszystko co pisze to z troski o Ciebie, bo doskonale wiem jak to dziala i chcialabym abys Ty chodz troszke mniej cierpiala niz ja i inne dziewczyny na tym forum.
Sciskam cie mocno, bardzo mocno...
Zgadzam się ze wszystkim co mówią dziewczyny. Zastanawiam się czy to, że może zabrać dziecko do siebie on wymyślił, czy mamusia mu podpowiedziała. Myśl wyłącznie o synku i sobie. Jesteś za dobra dla tego Pana. On na to nie zasłużył.
Kochana moja!!!!
Ogarnij sie troche i posluchaj Wielokropka. Tupnij w koncu naga i pokrzycz. Zlosc tez jest dobra. Przestan byc taka poprawna bo to do niczego nie prowadzi jak widzisz. Moze twoj obecny/byly maz bedzie dobrym ojcem i nie nalezy mu tego odbierac ale ty juz jestes cudowna mama i tego tez nikt Ci nie odbierze.
Przepraszam jesli Cie urazilam
Moj pierworodny tez jest Kacperek ale to juz facet. Ma 12 lat i jest jednym z dwuch moich najwiekszych skarbow.
Lib kochana
....brak mi słów...Bardzo mi przykro .. Wiem że gdzieś głeboko w sercu miałaś nadzieję że coś sie zmieni...
Po ostatnim spotkaniu masz jednak jasność sytuacji...i to też jest bardzo ważne.
Mąż czuje że ma przewagę. Widzi że jest Ci ciężko...Jego słowa - Ogarni się = są poniżej pasa.
Przepraszam Lib...wiem że to wszystko dla Ciebie niesamowicie cięzkie....ale to jak on się teraz zachowuje(!!!) co mówi i jak Cie traktuje bez szacunku....... (!!!!)
Że niby on może zapewnic dziecku to co ty maluchowi dajesz....Że niby to żaden problem tak????
Lib...zgadzam się z dziewczynami!!!!
Zrobił Ci tyle złego....karze Ci zabrać rzeczy z domu bo jego rodzice nie mają niby gdzie polożyć swoich....Teraz...zaraz
Kiedy Ty dopiero urodziłaś.... (????)
Lib....nie daj...się...Walcz o swoje i nie daj sobie wejsc na glowę. Masz tak dobre serduszko....on to wie i to wykorzystuje!!!!
Pe ma slusznosc. Masz dobre serducho, mnostwo cierpliwosci, ciepla i jestes bardzo wrazliwa a to wszystko najlepsza bron przeciw tobie. Masz wiele dowodow na to iz maz nie zawacha sie wykorzystac. Przestan byc delikatna i bezbronna. Jestes mama, lwica ... bron siebie i malego ... bo ojciec krzywdzac matke krzywdzi dziecko.
Tak bardzo chcialabym przekazac Ci choc odrobine swojej sily...
Jesteśmy po kolejnej wizycie tatusia... przyjechał wczoraj... potrzymał małego, ponosił go, porozmawiał z nim, wyszliśmy na spacer... rozmawialiśmy... o jego wyjeździe na kwerendę biblioteczną do Londynu, o jego karierze zawodowej, o naszych znajomych którzy też doczekali się potomka, o moim powrocie do pracy, o moich rzeczach, które leżą w szfach a jego rodzice nie mają gdzie się rozpakować... o wypracowaniu dobrej współpracy dla naszego dziecka... i po tym popłakałam się...
powiedział, że mam się wziąć w garść, że powinnam się cieszyć z synka, zdrowego Kacperka, że mam się skupiać na nim a nie na swoich emocjach a jak nie daję sobie rady to on może zabrać dziecko do siebie i się nim w pełni zająć... tylko cycka mu sie da... i wtedy będę miała spokój, będę spać w nocy, będę robić co chce...
powiedziałam mu, że nie oddam mu syna, że jestem z nim bardzo szczęśliwa, że jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie... że nie narzekam tylko nie jestem w stanie pogodzić się z zaistniałą sytuacją... że to dla mnie bardzo trudne...
dodał, że nie mam co liczyć na jakieś zmiany... że on się koncentruje na pracy, będzie nas odwiedzał, jest w stanie mi jeszcze wiele pomóc ale nic więcej...
Lib. Jak dla mnie sprawa wyglada inaczej niz u Pe. Ten mężczyzna wyglada na zdecydowanego. Postawił wszystko na jedną kartę. Jest przekonany, że ma rację, że wszyscy bedą go popierać ... nawet Ty. Liczy na to, że wkrótce wszyscy go zrozumieją. Ze każdy kogo spotka - powie: "Miałeś racje ...."
To co mówił wygląda raczej na prezentacje. Przyjechał z wyuczonymi wypowiedziami. Zastanawiam sie czy nie zerkał gdzieś na kartkę ukradkiem, gdzie wszystko miał napisane. Jest przekonany - że uzyska od Ciebie wszystko co sobie zaplanował - także nieograniczone wizyty "U WAS", rozmowę kiedy będzie tego potrzebował, etc etc.
Żałosnie skonstruowany schemat, w którym bezwzględnie pokazuje, że osiągnie każdy cel za oferowaną pomoc dziecku, która bądź co bądź należy się bez jego zapewnień i obietnic. Przemysl to sama. Ograniczać kontaktów nie wolno, i chociaż jest to jakby najgorsza kara dla niektórych - to jest niehumanitarna i nie działa dobrze na rozwój dziecka. Ale - ... zastanów się czy nie chcesz uniezależnić się w ten sposób, by sąd wyznaczył dni kontaktów, i pozostać przy decyzji sądu ?
Pe ... mąż Lib czuje przewagę, ale nie wymyślił sam tych postanowień. Przyjechał wypunktować to co nauczył się wcześniej na pamięć ![]()
Oczywiście należy wziąć to pod uwagę, jako fakty ... bo honor mężczyzny chyba nie pozwoli mu już się z tego wycofać.
A ja witam Kacperka na świecie ...
... bo honor mężczyzny chyba nie pozwoli mu już się z tego wycofać.
No sorki, ale ani "honor" ani "mężczyzna" do tego kogoś nie pasują ![]()
The_devil napisał/a:... bo honor mężczyzny chyba nie pozwoli mu już się z tego wycofać.
No sorki, ale ani "honor" ani "mężczyzna" do tego kogoś nie pasują
Popieram slowa Niekochanej w calosci.
Okreslenia "honor" i "mezczyzna" nie maja tu zastosowania...
Przyznam Wam rację ... prostuję :
... bo pseudohonor pseudomężczyzny chyba nie pozwoli mu już się z tego wycofać.
Przyznam Wam rację ... prostuję :
The_Devil napisał/a:... bo pseudohonor pseudomężczyzny chyba nie pozwoli mu już się z tego wycofać.
Tak jest OK.
No wiesz, Twojego honoru między innymi broniłam
I pozostałych honorowych mężczyzn. Może niech się zgłoszą? ![]()
Kochane Ludki Moje,
Gdyby to było takie proste co mi radzicie to już dawno kopnęłabym swojego męża w zadek...
Walczę ze swoimi stanami i emocjami, walczę z jego słowami, już nie analizuje ich jak to czyniłam na początku ale nie ukrywam, jest trudno... i przykro słyszeć takie sformułowania...
Nie chcę też ograniczać jego kontaktów z synem, ponieważ - jak to napisał The_Devil "Ograniczać kontaktów nie wolno, i chociaż jest to jakby najgorsza kara dla niektórych - to jest niehumanitarna i nie działa dobrze na rozwój dziecka"...
Problem jest we mnie... to ja nie potrafię znieść jego obecności, ponieważ wszystko mi się przypomina... Może Anhedonia ma rację, że to masochizm...
Żal, gniew i wściekłość zawsze mi towarzyszy po jego wizytach więc potem odreagowuje to płaczem... Przechodzi... niestety tylko na chwilę... do następnej wizyty... Moje łzy nie są oznaką słabości lecz dowodem, że moje serce nie wyschło...
Czasami chciałabym cofnąć czas... zmieniłabym trochę w moim życiu... przeprowadziłabym małą rewolucję...
Przeczytałam kiedyś gdzieś, że najgorzej jest być dla kogoś nikim kto dla ciebie jest najważniejszy... czyż można się z tym nie zgodzić?
Mam wrażenie, że powoli umieram z bólu i cierpienia... Mój mąż zranił mnie, pozostawił a teraz nie daje mi zapomnieć i rani mnie dalej - celowo? nie wiem... ja to odczuwam... i moja siła jest jeszcze za malutka abym się od razu podniosła... potrzebuję czasu... syn daje mi dużo energii ale mimo wszystko jest jej cały czas za mało...
Gdy czytałam dawno temu ONO zapisałam sobie 2 fragmenty, które może przytoczę:
* Dotyczy miłości:
"Miłość - to raptem słowo. Słowo z kina, z książki, z kolorowego pisma. Tak wielu ludzi wierzy, że wystarczy je wypowiedzieć i już będzie dobrze, bo ono uleczy, uratuje, oczyści. A to tylko słowo. Łatwo je wypowiedzieć, równie łatwo unieważnić. Ale spróbuj przekształcić je w ściany domu, który stać będzie latami niczym nie zagrożony i da ci szczęście, bezpieczeństwo, poczucie sensu i radości z każdej spędzonej wspólnie chwili. To jest trudne a często niemożliwe. Niewielu to umie..."
** Dotyczy dziecka:
"Urodzisz się, dzięki kasztanom i chcę, żebyś było do nich podobne. Ukłuj, gdy dotknie cię ktoś kogo nie chcesz i nie lubisz. Pokaż miękką ciepłą skórę, pozwól jej dotknąć i ją pogłaskać, gdy stwierdzisz, że ktoś jest dobry i go lubisz. Ale wnętrze zawsze zachowaj dla siebie i dla niewielu ludzi, którym zaufasz, bo napewno są gdzieś tacy, tylko trzeba ich znaleźć..."
Później dokończę ponieważ Słońce moje się obudziło i pewnie chce cyca
Kochana nie chodzi o to abys zaczela szalec ze zlosci tylko...ureguluj sobie pewne sprawy jak np odwiedziny. Jesli bedziesz wiedziala kiedy i na jak dlugo przyjedzie bedziesz mogla sie do tego przyzwyczaic i odpowiednio przygotowac. Przy okazji pokarzesz nie tylko jemu ale tez sobie ze tez masz cos do powiedzenia w tym zwiazku-nie zwiazku. Bo jak na razie to zajmujesz sie Kacperkiem i czekasz na telefon, wizyte, spojrzenie, gest, cokolwiek. Boli i bedzie bolalo ale przestan zyc w zawieszeniu. Zrob pierwszy krok. Chocby najmniejszy. Niech tata sam idzie na spacer, albo jak maly spi niech on go pilnuje a ty sie przejdz. Metoda malych kroczkow dziala.
Sciskam Cie cieplo
Elefantko Droga,
Mąż zapowiada swoje wizyty, tzn. pyta się czy wtedy i wtedy może przyjechać... nie czekam jakoś szczególnie na jego telefon bo wiem, że to nic dobrego nie wniesie... co nie oznacza, że nie tęsknię za nim... Zajmuję się synem, który absorbuje mój cały czas i uwagę...
Tata sam na spacerze??? no nie wiem, chyba nie jestem gotowa aby oddać syna w jego ręce... on nie ma doświadczenia... a jak mały zacznie płakać??? może przesadzam i nadto się obawiam ale to chyba jeszcze nie ten czas... w domu, w pokoju obok to co innego...
ale zastanowię się nad tymi małymi krokami bo uważam, że to dobry pomysł... może wyjdę z tego "zawieszenia"...
A co do tych 2 fragmentów, które wczoraj przytoczyłam to o miłości tak ładnie Terakowska napisała, a o dziecku... chciałabym tak wychować mojego syna...
Za chwilę kolejna wizyta tatusia... już wiem, że przywiezie mi część moich rzeczy...
Miłego dnia !!!
Lib ... posłuchaj ... Znów serdecznie Ci współczuje, ale pocieszę Cie informacją, która jest i miła i przykra zarazem.
Wiec w praktyce to wygląda tak, że na początku rodzice dążą do kontaktów z dzieckiem. Po rozwodzie ... lub innych wydarzeniach o których tutaj nie chce pisać, zwyczaj zanika. Kontakty się zaniedbuje a wręcz ich unika. Wiem, że teraz cieżko Ci to zniesc, bo wszystko kojarzy Ci się z przykrością. Nawet to, że przywiezie Twoje rzeczy jest przykre. Oczywiście ze jest. Także dla nas - tu na forum. Ale są to konsekwencje zła, które juz zaistniało. Znieśmy to tak dzielnie jak wszystko inne do tej pory.
Nie twierdzę, że jest tak w każdym przypadku - ale zobaczysz, że wkrótce po rozwodzie - tatuś przestanie Was odwiedzać, lub bedzie to robił w kratkę. Wybacz - że na pocieszenie musiałem przedstawić teoretyczne założenie przykrego toku wydarzeń.
Bardzo, bardzo, bardzo mi przykro ....
Lib ... posłuchaj ... Znów serdecznie Ci współczuje, ale pocieszę Cie informacją, która jest i miła i przykra zarazem.
Wiec w praktyce to wygląda tak, że na początku rodzice dążą do kontaktów z dzieckiem. Po rozwodzie ... lub innych wydarzeniach o których tutaj nie chce pisać, zwyczaj zanika. Kontakty się zaniedbuje a wręcz ich unika. Wiem, że teraz cieżko Ci to zniesc, bo wszystko kojarzy Ci się z przykrością. Nawet to, że przywiezie Twoje rzeczy jest przykre. Oczywiście ze jest. Także dla nas - tu na forum. Ale są to konsekwencje zła, które juz zaistniało. Znieśmy to tak dzielnie jak wszystko inne do tej pory.
Nie twierdzę, że jest tak w każdym przypadku - ale zobaczysz, że wkrótce po rozwodzie - tatuś przestanie Was odwiedzać, lub bedzie to robił w kratkę. Wybacz - że na pocieszenie musiałem przedstawić teoretyczne założenie przykrego toku wydarzeń.Bardzo, bardzo, bardzo mi przykro ....
Nie zawsze jest to prawda!!! Ojciec mojego dziecka, a jestesmy po rozwodzie ( zdradzil porzucily wykorzystal) mieszka za granica( tzn , ja tez ale on przeprowadzil sie do innego kraju) odwiedza dziecko regularnie co 2 tygodnie , plus wszystkie swieta, wszytskie uroczystosci typu rozdanie swiadectw, wszystkie urodziny i codzienna rozmowa na skypie przez godzine!!! Robi to dla dziecka i wie ze ja nie pogodzilam sie z tym co mi zrobil, walczylam o zycie bylam w czarnej d...pie!!!
To nigdy nie zmienilo jego stosunku do syna i jest w tym pieczolowity, jak tylko pojawia sie jakis problem , slysze od niego Oddaj mi go , a ja sobie ze wszystkim super poradze!!!
TAk jest juz od lat 4
Oczywiście - nie zawsze tak jest. Ale w zdecydowanej większości przypadków. Więź emocjonalna rodzica z dzieckiem zanika, jeśli nie ma on stałego - codziennego kontaktu. Tak jest z reguły.
The_Devilu - zdaję sobie sprawę z tego, że z czasem mój mąż być może będzie nas odwiedzał coraz rzadziej aż w końcu doprowadzi do tego, że zaprzestanie tego w ogóle... czas pokaże... na razie robi to co 3-4 dni... też jest to żenujące...
dzisiaj po raz kolejny mnie zaskoczył ponieważ przyjechał z rodzicami i ciocią! na szczęście nie wchodzili do domu tylko zobaczyli małego (akurat był na spacerze) i odjechali załatwiać swoje sprawy... potem był wspólny spacer, rozmowa o chrzcinach, o istnieniu Bogu - głównie jego monolog (mój mąż z wierzącego i praktykującego katolika przez ostatnie pół roku zmienił się w ateistę albo deistę - zależy od dnia i nocy - i ma strasznie popaprane poglądy w tej kwestii)... potem był obiad, herbatka i usypianie małego... oczywiście on nigdy nie chce nam robić problemów z piciem czy jedzeniem - że taki kulturalny czy co?...
aha, zapytał się też mnie czy jestem zameldowana u mamy na pobyt czasowy... sądzę, że pytał się o to celowo... przypuszczam, że będzie chciał mnie wymeldować z mieszkania jego rodziców... a tu taka niespodzianka...
przykre jest też to, że powoli przywozi moje rzeczy - dzisiaj resztę obuwia i kosmetyki, poprzednio buty i trochę ubrań... podobno jego mama mnie pakuje bo on nie chce tego robić... czeka, aż sama przyjadę i sukcesywnie będę się stamtąd wynosić...
przykre... ale wiecie co... dzisiaj nie płakałam po jego wizycie... i nie zamierzam tego robić...
spokojnej nocy
aha, zapytał się też mnie czy jestem zameldowana u mamy na pobyt czasowy... sądzę, że pytał się o to celowo... przypuszczam, że będzie chciał mnie wymeldować z mieszkania jego rodziców... a tu taka niespodzianka...
przykre jest też to, że powoli przywozi moje rzeczy - dzisiaj resztę obuwia i kosmetyki, poprzednio buty i trochę ubrań... podobno jego mama mnie pakuje bo on nie chce tego robić... czeka, aż sama przyjadę i sukcesywnie będę się stamtąd wynosić...
przykre... ale wiecie co... dzisiaj nie płakałam po jego wizycie... i nie zamierzam tego robić...
spokojnej nocy
Lib, kochanie. Chciałabym nie musieć tego pisać, ale... pora pożegnać ze złudzeniami. Wszystkie jego i jego rodziny zachowania są jednoznaczne. Oni już podjęli decyzję i powoli ją realizują.
Zrób wszystko, żeby zabezpieczyć siebie i dziecko. Ja tego nie zauważyłam i teraz za to zapłacę srogą cenę. Bądź mądrzejsza od starszej i bardziej naiwnej koleżanki.
Ściskam Was oboje.
Lib ... nie dawaj mu powodów do zadowolenia. Nie reaguj jak wzruszona i poszkodowana kobieta, tylko jak szczesliwy człowiek.
Może to jakaś cholerna celowa działalnosć, bo mi naprawde cieżko to zrozumieć. Był wierzący ? Praktykujący ? I przestał wierzyc ?
Nie wierzę, że to co odgrywa przed Tobą to prawda. Tu musi być jakiś system ... jakis cel ... nie gra się takich teatrów dla własnej przyjemności, bo to musi byc cieżkie, ... a aktorem z zawodu chyba nie jest ... Normalnie to zachowanie bije wszelkie rekordy ...
Moze i podjęli decyzje niekochana ... ale niech zachowają się godnie. jak ludzie, chociażby ze względu na dziecko - jeśli za cos tam przestali kochac Lib i traktować jak członka rodziny.
ale niech zachowają się godnie. jak ludzie, chociażby ze względu na dziecko - jeśli za cos tam przestali kochac Lib i traktować jak członka rodziny.
Oczywiście - jestem nawet gotowa im to przypomnieć
Lib: podejrzewam, że masz młodszą wersję mojego prywatnego psychofaga
Nie daj się dziewczyno wciągnąć w ta huśtawkę nastroju. Pamiętaj: Ty i dzidziuś - tylko to się liczy.
A jak dostaniesz "nerwa" - pisz tu do nas, już my to "rozmasujemy" i przegnamy zły nastrój ![]()
Pełno nas tu.... Dla Was...
Lib ... nie dawaj mu powodów do zadowolenia. Nie reaguj jak wzruszona i poszkodowana kobieta, tylko jak szczesliwy człowiek.
Dokladnie tak. To tez da ci sile.
T
przykre... ale wiecie co... dzisiaj nie płakałam po jego wizycie... i nie zamierzam tego robić...
spokojnej nocy
Mamo Lib .
Zachowanie Twojego meza powoli powoduje u Ciebie zobojetnienie na niego i dobrze! Im szybciej bedziesz go miala za soba tym lepiej dla Ciebie i dla Kacperka. Nie pozwol im na pielgrzymki do dziecka ! Dziecko i Ty potrzebujecie teraz spokoju- wizyty jego dalszych krewnych nie sa Tobie teraz potrzebne. Oni ( jeszcze maz i jego mamuska) i tak dostarczaja Tobie dosc spora dawke nowych nieprzyjemnych doznan.
Nie moge uwierzyc w bezdusznosc tych ludzi. To ich zachownie przechodzi wszelkie granice przyzwoitosci.
Mamo Lib zycze Tobie wiecej sily i wytrwalosci.
Dziękuję Kochani za wszystkie słowa... podnoszą mnie na duchu i dają siłę! To wielkie szczęście mieć takie osoby przy sobie... czym sobie na to zasłużyłam... ![]()
---"rozmasujemy" i przegnamy zły nastrój
- wiem o tym i dziękuję...---
The_Devilu--- mnie też jest trudno uwierzyć w jego "nowe zachowanie" i "nowe poglądy"... to nie ten sam człowiek i wiesz co, coraz bardziej mnie przeraża... gdy go ostatnio słuchałam to dosyć, że nie wierzyłam własnym uszom co on opowiadał, to jeszcze do głowy przyszła mi myśl, że on chyba "zwariował" (może te podejrzenia i myśli spowodowane są zboczeniem zawodowym... nie wiem i w sumie nie ma to znaczenia)... może i odgrywa jakąś szopkę... tylko co on chce przez to tak naprawdę osiągnąć?...
Niekochana72--- masz rację, oni podjęli już decyzję... samoluby bo nie pytali się mnie o zdanie... i przykre jest to, że pomimo tych wszystkich wspólnych lat potrafią się tak zachować i dodatkowo teraz udają, że nic się nie wydarzyło, tylko takie tam "fanaberie" były...
Elefantko--- będę się starała nie dawać mu powodów do torturowania i poniżania mnie... choć to trudne będzie...
Delphine--- uwierz mi, chciałabym mieć go już za sobą...
---A teraz coś przyjemnego... ![]()
Mój Synek rozwija się w błyskawicznym tempie... ma dopiero 2 tygodnie a zachowuje się przynajmniej jak miesięczne baby... ciągle się uśmiecha... obserwuje wszystko co się wokół niego dzieje...uwielbia się kąpać i robi w wanience takie minki, że brak słów tylko buzia się śmieje... szkoda, że tego nie widzicie... a jak się do niego mówi to słucha patrząc się w oczy i nawet próbuje wydawać swoje dźwięki... czasem mu wychodzi ![]()
ostatnio słuchamy dużo muzyki - głośnej, rockowej i wiecie co - zasypia przy niej... genialne dziecko!
na spacerach jest taki spokojny, najczęściej sobie śpi
a ja się relaksuję - mam czas dla siebie.... nie dość, że się dotleniam to jeszcze gubię kalorie (tak na marginesie - już tydzień po porodzie wróciłam do swojej wagi sprzed ciąży, ba nawet ważę mniej...)...
kilka dni temu pospacerowaliśmy trochę dłużej i... musiałam go nakarmić na dworze... nowe doświadczenie... przechodnie bardzo pozytywnie to odebrali... uśmiechali się, popierali,nawet policjanci się pozytywnie patrzyli i kiwali głową... totalne zrozumienie... bardzo miłe uczucie...
fantastycznie jest być mamą
i pomimo ciągłego zmęczenia nie zamieniłabym tego czasu na inny.... nie oddałabym tych wszystkich chwil spędzonych z Synkiem... uwielbiam obserwować małego i zawsze wychwycę coś nowego... a to jakiś inny układ warg, a to jakieś inne ruchy paluszków, a to szybszy oddech... cudowne! i przyzwyczaiłam się do nocnego wstawania... już powoli pracujemy nad wypracowaniem stałego harmonogramu dnia...
ci, którzy zrezygnowali z tego czasu niech żałują... tego nie można nadrobić niczym...
Buźka ![]()
Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 13 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód i ciąża
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026